About Agnieszka Krygier-Łączkowska

Autor nie uzupełnił żadnych szczegółów
So far Agnieszka Krygier-Łączkowska has created 368 blog entries.

Aktualności – czerwiec 2019

Noc Świętojańska i „Tańczymy na plyndzu”

W tę najkrótszą noc w szamotulskim parku Zamkowym mogliśmy nie tylko słuchać muzyki, podziwiać obrzęd świętojański, ale także sami tańczyć nasze szamotulskie tańce. W programie znalazło się bowiem „Tańczenie na plyndzu”. Dodajmy od razu, że przygotowany na tę okazję „plyndz”, czyli miejsce do tańczenia, okazał się za mały. Tańczyło 85 par, co oznacza, że ustanowiliśmy nowy rekord tańczących! W tym roku Maciej Sierpiński, kierownik Zespołu Folklorystycznego „Szamotuły”, uczył nas 3 tańców. Była popularna „Marynia”, a także „Rajlender” i „Gołąbek”. Przypominamy, że projekt „Tańczymy na plyndzu” – w tym roku realizowany po raz trzeci – jest inicjatywą Stowarzyszenia „Wolna Grupa Twórcza”, a realizowany jest wspólnie z zespołem „Szamotuły” i Szamotulskim Ośrodkiem Kultury.

Zespół „Szamotuły” zaprezentował także własny program: najpierw tańce szamotulskie (grupa młodzieżowa zespołu), potem „zabawy dziecięce”, czyli zestaw tańców i piosenek w wykonaniu najmłodzej grupy, a po zapadnięciu zmroku obrzęd świętojański. Było pięknie! Na koniec do tańca zagrała Kapela Towarzyska. Zdjęcia Marta Szymankiewicz




Kwietne dywany w Sędzinach koło Dusznik

W Spycimierzu (gmina Uniejów) dywany z kwiatów w Boże Ciało układa się od ponad 200 lat. W naszych Sędzinach to dopiero 5. rok, ale widać, że zrodziła się już tradycja, którą zaakceptowała miejscowa społeczność. Kwiaty zbiera cała parafia, kobierzec układa kilkanaście osób – zawsze przed wejściem do kościoła. Pomysł zrodził się podczas jednej z katechez, kiedy ks. proboszcz Sławomir Pawlicki opowiadał młodzieży właśnie o Spycimierzu. W kościele Niepokalanego Serca NMP i św. Wojciecha w Sędzinach od kilku lat powstaje także największa w naszym regionie szopka bożonarodzeniowa (2. w Wielkopolsce). Do kościoła w Sędzinach zapraszamy przez cały rok. Warto obejrzeć tam obrazy i witraże Mariana Schwartza.

Zdjęcia z FB ks. Sławomira Pawlickiego



Sukcesy młodych historyków ze Szkoły Podstawowej nr 1 w Szamotułach

„Jedynkę” opuszcza właśnie grupa uczniów, którzy przez ostatnie lata z dużymi sukcesami uczestniczyli w różnych konkursach i projektach związanych z przeszłością i tradycją. Z zespołowych sukcesów trzeba wymienić projekty w ramach programu „Szkoła Dziedzictwa” (Brama Poznania), które w 4 edycjach programu 3 razy zdobyły nagrody, a raz wyróżnienie. Żadna ze szkół nie może pochwalić się takim sukcesem! Autorem wszystkich projektów był Paweł Biedny. Z grona uczniów trzeba wymienić najbardziej zaangażowanych; byli to: Jakub Michalski, Marcel Jakubowski, Julianna Sroka-Kierończyk, Wojciech Zarębski, Barbara Horała, Franek Chlebanowski i Zuzanna Strzelczyk. Kilka dni temu odbyła się gala, w czasie której uczniowie prezentowali swój nagrodzony projekt. W tym roku hasło projektu brzmiało „Ona” – uczniowie szamotulskiej szkoły zajęli się postacią Anny Łubieńskiej z Kiączyna pod Szamotułami, posłanki na Sejm Dzielnicowy w roku 1918, działaczki społecznej i oświatowej (więcej w tekście http://regionszamotulski.pl/anna-lubienska/). Postać ta stała się inspiracją do przyjrzenia się kobietom obecnie zajmującym się polityką i działalnością społeczną (więcej o projekcie pod linkiem http://regionszamotulski.pl/projekt-jestem-madra-jestem-wazna-jestem-potrzebna/).

Rocznik ten odniósł również wiele sukcesów indywidualnych. Maria Łączkowska, uczennica Urszuli Burman, dwukrotnie zajęła 3. miejsce w wojewódzkim Konkursie Wiedzy o Powstaniu Wielkopolskim. Jakub Michalski i Marcel Jakubowski zostali finalistami konkursów „Dzieje oręża i losy żołnierza Polskiego” oraz „Losy Polaków podczas II wojny” (etap wojewódzki). Ci sami uczniowie zostali nagrodzeni w konkursie Jestem Polakiem „30 lat wolności i praw obywatelskich w 30. rocznicę wyborów 4 czerwca 1989 r.” (konkurs organizowała posłanka Maria Małgorzata Janyska): Jakub Michalski otrzymał 1. nagrodę, a Marcel Jakubowski – 2. (moduł literacki konkursu). Cieszymy się, że mamy w naszym mieście tak zdolnych młodych ludzi: o dużej wiedzy, wytrwałych w działaniu i kreatywnych. Gratulujemy uczniom i nauczycielom!



Szamotuły na przeźroczach Mariana Różańskiego

Nasze zbiory wzbogaciły się ostatnio o zdigitalizowane przeźrocza autorstwa szamotulskiego fotografa Mariana Różańskiego (por. http://regionszamotulski.pl/marian-rozanski/). Za jakiś czas pokażemy ich większą liczbę, dziś prezentujemy dwa, oba z 1971 roku. Pierwsze powstało przy ul. Braci Czeskich w pobliżu skrzyżowania z Garncarską, zanim przeprowadzono połączenie tej pierwszej ulicy z Wroniecką (wówczas to była ul. gen. Świerczewskiego).

Na drugim zdjęciu widać drogę od szamotulskiej bazyliki kolegiackiej do cmentarza. Przed kościołem rośnie jeszcze wiąz Marysieńki (por. tekst http://regionszamotulski.pl/wiaz-przy-kosciele-w-szamotulach/). Zmieniły się również inne szczegóły otoczenia, mury świątyni trwają od XV w. (najprawdopodobniej 1. świątynia murowana powstała na tym miejscu w 2. poł. XIV w., w XV w. gruntownie ją przebudowano).

Zdjęcia udostępnił Rafał Różański (jest on na obu przeźroczach, na 2. – razem z siostrą Danutą).



Za nami kolejne Dni Szamotuł!

1 i 2 czerwca w Szamotułach – na Rynku i w parku Zamkowym – odbyło się wiele interesujących imprez i koncertów. Warto wymienić kilka z nich. 1 czerwca bardzo radośnie obchodzono Dzień Dziecka. Na Rynku pojawiła się wioska indiańska, występowały dzieci z sekcji muzycznych SzOK, szczególnie interesujący był koncert orkiestry kameralnej Capella Samotulinus, która zagrała przeboje muzyki filmowej, w tym utwory z animowanych filmów dla dzieci.

2 czerwca rozstrzygnięto konkurs „Szamotuły – miejsce dla talentów”. W ścisłym finale znalazły się trzy wokalistki: szamotulanki Zofia Dobak (14 lat) i Diana Prentka (15 lat) oraz Aleksandra Nowicka z Ostroroga. Zwyciężczynią tej edycji konkursu okazała się Zofia Dobak. Na głównej scenie – jak zawsze udanie – zaprezentował się zespół folklorystyczny „Szamotuły” oraz kapela dudziarska i kolejne sekcje SzOK: instrumentów dętych oraz taneczne.

Drugi dzień święta miasta to także Uliczny Festiwal Osobliwości, czyli UFO. W tym roku, w ramach 7. edycji imprezy na rynku i sąsiednich uliczkach stanęło 27 żywych rzeźb z kilku krajów, odbyło się także kilka pokazów teatru ulicznego. Widzom najbardziej spodobała się rzeźba zatytułowana „The Kiss” – pocałunek, inspirowana dziełem Rodina, którą prezentowali Catia Ferreira i Vitor Hugo Almeida z Portugalii. Warto odnotować, że po raz kolejny w ramach UFO pokazana została żywa rzeźba – postać związana z Szamotułami. W postać Halszki wcieliła się Joanna Nitefor. Więcej na temat festiwalu w tekście Moniki Romanowskiej-Pietrzak – kustosz szamotulskiego Muzeum – Zamku Górków: https://kulturaupodstaw.pl/ufo-w-szamotulach-monika-romanowska-pietrzak/?fbclid=IwAR32ym-eaMsyHg-L_KslOZLXIsRNfhpBT6rDIvlnyBtqrYjuE4qG14Ol3y0

Zdjęcia – Marta Szymankiewicz. Więcej fotografii pod linkiem http://regionszamotulski.pl/dni-szamotul-2019-w-obiektywie-marty-szymankiewicz/



Sukces licealistów z Szamotuł na Festiwalu Filmów Grozy „Filmsteria”

Celem festiwalu było wzbudzenie zainteresowania sztuką filmową, spotkanie jej pasjonatów, a także łamanie stereotypu dotyczącego filmów grozy. Organizatorzy chcieli pokazać ten gatunek jako pełnowartościowy tekst kultury. Dla wielu uczestników była to pierwsza okazja do pokazania swojego filmu na dużym ekranie.

Film uczniów Liceum Ogólnokształcącego im. ks. Piotra Skargi otrzymał nagrody za zdjęcia, montaż i kostiumy. Obraz „Tymonatu” przygotowali: scenariusz – Adrianna Skórnicka i Marcel Teska, zdjęcia i montaż – Bruno Palatyński. W roli tytułowej wystąpił: Tymon Jerzak, pozostali aktorzy to: Marcel Teska, Michalina Krychowiak, Wiktoria Stanke, Ada Przewoźna, Jakob Mumford.

W piątek 31 maja odbyła się gala festiwalu, warsztaty filmowe dla młodzieży oraz pokaz filmów w poznańskim kinie MUZA.



Ciekawostka z historii lokalnej

Banknoty emitowane w naszym regionie (tzw. pieniądz zastępczy) w czasie 1. wojny. Taka interesująca tablica wisi w Kancelarii Notarialnej Ewy Ludwiczak-Winter. Nadesłał Aleksander Winter.



Dzień Dziecka

Do życzeń dla dzieci małych i dużych dołączamy piękne plakaty Janusza Grabiańskiego (ur. w Szamotułach w 1929 r.).


Szamotuły, 12.06.2019

CZERWIEC 2019

IMPREZY I KONCERTY

Trwające


Minione

26.06.2019 godz. 18.00, Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy w Szamotułach


KINO

Aktualności – czerwiec 20192025-02-24T18:23:47+01:00

Bolesław Szczerkowski – nauczyciel i harcerz

Bolesław Szczerkowski (1906-1976)

Nauczyciel i harcerz

Dzieciństwo spędził w Poznaniu, ale całe swoje dorosłe życie związał z Ziemią Szamotulską. W jego rodzinie wiele osób wybierało zawód nauczyciela, on sam pracował kolejno w szkołach w Bobulczynie, Niewierzu, Dusznikach i w Szamotułach. Dłużej niż nauczycielem, bo od dzieciństwa, był harcerzem.

Jako nauczyciel pracował dziadek Bolesława Leon Szczerkowski (1842-1905), który przez ostatnie 25 lat swojego życia był kierownikiem szkoły elementarnej w Biezdrowie. W przekazie rodzinnym zachowała się informacja o karze, jaką władze szkolne nałożyły na Leona za zbyt opieszałe wprowadzanie przepisu o nauczaniu religii w języku niemieckim. Odebrano mu wówczas tzw. dodatek wschodni (Ostmarkzulage), jednak do końca jego życia uczniowie tej szkoły odmawiali pacierz i uczyli się religii po polsku.

Leon Szczerkowski i jego żona Nepomucena z domu Trojanowska (1844-1927) mieli dziewięcioro dzieci. Najstarszy był Bolesław (1870-1917), który poślubił Zofię z domu Ryster (1871-1953). Prawdopodobnie znali się od dzieciństwa, bo Wojciech Ryster (1844-1911) – ojciec Zofii – był kierownikiem szkoły w nieodległej od Biezdrowa Nowej Wsi.


Zdjęcie wykonane w Biezdrowie przed 1905 r. W środku Leon i Nepomucena Szczerkowscy


Bolesław i Zofia doczekali się ośmiorga dzieci, z czego troje zmarło we wczesnym dzieciństwie. Najmłodszy syn imię otrzymał po ojcu. Przed 1. wojną zamieszkali w Poznaniu. Bolesław-senior był kupcem i restauratorem, prowadził dwie restauracje: przy ul. Wronieckiej i w środkowej części Starego Rynku, w pobliżu pomnika św. Jana Nepomucena, w miejscu, gdzie dziś znajduje się Galeria Miejska Arsenał. Po przedwczesnej śmierci męża Zofia utrzymywała rodzinę z wynajmu pokoi i wydawania obiadów.

Naukę Bolesław rozpoczął jeszcze w szkole niemieckiej – w 1913 roku. Zachowały się jego świadectwa z tamtych czasów. Klasy numerowano wówczas odwrotnie: zaczynano więc naukę w szkole elementarnej w klasie 7., kończono w klasie 1. Przez pierwsze 4 lata nauki Bolesław Szczerkowski uczęszczał do Comeniuschule zu Polen, a następnie do Allerheiligenschule. Rok szkolny kończył się wówczas przed świętami wielkanocnymi, stąd w liście, wysłanym z Francji z frontu 1. wojny, najstarszy brat Edmund życzył Bolesiowi, żeby „na Wielkanoc został przesadzony”, czyli przeszedł do następnej klasy. Ojciec Bolesław nie doczekał niepodległości Polski, a Edmund wrócił z wojny ciężko chory i wkrótce zmarł. Naukę w Poznaniu Bolesław-syn kończył już w polskiej szkole Wszystkich Świętych (1921 r.). Podjął decyzję o dalszej nauce w Państwowym Seminarium Nauczycielskim Męskim w Rogoźnie, w którym w 1926 uzyskał świadectwo dojrzałości.


Bolesław i Zofia Szczerkowscy z dziećmi – ok. 1915 r. Od lewej Elżbieta (1902-1989), Edmund (1896-1920), Bolesław (1906-1976), Edward (1904-1999) i Henryk (1898-1973).


Jeszcze w czasach nauki w Poznaniu Bolesław Szczerkowski związał się z harcerstwem, na najstarszym zdjęciu, gdzie widać go w mundurze, ma około jedenastu lat. Pierwsze funkcje pełnił w Rogoźnie. Jeszcze w 1. połowie lat 20. zaczął  jeździć na obozy i zloty, najpierw jako uczestnik, drużynowy, potem jako organizator. Został instruktorem ZHP i w 1933 roku uzyskał stopień harcmistrza. Społecznie pełnił funkcję komendanta hufca w Szamotułach. W albumie zachowały się zdjęcia Bolesława Szczerkowskiego z wielkiego zlotu harcerstwa w Spale z okazji 25-lecia harcerstwa w Polsce. Odbył się on w lipcu 1935 roku na terenie rezydencji prezydenta RP Ignacego Mościckiego, a prezydent uczestniczył w inauguracji. W zlocie wzięło udział 25 tysięcy osób, wśród nich skauci z zagranicy, a nawet sześciu weteranów powstania styczniowego!


W mundurze instruktorskim – 1933 r. i na obozie harcerskim w Sierakowie – 1938 r.


Ukończenie seminarium nauczycielskiego dawało uprawnienia „do pełnienia obowiązków tymczasowego nauczyciela w szkołach powszechnych”. Pierwszym miejscem pracy Bolesława Szczerkowskiego była jednoklasowa szkoła w Bobulczynie. Był tam jedynym nauczycielem, więc zarazem kierownikiem. Jak wynika z zachowanego zdjęcia, w szkole w Bobulczynie uczyło się ponad sześćdziesięciu uczniów, zapewne podzielonych na dwa oddziały. W Bobulczynie Bolesław Szczerkowski zamieszkał razem z matką – Mateczką, jak nazywał ją w listach i prowadzonym w czasie wojny dzienniku.

W 1930 roku został przeniesiony do pracy w trzyklasowej szkole w Niewierzu, a w 1932 roku do siedmioklasowej szkoły w Dusznikach. We wrześniu 1939 roku miał po raz kolejny zmienić miejsce zamieszkania i pracy. Tym razem miały to być Szamotuły i Szkoła Powszechna im. Stanisława Staszica. Wybuch wojny odsunął to w czasie.


Bolesław Szczerkowski z uczniami szkoły w Bobulczynie, 1928 r.


W okresie międzywojennym – podobnie jak współcześnie – nauczyciele stale musieli się kształcić i podnosić swoje kwalifikacje. Aby zostać tzw. stałym nauczycielem, należało zdać egzamin praktyczny, Bolesław Szczerkowski zaliczył go w Czarnkowie w 1932 roku. W 1938 roku ukończył roczny Państwowy Wyższy Kurs Nauczycielski w Poznaniu. Egzaminy, które zdawał, świadczą o wybranej przez niego specjalizacji: śpiew i wychowanie fizyczne. W przyszłości zamierzał także uczyć religii, w kwietniu 1939 roku uzyskał podpisaną przez arcybiskupa poznańskiego i gnieźnieńskiego misję kanoniczną, czyli upoważnienie do prowadzenia szkolnej katechizacji. Oprócz tego w okresie międzywojennym ukończył kurs narciarski i piłki ręcznej (pod tym pojęciem rozumiano siatkówkę, koszykówkę oraz szczypiorniaka, czyli dzisiejszą piłkę ręczną).


Na obozie harcerskim, lata 30.


Bolesław i Zofia z domu Ryster, ok. 1895 r.

Stary Rynek w Poznaniu. W kamienicy za figurą św. Jana Nepomucena mieściła się restauracja Bolesława Szczerkowskiego (na szyldzie widnieje jego nazwisko). Dziś w tym miejscu znajduje się galeria Arsenał. Źródło pocztówki – Fotopolska.eu

Pierwsze świadectwo szkolne Bolesława Szczerkowskiego – 1914 r. W tamtych czasach każde świadectwo dziecka były podpisywane przez rodziców

Pierwsze zdjęcie Bolesława Szczerkowskiego w mundurze, 1917 r.

Drużyna harcerska, do której należał Bolesław Szczerkowski, początek lat 20. XX w.

Prezydent Ignacy Mościcki na zlocie harcerskim w Spale – 1935 r. Zdjęcie z albumu Bolesława Szczerkowskiego

Z matką przed szkołą w Bobulczynie, 1926-1930. Do garnituru przypięty krzyż harcerski

Jako komendant hufca w Szamotułach w czasie defilady, ul. Dworcowa, poł. lat 30.

W Zakopanem, 1936 r.


W okresie międzywojennym absolwenci szkół średnich i studiów odbywali roczną służbę wojskową, na którą składała się nauka w szkole podchorążych rezerwy, zakończona egzaminem, oraz praktyka dowódcza w jednostce wojskowej. Bolesław Szczerkowski przebywał w Szkole Podchorążych Rezerwy Piechoty nr 7 w Śremie (1928/29). Potem kilka razy uczestniczył w ćwiczeniach wojskowych i w 1931 roku został mianowany podporucznikiem rezerwy. W maju 1939 roku został przydzielony do Kompanii Pniewy Szamotulskiego Batalionu Obrony Narodowej.

Szamotulski Batalion Obrony Narodowej razem z siedmioma innymi wchodził w skład Poznańskiej Brygady Obrony Narodowej, utworzonej w kwietniu 1939 roku. Do jednostek tego typu powoływano rezerwistów starszych roczników (1900-1910), część z nich miała za sobą udział w powstaniu wielkopolskim, wojnie polsko-bolszewickiej, a niektórzy nawet w 1. wojnie światowej. Bolesławowi Szczerkowskiemu powierzono funkcję dowódcy 3. plutonu Kompanii Pniewy. Dowódcą batalionu był kpt. Stanisław Steczkowski.


Legitymacja Kompanii Pniewy Szamotulskiego Batalionu Obrony Narodowej


Ważnym dniem dla batalionu był 2 lipca 1939 roku, kiedy to na Rynku w Szamotułach odbyła się uroczystość zaprzysiężenia żołnierzy oraz przekazania broni zakupionej z pieniędzy zebranych przez społeczeństwo regionu. Była to uroczystość patriotyczna z udziałem władz wojskowych z gen. Edmundem Knoll-Kownackim, cywilnych, powstańców, przedstawicieli organizacji. Przy ołtarzu usytuowanym na Rynku obok krzyża została odprawiona msza św., a broń poświęcono. Filmowe migawki z tego wydarzenia obejrzeć można w przedwojennej Polskiej Kronice Filmowej.


Przekazanie broni Szamotulskiemu Batalionowi Obrony Narodowej

Obejrzyjcie kilka ujęć filmowych z przedwojennych Szamotuł (uwaga – dźwięk nagrany z opóźnieniem). Uroczystość przekazania broni Szamotulskiemu Batalionowi Obrony Narodowej odbyła się na Rynku przy krzyżu 2 lipca 1939 r. (w czołówce podano złą datę). Już wkrótce na naszym portalu będzie można przeczytać tekst o Szamotułach w przededniu wojny (źródło youtube.com, kanał Pathe 1939).Przypominamy, że nie jest to jedyny film, na którym można zobaczyć Szamotuły z okresu międzywojennego. Powstały prawdopodobnie w 1927 r. film oraz komentarz do niego znajdziecie pod linkiem http://regionszamotulski.pl/pierwszy-film-krecony-w-szamotulach/.

Opublikowany przez Region szamotulski – portal kulturalno-historyczny Środa, 29 sierpnia 2018


W połowie sierpnia (16-21) 1939 roku odbyło się kilkudniowe zgrupowanie całego batalionu na terenie między Jez. Kierskim i Lusowskim. Był to obszar, który przydzielono batalionowi do obrony na wypadek wojny. Bolesława Szczerkowskiego widać na zdjęciu zrobionym w tym czasie wśród żołnierzy plutonu, którym dowodził. 23 sierpnia ogłoszono alarm mobilizacyjny. Bolesław Szczerkowski – razem z Kompanią Pniewy – wyruszył na wcześniej przydzielone pozycje 24 sierpnia. Od tego dnia przebywał ze swoim plutonem w okolicy Batorowa i tam zastał go wybuch wojny.

Szamotulski Batalion ON rozpoczął wojnę w składzie 14. Dywizji Piechoty, jednej z dużych jednostek Armii „Poznań”, dowodzonej przez gen. Tadeusza Kutrzebę. 3 września batalion otrzymał rozkaz wycofania się z zajętych pozycji na linię obrony nad Bzurą. Bolesław Szczerkowski zanotował w swoim dzienniku miejscowości, przez które posuwał się batalion: Poznań (tu dopisał „zbombardowany”), Swarzędz („uciekinierzy”), Kostrzyn, Nekla, Anastazewo – do Skulska (7.09), dalej: Sompolno, Babiak, Przedecz, Chodecz i Łanięta (14.09). To właśnie w lesie w okolicach tej miejscowości 15 września Kompania Pniewy, z plutonem dowodzonym przez Szczerkowskiego, stoczyła swoją pierwszą walkę z nieprzyjacielem. W kolejnych dniach trwało dalsze wycofywanie batalionu na wschód: przez Suserz, Lwówek, Sanniki, Aleksandrów w kierunku Iłowa – miejscowości położonej w pobliżu Wisły, na północny-zachód od Sochaczewa. Pod datą 18 września Bolesław Szczerkowski zanotował: „Nad ranem zamieszanie – niewola”. Podobny los spotkał innych żołnierzy Szamotulskiego Batalionu Obrony Narodowej, większość z nich trafiła do niewoli w dniach 18-20 września.


Pluton Duszniki Kompanii Pniewy na ćwiczeniach w sierpniu 1939 r.


Pobyt w niewoli Bolesława Szczerkowskiego trwał do 29 kwietnia 1945, kiedy to w dzienniku zanotował: „Od rana wolni od Niemców”. Obóz jeniecki VII A w Murnau na południu Niemiec tego właśnie dnia wyzwoliły wojska amerykańskie. Bolesław Szczerkowski przebywał w Murnau od grudnia 1939 roku, otrzymał numer jeniecki 1158; wcześniej krótko był przetrzymywany w obozie VII B w Eichstädt. 

Jeńcy oflagów nie pracowali, martwili się o los najbliższych i o przyszłość ojczyzny. Nie musieli każdego dnia walczyć o przetrwanie, jednak ich sytuacja psychiczna była trudna. Musieli wypełnić sobie czymś czas. Bolesław Szczerkowski zaangażował się w działalność stworzonego przez jeńców chóru, od czasu do czasu chodził na różnego typu wykłady, ukończył dwa kursy metodyczne dla nauczycieli i uczył się gramatyki języka niemieckiego. Te ostatnie zajęcia prowadził Andrzej Hanyż – przedwojenny nauczyciel historii i geografii w Gimnazjum i Liceum im. ks. Piotra Skargi w Szamotułach, regionalista, autor wydanej krótko przed wojną książki Ziemia Szamotulska w walce o wolność 1793-1939. Dochód z niej zasilił fundusz, z którego kupiono broń przekazaną Szamotulskiemu Batalionowi Obrony Narodowej. Od początku pobytu w Murnau Bolesław Szczerkowski działał także w tajnym kręgu starszoharcerskim.


Wraz z innymi oficerami w Murnau


Jeńcom obozu w Murnau doskwierała ciasnota i głód. Bolesław Szczerkowski bardzo cieszył się z każdej nadesłanej paczki żywnościowej i niemal z każdego listu (bo niektóre, jak notował, zawierały „smutne wiadomości”). Listy i paczki żywnościowe regularnie przysyłała do obozu – jak ją nazywał – „pani Helena”, czyli Helena Kaźmierczak, późniejsza żona, którą poznał jako koleżankę swojej siostry Elżbiety (por. tekst http://regionszamotulski.pl/helena-szczerkowska-wspomnienia-z-mlodosci/).

Po wyzwoleniu obozu Bolesław Szczerkowski zaangażował się w pracę w Ośrodku Polskim w Murnau, gdzie został kierownikiem zbiórki i rozdziału żywności. Przez kilka miesięcy uczył też w stworzonej tam szkole powszechnej dla polskich dzieci. 11 września pierwszym transportem wrócił do Polski.


W czasie chrzcin młodszej córki Danuty – 1949 r. W górnym rzędzie od lewej: Henryk Szczerkowski, Franciszek Kaźmierczak, Bolesław Szczerkowski, Krystyna Starosta z domu Szczerkowska,  Waldy Michalski, Edward Szczerkowski, Marian Kaźmierczak i Henryk Kaźmierczak. W dolnym rzędzie: Elżbieta Rosa z domu Szczerkowska, Helena Szczerkowska (żona Bolesława) z córką Elżbietą, Zofia Szczerkowska (matka), Maria Szczerkowska, Czesława Kaźmierczak i Gabrysia Szczerkowska (córka Edwarda i Marii).


Pracę zaczął w szkole, w której miał uczyć od września 1939 roku – w Szkole Podstawowej nr 1 (w latach 1949-51 pełni funkcję kierownika szkoły). Dodatkowo uczył także w szkołach średnich (Państwowym Gimnazjum i Liceum im. ks. Piotra Skargi i Publicznej Średniej Szkole Zawodowej) wychowania fizycznego i przysposobienia wojskowego. Od 1952 roku uczył w Szkole Podstawowej nr 3, w latach 1961-70 był zastępcą kierownika tej szkoły. Ukończył kolejne kursy i szkolenia nakazane przez nowe władze. W pracy nauczyciela w okresie powojennym miał dwie przerwy. Pierwszą w latach 1951-52, kiedy pełnił funkcję przewodniczącego Prezydium Miejskiej Rady Narodowej, drugą w latach 1957-61, gdy był etatowym komendantem hufca ZHP w Szamotułach.

To praca harcerska dawała mu najwięcej radości i satysfakcji. Pierwsze obozy po wojnie organizował już w 1946 roku. Jak napisali we wspomnieniu przygotowanym z okazji 80-lecia ZHP w Szamotułach Aniela i Jerzy Kmieciakowie oraz Katarzyna Grążka, „daje młodym ludziom po latach wojny radość życia, radość tworzenia, uczy widzieć wokół siebie dobro” (poznański dodatek „Gazety Wyborczej” z 28.11.2003 r. ). W 1949 roku Związek Harcerstwa Polskiego został zlikwidowany, a jego struktury wcielono do Związku Młodzieży Polskiej. Kiedy w końcu 1956 roku reaktywowano ZHP, Bolesław Szczerkowski całym sercem angażuje się w szkolenie nowych drużynowych i zastępowych, tworzenie drużyn, organizowanie wyjazdów i imprez harcerskich. Harcerstwo na Ziemi Szamotulskiej działało wówczas bardzo prężnie.  W latach 1974-75 Bolesław Szczerkowski pomagał w procedurze nadania szamotulskiemu hufcowi ZHP imienia Armii Poznań. Zbierał dokumenty i je opracowywał, był współautorem przygotowanego z tej okazji biuletynu. „Dziś ludzie, którzy go znali, mówią, że z jego postaci emanowała serdeczność i skromność, był i jest dla nich niekwestionowanym autorytetem” – napisano w cytowanym już wspomnieniu. W 2004 roku na budynku Szkoły Podstawowej nr 3 w Szamotułach odsłonięto tablicę poświęconą pamięci druha Bolesława Szczerkowskiego.

Jego działaniami można by obdzielić kilka życiorysów. Na emeryturze prowadził Klub Seniora, był prezesem ogniska nauczycieli-emerytów, kierownikiem klubu Związku Nauczycielstwa Polskiego, nadal działał w wielu organizacjach społecznych i … udzielał lekcji skrzypiec. Jego instrument do dziś wisi na ścianie w pokoju córki Danuty.  Zmarł nagle, krótko po swoich 70. urodzinach.

Agnieszka Krygier-Łączkowska

W mundurze oficerskim – krótko przed wojną

Karta mobilizacyjna – 26.05.1939 r.

W niewoli niemieckiej – Murnau, grudzień 1939 r.

Murnau, koncert poświęcony twórczości Jana Kochanowskiego. W chórze Bolesław Szczerkowski (2. z prawej)

Życzenia, które jeńcy obozu w Murnau przesyłali sobie wzajemnie

Legitymacja byłego jeńca wojennego – 1945 r.

Nieśmiertelnik Bolesława Szczerkowskiego z oflagu w Murnau. Nieśmiertelniki pomagały identyfikować żołnierza w razie jego śmierci lub zranienia. W wypadku śmierci blaszkę łamano, jedną część pozostawiano przy zwłokach, drugą odsyłano do rodziny.

W Szamotułach, ok. 1975 r.

Ostatnie zdjęcie Bolesława Szczerkowskiego, sierpień 1976 r.


Wspomnienie harcmistrza Jerzego Kmieciaka


Zdjęcia i materiały historyczne udostępniła Danuta Szczerkowska.

Szamotuły, 11.06.2019

Bolesław Szczerkowski – nauczyciel i harcerz2025-09-06T20:02:46+02:00

Pierwsze matury w gimnazjum ks. Piotra Skargi – 1924 i 1925 r.

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Pierwsze gimnazjalne matury – 1924 i 1925 r.

Matura przedwojenna – wbrew częstym opiniom – nie była egzaminem bardzo trudnym, choć mocno dla ucznia wyczerpującym. Zdawało się więcej przedmiotów niż dziś, poszczególne egzaminy były mniej rozłożone w czasie. Stopień zdawalności był jednak wysoki. Bez wątpienia matura była egzaminem elitarnym, bo w całej Polsce w okresie międzywojennym przystępowało do niej zaledwie kilka tysięcy młodych ludzi (współcześnie – ok. 250 tysięcy).    

O maturze

Pierwsza matura w szamotulskim Państwowym Gimnazjum Humanistycznym im. ks. Piotra Skargi odbyła się w 1924 roku. Do reformy w 1932 roku gimnazja miały charakter szkół średnich ośmioklasowych, w przeciwieństwie do szkół powszechnych były odpłatne. Wspomniana reforma wprowadziła szkoły średnie sześcioklasowe: 4-letnie gimnazjum i 2-letnie liceum, do gimnazjum można było zdawać egzamin po ukończeniu 6 klas szkoły powszechnej.

Pierwszy nabór do gimnazjum w Szamotułach przeprowadzono w 1919 roku. Utworzono wówczas 4 klasy, najwyższa z nich, czyli czwarta, w 1924 roku była klasą ósmą i przystąpiła do matury.  Ten pierwszy rocznik był nieliczny, egzamin dojrzałości zdawało 11 uczniów (samych chłopców), 10 uzyskało wynik pozytywny. W drugim roczniku – w 1925 roku – było już 22 maturzystów, wśród nich dwie dziewczyny, tylko jeden z uczniów oblał egzamin.

Komisję maturalną tworzyli nauczyciele danej szkoły, to oni oceniali prace pisemne uczniów i pytali ich na egzaminie ustnym. Jedynie przewodniczący komisji nie należał do grona pedagogicznego, w latach 1924 i 25 był nim wizytator okręgowy Mieczysław Jabczyński.


Maturzyści z 1924 r.: Ryszard Grzeszczak, Edmund Straszewski, Kazimierz Konkol, Antoni Zwierzyński, Wacław Trafalski, Witold Białasik, Edmund Sundmann, Zygmunt Metzig, Zbigniew Ostojski, Marian Ruczyński.

Nauczyciele: (stoją) Józef Milisiewicz – gimnastyka, Karol Gutsche – j. angielski, Wacław Masłowski – rysunek, Franciszek Wojciechowski – gimnastyka, Wiktor Krukowski – lekarz, Józef Bajerlein – geografia, (siedzą) Aleksander Fediaj – fizyka, Maria Lipińska – j. polski, Jan Kotlarz – łacina, Teresa Sprzyszewska – j. francuski, Jan Sprzyszewski – matematyka (dyrektor), ks. prefekt – Karol Gałęzowski, Eliasz Arystow – matematyka, ks. Hipolit Kowalewicz. Zdjęcie – własność Ewa Michalska-Czajka.


Pewne wnioski na temat zasad tamtych egzaminów można sformułować na podstawie zachowanych protokołów i kopii świadectw. Po pierwsze – można było uzyskać świadectwo dojrzałości przy jednej ocenie niedostatecznej, o ile inny przedmiot zdało się na co najmniej ocenę dobrą. Na świadectwie maturalnym umieszczano wówczas wpis typu: „Na podstawie tych wyników podpisana Komisja egzaminacyjna przyznaje mu/jej świadectwo dojrzałości,  uznając niedostateczny postęp w matematyce za wyrównany dobrym postępem w języku polskim”. W 1924 roku tego rodzaju świadectwo uzyskał jeden uczeń (na 10), w 1925 roku – 6 (na 21). W tym ostatnim roku maturzyści mieli problem z matematyką, bo aż pięciu z nich musiało niedostateczną ocenę z tego przedmiotu „wyrównywać dobrym postępem” z polskiego, francuskiego czy religii. Niejednemu dzisiejszemu maturzyście taka zasada bardzo by się spodobała!

Po drugie – można było przystąpić do matury, mając wystawione oceny niedostateczne na koniec roku i to nawet z kilku przedmiotów. Jeżeli uczeń w czasie egzaminu uzyskał ocenę pozytywną, na świadectwie umieszczano adnotację typu: „Całoroczne postępy ucznia w fizyce były niedostateczne; ponieważ wynik egzaminu tak pisemnego jak ustnego był zadowalający, przyznała mu komisja egzaminacyjna stopień dostateczny”.  Ocenę niedostateczną z egzaminu pisemnego można było poprawić w czasie ustnych odpowiedzi. Na świadectwo wpisywano tzw. ocenę ostateczną, będącą wypadkową ocen na koniec szkoły, z egzaminu pisemnego i ustnego. Mogło więc zdarzyć się też tak, że ktoś otrzymał na świadectwie maturalnym ocenę niższą od tej, na którą napisał maturę.

Po trzecie – komisja mogła zwolnić maturzystę z konieczności zdawania egzaminów ustnych. Taką zasadę stosowano również w czasie egzaminów przed 2005 rokiem, jednak jej zakres wyglądał zupełnie inaczej. O ile dobrze interpretuję świadectwa, zwolnienie z egzaminów ustnych następowało, gdy uczeń zdał wszystkie egzaminy pisemne, nie miał ocen niedostatecznych na koniec roku i komisja uznała, że nie trzeba już dodatkowo sprawdzać jego wiedzy. Adnotacja o „uwolnieniu” z egzaminu ustnego pojawiła się na świadectwie tylko jednego ucznia z pierwszego rocznika maturalnego i na sześciu świadectwach z drugiego rocznika.

Oceny były raczej surowe, stopień bardzo dobry stawiano rzadko.  Dość powiedzieć, że średnia ocen Antoniego Zwierzyńskiego, który w 1924 roku miał najlepsze świadectwo w klasie, wyniosła 3,78. W kolejnym roczniku oceny najlepszych w klasie były trochę wyższe, cała szóstka uczniów zwolnionych z egzaminu ustnego miała średnią 4,0 i wyższą, a najlepsze oceny uzyskał Jan Zwierzyński (brat Antoniego), którego średnia wyniosła 4,42.


Fragment świadectwa maturalnego z 1925 r.


Pierwszego dnia zdawało się tak jak dziś język polski. Było to tradycyjne wypracowanie, które abiturienci pisali przez 300 minut na jeden z trzech podanych tematów. W 1. połowie lat 20. niektóre tematy wymagały połączenia wiedzy polonistycznej z historyczną. Oto tematy, na które pisali szamotulscy uczniowie podczas dwóch pierwszych matur: 1924. 1. Nil mortalibus ardui est; 2. Mickiewicz jako herold czynu; 3. „Nie-Boska” jako sąd poety o ruchu rewolucyjnym 1 połowy XIX w. ; 1925 1. Prawa nasze do Bałtyku (na podstawach: etnicznych, geograficznych, komunikacyjnych i politycznych); 2. Wielkie trudności kształtują wielkie charaktery; 3. Heroizm postaci utworów naszych trzech wieszczów. Tego typu tematy współcześnie nie mogłyby się pojawić. Niektóre z nich odwołują się do szczegółowej wiedzy dotyczącej lektur, której dziś nie sprawdza się na maturze, inne mogłyby być napisane na bardzo różne sposoby i niemożliwe byłoby sporządzenie do nich klucza do oceny przez egzaminatora. A dziś – niestety – pisze się i sprawdza wypracowanie „pod klucz” i zgodnie z kluczem, co zabija indywidualność.

Drugiego dnia maturzyści zdawali przedmiot zgodny z profilem, w wypadku gimnazjum humanistycznego – łacinę. Trzeci i czwarty dzień przewidziany był na matematykę, podzieloną na algebrę i geometrię, piątego dnia zdawano obowiązkowy język obcy, w Szamotułach był to francuski. Z łaciny trzeba było przetłumaczyć i objaśnić przedstawiony tekst, na matematyce były do rozwiązania 4 zadania, a na języku obcym pisało się wypracowanie wymagające wiedzy z zakresu historii i współczesności danego państwa (w przypadku uczniów z Szamotuł – Francji). 

Dla zainteresowanych podaję zadania maturalne z matematyki, które abiturienci rozwiązywali podczas pierwszej szamotulskiej matury:

  1. Celem zmierzenia objętości kopca, mającego postać stożka, zmierzono jego tworzącą I = 25 m i kąt nachylenia tworzącej do podstawy stożka = 48° 30′ 12″. Obliczyć objętość kopca.
  2. Znaleźć równanie stycznej do koła x² + y² = 25, poprowadzonej równolegle do prostej, która przechodzi przez dwa punkty dane M₁ (1;7) i M₂ (4;3).
  3. Z dwóch punktów A i B, oddalonych od siebie o 42 m, wyruszyły jednocześnie dwa ciała i idą ku sobie na spotkanie. Pierwsze ciało w ciągu pierwszej sekundy przeszło 3 m, a w każdą następną sekundę zwiększało szybkość ruchu 2 razy. Drugie ciało w ciągu pierwszej sekundy przeszło 1 m, a w każdą następną sekundę zwiększało szybkość ruchu 4 razy. Przez ile sekund od początku ruchu i jak daleko od A ciała się spotkają?
  4. Podstawa trójkąta ABC, BC = 7 cm, kąt przy podstawie B = 45°, wysokość, spuszczona na podstawę, h = 4 cm. Wykreślić trójkąt i obliczyć jego boki.

Matura była ważnym wydarzeniem dla całego miasta, a nazwiska uczniów, którzy zdali egzamin, podawała lokalna prasa. Po rozdaniu świadectw odbywał się bal w „Złotej Sali” hotelu „Eldorado” przy ul. Dworcowej (wówczas ten odcinek nazywany był ul. Klasztorną). Oprócz uczniów i nauczycieli brali w nim udział zaproszeni goście: przedstawiciele władz miasta, stowarzyszeń oraz – jak donosiła „Gazeta Szamotulska” – „nadobne panie i spomiędzy najurodziwszych wybrane dziewice”. Do tańca grał Andrzej Przybylski – miejscowy muzyk i organista w kościele kolegiackim. Bawiono się aż do rana.



O maturzystach

Wydarzenia wojenne zakłócały lub uniemożliwiały normalną edukację, więc tak po I, jak i po II wojnie do tych samych klas chodzili uczniowie z różnych roczników. W 1924 roku w szamotulskim gimnazjum egzamin dojrzałości zdawali chłopcy urodzeni w latach 1903-1907, w 1925 roku – uczniowie z roczników 1902-1907. 

Pochodzili z różnych stron. Tylko trzech uczniów z obu roczników urodziło się w Szamotułach; oprócz braci Zwierzyńskich, synów nauczycielki Marii Zwierzyńskiej, szamotulaninem był także najmłodszy w 1. roczniku maturalnym Witold Białasik, jeden uczeń urodził się w Grzebienisku, jeden w Dobrojewie, jeden w Kłodzisku, kilku pochodziło z sąsiednich powiatów i z Poznania. Grupka uczniów trafiła do gimnazjum w Szamotułach po likwidacji szkoły w Pyzdrach, pochodzili oni głównie z okolic Słupcy, zatem z dawnego zaboru rosyjskiego. Pozostali jako miejsce urodzenia mieli wpisane miejscowości z terenów jeszcze bardziej odległych. Jeden urodził się w Chicago, aż czworo przyjechało do Szamotuł z terenów Podola i Ukrainy, które zostały objęte rewolucją i znalazły się w obrębie Związku Radzieckiego.        

Uczniowie szamotulskiego gimnazjum w tamtych czasach nosili granatowe, okrągłe czapki z biało-czerwoną wstążką. Zdecydowana większość uczniów z pierwszych roczników mieszkała na stancjach. Klasa, która egzamin dojrzałości zdawała w 1925 roku, prowadziła wierszowaną kronikę „Gimnasii Szamotuliensis Abiturientia”, która do dziś przechowywana jest w szkole. Jeden z wierszy wskazuje, skąd wzięły się oceny niedostateczne z matematyki na świadectwach maturalnych. Otóż mowa jest tam o unieważnieniu prac uczniów, którzy w czasie trwania egzaminu pisemnego z tego przedmiotu, „za często wychodzili” z auli. Inne teksty tam zawarte odzwierciedlają prawidłowości charakterystyczne chyba dla każdego rocznika maturzystów: obawę przed zbliżającym się egzaminem, podsycaną jeszcze przez nauczycieli, stale przypominających, co wkrótce czeka uczniów, dalej pojawiają się stwierdzenia, że jednak matura nie była tak straszna, jak oczekiwano. Jest trochę młodzieńczych uszczypliwości wobec nauczycieli, ale też wyrazy dużej sympatii do nich i smutek rozstania – ze szkołą i  sobą nawzajem. 



Warto dodać, że już kilka miesięcy po maturze pierwsi absolwenci gimnazjum zawiązali Akademickie Koło Szamotulan, które zaczęło jednak działać dopiero rok później, gdy dołączył do nich kolejny rocznik. Członkowie Koła wygłaszali referaty na różnego typu imprezach i zebraniach w Szamotułach, organizowali coroczne wieczorki karnawałowe. W 1930 roku zawiązali komitet, którego celem było zebranie funduszy na nagrobki dla dwóch zmarłych nauczycieli gimnazjum, zorganizowali także pierwszy zjazd absolwentów w 1934 roku. Akademickie Koło Szamotulan odegrało ważną rolę w przygotowaniu widowiska Wesele szamotulskie (por. http://regionszamotulski.pl/wesele-szamotulskie/). Do  władz Koła przez długie lata należeli absolwenci dwóch pierwszych roczników: Antoni Zwierzyński, Celestyn Graszewicz i Tadeusz Wasilewski.

O dalszych losach tych dwóch roczników wiem niewiele. Kilku absolwentów zostało prawnikami (Antoni i Jan Zwierzyńscy, Tadeusz Białasik, Celestyn Graszewicz, Edmund Straszewski), byli w tym gronie lekarze (Roman Grzeszczak) i ekonomiści (Edmund Sundmann). Marian Ruczyński, syn Bronisława Ruczyńskiego – starosty szamotulskiego w latach 1919-1928, najpierw został wojskowym, a krótko przed wojną wstąpił do zakonu – został członkiem Towarzystwa Chrystusowego. Marian Ruczyński, Edmund Straszewski i Antoni Zwierzyński zginęli w czasie II wojny.


Jan Zwierzyński (1907-1999) – prawnik, właściciel kancelarii prawnych w Poznaniu


O nauczycielach

Grono pedagogiczne w tamtych latach często się zmieniało. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości brakowało polskich nauczycieli, na tereny dawnego zaboru pruskiego przybywali z różnych stron. W 1918 roku przyjechał na tereny polskie Eliasz Arystow – znakomity nauczyciel matematyki, Rosjanin z pochodzenia, a Polak z wyboru, który w czasach studiów w Petersburgu za świetne wyniki w nauce otrzymał od cara tytuł szlachecki. W szamotulskim gimnazjum i liceum uczył od 1923 do 1950 roku. „Był wzorcem bezstronności i sprawiedliwości w traktowaniu uczniów, darząc szczególną troskliwością uczniów słabszych” – wspominał go wychowanek z 1925 roku Jan Zwierzyński. Ślązakiem był Jan Kotlarz – niezwykle wymagający łacinnik, nerwowo reagujący na braki w wiedzy, ale wspominany po latach z wielkim sentymentem.

Członkiem komisji maturalnej był także ks. Karol Gałęzowski – pierwszy prefekt szamotulskiego gimnazjum, pochodzący z Kresów Wschodnich, który w 1922 roku założył w szamotulskim gimnazjum męską drużynę harcerską im. Bolesława Chrobrego (dla chłopców poniżej 15. roku życia) i był opiekunem duchowym hufca. Na początku 1945 roku ks. Gałęzowski został aresztowany przez NKWD w Łucku, gdzie pracował jako duszpasterz. Był przetrzymywany w więzieniu w Kijowie, a następnie zesłany do łagru na Półwyspie Kolskim; zmarł tam w 1950 roku.

Na świadectwach dojrzałości z 1925 roku widnieje też podpis Wacława Masłowskiego – artysty malarza, nauczyciela gimnazjum w Szamotułach w latach 1922-1932. Masłowski nie tylko uczył rysunku, ale także prowadził szkolny teatr. We wspomnianej kronice rocznika maturalnego 1925 narysował portrety wszystkich uczniów. Jako artysta tworzył obrazy olejne i akwarele (na jednej z nich uwiecznił budynek gimnazjum), rzeźbił. Wykonał także wystrój reprezentacyjnych pomieszczeń w Szamotułach, m.in. ozdobił aulę gimnazjum, „Złotą Salę” hotelu „Eldorado” – tę, w której odbywały się bale maturalne, i salę Sundmanna – drugie najważniejsze miejsce szamotulskich imprez. W tej ostatniej sali wystawiano przedstawienia, na deskach tamtejszej sceny odbyła się premiera Wesela szamotulskiego, a sam Masłowski wielokrotnie występował tam z prowadzonym przez siebie Kołem Scenicznym im. Juliusza Słowackiego. Koło co roku przygotowywało kilka nowych przedstawień i wyjeżdżało na występy do innych miast.

Pierwsza matura w szamotulskim gimnazjum odbyła się, gdy tymczasowo obowiązki dyrektora sprawował matematyk Jan Sprzyszewski. Zastąpił on pierwszego dyrektora Jana Bobkę. Rocznik maturalny 1925 swój egzamin zdawał już za czasów Kazimierza Beika, późniejszego długoletniego dyrektora (1924-49), germanisty, który oprócz języka niemieckiego w gimnazjum uczył łaciny.


Radosne lata w Niepodległej

Jan Zwierzyński, absolwent z 1925 roku, tak zanotował w swoich „Migawkach z lat szkolnych”, opublikowanych w książce 70 lat Gimnazjum i Liceum w Szamotułach (1919-1989):

Mojemu pokoleniu przyszło żyć w burzliwych czasach, nie szczędzących ludziom tragedii. Jednak lata młodości tego pokolenia były radosne i szczęśliwe. Powie ktoś, że tak jest od początku świata. Jednak nasze lata młodości przypadły w okresie wyjątkowym. Polska była niepodległa, byliśmy jej pierwszym pokoleniem. Ten fakt nadawał piętno wyróżniające naszym czasom szkolnym. A trzeba dodać, że moje życie gimnazjalne przypadło na początkowe lata niepodległości. Atmosfera tych lat, entuzjazm, historyczna wielkość otaczających nas zjawisk, ogrom przemian – to wszystko promieniowało na nas uczniów, którzy wyjątkowość tych czasów rozumieć zaczynali dopiero w klasach wyższych – i to z braku doświadczenia nie w pełni.


Pierwszy budynek Gimnazjum im. ks. Piotra Skargi w Szamotułach. Powstał w 1882 r. jako siedziba Landwirtschaftsschule – 6-letniej szkoły zawodowej, która przygotowywała młodzież do pracy w rolnictwie i  kończyła się maturą. Była to jedyna w Wielkopolsce szkoła tego typu, dwa lata wcześniej przeniesiono ją do Szamotuł ze Wschowy (szkołę utworzono tam w 1877 r.). Większość uczniów stanowili Niemcy. W 1919 roku szkołę spolszczono, opuściło ją grono ponad 100 uczniów niemieckich, a pozostali dokończyli w niej edukację w 1921 roku.

Pocztówka z lat 1905-18. Źródło: Szamotuły na dawnej pocztówce (1898-1939), Szamotuły 2000.

Kopia akwareli Wacława Masłowskiego, opublikowana w czasopiśmie gimnazjalnym „W Grodzie Halszki” (1934 r.)

Pieczątki z dokumentów szkolnych – 1924 i 1925 r.


„Gazeta Szamotulska” czerwiec 1924 r.



Maturzyści z 1925 r. (wybrane rysunki pióra Wacława Masłowskiego)

Emilia Michalska i Natalia Szendzikowska – pierwsze dziewczyny, które zdały maturę w szamotulskim gimnazjum.


„Gazeta Szamotulska” maj-czerwiec 1925 r.


Matura z 1938 r. W środku (na podwyższeniu) dyrektor Kazimierz Beik. Na fotografii są również Eliasz Arystow (siedzi 4. z lewej) oraz Stefan Pawela – dyrektor w latach 1955-64 (4. z prawej). 1. z lewej siedzi nauczyciel gimnastyki Henryk Nowak (por. http://regionszamotulski.pl/henryk-nowak-sportowiec-nauczyciel-i-trener/). Zdjęcie – własność Andrzej Nowak.


Okładka – drzeworyt Stanisława Zgaińskiego


Agnieszka Krygier-Łączkowska

Od urodzenia związana z Szamotułami. Polonistka (jak mama) i regionalist(k)a (jak tata).

Dr nauk humanistycznych, redaktor i popularyzator nauki. Prezes Stowarzyszenia WOLNA GRUPA TWÓRCZA, wiceprezes Szamotulskiego Stowarzyszenia Charytatywnego POMOC.

Pierwsze matury w gimnazjum ks. Piotra Skargi – 1924 i 1925 r.2022-05-05T15:01:36+02:00

Piotr Mańczak – projekt fotograficzny „Szamotulanie21”

W obiektywie Piotra Mańczaka

Szamotulanie21 – projekt fotograficzny


Komentarz Autora:

Jesteśmy różni. Nawet bardzo. Paradoksalnie to nasza wspólna cecha. Nieograniczone spektrum aktywności i otoczenia, w którym działamy, kreuje fenomen życia.  Ale w codziennym pędzie i powierzchowności spojrzeń widać często tylko to, co zwyczajne i nieciekawe. Dopiero gdy uda się wpasować w codzienny rytm innych, wyostrza się wzrok, podkręcają kolory i tworzą całe nowe światy. Nie rozstrzygam, który z nich jest lepszy albo bardziej prawdziwy. Zachęcam jednak do podejrzenia tego, który jest po prostu mniej oczywisty i mniej znany.

Projekt przedstawia 21 postaci związanych z Szamotułami na początku 21. wieku. Z założenia dokumentacyjny charakter nakreślił podstawowy priorytet, którym była minimalna ingerencja w fotografowaną scenę. Zasadnicza część projektu powstawała ponad trzy lata. Brak pośpiechu, w założeniu celowy, traktuję jako duży atut. Z drugiej strony prezentowane fotograficzne obrazy to portret świata, którego już nie ma. Ale to może właśnie ta najważniejsza cecha stanowiąca o ich wartości.

Za zaufanie i ogromną dawkę energii z całych sił dziękuję współtwórcom; są to: Ewa Krygier, Danuta Tecław, Agata Araszkiewicz, Maja Stachowiak, Agnieszka Saternus, Justyna Kuźniak, Sandra Damazyn, Gabrysia Mussa Kibakaya, Alojzy Starosta, Ryszard Surma, Stefan Dobak, Stanisław Dolata, Jan Szumski, Włodzimierz Kaczmarek, Mariusz Marciniak, Jarek Kałużyński, Darek Tarczewski, Paweł Kolat, Jan Myszkowski, Filip Solarz, Maciej Mańczak. 
Bez Was nie byłoby nic.



Szamotuły, 28.05.2019

Piotr Mańczak – projekt fotograficzny „Szamotulanie21”2025-01-07T10:19:41+01:00

Marian Różański

Marian Różański (1934-2001)

Człowiek z aparatem fotograficznym

Dla syna Rafała ojciec fotografował od zawsze. Najbardziej cenił sobie zdjęcia przyrody, choć ówczesne aparaty fotograficzne miały małe możliwości zrobienia dobrego zdjęcia szczegółów natury. Zostały wyjątkowe albumy rodzinne – swego rodzaju kroniki życia rodziny i przyrody.

Marian Różański z synem Rafałem, 1967 r.

Z córką Danutą, 1970 r.

Z córką, 1971 r.

Żona, dzieci i teściowie, 1967 r.

Z Rafałem, 1972 r.

Plakat wystawy, 1966 r.

Fragment strony z albumu rodzinnego, 1975 r.

1977 r.

1977 r.

1977 r.

1977 r.

Zdjęcia rodzinne udostępnił Rafał Różański

Rodzicami Mariana byli Helena z domu Kowalewska (1908-1981) i Władysław Różański (1907-1978). Przez długie lata mieszkali w Szamotułach przy ul. Nowowiejskiego, ale Marian urodził się jeszcze w Piotrkówku – rodzinnej miejscowości Kowalewskich. Bracia Heleny – Marcin i Stanisław brali udział w powstaniu wielkopolskim (więcej na ich temat w artykule http://regionszamotulski.pl/marcin-kowalewski/). Siostra Heleny – Wiktoria wyszła za mąż za inżyniera Stanisława Łysiaka, zamieszkali w Warszawie. Z tego małżeństwa urodził się popularny pisarz i felietonista Waldemar, który akcję swej wydanej w 1980 roku powieści Szachista, osadził w Szamotułach. Wówczas Marian – najbliższy kuzyn autora – wykonał kilkanaście zdjęć do książki. Ojciec Mariana – Władysław z zawodu był szewcem, ale pracował w szamotulskiej olejarni.


1966 r.


Być może praca ojca zainspirowała Mariana – po ukończeniu Szkoły Podstawowej  nr 1 – do podjęcia nauki w technikum tłuszczowym, najpierw w Gdańsku, a potem w Szopienicach, gdzie szkoła została przeniesiona (dziś to Zespół Szkół Przemysłu Spożywczego w granicach Katowic). Służbę wojskową odbył w Chorzowie, w czasach szkolnych i w wojsku trenował lekką atletykę i wielokrotnie startował w zawodach sportowych. Przez kilka lat pracował w Brzegu koło Wrocławia w Nadodrzańskich Zakładach Przemysłu Tłuszczowego.

W 1958 roku ożenił się w Szamotułach z Marią z domu Barańską (1933-2016), małżonkowie doczekali się dwojga dzieci: Danuty (ur. 1959)  i Rafała (ur. 1965). Od 1960 roku do przejścia na rentę w 1991 roku pracował (z kilkuletnią przerwą) w szamotulskim oddziale Związku Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” przy ul. Dworcowej 24; dziś mieszczą się tam biura UMiG. Mieszkał blisko od tego miejsca, przy Wojska Polskiego 3, w tzw. bloku cukrowniczym (z tym szamotulskim zakładem pracy był związany teść Mariana). Jak to bywało w tamtych czasach, Różańscy jako młode małżeństwo zamieszkali razem z rodzicami żony – Ludwikiem (1907-1984) i Pelagią (1908-1982) Barańskimi.


Rodzina Różańskich mieszkała w bloku po prawej stronie (Wojska Polskiego 3). Miasto udekorowane w związku z peregrynacją kopii obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, lipiec 1977 r.


Życie Mariana Różańskiego nie ograniczało się jednak do tych dwóch nieodległych miejsc. Po pierwsze: był miłośnikiem fotografii. Nie chodziło mu tylko o to, żeby samemu robić dobre zdjęcia. Postrzegał fotografowanie jako pewien styl życia i uczył go innych. Prowadził kółko fotograficzne dla dzieci i młodzieży w Domu Kultury. Swoich podopiecznych traktował jak partnerów, zabierał na wycieczki piesze lub rowerowe i uczył ich fotografowania w plenerze. Sam często fotografował na ślubach i weselach, syn Rafał wspomina, jak zdjęcia z wesel suszyły się w pokoju na dywanie. Przyjaźnił się z innymi szamotulskimi miłośnikami fotografii, m.in. z Januszem Piszczołą i  Ireneuszem Walerjańczykiem.


1971 r.


W latach 60. i 70. zorganizował kilkadziesiąt wystaw fotograficznych w Szamotułach, np. „Przyroda i my”, „Obiektywem po mieście”, „Bursztynowa osada” – z wykopalisk nad Jez. Bytyńskim, „Na wędkarskich ścieżkach”. Ostatnia wystawa, na której zaprezentowano jego zdjęcia, odbyła się już kilka lat po śmierci, była to wspólna z innymi szamotulskimi fotografami wystawa w Muzeum – Zamku Górków. Przez wiele lat pełnił funkcję prezesa Klubu Fotografiki, z jego inicjatywy powstał w Szamotułach Klub Kolorowych Przeźroczy. Mało kto wie dzisiaj, że Marian Różański był pierwszym kierownikiem Powiatowego Domu Kultury (1966-1968). Cały nowo wybudowany przy ul. Dworcowej obiekt nazywano Domem Młodzieży, oprócz PDK-u miały tam swą siedzibę organizacje młodzieżowe. 


Wystawa fotograficzna przed domem kultury, 1975 r.


Po drugie: kochał przyrodę. Lubił obserwować przemiany w naturze, spacery i wycieczki na rowerach. Ulubionymi miejscami jego wypraw rowerowych były Lasy Lipnickie i Kobylnickie: tzw. trzy mostki, groby Twardowskich oraz przełom Warty w pobliżu Sycyna. Lubił także łowić ryby i przez kilka lat działał w Związku Wędkarskim. Pasją łowienia ryb zaraził go syn Rafał, który w wolnych chwilach lubił łowić na pobliskim „Jeziórku”, a z ojcem razem wyjeżdżali nad Wartę i nieodległe jeziora.      


Wycieczka z dziećmi do Sycyna i Kobylnik, 1972 r.


Po trzecie: był harcerzem. Rafał Różański pamięta zdjęcie ojca w mundurze harcerskim jeszcze z 1946 roku. W pracę szamotulskiego hufca ZHP bardziej zaangażował się na początku lat 70.,  wielokrotnie wspierał instruktorów na zlotach i obozach harcerskich (m.in. w Jeleńcu koło Sierakowa), wygłaszał dowcipne gawędy o przyrodzie, dzięki niemu powstawały bogato ilustrowane zdjęciami kroniki harcerskie. Działał też w Towarzystwie Kultury Ziemi Szamotulskiej.


1977 r.


Po czwarte: był dziennikarzem z krwi i kości. Współpracę z lokalną prasą rozpoczął jeszcze jako uczeń szkoły średniej. Po przeniesieniu do Szamotuł swoje teksty i zdjęcia wysyłał do „Gazety Poznańskiej”, przez kilkanaście lat był korespondentem „Głosu Wielkopolskiego”. Jego zdjęcia zamieszczały też pisma „Przyroda Polska”, „Las Polski” i „Pszczelarstwo”. Od 1988 roku związał się z prasą regionalną i … złapał wiatr w żagle. Od 1992 roku był członkiem redakcji tygodnika (najpierw dwutygodnika) „Gazeta Szamotulska”. Można go było spotkać jako fotografa na miejskich uroczystościach i imprezach, pisał na bardzo różne tematy: o społecznych bolączkach, o zabytkach miasta, bardzo lubił spotykać się z ludźmi i przeprowadzać z nimi wywiady. Prowadził kilka rubryk: „Spacerkiem po Szamotułach”, „Podpatrzone, podsłuchane”, „Z ukosa”, podpisywał się często inicjałami mr, jako Zyta i Kos.

Miał duże poczucie humoru i nie wchodził w konflikty. Po prostu lubił ludzi, a ludzie lubili jego.

Agnieszka Krygier-Łączkowska


Zawsze z humorem. Fragment rodzinnego albumu, na dole informacja o usunięciu zęba

Szamotuły, 09.05.2019

Marian Różański2025-01-03T13:27:38+01:00

Czy znasz te miejsca?

Region szamotulski w obiektywie Andrzeja Bednarskiego

Czy znasz tych 10 miejsc?

Najpierw trzeba ze spokojem obejrzeć zdjęcia, a następnie rozwiązać zamieszczony poniżej quiz (znajdziecie tam pewne podpowiedzi).

Życzymy dobrej zabawy i zachęcamy do zwiedzania Ziemi Szamotulskiej!



10 miejsc i obiektów


Czy znasz te miejsca?2019-05-06T12:19:34+02:00

Aktualności – maj 2019

MAJ

IMPREZY I KONCERTY

Trwające


Minione


KINO

Nabożeństwa majowe

Nabożeństwa majowe (w innych regionach nazywane także „majówkami”) od wieków odbywają się nie tylko w kościołach, ale także przy przydrożnych kapliczkach, figurach czy krzyżach. W naszym regionie na „majowym” na wsiach spotykają się kilku- lub kilkunastoosobowe grupy mieszkańców, obecnie są to niemal same kobiety, zwykle w starszym wieku. Jeszcze 20-30 lat temu można było zobaczyć na nabożeństwach sporo dzieci. W tym roku odbywają się Baborowie (figura przy kaplicy), Baborówku (kapliczka), Szczuczynie (kapliczka), Gałowie (kapliczka), Mutowie (krzyż), Lipnicy Hubach (kapliczka), Krzeszkowicach (krzyż), Koźlu (kapliczka), Dębinie (kapliczka), Przystankach (krzyż), Buszewku (figura), Pólku (krzyż), Wierzchaczewie (kapliczka).

Kapliczka w Gałowie – zdjęcie Ireneusz Walerjańczyk



100 lat temu na Rynku w Szamotułach

18 maja 1919 r. zaprzysiężono Straż Ludową. Ta ochotnicza formacja ostatecznie ukształtowała się w styczniu 1919 r., jej początek sięgał jednak końca X 1918 r. Utworzono ją, by chronić ludność polską, pilnować porządku i bezpieczeństwa publicznego. Dowódcą został Zygmunt Ciesielczyk, wcześniej komendant powiatowy powstania. Uroczystości, z której zdjęcie przedstawiamy, nie należy mylić z przysięgą szamotulskich oddziałów bojowych – ta odbyła się 23 I. Podczas zaprzysiężenia odbyła się msza św. i poświęcenie sztandaru; wzięła w nim udział także – dobrze widoczna na jednej z fotografii – kompania szamotulskich kosynierów.

Zdjęcie z archiwum Barbary Piekarzewskiej (Zakład Fotograficzny Alojzy Mocek)



Więzienie we Wronkach – jubileusz

Zakład Karny we Wronkach obchodzi 125-lecie istnienia. Warto wiedzieć, że jako miejsce budowy przyszłego więzienia centralnego były brane pod uwagę także Szamotuły. 5.11.1885 r. poznańska prasa informowała: „Komisya złożona z budowniczych rządowych i kilku wyższych urzędników sądowych z prezydentem p. Kunowskim na czele zwiedzała w dniu 26 i 27 października miasta Wronki i Szamotuły, aby na miejscu przekonać się, gdzie przedstawiają się najdogodniejsze warunki celem założenia centralnego więzienia. Tak Szamotuły jak Wronki pragną to więzienie mieć u siebie, i nie dziw, gdyż do takiego gmachu nastręczają się co dzień dostawy rozmaitych artykułów przemysłowych i spożywczych. Oba te miasta ofiarowały udzielić bezpłatnie ziemi pod gmach projektowany” („Orędownik” 1885, nr 253, s. 3). Ostatecznie jako miejsce Centralnego Więzienia na Księstwo Poznańskie wybrano Wronki, budowa więzienia trwała 5 lat (od 15 marca 1889 r. do 1.07.1894 r.). Władze miejskie przekazały na ten cel 18 ha terenu między linią kolejową i Wartą. W momencie powstania wronieckie więzienie należało do najnowocześniejszych, architektonicznie nawiązywało do stylu obronnej średniowiecznej budowli (neogotyk). Chociaż było później przebudowywane i rozbudowywane, zasadnicza część zachowała pierwotny układ (kompleks pawilonów na planie krzyża).

Rysunek (1890 r.) – Zeno.org; zdjęcie z lat 1909-10 – Fotopolska.eu



Piękno tego, co niepiękne

Trwa rozbiórka szamotulskiej meblarni. Fotograf artysta nawet w tym jest w stanie uchwycić jakieś piękno. Przypominamy, że rok temu opublikowaliśmy film zawierający ostatnie zdjęcia z wnętrza meblarni, od kilku lat już wówczas nieczynnej: https://www.youtube.com/watch?v=e6uNvjETJug&t=3s

I kilka zdań historii tego miejsca. W 1905 r. bracia Karl i Max Koerpel obok swojego młyna parowego przy ul. Dworcowej wznieśli nowy budynek i umieścili w nim fabrykę mebli (chodzi o inny młyn niż  zbożowy z ul. Młyńskiej). W 1927 r. kolejne pokolenie, Herbert i Julius Koerpel (kuzynowie), wybudowało bardzo nowoczesny młyn przy ul. Bolesława Chrobrego, a dawny budynek młyna wszedł w skład fabryki mebli. Do II wojny produkowano w niej głównie meble kuchenne. Po wojnie obie firmy upaństwowiono. Szamotulską meblarnię (tej nazwy na co dzień używano) rozbudowano, najpierw działała samodzielnie, później – jako jeden z zakładów Wielkopolskich Fabryk Mebli z siedzibą w Obornikach. I przed wojną, i po niej dużo mebli wysyłano za granicę. Zakład działał do 2003 r. Na jego miejscu ma powstać galeria handlowa.

Zdjęcia Ireneusz Walerjańczyk i Jerzy Walkowiak.



Seria „Młode talenty” – Zuzanna Strzelczyk

Zuzanna ma 15 lat, interesuje ją muzyka, sztuki plastyczne, teatr, film. Jest osobą o bardzo dużej wrażliwości muzycznej, ukończyła 1. stopień szamotulskiej szkoły muzycznej w klasie skrzypiec, gra też na pianinie, gitarze, flecie. Lubi zamknąć się w swoim pokoju i ćwiczyć grę na instrumencie albo szukać własnych rozwiązań muzycznych. Ćwiczenia wykonawcze Zuzy związane są z jej grą na skrzypcach w stałym składzie orkiestry Capella Samotulinus oraz w kapeli zespołu folklorystycznego „Szamotuły”. Teraz przygotowuje się także do egzaminu do szkoły muzycznej 2. stopnia, który odbędzie się już pod koniec maja w Poznaniu. Od kilkunastu miesięcy Zuzanna próbuje własnych sił w komponowaniu utworów, które – między innymi – pisze do tekstów Julianny Sroki-Kierończyk (Juliannę także przedstawialiśmy w tej serii). Julianna i Zuzanna kilkakrotnie zaprezentowały już swoje utwory; dwukrotnie w czasie kameralnych koncertów w Cafe Marzenie i raz dla publiczności, która wypełniła kino w Szamotułach. Julianna i Zuzanna wystąpiły wówczas jako support zespołu Lor z Krakowa, stanowiącego dla szamotulanek dużą inspirację (podobny typ wrażliwości muzycznej) i zachętę (Lor występuje od kilku lat, tworzą go cztery dziewczyny, które swoją przygodę z tworzeniem własnych utworów rozpoczęły w gimnazjum). W czasie konkursu „O Laur Rodu Górków” w 2018 r. zdobyły wyróżnienie oraz nagrodę publiczności.


Zdjęcia Tomasz Koryl i Marta Szymankiewicz

Prace plastyczne Zuzanny


Zuzanna z powodzeniem – w postaci wygranych konkursów – próbuje swoich sił w plastyce (rysunek realistyczny i komputerowy). Interesuje się grą aktorską, uczęszcza na zajęcia teatralne w SzOK-u, a niedawno polubiła także tworzenie filmów – w wypadku tej sztuki interesuje ją reżyseria, zdjęcia filmowe i montaż. Film, który przygotowała Zuzanna wspólnie z trojgiem uczniów Szkoły Podstawowej nr 1 pod kierunkiem nauczyciela Pawła Biednego, zdobył w marcu tego roku 1. miejsce w wojewódzkim konkursie Książkomania; celem filmu było wypromowanie wybranej książki, Zuzanna z kolegami polecali lekturę Przypadku Adolfa H. Erica Emmanuela Schmitta. W planach są kolejne filmy.

W przypadku osób wszechstronnie uzdolnionych artystycznie, wybór jednej dziedziny często jest trudny. A może Zuzannie uda się te pasje jakoś w przyszłości połączyć?

Zapraszamy do wysłuchania 1. nagrania duetu


Jak kiedyś (nie) biegano w Szamotułach

Kiedyś dorośli właściwie nie biegali, a na pewno nie dla własnej przyjemności. W ramach „ćwiczeń cielesnych” (wychowania fizycznego) mogła biegać młodzież szkolna, trenowali sportowcy. Jeśli biegała osoba dorosła, to robiła to w ramach przysposobienia wojskowego i dla utrzymywania sprawności bojowej, np. 21 maja 1925 r. odbył się w Szamotułach bieg na 2900 m (trasa: Rynek, Dworcową, do mostku na Sportowej, dalej Łąkową: „na przełaj w piasku”, Lipową i Poznańską z powrotem do Rynku), startowało 28 zawodników, bieg ukończyło 16 (w ramach programu zawodów były też  biegi na 100 i 800 m, skok w dal i rzut granatem). Porównajcie to z odbywającymi się współcześnie imprezami biegowymi, tak licznymi w naszym regionie (także w tych dniach)!

Przedstawione tu zdjęcie pochodzi z czasów dużo późniejszych – lat 70. XX., zrobione zostało na szamotulskim rynku przed biegiem młodzieży szkolnej. Propagatorem różnych dyscyplin, w tym amatorskich biegów, był Henryk Nowak, którego sylwetkę przedstawiliśmy w artykule  http://regionszamotulski.pl/henryk-nowak-sportowiec-nauczyciel-i-trener/



2 maja – nie tylko Dzień Flagi, ale także Dzień Polonii i Polaków za Granicą

Pozdrawiamy serdecznie wszystkich naszych czytelników spoza Polski! FB podpowiada nam, że wśród czytelników naszego portalu są osoby z 29 krajów poza Polską (najwięcej z Wielkiej Brytanii i Niemiec). Cieszymy się, że interesują się Państwo regionem szamotulskim. Maksymilian Ciężki, wybitny szamotulanin, którego pomnik widać na zdjęciu, poza Polską spędził ostatnich 12 lat życia. Najpierw było to związane z działaniami wojennymi, a po zakończeniu wojny powrót do Polski stał się niemożliwy ze względu na nową władzę (Ciężkiemu jako ważnej postaci wywiadu wojskowego groziłaby tu śmierć). Jak dobrze, że dziś można bezpiecznie przyjeżdżać do Polski!

Zdjęcia Piotr Mańczak i Andrzej Bednarski



Spacer po bazylice kolegiackiej Matki Bożej Pocieszenia i św. Stanisława Biskupa w Szamotułach

Zdjęciom Andrzeja Bednarskiego towarzyszy muzyka Wacława Szamotulczyka, który w młodości z pewnością niejednokrotnie modlił się w tej świątyni. Pieśni skomponowane przez Wacława w wykonaniu chóru Cantabile pod kierunkiem Andrzeja Warguły (płytę wydano w 2012 r.).


Spacer po bazylice kolegiackiej Matki Bożej Pocieszenia i św. Stanisława Biskupa w Szamotułach

Zdjęciom Andrzeja Bednarskiego towarzyszy muzyka Wacława Szamotulczyka, który w młodości z pewnością niejednokrotnie modlił się w tym kościele. To nasz prezent na święta – zwłaszcza dla tych, którzy w te dni nie mogą odwiedzić szamotulskiej bazyliki. Pieśni skomponowane przez Wacława w wykonaniu chóru Cantabile pod kierunkiem Andrzeja Warguły (płytę wydano w 2012 r.).

Opublikowany przez Region szamotulski – portal kulturalno-historyczny Sobota, 20 kwietnia 2019


Już niedługo nowe organy w szamotulskiej bazylice

W kwietniu powstał film, którego autorem jest Bolesław Witczak, poświęcony pracom przy budowie nowych organów. Zapraszamy do obejrzenia!

Szamotuły, 02.05.2019

Aktualności – maj 20192025-02-24T18:22:37+01:00

Camino – Szlak św. Jakuba przez powiat szamotulski

Camino – Szlak św. Jakuba przez powiat szamotulski

Camino to po hiszpańsku droga. Mówi się, że Droga zaczyna się od progu własnego domu. W Polsce wyznaczono wiele dróg, szlaków św. Jakuba. Jedną z nich jest Droga Lubuska, zaczynająca się w Murowanej Goślinie, biegnąca przez Oborniki, Szamotuły, Wronki, Sieraków, Międzychód, Pszczew, Międzyrzecz, Lubniewice, Ośno Lubuskie, do Frankfurtu nad Odrą.

Zanim zacznę, może najpierw, dlaczego ja…. ? Tak się złożyło, że najpierw usłyszałem świadectwo pary młodych osób, które przebyły Camino Francuskie, czyli pieszy szlak od granicy francuskiej z Hiszpanią, aż do Santiago de Compostela, do grobu św. Jakuba. Później nadstawiałem ucha, gdy ktoś malował znaki szlaku w naszym terenie… I sobie trwałem. Ale… Droga wzywa! Uporządkowawszy sprawy zawodowe i otrzymawszy zezwolenie z domu rodzinnego, samotnie ruszyłem pieszo przez Hiszpanię, zaczynając od ostatniej górskiej wioski we Francji, Saint-Jean-Pied-de-Port. Wraz z dojazdem i powrotem przygoda trwała od 1 września do 3 października 2014 roku. A po trzech latach, od 4 do 19 września 2017 r. ten sam szlak przemierzyłem na rowerze. Więc co nieco wiem.

Obie te wyprawy były skrajnie różne. Pieszą wyprawę, zdany na Boga, obcych napotkanych ludzi i siebie, wspominam bardzo serdecznie, z rozrzewnieniem. Dziennie przechodziłem od 30 do 50 kilometrów. Licznik końcowy zatrzymał się w okolicach liczby 900 km. Był to czas wsłuchania się w siebie, chłonąłem bodźce przyrody, czułem Bożą opiekę podczas marszu. Przygodne spotkania z przypadkowymi ludźmi zawsze były serdeczne, przepełnione życzliwością i troską.


Camino Francuskie, 2014 r.


Przytoczę tutaj garść przemyśleń, którymi kończyłem wtedy wspomnienia. Droga szlakiem św. Jakuba jest zupełnie inna od znanych nam w Polsce pielgrzymek. Tam idziesz sam. To głównie dlatego, że każdy ma nieco inne tempo marszu. Patryk z Kanady powiedział mi, że idąc wolno, męczy się bardziej, niż zasuwając swoim tempem. To zrozumiałe. Ja szedłem wolniej. Choć, jak twierdziła moja żona Agnieszka, szło mi przez lwią część Drogi „nadspodziewanie dobrze”, fizyczny i psychiczny kryzys nadszedł pod koniec, choć zmęczenie prawej nogi było zapewne skutkiem wysiłku całej wyprawy.

Polubiłem żółte strzałki. Były w każdym wątpliwym miejscu. Malowali je bezimienni dla mnie ludzie. Te strzałki prowadziły do celu, przez analogię myślę, że inni ludzie często prowadzą nas do Jezusa.

Życie ludzkie składa się z wielu cudów, nieomal codziennie. Z tym, że zabiegani nawet ich nie dostrzegamy. Na Camino było inaczej. Stale spotykały mnie nadzwyczajne zdarzenia. Gdy byłem głodny, nadjechał samochód piekarni i mogłem kupić bagietkę. Gdy było mi źle, Hiszpan zaśpiewał Mazurka Dąbrowskiego. Gdy nie miałem noclegu, pojawił się Knut z Grenlandii i dał mi bilet na nocleg. By dojść, dostałem od dwóch kobiet kije. Na ostatniej prostej jak anioł opiekował się mną Polak, Jacek…. Dziękuję Bogu za wszystko, za wszystko, co mi dał, bym mógł dojść.

Jezus jest Drogą! Drodze trzeba zaufać!

Może tyle…


U celu – Santiago de Compostela


W 2017 roku grupa poznańskich cyklistów zaproponowała mi wspólną wyprawę na rowerach. Do punktu startu zawieziono nas busem z przyczepą, z której bagaże lądowały na każdym noclegu. To Camino było zupełnie inne. Musiałem dopasować się do praw grupy (8 osób), podporządkować się. Rower wymuszał często wybór drogi asfaltowej, zamiast żwirkowego szutru. Mniej było czasu na medytację, modlitwę. Ale polubiłem tych obcych mi towarzyszy. Bezcennym wspomnieniem było dla mnie dotarcie za drugim razem do Finisterry – „na koniec świata”. Kiedy usiadłem na skale, gdzie był już tylko Ocean i niebo, poczułem się jak w najpiękniejszym Kościele – tylko Bóg i ja…

***

Przy figurze św. Jakuba

Szlak często wiódł przy winnicach

Drogowskaz z kilometrami do Santiago

Szutrowa droga wśród pastwisk

194,5 km do celu

Polscy filozofowie dotrą wszędzie – już pod koniec Drogi

Camino Lubuskie zacząłem, ale wciąż na mnie czeka. Trwało pięć dni w sierpniowy czas roku 2016. W poniedziałek zacząłem z synem i parą przyjaciół w Murowanej Goślinie, biorąc do paszportu pielgrzyma pieczątkę w parafii przy rynku.

Pierwszego dnia szliśmy boczną drogą do Białęg, Białężyna, lasami do Uchorowa, koło rezerwatu „Śnieżycowy Jar”, dalej przez Żerniki i Łukowo, do Obornik. Po obiedzie w Obornikach przez Objezierze doczłapaliśmy się do Żukowa, gdzie u przyjaciół stanęliśmy na nocleg. O noclegi jest dużo trudniej w Polsce niż w Hiszpanii, choć dużo zmienia się na plus. W Polsce też prawie nikogo (inaczej niż w Hiszpanii) nie spotyka się na trasie.


Początek powiatu szamotulskiego, droga do Gąsaw prowadzi po lewej stronie od kapliczki


Wtorek był trasą z Żukowa do Jastrowa, za Szamotułami. Szliśmy przez Górkę, koło zabudowań należących do Baborowa (nie jest to centrum wsi), gdzie weszliśmy do powiatu szamotulskiego. Ten odcinek chcę dokładniej scharakteryzować. Najpierw jeszcze jedno spostrzeżenie. Wierzcie mi, mieszkam od urodzenia w Szamotułach, ale w pobliżu domu najtrudniej było mi iść Camino. Stale pokusy, by gdzieś zboczyć (szlak wiedzie 500 m od mojego domu), by kogoś odwiedzić…. Myślenie, że jakby co, to mogę po kogoś zadzwonić, by mnie odebrał… Ciężko się szło.

Pierwszą miejscowością powiatu szamotulskiego na tej trasie są Gąsawy. Wchodząc do Gąsaw szlakiem Camino, najpierw mijamy park krajobrazowy z dworem w stylu klasycyzującym z ok. 1870 roku, który po wielu latach doczekał się remontu (własność prywatna).  Idziemy poboczem asfaltowej drogi i po 2 km docieramy do Szamotuł.


Wnętrze kościoła Świętego Krzyża w Szamotułach


Przez Szamotuły Camino prowadzi ulicami Gąsawską do Lipowej (przy Lipowej 27 można wejść do kaplicy domu dziecka; dziś to Zespół Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych „Rodzina Maryi”), prowadzonego przez siostry franciszkanki. Potem ul. 3 Maja dochodzimy do Dworcowej i skręcamy w prawo w kierunku Rynku. W Szamotułach są dwa miejsca ważne na szlaku: kościół św. Krzyża (barokowy, powstał w latach 1675-82 na miejscu dawnego zamku Świdwów Szamotulskich – kościół i budynek poklasztorny; ul. Dworcowa /Franciszkańska) oraz bazylika kolegiacka Matki Bożej Pocieszenia i św. Stanisława Biskupa (gotycki kościół z XV w., sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia „Szamotuł Pani”, ul. Kapłańska). Ulicą Wroniecką dochodzimy do pl. Sienkiewicza, po drodze po prawej stronie mijamy inne szamotulskie zabytki: basztę Halszki z XV w. i zamek Górków z tego samego okresu, wielokrotnie przebudowywany – obecnie oba obiekty wchodzą w skład Muzeum – Zamek Górków.

Z placu Sienkiewicza idziemy al. 1 Maja, mijamy przejazd kolejowy i skręcamy w lewo w ul. Jastrowską. Jeszcze kilkaset metrów drogi asfaltowej i wchodzimy na polną drogę, tzw. aleję jabłkową (2,5 km, drogi nie ma na mapach w Internecie). Droga prowadzi przez pola, miło się nią idzie pieszo, ale jest bardzo nierówna i już rowerzyści raczej powinni jechać do Jastrowa asfaltem, czyli od przejazdu kolejowego w Szamotułach prosto ul. Ostrorogską i w Śmiłowie w lewo. Ja zatrzymałem się tego dnia w Jastrowie na nocleg u syna. Od następnego dnia szedłem już sam.



Środa rozpoczęła się malowniczą polną drogą do Rudek. Na początku Jastrowa droga skręca w kierunku lasu, potem kilkaset metrów przez las i na rozwidleniu nieco w prawo – znów na pole (w sumie 3,5 km). To też taki miły odcinek do marszu, z typowo wielkopolskimi widokami. W Rudkach warto spojrzeć na bramę z dwoma lwami, która prowadziła do nieistniejącego pałacu z początku XIX w., zachowała się tylko oficyna). Dalej Camino prowadzi kawałek asfaltem prosto, za stawem trzeba skręcić w lewo i po 300 metrach przejść przez szosę Lipnica-Ostroróg. Polną drogą dochodzi się do Rudek Huby i skręca w prawo, by po kolejnym odcinku 2,5 km dojść na cmentarz w Ostrorogu – Piaskowie.

Cmentarz, położony na wzgórzu obok dwóch jezior Małego i Wielkiego, to ważne miejsce na szlaku św. Jakuba (informuje o tym specjalna tablica). Do ok. 1820 r. stał tam kościół św. Jakuba z obrazem, który przeniesiono później do kościoła w Ostrorogu i gdzie znajduje się do dziś. W 1674 roku miejsce to uznano za cudowne, a proboszcz ks. Piotr Rossigroch w 1676 roku napisał Pieśń o św. Jakubie. Na miejscu dawnego kościoła stoi od 1878 roku figura św. Jakuba.


Ołtarz główny w kościele w Ostrorogu i obraz św. Jakuba z dawnego kościoła pw tego świętego (historia tego kościoła – zob. http://regionszamotulski.pl/kosciol-sw-jakuba-w-ostrorogu/)


Camino prowadzi dalej ul. Poznańską do Szamotulskiej (tu można się zapoznać z kolejną tablicą) i ul. Kapłańską do kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (z XV w., późnogotycki, przebudowany w stylu barokowym), aby obejrzeć wspomniany obraz św. Jakuba. Od Rynku szlak prowadzi ul. Pniewską, a potem brzegiem najpopularniejszego ostroroskiego jeziora Mormin. Na końcu jeziora przy plaży leży kamień symbolizujący ponad 3 tys. km do Santiago de Compostela, grobu św. Jakuba.


Droga do Dobrojewa


W tym miejscu szlak oddala się od jeziora i prowadzi w stronę szosy Ostroróg-Wronki, nie dochodzi jednak do niej – trzeba skręcić w lewo w polną drogę, tzw. wiśniówkę. Po ponad kilometrze dochodzi się do przydrożnego krzyża, przy którym Camino skręca w prawo w piękną drogę obsadzoną kilkudziesięcioma jesionami. Krajobraz staje się tu bardziej pofałdowany. Tuż przed Dobrojewem przechodzimy wiaduktem nad nieczynną linią kolejową nr 368 Szamotuły – Międzychód (w Dobrojewie był przystanek kolejowy, ale bez dworca), a dalej – do poprzecznej alei lipowo-grabowej, stanowiącej drogę dojazdową do zespołu pałacowego. Warto zejść na moment ze szlaku i podejść do zabytkowej bramy zespołu pałacowego. Właściwy pałac rodziny Kwileckich został rozebrany w latach 1941-42, przetrwały dwie zaniedbane oficyny i kamienna studnia.



Po powrocie na szlak trzeba przejść na drugą stronę szosy, tym razem kierujemy się do Oporowa (ponad 2 km). To kolejna miejscowość, w której obejrzeć można kolejne ślady dawnej świetności rodu Kwileckich. Dzisiejszą formę pałac zawdzięcza rozbudowie z1877 roku, przeprowadzonej według projektu wybitnego polskiego architekta – Zygmunta Gorgolewskiego, którego dziełem życia był Teatr Wielki we Lwowie.  Obok widać stajnię i oficynę, pozostałości spichlerza, a dalej dawną gorzelnię.  Po II wojnie w pałacu mieściła się szkoła podstawowa. W tej chwili budynek jest zamknięty, wszystkie otwory okienne zabezpieczono i czeka na lepsze czasy.

Szlak skręca za pałacem w prawo – polną drogą w stronę Oporowa Huby. Na rozstajach stoi krzyż, mija się go i podąża dalej w stronę Nowej Wsi. Ten odcinek jest dość monotonny i długi (ponad 3,5 km).

Nowa Wieś styka się już z Wronkami, szlak prowadzi najpierw w lewo do szosy Wronki-Ostroróg (nr 184), a dalej – chodnikiem – do Wronek. Ja, ponieważ dobrze znam Wronki, poszedłem nieco inaczej: do Starego Miasta i dalej do Biezdrowa. Opiszę jednak szlak tak, jak został on wytyczony.

Gąsawy

Szamotuły, ul. Dworcowa

Droga Rudki – Jastrowo

Brama wjazdowa do dawnego zespołu pałacowego w Rudkach (historia tego miejsca – zob. http://regionszamotulski.pl/palac-w-rudkach/http://regionszamotulski.pl/mankowscy-i-potworowscy-w-rudkach/)

Źródło św. Jakuba w Ostrorogu – znajduje za cmentarzem, w lesie w pobliżu Jez. Małego (miejsce nie jest oznakowane i trudno do niego dotrzeć)

Figura św. Jakuba na cmentarzu w Ostrorogu

Kościół Wniebowzięcia NMP w Ostrorogu

Droga nad jez. Mormin

Kamień nad Morminem

Brama wjazdowa do dawnego zespołu pałacowego w Dobrojewie (zob. http://regionszamotulski.pl/palac-w-dobrojewie/)

Oznakowanie szlaku w Dobrojewie

Droga do Oporowa


We Wronkach przed przejazdem kolejowym znajduje się kolejna tablica informacyjna szlaku św. Jakuba. Za przejazdem szlak prowadzi kawałek w prawo ul. Dworcową, potem w lewo Niepodległości. Po prawej stronie mija się wieżę ciśnień zakładu karnego z końca XIX w., potem sam zakład karny (wybudowany w 1894 roku). Dalej szlak prowadzi w lewo ul. Mickiewicza do kościoła Zwiastowania NMP i klasztoru franciszkanów (kościół barokowy z końca XVII wieku, klasztor z 1868 r. i seminarium niższe). Ul. Klasztorną dochodzimy do Rynku i podążamy dalej ul. Sierakowską do kościoła św. Katarzyny (gotycki, zbudowany pod koniec XV w.). Tą samą ul. wychodzimy z miasta (szosa nr 182, Wronki-Sieraków). 3,5-kilometrowy odcinek do skrętu w kierunku Biezdrowa jest dość nieprzyjemny, bo kiedy chodnik się kończy, trzeba iść skrajem naprawdę ruchliwej drogi. Ze Starego Miasta (z miejsca, gdzie odchodzi droga w kierunku Wartosławia), roztacza się piękny widok na dolinę Warty. Koniecznie trzeba zatrzymać się i popatrzeć!


Widok na Wartę ze Starego Miasta


Z ulgą zszedłem z tej szosy (choć dwa dni później przekonałem się, że bywają trudniejsze odcinki niż ten). Kolejny odcinek (niecałe 2 km) przebiega starą brukowaną drogą. Wreszcie dochodzi się do kościoła św. Krzyża i św. Mikołaja w Biezdrowie (świątynię wybudowano w XVI w. w stylu późnogotyckim, przebudowano w XVIII w., wystrój barokowy). To miejsce o ciekawej historii, sanktuarium często odwiedzane przez pielgrzymów. Warto się tam zatrzymać i odpocząć. W ołtarzu głównym znajduje się – uznawany za cudowny – sporej wielkości krucyfiks z figurą Jezusa Ukrzyżowanego, pochodzący z przełomu XV i XVI w. W Biezdrowie (nr 46) usytuowany jest także pałac z 1877 roku zaprojektowany przez znanego architekta Stanisława Hebanowskiego (w stylu neorenesansowym, otoczony parkiem, budynek odrestaurowany, stanowi własność prywatną – imprezy i pokoje).


Wieża kościoła w Biezdrowie i ołtarz główny z krucyfiksem uważanym za cudowny


Z Biezdrowa Camino prowadzi do Wartosławia. Spod kościoła trzeba wyruszyć w kierunku Pożarowa i po 400 m. skręcić w prawo. Tej drogi zupełnie nie znałem i zaskoczyła mnie swoją malowniczością. To 3-kilometrowy odcinek szutrowej drogi, która dochodzi do samego Wartosławia. Ta ostatnia miejscowość – kiedyś miasto, dziś wieś – urzeka swą malowniczością i niepowtarzalnym klimatem. Pamiętam Wartosław z czasów, kiedy na głównej ulicy leżał piach, a nie asfalt, wówczas wyglądało to dużo lepiej (w moim mniemaniu). Tam znowu warto byłoby zatrzymać się na dłużej, ale idąc Camino, nie chodzi o dokładne zwiedzanie. Wymienię tu tylko obiekty: kościół Trójcy św. i św. Łukasza (z 2. poł. XVIII w., obecnie kaplica cmentarna), na drugim końcu wsi kościół Serca Jezusowego (z poł. XIX w., neogotycki, poewangelicki), a obok dawna pastorówka (czyli plebania). W ramach projektu Wielkopolskie Wioski Tematyczne Wartosław nazwano „Wioską 4 kultur”. Chodzi tu o dawne współzamieszkiwanie w Wartosławiu Niemców, Polaków i Żydów; 4. kultura to kultura łużycka, której cmentarzysko odnaleziono w pobliżu wsi (1100-650 lat p.n.e.). Jeśli ktoś pielgrzymuje Camino latem, może ochłodzić się nad Jez. Pożarowskim, gdzie znajduje się popularne kąpielisko.


Kościół Serca Jezusowego w Wartosławiu


Dalej Camino prowadzi na drugą stronę Warty, na którą przeprawić się należy promem. Udało mi się to sprawnie zrobić i skierowałem się dobrze znaną Szamotulanom drogą asfaltową w lewo, do Chojna – przez Krasnobrzeg i Lubowo Drugie. Droga jest wprawdzie dość uczęszczana, trzeba iść poboczem, na szczęście nie jeżdżą tam ciężarówki i przyjemnie idzie się przez las. W Chojnie na probostwie powitał mnie – nieznanego pielgrzyma – proboszcz Paweł. Grzał i na kolację, i na śniadanie kiełbasy, sam chciał mi wnosić na piętro plecak, spałem w gościnnym pokoju.

Co najmniej od początku lat 70. XX w. Chojno, położone na skraju Puszczy Noteckiej, z pięknym jeziorem, jest bardzo popularną miejscowością wypoczynkową. Ja wspomnę tu tylko o kościele Chrystusa Króla z lat 1926-28.


Kościół Chrystusa Króla w Chojnie


Czwartek to droga do Międzychodu. Wspominam ją jako śliczną, ale wyjątkowo trudną. Trochę za sprawą wycinki drzew w lesie, która spowodowała, że zniknęły znaki i się zgubiłem. Ale po kolei: z Chojna wyruszyłem świetnym traktem przez Bucharzewo (po drodze kawa u krewnego przyjaciół), opuściłem powiat szamotulski i wszedłem do międzychodzkiego, cały czas szedłem lasem prosto do Sierakowa, gdzie po przejściu mostu na Warcie odpocząłem przy kawie i lodach na Rynku w Cafe Napoleon. Z Sierakowa trasa prowadzi do wsi Góra, gdzie trzeba skręcić w prawo do lasu. Wykąpałem się w jeziorze we wsi Ławica i po wielkim trudzie doszedłem do Międzychodu, gdzie z noclegiem czekał na mnie kolega Jaś.

Piątek to był dzień ostatni. Logiczne wydawało mi się skończyć ten fragment Drogi w Rokitnie, w sanktuarium Matki Bożej Słuchającej. Kończyłem tę przygodę z Camino, ponieważ, gdy poczułem ból kostek, już było za późno, gdyż okazało się, że – idąc – uderzam nieco kostkami o siebie. Gdy zaczęło boleć, zacząłem kuleć i dlatego dalej bym już nie doszedł. Tu dygresja – w 2014 r. miałem but o centymetr wyższy – i był to centymetr, który pozwolił mi Drogę ukończyć. Wiele zależy od szczegółów…

Szedłem z Międzychodu przez Sterki, Nowe Gorzycko (szlak prowadzi do Pszczewa, by zwiedzić zabytki, ale z powodu bólu trasę nieco skróciłem), przez Lubikowo, Bukowiec, do Rokitna. Przez chwilę musiałem iść wzdłuż drogi nr 24 z Międzychodu do Gorzowa i to był horror, bo prawie za każdym przejazdem tira musiałem gonić po rowach moją czapkę.

W Rokitnie udało mi się, po nawiedzeniu obrazu, dostać talerz zupy w stołówce i spokojnie czekałem na przyjazd syna z wnukiem, którzy mnie stamtąd odebrali i przywieźli do domu.

Dalsza część Camino Lubuskiego… czeka spokojnie. Ale mam nadzieję kiedyś ruszyć przez Ośno Lubuskie do Kostrzyna.

Wszystkim polecam taką formę pielgrzymowania.

Paweł Łączkowski

współpraca Agnieszka Krygier-Łączkowska

Wszystkie zdjęcia z Camino w powiecie szamotulskim Andrzej Bednarski

Szamotuły, 30.04.2019

Wieża ciśnień we Wronkach

Kościół Zwiastowania NMP i klasztor we Wronkach

Kościół św. Katarzyny we Wronkach

Kościół św. Krzyża i św. Mikołaja w Biezdrowie

Biezdrowo – rzeźba pielgrzyma

Wartosław – rzeźby przedstawicieli 4 kultur

Wnętrze kościoła Serca Jezusowego w Wartosławiu

Wartosław – droga na przeprawę promową

Ołtarz główny w kościele w Chojnie

Camino – Szlak św. Jakuba przez powiat szamotulski2025-09-21T11:06:16+02:00

Dobrojewo – historia miejscowości

Historia wsi Dobrojewo

Wieś Dobrojewo jest jedną z najstarszych w Gminie Ostroróg. Wzmiankowana była już w 1391 roku jako Dobrugewo. W kolejnych latach nazwa zapisywana była również jako Dobruewo (1396), Dobroyewo (1401), Dobrogewo (1423), Dobrouyewo (1434), Dobrugiewo (1450), Dobrugowo (1475), Dobrugyewo (1499) oraz Dobrziewo! (1563).


Ok. 1929 r.

Pierwszą znaną z imienia postacią z Dobrojewa był Waniek (prawdopodobnie kmieć). Natomiast pierwszymi wzmiankowanymi właścicielami tej wsi był ród Dobrujewskich, którzy pisali się również jako Dziadkowscy. Z rodu Dobrujewskich źródła wymieniają Adlarta, brata Świętosława z Brzozogaju. Adlart był właścicielem połowy wsi co najmniej w latach 1396-1401, zmarł około 1412 roku. Kolejnym dziedzicem Dobrojewa był jego syn Święszek (co najmniej w latach 1397-1403, w 1407 roku był wymieniany w źródłach jako zmarły). W latach 1407-1412 jako właściciele połowy Dobrojewa pojawiają się dzieci Święszka: Mikołaj, Świętosława, Stanisław oraz Anna, które występowały w sporze z Dzierżką z Bobulczyna i Męką z Biezdrowa o połowę Dobrojewa. W 1412 roku dzieci Święszka dowodziły w procesie, że wcześniej ich ojciec i dziad przez 30 lat posiadali połowę Dobrojewa. W 1423 roku w dokumentach ponownie pojawiał się Świętosław z Dobrojewa.

Około 1434 roku Dobrojewo zakupił Sędziwój Ostroróg, wojewoda poznański. Kolejnym właścicielem Dobrojewa był jego syn Stanisław, a następnie syn Stanisława – Jan.  W latach 1502-1510 Dobrojewo należało do braci Stanisława i Wacława. Osiem lat później, w wyniku dokonanych działów braterskich, Dobrojewo przypadło Stanisławowi. Następnie dziedzicami Dobrojewa byli bracia Jakub i Stanisław. W 1540 roku po podziale majątku Dobrojewo otrzymał Jakub Ostroróg. Następnie Dobrojewo przypadło Wacławowi Ostrorogowi, a później Sędziwojowi, zmarłemu w 1624 roku.


Widokówka z zespołem pałacowym w Dobrojewie, wysłana w 1904 r.


Po jego śmierci Ostroroszczyznę (w tym Dobrojewo) objęła jego jedyna córka – Barbara, zamężna z Janem Potockim. Barbara sprzedała swoje dobra w 1635 roku Andrzejowi Rejowi (wnukowi słynnego Mikołaja) za cenę 170.000 złp. Rej zmarł sześć lat później, a w 1646 roku jego dwaj synowie Mikołaj i Władysław dokonali działów braterskich, w ten sposób, że Mikołajowi przypadła połowa Ostroroga wraz z wsiami (w tym Dobrojewem).Był on bardzo krótko właścicielem tych ziem, gdyż zaledwie rok później, w 1647 roku, sprzedał za 155.000 złp. Ostroróg wraz z Dobrojewem, Wielonkiem, Nosalewem, Bininem, Chojnem, Kluczewem i Zapustem – Piotrowi z Miłosławia Górskiemu. Górski zmarł zaledwie 8 lat później. Co najmniej od 1660 roku właścicielem Ostroroszczyzny był książę Krzysztof Radziwiłł, który dość szybko ją sprzedał, gdyż już w 1674 roku jako właściciel figurował Wacław na Otoku Zalewski. Ten z kolei był właścicielem do około 1686/87 roku (prawdopodobnie w 1687 zmarł). W 1686 roku oddał swoje dobra w dzierżawę Janowi Miastkowskiemu. Po śmierci Wacława Zalewskiego majętność przypadła synowi Aleksandrowi, który również oddał Ostroszczyznę w dzierżawę – Przecławowi Bronkiowskiemu. Po bezpotomnej śmierci Aleksandra w 1704 roku dobra przeszły na jego siostrę – Ludwikę Zalewską zamężną z Maciejem Radomickim. W 1718 roku Radomicki na potrzeby oddania Ostroroszczyzny w dzierżawę Maciejowi Malechowskiemu dokonał inwentaryzacji majątku, w której o Dobrojewie pisano w następujący sposób:

„W tej wsi dwór, koło niego płot, z chrustu grodzony, sam dwór, drzwi do sieni na zawiasach, z klamką i wrzeciądzem [okuciem, sztabą], z sieni na lewą rękę drzwi do izby na zawiasach, z klamką, antab i haczykiem, w niej trzy okna w ołów, dobre, stół okrągły sosnowy, spory stołek jeden, stary, z poręczą, piec zielony, polewany, stary, komin murowany, kapturowy; z tej izby dwie przegrody na komnaty, do nich drzwi dwoje na zawiasach, z klamkami, w nich okna dwa w ołów, dobre, tamże kominek murowany i drzwi na tył na zawiasach. Item [tam] w sieni ex opposito [z drugiej strony] drzwi do izby czeladnej na zawiasach, w niej pieca nie ma, tylko komin szafiaty, murowany, okna w niej; z tej izby drzwi do pobocznej komory, z niej drugie na zawiasach z wrzeciądzami, okna małe, w drewno, dobre. Item z tej izby drzwi do komory, w końcu dworu z komory drugie drzwi, oboje na zawiasach z wrzeciądzem. Item w tej sieni drzwi do kuchni na zawiasach, w niej komin dobry, ognisko w glinę, murowany, z piecem do chleba. Item w tej sieni wchód na górę, drzwi na zawiasach z wrzeciądzem poszycie na dworze słomiane, na kalonce poprawy potrzebuje, tamże sołek [spichlerz] wiązany w cegłę, drzwi do niego na zawiasach, komora w końcu, drzwi na biegunach, pod sołkiem sklep [piwnica] murowany, dobry, drzwi do niego na zawiasach z wrzeciądzem; domek w podwórzu, do niego drzwi na zawiasach z wrzeciądzem, w sieni komin szeroki, lepiony, w górę wywiedziony, nowy, po lewej ręce izba, do niej drzwi na zawiasach z wrzeciądzem i klamką, piec nowy w niej prostą robotą i kominek mały, okno w ołów dobre. Item po tejże ręce drugie drzwi do drugiej izby, na zawiasach z wrzeciądzem, w tej izbie piec, który z tamtej izby wywiedziony, i komin nowy, okna nie ma z tej izby, drzwi na zawiasach z wrzeciądzem do komory, w niej okno w drewno dobre, powróciwszy do sieni na prawą rękę komory dwoje do niej drzwi na zawiasach z wrzeciądzem, okna w obu komorach w drewno dobre. Item ze dworu wchód na sypanie, do niego drzwi na zawiasach i z wrzeciądzem, poszycie na tym domku nowe, dobre, u dołu dwiema szorami dranicami pobite; cały domek nowy.


Ok. 1912 r.


Gumno. Stodoła pierwsza o dwóch bojewicach [klepiskach], w słupy, dyle [bale] budowana, miejscami słupy pogniły, wrota do niej na biegunach, z przodu zamki ślepe, z tyłu kuny [obręcz z łańcuchem] do zamykania, poszycie dobre. Item druga stodoła naprzeciwko, o jednej bojewicy, wrota do niej z kumą żelazną z przodu, i z tyłu w niej śpichlerz, drzwi na zawiasach z wrzeciądzem, w tym śpichlerzu podłoga z tyłu zła, poszycie poprawy potrzebuje. Item trzecia stodoła stara, o jednej bojewicy, miejscami ściany się walą i słupy ugniły, z gruntu restauracyi potrzebuje, wrota do niej oboje z kunami żelaznemi do zawarcia, poszycie stare, łatane. Item czwarta stodoła, wpół zrujnowana i druga połowa upada. Owczarnia blochami [nieoheblowane drewno] w słupy dylowana, miejscami przyciesie pogniły i słupy w garach puszczają, wrota do niej jedne tylko z kuną żelazną, poszycie na niej dobre. Item z drugiej strony stajnia w blochy, na tej całe poszycie dobre, między owczarnią i stajnią obora, poprawy potrzebuje.

Inwentarz folwarku Dobrojewskiego: Najprzód krów dojnych dwanaście, trzynastą wziął Wąchała kmieć do Binina, jałowica dwuletnia jedna, juniec dwuletni jeden, jałowiczek rocznych sześć, cieląt latosich [urodzonych w tym roku] jałowiczek cztery, stadnik [samiec rozpłodowy], stary jeden. Item stadnik młody jeden. Owiec maciorek sto trzydzieści dziewięć, skopów trzechletnich dwadzieścia sześć, skopów dwuletnich ośmnaście, owieczek latosich czterdzieści, skopków latosich czterdzieści dwa, baranów starych pięć, młodych dwa. Świni maciorek trzynaście, wieprzy dwuletnich ośm, rocznych wieprzaków dziewięć, stadników dwóch, prosiąt latosich pięcioro. Gęsi starych dwadzieścia pięć, młodych gęsi szesnaście, indyczek starych sześć, młodych sześć, kur z kokotem piętnaście, kapłonów piętnaście, kaczek z kaczorami dwadzieścia jedna.

Poddaństwo wsi Dobrojewa. Chałupnicy: Frącek chałupnik ma wołów dwa, krów trzy, świń cztery, owiec dziesięć; Sobek ma wołów dwa, krów trzy, świń dwie; Adam ma wołu jednego, krów dwie, świń trzy; Józef niepoddany ma wołów dwa, krów dwie, świni trzy; komornice: Skotarka ma krów dwie, Ruchajka ma krów dwie, Maruszka ma krów jednę, owczarz niepoddany ma wołów dwa, krów trzy.

Powinność chałupników: robią ręczną robotę od św. Wojciecha do św. Marcina po trzy dni, albo dwa dni orzą; po dwie sztuki kądzieli przędzą komornice, robią dwa dni, po sztuce kądzieli przędzą, po pół kopy żyta i po mędelu jęczmienia ze dworu im dawają. W tej wsi budynki restauracyi potrzebują, mianowicie poszycia”.


Fasada pałacu od strony parku, ok. 1910 r.


Z prasy okresu międzywojennego

Ok. 1910 r.

Następnie własność Ostroszczyzny przeszła na córkę Macieja i Ludwiki – Katarzynę, zamężną z Jerzym Felicjanem Sapiehą. Katarzyna i Jerzy mieli jedno dziecko – córkę Mariannę, w imieniu której oraz swoim – Jerzy Sapieha w 1735 roku podpisał zobowiązanie do sprzedaży Ostroroszczyzny za kwotę 290.000 złp. Łukaszowi Kwileckiemu z Kwilcza. W 1737 roku Marianna Sapieha dokonała zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami sprzedaży Ostroroga oraz wsi: Binino, Chojno, Dobrojewo, Kluczewo, Nosalewo, Orliczkom Zapust i Wielonek za określoną sumę – Łukaszowi Kwileckiemu.

Po zakupie Kwilecki miał powiedzieć: „Lubo wszyscy powiadają, żem tanio kupił te dobra, ale ja wiele włożywszy na reperacyją tej majętności i szacował jej wartość na trzykroć sto tysięcy”. Łukasz Kwilecki zmarł w 1745 roku, natomiast w 1759 roku jego synowie dokonali podziału majątku: Franciszek otrzymał klucz Wróblewo, Jan siedzibę rodową – Kwilcz, natomiast najmłodszy – Adam Klemens, urodzony w 1742 roku, dostał Ostroróg wraz z przyległościami. Adam Kwilecki rozebrał stary zamek w Ostrorogu, a w jego miejscu postawił browar. Na swoją siedzibę obrał sobie Dobrojewo, gdzie u schyłku XVIII wieku postawił pałac.


Rodzina Kwileckich na schodach pałacu w Dobrojewie, 1901 lub 1902 r.


Tym samym Ostoroszczyzna zmieniła nazwę na Dobrojewszczyznę. Adam Kwilecki był postacią bardzo oryginalną. Niektórzy uważali go za dziwaka i skąpca. Wirydianna Fiszerowa w swoim pamiętniku nazwała go człowiekiem inteligentnym, ale pozbawionym kultury, w młodym wieku miały go wyróżniać oryginalne rozrywki i dziwny sposób odpowiadania rozmówcom. Z kolei Franciszek Gajewski pisał, że ,,[…] kasztelan, dziedzic majętności Dobrojewa, dla wyrażenia swego, ciągle używanego, przezwany Amantissimus, pan majętny, ale rzadko skąpy. Kasztelan był ostatnim obywatelem, noszącym się jeszcze polskim strojem. […] Miał dwór całkowicie polski, lokai, poddanych, w liberyi, stangreta, poddanego, kamerdynera, zubożałego szlachcica, kozaczka, posuniętego z cilęciarka na ten stopień itd. Żona jego, pani bardzo zacna, wycierpiała prawdziwy czyściec na tej ziemi z powodu oryginalności męża. Pomiędzy innemi przyszło mu raz do głowy kazać zrobić trumnę dla żony jeszcze za życia dla oszczędzenia kosztów w przypadku śmierci jej; posłał więc stolarza do kasztelanowej dla wzięcia miary na trumnę. Gdy żona, oburzona taką bezwzględnością, wymawiała mu niesmaczne postępowanie, tłomaczył się z przymileniem: Waćpani, zdrowa będziesz żyła, dopóki wola Boska, trumna ją nie zabije, ten stolarz potrzebował roboty, tanio się zgodził, a ja miałem suche deski w zapasie. Córkę jedynaczkę wydał za swego bratanka, Klemensa Kwileckiego; posagu jej nie dał za życia żadnego, dopiero w późnej starości”. Po Adamie Kwileckim Dobrojewo przypadło jego córce Anieli zamężnej ze swoim kuzynem Klemensem, co – jak pisał Gajewski – było uznawane za wyraz skąpstwa jej ojca.


Fragment zespołu pałacowego, ok. 1920 r.


Kolejnym właścicielem Dobrojewa, był syn Anieli i Klemensa – oficer powstania listopadowego – Leonard Kwilecki. Kolejnym właścicielem Dobrojewa był Stefan Kwilecki, który poślubił wnuczkę generała Dąbrowskiego – Barbarę z Mańkowskich (więcej w artykule http://regionszamotulski.pl/barbara-kwilecka-dzialaczka-narodowa-i-spoleczna/). Pod koniec XIX wieku na majątek Stefana Kwileckiego składało się również 7 folwarków: Bielejewo, Binino, Forestowo, Klemensowo, Stefanowo, Śpibieda oraz Nosalewo. Majętność zamieszkiwało 950 osób, w tym 74 ewangelików i 876 katolików. Ponad 1/3 ludności była analfabetami. W 1907 roku Barbara Kwilecka przekazała Dobrojewo swojemu synowi – Franciszkowi, żonatemu z księżną Jadwigą z Lubomirskich. Franciszek był nie tylko ziemianinem, ale również hodowcą koni i rzeźbiarzem (o Franciszku Kwileckim można przeczytać w moich tekstach: Franciszek Kwilecki – rzeźbiarz z Dobrojewa http://regionszamotulski.pl/franciszek-kwilecki-rzezbiarz/; oraz Franciszek Kwilecki z Dobrojewa – człowiek renesansu http://regionszamotulski.pl/franciszek-kwilecki/; natomiast o stadninie w Dobrojewie w tekście Stadnina Kwileckich w Dobrojewie http://regionszamotulski.pl/stadnina-w-dobrojewie/).

Lata 20. i początek lat 30. był bardzo trudnym okresem dla majętności Dobrojewa. Niewiele brakowało, a doszłoby do licytacji całego majątku. Kłopoty finansowe były wynikiem z jednej strony wielkiego kryzysu końca lat 20. i początku 30., z drugiej natomiast zaangażowania finansowego Jadwigi w Powszechną Wystawę Krajową w Poznaniu (1929 rok). Na domiar złego, organizację PeWuKi Jadwiga przypłaciła najpierw zdrowiem – zachorowała na serce , a krótko potem śmiercią (zmarła 11 stycznia 1930 roku). Sytuację finansową Dobrojewa naprawił dopiero Jan Stefan Kwilecki – syn Franciszka i Jadwigi. Z uwagi na wysokie koszty utrzymania Dobrojewa Jan wraz z żoną Marią wyprowadzili się do wydzierżawionego od kuzyna Dobiesława majątku – Kobylniki koło Kościana (prof. Andrzej Kwilecki pisał, że Jan był dobrym rolnikiem i wzorowo wywiązywał się ze swoich obowiązków).

Ostatnim z Kwileckich, który urodził się w Dobrojewie, był syn Jana i Marii – Zdzisław Kwilecki (urodzony 28 maja 1938 roku). Z chwilą wybuchu II wojny światowej Dobrojewo przestało być ziemiańskim majątkiem, a do pałacu wprowadził się niemiecki zarządca. W Polsce Ludowej majątek Dobrojewo został przejęty przez Skarb Państwa, a na jego obszarze utworzono PGR.

Ok. 1890 r.

Barbara Kwilecka, ok. 1909 r.

Stefan Teodor Kwilecki, ok. 1910 r.

Przed pałacem w Dobrojewie ok. 1903 r. – Jadwiga i Franciszek Kwileccy oraz Jadwiga z synem Janem

Franciszek Kwilecki, ok. 1920 r.

Dożynki w Dobrojewie, 1930-1935. Hrabia Jan Kwilecki przyjmuje poczet włościan

Najważniejszym obiektem zabytkowym w Dobrojewie są dwie oficyny i zabudowania gospodarcze stanowiące dawny zespół pałacowo-folwarczny. Obiekty znajdują się w południowej części wsi. Poniżej krótko przedstawię najważniejsze informacje o pałacu, a zainteresowanych jego historią i architekturą odsyłam do mojego tekstu Wielkopolskie Puławy w Dobrojewie (http://regionszamotulski.pl/palac-w-dobrojewie/).

Zespół pałacowy, jak wspomniałem, został wzniesiony w latach 1784-1786 dla Adama Kwileckiego. Na tablicy fundacyjnej na pałacu (1784) znajdowała się inskrypcja: „Za panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego, Adam z Kwilcza na Ostrorogu Kwilecki kasztelan P.: Ord. Św. Anny, Św. Stanisława, kawaler, sobie y Potomkom dom ten wystawił 1784”. W 1787 roku od strony ogrodu dobudowano do pałacu portyk kolumnowy, a do 1788 roku trwało wyposażanie wnętrz. Sam pałac był dość duży, parterowy, podpiwniczony, posiadał piętrową wystawkę. Całość miała liczne cechy barokowej symetrii i osiowości, co może stanowić nawiązanie do tradycji Wersalu. Również wnętrze było urządzone z wielkim gustem i artyzmem. Ozdobne tkaniny i malowidła oraz tapety zamówione w Berlinie nadawały wnętrzu pałacowych cech. Prawdopodobnie 12 kwietnia 1940 roku pałac został podpalony, a następnie w latach 1941-1942 rozebrany. Pożar strawił liczne pamiątki rodowe Kwileckich oraz okazałą biblioteką. Na temat samego pożaru snuto różne przypuszczenia, jedna z wersji mówi o tym, że niemiecki zarządca, aby zatrzeć ślady swoich finansowych kombinacji i rabunków dokonanych w pałacu, miał opłacić niemieckiego pilota, który podpalił pałac.


Prawdopodobnie jest to rozbiórka pałacu, ok. 1941-1942


Z zespołu pałacowego zachowały się natomiast dwie oficyny, zbudowane równocześnie z pałacem. Oficyna północna to siedmioosiowy, piętrowy, murowany i otynkowany budynek, z czterospadowym dachem krytym dachówką. Nad wejściem do oficyny znajduje się balkon wsparty na dwóch kolumnach. Natomiast na dachu usytuowano ozdobne okno z kamiennymi wazonami po bokach. Z kolei oficyna południowa jest parterowa, również murowana, siedmioosiowa. Nad wejściem znajduje się balkon i lukarna, a po obu jej stronach kamienne wazony. Całość budynku została zwieńczona czterospadowym dachem krytym dachówką.

Wojenną zawieruchę przetrwała również główna brama wjazdowa, która znajduje się w ogrodzeniu okalającym dawny zespół pałacowy. Sama brama została zbudowana w stylu klasycystycznym, w tym samym czasie co pałac. Jest murowana i otynkowana, składa się z czterech kwadratowych słupów krytych dachówką. Na dwóch słupach wewnętrznych znajdują się rzeźby wojowników z piaskowca, natomiast na zewnętrznych słupach umiejscowiono wazony. Ogrodzenie znajduje się po obu stronach bramy, na murowanych słupach usytuowano wazony. Na dziedzińcu, w jego północno-wschodniej części, znajduje się studnia o wysokości około 150 cm, zbudowana z kamienia polnego i zwieńczona czterema wazonami.


Brama wjazdowa i fronton pałacu, 1928 r.


Na uwagę zasługują również dawne zabudowania folwarczne, powstałe w pierwszej i drugiej połowie XIX wieku:

  • Spichlerz – późnoklasycystyczny, murowany z cegły i otynkowany. Trzykondygnacyjny, zbudowany na planie prostokąta, z przejazdem na osi środkowej. Dach dwuspadowy, kryty dachówką, z naczółkami i dymnikami w dwóch kondygnacjach.
  • Kuźnia – murowana z cegły, parterowa , obecnie częściowo rozebrana.
  • Stodoła ‒ zbudowana z kamienia polnego, obecnie częściowo rozebrana.

Do dawnego folwarku prowadzą dwie bramy: południowa, zbudowana w latach 1784-1786, granicząca z ogrodzeniem dziedzińca, oraz północna, zbudowana wraz ze stróżówką na początku XIX wieku.


Droga do pałacu i park – ok. 1910-1915


Zabudowania pałacowe i folwarczne otaczał park krajobrazowy o powierzchni 8 ha, założony w końcu XVIII wieku, oraz ogród w stylu francuskim, założony w latach 1787 – 1788. W parku zachowały się nieliczne elementy zdobnicze. W parkowym drzewostanie dominują graby, kasztanowce, akacje, sosny oraz lipy, w zachodniej części parku znajduje się okrągły staw otoczony grabami.

Z zabudowań w Dobrojewie warto również wymienić dwa domy w centrum wsi:

– parterowy budynek dawnej szkoły, zbudowany około 1850 roku, z dachem krytym dachówką i oryginalnym trójkątnym oknem nad wejściem,

– tzw. młynek, czyli dom młynarza, zbudowany w 1 połowie XIX wieku na planie ośmioboku.

W Dobrojewie znajduje się również wiele okazałych drzew, w szczególności należy wymienić: robinię o obwodzie 310 cm (obok oficyny północnej) oraz lipę o obwodzie 434 cm (w podwórzu gospodarczym). Do dawnego zespołu pałacowego prowadzi piękna podwójna aleja lipowo-grabowa, natomiast przy polnej drodze do Ordzina rośnie aleja kilkudziesięciu jesionów (wśród nich okazy o obwodach 360, 382 i 398 cm). Natomiast druga duża aleja jesionów znajduje się przy polnej drodze w kierunku Wielonka (wśród nich drzewa o obwodzie 283, 295 i 326 cm).


Oficyna północna, ok. 1970 r.


Będąc w Dobrojewie, warto przystanąć również przy dwóch XVIII-wiecznych barokowych rzeźbach fundacji prawdopodobnie Adama Kwileckiego. Obie rzeźby zlokalizowane są na północ od zespołu pałacowo-folwarcznego. W czasie okupacji niemieccy żołnierze walczyli z wszelkimi przejawami kultu religijnego, ale mieszkańcom Dobrojewa udało uratować się obie rzeźby, a w 1945 roku w miejscu starych zostały wybudowane nowe kapliczki i umieszczono w nich wspomniane rzeźby. Pierwsza z kapliczek, z kamienną rzeźbą Świętego Wawrzyńca, znajduje się przed budynkiem dawnej szkoły, naprzeciwko północnej bramy do folwarku. Rzeźba została umieszczona na murowanym słupie o wysokości około 4,5 metra, w którego wnęce umieszczono gipsową figurkę Matki Boskiej. Święty został przedstawiony w tradycyjny sposób – w stroju diakona (dalmatyce), z palmą męczeńską na prawym ramieniu i kratą (ruszt), o którą opiera lewą rękę (takie przedstawiani postaci świętego związane jest z jego śmiercią na rozżarzonej kracie).

Natomiast na skrzyżowaniu drogi wojewódzkiej 184 z drogą brukową do Binina stoi wysoka na około 5 metrów murowana kapliczka z drewnianą figurą Świętego Walentego. W cokole kapliczki znajduje się wnęka, wewnątrz której umiejscowiono gipsową figurkę Matki Boskiej. W górnej części kapliczki znajduje się rzeźba św. Walentego ubranego w strój kapłana i uzdrawiającego dziecko. Kapliczka jest otwarta z trzech stron i przykryta daszkiem krytym blachą i zwieńczonym krzyżem.

W czasie okupacji mieszkańcy Dobrojewa uratowali również rzeźbę Chrystusa z około 1750 roku, rzeźba do niedawna znajdowała się na krzyżu przy drodze wojewódzkiej 184 (obecnie w tym miejscu jest nowa rzeźba).

Przy drodze do Oporowa uwagę zwraca głaz narzutowy – dawny drogowskaz z napisem: „do Oporowa 1824”.

Michał Dachtera

Szamotuły, 26.04.2019

Literatura:

  1. Leonard Durczykiewicz, Dwory polskie w Wielkiem Księstwie Poznańskiem, Poznań 1912.
  2. Franciszek Gajewski, Pamiętniki Franciszka z Błociszewa Gajewskiego. Pułkownika wojsk polskich 1802-1831, Poznań 1913.
  3. Teresa Ruszczyńska, Katalog zabytków sztuki w Polsce, t. 5, z. 23: Powiat Szamotulski, Warszawa 1966.
  4. Zofia Ostrowska-Kębłowska, Architektura pałacowa drugiej połowy XVIII wieku w Wielkopolsce, Poznań 1969.
  5. Paweł Mordal, Inwentaryzacja krajoznawcza Miasta i Gminy Ostroróg, Ostroróg 1990.
  6. Andrzej Kwilecki, Kwilcz i inne majątki Kwileckich na przestrzeni wieków, Poznań 1996.
  7. Wirydianna Fiszerowa, Dzieje moje własne i osób postronnych: wiązanka spraw poważnych, ciekawych i błahych, Warszawa 1998.
  8. Andrzej Kwilecki, Ziemiaństwo wielkopolskie w kręgu arystokracji, Poznań 2004.
  9. Janina z Puttkamerów Żółtowska, Fragmenty wielkopolskie 1919-1933, Poznań 2006.
  10. Joanna Konopińska, Janina Fedorowicz, Marianna i róże: życie codzienne w Wielkopolsce w latach 1890-1914 z tradycji rodzinnej, Poznań 2016.
  11. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. 2, hasło Dobrojewo.
  12. Słownik historyczno-geograficzny ziem polskich w średniowieczu, red. Tomasz Jurek, hasło Dobrojewo.

Fotografie:

  1. Zbiory Wojciecha Kwileckiego, Pawła Przewoźnego
  2. Biblioteka Narodowa Polona.
  3. „Dziennik Poznański” 1930 nr 252.
  4. „Kurier Poznański” 1930 nr 239, nr 252.
  5. Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk.
  6. „Wieś Ilustrowana”, styczeń 1911.
  7. „Teatr i Życie Wytworne: czasopismo ilustrowane” 1929 nr 4-5.
  8. „Świat” 1928 nr 18.
  9. „Ilustracja Polska” 1931 nr 37.
  10. „Wielkopolska Ilustracja” 1929 nr 1.
  11. Wystawa i licytacja ogierów w Poznaniu w dniach 4 i 5 maja 1939 r.
  12. Teresa Ruszczyńska, Katalog zabytków sztuki w Polsce, 5, z. 23: Powiat Szamotulski, Warszawa 1966.
  13. „Gazeta Szamotulska” 1925 nr 72, 77; 1927 nr 3, 105, 1928 nr 36; 1929 nr 40, 42; 1930 nr 48, 52, 109.
  14. „Gazeta Rolnicza” 1922 nr 3.

Kwesta na organy, Dobrojewo, ok. 1939 r.

Maria Leonia Kwilecka i Katarzyna Krystyna Kwilecka w parku w Dobrojewie, ok. 1920 r.

Grupa rumuńskich dziennikarzy przed pałacem w Dobrojewie i odjazd grupy – ok. 1929 r.

Gospoda i dom inspektora, ok. 1944 r.


Stadnina Kwileckich w Dobrojewie

Stadnina hr. Franciszka Kwileckiego, ok. 1929 r.

Praca w polu. Konie ze stadniny hr. Franciszka Kwileckiego, ok. 1930 r.

Szóstka klaczy stadniny Dobrojewo, 1938 r.

Wystawa Poznańska – konkurs powozów. Piątka hr. Franciszka Kwileckiego, 1923 r.

Ogier Grand, urodzony w Dobrojewie w 1934 r., sprzedany w 1938 r. do cyrku angielskiego

Klacz czystej krwi arabskiej ze stadniny w Dobrojewie – Imci Pani, ur. 1914

Klacz półkrwi arabskiej – Alina, 8-lat, ze stadniny Franciszka Kwileckiego w trakcie Powszechnej Wystawy Krajowej w Poznaniu (1929 r.)

Aliant, ogier półkrwi arabskiej po Schagya X-12 i Alina ze stadniny Dobrojewo – w trakcie wystawy ogierów w Poznaniu, 1938 r.

Wzorowa stajnia – konie ze stadniny Franciszka Kwileckiego w trakcie Powszechnej Wystawy Krajowej w Poznaniu, 1929 r.

Pawilon Stadniny półkrwi arabskiej Franciszka hr. Kwileckiego z Dobrojewa w trakcie PeWuKi, Poznań 1929 r.

Zdjęcia współczesne Michał Dachtera

Michał Dachtera

Mieszka w Szamotułach, ale jego serce zostało w Ostrorogu i okolicach.

Miłośnik historii, poszukiwacz archiwalnych zdjęć. Na Facebooku prowadzi profil Ostroróg na kartach historii.

Dobrojewo – historia miejscowości2025-08-31T01:54:41+02:00

Ireneusz Walerjańczyk – zdjęcia jak obrazy

W obiektywie Ireneusza Walerjańczyka

Zdjęcia jak obrazy


Szamotuły


Inne miejscowości i miejsca

Gałowo

Kaźmierz

Ostroróg

Brodziszewo i okolice Popówka


Ireneusz Walerjańczyk urodził w 1952 roku w województwie Zachodniopomorskim. Od wczesnego dzieciństwa związany z Ziemią Szamotulską, mieszka w Szamotułach. Przez wiele lat pracował we wronieckim Spomaszu, następnie w UMiG Szamotuły. Obecnie na emeryturze.

Jego ulubione zajęcie stanowi fotografia. Pierwszą samodzielną fotografię wykonał metodą stykową w 1962 roku. Jest członkiem Klubu Fotograficznego SzOK w Szamotułach. W fotografowaniu ma doświadczenie od fotografii stykowej do obecnej fotografii cyfrowej. Najbardziej lubi wykonywać zdjęcia architektury i ujęcia panoramiczne. Jest współautorem zdjęć do dwóch albumów: Kolegiata w Szamotułach (Szamotuły 2012, wydawca: Parafia Matki Bozej Pocieszenia i Św. stanisława Biskupa) oraz Spacerem po Szamotułach i okolicy (Szamotuły 2010). Jego własną publikację stanowi album fotograficzny O Szamotułach i okolicy bez słowa opowiada Ireneusz Walerjańczyk (Szamotuły 2014, wydawca: Miasto i Gmina Szamotuły). Zdjęcia Ireneusza Walerjańczyka zamieszczane są w kalendarzach i na stronach internetowych.


Szamotuły, 24.04.2019

Ireneusz Walerjańczyk – zdjęcia jak obrazy2025-01-07T10:20:47+01:00
Go to Top