About Agnieszka Krygier-Łączkowska

Autor nie uzupełnił żadnych szczegółów
So far Agnieszka Krygier-Łączkowska has created 368 blog entries.

Strajk szkolny 1906-1907

Agnieszka Krygier-Łączkowska

W obronie ojczystego języka

Strajk szkolny w latach 1906-1907

W Szamotułach strajk trwał 9 miesięcy: od 20 września 1906 roku do 25 czerwca 1907 roku. Najdłużej strajkowały dwie córki miejscowego szewca: Wiktoria i Maria Bochyńskie. Oprócz katolickiej szkoły elementarnej w Szamotułach strajk w naszym regionie objął swym zasięgiem szkoły w Kaźmierzu, Obrzycku, Ostrorogu, Wronkach, Dusznikach, Kąsinowie, Jastrowie, Gaju Małym, Bininie, Dobrojewie, Wielonku, Chełmnie, Orliczku i Popowie. W kulminacyjnym momencie strajkowało ok. 75 000 dzieci ze szkół zaboru pruskiego.

Za ten pacierz w własnej mowie,
Co ją zdali nam ojcowie,
Co go nas uczyły matki,
– Prusak męczy polskie dziatki!

Wiersz, z którego pochodzi ten fragment, Maria Konopnicka napisała w związku z wcześniejszym i najbardziej znanym strajkiem polskich dzieci w obronie języka polskiego w nauczaniu religii i w modlitwach szkolnych, czyli strajkiem uczniów szkoły we Wrześni z 1901 roku. W 1906 roku strajki objęły około 950 szkół. Przebieg strajku, stosowane przez władzę metody wobec dzieci i rodziców były podobne jak we Wrześni.

Szkoła na terenach zjednoczonych Niemiec, w tym w tzw. zaborze pruskim, działała na innych zasadach niż w okresie międzywojennym. Uchwalane zmiany w edukacji nie zawsze były wprowadzane równocześnie w całym państwie, nawet obok siebie mogły funkcjonować szkoły działające nieco inaczej. Najwyższą klasą w szkołach elementarnych (ludowych) była klasa I, uczniowie chodzili do niej zasadniczo do ukończenia 14 roku życia, kiedy to następowało tzw. „zwolnienie ze szkoły”, czyli koniec obowiązkowej edukacji. W gruncie rzeczy nie wiązało się ono z liczbą ukończonych klas, lecz właśnie z wiekiem uczniów. Jeśli ktoś za szybko przechodził do kolejnych klas, a nie osiągnął wymaganego wieku, w ostatniej (czyli w pierwszej) klasie mógł spędzić nawet kilka lat. Nie liczyła się wiedza, ale decyzja władz szkolnych, głównie rektora szkoły (dzisiejsza funkcja dyrektora) i inspektora szkolnego, sprawującego nadzór nad szkołami w danym powiecie. Czasem – karnie – uczniowie zatrzymywani byli w szkołach dłużej. Wspomniane „zwolnienie ze szkoły” następowało po Wielkanocy, bo wtedy właśnie kończył się rok szkolny i zaczynał następny. Uczniowie mieli wakacje w lipcu (tzw. żniwne), wracali do szkoły na sierpień i prawie cały wrzesień. Pod koniec tego miesiąca zaczynały się wakacje jesienne, zwane świętomichalskimi.  


Ul. Kapłańska, lata 1905-1918


Strajk w niektórych szkołach rozpoczął się jeszcze przed wakacjami żniwnymi, najwięcej uczniów przystąpiło do niego po zakończeniu wakacji świętomichalskich. W Szamotułach rozpoczął się kilka dni przed nimi. Informacje o strajku wyczytać można z pisanej odręcznie, oczywiście po niemiecku, kroniki katolickiej szkoły elementarnej w Szamotułach, czyli dzisiejszej Szkoły Podstawowej nr 2. Na początku lat 90. XIX w. powstał obecny budynek szkoły przy ul. Kapłańskiej, od 1889 roku funkcję rektora pełnił Franciszek Miękwicz.

„W dniu 20 września rozpoczęły dzieci na religii wstrzymywać się od odpowiedzi po niemiecku. Z 1. klasy najpierw Władysław Ciężki i Bronisław Kaczmarek. Liczba strajkujących przybierała z każdym dniem. Rodzice oświadczali na piśmie, że nie zezwalają swym dzieciom na religii odpowiadać w języku niemieckim”.

Chodziło nie tylko o odpowiadanie na lekcjach. W szkołach – aż do 1948 roku – naukę rozpoczynano poranną modlitwą. Wcześniej dzieci polskie odmawiać ją mogły w języku ojczystym, po polsku mogły też wypowiadać skierowane do nauczycieli pozdrowienie: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. Szamotulscy uczniowie zapewne tak jak ich rówieśnicy z innych miejscowości odkładali na nauczycielską katedrę pisane po niemiecku podręczniki: katechizmy i historie świętych, w odpowiedzi na zadawane pytania milczeli lub mówili po polsku. Do wakacji jesiennych liczba strajkujących uczniów w szamotulskiej szkole z każdym dniem rosła, w ostatnim dniu 78 z ogólnej liczby 502 polskich dzieci w klasach I-IV (naukę religii po niemiecku prowadzono w Szamotułach w starszych klasach, czyli od IV do I). Składanie oświadczeń przez rodziców także było praktyką stosowaną we wszystkich szkołach, w których dzieci przeciwstawiały się nauczaniu religii w języku niemieckim. Rodzice powoływali się na swoją odpowiedzialność przed Bogiem i Kościołem za religijne wychowanie dzieci, wskazywali, że dzieci nie rozumieją przekazywanych po niemiecku treści.


„Dziennik Poznański”, 25.09.1906 r.


Ważną rolę w propagowaniu strajku odegrała polska prasa, w Wielkopolsce takie pisma jak „Orędownik”, „Dziennik Poznański”, „Przyjaciel Ludu”, „Goniec Wielkopolski”, „Praca” czy „Postęp”. W każdym numerze tych czasopism przez wiele miesięcy zamieszczano teksty zebrane pod wspólnym tytułem, np. „Walka o naukę religii” („Orędownik”) czy „W sprawie nauki religii („Dziennik Poznański”). W tamtych czasach nie stosowano doskonale znanej z czasów PRL-u cenzury prewencyjnej, polegającej na kontrolowaniu wszystkich przekazów przed ich publikacją i niedopuszczaniu do ukazania się treści niewygodnych dla władzy. Nie znaczy jednak, że istniała w tym czasie całkowita wolność słowa, gdyż redaktorom pism bardzo często wytaczano procesy o „podburzanie do nieposłuszeństwa wobec władzy szkolnej”. W październiku 1906 roku skazano – na przykład – na karę miesiąca więzienia Idziego Świtałę, ówczesnego redaktora pisma „Praca”, który później – krótko przed I wojną –  związał się z Szamotułami, gdzie przez pewien czas pracował jako dentysta i zorganizował jedną z pierwszych drużyn skautowych w Wielkopolsce – drużynę im. księcia Józefa Poniatowskiego.

Prasa informowała o tym, gdzie odbywa się strajk, z podziwem wyrażała się o strajkujących dzieciach, często podawano ich nazwiska. Niejednokrotnie pojawiał się też swego rodzaju narodowy szantaż, zamieszczano bowiem nazwiska ważnych w polskiej społeczności osób, których dzieci nie podejmowały strajku. Czytelnicy polskich gazet dowiadywali się z nich, jak powinno brzmieć składane przez rodziców oświadczenie i kto z ważnych osób występuje w obronie nauczania religii w języku polskim (np. Henryk Sienkiewicz w liście do cesarza Wilhelma II).  

Szczegółowo informowano o nakładanych przez władze szkolne karach. Wprowadzano  zmiany w planie lekcji, a po południu strajkujący uczniowie musieli dwie lub trzy godziny spędzać w areszcie szkolnym, czyli pod opieką nauczyciela samodzielnie odrabiać dodatkowe wyznaczone na ten czas zadania, zwykle z języka niemieckiego. W październiku w prasie pojawiła się informacja, że nauczyciele z Szamotuł „nie chcą odsiadywać aresztu z dziećmi karanemi za opór przeciw niemieckiemu nauczaniu religii”, jednak inspektor szkolny Lindner szybko tę wiadomość zdementował. Na czas strajku zatrudniano dodatkowych nauczycieli, w Szamotułach aż trzech.


„Dziennik Poznański”, 6.10.1906 r. i „Orędownik”, 30.11.1906 r.


Zdarzały się kary cielesne – tzw. chłosta szkolna. Dziewczynki bito zwykle trzcinką po dłoniach, chłopców po pośladkach. Ten sposób karania był zresztą w tamtych i późniejszych czasach czymś normalnym. Ostatnią istotną karą wymierzaną uczniom było zatrzymywanie ich w szkole na kolejny rok (lub tylko grożenie taką możliwością).

Kary te prowadziły do konfliktów z rodzicami uczniów. Rodzice nie chcieli wysyłać uczniów na dodatkowe godziny. Motywowali to zmęczeniem dzieci, tym, że – jeśli mieszkają daleko – nie zdążą wrócić do domu na obiad. Dzieci popołudniami miały też do wykonania różne obowiązki domowe i ich nieobecność źle wpływała na funkcjonowanie rodziny: „Rodzice nie mają nikogo, ktoby im bydło pasł” – donosił „Dziennik Poznański”. Jeśli dziecko nie stawiało się na dodatkowe godziny, rodzice byli karani za „zmudę szkolną”, czyli wagary, za każdy dzień otrzymywali mandat w kwocie 1 marki. Zdarzało się, że bardziej krewki ojciec odpłacał się nauczycielowi za bicie swojego dziecka. Prasa tak przed tym przestrzegała: „Trzeba koniecznie panować nad sobą, chociaż to trudno przychodzi do rozpaczy przywiedzionemu ojcu. Panom nauczycielom zaś radzimy w ich własnym interesie, by nie dolewali oliwy do ognia – kijem, bo w desperacji o nieszczęście nietrudno” („Dziennik Poznański”). Wielokrotnie zdarzało się, że ojcowie strajkujących dzieci byli zwalniani z pracy. Ostatnią – szczególnie drastyczną karą – było odbieranie dzieci rodzicom.

W poszczególnych miejscowościach odbywały się wiece związane ze strajkami szkolnymi. Czasem władze do nich nie dopuszczały, zwykle jednak pojawiał się miejscowy komisarz policji i – kiedy uznawał, że naruszone zostały przepisy – wiec po prostu rozwiązywał. Tak stało się także pod koniec października w Szamotułach. Wiec przerwano w trakcie wystąpienia posła na sejm pruski hrabiego Macieja Mielżyńskiego, który – jak przedstawiła prasa – „kreślił barwnie i przekonywająco walkę ludu polskiego z wrogim systemem pruskim”.


„Postęp”, 2.12.1906 r.


Najwięcej dzieci przystąpiło do strajku po wakacjach jesiennych. Wiązało się to ze zdecydowanym stanowiskiem, jakie zajął w tym czasie arcybiskup poznański i gnieźnieński (prymas) Florian Stablewski, wcześniej postrzegany przez niektórych jako zbyt ugodowy wobec władz zaborczych. 8 października arcybiskup podpisał orędzie do diecezjan, odczytane z wszystkich ambon 14 października, czyli w niedzielę przed powrotem dzieci do szkół. Oto jego fragment:

„Tylko nauka religii w języku ojczystym zdolna jest młodociane serca urabiać, do poznania i miłości Boga zagrzewać i tworzyć podstawy silne i niewzruszone dla całego życia – na tem to stanowisku trwałem zawsze, jego wszędzie i wszelkiemi przysługującemi mi sposobami broniłem i na niem póki życia mojego mi stanie trwać będę”.

Strajk po wakacjach jesiennych nabrał charakteru powszechnego, a orędzie prymasa, który zmarł pięć tygodni później, zostało uznane za jego testament polityczny. 

Widokówka z budynkiem szkoły katolickiej w Szamotułach, przed 1905 r.

Dawna szkoła w Bininie. Zdjęcie Andrzej Bednarski, 2019 r.

Wygląd klasy w szkole na terenie zaboru pruskiego. Ekspozycja w Muzeum Dzieci Wrzesińskich

Okładka kroniki szkolnej prowadzonej do 1914 r. Obecnie kronika przechowywana jest w Szkole Podstawowej nr 2 w Szamotułach.

Ilustracja z książki Mieczysława Jabczyńskiego Walka dziatwy polskiej z pruską szkołą, Poznań 1933.

Wiersz opublikowany w „Dzienniku Poznańskim”, 25.09.1906 r.

Relacje z wiecu w Szamotułach: „Orędownik”, 31.10.1906 r. i „Postęp”, 30.10.1906 r.

Portret Floriana Stablewskiego (1841-1906), autor Bolesław Łaszczyński

„Dziennik Poznański”, 25.10.1906 r.

Zaświadczenie o udziale w strajku w szkole w Kąsinowie, wydane Wojciechowi Mańczakowi w 1939 r. Własność Piotr Mańczak.

Wojciech Mańczak (1898-1978) – uczestnik strajku w szkole w Kąsinowie, wcielony do armii niemieckiej brał udział w 1. wojnie światowej, powstaniec wielkopolski – jeden z pierwszych ochotników z Szamotuł, uczestnik wojny polsko-bolszewickiej.

Kazimierz Mikołajczak (1997-1940) – jeden z inicjatorów strajku szkolnego w Jastrowie, wcielony do armii niemieckiej brał udział w 1. wojnie światowej, powstaniec wielkopolski, uczestnik wojny polsko-bolszewickiej. Kapitan Wojska Polskiego, we wrześniu 1939 r. służył w Kowlu, aresztowany przez Sowietów, ofiara zbrodni katyńskiej.

W kronice katolickiej szkoły elementarnej w Szamotułach można znaleźć zapis: „Na pierwszych godzinach religii po wakacjach jesiennych 19 października na niemieckiej religii 258 dzieci stawiło opór. Liczba strajkujących z dnia na dzień przybierała i wynosiła w dniu 29 października 395 dzieci (70%)”. Od tego dnia liczba strajkujących stopniowo się zmniejszała. Najdłużej – do 25 czerwca 1907 roku – strajkowały Wiktoria i Maria Bochyńskie, córki szewca. W 1930 roku Wiktorię po mężu Kozłowską zaproszono do szkoły na obchody 25-lecia walki o polską szkołę.

Jak wynika z kroniki, w czasie największego nasilenia strajku dzieci biorące w nim udział po lekcjach śpiewały pieśni religijne przy krzyżu stojącym obok kolegiaty, a wieczorem – w październiku – uczestniczyły w nabożeństwie różańcowym.


Klasa w Szkole Powszechnej im. Marii Konopnickiej, zdjęcie z 1938 r.


Ówczesny rektor szkoły Franciszek Miękwicz kierował szkołą także w pierwszych latach po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, na emeryturę przeszedł z końcem września 1924 roku, po 55 latach pracy w zawodzie nauczyciela i 43 w szkole w Szamotułach. Żegnany był bardzo uroczyście przez władze Szamotuł z burmistrzem Konstantym Schollem, proboszcza Bolesława Kaźmierskiego i inspektora szkolnego Rosochowicza. Jak wielu nauczycieli-Polaków w czasie strajku 1906-1907 był w bardzo trudnej sytuacji, jako rektor szkoły musiał wprowadzać w życie trudne decyzje władz. Po latach nikt nie miał mu tego za złe, podkreślano jego dbałość o szkołę, obowiązkowość, a on sam wskazywał, jak ważne jest dążenie do zgody.

Strajk – choć słuszny – okazał się przegrany. Represje ze strony władz w dłuższej perspektywie czasowej okazały się trudne do zniesienia dla polskich rodzin – psychicznie i materialnie. Prawie roczna walka polskich dzieci zatrzymała jednak dalszą germanizację nauczania religii. Najważniejszym skutkiem strajku było pogłębienie świadomości narodowej w najszerszych warstwach ludności, bo przecież strajkowano na bardzo wielu wsiach. Ponad dekadę po tych wydarzeniach duża część strajkujących wówczas dzieci inaczej niż poprzez milczenie na lekcjach i cierpliwe znoszenie nakładanych kar zawalczyła o polskość. Na przełomie 1918 i 1919 r. wielu z tamtych chłopców, teraz już dorosłych, poszło do powstania i wywalczyło wolność dla następnych pokoleń Wielkopolan.

Strajk szkolny 1906-19072021-05-20T16:02:28+02:00

Tadeusz Hoffmann – student z Szamotuł i zbrodnia katyńska

Tadeusz Hoffmann – student z Szamotuł i zbrodnia katyńska

Ojciec Tadeusza i narzeczona Miłka do końca życia nie wierzyli w jego śmierć i zawsze na niego czekali. Wiedzieli, że znalazł się w sowieckiej niewoli i przebywał w obozie w Starobielsku. Na początku rodzina sądziła, że będzie tam bezpieczniejszy niż gdyby trafił do Niemców.

Dom Rynek 6 na zdjęciach sprzed 1918 r. i z lat 60. XX w. W tej samej kamienicy mieszkał znany szamotulski nauczyciel i trener Henryk Nowak (http://regionszamotulski.pl/henryk-nowak-sportowiec-nauczyciel-i-trener/)

Tadeusz Hoffmann w latach szkolnych (2. rząd, 2. od prawej)

Legitymacja na przejazdy, wydana przez Politechnikę Warszawską, 1937 r.

List Tadeusza, napisany do ojca po powrocie z pogrzebu matki, Warszawa 10.03.1939 r.

Serwis „Tom” z Zakładów Porcelany Stołowej w Wałbrzychu, pomalowany przez Ludmiłę Pokorną, 1958 r.

Tablica na Cmentarzu Ofiar Totalitaryzmu w Charkowie, dzielnica Piatichatki. Cmentarz powstał w latach 1999-2000 z inicjatywy Federacji Rodzin Katyńskich.

Cmentarz Ofiar Totalitaryzmu w Charkowie – tabliczki z nazwiskami pomordowanych

Pomnik Katyński na Cmentarzu Farnym we Wrześni, odsłonięty w 1995 r. Umieszczono na nim nazwisko Tadeusza Hoffmanna.

Tablica upamiętniająca nauczycieli i wychowanków szamotulskiego Gimnazjum im. ks. Piotra Skargi, którzy zginęli w czasie II wojny światowej. Odsłonięto ją w 1996 r. w dawnym budynku Gimnazjum i Liceum.


Tadeusz był najstarszym z dzieci Zofii (1889-1939, z domu Jerzykiewicz) i Bronisława (1887-1959) Hoffmannów, urodził się w 1915 roku w Buszewie. W następnych latach przyszli na świat kolejni synowie – Stanisław (ur. 1916) i Jan (ur. 1917), w 1921 roku jedyna córka Zofia (po mężu Żuromska) i w 1928 roku najmłodszy Włodzimierz. W domu Hoffmannów dużą wagę przywiązywano do wartości: patriotyzmu, rozwoju duchowego i służby innym. W okresie szkolnym dzieci należały do harcerstwa, jeździły na obozy, chłopcy byli też członkami Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”, lubili sport i grali na różnych instrumentach. Od 1928 roku Hoffmannowie mieszkali przy szamotulskim Rynku (nr 6).


Rodzina Hoffmannów w 1930 r. Zofia i Bronisław z dziećmi (od lewej): Stanisławem, Włodzimierzem, Tadeuszem, Zofią i Janem


Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości Bronisław Hoffmann przez kilkanaście lat pełnił funkcję asesora w szamotulskim starostwie, jego zadaniem była likwidacja majątków po tych Niemcach, którzy zdecydowali się opuścić te tereny. W 1930 roku został członkiem Rady Miejskiej, działał w Akcji Katolickiej, od 1934 roku był jej przewodniczącym w parafii szamotulskiej. W latach 30. rozpoczął pracę w miejscowej cukrowni. Jego żona pomagała potrzebującym w Stowarzyszeniu Pań Miłosierdzia św. Wincentego à Paulo. W domu gotowała nie tylko dla najbliższych, na posiłki do Hoffmannów przychodzili bowiem różni ludzie biedni. Zmarła 5 marca 1939 roku w konsekwencji choroby nowotworowej, na pogrzeb przyszły tłumy. Wyglądało to jak na procesji Bożego Ciała – wspominały ponad pół wieku później jej dzieci. Proboszcz ks. Bolesław Kaźmierski powiedział o zmarłej, że była człowiekiem, który nigdy nie prosił dla siebie, ale zawsze dla innych.


Ostatnie wspólne zdjęcie, 1938 r. Siedzą: Tadeusz, Zofia, Bronisław i Zofia (Zula); stoją: Stanisław, Włodzimierz i Jan.


Tadeusz od kilku lat nie mieszkał już wówczas w domu. Ukończył Gimnazjum Humanistyczne im. ks. Piotra Skargi, w 1935 roku zdał maturę, a następnie – przed studiami – odbył służbę wojskową i w stopniu kaprala ukończył znaną w tamtych czasach Szkołę Podchorążych Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu. Rozpoczął studia elektrotechniczne na Wydziale Elektrycznym Politechniki Warszawskiej. Rodzeństwo wspominało, że był bardzo uzdolniony i jeszcze w Szamotułach zbudował na użytek rodziny najprostszy odbiornik radiowy, niewymagający żadnego zasilania – tzw. radio kryształkowe, które odbierało sygnał lokalnej rozgłośni.

Studentami w tym samym czasie byli także bracia Stanisław i Jan, którzy po maturze w szamotulskim gimnazjum wybrali studia w Poznaniu – Stanisław na wydziale lekarskim Uniwersytetu, a Jan w Wyższej Szkole Handlowej. W poznańskim Państwowym Liceum Gospodarczym uczyła się wówczas Zofia, zwana w rodzinie Zulą. Mama zmarła w dzień jej 18. urodzin. Zula była wtedy dwa miesiące przed maturą, postanowiła jednak przełożyć egzaminy na później, by wesprzeć ojca i braci. Ze względu na wojnę przerwanej nauki nigdy nie udało jej się dokończyć.


Nekrolog z „Kuriera Poznańskiego”, 7.03.1939 r.


5 sierpnia 1939 roku Tadeusz Hoffmann ostatni raz był w rodzinnym domu. Ojciec kazał mu wówczas złożyć przysięgę, że nigdy nie splami honoru munduru polskiego oficera. Po latach wyrzucał sobie, że gdyby nie przysięga, może syn zachowałby się inaczej, może – jak jeden z kolegów – przebrałby się w strój ordynansa i wydostał z niewoli? Przed wyjazdem na miejsce mobilizacji, jakim był dla niego Kraśnik na Lubelszczyźnie, Tadeusz złożył jeszcze jedną przysięgę. Nie zdążył oficjalnie zaręczyć się z ukochaną Ludmiłą Pokorną (1920-87, w tamtych czasach mówiło się „Pokornianką”), córką nauczyciela fizyki w gimnazjum w Szamotułach. Młodzi ślubowali sobie jednak wzajemnie miłość i wierność przed szamotulskim obrazem Matki Bożej. Znali się od dzieciństwa, ich rodziny przyjaźniły się, a mamy razem działały charytatywnie.

W kampanii wrześniowej Tadeusz Hoffmann uczestniczył w stopniu podporucznika, był żołnierzem Pułku Zapasowego „Kraśnik” Wielkopolskiej Brygady Kawalerii, a ściślej przydzielonego do tego pułku szwadronu 7. Pułku Strzelców Konnych. Pułk „Kraśnik” w trakcie walk został włączony do Grupy Operacyjnej „Dubno”, która walczyła z Niemcami do 25 września, kiedy to po dwudniowej bitwie pod Rawą Ruską dowództwo podjęło decyzję o poddaniu się – w sytuacji braku możliwości dalszej walki i przebijania się w stronę granicy z Węgrami oraz nadciągających wojsk sowieckich. Grupa 2 tysięcy żołnierzy z oficerami trafiła do niewoli niemieckiej.

Dokładnie dziś nie wiadomo, dlaczego Tadeusz Hoffmann znalazł się nie w niewoli niemieckiej, lecz sowieckiej i został przewieziony do Starobielska. Dziś – kiedy od ponad ćwierćwiecza znamy wreszcie los polskich oficerów w niewoli sowieckiej – strasznie naiwna wydać się może radość ojca Bronisława, który uznał, że gorsza byłaby niewola niemiecka. Ale tak już było – to Niemców w rodzinie Hoffmannów obawiano się najbardziej. Stanisława Hoffmannowa (matka Bronisława), która we wrześniu 1939 roku mieszkała u sióstr zakonnych w Poznaniu, na wieść, że do miasta wkroczyli Niemcy, położyła się do łóżka i już z niego nie wstała.



W końcu sierpnia i pierwszych dniach września 1939 roku wielu mieszkańców Szamotuł, w tym rodzina Hoffmannów, ucieka na wschód Polski. Hoffmannowie chcą przeczekać zagrożenie niemieckie na Wileńszczyźnie. Pierwsi – w ostatnim dniu sierpnia – wyjeżdżają Zula z Włodkiem, pociągiem, razem z rodzinami szamotulskich nauczycieli gimnazjum – paniami Pokorną, Frankowską, Pawelową i ich dziećmi – które chcą dotrzeć do Kraśnika – bazy pułku zapasowego. Młodzi Hoffmannowie są więc razem z narzeczoną Tadeuszaa Miłką. Ostrzeliwanymi pociągami dojeżdżają do Warszawy, potem Lublina, Puław i Witkowic, są tam do momentu wycofania się wojsk polskich. Po 17 września decydują o powrocie do Szamotuł. W domu – po wielu perturbacjach – są 1 października. Tego samego dnia wracają ojciec Bronisław ze Stanisławem i Janem, którzy również próbowali uciekać na wschód.

Od Tadeusza zaczynają przychodzić pierwsze listy. W grudniu prosi o koce i żywność, na początku kwietnia 1940 roku – o nowe buty, bo te, które ma, są zupełnie zdarte. Ostatni z listów, wysłany do narzeczonej w 2. połowie kwietnia, przyniósł jej oraz rodzinie nadzieję. Tadeusz pisał, że ze Starobielska zaczynają wywozić oficerów. Myśleli, że niedługo wróci, zapadła jednak cisza…

Wstrząsem dla rodziny Hoffmannów jest egzekucja na szamotulskim Rynku, niemal pod ich domem. 13 października Niemcy rozstrzeliwują 5 mieszkańców Otorowa, a oni zmuszeni są na to patrzeć (por. http://regionszamotulski.pl/wojenne-losy-kwiatkowskich-z-otorowa/). Jeszcze w 1939 roku muszą opuścić swoje mieszkanie, przenoszą się do skromnego mieszkania dla pracowników cukrowni, mieszczącego się w domku przy ul. Bolesława Chrobrego, wówczas jest to Berlinerstrasse.

Ojciec wraca do pracy w cukrowni, podobnie jak Jan, który latem 1939 roku odbywał tam praktyki studenckie. Zula musi pracować w polu, a Włodek kończy Deutsche Schule für Polnische Kinder (niemiecką szkołę dla polskich dzieci) i pracuje w zakładzie produkcji wódek i likierów Paula Bertholda, później – tak jak ojciec i brat – w cukrowni. Zakładem kieruje Niemiec Woollschläger, dość życzliwy rodzinie Hoffmannów. Bronisława zna jeszcze sprzed wojny, bo przyjeżdżał do szamotulskiej cukrowni z Niemiec na praktyki, rzekomo uczyć się, a tak naprawdę przygotowywać się do kierowania zakładem w momencie opanowania terenów polskich. Jedynie Stanisław wyjeżdża do Generalnego Gubernatorstwa, do Jędrzejowa, gdzie mieszka wielu wysiedlonych z Wielkopolski szamotulan. Tam pracuje i zakłada rodzinę. Po wojnie uzyskuje dyplom lekarza i stopień doktora nauk medycznych, jest specjalistą w dziedzinie laryngologii, pracuje jako lekarz wojskowy w Żarach, a po przejściu do cywila w Raciborzu.


Poszukiwania Tadeusza, 1947 r.


Wojna się kończy, a Hoffmannowie nadal czekają na Tadeusza. Szukają go przez różne instytucje. Wprawdzie o odkryciu w Lesie Katyńskim zbiorowych grobów polskich oficerów Niemcy poinformowali w kwietniu 1943 roku, wiadomo jednak, że ofiarami byli jeńcy przetrzymywani tylko w jednym obozie – w Kozielsku. Rodziny tych, którzy trafili do Starobielska, mogły mieć jeszcze nadzieję. Bronisław Hoffmann pociesza się, że Tadeusz mógł wydać się Rosjanom pożyteczny ze względu na swoją znajomość zagadnień łączności, że może wywieziono go gdzieś daleko na wschód, do azjatyckich części Związku Radzieckiego, że kiedyś wróci. Na narzeczonego do końca życia czeka też Miłka. Kończy wyższą szkołę plastyczną, maluje ceramikę, pracuje najpierw w Wałbrzychu (w Zakładach Porcelany Stołowej „Wawel”), później w Chodzieży (w Zakładach Porcelany i Porcelitu).

Potwierdzenie śmierci jeńców ze Starobielska przyszło do Szamotuł okrężną drogą, poprzez książki wydawane w latach 80. w Londynie. Władze Związku Radzieckiego oficjalnie przyznają się do zbrodni katyńskiej jeszcze później, bo równo pół wieku po jej dokonaniu. Dopiero wówczas mogą być przeprowadzone przesłuchania, ekshumacje i ogłoszone ich wyniki. Rodziny ponad 3 800 więźniów Starobielska poznają szczegóły śmierci i miejsce pochówku bliskich.

Z jednej strony to ulga, z drugiej – zgaszenie jeszcze tlącej się może na dnie serc nadziei. Bo szczegóły tej zbrodni są straszne. Polaków ze Starobielska wywożono stopniowo, między 5 kwietnia a 12 maja 1940 roku. Wagonami, a potem ciężarówkami dowożono ich do siedziby NKWD w Charkowie. Tam w piwnicach więzienia NKWD nocami dokonywano egzekucji: jeńcom wiązano ręce z tyłu i mordowano ich strzałami w potylicę. Ciała przewożone były ciężarówkami i wrzucane do wcześniej wykopanych dołów na terenie leśno-parkowym przy sanatorium resortu spraw wewnętrznych w miejscowości o niewinnie brzmiącej nazwie Piatichatki.  

Wśród nich był Tadeusz Hoffmann, student elektrotechniki z Szamotuł. Rozkaz rozstrzelania polskich jeńców wojennych i innych osób więzionych w Zachodniej Białorusi i na Ukrainie, bez oskarżenia, procesu i zapadnięcia wyroku, przedstawiciele najwyższego organu partii komunistycznej (Biura Politycznego WKP(b) ) podpisali 5 marca 1940 roku. Dokładnie rok po śmierci Zofii Hoffmannowej – matki Tadeusza. Jej dzieci po latach mówiły: dobrze, że odeszła w spokoju przed wojną, bo nie zniosłaby tego, co spotkało jej najstarszego syna.

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Szamotuły, 09.04.2019

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Od urodzenia związana z Szamotułami. Polonistka (jak mama) i regionalist(k)a (jak tata).

Dr nauk humanistycznych, redaktor i popularyzator nauki. Prezes Stowarzyszenia WOLNA GRUPA TWÓRCZA, wiceprezes Szamotulskiego Stowarzyszenia Charytatywnego POMOC.

Tadeusz Hoffmann – student z Szamotuł i zbrodnia katyńska2025-01-03T20:52:20+01:00

Helena Szczerkowska – wspomnienia z młodości

Rehablilitacja rannych żołnierzy. Franciszek Kaźmierczak siedzi 2. od lewej. Poznań, 1915 r.

Pałac w Charcicach,1913 r.

Marianna Kaźmierczakówna, 1919 r.

Na stawie w Bytkowie. Helena siedzi 3. od prawej. 1. połowa lat 20. XX w.

Dwie Heleny: Kaźmierczak i Michalska, Gdynia, 1932 r.

Anna i Franciszek, lata 30.

Helena z braćmi: Franciszkiem i Henrykiem, 2. poł. lat 30.

Helena z rodzicami, siostrzeńcem Gwidonem i jego żoną, Bytkowo, 1940 r.

Helena, 1943 r.

Helena Szczerkowska wspomina młodość

Helena Szczerkowska w lutym 2019 roku skończyła 106 lat. Po ślubie z Bolesławem Szczerkowskim (1906-1976), nauczycielem, instruktorem harcerskim i działaczem społecznym, zamieszkała w Szamotułach. Kiedy opowiada o sobie, najchętniej cofa się pamięcią do dzieciństwa i młodości – lat, gdy była jeszcze Helenką Kaźmierczakówną i wraz z rodzicami i rodzeństwem mieszkała w Nojewie, Chrzypsku, Izdebnie i Bytkowie – dobrach niemieckiej rodziny Hantelmannów. Od tamtych czasów świat tak bardzo się zmienił!

Helena przyszła na świat 10 lutego 1913 roku w Nojewie. Jej rodzicami byli Anna z domu Siewert (1877-1958) i Franciszek (1874-1949) Kaźmierczakowie. Anna pochodziła z Białokosza (gmina Chrzypsko Wielkie), jej rodzice – Nepomucena i Franciszek – prowadzili tam gościniec, „z bilardem” – dodaje pani Helena. Kaźmierczakowie wywodzili się z Bobulczyna. Rodziny były wtedy bardzo liczne, niemal w każdej rodziło się sześcioro-ośmioro dzieci. Na ojcowiźnie pozostał jeden z braci (Jan), a Franciszek wybrał zawód budowlańca. Jak wspomina pani Helena, kształcił się w Niemczech, czyli gdzieś w głębi kraju, bo i tutaj jeszcze przez kilkanaście lat były Niemcy, a do niemieckiej szkoły poszły nawet najstarsze dzieci Anny i Franciszka.


Anna i Franciszek Kaźmierczakowie, ok. 1918 r.


Pobrali się w 1898 roku w kościele w Psarskiem. Zawodowy los Franciszka, a także los całej jego rodziny związał się z Hantelmannami. Otto von Hantelmann (1870-1944) na początku lat 90. przybył do Wielkopolski z Dolnej Saksonii. W 1896 roku ożenił się z Luizą von Massenbach (1876-1943). Jak wspomina pani Helena, rodzinę hrabiów Massenbachów, właścicieli Białokosza, dobrze znała jej babcia i mama, niemal rówieśnica Luizy. Trudno dziś powiedzieć, czy wpłynęło to na zatrudnienie Franciszka, faktem jest, że stał się on prawą ręką Ottona przy różnych inwestycjach budowlano-remontowych. Otto von Hantelmann zamieszkał z żoną w pałacu w Rokietnicy (budynek, w którym mieści się technikum – Zespół Szkół im. Zamoyskich), równocześnie kończono rozpoczętą jeszcze przed ślubem z Luizą budowę pałacu w Baborówku. Franciszek raczej nie uczestniczył w tej budowie, w tamtym czasie prowadził inwestycje położone w innej części majątku Hantelmannów. Ośrodkiem drugiego rejonu wielkopolskich dóbr hrabiów były Charcice z pięknym pałacem z 1840 roku, w którym od ponad pięćdziesięciu lat mieści się Zakład Terapii Uzależnień. Tę część majątku (Charcice, Izdebno i Jabłonowo) Otto przejął po stryju Hermanie. Otto von Hantelmann działał także w Szamotułach, był członkiem rady nadzorczej mleczarni i cukrowni.


Bytkowo, spotkanie rodzinno-sąsiedzkie, ok. 1928 r.


Anna i Franciszek Kaźmierczakowie doczekali się ośmiorga dzieci: pięciu córek i trzech synów. Różnica wieku między najstarszą z rodzeństwa Gertrudą (ur. 1899) a najmłodszym Marianem (ur. 1920) była właściwie różnicą pokolenia, najwyraźniej uzmysławia to fakt, że kilka miesięcy po Marianie na świat przyszedł jego siostrzeniec Gwidon – syn Gertrudy. Pozostałe dzieci Anny i Franciszka to: Marianna (ur. 1900), Franciszek (ur. 1904), Izabela (ur. 1906), Joanna (ur. 1909), Helena (ur. 1913) i Henryk (ur. 1916).

W 1914 roku Franciszka, już wówczas ojca sześciorga dzieci, wysłano na front I wojny światowej. Rok później został ranny i z przestrzeloną ręką znalazł się w szpitalu w Brunszwiku, skąd po jakimś czasie zwolniono go do domu. W 1920 roku rodzinę Kaźmierczaków spotkało nieszczęście: w odstępie kilku miesięcy zmarły dwie córki, najpierw 14-letnia Izabela, a później 20-letnia Marianna. Marianna zmarła tuż przed Bożym Narodzeniem, aby ulżyć jej cierpieniu, w gorączce obkładano ją lodem wyrąbanym z Jez. Chrzypskiego. Dla Helenki, która miała wtedy 7 lat, śmierć sióstr musiała być ciężkim przeżyciem. Zmarłe niemal wiek temu Marianna i Izabela, wracają do niej w snach do dziś.


Przed dworkiem w Bytkowie, 1928 r.


Naukę Helena rozpoczęła już w polskiej szkole – najpierw w Izdebnie, potem w Rokietnicy i Pawłowicach. W 1. połowie lat 20. Otto von Hantelmann ściągnął Franciszka do prac bliżej swojej siedziby, rodzina Kaźmierczaków zamieszkała w nie istniejącym dziś dworku w Bytkowie. Część majątku w Charcicach została po I wojnie sprzedana, a w pałacu zamieszkał Georg von Hantelmann (1898-1924) – syn Ottona i Luizy, niemiecki bohater niedawno zakończonej wojny. Zasłużył się zwłaszcza w ostatnich miesiącach wojny, kiedy jako pilot samolotu myśliwskiego zestrzelił 25 samolotów angielskich, amerykańskich i francuskich (nieoficjalnie 30). Jego życie skończyło się tragicznie – w 1924 roku zginął od strzału, prawdopodobnie zabili go przemytnicy, których przyłapał w przypałacowym parku. W 2. połowie lat 30. Hantelmannowie zlikwidowali majętność w Charcicach-Izdebnie, grunty rozparcelowano, a pałac sprzedano.


Ślub Joanny Kaźmierczakówny z Romanem Michalskim, 1928 r.


Bytkowski dworek stał w niezwykle pięknej okolicy. Teren opada w kierunku Samicy, dziś to Sobocko-Pawłowicki Obszar Chronionego Krajobrazu, a na miejscu, gdzie kiedyś stał dworek, do niedawna znajdowały się pola golfowe. Kiedyś rozciągały się tam pola uprawne, rosły sady, na okolicznych stawach pływano łódkami, a sam dworek otoczony był ogrodem.

W Bytkowie dorastały dzieci Kaźmierczaków i stąd wychodziły w świat. Pierwsza, jeszcze w czasach chrzypskich, wyszła za mąż najstarsza Gertruda (po mężu Gołębiewska), mieszkała w Poznaniu. Franciszek wybrał zawód ogrodnika, pracował u Romana Dmowskiego, działacza Narodowej Demokracji, który w latach 1922-34 mieszkał w podpoznańskim Chludowie, a później u Kwileckich. Henryk został mistrzem cukiernictwa, prowadził cukiernię przy dzisiejszej ul. 23 Lutego w Poznaniu, zdobył wiele nagród w konkursach cukierniczych. Najmłodszy syn Marian został księgowym, po wojnie pracował w oddziałach PZGS-ów (Powiatowych Związkach Gminnych Spółdzielni „Samopomoc Chłopska”), a pod koniec życia zawodowego w słynnym Peweksie w poznańskim Okrąglaku.

W 1928 roku w kościele w Sobocie odbył się ślub córki Joanny (po mężu Michalskiej, mieszkającej później we Wrześni). Na zdjęciu zrobionym w ogrodzie domu weselnego piętnastoletnia Helenka siedzi z przodu na ziemi, ubrana w plisowaną spódniczkę i bluzkę z marynarskim kołnierzem. Po ukończeniu szkoły powszechnej – podobnie jak inne „panienki z dobrych domów” – uczy się na kursach prowadzenia gospodarstwa domowego, handlu, szycia i hafciarstwa. W tej ostatniej sztuce osiąga mistrzostwo.


Przy dworku w Bytkowie, ok. 1932 r. Helena (3 od lewej), inne osoby z tego zdjęcia to rodzice, brat Franciszek, siostry Gertruda i Joanna z mężami i dziećmi oraz Elżbieta Szczerkowska (późniejsza szwagierka Heleny)


Helena mieszka z rodzicami, pomaga im w pracach domowych, w ogrodzie, pasie gęsi. Przeżywa też pierwszą dziewczęcą miłość. Jej ukochanym jest Franek, chłopiec, z którym dorasta, sąsiad z tego samego dworku. Kiedy przyszło dorosłe życie, ich drogi się rozeszły, dawny ukochany poślubił inną kobietę, urodzili się synowie. Wkrótce jednak stracił żonę, która zginęła w czasie bombardowania Poznania. Owdowiały Franciszek chciał ponownie związać się ze swoją pierwszą miłością, jednak Helena go odrzuciła. Mimo to dziś często wraca do niego myślą, wspomnienia wczesnej młodości nabrały barw i – jak to bywa u osób w mocno zaawansowanym wieku – to, co bardzo odległe, na nowo się przybliżyło.

Wówczas Helena już wiedziała, że oparcie w przyszłym życiu znajdzie w Bolesławie Szczerkowskim, bracie swojej przyjaciółki Elżbiety (po mężu Rossa). Znała go od lat, przez cały okres wojny korespondowali ze sobą, gdyż Bolesław w czasie kampanii wrześniowej dostał się do niewoli i przebywał w oflagu w Murnau.

Osobny rozdział wspomnień Heleny Szczerkowskiej to właśnie czas wojny. Przez pierwsze lata ciężko pracowała fizycznie w polu, po 12 godzin, ponad siły. Brat Marian został aresztowany przez Niemców, początkowo rodzina nie znała miejsca jego pobytu. Wreszcie przyszła wiadomość od mieszkającego w Toruniu Michała Siewerta, brata Anny Kaźmierczakowej, któremu informację o pobycie siostrzeńca w miejscowym więzieniu przekazał jego pracownik. Helena ma wówczas sen: śni jej się Matka Boska z obrazu wiszącego na drzewie rosnącym przy drodze z Bytkowa do Soboty, która każe napisać list do więzienia z prośbą o uwolnienie Mariana. List pisze Franciszek Kaźmierczak, przypomina o ranach, które odniósł, walcząc w niemieckiej armii, wskazuje, że syn jest potrzebny w gospodarstwie. Po jakimś czasie przychodzi odpowiedź: trzeba przyjechać z garderobą dla Mariana, co oznacza, że zostanie zwolniony z więzienia. W podróż wybrała się właśnie Helena, z Torunia wróciła nie tylko z młodszym bratem, ale także z 60 ukrytymi listami innych więźniów do rodzin. Do dziś pamięta, że przesyłki były pełne wszy. We wspomnieniach pani Helena drzewo z drogi do Soboty stało się symbolem. Jeszcze w czasie wojny trafił w nie piorun, który zniszczył koronę, natomiast nie naruszył samego obrazu. Dziś obok tego miejsca stoi drewniany krzyż przydrożny.


Rodzina Hantelmannów: Otto (zakrywa twarz dłońmi), Luiza i 2. żona Rudolfa – Gertruda. Park przy pałacu w Rokietnicy, ok. 1936 r.


Druga część okupacji była dla Heleny łatwiejsza, bo pod opiekę wzięli ją Hantelmannowie. O swoich pracowników dbali w okresie międzywojennym: Otto na swój koszt sprowadzał do wsi lekarza dla pracowników, w razie potrzeby płacił za leki, pracownicy – oprócz wypłaty – otrzymywali ekwiwalent w naturze. Każdy z nich bez dodatkowych opłat mógł trzymać własną krowę w przeznaczonej na to stodole Hantelmanna. W czasie wojny Hantelmannowie również nie opuścili swoich pracowników w potrzebie. Otto powoływał się na wojenne zasługi syna i uzyskiwał od okupacyjnych władz informacje o planowanych aresztowaniach wśród swoich pracowników. Starał się wówczas uwięzienie (także w obozie koncentracyjnym) zamienić na wywóz na roboty. Helena nie pracowała już w polu, jej zadaniem było szycie. Szyła i naprawiała odzież, na przykład dla dwojga wnucząt Ottona i Luizy. Były to dzieci młodszego syna Rudolfa i jego trzeciej żony Jutty, pochodzącej z niemieckiej hrabiowskiej rodziny z Kurlandii (obecnie Łotwa).

Helena Szczerkowska wspomina, jak wozem drabiniastym Jutta z małymi dziećmi wyjeżdżała na zachód mroźną zimą z 1944 na 45 rok. Mąż przebywał na froncie, a teściowie już wówczas nie żyli: Luiza zmarła w 1943, a Otto w 1944 roku, oboje zostali pochowani przy ufundowanym przez ich rodzinę kościele ewangelickim w Rokietnicy, po wojnie zamienionym na świątynię katolicką pod wezwaniem Chrystusa Króla Wszechświata. W momencie wyjazdu Jutta była w zaawansowanej ciąży, odwozili ją pracownicy majątku. Na drogę powrotną podarowała im wszystkie pierzyny, jakie sama miała.


Helena i Bolesław Szczerkowscy, czerwiec 1946 r.


Bolesław Szczerkowski wrócił do Polski we wrześniu 1945 roku. W listopadzie nastąpiły zaręczyny, a w grudniu ślub w kościele w Sobocie i wesele w Bytkowie. Ostatnią ważną uroczystością rodzinną, która odbyła się w Bytkowie, były złote gody – 50-lecie ślubu Anny i Franciszka Kaźmierczaków.

Helena i Bolesław zamieszkali w Szamotułach, gdzie Bolesław rozpoczął pracę jako nauczyciel Szkoły Podstawowej nr 1. Małżonkowie doczekali się dwóch córek. W 1947 roku urodziła się Elżbieta, dwa lata później Danuta. Przez pierwsze lata rodzina mieszkała w kamienicy Koszudów (Rynek 9), od 1950 roku – w kamienicy Wrzyszczów (Rynek 37/Dworcowa 1). W tej samej kamienicy obok mieszkała moja rodzina: prababcia, jej siostra, babcia, mama i jej brat. Państwo Szczerkowscy byli bardzo życzliwymi sąsiadami, swoje mieszkanie udostępnili nawet na wesele moich rodziców.

Z lat 50. i 60. Helena Szczerkowska wspomina przedstawienia teatralne odbywające się w sali Sundmanna. Bardzo lubiła też czytać książki. Na brydżu bywały u Szczerkowskich inne małżeństwa nauczycieli: Pawelowie, Niedźwiedziowie i Ziołkowie.

Elżbieta Szczerkowska (po mężu Niparko) – podobnie jak ojciec – została nauczycielką; uczyła języka polskiego w szkołach w Otorowie i Liceum Zawodowym w Szamotułach. Danuta Szczerkowska pracowała w Narodowym Banku Polskim, później w Zakładzie Budowlano-Montażowym i w administracji szpitala. To ona mieszka z mamą (od 1997 roku przy ul. Szachowej) i niezwykle troskliwie się nią opiekuje. W 2013 roku, krótko po swoich setnych urodzinach, pani Helena przewróciła się i złamała nogę, od tego czasu nie może samodzielnie chodzić i porusza się na wózku.


106. urodziny w gronie najbliższych, luty 2019 r.


Elżbieta Szczerkowska (po mężu Niparko) – podobnie jak ojciec – została nauczycielką; uczyła języka polskiego w szkołach w Otorowie i Liceum Zawodowym w Szamotułach. Danuta Szczerkowska pracowała w Narodowym Banku Polskim, później w Zakładzie Budowlano-Montażowym i w administracji szpitala. To ona mieszka z mamą (od 1997 roku przy ul. Szachowej) i niezwykle troskliwie się nią opiekuje. W 2013 roku, krótko po swoich setnych urodzinach, pani Helena przewróciła się i złamała nogę, od tego czasu nie może samodzielnie chodzić i porusza się na wózku.

Pani Helena doczekała się trojga wnuków: Bartosza, Agnieszki i Macieja oraz prawnuczki Leny. Jest z nich bardzo dumna. Agnieszka i Maciej, razem z przyjaciółmi z kwartetu wokalnego A Vista, co roku dają dowcipny występ na urodzinach babci, a Lena – uczennica 1. klasy jest bardzo uzdolniona tanecznie i muzycznie.

Od czasu do czasu rodzina – oczywiście razem z panią Heleną – wyrusza śladami jej wspomnień. Odwiedzają Białokosz, Chrzypsko, Charcice, Rokietnicę, Bytkowo, Sobotę, Baborówko – oglądają miejsca, które związane są z przeżyciami mamy i babci, zapalają znicze na cmentarzach, gdzie spoczywają ich przodkowie.

 Agnieszka Krygier-Łączkowska


Zdjęcia rodziny Szczerkowskich

Zdjęcia rodziny Hantelmannów i część informacji na ich temat pochodzi od Małgorzaty Saternus (Rokietnickie Archiwum Cyfrowe)

Szamotuły, 04.04.2019

Rudolf von Hantelmann i jego żona Jutta (okres wojny)

Helena i Bolesław Szczerkowscy z Henrykiem Kaźmierczakiem, Wrocław, 1946 r.

Helena i Bolesław Szczerkowscy z córkami, Joanna Michalska z synem, poł. lat 50.

95. urodziny Heleny Szczerkowskiej

103. urodziny w restauracji WuZetKa

Odwiedziny ks. biskupa Zdzisława Fortuniaka, 2017 r.

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Od urodzenia związana z Szamotułami. Polonistka (jak mama) i regionalist(k)a (jak tata).

Dr nauk humanistycznych, redaktor i popularyzator nauki. Prezes Stowarzyszenia WOLNA GRUPA TWÓRCZA, wiceprezes Szamotulskiego Stowarzyszenia Charytatywnego POMOC.

Helena Szczerkowska – wspomnienia z młodości2025-01-03T20:54:21+01:00

Aktualności – kwiecień 2019

Ostatni moment na rozliczenia podatkowe

Kiedyś było lepiej? Czasem, tak, czasem nie. Warto przeczytać, w jaki sposób egzekwowano zaległe podatki 90 lat temu.


Wiosenne spacery

Zdjęcia z 1930 r. (warto zwrócić uwagę na stroje!) – nad szamotulskim „Jeziórkiem” i przy kolejowym wiadukcie. Uwieczniono na nich spacer rodziny Wiktora Górczyńskiego – naczelnika szamotulskiej poczty w latach 1929-ok. 1935. Na fotografii 1. zdjęciu: Stefan Górczyński, NN, Maria Górczyńska, Irena Górczyńska, NN; na 2.: siedzą od lewej: Maria Górczyńska, NN, Irena Górczyńska, NN, stoją: Stefan Górczyński i nieznany ksiądz.

Zdjęcie – własność Iwony Górczyńskiej Hapko (córki Stefana).



Szamotulskie Groby Pańskie

W tym roku były piękne. W centrum grobu w bazylice kolegiackiej znalazła się nowa ikona – dzieło Jarosława Kałużyńskiego. W kościele św. Krzyża symbolika grobu nawiązywała do śmierci, która staje się źródłem życia.

Zdjęcia Maciej Borowczak



Piosenki religijne w stylu country

Paweł Bączkowski nagrywa ostatnio utwory religijne, którym nadaje charakterystyczne – countrowe – brzmienie. Najnowszy teledysk powstał nad Jez. Lednickim i w szamotulskiej bazylice kolegiackiej. Zapraszamy do wysłuchania i obejrzenia!


Paweł Bączkowski "Powiedz ludziom" gospel

Polska pieśń gospel w countrowym stylu.Kto czuje temat…proszę o udostępnianie dalej. Życzę szczęścia …WSZYSTKIM.Dziękuję Rafałowi Baldyszowi za fantastyczną pracę.Pozdrawiam serdecznie Paweł Bączkowski

Opublikowany przez Planeta Country Paweł Bączkowski Czwartek, 11 kwietnia 2019


Dom Młodzieży

Szamotuły, marzec 1966 r, ul. Dworcowa, budowa Domu Młodzieży (taka była pierwsza nazwa) – siedziby organizacji młodzieżowych i Powiatowego Domu Kultury (obecnie Szamotulski Ośrodek Kultury). Widoczny na zdjęciu transparent – jak wspomina Tomasz Grupiński – wzbudził kontrowersje, ponieważ przy wznoszeniu budynku pracowała społecznie także młodzież z innych miejscowości powiatu. Napis zmieniono więc na „Młodzież powiatu szamotulskiego buduje sobie dom”. Cegiełki na budowę rozprowadzano w szkołach, harcerze zbierali grzyby, dochód z ich sprzedaży przeznaczony był także na tę inwestycję.

Zdjęcie z albumu rodzinnego Mariana Różańskiego udostępnił jego syn Rafał.



„Szamotuły” w Poznaniu

8 kwietnia Zespół Folklorystyczny „Szamotuły” po raz kolejny wystawił nasze regionalne widowisko Wesele szamotulskie. Występ odbył się w ramach ogólnopolskiej konferencji naukowej „100 lat etnologii uniwersyteckiej w Poznaniu. Dyscyplina wobec wyzwań przyszłości” w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej na Wydziale Historycznym UAM. 

Zdjęcia Marta Szymankiewicz


Dawne Szamotuły

Stale szukamy fotografii z naszego miasta i regionu. Niedawno opublikowaliśmy na FB dwie fotografie ze strony Fotopolska. Obie oddają nie tylko dawny wygląd miasta, ale także klimat tamtej epoki.

Pierwsze zdjęcie przedstawia kamienicę o adresie Rynek 17 (narożnik z dzisiejszą ul. Braci Czeskich). Na początku XX w. mieściła się tam restauracja Baehra. Dziś jest to jeden z najbardziej zaniedbanych przy rynku domów (poprzednia siedziba PKO). Na drugim widoczny jest fragment dzisiejszej al. 1 Maja, wówczas Gerichtstrasse (Sądowa) – od częściowo widocznego po prawej stronie budynku sądu rejonowego. Potężny jak na szamotulskie warunki budynek z czerwonej cegły powstał w 1874 r., siedzibę sądu stanowił do pożaru w 1945 r. Warto wiedzieć, że nowa siedziba sądu i prokuratury, oddana do użytku w 2008 r., architektonicznie nawiązuje do tego dawnego budynku (fasada od ul. Cmentarnej). Oba zdjęcia powstały w okresie 1905-1915.



Prima aprilis!

Informacja z „Gazety Szamotulskiej” o łodziach wyścigowych na szamotulskim „Jeziórku” od razu budzi wątpliwości (choć w międzywojniu często po tym akwenie pływano), „podejrzane” jest nazwisko warszawskiego artysty B.Laga (blaga). Że wszystko to były żarty primaaprilisowe, wiemy z kolejnego numeru gazety.


Szamotuły, 19.04.2019

KWIECIEŃ 2019

IMPREZY I KONCERTY

Trwające


Minione

Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy w Szamotułach, Rynek 10


KINO

Aktualności – kwiecień 20192025-02-24T18:21:36+01:00

Bazylika w Szamotułach w obiektywie Andrzeja Bednarskiego


Bazylika kolegiacka w Szamotułach w obiektywie Andrzeja Bednarskiego


Szamotuły, 29.03.2019

Bazylika w Szamotułach w obiektywie Andrzeja Bednarskiego2025-01-07T10:37:32+01:00

Szczepankowo (gmina Ostroróg) – historia miejscowości

Historia Szczepankowa

Szczepankowo to wieś położona w gminie Ostroróg, 5 km od Szamotuł. Najwcześniejsza historia miejscowości wydaje się dziejami ciągłych zmian majątkowych i konfliktów. Wynika to z prostego faktu, że jedynie takie dokumenty się zachowały. Nie ulega wątpliwości, że Szczepankowo to stara wieś szlachecka, która istniała już w XIV w.

Pierwsza wzmianka o wsi pochodzi z 1397 roku. W latach 1397-1400 jej ówczesny właściciel Przezdrew Szczepanowski toczył spór ze Święszkiem z Dobrojewa i Dzadkowa (w powiecie gnieźnieńskim). Święszek wraz z innymi ośmioma rycerzami i ośmioma „panoszami”, czyli rycerzami niepasowanymi, „zajechał” własność Przezdrewa. Termin „zajazd” oznaczał w dawnej Polsce samodzielne egzekwowanie wyroku. Z zachowanej wzmianki wynika, że Święszek zabrał Przezdrewowi konia i uwolnił zakutego w dyby jednego z jego kmieci. Z kolei w 1403 roku źródła wymieniają kmiecia ze Szczepankowa Wawrzyńca zwanego Wierzbą, będącego w sporze ze Stanisławem Rudzkim z Rudek o 2 grzywny bez 4 groszy.

Około połowy XV wieku właścicielem Szczepankowa był Jan Świdwa Starszy z Szamotuł. W latach 1461-1462 Świdwa sprzedał z zastrzeżeniem prawa pierwokupu plebanowi, mansjonarzom i rektorowi szkoły w Ostrorogu 8 grzywien 16 groszy czynszu w Szczepankowie za 100 grzywien.

W 1469 roku Szczepankowo było wymienione jako wieś, która zalegała z płaceniem królowi czynszu łanowego, za co nałożono karę w wysokości 14 grzywien. W tym samym roku miał miejsce kolejny konflikt, który spowodował, że nazwa Szczepankowo odnotowana została w dokumentach. Tym razem ówczesny sołtys Szczepankowa – Jan pozwał Helenę, żonę Jana z Ostroroga, dziedziczkę Stobnicy i księżniczkę raciborską.


Gospoda Fritza Treske, ok. 1912


W 1473 roku Piotr z Szamotuł, dziedzic Szczepankowa, wykupił od kanonika poznańskiego i prepozyta kolegiaty Św. Marii Magdaleny w Poznaniu Sędziwoja z Soboty 5 grzywien czynszu od głównej sumy w wysokości 60 grzywien zapisanego na wsi Szczepankowie oraz wsi Szczuczyn przez zmarłego Dobrogosta (ojca Piotra z Szamotuł). Cztery lata później, w 1477 roku, Dziersław ze Szczepankowa sprzedał duchownemu – Marcinowi z Szamotuł 3 floreny czynszu od sumy 36 florenów na Szczepankowie.

W 1496 roku syn Piotra ze Szczepankowa (zapewne wcześniej znanego jako Piotr z Szamotuł) – Andrzej dał swojej córce – Katarzynie połowę dóbr Szamotuł, w tym połowę wsi Szczepankowo, jako zabezpieczenie jej posagu. Po wyjściu Katarzyny za mąż Andrzej miał wypłacić jej mężowi kwotę 2000 grzywien, a po tej wypłacie dobra miały wrócić do Andrzeja. Jednak w 1511 roku Katarzyna przekazała swojemu mężowi Łukaszowi II Górce połowę dóbr Szamotuł wraz z wsiami, w tym połowę wsi Szczepankowo, co oznacza, że jej ojciec Andrzej nie wypłacił obiecanej kwoty jej mężowi. W 1499 roku Szczepankowo ponownie pojawiło się wśród wsi, które nie zapłaciły czynszu łanowego.

Pozostała część Szczepankowa należała do Dobrogosta z Szamotuł, który w 1545 roku zapisał swojej żonie Elżbiecie ¼ Szczepankowa. Dobrogost pojawiał się w źródłach również w 1546 i 1548 roku.

Około 1566 roku wojewoda poznański Łukasz III Górka, wnuk Łukasza II po synu Andrzeju i mąż Halszki z Ostroga, sprzedał połowę wsi Szczepankowo wraz z czterema łanami w Gaju za kwotę 4500 złotych Kasprowi Bobrownickiemu, z zastrzeżeniem prawa pierwokupu. Pięć lat później Bobrownicki kupił kolejną część wsi Szczepankowo od Jana Świdwy z Szamotuł (wnuka Wincentego po synu Janie) za sumę 5000 złotych. Natomiast pozostałą część wsi Szczepankowo w 1579 roku Stanisław Górka (brat Łukasza III Górki) sprzedał Jakubowi Rokossowskiemu.

W kolejnych latach Szczepankowo należało do dwóch Bobrownickich – Łukasza, który miał 3 łany, i Marcina, który miał 5 łanów, oraz do Rokossowskich. W 1602 roku Łukasz Bobrownicki swoją część wsi Szczepankowo przekazał na 3 lata (sprzedał z prawem odkupu) na rzecz Andrzeja Siedleckiego. Z kolei w 1615 roku bracia Łukasz i Marcin odkupili pozostałą część wsi od Stanisława Rokossowskiego (syna Jakuba). Do Bobrownickich Szczepankowo należało prawdopodobnie prawie do końca XVII wieku. W 1670 roku Stefan Bobrownicki część wsi sprzedał Wojciechowi Żychlińskiemu oraz jego żonie Katarzynie Bukowieckiej za sumę 8.500 złotych polskich. Prawdopodobnie pozostałą część Szczepankowa w 1687 roku Ludwik Bobrownicki zobowiązał się sprzedać za kwotę 16.000 złotych polskich – Janowi Korzbok Łąckiemu.

Co najmniej od 1767 roku do 1819 roku właścicielami Szczepankowa była rodzina Kowalskich – Ignacy i Joanna oraz ich potomkowie. Ignacy zmarł w 1799 roku w wieku 60 lat, natomiast Joanna zmarła w 1815 roku w wieku około 70 lat. Kolejnymi właścicielami Szczepankowa była rodzina Święcickich, co najmniej od 1833 do 1852 roku.


Dawny dwór, zdjęcie z lat 80.


U schyłku XIX wieku (około 1880 roku) wieś miała 5 domów i 51 mieszkańców (z czego 47 było katolikami, a 4 protestantami) oraz 78 hektarów (w tym 71 ha roli i 3 ha łąk). Z kolei dwór wraz z folwarkiem Wygoda tworzył okręg dworski z 11 domami 177 mieszkańcami (145 katolików i 32 protestantów) oraz obejmował obszar 530 ha (w tym: 404 ha roli, 33 ha łąk, 27 ha lasów). Podczas wykopalisk prowadzonych w XIX wieku w Szczepankowie znaleziono dwa brązowe naramienniki. W miejscowości znajdowała się szkoła katolicka, do której na przełomie lat 1866/1867 uczęszczały 163 dzieci, a nauczycielem od 1862 roku był Bonawentura Wicherski.

W latach 1904-1908 wieś stanowiła własność Królewskiej Komisji Osadniczej Państwa Pruskiego. Po 1905 roku majątek rolny folwarku został rozparcelowany i osadzono na nim niemieckich kolonistów. Dwór, park i sad pozostał jako tzw. resztówka.

W październiku 1907 roku oddano do użytku część linii kolejowej Szamotuły – Międzychód (najpierw na odcinku Szamotuły – Binino oraz Chrzypsko Wielkie – Międzychód, a pół roku później Binino – Chrzypsko Wielkie). We wsi Szczepankowo wybudowano stację kolejową (obecnie w budynku znajdują się mieszkania). Linia kolejowa została zamknięta dla regularnego ruchu pasażerskiego w 1995 roku.

Na podstawie spisu powszechnego przeprowadzonego w 1921 roku wiadomo, że Szczepankowo zamieszkiwało 314 osób (106 osób narodowości polskiej i 208 narodowości niemieckiej), w tym 165 kobiet i 149 mężczyzn. 109 osób deklarowało wyznanie rzymskokatolickie, a 205 ewangelickie. W miejscowości znajdowało się 46 budynków mieszkalnych.


Remiza Ochotniczej Straży Pożarnej


Po II wojnie światowej w Szczepankowie wybudowano remizę ochotniczej straży pożarnej oraz nowy budynek szkolny (szkoła została zamknięta w 2002 roku).

Do obiektów zabytkowych należy zespół dworski składający się z dworu (nr rej.: 2237/A z 21.06.1992) oraz parku (nr rej.: 2250/A z 24.09.1992). Dwór został zbudowany w pierwszej połowie XIX wieku. Jest to budynek parterowy, pięcioosiowy, z piętrem w poddaszu z okrągłymi oknami. W 1920 roku przeszedł na własność Skarbu Państwa, a następnie w 1925 roku został sprzedany Annie Lelesz. W czasie drugiej wojny światowej dwór był internatem dla niemieckich dziewcząt pracujących we wsi. W 1947 roku został sprzedany Czesławowi Kaczmarkowi. Również obecnie dwór stanowi własność prywatną.

Park dworski o powierzchni ponad 7 ha podobnie jak dwór został założony w pierwszej połowie XIX wieku. Dominującymi gatunkami drzew są lipy, klony, robinie oraz jesiony. Ponadto w parku znajdują się duże połacie chronionego bluszczu pospolitego. W pobliżu dworu rosną dwie sosny zwyczajne o obwodach 218 i 246 cm będące pomnikami przyrody. Jedna rośnie na północny zachód, druga natomiast w odległości około 12 metrów na południowy wschód od dworu. Ponadto w środkowej części parku rośnie platan klonolistny, również zaliczany do pomników przyrody. Z drzew rosnących w parku na uwagę zasługują także trzy lipy drobnolistne o wymiarach pomnikowych (obwody 315, 339 i 430 cm).


Dawna gospoda, nr 61


Z obiektów historycznych w Szczepankowie wymienić należy również dom pod nr. 61. To pierwszy dom po lewej stronie, jadąc z Ostroroga. Budynek położony jest na południe od parku dworskiego, został zbudowany pod koniec XIX wieku. Dom jest parterowy, z użytkowym poddaszem, dwupoziomowym ryzalitem, mansardowy dach pokryty dachówką.

Uwagę zwraca również dom nr 53. Budynek powstał w 1906 roku jako jednoklasowa szkoła ewangelicka z mieszkaniem dla nauczyciela. Szkoła została zlikwidowana przez rząd polski w 1922 roku. Nauczycielem od otwarcia szkoły do jej likwidacji był Teodor Hoffmann z Rogoźna. W 1935 roku w nieistniejącej już szkole urządzono świetlicę Związku Pracy Obywatelskiej Kobiet. Po II wojnie światowej – do połowy lat 60. w budynku znajdowała się jedna z klas szkoły podstawowej.


Figura Królowej Korony Polski i remiza


W centrum wsi na zakręcie drogi wojewódzkiej nr 184 stoi figura Królowej Korony Polski – Pomnik Wolności. Figura została poświęcona w 1926 roku, uroczystość ta została opisana w 1926 roku przez Gazetę Szamotulską:

„Szczepankowo. (Pomnik wolności.) Staraniem tutejszej Polonji w dawniejszym środku kolonizatorskim zbudowano pomnik wolności. W środku uroczo położonej wsi wznosi się z daleka widniejąca figura Królowej Korony Polskiej z Dzieciątkiem na ręka. Piedestał i cokół z granitu zostały artystycznie wykonane przez p. Pogodzińskiego z Szamotuł. Podziękowanie należy się przede wszystkiem inicjatorom i komitetowi jako i tym wszystkim, którzy przez prace, datki, trudy i bezinteresowne poświęcenie się do urzeczywistnienia myśli wyjawionej już w roku 1919 przez pana Antoniego Króliczaka byłego wojownika o polskość w Westfalji, jako właściwego ojca pomnika się przyczynili i ją zrealizowali”.

Z kolei wojenną historię figury przekazała nam Pani Ewy Napierała:

„[…] w nocy z 20 na 21 października 1939 roku figura została przez okupanta zburzona. Następnego dnia Niemcy zmusili Jakuba Turka i Stanisława Kuszaka do rozbicia cokołu i zniszczenia fundamentów. Wykazali się przy tym dużą odwagą, ponieważ uchronili od całkowitego zniszczenia samą figurę, którą sprytnie pod gruzami schowali i później potajemnie w pewnym miejscu zakopali. Gdy po wojnie postanowiono postawić nowy pomnik, można było tę samą figurę, po jej odrestaurowaniu, postawić. Nowy pomnik postawił kamieniarz p. Pogodziński z Szamotuł. Koszty wyniosły 27000 zł, które zostały pokryte przez dobrowolne składki mieszkańców Szczepankowa. Tutejsza Ochotnicza Straż Pożarna ofiarowała na ten pomnik 6000 zł. Poświęcenia figury dokonał 5 sierpnia 1945 roku ks. proboszcz Juszczak. Dzień ten był dla wszystkich bardzo uroczysty i podniosły o charakterze historycznym”.


Zespół ludowy ze Szczepankowa, prowadzony w 1. połowie lat 50. przez Gabrielę Tomaszkową


Obok strażnicy rośnie platan klonolistny o obwodzie 478 cm, natomiast przy drodze do parku lipa drobnolistna o obwodzie 300 cm. W lesie po lewej stronie (jadąc w kierunku Ostroroga) znajdują się niewielkie pozostałości dawnego cmentarza ewangelickiego (resztki studni). W 1932 roku w Gazecie Szamotulskiej tak pisano o cmentarzu: „W pobliżu miejsca zbrodni znajduje się w lesie niewielki cmentarz ewangelicki. Tablice nagrobkowe głoszą stereotypowo: «Hierruht in Gott»” (więcej informacji na temat dawnego cmentarza w tekście http://regionszamotulski.pl/cmentarz-ewangelicki-w-szczepankowie).

Michał Dachtera

Literatura:

  1. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. 11, hasło: Szczepankowo.
  2. Album zabytków przedhistorycznych Wielkiego Księstwa Poznańskiego zebranych w Muzeum Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Poznaniu, t. 2.
  3. Ludwik Rzepecki, Obraz katolickich szkół elementarnych objętych Archidyjecezyjami Gnieźnieńską i Poznańską oraz Dyjecezyjami Chełmińską i Warmińską, 1867.
  4. Słownik historyczno-geograficzny ziem polskich w średniowieczu. Edycja elektroniczna, redakcja ogólna Tomasz Jurek.
  5. Paweł Mordal, Inwentaryzacja krajoznawcza Miasta i Gminy Ostroróg, Ostroróg 1990.
  6. Zarządzenie Nr 54/86 Wojewody Poznańskiego z dnia 31 grudnia 1986 r. w sprawie uznania drzew za pomniki przyrody.
  7. Rejestr zabytków województwa wielkopolskiego, Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków z Poznaniu.
  8. „Gazeta Szamotulska” 1926 nr 58.
  9. Skorowidz miejscowości Rzeczypospolitej Polskiej, t. 10, Województwo Poznańskie, Warszawa 1926.
  10. Centralny Rejestr Form Ochrony Przyrody:

http://crfop.gdos.gov.pl/CRFOP/widok/viewpomnikprzyrody.jsf?fop=PL.ZIPOP.1393.PP.3024053.2836

http://crfop.gdos.gov.pl/CRFOP/widok/viewpomnikprzyrody.jsf?fop=PL.ZIPOP.1393.PP.3024053.10279

http://crfop.gdos.gov.pl/CRFOP/widok/viewpomnikprzyrody.jsf?fop=PL.ZIPOP.1393.PP.3024053.10278

http://crfop.gdos.gov.pl/CRFOP/widok/viewpomnikprzyrody.jsf?fop=PL.ZIPOP.1393.PP.3024053.10280

  1. Informacje od Ewy Napierały, Elżbiety Drewniak oraz Pawła Przewoźnego.

Fotografie:

  1. Album zabytków przedhistorycznych Wielkiego Księstwa Poznańskiego zebranych w Muzeum Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Poznaniu, t. 2.
  2. „Gazeta Szamotulska” 1927 nr 100, 1928 nr 98, 1930 nr 86, 1934 nr 11.
  3. Fotografie ze zbiorów Ewy Napierały, Pawła Przewoźnego i Elżbiety Drewniak.
  4. Fotografie z albumu Izabeli Madalińskiej.
  5. http://600-lecie.ostrorog.net/poznajesz-2/
  6. Zdjęcie współczesne Andrzej Bednarski

Szamotuły, 29.03.2019

Szkoła Podstawowa w Szczepankowie

Ok. 1918

1966 r.

Powstaje nowy budynek szkolny – 1967 r.

Ok. 1969 r.

Lata 80.:


Dawny dwór (zdjęcia z lat 80.)


Inne miejsca w Szczepankowie na zdjęciach z lat 80.


Znalezisko archeologiczne


Dwudziestolecie międzywojenne

Bractwo Kurkowe, 0k. 1925 r. (zdjęcie prawdopodobnie wykonane w związku z 25-leciem istnienia), park w Szczepankowie

„Zabawa latowa” 1927 r. („Gazeta Szamotulska”)

Manewry 7. Pułku Wielkopolskich Strzelców Konnych – wenta w Szczepankowie, sierpień 1938 r. Por. Sobeski i Stanisław Mańkowski zachęcają dzieci do zabawy.

Michał Dachtera

Mieszka w Szamotułach, ale jego serce zostało w Ostrorogu i okolicach.

Miłośnik historii, poszukiwacz archiwalnych zdjęć. Na Facebooku prowadzi profil Ostroróg na kartach historii.

Szczepankowo (gmina Ostroróg) – historia miejscowości2025-08-31T23:23:35+02:00

Kazimierz Palicki – chrześniak prezydenta Mościckiego

Chrześniak prezydenta Ignacego Mościckiego mieszka w Mutowie pod Szamotułami

Było ich ponad 900. Chrześniacy prezydenta Mościckiego – sami chłopcy, każdy z nich był siódmym synem w rodzinie i zwykle na pierwsze lub drugie imię nosił Ignacy – jak prezydent. To takie przedwojenne 500+, czyli program na zwiększenie dzietności Polaków.

1. komunia św. Kazimierza i jego siostry Jadwigi, Wilczyna, ok. 1946 r.

Praca w kopalni w okresie służby w wojsku, 1956 r.

Po powrocie z wojska

1. komunia św. synów Sławomira i Tomasza, 2. połowa lat 70. Kazimierz Palicki w górnym rzędzie w środku.

Program ten został ustanowiony na mocy dekretu prezydenta Mościckiego w 1926 roku. Dotyczył tylko chłopców, czasem chrzest mocno się opóźniał, bo najpierw należało sprawdzić, czy rodzina,  w której urodził się siódmy syn, jest rdzennie polska i uczciwa (niekarana). Chrześniak prezydenta miał możliwość darmowego leczenia i podróżowania  (zniżkę na publiczny transport otrzymywała też jego najbliższa rodzina), mógł kształcić się bezpłatnie w kraju i za granicą, także na studiach wyższych. Otrzymywał też książeczkę Pocztowej Kasy Oszczędności z wkładem 50 zł, o rocznym oprocentowaniu 6 %, z którego mógł skorzystać po osiągnięciu pełnoletniości. Nie były to jakieś bardzo duże pieniądze, mniej więcej połowa miesięcznego uposażenia przedwojennego nauczyciela.


Natalia i Kazimierz Paliccy, wesele wnuka, 2014 r.


Siódmym synem w rodzinie był Kazimierz Palicki, od 1966 roku mieszkaniec Mutowa pod Szamotułami. Urodził się w 1937 roku w Piersku pod Bytyniem (gmina Kaźmierz), oprócz sześciu braci miał cztery siostry. Dzieci urodziły się w dwóch małżeństwach Wawrzyna Palickiego; jego pierwsza żona miała na imię Leokadia, a druga – mama Kazimierza – Jadwiga. Dziś żyje troje: Kazimierz i dwie siostry – starsza i młodsza.

Ojciec Kazimierza pracował w majątku, który należał wówczas do Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego. W 1924 roku Konstancja Korzbok-Łącka (z domu Mierzyńska), po śmierci męża, przekazała swój odziedziczony po ojcu majątek Urszuli Ledóchowskiej – założycielce zgromadzenia urszulanek i razem z siostrami zamieszkała w pałacu w Lipnicy. Do majątku należały także Sokolniki Wielkie, Pólko, Wierzchaczewo i Piersko.

Chrzest Kazimierza Palickiego odbył się w kościele parafialnym w Wilczynie. Ze względu na liczne obowiązki prezydent Mościcki osobiście bardzo rzadko pojawiał się na chrzcie, w jego zastępstwie występowały ważne w danym środowisku osoby, natomiast do aktu chrztu wpisywano prezydenta. Tak było i w tym wypadku. Zastępcą prezydenta Mościckiego został Mieruszyński, zarządca majątku w Piersku, natomiast matką chrzestną została jedna z sióstr. W żadnych dokumentach nie ma informacji, że do aktu chrztu wpisano drugie imię.

Kazimierz Palicki nie zdążył skorzystać z przywilejów prezydenckiego chrześniaka. Przyszła wojna, w wieku 6 lat stracił matkę, a potem zmienił się ustrój polityczny. Do faktu bycia chrześniakiem prezydenta z okresu sanacji lepiej było się nie przyznawać, niektórzy mieli z tego powodu nieprzyjemności. Rodzeństwo Kazimierza dorosło i wywędrowało z Pierska. Najdłużej w rodzinnej miejscowości zostali Kazimierz i jego młodsza siostra.

Do szkoły uczęszczał do Bytynia, 3 km pieszo polną drogą w jedną stronę, a po południu raz w lub dwa razy w tygodniu trzeba było iść 7 km na lekcję religii do kościoła w Wilczynie. W czasach służby wojskowej pracował w kopalni, został zatrudniony w tym samym majątku co ojciec. Nie był to już jednak majątek sióstr z Lipnicy, bo w 1950 roku został w większości upaństwowiony; Sokolniki Wielkie, Pólko, Piersko i Wierzchaczewo znalazły się w obrębie Państwowego Gospodarstwa Rolnego najpierw w Bytyniu, a później w Gałowie.

W 1961 roku Kazimierz poślubił Natalię z domu Sukiennik. Przez pierwszych pięć lat małżeństwa mieszkali w Piersku. Na świat przyszło dwoje starszych dzieci: Ludwik i Małgorzata. Dwaj młodsi synowie: Sławomir i Tomasz urodzili się, kiedy rodzina Palickich mieszkała już w Mutowie. Kazimierz i Natalia Paliccy byli zatrudnieni w Stacji Hodowli Roślin Ogrodniczych w Mutowie.

Pracowali ciężko. Po pracy zawodowej przychodził czas na obchodzenie własnych zwierząt: świnek, kaczek i kur i na zajmowanie się działką. Dzieci dorosły, w Mutowie mieszka dziś tylko najstarszy syn, pozostałe przeniosły się do innych miejscowości powiatu szamotulskiego: do Wronek, Obrzycka i Ostroroga. Rodzina spotyka się na wspólnych wyjazdach nad morze, wkrótce odbędzie się kolejny – do Dziwnowa.  Państwo Natalia i Kazimierz doczekali się siedmiorga wnuków i – na razie – trojga prawnuków. Z dumą o nich opowiadają. W 1980 roku – po 40 latach pracy zawodowej – Kazimierz Palicki przeszedł na emeryturę.


Przyjęcie z okazji 40. rocznicy ślubu Natalii i Kazimierza Palickich, 2001 r.


Cieszy ich położona blisko domu piękna działka z altanką. Spędzają tam każdą wolną chwilę, dbają o rośliny, owoce i warzywa, a pani Natalia przygotowuje z nich potem zaprawy. Oboje są bardzo pogodni i otwarci. Mówią, że życie mieli radosne, ale to teraz jest lepiej niż kiedyś.

Czy coś Kazimierzowi Palickiemu dało bycie chrześniakiem prezydenta? Na pewno to był zaszczyt, choć przez wiele lat lepiej było o tym nie wspominać. Innych korzyści nie było. Niektórzy prezydenccy chrześniacy po 1989 roku próbowali odzyskać pieniądze złożone na książeczce PKO. III Rzeczpospolita odrzuciła te roszczenia. Kazimierz Palicki nie mógłby nawet ich wysunąć, bo książeczka przepadła – dzieci podarły ją, kiedy były małe. Zresztą, kto w latach sześćdziesiątych przewidywał, że  po raz kolejny świat tak bardzo się zmieni.

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Szamotuły, 25.03.2019

Kazimierz Palicki – chrześniak prezydenta Mościckiego2025-01-03T20:56:43+01:00

Barbara Kwilecka – działaczka narodowa i społeczna

Barbara Kwilecka z Mańkowskich – działaczka narodowa i społeczna

 Od najmłodszych dziecinnych lat dziwnie mnie przejmowały i bolały krzywdy życiowe i wielki ból ludzkości spowodowany, nierównością losu i różnicą pomiędzy bogatym a ubogim, między możnymi a tymi, których byt zawisł od konieczności zapracowania na życie. Uchodziłam w rodzinie za dziecko ponure, smutne, małomówne, nierozwinięte; a nikt się nie domyślał, że niejedną noc spędzałam bezsennie, kryjąc łzy spowodowane tego rodzaju myślami.

Nie brakło z dniem każdym przykładów tej jaskrawej różnicy losów. A jednak nie żyłam pod tym względem w wyjątkowych stosunkach. Moja matka była bardzo litościwą dla swych podwładnych. Wypiastowały mnie osoby, które innej służby jak w naszym domu nie znały. A mój ojciec, znany z filantropii, znaczną część majątku poświęcił na założenie w Londynie domu komisowego w myśli kształcenia synów emigrantów. Ból więc, jaki w sercu nosiłam, nie wywołały otaczające mnie bliżej okoliczności, ale był mi wrodzony, od Boga dany (Barbara Kwilecka, Fragment z pamiętnika, 1907).

Barbara przyszła na świat 8 grudnia 1845 roku w rodzinnym majątku w Źrenicy. Była córką pisarki i pamiętnikarki – Bogusławy z Dąbrowskich (której ojcem był Jan Henryk Dąbrowski) oraz ziemianina i założyciela domów handlowych – Teodora Mańkowskiego. Imię otrzymała po swojej babci Barbarze z Chłapowskich – żonie generała Dąbrowskiego.

Barbara urodziła się jako piąte dziecko, miała pięć sióstr i brata. Najstarszy – Napoleon Ksawery był powstańcem roku 1863, to on został dziedzicem rodzinnych Rudek. Druga w kolejności była Maria Nepomucena Julia, która wyszła za mąż za Mieczysława Marię Kwileckiego z Oporowa (zob.  http://regionszamotulski.pl/mieczyslaw-kwilecki-z-oporowa/). Czwarta była Julia Joanna, która poślubiła Stanisława Juliana Romana hr. Rawita-Ostrowskiego. Pozostałe siostry: Seweryna, Łucja oraz Wanda zmarły w młodym wieku.

Od około 1850 roku Mańkowscy mieszkali w Rudkach, które Teodor Mańkowski odkupił od spokrewnionej z nim Teodory Węgierskiej z Cieleckiej, wdowy po generale Emilianie Węgierskim (zob. http://regionszamotulski.pl/mankowscy-i-potworowscy-w-rudkach/ oraz http://regionszamotulski.pl/gen-emilian-wegierski/).

W wieku zaledwie 10 lat Barbara straciła ojca. We wrześniu 1855 roku Teodor Mańkowski został stratowany przez konie, które wystraszyły się burzy, zmarł kilka dni później 24 września w Rudkach, gdzie według przekazów miejscowej ludności miał zostać pochowany. Teodor Mańkowski był postrzegany jako człowiek idei, społecznik, wybitny przedsiębiorca, człowiek o szerokich horyzontach myślowych. Zdaniem Franciszka Morawskiego to po ojcu Barbara odziedziczyła przedsiębiorczość, rzutkość umysłu i poglądów.

Po śmierci ojca cały ciężar wychowania trzech córek i syna spadł na Bogusławę, Morawski pisał, że wdowa po Teodorze Mańkowskim wychowywała dzieci tak starannie, tak dobrze przygotowując do życia, jak to jedynie wielkoduszna kobieta potrafi.


Zespół pałacowy w Dobrojewie, ok. 1912 r. (zob. http://regionszamotulski.pl/palac-w-dobrojewie/)


Część młodości Barbara spędziła w Paryżu, w zakładzie Sióstr Sercanek. Wychowywała się w środowisku wykwintnym, dom Mańkowskich często odwiedzali wybitni goście. Toteż Barbara, podobnie jak siostry, była patriotką, kobietą inteligentną, światłą, pełną wdzięku i konsekwentną.

W 1863 roku razem z siostrą jeździła do obozów powstańczych w okolicy Kalisza i brała udział w przemycaniu broni dla powstańców.

3 czerwca 1866 roku w kościele Św. Marcina w Poznaniu poślubiła Stefana Kwileckiego (1839-1900). Z tego związku urodziło się sześciu synów:
–  Jan Kanty, urodzony w 1867 roku, zmarł po ciężkiej chorobie w 1882 roku. W lesie w Klemensowie (las należał do majątku Dobrojewo) na pamiątkę ustrzelenia zwierzyny przez Jana stoi betonowy krzyż.
– Adam Leonard, urodzony w 1870 roku, zmarły w 1907,
– Stefan Teodor, urodzony w 1871 roku, zmarły w 1913, właściciel Jankowic i Gaju Wielkiego, które przejął po śmierci brata Stanisława,
– Franciszek, urodzony w 1875 roku, zmarły w 1937, rzeźbiarz, dziedzic Dobrojewa (zob. http://regionszamotulski.pl/franciszek-kwilecki/),
– Mieczysław, urodzony w 1873 roku, zmarły w 1874,
– Stanisław, urodzony w 1881 roku, zmarły w 1906.
 
Stefan Kwilecki był dziedzicem rozległego majątku Dobrojewo, ale oprócz administrowania gospodarstwem działał na polu publicznym: w Centralnym Towarzystwie Gospodarczym, w kółkach rolniczych, był również posłem polskim w Berlinie. Stefan był bardzo lubiany i szanowany przez współobywateli. W swoją działalność szybko wciągnął również małżonkę. Morawski pisał, że Miłość dla męża i dla dzieci, wychowanie synów, prowadzenie domu i tradycyjna opieka nad ludem wiejskim, oto pierwsze tło, na którem rozwinęła się jej praca. […] Na wsi była aniołem opiekuńczym ogniska domowego […]”.


Nieistniejący pałac w Dobrojewie, widok od frontu i ogrodu. Aleja wjazdowa do pałacu i park za pałacem. Zdjęcia z lat 1910-1912.


Po kilku latach pobytu w Dobrojewie Kwileccy z synami wyjechali do Wrocławia, tam przyjmowali liczną kolonię polską, w szczególności młodzież, która wręcz garnęła się do ich domu. Barbara wyjeżdżała również z mężem do Berlina, gdzie ten sprawował mandat posła.

Swoich synów wychowywała wzorowo, wpajając im miłość do wszystkiego co katolickie i polskie. Po powrocie do Dobrojewa. postanowiła, że będzie pomagać innym w podobnych wysiłkach. W kaplicy pałacowej w Dobrojewie organizowała rekolekcje dla świeckich pań i panów. Jak pisał Franciszek Morawski, „W kaplicy dobrojewskiej, w której jaśnieje pokryty votami obraz M. B. Nieustającej Pomocy, skupiało się pobożne, coraz liczniejsze grono osób rozumiejących, czem dla naszego znękanego społeczeństwa jest wiara nasza święta”. Rekolekcje te prowadził ojciec Bernard Łubieński, który po wielu latach powrócił z Anglii.

Na równi z modlitwą dla Barbary Kwileckiej liczyła się praca. Nie tylko ta, którą sama wykonywała, ale także praca innych, którym starała się tę ideę zaszczepić. Była przewodniczącą Stowarzyszenia Czytelni Ludowych, od 1880 roku zasiadała w dyrekcji Towarzystwa Pomocy Naukowej dla dziewcząt polskich w Wielkim Księstwie Poznańskim. Najbardziej zaangażowała się w tzw. szkołę elewek w Dobrojewie. Instytucja ta została założona przez Kwilecką około 1883 roku. W szkole przygotowywano młode dziewczęta, głównie córki gospodarzy, do roli praczek, gospodyń czy kucharek.

Ostatnie lata życia dla Barbary Kwileckiej były trudne, w 1906 roku zmarł kolejny z jej synów – Stanisław, a rok później Adam. W 1907 roku wyprowadziła się do Poznania, a rodzinne Dobrojewo objął syn Franciszek, szkołę elewek prowadziła natomiast synowa – Jadwiga z książąt Lubomirskich.


Szkoła elewek w Dobrojewie, ok. 1910-1912


Pomimo doświadczeń życiowych i choroby nie zaprzestała pracy na rzecz innych. Szczególne wysiłki kierowała na rzecz pomocy ubogich mieszkańców Poznania, którzy – jak opisywał miesięcznik „Wieś Ilustrowana” – gnieździli się po suterenach Chwaliszewa, pijąc kawę i jedząc kartofle. Kwilecka nie tylko przekazywała pieniądze, ale również organizowała pomoc. Urządzała bale charytatywne i kwesty. Przy ulicy Wilhelmowskiej prowadziła „Salon pani Barbary”. W Poznaniu Barbarą opiekowała się jej siostrzenica i, jak niektórzy mawiali, pupilka – Maria Turno (po mężu Ostrowska), zwana „Mimisią”. Barbara traktowała ją jak przybraną córkę.

Ludwik Romocki tak opisywał panią Barbarę u schyłku życia:

„W fotelu postać mimo podeszłego wieku i choroby wcale nie zgrzybiałej staruszki, lecz trzymającej się nad podziw krzepko, poważnej matrony z miłym uśmiechem na twarzy. Woli słuchać niż mówić, ale słuchać ze zrozumieniem, także zaleta towarzyska, dziś ginąca. Rzadko coś powie, ale mile i trafnie, i nieznacznie jednak pokieruje rozmową podług swojego życzenia” („Wieś Ilustrowana”, styczeń 1911).

Barbara Kwilecka zmarła 31 października 1910 roku w Poznaniu. W tygodniku „Praca” zamieszczono notatkę zawierającą szczegółowe informacje o uroczystościach pogrzebowych hr. Barbary:

„Hojną ręką wspierała wszystkie nasze instytucje, żyła zawsze dla drugich, nie dla siebie, była uosobieniem poświęcenia się, służyła stale i niezmiennie rodzinie i społeczeństwu, w tak rozmaity i obfity sposób, na jaki stać było jej bogatą, dzielną, samoistną naturę. Było jej wiele dane, ale też wiele bardzo wiele oddała. Schodząc z tego świata, zostawia po sobie duży plon czynu, niezwykły zasób szeroko sięgającej zasługi.

Dnia 3 b. m. odbyła się eksportacja zwłok śp. Barbary hr. Kwileckiej do kościoła św. Marcina. Kondukt prowadził Najprzewielebniejszy ks. biskup Likowski w asystencji licznego zastępu kleru, pomiędzy którym widzieliśmy ks. oficjała kanonika Goczkowskiego z Gniezna i ks. prałata kanonika Meszczyńskiego. Trumnę złożono na wspaniale przybranym katafalku w kościele Św. Marcina, gdzie dnia następnego odbyło się żałobne nabożeństwo.

Mszą św. odprawił ks. dr Sypniewski, proboszcz z Ostroroga, po czym ks. oficjał Dalbor żegnał wymownymi słowy zmarłą. W przemówieniu swym podniósł kaznodzieja wszystkie te chrześcijańskie cnoty, którymi zmarła świeciła, a które czerpała z prawdziwej a głębokiej wiary. Wskazywał jak przez cale życie najprzedniejszym staraniem zmarłej było ulżyć nędzy ludzkiej, podnosić moralność pośród szerokich warstw ludu, który zawsze gorącą opieką otaczała.

Następnie po odprawieniu ostatnich ceremonii wyruszył kondukt pogrzebowy, prowadzony przez zawiadowcę parafii św. Marcińskiej ks. Swinarskiego w bardzo licznym otoczeniu duchowieństwa, aż do ul. Karola, skąd pobłogosławione raz jeszcze zwłoki, przewiezione zostały do grobów rodzinnych w Kwilczu. Bardzo liczny udział w żałobnych obrządkach był najwymowniejszym dowodem, jakim szacunkiem ogólnym śp. Barbara hr. Kwilecka była otoczoną. Cześć tej zacnej Polce! Wieczny spokój jej duszy!”

Michał Dachtera

Szamotuły, 21.03.2019


Bibliografia:

  1. Franciszek Morawski, Barbara hr. Kwilecka. Wspomnienie pośmiertne, Poznań 1910, przedruk z „Dziennika Poznańskiego”.
  2. „Kurier Poznański” 1930, nr 239.
  3. Andrzej Kwilecki, Kwilcz i inne majątki Kwileckich na przestrzeni wieków, Poznań 1996.
  4. Andrzej Kwilecki, Wielkopolskie rody ziemiańskie, Poznań, 2010.
  5. Barbara Kwilecka, Fragment z pamiętnika, Poznań 1907.
  6. „Praca. Tygodnik polityczny i literacki, ilustrowany” 1906 nr 16; 1910, nr 46.
  7. „Wieś Ilustrowana”, styczeń 1911.
  8. https://www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/barbara-kwilecka-z-mankowskich.

Barbara Kwilecka, ok. 1865-75

Z jednym z synów, ok. 1874 r.

Stefan Kwilecki (1839-1910)

Syn Barbary – Franciszek z żoną Jadwigą z Lubomirskich, Dobrojewo, ok. 1903 r.

Rodzina Kwileckich na schodach pałacu w Dobrojewie, ok. 1901 r.

Fragment zdjęcia – Barbara Kwilecka

Barbara Kwilecka ok. 1909 r. w swoim mieszkaniu w Poznaniu

Z Marią Turno, ok. 1909 r., mieszkanie w Poznaniu

Dobrojewo, ok. 1941-42 (rozbiórka pałacu)


Fotografie:

  1. Zbiory Wojciecha Kwileckiego.
  2. Biblioteka Narodowa Polona.
  3. „Dziennik Poznański” 1930 nr 252.
  4. „Kurier Poznański” 1930, nr 239, nr 252.
  5. Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk.
  6. „Wieś Ilustrowana”, styczeń 1911.

Michał Dachtera

Mieszka w Szamotułach, ale jego serce zostało w Ostrorogu i okolicach.

Miłośnik historii, poszukiwacz archiwalnych zdjęć. Na Facebooku prowadzi profil Ostroróg na kartach historii.

Barbara Kwilecka – działaczka narodowa i społeczna2025-08-29T23:11:13+02:00

Obchody imienin marszałka Józefa Piłsudskiego


Agnieszka Krygier-Łączkowska

Obchody imienin marszałka Józefa Piłsudskiego

To prawda, że w pierwszych latach po odzyskaniu przez Polskę niepodległości Józef Piłsudski, od 1920 roku noszący stopień Pierwszego Marszałka Polski, w Wielkopolsce nie cieszył się dużą popularnością. Publiczne protesty w Szamotułach wywołał przeprowadzony przez niego w 1926 roku zamach stanu, nazywany przewrotem majowym. Jednak już dwa lata później Imieniny Marszałka, które w kalendarzu wypadały 19 marca, stały się jednym z ważniejszych świąt w roku – także w Szamotułach.

W 1927 roku wypadły one jeszcze stosunkowo skromnie. Zgodnie z ogłoszeniem zamieszczonym w szamotulskiej prasie starosta Bronisław Ruczyński przyjmował życzenia dla Józefa Piłsudskiego (ówczesnego premiera) od urzędników, przedstawicieli stowarzyszeń i osób prywatnych. Na mszę św. w intencji Marszałka – Ministra Spraw Wojskowych i Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych zapraszał władze, szkoły, stowarzyszenia i mieszkańców miasta komendant garnizonu ppłk Eustachy Serafinowicz. Te dwa elementy: przyjmowanie życzeń przez starostę oraz uroczysta msza św. pojawiały się co roku w programie obchodów imienin.

W 1928 roku po mszy w kolegiacie odbyła się akademia w sali Sundmanna przy ul. Poznańskiej. „Jeszcze nigdy sala ta nie była tak szczelnie wypełniona jak przy tej uroczystości” – relacjonował dziennikarz „Gazety Szamotulskiej”. Na program akademii oprócz przemówień władz i występów artystycznych składało się dłuższe wystąpienie – referat na temat zasług marszałka Piłsudskiego. Akademie te na stały się stałym punktem corocznego świętowania.

Od 1929 roku przed kolejnymi imieninami „Gazeta Szamotulska” zamieszczała szczegółowy program uroczystości wraz z nazwiskami członków Komitetu Obywatelskiego Uczczenia Dnia Imienin Marszałka Piłsudskiego w Szamotułach. W tym to roku do programu dodano defiladę organizacji Przysposobienia Wojskowego przed władzami miasta i powiatu (z nowym starostą Janem Nitosławskim). Minister oświaty wydał zarządzenie nakazujące szkołom organizowanie dla uczniów „uroczystych poranków poświęconych pracy i zasługom Marszałka Piłsudskiego”; dalsze lekcje tego dnia się nie odbywały. Burmistrz Konstanty Scholl kilka dni przed uroczystościami zwrócił się do mieszkańców z prośbą o wywieszenie chorągwi i udekorowanie okien.


Ul. Wroniecka, w 1933 r. przemianowana na Marszałka Piłsudskiego, pocztówka z okresu 1910-1915


Tak wypracowaną formułę obchodów – z drobnymi modyfikacjami – powtarzano w latach 1930-35, czyli do roku śmierci Józefa Piłsudskiego. Od 1930 roku organizacje biorące udział w uroczystościach po mszy stawały do raportu na Rynku, a następnie defilowały ul. Dworcową przed władzami w pobliżu odsłoniętego we wrześniu 1929 roku pomnika Powstańca. W 1930 roku na szamotulskie uroczystości przybyli wojewoda hrabia Roger Raczyński oraz dowódca Okręgu Korpusu nr VII gen. Kazimierz Dzierżanowski.

W niektórych latach obchody miejskie miały charakter dwudniowy; wówczas wieczorem pierwszego dnia odbywał się capstrzyk, czyli uroczysty przemarsz przez miasto poszczególnych oddziałów i stowarzyszeń, z pochodniami i przy udziale orkiestry. Ogłaszana w prasie kolejność ustawiania się poszczególnych jednostek i stowarzyszeń uświadamia charakter i bogactwo ówczesnego życia społecznego. Na przykład w 1934 roku kolejność ta wyglądała następująco:

„I. Oddziały z bronią – hufce [oddziały]: gimnazjalny, Związku Strzeleckiego, Przysposobienia Wojskowego Kolejowy, Pocztowy, Drogowy i Konny;

  1. Oddziały bez broni:
  2. Żeńskie – hufce: gimnazjalny, Związku Harcerstwa Polskiego, Związku Strzeleckiego, Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”, Stowarzyszenia Młodych Polek,
  3. Męskie – hufce: Przysposobienia Wojskowego Szkoły Wieczorowej, Związku Harcerstwa Polskiego, Związku Strzeleckiego, Związku Rezerwistów,
  4. Historyczne – hufce: Bractwa Kurkowego, Związku Weteranów Powstań Narodowych, Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”, Związku Hallerczyków, Towarzystwa Powstańców i Wojaków, Stowarzyszenia Młodzieży Polskiej i inne towarzystwa społeczne wg starszeństwa”.

Obchody imienin Józefa Piłsudskiego w 1935 r. Uczniowie Gimnazjum im. ks. Piotra Skargi, defilada przed pomnikiem Powstańca, ul. Dworcowa. Na czele grupy szedł nauczyciel Andrzej Hanyż. 1. z lewej Marian Orlik (1916-1952, późniejszy zawodowy oficer, ofiara zbrodni stalinowskich). Zdjęcie – własność Barbara Piekarzewska


Już za życia marszałka można mówić o niezwykłym wprost kulcie jego osoby, starannie podtrzymywanym przez ówczesne władze wszystkich szczebli. Z prasy szamotulskiej wynotowaliśmy zaledwie kilka z wielu określeń dotyczących Józefa Piłsudskiego: „Wielki Człowiek o kryształowym charakterze, o stalowej woli, o wzniosłej dumie narodowej, genialnym umyśle, mrówczej pracowitości i szalonej wprost odwadze”, „Bohater naszych czasów i chluba Polski” (1932, z odezwy podpisanej m.in. przez starostę Tadeusza Karpińskiego), „Wielki Budowniczy Polski Niepodległej”, „Mąż Opatrznościowy Odrodzonej Polski” (1934, starosta Adam Narajewski).  

Omawiany okres nie był – oczywiście – pozbawiony walk i sporów politycznych. W 1935 roku redaktor „Gazety Szamotulskiej” – pisma od 1927 roku wyraźnie popierającego obóz polityczny Józefa Piłsudskiego – w kontekście zbliżających się imienin Marszałka pisał: „W dniu tym winny zamilknąć różne swary i kłótnie partyjno-polityczne, aby przez to pokazać wszystkim, że umiejąc się szlachetnie zwalczać, potrafimy jednocześnie ocenić należycie to, czego dokonał ten wielki i szlachetny Syn naszego Narodu”. W kontrze do uroczystości ku czci Józefa Piłsudskiego organizowano akademie poświęcone dwom innym Józefom – generałom Hallerowi i Dowbór-Muśnickiemu. W Szamotułach taka uroczystość odbyła się 19 marca 1931 roku w hotelu „Eldorado”, a jej organizatorami byli przedstawiciele Związku Hallerczyków i Towarzystwa Powstańców i Wojaków.

Podniosłe i zarazem radosne świętowanie imienin marszałka Józefa Piłsudskiego skończyło się wraz z jego śmiercią 12 maja 1935 roku. W kolejnych latach w dzień św. Józefa w szamotulskiej kolegiacie w intencji marszałka odprawiano uroczystą mszę żałobną, uczestniczyły w niej władze miasta i powiatu, stowarzyszenia i szkoły. W sali Sundmanna oraz w sali Strzelnicy (dzisiejsza ul. Wojska Polskiego) można było wysłuchać specjalnego przemówienia radiowego prezydenta Ignacego Mościckiego, poświęconego osobie Józefa Piłsudskiego. W taki sam sposób czczono jego pamięć w kolejnych latach.


Obchody imienin Józefa Piłsudskiego w 1935 r. Uczennice Gimnazjum im. ks. Piotra Skargi, defilada przed pomnikiem Powstańca, ul. Dworcowa. Zdjęcie – własność Barbara Piekarzewska


Omawiany okres nie był – oczywiście – pozbawiony walk i sporów politycznych. W 1935 roku redaktor „Gazety Szamotulskiej” – pisma od 1927 roku wyraźnie popierającego obóz polityczny Józefa Piłsudskiego – w kontekście zbliżających się imienin Marszałka pisał: „W dniu tym winny zamilknąć różne swary i kłótnie partyjno-polityczne, aby przez to pokazać wszystkim, że umiejąc się szlachetnie zwalczać, potrafimy jednocześnie ocenić należycie to, czego dokonał ten wielki i szlachetny Syn naszego Narodu”. W kontrze do uroczystości ku czci Józefa Piłsudskiego organizowano akademie poświęcone dwom innym Józefom – generałom Hallerowi i Dowbór-Muśnickiemu. W Szamotułach taka uroczystość odbyła się 19 marca 1931 roku w hotelu „Eldorado”, a jej organizatorami byli przedstawiciele Związku Hallerczyków i Towarzystwa Powstańców i Wojaków.

Podniosłe i zarazem radosne świętowanie imienin marszałka Józefa Piłsudskiego skończyło się wraz z jego śmiercią 12 maja 1935 roku. W kolejnych latach w dzień św. Józefa w szamotulskiej kolegiacie w intencji marszałka odprawiano uroczystą mszę żałobną, uczestniczyły w niej władze miasta i powiatu, stowarzyszenia i szkoły. W sali Sundmanna oraz w sali Strzelnicy (dzisiejsza ul. Wojska Polskiego) można było wysłuchać specjalnego przemówienia radiowego prezydenta Ignacego Mościckiego, poświęconego osobie Józefa Piłsudskiego. W taki sam sposób czczono jego pamięć w kolejnych latach.

Od 1937 roku zaczęto świętować imieniny marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza, wypadające niemal w tym samym czasie, bo 18 marca. Kult jego osoby, budowany w ostatnich latach II Rzeczypospolitej, opierał się na fakcie, że jako główny inspektor Sił Zbrojnych i Naczelny Wódz był następcą marszałka Józefa Piłsudskiego, osobiście przez niego wyznaczonym na dzień przed śmiercią. „Sam Komendant nam go dał” – śpiewano w popularnej przed wojną piosence. W prasie szamotulskiej również ukazywały się artykuły imieninowe poświęcone osobie Edwarda Śmigłego-Rydza, takiego świętowania imienin jak w wypadku marszałka Józefa Piłsudskiego już jednak nie było.


„Gazeta Szamotulska” 15.03.1927

Portret pędzla Zygmunta Grabowskiego. Reprodukcję obrazu zamieszczono w „Gazecie Szamotulskiej” w związku z imieninami Józefa Piłsudskiego, 19.03.1932. Zdjęcie – NAC

„Gazeta Szamotulska” 12.03.1931

„Gazeta Szamotulska”, 19.03.1935

Gimnazjum im. ks. Piotra Skargi, 1934 r., nauczyciele i uczniowie klasy maturalnej. Z okazji 10-lecia odzyskania niepodległości w auli umieszczono dekorację z medalami przedstawiającymi marszałka Piłsudskiego i prezydenta Mościckiego. Zdjęcie – własność Andrzej Nowak

Pomnik Powstańca w 1930 r. Zdjęcie – własność Iwona Hapko.

Artykuł o pomniku można przeczytać  http://regionszamotulski.pl/pomnik-powstania-wielkopolskiego/

Afisz informujący i obchodach imienin generałów Hallera i Dowbór-Muśnickiego, Szamotuły 1931 r.


„Gazeta Szamotulska” z 16.05.1935 (po śmierci Józefa Piłsudskiego)

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Od urodzenia związana z Szamotułami. Polonistka (jak mama) i regionalist(k)a (jak tata).

Dr nauk humanistycznych, redaktor i popularyzator nauki. Prezes Stowarzyszenia WOLNA GRUPA TWÓRCZA, wiceprezes Szamotulskiego Stowarzyszenia Charytatywnego POMOC.

Obchody imienin marszałka Józefa Piłsudskiego2021-01-03T23:24:29+01:00

Maria Kuzioła – między plastyką a muzyką


Maria Kuziola – między plastyką i muzyką

Czasem trudno się zdecydować, którą z artystycznych pasji wybrać, a przynajmniej wybrać jako drogę zawodową. Problem ten dotyczy – oczywiście – osób bardzo utalentowanych, a taką osobą bez wątpienia jest Maria Kuzioła z Szamotuł, wkrótce absolwentka Uniwersytetu Artystycznego.

Przez lata szkolne bliższa była jej muzyka. Bliższa – bo ten swój talent rozwijała na co dzień w szkole muzycznej. Uczyła się w Państwowej Szkole Muzycznej w Szamotułach, jej głównym instrumentem były skrzypce (I stopień szkoły) i gitara (II stopień). W ostatnich latach znów gra więcej na skrzypcach, rozwija swoje umiejętności w orkiestrze kameralnej Capella Samotulinus, prowadzonej przez Remigiusza Skorwidera i działającej w Szamotulskim Ośrodku Kultury. Marysia Kuzioła należy do stałego składu orkiestry, na skrzypcach gra także w trio smyczkowym Triola, które tworzą oprócz niej Anna Herman (skrzypce) oraz Weronika Jarosz (wiolonczela).



Zdjęcie Sylwia Firlet

Plastyka w jej życie wchodziła stopniowo, trochę nieśmiało. Było szkolne kółko plastyczne prowadzone przez Hannę Szelejak i sukcesy w Wielkopolskim Konkursie Plastycznym „Znaki Wiary”. Myśl o studiach plastycznych zrodziła się, kiedy Maria Kuzioła była w ostatniej klasie szamotulskiego Liceum im. ks. Piotra Skargi. Zdawała sobie jednak sprawę, że na to za wcześnie. Kończyła przecież równocześnie szkołę muzyczną, co wypełniało niemal cały wolny czas, była świadoma, że nie opanowała umiejętności, które są wymagane od przyszłych studentów Uniwersytetu Artystycznego.

Początkowy wybór studiów był więc nieco przypadkowy – Politechnika Poznańska i jako kierunek transport. Przez rok intensywnie pracowała nad rozwojem umiejętności plastycznych i jednak zdecydowała się na studia na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu (UAP). Jako kierunek wybrała projektowanie graficzne. Pracę licencjacką przygotowywała w pracowni projektowania wydawnictw,  powstające obecnie w pracowni typografii i projektowania liter magisterium będzie dotyczyło liternictwa w przestrzeni publicznej.


Projekt książki nawiązuje do wydawnictw Józefa Kawalera i stosowanych w tamtych czasach materiałów. Więcej na https://www.behance.net/gallery/58406909/Wyszykowanie-poligraficzne-wspomnienie-XX-wieku


W pracy licencjackiej Marii Kuzioły pojawił się ważny wątek szamotulski. Częścią praktyczną licencjatu były projekt i skład książki, zatytułowanej „Wyszykowanie. Poligraficzne wspomnienie XX wieku”, która początkowo (w 2017 r.) ukazała się w niewielkim nakładzie. Oprócz ciekawie napisanej i bogato zilustrowanej historii dawnego sposobu wydawania książek autorka zawarła w niej historię rodzinnej szamotulskiej drukarni, którą założył jej prapradziadek Józef Kawaler (1881-1938). Firma działała od 1906 roku, najpierw w Oberhausen w Nadrenii, a od początku 1921 roku w odrodzonej Polsce – w Szamotułach. Zawarte w tytule książki wyszykowanie, czyli przygotowanie do druku było – jak pisze Maria Kuzioła – ulubionym słowem jej prapradziadka. Publikacja została dedykowana jego pamięci: „Józefowi Kawalerowi, aby ocalić od zapomnienia Jego doniosły wkład i zasługi w propagowaniu języka ojczystego na obczyźnie oraz w kraju, książkę tę poświęcam”. Warto dodać, że Józef Kawaler był postacią ważną dla Szamotuł okresu międzywojennego nie tylko jako przedsiębiorca, ale także jako działacz społeczny, zasiadał w Radzie Miejskiej, był członkiem magistratu.



W 2017 roku Maria Kuzioła wzięła udział w uczelnianym konkursie na identyfikację wizualną i krój liter dla marki „Goplana”. Jej projekt kroju liter zwyciężył i po dyplomie zajęła się jego dopracowywaniem. Inspirację stanowiła kaligrafia – sztuka pięknego ręcznego pisania, często bardzo ozdobnego. Taka właśnie jest „Goplanka” – krój ozdobny, dość zwarty, posługujący się kształtami zaokrąglonymi, po prostu „słodki”. Opracowanie projektu to nie tylko wymyślenie spójnego systemu liter (w tym wszystkich polskich znaków), znaków diakrytycznych i interpunkcyjnych. Autorka przewidziała także wariacje, czyli dana litera może wyglądać inaczej na początku wyrazu, na końcu i w połączeniu z innymi znakami. Projekt Marii Kuzioły jest to font nagłówkowy, czyli krój przewidziany do składu np. tytułów, ze względu na swoją ozdobność nie nadawałby się dziś np. do składu książek, gdyż ze względu na ozdobność męczyłby wzrok czytelnika.

„Goplanka” okazała się dużym sukcesem początkującej projektantki. Prawa do niej wykupiła „Goplana” i stosuje ją na przykład na stoiskach firmowych. W 2018 roku projekt został zauważony w bardzo ważnym w środowisku grafików konkursie Polish Graphic Design Awards. „Goplanka” znalazła się wśród trzech nominowanych do nagrody projektów w kategorii akcydensowych krojów pisma. Było to wielkie wyróżnienie. W październiku Rektor i Senat UAP nadali Marii Kuziole Złote Odznaczenie Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu, czyli zaliczyli ją do grona najlepszych studentów.


Warsztaty z rysunku, Szamotulski Ośrodek Kultury, ferie 2019


Od dwóch lat Maria Kuzioła prowadzi warsztaty artystyczne z rysunku i kaligrafii, obecnie w Szamotulskim Ośrodku Kultury. Od 2018 roku pracuje też w Rebell Studio w Poznaniu, prowadzonym przez dwie inne szamotulanki – Elżbietę Martin-Bytnar i Beatę Jagodzińską, absolwentki Uniwersytetu Artystycznego. To studio kreatywne, czyli firma działająca podobnie do agencji reklamowej, jednak bardziej otwarta na działania niekomercyjne i artystyczne. Zajmuje się projektowaniem dla firm i marek, projektowaniem użytkowym, wymyśla kampanie i organizuje warsztaty.

Maria Kuzioła, jak sama mówi, ciągle czuje głód związany ze swoimi pasjami artystycznymi. Chciałaby wiele się nauczyć, rozwijać warsztat, wrócić do malowania. Bardzo chciałaby zaprojektować coś dla naszej przestrzeni publicznej. Może ciekawy szyld, witrynę lub neon… Wszystko to może się wydarzyć, bo przecież jest na początku drogi.

Agnieszka Krygier-Łączkowska


Rysunki postaci: 1. Studium postaci – Jola, 2016; 2. Studium postaci – Andrzej, 2016

Szamotuły, 15.03.2019


Zdjęcie Mona Lisiecka

Triola – Weronika Jarosz, Maria Kuzioła i Anna Herman

Plakat plenerowego przedstawienia, w którym wystąpiła Capella Samotulinus. Projekt Maria Kuzioła, 2017 r.

Studium przestrzeni, 2017

„Goplanka”, 2017 r.

Alfabet – autorska seria plakatów dla Rebell Studio, 2019

Ilustracje do Małej Syrenki H.Ch. Andersena, 2016

Maria Kuzioła – między plastyką a muzyką2025-01-10T13:17:29+01:00
Go to Top