About Agnieszka Krygier-Łączkowska

Autor nie uzupełnił żadnych szczegółów
So far Agnieszka Krygier-Łączkowska has created 293 blog entries.

Księgi zgonów parafii szamotulskiej – wybrane zapisy z lat 1679-1815, część II

Księgi zgonów parafii szamotulskiej – wybrane zapisy z lat 1679-1815

część II

Prezentujemy kolejne opracowanie dotyczące historii Szamotuł, oparte tym razem nie na materiałach przetworzonych na potrzeby internetowych programów genealogicznych, lecz na dokumentach archiwalnych.

Opracowanie zawiera w sumie niewielki zbiór subiektywnie wybranych zapisów z ksiąg zgonów parafii kolegiackiej w Szamotułach z lat 1679-1815; w zachowanych dokumentach znajduje się w nich blisko 9 tysięcy (8946) wpisów. Głównym, chociaż nie jedynym, kryterium wyboru było przekazanie możliwie dużej liczby informacji na temat mieszkańców miasta i okolicy Szamotuł. Ponadto zależało nam wyrobieniu sobie przez czytelnika pewnego wyobrażenia o obiektach otaczających kościół kolegiacki (ale nie tylko) w tamtym okresie.

Część zapisów sporządzonych w języku polskim zaprezentowano w formie maksymalnie zbliżonej do tekstów oryginalnych, w znacznym stopniu odzwierciedlających ówczesne słownictwo, przy czym w celu lepszego zrozumienia treści przez współczesnego czytelnika, zastosowano obecną interpunkcję, której pierwotne zapisy były często pozbawione. Teksty oryginalne wyróżniono kursywą, dla wyraźnego oddzielenia ich od ewentualnych streszczeń lub uwag i komentarzy zamieszczonych w nawiasach.

Z kolei teksty łacińskie, które zaczęły coraz częściej występować w księgach zgonów od roku 1727, zostały przetłumaczone, w miarę możliwości jak najwierniej lub też – po przetłumaczeniu – streszczone. Wobec występujących niekiedy wątpliwości co do poprawności tłumaczenia niektórych zapisów dodano w nawiasie brzmienie oryginalnego fragmentu tekstu łacińskiego. Ponieważ dość często zdarzało się, że w tekście łacińskim występowały wyrażenia lub zwroty w języku polskim, zostały one w tłumaczonym albo streszczonym materiale wyróżnione w podobny sposób (kursywa).

W większości przypadków pominięto w zapisach lub streszczeniach standardowo używane przez księży sformułowania informujące o udzieleniu przedśmiertnych sakramentów. Ponadto, w sytuacji, gdy pojawiały się poważne trudności z odczytaniem fragmentów tekstów albo ich braków (spowodowanych np. uszkodzeniem kart księgi), miejsca te wyróżniono wielokropkiem. W nawiasach kwadratowych umieszczono uwagi odautorskie.

W drugiej kolumnie znajdą Państwo materiał zdjęciowy odnoszący się do wymienianych w tekstach miejsc wokół kościoła parafialnego – dzisiejszej bazyliki kolegiackiej oraz objaśnienia związane z nieistniejącymi w Szamotułach obiektami lub nieużywanymi nazwami. Przypominamy, że kilkaset osób pochowano także w niezachowanych kryptach pod kościołem (pisaliśmy o tym w artykule http://regionszamotulski.pl/ksiegi-zgonow-parafii-szamotulskiej-%e2%88%92-wybrane-zapisy-z-lat-1679-1817/).

Zdajemy sobie sprawę, że przedstawiony materiał może robić na czytelniku przygnębiające wrażenie. Jest jednak naszym zdaniem bezcennym materiałem historycznym, wzbogacającym naszą wiedzę o dawnych Szamotułach i mieszkańcach miasta oraz okolicy.

Szanowna Czytelniczko lub Czytelniku, gdy znajdziesz się w najbliższym otoczeniu naszej bazyliki, zatrzymaj się na chwilę i spójrz dookoła; jesteś bowiem tam, gdzie spoczywają być może Twoi przodkowie sprzed wieków…

Opracowali:

Wojciech Musiał
Henryk Krzyżan

Podstawa opracowania:
Archiwum Archidiecezjalne w Poznaniu, księgi zgonów parafii szamotulskiej z lat 1679-1686, 1688, 1696-1720, 1723-1815.

Materiał uzupełniający:
Piotr Nowak, Dzieje bazyliki kolegiackiej oraz Parafii Matki Bożej Pocieszenia i św. Stanisława Biskupa w Szamotułach, Szamotuły 2018 r.

***

Beati mortui qui in Domino moriuntur

rok 1679

W marcu zmarła wdowa zwana Mocna, pochowana na cmentarzu pod wieżą dzwonnicy [dzwonnica kościelna umieszczona była wówczas w wieży nad ostatnim przęsłem kolegiackiej nawy południowej, tj. prawej].

Jakub Chałupnik umarł 26 marca, pod dzwonicą leży od strony południowej, dzwoniono.

Umarła Babka u pana Jana Mokrego Szota, chowano ją w dziurę ku parkanu od strony zachodniej (ad occidentem) naprzeciwko dzwonnicy, dzwoniono [parkan – ogrodzenie oddzielające teren przykościelnego cmentarza od bagna znajdującego się pomiędzy kolegiatą a terenem obecnego cmentarza parafialnego].

Umarła dziewczyna uboga Jana Lepiarza vel Gliniarza na cmyntarzu pochowana ku wielkiemu ołtarzowi, dzwoniono.

Umarła Zofia Kowalka z Targowiska leży na górze nad rowem ku Kustodiej, dzwoniono [kustodia – dom kustosza kolegiaty, mieszczący się najprawdopodobniej przy obecnej ulicy Kapłańskiej, blisko/naprzeciwko bramy wjazdowej na przykolegiacki plac – patrz rok 1685; góra/górka widoczna jest do dziś w terenie pomiędzy dawną brama-dzwonnicą a domem katechetycznym, jej najwyższy punkt znajduje się w obecnej bramie wjazdowej z ulicy Kapłańskiej na plac].

Umarła Babka w budzie, chowano ją pod dzwonnicą.

Tomasz z Popowa po miejscu Kasper nad stawem umarł, leży w kościele pod murem niedaleko pana Bartosza poznańskiema przeciwko ołtarzewi Bolesnej matki, dzwoniono tylko trzy razy.

Woźnica umarł w zamku, leży na cmyntarzu pod Ogrojcem, dzwoniono [ogrójec, inaczej Ogród Oliwny lub Gecemani, miejsce kultu pomiędzy fasadą wschodnią kolegiaty, za ołtarzem wielkim, a obecnym murem oddzielającym teren kościelny od ulicy Kapłańskiej, miejsce bardzo licznych pochówków w XVII i XVIII w.].

Wardęszyna umarła, na cmyntarzu leży ku szkole [uwaga: szkoła parafialna, której budynek znajdował się mniej więcej na północnym skraju lub pośrodku współczesnego przykościelnego placu, naprzeciwko zamurowanej obecnie bramy kościelnej w nawie północnej].

Umarł Dziad Jan, na cmyntrzu leży pod zegarem, dzwoniono [jak wynika z dokumentów XVIII-wiecznej wizytacji, zegar znajdował się w dzwonnicy, utrzymywany był przez miasto i „współpracował” z jednym z dzwonów, wybijając godziny].

Zmarł sławetny Jan chirurg, mieszczanin szamotulski, leży pośrodku kościoła naprzeciwko chrzcielnicy, dzwoniono.

rok 1680

Umarł Wojciech pilarz, na cmyntarzu pochowano go pod Zakrystią, dzwoniono [zakrystia – „gospodarcza” część kościoła kolegiackiego w narożniku północno-wschodnim, przy obecnej dzwonnicy].

Umarł Dziad stary, u piekiełka leży na cmyntarzu, dzwoniono raz tylko [piekiełko – czy chodzi tu o ogrójec? – w zapisach w zachowanych księgach zmarłych określenia tego użyto tylko raz].

Umarł Wojciech sługa miejski, dzwoniono mu trzy razy, leży pod lipą u wielkich wrót [wielkie wrota – główne wejście do kolegiaty w nawie głównej od strony zachodniej, drzwi do naw bocznych od strony zachodniej wykonano wiele lat później].

Umarł Jan Sztubak mały, leży na cmyntarzu (dzwoniono mu) ku ogrojcu. Na rok dzwonnego czyni więcej niż 60 złotych.

Umarł po święcie św. Stanisława mąż Stary Trębarki, który to chodził z puszką, leży na cmyntarzu.

Umarł Jan cieśla, leży pod murem ku probostwu [probostwo – budynek zajmowany przez proboszcza/prepozyta, znajdował się przy obecnej ulicy Kapłańskiej, najprawdopodobniej na wysokości współczesnej dzwonnicy].

Siostra Poznańskiej umarła, leży na cmyntarzu za ogrojcem ku Najświętszej Pannej pod oknem, dzwoniono [ówczesna kaplica Najświętszej Panny to część nawy południowej przy ołtarzu MB Pocieszenia].

Umarł ksiądz Marcin Wyrogost, kanonik szamotulski, dzwoniono mu przez tydzień 12 razy.

rok 1681

Umarło dziecię Janowi Rzeźnikowi, leży przed ogrojcem, dzwoniono raz tylko.

rok 1682

Umarł Bartosz kowal na Targowisku, leży na cmyntarzu ku Kustodiej.

Umarła rodzona siostra Nożewniczki Starej, leży na cmyntarzu ku proboszczewu.

rok 1683

Umarł Piotr Tesarz (cieśla, stolarz), leży w kościele pod wieżą między filarami, dzwoniono [„pod wieżą”, czyli za wejściem do nawy MB kościoła od strony zachodniej].

rok 1684

Umarł Jan, parobek z Gaju, leży na cmyntarzu pod Sakristią, dzwoniono raz.

Umarł chłopiec Rolkowicz, który spadł z dzwonicy, leży ku Kustodiej, dzwoniono.

Umarł Jan Guzik krawiec, leży na cmentarzu ku probostwu, dzwoniono.

rok 1685

Umarł Michał Hanspolki ociec, leży przeciwko Kustodiej na górce, dzwoniono 2 razy.

Umarł Kasper Tark z z Szczuczyna, leży na cmyntarzu versus orientem (w kierunku wschodnim) ku probostwu, dzwoniono.

Umarło dziecie panu Wojciechowi Rzepeckiemu, leży w ogrojcu za drzwiami, dzwoniono 2 razy [ogrójec był opłotowany].

Zmarła Regina w Xenodochio [przytułku, szpitalu przy ob. ul. Poznańskiej] św. Ducha, pochowana tamże na cmentarzu św. Ducha.

rok 1686

Umarło dziecie dwoje Marcinowi Skorci, leżą oboje w ogrojcu na cmyntarzu. Nie płacono.

Umarł ubogi człek, leży na cmyntarzu ku szkole, darmo schowano (!) go.

12 mensis Februarij … umarło dziecie Snopkowskiemu, krawcowi. 15 Februarij, znowu dwoje dziecie Snopkowskiemu.

Umarł Maci (Maciej) Czachorski z Targowiska, leży na cmyntarzu u fary przed wielkiemi wroty.

Dziecie Olejnika na ulicy Sukiennicki, schowane na cmyntarzu przy drzwiach kaplicznych Najświętszej Panny [drzwi kapliczne NP to najprawdopodobniej obecnie zamurowane małe wejście boczne do nawy MB, na prawo od dzisiejszej kruchty, albo samo wejście przez kruchtę].

Umarło chłopie Matiska sukiennika, na cmentarzu przy murze ku ołtarzewi Najświętszej Panny.

Umarła dziewczyna Franka kmiecia z Popowa na krosty ośpice, pochowana na cmentarzu.

rok 1696

(w listopadzie) umarła P. Jadwiga Radoszycka, mieszczka, leży w kościele wedle filaru S. Anny.

rok 1697

(w styczniu) umarł P. Marcin Radoszycki, mieszczanin, leży w kościele.

Umarł młodzian Maciej, syn P. Sztuby, pochowany w kościele przed S. Krzyżem.

(w październiku) umarła córeczka P. Rosołkowi, pochowana w kościele przed Najświętszą Panną.

(w grudniu) umarł P. Thomasz Rosołek, mieszczanin, pochowany w kościele w chórze wielkim.

rok 1698

Umarła uczciwa Regin Tarczyna kmiotka z Szczuczyna, pochowana w kościele w wielkim chórze.

Umarł syn Józef student P. Jarzyńskiego, pochowany w kościele przed ołtarzem S. Kantego.

Umarła P. Maryanna Paratowiczowa mieszczka pochowana w kościele ku wrotom wielkim w chórze wielkiem [chór wielki w tym rozumieniu to część kolegiaty pod obecnymi organami].

rok 1699

Umarł Szymon Nerka z małżonką swoją, pochowano ich podle siebie w kościele wedle S. Kantego.

rok 1700

Umarła Jegomość Pani Teresa z domu Dąbska kasztelanicowa kaliska, Pani i Dziedziczka Szamotulska, pochowana u OO. Reformatów bez dyspozycyi, bo w kaduku.

Pochowano zabitego Jana Harsczyka z Orliczka kmiecia w kościele przed Najs. PP. Cudowną. 

rok 1701

Umarła P. Anna Woyciechowa Sewerynka Mieszczka Szam. pochowana na cmentarzu przed wrotami.

rok 1702

Umarła uboga szlachcianka kołtonowata, leży na cmentarzu przed samymi wroty do Kustodyi.

rok 1703

Umarło dziecie mamki pani Skowroński(ej) na ten czas w probostwie rezydującej, leży przed ogrojcem.

Umarł Pan Wojciech Garncarz, leży na górce przed ogrojcem [chodzi tu chyba o teren przy obecnym murze, na prawo od dzisiejszej dzwonnicy].

Umarła Anna Babka w Dziekanij w czeladnicy, pochowana na cmentarzu przed szkołą. W tymże domku we dwie godziny po tej Babce umarła Pani Teresa Drzewiecka Teszarka z Obrzycka, leży w kościele wedle ołtarza Przemienienia Pańskiego od szkoły.

rok 1704

Umarł Wojciech Owczarek z Śmiłowa, leży na cmentarzu w rogu kośnicy [kośnica to kostnica, murowany budynek stojący blisko kościoła, na południe od niego, być może w rejonie obecnego probostwa; obok niego stał domek dzwonnika kolegiaty].

Umarł Andrzy Słączka mieszczanin szamotulski, leży przed wroty w kościele od szkoły.

rok 1705

Umarła Teresa Stefanoscząka rodem z Lwówka, leży na cmentarzu przed figurą P. Jezusa w boku wielkich wrot [figura Pana Jezusa, obecnie nie istniejąca, znajdowała się w okolicy głównej bramy kościelnej od strony zachodniej, później już nie wzmiankowana – być może zamieniona na figurę Jana Kantego].

Umarł Marcin Stary Pachołek Zamkowy, leży na cmentarzu pod lipą przed wielkimi wroty.

Umarła Elżbieta Owczarka z folwarku P. Jarockiego, leży na cmentarzu pod oknem zakrystyi.

Umarła uboga Dorota, która leżała pod Kustodią, leży na cmentarzu pod dzwonnicą.

Umarł Kazimierz Parobek w spitalu, który służył na ten czas Panu Maińskiemu Burmistrzowi, leży u S. Ducha w dzwonicy.

rok 1706

Umarła Pani Elzbieta Gotfridowa Sietniczka w Szamotułach z Luterskiej na katolicką wiarę nawrócona, leży przed kosnicą na cmentarzu.

Umarł Pan Gotfrid Sietnik z Lutra Katolikiem, leży wedle żony na cmentarzu.

Umarł Franciszek Pułślednik z Gaju nagłą śmiercią, idąc z miasta, leży na cmentarzu wedle Probostwa pod parkanem [teren cmentarza kolegiackiego otoczony był parkanem – płotem].

Umarła Ewa Kucharka z Osowa, którą chłopiec zastrzelił, leży na cmentarzu od szkoły przed kruchtą [chodzi o nieistniejącą już drewnianą kruchtę przylegającą do kolegiaty przy zamurowanym obecnie wejściu do kościoła od strony północnej; w dokumentach wizytacji wspomina się też o drugiej kruchcie – murowanej z drewnianym stropem/sklepieniem, patrz niżej].

Umarł Paweł Paratowicz, leży w kruchcie przy dzwonaryi [chodzi zapewne o kruchtę od strony obecnego probostwa].

Umarł Franciszek Stróż z Gałowa, leży na cmentarzu u fary przed kompasem [chodzi tu najprawdopodobniej o zegar].

rok 1707

Umarł Jan Stary Parobek, przed tym służący w Kluczewie, leży na cmentarzu wedle muru ku Probostwu.

Umarł Jan Napierała kmieć z Gałowa, mizerny tego kmieca był pogrzeb, tylko jedna msza święta była za niego.

Umarł Jan Parobek tłuczący się po mieście nagłą śmiercią na górze u Pana Guzeskiego [na poddaszu domu?], który się przed tygodniem spowiadał, leży na cmentarzu wedle Szkoły.

Umarła Anna Wieczorkowa Stara, leży na cmentarzu przed oknami Najświętszej Pannej.

Umarła Zofia Józwowa z Kępy, leży na cmentarzu przy murze przed Zakrystią.

rok 1708

Umarł synaczek malińki Deredzie Stróżowi Zamkowemu, leży przed ogrojcem.

Umarła uboga Babka w Gaju, leży na cmentarzu pod parchanem od Probostwa.

Umarł Marcin Dziad pod kotłem w domu Pani Andersonowey, leży na cmentarzu przed ogroycem.

Umarł Ja,n który na najem po mieście robieł, leży na cmentarzu przed ogroycem.

Umarła Jadwiga Baba bawiąca się przy Kościele Farskim, leży na cmentarzu wedle Probostwa.

Umarła Maryanna Biesiadziąnka, leży na cmentarzu wedle pobocznych drzwi od Najświętszej Pannej.

rok 1709

Umarł Piotr Sołtys z Nowej Wsi, którego olsza w boru zabiła, leży w kościele wedle wrot szkolnych.

Umarła Katarzyna Karczmarka z Gąsaw, leży na cmentarzu pod kompasem.

Umarł człowiek wędrowny w stodole Pana Janiszczyka, leży na cmentarzu u S. Mikołaja [chodzi tu o cmentarz przyległy do kaplicy św. Mikołaja, znajdującej się za stawem, naprzeciwko kolegiaty, na prawo od najstarszej części obecnego cmentarza].

rok 1710

Zabity człowiek z Jastrowia przez ludzi Jegomość Mankowskiego z Rudek, leży u S. Mikołaja na cmentarzu.

ZARAZA!

U Klonka umarła dziewka, w stodole jego na Targowisku pochowana.

U tegosz umarł chłop, tamże leży w stodole.

U Krauzy nożewnika umarł owczarek, leży w sadzie za Targowiskiem za nożewnikiem.

Zuzanna uboga Baba umarła, leży przy wierzbie pod Parchanem od Probostwa na cmentarzu kolegiackim [wierzby te rosły zapewne w przybliżeniu w rejonie obecnej dzwonnicy].

rok 1711

Umarł Dziad Grzegorz u jegomościa Wojciecha Pastorowicza mansionarysty, leży w Ogrojcu.

rok 1712

Umarł Błażej Cieśla, który mieszkał w domku między Dziekanią i Scholasterią, leży na cmentarzu od Probostwa niedaleko wierzbew.

Pawła Włodarza z Gaju synaczek malińki Marcin umarł, leży na cmentarzu Farskim prosto w ogrodzie [Getsemani].

rok 1713

Dziecie Łucja małe Galasa z Śmiłowa umarła, leży przy ogroycu na cmentarzu Kollegiackim.

W Kąsinowie Krzysztof Woźnica Luter umarł… we wsi leży [innowierców wówczas nie zawsze chowano na cmentarzu katolickim].

Regina Dziewcze córeczka P. Kobulskiego muzykanta kościelnego, leży przed ogroycem u Fary na cmentarzu.

Przywieziono dziecko z Gaju co w studni utonęło, leży na cmentarzu Farskim.

rok 1714

…Gilius… Francuz porucznik od artyleryi pod czas consistencyi (postoju) zimowey umarł u P. Jagrowskiego dlatego w Szamotułach leży w sklepiku pod JP Rokoszewskim przy S. Szczepanie u fary [chodzi tu o kryptę].

Jadwiga Stanisława Tesarza szamotulskiego żona umarła, leży przy murze Farskim w koniec ogrojca u Fary.

Marianna córeczka P. Jakuba Wazarowicza organista szamotulskiej, leży w kruchcie pustej od szkoły.

Piotr owczarz JP Dziekana umarł, leży na cmentarzu u fary przy Kaplicy NP Cudowney.

rok 1715

Stanisław dziad niewiedzieć skąd u P. Cwioydy mieszczanina szamotulskiego umarł, leży u fary na cmentarzu.

Dorota Jana Kalkanisty umarła w Szkole, leży na cmentarzu u fary.

Mikołaj Kopacz i Kalkanista Kollegiacki umarł, leży na cmentarzu u fary.

Przez nieszczęśliwy wypadek (infelix eventus), pod samo kazanie w Kollegiacie, chłopiec Jakub drugiego Jakuba chłopca… u Pana Wiczyńskiego z rusznicy zabił, leży zastrzelony u fary na cmentarzu.

Szymon dziad chodzący mnie [dla mnie, tj. dla prowadzącego księgę] z puszką do S. Mikołaja umarł na Targowisku, leży u Fary na cmentarzu.

Paweł wędrowny człowiek w Gąsawach umarł, leży pod Bożą męką tamże w Kąsinowie (?)

Wskutek nieszczęśliwszego wypadku zmarł Piotr Kenzia z Baborówka, który poszedszy w nocy do starego gościńca Pańskiego dla drewna jakiego, tamże jakoś nieostrożnie na się ścianę lepioną z Michałem Długim i balkę obalił … i tak… bez ratunku… umarł. Kości w nim ściana zgruchotała. Głowę jak pacharzynę stłukła… pochowany u S. Ducha na cmentarzu.

rok 1716

Regina Baba w bramie leżąca umarła, leży u Fary na cmentarzu przy wierzbach od Probostwa. 

rok 1717

Anna Dziewczyna z Gaju ze Dworu (przez nieszczęśliwy wypadek bo ją żuraw od studni upadszy zabił) umarła, leży na cmentarzu u Fary.

Nieszczęście Piotra Słoniewicza mieszczanina Szamotulskiego, który Córeczkę ignoranter (nieświadomie) z ruśnicy zabił Panu Jakubowi Guzowskiemu, ta leży w sklepiku pod Najświętszą Panną Cudowną u fary [chodzi tu o kryptę].

Maciej ubogi, Służący przed tym u Pana Dębskiego umarł u Radzieszewskiego w mieście, leży na cmentarzu u fary przed wielkiemi wrotami od błota [„błoto” albo „bagno” to obecnie łąka pomiędzy murem otaczającym kolegiatę od strony zachodniej, a współczesnym cmentarzem; wówczas zapewne znacznie bardziej podmokła].

Owczarz Luter w Kąsinowie umarł, tam leży w Kąsinowie.

rok 1718

Chrzczone przez matronę przy położnicach bywającą dziecie inlasu maximo adhibit materia et forma (w trakcie porodu) Janie albo Anno ja ciebie chrzcę w imię ojca i syna i Ducha S. umarło w godzin kilka po dobyciu z matki, leży na cmentarzu S. Ducha

Z Szczuczyna Katarzyna Puśledniczka umarła, leży na cmentarzu u fary przy Kompassie a meridie [od strony południowej]

Pani Czachurskiej Dziecie synaczek umarł, leży na cmentarzu u fary prosto we drzwi ogrojca.

Jadwiga uboga [żona?] Franciszka z Kobylina ubogiego przychodniego dla jałmużny umarła, leży u S. Ducha na cmentarzu.

Jakub w lat 15, chłopczak ex Luteranismo conversus per me (nawrócony przeze ze mnie z wiary luterańskiej) umarł na Jastrolesiu…leży na cmentarzu u fary prosto we drzwi kruchtej ku szkole.

rok 1719

Bliźniąt dwoje Sebestyan i Agniszka Pana Wieczorkowicza, jedno ochrzczone, umarły, leżą na cmentarzu u fary.

Anna, córka owczarza z Gąsaw, w lat 10, leży w Gąsawach przy Bożej męce.

Regina dziewcze z Gąsaw Marcina Rychtera owczarza gąsawskiego umarło, leży pod figurą Męki Pańskiej tamże w Gąsawach.

Chrystyan Młynarczyk z Margrabowa (?) rodem, Luter, utoneł na Grabowieckiego Młyna Stawie, leży tamże w Grabowcu Młynie na polu, pogrzebowego tynfów trzy (?).

Nieszczęśliwy wypadek Grzegorza Srzedniaka z Trzciela rodem. Służył u Pana Mateusza Jągrowskiego, mieszczanina szamotulskiego. Ten o trzeci z południa niedaleko mostu w strudze się kąpał podczas małej barzo wody, ledwo co wszedł w wodę utonęł… leży u S. Ducha.

Umarł Jakub ubogi, w bramie leżący ku zamkowi, leży na cmentarzu u fary od szkoły.

Rodzony brat młodszy Pana Jana Graboskiego na psim polu za S. Duchem mieszkającego, trembacza kościelnego, umarł z okazyi postrzelenia go (przez) JP Kuśleyskiego (?), gdy służył JP Skrzydlewskiemu, leży u S. Ducha na cmentarzu.

rok 1720

Kazimierz Galara Stary żołnierz… zamkowy umarł, leży na cmentarzu od szkoły idąc, u fary.

Paweł włodarz z Gaju umarł, leży u fary na cmentarzu od Parkanu JX Proboszcza w bok ogrojca.

Jadwiga Panna Stara… leży na cmentarzu u fary prosto w skarbiec na ścieszce od Szkoły [skarbiec mieścił się za zakrystią, pod biblioteką].

CUD … przez te lata nic nie dawano. Zaś gdy umarła Maryanna Woyciecha chałupnika z Baborówka… która leży u S. Ducha na cmentarzu przy rowie trzy kroki w końcu parchana od Pana trembacza, dano rocznią jałowicę (!).

rok 1723

Umarł Kazimierz Podcztarz Pani Smolińskiej, leży na cmentarzu za wielkim ołtarzem prosto w okno.

Umarła Anna córka kucharza zamkowego… leży za wielkim ołtarzem, w tymże dole leży córeczka Alexandra mielczarza z Szamotuł.

Umarła Katarzyna z Baborówka disposita (przygotowana na śmierć), leży na cmentarzu wedle ścieski przed Szkołką u Fary.

Stanisław Jesiński zabił sławetnego Łukasza Kłosowicza mieszczanina Szamotulskiego nie miawszy do niego okazyi. Hoc mirandum (co dziwne) tego dnia w Wronkach JP Kolnicki zabił strzelca i sługę, po tym jegosz samego tegosz dnia w nocy zabito, a to słudzi uczynieli z jednego domu. Ten mieszczanin sine dispositione (bez przygotowania)… JP Kolnickiego do OO. Reformatów przywieziono i u tychże OO. pochowany.

Sławetnego Łukasza Kłosowicza mieszczanina Szamotulskiego zabitego pochowano w kościele Kollegiackim Farskim przy filarze przed amboną pod ławą. Wnętrzności (?, intestina) przy ołtarzu S. Wawrzyńca.

Anno Domini 1723 25 July hora 11 ante meriadiana (Roku Pańskiego 1723, 25 lipca o godz. 11.00 przed południem) umarła Wielmożna Jejmość Pani Anna z Niegolewskich primo voto Mycielska, 2do voto Tuczyńska, Starościna Powidzka, Pani Dziedziczna Szamotuł, w Poznaniu. Przyprowadzono ciało 27 July prywatnie bardzo rano. Xepozycyja zaś 29 July. Leży przed Najświętszą Panną na prawą rękę w tajnym sklepie nowo wymurowanym między kratkami, którego nigdy nie było. Niech żyje w Bogu na wieki. Prześwietna Kollegiata niech będzie pamiętna na … przy każdej strasznej ofierze, przechodząc przez cmentarz mówiąc requiescat in pace. Amen. bo to Matka nasza, dobrodzika wielka leży, i prawie cud, że w kollegiacie, parochialnym kościele leży, a nie gdzie indziej, temu będzie Deus tu żyje (?) który do tego był powodem lubo magnas … za tą ucierpiał. Jegomość ksiądz Siciński kantor szamotulski tu cierpiał bywszy powodem (?)

Umarł Wojciech Dziad, który chodził z puszką do S. Mikołaja, leży na cmentarzu przed szkołą.

Umarł Krzysztof w siedmiu lat, ex Luteranis Parentibus (z rodziców luteran), leży na cmentarzu wedle ścieszki ku Probostwu.

Umarł podróżny Marcin woźnica z Ossowa, pochowany na ścieszce przed Szkołką.

Pan Andrzy Balbian Kupiec Szamotulski umarł, człowiek życia dobrego, skromnego, pokornego i Kościołowi potrzebny, leży w kościele kollegiaty szamotulskiej wedle filaru ołtarza S. Anny przy ławie pierwszej, na której nagrobek drzewiany. Requiescat in pace. Amen. Z Widnia rodzie (z Wiednia rodem).

rok 1724

Mikołaj umarł Jegomości księdza Wojciecha Pastorowicza, kanonika Szamotulskiego, który od niego samego dysponowany i Sakramentami opatrzony, leży na cmentarzu.

Umarła Regina kucharzowa, leży na cmentarzu za skarbcem blisko okna.

Umarli synaczkowie Panu Wyrwińskiemu, Jan i Jakub jednego dnia, pochowani za wielkiem ołtarzem na cmentarzu.

rok 1725

Umarła Agniszka uboga, leży na cmentarzy blisko parkanu Jegomość księdza Proboszcza.

Umarła Zofia uboga, leży na cmentarzu blisko ścieszkiej do Szkołkiej idąc.

Umarła córeczka Helena krawcowi nadwornemu, leży na cmentarzu.

Umarł synaczek kucharce nadwornej, leży na cmentarzu.

rok 1726

Jan umarł ubogi w Szkołce, do S. Barbary chodzący z puszką, leży w kościele przy S. Barbarze.

Umarł Tomasz ubogi, który w Szkołce umarł, leży prosto w okno Anioła Stróża przy Szkołce na cmentarzu.

Umarła Agniszka przy połogu, leży przy Szkołce na cmentarzu.

Umarła Anna Sobaczka kmiotka, leży na cmentarzu prosto w okno Najświętszej Panny z Matką Dorotą i z synem Wojciechem, którzy pomarli w jeden tydzień.

Umarł JP Józef Radziszewski, w Poznaniu logike uczywszy, tu zaś leży w Kościele Collegiaty Szamotulskiej przy ołtarzu S. Józefa sacramentis munitus et benedispositus przez Jegomość księdza Rybana (?) jezuite trzeba mu było pofolgować w młodym wieku nieużyta … kosy go śmiertelności podciena.

Umarł Stanisław Włodarz (z Gąsaw), leży przy szkołce blisko drzewa ad occidente (od strony zachodniej).

Umarła Anna Łodydzyna mieszczka szamotulska, leży blisko tego włodarza w trunnie (w trumnie!) na cmentarzu.

Umarła Anna Ratajka, circa partum (na skutek komplikacji porodowych), nie dał nikt znać, jednak spowiedała się w Najświętszej Panne Niepokalanego Poczęcia, leży na cmentarzu blisko Szkołkiej wedle Łodydzyny w… włodarza z Gąsaw.

rok 1727

(21 stycznia w Boguniewie) Wielmożna Jaśnie Pani Katarzyna z Mycielskich Łącka kasztelanicowa kaliska umarła et Sacramentis munita et benedisposita, leży w kościele kollegiaty Szamotulskiej wedle Jaśnie Wielmożnej Anny Tuczyńskiej starościny powidzkiej matki swojej w sklepiku przed Najświętszą Panną Cudowną. Priwatny pogrzeb jej odprawił się d. 23. (stycznia) 1727.

Umarła Katarzyna, leży przy parchanie prosto w okno Jegomość księdza Proboszcza.

Umarła Anna, leży u S. Marcina, na kopacza nie było [chodzi to o najstarszy kościół szamotulski w tzw. Starym Mieście, pomiędzy obecnym miastem a Piotrkówkiem].

(W Jastrowiu) Marcin umarł, starał się bydź ubogiem a pięćset tynfów zostało po nim, byli przy tym rachowaniu sławetny Pan Mateusz Jągrowski bormistrz Szamotulski, Pan Jakub Szukalski, Pan Franciszek Wieczorkowicz pisarz przysiężny Szamotulski, P. Wojciech Kotecki przysiężny. Z tego OO. Reformaci oddali na pogrzeb tynfów sto. Jegomości księdzu Kazimierzewi Sicińskiemu… z tego dyspozycia ostatka ponieważ w dobrach Jaśnie Oświeconego P. Macieja Mycielskiego chorążego nadwornego ten człowiek umarł odesłano z dyspozycyi kapituły szamotulskiej i prowincjała tejże kapituły (?). Deputowało Jegomość księdza Kazimierza Sicińskiego dziekana szamotulskiego, mnie kustosza i Jegomość księdza Wojciecha Szczepańskiego scholastyka szamotulskiego do Jegomość prowincjała natenczas będącego w Szamotułach. Odpowiedział, że swoją pieczęcią zapieczętował do dyspozycji Jaśnie Oświeconego Pana chorążego, wydać nie mogę bez jego woli…

Umarł Stanisław mielcarz Gajewski, którego pochowano w kościele prosto drzwi dzwonicy [wejście do dawnej dzwonnicy znajduje się od wnętrza kolegiaty, pomiędzy drzwiami nawy głównej, a drzwiami nawy MB od zachodu].

Umarł Maci (Maciej), leży przy kracie prosto okna skarbca.

Umarła Marianna, te z miłosierdzia pochowałem, leży przed ogrojcem.

Umarł Jan Srzedniak od Pana Sypniewskiego mieszczanina Kazimierskiego, leży przy kollegiacie Szamotulskiej na cmentarzu blisko mostku [na rowie?] idąc do kościoła.

Umarł Maci (Maciej) owczarz, którego ja ksiądz Wojciech Łysicki… absolwował i na śmierć eksporwował (?). Leży na cmentarzu wedle bzu przy kosnicy.

zmarło dziecko 4-letnie imieniem Adam, pochowane na cmentarzu za wielkim ołtarzem na drodze publicznej… alias na ścieszce.

rok 1728

Jegomość Pan Sebastian Popiel zachorował 27 tego miesiąca (luty), umarł dispositissime (zaopatrzony w sakramenty), pogrzeb jego 1 marca odprawiony selenissime (najuroczyściej), którego nie wiem kto taki będzie miał, pochowany w kościele kolegiackim za ołtarzem Przemienienia.

Zmarł Jan pasterz bydła, najuroczyściej pochowany processionalitem (z procesją) od S. Ducha prowadzony, w kościele przed chrzcielnicą.

Zmarł Błażej, dziecko lat 10, który się zmeł (zmielił) w młynku Kąsinowskim. Pochowany na cmentarzu przed kostnicą.

Zmarł Paweł ubogi w przytułku szamotulskim przy kościele św. Ducha, pochowany na cmentarzu ante porticum alias przed przednią kruchtą kościoła św. Ducha.

Zmarł Jan ubogi, pochowany na cmentarzu przy nowej kracie [krata w tym znaczeniu to chyba po prostu parkan drewniany].

Zmarł Błażej lat 65, pasterz bydła, pochowany na cmentarzu św. Marcina bez mojej zgody.

rok 1729

Zmarł Maciej Rataj gwałtowną śmiercią utopiony w przydusze (w przeręblu) ku Gałowu 10 stycznia, pochowany 20 przy parchunie blisko Probostwa.

Zmarł sławetny Franciszek Wasielewski, mieszczanin szamotulski, pochowany za rowem przed mniejszymi wrotami od strony południowej (post fossam ante fores minores meridionales) [z tego oraz innych zapisów wynika, że blisko kościoła od południowej strony, może w rejonie obecnego probostwa lub bliżej biegł rów odprowadzający wodę].

rok 1730

Sławetny Pan Gotfrid… reiwokował (?, nawrócił się?) mieszczanin Szamotulski przy sławetnych Michale Węgleskim i Janie krawcu, mieszczaninach Szamotulskich, leży u OO. Reformatów.

Zmarł Kazimierz pasterz bydła, pochowany na cmentarzu przed wielką bramą w stronę miasta (ante fores maiores a civitate).

Zmarł Marcin, dziecko pięcioletnie, pochowane na cmentarzu przed wizerunkiem (ante imaginem) Jana Kantego.

Zmarła uboga Barbara z folwarku mansjonarzy, pochowana na cmentarzu blisko szkoły.

Pochowano człowieka nieznanego, na cmentarzu na ścieżce z zachodniej strony, między kościołem a szkołą.

rok 1731

Zmarł Maciej ze wsi Sycyno, pochowany na cmentarzu w kierunku północnym (?) blisko szkoły (versus aqulonem prope Scholam).

Zmarło dziecko imieniem (brak)…, Macieja ze wsi Gaj, pochowane w kościele kolegiackim szamotulskim przy ołtarzu Św. Krzyża przed wejściem do dzwonnicy.

rok 1732

Zmarli Tomasz i Stefan, pochowani na cmentarzu przy rowie blisko ogrodzenia probostwa.

Umarł Kazimierz Burda, pochowany na ścieszce przy wrotach na cmentarzu.

rok 1733

Umarł Advena (przybysz) Joannes Mularczyk, który in agone mortis Dei Gratia in Prasentia (przed śmiercią dzięki Bogu w obecności) dwóch kapłanów e Lutheranizmo rewokował (z wiary luterańskiej nawrócił się) i z dobrą dyspozycyją umarł, który lubo nic nie miał, bo mu jeszcze kościół czecheł (koszulę śmiertelną, całun) sprawić musiał, jednak ex charitate proximi benestisime (z dobroczynności) pochowany na cmętarzu.

Umarł Dziad Stary Advena imieniem Wojciech, pochowany pod dzwonicą blisko wrot wielkich.

Umarła Stara Włodarka imieniem Regina, pochowana naprzeciwko wrotom wielkim na cmętarzu.

Umarła Dziewczyna komornika niemca katolika, pochowana pod murem na cmentarzu naprzeciwko wielkiemu ołtarzowi.

Pochowało się dziecię kowalewe za rozkazem Jegomości księdza Wojciecha, ze Szczuczyna, Luterskie, przy figurze (św. Marcina?) na cmentarzu św. Marcina.

Pochował Jegomość ksiądz Wojciech na cmentarzu naprzeciwko … ubogiego, którego u siebie żywił.

Pochował się Jan Mielcarz na cmentarzu, idąc od Kustodyi przy drodze furtką do kościoła.

Pochował się na cmentarzu Wojciech komornik przeciwko stancyi (domu) Jegomości księdza Wojciecha.

Pochowała się przy drodze idąc z miasta do Szkołki Baba niewiedzieć skąd, ani imienia dopytać się było można, confessa pride mortis (spowiadała się przed śmiercią) przed Jegomościem księdzem Szadowskim. Umarła w gościnem.

Notamdum: in Augusto (zanotowano w sierpniu) umarł (w Piotrkówku Małym) syn Jejmości Pani Marszewski i tam powinien był być wpisany, ale że Jegomość ksiądz Szadowski i Jegomość ksiądz Dziekan pochowali go w sklepie przed NP. nie dawszy … lubom się zgodził na to (?). 24. …zasię tam miejsce zapisało tu się w piśmie. Kustosz zaś requiret (wymaga), funeralia (opłata za pogrzeb) przyszły da Bóg.

Pochowała się Babka uboga przy kruchcie idący do Szkołki, która umarła w Bramie, nie dano nic, imię jej było Jadwiga.

Umarło dziecię zaraz po krzcie Luterskie urodzonego Pana Bogusława Zaydlica, które się pochowało w sklepie przed NP.

Pochował się Chłop niewiedzieć skąd, przy szkołce na drodze, który umarł w mieście.

Umarł owczarek na imię Ludwik w Młynie Grabowieckim wiary Luterskiej, którego pozwoliłem pochować gdzie się chowają [w cześć cmentarza dla innowierców]. Od którego funeralis (opłaty pogrzebowej) dano złp – 15.

rok 1734

Pochował się Szymon Chałupnik z Popowa przy wierzbie na rogu kościoła dnia 11. Marca 1734. od którego pochowania dano wołu.

Umarła Ana Stara Wojewodzyna z Baborowa Matka kaczmarza, pochowana jest na scieszce ku szkole przed oknem Sakrystyi.

Umarła Marianna Skotarka, pochowana jest na cmentarzu nie daleko szkoły, nic nie dano.

rok 1735

Umarła Marianna Peregrynantlia (pielgrzymująca), z Warmii powracając z mężem, leży na cmentarzu S. Ducha na ścieszce idąc z Spitala do kościoła.

Umarł Mateusz z Wojnowa ubogi, w gościńcu, jako i pierwsza z Warmii, leży na cmentarzu S. Ducha kilka kroków od ganku pod wieżą będącym.

(w Śmiłowie) umarł Parobek, pochowany jest na cmentarzu nie daleko szkoły, porąbany i pobity.

Umarł Paweł ubogi, pochowany jest nad fossą [rowem] ku kracie.

Umarła uboga sine omni dispositione (bez żadnego przygotowania na śmierć) leżąc kilka dni nie dano znać, leży na cmentarzu u S. Mikołaja.

Umarł Jan najemnik, pochowany jest na cmentarzu nad ścieszką od pierwszej kraty.

rok 1736

Jędrzy kalika (Andrzej kaleka) u Pana Jagrowskiego Burmistrza, pochowany jest na cmentarzu od Szkoły.

Umarł chłopczak sierota u Pani Primasowej, pochowany jest na cmentarzu od Szkoły.

Umarła dziewczyna za klasztorem OO. Reformatów na drodze, nie wie nikt z jakiej okazyi (przyczyny), pochowana jest u S. Ducha.

Umarł Wawrzyniec Choynecki student Poznański, pochowany jest w kaplicy Anioła Stróża wedle ołtarza piwowarskiego (dopisek: był piwowarem ale już nie jest).

Umarł Jakub Ratay z Starego Miasta, pochowany jest na cmentarzu od forty pierwszej miasta.

Umarł Antoni z Szamotuł, ojciec Ramziny szewcowej, pochowany jest przy kruchcie od Miasta.

Umarła Katarzyna Koczborka Uboga quondam (niegdyś) mieszczka z Szamotuł, pochowana jest przy kosnicy.

rok 1737

Umarła Anna, córka Ogrodowego Reformata fidei proximo morti rewokowała (nawróciła się przed śmiercią), pochowana jest na cmentarzu przed kruchtą ku Szkole. (Dwa dni później) zmarła Magdalena, żona Ogrodowego reformata … rewokowała, pochowana jest na cmentarzu tamże przed kruchtą.

Umarła sławetna Pani Regina Radziszewska, pochowana jest w kruchcie od szkoły.

Paweł ze Swadzimia wędrujący z żoną, w polach za Nową Wsią umarł. Zwieźć się kazał, leży u S. Ducha na cmentarzu.

Umarł człowiek, męsczyzna ku Kępie na drogach, niewiedzieć z kąd ani o imieniu dowiedzieć się podobna było, leży u S. Ducha na cmentarzu.

Umarł u Zielińskiego w domku Jakub imieniem, spod Gniezna, wsi powiedzieć nie chciał, tam ma mieć żonę i dzieci, leżu u S. Ducha na cmentarzu od drogi wielkiej przed kościołem

Umarł Józef Dąmbrowski chrzczeniec chodzący z puszką do Żydowa, leżu u S. Ducha na cmentarzu.

Umarł ubogi padszy nagle przed Szpitalem S. Ducha niewiedzieć zkąd, leżu u S. Ducha na cmentarzu.

Dziad ubogi padszy przed szpitalem niewiedzieć zkąd, ledwo do szpitala wniesiony absolwowany, leżu u S. Ducha na cmentarzu.

Baba nie wiedzieć zkąd umarła, leżu u S. Ducha na cmentarzu u Szymona pod S. Duchem mieszkającego.

Najemnik Pana Guzeskiego Burmistrza Szamotulskiego umarł w stodole jego… na drąszkach zaniesiono, pochowano na cmentarzu S. Ducha.

Regina, dziecie małe Tomasza, który ma Teodore za żene, umarło, leży u S. Ducha za kosnicą na cmentarzu gdzie inne chowają dzieci. Dwa dni później zmarła Teodora, żona Tomasza.

Zmarł pracowity Józef Gnabach z Piotrkówka, pochowany na cmentarzu obok Jana Kantego.

Zmarła Katarzyna żona kątnika ze wsi Śmiłowo, pochowana na cmentarzu naprzeciwko biblioteki [biblioteka mieściła się nad skarbcem, obok zakrystii].

Zmarł chłopiec imieniem Szymon, lat ok. 8, bliski krewny Wielmożnego Scholastyka, pochowany w kościele przed ołtarzem Przemienienia gratis. Dwa dni później zmarła dziewczynka Katarzyna lat 3, bliska krewna Wielmożnego Kustosza i została pochowana gratis w krypcie przed ołtarzem Matki Bożej Cudownej.

rok 1738

Zmarł Walenty, stróż lasu w Kąsinowie i strzelec, pochowany na cmentarzu w pobliżu muru probostwa.

Zmarło dziecko imieniem Pudentianna, córka Stanisława Bogusza, dzwonnika kościoła kolegiackiego, i Reginy, pochowane na cmentarzu przy narożniku biblioteki.

Zmarła pracowita Regina Przeszka ze wsi Baborowo, pochowana blisko bramy wejściowej do kościoła, naprzeciwko domku altarysty Matki Bożej Bolesnej.

Zmarło dziecko sławetnego Józefa Jareckiego około 4-tygodniowe, pochowane w krypcie dzieci [obok ołtarza MB].

W Szamotułach zmarła sławetna Marianna Piechocka mieszczka wałecka (?, civissa valcensis), matka moja najmilsza, pochowana w kaplicy ołtarza pospolicie zwanego Najświętszej Panny Różańcowej. Niech spoczywa w pokoju. Modlący się syn Kustosz Szamotulski.

rok 1739

Zmarł uczciwy Michał Szmiejkowski zwany pospolicie Stary Pachołek, pochowany na cmentarzu przy murze naprzeciwko ołtarza Matki Bożej Cudownej.

Zmarł szlachetny Adam Dębski, starzec, pochowany na cmentarzu przy murze kaplicy Matki Bożej Cudownej.

Zmarł młodzieniec imieniem Stanisław, lat 23, w chorobie swej przy cyruliku, z parafii cerekwickiej ze wsi Krzyszkowo, przed śmiercią nie przyjął sakramentów, ale spowiadał się w czasie spowiedzi wielkanocnej w swej parafii, pochowany na cmentarzu kolegiackim w Szamotułach przy wejściu do kościoła alias przy ścieszce.

11 maja, dwie godziny po północy zmarł sławetny Józef Radziszewski, najstarszy mieszczanin i dobrze zasłużony dla miasta, starzec blisko osiemdziesięcioletni, pochowany w kruchcie naprzeciwko szkoły przy żonie swojej.

Zmarło dziecko 7-tygodniowe imieniem Michał uczciwych Kurczatckich ze wsi Kępa i zostało pochowane w  krypcie dzieci z boku ołtarza Matki Bożej Cudownej.

Zmarł nagle w Nieczajnie pracowity Marcin, sługa z dworu w Nieczajnie, który handlował o zachodzie słońca w święto św. Marcina. Pochowany na cmentarzu przy szkole.

Zmarła Anna, mieszczka z Lwówka, córka sławetnego Węgleskiego, pochowana na cmentarzu przy wielkich wrotach kościoła obok swej matki.

rok 1740

Zmarł sławetny Jan, zwany pospolicie Ślosarz, który przed śmiercią wyznawał wiarę niekatolicką. Przez kilka lat gorliwie opiekował się zegarem kościoła szamotulskiego. Wyspowiadał się, przyjął wiatyk i za zgodą miejscowego kleru i mieszczan został pochowany gratis na cmentarzu kolegiackim przy wielkich wrotach.

Zmarł przypadkowo młodzieniec Stanisław Relewicz przygnieciony przez ścianę (?) i pochowany został na cmentarzu naprzeciwko szkoły w pobliżu Kruchtam.

Zmarł młodzieniec imieniem Andrzej, syn służącego Jana Ruteckiego mieszczanina szamotulskiego, studiujący w akademii szamotulskiej, pochowany na cmentarzu przed wielkimi wrotami.

W dniu 14 listopada Wielmożny i Czcigodny ksiądz Wojciech Pastorowicz, altarysta św. Józefa i św. Anny, z zachowaniem całego ceremoniału pochował zbiorczo kości dawno zmarłych (wydobywane zapewne w trakcie kopania nowych grobów lub dobyte z krypt kościelnych), które złożono do wspólnego grobu na kolegiackim cmentarzu przy portyku alias kruchcie wiodącej z kościoła do szkoły [Zapis w księdze zmarłych nosi tytuł „pogrzeb kości” (ossium sepultura)].

Zmarł Jaśnie Wielmożny Adam z Mycielna Mycielski, kasztelanic poznański, starosta koniński, w wigilię św. Marcina, tj. 10 listopada, we wsi dziedzicznej Boguniewo w parafii Słomowo, którego ciało paradnie i w obecności ludności 16 listopada złożono w kolegiacie szamotulskiej w specjalnej krypcie z boku ołtarza Matki Bożej Cudownej, przy Jaśnie Wielmożnej Annie z Niegolewskich Tuczyńskiej i Jaśnie Wielmożnej Pani Katarzynie z Mycielskich Łąckiej, kasztelanowej kaliskiej. Serce jego, które do Borku przeniesiono, pochowano w większej krypcie.

rok 1741

Zmarł Franciszek, pospolicie zwany Kupidura, mistrz tkacki (artis Textoriae), pochowany na cmentarzu w narożniku zakrystii blisko ścieżki do probostwa.

Zmarł pracowity Mateusz, kątnik ze wsi Kępa, pochowany na cmentarzu razem z Wojciechem, swym dwuletnim synem, w jednym grobie naprzeciwko szkoły.

rok 1742

Zmarła (szlachetnie) urodzona Anna Radziszewska, niemal szesnastoletnia, pochowana w Porticu alias Kruchcie naprzeciwko szkoły przy swoim bracie rodzonym.

W niedzielę o godzinie 10 przed południem zmarł nagłą śmiercią młodzieniec lat ok. 8 Andrzej Zieleniewicz wskutek uderzenia działem (?, per ictumo bombardae). Pochowany na cmentarzu w ogrodzie Gecemani vulgo w Ogroycu.

Zmarł pewien przybysz wędrujący imieniem Stanisław (podobno) z miasta Złotowo, pospolicie zwany Bednarz, u sławetnego Węgleskiego. Pochowany na cmentarzu przy ścieżce do probostwa.

Zmarła uczciwa Anna Grodzka w służbie we dworze szamotulskim, pochowana w kruchcie kościelnej kolegiackiej alias w Kruchcie przy wejściu z prawego boku.

Zmarła dziewczyna, panna Małgorzata Sztubianka, lat ok. 18, pochowana w krypcie kustoszów naprzeciwko ołtarza Matki Bożej pospolicie zwanej Różańcowej.

Zmarł Jan Stachowski, lat ok. 19, pozostający w mojej Kustosza służbie, pochowany przy matce swojej blisko wizerunku Jana Kantego.

W sam dzień Podwyższenia Krzyża Świętego [14 września] utonął w stawie ojców Reformatów pracowity Marcin, parobek Sebastiana Rataja ze Świdwińskiego. Pochowany na cmentarzu naprzeciwko szkoły.

rok 1743

Zmarło dziecko nowonarodzone imieniem Filip i ochrzczone zwykłą wodą, syn sławetnych Józefa i Reginy Kitniewskich, pochowane w ogrodzie Gecemani.

Zmarło dziecko Wojciecha, pospolicie zwanego Drapichrust, ośmiotygodniowe, pochowane na cmentarzu naprzeciwko ogrodu Gecemani.

Zmarło dziecko lat 6 imieniem Franciszek, syn sławetnych: pobożnie zmarłego Jana Kloneckiego i pozostałej [przy życiu] wdowy Ludwiki Kloneckiej, pochowane in Portico alias w Kruchcie.

W niedzielę 19 (października) o godz.6.00 (na Targowisku) zmarł urodzony Stanisław Pogorzelski, starzec, pochowany 24. przy ścieżce prowadzącej do wejścia do kościoła.

rok 1744

Zmarło dziecko imieniem Franciszek Ksawery, syn znakomitych i sławetnych: Kazimierza Radziszewskiego, burmistrza szamotulskiego i Katarzyny, kilkutygodniowe, pochowane przy bracie swoim w kościele w krypcie Kustoszów naprzeciwko ołtarza Matki Bożej Różańcowej.

Zmarła uczciwa Dorota we wsi Gaj, która kilka lat przed śmiercią odrzuciła wiarę niekatolicką i przyjęła prawdziwą wiarę (??, fidem Orthodoxam, tu chyba chodzi o „prawdziwą”, czyli wiarę katolicką), pochowana na cmentarzu kolegiackim.

rok 1745

Zmarła cnotliwa (Pudica) panna imieniem Agnieszka, lat 13, córka Andrzeja Strzyżyńskiego, mieszczanina stobnickiego, pozostającego w służbie we wsi Piotrkówko Wielkie w naszej parafii, pochowana w asystencji kleru na cmentarzu kolegiackim.

Zmarł pracowity Jakub, kilka lat służący w folwarku sławetnego Ludwika Kloneckiego (na Targowisku?), pochowany na cmentarzu kolegiackim naprzeciwko wielkiej bramy vulgo przed wielkimi wrotami idąc z kościoła.

Zmarło dziecko lat 5 imieniem Regina uczciwego Franciszka Melchrowicza, pochowane przy wielkich wrotach naprzeciwko wyobrażenia Jana Kantego blisko muru.

Zmarła sławetna Regina Czwojdzińska, mieszczka szamotulska, wdowa po sławetnym Marcinie Czwojdzińskim, pochowana przy wielkich wrotach kościoła. [Tu dopisek kustosza kolegiaty o tym, że w miejscu tym znajduje się duża ilość kości dawno zmarłych i tu pochowanych].

Pod zamkiem szamotulskim zmarła pracowita Jadwiga, pospolicie zwana Tułaczka ze wsi Jastrowie, pochowana na cmentarzu naprzeciwko ołtarza.

rok 1746

Zmarł sławetny Walenty Klempicki, mieszczanin szamotulski, pochowany na cmentarzu przy ścieżce od małej bramy naprzeciwko kustodii.

Zmarła uczciwa Konstancja Szankoska, staruszka, pozostająca w służbie przewielebnego proboszcza, pochowana na cmentarzu kolegiackim przy wejściu do kościoła.

Zmarł pracowity Wojciech, półkmieć ze wsi Osowo, pochowany na cmentarzu przy wielkich wrotach przy Brzósce.

Zmarło dziecko około 6-tygodniowe imieniem Ewa, córka sławetnych Walentego i Marianny Wieczorkowiczów, pochowane gratis w ogrodzie Gecemani alias w Ogroycu w stronę stołu ołtarzowego (ad mensam Altaris).

Zmarła sławetna Krystyna (Christina) Guzowska drugiego nazwiska Prebyszka, 80-letnia, przed śmiercią porzuciła wiarę niekatolicką i przyjęła prawdziwą wiarę (Orthodoxam), pochowana w kościele pod chórem.

Zmarł sławetny Józef Jarecki, starzec, pochowany został przy swojej żonie przy murze alias przy Kruchcie.

Zmarł sławetny Szymon Romanowicz, mieszczanin szamotulski, pochowany na cmentarzu przy murze alias przy Kruchcie przy pobożnie zmarłym Jareckim.

W zamku szamotulskim zmarł pracowity Stanisław, zwany pospolicie Świniarek Zamkowy, pochowany na cmentarzu przy ścieżce probostwa.

Zmarło dziecko roczne imieniem Pudentianna, córka sławetnych Marcina i Krystyny Jareckich, pochowane na cmentarzu w ogrodzie Gecemani alias w ogroycu przed samym ołtarzem (wielkim).

rok 1747

Zmarło dziecko imieniem Marianna, ok. 6-letnie, córka nauczyciela szkoły szamotulskiej Jana Borkowskiego i jego żony, pochowane naprzeciwko ogrodu Gecemani. 3 tygodnie później o godzinie 2 po północy zmarł sam Jan Logenbork (Borkowski) i został pochowany na cmentarzu kolegiackim przy dzwonnicy.

Zmarł jaśnie oświecony i wielmożny Maciej z Mycielna Mycielski, kasztelan poznański, dziedzic dóbr szamotulskich, w mieście swym dziedzicznym Szubinie, dnia 3 października w wigilię św. Franciszka Roku Pańskiego 1747 o godz. 2.30 po południu, mąż najstarszy Rzeczypospolitej. Pochowany w Gostyniu u ojców św. Filipa Neri dnia 6 listopada. Natomiast serce jego pochowano w Zdzieszu, inaczej Borku.

rok 1748

Zmarł młodzieniec imieniem Stanisław, lat ok. 17, pochowany przy ogrodzeniu starego/dawnego probostwa (ad Sepem antiquae praepositurae).

Zmarł sławetny Piotr Sztubski, starzec, dnia 17 maja o godzinie 5.30 po południu, pochowany w portyku kościoła alias w Kruchcie w samym wejściu do kościoła.

Zmarł uczciwy Maciej pospolicie zwany Ślusarz, pochowany na cmentarzu w samym wejściu przy wielkich wrotach.

rok 1749

Zmarł uczciwy Wojciech, pospolicie zwany Miejski Sługa, pochowany na cmentarzu w narożniku zakrystii.

Zmarła zamożna i sławetna Katarzyna ze Zwonkowskch Radziszewska, mieszczka szamotulska, pani wszelkich cnót, w chorobie swej najlepiej przygotowana i wszelkimi sakramentami umocniona, duszę swą oddała dnia 5 kwietnia po północy w wigilię Zmartwychwstania Pana naszego. Pochowana 9 tegoż miesiąca w obecności całego mieszczaństwa w portyku alias w kruchcie naprzeciwko szkoły, przy swych krewnych. Niech spoczywa w najświętszym pokoju.

12 sierpnia zmarło dziecko imieniem Michał, 9-miesięczne, syn Kazimierza i Katarzyny z Dzwonkowskich Radziszewskich, pochowane w kruchcie naprzeciwko szkoły przy swoich rodzicach.

Zmarł u Jana Szmiejkowskiego uczciwy Szymon Terepecki, jałmużnik (utrzymywany przez bractwo?, Eleamosinarius) bractwa św. Barbary w kolegiacie Marii Magdaleny w Poznaniu, pochowany na cmentarzu kolegiackim naprzeciwko szkoły przy bramie zachodniej [bramie ogrodzenia cmentarza?].

Zmarł w męczarniach uczciwy Jan Bromberski, pochowany w obecności kleru na cmentarzu przy ścianie naprzeciwko ołtarza.

rok 1750

Zmarł młodzieniec imieniem Jakub, lat 13, syn pracowitych Wojciecha i Urszuli Wójtów ze wsi Jastrowie, spowiadany przed śmiercią, pochowany na cmentarzu naprzeciwko zakrystii.

Zmarło dziecko imieniem Anna, 3-letnie, córka pracowitych Wojciecha i Agnieszki, kupców z karczmy na Targowisku, pochowane na cmentarzu przy murze [ogrodzeniu?] naprzeciwko zakrystii.

rok 1751

Zmarła 9 kwietnia około północy sławetna Zofia Lepszyńska, niegdyś mieszczka lwówecka, pochowana 10 tegoż miesiąca – w sam Wielki Piątek – na cmentarzu naprzeciwko szkoły.

Zmarł wskutek nieszczęśliwego wypadku Jakub Kolanowski, węglarz (Carbonarius), starzec ubogi z przytułku/szpitala, w niegłębokiej wodzie przypadkowo utonął (in modica Aqua Casualiter submersus), pochowany na cmentarzu szpitalnym.

Zmarła pracowita Krystyna, służąca, przybyszka uboga z karczmy w Nowej Wsi, pochowana gratis na cmentarzu blisko ogrodzenia dawnego probostwa.

29 sierpnia około godziny 3.00 po północy zmarł sławetny Wojciech Lipoński, w swej chorobie najlepiej przygotowany i umocniony wszelkimi sakramentami, pochowany dnia 31 tegoż miesiąca na cmentarzu od strony zachodniej.

Zmarł wskutek wypadku we młynie alias we wiatraku we wsi Kluczewo w parafii ostrorogskiej, uczciwy Marcin Olendrowicz, lat ok. 16, pochowany na cmentarzu ku zachodowi słońca (od strony zachodniej).

rok 1752

Zmarła uczciwa Marianna we wsi Osowo, pełnoletnia, po dobrowolnym odrzucenia wiary niekatolickiej i przy najlepszym przygotowaniu umocniona wszelkimi sakramentami, pochowana na cmentarzu naprzeciwko szkoły.

Zmarła sławetna Róża Biesiecka, wyspowiadana przed śmiercią, pochowana na cmentarzu po zachodniej stronie w jednym grobie z dzieckiem swoim ochrzczonym.

Zmarł sławetny Józef Kitnieski, przez kilka lat znakomicie służył kościołowi kolegiackiemu. Mąż emeritissimus, przed śmiercią najlepiej przygotowany i umocniony wszelkimi sakramentami, pochowany na cmentarzu przy wejściu do kościoła blisko kruchty. Niech spoczywa w pokoju.

Zmarło dziecko w dworze w Gąsawach, nie wiadomo czyje, pochowane na cmentarzu przy ogrodzie Gecemani.

Zmarły dzieci Marianna i Jan Katarzyny ze wsi Gaj, pochowane w jednym grobie na cmentarzu naprzeciwko wielkiego ołtarza blisko muru.

Zmarło dziecko imieniem Agnieszka, lat 7, córka sławetnych Rocha i Agnieszki Fabroskich, pochowane na cmentarzu przy kapliczce (?) swojej przy wrotach, które wiodą do kaplicy MB Cudownej.

Zmarło dziecko dwuletnie imieniem Regina sławetnych Józefa i Reginy Kitniewskich, pochowane gratis na cmentarzu przy kruchcie przy swoich rodzicach.

Zmarło dziecko ledwie urodzone i ochrzczone ze wsi Popowo imieniem Jan, syn pracowitych Macieja i Anny, pochowane na cmentarzu.

rok 1753

Jednego dnia zmarli sławetny Wojciech Zieleniewicz i jego żona Dorota z Węglewskich. Oboje zostali pochowani na cmentarzu kolegiackim w jednym grobie przy narożniku zakrystii.

Zmarło dziecko imieniem Marianna, lat 4, która utopiła się w studni w Piotrkówku Małym, córka Wojciecha i Marianny Gnabachów z tej wsi, pochowana przed ogrodem Gecemani vulgo Ogroycem.

Zmarło dziecko imieniem Petronella, córka sławetnych Józefa Kitniewskiego i wdowy po nim Reginy, pochowane przy ojcu swoim przy drzwiach prowadzących do kaplicy Matki Bożej Cudownej.

Zmarł uczciwy Paweł mieszkający w folwarku zwanym Świdwińskie, pochowany na cmentarzu kolegiackim naprzeciwko szkoły w kierunku północnym alias przy Starey Kruchcie.

Zmarło dziecko ledwo urodzone i ochrzczone sławetnych Tomasza i Marianny Bisieckich imieniem Anna, pochowane na cmentarzu kolegiackim poza ogrodem Gecemani alias za kratkami.

Pracowity Jan, półkmieć ze wsi Osowo, został okrutnie zamordowany przez wieśniaków (gospodarzy?) ze Szczepankowa, zmarł bez spowiedzi i sakramentów. Pochowany na cmentarzu kolegiackim blisko szkoły.

rok 1754

Zmarł pracowity Sebastian, który pomalował powierzchnię ołtarza Anioła Stróża w kolegiacie szamotulskiej, pochowany na cmentarzu kolegiackim przy wielkich wrotach prowadzących do kolegiaty od strony zachodniej.

Zmarł Stanisław, starzec, jałmużnik miasta/mieszczan Buk (Elemosinarius de Civitate Buk), pochowany gratis na cmentarzu kolegiackim naprzeciw kaplicy św. Stanisława Kostki.

Zmarła uczciwa Marianna, w służbie u Wojciecha Śmiełowskiego mieszczanina szamotulskiego, pochowana na cmentarzu kolegiackim przed ogrodem proboszczowskim od strony południowej.

Zmarł pracowity Antoni włóczęga u sławetnej Anny Roteckiej, mieszczki szamotulskiej, pochowany gratis na cmentarzu kolegiackim naprzeciwko kaplicy św. Stanisława Kostki.

Zmarł sławetny Franciszek Koterliński, mieszczanin szamotulski, pochowany przy błocie naprzeciwko wielkich wrót kościelnych.

Zmarł uczciwy Józef, kucharz z dworu śmiłowskiego, pochowany na cmentarzu kolegiackim naprzeciwko kaplicy św. Stanisława Kostki przy murze kolegiaty.

Zmarło dziecko lat 3 imieniem Regina, córka pracowitego Macieja Wojewody, kmiecia ze wsi Baborowo, pochowane na cmentarzu kolegiackim naprzeciwko wielkiej bramy drogi publicznej naprzeciwko wielkiego ołtarza [tu chodzi chyba o dużą bramę cmentarną prowadzącą do miasta].

Zmarł pracowity Franciszek, starzec i służący kolegiaty szamotulskiej, pochowany na cmentarzu kolegiackim naprzeciwko kaplicy św. Stanisława Kostki po północnej stronie.

Zmarł młodzieniec Maciej, lat 16, syn uczciwej wdowy piwowarki z przedmieścia szamotulskiego zwanego Nowa Wieś, pochowany na cmentarzu kolegiackim przed szkołą.

Zmarła uczciwa Jadwiga, staruszka, matka sołtysa z Nowej Wsi pod Szamotułami, ponadstuletnia, pochowana na cmentarzu kolegiackim na ścieżce przed drzwiami kaplicy Cudownej Panny Marii.

rok 1755

Zmarła pracowita Regina, lat ok. 100, ze wsi Piotrkówko Małe, pochowana na cmentarzu kolegiackim naprzeciwko ołtarza Przemienienia Pańskiego w samej ścieżce.

Zmarł pracowity Kasper, starzec, młynarz z miasta Obrzycko, który trzy dni przed śmiercią odrzucił wiarę luterańską i szatana. Pochowany na cmentarzu kolegiackim przed szkołą.

Zmarła pracowita Helena, lat 17, córka pracowitych rodziców Jana i Barbary Kowalów ze wsi Jastrowie, pochowana na cmentarzu kolegiackim w narożniku świątyni przy rowie.

Zmarła pracowita Appolonia Kąsinowska, zwana Chałupniczka, z Piotrkówka Małego, pochowana na cmentarzu kolegiackim blisko wielkich wrót za ścieżką przy błocie.

Zmarło dziecko imieniem Dorota, dwuletnie, córka pracowitych rodziców Marcina i Heleny Szkudlarzów w Dębinie Kąsinowskiej bawiących się, pochowane na cmentarzu kolegiackim naprzeciwko kościoła.

rok 1756

Zmarł pracowity Krzysztof, nawrócony z luteranizmu 6 tygodni przed śmiercią, lat ok. 50, przybysz do zamku szamotulskiego, pochowany na cmentarzu kolegiackim naprzeciwko kaplicy św. Stanisława Kostki.

Zmarł uczciwy Łukasz Łukaszowski, sześćdziesięciolatek, kucharz w służbie we dworze w Kąsinowie, pochowany na cmentarzu kolegiackim.

Zmarła sławetna Katarzyna Maińska, mieszczka szamotulska, pochowana w samych wrotach alias w Babińcu blisko muru drzwi wejściowych do kościoła kolegiackiego.

Zmarło dziecko imieniem Antoni, w wieku lat 2 i 10 miesięcy, syn pracowitej matki Jadwigi, służącej u (szlachetnie) urodzonego Glińskiego w folwarku Kleczewskich zwanego, inaczej w Nowej Wsi. Pochowane na cmentarzu kolegiackim.

rok 1757

Zmarł szlachetny Kasper Mroczyński, starzec lat ok. 70, z miasta Szamotuły, pochowany na cmentarzu kolegiackim w kruchcie (in Porticu) kościoła kolegiackiego przed drzwiami Dzwonaryi od strony zachodniej (?)

Zmarł nagle parobek Szymon, lat 27, ze wsi Gąsawy, pochowany na cmentarzu kolegiackim przy bibliotece od północnej strony.

Zmarła sławetna Ewa Czachorska, lat ok. 80, mieszczka szamotulska, pochowana na cmentarzu kolegiackim naprzeciw krypt po stronie południowej [chodzi zapewne o miejsce na prawo od dzisiejszej kruchty].

Zmarło dziecko imieniem Stanisław, powszechnie zwany Podrzutek, ze wsi Baborówko, pochowany na cmentarzu kolegiackim blisko muru po stronie wschodniej.

Zmarła pracowita Katarzyna, lat ok. 50, przybyszka ze wsi Turostowo do Targowiska pod Szamotułami, pochowana na cmentarzu kolegiackim naprzeciwko biblioteki po stronie północnej.

Na polu przy drodze do Jastrowia zmarła staruszka żebrząca nieznanego imienia przyjąwszy ostatnie rozgrzeszenie. Pochowana na cmentarzu kolegiackim blisko szkoły przy rowie.

Zmarła pracowita Regina Antoszka, lat ok. 60, komornica ze wsi Popówko, pochowana na cmentarzu kolegiackim na prawo od Biblioteki w kierunku północnym (?, recta ad Bibliothekam ab Aquilone).

20 października w Baborowie zmarło dwoje dzieci: Franciszek lat 4 i Kazimierz rok 1, braci(a) rodzeni, synowie pracowitych Macieja i Barbary Jędryków, kmieci ze wsi Baborowo. Pochowano ich na cmentarzu kolegiackim naprzeciw ołtarza wielkiego w samej ścieżce po stronie wschodniej.

Zmarł pracowity Andrzej Konieczny, starzec lat ok. 70, ze wsi Gałowo, pochowany na cmentarzu kolegiackim przy swej żonie, naprzeciw kaplicy św. Aniołów Stróżów po północnej stronie.

Zmarło dziecko imieniem Barbara, lat 4 i pół, córka wielmożnych rodziców Jana Niegolewskiego chorążego wschowskiego i Zofii, dziedziców dóbr Kąsinowo, pochowane w kolegiacie w krypcie przed ołtarzem Cudownej Panny Maryi.

rok 1758

Zmarł pracowity Wojciech, nowo nawrócony, lat ok. 36, karczmarz ze wsi Kępa, pochowany na cmentarzu kolegiackim po północnej stronie blisko bramy prowadzącej do dawnego probostwa.

Zmarł pracowity Dąbczak, parobek ze Śmiełowa, lat ok. 35, pochowany na cmentarzu kolegiackim po północnej stronie, naprzeciwko świątyni na górce (in Monticello).

Zmarł sławetny Wojciech Malcherek, mieszczanin szamotulski, lat ok. 38, pochowany na cmentarzu kolegiackim po południowej stronie, naprzeciwko kaplicy Cudownej Panny na górce pomiędzy ścieżkami.

14 marca pracowity Andrzej Człapa z Baborowa z własnej woli popełnił samobójstwo przy pomocy krótkiego noża. Pochowany na cmentarzu w Baborowie.

Zmarła Barbara Cieślanka, lat ok. 50, ze wsi Gaj, pochowana gratis na cmentarzu kolegiackim po północnej stronie naprzeciw bramy podwórza probostwa (Praepositurali area).

Zmarło dziecko imieniem Rozalia, roczne, córka pracowitych Bartłomieja i Katarzyny komorników ze wsi Baborówko, pochowane gratis bez ceremonii za wielka bramą (cmentarza) od wschodniej strony.

Uczciwy Jakub Nawrocki, lat ok. 40, zmarł przypadkowo i nagle na polu pod figurą Jezusa Ukrzyżowanego za wsią Popowo. Spowiadał się w mieście Szamotuły na Wielkanoc, pochowany został na cmentarzu kolegiackim po zachodniej stronie naprzeciwko wrót wielkich kościoła.

Zmarło dziecko imieniem Józef, lat 4 i 3 miesiące, syn (szlachetnie) urodzonych Piotra i Apolonii Gałkowskich, dzierżawców folwarku Siemiątkowskie, pochowane na cmentarzu kolegiackim od strony wschodniej przez ogrodem Gecemani.

Zmarła Krystyna Jarecka, mieszczka szamotulska, lat ok. 32, pochowana na cmentarzu kolegiackim po południowej stronie w bocznej bramie vulgo Babiniec (uwaga: chodzi tu o kruchtę od strony dzisiejszego probostwa, „babiniec” to staropolska nazwa kruchty, gdzie mogły przebywać m. in. żebrzące kobiety).

rok 1759

Zmarło dziecko imieniem Aniela, lat 3, córka sławetnych Józefa Zieleniewicza, burmistrza Szamotuł, i Marianny, pochowane w kościele kolegiackim blisko muru przy ołtarzu św. Barbary w kaplicy.

Zmarła staruszka Barbara Basiczka, panna, lat ok. 80, żebrząca w mieście Szamotuły, pochowana na cmentarzu kolegiackim po północnej stronie przy szkole.

Zmarła sławetna Regina Dynkowska, mieszczka szamotulska, lat ok. 48, pochowana na cmentarzu kolegiackim blisko bramy zwanej Kruchta, przy ścieżce po południowej stronie.

Zmarł pracowity Szymon Barłożyk, lat ok. 35, kątnik z folwarku Świdwińskie, umarł u ojca swego we wsi Gałowo, pochowany na cmentarzu kolegiackim blisko szkoły przy ścieżce po północnej stronie.

27 lipca zmarli bracia: Wojciech lat 6 i Antoni lat 4 i pół, dzieci sławetnych Wawrzyńca i Marianny Durczykiewiczów, mieszczan szamotulskich. Pochowano ich na cmentarzu kolegiackim po wschodniej stronie przed ogrodem Gecemani. 10 sierpnia zmarło dziecko jednodniowe tych samych rodziców i zostało pochowane za ogrodem Gecemani.

Zmarła pracowita Luoretia, materfamilia z dworu w Śmiłowie, lat ok. 40, pochowana na cmentarzu kolegiackim przed biblioteką od strony północnej.

rok 1760

Zmarło dziecko imieniem Tomasz, 10-miesięczne, syn sławetnych Józefa i Marianny Zieleniewiczów, mieszczan szamotulskich, pochowane na cmentarzu kolegiackim przed wejściem do ogrodu Gecemani (ante ingressu) po stronie wschodniej.

Zmarła uczciwa Agnieszka, lat ok. 80, materfamilia jaśnie oświeconego i czcigodnego Majorowskiego, kanonika kolegiaty szamotulskiej. Pochowana na cmentarzu kolegiackim naprzeciw kaplicy Panny Marii Cudownej z południowej strony.

Zmarła wskutek uduszenia się (utonięcia?, suffocata) w studni pracowita Agnieszka, lat ok. 40, służąca u sławetnego Jarockiego, mieszczanina szamotulskiego. Pochowana na cmentarzu kolegiackim naprzeciwko świątyni po północnej stronie.

Zmarł sławetny Krzysztof Ciepliński, mieszczanin i muzyk szamotulski, pochowany w kościele kolegiackim w kaplicu Panny Marii Cudownej przed ławą po południowej stronie.

11 maja zmarł sławetny Walenty Wieczorkowicz, lat ok. 38, mieszczanin szamotulski i śpiewak chóru kolegiaty szamotulskiej (cantor horalis), pochowany w kolegiacie jw.

Zmarł sławetny Paweł Lepszyński, mieszczanin szamotulski i sługa kościoła kolegiackiego, lat ok. 68, pochowany na ścieżce przy narożniku kaplicy Panny Marii Cudownej od strony wschodniej.

Zmarła sławetna Magdalena Buynowska, mieszczka szamotulska, lat ok. 34, pochowana w kościele kolegiackim w kącie pod chórem od strony zachodniej.

Zmarł pracowity Stanisław, karczmarz ze wsi Baborowo, lat ok. 48, pochowany blisko kostnicy po stronie południowej.

Zmarł nagle pracowity Marcin, parobek ze wsi Irka, uciekający przez Szamotuły z obozu Moskali. Pochowany na cmentarzu kolegiackim za dzwonnicą od strony zachodniej.

Zmarło dziecko imieniem Franciszek, 15-tygodniowe, syn pracowitej Anny mamki/niani (Nutricis) z dworu w Gałowie, pochowane na cmentarzu kolegiackim za świątynią od strony zachodniej.

rok 1761

Na przedmieściu zwanym Targowisko pod Szamotułami zmarł szlachetny Ambroży Sanborski pochodzący z województwa sieradzkiego, będący w służbie u urodzonego Ignacego Wyszyńskiego, lat ok. 22, pochowany na cmentarzu kolegiackim od zachodu, blisko wielkich wrót kościoła z boku z prawej strony.

Zmarła uczciwa Agnieszka Mrowińska, lat ok.100, Stara Kołodzika (Kołodziejka) z karczmy na Targowisku, pochowana na cmentarzu kolegiackim naprzeciw ołtarza św. Aniołów Stróżów z północnej strony.

Zmarło dziecko dwojga imion Klara Marianna, córka matki od niedawna mieszkającej i będącej w służbie w zamku szamotulskim. Pochowane na cmentarzu kolegiackim w narożniku świątyni od strony wschodniej.

Zmarło dziecko imieniem Wincenty, lat 3 i pół, syn szlachetnego Kazimierza Olszewskiego, kucharza z dworu w Gałowie, mieszkającego jednakże wraz z żoną swoją w Szamotułach, pochowane na cmentarzu kolegiackim od strony wschodniej.

Zmarła pracowita Katarzyna Stara Michałowa niewidoma, ze wsi Szczuczyn, lat ok.70, pochowana na cmentarzu kolegiackim blisko szkoły po stronie północnej.

Zmarł sławetny Marcin Czeszewski, lat ok. 80, mieszczanin szamotulski i ekonom kąsinowski, pochowany na cmentarzu kolegiackim naprzeciwko wielkich wrót kościoła przy błocie od strony zachodniej.

Zmarł sławetny Andrzej Kapczyński, mieszczanin czarnkowski, lat ok. 80, w tym czasie przebywający w Szamotułach u swej córki, sławetnej Warchołowiczowej. Pochowany u ojców Reformatów w Szamotułach.

rok 1762

Zmarł sławetny Stanisław Burdziński, lat 68, mieszczanin szamotulski i sługa kościoła kolegiackiego, pochowany na cmentarzu kolegiackim po północnej stronie.

Zmarł sławetny Mateusz Jągrowski, mąż dojrzały, rajca, całego miasta Szamotuły ozdoba i chwała, mieszczanin szamotulski, lat ok. 80. Pochowany w kościele kolegiackim w krypcie przed ołtarzem św. Wawrzyńca.

Zmarło dziecko imieniem Agnieszka, dwuletnie, córka pracowitych Wawrzyńca i Marianny ze wsi Gaj, pochowane na cmentarzu kolegiackim po stronie wschodniej przy filarach/przyporach zewnętrznych (ad Columnas).

Zmarła pracowita Elżbieta Stara Hancowa, lat ok. 90, ze wsi Kąsinowo, przed śmiercią przeszła na katolicyzm z wiary luterańskiej. Pochowana na cmentarzu kolegiackim z północnej strony naprzeciwko kaplicy św. Aniołów Stróżów.

Zmarło dziecko, przez położną imieniem Ewa z powodu słabości i wobec niebezpieczeństwa śmierci w łonie matki zwykłą wodą ochrzczone, uczciwych Andrzeja i Jadwigi Sieleckich, pisarza zamkowego (Scribarum?) w zamku szamotulskim, pochowane przy murze kościoła kolegiackiego po wschodniej stronie naprzeciwko ogrodu Gecemani.

W szpitalu szamotulskim zmarła Agnieszka, lat ok. 36, wyspowiadana i zaopatrzona sakramentami przez czcigodnego prepozyta szpitalnego, pochowana na cmentarzu kolegiackim po północnej stronie.

Zmarł pracowity Szymon Nowak, lat ok. 60, chałupnik ze wsi Kępa, pochowany na cmentarzu kolegiackim przed szkołą od strony zachodniej przy błocie [owo błoto/bagno to m. in. teren pod dzisiejszym parkingiem samochodowym, przedtem podmokła łąka].

Zmarła Marianna Jągrowska, mieszczka szamotulska, lat ok. 47, pochowana na cmentarzu kolegiackim w samym wejściu w wielkich wrotach kolegiaty od strony zachodniej.

Zmarł pracowity Jakub, lat ok. 79, komornik ze wsi Gałowo, pochowany na cmentarzu kolegiackim za kanałem/rowem blisko bramy od strony południowej.

Zmarło dziecko imieniem Paweł, lat 4, zabite przez swego brata przypadkowo wskutek uderzenia laską, syn urodzonych Piotra i Apolonii Gałkowskich, mieszkających w Szamotułach. Pochowane na cmentarzu kolegiackim na ścieżce przed Ogroycem po stronie wschodniej.

Zmarło dziecko imieniem Anna, mające 1 rok i 4 tygodnie, córka Krzysztofa i Marianny Elżbiety Poll, przybyszów z miasta Międzyrzecz do wsi Gąsawy, pochowane na cmentarzu kolegiackim naprzeciwko ogrodu Gecemani od strony wschodniej.

W październiku zmarł sławetny Marcin Dybysławski, muzyk kolegiaty i mieszczanin szamotulski, lat 49, pochowany w kościele kolegiackim przy kratkach ołtarza św. Anny od południa.

rok 1763

Zmarła pracowita Jadwiga, lat ok. 50, kucharka w dworze w Popowie, pochowana na cmentarzu kolegiackim w kierunku biblioteki po stronie północnej.

Zmarła uboga nieznanego imienia, lat ok. 70, przybyszka do wsi Baborowo, pochowana na cmentarzu kolegiackim po północnej stronie w kierunku biblioteki.

Na cmentarzy kolegiackim pochowano dziecko sławetnych Piotra i Magdaleny Chrząnowskich, mieszczan szamotulskich, ochrzczone w łonie matki zwykła wodą i urodzone martwe.

Zmarła pracowita Regina zwana Frąckowa, lat ok. 58, chałupniczka, przybyszka ze wsi Łagiewniki do przedmieścia Targowisko, pochowana na cmentarzu kolegiackim po północnej stronie naprzeciw ołtarza św. Aniołów Stróżów.

Zmarł pracowity Bartłomiej, Stary Chałupnik zwany Apostoł, ze wsi Gaj. Z powodu doktryny Katechizmu nie posiadający dzieci (??), corocznie owocnie spowiadający się w czasie spowiedzi wielkanocnej (?). Pochowany na cmentarzu kolegiackim w samych wielkich wrotach cmentarnych od strony wschodniej.

Zmarła pracowita Katarzyna, lat ok. 40, przybyszka z folwarku zwanego Ostrolesie na przedmieście Targowisko, pochowana na cmentarzu kolegiackim po północnej stronie naprzeciw ołtarza św. Stanisława Kostki.

Zmarło dziecko imieniem Wawrzyniec, lat ok. 8, żyjące dotąd z miłosierdzia u parobka Stanisława we wsi Gąsawy, pochowane na cmentarzu kolegiackim naprzeciw świątyni po wschodniej stronie.

7 września zmarła pracowita Regina, półkmiotka ze wsi Gaj, lat ok. 60. Pochowana na cmentarzu kolegiackim po południowej stronie w kierunku kostnicy. Następnego dnia zmarło dziecko imieniem Regina, 17-dniowe, pracowitych Kazimierza i Marianny parobków ze wsi Szczuczyno. Pochowane w tym samym grobie jak wyżej [czy byli krewnymi?].

Zmarło dziecko z nieprawego łoża imieniem Regina, mające 2 i pół roku, córka pracowitej Anny, służącej we dworze w Gaju, pochowane na cmentarzu kolegiackim naprzeciw świątyni po stronie wschodniej.

Marianna Stara Maćkowa, lat ok. 80, zmarła nagle na drodze publicznej wiodącej ze wsi Ordzino do Gaju. Pochowana na cmentarzu kolegiackim po północnej stronie.

rok 1764

Zmarła Agnieszka Winicka, lat ok. 37, mieszczka szamotulska, pochowana na cmentarzu kolegiackim przy narożniku Cudownej Matki Bożej, od strony południowej (ad cornu Capella Miraculosa BV Maria ad meridiem).

Zmarła mieszczka szamotulska, sławetna Helena Lepszyńska, lat ok. 80, w szpitalu (Xenodochio) św. Ducha, pochowana na cmentarzu kolegiackim przy błocie (ad Paludem) od strony zachodniej.

rok 1765

Zmarła pracowita Regina Wojcieszanka, lat ok. 18, służąca z dworu w Kąsinowie, pochowana na cmentarzu kolegiackim naprzeciwko dzwonnicy od strony zachodniej.

Zmarło dziecko imieniem Kasper, lat 4, syn pracowitych Rocha i Barbary Stróżów Zamkowskich, pochowane na cmentarzu kolegiackim od strony wschodniej.

Zmarło dziecko imieniem Marianna Elżbieta, lat 7, córka uczciwych Michała i Anny Krygrów, młynarzy z Grabówca, niekatolików, pochowana na cmentarzu kolegiackim przy wielkiej bramie cmentarnej od strony wschodniej.

rok 1766

Zmarł sławetny Michał Kozłowicz, lat ok. 80, mieszczanin szamotulski żebrzący o chleb (?) we wsi Lulino, pochowany na cmentarzu kolegiackim przed wejściem do kaplicy Matki Bożej Cudownej od strony południowej.

Zmarło dziecko imieniem Franciszka, półtoraroczne, córka uczciwej wdowy Marianny Derpiny z Szamotuł, pochowane na cmentarzu kolegiackim obok ścieżki od strony południowej.

Zmarło dziecko imieniem Wojciech, 3-letnie, syn uczciwych Jana i Katarzyny Hassów, będących w służbie wielmożnego Mycielskiego, starosty konińskiego, posiadacza miasta Szamotuły, pochowane w ogrodzie Gecemani kościoła kolegiackiego.

Zmarł pracowity Bartłomiej, lat ok. 53, wolarz miejski szamotulski z folwarku prepozytury szpitalnej szamotulskiej (kościoła szpitalnego), pochowany na cmentarzu szpitalnego kościoła św. Ducha od strony wschodniej.

rok 1767

Zmarło dziecko imieniem Jadwiga, 24-tygodniowe, córka pracowitych Łukasza i Franciszki Nowaków Półśledników ze wsi Przeciwnica, pochowane na cmentarzu kolegiackim naprzeciw świątyni na górce.

Zmarł uczciwy Sebastian Brożyński, lat ok 80, mieszczanin i kalkanista kolegiaty szamotulskiej, pochowany na cmentarzu kolegiackim blisko kostnicy od południowej strony.

Zmarła pracowita Katarzyna Białasikowa, chałupniczka ze wsi Gaj, pochowana na cmentarzu kolegiackim na ścieżce przy narożniku kaplicy Matki Bożej Cudownej.

Zmarł uczciwy Jakub, lat ok. 64, sołtys z Nowej Wsi pod Szamotułami, pochowany na cmentarzu kolegiackim z boku kaplicy Matki Bożej Cudownej od strony południowej.

Zmarło dziecko dwutygodniowe imieniem Jan Bogusław, syn sławetnych Christiana Fryderyka i Elżbiety Anny Pokrantów, niekatolików, mieszczan szamotulskich, pochowane na cmentarzu kolegiackim za kratami przed ogrodem Gecemani. Dwa tygodnie później zmarło ich drugie dziecko Regina Renata Angela, mające 1 miesiąc. Pochowane w tym samym miejscu.

Zmarł uczciwy Andrzej Śmiejkowski lat ok. 65, brat uczciwego Jana Śmiejkowskiego z Targowiska, pochowany na cmentarzu kolegiackim przed bramą do kaplicy Matki Bożej Cudownej od strony południowej.

Zmarł sławetny Kazimierz Winicki, lat ok. 40, mieszczanin szamotulski i zegarmistrz (Horologij moderator), pochowany na cmentarzu kolegiackim naprzeciwko (ex opposito) ołtarza Matki Bożej z południowej strony.

rok 1768

Zmarł sławetny Jakub Jągrowski, lat ok. 70, mieszczanin szamotulski, pochowany na cmentarzu kolegiackim naprzeciwko wielkich drzwi od strony zachodniej.

Zmarł pracowity Józef Hayzia, lat ok. 70, chałupnik ze wsi Jastrowie, pochowany na cmentarzu kolegiackim w stronę rowu blisko kostnicy (versus Canale prope Ossuarium).

Zmarł sławetny Krzysztof Fryc, lat ok. 36, mieszczanin szamotulski, przed śmiercią swoją wiarę luterańską odrzucił, pochowany na cmentarzu kolegiackim przed kaplicą św. Józefa od południowej strony.

24 listopada 1768 r., za zgodą Jaśnie Oświeconego i Najczcigodniejszego Oficjała Kongregacji Poznańskiej, miał miejsce uroczysty pogrzeb kości z krypt, które z kostnicy przeniesiono na cmentarz kolegiacki w narożnik świątyni od strony wschodniej. [Zapisek zatytułowano: „pogrzeb kości” (Sepultura ossium)].

Wojsko moskiewskie zabiło czterech żołnierzy konfederatów, dwóch koło wsi Szczuczyn, dwóch koło wsi Gaj. Pochowano ich na cmentarzu kolegiackim dnia 1 grudnia 1768 r. z boku wschodniej bramy cmentarnej [chodzi tu o uczestników konfederacji barskiej, wschodnia brama cmentarna znajdowała się zapewne w rejonie obecnej bramy-dzwonnicy na wprost ulicy Kościelnej].

Zmarł pracowity Melchior Stary Barłóg, lat ponad sto, ze wsi Gałowo, pochowany na cmentarzu kolegiackim przed wielkimi wrotami kościoła od strony zachodniej.

Zmarła szlachetna Joanna Turska, lat ok. 33, podstarościna ze wsi Osowo, pochowana przed wrotami kościoła kolegiackiego blisko rowu od strony południowej.

rok 1769

Zmarło dziecko imieniem Wojciech, 3 tygodniowe, syn pracowitej matki będącej w służbie we wsi Jastrowo, pochowane na cmentarzu kolegiackim przy murze cmentarnym od strony wschodniej.

Zmarła pracowita Magdalena Derpianka, panna uboga, lat ok. 26, pochowana na cmentarzu kolegiackim blisko szkoły od strony północnej.

rok 1770

Zmarła sławetna Ludwika Zarębska, lat 70, mieszczka szamotulska, pochowana w kościele kolegiackim pod chórem przy wielkich wrotach.

Zmarł Wojciech, lat ok. 50, brat karczmarza z Gąsaw, pochowany na cmentarzu kolegiackim przed kostnicą od strony południowej.

rok 1771

Zmarła Zofia, lat ok. 40, żona parobka ze wsi Baborowo, pochowana na cmentarzu kolegiackim blisko bramy od strony północnej.

Zmarło dziecko, lat 3, imieniem Józef, syn pracowitych Jakuba i Magdaleny Patyczaków, owczarzy ze wsi Piotrkówko Wielkie, pochowane na cmentarzu kolegiackim przed ogrodem Gecemani przy kratach od strony wschodniej.

Zmarła pracowita Marianna, lat ok. 70, żona Walentego jałmużnika/darczyńcy na rzecz malowania i pozłocenia ołtarza św. Aniołów Stróżów w kolegiacie szamotulskiej (Valentini Eleenosynarij pro Pictura et deauratione Altaris), pochowana na cmentarzu kolegiackim od strony północnej.

rok 1772

Zmarł uczciwy Józef Kotecki, młodzieniec, lat ok. 23, syn sławetnej wdowy Marianny Koteckiej, mieszczki szamotulskiej, pochowany na cmentarzu kolegiackim blisko muru kościelnego od strony południowej.

Zmarła cnotliwa (Pudica) panna Marianna, lat 22, córka sławetnych Kaspra i Anny Durzyńskich, mieszczan szamotulskich, pochowana na cmentarzu kolegiackim w stronę (versus, tj. za ołtarzem, ale na zewnątrz kościoła) ołtarza św. Józefa od strony południowej.

Zmarło dziecko imieniem Franciszka, lat 5, syn pracowitych Szymona i Ewy komorników z domu księży mansjonarzy na Targowisku, pochowane na cmentarzu kolegiackim.

rok 1773

Zmarła sławetna Katarzyna Maycherkowa, lat ok. 43, mieszczka szamotulska, pochowana na cmentarzu kolegiackim pomiędzy ścieżkami od strony południowej.

Zmarł Chryzostom Gliniewicz, lat ok. 73, piwowar ze wsi Gąsawy, pochowany na cmentarzu kolegiackim naprzeciw kaplicy św. Stanisława Kostki od strony północnej.

Zmarł sławetny Józef Zieleniewicz, lat ok. 60, mieszczanin szamotulski, były (emeritus) organista kolegiacki, pochowany u ojców Reformatów na cmentarzu przed drzwiami kościoła [Z tego zapisu oraz innego – z 1781 r. – wynika, że cmentarz przyklasztorny znajdował się przed obecnym głównym wejściem do kościoła św. Krzyża].

Zmarła Marianna, 1 rok, córka uczciwych Wawrzyńca Jana Krzysztofa i Sza… Karcer Rymarzów z karczmy w Nowej Wsi, pochowana na cmentarzu kościoła szpitalnego św. Ducha pod Szamotułami.

Zmarło dziecko imieniem Kazimierz, półtoraroczne, syn pracowitej Agnieszki, wdowy zwanej Śpiewaczka ze wsi Jastrowie, pochowane na cmentarzu kolegiackim. Tydzień później zmarła dziewczynka imieniem Marianna, lat 7, córka wdowy Agnieszki zwanej Śpiewaczka z Jastrowa, pochowana na cmentarzu kolegiackim naprzeciwko/w stronę świątyni (versus Sacellu).

Zmarło dziecko imieniem Wojciech, lat 2, syn pracowitych Szymona i Ewy Komorników z majątku/folwarku (predio) księży mansjonarzy na Targowisku, pochowane na cmentarzu kolegiackim.

Zmarło dziecko imieniem Daniel, mające 3 i pół miesiąca, syn pracowitych Jana i Christiny Szeyrów, owczarzy niekatolików ze wsi Gaj, pochowane na cmentarzu kolegiackim od strony wschodniej.

Zmarł Józef, lat 9, syn pracowitych Michała i Marianny karczmarzy ze wsi Kąsinowo, pochowany został na cmentarzu kolegiackim przed wielką bramą cmentarną od strony wschodniej.

rok 1774

Nagłą śmiercią w Baborówku zmarła dziewczyna Marianna, lat ok. 18, włócząca się, pochowana na cmentarzu kolegiackim od strony północnej.

Zmarło dziecko dwuletnie dwojga imion Jan Karol, syn uczciwych Jana Karola i Marii Elżbiety Seydelmanów, zegarmistrzów w Nowej Wsi mieszkających, pochowane na cmentarzu u św. Ducha.

Zmarła uczciwa Marianna Lebiecka, lat ok. 62, żona stróża zamku szamotulskiego, pochowana przed kaplicą Matki Bożej Cudownej od strony południowej.

Zmarł pracowity Bartłomiej, włóczęga, lat ok. 30, ze wsi Jastrowie, pochowany na cmentarzu kolegiackim od północnej strony.

Zmarła uczciwa Gertruda, lat ok. 20, żona chirurga Józefa Mieciakowicza przebywających we wsi Piaskowo, pochowana na cmentarzu kolegiackim od północnej strony.

Zmarł sławetny Daniel Meller, lat ok. 58, mieszczanin szamotulski, pochowany na cmentarzu kolegiackim przed wielkimi wrotami kolegiaty od strony zachodniej. 16 dni później zmarła wdowa Angela Mellerowa, lat ok. 40, pochowana jw.

Zmarł uczciwy Maciej Kasprowicz, mieszkaniec Szamotuł, lat ok. 53, pochowany na cmentarzu kolegiackim naprzeciwko bramy od strony zachodniej. 3 dni później zmarł Józef, lat 6, syn Macieja, pochowany obok ojca.

Zmarł urodzony Jan Przybysławski, lat ok. 90, ojciec Marianny Skapskiej, ekonomowej gałowskiej, pochowany w krypcie ojców Reformatów szamotulskich.

Zmarł chłopak imieniem Kasper, lat 17, syn pracowitych Jana i Agnieszki Krygierchen, owczarzy zamku szamotulskiego, pochowany na cmentarzu kolegiackim od strony wschodniej.

Zmarł uczciwy Wojciech Grocki, ekonom śmiłowski, lat ok. 60, pochowany na cmentarzu kolegiackim od strony południowej.

Zmarła dziewczyna Marianna, lat 10, córka uczciwych Marcina i Łucji Janickich mieszkających na przedmieściu Targowisko, pochowana na cmentarzu kolegiackim na ścieżce od strony południowej.

Zmarł Michał, przybysz ubogi do Szamotuł, pochowany na cmentarzu kolegiackim obok muru/ogrodzenia (prope Sepimenta) od strony północnej.

rok 1775

Zmarła Anna Łuczyna, lat ok. 40, chałupniczka ze wsi Jastrowie, pochowana na cmentarzu kolegiackim naprzeciwko kaplicy św. Mikołaja od strony południowej.

Zmarły bliźnięta: Filip Jakub i Marianna, jednodniowe, dzieci pracowitych Pawła i Łucji półkmieci z majątku Urbanie, pochowane na cmentarzu kolegiackim od strony wschodniej.

Zmarł Piotr, lat ok. 73, kątnik (inquilinus) z domu księdza mansjonarza na Targowisku, pochowany na cmentarzu kolegiackim od strony zachodniej.

Zmarło dziecko imieniem Paweł, 18-tygodniowe, syn Macieja i Anny Matuszewskich, stróżów leśnych z Piaskowa, pochowane na cmentarzu kolegiackim od strony wschodniej.

Zmarło dziecko imieniem Wawrzyniec, 9-miesięczne, syn prawowitych małżonków Wawrzyńca, organisty kolegiackiego, i Jadwigi Wyszpolskich, pochowane w ogrodzie Gecemani cmentarza kolegiackiego.

Zmarło dziecko imieniem Marianna, roczne, córka pracowitej Katarzyny, mamki z dworu w Gaju, pochowane na cmentarzu kolegiackim od strony wschodniej.

Zmarło dziecko 3-miesięczne imieniem Jakub, syn Teresy, służącej sławetnym Kloneckim, mieszczanom szamotulskim, pochowane na cmentarzu kolegiackim od strony wschodniej.

Zmarło dziecko imieniem Kazimierz, dwuletnie, syn pracowitych Wojciecha i Marianny Ruxów, parobków z zamku szamotulskiego, pochowane na cmentarzu kolegiackim od strony wschodniej.

Zmarło dziecko tygodniowe imieniem Chryzostom, syn pracowitych Stanisława i Marianny Jaśków, półkmieci z Gaju, pochowane na cmentarzu kolegiackim od strony wschodniej. 2 dni potem zmarł dwuletni syn ww. imieniem Jan, pochowany naprzeciwko świątyni po stronie wschodniej.

Zmarła pracowita Franciszka, lat ok. 90, z Gaju, pochowana na cmentarzu kolegiackim naprzeciwko biblioteki po stronie północnej.

Zmarło dziecko imieniem Jan, jednoroczne, syn uczciwych Walentego, pisarza z zamku szamotulskiego, i Katarzyny Sypniewskich, pochowane na cmentarzu kolegiackim naprzeciwko wielkiego ołtarza od strony wschodniej.

Zmarła Regina, lat ok. 56, dwórka z majątku Urbanie, pochowana na cmentarzu kolegiackim od strony północnej.

Zmarła pracowita Regina, lat ok. 90, żebrząca z Szamotuł, pochowana na cmentarzu kolegiackim naprzeciwko szkoły, od strony północnej.

Zmarła nagłą śmiercią pracowita Regina, lat ok. 40, pokojówka ze wsi Popowo, pochowana na cmentarzu kolegiackim w narożniku świątyni od strony północnej.

Zmarł uczciwy Józef, karczmarz z Piaskowa, lat ok. 45, pochowany na cmentarzu kolegiackim blisko kostnicy od strony południowej.

rok 1776

Zmarła pracowita Agnieszka, lat ok. 25, służąca sławetnego Ignacego Zieleniewicza, mieszczanina szamotulskiego, pochowana na cmentarzu kolegiackim naprzeciwko biblioteki od strony północnej.

Zmarła Anna Masztalerka, lat ok. 69, materfamilia z dworu w Kąsinowie, pochowana na cmentarzu kolegiackim na ścieżce od strony południowej.

Zmarł pracowity Franciszek, lat 96, zwany Stary Frącek, ze wsi Kąsinowo, pochowany na cmentarzu kolegiackim od strony południowej.

Zmarło dziecko imieniem Rozalia, dziewięciomiesięczne, córka Wawrzyńca Tomasza i Wiktorii Brożyńskich, mieszczan szamotulskich, pochowane na cmentarzu kolegiackim przed bramą od strony południowej.

Zmarła Regina Szyndlerowiczowa, mieszczka szamotulska, lat ok. 40, pochowana na cmentarzu kolegiackim blisko bramy kaplicy Matki Bożej na ścieżce od strony południowej.

Zmarł uczciwy Jakub, jałmużnik szewców (?, utrzymywany przez cech szewców?, eleemozynarius sutoris), lat ok. 70, w przytułku ubogich szamotulskich, pochowany na cmentarzu kolegiackim od strony południowej.

Zmarła pracowita Jadwiga, lat ok. 80, żebrząca z majątku Wielżynko (Przeciwnica), pochowana przy kościele w Kiszewie za zgodą (proboszcza szamotulskiego).

rok 1777

Zmarł pracowity Jan, lat ok. 55, ze wsi Osowo, pochowany na cmentarzu kolegiackim przy bagnie od strony zachodniej.

Zmarł pracowity Józef, lat ok. 30, żonaty parobek ze wsi Piotrkówko Małe, pochowany na cmentarzu kolegiackim od strony północnej.

Zmarł Maciej, lat ok. 40, chałupnik ze wsi Popowo, pochowany na cmentarzu kolegiackim blisko szkoły po stronie zachodniej.

Zmarła Katarzyna Stara Owczarka, lat 62, ze wsi Kąsinowo, pochowana na cmentarzu kolegiackim naprzeciwko wielkiej bramy cmentarnej od strony wschodniej.

Zmarła dziewczyna uboga nieznanego imienia, lat ok. 18, przybyszka do Szamotuł, pochowana na cmentarzu kolegiackim blisko szkoły od strony północnej.

Zmarła pracowita Zofia Stara Napieralina z karczmy w Pęckowie, lat ok. 65, pochowana na cmentarzu kolegiackim od strony wschodniej.

23 czerwca zmarło dziecko 9-tygodniowe imieniem Zofia, a 29 czerwca Ewa 10-tygodniowa, bliźniaczki pracowitych Jana i Marianny Stróżów z zamku szamotulskiego, pochowane na cmentarzu kolegiackim od strony wschodniej.

Zmarło dziecko imieniem Walenty, miesięczne, syn pracowitej Reginy ze wsi Kąsinowo, pochowane na cmentarzu kolegiackim naprzeciw zakrystii od strony wschodniej.

Zmarł Franciszek, lat 6, syn wdowy, uczciwej Marianny zamieszkałej na przedmieściu zwanym Psie Pole, pochowany na cmentarzu kolegiackim od strony północnej.

Zmarł Marcin, żył 1 godzinę, syn pracowitych Stanisława i Barbary Grzechów, kmieci ze wsi Popowo, pochowany na cmentarzu kolegiackim blisko muru kościoła od strony wschodniej.

Zmarło dziecko imieniem Apolonia, 9-miesięczne, córka sławetnych Wojciecha i Katarzyny Michalskich, mieszczan szamotulskich, pochowane na cmentarzu kolegiackim przed Ogrodem Oliwnym (Hortu Olive) od strony wschodniej.

rok 1778

Zmarł pracowity Andrzej Kaszubiak, lat ok 50, indispositus (nieprzygotowany na śmierć – bez spowiedzi, namaszczenia, komunii), pochowany na cmentarzu kolegiackim przy szkole.

Zmarł szlachetny Jan Radzimiński, lat ok. 100, mieszkający w mieście Szamotuły, pochowany na cmentarzu kolegiackim naprzeciwko wielkich wrót kolegiaty od strony zachodniej.

Zmarł Jan Rykierski, pospolicie zwany Ogrodowy, lat 70, pochowany na cmentarzu kolegiackim przed wielkimi wrotami od strony zachodniej.

W Przeciwnicy zmarła uczciwa Agnieszka Olszewska, lat 30, pochowana w kościele w Kiszewie za zgodą przewielebnego prepozyta (szamotulskiego).

Zmarło dziecko imieniem Antoni, 11-tygodniowe, syn sławetnych Stanisława i Agnieszki Zagrockich, mieszczan szamotulskich, pochowane u OO. Reformatów za zgodą przewielebnego kustosza (kolegiaty).

rok 1779

Zmarło dziecko imieniem Marcin, 3-miesięczne, syn sławetnego Jana Grzyba, pisarza dworu w Baborówku, pochowane na cmentarzu kolegiackim od strony wschodniej.

Zmarł pracowity Michał Napierała z Gaju, lat ok. 40, pochowany na cmentarzu kolegiackim od strony wschodniej przy narożniku zakrystii.

W Szamotułach przez przypadek zmarł pracowity Wojciech, przybysz, lat plus minus 40, nieprzygotowany na śmierć (indispositus), pochowany na cmentarzu kolegiackim po północnej stronie blisko szkoły.

Zmarł pracowity Paweł, lat ok. 50, pochowany na cmentarzu kolegiackim od strony zachodniej blisko szkoły (Gymnasium).

Zmarło dziecko imieniem Scholastyka, 1 rok i 4 miesiące, córka sławetnych rodziców Macieja i Doroty Bardzików, pochowane od strony wschodniej przed wielkim ołtarzem.

Zmarło dziecko roczne imieniem Marianna, córka pracowitego Szymona Komornika z domu wielebnego mansjonarza na Targowisku, pochowane od strony wschodniej.

Nagłą śmiercią zmarł pracowity Jan Jaźwik, lat ok. 40, ze wsi Przybroda, zabity przez żołnierzy w czasie handlowym na święto św. Marcina, pochowany na cmentarzu kolegiackim po północnej stronie. Tego samego dnia i w ten sam sposób zmarł Maciej, lat ok. 40 ze wsi Ćmachowo, Wawrzyniec, lat ok. 27 ze wsi Mrowino i Michał Górniak, lat ok. 32 ze wsi Chlewiska. Wszyscy zostali pochowani w tym samym grobie na cmentarzu parafialnym.

rok 1780

Zmarł młodzieniec Antoni Warchołowicz, lat ok. 20, student, pochowany u OO. Reformatów za zgodą jaśnie oświeconego prepozyta.

Zmarł sławetny Łukasz Wyrwiński, mieszczanin szamotulski i ekonom szpitala św. Ducha, lat 62, pochowany na cmentarzu kościoła św. Ducha przy ławie.

Zmarł sławetny Paweł Jerzycki, mieszczanin szamotulski, lat ok. 60, pochowany na cmentarzu przy dzwonnicy.

Zmarła w Szamotułach pracowita Marianna, lat 102, pochowana na cmentarzu kolegiackim po północnej stronie blisko szkoły.

rok 1781

Zmarła sławetna Marianna Biesiecka, żebrząca, lat 60, pochowana na cmentarzu kolegiackim naprzeciwko dzwonnicy od strony zachodniej.

Zmarła Barbara, wdowa, lat ok. 90, nawrócona z wiary luterańskiej, pochowana na cmentarzu kolegiackim po południowej stronie w ścieżce naprzeciwko kaplicy Matki Bożej.

Zmarł pracowity Walenty Białasik, lat 90, pochowany na cmentarzu kolegiackim po stronie wschodniej przed wielkimi wrotami wiodącymi na cmentarz.

Zmarło dziecko imieniem Walenty, 10-tygodniowe, syn Katarzyny Tancerki (Saltatricis) z Gałowa, pochowane na cmentarzu kolegiackim w narożniku zakrystii.

Dnia 4 maja 1781 r. miał miejsce uroczysty pogrzeb kości (Sepultura Ossium) w czasie Świętej Misji, pochodzących z krypt ojców Reformatów misjonarzy. Kości pochowano na cmentarzu kolegiackim przy bibliotece po północnej stronie.

Zmarła pracowita Magdalena Wojewodzina, lat 63, pochowana na cmentarzu kościelnym ojców Reformatów po północnej stronie blisko drzwi kościelnych.

Zmarł młodzieniec imieniem Antoni, lat 21, pochowany na cmentarzu kolegiackim po północnej (?) stronie blisko rowu przed dzwonnicą.

Zmarł pracowity Maciej, przezwiskiem Ewangelista, lat ok. 60, pochowany na cmentarzu kolegiackim po południowej stronie blisko rowu.

Zmarła dziewczynka imieniem Antonina, lat 10, córka szlachetnego Kozerskiego, pochowana od strony południowej naprzeciwko kaplicy św. Józefa.

W księgę zmarłych z 1727 r. wszyty jest list z grudnia 1781 r. o treści:

Wielmożny Jegomość ksiądz Scholastyk, Łaskawca i Dobrodziej odbierze w Szamotułach.

4 grudnia 1781

Wielmożny księże Scholastyku Dobrodzieju

Jeżeli Waszmość Pan Dobrodziej masz co dla mnie należących pieniędzy uczynisz mnie łaskę i wygodzisz gdy mi je odeszlesz. Bo dnia jutrzejszego z rana odjeżdżam do Poznania. Czekam rezolucyi i wyznawam żem jest.

Waszmość Pana Dobrodzieja

Najniższym sługą

AW(?) Kozłowski mp.

rok 1782

Zmarł młodzieniec imieniem Jakub, lat ok. 10, syn wdowy karczmarki (Cauponissae) z Piaskowa, pochowany na cmentarzu kolegiackim przed dzwonnicą od strony zachodniej.

Zmarł śmiercią nagłą Bartłomiej Szymański, mieszczanin szamotulski, lat ok. 85, pochowany na cmentarzu kolegiackim po południowej stronie.

rok 1783

Zmarł sławetny Maciej Klonecki, lat ok. 50, mieszczanin szamotulski, pochowany w kościele kolegiackim pod chórem przy wrotach wielkich kościoła.

Zmarł pracowity Stanisław, kowal, przybysz z Lubasza, pochowany na cmentarzu kolegiackim po stronie północnej.

Zmarł we dworze w Gałowie wielmożny pan Franciszek Rehębak Podczaszy Wędeński, lat ok. 60, pochowany za zgodą jaśnie oświeconego prepozyta [kolegiaty szamotulskiej] u ojców Reformatów konwentu szamotulskiego.

Zmarła pracowita Marianna z Baborówka, żebraczka, lat 101, pochowana na cmentarzu kolegiackim po północnej stronie.

Zmarł pracowity Kazimierz Pokrant, cieśla (Lignifaber) z Piaskowa, lat ok. 50, nawrócony z wiary luterańskiej, pochowany na cmentarzu od strony południowej.

Zmarło dziecko imieniem Marianna, lat ok. 3, córka uczciwego Kazimierza Maychrowicza, dyrektora (nauczyciela) szkoły szamotulskiej, pochowane na cmentarzu kolegiackim od strony wschodniej naprzeciwko wielkiego ołtarza.

Zmarł sławetny Jakub Jągrowski, kantor chóru kolegiaty szamotulskiej, lat ok. 60, pochowany na cmentarzu kolegiackim po zachodniej stronie przed wielkimi wrotami.

rok 1784

Zmarł wielmożny pan Jan Niegolewski, lat 76, dziedzic wsi Kąsinowo i Podstoli Poznański, mąż godny naśladowania, pochowany po uprzedniej zgodzie prepozyta (szamotulskiego) u ojców Reformatów.

Zmarł pan Antoni Grodzki, ekonom ze wsi Gaj, lat ok. 47, pochowany na cmentarzu kolegiackim po południowej stronie.

rok 1785

Zmarł Ignacy Forszpan z dworu w Kąsinowie śmiercią nagłą, lat ok. 20, pochowany na cmentarzu kolegiackim po stronie północnej przy szkole.

rok 1786

Zmarła w Baborówku pracowita Regina, żebraczka, lat 90, pochowana na cmentarzu kolegiackim po stronie północnej.

Zmarło dziecko imieniem Brigitta, lat 10, córka sławetnego Idziego Derpińskiego, mieszczanina szamotulskiego, pochowane na cmentarzu kolegiackim po stronie południowej.

Zmarł sławetny Mateusz Giziński, mieszczanin i szewc szamotulski, lat 60, pochowany na cmentarzu kolegiackim od strony południowej naprzeciwko ołtarza św. Józefa.

Zmarł pracowity Wojciech, parobek, lat ok. 30, pochowany na cmentarzu kolegiackim po stronie południowej przed kostnicą.

rok 1787

Zmarł pracowity Kazimierz z Baborowa, lat ok. 100, żebrzący, pochowany na cmentarzu kolegiackim po północnej stronie.

Zmarł uczciwy Roch Kurczewski, pisarz we dworze w Kąsinowie, lat ok. 45, pochowany na cmentarzu kolegiackim po południowej stronie.

Zmarł na Siemiątkowskim (folwarku) Szymon Stary Sługa mieyski, żebrzący, lat 90, pochowany na cmentarzu kolegiackim od strony wschodniej.

Zmarła jaśnie oświecona i wielmożna pani Zofia z Twardowskich Niegolewska, Podstolina Poznańska, pochowana u ojców Reformatów pod Szamotułami.

Zmarło dziecko imieniem Antoni, lat 7 i 4 miesiące, syn Kloneckiego, pochowane w krypcie jaśnie oświeconych dziekanów kolegiackich przed wielkimi wrotami [krypta ta mieściła się w nawie głównej kolegiaty, pod obecnym chórem, albo trochę dalej w stronę ołtarza wielkiego].

rok 1788

Zmarły bliźnięta ochrzczone zwykłą wodą tego samego dnia, dzieci pracowitego Józefa Walkowiaka ze Szczuczyna i zostały pochowane na cmentarzu kolegiackim w kierunku zachodnim.

Zmarło dziecko imieniem Kazimierz, lat ok. 7, syn sławetnego Kazimierza Binerta Sklarza (szklarza), pochowane w krypcie kolegiackiej przed ołtarzem Cudownej Panny Marii (M.B.V.M) za zgodą jaśnie oświeconego prepozyta.

rok 1789

Zmarła pracowita Ewa, wdowa Jaśkowa z Gaju, lat ok. 80, pochowana na cmentarzu kolegiackim po południowej stronie przy rowie.

Zmarła pracowita Agnieszka Potrzebna, kątniczka ze Starego Miasta, lat ok. 60, pochowana na cmentarzu kolegiackim po północnej stronie.

rok 1790

Zmarł chłopiec imieniem Franciszek, lat 7, syn pracowitego Franciszka parobka z Siemiątkowskiego folwarku, pochowany w rogu cmentarza kolegiackiego po północnej stronie.

26 stycznia zmarł jaśnie oświecony, czcigodny i wielebny Michał Krygier, kantor i mansjonarz senior kolegiaty i parafii szamotulskiej, lat 62, pochowany w krypcie kanoników przed wielkim ołtarzem kolegiaty.

W Gąsawach zmarła szlachetna wdowa Teresa Porczyńska, lat ok. 80, pochowana na cmentarzu kolegiackim po stronie południowej.

Zmarł wielmożny urodzony pan Franciszek Gąsiorowski, posesor (dzierżawca) wsi Gąsawy, lat ok. 54, pochowany za zgodą oświeconego prepozyta (kolegiaty) u ojców Reformatów. Miesiąc później w dworze gąsawskim zmarł urodzony pan Józef Ciński, lat 86, posesor wsi Gąsawy, pochowany jw.

Zmarła sławetna Katarzyna Kubacka, mieszczka szamotulska, lat 30, pochowana w kolegiacie szamotulskiej  blisko ołtarza św. Aniołów Stróżów przy narożniku Ewangelii (Evangelij). Półtora miesiąca później zmarł w Szamotułach sławetny Jakub Straszewski, piwowar, lat ok. 70 i został pochowany w kolegiacie blisko ołtarza św. Aniołów Stróżów przy narożniku Listów (Epistolae) [Z tego oraz z zapisu z 1736 r. wynika, że ołtarz ten był ołtarzem piwowarów szamotulskich].

rok 1791

Zmarł sławetny Józef Winicki, mieszczanin szamotulski i kościelny (sacellanus) kolegiaty szamotulskiej, lat 30, pochowany na cmentarzu kolegiackim po stronie południowej naprzeciwko wrót.

W szkole szamotulskiej zmarło dziecko imieniem Michał, roczne, syn uczciwego Jakuba Kaczanowskiego (nauczyciela), pochowane na cmentarzu kolegiackim po stronie wschodniej.

Zmarła pracowita Anna Kismanowa, lat ok. 60, pochowana na cmentarzu kolegiackim po stronie wschodniej, blisko dzwonnicy szkoły szamotulskiej [Wygląda na to, że mały dzwon na wschodnim szczycie kościoła służył nie tylko celom religijnym, ale też wzywał dzieci na zajęcia szkolne].

U mieszczanina szamotulskiego Waleskiego zmarł nagle pracowity Józef, lat ok. 50, parobek oświeconego kustosza (kolegiackiego) szamotulskiego, pochowany na cmentarzu kolegiackim po stronie północnej blisko szkoły.

rok 1792

Zmarł pracowity Marcin, lat 20, parobek pracowitego Jana Przecha z Baborowa, pochowany na cmentarzu kolegiackim w kierunku północnym (versus 7trionem).

Zmarł pracowity Kazimierz Krupa z Jastrowia, lat 103, pochowany na cmentarzu kolegiackim w kierunku północnym.

Zmarło dziecko imieniem Katarzyna, 5-dniowe, córka sławetnego Andrzeja Molińskiego, mieszczanina szamotulskiego, pochowane na cmentarzu kolegiackim w krypcie jaśnie oświeconych dziekanów (?, czyli nie na zewnątrz, lecz we wnętrzu kościoła).

rok 1793

Zmarła wdowa Marianna Wyrwińska, mieszczka szamotulska, lat ok. 80, pochowana na cmentarzu kolegiackim po południowej stronie przy kostnicy.

Zmarł nagle młodzieniec Jakub Szermer, lat 16, pochowany na cmentarzu kolegiackim po stronie południowej.

Zmarła sławetna Magdalena z Jągrowskich Szulczewska, mieszczka szamotulska, lat 41, pochowana za zgodą oświeconego kustosza kolegiaty szamotulskiej na cmentarzu ojców Reformatów konwentu szamotulskiego.

Podczas targu został zabity przez konia pracowity Bartłomiej Żuwia z Nowej Wsi pod Wronkami, żebrak, lat ok. 100. Pochowany został na cmentarzu kolegiackim po północnej stronie.

Zmarł Jakub Szulczewski, lat 63, mieszczanin szamotulski, pochowany apud P.R.C.S. cum confessu Illris Praepositi (u ojców Reformatów konwentu szamotulskiego za zgodą oświeconego prepozyta kolegiaty).

rok 1794

9 stycznia w Nowa Wieś czyli Psie Pole zmarł sławetny Florian Kubacki, mieszczanin szamotulski, lat ok. 40, pochowany na cmentarzu kolegiackim po południowej stronie. 12 stycznia w tym samym miejscu zmarła Marianna Kubacka, mieszczka szamotulska, lat ok. 42 i także została pochowana na cmentarzu po południowej stronie.

16 lutego zmarł jaśnie oświecony, wielebny i czcigodny Bartłomiej Wyrwiński, kanonik in summo poznański, prepozyt kolegiaty szamotulskiej. Mąż zasłużony i godny naśladowania, lat 77. Pochowany w kościele kolegiackim w Szamotułach przy kratkach ołtarza św. Józefa od południa (w nawie południowej).

Zmarł Piotr Maychrowicz, mieszczanin, lat 68, pochowany w krypcie oświeconych kustoszów in Capella Beata Virginis Mariae Miraculosa (w kaplicy Najświętszej Panny Marii Cudownej).

Zmarł na kaszel pracowity Józef Jabłoński, mieszkający w Szamotułach, lat ok. 80, pochowany na cmentarzu kolegiackim po północnej stronie [W tym czasie zaczęto w miarę systematycznie podawać po polsku przyczynę zgonu np. na kaszel, na apoplexyią, na duszności, na ospę, na oberwanie i ból w bokach, ze starości, na puchlinę, na chrosty itd. Od połowy maja 1795 r. przyczynę podawano wyłącznie po łacinie].

rok 1795

W Szamotułach zmarła nagle na apoplexyją dziewczynka imieniem Katarzyna, lat 7. Pochowana na cmentarzu po stronie południowej.

Na wielką chorobę zmarł Piotr żebrak, lat 15 (?), spowiadany w czasie 10-godzinnych modlitw u ojców Reformatów, pochowany na cmentarzu kolegiackim po północnej stronie.

Dnia 3 listopada 1795 r., za pisemną zgodą Józefa Glaubicz de Rokossowo Rokossowskiego, kanonika gnieźnieńskiego, archidiakona śremskiego i administratora generalnego diecezji poznańskiej, prepozyt szamotulski Walenty Kozłowski, przy zachowaniu obrządku kościoła katolickiego, pogrzebał na cmentarzu kolegiackim po stronie wschodniej kości osób dawno zmarłych i pochowanych niegdyś w kościelnych kryptach.

Dnia 14 listopada w murowanej krypcie dziekanów przed wielkimi wrotami kościoła pochowano oświeconego, czcigodnego i wielebnego Walentego Kloneckiego, który po długiej chorobie zmarł dnia 10 listopada zaopatrzony należycie najświętszymi sakramentami w wieku 72 lat.

rok 1796

Na cmentarzu kolegiackim pochowano dziewczynkę Magdalenę Karolinę, 14-dniowa, córkę uczciwych: Mikołaja, żołnierza piechoty z oddziału jaśnie oświeconego pana z Klinkwartren (?) i kompanii urodzonego pana kapitana z Westfalii, oraz jego żony Anny Karoliny Kment. Zmarła z powodu udaru mózgu. Pochowana gratis.

Na cmentarzu kolegiackim gratis pochowano pracowitego Macieja Maychrowicza z miasteczka Kaźmierz, żebrzącego w Szamotułach, lat 28. Zmarł z powodu boleści głowy.

Na cmentarzu kolegiackimi pochowano babkę imieniem Katarzyna, z miasta Szamotuły, lat 80 lub więcej, wdowę. Zmarła z powodu starości.

Na cmentarzu św. Marcina w Starym Mieście pochowano pracowitą Jadwigę lat 20, żonę pracowitego Andrzeja Szarpaka, chałupnika ze Starego Miasta. Zmarła z powodu krost [krosty – pustulis – to częsta przyczyna śmierci w tamtym czasie].

W krypcie przed ołtarzem Cudownej Panny Marii kolegiaty szamotulskiej pochowano młodocianą Konstancję Maciejewską, lat 7, córkę sławetnych Jana, wytwórcy skrzyń drewnianych (?), i Katarzyny Maciejewskich, mieszczan szamotulskich. Zmarła z powodu suchot (phtysi, gruźlicy płuc).

Na cmentarzu kolegiackim pochowano sławetnego Karola Cyzdorfa, rzeźnika, mieszczanina szamotulskiego lat 30, który utonął w Szamotułach w wodzie.

N cmentarzu kolegiackim pochowano dziecko imieniem Marcin, lat 6, syna Wojciecha i Anny Stróżów Miejskich miasta Szamotuły, zamieszkałych w Nowej Wsi, zmarłe z powodu wirusowej choroby z wysypką.

rok 1797

W kościele ojców reformatów konwentu szamotulskiego, za zgodą prepozyta kolegiackiego, pochowano wielmożnego i urodzonego pana Antoniego Mańkowskiego, dziedzica wsi Baborówko, zmarłego w Baborówku w wieku 54 lat z powodu gorączki.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano dziecko imieniem Cecylia, roczne, córkę urodzonych Mikołaja, administratora dworu szamotulskiego i Magdaleny Sośnickich, które zmarło z powodu biegunki/czerwonki.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano pracowitego Wojciecha Grzechowiaka, rybaka ze wsi Sycyno, lat 43, który utonął w wodzie.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano dziecko imieniem Michał, 20-miesięczne, pracowitych Macieja i Marianny Liberów, parobków ze wsi Gaj nr domu 14, zmarłe na krosty [uwaga: od tego czasu zaczęto wpisywać – niezbyt systematycznie – numery domów, gdzie zamieszkiwał zmarły lub jego rodzice; numery miały zarówno domy w mieście, jak i na wsiach; w Szamotułach wraz z przedmieściami najwyższy odnotowany numer to 121].

Na cmentarzu kolegiackim pochowano dziecko 4-letnie imieniem Teresa, pracowitych Andrzeja i Katarzyny Wojtkowiaków, kątników ze wsi Przeciwnica, które zmarło wskutek oparzenia wodą.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano uczciwego Macieja Galewskiego, strażnika leśnego z folwarku Piaskowo, lat 34, zmarłego na krosty.

rok 1798

W krypcie murowanej przed ołtarzem Najświętszej Panny Cudownej w kolegiacie szamotulskiej pochowano szlachetnego (ingenuus) młodzieńca Bartłomieja Tomczykowskiego, pisarza z dworu w Śmiłowie, lat 32, syna urodzonego pana Macieja Tomczykowskiego, ekonoma (zarządcy) z tego dworu. Zmarł z powodu boleści głowy.

W krypcie kościoła kolegiackiego pochowano uczciwego Kaspra Kamińczewskiego, lat 23, syna sławetnych nieżyjących już Pawła Kamińczewskiego i jego małżonki Marianny, który zmarł nagle po krótkiej epilepsji.

W krypcie przed ołtarzem Najświętszej Panny Marii w kościele kolegiackim pochowano wielmożnego i urodzonego pana Rocha Żółtowskiego, lat 18, syna wielmożnej i urodzonej pani, wdowy Julianny z Niegolewskich Żółtowskiej, łowczyni poznańskiej, dziedziczki dóbr Popówko i Kąsinowo z przyległościami, który zmarł 12 kwietnia po długiej chorobie na suchoty.

rok 1799

W kościele kolegiackim w Szamotułach, w krypcie przed wielkim ołtarzem pochowano oświeconego, czcigodnego i wielebnego Wojciecha Ławickiego, scholastyka kościoła kolegiackiego i prepozyta kościoła św. Ducha. Zmarł 3 stycznia z powodu boleści głowy w wieku 52 lat.

Na cmentarzu kolegiackim po północnej stronie pochowano pracowitego Mateusza Pogorzałkę, chałupnika ze wsi Popowo, którego drzewo na miejscu zabiło. Zmarł w wieku 30 lat.

Na cmentarzu kolegiackim po północnej stronie pochowano pracowitą Reginę Włodarczakową, lat ok. 40, żonę świniarka (?) ze wsi Jastrowie, która zmarła dnia 8 kwietnia przed północą z powodu gorączki codziennej.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano Mariannę Czayczynę, żonę stróża nocnego z Baborówka, zmarłą w wieku 46 lat z powodu puchliny wodnej.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano dziecko imieniem Wojciech, dwuletnie, syna pracowitych Andrzeja i Jadwigi Graiaszków, kątników ze wsi Kąsinowo, które utonęło w wodzie.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano dziecko imieniem Franciszek, syna pracowitych Andrzeja i Rozalii Machowiaków, wieśniaków ze wsi Gałowo, które urodziło się przedwcześnie i ledwie urodzone zmarło.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano pracowitą Jadwigę Tureczkową, żonę woźnicy ze Szczuczyna, która w wieku 30 lat zmarła w czasie porodu.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano dziecko imieniem Józef, roczne, syna zmarłego Jana Grzechowiaka, stróża leśnego i jego pozostającej przy życiu żony, wdowy Reginy z majątku/folwarku (Praedio) Jastrolesie.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano uczciwą Annę Szemklewską, lat 42, żonę zarządcy ze wsi Sycyno, zmarłą z powodu puchliny wodnej.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano pracowitego Tomasza Napierałkę ze wsi Kąsinowo, który 27 listopada wypadłszy z wozu połamał ręce i nogi, po czym w dniu 30 listopada zmarł w wieku 34 lat.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano chałupniczkę, pracowitą Mariannę Grzechowiakową ze wsi Baborówko, lat 36, zmarłą z powodu Compillatione Capillinum [skręt kiszek?, taka przyczyna zgonu nie występuje wcale rzadko].

rok 1800

Na cmentarzu kolegiackim pochowano dziewczynę imieniem Michalina, lat 25, córkę pracowitych Jana i Katarzyny Ciesielaków Pastuchów świni, mieszkających w Kępie pod numerem 5, zmarłą z powodu kaszlu.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano gratis uczciwego Antoniego Czechowicza, kalkanistę kolegiaty, zmarłego w wieku 67 lat z powodu duszności.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano Franciszka, dziecko jednoroczne, syna uczciwych Marcina żołnierza i Marianny Krajewskich z Szamotuł, mieszkających pod numerem 76, zmarłe z powodu wysypki.

W kościele ojców Reformatów szamotulskich pochowano za zgodą (prepozyta kolegiaty) wielmożną i urodzoną panią Katarzynę z Mieszkowskich Kowalską, panią dożywotnią (advitalis, posiadającą prawo do wsi do końca swego życia?) wsi Śmiłowo w parafii szamotulskiej, która dnia 11 kwietnia ze starości i umocnioną sakramentami, życie swoje chwalebne i godne naśladowania zakończyła w wieku 84 lat w dworze w Śmiłowie.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano dziecko imieniem Wincenty, syna szlachetnych Wojciecha i Marianny Dymkowskich, pozostających w służbie w dworze kąsinowskim jako nauczyciel/nauczyciele potomstwa (dziedzica), zmarłe z powodu suchot. We wrześniu 1801 r. zmarło kolejne dziecko wymienionych imieniem Jan Nepomucen, 6-miesięczne i zostało pochowane jw.

rok 1801

Na cmentarzu kolegiackim pochowano jedno z bliźniąt imieniem Joanna, dziecko uczciwych Jakuba bakałarza (nauczyciela szkolnego) i Joanny Kaczanowskich z miasta Szamotuły, zmarłe na suchoty. Kolejne dziecko wymienionych imieniem Marianna zmarło w lutym 1802 r. w wieku 14 miesięcy na krosty. Trzecie dziecko imieniem Teofila zmarło na suchoty w marcu 1802 r.

W krypcie zakonników ojców Reformatów szamotulskich pochowano urodzoną panią Teofilę z Derpnowskich Koszutską, panią dożywotnią dóbr Gąsawy i Kępa, która zmarła z powodu puchliny wodnej w dworze w Kępie w wieku ok. 70 lat.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano Reginę, żonę pracowitego Krzysztofa Bentza, mieszkającego w Szyszkowie pod Szczuczynem płóciennika. Zmarła w wieku 24 lat wskutek komplikacji okołoporodowych (circae partum).

rok 1802

W kościele szamotulskich ojców reformatów zakonu św. Franciszka pochowano za zgodą prepozyta kolegiackiego wielmożna urodzoną panią Juliannę z Niegolewskich Żółtowską, łowczynię poznańska, dziedziczkę Myszkowa, a także dóbr Popówko i Kąsinowo dożywotnią panią, wdowę, zmarłą w dworze w Kąsinowie dnia 15 kwietnia w wieku 53 lat na udar mózgu.

Po uzyskaniu pisemnej zgody Ignacego hrabiego Nałęcza z Małoszyna i Raczyna Raczyńskiego, biskupa poznańskiego, prepozyt szamotulski Walenty Kozłowski wydobył z krypt kości dawno zmarłych i z zachowaniem ceremoniału kościelnego uroczyście pochował je w zbiorowym grobie na cmentarzu kolegiackim po wschodniej stronie.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano: Stanisława, Konstancję i Salomeę, troje dzieci sławetnych rodziców tkacza miejskiego szamotulskiego Mikołaja Relewicza i jego żony Marianny, zamieszkałych w Szamotułach w domu pod numerem 8, a zmarłych trzeciego dnia po urodzeniu.

W krypcie przed wielkim ołtarzem kościoła kolegiackiego pochowano oświeconego, wielebnego i czcigodnego Ignacego Bruszczyńskiego, kanonika seniora kolegiaty, gdzie przez 18 lat posługiwał chwalebnie. Zmarł na żółtaczkę (na żółtą chorobę) dnia 18 listopada o godzinie drugiej po południu w wieku 74 lat.

W krypcie kościoła kolegiackiego przed ołtarzem Najświętszej Panny Marii pochowano godną i sławetną Marcjannę Kolanowską, mieszczkę szamotulską, która po długiej, męczącej chorobie na suchoty, dnia 10 grudnia, dobrze przygotowania i wzmocniona sakramentami, zmarła w Panu w wieku 57 lat.

rok 1803

Na cmentarzu kolegiackim pochowano sławetnego Antoniego Wyszpolskiego, lat 55, organistę kościoła kolegiackiego.

Na cmentarzu kościoła św. Ducha pod Szamotułami pochowano pracowitego Wawrzyńca Franckowiaka, kawalera, żołnierza z regimentu wrocławskiego, syna pracowitych Bartłomieja i Reginy Franckowiaków, komorników ze wsi Brodziszewo, który dnia 26 grudnia 1802 r. w nocy zabił się, wpadając do rowu z wodą, która się zakrztusił. Zmarł w Gałowie w wieku 35 lat.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano cnotliwą (pudica) Helenę lat 16, córkę urodzonej pani Petroneli z Bilińskich Rynarzewskiej, wdowy mieszkającej w majątku Piaskowo, zmarłą z powodu gorączki złośliwej (febri maligna). W 1806 r. , w wieku 20 lat, zmarła na suchoty jej siostra imieniem Zofia.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano pracowitego dziadka/starca Jana zwanego Stary Dworski Parobek ze wsi Baborówko, zmarłego w wieku 90 lat z powodu duszności.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano pracowitą Mariannę Wierzbicką, wdowę żebrzącą z dworu w Śmiłowie, zmarła w wieku 74 lat z powodu przepukliny.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano ubogiego żebraka imieniem Jakub, którego nazwiska i miejscowości pochodzenia pomimo kilku rozpytań nie poznano. Zmarł w karczmie na przedmieściu Targowisko z powodu udaru mózgu.

rok 1804

Na cmentarzu kolegiackim pochowano pracowitego Franciszka Drzewieckiego, sługę/parobka dworskiego z Siemiątkowskiego (folwarku), zmarłego w wieku 40 lat z powodu oberwania boków (compuctione laterum).

Na cmentarzu kolegiackim pochowano pracowitego Stanisława Kuztunia, żebrzącego ze wsi Kępa, który w wieku 80 zmarł z powodu capitis dolore laborans vulgo na Kołtuny.

W dniu 15 sierpnia 1804 r., po uzyskaniu pisemnej zgody Ignacego hrabiego z Małoszyn i Raczyna Raczyńskiego, biskupa poznańskiego, prepozyt kolegiaty szamotulskiej, w obecności miejscowych parafian, pobłogosławił uroczyście nowe miejsce przeznaczone na cmentarz położone poza miastem Szamotuły (extra Oppidum Szamotuły).

Na cmentarzu kolegiackim pochowano gratis pro Deo dziewczynkę imieniem Agnieszka, córkę uczciwej Konstancji Oszczyńskiej, mieszkającej w mieście Szamotuły, a pochodzącej z miasta Wągrowiec, która zmarła wskutek oparzenia gorącą wodą.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano pracowitą Katarzynę Krysztofkę z miasta Szamotuły, wdowę, babkę położną, zmarłą w wieku 90 lat na kaszel.

rok 1805

Na cmentarzu kolegiackim pochowano szlachetnego Bartłomieja Żękolewskiego, poborcę podatkowego dóbr szamotulskich, zmarłego w wieku 46 lat z powodu udaru mózgu.

rok 1806

Na cmentarzu kolegiackim pochowano starca, lat ok. 75, przybysza do wsi Kąsinowo, którego imienia i nazwiska pomimo wypytywania nie poznano, zmarłego z powodu udaru mózgu.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano dziecko 3-letnie imieniem Andrzej, syna Jana i Łucji Woszaków, parobków z folwarku siemiątkowskiego, mieszkających pod numerem 5, które utonęło w wodzie.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano pracowitego Augustyna, lat 45, rządcę ze wsi Szczepankowo w parafii Ostroróg, zmarłego z powodu owrzodzenia.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano dziecko imieniem Tomasz, dwuletnie, syna pracowitych Ludwika i Krystyny Nogaczów, chałupników ze wsi Baborówko, zmarłego z powodu pustulis vulgo Fryzle (wirusowa choroba z wysypką u małych dzieci).

Na cmentarzu kolegiackim pochowano pracowitą Katarzynę Muchową z domu Ryskównę, mieszkającą w Szamotułach, pochodzącą z Krosienka, zmarłą w wieku 50 lat na chorobę vulgo dicto Rak.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano uczciwego Marcina Olendrowicza, grabarza kolegiackiego, zmarłego na suchoty w wieku 45 lat.

rok 1807

Na cmentarzu kolegiackim pochowano starca lat 60, którego imienia i nazwiska nie poznano, ale ustalono, że pochodził z Żydowa, zmarłego w folwarku Siemiątkowskie z powodu biegunki.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano uczciwego Pawła Taureckiego, stróża polnego z Gałowa, który zmarł w wieku 60 lat z powodu gorączki.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano człowieka żebrzącego, którego imienia, nazwiska i miejsca zamieszkania nie stwierdzono. Zmarł w wieku ok. 60 lat we młynie Grabówiec z powodu udaru mózgu.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano dziewczynkę imieniem Deograta, zmarłą w trzy dni po urodzeniu, córkę pracowitej służebnej Antoniny Wawrzynianki z dworu kąsinowskiego.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano znakomitego Jakuba Górskiego (?), celnika miejskiego szamotulskiego, zmarłego na suchoty w wieku 60 lat.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano pracowitego Floriana Hałbowskiego, stróża nocnego miasta Szamotuły, zmarłego w wieku 50 lat na gorączkę.

rok 1808

W kościele kolegiackim w krypcie przed ołtarzem św. Wawrzyńca pochowano sławetnego Kazimierza Binerta, mieszczanina szamotulskiego i ekonoma kościoła kolegiackiego, zmarłego na krosty w wieku 50 lat.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano uczciwego Józefa Gorzańskiego, kołodzieja pochodzącego z miasta Poznań, przebywającego w Szamotułach, zmarłego w wieku 40 lat z powodu oberwania.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano dziecko imieniem Helena, córkę pracowitych Kazimierza, owczarza zamkowego i Franciszki Preissów, zmarłe dwa tygodnie po urodzeniu z powodu choroby umysłowej (?).

W krypcie murowanej kościoła kolegiackiego, za zgodą prześwietnej prefektury poznańskiej, pochowano sławetną Annę z Akalińskich Molińską, wdowę, mieszczkę szamotulską, zmarłą w wieku 60 lat na krosty.

W krypcie kościoła kolegiackiego pochowano szlachetną Zofię Stroińską lat 38, dzierżawczynię prepozytury w Starym Mieście (folwarku prepozyta), która zmarła na krosty.

W krypcie murowanej kolegiaty szamotulskiej, za zgodą prześwietnej prefektury poznańskiej, pochowano oświeconą urodzoną panią Rozalię z Arnoldów Tomaszewską, wdowę, przebywającą w dworze w Gaju u syna swego, zmarłą w wieku 62 lat z powodu gorączki [uwaga: pierwsze lata XIX w to czas, kiedy wyraźnie spada liczba pochówków wewnątrz kolegiaty].

rok 1809

Na cmentarzu kolegiackim pochowano urodzoną Deogratę z Przanowskich Paszkowską, żonę mieszkającego w Szamotułach urodzonego Jana Paszkowskiego z urzędu publicznego poborcy podatkowego (in Officio exactronis publici), zmarłą na gorączkę w wieku 45 lat.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano urodzonego pana Dionizego Łęskiego, wdowca, pełnomocnika jaśnie oświeconego wielmożnego Stanisława Mycielskiego, dziedzica Szamotuł, zmarł w zamku szamotulskim w wieku 60 lat na puchlinę wodną.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano dziecko imieniem Marianna, lat 4, córkę pracowitych Grzegorza Starościaka i Anny Nowaczanki, chałupników ze wsi Gałowo, która zginęła w ogniu.

rok 1810

Na cmentarzu kolegiackim pochowano Różę, kilkumiesięczną córkę uczciwych Teodora Kasprowicza, organisty kościoła kolegiackiego i Joanny, zmarłą na kaszel.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano młodzieńca lat 10 imieniem Franciszek, syna Antoniego Gebell, ekonoma z zamku szamotulskiego (Zamek Szamotulski, czyli Siemiątkowskie) [folwark Siemiątkowski należał do majątku Szamotuły-Zamek], zmarłego na krosty.

rok 1811

Na cmentarzu kolegiackim pochowano szlachetnego Wojciecha Gruszczyńskiego, kawalera lat 26, poborcę podatkowego w mieście Kościan, syna sławetnych Franciszka i Heleny Gruszczyńskich, mieszczan szamotulskich, zmarłego na suchoty.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano dziecko imieniem Franciszek, syna Jakuba Buczyńskiego murarza i Agnieszki, mieszczan szamotulskich, zmarłego z powodu krost.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano oświeconego, wielebnego i czcigodnego Tomasza Drogońskiego, kanonika szamotulskiego, piastującego różne funkcje kapłańskie, zmarłego dnia 10 listopada około północy w wieku 65 lat na suchoty.

rok 1812

Na cmentarzu kolegiackim pochowano pracowitą Mariannę, wdowę, której nazwiska nie poznano, zamieszkałą na przedmieściu Targowisko, zmarłą w wieku 50 lat z powodu skrętu kiszek.

W dniu 2 listopada 1812 r., po pisemnej zgodzie Tymoteusza hrabiego Nałęcz z Gorzenia Gorzeńskiego, biskupa poznańskiego, prepozyt kolegiaty Walenty Kozłowski ekshumował kości Wojciecha Wyrwińskiego, niegdyś prepozyta kolegiaty szamotulskiej, spoczywające w krypcie kościoła św. Marcina w Starym Mieście pod Szamotułami i dnia 3 listopada pochował je uroczyście w krypcie kanoników kolegiaty szamotulskiej przed wielkim ołtarzem jako szczególnego fundatora tutejszej kolegiaty.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano znakomitego Antoniego Kozłowskiego, mieszczanina szamotulskiego, zmarłego w wieku 79 lat z powodu febry czwartaczki.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano sławetnego Karola Lorentza, żonatego, mieszczanina szamotulskiego, który zmarł wskutek ciężkiego poparzenia w gwałtownym ogniu w wieku 30 lat.

rok 1813

Na cmentarzu kolegiackim pochowano uczciwego Erazma Kosińskiego, lat 30, z wojska Najjaśniejszego Imperatora Wszechrusi, zmarłego nagle dnia 10 stycznia w czasie postoju we wsi Gałowo w parafii tutejszej.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano uczciwego Jana Latorowicza, kawalera, mistrza szewskiego w Szamotułach, który zmarł wskutek przemarznięcia (był styczeń) w wieku 40 lat.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano Henryka, nazwiska nieznanego, żołnierza z wojska króla westfalskiego, który w Szamotułach zatrzymał się, zmarłego z nieznanej przyczyny w wieku 23 lat.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano dziecko imieniem Anna Karolina, dwuletnie, córkę szlachetnych Bogusława Wegnera i Franciszki z Rynarzewskich, dzierżawców w Szamotułach, zmarłe z powodu krost.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano szlachetnego Jana Wojciecha Wilhelma Kierner, lat 14, młodzieńca pochodzącego z miasta Czarnków, alumna gimnazjum poznańskiego, który w Szamotułach zachorował na suchoty i zmarł po udzieleniu sakramentów.

rok 1814

Na cmentarzu kolegiackim pochowano szlachetnego Franciszka Ksawerego Śpiechowskiego, pełnomocnika jaśnie oświeconej wielmożnej Mycielskiej z Szamotuł, który zmarł nagle na apopleksję w zamku szamotulskim w wieku 57 lat.

Na cmentarzu szamotulskim pochowano Justynę, trzyletnią córkę uczciwego Jana Likowskiego, administratora z zamku szamotulskiego i Rozalii, zmarłą na bóle głowy.

rok 1815

Na cmentarzu kolegiackim pochowano pracowitego Wojciecha Józefowskiego, karczmarza z folwarku Piaskowo, zmarłego w wieku 60 lat na bóle głowy.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano dziecko imieniem Józefa, roczne, córkę szlachetnych Antoniego Langa, administratora wsi Osowo, i Heleny, zmarłą z powodu epilepsji.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano urodzonego pana Józefa Mejera, lat 78, zamieszkałego we wsi Cerekwica, wdowca, który zasnął w Panu dnia 19 lutego z powodu starości.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano pracowitą Annę, lat 38, żonę pracowitego Kazimierza Przybylaka, stróża dworskiego ze wsi Gałowo, zmarłą z powodu duszności.

Na cmentarzu pochowano Wincentego, syna uczciwych Ignacego Hanczewskiego, zarządcy z Nowy Nowowieyski Folwark i Doroty, zmarłego w wieku 3 miesięcy z powodu epilepsji [uwaga: w tym czasie w księdze zmarłych zaczynają pojawiać się wzmianki o istnieniu Nowego Folwarku pod Szamotułami].

Na cmentarzu kolegiackim pochowano pracowitego Mateusza Kozłoszczaka, żonatego, owczarza z Nowego Folwarku pod Szamotułami, zmarłego na puchlinę wodną w wieku 27 lat.

Na cmentarzu kolegiackim pochowano pracowitego Wojciecha Antkowiaka, żonatego parobka z gorzelni w Starym Mieście, zmarłego z powodu oberwania w wieku 32 lat.

Zdjęcia i objaśnienia


Ściana szczytowa bazyliki kolegiackiej od strony zachodniej; widoczne główne wejście, tzw. wielkie wrota. Zdjęcia Wojciech Andrzejewski

Narożnik nawy południowej, nad nią znajdowała  się niegdyś dzwonnica z zegarem. Zdjęcie Jan Kulczak

Nawa południowa z kruchtą, w zapisach nazywaną też babińcem. W prawo od tego terenu, gdzie dziś znajduje się probostwo i przylegający do niego ogród, usytuowana była kostnica i domek kościelnego dzwonnika. Zdjęcie Jan Kulczak


Zamurowane wejście do nawy południowej (kaplicy Matki Bożej Cudownej), a zapewne wcześniej do części kościoła zwanego  kaplicą świdwinką. Zdjęcia Jan Kulczak

Narożnik nawy południowej − kaplica Panny Marii Cudownej. Zdjęcie Ireneusz Walerjańczyk


Wschodnia fasada kościoła z wejściem do zakrystii oraz teren przed świątynią. Tzw. wielka brama cmentarna, prowadząca do miasta, umiejscowiona była  zapewne nieco w lewo od obecnej; tutaj, pomiędzy fasadą wschodnią a ogrodzeniem cmentarza, znajdował się Ogród Getsemani (Ogrójec). Zdjęcia Jan Kulczak

Przy ul. Kapłańskiej, najprawdopodobniej na wysokości współczesnej dzwonnicy, znajdowało się dawne probostwo – budynek zajmowany przez proboszcza/prepozyta. Dalej usytowana była kustodia − budynek kustosza kolegiaty. Zdjęcie Jan Kulczak

Nawa północna, od lewej zakrystia (powiększona w latach 70. XX w.), dalej dawny skarbiec, a nad nim biblioteka. Widać zamurowane obecnie wejście, niegdyś zabezpieczone drewnianą kruchtą, tędy można było wyjść z kościoła na cmentarz i w kierunku szamotulskiej szkoły parafialnej. Zdjęcie Jan Kulczak

Główny obszar cmentarza przykościelnego, na jego skraju w rejonie obecnej murowanej platformy stała szkoła. Zdjęcie Jan Kulczak


Obecna łąka i teren pod parkingiem to dawne bagno. Na zdjęciach widać, że kościół i teren dawnego cmentarza przy nim położone są wyżej. Najwyżej znajduje się wjazd na parking od strony ul. Kapłańskiej – to wspominana w tekstach „górka”. Zdjęcia Jerzy Walkowiak


Informacje o nieistniejących obiektach i dawnych nazwach miejsc

Kościół i szpital św. Ducha – na tzw. przedmieściu poznańskim (dzisiejsza ul. Poznańska za mostem) w XV w. powstał kościół św. Ducha (z wieżą, rozebrany na pocz. XIX w.), a przy nim szpital (bardziej przytułek dla osób starszych i chorych; działał do 2. połowy XIX w.) oraz cmentarz; jako miejsce wskazuje się okolice dzisiejszego krzyża i kamienia upamiętniającego bł. ks. Jerzego Popiełuszkę.

Kościół św. Marcina – powstał prawdopodobnie już w XI wieku, znajdował się w Starych Szamotułach, czyli na północny wschód od współczesnego miasta, w kierunku Mutowa i Piotrkówka. W XVIII wieku stan kościoła był zły, na tym samym miejscu wzniesiono nowy budynek z muru pruskiego, który rozebrano najprawdopodobniej w 1. połowie XIX wieku i współcześnie trudno ustalić jego dokładną lokalizację. W Starych Szamotułach istniał wcześniej także cmentarz, w omawianym okresie już nieużywany.

Kaplica św. Mikołaja – powstała w XVI wieku, znajdowała się w obrębie dzisiejszego cmentarza parafialnego, na prawo od bramy, w stronę aresztu. Rozebrano ją w połowie XVIII wieku, a fundamenty, niestety niezbadane archeologicznie, rozwalono w czasie pochówków w pierwszej dekadzie XXI wieku.

Kościół ojców Reformatów – kościół św. Krzyża, wzniesiony na miejscu zamku Świdwów (teren pod budowę kościoła i klasztoru franciszkanów reformatów oraz fundusze na ten cel w 1675 r. przekazał Jan Korzbok Łącki).

Fara – kościół św. Stanisława, kolegiata (dzisiejsza bazylika kolegiacka); nazwa fara przysługuje pierwszemu (najstarszemu) kościołowi w mieście.

Bramy – w Szamotułach były 3 bramy miejskie: w okolicach mostów przy ul. Poznańskiej, Dworcowej oraz przy Wronieckiej (przetrwała do XIX w., znajdowała się za dojściem do Wronieckiej ul. Garncarskiej).

Zamek – w tym okresie w Szamotułach istniał już tylko jeden zamek, tzw. zamek Górków.

Nowa Wieś – przedmieście w okolicach dzisiejszego zbiegu ulic Lipowej, Obornickiej i Nowowiejskiego (dawniej była to Nowowiejska).

Targowisko – przedmieście, okolice dzisiejszego pl. Sienkiewicza.

Gromadzino – folwark na wschód od Rynku w Szamotułach (w obrębie dzisiejszego miasta – okolice ul. Obornickiej; pojawia się na mapach na początku XIX w., w 2. połowie tego wieku nie ma już tej nazwy na mapach.

Siemiątkowskie (Siemiątkowo) − folwark na północny wschód od Rynku w Szamotułach (w obrębie dzisiejszego miasta − okolice ul. Spółdzielczej i Kiszewskiej; pierwsza wzmianka pojawia się w 1688 r., na mapach występuje do końca XIX w. (później jedna nazwa obejmująca większy teren: Nowa Wieś, inaczej Piaski).

Księgi zgonów parafii szamotulskiej – wybrane zapisy z lat 1679-1815, część II2021-01-13T13:12:22+01:00

Aurelia i Alfons Gawlakowie – Sprawiedliwi wśród Narodów Świata

Andrzej Niziołek

Przypadek  – o wielkopolskich Sprawiedliwych wśród Narodów Świata

Ten reportaż opowiada o jednych z wielkopolskich Sprawiedliwych wśród Narodów Świata –Aurelii i Alfonsie Gawlakach z Wrześni. Jaki jest ich związek z Szamotułami?

Historie Wielkopolan uhonorowanych przez Izrael medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata wyjątkowym tytułem otrzymywanym za uratowanie czyjegoś żydowskiego życia w czasie wojny i Holokaustu polegają właśnie na tym, że niemal nie rozgrywają się tu, w Wielkopolsce. Żydów po I wojnie światowej (nie licząc terenów, które należały do zaboru rosyjskiego) prawie już nie ma w regionie, a resztę tych, którzy Niemcy zastają tu w 1939 roku, szybko wywożą do Generalnego Gubernatorstwa. Wielkopolska jako Kraj Warty zostaje wcielona do III Rzeszy, a Żydzi w kolejnych latach są tu sprowadzani tylko jako niewolnicy, robotnicy licznych obozów pracy przymusowej, którzy zmuszani są do ciężkiej pracy i masowo podczas niej giną z wycieńczenia i głodu.

Niemcy wywożą z regionu do GG także około 250 tysięcy Polaków. Osiedlają na ich miejsce Niemców z Rosji, krajów nadbałtyckich czy Besarabii i Bukowiny. I właśnie ci wysiedleni na tereny Mazowsza, Podlasia, Świętokrzyskiego czy innych obszarów Polski, z których utworzono Generalne Gubernatorstwo, Wielkopolanie, zdarza się, że ratują Żydów, których spotykają tam na swojej drodze.

Aurelia i Alfons Gawlakowie pochodzili więc z Wrześni. Historia, którą tu opowiadam, wydarzyła się w Warszawie. A w Szamotułach po wojnie zamieszkała córka Gawlaków Ewa, do opieki nad którą w czasie wojny małżeństwo zatrudnia niejaką Helenę Zakrzewską. Pomoc domową, która wkrótce okazuje się Żydówką. I to do Szamotuł trafia medal Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, który w imieniu nieżyjących rodziców odbiera w 2004 roku w Yad Vashem ich córka.

Czy do któregoś z tych miejsc ta historia przynależy bardziej? Ona przynależy po prostu do ludzi.


Przypadek? Zrządzenie? Co to było?

Dziennikarz, pojechałem do Yad Vashem, by oglądać i rozmawiać. Interesował mnie leksykon Sprawiedliwi wśród Narodów Świata – jego trzecia, dwutomowa, opasła część całkowicie poświęcona Polakom, którzy ratowali Żydów. – Chce Pan zobaczyć, jak wygląda wręczanie medalu? – spytał mnie podczas rozmowy prof. Israel Gutman, szef zespołu historyków przygotowujących leksykon. – Ma Pan szczęście, za godzinę wręczamy go komuś.

Chciałem, oczywiście.

Okazało się, że medal Sprawiedliwi wśród Narodów Świata dostają Polacy.

Okazało się, że za zmarłych rodziców odbiera go ich córka.

Okazało się, że mieszka w Szamotułach. Pod Poznaniem, w którym ja mieszkam.


Ewa Bielaczyk z domu Gawlak i Hellen Motro, 14 października 2004 r. Jerozolima, Instytut Yad Vashem


Nazwa Szamotuły w Ogrodzie Pamięci – Instytut Yad Vashem

Dyplom Sprawiedliwych wśród Narodów Świata

Miejsce: Warszawa. Czas: 1943-44 rok. Mała Ewa Gawlak urodzona prawie jak Pan Jezus, 26 grudnia 1939 roku, dostaje opiekunkę. Jest nią niewysoka, czarnowłosa, o trochę pucołowatej twarzy Helena Zakrzewska. Rodzice Ewuni są zajęci, zwłaszcza ojciec – często siedzi w zakładzie, gdzieś wyjeżdża, wychodzi, znika. Mama pomaga mu w księgowości. Zakład jest elektrotechniczny. Zatrudnia kilka osób. Produkuje lampy, dobre na ten czas, więc cieszące się wzięciem, czajniki elektryczne, żelazka, lampki na choinkę… Trwa wojna. Ojciec ma dryg do interesów. Jeździ po części aż pod Kraków. Ma stałych odbiorców (sklepu nie prowadzą). Powodzi im się dobrze. Trzeba tylko nie dać się zabić.

Mama ma na imię Aurelia. Ojciec Alfons. Aurelia i Alfons Gawlakowie dali ogłoszenie w gazecie: „Potrzebna pomoc domowa” i adres: Marszałkowska 131/3.

Helena tego dnia straciła pracę. Wyszła na ulicę. Nie miała dokąd pójść. Kupiła gazetę. Pod adresem Marszałkowska 131/3 był zakład. Do mieszkania przyprowadził ją Alfons. Aurelii się spodobała. Zrównoważona, uśmiechnięta (choć i poważna), może w oczach trochę niepewności, ale kto dziś może czuć się pewnie?

Przyjęli ją.


Alfons Gawlak z córką Ewą i Aurelia Gawlak z trochę starszą Ewą


Byli z Wrześni. On rocznik 1911, ona 1913. Ojciec Reni – jak mówiono na Aurelię – był rzeźnikiem. Miał duży warsztat i czeladników. Ojciec Alfonsa z kolei – szewcem. Także miał warsztat i także czeladników. Zakłady były w podwórzach. Od ulicy były sklepy.

Alfons został architektem budowlanym. Wyjechał do Gdyni i założył firmę. Zleceń było dużo. Wrócił po Renię. Pobrali się we wrześniu 1937 roku. Przenieśli na Wybrzeże. A w 1939 roku jeszcze raz – do Grodna. Alfons otworzył tam oddział firmy. Praca była poważna – miał budować państwowe lotnisko.

Wybuchła wojna. On, podporucznik rezerwy, został zmobilizowany. Ona, w szóstym miesiącu ciąży, została ze służącą i psem w Grodnie. Jego Niemcy wzięli do niewoli. Udało mu się uciec, zanim trafił do oflagu. Jej do ich dużego, ładnego mieszkania sowiecka władza dokwaterowała ważnego oficera. Renia i Alfons okazali się przewidujący. Gdyby nie mógł wrócić, mieli się spotkać w Warszawie, w mieszkaniu znajomych. On dotarł tam przed nią. Ona sprzedała część rzeczy. Spakowała się. Wzięła służącą i najęła chłopa z wozem. Potem przewodnika. Chłodną nocą, w ósmym miesiącu ciąży, zaczęła przekraczać świeżo wytyczoną granicę. Złapali je sowieccy żołnierze. Przewodnik uciekł. One zaczęły krzyczeć, że przechodzą z tamtej, niemieckiej strony. Żeby ich nie oddawali Niemcom. Że tam źle, niedobrze, że tu mają rodzinę. Patrol był trzyosobowy. Dowódca sprawdził dokumenty (polskie, z zameldowaniem jeszcze w Gdyni). Spojrzał na jej brzuch. Potem na swoich żołnierzy. Odprowadził je kawałek i puścił.

Spróbowały znów następnej nocy. Z nowym przewodnikiem. Przeszły. Tej nocy Alfons również przeszedł zieloną granicę. W drugą stronę: do Grodna, po nią. A po kilku dniach znów, z powrotem.

Tak, jak się umówili, spotkali się u znajomych w Warszawie.

Warszawa, nieistniejąca kamienica przy ul. Marszałkowskiej 131. Za: warszawa1939.pl

Aurelia (1913-1974) i Alfons (1911-1945) Gawlakowie

Aurelia i Alfons Gawlakowie na spacerze z psem


W Sali Pamięci Instytutu Yad Vashem

Mrok, w zakamarkach i kątach nieprzenikniony. Pustka. Wysoki mur z wielkich głazów nakryty jest betonowym dachem, jak namiotem. Nad płomieniem lufcik. To znicz. Płonie tu ku pamięci milionów. Jak świętość. Na posadzce wyryte, rozrzucone dwadzieścia jeden dużych napisów. Nazw miejscowości. Obozów zagłady. W większości to polskie nazwy. Tylko jedna jest podwójna: Auschwitz-Oświęcim.

Miejsce jest posępne. Nazywa się Salą Pamięci. To serce Yad Vashem. Jak świątynia. Żeby doń wejść, trzeba nakryć głowę. Każdy kamień tu mówi, każdy napis krzyczy. Płomień spala niepamięć. Panuje milczenie.

Tylko jedna rzecz przerywa to milczenie. Uroczystość wręczenia medalu Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Za ocalenie życia. Tu zaczyna się każda z nich. Ktoś przemawia. Śpiewa kantor. Ewa Bielaczyk z domu Gawlak dotyka gałki i płomień strzela w górę. Ci, którzy przyszli na uroczystość, patrzą z daleka.

Powinni tu być Aurelia i Alfons Gawlakowie, zwykli, najnormalniejsi ludzie. To dla nich jest ta uroczystość. Ale oboje dawno nie żyją.

Teraz trzeba pamiętać i o nich.

Sprzątała, gotowała, zajmowała się Ewunią. Dziewczynka lubiła spacery. Helena Zakrzewska nie lubiła wychodzić, ale z nią szła chętnie. Chodziły razem do Ogrodu Saskiego. Ewa zapamiętała, że przed wyjściem opiekunka zakładała opaskę na głowę. Zawsze. Opaska odsłaniała twarz, utrzymując z tyłu jej długie czarne włosy i zasłaniała uszy. Coś nie tak było z uszami? Wyglądała bardziej aryjsko?

Z domu nazywała się Ola Rotzach. Ola Schary – po mężu. Byli w getcie: oni, rodzice, rodzeństwo. Z mężem zaręczyli się przed wojną. Pobrali w jej pierwszych miesiącach, kiedy jeszcze nie było muru. W marcu 1943 roku mąż pomógł Oli przedostać się na aryjską stronę. Kupiła lewe papiery. Dobre, prawdziwe – po zmarłej Helenie Zakrzewskiej, katoliczce, pomocy domowej. Zawód też był dobry.

Pierwsza zginęła mama. Jesienią 1942 roku została zabrana z ulicy na Umslagplatz. Bydlęcy wagon zawiózł ją do Treblinki. Ojciec zginął w getcie, podczas likwidacji powstania. Mąż za Olą przeszedł do polskiej części Warszawy. Nie miał aryjskiego wyglądu, musiał się ukrywać. Ktoś go wydał. Został schwytany i zamordowany.

Była warszawianką. Urodziła się w 1914 roku w dobrej, dość zamożnej rodzinie. Nie kaleczyła języka, bo w domu mówili po polsku, ale modlitw nie znała. Zdradzały ją szczegóły. Ona, pomoc domowa, podczas rysowania z Ewą mówiła: peacock blue, orange. Przed Bożym Narodzeniem Ewunia zaczęła ją prosić, by pośpiewała jej kolędy. Nie umiała. Dziewczynka zaczęła dopytywać: – Dlaczego nie chcesz mi śpiewać? No, dlaczego, powiedz? Nauczyła się modlitw, ale do kościoła chodzić nie lubiła. Nie była pewna swego zachowania. Bała się błędów, które ją zdradzą. W niedzielne poranki wychodziła z mieszkania z książeczką do nabożeństwa w ręce. Na schodach chowała ją do torebki, za rogiem zmieniała trasę. Spacerowała przez godzinę. – Helenko, co dziś ksiądz mówił na kazaniu? – pytała ją nieraz pani Gawlak. Miała przygotowaną odpowiedź. Na szczęście gospodyni, zdawało jej się, słuchała jednym uchem.

Miała trochę szczęścia. Pierwsza rodzina, do której się najęła, szybko się domyśliła. Pomoc domowa, a nie wie, jak się obiera i gotuje ziemniaki? Jak zrobić naleśniki? Za często stawała w oknie kuchni. Widać było z niego płonące getto. Pierwsza rodzina powiedziała jej, że ją zwalnia. – Dlaczego? – spytała. – Jest wojna, Helenko – usłyszała.


Powstanie warszawskie, chwila spokoju. Piwnica budynku. Na leżaku Helena Zakrzewska – Ola Schary


Jak ona, taka ostrożna, uwierzyła w te plotki? Wiosną, a może już latem, 1944 roku nagle ludzie zaczęli gadać, że wkrótce do Warszawy wejdą Rosjanie. Może niezbędna była jej ta wiara? Może potrzebowała, żeby ktoś wiedział? Nie wytrzymała. Powiedziała. Powiedziała Gawlakom, że jest Żydówką. – Domyślałam się – usłyszała od Aurelii. – Nie spałam wiele nocy, zastanawiając się, co mam z tobą zrobić.

Rosjanie nie weszli. Przyszli Niemcy. Któregoś dnia wpadli do kamienicy. Ich buciory załomotały po schodach. Szli po kogoś. Renia zamarła, przysiadła na krześle. Ola przy piecu. Spojrzała na Ewunię, która dalej bawiła się lalką, choć nagle ucichła… Nie, nie tu. Po sąsiada.

W lipcu pojechali do Świdra. Mieli tam mały letniskowy domek. Dorosła Ewa niczego nie pamięta. Wszystko mówią jej zdjęcia. Czarno-białe i jedno kolorowe. Jest na nich las, łąka, słońce, leżak. Ona, rodzice, Helenka, jakieś koleżanki. Wojny nie ma. Jest szczęście. Najwięcej go na tym kolorowym. Mama i tatuś w strojach kąpielowych, mama trzyma ją na rękach. Ewa wygłupia się, wygina głowę. Śmieją się.

Wybuchło powstanie. Zakład przestał działać. Renia z Heleną cieszyły się, ale martwiły, co z nimi będzie. Alfons poszedł walczyć… Tak mówiła mama, ale Ewa pamięta, że codziennie wychodził i wracał do domu. Może pomagał?

Kiedy zaczynało się bombardowanie, schodziły do piwnicy. Coraz częściej. Sąsiedzi nie wiedzieli, kim jest Helena. Po co kusić los? Podczas któregoś nalotu bomba trafiła w przód kamienicy. Waląca się ściana zasypała wyjście. Ewa zapamiętała huk, pył, krzyk, swój płacz, ciemność. I to, że uratował je tata. Zbiegli się mężczyźni, ludzie z okolicy. Wśród nich Alfons. Wejścia nie było, chyba że z piwnic sąsiednich domów. Przebili ścianę.



Aurelia i Alfons Gawlakowie z Ewą

Ewunia Gawlak – na głowie ma już modny lok (jak mama)

Miejsce spacerów Heleny z Ewą. Warszawa, Ogród Saski, 1943 r. Źródło: Fotopolska

Powstanie warszawskie, w piwnicy budynku. Na leżaku Aurelia Gawlak

Przemawia dyrektor Instytutu Yad Vashem

Ewa Bielaczyk i Hellen Motro

Jacek, Adam, Anna i Tadeusz Bielaczykowie

Przemawia Tadeusz Bielaczyk

Światło jest inne. Czyste, intensywne, wszechobecne. Jest w nim wiele życia. Otwiera świat, inaczej niż ludzie, którzy często się zamykają.

Światło Jerozolimy. Żółte, nasączone nim skały, z których także zbudowane jest miasto. Rdzawa, wypłowiała ziemia. I drzewa oliwne. Na Górze Oliwnej albo tu, na Wzgórzu Pamięci, wznoszącym się pośród dużego kompleksu Lasu Jerozolimskiego. Kilkanaście tysięcy drzew, zasadzonych pojedynczo, drzewko po drzewku, przez tych, którzy uratowali w czasie wojny choć jedno życie, choć jednego Żyda. To tutaj jest Instytut Pamięci Narodowej Yad Vashem. To nazwa biblijna, z Księgi Izajasza (56,5). Znaczy: Miejsce i Imię. Lub też: Pomnik i Pamięć.

Najstarsze oliwki mają pięćdziesiąt lat. Najmłodsze około dziesięciu. Są wszędzie – wzdłuż alei, ścieżek, zajmują całe zbocza. Żyją za tych, których zamordowano i za tych, którzy przeżyli, ale też już nie żyją. Od pewnego czasu nie sadzi się już nowych. Nie ma miejsca. Na granicy oliwek i lasu powstał Ogród Sprawiedliwych. Na zboczu wzgórza, wśród sosen, pną się tarasy. Na kamiennych tablicach wypisuje się kolejne nazwiska kolejnych Sprawiedliwych. W sumie jest ich już około 21 tysięcy. Polaków – około 6,6 tys.

To tam kończy się uroczystość.



Ewa Bielaczyk po odsłonięciu napisu na „Gawlak Alfons & Aurelia”. Obok Hellen Motro i przedstawiciel ambasady RP w Izraelu


Ewunia Gawlak lubiła się śmiać. Ewie Bielaczyk łzy same napływają do oczu. Kiedy w imieniu rodziców odbiera medal i dyplom. Kiedy z kamiennej ściany zdejmuje kawałek czarnego materiału, który odsłania czarne litery. Aurelia & Alfons Gawlak. Tak ich nazwisko pozostanie wyryte na kamiennej ścianie w dalekim mieście, w którym zmarł Pan Jezus.

To dobre łzy. Radosne. Dobre gesty. Obejmują się i ściskają: córka tych, którzy pomogli Oli i córka Oli, która po 60 latach zaczęła szukać Ewy. Przez chwilę czują się, jakby były dwiema siostrami, które w końcu się odnalazły. A mogło tego nie być.

– Szczerze mówiąc, nie wierzyłam w powodzenie tej misji – przyznaje Hellen Motro, córka Oli Schary.


Ewa nie pamięta ojca. Gdyby nie zdjęcia, nie wiedziałaby, jak wyglądał. Nie pamięta spacerów do Ogrodu Saskiego. Rysowania, kolęd, zabaw. Twarzy Helenki, choć gdy się rozstały, długo pytała, gdzie ona jest. Zdjęcia, na których z nimi została, ocalały przypadkiem. Po wojnie Renia wróciła do Warszawy. Chciała uratować coś z rzeczy. W gruzach był tylko album. Fotografie ze Świdra, z powstania, z zakładu…

Najbardziej pamięta ciepłą dłoń Helenki. I ciepłą dłoń mamy trzymającej ją za drugą rączkę. Wychodziły ze zniszczonej Warszawy w tłumie zmęczonych, sponiewieranych ludzi. Powstanie upadło. To był koniec. Prowadzili ich do Pruszkowa.

Zanim do niego doszły, ostatni raz widziały Alfonsa. Niemcy ich rozdzielili. On był z mężczyznami. Obraz w pamięci Ewy jest niewyraźny. Niewytłumaczalny, ale dziecięco prawdziwy. Jakaś stacja kolejowa. Są tam z matką i Heleną. Wjeżdżają bydlęce wagony. Wychodzą z nich mężczyźni. Jednym z nich jest tatuś. Zbiera kilka cegieł, robi ognisko. Gotują zupę. Jest na chwilę. Potem żołnierze znów go zabierają. Znika. Na zawsze.

W obozie w Pruszkowie są w tłumie ludzi, w fabrycznej hali. Helena choruje. Dostaje wysokiej gorączki. Trafia do obozowego lazaretu. Kiedy z niego wychodzi, muszą się rozstać. Niemcy systematycznie opróżniają obóz. Kobiety z dziećmi idą na prawo, samotne kobiety na lewo. Aurelia i Helena-Ola żegnają się. Życzą sobie, żeby przeżyły. Dziękują. Renia wyjmuje z kieszeni płaszcza zwitek banknotów. Trzy tysiące złotych. – Weź – mówi. – Żebyś coś miała.

Potem jest tułaczka. Parę miesięcy czekania na koniec wojny. Tłum kobiet z dziećmi Niemcy wożą całą noc w otwartych węglowych wagonach. Puszczają w Otwocku. Renię z Ewą mogą iść, gdzie chcą. Zaczyna się mroźna zima. Jadą do Piotrkowa Trybunalskiego, do kuzynostwa ojca. Niemcy uciekają, czym się da. To ich koniec. Wkracza Czerwona Armia.


Ola Schary, 2004 r.


Gdzieś podobnie przeżywa tę chwilę Ola. Gdzie? Co robi? Dziewięćdziesięcioletnia staruszka mieszkająca w pięknie położonym domu opieki w Herzliji pod Tel Avivem, tego nie powie. Traci pamięć. Jak w dzieciństwie rozmawia ze światem głównie po polsku. Kim jest ta starsza, serdecznie uśmiechnięta kobieta, która odwiedza ją w październiku 2004 roku? Hellen uprzedziła matkę, że będzie gość z Polski. Ola myli Ewę z panią Gawlak. Imienia Aurelia nie pamięta. Tak, rozumiem, Ewa. Ewunia…

Zmienia temat.


Alfons Gawlak w czasie powstania warszawskiego

Grupa wypędzonej z Warszawy ludności cywilnej po przybyciu na teren obozu przejściowego w Pruszkowie. W tle największa obozowa hala (nr 5), w której przeprowadzano selekcję nowo przybyłej ludności. Za: dulag121.pl

Transport wysiedlonych w otwartych wagonach (węglarkach). Za: dulag121.pl

Dokument dotyczący śmierci Alfonsa Gawlaka

Cmentarz we Frankfurcie, kwatera zmarłych i zabitych w zakładach Adlera

Tablica z cytowanym w artykule napisem

Ewa Bielaczyk na cmentarzu we Frankfurcie, rok po odnalezieniu grobu Alfonsa przez jego wnuków

Po wojnie Ola znalazła się w Sopocie. Szukają jej brat i siostra. Brat jest w Ameryce, siostra w Kanadzie. Chcą, by do nich przyjechała. Waha się. Boi się. W końcu jedzie. Życie się stabilizuje. Wychodzi drugi raz za mąż. Mieszka w Nowym Jorku. Rodzi córkę. Daje jej imię Hellen. (Czy po Helenie Zakrzewskiej, którą była?) Mąż umiera. Hellen kończy studia prawnicze. Wychodzi za Izraelczyka i w 1987 roku przeprowadzają się do Izraela. Do nadmorskiej miejscowości Herzliya pod Tel Avivem. Ola jedzie z nimi. Hellen wykłada prawo na uniwersytecie w Tel Avivie. Trochę para się dziennikarstwem. Mąż, Michael, jest kardiochirurgiem.

Renia wraca do Wrześni. Też ma drugiego męża. Wraz z nim bierze sobie na wychowanie trójkę jego dzieci: czteroletnie, dwuletnie i ośmiomiesięczne. Apolinary Wiliński – tak się nazywa – czeka na odpowiedź Reni długo. Znają się sprzed wojny. Aurelia i Alfons skojarzyli go z jego żoną. Żona umarła nagle, przy trzecim porodzie. Renia boi się tego ciężaru. Ma innych adoratorów. Wreszcie Apolinary idzie do dziesięcioletniej Ewy i oświadcza się jej o mamę. Zostaje przyjęty. Są dobrą rodziną. Jedną, mocną. Ojczym to ojciec. Ewa jest starszą siostrą swoich braci i siostry.

Ewa Gawlak w 1960 roku wyszła za mąż. Została szkolną bibliotekarką. Mąż, Tadeusz Bielaczyk, jest inżynierem rolnikiem. Pracuje w instytutach i szkołach rolniczych. Uczy, jest inspektorem, dyrektoruje. Przenosi się z miejsca na miejsce. Sielinek, Nowy Tomyśl, Szamotuły… Rodzi im się Adam, potem Jacek, potem Ania. Wychowują dzieci. Żyją spokojnie. Tak, jak można w PRL.

Aurelia została we Wrześni. W 1974 roku zabrali ją na wspólne wakacje nad morze. Ewa pamięta, że była w świetnej formie. Zmarła dzień po powrocie, w czasie snu.

Alfons został we Frankfurcie nad Menem. Z Warszawy trafił do Dachau. Zabrali go z innymi więźniami do baukomando. Odgruzowywali niszczony przez bombardowania Frankfurt. Umiera 5 marca 1945 roku, tuż przed wejściem aliantów. „Na gruźlicę kości” – napisze poszukującej go Reni Czerwony Krzyż. Ewa w to nie wierzy. Ojciec był zdrowy. Silny. Może więźniowie zostali rozstrzelani?


Jacek i Adam Bielaczykowie na cmentarzu we Frankfurcie, 2002 r. Znicze i kwiaty stoją przy nazwisku dziadka Alfonsa.


W długi majowy weekend 2002 roku synowie Ewy Bielaczyk: Adam i Jacek, razem z żoną Jacka, pojechali do przyjaciółki w Niemczech. Mieszkała niedaleko Frankfurtu nad Menem. Ciągle padało. Pamiętali, że we Frankfurcie umarł dziadek. Zadzwonili do domu. Ewa odszukała pożółkły dokument Czerwonego Krzyża z 1945 roku. Alfonsa pochowano – podawało pismo – na cmentarzu przy Kleyerstrasse 17.

Nekropolia ogromna, większa od Powązek. Nie mieli szans. Z nieba lały się strugi wody. Poza tym tyle lat minęło. W zamkniętym już cmentarnym biurze ktoś jeszcze był. Zastukali w okno. Urzędnik podał im wydruk z mapką i zaznaczoną kwaterą. – Tam – usłyszeli – jest zbiorowy grób Polaków z czasu wojny.

Rzeczywiście był. Dwa duże kwadraty zieleni obwiedzione chodnikami z czerwonych cegieł, pośrodku kamień. Napis głosił, że leży tu 528 osób zmarłych między sierpniem 1944 a marcem 1945 roku w zakładach Adlera. Zakłady Adlera były filią obozu koncentracyjnego w Natzweiler. „Wyniszczyła je praca, roboty przymusowe, zmarły z głodu, wycieńczenia, w wyniku nie leczonych chorób, zachłostano je na śmierć, zginęły w centrum Frankfurtu”. Tablicy z nazwiskami nie było. Może to tu, może nie. Szukać dalej nie było sensu. Mieli kwiaty i znicze. Przestało padać. Na chwilę zaświeciło słońce. Stawiając znicz, Adam odgarnął dłonią wodę z chodnika. W cegle coś było wyciśnięte. Jakieś słowa. Odgarnął jeszcze raz. Przeczytał… „Alfons Gawlak”…

Na cegłach były nazwiska tych, którzy zginęli. Przypadkiem trafił.


Dlaczego nie szukała Aurelii i Alfonsa? Dlaczego przez dziesiątki lat nie czuła potrzeby odnalezienia ich i podziękowania? Ola nie wie. Pomogli jej w decydującym momencie. Dali szansę na życie. Wykorzystała ją. Dlaczego więc milczała?

I dlaczego Renia nigdy nie wspominała „Helenki”? – Nie miałem pojęcia, że kobieta, która robiła najlepszy na świecie placek z jabłkami, była bohaterką – powie podczas uroczystości w Yad Vashem jej wnuk Adam. – Nie miałem pojęcia, że jej losy połączone są z losami pewnej żydowskiej młodej kobiety, która opiekowała się moją mamą.

Dlaczego? Może dlatego, że obie uważały tak samo: to nie było nic nadzwyczajnego. Mimo wielkiego ryzyka. Mimo jego świadomości. Mimo że była Ewa. Ktoś potrzebował pomocy. Ktoś pomógł. Po ludzku. Po prostu?

1 listopada 2003 roku Ewa była na grobie mamy we Wrześni. Wróciła do domu, zadzwonił telefon. To była przyjaciółka z podstawówki. Nie widziały się czterdzieści lat. Szukała jej pół roku. Powiedziała że przyjeżdża do Szamotuł. Że ma dla Ewy gazetę. Że szuka jej pewna Żydówka z Izraela. Że chce dać jej rodzicom medal. Że…

Przed śmiercią robi się rachunki. 88-letnia Ola poczuła żal, że nie odwdzięczyła się. Powiedziała o tym córce.

Gdzie, jak szukać? Tylko Ewa mogła jeszcze żyć. Prawdopodobnie zmieniła nazwisko. Jakie są szanse? Jak 1 do 38 000 000? Hellen napisała tekst. Dla mamy. I w imieniu mamy. Poszukała polskiej gazety, masowej i popularnej. Wybrała „Super Ekspres”. Wysłała list z prośbą. Dołączyła artykuł i zdjęcie ze Świdra, na którym obok Oli widać głowę dziewczynki, którą się opiekowała. Tekst ukazały się w długi majowy weekend 2003 roku.

W ten weekend, gdy gazeta poszukiwała ją i jej rodziców, Ewa Bielaczyk była w drodze do Frankfurtu nad Menem. Po raz pierwszy w życiu jechała na grób swego ojca.

Do niej też wracał czas sprzed 60 lat.

A „Super Ekspresu” i tak by nie kupiła. Nie czyta go.


Potomkowie Aurelii i Alfonsa Gawlaków oraz Oli Schary


Kiedy Ewa Bielaczyk odbierała w Yad Vashem medal dla rodziców – Sprawiedliwych wśród Narodów Świata – był tam Józio, brat Oli, który przeżył wojnę w obozie pracy w Rosji. Był Michael, mąż Hellen, którego matka uciekła z Berlina. Była siostrzenica Oli Barbara, której rodzice uciekli przez Japonię do Ameryki. Była Lidia, która jako dziecko została przewieziona przez Teheran do Palestyny. Były trzy wnuczki Oli.

Cała jej najbliższa rodzina.

W archiwum Yad Vashem jest ponad trzy miliony stron świadectw Zagłady, opisanych przez jej ofiary. Przez tych, którzy ocaleli.

Ta historia jest jedną z nich. Zwykłą historią. Jedną z milionów, których nikt nie opisze. Nie wiedziałem, że ją napotkam.

Wszystko to przypadek? Nic więcej?

Przypadkiem Adam odnalazł grób dziadka, a Ola zapragnęła odnaleźć Aurelię i Alfonsa? Przypadkiem, kiedy Ewa jechała na grób ojca, Hellen zaczęła jej szukać? Przypadkiem w majowy weekend 2004 roku, gdy Ewa miała operację, Hellen – nic nie wiedząc o jej chorobie – wysłała maile, w którym chce, aby medal dla Aurelii i Alfonsa odebrała w Yad Vashem, a nie w warszawskiej ambasadzie?

Przypadkiem pojechałem do Yad Vashem właśnie tego dnia?

Tak, przypadkiem.

Czym jest przypadek?


Tekst ukazał się w styczniu 2005 roku w miesięczniku „W Drodze”.
Zamieszczony został również na portalu http://chaim-zycie.pl/

Przy grobie Aurelii Wilińskiej (primo voto Gawlak), 2003 r.

Medal Sprawiedliwi wśród Narodów Świata

Rodzina Bielaczyków po uroczystości w Yad Vashem: Adam, Anna, Tadeusz (zm. 2006), Ewa i Jacek


Zdjęcia rodzinne udostępniła Anna Bielaczyk

Aurelia i Alfons Gawlakowie – Sprawiedliwi wśród Narodów Świata2021-01-07T21:13:36+01:00

Widoki Ostroroga w obiektywie Łukasza Wlazika

Zdjęcia z lat 2018-2020

Widoki Ostroroga w obiektywie Łukasza Wlazika (SzamoDron)

Zdjęcia wykonane z drona są źródłem przeżyć estetycznych, zaspojają naszą ciekawość („to tak to wyglada z góry”), wyczytać z nich można też pewne informacje związane z przeszłością miasta i kierunkami jego rozwoju.

Dobrze widać na nich miejsce, gdzie znajdował się ostrorogski zamek. Chodzi tu o dawną wyspę na Jeziorze Wielkim (dziś to półwysep). Pierwsza zachowana wzmianka o Ostrorogu dotyczy właśnie wydarzeń w budowli tam się znajdującej (najprawdopodobniej było nieduży drewniany obiekt łączący funkcje obronne i mieszkalne – fortalicjum) – w lutym 1383 r. w czasie tzw. wojny Grzymalitów z Nałęczami, czyli wojny domowej rodów wielkopolskich, schronił się tam Sędziwój Świdwa – właściciel Szamotuł (z rodu Nałęczów), kronika Janka z Czarnkowa wymienia imię Dzierżka Grocholi – ówczesnego właściciela tej niewielkiej twierdzy. W XV w. wznosił się tam znacznie potężniejszy zamek, zbudowany na wielkich głazach i palach, 3-piętrowy, częściowo murowany, wyższe części kamienno-drewniane. Został on zburzony w XVIII w. przez ówczesnego właściciela Ostroroga. W czasie badań archeologicznych przeprowadzonych w latach 60. XX w. odkryto tam ślady jeszcze wcześniejszej osady – z IX-X w. 

Na wzgórzu na terenie dzisiejszego cmentarza – pomiędzy jeziorami Wielkim i Małym – przez kilka wieków stał kościół św. Jakuba, uznawany za miejsce cudów (http://regionszamotulski.pl/kosciol-sw-jakuba-w-ostrorogu/). Warto wspomnieć, że wieżę kościoła Wniebowzięcia N.M.P. w Ostrorogu widać z wielu kilometrów. Nie jest ona bardzo wysoka, ale ukształtowanie terenu sprawia, że jest dobrze widoczna z różnych stron, nawet z sąsiedniej gminy. Budynek świątyni powstał najprawdopodobniej w XV w. (styl późnogotycki), przebudowany w 1776 r. w stylu barokowym, wyposażenie rokokowe.

Widoki Ostroroga w obiektywie Łukasza Wlazika2020-12-30T22:03:13+01:00

Aktualności – grudzień 2020

Sukces imprezy i fotografa

Tegoroczny Konwój Św. Mikołaja w gminie i mieście Obrzycko odbył się 19 i 20 grudnia. Impreza organizowana przez Stowarzyszenie św. Mikołaja cieszyła się dużym zainteresowaniem i przyniosła wiele radości  mieszkańcom regionu, którzy specjalnie udawali się na podaną wcześniej trasę przejazdu.

Sukces odniósł też pochodzący z Obrzycka fotograf Marcin Drab, którego reportaż z ubiegłego roku zdobył główną nagrodę w konkursie Wielkopolska Press Photo. Sam autor fotografii napisał w ten sposób: „Chodzi o to, aby zauważyć, jak ciekawe i warte uwagi zjawiska dzieją się tuz obok nas, naszego miejsca, w którym żyjemy”. Zdjęcia Marcina Draba po raz kolejny znalazły się na objazdowej wystawie.

Gratulujemy autorowi fotoreportażu nagrody, a organizatorom konwoju inicjatywy konsekwentnie realizowanej także w tym trudnym czasie.

Nagrodzone zdjęcia z 2019 r.



Organy w szamotulskiej bazylice

Budowa organów trwa już kilka lat, potrzebne są jednak jeszcze spore środki na dokończenie inwestycji (ok. 50 tys. euro). Będzie to potężny instrument: składa się na niego 3,5 tys. piszczałek zgrupowanych w 47 głosach.

Mamy świadomość, że czas dla wielu Szamotulan jest niesłychanie trudny, nie chcemy odnosić się też do tego, czy rzeczywiście kościół potrzebował inwestycji aż tak kosztownej, niewątpliwe jest dla nas to, że – jak piszą świeccy sygnatariusze apelu o finansowe wsparcie dokończenia prac – „Organy nie tylko wzbogacą nabożeństwa, lecz także pozwolą na organizowanie wydarzeń muzycznych: koncertów instrumentalnych i wokalno-instrumentalnych. Służyć mogą mieszkańcom i osobom z zewnątrz i w ten sposób przyczynić się do promocji miasta Wacława”.

Zdjęcia i opracowanie graficzne Ireneusz Walerjańczyk



Zosia Dobak – kolejny z szamotulskich talentów

Zosia Dobak ma 16 lat, śpiewa, gra na różnych instrumentach i pięknie rysuje. Na razie zostały docenione jej zdolności w tej pierwszej dziedzinie − w 2019 r. jako wokalistka zwyciężyła w konkursie „Szamotuły − miejsce dla talentów”. Przygotowywała się do niego samodzielnie, był to pierwszy jej duży solowy występ i… od razu wygrana! Śpiewać jednak lubiła od zawsze, uczy się grać na pianinie, gitarze i ukulele. Bardzo ważny jest dla niej tekst piosenki, w czasie swojego występu chce opowiedzieć pewną historię, oddać związane z nią emocje. Na razie śpiewa głównie po angielsku, ale zapowiada, że wkrótce się to zmieni. Na scenie Zosia jest bardzo skupiona, wydaje się zamknięta w sobie, śpiewa bez przesadnych ozdobników, delikatnie. Daje to jednak niesamowity efekt, po prostu wchodzi się w wykreowany przez nią za pomocą dźwięków świat. Ciekawa jest też barwa jej głosu. „Anielski głos” − skomentował  Piotr Michalak, prowadzący na początku lipca letni koncert zorganizowany przez SzOK. Zosia Dobak wystąpiła w gronie innych finalistów i laureatów konkursu „Szamotuły − miejsce dla talentów”, po raz pierwszy akompaniowała jej wtedy na pianinie Maria Halamska.

Zosia chciałaby rozwijać się nie tylko muzycznie, ale też plastycznie. Bardzo dużo rysuje, wymyśla własne postaci i opowiada rysunkiem ich historie, które czasem spisuje dodatkowo w formie literackiej, a czasem tworzy komiksy. Od czasu do czasu pisze też wiersze i teksty piosenek, na razie dla siebie, do szuflady.

Choć Zosia na pewno jest niepowtarzalna i wyjątkowa, talenty artystyczne spotkać można także w jej najbliższej rodzinie. Plastycznie uzdolniona jest jej mama, brat Mikołaj − finalista I edycji szamotulskiego konkursu talentów − gra w heavymetalowym zespole Zagłada, drugi brat Bartłomiej odnosił sukcesy recytatorskie, na gitarze gra też tata.

Jaką drogę artystyczną wybierze Zosia Dobak? Może uda jej się połączyć te dziedziny, w których tak interesująco się rozwija? Na pewno będziemy trzymać za nią kciuki!



6 grudnia – wspomnienie św. Mikołaja

W Słopanowie oprócz drewnianego kościoła św. Mikołaja znajduje się także figura przydrożna przedstawiająca postać biskupa z Miry. Wewnątrz świątyni postać patrona pojawia się na obrazie i w 4 scenach na polichromii w prezbiterium, m.in. w sytuacji, kiedy po kryjomu wrzuca pieniądze na posag 3 sióstr). Czyńmy dobro innym jak św. Mikołaj!

Zdjęcia figury sprzed kilku lat i z 2020 r. – Andrzej Bednarski, zdjęcia wnętrza kościoła Jerzy Walkowiak



Zapis w księdze zgonów – rocznica historyczna

Konfederacja barska nie była, jak uczono w czasach PRL-u, ruchem szlacheckim, który wymierzony był przeciw postępowym reformom i doprowadził do I rozbioru Polski. Szlachta zdecydowała się na walkę przeciwko Rosji i królowi Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu z przyczyn patriotycznych, w obronie suwerenności Rzeczypospolitej. Impulsem do wystąpienia stały się działania rosyjskiego ambasadora Repnina w czasie sejmu zwołanego jesienią 1767 r.: decyzje podejmowała „delegacja” przekupionych lub zastraszonych posłów, protestujących ukarano, a 3 senatorów i jednego posła wywieziono w głąb Rosji. Od tej pory Rzeczpospolita miała być państwem podporządkowanym Rosji, a gwarantem ustroju państwa miał być car.

W Wielkopolsce główne bitwy konfederatów z wojskami rosyjskimi rozegrały się pod Pyzdrami, Krotoszynem-Zdunami i Kościanem, dużo było jednak także drobnych potyczek. W tej części Polski działania konfederatów miały wyraźnie charakter oddolny, szlachecki, a nie jak gdzie indziej inspirowany przez magnatów. Konfederację barską poparł także ówczesny właściciel Szamotuł Józef Mycielski.

W szamotulskiej księdze zgonów nie odnotowano nazwisk zabitych konfederatów, pochowano ich prawdopodobnie w okolicach dzisiejszej bramy na wprost ulicy Kościelnej (wschodnia część cmentarza przykościelnego; współczesny cmentarz powstał w 1830 r.). 30 listopada doszło do potyczki pod Wronkami. Konfederaci starli się z oddziałami pułkownika Bocka i przegrali.


GRUDZIEŃ 2020

IMPREZY I KONCERTY


Wszystkie imprezy zostały odwołane


Świąteczne kartki muzyczne Szamotulskiego Ośrodka Kultury

(wybór)














KINO

Aktualności – grudzień 20202020-12-30T14:24:32+01:00

Aktualności – listopad 2020

Talent fotograficzny

Uwaga: talent! Dla Marty Szymankiewicz z Szamotuł fotografia jest pasją i sposobem na życie. Ostatnio wyróżniona została w ogólnopolskim konkursie „Portret 2020”, wyróżnienie otrzymała także w edycji konkursu sprzed dwóch lat. Robienie zdjęć polubiła jako dziecko, a świadomie zaczęła się uczyć sztuki fotografowania w czasach gimnazalnych w kierowanej przez Tomasza Koryla sekcji fotograficznej Szamotulskiego Ośrodka Kultury. Od 2019 r. jest uczennicą Technikum Poligraficzno-Administracyjnego w Poznaniu (kierunek: technik fotografii i multimediów). Zdjęcia Marty opublikowano w książce „Obrazki z przeszłości. Szamotuły”, autorstwa Daromiły Wasowskiej-Tomawskiej (2018), a jej reportaż z charytatywnej sesji fotograficznej wyemitowany został w TVP3. Jej zdjęcia wielokrotnie można było ogladać na naszym portalu i w szamotulskiej prasie, a na FB także na stronie Fotografia Marta Szymankiewicz.

Sukcesy Marty wiążą się z nie tylko z jej talentem, ale także z konsekwencją w działaniu i pracowitością. Jak sama mówi, chce utrwalać to, co przemijające. Szczególnie interesują ją dwa typy fotografii: reportaże i portret studyjny. Marta zaangażowała się w organizację Szamotulskiego Tygodnia Fotografii, w czasie którego będzie odpowiedzialna za wolontariuszy.

Relacje fotograficzne, ktore publikowaliśmy na naszej stronie,  m.in. dotyczyły Dni Szamotuł, Jarmarku Szamotulskiego czy występów Zespołu Folklorystycznego „Szamotuły”, w którym Marta sama w przeszłości występowała.

Interesują ją problemy społeczne, ze szczególnym zainteresowaniem śledzi pracę i los korespondentów wojnennych.

Portret Marty Szymankiewicz autorstwa Emilii Snochowskiej



Obrazy inspirowane naturą

Prezentujemy obrazy szamotulanki Arlety Eiben – są to prace inspirowane naturą, większość powstała w tym roku. Kontakt z naturą pozytywnie wpływa na nasze zdrowie; chyba czujemy to teraz bardziej niż kiedykolwiek. A kontakt ze sztuką? Niekoniecznie, ale w tym wypadku sądzimy, że tak!

Arleta Eiben ukończyła Akademię Sztuk Pięknych w Poznaniu (obecnie Uniwersytet Artystyczny), gdzie studiowała na kierunkach edukacja artystyczna i rysunek. Uczestniczy w wielu plenerach: w Polsce i za granicą. Maluje także obrazy o tematyce sakralnej. W 2008 r. w Szamotułach odsłonięto zaprojektowany przez nią pomnik poświęcony Maksymilianowi Ciężkiemu. „W zależności od nastroju, od tego, co chcę wyrazić, chwytam za różne narzędzia – za pędzel bądź za dłuto. Jako dziecko grałam na skrzypcach i pianinie – i dziś czasem usiądę do klawiszy. Często przy pracy słucham utworów, które dają mi natchnienie. W jednej dziedzinie sztuki nie potrafiłabym oddać tego, co czuję. Dlatego zajmuję się grafiką, rzeźbię, maluję i rysuję. Artystyczną żyłkę poczułam w dzieciństwie. Mając zaledwie kilka lat, podbierałam mamie mydło, z którego powstawały pierwsze rzeźbyˮ – opowiada artystka.



Wspierajmy się wzajemnie, wyciągajmy wnioski z historii i nie narzekajmy na dzisiejsze środki ostrożności!

W czerwcu 1709 r. w księdze chrztów oraz w księdze zmarłych zamieszczono informację, że w tym miesiącu o pełni i w równonocy zaczęła się szerzyć w Szamotułach zaraza (dżuma – „pestis”). Najpierw w karczmie dziedzica na Targowisku (okolice obecnego pl. Sienkiewicza) przez 3 dni zmarło 5 osób, potem zaraza rozszerzyła się na miasto i przedmieścia.

Wskutek zarazy w miesiącach letnich zmarli związani z parafią kolegiacką: Wojciech Wagner – kustosz, zmarł 2 sierpnia i został pochowany w kolegiacie przed wielkim ołtarzem, Wojciech Porczyński – kantor, zmarł 23 lipca, pochowany został przy ołtarzu św. Anny w kolegiacie, Tomasz Ciszkowski – kanonik, altarysta Matki Bożej Bolesnej i św. Józefa, dobrodziej i fundator, zmarł 30 lipca i został pochowany na cmentarzu, Stanisław Kotecki – kanonik, zmarł 26 sierpnia i został pochowany na cmentarzu, Bonawentura Franciszek Brzeziński – dziekan szamotulski i obornicki foralny, zmarł 8 września i został pochowany w kościele słopanowskim.

Od sierpnia do grudnia nie chrzczono dzieci w całej parafii. Do grudnia szamotulska parafia była nieczynna, dzieci z Popowa i Popówka chrzczono w Stobnicy. W październiku, wyjątkowo, zakonnik ojciec franciszkanin Wacław Grotecki ochrzcił w Szamotułach Szymona – dziecko kowala Józefa z Targowiska i Katarzyny. Zaraza wygasła pod koniec roku i spowodowała wielkie straty w ludności. Zmarłych chowano jednocześnie na wszystkich cmentarzach szamotulskich, tj. przy kościele św. Ducha, św. Mikołaja i kolegiackim. W tym czasie zaprzestano prowadzenia księgi zmarłych.

Pierwsze wpisy w ksiedze pojawiają się dopiero w kwietniu 1710 r. Znaleźć w niej można zapisy o pochówkach dokonywanych nie tylko na cmentarzach kościelnych, lecz także w sadzie na Targowisku i na łąkach gałowskich.

W czerwcu 1711 r. wystąpiło znowu  „ciężkie powietrze” w Gałowie i innych wsiach, które dotarło do Szamotuł. We wrześniu i październiku 1711 r. nie prowadzono ksiąg zmarłych, albowiem „uchodzić musieli wszyscy”. W listopadzie „ciężkie powietrze” wystąpiło na probostwie św. Ducha, wskutek którego zmarła mieszczka z Wronek (siostra kustosza Sicinskiego) i jej dziecko.

Opracował Wojciech Musiał, zdjęcie Tomasz Kotus.



Kalendarz charytatywny

Tomasz Kotus wspiera najsłabszych ‒ całkowity dochód ze sprzedaży kalendarzy z pięknymi czarno-białymi zdjęciami obiektów z naszego regionu zasili konto Stowarzyszenia Społecznego na rzecz Dzieci i Młodzieży Specjalnej Troski. Znaleźć tam można fotografie wykonane w Szamotułach, Obrzycku, Kobylnikach, Zakrzewku koło Dusznik, Słopanowie, Brączewie, Wronkach, Kaźmierzu i Baborówku. Gorąco polecamy! Cena kalendarza: 40 zł, zamawiać go można przez stronę Tomasz Kotus fotografia na FB, a odbierać w sklepie przy Sportowej 5 (Partner-Narzędzia). To już kolejny kalendarz charytatywny wykonany przez Tomasza Kotusa. Poprzednio były niesamowite zdjęcia z Norwegii, w tym roku wyprawa fotograficzna na północ Europy się nie odbyła, mamy za to piękne zdjęcia z naszego regionu.

Mamy nadzieję, że czas, który odmierzy nam ten kalendarz, będzie dobry! Życzymy tego nam wszystkim, a przede wszystkim podopiecznym szamotulskiego stowarzyszenia.



Błogosławieni kapłani

Wszystkich Świętych. Z Szamotułami związanych jest trzech kapłanów – męczenników niemieckiego obozu koncentracyjnego w Dachau, uznanych w 1999 r. przez Kościół katolicki za błogosławionych: Narcyz Putz, Aleksy Sobaszek i Marian Konopiński.

Ks. Narcyz Putz pochodził z Sierakowa, był wikariuszem i mansjnarzem szamotulskiej parafii w latach 1903-1913 (wcześniej także parafii w Obrzycku, a później we Wronkach). W okresie posługi w Szamotułach bardzo aktywnie działał społecznie; był założycielem Towarzystwa Śpiewaczego „Lutnia”, Spółki „Rolnik”, Katolickiego Towarzystwa Kobiet Pracujących, Towarzystwa Terminatorów (w większości tych stowarzyszeń pełnił funkcję prezesa), w Towarzystwie Pomocy Naukowej na powiat szamotulski był sekretarzem.

Ks. Aleksy Sobaszek był prefektem szamotulskiego gimnazjum w latach 1926-1931, odegrał ważną rolę w życiu duchowym wielu uczniów, z których kilku wybrało w tym okresie drogę kapłaństwa.

Marian Konopiński urodził się w Kluczewie niedaleko Szamotuł w rodzinie kowala; był najstarszym z pięciorga dzieci. Naukę rozpoczął jeszcze w szkołach niemieckich (czasy zaborów) w Szczepankowie i Wronkach. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości (od 1919 roku) uczył się w Szamotułach, w dzisiejszym Gimnazjum i Liceum im. ks. Piotra Skargi. Szkoła była wówczas płatna, dzięki bardzo dobrym wynikom w nauce Marian Konopiński otrzymywał obniżkę czesnego. Po zdanej z wyróżnieniem maturze (w 1927 roku) wstąpił do Seminarium Duchownego w Gnieźnie, później przeniósł się do seminarium w Poznaniu. Po święceniach kapłańskich (1932 rok) został wikariuszem ‒ najpierw w parafii Najświętszej Maryi Panny Wniebowziętej w Ostrzeszowie, następnie w parafiach poznańskich: Bożego Ciała i św. Michała Archanioła.

1 września 1939 roku zgłosił się ochotniczo do Wojska Polskiego, został kapelanem 15. Pułku Ułanów Poznańskich (wchodzącego w skład Wielkopolskiej Brygady Kawalerii ‒ część Armii „Poznań”). Uczestniczył w całym jego szlaku bojowym. Po bitwie nad Bzurą razem z oddziałem przedarł się, poprzez Puszczę Kampinoską, do oblężonej przez Niemców Warszawy. Tam walczył aż do kapitulacji stolicy. Został przez Niemców internowany i przewieziony  do oficerskiego obozu jenieckiego (Oflag X B nr 2, Nienburg (Weser) w Dolnej Saksonii). Formalnie zwolniono go stamtąd w maju 1940 roku, zaraz jednak został aresztowany i przewieziony do obozu koncentracyjnego w Hamburgu, a następnie do Dachau. W Dachau umieszczono go na specjalnym bloku, na którym przytrzymywano tysiące polskich kapłanów. Początkowo dobrze znosił trudy pracy obozowej, głównie na okolicznych polach i plantacjach, przy transporcie towarów, a zimą przy uprzątaniu śniegu; pomagał też starszym kapłanom. We wrześniu 1941 r. Niemcy zaostrzyli obozowy rygor: księżom nie wolno było odprawiać Mszy św., modlić się i mieć przy sobie jakiegokolwiek przedmiotu kultu religijnego, zakazano niesienia pomocy duchowej umierającym. Duchownych zmuszono do niewolniczej pracy, zaczęto ich także wykorzystywać do badań pseudomedycznych. Pod koniec listopada 1942 roku Marian Konopiński znalazł się w grupie 20 kapłanów, którym wstrzyknięto zarazki ropotwórcze. W wyniku tego eksperymentu Marian Konopiński zmarł (1.01.1043 r.).


LISTOPAD 2020

IMPREZY I KONCERTY


Wszystkie imprezy zostały odwołane

Plakaty – Damian Kłaczkiewicz (SzOK)


KINO

Aktualności – listopad 20202020-12-30T12:52:07+01:00

Zofia i Michał Mycielscy – Wiara, Ojczyzna i… konie

Michał i Zofia z Karskich Mycielscy – zdjęcie ślubne, „Świat” 1922, nr 10

Przodkowie

Ludwik Mycielski (1854-1925), ok. 1900 r. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Elżbieta z Mycielskich Mycielska (1872-1931). Za: Mycielscy herbu Dołęga. Właściciele Szamotuł i Gałowa, Muzeum-Zamek Górków, Szamotuły 2013.

Elżbieta Mycielska z dziećmi: Michałem i Zofią, ok. 1898 r.

Ludwik Mycielski – uczestnik wojen napoleońskich i powstania listopadowego (ok. 1797-1831). Źródło litografii: Polona

Bohaterska śmierć Ludwika Mycielskiego – grafika francuska z połowy XIX w. Źródło: Polona

Michał Mycielski (1797-1849) – brat bliźniak Ludwika. Generał Wojska Polskiego, uczestnik walk napoleońskich, w czasie powstania listopadowego adiutant gen. Chłopickiego. Źródło: Polona

Portret pośmiertny Anny z Mielżyńskich Mycielskiej – litografia. Źródło: Polona

Julia z Górskich Karska (1877-1903). Za: Muzeum Ziemiaństwa w Dobrzycy

Michał Karski (1869-1928) – portret. Za: Muzeum Ziemiaństwa w Dobrzycy

Zofia i Michał Mycielscy symbolicznie wrócili do Gałowa

Wiara, Ojczyzna i… konie

Michał Mycielski oraz jego żona Zofia z Karskich byli ostatnimi przedwojennymi właścicielami majątku Gałowo wraz z folwarkiem Jastrowo. Od października 2020 r. mają tam swoją ulicę: to droga od ronda im. ks. kan. płk. Henryka Szklarka-Trzcielskiego w Gałowie aż do Jastrowa. Jako osoby zasłużone nie tylko dla lokalnego środowiska czy regionu, ale także w walce o Polskę symbolicznie wrócili w swoje strony. Bo fizycznie po roku 1945 wrócić nie mogli.

Romantyczny początek

Zofia Karska i Michał Mycielski poznali się na balu. W tamtych czasach przyjęć z tańcami w domach ziemiańskich odbywało się sporo. Pałac rodziny Karskich we Włostowie koło Opatowa w Świętokrzyskiem mógł pomieścić wielu gości: znajdowała się w nim sala balowa, trzy salony, w sumie trzydzieści pomieszczeń. W 1921 r. było też co świętować. Odrodzona Polska odparła właśnie najazd bolszewików, do domów wracali ziemiańscy synowie.

16 stycznia tego roku – w niedzielę – do Poznania uroczyście wkroczył, powracający z wojny polsko-bolszewickiej, 15 Pułk Ułanów Poznańskich pod dowództwem Władysława Andersa, wówczas podpułkownika. Od 4 kwietnia 1920 r. służył w nim syn właściciela Gałowa pod Szamotułami – Michał Mycielski. W czasie walk na froncie litewsko-białoruskim podporucznik Mycielski, dowódca plutonu karabinów maszynowych, trzykrotnie został odznaczony Krzyżem Walecznych. Szczególną odwagą wykazał się w czasie wrześniowej operacji nad Niemnem w bitwie pod Międzyrzeczem (dzisiejsza Białoruś). Otrzymał wówczas Order Virtuti Militari V klasy. Wcześniej brał udział w powstaniu wielkopolskim i ukończył 6-tygodniowe szkolenie oficerskie. Wiedział, kiedy, o co i przeciw czemu chce walczyć, do powstania wielkopolskiego poszedł przecież jako ochotnik, a wcześniejszego wcielenia do armii zaborcy udało mu się uniknąć dzięki fortelowi z zastrzykiem, który spowodował objawy wprowadzające komisję lekarską w błąd.



Pałac Karskich we Włostowie, 1939 r. Źródło: Fotopolska


Nie wiadomo, czy Michał Mycielski po raz pierwszy gościł we Włostowie u Karskich jeszcze zimą 1921 r. – w karnawale, czy też po Wielkanocy, w tak zwanym zielonym karnawale. Ślub Zofii z Karskich i Michała Mycielskiego odbył się zimą kolejnego roku – 26 lutego 1922 r. w kościele św. Aleksandra w Warszawie. Udzielił go przyjaciel rodziny Karskich, biskup Stanisław Gall. Błogosławieństwo nadesłał Achille Ratti, który w latach 1919-1921 był nuncjuszem apostolskim w Polsce i odwiedził ojca panny młodej we Włostowie. Trzy tygodnie wcześniej wybrany został na papieża i przyjął imię Pius XI.

On miał niespełna 28 lat, ona – 24.

Korzenie

Michał Mycielski urodził się w Gałowie pod Szamotułami 3 czerwca 1894 r. Jego rodzicami byli Ludwik Mycielski herbu Dołęga (1854-1926) i Elżbieta z Mycielskich (kuzynka Ludwika). Był najstarszy z trojga dzieci. Rok później przyszła na świat Zofia (1895-1971), zwana Zulą, późniejsza żona Stanisława Rostworowskiego (legionisty, oficera WP, zamordowanego przez Gestapo w 1944 r.). W 1900 r. urodził się Franciszek, który zmarł w wieku 11 lat po operacji ślepej kiszki.



Rodzeństwo: Michał, Zofia i Franciszek Mycielscy. Za: Mycielscy herbu Dołęga. Właściciele Szamotuł i Gałowa, Muzeum-Zamek Górków, Szamotuły 2013.


Przodkowie Michała Mycielskiego związali się z Ziemią Szamotulską w 1720 r., kiedy miasto Szamotuły i okoliczne wsie kupiła Anna z Niegolewskich Mycielska (po drugim mężu Tuczyńska). Rodzina Mycielskich bardzo zasłużyła się dla rozwoju miasta, a po utracie przez Polskę niepodległości – w walkach w okresie napoleońskim i w czasie powstań narodowych. Stanisław Mycielski, prapradziad Michała, jako delegat szlachty wielkopolskiej udał się do Napoleona z petycją w sprawie wskrzeszenia państwa polskiego, po wkroczeniu wojsk napoleońskich wstąpił do armii i duże fundusze przeznaczył na jej rozwój. W swoim pałacu w Kobylepolu gościł na chrzcinach swej córki Napoleona i cały jego sztab. Otrzymał awans na pułkownika i został odznaczony Legią Honorową. Do wojsk gen. Dąbrowskiego uciekli synowie Stanisława: Franciszek, Michał i Ludwik. W powstaniu listopadowym wzięło udział już czterech braci Mycielskich, ze starszymi braćmi poszedł walczyć najmłodszy Józef. Poległo dwóch z nich: Ludwik i Franciszek. Ten pierwszy uznany został za bohatera bitwy o Olszynkę Grochowską, a jego śmierć uczcił specjalnym rozkazem dziennym wódz naczelny powstania gen. Jan Skrzynecki (por. http://regionszamotulski.pl/ludwik-mycielski-zapomniany-bohater-powstania-listopadowego/).

Patriotyczną i społeczną działalność prowadził także Ludwik Mycielski, wnuk Ludwika –powstańca listopadowego i ojciec Michała. W czasach zaborów był, między innymi, prezesem komitetu Towarzystwa Pomocy Naukowej na powiat szamotulski, które wspierało stypendiami uboższych polskich uczniów gimnazjów i studentów. Pełnił również funkcję prezesa Rady Nadzorczej szamotulskiej spółdzielni „Rolnik” (powstałej w 1905 r.), która zajmowała się skupem i sprzedażą produktów rolnych bez pośredników, dostarczała polskim rolnikom dobre ziarno do siewu oraz potrzebne narzędzia. Był także działaczem politycznym: krótko zasiadał w sejmie pruskim, w 1910 r. wszedł do rady Związku Narodowego, którego celem była koordynacja działalności polskiej na terenie zaboru pruskiego (w 1913 r. został jej prezesem), a po wybuchu wojny został członkiem tajnego Komitetu Międzypartyjnego w Poznaniu. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości był prezesem Rady Naczelnej Związku Obrony Kresów Zachodnich (powstałego w 1921 r.) – organizacji patriotycznej broniącej polskich interesów.



Kościół i klasztor filipinów w Gostyniu, ok. 1925 r. Źródło: Fotopolska


Rodzina Mycielskich była mocno związana z Kościołem katolickim. Przede wszystkim trzeba tu wspomnieć fundację kościoła i klasztoru filipinów pod Gostyniem, którą rozpoczął Adam Konarzewski pod koniec lat 60. XVII w. Wnuczka Adama Konarzewskiego, Weronika z Konarzewskich Mycielska, zleciła słynnemu włoskiemu architektowi Pompeo Ferrariemu dobudowanie do kościoła pięknej kopuły. Ród Konarzewskich skończył się właśnie na Weronice, która do rodziny Mycielskich wniosła wielki majątek, ale przekazała też zobowiązania związane z klasztorem w Gostyniu. W kryptach kościoła spoczęło wielu przedstawicieli rodu Mycielskich. Warto dodać jeszcze, że wiele osób z tej rodziny wstępowało do stanu duchownego, jezuitą był na przykład dziadek Michała Mycielskiego – również Michał, który do zakonu wstąpił po śmierci żony. Z kolei Ludwik Mycielski (ojciec), w młodości przez kilka lat pełnił funkcję sekretarza nuncjusza apostolskiego we Francji, kardynała Włodzimierza Czackiego.

Po okresie edukacji w domu rodzinnym Michał Mycielski uczył się w gimnazjum w Lesznie (od 1905 r.), a następnie w Krakowie (od 1911 r.) i tam w 1913 roku zdał maturę. Jako przyszły dziedzic majątku w Gałowie rozpoczął praktykę rolniczą. Od początku października 1913 r. pracował w majątku Korzbok Łąckich w Posadowie w powiecie nowotomyskim. Ordynatem tego majątku był wówczas Stanisław Korzbok Łącki (1866-1937). Posadowo słynęło z pięknego pałacu w stylu francuskim i stadniny koni, założonej jeszcze w 2. połowie XVIII w. Przez cały okres I wojny światowej Michał Mycielski prowadził gospodarstwo rolne w Posadowie. Po jej zakończeniu objął administrowanie majątku swojej matki w Gębicach (powiat grodziski), wkrótce jednak wybuchło powstanie wielkopolskie i w jego życiu zaczął się okres wojskowej służby dla ojczyzny.



Michał Karski i jego gość we Włostowie – Achille Ratti, nuncjusz apostolski w Polsce, późniejszy papież Pius XI, 1918 r. Za: Archiwum Historii Mówionej


Jego późniejsza żona, Zofia Karska, przyszła na świat 26 czerwca 1898 r. w Warszawie. Jej rodzicami byli Michał Karski herbu Boleścic (1869-1928) i Julia z Górskich herbu Boża Wola (1877-1903). Majątkiem Karskich, jak wspomniano, był Włostów w powiecie opatowskim. Należał on do rodziny od 1795 r. Okazały pałac w stylu neorenesansowym w latach 1854-60 zbudował Stanisław Karski, dziadek Zofii. W skład majątku wchodziło w sumie 7 folwarków, gorzelnia, młyn, plantacja chmielu i kilkanaście stawów rybnych. Rodzina Karskich miała 20 % udziałów w cukrowni, powstałej w 1912 r. z inicjatywy Michała Karskiego. Ojciec Zofii był osobą bardzo związaną z Kościołem katolickim, w 1910 r. otrzymał tytuł szambelana papieskiego – jedno z najwyższych wyróżnień, jakie mogła uzyskać osoba świecka. Przyjaźnił się m.in. z biskupem sandomierskim Marianem Józefem Ryksem, bywał u niego nuncjusz apostolski.

We Włostowie Zofia spędziła dzieciństwo i wczesną młodość. Była osobą wykształconą. Znała bardzo dobrze francuski (uczyła się w domu według programu jednej ze szkół podstawowych we Francji i zdała egzaminy końcowe, zaocznie studiowała też na paryskiej Sorbonie), angielski (miała guwernantkę Angielkę) i niemiecki (z jedną z nauczycielek rozmawiała wyłącznie w tym języku). Z ojcem i młodszym o 3 lata bratem Szymonem odbyła wiele podróży zagranicznych. Okres I wojny światowej spędziła głównie w Warszawie.

W pałacu i stajni

Po ślubie Zofia i Michał Mycielscy zamieszkali w Gałowie w XIX-wiecznym dworze. W latach 1926-1927 dobudowano do niego pałac w ten sposób, że stary budynek stał się jego tylnym skrzydłem. Autorem projektu był znany poznański architekt Stanisław Mieczkowski. Neobarokowa elewacja przednia ma charakter symetryczny, z dwoma bocznymi ryzalitami i częścią środkową, w której umiejscowiono portyk z sześcioma kolumnami, wspierający półokrągły balkon, na który wychodziło się z sypialni. Wystrój wnętrz był klasycystyczny. Na ścianach znajdowały się, między innymi, dzieła takich artystów jak Huysmans de Malines (flamandzki malarz krajobrazów, 1648-1727), Franciszek Ksawery Lampi (działający w Polsce malarz pochodzenia włoskiego, 1782-1852) oraz prace polskich mistrzów okresu Młodej Polski i 20-lecia międzywojennego: Juliusza i Wojciecha Kossaków, Jacka Malczewskiego, Juliana Fałata, Leona Wyczółkowskiego, Wlastimila Hofmana i Michała Wiewiórskiego. Mycielscy posiadali też bogatą bibliotekę, którą stworzył ojciec Michała, a w rodzinnym archiwum przechowywane były cenne dokumenty i pamiątki po przodkach.  

Przed główną fasadą znajdował się duży park krajobrazowy (16,37 ha), pośrodku z dużą polaną, grupami drzew i krzewów na jej obrzeżach i aleją lip. Jak wspominała córka Mycielskich, Anna Pia (Hanka), „Gościowi wjeżdżającemu na teren rezydencji pałac ukazywał się na osi dalekiej perspektywy centralnej, by zniknąć następnie w zieleni drzew i ukazać się ponownie w całej okazałości po podjechaniu pod główne wejście”. Obok parku znajdują się cztery stawy rybne.



Pałac w Gałowie, wygląd współczesny. Tylna część to pałac z XIX w., przednia – obiekt zbudowany w 1926 r. przez Michała Mycielskiego. Zdjęcie Tomasz Kotus


W Gałowie urodziły się obie córki Mycielskich. W 1923 r. przyszła na świat Anna Pia (zmarła w 2008 r.), która drugie imię otrzymała dla uczczenia papieża Piusa XI, trzy lata później urodziła się Teresa Julia (zmarła w 2007 r.).

Po latach Anna Pia wspominała, że rodzice prowadzili dom otwarty, w którym bywało wielu gości. Przyjeżdżały tam wycieczki rolników nie tylko z Polski, lecz także z Francji, Niemiec, Węgier, Jugosławii i Bułgarii. Zachowała się księga gości, w której – między innymi – widnieją wpisy ważnych postaci Kościoła katolickiego: kardynała Edmunda Dalbora (1923), prymasa Polski kardynała Augusta Hlonda (1927), biskupa poznańskiego Walentego Dymka, wojskowych: gen. Władysława Andersa (wielokrotnie goszczącego w Gałowie) i mjr. Władysława Bobińskiego, a także artystów: poety i satyryka Artura Marii Swinarskiego czy malarza Wojciecha Kossaka, który u rodziny Mycielskich przebywał razem z córką Magdaleną Samozwaniec (1926).



Zofia z Karskich i Michał Mycielski, ok. połowy lat 20. XX w. Za: Mycielscy herbu Dołęga. Właściciele Szamotuł i Gałowa


Zofia i Michał Mycielscy byli dobrymi gospodarzami majątku w Gałowie i folwarku w Jastrowie. W 1929 r. całość majątku stanowiła obszar 1175 ha, w tym 825 ha ziemi ornej, 26 ha ogrodów, 195 ha lasów, 4,5 ha wód, 2,5 ha dróg i podwórzy. Pola były zdrenowane, w sezonie 1928/1929 najczęściej uprawiano na nich ziemniaki, żyto, pszenicę, buraki cukrowe i koniczynę. Produkowano uszlachetnione ziarno do siewu: żyto – odmiana „Rogaliński”, pszenicę – odmiana „Sobieszyńska 44” i sadzonki ziemniaków. Łąki koszone były dwa razy w roku, dostarczały 300 wozów siana.

W tym samym okresie w majątku hodowano bydło (2 buhaje, 52 krowy mleczne, 108 jałówek, 24 cieląt), świnie (1 knur, 10 macior, 20 tuczników, 32 warchlaki, 92 prosiąt) oraz owce Merino-Prekosy (1006 sztuk). W czasie Powszechnej Wystawy Krajowej w 1929 r. owczarnia gałowska otrzymała duży medal złoty, duży srebrny, mały złoty i mały srebrny.

Gospodarstwo zatrudniało 58 pracowników stałych, 86 najemnych i 68 sezonowych. Do pracy wykorzystywano 82 konie i 32 woły. Dysponowano pługiem parowym i dwoma młocarniami. Na terenie majątku znajdowała się gorzelnia (36 000 l. rocznie), płatkarnia, cegielnia i eksploatacja torfu.

Największą dumą i pasją Mycielskich były konie. Stanisław Rostworowski, na podstawie wspomnień swojej mamy, a siostry Michała Mycielskiego, pisał o dorastaniu wuja Michała: „choć urodzony we dworze, żył problemami stajni. Interesowały go konie, gospodarka rolna i jeszcze raz konie”.



Klacz Egida ze stadniny Michała Mycielskiego, Źródło: „Jeździec i Hodowca” 1939, nr 12

Egida i jej rodzina: 4 córki, 1 syn, 2 wnuczki, 2 prawnuczki. „Jeździec i Hodowca” 1939, nr 12


Krótką charakterystykę stadniny w Gałowie zamieścił w swoim pamiętniku Paweł Popiel – ziemianin z Kurozwęk, znawca koni, który w 1931 r., w czasie swych konnych podróży po Polsce, odwiedził także Mycielskich. Większość klaczy stada pochodziła od 26-letniej wówczas Egidy. „Tutejsza hodowla jest tak dalece wyrównana nawet w maści (kasztanowatej), że istotnie tylko właściciel sam jest w stanie rozróżnić klacze stadne, a nawet poszczególne roczniki w starszych rocznikach źrebiąt i to czasem dopiero po zastanowieniu się”. Reproduktorami używanymi w stadninie były najczęściej konie czystej krwi arabskiej, często były to cenione ogiery wypożyczane z innych stadnin, jak Arabi Pasza (ze stadniny Franciszka Kwileckiego w Dobrojewie) Flisak (z Janowa Podlaskiego) i Farys II (z Jabłonowa). Co roku stadnina gałowska dostarczała dużą liczbę remontów, czyli młodych koni dla wojska, oraz kilka ogierów do stadnin państwowych.

Bardziej szczegółowe informacje na temat stadniny zawarte są w czasopiśmie „Jeździec i Hodowca” (1939). Okazuje się, że początek stadninie Michała Mycielskiego dała klacz „Śronka” (maści siwej), przyprowadzona do Gałowa w 1879 r. z Dąbrówki w powiecie kaliskim przez jego ojca Ludwika. O rozwinięciu hodowli można mówić dopiero w czasach po 1921 r., czyli wówczas, kiedy Gałowo przejął Michał Mycielski. Hodowane tam konie reprezentowały typ szlachetnego konia kawaleryjskiego, a w majątku wykorzystywane były do wszelkiego typu prac na roli i do ciągnięcia wozów: „Nikt nie zastanawia się nad wyborem robót dla koni, gdyż wszystkie są jednakie, a mianowicie bardzo szlachetne”. Za najbardziej charakterystyczną cechę koni gałowskich uznano suchość, czyli szczupłość, nóg.

Na Powszechnej Wystawie Krajowej stadnina w Gałowie otrzymała złoty i dwa srebrne medale, a także sześć indywidualnych odznaczeń i nagrody pieniężne. W konkursach zaprzęgów podczas tej samej wystawy stadnina zdobyła jedną pierwszą, jedną drugą i jedną trzecią nagrodę.

W czasie tej samej wizyty w Gałowie Paweł Popiel samochodem pojechał z Mycielskimi do Wituchowa w powiecie międzychodzkim. W 1930 r. Zofia Mycielska za część swojego posagu kupiła majątek Wituchowo (763 ha, w tym 313 ha lasów i jezior) wraz z folwarkiem Kopenica (240 ha). Znajdował się tam XIX-wieczny pałac w stylu angielskiego gotyku, przebudowany w 1910 r. Mycielska założyła w Wituchowie stadninę koni, hodowała świnie, krowy i owce. Popiel wymieniał hodowane tam konie pełnej krwi angielskiej i półkrwi anglo-arabskiej i konkludował: „na pewno zareklamuję tę młodą, ale z zamiłowaniem i znawstwem prowadzoną hodowlę”.



M.Mycielski na torze wyścigów konnych w Poznaniu, 1938 r. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe


Zofia i Michał Mycielski angażowali się w działalność społeczną w Szamotułach i powiecie szamotulskim. Zofia Mycielska w Szamotułach pełniła funkcję prezeski Powiatowego Towarzystwa Ziemianek (funkcję tę przejęła po Jadwidze Kwileckiej z Dobrojewa), w 1932 r. została wiceprezeską Związku Ziemianek Wielkopolskich, a w 1936 prezeską. Z jej inicjatywy w 1925 r. powstało Kółko Włościanek, którego była przewodniczącą. Organizacja zajmowała się działalnością oświatową dla gospodyń wiejskich: organizowała wykłady, kursy, np. szycia, gotowania, ogrodnictwa i hodowli, oraz wycieczki do wzorcowych gospodarstw i szkół rolniczych. Kółko szamotulskie należało do Powiatowego Towarzystwa Włościanek (jego przewodniczącą była Maria Mielęcka, a później Zofia Mycielska) i Związku Kółek Włościanek na Wielkopolskę. W 1929 r. obie organizacje, w których tak aktywnie działała Zofia Mycielska, z inicjatywy Jadwigi Kwileckiej połączyły swe siły i zorganizowały wspólny pawilon w czasie – wspominanej już tu – Powszechnej Wystawy Krajowej. Zofia Mycielska zainicjowała powstanie w Szamotułach Komitetu Opieki nad Domem Sierot i przez pewien czas była jego prezeską.

Od 1926 r. Zofia Mycielska była członkinią Sodalicji Mariańskiej, działała w Akcji Katolickiej: w Szamotułach była jej prezeską, od 1928 r. wchodziła do Zarządu Głównego w Poznaniu. Była aktywna w Towarzystwie Czytelni Ludowych, w 1938 r. weszła do Naukowej Organizacji Kobiet przy Ministerstwie Rolnictwa. Pracowała społecznie w zarządzie Poznańskiej Izby Rolniczej, jako delegatka Centralnego Towarzystwa Rolniczego wyjeżdżała na zjazdy hodowców koni do Francji i Jugosławii. Razem z mężem była aktywna w związku Hodowli Koni, pisała liczne artykuły prasowe, m.in. do czasopisma „Jeździec i Hodowca”. Za działalność społeczną została odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi.

Michał Mycielski zasiadał w zarządzie cukrowni w Szamotułach, w latach 30. był prezesem Rady Nadzorczej działającej od 1905 r. Spółdzielni Rolniczo-Handlowej „Rolnik” w Szamotułach. Przez kilka lat Mycielski – jako prezes – stał na czele szamotulskiego Kółka Rolniczego, założonego jeszcze 1873 r. W ramach jego działalności organizowano wykłady o problematyce rolniczej oraz wizytowano wzorcowe gospodarstwa członków. Działał także w Powiatowym Związku Ziemian, pod koniec lat 20. był jego prezesem (później tę funkcję objął Protazy Mielęcki z Buszewka).



Przedstawienie Wesela szamotulskiego z okazji pobytu w Szamotułach biskupa Walentego Dymka, sala hotelu Eldorado, 27.08.1933. Piąta z prawej Zofia Mycielska, drugi z prawej Michał Mycielski. Zdjęcie – własność Muzeum-Zamek Górków


W 1934 r. Michał Mycielski objął dzierżawę domeny Szamotuły-Zamek. Dawny majątek saksońskiej rodziny książęcej Coburg-Gotha został przejęty przez państwo polskie w 1920 r. W jego skład wchodziły w momencie upaństwowienia: zamek szamotulski wraz z otaczającym go folwarkiem (gorzelnia, spichlerze, stajnie, chlewnia, obory, warsztaty) oraz dalsze folwarki: Świdlin (na południe od ówczesnego miasta Szamotuły), Mutowo, Łowiza (Ludwikowo), a także Dołęga I i Dołęga II (na północ od Sycyna, w powiecie obornickim). Teren folwarku Świdlin stał się własnością Szamotuł 1 października 1927 r. i przeznaczony został na rozbudowę miasta. Dołęga I i II oraz – prawdopodobnie – Łowiza były poddzierżawiane.

Decyzję o objęciu dzierżawy majątku Szamotuły-Zamek Michał Mycielski podjął, jak wskazywała córka Hanka, „na usilne prośby miejscowego starosty”, którym był wówczas Adam Narajewski. Domena ta była wówczas mocno zadłużona. Mycielski poręczył swym prywatnym majątkiem i w ciągu krótkiego czasu udało mu się wyprowadzić dzierżawę z długów (więcej o majątku Szamotuły-Zamek w artykule http://regionszamotulski.pl/majatek-szamotuly-zamek-w-okresie-miedzywojennym-kariera-i-upadek-porucznika-cezarego-matuszewskiego/).

Objęcie tej dzierżawy w pewnym sensie stanowiło powrót Mycielskich do Szamotuł. Michał Mycielski był bowiem praprawnukiem Anny z Mielżyńskich Mycielskiej, która w po powstaniu listopadowym, w związku z zadłużeniem majątku i polityką prowadzoną przez władze pruskie, zmuszona była sprzedać tę część dóbr rodzinnych.

Dawny pałac w Gałowie, 1911 r. Źródło: Fotopolska

Po rozbudowie jest to część budynku od dzisiejszej ul. Wierzbowej. Zdjęcie Andrzej Bednarski

Dzisiejsza fasada boczna. Zdjęcie Andrzej Bednarski

Pałac zbudowany przez Zofię i Michała Mycielskich, 1929. Źródło: Złota księga ziemiaństwa polskiego poświęcona kulturze i wytwórczości rolnej, tom: Wielkopolska, Poznań 1929.

Wnętrze pałacu, 1929 r. Źródło: Złota księga ziemiaństwa polskiego

Michał Mycielski jako żołnierz

Michał Mycielski w mundurze 15 Pułku Ułanów Poznańskich. Za: Mycielscy herbu Dołęga. Właściciele Szamotuł i Gałowa

Michał Mycielski w 2. połowie lat 30. Na mundurze Order Virtuti Militari i Krzyż Walecznych. Kawalerowie Virtuti Militari 1792-1945, Koszalin 1991


Hodowla koni

Gałowska czwórka koni. Źródło: „Wiadomości Ziemiańskie” 2008, nr 33

Ogier Ibrahim ze stadniny Michała Mycielskiego. Źródło: „Jeździec i Hodowca” 1939, nr 12

Prezentacja remontów (młodych koni dla wojska) ze stadniny w Gałowie i Posadowie, wystawa w Weronie 1931 r. Źródło: „Jeździec i Hodowca” 1931

Prezentacja konia ze stadniny w Gałowie podczas międzynarodowej wystawy w Weronie, 1931 r. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

M.Mycielski na otwarciu toru wyścigów konnych w Katowicach, 1932 r. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

M. Mycielski z innymi członkami zarządku Towarzystwa Wyścigów Konnych w Poznaniu, 1931 r. Źródło: „Jeździec i Hodowca” 1931, nr 21

Wizyta prezydenta I. Mościckiego w Posadowie, 1927 r. Na zdjęciu widoczny jest też M. Mycielski. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Uczestnicy bankietu, który odbył się w 1929 r. we Włostowie po odsłonięciu pomnika Legionistów w pobliskich Konarach. Za prezydentem I. Mościckim stoi M. Mycielski. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Kurs wyszywania – Zofia Mycielska z szamotulankami. Za: Mycielscy herbu Dołęga. Właściciele Szamotuł i Gałowa

Dożynki w Gałowie, ok. 1938 r. W środku Z.M. Mycielscy z córkami. Za: Mycielscy herbu Dołęga. Właściciele Szamotuł i Gałowa

Pracownicy folwarku Jastrowo, 2. połowa lat 30. Zdjęcia – własność Anna Czerniak

Rodzina: Mycielscy, Karscy i Rostworowscy

Michał Mycielski z córką Anną Pią, 1923 r. Źródło: Mycielscy herbu Dołęga. Właściciele Szamotuł i Gałowa

Zofia z Karskich Mycielska. Źródło: Mycielscy herbu Dołęga. Właściciele Szamotuł i Gałowa

Zofia z Karskich Mycielska. Źródło: Mycielscy herbu Dołęga. Właściciele Szamotuł i Gałowa

Zofia z Karskich Mycielska z bratem Szymonem Michałem, jego żoną Elżbietą z domu Plater-Zyberk i innymi osobami we Włostowie, 1934 r., chrzciny Juliusza Karskiego. Za: Archiwum Historii Mówionej

Teresa Mycielska z kuzynostwem Michałem, Juliuszem i Henrykiem Karskimi we Włostowie, 1936 r. Za: Archiwum Historii Mówionej

Anna Pia Mycielska z kuzynostwem: Michałem, Juliuszem, Henrykiem i Gabrysią Karskimi we Włostowie, 1938 r. Za: Archiwum Historii Mówionej

Teresa Mycielska z kuzynem Michałem Karskim we Włostowie. Za: Archiwum Historii Mówionej

Anna Pia Mycielska, 1939 r. „Nowy Czas. New Time” 2013, nr 7-8

Ślub Teresy Mycielskiej z Jerzym Maramarosem, 16.07.1947 r. Źródło: Wiki.ormianie.pl

Zofia (Zula) Mycielska z narzeczonym Stanisławem Rostworowskim herbu Nałęcz, Gałowo, 1918 r. S. Rostworowski od 1914 r. walczył w Legionach Polskich, a po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w wojnie polsko-ukraińskiej, polsko-bolszewickiej i III powstaniu śląskim. Oficer Wojska Polskiego, dowódca wielu jednostek kawaleryjskich, w stan spoczynku przeszedł w 1935 r. Razem z żoną mieszkali w Gębicach w powiecie gostyńskim – majątku przekazanym Zofii przez matkę. Małżonkowie mieli pięcioro dzieci, z których dwoje zmarło w dzieciństwie. W czasie II wojny światowej Stanisław Rostworowski walczył w obronie Warszawy, potem przebywał jako dyplomata w Bukareszcie i w Budapeszcie, w 1942 r. przedostał się do kraju, w stopniu generała służył w Armii Krajowej w Krakowie. W sierpniu 1944 r. aresztowany przez Gestapo i zamordowany w czasie przesłuchania. Zofia Rostworowska z dziećmi w grudniu 1939 r. została wysiedlona z Gębic w okolice Tarnowa. W 1945 r. otrzymała zakaz przebywania w powiecie gostyńskim, żyła bardzo skromnie (z renty), w 1964 r. wyszła za mąż za Andrzeja Skrzyńskiego. Pochowana w podziemiach bazyliki w Gostyniu. Zdjęcie za: Muzeum Ziemiaństwa w Dobrzycy

Stanisław Rostworowski przed pałacem w Gębicach. Zdjęcie z aukcji internetowej

Z Gałowa do Szkocji – Michał Mycielski

Po wybuchu wojny Michał Mycielski, który nie otrzymał karty mobilizacyjnej, zgłosił się jako ochotnik – z własnym samochodem – do sztabu Dowództwa Okręgu Korpusu w Poznaniu. Przydzielono mu funkcję oficera do zadań specjalnych. Przedostał się do Rumunii, a stamtąd do Francji. Początkowo przydzielono go do obozu ćwiczeń Coëtquidan w Bretanii, gdzie szkoliły się polskie dywizje, mające – jak planowano – wesprzeć Francję w czasie jej ataku na Niemcy – ataku, do którego nigdy nie doszło. Od grudnia 1939 do lutego 1940 r. dowódcą obozu był Stanisław Maczek, wówczas pułkownik. W lutym Maczek wyjechał formować Brygadę Kawalerii Pancernej. Jednostki broni pancernej szkoliły się, początkowo bez jakiegokolwiek czołgu, w Bolléne koło Awignonu. Tam właśnie przydzielono Michała Mycielskiego.

W czerwcu 1940 roku – w związku z upadkiem Francji – wraz z innymi polskimi żołnierzami został ewakuowany z portu Saint-Jean-de-Luz w południowo-zachodniej części kraju do Szkocji. Mycielski otrzymał przydział do 24 Pułku Ułanów w Brygadzie Pancernej gen. Maczka; pełnił funkcję oficera żywnościowego pułku. W latach 1942-1946 był oficerem zaopatrzeniowym przy polskiej Wyższej Szkole Wojennej w Wielkiej Brytanii, która mieściła się w Eddleston w Szkocji. Ze względu na wiek Mycielski nie brał udziału w działaniach wojsk polskich 1944-1945 na kontynencie europejskim. W 1946 r., kiedy jasne się stało, że większość żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie w nowej sytuacji politycznej nie zamierza wracać do kraju, w Wielkiej Brytanii powołano Polski Korpus Przysposobienia i Rozmieszczenia – organizację, której celem było przygotowanie żołnierzy do życia cywilnego i zamieszkania na terytorium brytyjskim lub w innych państwach. W ramach działalności Polskiego korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia Michał Mycielski przez ponad pół roku wykładał zagadnienia hodowli zwierząt i uprawy roślin w Szkole Rolniczej przy dowództwie I Korpusu w Szkocji. Zdemobilizowany został 16 maja 1947 r.

Za udział w wojnie otrzymał Medal Wojska Polskiego oraz Defence Medal, War Medal i francuskie odznaczenie Croix des Cornbattants Volontaires 1939-1945.


Dowódcy Michała Mycielskiego: gen. Władysław Anders (na zdjęciu z prezydentem Władysławem Raczkiewiczem, 1946 r.) i gen. Stanisław Maczek (1944). Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe


Z Gałowa do Szkocji – Zofia, Anna Pia i Teresa Mycielskie

W połowie sierpnia 1939 r. Zofia Mycielska pojechała do Anglii, aby kupić ogiera do swojej stadniny w Wituchowie. Obserwowała, co się dzieje w Europie i doszła do przekonania, ze wybuch wojny jest nieuchronny. Chcąc chronić córki, wysłała je do wuja księcia Seweryna Czetwertyńskiego, do Suchowoli w woj. lubelskim. Kiedy mąż wstąpił do wojska, została w Gałowie sama. Córki wróciły do domu jesienią, kiedy ustały działania wojenne.

Nie znaczy, że w rodzinnym domu było bezpiecznie. W drugiej połowie listopada jeden z niemieckich żołnierzy został zraniony. Ponieważ stało się to na terenie dworskim, Zofię Mycielską oraz 10 pracowników majątku aresztowano. Po 10 dniach więzienia w Szamotułach zwolniono ich wszystkich dzięki interwencji Kurta Sondermanna (niemieckiego ziemianina z Przyborówka). W dniu wyjścia z więzienia została jednak wyrzucona z majątku wraz z córkami i ponownie aresztowana. Tym razem Mycielskie znalazły się we Wronkach, gdzie przetrzymywano ziemian i innych obywateli z wyższych warstw społecznych. 8 grudnia wywieziono ich wszystkich bydlęcymi wagonami do Jędrzejowa na Kielecczyźnie. Podróż w czasie silnych mrozów trwała trzy dni.

Sprawa postrzelenia niemieckiego żołnierza w Gałowie nie skończyła się jednak. Choć wiadomo było, że przypadkowo zrobił to jego kolega, władze niemieckie postanowiły wykorzystać sytuację dla zastraszenia Polaków. W kilku relacjach z tamtych lat przeczytać można, że z Berlina przyszedł rozkaz, aby za postrzelenie Niemca życiem zapłacili Polacy. 13 grudnia 1939 r. w Szamotułach przy ul. Franciszkańskiej odbyła się egzekucja 10 Polaków – więźniów szamotulskiego więzienia.


Ks. Bolesław Kaźmierski, proboszcz parafii w Szamotułach, w siedzibie Gestapo prosił, aby odstąpiono od odwetowego działania wobec Polaków. Niestety, z Berlina przyszedł rozkaz rozstrzelania 10 mieszkańców regionu (http://regionszamotulski.pl/ks-boleslaw-kazmierski-w-pierwszych-miesiacach-ii-wojny-swiatowej/). Z prawej – miejsce egzekucji przy ul. Franciszkańskiej. Zdjęcia: Archiwum Parafii Kolegiackiej i Andrzej Bednarski


Zofia Mycielska z córkami schroniły się w nieodległym od Jędrzejowa Włostowie – majątku Szymona Karskiego, brata Zofii. W 1941 r. Mycielska wydzierżawiła niewielki majątek (resztówkę) Sitkówka koło Chęcin (także na Kielecczyźnie). Gospodarowała tam samodzielnie i utrzymywała córki, które kończyły edukację gimnazjalną na tajnych kompletach u sióstr Niepokalanek w Szymanowie.

W 1941 r. została także prezeską Rady Głównej Opiekuńczej na województwo kieleckie. Organizacja ta zajmowała się sierocińcami, organizowała kuchnie ludowe i punkty opieki medycznej, udzielała zapomóg, rozdawała odzież, przygotowywała paczki dla jeńców wojennych i więźniów. Jej działalność odbywała się za zgodą władz okupacyjnych, wspierana była także materialnie przez społeczeństwo, darowizny zagraniczne oraz tajne dotacje rządu polskiego na uchodźstwie. Równocześnie Zofia Mycielska, pseudonim Hreczka, należała do Armii Krajowej. Na rozkaz władz AK dwukrotnie wyjeżdżała do Monachium. Wykorzystując przedwojenne znajomości niemieckich hodowców koni, przewoziła instrukcje dla polskiego ruchu oporu w Berlinie.


Michał Szymon Karski – brat Zofii Mycielskiej z żoną Elżbietą we Włostowie, ok. 1938 r. Małżonkowie mieli 5 dzieci. W czasie okupacji część posiadłości zajęli żołnierze Wermachtu, co nie przeszkadzało Karskiemu w utrzymywaniu kontaktów z Hubalem, a później we wspieraniu Armii Krajowej. W 1942 r. rodzina została wyrzucona przez Niemców z majątku; Michała Szymona Karskiego aresztowało Gestapo, udało się go jednak wykupić. W czasie powstania warszawskiego przebywali w stolicy. Po wojnie Karskiego, jako „obcego klasowo”, często zwalniano z pracy, od 1956 r. był pracownikiem naukowym Instytutu Techniki Budowlanej. Zdjęcie za: Archiwum Historii Mówionej


W 1943 r. (lub na początku 1944 r.) Zofia Mycielska z córkami przeniosły się do Warszawy. W powstaniu warszawskim wzięła udział starsza córka Anna Pia (Hanka), która do Armii Krajowej należała od 1942 r. (pseudonim Maryla Tańska). W batalionie Miotła (zgrupowanie Radosław) była sanitariuszką, walczyła najpierw na Starym Mieście, skąd kanałami przeszła do Śródmieścia. Otrzymała awans na sierżanta, odznaczono ją Krzyżem Walecznych i Brązowym Krzyżem Zasługi z Mieczami.

Zofia Mycielską z córką Teresą i gosposią przeżyły dramatyczne chwile, kiedy Niemcy wyprowadzili je z budynku Hotelu Saskiego (de Saxe) przy ul. Koziej 3/5 w Śródmieściu. Razem z innymi kobietami i dziećmi miały posłużyć za żywe tarcze – osłonę niemieckich czołgów atakujących pozycje powstańcze w Ratuszu przy pl. Teatralnym. Ostatecznie jednak przepędzono je do obozu przejściowego dla ludności cywilnej w Pruszkowie. Udało im się stamtąd wydostać i schronić u sióstr Niepokalanek w Szymanowie. Zofia Mycielska wspierała siostry w prowadzeniu przytułku dla wypędzonych ze stolicy, wielokrotnie jeździła też z nimi do Pruszkowa starać się uwolnić kogoś z obozu.

Zaraz po przejściu frontu, jeszcze w końcu stycznia lub w lutym 1945 r., Zofia Mycielska przyjechała do Gałowa. Hanka Mycielska pisała w biogramie swojej mamy, że pałac w Gałowie był już wtedy zdewastowany przez żołnierzy radzieckich i okoliczną ludność, więc nie dało się w nim zamieszkać.

Biblioteka rodziny Mycielskich i część dokumentów rodzinnych przepadły jeszcze w 1939 r. Jeśli chodzi o losy wyposażenia pałacu, z niemieckich dokumentów wynika, że w 1941 r. Krajowy Urząd Prehistoryczny (instytucja powołana przez władze hitlerowskie) zabrał z pałacu Mycielskich trzy naczynia gliniane z okresu kultury łużyckiej, natomiast w listopadzie 1944 r. z upoważnienia Kaiser Friedrich Museum (KFM, nazwa przedwojenna – Muzeum Wielkopolskie, współczesna – Muzeum Narodowe) odbyła się inspekcja majątku, w czasie której stwierdzono zaginięcie wielu grafik i obrazów. Odnaleziony w pałacu pejzaż de Malinesa zaplanowano przewieźć do KFM. Hanka Mycielska jako datę zaginięcia obrazów Juliana Fałata i Wojciecha Kossaka podaje rok 1945. Warto dodać, że obraz Zofia i Michał Mycielscy pośród stadniny w Gałowie jest na liście 25 najcenniejszych dzieł sztuki, które zaginęły w czasie II wojny światowej w Polsce (więcej w artykule http://regionszamotulski.pl/obrazy-kossaka-z-galowa-i-dobrojewa). W sumie uratowało się pięć portretów przodków Mycielskich.


Wojciech Kossak, Zofia i Michał Mycielscy pośród stadniny w Gałowie 1926. Źródło: Wikimedia


Zofia Mycielska zatrzymała się czasowo w Szamotułach. Włączyła się wówczas w pomoc dla Domu Dziecka, którego budynek po opuszczeniu przez Niemców został ograbiony przez wojska radzieckie. To ona poinformowała o sytuacji przełożoną prowincjonalną zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi. Kiedy na początku marca pierwsze siostry przybyły do Szamotuł, dzięki staraniom Zofii Mycielskiej do prac porządkowych w obiekcie skierowani zostali jeńcy niemieccy.

Wkrótce jednak została aresztowana przez miejscową milicję, przez kilkanaście dni była przetrzymywana w zimnej celi i przesłuchiwana jako „burżuj i faszystka, wyzyskiwacz ludu pracującego” – jak to określiła później córka. Musiało to być dla niej straszne przeżycie. W końcu otrzymała zakaz pobytu na terenie powiatu szamotulskiego i pod strażą milicji została odstawiona na pociąg do Poznania.

W marcu 1945 r. Anna Pia Mycielska została jedną z pierwszych ochotniczek Polskiego Czerwonego Krzyża, które uczestniczyły w ekshumacjach powstańców. Podczas walk poległych i zmarłych grzebano podwórzach, skwerach, przy ulicach, dużo ciał zostało w kanałach. Trzeba było te ciała wydobyć, postarać się zidentyfikować i pochować. Zadaniem ochotniczek z PCK było odnalezienie przy zwłokach jakichkolwiek śladów, które umożliwiłyby ich identyfikację i sporządzenie dokładnego raportu. Mycielska uczestniczyła w kilkuset takich ekshumacjach, zarówno powstańców, jak i cywilów. Nowe władze zamierzały umniejszyć rolę Armii Krajowej i przenieść niezidentyfikowane ciała poległych do zbiorowych mogił. Współtowarzysze broni, nie chcąc do tego dopuścić, przeprowadzali konspiracyjne ekshumacje. Adam Heine, jeden z żołnierzy batalionów Miotła i Parasol wspominał: „Była z nami pani Anna Pia Mycielska. Można powiedzieć – przed wojną typowa panna z dobrego domu, wychowanica sióstr niepokalanek w Szymanowie. Jak ona to zniosła? Myśmy wyciągali [ciała], a ona szczypcami, w rękawicach, wyciągała z portfela dokumenty identyfikacyjne”. W sierpniu 1945 r. Mycielska dwukrotnie przesłuchiwana była w sprawie ekshumacji przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. W sytuacji, kiedy coraz częstsze stały się aresztowania żołnierzy AK, zdecydowała się na opuszczenie Polski. Dzięki pomocy Międzynarodowego Czerwonego Krzyża wyjechała do Paryża, a stamtąd do ojca do Szkocji.


Legitymacja Teresy Mycielskiej, 1945 r. Źródło: Mycielscy herbu Dołęga. Właściciele Szamotuł i Gałowa


Zofia Mycielska wróciła do Warszawy i podobnie jak obie córki zaczęła pracę w Polskim Czerwonym Krzyżu. Przydzielono ją do sekcji zaopatrzenia. Na początku 1946 r. PCK służbowo skierował ją do Danii. Towarzyszyła tam grupie polskich dzieci wysłanych na odpoczynek i dożywienie. Wyjazd ten stał się okazją do spotkania Zofii z mężem, który przyjechał do Danii ze Szkocji.

Mycielscy podjęli decyzję o wspólnym życiu całej rodziny w Szkocji, gdzie przebywali już Michał Mycielski i Anna Pia. Postanowili, że do przedostania się na Zachód wykorzystają wyjazdy służbowe Zofii Mycielskiej. Sama Zofia mogłaby po prostu nie wrócić do Polski z którejś podróży, trudność polegała na tym, że trzeba było jeszcze w jakiś sposób przemycić przez granicę młodszą córkę Teresę, również pracującą w PCK, ale w innym dziale.

W sierpniu 1946 r. po raz kolejny Polski Czerwony Krzyż wysłał Zofię Mycielską na inspekcję do Danii. Dzięki pomocy załogi szwedzkiego statku Drontjeen Victoria udało jej się wówczas przemycić córkę do Kopenhagi, a tam czekały już na nie wizy brytyjskie.

We wrześniu 1946 r. – po siedmiu latach – rodzina była wreszcie razem.

Nowe życie na emigracji

Kiedy po demobilizacji Michał Mycielski rozpoczynał nowe życie, miał 53 lata, Zofia Mycielska po przyjeździe do Szkocji liczyła 48 lat. Z dawnego majątku nie pozostało niemal nic. Mieli obycie w świecie, świetnie znali języki, mieli siebie nawzajem. Na pewno łatwiej było odnaleźć się w nowej rzeczywistości córkom.

W lipcu 1947 r. Teresa Mycielska poślubiła Jerzego Maramarosa (1913-1992) – Polaka o ormiańskich korzeniach, kawalerzystę, dawnego podwładnego swego ojca. Mycielscy razem z córką i zięciem kupili w 1948 r. farmę Easter Fordel koło Perth w Szkocji. Bardzo ciężko pracowali fizycznie przy hodowli zwierząt i po pięciu latach zdecydowali się ją sprzedać.

Mycielscy przenieśli się wówczas do Londynu, gdzie za kredyt pod hipotekę kupili duży dom w dzielnicy Kensington, częściowo na wynajem. Zofia Mycielska zajęła się zarządzaniem domu, natomiast mąż podjął pracę jako nadzorca sali w Victoria and Adam Museum – największym muzeum sztuki użytkowej i rzemiosła artystycznego w Londynie. Teresie i Jerzemu Maramarosom urodziło się troje dzieci: Tomasz, Andrzej i Maja. Po sprzedaży farmy Jerzy przez jakiś czas pracował przy wycince drzew, a potem z rodziną przeniósł się do Londynu. Zajął się wysyłaniem paczek z żywnością do rodzin w Polsce, a następnie prowadził księgowość w Biurze Podróży „Fregata” organizującej głównie wyjazdy rodaków z Londynu do Polski. Hanka Mycielska pozostała niezamężna, pracowała w hotelarstwie w Anglii i we Francji, była długoletnią pracownicą sieci hoteli Air Maxims International.



Michał i Zofia Mycielscy – podobnie jak w Polsce – mocno angażowali się w życie społeczne. Michał wchodził w skład zarządu Koła Ułanów Poznańskich w Londynie i współuczestniczył w opracowaniu książki 15 Pułk Ułanów Poznańskich (red. Paweł Zaremba, Londyn 1962). Działał także w Związku Polskich Ziem Zachodnich – organizacji, która działała na rzecz międzynarodowego uznania polskich granic zachodnich, a także w Ognisku Polskim – londyńskim centrum życia społecznego i towarzyskiego emigracji. Był jednym z fundatorów sztandaru Polskich Sił Zbrojnych na Obczyźnie. W 1962 r. gen. Władysław Anders awansował go do stopnia rotmistrza, a w 1972 r. za pracę społeczną na emigracji otrzymał Złoty Krzyż Zasługi.

Głównym obszarem działalności społecznej Zofii Mycielskiej było Polskie Katolickie Stowarzyszenie Uniwersyteckie „Veritas” w Wielkiej Brytanii, którego w 1947 r. była członkiem założycielem. W pierwszych latach po wojnie stowarzyszenie wspierało polską młodzież akademicką na emigracji: pomagała Polakom, w dużej części zdemobilizowanym z wojska, w otrzymywaniu miejsc na uczelniach, poszukiwała dla nich stypendiów, organizowała letnie obozy wypoczynkowe. Prowadzono także intensywną działalność wydawniczą. Po osiedleniu się w Londynie Zofia Mycielska przez wiele lat pełniła funkcję prezeski PKSU „Veritas”. Jej działalność charytatywna była dwukierunkowa. Po pierwsze – pomagała Polkom (a także kobietom innych narodowości z Europy Środkowo-Wschodniej), które znalazły się w Wielkiej Brytanii po wojennych przeżyciach związanych z pobytem w lagrach, łagrach lub pracą przymusową. Organizowała dla nich kursy, pomagała w poszukiwaniu pracy, kupiła dom dla bezdomnych kobiet. Po drugie – organizowała pomoc dla Polaków w kraju. Dzięki funduszom zebranym podczas kiermaszów i bali do Polski wysyłała odzież i lekarstwa. Wygłaszała odczyty na tematy religijne, publikowała artykuły w prasie emigracyjnej. Za całokształt pracy dla Kościoła w 1964 r. została odznaczona papieskim orderem „Pro Ecclesia et Pontifice”. W 1965 w związku z pogarszającym się stanem zdrowia zrezygnowała z prezesury PKSU Veritas, nadal jednak działała w Zjednoczeniu Polek .


Przedmioty należące do rodziny Mycielskich przekazane do Muzeum-Zamku Górków. Źródło: Album. Muzeum-Zamek Górków w Szamotułach


Michał Mycielski zmarł 17 września 1972 r. Zgodnie z jego życzeniem prochy spoczęły w Polsce, w podziemiach bazyliki na Świętej Górze pod Gostyniem, gdzie pochowani są jego przodkowie – fundatorzy świątyni. Pogrzeb odbył się 14 listopada 1972 r.; uczestniczyli w nim – oprócz rodziny Mycielskich z Polski, Francji i Brazylii i przyjaciół – dawni pracownicy majątku Gałowo z rodzinami oraz koledzy z 15 Pułku Ułanów Poznańskich. Zofia Mycielska przeżyła męża o 6 lat – zmarła 8 listopada 1978 r. po operacji złamanej kości biodrowej. Pochowana została na cmentarzu Gunnersbury w Londynie.

***

Kontakty z Szamotułami: z kilkoma rodzinami oraz Muzeum – Zamek Górków do końca życia utrzymywała Anna Pia Mycielska. W testamencie przekazała do szamotulskiego muzeum wiele cennych pamiątek rodzinnych: obrazy, grafiki, różnego rodzaju drobne przedmioty, a także dokumenty.

25 stycznia 2013 r. w Muzeum – Zamku Górków odbył się wernisaż interesującej wystawy Mycielscy herbu Dołęga. Właściciele Szamotuł i Gałowa, której kuratorem była kustosz Elżbieta Ratajczak, przez lata przechowująca i przekazująca Szamotulanom pamięć o tej ważnej dla regionu rodzinie.

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Bibliografia:

  • Tadeusz Bagieński, Hodowla koni w Gałowie woj. poznańskie, pow. szamotulski, właść. M. hr. Mycielski, „Jeździec i Hodowca” 1939, nr 12, s. 261-264; 1939, nr 13, s. 286-287.
  • Cmentarz Wojskowy na Powązkach w Warszawie Kwatery Powstańcze, http://www.sppw1944.org/index.html?http://www.sppw1944.org/pamiec/cmentarz.html
  • Andrzej Fedorowicz, Jak warszawianki chowały powstańców, „Polityka” 2013  https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/klasykipolityki/1559551,1,jak-warszawianki-chowaly-powstancow.read
  • Juliusz Karski, Ziemianie w II Rzeczypospolitej, „Wiadomości Ziemiańskie” 2008, nr 33, s. 25-47.
  • Agnieszka Krygier-Łączkowska, Ziemianie i konie. Obrazy Wojciecha Kossaka z Dobrojewa i Gałowa, http://regionszamotulski.pl/obrazy-kossaka-z-galowa-i-dobrojewa/.
  • Andrzej Kwilecki, Ziemiaństwo wielkopolskie, Warszawa 1998.
  • Witold Mikołajczak, Ludwik Mycielski – zapomniany bohater powstania listopadowego, http://regionszamotulski.pl/ludwik-mycielski-zapomniany-bohater-powstania-listopadowego/.
  • Mycielscy herbu Dołęga. Właściciele Szamotuł i Gałowa, Muzeum-Zamek Górków, Szamotuły 2013.
  • Kazimierz Mycielski, Mycielscy. Zarys monografii, Warszawa 1998.
  • Mycielski Michał (1894-1972), http://www.muzeum.gostyn.pl/Gosty%C5%84ski%20S%C5%82ownik%20Biograficzny?idAkt=168
  • Piotr Nowak, Szamotuły. Dzieje miasta, Szamotuły 2020.
  • Opis warsztatów rolnych w powiecie szamotulskim (Wlkp.) dla wycieczek na PWK, Szamotuły 1929, s. 8-9.
  • Paweł Popiel, 2918 kilometrów na koniu. wycieczka sportowo-krajoznawcza w dorzeczu Wisły, Sanu, Bugu, Wieprza, Skawy, Styru, Nidy, Prosny, Warty, Brdy, Noteci i Pilicy, Kraków 1933, s. 89-93.
  • Protokół przesłuchania świadka (17.08.1945), https://zapisyterroru.pl/.
  • Stanisław Ślaski, Fundatorzy klasztoru na Świętej Górze pod Gostyniem, „Nasza Przeszłość. Studia z dziejów Kościoła i kultury katolickiej w Polsce” 1972, t. 32, s. 183-221.
  • „Świat” 1922, nr 10.
  • The POK Connection and the Heroism of Countess Anna Pia Mycielska, „Nowy Czas. New Time” 2013, nr 7-8, s. 8-9.
  • Ziemianie polscy XX wieku. Słownik biograficzny, t. 5, Warszawa 2000, s. 93-103.
  • Ziemiaństwo wielkopolskie. W kręgu arystokracji, red. Andrzej Kwilecki, Poznań 2004.
  • Złota księga ziemiaństwa polskiego poświęcona kulturze i wytwórczości rolnej, t.: Wielkopolska, Poznań 1929.

Gałowo współcześnie: pałac, park i stawy

Herb Dołęga nad drzwiami pałacu w Gałowie

Pałac od strony parku

Pałac i zabudowania gospodarcze

Fasada pałacu

Widok na park od strony pałacu

Aleje parkowe


Stawy w Gałowie

Zdjęcia Tomasz Kotus i Tymoteusz Lendzion

Zofia i Michał Mycielscy – Wiara, Ojczyzna i… konie2020-12-31T17:11:26+01:00

Ks. Lucjan Ronduda – wspomnienie

Paweł Brzeźniak

Moje wspomnienie Ks. Lucjana Rondudy

Księdza Lucjana Rondudę poznałem w 1962 r., gdy przybył do Szamotuł i zaczął uczyć religii między innymi uczniów Liceum Ogólnokształcącego, w którym w tym roku również rozpocząłem naukę.

Pierwsze lekcje religii odbywały się w salce katechetycznej znajdującej się na zapleczu głównego ołtarza w kościele św. Krzyża. Wyposażenie salki zorganizował głównie z własnych środków materialnych. Nie były to łatwe czasy, więc dla obniżenia kosztów niektóre prace wykonywał sam, np. malował taborety i stoły. W tym, jak i w pracach porządkowych, my – grupa uczniów – trochę pomagaliśmy.



1966 r., klasa XI a Liceum Ogólnołształcącego w Szamotułach, spotkanie przed maturą. Ogród Domu Dziecka w Szamotułach


Będąc prefektem, dał się poznać jako człowiek kochający młodzież, szukający rozmaitych sposobów doprowadzenia jej do Boga, jednocześnie sprawiedliwy i otwarty na różne poglądy. W czasie roku szkolnego organizował spotkania z młodzieżą w swoim mieszkaniu w Domu Dziecka, na których rozmawialiśmy o różnych naszych sprawach, słuchaliśmy muzyki (miał gramofon i magnetofon, co nie było wtedy powszechne) zarówno rozrywkowej, jak i poważnej. Miałem tam okazję po raz pierwszy posłuchać pasji Pendereckiego, której fragment ilustrujący śmierć Chrystusa zrobił na mnie niesamowite wrażenie, które pamiętam do dzisiaj.

W trosce o nasz rozwój duchowy zachęcał nas do udziału w rekolekcjach i dniach skupienia, do prowadzenia których zapraszał duszpasterzy akademickich. Moja żona dopiero na studiach uświadomiła sobie, że ojciec Honoriusz, który prowadził dni skupienia, w jakich uczestniczyła za namową księdza Rondudy w lesie w Miałach, to znany dominikanin.

Wspomina też potańcówkę – prywatkę, którą ksiądz urządził w swoim mieszkaniu dla klasy, do której chodziła. Jak widać, docierał do uczniów w różny sposób.



W czasie rowerowej wyprawy wzdłuż morza, 1965 r.


Organizował również wyjazdy z młodzieżą, te jednodniowe – rowerowe w okolicach Szamotuł, jak i wakacyjne – wielodniowe w różne ciekawe strony Polski. Miałem okazję uczestniczyć w jednym z nich, podczas którego zwiedziliśmy rowerami wybrzeże Bałtyku (często jadąc dosłownie brzegiem morza), począwszy od Świnoujścia, po Gdańsk. Dzięki temu po raz pierwszy w życiu zobaczyłem morze. Z wyjazdu tego ksiądz Lucjan (mówiliśmy między sobą „Lucek”) napisał kronikę, którą mam do dzisiaj. Chcę jeszcze zaznaczyć, że eskapady te finansował w dużej mierze ze swoich środków.

Tradycją stały się wyjazdy z uczniami przed maturą na Jasną Górę oraz spotkania po maturze w Domu Dziecka. Spotkanie te były chyba jedyną okazją do zrobienia wspólnych zdjęć wszystkich kończących liceum.



Kołobrzeg, 1965 r.


Jak już napisałem wyżej, był sprawiedliwy. Utkwił mi w pamięci fakt, że kolega, który lepiej przygotowywał się do lekcji religii niż ja, dostał ocenę końcową trochę lepszą, mimo że byłem ministrantem i kontakt z księdzem Lucjanem miałem częstszy.

Ksiądz Lucjan miał doskonałą pamięć. Koleżanka wspominała, że po latach, na spotkaniu z jej klasą, potrafił nie tylko przypomnieć sobie imiona dawnych uczniów, ale powiedzieć, gdzie kto siedział.

Ksiądz Lucjan nawiązane przyjaźnie utrzymywał również po odejściu z Szamotuł. Do jego śmierci składaliśmy sobie życzenia (imieninowe i świąteczne), a jego listy pełne przyjaźni i życzliwości przechowujemy z żoną do dzisiaj. Ostatni z nich, z czerwca 2004 r., napisany już drążącą ręką zawiera szczególnie dużo życzeń i wskazań życiowych. Za pięć miesięcy wraz z grupą dawnych parafian żegnaliśmy księdza Lucjana na cmentarzu w Milanówku.


Z biskupem Lechem Kaczmarkiem i klerykami odbywającymi służbę wojskową, Gdańsk, 1965 r.


Do końca pozostał związany z Szamotułami. Świadczy o tym fakt, że mszę świętą jubileuszową z okazji 50-lecia swojego kapłaństwa przyjechał odprawić w kościele Św. Krzyża w Szamotułach. Po uroczystości w kościele chciał się z nami spotkać, aby jak zwykle powspominać i dowiedzieć się, co nowego u nas. Z takich rozmów zapamiętywał zawsze zadziwiająco dużo faktów.

Ksiądz Lucjan pozostanie dla nas wspaniałym, kochającym Boga i ludzi człowiekiem. Wielu z uczniów pamięta i wspomina księdza. Myślę, że niewielu zna bogatą historię Jego życia.


Dla uzupełnienia obrazu tego oddanego Bogu i ludziom człowieka załączam „Wspomnienie o Księdzu Lucjanie” autorstwa Magdaleny Pacholczyk – córki siostrzenicy księdza.

Ks. Lucjan Ronduda przed kościołem św. Krzyża w Szamotułach, 1963 r.

1963 r., klasa VIII a Liceum Ogólnokształcącego w Szamotułach, zakończenie roku katechetycznego

1965 r., klasa XI a Liceum Ogólnokształcącego w Szamotułach, przed maturą. W ogrodzie Domu Dziecka

1967 r., klasa XI a Liceum Ogólnokształcącego w Szamotułach, przed maturą. Przed wejściem do Domu Dziecka

1967 r., klasa XI b Liceum Ogólnokształcącego w Szamotułach, przed maturą

1967 r., część klasy XI c Liceum Ogólnokształcącego w Szamotułach, przed maturą

1968 r., klasa XI Liceum Ogólnokształcącego w Szamotułach

W czasie wycieczki rowerowej do Obrzycka, 2.05.1964 r.

W czasie wycieczki rowerowej do Obrzycka, 2.05.1964 r.

Z młodzieżą na rowerach, okolice Łeby, 1965 r.

Zjazd z okazji 20-lecia matury – rocznik 1966

Nad morzem, 1965 r.

Oliwa, 1965 r.

Poświęcenie ośrodka zdrowia w Kaźmierzu, 22.06.1992 r. (zdjęcie ze strony kazmierz.com.pl)

Pożegnanie ks. Rondudy, 1995 r. Zdjęcie ze strony parafiakazmierz.pl

Uroczystości 50-lecia kapłaństwa, Kaźmierz, 7.05.2000 r. Zdjęcie ze strony parafiakazmierz.pl

Parafianie z Kaźmierza przy grobie ks. Lucjana.

Tablica pamiątkowa w kościele w Kaźmierzu, zdjęcie Magdalena Blumczyńska


Zdjęcia z Szamotuł i z podróży z młodzieżą udostępnił Paweł Brzeźniak.

Zdjęcia z Kaźmierza udostępnił Jerzy Oses

Magdalena Pacholczyk

Wspomnienie o Księdzu Lucjanie

„Panie, jeślim potrzebny ludowi Twemu – oto idę, aby pełnić wolę Twoją.” To właśnie zdanie, wyraz przemożnej chęci służenia Bogu i ludziom, a zara­zem niezmiernej prostoty stanowią kwintesencję tego, jak zapamiętam ks. Lucjana Rondudę, mojego nieodżałowanego Wuja.

W zupełne zaskoczenie wprawiły mnie informacje, z którymi zetknęłam się niedawno, a dotyczące wojennych losów księdza Lucjana. Wuj Lutek we wrześniu 1939 roku chciał bronić ojczyzny, wstąpić w szeregi Wojska Pol­skiego, wyjechał więc na rowerze z rodzinnego Prawęcina, kierując się na wschód. Wojenna zawierucha rzuciła Wuja w okolice Lwowa, gdzie w miejscowości Żółkiew został wcięty do niewoli. Z niewoli sowieckiej „wybawiła” Go… niemiecka ofensywa i nowa, hitlerowska tym razem, niewola. Więziony na wschodzie kraju zostaje później przewieziony do Przeworska. W tym miejscu, w tej brzmiącej niczym fragment filmu sensacyjnego opowieści dochodzi do kolejnego nadzwyczajnego zwrotu „akcji”. Przyszły ksiądz Proboszcz Parafii w Kaźmierzu Wielko­polskim, wówczas młody dwudziestokilkuletni mężczy­zna, w brawurowy sposób ucieka z niewoli niemieckiej w rodzinne strony, by wstąpić do Armii Krajowej do od­działu legendarnego Jana Piwnika „Ponurego”!


Zdjęcie z prymicji ks. Lucjana Rondudy, Kórnik, 20 lutego 1950 r. W pierwszym rzędzie trzeci od lewej strony siedzi proboszcz kórnickiej parafii w latach 1945-1951, ksiądz Edmund Majkowski, obok – matka ks. Lucjana (zdjęcie ze strony kornik.info)


Ten wzorowy wręcz, chciałoby się powiedzieć, życiorys polskiego obywatela czasu wojny i okupacji należałoby zacząć właśnie owych dwadzieścia kilka lat wcześniej, a dokładnie 7 czerwca 1920 roku w Prawędnie gmina Ku­nów w województwie kieleckim, w tym to bowiem miejscu i czasie wszystko się zaczęło. Urodził się bowiem Lucjan Ronduda. Miał brata i trzy siostry (w tym Moją Babcię – Leokadię). Rodzice, Władysław i Stanisława z domu Opała, prowadzili niewielkie gospodarstwo rolne. Rodzina Rondudów nie była zamożna, Wuj Lutek często wspomi­nał, jako jedno z większych wydarzeń swojego pełnego pracy i ubogiego dzieciństwa i młodości, pierwsze, samo­dzielnie zrobione łyżwy.

W 1940 roku umiera Jego Ojciec – Władysław Ron­duda. Od tej pory to właśnie na Wuju Lucjanie i Jego star­szym bracie spocznie obowiązek pomocy matce i sio­strom.

Niezrealizowane pozostało jedno z marzeń młodego Lucjana Rondudy z tego czasu, a mianowicie lotnic­two… niestety, a może na szczęście dla wielu z nas, którzy znali Go jako kapłana. Z powodów zdrowotnych nie został przyjęty do szkoły we Lwowie. Kontynuował więc naukę w Ostrowcu Świętokrzyskim, w Szkole Rzemieślniczej. W czasie wojny zdał „małą maturę”, kończąc tajne gimna­zjum.

Jednym z wielu punktów zwrotnych jego życia była znajomość z księdzem Edmundem Majkowskim, który stał się Jego opiekunem.

Ten etap swojego życia rozpoczyna w Wielkopolsce, z którą pozostaje związany na długie lata. Dyktuje mu taką decyzję właśnie to niezwykłe rozumienie służby. Zdecydował się na pracę w Wielkopolsce, gdyż to ona właśnie w czasie wojny poniosła największe straty wśród duchowieństwa. Kontynuuje więc tam naukę, zdaje „dużą maturę”, studiuje w Seminarium Duchow­nym w Gnieźnie i Poznaniu. Jak wspominają pamięta­jący Go z tamtych lat księża, pragnął głosić słowo Boże na terenach, które najbardziej ucierpiały w czasie oku­pacji.

Święcenie kapłańskie otrzymał 19 lutego 1950 roku, mszę prymicyjną odprawił w Kórniku. Ze wzruszeniem wspominał, iż pierwszą osobą, której udzielił rozgrze­szenia jako kapłan, była Jego własna matka.


Ks. Lucjan Ronduda na parafii w Trębaczowie, początek lat 60. (zdjęcie ze strony kepnosocjum.pl)


Jako wikary pracował w parafiach w Lesznie i w Pozna­niu (u św. Marcina i Matki Bożej Bolesnej). Pierwszym Jego probostwem była parafia w Trębaczowie. Przez trzy lata pracy duszpasterskiej zapisał się szczególnie w pamięci parafian, którzy tłumnie uczestniczyli w obcho­dach pięćdziesięciolecia Jego kapłaństwa w 2000 roku. Gdy w 1962 roku opuszczał Trębaczów, wierni żegnali Go słowami: „Dom Boży upiększyłeś, ministrantów zorganizowałeś, nas wszystkich Boga kochać nauczyłeś, prostą drogą prowadziłeś nas do Nieba, pokazałeś jak się zło zwycięża”.

W 1962 roku został kapelanem Domu Dziecka w Szamotułach, prowadzonego przez Siostry Francisz­kanki Rodziny Marii. Przez wiele lat nauczał religii uczniów szkół szamotulskich, obejmując katechezą także uczniów dojeżdżających okolicznych miejscowości, takich jak: Wronki, Pniewy czy Rokietnica. W tamtym okresie religii nie uczono w szkołach. Ksiądz Lucjan uczył w salkach katechetycznych (jedną z nich sam przygotował podczas wakacji), a także w prywatnych domach, dojeżdżając bez względu na pogodę rowerem.

Trwanie i służba bez względu na sytuację, porę, zmęczenie to również wakacje, które Wuj spędzał z młodzieżą, organizując obozy wędrowne i przemierzając całą Polskę. Nie było dla Niego w wakacje nic pilniej­szego czy ważniejszego niż ukazanie młodym ludziom piękna ziemi ojczystej i Boga. Po tych wyjazdach pozo­stało wiele wspaniałych owoców: wspomnienia, dzien­niki uczestników i zdjęcia uśmiechniętego Księdza wśród grup młodzieży. Te lata wakacyjnej pracy przy­niosły również wiele przyjaźni, małżeństw i powołań do życia konsekrowanego.


Uroczystości 50-lecia kapłaństwa, Kaźmierz, 7.05.2000 r. Zdjęcie ze strony parafiakazmierz.pl


W 1972 roku został powołany na proboszcza parafii pod wezwaniem Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Kaźmierzu Wielkopolskim. Przez 23 lata pracy w parafii cieszył się wielkim poważaniem wśród wiernych, którzy wspominają Go jako sumiennego, charyzmatycznego, gospodarnego, zaangażowanego w życie parafian duchow­nego. Parafią kaźmierską kierował aż do 1995 roku, czyli do momentu przejścia na emeryturę.

Trudno wymienić wszystkie parafie, w których pełnił posługę kapłańską. Od momentu przejścia na emeryturę dzielił czas między parafie nie tylko milanowskie (w nie­dziele sprawiedliwie – jedna niedziela w parafii św. Jadwigi Śląskiej, druga w parafii Matki Boże] Bolesnej), ale także całego dekanatu grodziskiego. Nawet przy tak smutnej dla nas wszystkich okazji jak Jego pogrzeb, zgłosiło się wiele osób by powiedzieć, że „… tak ksiądz Lucjan często u nas spowiadał …” Często też zastępował księży w parafiach Wielkopolski, Ziemi Kaliskiej czy też w rodzinnych stro­nach – Górach Świętokrzyskich. Najczęściej można było spotkać Go zawiniętego w koc siedzącego w konfesjonale. Doskonale pamiętam msze święte, w których uczestniczy­łam jako dziecko, odprawiane na polowych ołtarzach pod­czas wakacji. Dopóki siły mu pozwalały, poruszał się po Polsce białym maluchem, dzięki któremu stał się słynny wśród milanowskich ministrantów.

Myślę, że jest jeden zwłaszcza fakt, który naznaczył kapłaństwo Wuja. Zawsze podkreślał fakt, że jest rówie­śnikiem papieża Jana Pawia II, był to dla niego wzór życia kapłańskiego. Nieustanna motywacja do podejmowania dalszych postów, trwania w modlitwie, ciągłego określania nowych wyzwań trwania w służbie Bogu i ludziom. Po­dziwialiśmy wszyscy, z jakim uporem, odwagą i wiarą sta­wiał czoło w ostatnich latach swojego życia trapiącym Go chorobom. Uważam, że wiele z tej swojej siły czerpał z „wspólnego” trwania w powołaniu ze swoim Rówie­śnikiem,

Kiedy byłam małym dzieckiem, robił na mnie wraże­nie groźnego człowieka, do czasu, kiedy pokazał jak robić psikusy siostrze, ukazując tym samym niesamowite poczucie humoru. Był też chyba dość dobrze znany wśród listonoszy, gdyż korespondencja przychodząca zwłaszcza w okresach Świąt i Jego imienin była bardzo obfita.

Warto dodać, iż włączył się czynnie w życie mila­nowskich parafian współredagując „Nasz Głos”, pielgrzymując m. in. na Białoruś.

Wśród uczniów księdza Lucjana jest 17 księży (w tym misjonarze pracujący w Kazachstanie i w Afryce) i 5 sióstr zakonnych. W 2003 roku Elżbieta Wielgosz obroniła na Wydziale Teologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu pracę magisterska pt. „Ksiądz Lucjan Ronduda. Analiza działalności duszpasterskiej”.

Ten imponujący dorobek to tylko, powiedzą jedni, statystyka, ale na jak wiele braków przekłada się ta „sta­tystyka” w naszym życiu… Za to wszystko chciałabym powiedzieć dzisiaj „Dziękuję”. Jedno małe słowo musi dziś starczyć za tak wiele…

Na obrazkach prymicyjnych i obrazkach z okazji 50-lecie kapłaństwa ks. Lucjan Ronduda umieścił napis:

„Królowi wieków Nieśmiertelnemu, Niewidzial­nemu, Samemu Bogu cześć i chwała na wieki wie­ków – Amen. Panie, jeślim potrzebny ludowi Twe­mu – oto idę, aby pełnić wolę Twoją. Tych, którym służyłem, Rodziców i siebie polecam Najśw. Sercu Jezusa przez Niepokalane Serce Maryi”.

Tekst ukazał się w gazetce Kurier Parafialny „Jadwiżanka”, wydawanej przez Parafię św. Jadwigi Śląskiej w Milanówku.


O ks. Lucjanie Rondudzie można przeczytać także na stronie

Ks. Lucjan Ronduda – wspomnienie2020-12-31T22:30:09+01:00

Wspomnienie o Iwonie Majewskiej (1950-2020)

Iwona Majewska (1950-2020)

Pani Iwona znów tańczy z premierem Mazowieckim

Artykuł miał powstać pod koniec września. Kiedy zadzwoniłam do pani Iwony, aby umówić się na spotkanie, dowiedziałam się od męża, że od kilku dni jest w szpitalu. Nie przypuszczałam jeszcze wówczas, że jedyny tekst, który przyjdzie mi napisać, będzie pośmiertnym pożegnaniem.

Iwona i róże

Wychowała się wśród róż brzmi to, trzeba przyznać, pięknie. Ojciec, Wacław Budych, hodował róże w miejscu, gdzie w połowie lat 70. powstały perony szamotulskiego dworca autobusowego, a dziś stoi galeria handlowa. Ogród ciągnął się aż do Samy, a dom rodzinny stał za budynkiem z przodu od ulicy, gdzie później wzniesiono nieistniejący budynek dworca.

Ogród stanowił własność rodziny, odziedziczoną przez Wacława Budycha (1912-1994) po jego ojcu. Joanna z domu Wieczorek (1920-2005) pochodziła z Gaju Małego, z zawodu była krawcową. Wacław i Joanna pobrali się po wojnie, najpierw na świat przyszedł syn Zenon (ur. 1947), a 19 stycznia 1950 r. urodziła się córka Iwona.

W 1957 r. Iwona Budych rozpoczęła naukę w nowym budynku Szkoły Podstawowej nr 3 przy ul. Szczuczyńskiej. Naukę kontynuowała w szamotulskim Liceum Ogólnokształcącym, jeszcze w dawnym budynku przy ul. Skargi. Maturę zdała w 1968 r. Wykształcenie ogólnokształcące uzupełniła 2-letnią szkołą pomaturalną, która dała jej uprawnienia z zakresu księgowości.


Ślub kościelny, 1972 r.


W 1972 r. wyszła za mąż za Stefana Majewskiego (ur. 1947). Przyjęcie weselne odbyło się w rodzinnym domu Iwony. Wkrótce dom przestał istnieć, ale miłość do róż pozostała na zawsze: bukiety z tych kwiatów Iwona ofiarowywała innym osobom z okazji ich różnych świąt, dużo wiązanek i wieńców z różami znalazło się też na jej grobie…

Z aktorem Andrzejem Szalawskim, 1. połowa lat 60.

Zawody sportowe w czasach licealnych. Iwona Budych – na zdjęciu 2. z prawej

Z księdzem katechetą Lucjanem Rondudą, ok. 1967 r. Iwona Budych – w 2. rzędzie 1. z lewej

Iwona Majewska i Edmund Ćwirlej, początek lat 90.

Z Tadeuszem Mazowieckim, Szamotuły 1991 r.

Zespół Folklorystyczny „Szamotułyˮ, 1995 r.

W czasie wyjazdu zagranicznego z zespołem, 1985 r. 2. z lewej – Anna czerniak, 4. z lewej – Iwona Majewska

Z kierownikiem zespołu Maciejem Sierpińskim.  70-lecie zespołu „Szamotułyˮ, Baborówko 2015 r. Zdjęcie Tomasz Koryl

W czasie procesji Bożego Ciała w Szamotułach, 2018 r. Zdjęcie ze strony Zespołu Folklorystycznego „Szamotułyˮ

W czasie występu towarzyszącego konferencji etnograficznej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, kwiecień 2019 r. Zdjęcie Marta Szymankiewicz

Iwona, czepek, kryza i żelazko

Najpierw był zespół regionalny w szkole podstawowej. Do Zespołu Folklorystycznego „Szamotułyˮ, prowadzonego przez Janinę Foltynową, Iwona Majewska wstąpiła po maturze, w 1968 r., namówił ją do tego kuzyn Zygmunt Nowaczyk. Po latach wspominała, jak w czasie pierwszych zajęć, w których uczestniczyła, Edmund Ćwirlej, wspaniały tancerz i artysta sceniczny, a prywatnie zięć Janiny Foltynowej, sprawdzał, czy coś już umie. Doskonale pamiętała też emocje związane z pierwszym występem w Poznaniu i słowa Janiny Foltynowej, które dodały jej wtedy otuchy: „Strój masz tak pięknie usztywniony, że może służyć za wzórˮ. Wówczas w bardzo trudnych i pracochłonnych przygotowaniach stroju pomagała jej mama. Później sama osiągnęła w nich mistrzostwo, uczyła innych, a w ostatnich kilku latach była w zespole właśnie tą osobą, która na dbałość o strój tancerek zwracała największą uwagę.

To w zespole, podobnie jak wielu innych tancerzy i tancerek, poznała swoją „drugą połowę”. Iwona i Stefan Majewscy zamieszkali w jednym z tzw. ośmioraków przy ulicy Pływackiej (wówczas patronem ulicy był przedwojenny działacz komunistyczny Marian Buczek). Na świat przyszły dzieci: Łukasz (ur. 1974) i Dobrosława (ur. 1975).



Zespół Folklorystyczny „Szamotułyˮ, 1995 r. – Wesele szamotulskie. Zdjęcie z publikacji Urszuli Ćwirlej, 50 lat Zespołu Folklorystycznego „Szamotułyˮ. 1945-1995, Szamotuły 1995 r.


Po przerwie związanej z urodzeniem i wychowaniem dzieci wróciła do tańca w zespole. Wiele lat na scenie towarzyszył jej mąż, przez pewien czas także dzieci, a w ostatnim okresie wnuk Adam Aronowski, który w Weselu szamotulskim gra rolę Pana Młodego. Dopóki zdrowie pozwalało, Iwona Majewska występowała jako Matka Panny Młodej; dawniej kreowała tę rolę Janina Foltynowa. Nie tylko rola była ta sama: także czepek, kryza i fartuch. Przed oczami staje mi w tym momencie piękna scena ze zrealizowanego trzy lata  temu reportażu TVP 3, związanego z wpisaniem „Tradycji weselnych z Szamotuł i okolicˮ na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego. Iwona Majewska mówiła wówczas o elementach stroju, w którym występuje, i przypominała mężowi słowa Janiny Foltynowej, zwanej w zespole „Babciąˮ: „W Szamotułach zawsze były dziewczyny eleganckie. Pamiętasz, jak Babcia mówiła, że one były dumne, ale nie zarozumiałe. Były ładne, ale nie wyzywające. Były oszczędne, ale nie były skneramiˮ. Warto dodać, że Iwona Majewska, jej mąż i wnuk wzięli udział w delegacji Zespołu „Szamotułyˮ, która razem z dyrektorem SzOK Piotrem Michalakiem w październiku 2018 r. uczestniczyła w Gali Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego w Teatrze Stanisławowskim w Łazienkach Królewskich i z rąk wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego odebrała wspomniany wpis.



W Piotrem Michalakiem w czasie Gali Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego w Warszawie, październik 2018 r. Zdjęcie ze strony Zespołu Folklorystycznego „Szamotułyˮ


Oprócz Janiny Foltynowej autorytetami z dziedziny folkloru szamotulskiego dla Iwony Majewskiej byli: wspomniany już przedwcześnie zmarły Edmund Ćwirlej i Anna Czerniak niezwykle doświadczona tancerka i znawczyni gwary szamotulskiej, która w zespole szamotulskim występowała do 2018 r.

Wielkie zaangażowanie w sprawy folkloru, wiedza na ten temat i doświadczenie sceniczne sprawiło, że Iwona Majewska sama już wiele lat temu stała się autorytetem. W lipcu tego roku program 2. Polskiego Radia wyemitował audycję z cyklu Źródła zatytułowaną Tradycje Wesela szamotulskiegoˮ. Iwona Majewska dzieliła się w niej swoją wiedzą dotyczącą historii szamotulskiego folkloru i folkloryzmu przenoszenia pewnych elementów tradycji ludowej na scenę.

Kiedy w 2011 r. kierownictwo zespołu objął Maciej Sierpiński, mógł zawsze liczyć na jej radę i wsparcie. Przemówienie, które Maciej Sierpiński wygłosił nad grobem pani Iwony, oddawało charakter tej relacji i pokazywało rolę Iwony Majewskiej w zespole w ostatnich latach. Warto je tu przytoczyć, bo rzadko w takich sytuacjach można usłyszeć słowa, które wyciskają łzy wzruszenia, ale przez te łzy przebija też delikatny uśmiech:   

Pani Iwonka – ciepła, czuła, dostojna niczym prawdziwa Dama, którą na pewno by była, gdyby żyła w dawnych czasach. Ale na nasze szczęście żyła w naszych czasach, bo dzięki temu mieliśmy przyjemność być z nią i uczyć się od niej wielkiego szacunku do folkloru szamotulskiego.

Tak zapamiętamy ją wszyscy, ale my członkowie Zespołu „Szamotuły” zapamiętamy ją jeszcze z dobrych rad. Pani Dobra Rada, bo tak z czystym sumieniem można powiedzieć o Pani Iwonce, radziła nam, co warto zrobić, z kim porozmawiać, do kogo zadzwonić. Nie było dla niej rzeczy nie do załatwienia. A jak słyszałem: „Panie Macieju…”,  to wiedziałem, że coś dobrego zaraz się wydarzy, no chyba że na koncercie któraś z dziewczyn miała za krótki fartuszek albo brzydką kokardę, wtedy było inaczej…

Przez wiele lat, tańcząc w zespole, uczyła kolejne pokolenia młodzieży szacunku do stroju, gwary, tańca i wszystkiego, co mieści się pod pojęciem folkloru. Była księgą informacji, z której czerpaliśmy pełnymi garściami same dobre rzeczy.
Bezkompromisowa, wymagająca i zasadnicza, chociaż nieraz udawało się coś przed nią ukryć – prawda Adaś , pamiętasz, jak było na TKB
[Tygodniu Kultury Beskidzkiej przyp. A.K.Ł.]?

Bez niej zespół nie będzie już taki sam, ale jednego jestem pewny: będzie przepełniony wspaniałymi wspomnieniami, a Adam, jej wnuk, będzie przypominał nam o niej i kontynuował piękną rodzinną tradycję.
Teraz niech aniołowie mają się na baczności, żeby nie fałszowali w anielskim chórze i żeby ich szaty były tak wyprasowane jak szamotulskie spódnice, bo jak nie… – to my już wiemy, a Aniołowie się dowiedzą.

Iwona, zjazdy absolwentów i wykłady

Pracowała zawodowo: najpierw w księgowości Przedsiębiorstwa Hurtu Spożywczego, a potem jako główna księgowa Zarządu Dróg Powiatowych. Działała społecznie w Towarzystwie Kultury Ziemi Szamotulskiej i w wolontariacie w Domu Dziecka. Dużą część swojego życia poświęciła też  pracy w Stowarzyszeniu Wychowanków Gimnazjum i Liceum im. ks. Piotra Skargi oczywiście, również społecznie.

W 1990 r. znalazła się w grupie współzałożycieli tego ostatniego Stowarzyszenia, przez 20 lat pełniła funkcję sekretarza, a przez pięć lat była wiceprzewodniczącą. Ogrom zadań, które przez te lata realizowało Stowarzyszenie, imponuje. Organizowano duże zjazdy koleżeńskie z okazji kolejnych jubileuszy szkoły, spotkania wybitnych wychowanków z obecnymi uczniami, dbano o pamięć o dawnych profesorach, wydawano rocznik „Z Grodu Halszkiˮ, przyznawano stypendia. W 2007 r. Stowarzyszenie Wychowanków powołało pierwszy na Ziemi Szamotulskiej Uniwersytet Trzeciego Wieku. Przemyślenie każdego szczegółu jego funkcjonowania, a potem wcielenie planu w życie i konsekwentne realizowanie przez lata to zadania wymagające wielkiej pracy i zaangażowania. W tamtych latach wielokrotnie byłam wykładowcą UTW. Pani Iwona z uśmiechem witała mnie zawsze przy drzwiach auli, uważnie obserwowała, czy komuś czegoś nie trzeba, dbała o wykładowców i studentów. O tych ostatnich troszczyła sie zwłaszcza podczas wycieczek krajowych i zagranicznych, a tych w tamtych latach organizowano wiele. To ona wprowadziła elementy związane z kulturą ludową regionu do programu UTW: były to wykłady prof. Zbigniewa Jasiewicza, seminarium dotyczące stroju szamotulskiego prowadzone przez Halinę Krupińską, a także występy Zespołu Folklorystycznego „Szamotułyˮ podczas koncertów dla studentów UTW.


Z koleżankami z Zarządu Stowarzyszenia Wychowanków Gimnazjum i Liceum im. ks. Piotra Skargi, wrzesień 2009 r.


Iwona Majewska nigdy nie umiała pracować „odtąd dotądˮ, w działania Stowarzyszenia Wychowanków angażowała się całym sercem i na 200 %. Jak w swoim wspomnieniu napisała Krystyna Just, przewodnicząca organizacji w latach 1999-2014, Iwona Majewska „nie tolerowała niedbalstwa, braku czasu dla danej sprawy, bylejakości. […] Nigdy nic nie było jej trudno wykonać, a każde zadanie realizowała perfekcyjnie i z wielką charyzmą. Zawsze można było na niej polegaćˮ.

Chorowała przez ostatnich sześć lat. Jak długo się dało, cierpienie przykrywała aktywnością. W ostatnich latach bardzo wspierał ją mąż, który stopniowo starannie instruowany przez żonę nauczył się wypełniać wszystkie domowe obowiązki. Bo wszystko zrobione musiało być po prostu porządnie. Zmarła 1 listopada 2020 r.

Żegnaj, Pani Iwonko…

Agnieszka Krygier-Łączkowska

W czasie wycieczki do Wenecji, lata 90.

Prof. Zbigniew Jasiewicz jest osobą ważną dla Zespołu Folklorystycznego „Szamotułyˮ, przez kilka lat był także rektorem honorowym szamotulskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Zdjęcie Marta Szymankiewicz

Podczas uroczystości X-lecia UTW zespół dał pokaz Wesela szamotulskiego, 2018 r. Zdjęcie Rymwid Tomkowiak


Zdjęcia archiwalne udostępnił Stefan Majewski

Wspomnienie o Iwonie Majewskiej (1950-2020)2020-12-31T23:55:24+01:00

Irena Krzywoszyńska. Portret „Róży”

Irena Krzywoszyńska. Portret „Róży”

Doktor Irena Krzywoszyńska pracowała w Szamotułach ponad 30 lat. Przeniosła się tu z dwojgiem dzieci i siostrą Janiną Nowakowską (pielęgniarką) krótko po II wojnie światowej. Była osobą bez reszty oddaną pacjentom, cieszyła się wielkim autorytetem. Niektórzy wiedzieli, że na ręce ma wytatuowany numer obozu koncentracyjnego i nigdy nie pojedzie do Poznania na przedstawienie operetki, bo nie byłaby w stanie wejść do budynku, gdzie w 1944 roku – w siedzibie Gestapo – była przesłuchiwana i bita.

W 2017 roku jej losy opracowali uczniowie Liceum Ogólnokształcącego im. św. Barbary w Chodzieży: Jan Chraplak, Oliwia Kończak i Olgierd Krzyżaniak. Prezentowana poniżej praca, napisana pod kierunkiem nauczycielki historii Agnieszki Ptakowskiej-Sysło, została wyróżniona w  XX ogólnopolskim konkursie historycznym z cyklu ,,Historia bliska – nieznana, nieopowiedziana, niewysłuchana”, organizowanym przez Ośrodek Karta.

Panna Nowakowska

1901-1933

Irena Józefa Nowakowska urodziła się 25 września 1901 roku w Słocinie (wówczas powiat nowotomyski, obecnie grodziski). Była córką Bolesława Nowakowskiego i Julianny Nowakowskiej z domu Liberskiej. Miała dwie siostry: Janinę (1898-1972) i Aleksandrę (1910-1933). Jej rodzinna miejscowość leżała wówczas na obszarze zaboru pruskiego.

Ojciec był nauczycielem i kierownikiem szkoły podstawowej w Słocinie, do której uczęszczała wraz z siostrami. Wszystkie interesowały się medycyną. W 1912 roku w Grodzisku Irena przystąpiła do Pierwszej Komunii Świętej. 25 czerwca 1921 roku  ukończyła liceum pod wezwaniem Najświętszego Serca Jezusa w Poznaniu. Egzamin dojrzałości zdała 18 grudnia 1923 roku.

W 1924 r. zadecydowała o podjęciu studiów medycznych na wydziale lekarskim Uniwersytetu Poznańskiego. Była jedną z niewielu kobiet na tym kierunku. Jej siostra Janina wybrała zawód pielęgniarki. 16 grudnia 1929 roku Irena Nowakowska uzyskała absolutorium, 14 kwietnia 1931 roku – stopień lekarza, a 5 maja 1931 roku – doktora. W trakcie studiów poznała swojego przyszłego męża, Feliksa Krzywoszyńskiego. 


Absolwenci wydziału medycznego Uniwersytetu Poznańskiego. Dolny rząd druga osoba  z prawej Irena Krzywoszyńska, pierwszy z prawej Feliks Krzywoszyński (ze zbiorów Kazimierza Falaka)


Po zakończeniu nauki Irena rozpoczęła praktykę lekarską. Opuściła Poznań i 1 maja 1932 roku podjęła  pracę w Sanatorium dla Chorych na Płuca w Chodzieży. Była to nowo otwarta placówka, która specjalizowała się w leczeniu gruźlicy. W czasach dwudziestolecia międzywojennego choroba ta stanowiła duże zagrożenie dla życia ludzi. Szpital w Chodzieży leczył wówczas pacjentów z całej Polski, bywał tam również Stanisław Ignacy Witkiewicz – Witkacy, przyjaźniący się z ówczesnym dyrektorem, Teodorem Białynickim-Birulą. Z otrzymanych od wnuczki dokumentów wynika, że od 1 grudnia 1932 roku do 14 czerwca 1933 roku Irena zastępczo pełniła obowiązki dyrektora Sanatorium. Była cenioną i lubianą lekarką. Wśród wielu pamiątek zachowanych w rodzinnych zbiorach, znajdują się liczne podziękowania od pacjentów.

25 lutego 1933 roku w kościele pw. Męki Pańskiej w Poznaniu Irena Nowakowska wyszła za mąż za Feliksa Krzywoszyńskiego i przybrała nazwisko męża. Feliks pochodził ze Żnina i był młodszy od Ireny o trzy lata. Był synem rybaka, Kazimierza Krzywoszyńskiego i Anny Jadwigi Krzywoszyńskiej, z domu Szrajbrowskiej.

W 1933 roku najmłodsza z sióstr Nowakowskich, Aleksandra, uczennica zakładu bakteriologicznego, zaraziła się durem brzusznym. Zmarła 19 marca 1933 roku. Po trzech miesiącach od tego wydarzenia umarł Bolesław Nowakowski, ojciec sióstr Nowakowskich. Jego śmierć związana była zapewne z przeżyciem, jakim była dla niego śmierć najmłodszej córki.


Z lewej – dyplom lekarski Ireny Krzywoszyńskiej, 1931  (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór). Z prawej – Irena i Feliks Krzywoszyńscy na Św. Marcinie w Poznaniu (ze zbiorów Kazimierza Falaka)

Irena Krzywoszyńska z rodzicami i siostrą Janiną (ze zbiorów Kazimierza Falaka)

Siostry Nowakowskie – od lewej Aleksandra, Irena, Janina (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

Zdjęcie Ireny Krzywoszyńskiej z legitymacji studenckiej (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

Dyplom doktorski Ireny Krzywoszyńskiej, 1931 r. (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

Irena Krzywoszyńska z pacjentkami (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

Irena Krzywoszyńska w okresie pracy w Sanatorium w Chodzieży (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

W sanatorium w Chodzieży (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

Zaświadczenie o pracy, 1935 r. (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

Dyplom pielęgniarski Janiny Nowakowskiej, 1933 r. (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

W środku zdjęcia – Irena i Feliks Krzywoszyński (ze zbiorów Kazimierza Falaka)

Irena i Feliks Krzywoszyńscy (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

Grób Feliksa i Tomasza Krzywoszyńskich na Cmentarzu Górczyńskim w Poznaniu (fot. Jan Chraplak)

Państwo Krzywoszyńscy

1933-1940

Feliks i Irena Krzywoszyńscy zamieszkali w Margoninie, skąd Irena dojeżdżała do pracy w Chodzieży. Feliks prowadził praktykę lekarską w Ujściu, Budzyniu oraz Margoninie.

Przedwojenny Margonin, we wspomnieniach jego mieszkańców, zapisał się jako spokojne, senne miasteczko. Miejscowa ludność była silnie zróżnicowana narodowościowo. Obok siebie żyli m. in. Polacy, Żydzi, Niemcy, Czesi i Gruzini, nie wywoływało to jednak konfliktów wśród społeczeństwa. Częstym zjawiskiem były urządzane na ulicy przed domami spotkania niewielkich grup przyjaciół, polegające na rozmowie i wspólnym piciu kawy. W podobnych spotkaniach uczestniczyli Krzywoszyńscy.

Irena kontynuowała pracę w Sanatorium do 17 czerwca 1935 roku, kiedy to przerwała ją z powodu ciąży i urodzenia pierwszego dziecka, Teresy. Od tego czasu pozostawała oficjalnie lekarzem niepraktykującym. 31 października 1937 roku urodziła syna, Tomasza Krzywoszyńskiego.


Z lewej – personel Sanatorium dla Chorych na Płuca w Chodzieży. Na dole w środku – Teodor Białynicki-Birula – ur. 21 czerwca 1886 na Witebszczyźnie, zm. 13 lipca 1956 w Warszawie, major Wojska Polskiego, pulmonolog, malarz, publicysta, społecznik, od 1933 r. dyrektor sanatorium w Chodzieży. Nad nim – Irena Krzywoszyńska. Po prawej – Irena Krzywoszyńska podczas przyjmowania pacjenta (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)


Rodzina Krzywoszyńskich mieszkała w kamienicy Jana i Franciszki Michalaków pod adresem Rynek 27 w Margoninie, gdzie na parterze, znajdowała się piekarnia. Krzywoszyńscy zajmowali dwa mieszkania na pierwszym piętrze. Miesięczny czynsz wynosił 89 złotych, co stanowiło znaczną kwotę, gdyż przeciętne wynagrodzenie oscylowało wówczas w granicach 100 złotych. W  mieszkaniu znajdował się gabinet lekarski oraz jeden z pierwszych telefonów w mieście. Ogólna charakterystyka mieszkania świadczy o wysokim statusie materialnym rodziny. Razem Krzywoszyńskimi mieszkała także siostra Ireny Janina – pielęgniarka, która opiekowała się pacjentami Ireny i Feliksa, oraz matka – Julianna.

Małżeństwo Krzywoszyńskich prowadziło urozmaicony tryb życia. Pracowali zawodowo, byli aktywnymi członkami Narodowej Demokracji, żywo interesowali się zmieniającą się sytuacją geopolityczną. Feliks miał swoje pasje: był wędkarzem, zapalonym myśliwym, członkiem Bractwa Kurkowego. Znał na pamięć Pana Tadeusza. Umiał recytować go „na wyrywki”. Miał poczucie humoru. Często ofiarami jego żartów padali członkowie rodziny i przyjaciele. Feliks, na przykład, przestawiał zegary w mieszkaniu, by odjeżdżający goście spóźnili się na pociąg i zostali dzień dłużej. Irena grała na pianinie. Często wykonywała utwory Chopina, w tym ulubiony przez męża Marsz żałobny. Władała kilkoma językami: niemieckim, francuskim oraz angielskim.

Jak wynika z relacji wnuka Przemysława, Feliks i Irena Krzywoszyńscy posiadali samochód, którym często urządzali wyjazdy „w nieznane”. Irena nie miała problemów z jego prowadzeniem aż do wypadku. Od tego czasu bała się  ponownie zasiąść za kierownicą.


Z lewej Feliks Krzywoszyński, z prawej Janina Nowakowska (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)


Spokój rodziny Krzywoszyńskich, miasta i całego kraju, zburzył wybuch II wojny światowej. Feliks Krzywoszyński, pomimo młodego wieku, miał poważne problemy ze zdrowiem. Cierpiał na hemofilię i cukrzycę. Nie skorzystał z możliwości odwołania się od służby wojskowej ze względu na stan zdrowia, zdecydował się służyć. Był lekarzem wojskowym w Armii „Pomorze”.

1 września większość mieszkańców Margonina wyjechała z miasta. Zostawiwszy klucz w drzwiach, by Niemcy ich nie wyłamali, Irena Krzywoszyńska wraz z dziećmi przedostała się do pobliskiego Szamocina. Następnie przebywała w obozowisku na łąkach nad Notecią w okolicach Białośliwia. Doszło tam do strzelaniny, w której ucierpieli cywile. Irena zajmowała się opatrywaniem rannych. Pomagała zarówno Polakom, jak i Niemcom.

Tymczasem Armia „Pomorze”, do której należał Feliks Krzywoszyński, cofała się w okolice Bzury. Tam odbyła się jedna z największych bitew kampanii wrześniowej. Feliks nie brał jednak w niej udziału, gdyż zachorował. Trafił do szpitala polowego, następnie został wzięty przez Niemców do niewoli. Przebywał w obozie jenieckim dla oficerów w okolicach Łodzi. Więziono go również w Domu Żołnierza w Poznaniu.

Z dokumentów uzyskanych od wnuczki wynika, że Irena Krzywoszyńska została lekarką w Trzemesznie, gdzie zastępowała dr. Zaworskiego, który powrócił do miasta w październiku 1939 roku. Otrzymała wówczas pozwolenie na powrót do Margonina. Miasto zostało wcielone do III Rzeszy jako część Kraju Warty. Ponownie zamieszkała w kamienicy przy rynku, jednak w czasie okupacji miejsce wysiedlonych do Generalnego Gubernatorstwa właścicieli kamienicy zajął Niemiec o nazwisku Bloch.


Pozwolenie na powrót Ireny Krzywoszyńskiej z Trzemeszna do Margonina (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)


Ze względu na pogarszający się stan zdrowia, gruźlicę oraz starania żony, Feliks Krzywoszyński został zwolniony z niewoli. Do domu wrócił słaby, na wózku inwalidzkim. Podjął jednak próbę zorganizowania konspiracji w Margoninie. Pomagała mu w tym jego żona, która miała pełnić rolę łączniczki pomiędzy nim a Piotrem Kowalikiem – działaczem z powiatu wągrowieckiego. Ponadto Krzywoszyński próbował nawiązać kontakt z aktywem konspiracyjnym w powiecie.

Jego działania nie przyniosły zamierzonego skutku, gdyż zmarł, pomimo prób leczenia, 10 sierpnia 1940 roku w Poznaniu. Tam też został pochowany na Cmentarzu Górczyńskim.

Można się spotkać także z nieznacznie innym przedstawieniem historii Feliksa Krzywoszyńskiego: „Około 15 kilometrów od Chodzieży leży małe, dwutysięczne miasteczko Margonin. Do wojny jedynym lekarzem w Margoninie był dr Feliks Krzywoszyński (urodzony w r. 1904, dyplomowany w r. 1933 w UP). Mieszkał tam z żoną lekarką, ale wówczas, krótko przed wojną, ona nie praktykowała. Zmobilizowano go na wojnę 24 sierpnia 1939 r. i jako podporucznik przybył do Torunia, mimo że chorował na cukrzycę. Po tygodniu skierowano go do Szpitala w Toruniu w celu demobilizacji. Ale nazajutrz wybuchła wojna i dr Krzywoszyński, pomimo swej choroby, znalazł się ze swym ewakuowanym szpitalem wojskowym w kampanii wrześniowej. W rejonie Bzury został wzięty do niewoli niemieckiej. Dzięki niesłychanie ofiarnym staraniom żony 23 października 1939 r. zwolniono go ze szpitala niemieckiego w Łodzi. Przez Trzemeszno wrócił do Margonina. Był nie do poznania. Mimo choroby przyjmował pacjentów w swym gabinecie, a wizyty domowe załatwiała żona. Jednak stan zdrowia, niezależnie od troskliwej opieki pogarszał się z każdym dniem. Pod koniec lipca 1940 r. dołączyło się zapalenie płuc i 10 sierpnia 1940 r. Krzywoszyński zmarł w Poznaniu w Szpitalu Sióstr Elżbietanek przy ul. Łąkowej na oddziale dla Polaków. Niewątpliwie zmarł jako ofiara wojny, mając zaledwie 36 lat” [Martyrologia lekarzy wielkopolskich podczas okupacji hitlerowskiej, „Przegląd lekarski” Michał Przychodzki, 1978, nr 1, s. 118-119].

Irena Krzywoszyńska została sama, z dwojgiem małych dzieci, siostrą i matką we wcielonym do III Rzeszy Margoninie.

„Róża”

1940-1945

Po wcieleniu Wielkopolski do III Rzeszy Polacy zdecydowali się na podjęcie działalności konspiracyjnej. Armia Krajowa w Chodzieży założona została przez przedwojennego burmistrza miasta, Bronisława Marona, który miał kontakt m.in. z centralą w Poznaniu oraz grupą AK z Sierakowa. Kryptonimami chodzieskiej grupy były „Chodnik” oraz „Węglarnia”.

W tym samym czasie w okolicach Margonina działała niezależna, około trzydziestoosobowa grupa, „Burza”. Została ona założona przez Marcelego Krzyckiego z Karolinki, Antoniego Rutkowskiego z Szamocina oraz Józefa Bełcha z Lipiej Góry. W lutym 1941 roku dowódca, Marceli Krzycki pseud. „Iwan”, nawiązał kontakt z konspiracją pomorską.

Do udanych akcji margonińskiej grupy partyzanckiej zaliczyć można m.in. zdobycie radia ze Szkoły Leśnej w Margońskiej Wsi zimą 1941 roku, atak na areszt miejski w Szamocinie i przejęcie tam kilku sztuk broni palnej oraz amunicji we wrześniu 1943 roku, kradzież 320 kg masła z mleczarni przy ulicy Długiej w Margoninie 18 stycznia 1944 roku, zdobycie dużej liczby mundurów i bielizny wojskowej z magazynów Szkoły Leśnej w Margońskiej Wsi 21 maja 1944 roku.

W czerwcu 1944 roku zdecydowano o podporządkowaniu margonińskiej jednostki grupie chodzieskiej.

We wspomnieniach Pawła Bednarskiego pseud. „Sęk”, komendanta AK w Chodzieży, czytamy: „Zasadniczym celem organizacji było przygotowanie przyszłego powstania, zorganizowanie broni, pomocy materialnej i finansowej dla rodzin będących w szczególnie trudnych warunkach, a także zbieranie informacji o wojskach nieprzyjacielskich” [550 lat miasta Chodzieży (ludzie, fakty, wspomnienia), praca zbiorowa pod red. Jana Szelmeczki, Chodzież 1984].


Irena Krzywoszyńska z dziećmi (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)


Irena Krzywoszyńska postanowiła wznowić pracę zawodową. Należała do nielicznych lekarzy prowadzących praktykę w okolicach Chodzieży na początku lat 40. XX wieku. Otrzymała od władz III Rzeszy pozwolenie na swobodne poruszanie się po terenie powiatu, dzięki czemu mogła przemieszczać się pomiędzy Margoninem a Chodzieżą.

We wspomnieniach mieszkańców Margonina z tego okresu zapisała się jako lekarka ciepła, troskliwa, potrafiąca nawiązać dobry kontakt z pacjentami. Leczyła wszystkich bez względu na narodowość. W opiece nad chorymi pomagała jej siostra, Janina. Stan ten nie trwał jednak przez całą wojnę, gdyż Janina Nowakowska została wywieziona na roboty.

Jesienią 1942 roku Irena Krzywoszyńska została zaprzysiężona przez komendanta, ppor. Pawła Bednarskiego pseud. „Sęk”, na szefa sanitarnego Obwodu AK Chodzież. Rozpoczęła działalność pod pseudonimem „Róża”, a także „Irena”.

Irena Krzywoszyńska stała się nie tylko szefem sanitarnym Obwodu AK, ale także członkiem komendy obwodu Armii Krajowej oraz łącznikiem pomiędzy margonińską grupą a grupą Armii Krajowej z Chodzieży. W jej mieszkaniu odbywały się także narady konspiracyjne. Ze względu na obecność w domu dzieci, wszystkie prowadzone rozmowy dotyczące konspiracji, prowadzone były w języku niemieckim. Niemniej jednak znajomość języka okupanta sprawiała, że dzieci także rozumiały wszystko, o czym mówili dorośli.

Paweł Bednarski pseud. „Sęk” wspomina: „Do organizacji wciągnąłem wtedy również Irenę Krzywoszyńską, lekarkę z Margonina. Mąż jej, ppor. Feliks Krzywoszyński, był w kampanii wrześniowej lekarzem, a po powrocie z obozu zmarł 10 stycznia 1940 r. Irena Krzywoszyńska, matka dwojga małych dzieci, wkrótce odegrała dużą rolę w naszej organizacji, a to z uwagi na fakt, iż hitlerowcy pozwolili jej na prowadzenie praktyki lekarskiej wśród ludności polskiej powiatu chodzieskiego. Mając konia i wóz, na którym znajdowała się skrzynia z podręczną apteczką, Krzywoszyńska jako lekarz dosyć swobodnie poruszała się w terenie, nie budząc podejrzeń policji. Łączyła doskonale sprawy lecznictwa z zagadnieniami konspiracji” [Konspiracja pod Gontyńcem, Paweł Bednarski, s. 14].


Obóz w Żabikowie – wygląd z lutego 1945 r. 19 stycznia 1945 r., gdy zbliżała się Armia Czerwona, więźniów wywieziono do obozu w Sachsenhausen, a baraki podpalono (ze zbiorów Muzeum Martyrologicznego w Żabikowie)


W 1943 roku do chodzieskiej grupy AK kilkakrotnie przyjechał szef sztabu okręgu, mjr Jan Kamiński (pseud. „Franek”, „Rokita”, „Czarny”, „Czarnecki”, „Leon Nowak”, „Jan Wawrzyniak”). Odwiedził wówczas mieszkanie Ireny Krzywoszyńskiej w Margoninie. W przedostaniu się do miasta przez Jezioro Margonińskie pomógł mu członek margonińskiej konspiracji, rybak Bolesław Winkowski. Kamiński dostarczył Krzywoszyńskiej worek z lekami, którymi ona później dysponowała. Nieznane są tematy rozmów między Ireną Krzywoszyńską a Janem Kamińskim, lecz sama jego obecność świadczy o randze Krzywoszyńskiej jako członka AK.

W działalności konspiracyjnej Ireny Krzywoszyńskiej niebagatelną rolę odgrywał koń cyrkowy Aza. Cieszył się on popularnością wśród miejscowej ludności dzięki niezwykłym sztuczkom, m.in. maszerowaniem i stawaniem na dwóch nogach. Wykorzystywany był w celu sprawnego przemieszczania się po okolicy, odbywania wizyt lekarskich, przejazdów do Chodzieży. Wszystkie wyjazdy do tego miasta wiązały się z wizytą w kuźni Franciszka Jankowskiego (działacza konspiracji przy ulicy Zielonej 2. Oficjalnym powodem była potrzeba podkucia konia. W rzeczywistości kuźnia stanowiła skrzynkę kontaktową, gdzie Irena Krzywoszyńska spotykała się z Pawłem Bednarskim, który, jako woźnica, również tam przybywał. Podczas leczenia konspiratorów Krzywoszyńska korzystała z apteczki znajdującej się w skrzyni na wozie. W czasie przejazdów między Margoninem a Chodzieżą Irena rzucała po kryjomu chleb dla budujących drogę Żydów.

Niemcy, podejrzewając działalność AK w powiecie, dążyli do jej rozpracowania. W 1944 roku podstawili agenta, Józefa Przybyła. Kiedy konspiratorzy zdali sobie sprawę, że w ich szeregach znajduje się denuncjator, zdecydowali się na jego likwidację, do której miało dojść podczas umówionego z nim spotkania w rejonie młyna Piłka nieopodal Margonina. Przybył nie stawił się jednak na miejsce.

Informacje uzyskane przez Józefa Przybyła pozwoliły Niemcom na poznanie całej struktury chodzieskiej konspiracji. 8 sierpnia 1944 roku przeprowadzili akcję „Apfelbaum”, podczas której aresztowano niemal wszystkich działaczy konspiracyjnych powiatu, w tym Irenę Krzywoszyńską.

Niemcy przeszukali jej mieszkanie. Najprawdopodobniej wówczas zarekwirowana została Aza. Nie znaleziono natomiast radia, które znajdowało się pod łóżkiem jednego ze śpiących dzieci.

Początkowo Irena Krzywoszyńska więziona była w areszcie policyjnym. 10 sierpnia wraz z innymi aresztowanymi została przewieziona do Domu Żołnierza w Poznaniu. Gdy wyprowadzano ich z budynku policji, Irena, jako jedyna nieskuta osoba, krzyczała do syna, Tomasza: „Pamiętajcie, jeśli nie wrócę, to wiedzcie, za co zginęłam”. Była wówczas już bardzo pobita.

Zaczął się dla niej czas okrutnych przeżyć obozowych, głodu i poniewierki.


Dom Żołnierza im. marszałka Józefa Piłsudskiego w Poznaniu, w czasie okupacji siedziba Gestapo. Zdjęcie z 1942 r. (źródło Fotopolska)


25 września 1944 roku została przetransportowana do Więzienia Policji Bezpieczeństwa i Wychowawczego Obozu Pracy Poznań-Junikowo w Żabikowie. Spędziła tam pięć dni. Była wielokrotnie przesłuchiwana przez Gestapo, a przy tym bita i torturowana. Jeden z gestapowców, pochodzący z Szamocina Justus Schmidt, wybił jej wówczas zęby. W czasie pobytu w Żabikowie Irena Krzywoszyńska, jako jedyna, widziała ciało zabitego tam przez Niemców Bronisława Marona.

30 września Irenę Krzywoszyńską przewieziono do obozu w Ravensbrück, gdzie nadano jej nr obozowy 75648. Została lekarzem obozowym. Jej zadania ograniczały się do stwierdzania tyfusu, określania zdolności do pracy i stwierdzania zgonów. Irena Krzywoszyńska badała wówczas przyszłą błogosławioną Kościoła katolickiego, Natalię Tułasiewicz.

24 listopada Irena Krzywoszyńska została przewieziona do obozu Flossenbürg-Holleischen, gdzie otrzymała numer 60155.

Pobyt w KL Flossenbürg-Holleischen wywarł szczególny wpływ na osobowość Ireny, a wspomnienia mocno wryły się w jej pamięć. Była więziona w jednej celi z Niną Schenk Gräfin von Stauffenberg, żoną Clausa Schenka von Stauffenberga, aresztowanej po przeprowadzonym przez jej męża zamachu na Adlofa Hitlera.

Szczególnie agresywne były strażniczki. Litość wobec więźniarek okazywał przychylny Austriak, który grubo obierał ziemniaki, by mogły się dożywić obierkami. Ponadto pokazywał im gazety, których artykuły świadczyły o kolejnych klęskach Rzeszy.

Irena Krzywoszyńska ponownie pełniła rolę lekarki obozowej. W pracy Irenie pomagała radziecka spadochroniarka, Maria. Podawała się za wzorową komunistkę. Powiedziała, że gdy przyjdą sowieci, będą sprawdzać, kto jest komunistą, a kto nie.

Na przełomie kwietnia i maja 1945 roku do Holýšova dotarły informacje o zbliżającej się armii amerykańskiej. Z rozkazu otrzymanego przez dowódcę obozu wynikało, że w przypadku zbliżenia się Amerykanów obóz ma zostać spalony wraz z jego więźniarkami. Wykonanie rozkazu uniemożliwili polscy żołnierze z Brygady Świętokrzyskiej, którzy wyzwolili obóz 5 maja 1945 roku. Amerykanie wyzwolili cały Holýšov cztery dni później.

Irena Krzywoszyńska wspominała wielokrotnie dzień wyzwolenia. Wzruszającym przeżyciem był dla niej widok żołnierzy z orzełkami na mundurach. Krótko po wkroczeniu Polaków do obozu przeprowadzono sąd nad oprawcami. Niemal cały personel obozu został stracony, wypuszczono jedynie Austriaka i jedną Niemkę.


Żołnierze Brygady Świętokrzyskiej NSZ i grupa uwolnionych więźniarek obozu w Holýšovie (niem. Holleischen), 5 maja 1945 r. (ze zbiorów Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej)


9 maja 1945 roku Holýšov znalazł się w amerykańskiej strefie okupacyjnej.  Irena Krzywoszyńska, podczas pobytu na Zachodzie, poznała żonę Stanisława Mikołajczyka, Cecylię, która zaproponowała jej emigrację do Argentyny, Kanady, Południowej Afryki, Nowej Zelandii lub Australii. Irena zdecydowała się jednak wrócić do Polski. Chciała znaleźć się ponownie ze swoimi dziećmi, siostrą i matką, czekającymi na nią w Margoninie.

Kiedy Irena Krzywoszyńska była więziona, rozgrywał się dramat jej dzieci, będących pod opieką ich babci, Julianny Nowakowskiej. Krótko po aresztowaniu Ireny pozostali domownicy zostali przeniesieni do innego mieszkania. Przydzielono im jedną izbę. Dzieci i matka Ireny głodowały. Z relacji wnuka Ireny Krzywoszyńskiej wynika, że dochodziło do sytuacji, gdy jadały nawet wapno z pobielanych ścian mieszkania.

W styczniu 1945 roku, gdy do Margonina zbliżała się Armia Czerwona, Niemcy popadli w panikę. Miasto miało zostać zlikwidowane. Zamierzano rozstrzelać mężczyzn na rynku, a kobiety zagazować w szkole. Ratunek przyniosło wykonanie telefonu z poczty w Margoninie do Białośliwia z błaganiem o pomoc, gdzie znajdowali się już żołnierze radzieccy. Armia Czerwona wkroczyła do Margonina 22 stycznia 1945.

Bronisław Maron, pseud. „Mars”, „Łysy” – ur. 28 kwietnia 1888 roku w Koślince, zm. 22 sierpnia 1944 roku w Żabikowie. Burmistrz Chodzieży w latach 1923-1935; organizator AK w Chodzieży i konspiracyjnej administracji powiatu; zamęczony przez Gestapo w obozie w Żabikowie w 1944 roku (zdjęcie ze zbiorów Muzeum Martyrologicznego w Żabikowie).

Jan Kamiński, pseud. „Franek”, „Rokita”, „Czarny”, „Czarnecki”, „Leon Nowak”, „Jan Wawrzyniak” –
ur. 27 sierpnia 1912 w Ostrowie, zm. 7 czerwca 1944 roku w Żabikowie – major, szef sztabu Okręgu Poznań Armii Krajowej, rozstrzelany przez Gestapo w obozie w Żabikowie (zdjęcie ze zbiorów Muzeum Martyrologicznego w Żabikowie).

Koń Aza i wóz, którym jeździła Irena Krzywoszyńska w okresie okupacji (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

Fragment listy więźniów z nazwiskiem Ireny Krzywoszyńskiej (ze zbiorów Muzeum Martyrologii w Żabikowie)

Informacja przesłana rodzinie na temat przewiezienia Ireny Krzywoszyńskiej do obozu w Ravensbrück

Frauen-Konzentrationslager Ravensbrück – niemiecki obóz koncentracyjny dla kobiet funkcjonujący w latach 1939-1945 w okolicy Fürstenberg w Brandenburgii

Dokumenty związane z pobytem Ireny Krzywoszyńskiej w obozie w Flossenbürgu.

Konzentrationslager Flossenbürg-Holleischen– niemiecki obóz koncentracyjny dla kobiet istniejący w latach 1944-1945, filia obozu KL Flossenbürg

Zaświadczenie dotyczące wojennych losów Ireny Krzywoszyńskiej, wydane przez Zarząd Powiatowy ZBoWiD, 1973 r. (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

Dokument przyznający Irenie Krzywoszyńskiej nagrodę miasta Szamocina (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

Legitymacja Izby Lekarskiej Poznańskiej, 1945 r. (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

Legitymacja – zarejestrowanie pielęgniarki Janiny Nowakowskiej w Izbie Lekarskiej Poznańskiej, 1946 r. (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

Irena Krzywośzyńska z dziećmi, lata 60. (ze zbiorów Kazimierza Falaka)

Irena Krzywoszyńska z wnuczką Anną Chojnacką (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

Irena Krzywoszyńska nad morzem, 1. połowa lat 70. (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

Nekrolog (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

Lekarka

1945-1981

Po zakończeniu wojny w Margoninie niejednokrotnie pojawiały się pogłoski o powrocie dr Krzywoszyńskiej do miasta. Za każdym razem zbierano orkiestrę, która miała uroczyście przywitać na dworcu kolejowym uwielbianą lekarkę. Kolejna taka informacja nie wzbudziła zainteresowania mieszkańców. Okazało się jednak, iż tym razem Irena Krzywoszyńska faktycznie powróciła. Nie przygotowano wtedy uroczystego powitania, które odbyło się dopiero następnego dnia. Lekarka przywiozła ze sobą dwie walizki wypełnione prezentami dla mieszkańców. W głównej mierze były to słodycze dla dzieci.

Do Margonina wróciła także siostra Ireny Krzywoszyńskiej, Janina Nowakowska. Wojnę przeżył wywieziony do obozu Paweł Bednarski. Marceli Krzycki najprawdopodobniej zginął w obozie w Żabikowie pod koniec 1944 lub na początku 1945 roku. Do domów nie powrócili również Bolesław Winkowski i Franciszek Jankowski.

W sierpniu 1945 roku Irena Krzywoszyńska została doceniona przez Zarząd Miejski Szamocina. Otrzymała 3 tysiące złotych na ponowne urządzenie swojego gabinetu.

Po wojnie Irena Krzywoszyńska ponownie zamieszkała w mieszkaniu przy Rynku. Owdowiała podczas wojny właścicielka kamienicy, Franciszka Michalak, w 1946 roku wyszła powtórnie za mąż za Tomasza Kańczugę.


Irena Krzywoszyńska z synem Tomaszem (1937-2016) i córką Teresą (po mężu Chojnacką, 1935-2006) (ze zbiorów Kazimierza Falaka)


Irena Krzywoszyńska stała się dla komunistów osobą niepewną. Była inwigilowana przez dwóch członków Urzędu Bezpieczeństwa. Przebywali oni w jej gabinecie także wtedy, gdy badała pacjentów. Z trudem udawało się nakłonić ich do wyjścia z pomieszczenia na czas wykonywania części badań.

 Po wojnie Irena Krzywoszyńska utrzymywała kontakt z Piotrem Kowalikiem, z którym działała w konspiracji. Jej przyjacielem stał się ks. Franciszek Winiecki.

Wkrótce Irena Krzywoszyńska z rodziną przeprowadziła się do Szamotuł. Kontynuowała tam praktykę lekarską. Bez reszty oddawała się pracy. Najważniejsi stali się dla niej pacjenci. Prawdopodobnie miało to związek ze stwierdzonym u niej zespołem pourazowym. Nigdy więcej nie powróciła do Margonina. Starała się unikać rozmów na temat wojny. Pozostawała osobą wierzącą. Nie przywiązywała wagi do spraw materialnych. Dużo podróżowała, odwiedziła, m.in. Turcję i Egipt.


W Szamotułach Irena Krzywoszyńska mieszkała z dziećmi i siostrą Janiną najpierw przy ul. Poznańskiej 14, a następnie w bloku przy Obornickiej (zdjęcia ze zbiorów Muzeum-Zamku Górków i Spółdzielni Mieszkaniowej w Szamotułach)


Irena Krzywoszyńska przestała być aktywna od czasu wylewu, jakiego doznała w 1979 roku. Najprawdopodobniej miał on związek z wypadkiem, do którego doszło rok wcześniej – potrąceniem przez motocykl. Od tego czasu mieszkała w Poznaniu. Przebywała w domu pod opieką córki Teresy i wnuczki Anny. Pomimo wylewu i kłopotów ze zdrowiem nie zrezygnowała z nałogu palenia papierosów.

Zmarła 5 listopada 1981 roku w Poznaniu. Została pochowana 9 listopada na cmentarzu w Szamotułach. W 1995 roku, w obecności wnuczki, przeprowadzona została ekshumacja Ireny Krzywoszyńskiej. Jej grób, ze względów rodzinnych, został przeniesiony na Cmentarz Miłostowski w Poznaniu, gdzie spoczywa wraz z innymi członkami jej rodziny.

Irena Krzywoszyńska z pasją podejmowała trudne zadania, stając zawsze po stronie spraw najważniejszych. Nie zawiodła ani w czasach pokoju, ani wojny. Gotowa dać z siebie wszystko – żyła dla obcych ludzi, dla rodziny, dla Ojczyzny. Była człowiekiem o wielkim sercu, wrażliwym i dobrym, a jednocześnie odważnym i silnym. Można się na niej wzorować. Z szacunkiem i miłością wspominają ją wnuki. Powtarzają słowa, które wypowiedziała do syna, Tomasza, w chwili, gdy z budynku aresztu przeprowadzano ją do więzienia: „wiedzcie, za co zginęłam”. Była z siebie dumna i miała do tego prawo. Przygotowana na śmierć, przetrwała obozy zagłady. Po wojnie podjęła nowe wyzwania. Myśląc o niej, pamiętajmy, co jest w życiu ważne, dla czego warto żyć i umrzeć.

Jan Chraplak, Oliwia Kończak, Olgierd Krzyżaniak

praca napisana pod kierunkiem Agnieszki Ptakowskiej-Sysło

(I Liceum Ogólnokształcące im. św. Barbary w Chodzieży)

Bibliografia:

Literatura:

  • Chmielewski, S., Dzieje Chodzieży, Chodzież 1998.
  • Janiszewski, W. L., Margonin na starej fotografii, Margonin 2001.
  • Janiszewski, W. L., Znani i nieznani: margoniński słownik biograficzny, Poznań 2008.
  • Kogut-Piotrowska, M., Gierczak, A., Serca niezagasłe wspomnienia więźniarek z Ravensbrück, Warszawa 1979.
  • Libicki, M., Wryk, R., Zbrodnie niemieckie w Wielkopolsce w latach 1939-1945, Poznań 2004.
  • Łuczak, A., Pietrowicz, A., Ze strachem pod rękę i śmiercią u boku: Wielkopolanki w konspiracji 1939-1945, Poznań 2006.
  • Płonka, K., Martyrologium obozu hitlerowskiego w Żabikowie 1943-1945,
    Żabikowo 2004.
  • Przychodzki, M., Martyrologia lekarzy wielkopolskich podczas okupacji hitlerowskiej, „Przegląd lekarski” 1978, nr 1.
  • Ptakowska-Sysło, A., Konspiracja chodzieska 1939-1945 [online], [dostęp 20 czerwca 2017], dostęp w Internecie: http://www.polska1918-89.pl/pdf/konspiracja-chodzieska-19391944,2207.pdf
  • Rzepa, K., Dzieje Margonina, Poznań 2002.
  • Spis lekarzy, członków Związku Lekarzy Państwa Polskiego okręg wielkopolski, stowarzyszenie zap. w Poznaniu  [online], Poznań, [dostęp 25 maja 2017], dostęp w Internecie: http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/applet?mimetype=image/x.djvu&sec=f
    alse&handler=djvu_html5&content_url=/Content/2411/index.djvu.
  • Spis lekarzy, członków wlkp. Związku Lekarzy (okręg wielkopolski Związku Lekarzy Państwa Polskiego)  [online], Szamotuły 1939, [dostęp 25 maja 2017], dostęp w Internecie: http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/applet?mimetype=image/x.djvu&sec=f alse&handler=djvu_html5&content_url=/Content/72036/directory.djvu.
  • Szelmeczko, J. 550 lat miasta Chodzieży, Chodzież 1984.
  • Szymankiewicz, Z., W konspiracji wielkopolskiej: 1939-1945; wybór wspomnień, Poznań 1993.
  • Woźniak, M., Encyklopedia konspiracji wielkopolskiej: 1939-1945, Poznań 1998.
  • Ziółkowska, A., Zniewolony Poznań 1939-1945, Żabikowo 2007.
  • Ziółkowska, A., Żabikowo: archeologia miejsca pamięci, Żabikowo 2008.

Archiwa:

  • Archiwum Muzeum Martyrologicznego w Żabikowie:
    • Notatki Zenona Szymankiewicza z wywiadu z Ireną Krzywoszyńską
  • Archiwum KZ-Gedankstätte Flossenbürg
    • Lista więźniów obozu KL Flossenbürg
    • Dokumentacja pobytu w obozie Ireny Krzywoszyńskiej

Strony WWW:

  • Historia – Wielkopolskie Centrum Pulmonologii i Torakochirurgii, [online], [dostęp 15 maja 2017], dostępny w Word Wide Web: http://wcpit.pl/pl/o-nas/historia,9
  • Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej – Okręg Wielkopolska – Bronisław Maron [online], [dostęp 16 maja 2017], dostępny w Word Wide Web: http://akwielkopolska.pl/biograms/index/biograms/1,128,0,0,Biogramy,Strona1,1.html

Relacje ustne:

  • Relacja Anny Chojnackiej-Czachór, wnuczki Ireny Krzywoszyńskiej, uzyskana dn. 4 maja 2017 r. w Poznaniu
  • Relacja Przemysława Krzywoszyńskiego, wnuka Ireny Krzywoszyńskiej, uzyskana dn. 15 maja 2017 r. w Poznaniu
  • Relacja Zygmunta Piechockiego, mieszkańca Margonina, uzyskana dn. 8 maja 2017 r. w Margoninie
  • Relacja Dionizji Piechowiak, mieszkanki Margonina, uzyskana dn. 1 maja 2017 r. w Margoninie
  • Relacja Sabiny Rusin, mieszkanki Margonina, uzyskana dn. 1 maja 2017 r. w Margoninie

Irena Krzywoszyńska. Portret „Róży”2020-12-31T23:39:55+01:00

Aktualności – październik 2020

Wystawa plenerowa zdjęć Szamotuły wczoraj i dziś

W końcu października na terenie przy Szamotulskim Ośrodku Kultury pojawiła się plenerowa wystawa, zorganizowana w ramach V Wielkopolskiego Festiwalu Fotografii im. Ireneusza Zjeżdżałki organizowanego przez WBPiCAK – Wojewódzką Bibliotekę Publiczną i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu

Wystawa prezentuje Szamotuły z początków ubiegłego wielu – zatrzymane na starych pocztówkach i współczesne, zarejestrowane cyfrowymi aparatami pasjonatów fotografii z Klubu i Sekcji Fotograficznej SzOK. Pomysłodawcą projektu jest Wojciech Andrzejewski.



Sukcesy artystyczne Julianny Sroki-Kierończyk

Julianna Sroka-Kierończyk odnosi sukcesy artystyczne na poziomie ogólnopolskim ‒ serdecznie gratulujemy! Szamotulanka ma 16 lat, a zwycięża w konkurencji z osobami dorosłymi, często o wieloletnim doświadczeniu scenicznym. Ostatnio na ważnej imprezie, jaką są Biłgorajskie Spotkania z Poezją Śpiewaną i Piosenką Autorską, nie tylko zdobyła nagrodę („Małe Sitko Nadziei”), ale także została nominowana przez jury do udziału w finale konkursu legendarnego Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie. To wielkie wyróżnienie, bo to przecież konkurs, którego laureatami w przeszłości byli Marek Grechuta, Ewa Demarczyk czy Maryla Rodowicz.

Przed Julą i jej akompaniatorami: Krzysztofem Łączkowskim i Hermanem Żatuchinem jeszcze włocławski finał Ogólnopolskiego Konkursu Recytatorskiego w poezji śpiewanej, do którego zakwalifikowali się w czasie eliminacji wojewódzkich.. Julianna została też finalistką Ogólnopolskiego Konkursu Recytatorskiego w kategorii recytacji (w Ostrołęce). To także sukcesy Piotra Dehra ‒ instruktora Centrum Kultury Zamek w Poznaniu, przez wiele lat współpracującego także z Szamotulskim Ośrodkiem Kultury. Przed Julianną trzy gorące artystyczne weekendy: Ostrołęka, Kraków, Włocławek.

Przypominamy, że w przeszłości Julianna Sroka-Kierończyk trzykrotnie została laureatką konkursu „Szamotuły – miejsce dla talentów” (zwyciężyła w jednej z edycji, była finalistką i otrzymała wyróżnienie), zdobyła także wiele nagród na innych konkursach piosenki i recytatorskich (również gwarowych), np. w grudniu ubiegłego roku zajęła I miejsce w kategorii młodzieżowej IX Ogólnopolskiego Konkursu Recytatorskiego im. R. Brandstaettera w Trzciance. W tym roku Julianna zwyciężyła także w Ogólnopolskim Konkursie Literackim „Opowiedz mi swoją Bajkę”, którego organizatorem były Kwileckie Centrum Kultury i Edukacji im. Floriana Mazurkiewicza oraz Biblioteka Publiczna w Kwilczu.

Julianna Sroka-Kierończyk tworzy duet o nazwie Silk z inną szamotulanką ‒ Zuzanną Strzelczyk. Dziewczyny wykonują autorskie kompozycje (Julianna ‒ teksty, śpiew, Zuzanna ‒ muzyka, fortepian i skrzypce), kilkakrotnie dawały minirecitale (m.in. wystąpił w szamotulskim kinie jako support zespołu Lor), a w 2018 r. zdobyły wyróżnienie w kategorii poezji śpiewanej w Ogólnopolskim Turnieju Sztuki Ożywiania Słowa o Laur Rodu Górków w Szamotułach.

Julianna jest uczennicą 2 klasy liceum, do matury zostały jeszcze ponad dwa lata. Co dalej? Marzy o scenie i pracuje, aby to marzenie kiedyś spełnić, a my ‒ oczywiście ‒ gorąco jej tego życzymy.

Zdjęcia Emilia Matuszko, Kasia Klimkowska i SzOK



Spacer po lesie – tego nam trzeba!

Polecamy dziś dwa rezerwaty leśne w naszym regionie: Brzęki przy Starej Gajówce oraz Bytyńskie Brzęki (zdjęcia z pleneru – Sekcja i Klub Fotograficzy SzOK). Oba rezerwaty położone są w komplekcie leśnym na południe od Bytynia (gmina Kaźmierz), chronią las grądowy (wielogatunkowy las liściasty z przewagą grabów i dębów) wraz z okazami jarząbu brekinii (zwanego też brzękiem). Podążając z Bytynia ul. Pocztową, po wejściu do lasu po lewej stronie widzimy tablice informacyjne rezerwatu Brzęki przy Starej Gajówce (obecnie 6,45 ha, utworzony w 1959 r., 37 egzemplarzy brekinii). Drugi rezerwat położony jest 2 km dalej (poruszamy się zielonym szlakiem) – to większy obszar (obecnie 15,15 ha, rezerwat utworzony w 1959 r.), z 138 zinwentaryzowanymi okazami brekinii i pomnikowymi dębami, z rzadszych roślin rośnie tam wawrzynek wilczełyko.

Jak wygląda jarząb brekinia (brzęk)? To drzewo dorastające do ok. 25 m,  ale w dużym zacienieniu może mieć też postać krzewu. W Polsce jest dość rzadki i osiąga północno-wschodnią granicę występowania. Ma szerokojajowate liście z nierównymi ząbkami, jesienią przebarwiające się na czerwono. Wiosną ma białe kwiaty, owoce kuliste lub jajowate (ok. 1 cm), najpierw czerwonożółte, potem przebarwiają się na brązowo.

Wiecie, że spacer po lesie wzmacnia odporność, zmniejsza stres, może pomóc w depresji, poprawić pracę mózgu i obniżyć ciśnienie krwi?

Zdjęcia – Klub i Sekcja Fotograficzna Szamotulskiego Ośrodka Kultury



Historia ul. Poznańskiej

W sobotę, 10 października, odbył się nasz – 6. już – Spacer z Historią, tym razem ul. Poznańską. To ulica w Szamotułach, która w przeszłości nosiła najwięcej różnych nazw: Poznańska, Posenerstrasse (w okresie zaborów), znów Poznańska, od 1933 r. ul. Prezydenta Ignacego Mościckiego, w czasie niemieckiej okupacji – Bismarckstrasse, w latach powojennych: Poznańska, Ignacego Daszyńskiego (1947-51), Rewolucji Październikowej (1951-90) i znów Poznańska. Był to główny trakt, którym przez wieki wyruszano z Szamotuł do Poznania (przez Kępę, Baborówko, Pamiątkowo, Rokietnicę).

Na rzece kończyły się Szamotuły (tam w przeszłości stała drewniana brama miejska), a rozpoczynało się przedmieście Poznańskie, na którym do początku XIX w. stał kościół św. Ducha (okolice krzyża) i szpital parafialny. Drewniany kościół na planie krzyża powstał prawdopodobnie w XVI wieku; wiadomo, że miał wieżę i otoczony był cmentarzem. Pozostałości pochówków na tym terenie odnajdywano na początku XX wieku w czasie wznoszenia kamienicy Sundmannów (Poznańska 22), a także w latach 70. tego wieku podczas budowy centrali telefonicznej i później w czasie różnego typu prac ziemnych. Kościół św. Ducha nazywany był kościołem szpitalnym, gdyż ściśle związany był z fundacją w tym miejscu szpitala parafialnego, podobnie jak inne tego typu obiekty pełniącego funkcję przytułku dla chorych i biednych. Kościół został rozebrany w pierwszych latach XIX wieku. Za przedmieściem Poznańskim rozpoczynała się Nowa Wieś (ul. Nowowiejska, od 1946 r. – Feliksa Nowowiejskiego, kompozytora mającego związki z Szamotułami).

Ważnym publicznym miejscem Szamotuł do lat 70. XX w. była Sala Sundmanna – w tamtych czasach największa sala w mieście. To tam odbyły się niezwykle ważne zebrania u progu niepodległości Polski: wyłoniono radę żołnierską, zwołano wiec po wybuchu powstania wielkopolskiego. Tam w 1926 r. protestowano przeciwko zamachowi majowemu, a w następnych latach uroczyście obchodzono imieniny marszałka Piłsudskiego. W Sali Sundmanna od początku lat 20. mieściło się pierwsze szamotulskie kino o nazwie „Monopol”, na scenie występowały liczne w międzywojniu grupy teatralne: przyjezdne i miejscowe (np. Koło Sceniczne im. Juliusza Słowackiego prowadzone przez artystę malarza Wacława Masłowskiego, nauczyciela gimnazjum i mieszkańca ul. Poznańskiej), a w 1932 r. odbyła się premiera słynnego „Wesela szamotulskiego”. Odbywały się tam także pokazy o charakterze sportowym, w międzywojniu np. walki zapaśnicze z udziałem Wacława Badurskiego – siłacza o międzynarodowej sławie, także mieszkańca ul. Poznańskiej, a po wojnie walki bokserskie, m.in. z udziałem najlepszego z „szamotulskich bombardierów” – Gustawa Jądrzyka (o nim w czasie spaceru opowiadał syn Bogusław Jądrzyk). W czasach PRL-u  (do 1966 r.) mieścił się tam Powiatowy Dom Kultury, na scenie występowali wówczas najpopularniejsi polscy artyści: Czesław Niemen, Maryla Rodowicz, Kasia Sobczyk, Czerwono-Czarni, Niebiesko-Czarni i inni. Potem mieścił się tam magazyn „Ruchu”, krótko – dyskoteka „Pod bykiem” i sklep meblowy. Na parterze domu Sundmannów od lat 50. działało przedszkole (w końcu lat 70 nadano mu nazwę „Bolek i Lolek”), a w sąsiednim budynku – oddział pocztowy (tzw. mała poczta).

W tej części Szamotuł – w domu rodziny Sroczyńskich (Poznańska 31) początkowo mieściła się Szkoła Rolnicza (zanim pobudowano dla niej siedzibę przy ul. Skargi – późniejsze Gimnazjum i Liceum), obiektem szkolnym był też budynek przy Poznańskiej 16.

W opowieści o ulicy muszą znaleźć się też historie jej mieszkańców. W sobotę najwięcej uwagi poświęciliśmy takim postaciom, jak wymieniani już Wacław Masłowski (1887-1943), Wacław Badurski (1902-1996), Gustaw Jądrzyk (1928-2001), a także Sylwester Niziński (1858-1927) – lekarz kilku pokoleń szamotulan, ordynator Zakładu św. Józefa (szamotulskiego szpitala), przez kilka lat lekarz powiatowy, a także działacz społeczny: członek magistratu, prezes rady nadzorczej, a potem dyrektor Banku Ludowego. Sylwester Niziński mieszkał w pięknej (zaniedbanej dziś) willi pod numerem 14, którą zbudowała dla niego firma Henryka Wysockiego – zasłużonego szamotulskiego przedsiębiorcy i działacza społecznego, który w okresie międzywojennym miał swoją ulicę w Szamotułach (od 1950 r. – Wiosny Ludów).

Dziękujemy wszystkim, którzy wzięli udział w naszym spacerze mimo niekorzystnych warunków pogodowych i konkurencji wielkiego tenisa.

Spotkanie prowadzili Agnieszka Krygier-Łączkowska i Piotr Nowak. Zdjęcia ze spaceru – Piotr Mańczak



Grzegorz Snopek ‒ szamotulanin, który nie zapomniał o swoich korzeniach

Grzegorz z Szamotuł był synem mieszczanina Macieja Snopka i bliskim krewnym Szymona (może bratem lub bratem przyrodnim), profesora medycyny na Uniwersytecie Krakowskim. Studiował w Krakowie od 1499 r., w 1501 r. uzyskał stopień bakalaureata (odpowiednik dzisiejszego licencjata), magistrem został w 1506 r.; w tym samym roku przyjął także święcenia kapłańskie. Dalsze studia odbył we Włoszech (1513-16), gdzie uzyskał stopień doktora prawa kanonicznego. Wykładał na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Krakowskiego, przez kilka lat był rektorem szkoły katedralnej w Gnieźnie. Po powrocie z Włoch do Krakowa związany był przez wiele lat z Wydziałem Prawa. W 1530 r. w imieniu uniwersytetu i Krakowa witał króla Zygmunta I. Na rektora został wybrany dwukrotnie: w semestrze 1537/1538 i 1538. Sprawował też liczne funkcje kościelne w Wielkopolsce i Krakowie. Wydał drukiem dziesięć dzieł, zachowały się także rękopiśmienne notatki do prowadzonych wykładów.

W 1530 r. ustanowił fundację dla dwóch studentów z Szamotuł lub okolic. Mieli oni otrzymywać stypendium przez 3 lata do czasu uzyskania bakalaureatu, lecz mieli też obowiązek przepracowania 3 lat w Szamotułach. W testamencie, między innymi, zapisał 1000 grzywien na szpital-przytułek w Szamotułach i posag dla wydawanych za mąż ubogich panien.


PAŹDZIERNIK 2020

IMPREZY I KONCERTY


Minione



KINO

Aktualności – październik 20202020-12-30T11:55:23+01:00
Go to Top