Witold Turno, Mścisław Żółtowski i Stanisław Błociszewski − bohaterowie bitwy pod Ignacewem (1863)

Ponad własne życie milsza im była niepodległość ojczyzny

Witold Turno, Mścisław Żółtowski i Stanisław Błociszewski − bohaterowie bitwy pod Ignacewem (1863)

Część I: Bitwa

Bitwa pod Ignacewem, rozegrana 8 maja 1863 roku, była jedną z najkrwawszych podczas powstania styczniowego. Dwaj mieszkańcy naszego regionu: Witold Turno i Mścisław Żółtowski  odegrali w niej ważną rolę. Obaj zapłacili za to cenę najwyższą.

Ignacewo to niewielka wieś położona koło Ślesina w powiecie konińskim. Dziś − jak całe historyczne Kaliskie − należy do województwa wielkopolskiego, od 1815 roku był to jednak obszar położony nie w zaborze pruskim, lecz rosyjskim. W okresie powstania odbyło się tam wiele, mniejszych i większych, potyczek z wojskami rosyjskimi.

Dowódcą powstańczego oddziału, który stoczył bitwę pod Ignacewem, był Edmund Taczanowski. Ten wielkopolski ziemianin miał spore doświadczenie wojskowe. Ukończył szkołę artylerii i przez kilka lat służył w armii pruskiej. W 1846 roku zaangażował się w przygotowania do powstania i po ich wykryciu był więziony przez półtora roku. Ponownie trafił do więzienia jako uczestnik walk powstańczych w 1848 roku, w których dowodził oddziałem artylerii. Po uwolnieniu wyjechał do Włoch, gdzie z kolei przyłączył się do armii Garibaldiego, został ranny i trafił do niewoli francuskiej. Następnie wrócił do Wielkopolski.


Bitwa pod Ignacewem – akwarela Juliusza Kossaka sprzed 1893 r.


W końcu lutego 1863 roku w Poznaniu powstał tzw. Komitet Działyńskiego, którego celem było wsparcie powstania styczniowego w Królestwie Polskim − zarówno finansowe, jak i militarne. Zbierano pieniądze, kupowano i dostarczano broń powstańcom, a także formowano oddziały ochotników, którzy przekraczali granicę zaborów. Dowódcą pierwszego oddziału został, urodzony w Szamotułach, Edmund Callier, mający doświadczenie wojskowe w Legii Cudzoziemskiej. Na czele kolejnych oddziałów stanęli: wspomniany już Edmund Taczanowski oraz dwaj oficerowie francuscy: Leon Young de Blankenheim i Emil Faucheux.

Pułkownik Edmund Taczanowski wraz z grupą ochotników przekroczył granicę i  na rynku w Pyzdrach stworzył obóz. Przybywali do niego chętni do walki z obu stron międzyzaborowej granicy, w obozie byli wyposażani, a pod miastem szkoleni do boju. 29 kwietnia odział stoczył pierwszą walkę w okolicy Pyzdr, na polach za Wartą. Planując bitwę, Taczanowski umiejętnie wykorzystał ukształtowanie terenu, które chroniło powstańców (słabszych liczebnie, pod względem wyszkolenia i uzbrojenia) przed ostrzałem rosyjskich armat, a o zwycięstwie Polaków zadecydował szturm kosynierów.


Bitwa pod Ignacewem – grafika według rysunku Wilhelma Dietza


Oddział Taczanowskiego w kolejnych dniach unikał kontaktów z wrogiem i odbywał kilkudziesięciokilometrowe marsze. 6 maja powstańcom udało się odeprzeć atak wojsk rosyjskich na Koło. Wiadomo było już wówczas, że nie da się uniknąć kolejnej dużej bitwy, choć żołnierze Taczanowskiego byli wyczerpani i spora grupa odeszła z oddziału (pozostało ok. 1200 żołnierzy). Następnego dnia odział opuścił Koło i przemieścił się w kierunku Lubstowa i Ślesina.

Siły rosyjskie zostały tymczasem wzmocnione, gdyż do naczelnika wojennego okręgu kaliskiego gen. Andrieja Brunnera, który dotąd ścigał oddziały powstańcze w tym rejonie, dołączył oddział przybyłego z Warszawy gen. Nikołaja Krasnokutskiego (w sumie ok. 3300 żołnierzy). Obaj dowódcy podążyli za oddziałem Taczanowskiego, swoje oddziały podzielili jednak na dwie kolumny, maszerujące dwiema różnymi trasami. Pierwszy w okolice Ignacewa − 8 maja około godz. 11 − przybył od strony Lubstowa gen. Krasnokutski.

Polacy od rana zabezpieczali tam swoje pozycje: w swego rodzaju barykady zamieniono chaty, ścinano drzewa i − powalone − obsypywano ziemią, kopano też rowy. W pierwszej fazie, gdy na miejscu nie było jeszcze oddziałów pod dowództwem Brunnera, bitwa przebiegała pomyślnie dla powstańców. Polskim strzelcom udało się powstrzymać natarcie piechoty rosyjskiej, a do odwrotu zmusił ją atak kosynierów. Rosjanom nie udało się wówczas obejście lewego skrzydła powstańców i uderzenie ich od tyłu. Ich ruch został zauważony, płk Taczanowski wysłał w ich stronę rezerwową kompanię strzelecką pod dowództwem kpt. Mścisława Żółtowskiego, a o ostatecznym niepowodzeniu manewru Rosjan znów zadecydowali kosynierzy.


Mogiła powstańcza w Ignacewie, zdjęcie z 1917 r. Źródło – Polona


Wydawało się, że zwycięstwo powstańców jest możliwe. Wówczas jednak − około godz. 14 − od strony Sompolna przybyła kolumna pod dowództwem gen. Brunnera. Mające teraz zdecydowaną przewagę wojska rosyjskie przypuściły kolejny atak na całej linii frontu i powtórzyły manewr okalający, który tym razem − niestety − się powiódł. Rosjanie przypuścili bardzo silny atak na chaty w Ignacewie i odcięli lewe skrzydło obrony. Chaty zostały podpalone, w jednej z nich zginął, dzielnie broniący się ze swoimi strzelcami, kpt. Mścisław Żółtowski. W trakcie próby ostatniego kontrataku kulą w bok został trafiony płk Witold Turno, dowodzący strzelcami na prawym skrzydle. Ciężko ranny został odwieziony wozem do rodziny w pobliskim Licheniu Starym (właścicielem wsi był kuzyn Władysław Kwilecki), gdzie zmarł następnego dnia.

Julian Wieniawski w swoim pamiętniku zanotował słowa wypowiedziane do niego przez gen. Krasnokutskiego: „Przyznaję, że po raz pierwszy na tyle męstwa i taki opór natrafiłem”.


Pomnik na mogile powstańczej w Ignacewie. Zdjęcie Andrzej Bednarski


Oddział został rozbity. Zginęło 160-180 powstańców, 80 zostało rannych; wielu dostało się do niewoli (z samego Wielkiego Księstwa Poznańskiego 40). Zachowały się relacje o pastwieniu się żołnierzy rosyjskich nad ciałami zmarłych i obdzieraniu zwłok ze wszystkiego, co stanowiło jakąś wartość.

Po odejściu Rosjan okoliczni mieszkańcy pochowali w zbiorowej mogile w centrum wsi przy drodze Ślesin − Sompolno ciała około 160 żołnierzy. W 1918 roku wzniesiono w tym miejscu pomnik, zniszczony przez Niemców na początku II wojny światowej i odbudowany w 1953 roku. Witold Turno spoczął przy kościele w Licheniu Starym we wspólnej mogile z powstańcami z niewielkiego oddziału pod dowództwem Michała Sokolnickiego, który 8 maja został otoczony przez Rosjan w tej miejscowości i doszczętnie wybity. Obecny pomnik powstał w 1991 roku.

Edmund Taczanowski (1822-1879). W ostatniej fazie bitwy pod Ignacewem nie uczestniczył (został wywieziony z pola bitwy). Władze powstańcze nie oceniły tego zachowania źle, o czym świadczy awans na generała i mianowanie Taczanowskiego dowódcą wojsk powstańczych województwa kaliskiego i mazowieckiego. Źródło zdjęcia – Polona

Jan Działyński (1829-1880), właściciel Kórnika; na początku powstania styczniowego powołał Komitet kupujący broń dla powstańców i przygotowujący ochotników do walki. Zagrożony aresztowaniem, przedostał się przez granicę i przyłączył się do oddziału. Z pola bitwy pod Ignacewem wyprowadził bezpiecznie 400 powstańców, po czym – ze względu na niemożność dalszej walki – rozwiazał oddział. W procesie powstańców w Berlinie skazany zaocznie na karę śmierci i konfiskatę majątku. Po amnestii wrócił do Wielkopolski. Źródło zdjęcia – Polona

Bohaterowie powstania styczniowego z Wielkopolski, wśród nich Działyński, Taczanowski i Turno. Źródło – Muzeum Historii Krakowa

Pomnik ku czci Powstania Styczniowego na miejscu bitwy pod Pyzdrami. Źródło – domena publiczna

Mogiła powstańców poległych w czasie bitwy pod Pyzdrami. Zdjęcie – pyzdry.pl

Ignacewo. Tablice informacyjne i pomnik na mogile powstańczej. Zdjęcia Andrzej Bednarski

Witold Turno (1835-1863). Zdjęcie wisi w zakrystii kościoła św. Mikołaja w Słopanowie. Zdjęcie Andrzej Bednarski

To samo zdjęcie ustawione do sfotografowania. Zdjęcie Andrzej Bednarski

Uczestnicy powstania styczniowego (wśród nich Witold Turno), fotografia z 1868 r. Źródło – Polona

Fragment pomnika w Licheniu. Zdjęcie Andrzej Bednarski

Płyta z pomnika w Licheniu (podano na niej złą datę bitwy). Zdjęcie Andrzej Bednarski

„Dziennik Poznański”, 12.06.1863

„Dziennik Poznański” 18.06.1863

„Dziennik Poznański” 14.06.1863

Chojno Błota Wielkie – miejsce ku czci Witolda Turny. Zdjęcie Agnieszka Krygier-Łączkowska

Teodor Żychliński, Wspomnienia z 1863 roku, Poznań 1988

„Dziennik Poznański” 28.05.1863 (błąd w zapisie nazwy miejscowości – chodziło o Zajączkowo)

Stanisław Błociszewski (1804-1888) – stryj poległego pod Ignacewem Stanisława, powstaniec listopadowy; w powstaniu styczniowym wzięło udział 3 jego synów. W ramach popowstaniowych represji przesiedział 2 lata w wiżeieniu. Źródło zdjecia – domena publiczna

„Dziennik Poznański” 10.06.1863

Płyta z pomnika w Licheniu. Zdjęcie Andrzej Bednarski

Część II: Bohaterowie

W czasie bitwy i w jej konsekwencji życie stracili trzej synowie ziemian z regionu szamotulskiego: wspomniani już dowódcy oddziałów Witold Turno i Mścisław Żółtowski, a także Stanisław Błociszewski.

Witold Turno herbu Kotwice urodził się 21 maja 1835 roku w Objezierzu, w powiecie obornickim, w majątku rodziców Heleny z domu Kwileckiej i Wincentego Turnów. Jego dziadek Adam Turno oraz brat dziadka Kazimierz byli żołnierzami napoleońskimi, ojciec Wincenty walczył z kolei w powstaniu listopadowym i Wiośnie Ludów. Do majątku Heleny i Wincentego należało także Chojno i Słopanowo w powiecie szamotulskim. Przez dwa lata Witold kształcił się w Paryżu w szkole politechnicznej. Na uczelnię tę nie przyjmowano cudzoziemców, jednak on otrzymał specjalną zgodą ministerialną ze względu na zasługi dziadka w służbie Francji. Następnie uczył się w pruskiej szkole wojskowej i przez pewien czas służył jako podporucznik II pułku gwardii w Berlinie. Teodor Żychliński tak go wspominał z tamtych czasów: „Kochaliśmy Witolda dla jego nieocenionego humoru, złotego serca, dziarskości w obejściu i serdecznej koleżeńskiej uczynności”.


Witold Turno – fragment zdjęcia


Po powrocie w rodzinne strony gospodarował najprawdopodobniej w Słopanowie. Od 1861 roku działał w konspiracji przygotowującej powstanie, a sam − aby zamanifestować polskość − „przywdział strój narodowy” (ze wspomnienia Witold Turno. Dowódca strzelców wielkopolskich 1863). 28 grudnia 1862 roku Komitet Centralny Narodowy mianował go głównym pełnomocnikiem na Wielkie Księstwo Poznańskie. Po wybuchu powstania styczniowego gromadził oddział i przygotowywał się do przekroczenia granicy zaborów. Został wówczas zatrzymany i uwięziony w Gnieźnie (od 2 marca do 31 marca 1863 r.). Przetrzymywany w bardzo złych warunkach, pobyt w więzieniu odchorował, nie porzucił jednak myśli o czynnym udziale w powstaniu.

Odrzucił propozycję wyjazdu do Belgii po zakup broni, 26 kwietnia przekroczył granicę i przystąpił do oddziału powstańczego stacjonującego wówczas w Słupcy. Jego dowódcą był kpt. Emil Faucheux, Witold Turno został przy nim szefem sztabu. Rankiem 29 kwietnia Taczanowski, wiedząc o tym, że wkrótce nastąpi atak wojsk rosyjskich na Pyzdry, wezwał ten oddział  do siebie. Już w pierwszej godzinie walki Faucheux został ciężko ranny w nogę i przekazał dowództwo swoich strzelców Witoldowi Turnie. Umiał on w pierwszej tej bitwie zachować zimną krew, „a to pierwsze tak szczęśliwe wystąpienie zjednało mu przychylność oddziału całego. Zrozumiał też Turno stanowisko dowódcy powstańców, był surowym, gdzie potrzeba, a w czasie marszu dzielił z żołnierzem wszelkie niewygody, jedząc z nim z jednego kotła, spoczywając na jednej słomie” (Witold Turno. Dowódca strzelców wielkopolskich 1863). Po bitwie pod Pyzdrami i wcieleniu do oddziału Taczanowskiego otrzymał nominację na pułkownika.


Nieistniejący pałac w Słopanowie, zdjęcie – własność Andrzej Klapa


Jeszcze przed bitwą pod Ignacewem Witold Turno wyróżnił się dwukrotnie. Najpierw − pod wsią Olesiec w pobliżu Chocza w potyczce z oddziałem tzw. objezdczyków (konnych strażników przygranicznych), przeciwko którym wyruszył z kilkunastoma ochotnikami, a następnie w czasie obrony Koła, kiedy strzelcy, którymi kierował, długo powstrzymywali atak wojsk rosyjskich, a on „biegał śród gradu kul i zachęcał strzelców do celnych strzałów”. 

Autor cytowanego już wspomnienia tak opisał ostatnie chwile Turny w czasie bitwy pod Ignacewem: „chcąc otworzyć drogę do przeboju oddziałowi pozostawionych w rezerwie 60 strzelców, zakomenderował na bagnety. Stanąwszy na ich czele podniósł w prawym ręku pałasz, lecz zaledwie postąpił kilkanaście kroków, kiedy został śmiertelnie ugodzony kulą karabinową. Towarzysze unieśli ukochanego dowódcę przed dzikością moskiewską”. Padając, miał powiedzieć do swoich żołnierzy: „Zostawcie mnie, a idźcie naprzód na…” Osoby pielęgnujące go w Starym Licheniu, gdy stale wypytywał o wynik bitwy, nie miały serca, aby powiedzieć mu prawdę o klęsce pod Ignacewem. Rodzicom przesłano zakrwawiony mundur i kulę, która zadała mu śmiertelną ranę. Zmarła 11 lat później Helena Turno kazała pochować się z tymi pamiątkami po synu.

Uznany został za jednego z bohaterów nie tylko tej bitwy, ale i całego powstania. Już w maju 1863 roku w prasie poznańskiej pojawiały się ogłoszenia o możliwości kupna zdjęć kilkunastu najbardziej znanych powstańców z Wielkopolski; Witold Turno wymieniany jest w tej grupie, znalazł się też na fotograficznej kompozycji z powstańcami.


Pomnik ku czci poległych w Licheniu powstańców, w tym Władysława Turny (prawdopodobnie na miejscu dawnej mogiły). Zdjęcie Andrzej Bednarski


Pochowany zaraz po śmierci w Licheniu w zbiorowej mogile, podobnie jak wielu powstańców nie miał normalnego pogrzebu. Nabożeństwo żałobne w jego intencji odprawione zostało w kościele w rodzinnym Objezierzu. Drugie planowano w kościele kolegiackim w Szamotułach, jednak do niego nie doszło ze względu na zapowiedź wysokiej kary pieniężnej nałożonej przez władze pruskie.

Ojciec Witolda − Wincenty − po jego śmierci przekazał majątek w Objezierzu najstarszemu synowi Hipolitowi, a sam przeniósł się do Słopanowa. Wybudowano tam dla niego pałac, który − niestety − w pierwszej połowie lat 70. XX wieku został rozebrany. Wincenty Turno zmarł kilka lat po synu, w 1867 roku. Przejmujące są słowa Teodora Żychlińskiego: „życia dokonał, padłszy ofiarą miłości bliźniego; odwiedzając bowiem po chatach włościan zapadłych na tyfus, sam tej chorobie uległ”. W zakrystii kościoła w Słopanowie do dziś wisi zdjęcie Witolda. Od jego imienia nazwano także folwark Turnów w Chojnie − Witoldowo, leżący na zachodnich obrzeżach Błot Wielkich; od 2009 roku postać Witolda Turny upamiętnia tam głaz z tablicą.


Kamień przy dawnym folwarku Turnów – Chojno Błota Wielkie. Zdjęcie Agnieszka Krygier-Łączkowska


Dużo mniej informacji można znaleźć o Mścisławie Żółtowskim herbu Ogończyk z Zajączkowa − synu Antoniego i Seweryny z domu Łaszkowskiej. Służbę wojskową odbył w artylerii w Poznaniu. W kwietniu 1863 roku dołączył do oddziału Taczanowskiego w Pyzdrach i w bitwie pod tą miejscowością dowodził kompanią strzelców. Pod Ignacewem walczył w randze kapitana, awans otrzymał po tym, jak kilka dni wcześniej wyróżnił się w potyczce w okolicach Chocza.

Pod Ignacewem Żółtowski bronił się do końca w jednej z podpalonych przez Rosjan chat. Musiała zrodzić się jednak pogłoska, o tym, że przeżył, gdyż w końcu maja matka (ojciec już wówczas nie żył) poprzez ogłoszenia w prasie prosiła „jego towarzyszów broni o udzielenie wiadomości pewnej jakakolwiek będzie”. Być może niejasność co do losów Żółtowskiego wynikła z tego, że po pierwszej, korzystnej dla powstańców, fazie walki odprowadzał rannego Władysława Niegolewskiego do granicy. Musiano go wówczas widzieć i może takie informacje przekazano rodzinie w Zajączkowie. Okazało się jednak, że wrócił on na pole bitwy wbrew tym, którzy próbowali go przed tym powstrzymać, mówiąc, że bitwa jest przegrana i już się kończy. Żółtowski, jak podaje Teodor Żychliński, odpowiedział na to, że jego powinnością jest pozostać przy swych żołnierzach.

Po potwierdzeniu informacji o śmierci Mścisława w jego intencji odprawione zostało nabożeństwo w kościele parafialnym w Psarskiem. Rodzina Żółtowskich kilkanaście lat później opuściła Zajączkowo, gdyż brat Mścisława Jarosław sprzedał ten majątek Stanisławowi Ponińskiemu.


Pałac w Zajączkowie. Zbudowany w XVIII w. dla Żółtowskich, przebudowany na początku XX w. przez Urbanowskich. Zdjęcie z lat 30. XX w. Źródło – Fotopolska


Poległy pod Ignacewem Stanisław Błociszewski herbu Ostoja był synem ziemian z Przecławia − Antoniego i Rozalii ze Skarzyńskich. W powstaniu listopadowym walczyli ojciec Antoni oraz stryj Stanisław, odznaczony złotym krzyżem Virtuti Militari. Stryj Stanisław szkolił także uczestników Wiosny Ludów w Wielkopolsce, a w czasie powstania styczniowego zajmował się formowaniem oddziałów, zbieraniem broni i funduszów dla powstania.

W czasie walk powstańczych Stanisław Błociszewski z Przecławia nie miał jeszcze 21 lat, urodził się bowiem 19 sierpnia 1842 roku w rodzinnym Przecławiu. Kształcił się w poznańskim Gimnazjum św. Marii Magdaleny, z najwyższym wynikiem zdał maturę i rozpoczął studia prawnicze w Niemczech − w Berlinie i Bonn. Na wiadomość o wybuchu powstania powrócił do domu rodzinnego i razem z bratem Bolesławem dołączył do oddziału Taczanowskiego jako strzelec kompanii kpt. Hegnera. Brał udział w potyczkach pod Pyzdrami i Kołem, w których wykazał zimną krew i odwagę, w czasie obrony Koła jako ochotnik pierwszy zajął szczególnie niebezpieczną pozycję. Pochowany został we wspólnej mogile w Ignacewie, a w kościele w Cerekwicy odprawiono w jego intencji nabożeństwo żałobne.

Polegli pod Ignacewem Turno, Żółtowski i Błociszewski nie byli jedynymi uczestnikami tej bitwy związanymi z regionem szamotulskim. W bitwie ranny w nogę został Napoleon Ksawery Mańkowski herbu Zaremba (1836-1888), syn Teodora Mańkowskiego i Bogusławy z Dąbrowskich − właścicieli Rudek koło Ostroroga, wykształcony w Paryżu inżynier budowy dróg i mostów, przyjaciel Witolda Turny. Z pola bitwy został on wywieziony na wozie przez wycofujący się oddział pod dowództwem Jana Działyńskiego. Za swoją działalność patriotyczną zapłacił potem procesem i półtorarocznym więzieniem. Innego rodzaju represje spotkały urodzonego w Szamotułach w 1839 roku Bolesława Jerzykiewicza. Ten późniejszy pedagog i botanik został zatrzymany po bitwie pod Ignacewem w czasie przekraczania granicy między Królestwem Polskim a Wielkim Księstwem Poznańskim. Ukarano go skreśleniem z listy studentów Uniwersytetu Wrocławskiego.

Agnieszka Krygier-Łączkowska

współpraca Andrzej Bednarski

Bibliografia:

Władysław Chotkowski, Mowa żałobna na pogrzebie śp. Napoleona Mańkowskiego, Kraków-Poznań 1988.
Maciej Grzeszczak, Ignacewo 1863, Warszawa 2015.
Janusz Gulczyński, Ziemia Konińska w czasie Powstania Styczniowego 1863-1864, Konin 1994, t. 3.
Bogusław Polak, Wielkopolanie na polach bitew powstania styczniowego (1863-1864), „Przegląd Polsko-Polonijny” nr 4 zeszyt 2 /2012.
Julian Wieniawski, Kartki z mego pamiętnika, t. 2, Warszawa 1911.
Witold Turno. Dowódca strzelców wielkopolskich 1863, „Ojczyzna” 1864, nr 122.
Teodor Żychliński, Wspomnienia z roku 1863, Poznań 1888.
Teodor Żychliński, Kronika żałobna rodzin wielkopolskich od 1863-1876 z uwzględnieniem ważniejszych osobistości zmarłych w tym przeciągu czasu w innych dzielnicach Polski i na obczyźnie, Poznań 1877.

Witold Turno, Mścisław Żółtowski i Stanisław Błociszewski − bohaterowie bitwy pod Ignacewem (1863)2020-05-31T20:27:24+00:00

Cmentarze choleryczne w regionie szamotulskim

Ubranie lekarza w czasie dawnych epidemii. W dziobie maski umieszczano środki zapachowe (wierzono, że uchronią one przed zarażeniem się od chorego). Miedzioryt Paula Fürsta, ok. 1656 r.

Gaj Mały – krzyż na cmentarzu cholerycznym

Koźle – krzyż i oznakowanie drogi do cmentarza

Binino – krzyż (wykonany przez miejscowego artystę Eugeniusza Tacika) i tabliczka umieszczona na kamieniu

Krzeszkowice – krzyż na cmentarzu cholerycznym. Zdjęcia Zbigniew Dobak

Cmentarze choleryczne w regionie szamotulskim

Z powodu pandemii koronawirusa straciliśmy poczucie bezpieczeństwa. Nie ma jednak wątpliwości, że jesteśmy w dużo lepszej sytuacji niż nasi przodkowie, którzy zmagali się z różnymi chorobami zakaźnymi w czasach, kiedy nie zdawano sobie sprawy z przyczyn ich powstania i nie umiano ani się przed nimi chronić, ani ich leczyć.

Epidemie powracały co kilkadziesiąt, a nawet kilkanaście lat. Na nowy obszar przynoszą je − oczywiście − ludzie, kiedyś jednak myślano, że winą jest tu złe powietrze – „morowe”, czyli niosące śmierć (mór).

Choroby zakaźne rozprzestrzeniały się wraz w wojskami. Tragiczny był tu, na przykład, XVII-wieczny najazd Szwedów (potop szwedzki), który – oprócz strat wojennych (ludzkich i materialnych) − przyniósł głód i empidemie. Doszło wówczas do wyludnienia wielu miast w Wielkopolsce. Szamotuły, w połowie XVI w. zamieszkiwane przez 1500 osób, ponad sto lat później (w 1676 r.) stały się niewielką miejscowością, liczącą 384 mieszkańców (Wronki – 455). Chorobą, która zbierała wówczas śmiertelne żniwo, była – najczęściej – dżuma, zwana „czarną śmiercią”.

Podobna sytuacja nastąpiła w czasach wojen napoleońskich. W 1813 roku, w czasie epidemii ospy, zmarł Stanisław Mycielski − właściciel, m.in., Szamotuł. W kampanii 1806/1807 dosłużył się on stopnia pułkownika, a później − jako lekarz − w stworzonym przez siebie szpitalu w Poznaniu opiekował się chorymi żołnierzami wojsk francuskich i polskich. Tam też zaraził się ospą od chorych.


Binino – cmentarz choleryczny


XIX wiek przyniósł koszmar cholery. Głównymi objawy tej choroby: silna biegunka i uporczywe wymioty powodowały odwodnienie organizmu i pozbycie się z niego niezbędnych elektrolitów, mogły też doprowadzić do niewydolności sercowo-naczyniowej. Śmiertelność cholery była wysoka − ok. 50%. Do zakażenia dochodziło zwykle przez wypicie wody zanieczyszczonej ludzkimi odchodami lub zjedzenie skażonej żywności (owoców i warzyw). Mechanizm zakażenia nie był znany do 1883 r., kiedy to opisał go Robert Koch − odkrywca bakterii cholery. Dopiero wówczas można było skutecznie zapobiegać tej strasznej chorobie, głównie przez dostęp do nieskażonej wody.

Pierwszą epidemię cholery − z 1831 r. − znów związać można z  ruchami wojsk. W 1830 r. choroba ta z Azji dotarła do Rosji, na ziemie zaboru rosyjskiego przynieśli je żołnierze, którzy przybyli, aby stłumić powstanie listopadowe. Ofiarami tej epidemii byli np. książę Konstanty i dowódca armii rosyjskiej Iwan Dybicz. Epidemia rozprzestrzeniała się dalej, objęła pozostałe ziemie polskie pod zaborami (przenosili ją powstańcy i kupcy), a także inne państwa europejskie.

W Szamotułach pierwsze śmiertelne ofiary tej epidemii wystąpiły w październiku 1831 r. Na cholerę zmarł ówczesny rabin i wielu innych mieszkających w mieście Żydów. Jak można przeczytać w piśmie „Z Grodu Halszki” (1933 nr 5), „ludzie marli tak, że nie można było nadążać grzebać zmarłych”. Miejscem pochówku stał się założony w tym roku cmentarz parafii kolegiackiej, a także specjalny cmentarz na położony po lewej stronie drogi do Obrzycka, pomiędzy Szamotułami a Gajem Małym. Na miejscu tym, na niewielkim pagórku,  do dziś stoi krzyż (obecny z 2009 r.). „Jak opowiadają ludzie starsi, wspomniany pagórek był daleko większy, lecz deszcze, wichry i pług go coraz bardziej niwelowały. Ponieważ jednak oracz zbyt często za daleko sięgał i wygrzebywał jeszcze kości, wobec tego władza w obawie przed ewentualnym powtórzeniem się epidemii rozkazała to miejsce opłocić lasem” − pisze autor artykułu. Dziś z lasu zostało zaledwie kilka drzew.


Niewierz – krzyż na dawnym cmentarzu cholerycznym


Trzeba tu dodać, że zmarłych grzebano zwykle w mogiłach zbiorowych, trumny posypywano wapnem. Pochówki odbywały się najcześciej w dniu śmierci. Na ziemiach polskich przyjęło się stawianie na cmentarzach cholerycznych − wzorem hiszpańskim − specjalnych krzyży z dwoma ramionami poprzecznymi, zwanych karawakami. Cmentarze choleryczne uznawane były przez lokalne społeczności za „miejsca nieczyste”, których się nie odwiedza. Czasami krzyże − karawaki stawiane były także dla ochrony miejscowości przed zarazą, noszono je też jako amulety.

Kolejne epidemie cholery przeszły przez Wielkopolskę, w tym przez region szamotulski, w latach 1848, 1852, 1860-1862, 1872-73.

Jesienią 1848 r. do rozprzestrzenienia się choroby w naszym regionie najprawdopodobniej przyczynił się ruch osobowy na nowo otwartej linii kolejowej Poznań − Szczecin.

W najbliższych okolicach Szamotuł istniały jeszcze − prawdopodobnie − dwa inne cmentarze choleryczne: pomiędzy Szamotułami i Gałowem (nowy krzyż postawiono tam w 2018 r.) oraz na łąkach po prawej stronie przy wjeździe do Śmiłowa.

Kolejne cmentarze choleryczne w gminie Szamotuły znajdują się w Krzeszkowicach koło Otorowa (krzyż w kępie drzew, 200 m od budynku dawnej szkoły) oraz w Koźlu (krzyż w lesie po lewej stronie drogi w kierunku Zapustu i Ostroroga).

W gminie Ostroróg cmentarz choleryczny zachował się w Bininie. Odnowiono go w 2010 r.: oprócz nowego drewnianego krzyża umieszczono tam pamiątkowy głaz, postawiono też nowe metalowe ogrodzenie. Obok rośnie dąb-pomnik przyrody.


Koźmin – krzyż na dawnym cmentarzu cholerycznym


Wcześniej, bo w 2007 r., uporządkowano dawny cmentarz choleryczny w Nowej Wsi koło Wronek (ul. Kasztanowa). Teren ten przez wiele lat stanowił dzikie wysypisko śmieci, obecnie znajduje się tam krzyż i głaz z tabliczką. Jako kolejne miejsca w gminie Wronki, gdzie chowano ofiary epidemii cholery, wymienia się Nadolnik (droga z Wronek w kierunku Smolnicy) oraz Wróblewo (prawdopodobnie).  

Dawne cmentarze choleryczne znajdowały się również w Koźminie koło Obrzycka (krzyż) i w Niewierzu koło Dusznik (krzyż z datą epidemii: 1852, ul. Leśna). Zagadnienie to niewątpliwie wymaga dalszego opracowania.

Agnieszka Krygier-Łączkowska i Andrzej Bednarski

Zdjęcia Andrzej Bednarski


Karawaka – zdjęcie poglądowe (Bartniki, pow. przasnyski). Zdjęcie – domena publiczna


Cmentarze choleryczne w regionie szamotulskim2020-05-03T14:02:05+00:00

Tekla Kwilecka i krzyż z Binina

Stefan Kwilecki – syn Tekli Kwileckiej, ok. 1890 r.

Barbara z Mańkowskich Kwilecka z jednym z synów, ok. 1874 – synowa i wnuk Tekli Kwileckiej

Wanda z Kwileckich Niegolewska – córka Tekli Kwileckiej. Źródło: Maria Bruchnalska, Ciche bohaterki. Udział kobiet w powstaniu styczniowym, 1932

Władysław Maurycy Niegolewski – zięć Tekli Kwileckiej

Krzyż w Bininie. Zdjęcie Andrzej Bednarski

Emilia Sczaniecka (1804-1896), zdjęcie z lat 60. XIX w. Źródło – Polona

Bibianna Moraczewska (1811-1877), zdjęcie z lat 60. XIX w. Źródło: Maria Bruchnalska, Ciche bohaterki. Udział kobiet w powstaniu styczniowym, 1932

„Dziennik Poznański” 1894 nr 149

Statut Towarzystwa Pomocy Naukowej dla Dziewcząt – organizacja działała do 1939 r. Wersja statutu opublikowana w 1930 r. Źródło – Polona

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Tekla Kwilecka i krzyż z Binina

W lipcu 1862 roku przed sądem w Szamotułach toczyła się sprawa przeciwko hrabinie Tekli Kwileckiej z Dobrojewa oraz jej rządcy Walentemu Janasowi. Oskarżeni zostali oni  o „opór stawiany władzy rządowej”. Za sformułowaniem tym kryła się sprawa umieszczenia przy drodze w Bininie drewnianego krzyża pomalowanego biało-czerwono.

Tekla Kwilecka w Dobrojewie zamieszkała w listopadzie 1932 roku, po ślubie z Leonardem Kwileckim. Był on synem Klemensa i jego najbliższej kuzynki Anieli – jedynej córki Adama Kwileckiego, który w latach 90. XVIII w. wzniósł dobrojewski pałac, spalony i zburzony w okresie okupacji hitlerowskiej (por. artykuły http://regionszamotulski.pl/palac-w-dobrojewie/ i http://regionszamotulski.pl/dobrojewo-historia/).


Zespół pałacowy w Dobrojewie, ok. 1912 r.


Tekla pochodziła z rodziny Sieroszewskich herbu Nabram (rodzice Kazimierz i Anna z domu Swinarska), przyszła na świat 16 września 1807 roku w Kakawie (Kaliskie). Jej przyszły mąż – Leonard Kwilecki wziął udział w powstaniu listopadowym, walczył pod dowództwem gen. Giorolamo Ramorino − Włocha zwerbowanego do służby w wojskach powstańczych. Według przekazów Leonard zabrał do powstania konie ze stadniny w Dobrojewie (por. http://regionszamotulski.pl/stadnina-w-dobrojewie/).

Leonard Kwilecki zmarł w 1844 r. po długiej chorobie. Tekla przez wiele lat troskliwie opiekowała się mężem, na nią spadło wychowanie dzieci i troska o rozległy majątek. Małżeństwo doczekało się trojga dzieci. Najstarsza był Wanda (1834-1912), która w 1855 r. poślubiła Władysława Niegolewskiego (1819-1885) − doktora prawa, działacza niepodległościowego, posła na sejm pruski, współzałożyciela Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, a zarazem syna Andrzeja Niegolewskiego − ziemianina, bohatera szarży pod Samosierrą (1808). Spadkobiercą majątku, tzw. Dobrojewszczyzny, został Stefan Kwilecki (1839-1900), który w 1866 roku ożenił się z Barbarą z Mańkowskich (1845-1910), panną z nieodległych Rudek (por. http://regionszamotulski.pl/barbara-kwilecka-dzialaczka-narodowa-i-spoleczna/). Syn Klemens, najmłodsze dziecko Tekli i Leonarda, zmarł w wieku 12 lat.


Pałac w Dobrojewie na pocztówkach z ok. 1910 r.


Pierwsze zachowane informacje związane z działalnością narodowo-społeczną Tekli Kwileckiej dotyczą Wiosny Ludów w Wielkopolsce. Razem, między innymi, z Emilią Sczaniecką i Bibianną Moraczewską, weszła w skład − powołanej 24 marca 1848 roku − Dyrekcji Opieki nad Rannymi. Zakładała szpitale, wizytowała je, sama opatrywała rannych w walkach, starała się też o pomoc tym, którzy zostali uwięzieni. Na cele tej działalności przekazała rodowe srebra.

Krzyż w Bininie

W 1861 roku w Warszawie doszło do wielkich manifestacji patriotycznych, w czasie których domagano się zagwarantowania przez władze praw obywatelskich i przeprowadzenia reform społecznych. 27 lutego i 8 kwietnia wojsko rosyjskie otworzyło ogień do demonstrantów. Masakry wstrząsnęły Polakami, nie tylko w zaborze rosyjskim.

Właśnie po tych wydarzeniach, jak pisał autor artykułu z „Dziennika Poznańskiego” (lipiec 1862, nr 179), w różnych częściach powiatu szamotulskiego w grudniu 1861 roku ustawiono krzyże ku czci ofiar poległych Polaków. Jeden z nich stanął z inicjatywy Tekli Kwileckiej w Bininie, przy skrzyżowaniu dróg z Dobrojewa i z Ostroroga: „Krzyż ten jest z obrobionego drzewa, w wyższej części biały z obwódką pąsową, w dolnej zaś części czerwony z białą obwódką pomalowany, i nie ma na sobie krucyfiksu [figury Jezusa], tylko jak inne krzyże żelazną koronę cierniową”. Z polecenia zarządcy Dobrojewa – Walentego Janasa wykonał go czeladnik stolarski z Wielonka – Walenty Fijak. Prokuratura oskarżyła hrabinę Kwilecką i Walentego Janasa o „karygodny opór przeciw władzy rządowej” i ustawienie „znaku mogącego publiczną spokojność naruszyć”. Trzeba jednak dodać, że ani sąd w Szamotułach, ani poznański sąd apelacyjny nie uznało tego czynu za karygodny i wniosek prokuratury oddaliły, a proces z dnia 21 lipca 1862 roku odbył się na rozkaz najwyższego trybunału w Berlinie. Prokurator chciał zasądzenia od hrabiny Kwileckiej kary 25 talarów, a od Walentego Janasa – 3 talarów (lub 3 dni więzienia).


Krzyż w Bininie – wygląd współczesny. Zdjęcie Andrzej Bednarski


Tekla Kwilecka zjawiła się na procesie razem z zięciem Władysławem Niegolewskim − dr. prawa. Niegolewski chciał podjąć się obrony teściowej, najpierw jednak próbował przekonać sąd do tego, żeby obrady toczyły się w języku polskim, argumentując, że najważniejszy jest oskarżony, który musi dokładnie rozumieć proces, a hrabina Kwilecka „ani nawet słowa po niemiecku nie rozumie”. Kiedy sąd ogłosił, że postępowanie będzie się toczyło po niemiecku, Tekla Kwilecka uznała, że w takim razie woli być sądzona zaocznie i razem z Władysławem Niegolewskim opuścili posiedzenie.

Mowę obrończą − po niemiecku − wygłosił radca Szuman, formalnie będący obrońcą Walentego Janasa. Korespondent „Dziennika Poznańskiego” obszernie zrelacjonował to wystąpienie. Obrońca wniósł on o uniewinnienie obojga oskarżonych. Najpierw, używając sformułowań nieco patetycznych, nakreślił tło wydarzeń:

„Na krańcach wschodnich Europy żył od lat tysiąca naród, który nigdy nie zapragnął cudzego, spokojnie orał swe ziemie, nie prowadził wojen zaborczych, który krew swych najlepszych synów poświęcał za spokój Zachodu, by ludy inne bez obawy przed tą nawałą barbarzyńskich hord spokojnie pielęgnować mogły sztuki i nauki. I na ten nieszczęśliwy naród i na to nieszczęśliwe państwo zła przyszła godzina, kiedy sąsiedzi, z których niejednemu byt był uratował, nań uderzyli i go rozebrali. I otóż niemal sto lat od tej nieszczęśliwej chwili minęło, i jak złe, samo w sobie ma zarodki złego, skutki i owoce tego czynu rosną i krzewią się aż po nasze lata”.


Rosyjska armia strzela do polskich patriotów w Warszawie, 8.04.1861 r. Ilustracja inspirowana obrazem (Tony Robert-Fleury).


Dalej obrońca przedstawiał wydarzenia, które rozegrały się w 1861 roku w Warszawie: „Po jednej stronie garstka klęczącego i modlącego się ludu, który ze łzami w oczach ręce podnosił do nieba i błagał Boga i Bogarodzicę, by się nad nim ulitowali, po drugiej stronie tysiące wściekłych wojowników, knutem, szablą, bagnetem i kulą garstkę tę rozpędzający. Krwią wojsko moskiewskie naznaczyło dni one na ulicach Warszawy, krwawymi głoskami zapisała historia dni te i imiona ofiar w rocznikach swoich”.

Następnie odnosił się do krzyży, które stawiano w związku z warszawskimi wydarzeniami i pytał retorycznie: „I cóż za dziw, i cóż za zbrodnia, jeśli współbracia ich dni te i ofiary w sercach swych zapisali, cóż by była za zbrodnia, chociażby im na pamiątkę oraz jako ofiarę i modlitwę dla Boga, żeby ich od podobnych dni zachował, stawili krzyże, krzyże, które jak wiadomo, w świecie katolickim są znakami modlitwy, podziękowania lub ofiary?”

W ostatniej części swojego wystąpienia radca Szuman udowadniał, że krzyże nie są znakami zakazanymi, gdyż nie wzbudzają „rozruchu”, a skłaniają do modlitwy. Jeśli związać je z wydarzeniami w Warszawie, może to być modlitwa w intencji obrony przed „olbrzymem rosyjskim”. Krzyże nie mają zatem żadnego związku politycznego z Prusami, a ich kolor biały i czerwony − jak dowodził obrońca − są kolorami kościelnymi od wieków stosowanymi w dekoracjach krzyży.

Ostatecznie sąd uniewinnił oskarżonych, wskazując, że krzyże nie są znakami zabronionymi i choć krzyż w Bininie stoi już od kilku miesięcy, nie doszło do zakłócenia spokoju publicznego.


Bitwa pod Ignacewem – obraz Juliusza Kossaka


Walka i praca organiczna

Pół roku po procesie, który toczył się przed sądem w Szamotułach, w zaborze rosyjskim doszło do wybuchu powstania.

Tekla Kwilecka, działając w Kółku Pań Wielkopolskich, znów zabiegała o udzielenie pomocy powstańcom. Broń dla powstania w Belgii kupował jej syn Stefan, a potem − poszukiwany przez policję pruską − ukrywał się przez kilka miesięcy. Przez granicę między zaborami przedostał się natomiast zięć Władysław Niegolewski. Na początku maja w bitwie pod Ignacewem został ranny i wrócił do Wielkopolski, gdzie − oskarżony o zdradę stanu − odbył karę w wiezieniu w Głogowie. W działania narodowowyzwoleńcze zaangażowała się w tym czasie również córka Tekli Kwileckiej, a żona Władysława Kwileckiego – Wanda. Jeszcze przed powstaniem potajemnie − razem ze Sczaniecką, Moraczewską i Jarochowską − szkoliła przyszłe sanitariuszki, a potem sama pomagała rannym na polach bitwy i w szpitalach. Po powrocie do Wielkopolski wspierała uwięzionych polskich patriotów.

W 1864 roku Tekla Kwilecka po raz kolejny stanęła przed sądem w Szamotułach. Tym razem zarzucano jej zbieranie składek na rzecz Polaków więzionych w więzieniu w Moabicie, jednak i tym razem udało jej się uzyskać wyrok uniewinniający. Zamieszkała w Poznaniu, gdzie zajęła się pracą na rzecz oświaty dziewcząt i działalnością charytatywną.  

W 1871 r. − po raz kolejny działając wspólnie z Emilią Sczaniecką i Bibianną Moraczewską − założyła Towarzystwo Pomocy Naukowej dla Dziewcząt, które wspierało edukację zawodową niezamożnych młodych kobiet. Tekla Kwilecka do śmierci należała do dyrekcji tej organizacji. Na krótko przed śmiercią w polskiej prasie poznańskiej ukazała się podpisana przez nią odezwa wzywająca do zbierania składek na oświatę ludową, aby w ten sposób upamiętnić setną rocznicę rozbiorów Polski.

Zmarła 2 lipca 1894 r. w Poznaniu, pochowana została w grobach rodzinnych w Kwilczu.

W prasie poznańskiej żegnano ją w ten sposób: „Całe życie śp. Tekli zasadzało się na pielęgnowaniu tych dwóch cnót, coraz rzadszych w naszych czasach: miłości i poświęcenia. Była to też jedna z tych prawie już legendarnych matron polskich, które wziąwszy sobie za dewizę zdanie: „módl się i pracuj” ściśle ich przestrzegały w swym życiu na dobro kraju i pożytek bliźnich”.

Tekla Kwilecka i krzyż z Binina2020-03-03T19:22:20+00:00

Szkoła hrabiny Barbary Kwileckiej w Dobrojewie

Prekursorska inicjatywa hrabiny Barbary Kwileckiej

Prywatna szkoła gospodarcza dla dziewcząt w Dobrojewie

Jak w czasach hrabiny Kwileckiej wykonywano niektóre czynności w gospodarstwie domowym

Na podstawie miesięcznika „Przyjaciel Sług” 1900-1902

Barbara Kwilecka (1845-1910) była córką pisarki Bogusławy z domu Dąbrowskiej i Teodora Mańkowskiego. Jej dziadkiem był Jan Henryk Dąbrowski – generał, uczestnik insurekcji kościuszkowskiej (1794), twórca Legionów Polskich we Włoszech i uczestnik kampanii napoleońskiej. Imię Barbara Kwilecka odziedziczyła po babce, drugiej żonie Henryka Dąbrowskiego, Barbarze z Chłapowskich. W dzieciństwie zamieszkała wraz z rodziną w nieistniejącym pałacu w Rudkach koło Ostroroga. Kształciła się u sióstr ze Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa (sercanek), najpierw w Paryżu, a potem w Poznaniu. Musiała być bardzo odważna, gdyż jako 18-letnia dziewczyna razem z siostrą przemycała broń dla powstańców styczniowych z oddziałów w okolicach Kalisza. Na pewno odznaczała się wrażliwością społeczną. Wspominała: „Od najmłodszych dziecinnych lat dziwnie mnie przejmowały i bolały krzywdy życiowe i wielki ból ludzkości spowodowany nierównością losu i różnicą pomiędzy bogatym a ubogim, między możnymi a tymi, których byt zawisł od konieczności zapracowania na życie”.


Barbara Kwilecka – jako dziewczyna (przebrana w strój ludowy) oraz ok. 1874 r.


Po ślubie w 1866 roku ze Stefanem Kwileckim (1839-1940), właścicielem rozległego majątku z centrum w Dobrojewie, przez kilkanaście lat zajmowała się wychowywaniem sześciu synów. Około 1880 roku zaczęła szerszą działalność publiczną: w Stowarzyszeniu Czytelni Ludowych oraz w dyrekcji Towarzystwa Pomocy Naukowej dla dziewcząt polskich w Wielkim Księstwie Poznańskim. Przede wszystkim jednak stworzyła i przez dwadzieścia lat prowadziła w Dobrojewie 3-letnią szkołę gospodarczą dla dziewcząt, tzw. szkołę elewek (elew, elewka – znaczyły dawniej: wychowanek, uczeń) (więcej o Barbarze Kwileckiej można przeczytać w artykule http://regionszamotulski.pl/barbara-kwilecka-dzialaczka-narodowa-i-spoleczna/).

Jak sama wspominała Barbara Kwilecka, na początku małżeństwa nie umiała postępować ze służbą, wyraźnie formułować swoich oczekiwań i kierować innymi. Stworzenie szkoły było dla hrabiny w pewnym sensie przełamaniem własnych ograniczeń. Widziała w tym także misję wobec uboższych i swego rodzaju odpokutowanie win przodków – ziemian, którzy często swoim postępowaniem krzywdzili lub deprawowali służbę. Była osobą głęboko wierzącą, podopiecznym starała się przekazać zasadę, że „wszyscy jesteśmy dziećmi Boga, że wszyscy dla Niego, każden w swoim zakresie i według swoich zdolności, pracować mamy”. Po latach to właśnie uznała za podstawę sukcesu w kierowaniu domem i ściśle z domem związanej szkoły.


Nieistniejący pałac w Dobrojewie – spalony i rozebrany w czasie II wojny światowej. Fasada przednia i od strony ogrodu na pocztówkach z ok. 1910 r.


Hrabina Kwilecka do swej szkoły przyjmowała dziewczęta w wieku 16 lat. Musiały one  przedstawić świadectwo moralności od proboszcza, zaświadczenie o dobrym stanie zdrowia od lekarza, a także zgodę rodziców na 3-letnią naukę w Dobrojewie. Były to głównie córki gospodarzy lub drobnych rzemieślników. Najpierw dziewczęta przechodziły kilkutygodniowy okres próbny, a po nim uroczyście odbierały medal z wizerunkiem Maryi jako znak przynależności do Bractwa Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, otrzymywały biały czepek i podpisywały trzyletnią umowę. Początkowo u hrabiny uczyło się 8-10 dziewcząt, później liczba podopiecznych wzrosła do 16.

Każda „elewka” po kolei uczyła się różnych prac w pałacu i folwarku: poznawała tajemnice przygotowywania potraw pod okiem dworskiego kucharza, w pralni uczyła się prać, prasować  i czyścić odzież, w szwalni – szyć i cerować, pracowała też w dworskim kredensie, czyli poznawała sposób podawania do stołu, uczyła się także sprzątania. W folwarku – zapoznawała się z wyrobem sera i masła, uczyła się hodowli drobiu i gotowania dla czeladzi. Po każdym takim, trwającym kilka miesięcy, kursie „elewka” zdawała swego rodzaju egzamin praktyczny. Taki sposób nauki trwał dwa lata, w trzecim – uczennica wybierała sobie ulubioną specjalność, w której doskonaliła się w trzecim roku. Każda z dziewcząt przez godzinę dziennie uczyła się – na przemian – czytania, pisania, liczenia lub katechizmu. Dziewczęta nocowały w grupie w pałacu lub oficynie (więcej o nieistniejącym pałacu w artykule http://regionszamotulski.pl/palac-w-dobrojewie/). Trzy razy dziennie wychowanki spotykały się w kaplicy pałacowej na modlitwie. Latem – na zmiany – wyjeżdżały na wakacje, a rodzice mogli odwiedzać je w Dobrojewie.


Barbara Kwilecka z jednym z synów (ok. 1874 r.) oraz w mieszkaniu w Poznaniu (ok. 1909 r.)


Po ukończeniu szkoły dziewczęta uzyskiwały świadectwo i mogły iść na służbę jako kucharki, gospodynie, mleczarki lub panny służące, czyli służące osobiste. Absolwentki szkoły hrabiny Kwileckiej bez trudu znajdowały zatrudnienie lub wychodziły za mąż za synów gospodarzy.

Barbara Kwilecka wspominała też o trudnościach w prowadzeniu szkoły dla dziewcząt i o krytyce, jaka spotykała ją z różnych stron. Trudności wiązały się z samym pobytem kilkunastu młodych panien na dworze, z czuwaniem nad nie tylko nad tym, żeby nauczyły się różnych czynności gospodarczych, ale także aby nie były narażone na niewłaściwe zachowania ze strony obecnych w pałacu i folwarku mężczyzn. Nietrudno zrozumieć, że dla samych właścicieli i innych domowników mogła być uciążliwa obecność przy różnych czynnościach często zmieniających się i dopiero uczących się dziewcząt.


Rodzina Kwileckich na schodach pałacu w Dobrojewie, ok. 1901 r. Hrabina Barbara (w czarnej sukni) siedzi w drugim rzędzie od góry.


Trzeba wspomnieć też o zarzucie formułowanym wobec hrabiny Barbary Kwileckiej. Podnoszony on był już w czasach istnienia szkoły, wybrzmiał także w wydanej niedawno (2019 r.) książce Alicji Urbanik-Kopeć Instrukcja nadużycia. Służące w XIX-wiecznych polskich domach. Autorka tej pozycji pisze o działaniach Barbary Kwileckiej nieco ironicznie, wskazując, że dzięki szkole hrabina miała w gruncie rzeczy zapewnioną darmową służbę, bo płaciła swoim wychowankom tylko niewielkie kieszonkowe. Z punktu widzenia właścicielki sprawa wyglądała inaczej. Dziewczęta rzeczywiście od początku pobytu w Dobrojewie „służyły”, czyli wykonywały różne prace we dworze i folwarku,  uczyły się od siebie nawzajem, ale także od zatrudnionych przez hrabinę Kwilecką osób. Trudno sobie wyobrazić zresztą inne niż praktyczne uczenie się tych zawodów. W tamtym czasie istniały wprawdzie inne szkoły gospodarcze, ale poza dworami, za naukę w nich trzeba było płacić czesne, na które rodziców „elewek” zapewne nie byłoby stać. Trzeba też pamiętać, że dziewczęta miały także zapewnione lekcje ogólnokształcące i wakacje. I ostatnia sprawa: hrabina – prowadząc szkołę – utrzymywała kilkanaście dziewcząt, a do wykonania wszystkich czynności wystarczyłoby ich zaledwie kilka. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się, że wyzyskiwała uczennice, a w swoich czasach i w swoim środowisku spotykała się z zarzutem niegospodarności, bo szkoła „elewek” wydawała się niektórym prowadzeniem domu „ze zbytkiem” i lekkomyślnością.


Uczennice tzw. szkoły elewek w Dobrojewie, ok. 1910-1912


Barbara Kwilecka prowadziła swoją szkołę przez 20 lat. Po niej przejęła ją synowa – Jadwiga z Lubomirskich, żona Franciszka Kwileckiego (por. artykuł http://regionszamotulski.pl/franciszek-kwilecki/). Za przykładem hrabiny Kwileckiej poszły też inne ziemianki z Wielkopolski, które w swych dworach otworzyły podobne placówki do tej z Dobrojewa.

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Bibliografia:

  1. Barbara Kwilecka, Fragment z pamiętnika, Poznań 1907.
  2. Alicja Urbanik-Kopeć Instrukcja nadużycia. Służące w XIX-wiecznych polskich domach, Katowice 2019.
  3. Szkoła praktyczna dla służących w Dobrojewie (W. Ks. Poznańskie), „Przyjaciel Sług” 1901, nr 7.

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Od urodzenia związana z Szamotułami. Polonistka (jak mama) i regionalist(k)a (jak tata).

Dr nauk humanistycznych, redaktor i popularyzator nauki. Prezes Stowarzyszenia WOLNA GRUPA TWÓRCZA, wiceprezes Szamotulskiego Stowarzyszenia Charytatywnego POMOC.

Szkoła hrabiny Barbary Kwileckiej w Dobrojewie2019-09-27T13:32:46+00:00

Klemensowo, Forestowo i Stefanowo – osady leśne Kwileckich

Z dawnej prasy

Michał Dachtera

Osady leśne Kwileckich

W okresie posiadania przez Kwileckich majątku zwanego „Ostroroszczyzną” (a później Dobrojewszczyzną), czyli od 1737 roku do 1939 roku, w lasach od Wielonka w kierunku Zajączkowa powstały trzy osady: Klemensowo, Forestowo oraz Stefanowo (obecnie gmina Pniewy).

Informacje na temat dwóch pierwszych miejscowości znajdujemy w Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich” (w tomie II i IV). Dowiadujemy się z nich, że obie miejscowości u schyłku XIX wieku stanowiły folwarki Kwileckich z Dobrojewa. W Klemensowie była leśniczówka i trzy domy, w sumie zamieszkiwało je 28 mieszkańców. Natomiast w Forestowie stał 1 dom z 6 mieszkańcami.

Pod koniec XIX wieku w Klemensowie z inicjatywy Stefana hr. Kwileckiego powstała leśniczówka, tartak oraz kolejka leśna, która docierała do Dobrojewa, a stamtąd dalej linią Międzychód – Szamotuły.



W archiwalnych gazetach możemy znaleźć nazwiska pracowników Kwileckich. I tak w 1882 roku nadleśniczym lasów Dobrojewskich był Wiewiórkowski, a gajowym pod Bielejewem Frejtak. W 1890 roku leśniczym w Klemensowie był Rektorowski. Co najmniej w latach 1935 – 1937 urząd ten piastował Tokarski. 

Zgodnie z Rozporządzeniem Wojewody Poznańskiego z dnia 22 września 1934 roku Gminę Ostroróg podzielono na 9 gromad. Klemensowo, Forestowo i Stefanowo weszły w skład gromady Orliczko (wieś ta obecnie należy do gm. Pniewy).

W 1954 roku Forestowo i Klemensowo zostało przeniesiono do gromady Ostroróg, natomiast Stefanowo do nowo powstałej gromady Nojewo (gm. Pniewy).



Z obiektów historycznych w Klemensowie na uwagę zasługuje krzyż z 1884 roku. Po wjeździe do lasu od strony Wielonka skręcamy w pierwszą drogę w prawo i następnie w trzecią w prawo. Krzyż został postawiony przez Stefana Kwileckiego w związku z upolowania zwierzęcia przez syna Jana (Jan Kanty Kwilecki 1876-1882). Na krzyżu znajduje się napis „Na pamiątkę października 1881 roku Jasiowi Kwileckiemu” oraz „zm. 13.07.1882 roku”. Natomiast na cokole: „postawił ojciec 1884”.



Literatura:

  1. „Gazeta Szamotulska” 1934 nr 114.
  2. „Goniec Wielkopolski” 1882 nr 277.
  3. Pamiętnik Koła Śpiewackiego św. Cecylji w Ostrorogu z okazji uroczystości 25-letniego istnienia 1911-1936, Ostroróg 1936.
  4. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. 2, Warszawa 1881; t. 4, Warszawa 1883.

Fotografie:

  1. „Dziennik Urzędowy Województwa Poznańskiego” 1927 nr 48.
  2. „Gazeta Szamotulska” 1925 nr 137, 1926 nr 17, 1927 nr 46, 1933 nr 131, 1934 nr 179, 1935 nr 110.
  3. „Goniec Wielkopolski” 1882 nr 277.
  4. „Nowy Kurjer” 1937 nr 30.
  5. „Rynek Drzewny i Budowlany” 1929 nr 32.
  6. „Rynek Metalowy i Maszynowy” 1930 nr 18.
  7. „Wielkopolanin” 1890 nr 72, 1900 nr 123, 1913 nr 153.

Michał Dachtera

Mieszka w Szamotułach, ale jego serce zostało w Ostrorogu i okolicach.

Miłośnik historii, poszukiwacz archiwalnych zdjęć. Na Facebooku prowadzi profil Ostroróg na kartach historii.

Klemensowo, Forestowo i Stefanowo – osady leśne Kwileckich2019-08-27T14:40:16+00:00

Pałac w Rudkach

Michał Dachtera

Pałac w Rudkach

Około 1800 roku dla Teodora Cieleckiego, według projektu architekta Hilarego Szpilowskiego, został wybudowany pałac w Rudkach. Obiekt – niestety – nie przetrwał wojny. Został zburzony przez hitlerowców w 1940 roku. W niniejszym tekście postaram się nieco przybliżyć historię i architekturę tego obiektu.

Ok. 1900 r.

Teodor Mańkowski – stoi w środku

Rudki, ok. 1903-1907, Julia Puget na koniu

Tadeusz Piotr Potworowski (1898-1962)

Obraz zatytułowany Zielony pejzaż z bramą, namalowany w Rudkach w 1933 r. przez Piotra Potworowskiego

Magdalena Potworowska z synem Janem w pracowni męża w Rudkach (ok. 1930 r.)

Polowanie w Rudkach, 1930-35.

Polowanie w Rudkach, 1930-35.

Rudki, Marian Otworowski – zarządca majątku z Anną Mańkowską (żoną Henryka)

Pałac w Rudkach z galerią i oficyną w 1. połowie lat 30. XX w.

Ok. 1938 r.


Zdjęcia współczesne – 2017 r.


Literatura:

  1. „ABC” 1932 nr 268.
  2. Aleksandra Dolczewska, Projekty pałacu Mańkowskich w Źrenicy, „Pamiętnik Biblioteki Kórnickiej” 27, 2005, s. 295-307.
  3. Leonard Durczykiewicz, Dwory polskie w Wielkim Księstwie Poznańskiem, Poznań 1912.
  4. „Dziennik Poznański” 1870 nr 231.
  5. Andrzej Kwilecki, Ziemiaństwo wielkopolskie, Poznań 1998.
  6. Andrzej Emeryk Mańkowski, Kronika domowa Mańkowskich, Warszawa 2017.
  7. Paweł Mordal, Inwentaryzacja krajoznawcza Miasta i Gminy Ostroróg, Ostroróg 1990.
  8. Mój ojciec magiczny. Wystawa Potworowskiego, rozmowa Anny Szawiel z Janem Potworowskim, Anna Szawiel, 21 listopada 2013, http://wyborcza.pl/.
  9. Zofia Ostrowska-Kębłowska, Architektura pałacowa drugiej połowy XVIII wieku w Wielkopolsce, Poznań 1969.
  10. http://www.potworowski.art.pl/informacje/.
  11. Tadeusz Piotr Potworowski (1898 – 1962) „Ułan & Malarz”, Prezentacja Liceum Plastycznego im. Piotra Potworowskiego.
  12. Teresa Ruszczyńska, Katalog zabytków sztuki w Polsce, t. 5, z. 23 Powiat szamotulski, Warszawa 1966.
  13. Teki Dworzaczka, 17782 (Nr. 1367) 1790, Biblioteka Kórnicka.

Fotografie:

  1. Zdjęcia ze zbiorów Jana Potworowskiego.
  2. Zdjęcia z Albumu Izabeli Madalińskiej.
  3. Zdjęcia ze zbiorów Józefy Ratajczak.
  4. Biblioteka Narodowa Polona.
  5. Archiwum Państwowe w Poznaniu, Rudki – pałac, rok 1911. (z zespołu Zbiór Widokówek, sygn. 503).
  6. Leonard Durczykiewicz, Dwory polskie w Wielkim Księstwie Poznańskiem, Poznań 1912.
  7. Bazar Poznański. Zarys stuletnich dziejów (1838-1938).
  8. Zdjęcia współczesne – Michał Dachtera

O historii samej wsi napiszę w innym tekście, dziś przytoczę tylko kilka najistotniejszych informacji. Co najmniej od 1739 roku Rudki należały do Jana Mańkowskiego. Mańkowski zmarł bezpotomnie w 1882 roku. Po jego śmierci własność przeszła na spokrewnionych z nim Cieleckich. I tu zaczyna się nasza historia. Teresa Ruszyńska w książce Katalog zabytków sztuki w Polsce (t. 5, Województwo poznańskie, z. 23 Powiat Szamotuły) napisała, że zespół dworski w Rudkach został wzniesiony „[…] ok. 1800 przez arch. Hilarego Szpilowskiego dla pułkownika Macieja Cieleckiego”. W tym miejscu jest jednak błąd, który został powtórzony później w kilku innych źródłach, gdyż na skutek działów braterskich w 1790 roku Rudki i Szczepy dostał Teodor Cielecki, natomiast Maciej Cielecki – major wojsk konnych otrzymał Lipnicę i Wierzchaczewo (Teki Dworzaczka, Biblioteka Kórnicka). Potwierdza również to , że syn Macieja – Michał urodził się w 1792 roku w Lipnicy (Genealogia Potomków Sejmu Wielkiego, Marek Jerzy Minakowski). Zofia Ostrowska-Kębłowska (Architektura pałacowa II połowy XVIII wieku w Wielkopolsce), również napisała, że pałac w Rudkach został zbudowany dla Teodora Cieleckiego. Także w „Dzienniku Poznańskim” z 5 października 1870 roku znajdujemy informację, że Maciej Cielecki był dziedzicem Lipnicy i Wierzchaczewa, i dalej, że po bezdzietnej śmierci jego brata, Teodora Cieleckiego, dobra Rudki oraz Gaje Wielkie przypadły córce Macieja – Teodorze Cieleckiej. Teodora Cielecka wyszła za mąż za generała brygady w powstaniu listopadowym – Emiliana Węgierskiego h. Wieniawa (więcej o generale pod linkiem http://regionszamotulski.pl/gen-emilian-wegierski/).


Zespół pałacowy w Rudkach ok. 1911 r.


Wróćmy jednak do pałacu. W popularnym albumie Leonarda Durczykiewicza Dwory polskie w Wielkim Księstwie Poznańskim z 1912 roku znajdujemy jedynie zdjęcie pałacu w Rudkach, natomiast opis jako jeden z nielicznych został sprowadzony do jednego zdania: „Powiat szamotulski. Własność Mańkowskich”.

Z opracowania Teresy Ruszyńskiej dowiadujemy się, że pałac był „[…] Klasycystyczny. Złożony z piętrowego dworu i dwóch oficyn połączonych z nimi ćwierćkolistymi galeriami arkadowymi. Dwór i galerie zburzone w 1940 przez hitlerowców. Dziedziniec zajazdowy zamknięty ogrodzeniem z bramą; na osi dworu, w kierunku drogi na Szamotuły stara aleja dojazdowa.

A. Oficyny. Analogiczne, po obu stronach dziedzińca. Murowane, otynkowane. Parterowe, prostokątne, siedmioosiowe. Nakryte dachami naczółkowymi. Nad drzwiami na osi trójkątne frontoniki.
B. Brama. Wjazd ujęty murowanymi portykami, w których przejścia flankowane doryckimi kolumnami, zwieńczone gzymsem, schodkowymi attykami i rzeźbami lwów. – W ogrodzeniu z żelaznej karty kamienne klasycystyczne wazony”.


Brama wjazdowa do zespołu pałacowo-parkowego w Rudkach w latach 1930-1935. Na dole siedzi Hanna Rudzka-Cybisowa.


Kilka krótkich wzmianek na temat pałacu znajdujemy również we wspomnianej już wcześniej książce Zofii Ostrowskiej-Kębłowskiej:

„Grecko-dorycka czy toskańska kolumna pojawia się zupełnie wyjątkowo. Około roku 1800 zastosuje ją podaj pierwszy raz Hilary Szpilowski projektując bramę wjazdową do pałacu w Rudkach, a także nieznany niemiecki architekt, który w roku 1800 przebudował stajnie i wozownie w Rogalinie”.

„Wśród działających w tym czasie w Wielkopolsce architektów wymienić trzeba przede wszystkim Stanisława Zawadzkiego, który przebywał  tu zapewne dłużej niż niegdyś Langhans czy Kamsetze. Sporadycznie, o ile wiemy, pojawił się około 1800 roku (lub nieco wcześniej) Hilary Szpilowski wznosząc nie istniejący dziś pałac w Rudkach dla szambelana Teodora Cieleckiego. Tradycyjne osiowe założenie typem przyściennego portyku zwieńczonego attyką i kolistymi galeriami arkadowymi przypominało Pawłowice. Wśród dzieł Szpilowskiego najbliższe Rudkom były zapewne Słubice”.

„Kilkanaście lat później w Śmiełowie, nie skrępowany starymi murami stworzył Zawadzki klasyczny niemal przykład pałacu związanego z oficynami poprzez zaokrąglone galerie, tzw. palladiańskie, znane już na terenie Wielkopolski z Pawłowic i Rogalina, a współcześnie wznoszone w Rudkach i Żelazkowie”.

W książce Ostrowskiej znajdujemy również ciekawą informację, że pałac w Rudkach został wzniesiony na miejscu drewnianego dworu (APP, Poznań Gr 607, f. 27, r. 1782).


Staw w parku w Rudkach, ok. 1930-35. Na stawie okręcik zbudowany przez Piotra Potworowskiego


Po śmierci Emiliana Węgierskiego w 1840 r. (niektóre źródła podają datę 1841) jego żona Teodora mieszkała i gospodarowała w Rudkach jeszcze przez jakiś czas (niektóre źródła mówią o kilku latach (do 1844 r.), inne o kilkunastu). Następnie wyprowadziła się do Szamotuł, a Rudki sprzedała Teodorowi Mańkowskiemu i Bogusławie Mańkowskiej z Dąbrowskich (1814-1901).

Teodor zmarł w Rudkach w 1855 roku w wyniku obrażeń, których doznał po upadku z konia w Poznaniu, przy „Bramie Berlińskiej”. Po jego śmierci Bogusława sama administrowała majątkiem, a następnie zarządzanie Rudkami przekazała synowi Napoleonowi – powstańcowi styczniowemu (1836-1888).

Z kolei po śmierci Napoleona Rudki otrzymał jego syn Teodor (1872-1920). Żonaty z Anną Kokoszka-Michałowską (1879-1947) miał sześcioro dzieci: Henryka (1901 – ?), Jadwigę (1903-1947), Magdalenę (1904-2000), Marię Teresę (1905 – ?),  Stanisława (1907 – ?) oraz Władysława (1910-1974). W chwili śmierci Teodora aż pięcioro dzieci było jeszcze nieletnich. Magdalena w 1929 r. w Paryżu wyszła za mąż za malarza Tadeusza Piotra Potworowskiego. W okresie zamieszkiwania Potworowskich w Rudkach do majątku często przyjeżdżali przyjaciele Piotra – Jan i Hanna Cybisowie, Tytus Czyżewski, Wacław Taranczewski czy Janusz Strzałecki, który później (w 1935 r.) ożenił się z Jadwigą Mańkowską (siostrą Magdaleny).


Ozdobny portyk pałacu, ok. 1932-35


Warunki życia w Rudkach były mimo wszystko skromne, Potworowscy zajmowali trzy pokoje, a pozostała część dworu, aż do 1934 lub 1935 roku (wtedy dokonano podziałów majątku), była do dyspozycji całej rodziny. Jan Potworowski (syn Magdaleny i Piotra) wspominał, że zawsze było co zjeść, ale brakowało pieniędzy na naprawę pieca. Zimą Potworowscy wjeżdżali do Żółtowskich. „U Żółtowskich ojciec kompletnie wariował. Były tam wielkie białe ściany, na których rysował boginie greckie. A za rok coś innego. Rózia Żółtowska to uwielbiała, ale Marceli musiał płacić za oczyszczanie ścian i nie wiem, czy był zachwycony.” (Mój ojciec magiczny. Wystawa Potworowskiego, rozmowa Anny Szawiel z Janem Potworowskim, Anna Szawiel, 21 listopada 2013, http://wyborcza.pl/).

Piotr Potworowski w liście z 1931 roku do przyjaciela Jana Cybisa tak pisał o Rudkach: „W Rudkach kwitną wonne bzy, pokoje pałacu są zasypane kwiatami, wszędzie są kwiaty i piekące słońce, od rana do wieczora świergocą ptaszki. Sala przodków, która jest domowym refektarzem, czeka na Wasz przyjazd z bukietem irysów” (http://www.potworowski.art.pl/informacje/).


W pałacu w Rudkach około roku 1930. Stoi Jan Cybis, Piotr Potworowski siedzi. Od lewej siedzą żona Potworowskiego Magdalena z Mańkowskich, obok Hanna Rudzka-Cybisowa.


Ciekawe informacje o pałacu zawarte są w artykule Tytusa Czyżewskiego, który tak opisał Rudki:

„Niedaleko Poznania, trochę w kierunku północno-zachodnim, w pobliżu starego grodu Szamotuł, leży piękna miejscowość, a raczej piękna wielkopańska rezydencja ze starym pałacem i odwiecznym bujnym, jak afrykańska dżungla parkiem. Są to Rudki. Gdyby ktoś nagle i niespodziewanie przyjechał do Rudek i wstąpił w staroświeckie komnaty pałacu zostałby zaskoczony niezwykłością dekoracji i niebywałem kontrastem, jaki panuje w tej wspaniałej piętrowej budowli. Obok starych mebli z czasów Ludwika XV, obok gdańskich szaf i starych francuskich foteli, w których tak lubił siadywać poczciwy Voltaire, drzemią w ciszy modernistyczne kanapy i francuskie sprężynowe łóżka. Na starych mozaikowych posadzkach obok perskich dywanów leżą chińskie i japońskie maty. Ale ciekawsze niż podłogi i meble są ściany tych komnat. Obok starych rodzinnych portretów starożytnego polskiego rodu Mańkowskich, między którymi (portretami) prym trzyma wspaniała głowa i postać generała Henryka Dąbrowskiego – obok sztychów Rembrandta, obok starych zakurzonych nieznanego pędzla «landszaftów», których zawsze tak dużo po starych polskich dworach, słowem obok tej przedwiekowej starzyzny – ni mniej ni więcej tylko polska i francuska «moderna». I niczym wnętrza wystaw najbardziej «lewicowych» marszandów przy rue de La Botia w Paryżu, niczym ściany śp. Zborowskiego przy rue Bara. Obok włoskich pejzażów Czyżewskiego wiszą tu kubistyczno-formistyczno-strefistyczne obrazy Jaremy, portrety i krajobrazy Waliszewskiego, «kwiaty» Lama tęczowe «martwe natury» Taranczewskiego, krajobrazy Jana Cybisa, Józefa Czapskiego, rysunki Lita Polańskiego, obrazy Boraczoka, Nachta, Rudzkiej-Cybisowej, i «nieczytelne» obrazy znanego surrealisty francuskiego Massona. Obok wiszą także barwne dzieła artystycznego władcy tego zaklętego pałacu – Tadeusza Potworowskiego, który zresztą «na parterze» ma swą olbrzymią pracownię. Malarze wyżej wymienieni to mniej lub więcej znani twórcy polskiej «awangardy». W pałacu rudkowskim powstaje dziś jedna z największych w Polsce galeria sztuki współczesnej. P. Tadeusz Potworowski, sam wybitny malarz i członek znanej grupy paryskich «kopistów» dokładał wszelkich starań, aby skompletować swe zbiory w ten sposób, aby oryginalne i wybitne dzieła najmłodszych artystów mogły być «skonfrontowane» z najmłodszą twórczością artystyczną europejską, a szczególnie francuską. I dlatego w Rudkach obok oryginalnych a barwnych dzieł współczesnych «modernistów» polskich i francuskich znajdują się jeszcze dobre reprodukcje obrazów i rzeźb największych «asów» współczesnego malarstwa: Cezanne’a, Picassa, Matissc’a, Gaugin’a i największego «Burrcalisty» sprzed stu lat … Goyi. W tym starym pałacu rudeckim, w którym stali kwaterą generałowie Napoleona podczas marszu na Moskwę, dziś złączyły się i panują najpiękniejsze potęgi świata: natura i sztuka. Różowe aleje parku obramione tęczą kwiatów, stuletnie klony i platany (w dzień latające po komnatach jaskółki, w nocy jęczące sowy w narożnikach pałacu) – a w komnatach barwna «moderna» polska. A w mgle, w dalekich równinach wielkopolskich, za ciemnem pobrzeżem lasów, zdaje się te w chmurach majaczeje fatamorgana Paryża – ten sen na jawie każdego młodego malarza” (Tytus Czyżewski, Oaza młodej sztuki, „ABC” 1932 nr 268).


Rudki –  Stefan Potworowski (brat), Tadeusz Piotr Potworowski z synem Janem i żoną Magdalena z Mańkowskich


Z kolei Wacław Taranczewski tak pisał o Rudkach: „Obszerny pałac, piękny park dawały możność swobodnej pracy kilku artystom, którzy tam przebywali. Malowaliśmy z zapałem i martwą naturę, i pejzaż, i portret. Rudki stały się dla nas czymś w rodzaju Barbizonu, zajeżdżało się tam na zaproszenie i nie proszonym. Trwało to kilka lat, co roku przyjeżdżali inni malarze, mieszkał Janusz Strzalecki, przychodził przez pole z Oporowa Jacek Puget. Jeździło się w sąsiedztwo do Oporowa, gdzie Ludwik Puget urządzał wieczory [kabaretu] Różowej Kukułki, której artystów przywożono z Poznania”.

W biografii Piotra Potworowskiego znajdujemy również informację, że „Nastrój panujący w Rudkach był też dużą zasługą żony Piotra – Magdaleny (Magi), osoby o wysokiej kulturze i uroku osobistym. Na podeście wewnętrznych schodów pałacu Potworowski wykonał malowidło ścienne pod wrażeniem Tintoretta, a przed domem stały jego rzeźby” (http://www.potworowski.art.pl/informacje/).


Rudki, 1932-35 r.


Jak już wspomniałem, około 1934-1935 roku dokonano podziału majątku między rodzeństwo Mańkowskich. Rudki przypadły najstarszemu – Henrykowi. Był on ostatnim właścicielem tego majątku. Około 1940 roku pałac wraz z galeriami został rozebrany przez niemieckie wojsko, a po wojnie majątek upaństwowiono.

Do dziś z dawnego zespołu dworskiego zachowała się brama, jedna oficyna (która została rozebrana i postawiona na nowo) oraz park o powierzchni około 7 hektarów, założony w pierwszej połowie XIX wieku. Obecnie całość stanowi własność prywatną.

Michał Dachtera

Mieszka w Szamotułach, ale jego serce zostało w Ostrorogu i okolicach.

Miłośnik historii, poszukiwacz archiwalnych zdjęć. Na Facebooku prowadzi profil Ostroróg na kartach historii.

Pałac w Rudkach2019-08-19T17:11:23+00:00

Osada Karolewo

Karolewo na mapie z 1915 r.

Mapa z 1916 r.

Mapa z 1931 r.

Mapa z 1934 r.

Moment wręczenia odznaki ppor. Czesławowi Sibilskiemu przez płk Zbigniewa Kownackiego

Rotmistrz Zdzisław Kawecki  ‒ absolwent Szkoły Podchorążych Piechoty w Warszawie i Szkoły Jazdy w Przemyślu

Ołtarz do mszy polowej ‒ Karolewo

Dworek w Karolewie. Zdjęcie Ewa Napierała

Michał Dachtera

Karolewo

Między Ostrorogiem a Szczepankowem leży niewielka miejscowość – Karolewo. W Rozporządzeniu Ministra Administracji i Cyfryzacji z dnia 13 grudnia 2012 roku w sprawie wykazu urzędowych nazw miejscowości i ich części (Dz.U. 2013 poz. 200) Karolewo zostało sklasyfikowane jako osada. Próżno szukać jakiś starych wzmianek na jej temat. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, tom III wydany w 1882 roku, nie zawiera tej miejscowości. Nie mówiąc już o jakichś starszych źródłach.



Najstarsza mapa, na której znalazłem Karolewo, pochodzi z 1892 roku. W Kronice domowej Mańkowskich znajdujemy informację, że folwark Karolewo graniczący z Rudkami, należał do Teodora Mańkowskiego, który mając duże problemy finansowe sprzedał je za ułamek wartości – 109 tys. marek, Janiszewskiemu z Grębanina. Tymczasem Janiszewski miał już kupca na folwark za ponad 3 miliony.

W dwudziestoleciu międzywojennym osada ta należała do Leleszów, więc być może to Lelesza był tym, który nabył Karolewo od Janiszewskiego. W 1929 roku majątek Henryka Leleszy wynosił 125 hektarów (w tym: 105 ha ziemia orna, 8,5 ha ogród i park, 6 ha łąki, 3 ha pastwiska, 2,5 ha podwórze i drogi). Cały teren orny był zdrenowany. Z tego okresu znamy również przeznaczenie pól: 35 ha – żyto, 15,5 ha – owies, 15 ha – buraki cukrowe, 12 ha – ziemniaki, 10 ha – jęczmień, 8 ha – pszenica, koniczyna czerwona – 4 ha, mieszanka – 4ha oraz lucerna – 1 ha. W stajniach Leleszów było 16 koni roboczych, w oborach – 1 byk i 15 krów dojnych, 15 jałówek i 2 cielęta. Na skutek pomoru w chlewie pozostało tylko 9 świń. Gospodarstwo posiadało garnitur młociarniany, śrutownik do napędu lokomobilą, opielacz wielorzędowy i dwa siewniki. Henryk Lelesza przez wiele lat był prezesem Kółka Rolniczego w Ostrorogu.


Defilada 7. Pułku Strzelców Konnych Wielkopolskich w Karolewie (gmina Ostroróg). Poczet sztandarowy  i orkiestra.


Na przełomie lipca i sierpnia 1938 roku u Madalińskich w Kluczewie odbywały się manewry VII Pułku Wielkopolskich Strzelców Konnych. Natomiast 29 lipca w trakcie święta pułkowego odbyła się polowa msza święta w Karolewie, a po niej uroczysta defilada i wręczenie odznak.


Rozmowy przed uroczystością, na zdjęciu m.in. płk. Zbigniew Kownacki i starosta szamotulski Narajewski. Chwila przed wręczeniem odznaczeń.


Z obiektów historycznych w Karolewie znajduje się dworek wybudowanych w końcu XIX wieku. Budynek murowany i otynkowany, pięcioosiowy, parterowy, z dwuspadowym dachem. Nad głównym wejściem portyk kryty oddzielnym dachem. Portyk został wsparty na dwóch kolumnach. Od strony wschodniej do dworku dobudowano w latach 30. XX wieku parterową przybudówkę z płaskim dachem.

Pomiędzy zabudowaniami znajdują się pozostałości dawnego parku o powierzchni około 1 hektara. W parku dominują lipy i robinie.


Dworek w Karolewie. Zdjęcie Andrzej Bednarski


Literatura:

  1. Opis warsztatów rolnych w powiecie szamotulskim (Wlkp.) dla wycieczek na P.W.K., 1929.
  2. Paweł Mordal, Inwentaryzacja krajoznawcza Miasta i Gminy Ostroróg, Ostroróg 1990.

Fotografie:

  1. Zdjęcia współczesne: Ewa Napierała i Andrzej Bednarski.
  2. Album Izabeli Madalińskiej.
  3. „Gazeta Szamotulska” 1935 nr 44.

Michał Dachtera

Mieszka w Szamotułach, ale jego serce zostało w Ostrorogu i okolicach.

Miłośnik historii, poszukiwacz archiwalnych zdjęć. Na Facebooku prowadzi profil Ostroróg na kartach historii.

Osada Karolewo2019-09-04T14:22:44+00:00

Pałac w Oporowie

Michał Dachtera

Historia i architektura pałacu Kwileckich w Oporowie

W 1877 roku, na zlecenie Mieczysława Kwileckiego – według projektu i pod nadzorem wybitnego berlińskiego architekta – Zygmunta Gorgolewskiego, rozpoczęły się rozbudowa dworu w Oporowie, która przeobraziła go w okazały pałac. Jako jedyny tego typu obiekt w gminie Ostroróg przetrwał wojenną zawieruchę, gdyż pałac w Rudkach został rozebrany, a w Dobrojewie najpierw podpalony, a później rozebrany.

Pałac w Oporowie na pocztówkach z ok. 1912 r.

Jakiś czas temu nabyłem na portalu aukcyjnym książkę autorstwa Marii Strzałko Materiały do dziejów rezydencji w Polsce, w której bardzo precyzyjnie opisano historię i architekturę pałacu w Oporowie.

Historia Kwileckich w Oporowie zaczyna się w 1774 roku, kiedy to właściciel klucza Dobrojewo – Adam Klemens Kwilecki kupił od Augusta Kalkreyta wieś Oporowo wraz Bobulczynem. Wiadomo, że zakupiony majątek był zadłużony, a w Oporowie stał dworek w kiepskim stanie.

„Dwór dranicami [gontem] podbity, zły [w złym stanie]. Wchodząc do dworu, po lewej ręce jest izba stołowa o czterech oknach, z pokojem również o czterech oknach, w których są szyby w ołów oprawione, komin szafiasty. Z tej izby wchod do sklepu [wejście do piwnicy] o podwójnych drzwiach, lecz te drzwi bez haków i zawiasów. Do pokoju drzwi podwójne, z pokoju dwa okna całkie [całe], a drugie dwa deskami zabite, piec okrągły w białe kaflem, w oknach szyby złe, dalej kuchnia bez ogniska tylko wielki komin, do którego [z powodu którego] się w pokojach i czeladniej izbie schodzą dymy. Dalej izba z kominem bez pieca, w tej okien cztery (…), z tej izby dwa pokoiki, każdy o jednym oknie (…), z tego pokoju drzwi na ogród. W sieni okien dwa, jedno nad przysionkiem, drugie wchodząc do sieni nad drzwiami (…). Z przysionka, idąc w górę, pokojów cztery bez pieców, trzy o jednym oknie, czwarty o dwóch oknach” [za Marią Strzałko].


Grupa uczestników polowania przed pałacem w Oporowie, ok. 1899 r.

Ten sam budynek wymieniany był już w dokumentach piętnaście lat wcześniej. W inwentaryzacji majątku Kalkreytów z 1759 roku pisano:

„Budynek dworski. Wschodząc do niego, na prawą rękę drzwi podwójne, stare, bez zamka, z klamką prostą robotą, żelazną. W tej izbie podłoga zła, okna w nim cztery. Komin dobry, ten komin nie mający pieca. Z tegoż pokoju drzwi do sklepu, nowe bez zamka, tylko na zawiasach, w tej izbie drzwi do pokoju złe, okno dobre, tylko zawiasów nie mające i okiennica z zawiasami, drugie drzwi do sadu dobre z zamkiem, podłoga i posowa [strop] w nim dobra, piec dobry. Komin nowy, ale niewywiedziony, nieskończony. Drugi pokój z tej izby z podłogą i posową dobrą, komin dobry, okno jedno dobre, tylko się nie otwiera, piec mający, z relacji ludzi, iż Imć Pan Possesor kazał nowo postawić, bo był zły, drzwi dobre (…). W tejże pierwszej izbie podłoga zła. Z tej izby wychodząc, są drzwi do kuchni dobre (…), ognisko dobre, okno dobre (…). Idąc przed sień, jest sionka, w niej drzwi dobre z zawiasami, antaba do nich kręcona, okna dwa dobre. Z tej sionki jest pokoik, drzwi do niego dobre z haczykami, na zawiasach. Drugi pokoik, do którego drzwi połupane, zawiasy i zamek dobre, posowa i podłoga dobra, piec i komin dobry. Z tych pokojów wychodząc jest schod dobry na górne pokoik, których jeden po drugim jest cztery, do których drzwi z zamknięciem dobre, bez pieców i kominów, w każdym posowa i podłoga dobra (…) z tych pokojów schod wyżej na górę i drzwi dobre z zamkiem, przedsionek, w którym okno na trzy kwatery dobre. Schod na górę wielki, dobry, na wierzchu nadmurowanie (…). Dach z jednej strony dobry, z drugiej reparacji potrzebuje, podłoga dobra, a strych przed kominem zły, płótnem malowanem obita, miejscami złe, okien cztery (…). Z tej izby druga do niej podobna, drzwi z zamkiem dobre, posowa i podłoga dobra, tylko przez dach ciecze, przed kominem a strych, komin zły, mocno się mur rozrysował. Do tych pokojów jest piec zły i palić w nim nie można. Z tej pierwszej izby są drzwi do sklepów podwójne nie mające zawiasów ani zamknięcia żadnego. Schod dobry do tegoż sklepu tylko z boku mur wypadł (…) ode dworu idąc na prawo jest mielcuch [pomieszczenie do warzenia piwa] (…), studnia za mielcuchem zrujnowana (…). Idąc dalej jest folwark (…) Około dworskich budynków fundamentalnego ogrodzenia nie masz, tylko Pan Dziedzic po zbiegłych ludziach swoich kazał stodoły i chlewy porozbierać i tym drzewem dla pozoru poobkładać, ogród pański nie ogrodzony…” [za Maria Strzałko]. We wsi była również karczma i kilkanaście chałup.

Sądząc po stanie budynku w Oporowie, Kwilecki raczej w nim nie pomieszkiwał, zwłaszcza że w pobliskim Dobrojewie wybudował okazały zespół pałacowy (więcej na ten temat w artykule Wielkopolskie Puławy w Dobrojewie http://regionszamotulski.pl/palac-w-dobrojewie/ ).


Mieczysław Kwilecki przed pałacem w Oporowie, ok. 1916 r.


Spadkobiercami Adama Klemensa byli córka Aniela wraz z mężem Klemensem, będącym zarazem jej kuzynem (synem Jana z Kwilcza). Na skutek tego małżeństwa połączyli klucz Dobrojewo oraz Kwilcz. W 1821 roku Klemens dokupił z pomocą finansową teścia ogromną majętność Gosławice (10,5 tys. ha), a rok później po bezdzietnej śmierci swojej siostry odziedziczył Objezierze. Aniela i Klemens podzielili rozległy majątek między czworożyjących dzieci. Oporowo, wraz z Siedlnicą i rozległym kluczem gosławickim przypadło  Hetorowi żonatemu z Niemką – damą dworu bawarskiego Marią Izabelą Tauffkirchem und Laterano. Również Hektor nie zamieszkał w oporowskim dworze, gdyż na swoją siedzibą obrał sobie Maliniec koło Konina. Oporowo po śmierci Hektora otrzymał Mieczysław Kwilecki – działacz społeczny i polityczny, żyjący na przełomie XIX i XX wieku, o którym szerzej pisaliśmy w tekście Mieczysław Kwilecki – zasłużony dla Wielkopolski pan na Oporowie (http://regionszamotulski.pl/mieczyslaw-kwilecki-z-oporowa/).


Maria Kwilecka z wnukami, Oporowo, ok. 1908 r.


Mieczysław Kwilecki w 1857 roku poślubił wnuczkę generała Dąbrowskiego – Marię z Mańkowskich (o rodzinie Mańkowskich można przeczytać w tekście Wielkich ludzi do pałacu w niewielkich Rudkach przywiodły kobiety http://regionszamotulski.pl/mankowscy-i-potworowscy-w-rudkach/ ). Nie wiadomo, kiedy dokładnie młodzi zamieszkali w Oporowie. Maria Strzałko przypuszcza, że było to przed wybudowaniem pałacu (1877-1878), gdyż Hektor Kwilecki urodził się w 1859 w Poznaniu, ale dzieciństwo spędził już w Oporowie. Tym samym można założyć, że Kwileccy zamieszkali zapewne krótko po ślubie w dworze, który został później rozbudowany do kształtu obecnego pałacu. Dwór, jak pisał Leon Durczykiewicz, został zbudowany w połowie XIX wieku. Był to prawdopodobnie siedmioosoiowy, parterowy budynek o wymiarach około 22,6 metrów na 12,6 metrów, z mieszkalnym poddaszem i wysokim dachem. Kilkanaście lat później Mieczysław Kwilecki postanowił rozbudować ówczesną bryłę. W tym celu sprowadził z Berlina wybitnego architekta Zygmunta Gorgolewskiego. Natomiast prowadzenie prac budowlanych Kwilecki powierzył Marianowi Cybulskiemu z Poznania. Rozbudowa rozpoczęła się w 1877 roku i zakończyła rok później.


Zdjęcie z uroczystości weselnych Ludwika Pugeta i Julii Kwileckiej (córki Mieczysława i Marii z Mańkowskich), 12.08.1902 r. w Oporowie. Na zdjęciu siedzą od lewej w I rzędzie: wnuki i wnuczka Mieczysława i Marii Kwileckich: Stanisław hr. Żółtowski (syn Marii z Kwileckich Żółtowskiej i Adama Żółtowskiego), Stanisław hr. Kwilecki (syn Kazimierza Kwileckiego i Marii z Karskich), Janina hr. Żółtowska (córka Marii z Kwileckich Żółtowskiej i Adama Żółtowskiego),Mieczysław Kwilecki (syn Kazimierza Kwileckiego i Marii z Karskich).

W II rzędzie siedzą od lewej: ks. Feliks Laudwicz, Jadwiga z hr. Załuskich hr. Kwilecka, Maria Stablewska, Anna z Mylów Stablewska, Julia hr. Kwilecka bar. Puget (panna młoda), Maria z Chłapowskich Mańkowska (żona Napoleona Mańkowskiego – brata Marii Kwileckiej z Mańkowskich), Ludwik bar. Puget (pan młody), Mieczysław hr. Kwilecki, Maria hr. Kwilecka z Mańkowskich, Wanda hr. Niegolewska z Mańkowskich (kuzynka Mieczysława hr. Kwileckiego), Barbara Turno z Mańkowskich (córka Napoleona i Marii z Chłapowskich), jej mąż Stanisław Turno, Anna Mańkowska z Michałowskich.

W III rzędzie od lewej: Kazimierz Turno, Dobiesław hr. Kwilecki (syn Hektora, wnuk Mieczysława i Marii), Stanisław Mańkowski, Hektor hr. Kwilecki, Zofia hr. Kwilecka, Maria Mielęcka z Niegolewskich, Karol Stablewski, Maria hr. Kwilecka, Tekla Mańkowska, Anna Stablewska, Stanisław Wysocki, Maria bar. Puget, Maria z hr. Stadnickich Mańkowska (żona Henryka), Zofia Mańkowska, Henryk Mańkowski (syn Napoleona), Wincenty Niemojewski (zięć Mieczysława i Marii), K. Kościelski, ks.Włodzimierz Sypniewski z Ostroroga, Teodor Mańkowski (syn Napoleona), Kazimierz Mańkowski , N.N., Jan Niemojowski, Mieczysław Niemojowski, Jerzy Niemojowski.

Na tarasie stoją od lewej: N.N, Stanisław hr. Kwilecki, Jadwiga z ks. Lubomirskich hr. Kwilecka, Stefan hr. Kwilecki, Jadwiga hr. Kwilecka z Zamoyskich, Maria hr. Kwilecka z hr. Zamoyskich, Maria hr. Kwilecka z Karskich (żona Kazmierza), Anna Niezabytowska z hr. Kwileckich,
Kazimierz hr. Kwilecki (syn Mieczysława i Marii), Anna hr. Mielżyńska z Kwileckich, Maria hr. Żółtowska z Kwileckich, Adam hr. Żółtowski,
Wacław Mańkowski, Stanisław Niezabytowski, Marceli Krajewski.


Mieczysław Kwilecki w Oporowie, ok. 1903 r.

Ok. 1900 r.

Przy zabudowaniach gospodarczych w Oporowie, ok. 1900 r.

Maria i Mieczysław Kwileccy na tarasie pałacu, ok. 1917 r.

Maria Kwilecka rozmawia z Niną Żółtowską i Michałem Sobocińskim, ok. 1913 r.

Maria Kwilecka w Oporowie, ok. 1920 r.

Ok. 1920 r.


W Oporowie, ok. 1910 r. Mieczysław Kwilecki z rodziną. Zaręczyny Zuli Kwileckiej z Feliksem Sobocińskim.

Oporowo, maj 1919 r. Postój Piętnastego Pułku Ułanów Wielkopolskich. Z lewej siedzi Maria Kwilecka, żona – Mieczysława, stoi z lewej ppłk Roman Pasławski, w środku ppor. Stefan Stablewski i z prawej, wtedy ppłk, Władysław Anders – dowódca pułku. Fotografia pochodzi z książki Andrzeja Kwileckiego Kwilcz i inne majątki Kwileckich na przestrzeni wieków.

Oporowo 1919 r., na tarasie pałacowym siedzą m.in.: na górze – Maria Kwilecka z Mańkowskich (żona Mieczysława Kwileckiego, wnuczka generała
Dąbrowskiego), na lewo od niej Karol Stablewski z Antoninka, poniżej Dobiesław Kwilecki – wnuk Marii, ostatni właściciel Oporowa. Fotografia pochodzi z książki Janiny z Puttkamerów Żółtowskiej, Dziennik. Fragmenty wielkopolskie 1919-1933.

Oporowo, ok. 1921 r., rodzina Kazimierza Kwileckiego.

Julia Puget na tarasie w Oporowie, ok. 1926-28

Zofia Franciszka Szczęsnowicz Puget (żona Jacka) z synami Janem i Franciszkiem w Oporowie, ok. 1929 r.

Julia Puget z rodziną w parku w Oporowie, ok. 1932 r.

Julia Puget na balkonie w Oporowie, ok. 1939 r.

Ok. 1929 r.

Źródło zdjęć: Maria Strzałko, Materiały do dziejów rezydencji w Polsce, t. 1, Województwo poznańskie, Warszawa 1991.

 

Pocztówki wydane ok. 1995 r. Jedno ze zdjęć przedstawia pałac w Oporowie.

Zdjęcia Andrzeja Bednarskiego z 2007 r.

Przed pożarem


Krótko po pożarze

Stary dwór wtopiono w bryłę powstałego pałacu. Parterową część dawnego budynku nadbudowano o piętro i przykryto dachem o konstrukcji mansardowej, ozdobionym kolistymi lukarnami. Z kolei we wschodniej części elewacji frontowej powstał piętrowy ryzalit, który podobnie jak zasadnicza bryła został przykryty mansardowym dachem. Na zachodniej ścianie ryzalitu dobudowano aneks, który łączył się z werandą, w aneksie umieszczono główne wejście. Układ otworów okiennych pozostał w zasadzie niezmieniony, jedyne zmiany polegały na przekształceniu otworów drzwiowych w okienne, bądź odwrotnie.

Do istniejącej bryły dobudowana została zachodnia, dwukondygnacyjna część pałacu, zwieńczona dachem łączącym się z pozostałą częścią budynku. W zachodniej elewacji bocznej powstał duży taras z dwubiegowymi schodami z półkolistym podestem. Przed głównym wejściem do budynku stworzono reprezentacyjny podjazd.


Julia Puget, Maria Kwilecka oraz kapitan Campbell-Crook w Oporowie, ok. 1919 r.


Powstały w wyniku przebudowy pałac, jak pisze Maria Strzałko, nawiązywał do XVII-wiecznej architektury francuskiej. W wyniku zrealizowanych prac powstał dwukondygnacyjny, podpiwniczony, murowany i otynkowany pałac. Budowla powstała na wydłużonym rzucie z licznymi tarasami, aneksami oraz ryzalitami. Bryła pałacu składała się z dwóch części – starego dworu z dobudowaną częścią zachodnią oraz wschodniego skrzydła, które wyróżniała nieco inna elewacja oraz czterospadowy dach.

Elewacja pałacu została ozdobiona boniowaniem [dekoracyjne opracowanie krawędzi oraz lica ciosu kamieni, podkreślające ich układ], parter od piętra oddzielono gzymsem, który również zastosowano w zwieńczeniu budynku. Nad głównym wejściem do pałacu (aneks, elewacja frontowa) umieszczono herb Kwileckich. Z kolei na elewacji południowej zachodniego skrzydła umieszono płycinę z motywem antycznym. Natomiast na elewacji frontowej skrzydła wschodniego – dwa medaliony przedstawiające personifikację dnia i nocy.

Piwnice pałacowe pełniły głównie funkcje magazynowe oraz kuchenne. Parter stanowił przestrzeń reprezentacyjną i mieszkalną. Z kolei na piętrze znajdowały się pokoje gościnne praz pomieszczenia dla służby (te również na poddaszu).


Zdjęcie z okresu 1926-1936


Główne wejście prowadziło przez niewielki przedsionek. Główna sień pałacu powstała z połączenia kilku wcześniejszych pomieszczeń, oświetlały ją dwa okna. W zwieńczeniu sieni stworzono belkowy strop z czterema dużymi kasetonami. Główne schody z parteru na piętro zlokalizowano w południowo-zachodniej części sieni, schody ozdobiono rzeźbiarską balustradą. Ściany sieni pokryto boazerią, podłogę zdobiła ceramiczna posadzka, a do pomieszczeń prowadziły dwuskrzydłowe drzwi. Z zachodniej części sieni drzwi prowadziły do pomieszczenia oświetlonego trzema oknami wychodzącymi na werandę, pomieszczenie to pełniło funkcje sali jadalnej. W zachodnim narożniku jadalni stał dekoracyjny kominek, ściany pokryto boazeriami i tapetami oraz sztukateriami o motywach roślinnych. Po przeciwnej stronie sieni znajdowało się pomieszczenie kredensu, przy którym mieścił się również pokój dla służby oraz garderoba. W jego pobliżu znajdowały się ponadto schody prowadzące do kuchni i toaleta.


Pocztówka z okresu międzywojennego


W środkowej części tylnego traktu było duże pomieszczenie łączące się przeszkloną werandą. Przeznaczeniem tego pokoju według projektu był salon bądź sypialnia. W północno – zachodniej części tego pomieszczenia przewidziane były wysokie szafy pokryte tapetami i zwieńczone sztukateriami. Do tego pokoju przylegały szeregowo – od wschodu – pokój panien, od zachodu – salon mniejszy. Oba pomieszczenia oświetlały okna w elewacji tylnej.

W tylnej (południowej) części zachodniego (dobudowanego) skrzydła znajdowała się tzw. sala wielka, która była wyższa od pozostałych pomieszczeń. Z tego pomieszczenia dwuskrzydłowe drzwi prowadziły do salonu mniejszego oraz jadalni, która oświetlona była potrójnym oknem wychodzącym na południe oraz przeszklonymi drzwiami tarasowymi na taras przy elewacji bocznej.


Fragment pałacu i park, ok. 1930 r.


We frontowej części zachodniego skrzydła pałacu znajdowały się pomieszczenia „pana”, czyli Mieczysława Kwileckiego: pokój mieszkalny pana – oświetlony dwoma oknami w elewacji frontowej – z tego pokoju drzwi prowadziły do „Sali wielkiej”, jadalni oraz sypialni pana – oświetlonej jednym oknem w elewacji. Z kolei z sypialni można było przejść do kolejnej sieni, gdzie w południowo-zachodnim narożniku znajdowała się toaleta. Inne drzwi z sypialni prowadziły z kolei do małego skarbca, a stamtąd korytarzem można było dostać się do sieni narożnej, która łączyła się ze schodami w wieży, co pozwalało na wejście do pomieszczeń pana z pominięciem pomieszczeń reprezentacyjnych.

Z kolei we wschodnim skrzydle pałacu znajdowały się trzy pokoje mieszkalne połączone przejściami oraz sienią. W północno-wschodnim narożniku tej części pałacu usytuowana była łazienka, a w dobudowanym aneksie – apteczka i sień, która łączyła się otwartym łukiem z sienią w dalszej części tego skrzydła, skąd można było drugimi schodami wejść na piętro.

Piętro pałacowe było podobnie rozplanowane jak parter i wzbogacone o międzytraktowy korytarz, który znacznie ułatwiał dostęp do poszczególnych pomieszczeń.


Folwark w Oporowie, ok. 1913 r.


Po II wojnie światowej pałac został wywłaszczony przez Skarb Państwa, mieściły się tam biura PGR, przedszkole, szkoła, mieszkania pracowników, później kaplica.

Bardzo smutną kartą w historii pałacu jest dzień Świętego Floriana 2007 roku. To właśnie w święto strażaków w pałacu wybuchł ogromny pożar, który strawił poddasze. Na szczęście dach został odbudowany przez zarządcę – ANR. Nie zmienia to faktu, że obecny stan pałacu pozostawia wiele do życzenia.

Warto wspomnieć również o pozostałych budynkach wchodzących w skład dawnego zespołu pałacowo – folwarcznego. We wschodniej części zespołu dworskiego, w pobliżu pałacu, zbudowano zespół budynków na planie litery „U”. Zdaniem Marii Strzałko, z uwagi na dobrą klasę architektoniczną budynków,  ich powstaniu można doszukiwać się udziału architekta Gorgolewskiego bądź kierującego pracami budowlanymi Mariana Cybulskiego. Obiekty powstały prawdopodobnie równocześnie z pałacem. Zabudowania te początkowo składały się ze stajni cugowej, wozowni oraz oranżerii (po południowej stronie drogi dojazdowej do pałacu). Nieco później (około 1880 r.) po północnej stronie drogi dobudowano oficynę gospodarczą. Cześć mieszkalną od części folwarcznej budynków rozdziela brama. Wszystkie budynki powstały z czerwonej cegły. Stajnia zlokalizowana jest w odległości około 25 metrów od pałacu, parterowa, z użytkowym poddaszem. Na wschodniej ścianie znajduje się kamienna głowa konia. Stajnia, podobnie jak i brama, są obecnie w bardzo złym stanie i częściowo rozebrane. Piętrowa oficyna ma dwuspadowy dach kryty papą. Pierwotnie mieściły się w niej mieszkania służby, pralnia oraz kuchnia. Do niedawna w budynku znajdowały się mieszkania prywatne. Obecnie podobnie jak stajnia, budynek znajduje się w złym stanie technicznym.


Oficyna i stajnia, ok. 1994 r.


Jeszcze do niedawna w Oporowie mogliśmy podziwiać piękny, XIX-wieczny spichlerz, który prawdopodobnie został zbudowany, podobnie jak pałac, według projektu Zygmunta Gorgolewskiego. Budynek ten wyróżniał się na tle pozostałych obiektów folwarcznych stylem i formą. Był to okazały obiekt: trzykondygnacyjny, z niskim dwuspadowym dachem, murowany z czerwonej cegły. Budynek znajdował się na północny-wschód od pałacu. Zdobiły go przypory [skarpa, szkarpa – pionowy element konstrukcyjny budowli, mur odchodzący prostopadle na zewnątrz od ściany wysokiego budynku w postaci filara] oraz lizeny [płaski, pionowy występ w murze zewnętrznym].

Poza zasadniczym dziedzińcem gospodarczym postawiono jeszcze dwa budynki: kuźnię oraz gorzelnię. Forma architektoniczna tych obiektów wskazuje, że powstały one nieco później niż pałac – przypuszczalnie w latach 80., bądź 90. XIX wieku. Kuźnia została zbudowana z cegły, ma dwuspadowy dach pokryty dachówką z ozdobnymi szczytami. Gorzelnię natomiast zbudowano z cegły i kamienia polnego. Budynek gorzelni jest piętrowy, z kolei dach pokryto papą.


Spichlerz ok. 1994 r.


Całości dopełniał park dworski, w którego centrum znajdował się pałac, o powierzchni 7 hektarów. Założony równocześnie z przebudową pałacu jako nowy bądź z wykorzystaniem już istniejącego parku wzmiankowanego w 1759 i 1774 roku. Dominujące gatunki to kasztanowce, graby, głogi, jesiony oraz akacje. Wśród drzew rosnących w parku jest kilka okazałych sosen (m.in. o obwodzie 275 cm), topól (m.in. topola czarna o obwodzie 372 cm), wiązów (m.in. o obwodach 306, 268 i 229 cm), dębów (m.in. o obwodzie 339 cm), grabów (m.in. o obwodzie 268 cm), akacji (m.in. o obwodzie 345 cm), jesionów (m.in. o obwodach 411, 410 i 355 cm), lip (m.in. o obwodach 318, 309 i 253 cm).

Na koniec przytoczę ciekawe wspomnienie Janiny z Puttkamerów Żółtowskiej dotyczące Oporowa: „W Oporowie ledwo się mogłam rozpatrzeć, a już wysiadaliśmy przed podjazdem. Wewnątrz wrażenie miejskiego mieszkania. Żadnych mahoniów ani empirów, tylko meble sprzed lat pięćdziesięciu, sprawione przez ludzi, którzy osiedli w mieście. I to jeszcze mieszkanie moich ciotek w Wilnie bogatsze było w pamiątki. Ton drugiego cesarstwa u bogatej burżuazji uderzył mnie w każdym kątku Oporowa.” [Dziennik. Fragmenty wielkopolskie 1919-1933].


Wnętrze pałacu ok. 1920 r. Dwa różne ujęcia tzw. saloniku różowego.


Literatura:

  1. Leonard Durczykiewicz, Dwory polskie w Wielkiem Księstwie Poznańskiem, Poznań 1912.
  2. Andrzej Kwilecki, Kwilcz i inne majątki Kwileckich na przestrzeni wieków, Poznań 1996.
  3. Paweł Mordal, Inwentaryzacja krajoznawcza Miasta i Gminy Ostroróg, Ostroróg 1990.
  4. Janina z Puttkamerów Żółtowska, Fragmenty wielkopolskie 1919-1933, Poznań 2006.
  5. Teresa Ruszczyńska, Katalog zabytków sztuki w Polsce, t. 5, z. 23 Powiat szamotulski, Warszawa 1966.
  6. Maria Strzałko, Materiały do dziejów rezydencji w Polsce, tom 1, Województwo poznańskie, Warszawa 1991.

Fotografie:

  1. Biblioteka Narodowa Polona.
  2. Fotopolska.eu
  3. Andrzej Kwilecki, Kwilcz i inne majątki Kwileckich na przestrzeni wieków, Poznań 1996.
  4. Janina z Puttkamerów Żółtowska, Fragmenty wielkopolskie 1919-1933, Poznań 2006.
  5. Maria Strzałko, Materiały do dziejów rezydencji w Polsce, tom 1, Województwo poznańskie, Warszawa 1991.
  6. Fotografie ze zbiorów rodziny Madalińskich – album Izabeli Madalińskiej.
  7. Zbiory Michała Kwileckiego i Michała Dachtery.
  8. Andrzej Bednarski.

Stan współczesny: zabezpieczone wszystkie otwory, warto zwrócić uwagę, że w odtworzonym dachu nie ma ozdobnych lukarnów. Zdjęcie Andrzej Bednarski, 2018 r.


Zdjęcia współczesne Michał Dachtera

Michał Dachtera

Mieszka w Szamotułach, ale jego serce zostało w Ostrorogu i okolicach.

Miłośnik historii, poszukiwacz archiwalnych zdjęć. Na Facebooku prowadzi profil Ostroróg na kartach historii.

Pałac w Oporowie2019-07-14T17:03:50+00:00

Camino – Szlak św. Jakuba przez powiat szamotulski

Camino – Szlak św. Jakuba przez powiat szamotulski

Camino to po hiszpańsku droga. Mówi się, że Droga zaczyna się od progu własnego domu. W Polsce wyznaczono wiele dróg, szlaków św. Jakuba. Jedną z nich jest Droga Lubuska, zaczynająca się w Murowanej Goślinie, biegnąca przez Oborniki, Szamotuły, Wronki, Sieraków, Międzychód, Pszczew, Międzyrzecz, Lubniewice, Ośno Lubuskie, do Frankfurtu nad Odrą.

Przy figurze św. Jakuba

Szlak często wiódł przy winnicach

Drogowskaz z kilometrami do Santiago

Szutrowa droga wśród pastwisk

194,5 km do celu

Polscy filozofowie dotrą wszędzie – już pod koniec Drogi

Zanim zacznę, może najpierw, dlaczego ja…. ? Tak się złożyło, że najpierw usłyszałem świadectwo pary młodych osób, które przebyły Camino Francuskie, czyli pieszy szlak od granicy francuskiej z Hiszpanią, aż do Santiago de Compostela, do grobu św. Jakuba. Później nadstawiałem ucha, gdy ktoś malował znaki szlaku w naszym terenie… I sobie trwałem. Ale… Droga wzywa! Uporządkowawszy sprawy zawodowe i otrzymawszy zezwolenie z domu rodzinnego, samotnie ruszyłem pieszo przez Hiszpanię, zaczynając od ostatniej górskiej wioski we Francji, Saint-Jean-Pied-de-Port. Wraz z dojazdem i powrotem przygoda trwała od 1 września do 3 października 2014 roku. A po trzech latach, od 4 do 19 września 2017 r. ten sam szlak przemierzyłem na rowerze. Więc co nieco wiem.

Obie te wyprawy były skrajnie różne. Pieszą wyprawę, zdany na Boga, obcych napotkanych ludzi i siebie, wspominam bardzo serdecznie, z rozrzewnieniem. Dziennie przechodziłem od 30 do 50 kilometrów. Licznik końcowy zatrzymał się w okolicach liczby 900 km. Był to czas wsłuchania się w siebie, chłonąłem bodźce przyrody, czułem Bożą opiekę podczas marszu. Przygodne spotkania z przypadkowymi ludźmi zawsze były serdeczne, przepełnione życzliwością i troską.


Camino Francuskie, 2014 r.


Przytoczę tutaj garść przemyśleń, którymi kończyłem wtedy wspomnienia. Droga szlakiem św. Jakuba jest zupełnie inna od znanych nam w Polsce pielgrzymek. Tam idziesz sam. To głównie dlatego, że każdy ma nieco inne tempo marszu. Patryk z Kanady powiedział mi, że idąc wolno, męczy się bardziej, niż zasuwając swoim tempem. To zrozumiałe. Ja szedłem wolniej. Choć, jak twierdziła moja żona Agnieszka, szło mi przez lwią część Drogi „nadspodziewanie dobrze”, fizyczny i psychiczny kryzys nadszedł pod koniec, choć zmęczenie prawej nogi było zapewne skutkiem wysiłku całej wyprawy.

Polubiłem żółte strzałki. Były w każdym wątpliwym miejscu. Malowali je bezimienni dla mnie ludzie. Te strzałki prowadziły do celu, przez analogię myślę, że inni ludzie często prowadzą nas do Jezusa.

Życie ludzkie składa się z wielu cudów, nieomal codziennie. Z tym, że zabiegani nawet ich nie dostrzegamy. Na Camino było inaczej. Stale spotykały mnie nadzwyczajne zdarzenia. Gdy byłem głodny, nadjechał samochód piekarni i mogłem kupić bagietkę. Gdy było mi źle, Hiszpan zaśpiewał Mazurka Dąbrowskiego. Gdy nie miałem noclegu, pojawił się Knut z Grenlandii i dał mi bilet na nocleg. By dojść, dostałem od dwóch kobiet kije. Na ostatniej prostej jak anioł opiekował się mną Polak, Jacek…. Dziękuję Bogu za wszystko, za wszystko, co mi dał, bym mógł dojść.

Jezus jest Drogą! Drodze trzeba zaufać!

Może tyle…


U celu – Santiago de Compostela


W 2017 roku grupa poznańskich cyklistów zaproponowała mi wspólną wyprawę na rowerach. Do punktu startu zawieziono nas busem z przyczepą, z której bagaże lądowały na każdym noclegu. To Camino było zupełnie inne. Musiałem dopasować się do praw grupy (8 osób), podporządkować się. Rower wymuszał często wybór drogi asfaltowej, zamiast żwirkowego szutru. Mniej było czasu na medytację, modlitwę. Ale polubiłem tych obcych mi towarzyszy. Bezcennym wspomnieniem było dla mnie dotarcie za drugim razem do Finisterry – „na koniec świata”. Kiedy usiadłem na skale, gdzie był już tylko Ocean i niebo, poczułem się jak w najpiękniejszym Kościele – tylko Bóg i ja…

Camino Lubuskie zacząłem, ale wciąż na mnie czeka. Trwało pięć dni w sierpniowy czas roku 2016. W poniedziałek zacząłem z synem i parą przyjaciół w Murowanej Goślinie, biorąc do paszportu pielgrzyma pieczątkę w parafii przy rynku.

Pierwszego dnia szliśmy boczną drogą do Białęg, Białężyna, lasami do Uchorowa, koło rezerwatu „Śnieżycowy Jar”, dalej przez Żerniki i Łukowo, do Obornik. Po obiedzie w Obornikach przez Objezierze doczłapaliśmy się do Żukowa, gdzie u przyjaciół stanęliśmy na nocleg. O noclegi jest dużo trudniej w Polsce niż w Hiszpanii, choć dużo zmienia się na plus. W Polsce też prawie nikogo (inaczej niż w Hiszpanii) nie spotyka się na trasie.


Początek powiatu szamotulskiego, droga do Gąsaw prowadzi po lewej stronie od kapliczki


Wtorek był trasą z Żukowa do Jastrowa, za Szamotułami. Szliśmy przez Górkę, koło zabudowań należących do Baborowa (nie jest to centrum wsi), gdzie weszliśmy do powiatu szamotulskiego. Ten odcinek chcę dokładniej scharakteryzować. Najpierw jeszcze jedno spostrzeżenie. Wierzcie mi, mieszkam od urodzenia w Szamotułach, ale w pobliżu domu najtrudniej było mi iść Camino. Stale pokusy, by gdzieś zboczyć (szlak wiedzie 500 m od mojego domu), by kogoś odwiedzić…. Myślenie, że jakby co, to mogę po kogoś zadzwonić, by mnie odebrał… Ciężko się szło.

Pierwszą miejscowością powiatu szamotulskiego na tej trasie są Gąsawy. Wchodząc do Gąsaw szlakiem Camino, najpierw mijamy park krajobrazowy z dworem w stylu klasycyzującym z ok. 1870 roku, który po wielu latach doczekał się remontu (własność prywatna).  Idziemy poboczem asfaltowej drogi i po 2 km docieramy do Szamotuł.


Wnętrze kościoła Świętego Krzyża w Szamotułach


Przez Szamotuły Camino prowadzi ulicami Gąsawską do Lipowej (przy Lipowej 27 można wejść do kaplicy domu dziecka; dziś to Zespół Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych „Rodzina Maryi”), prowadzonego przez siostry franciszkanki. Potem ul. 3 Maja dochodzimy do Dworcowej i skręcamy w prawo w kierunku Rynku. W Szamotułach są dwa miejsca ważne na szlaku: kościół św. Krzyża (barokowy, powstał w latach 1675-82 na miejscu dawnego zamku Świdwów Szamotulskich – kościół i budynek poklasztorny; ul. Dworcowa /Franciszkańska) oraz bazylika kolegiacka Matki Bożej Pocieszenia i św. Stanisława Biskupa (gotycki kościół z XV w., sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia „Szamotuł Pani”, ul. Kapłańska). Ulicą Wroniecką dochodzimy do pl. Sienkiewicza, po drodze po prawej stronie mijamy inne szamotulskie zabytki: basztę Halszki z XV w. i zamek Górków z tego samego okresu, wielokrotnie przebudowywany – obecnie oba obiekty wchodzą w skład Muzeum – Zamek Górków.

Z placu Sienkiewicza idziemy al. 1 Maja, mijamy przejazd kolejowy i skręcamy w lewo w ul. Jastrowską. Jeszcze kilkaset metrów drogi asfaltowej i wchodzimy na polną drogę, tzw. aleję jabłkową (2,5 km, drogi nie ma na mapach w Internecie). Droga prowadzi przez pola, miło się nią idzie pieszo, ale jest bardzo nierówna i już rowerzyści raczej powinni jechać do Jastrowa asfaltem, czyli od przejazdu kolejowego w Szamotułach prosto ul. Ostrorogską i w Śmiłowie w lewo. Ja zatrzymałem się tego dnia w Jastrowie na nocleg u syna. Od następnego dnia szedłem już sam.



Środa rozpoczęła się malowniczą polną drogą do Rudek. Na początku Jastrowa droga skręca w kierunku lasu, potem kilkaset metrów przez las i na rozwidleniu nieco w prawo – znów na pole (w sumie 3,5 km). To też taki miły odcinek do marszu, z typowo wielkopolskimi widokami. W Rudkach warto spojrzeć na bramę z dwoma lwami, która prowadziła do nieistniejącego pałacu z początku XIX w., zachowała się tylko oficyna). Dalej Camino prowadzi kawałek asfaltem prosto, za stawem trzeba skręcić w lewo i po 300 metrach przejść przez szosę Lipnica-Ostroróg. Polną drogą dochodzi się do Rudek Huby i skręca w prawo, by po kolejnym odcinku 2,5 km dojść na cmentarz w Ostrorogu – Piaskowie.

Cmentarz, położony na wzgórzu obok dwóch jezior Małego i Wielkiego, to ważne miejsce na szlaku św. Jakuba (informuje o tym specjalna tablica). Do ok. 1820 r. stał tam kościół św. Jakuba z obrazem, który przeniesiono później do kościoła w Ostrorogu i gdzie znajduje się do dziś. W 1674 roku miejsce to uznano za cudowne, a proboszcz ks. Piotr Rossigroch w 1676 roku napisał Pieśń o św. Jakubie. Na miejscu dawnego kościoła stoi od 1878 roku figura św. Jakuba.


Ołtarz główny w kościele w Ostrorogu i obraz św. Jakuba z dawnego kościoła pw tego świętego (historia tego kościoła – zob. http://regionszamotulski.pl/kosciol-sw-jakuba-w-ostrorogu/)


Camino prowadzi dalej ul. Poznańską do Szamotulskiej (tu można się zapoznać z kolejną tablicą) i ul. Kapłańską do kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (z XV w., późnogotycki, przebudowany w stylu barokowym), aby obejrzeć wspomniany obraz św. Jakuba. Od Rynku szlak prowadzi ul. Pniewską, a potem brzegiem najpopularniejszego ostroroskiego jeziora Mormin. Na końcu jeziora przy plaży leży kamień symbolizujący ponad 3 tys. km do Santiago de Compostela, grobu św. Jakuba.


Droga do Dobrojewa


W tym miejscu szlak oddala się od jeziora i prowadzi w stronę szosy Ostroróg-Wronki, nie dochodzi jednak do niej – trzeba skręcić w lewo w polną drogę, tzw. wiśniówkę. Po ponad kilometrze dochodzi się do przydrożnego krzyża, przy którym Camino skręca w prawo w piękną drogę obsadzoną kilkudziesięcioma jesionami. Krajobraz staje się tu bardziej pofałdowany. Tuż przed Dobrojewem przechodzimy wiaduktem nad nieczynną linią kolejową nr 368 Szamotuły – Międzychód (w Dobrojewie był przystanek kolejowy, ale bez dworca), a dalej – do poprzecznej alei lipowo-grabowej, stanowiącej drogę dojazdową do zespołu pałacowego. Warto zejść na moment ze szlaku i podejść do zabytkowej bramy zespołu pałacowego. Właściwy pałac rodziny Kwileckich został rozebrany w latach 1941-42, przetrwały dwie zaniedbane oficyny i kamienna studnia.



Po powrocie na szlak trzeba przejść na drugą stronę szosy, tym razem kierujemy się do Oporowa (ponad 2 km). To kolejna miejscowość, w której obejrzeć można kolejne ślady dawnej świetności rodu Kwileckich. Dzisiejszą formę pałac zawdzięcza rozbudowie z1877 roku, przeprowadzonej według projektu wybitnego polskiego architekta – Zygmunta Gorgolewskiego, którego dziełem życia był Teatr Wielki we Lwowie.  Obok widać stajnię i oficynę, pozostałości spichlerza, a dalej dawną gorzelnię.  Po II wojnie w pałacu mieściła się szkoła podstawowa. W tej chwili budynek jest zamknięty, wszystkie otwory okienne zabezpieczono i czeka na lepsze czasy.

Szlak skręca za pałacem w prawo – polną drogą w stronę Oporowa Huby. Na rozstajach stoi krzyż, mija się go i podąża dalej w stronę Nowej Wsi. Ten odcinek jest dość monotonny i długi (ponad 3,5 km).

Nowa Wieś styka się już z Wronkami, szlak prowadzi najpierw w lewo do szosy Wronki-Ostroróg (nr 184), a dalej – chodnikiem – do Wronek. Ja, ponieważ dobrze znam Wronki, poszedłem nieco inaczej: do Starego Miasta i dalej do Biezdrowa. Opiszę jednak szlak tak, jak został on wytyczony.

Gąsawy

Szamotuły, ul. Dworcowa

Droga Rudki – Jastrowo

Brama wjazdowa do dawnego zespołu pałacowego w Rudkach (historia tego miejsca – zob. http://regionszamotulski.pl/palac-w-rudkach/http://regionszamotulski.pl/mankowscy-i-potworowscy-w-rudkach/)

Źródło św. Jakuba w Ostrorogu – znajduje za cmentarzem, w lesie w pobliżu Jez. Małego (miejsce nie jest oznakowane i trudno do niego dotrzeć)

Figura św. Jakuba na cmentarzu w Ostrorogu

Kościół Wniebowzięcia NMP w Ostrorogu

Droga nad jez. Mormin

Kamień nad Morminem

Brama wjazdowa do dawnego zespołu pałacowego w Dobrojewie (zob. http://regionszamotulski.pl/palac-w-dobrojewie/)

Oznakowanie szlaku w Dobrojewie

Droga do Oporowa


Wieża ciśnień we Wronkach

Kościół Zwiastowania NMP i klasztor we Wronkach

Kościół św. Katarzyny we Wronkach

Kościół św. Krzyża i św. Mikołaja w Biezdrowie

Biezdrowo – rzeźba pielgrzyma

Wartosław – rzeźby przedstawicieli 4 kultur

Wnętrze kościoła Serca Jezusowego w Wartosławiu

Wartosław – droga na przeprawę promową

Ołtarz główny w kościele w Chojnie

We Wronkach przed przejazdem kolejowym znajduje się kolejna tablica informacyjna szlaku św. Jakuba. Za przejazdem szlak prowadzi kawałek w prawo ul. Dworcową, potem w lewo Niepodległości. Po prawej stronie mija się wieżę ciśnień zakładu karnego z końca XIX w., potem sam zakład karny (wybudowany w 1894 roku). Dalej szlak prowadzi w lewo ul. Mickiewicza do kościoła Zwiastowania NMP i klasztoru franciszkanów (kościół barokowy z końca XVII wieku, klasztor z 1868 r. i seminarium niższe). Ul. Klasztorną dochodzimy do Rynku i podążamy dalej ul. Sierakowską do kościoła św. Katarzyny (gotycki, zbudowany pod koniec XV w.). Tą samą ul. wychodzimy z miasta (szosa nr 182, Wronki-Sieraków). 3,5-kilometrowy odcinek do skrętu w kierunku Biezdrowa jest dość nieprzyjemny, bo kiedy chodnik się kończy, trzeba iść skrajem naprawdę ruchliwej drogi. Ze Starego Miasta (z miejsca, gdzie odchodzi droga w kierunku Wartosławia), roztacza się piękny widok na dolinę Warty. Koniecznie trzeba zatrzymać się i popatrzeć!


Widok na Wartę ze Starego Miasta


Z ulgą zszedłem z tej szosy (choć dwa dni później przekonałem się, że bywają trudniejsze odcinki niż ten). Kolejny odcinek (niecałe 2 km) przebiega starą brukowaną drogą. Wreszcie dochodzi się do kościoła św. Krzyża i św. Mikołaja w Biezdrowie (świątynię wybudowano w XVI w. w stylu późnogotyckim, przebudowano w XVIII w., wystrój barokowy). To miejsce o ciekawej historii, sanktuarium często odwiedzane przez pielgrzymów. Warto się tam zatrzymać i odpocząć. W ołtarzu głównym znajduje się – uznawany za cudowny – sporej wielkości krucyfiks z figurą Jezusa Ukrzyżowanego, pochodzący z przełomu XV i XVI w. W Biezdrowie (nr 46) usytuowany jest także pałac z 1877 roku zaprojektowany przez znanego architekta Stanisława Hebanowskiego (w stylu neorenesansowym, otoczony parkiem, budynek odrestaurowany, stanowi własność prywatną – imprezy i pokoje).


Wieża kościoła w Biezdrowie i ołtarz główny z krucyfiksem uważanym za cudowny


Z Biezdrowa Camino prowadzi do Wartosławia. Spod kościoła trzeba wyruszyć w kierunku Pożarowa i po 400 m. skręcić w prawo. Tej drogi zupełnie nie znałem i zaskoczyła mnie swoją malowniczością. To 3-kilometrowy odcinek szutrowej drogi, która dochodzi do samego Wartosławia. Ta ostatnia miejscowość – kiedyś miasto, dziś wieś – urzeka swą malowniczością i niepowtarzalnym klimatem. Pamiętam Wartosław z czasów, kiedy na głównej ulicy leżał piach, a nie asfalt, wówczas wyglądało to dużo lepiej (w moim mniemaniu). Tam znowu warto byłoby zatrzymać się na dłużej, ale idąc Camino, nie chodzi o dokładne zwiedzanie. Wymienię tu tylko obiekty: kościół Trójcy św. i św. Łukasza (z 2. poł. XVIII w., obecnie kaplica cmentarna), na drugim końcu wsi kościół Serca Jezusowego (z poł. XIX w., neogotycki, poewangelicki), a obok dawna pastorówka (czyli plebania). W ramach projektu Wielkopolskie Wioski Tematyczne Wartosław nazwano „Wioską 4 kultur”. Chodzi tu o dawne współzamieszkiwanie w Wartosławiu Niemców, Polaków i Żydów; 4. kultura to kultura łużycka, której cmentarzysko odnaleziono w pobliżu wsi (1100-650 lat p.n.e.). Jeśli ktoś pielgrzymuje Camino latem, może ochłodzić się nad Jez. Pożarowskim, gdzie znajduje się popularne kąpielisko.


Kościół Serca Jezusowego w Wartosławiu


Dalej Camino prowadzi na drugą stronę Warty, na którą przeprawić się należy promem. Udało mi się to sprawnie zrobić i skierowałem się dobrze znaną Szamotulanom drogą asfaltową w lewo, do Chojna – przez Krasnobrzeg i Lubowo Drugie. Droga jest wprawdzie dość uczęszczana, trzeba iść poboczem, na szczęście nie jeżdżą tam ciężarówki i przyjemnie idzie się przez las. W Chojnie na probostwie powitał mnie – nieznanego pielgrzyma – proboszcz Paweł. Grzał i na kolację, i na śniadanie kiełbasy, sam chciał mi wnosić na piętro plecak, spałem w gościnnym pokoju.

Co najmniej od początku lat 70. XX w. Chojno, położone na skraju Puszczy Noteckiej, z pięknym jeziorem, jest bardzo popularną miejscowością wypoczynkową. Ja wspomnę tu tylko o kościele Chrystusa Króla z lat 1926-28.


Kościół Chrystusa Króla w Chojnie


Czwartek to droga do Międzychodu. Wspominam ją jako śliczną, ale wyjątkowo trudną. Trochę za sprawą wycinki drzew w lesie, która spowodowała, że zniknęły znaki i się zgubiłem. Ale po kolei: z Chojna wyruszyłem świetnym traktem przez Bucharzewo (po drodze kawa u krewnego przyjaciół), opuściłem powiat szamotulski i wszedłem do międzychodzkiego, cały czas szedłem lasem prosto do Sierakowa, gdzie po przejściu mostu na Warcie odpocząłem przy kawie i lodach na Rynku w Cafe Napoleon. Z Sierakowa trasa prowadzi do wsi Góra, gdzie trzeba skręcić w prawo do lasu. Wykąpałem się w jeziorze we wsi Ławica i po wielkim trudzie doszedłem do Międzychodu, gdzie z noclegiem czekał na mnie kolega Jaś.

Piątek to był dzień ostatni. Logiczne wydawało mi się skończyć ten fragment Drogi w Rokitnie, w sanktuarium Matki Bożej Słuchającej. Kończyłem tę przygodę z Camino, ponieważ, gdy poczułem ból kostek, już było za późno, gdyż okazało się, że – idąc – uderzam nieco kostkami o siebie. Gdy zaczęło boleć, zacząłem kuleć i dlatego dalej bym już nie doszedł. Tu dygresja – w 2014 r. miałem but o centymetr wyższy – i był to centymetr, który pozwolił mi Drogę ukończyć. Wiele zależy od szczegółów…

Szedłem z Międzychodu przez Sterki, Nowe Gorzycko (szlak prowadzi do Pszczewa, by zwiedzić zabytki, ale z powodu bólu trasę nieco skróciłem), przez Lubikowo, Bukowiec, do Rokitna. Przez chwilę musiałem iść wzdłuż drogi nr 24 z Międzychodu do Gorzowa i to był horror, bo prawie za każdym przejazdem tira musiałem gonić po rowach moją czapkę.

W Rokitnie udało mi się, po nawiedzeniu obrazu, dostać talerz zupy w stołówce i spokojnie czekałem na przyjazd syna z wnukiem, którzy mnie stamtąd odebrali i przywieźli do domu.

Dalsza część Camino Lubuskiego… czeka spokojnie. Ale mam nadzieję kiedyś ruszyć przez Ośno Lubuskie do Kostrzyna.

Wszystkim polecam taką formę pielgrzymowania.

Paweł Łączkowski

współpraca Agnieszka Krygier-Łączkowska

Wszystkie zdjęcia z Camino w powiecie szamotulskim Andrzej Bednarski

Camino – Szlak św. Jakuba przez powiat szamotulski2020-04-24T12:20:44+00:00

Dobrojewo – historia

Michał Dachtera

Historia wsi Dobrojewo

Wieś Dobrojewo jest jedną z najstarszych w Gminie Ostroróg. Wzmiankowana była już w 1391 roku jako Dobrugewo. W kolejnych latach nazwa zapisywana była również jako Dobruewo (1396), Dobroyewo (1401), Dobrogewo (1423), Dobrouyewo (1434), Dobrugiewo (1450), Dobrugowo (1475), Dobrugyewo (1499) oraz Dobrziewo! (1563).


Ok. 1929 r.

Z prasy okresu międzywojennego

Pierwszą znaną z imienia postacią z Dobrojewa był Waniek (prawdopodobnie kmieć). Natomiast pierwszymi wzmiankowanymi właścicielami tej wsi był ród Dobrujewskich, którzy pisali się również jako Dziadkowscy. Z rodu Dobrujewskich źródła wymieniają Adlarta, brata Świętosława z Brzozogaju. Adlart był właścicielem połowy wsi co najmniej w latach 1396-1401, zmarł około 1412 roku. Kolejnym dziedzicem Dobrojewa był jego syn Święszek (co najmniej w latach 1397-1403, w 1407 roku był wymieniany w źródłach jako zmarły). W latach 1407-1412 jako właściciele połowy Dobrojewa pojawiają się dzieci Święszka: Mikołaj, Świętosława, Stanisław oraz Anna, które występowały w sporze z Dzierżką z Bobulczyna i Męką z Biezdrowa o połowę Dobrojewa. W 1412 roku dzieci Święszka dowodziły w procesie, że wcześniej ich ojciec i dziad przez 30 lat posiadali połowę Dobrojewa. W 1423 roku w dokumentach ponownie pojawiał się Świętosław z Dobrojewa.

Około 1434 roku Dobrojewo zakupił Sędziwój Ostroróg, wojewoda poznański. Kolejnym właścicielem Dobrojewa był jego syn Stanisław, a następnie syn Stanisława – Jan.  W latach 1502-1510 Dobrojewo należało do braci Stanisława i Wacława. Osiem lat później, w wyniku dokonanych działów braterskich, Dobrojewo przypadło Stanisławowi. Następnie dziedzicami Dobrojewa byli bracia Jakub i Stanisław. W 1540 roku po podziale majątku Dobrojewo otrzymał Jakub Ostroróg. Następnie Dobrojewo przypadło Wacławowi Ostrorogowi, a później Sędziwojowi, zmarłemu w 1624 roku.


Widokówka z zespołem pałacowym w Dobrojewie, wysłana w 1904 r.


Po jego śmierci Ostroroszczyznę (w tym Dobrojewo) objęła jego jedyna córka – Barbara, zamężna z Janem Potockim. Barbara sprzedała swoje dobra w 1635 roku Andrzejowi Rejowi (wnukowi słynnego Mikołaja) za cenę 170.000 złp. Rej zmarł sześć lat później, a w 1646 roku jego dwaj synowie Mikołaj i Władysław dokonali działów braterskich, w ten sposób, że Mikołajowi przypadła połowa Ostroroga wraz z wsiami (w tym Dobrojewem).Był on bardzo krótko właścicielem tych ziem, gdyż zaledwie rok później, w 1647 roku, sprzedał za 155.000 złp. Ostroróg wraz z Dobrojewem, Wielonkiem, Nosalewem, Bininem, Chojnem, Kluczewem i Zapustem – Piotrowi z Miłosławia Górskiemu. Górski zmarł zaledwie 8 lat później. Co najmniej od 1660 roku właścicielem Ostroroszczyzny był książę Krzysztof Radziwiłł, który dość szybko ją sprzedał, gdyż już w 1674 roku jako właściciel figurował Wacław na Otoku Zalewski. Ten z kolei był właścicielem do około 1686/87 roku (prawdopodobnie w 1687 zmarł). W 1686 roku oddał swoje dobra w dzierżawę Janowi Miastkowskiemu. Po śmierci Wacława Zalewskiego majętność przypadła synowi Aleksandrowi, który również oddał Ostroszczyznę w dzierżawę – Przecławowi Bronkiowskiemu. Po bezpotomnej śmierci Aleksandra w 1704 roku dobra przeszły na jego siostrę – Ludwikę Zalewską zamężną z Maciejem Radomickim. W 1718 roku Radomicki na potrzeby oddania Ostroroszczyzny w dzierżawę Maciejowi Malechowskiemu dokonał inwentaryzacji majątku, w której o Dobrojewie pisano w następujący sposób:

„W tej wsi dwór, koło niego płot, z chrustu grodzony, sam dwór, drzwi do sieni na zawiasach, z klamką i wrzeciądzem [okuciem, sztabą], z sieni na lewą rękę drzwi do izby na zawiasach, z klamką, antab i haczykiem, w niej trzy okna w ołów, dobre, stół okrągły sosnowy, spory stołek jeden, stary, z poręczą, piec zielony, polewany, stary, komin murowany, kapturowy; z tej izby dwie przegrody na komnaty, do nich drzwi dwoje na zawiasach, z klamkami, w nich okna dwa w ołów, dobre, tamże kominek murowany i drzwi na tył na zawiasach. Item [tam] w sieni ex opposito [z drugiej strony] drzwi do izby czeladnej na zawiasach, w niej pieca nie ma, tylko komin szafiaty, murowany, okna w niej; z tej izby drzwi do pobocznej komory, z niej drugie na zawiasach z wrzeciądzami, okna małe, w drewno, dobre. Item z tej izby drzwi do komory, w końcu dworu z komory drugie drzwi, oboje na zawiasach z wrzeciądzem. Item w tej sieni drzwi do kuchni na zawiasach, w niej komin dobry, ognisko w glinę, murowany, z piecem do chleba. Item w tej sieni wchód na górę, drzwi na zawiasach z wrzeciądzem poszycie na dworze słomiane, na kalonce poprawy potrzebuje, tamże sołek [spichlerz] wiązany w cegłę, drzwi do niego na zawiasach, komora w końcu, drzwi na biegunach, pod sołkiem sklep [piwnica] murowany, dobry, drzwi do niego na zawiasach z wrzeciądzem; domek w podwórzu, do niego drzwi na zawiasach z wrzeciądzem, w sieni komin szeroki, lepiony, w górę wywiedziony, nowy, po lewej ręce izba, do niej drzwi na zawiasach z wrzeciądzem i klamką, piec nowy w niej prostą robotą i kominek mały, okno w ołów dobre. Item po tejże ręce drugie drzwi do drugiej izby, na zawiasach z wrzeciądzem, w tej izbie piec, który z tamtej izby wywiedziony, i komin nowy, okna nie ma z tej izby, drzwi na zawiasach z wrzeciądzem do komory, w niej okno w drewno dobre, powróciwszy do sieni na prawą rękę komory dwoje do niej drzwi na zawiasach z wrzeciądzem, okna w obu komorach w drewno dobre. Item ze dworu wchód na sypanie, do niego drzwi na zawiasach i z wrzeciądzem, poszycie na tym domku nowe, dobre, u dołu dwiema szorami dranicami pobite; cały domek nowy.


Ok. 1912 r.


Gumno. Stodoła pierwsza o dwóch bojewicach [klepiskach], w słupy, dyle [bale] budowana, miejscami słupy pogniły, wrota do niej na biegunach, z przodu zamki ślepe, z tyłu kuny [obręcz z łańcuchem] do zamykania, poszycie dobre. Item druga stodoła naprzeciwko, o jednej bojewicy, wrota do niej z kumą żelazną z przodu, i z tyłu w niej śpichlerz, drzwi na zawiasach z wrzeciądzem, w tym śpichlerzu podłoga z tyłu zła, poszycie poprawy potrzebuje. Item trzecia stodoła stara, o jednej bojewicy, miejscami ściany się walą i słupy ugniły, z gruntu restauracyi potrzebuje, wrota do niej oboje z kunami żelaznemi do zawarcia, poszycie stare, łatane. Item czwarta stodoła, wpół zrujnowana i druga połowa upada. Owczarnia blochami [nieoheblowane drewno] w słupy dylowana, miejscami przyciesie pogniły i słupy w garach puszczają, wrota do niej jedne tylko z kuną żelazną, poszycie na niej dobre. Item z drugiej strony stajnia w blochy, na tej całe poszycie dobre, między owczarnią i stajnią obora, poprawy potrzebuje.

Inwentarz folwarku Dobrojewskiego: Najprzód krów dojnych dwanaście, trzynastą wziął Wąchała kmieć do Binina, jałowica dwuletnia jedna, juniec dwuletni jeden, jałowiczek rocznych sześć, cieląt latosich [urodzonych w tym roku] jałowiczek cztery, stadnik [samiec rozpłodowy], stary jeden. Item stadnik młody jeden. Owiec maciorek sto trzydzieści dziewięć, skopów trzechletnich dwadzieścia sześć, skopów dwuletnich ośmnaście, owieczek latosich czterdzieści, skopków latosich czterdzieści dwa, baranów starych pięć, młodych dwa. Świni maciorek trzynaście, wieprzy dwuletnich ośm, rocznych wieprzaków dziewięć, stadników dwóch, prosiąt latosich pięcioro. Gęsi starych dwadzieścia pięć, młodych gęsi szesnaście, indyczek starych sześć, młodych sześć, kur z kokotem piętnaście, kapłonów piętnaście, kaczek z kaczorami dwadzieścia jedna.

Poddaństwo wsi Dobrojewa. Chałupnicy: Frącek chałupnik ma wołów dwa, krów trzy, świń cztery, owiec dziesięć; Sobek ma wołów dwa, krów trzy, świń dwie; Adam ma wołu jednego, krów dwie, świń trzy; Józef niepoddany ma wołów dwa, krów dwie, świni trzy; komornice: Skotarka ma krów dwie, Ruchajka ma krów dwie, Maruszka ma krów jednę, owczarz niepoddany ma wołów dwa, krów trzy.

Powinność chałupników: robią ręczną robotę od św. Wojciecha do św. Marcina po trzy dni, albo dwa dni orzą; po dwie sztuki kądzieli przędzą komornice, robią dwa dni, po sztuce kądzieli przędzą, po pół kopy żyta i po mędelu jęczmienia ze dworu im dawają. W tej wsi budynki restauracyi potrzebują, mianowicie poszycia”.


Fasada pałacu od strony parku, ok. 1910 r.


Ok. 1910 r.

Następnie własność Ostroszczyzny przeszła na córkę Macieja i Ludwiki – Katarzynę, zamężną z Jerzym Felicjanem Sapiehą. Katarzyna i Jerzy mieli jedno dziecko – córkę Mariannę, w imieniu której oraz swoim – Jerzy Sapieha w 1735 roku podpisał zobowiązanie do sprzedaży Ostroroszczyzny za kwotę 290.000 złp. Łukaszowi Kwileckiemu z Kwilcza. W 1737 roku Marianna Sapieha dokonała zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami sprzedaży Ostroroga oraz wsi: Binino, Chojno, Dobrojewo, Kluczewo, Nosalewo, Orliczkom Zapust i Wielonek za określoną sumę – Łukaszowi Kwileckiemu.

Po zakupie Kwilecki miał powiedzieć: „Lubo wszyscy powiadają, żem tanio kupił te dobra, ale ja wiele włożywszy na reperacyją tej majętności i szacował jej wartość na trzykroć sto tysięcy”. Łukasz Kwilecki zmarł w 1745 roku, natomiast w 1759 roku jego synowie dokonali podziału majątku: Franciszek otrzymał klucz Wróblewo, Jan siedzibę rodową – Kwilcz, natomiast najmłodszy – Adam Klemens, urodzony w 1742 roku, dostał Ostroróg wraz z przyległościami. Adam Kwilecki rozebrał stary zamek w Ostrorogu, a w jego miejscu postawił browar. Na swoją siedzibę obrał sobie Dobrojewo, gdzie u schyłku XVIII wieku postawił pałac.


Rodzina Kwileckich na schodach pałacu w Dobrojewie, 1901 lub 1902 r.


Tym samym Ostoroszczyzna zmieniła nazwę na Dobrojewszczyznę. Adam Kwilecki był postacią bardzo oryginalną. Niektórzy uważali go za dziwaka i skąpca. Wirydianna Fiszerowa w swoim pamiętniku nazwała go człowiekiem inteligentnym, ale pozbawionym kultury, w młodym wieku miały go wyróżniać oryginalne rozrywki i dziwny sposób odpowiadania rozmówcom. Z kolei Franciszek Gajewski pisał, że ,,[…] kasztelan, dziedzic majętności Dobrojewa, dla wyrażenia swego, ciągle używanego, przezwany Amantissimus, pan majętny, ale rzadko skąpy. Kasztelan był ostatnim obywatelem, noszącym się jeszcze polskim strojem. […] Miał dwór całkowicie polski, lokai, poddanych, w liberyi, stangreta, poddanego, kamerdynera, zubożałego szlachcica, kozaczka, posuniętego z cilęciarka na ten stopień itd. Żona jego, pani bardzo zacna, wycierpiała prawdziwy czyściec na tej ziemi z powodu oryginalności męża. Pomiędzy innemi przyszło mu raz do głowy kazać zrobić trumnę dla żony jeszcze za życia dla oszczędzenia kosztów w przypadku śmierci jej; posłał więc stolarza do kasztelanowej dla wzięcia miary na trumnę. Gdy żona, oburzona taką bezwzględnością, wymawiała mu niesmaczne postępowanie, tłomaczył się z przymileniem: Waćpani, zdrowa będziesz żyła, dopóki wola Boska, trumna ją nie zabije, ten stolarz potrzebował roboty, tanio się zgodził, a ja miałem suche deski w zapasie. Córkę jedynaczkę wydał za swego bratanka, Klemensa Kwileckiego; posagu jej nie dał za życia żadnego, dopiero w późnej starości”. Po Adamie Kwileckim Dobrojewo przypadło jego córce Anieli zamężnej ze swoim kuzynem Klemensem, co – jak pisał Gajewski – było uznawane za wyraz skąpstwa jej ojca.


Fragment zespołu pałacowego, ok. 1920 r.


Kolejnym właścicielem Dobrojewa, był syn Anieli i Klemensa – oficer powstania listopadowego – Leonard Kwilecki. Kolejnym właścicielem Dobrojewa był Stefan Kwilecki, który poślubił wnuczkę generała Dąbrowskiego – Barbarę z Mańkowskich (więcej w artykule http://regionszamotulski.pl/barbara-kwilecka-dzialaczka-narodowa-i-spoleczna/). Pod koniec XIX wieku na majątek Stefana Kwileckiego składało się również 7 folwarków: Bielejewo, Binino, Forestowo, Klemensowo, Stefanowo, Śpibieda oraz Nosalewo. Majętność zamieszkiwało 950 osób, w tym 74 ewangelików i 876 katolików. Ponad 1/3 ludności była analfabetami. W 1907 roku Barbara Kwilecka przekazała Dobrojewo swojemu synowi – Franciszkowi, żonatemu z księżną Jadwigą z Lubomirskich. Franciszek był nie tylko ziemianinem, ale również hodowcą koni i rzeźbiarzem (o Franciszku Kwileckim można przeczytać w moich tekstach: Franciszek Kwilecki – rzeźbiarz z Dobrojewa http://regionszamotulski.pl/franciszek-kwilecki-rzezbiarz/; oraz Franciszek Kwilecki z Dobrojewa – człowiek renesansu http://regionszamotulski.pl/franciszek-kwilecki/; natomiast o stadninie w Dobrojewie w tekście Stadnina Kwileckich w Dobrojewie http://regionszamotulski.pl/stadnina-w-dobrojewie/).

Lata 20. i początek lat 30. był bardzo trudnym okresem dla majętności Dobrojewa. Niewiele brakowało, a doszłoby do licytacji całego majątku. Kłopoty finansowe były wynikiem z jednej strony wielkiego kryzysu końca lat 20. i początku 30., z drugiej natomiast zaangażowania finansowego Jadwigi w Powszechną Wystawę Krajową w Poznaniu (1929 rok). Na domiar złego, organizację PeWuKi Jadwiga przypłaciła najpierw zdrowiem – zachorowała na serce , a krótko potem śmiercią (zmarła 11 stycznia 1930 roku). Sytuację finansową Dobrojewa naprawił dopiero Jan Stefan Kwilecki – syn Franciszka i Jadwigi. Z uwagi na wysokie koszty utrzymania Dobrojewa Jan wraz z żoną Marią wyprowadzili się do wydzierżawionego od kuzyna Dobiesława majątku – Kobylniki koło Kościana (prof. Andrzej Kwilecki pisał, że Jan był dobrym rolnikiem i wzorowo wywiązywał się ze swoich obowiązków).

Ostatnim z Kwileckich, który urodził się w Dobrojewie, był syn Jana i Marii – Zdzisław Kwilecki (urodzony 28 maja 1938 roku). Z chwilą wybuchu II wojny światowej Dobrojewo przestało być ziemiańskim majątkiem, a do pałacu wprowadził się niemiecki zarządca. W Polsce Ludowej majątek Dobrojewo został przejęty przez Skarb Państwa, a na jego obszarze utworzono PGR.

Ok. 1890 r.

Barbara Kwilecka, ok. 1909 r.

Stefan Teodor Kwilecki, ok. 1910 r.

Przed pałacem w Dobrojewie ok. 1903 r. – Jadwiga i Franciszek Kwileccy oraz Jadwiga z synem Janem

Franciszek Kwilecki, ok. 1920 r.

Dożynki w Dobrojewie, 1930-1935. Hrabia Jan Kwilecki przyjmuje poczet włościan

Kwesta na organy, Dobrojewo, ok. 1939 r.

Maria Leonia Kwilecka i Katarzyna Krystyna Kwilecka w parku w Dobrojewie, ok. 1920 r.

Grupa rumuńskich dziennikarzy przed pałacem w Dobrojewie i odjazd grupy – ok. 1929 r.

Gospoda i dom inspektora, ok. 1944 r.


Stadnina Kwileckich w Dobrojewie

Stadnina hr. Franciszka Kwileckiego, ok. 1929 r.

Praca w polu. Konie ze stadniny hr. Franciszka Kwileckiego, ok. 1930 r.

Szóstka klaczy stadniny Dobrojewo, 1938 r.

Wystawa Poznańska – konkurs powozów. Piątka hr. Franciszka Kwileckiego, 1923 r.

Ogier Grand, urodzony w Dobrojewie w 1934 r., sprzedany w 1938 r. do cyrku angielskiego

Klacz czystej krwi arabskiej ze stadniny w Dobrojewie – Imci Pani, ur. 1914

Klacz półkrwi arabskiej – Alina, 8-lat, ze stadniny Franciszka Kwileckiego w trakcie Powszechnej Wystawy Krajowej w Poznaniu (1929 r.)

Aliant, ogier półkrwi arabskiej po Schagya X-12 i Alina ze stadniny Dobrojewo – w trakcie wystawy ogierów w Poznaniu, 1938 r.

Wzorowa stajnia – konie ze stadniny Franciszka Kwileckiego w trakcie Powszechnej Wystawy Krajowej w Poznaniu, 1929 r.

Pawilon Stadniny półkrwi arabskiej Franciszka hr. Kwileckiego z Dobrojewa w trakcie PeWuKi, Poznań 1929 r.

Najważniejszym obiektem zabytkowym w Dobrojewie są dwie oficyny i zabudowania gospodarcze stanowiące dawny zespół pałacowo-folwarczny. Obiekty znajdują się w południowej części wsi. Poniżej krótko przedstawię najważniejsze informacje o pałacu, a zainteresowanych jego historią i architekturą odsyłam do mojego tekstu Wielkopolskie Puławy w Dobrojewie (http://regionszamotulski.pl/palac-w-dobrojewie/).

Zespół pałacowy, jak wspomniałem, został wzniesiony w latach 1784-1786 dla Adama Kwileckiego. Na tablicy fundacyjnej na pałacu (1784) znajdowała się inskrypcja: „Za panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego, Adam z Kwilcza na Ostrorogu Kwilecki kasztelan P.: Ord. Św. Anny, Św. Stanisława, kawaler, sobie y Potomkom dom ten wystawił 1784”. W 1787 roku od strony ogrodu dobudowano do pałacu portyk kolumnowy, a do 1788 roku trwało wyposażanie wnętrz. Sam pałac był dość duży, parterowy, podpiwniczony, posiadał piętrową wystawkę. Całość miała liczne cechy barokowej symetrii i osiowości, co może stanowić nawiązanie do tradycji Wersalu. Również wnętrze było urządzone z wielkim gustem i artyzmem. Ozdobne tkaniny i malowidła oraz tapety zamówione w Berlinie nadawały wnętrzu pałacowych cech. Prawdopodobnie 12 kwietnia 1940 roku pałac został podpalony, a następnie w latach 1941-1942 rozebrany. Pożar strawił liczne pamiątki rodowe Kwileckich oraz okazałą biblioteką. Na temat samego pożaru snuto różne przypuszczenia, jedna z wersji mówi o tym, że niemiecki zarządca, aby zatrzeć ślady swoich finansowych kombinacji i rabunków dokonanych w pałacu, miał opłacić niemieckiego pilota, który podpalił pałac.


Prawdopodobnie jest to rozbiórka pałacu, ok. 1941-1942


Z zespołu pałacowego zachowały się natomiast dwie oficyny, zbudowane równocześnie z pałacem. Oficyna północna to siedmioosiowy, piętrowy, murowany i otynkowany budynek, z czterospadowym dachem krytym dachówką. Nad wejściem do oficyny znajduje się balkon wsparty na dwóch kolumnach. Natomiast na dachu usytuowano ozdobne okno z kamiennymi wazonami po bokach. Z kolei oficyna południowa jest parterowa, również murowana, siedmioosiowa. Nad wejściem znajduje się balkon i lukarna, a po obu jej stronach kamienne wazony. Całość budynku została zwieńczona czterospadowym dachem krytym dachówką.

Wojenną zawieruchę przetrwała również główna brama wjazdowa, która znajduje się w ogrodzeniu okalającym dawny zespół pałacowy. Sama brama została zbudowana w stylu klasycystycznym, w tym samym czasie co pałac. Jest murowana i otynkowana, składa się z czterech kwadratowych słupów krytych dachówką. Na dwóch słupach wewnętrznych znajdują się rzeźby wojowników z piaskowca, natomiast na zewnętrznych słupach umiejscowiono wazony. Ogrodzenie znajduje się po obu stronach bramy, na murowanych słupach usytuowano wazony. Na dziedzińcu, w jego północno-wschodniej części, znajduje się studnia o wysokości około 150 cm, zbudowana z kamienia polnego i zwieńczona czterema wazonami.


Brama wjazdowa i fronton pałacu, 1928 r.


Na uwagę zasługują również dawne zabudowania folwarczne, powstałe w pierwszej i drugiej połowie XIX wieku:

  • Spichlerz – późnoklasycystyczny, murowany z cegły i otynkowany. Trzykondygnacyjny, zbudowany na planie prostokąta, z przejazdem na osi środkowej. Dach dwuspadowy, kryty dachówką, z naczółkami i dymnikami w dwóch kondygnacjach.
  • Kuźnia – murowana z cegły, parterowa , obecnie częściowo rozebrana.
  • Stodoła ‒ zbudowana z kamienia polnego, obecnie częściowo rozebrana.

Do dawnego folwarku prowadzą dwie bramy: południowa, zbudowana w latach 1784-1786, granicząca z ogrodzeniem dziedzińca, oraz północna, zbudowana wraz ze stróżówką na początku XIX wieku.


Droga do pałacu i park – ok. 1910-1915


Zabudowania pałacowe i folwarczne otaczał park krajobrazowy o powierzchni 8 ha, założony w końcu XVIII wieku, oraz ogród w stylu francuskim, założony w latach 1787 – 1788. W parku zachowały się nieliczne elementy zdobnicze. W parkowym drzewostanie dominują graby, kasztanowce, akacje, sosny oraz lipy, w zachodniej części parku znajduje się okrągły staw otoczony grabami.

Z zabudowań w Dobrojewie warto również wymienić dwa domy w centrum wsi:

– parterowy budynek dawnej szkoły, zbudowany około 1850 roku, z dachem krytym dachówką i oryginalnym trójkątnym oknem nad wejściem,

– tzw. młynek, czyli dom młynarza, zbudowany w 1 połowie XIX wieku na planie ośmioboku.

W Dobrojewie znajduje się również wiele okazałych drzew, w szczególności należy wymienić: robinię o obwodzie 310 cm (obok oficyny północnej) oraz lipę o obwodzie 434 cm (w podwórzu gospodarczym). Do dawnego zespołu pałacowego prowadzi piękna podwójna aleja lipowo-grabowa, natomiast przy polnej drodze do Ordzina rośnie aleja kilkudziesięciu jesionów (wśród nich okazy o obwodach 360, 382 i 398 cm). Natomiast druga duża aleja jesionów znajduje się przy polnej drodze w kierunku Wielonka (wśród nich drzewa o obwodzie 283, 295 i 326 cm).


Oficyna północna, ok. 1970 r.


Będąc w Dobrojewie, warto przystanąć również przy dwóch XVIII-wiecznych barokowych rzeźbach fundacji prawdopodobnie Adama Kwileckiego. Obie rzeźby zlokalizowane są na północ od zespołu pałacowo-folwarcznego. W czasie okupacji niemieccy żołnierze walczyli z wszelkimi przejawami kultu religijnego, ale mieszkańcom Dobrojewa udało uratować się obie rzeźby, a w 1945 roku w miejscu starych zostały wybudowane nowe kapliczki i umieszczono w nich wspomniane rzeźby. Pierwsza z kapliczek, z kamienną rzeźbą Świętego Wawrzyńca, znajduje się przed budynkiem dawnej szkoły, naprzeciwko północnej bramy do folwarku. Rzeźba została umieszczona na murowanym słupie o wysokości około 4,5 metra, w którego wnęce umieszczono gipsową figurkę Matki Boskiej. Święty został przedstawiony w tradycyjny sposób – w stroju diakona (dalmatyce), z palmą męczeńską na prawym ramieniu i kratą (ruszt), o którą opiera lewą rękę (takie przedstawiani postaci świętego związane jest z jego śmiercią na rozżarzonej kracie).

Natomiast na skrzyżowaniu drogi wojewódzkiej 184 z drogą brukową do Binina stoi wysoka na około 5 metrów murowana kapliczka z drewnianą figurą Świętego Walentego. W cokole kapliczki znajduje się wnęka, wewnątrz której umiejscowiono gipsową figurkę Matki Boskiej. W górnej części kapliczki znajduje się rzeźba św. Walentego ubranego w strój kapłana i uzdrawiającego dziecko. Kapliczka jest otwarta z trzech stron i przykryta daszkiem krytym blachą i zwieńczonym krzyżem.

W czasie okupacji mieszkańcy Dobrojewa uratowali również rzeźbę Chrystusa z około 1750 roku, rzeźba do niedawna znajdowała się na krzyżu przy drodze wojewódzkiej 184 (obecnie w tym miejscu jest nowa rzeźba).

Przy drodze do Oporowa uwagę zwraca głaz narzutowy – dawny drogowskaz z napisem: „do Oporowa 1824”.

Literatura:

  1. Leonard Durczykiewicz, Dwory polskie w Wielkiem Księstwie Poznańskiem, Poznań 1912.
  2. Franciszek Gajewski, Pamiętniki Franciszka z Błociszewa Gajewskiego. Pułkownika wojsk polskich 1802-1831, Poznań 1913.
  3. Teresa Ruszczyńska, Katalog zabytków sztuki w Polsce, t. 5, z. 23: Powiat Szamotulski, Warszawa 1966.
  4. Zofia Ostrowska-Kębłowska, Architektura pałacowa drugiej połowy XVIII wieku w Wielkopolsce, Poznań 1969.
  5. Paweł Mordal, Inwentaryzacja krajoznawcza Miasta i Gminy Ostroróg, Ostroróg 1990.
  6. Andrzej Kwilecki, Kwilcz i inne majątki Kwileckich na przestrzeni wieków, Poznań 1996.
  7. Wirydianna Fiszerowa, Dzieje moje własne i osób postronnych: wiązanka spraw poważnych, ciekawych i błahych, Warszawa 1998.
  8. Andrzej Kwilecki, Ziemiaństwo wielkopolskie w kręgu arystokracji, Poznań 2004.
  9. Janina z Puttkamerów Żółtowska, Fragmenty wielkopolskie 1919-1933, Poznań 2006.
  10. Joanna Konopińska, Janina Fedorowicz, Marianna i róże: życie codzienne w Wielkopolsce w latach 1890-1914 z tradycji rodzinnej, Poznań 2016.
  11. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. 2, hasło Dobrojewo.
  12. Słownik historyczno-geograficzny ziem polskich w średniowieczu, red. Tomasz Jurek, hasło Dobrojewo.

Fotografie:

  1. Zbiory Wojciecha Kwileckiego, Pawła Przewoźnego
  2. Biblioteka Narodowa Polona.
  3. „Dziennik Poznański” 1930 nr 252.
  4. „Kurier Poznański” 1930 nr 239, nr 252.
  5. Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk.
  6. „Wieś Ilustrowana”, styczeń 1911.
  7. „Teatr i Życie Wytworne: czasopismo ilustrowane” 1929 nr 4-5.
  8. „Świat” 1928 nr 18.
  9. „Ilustracja Polska” 1931 nr 37.
  10. „Wielkopolska Ilustracja” 1929 nr 1.
  11. Wystawa i licytacja ogierów w Poznaniu w dniach 4 i 5 maja 1939 r.
  12. Teresa Ruszczyńska, Katalog zabytków sztuki w Polsce, 5, z. 23: Powiat Szamotulski, Warszawa 1966.
  13. „Gazeta Szamotulska” 1925 nr 72, 77; 1927 nr 3, 105, 1928 nr 36; 1929 nr 40, 42; 1930 nr 48, 52, 109.
  14. „Gazeta Rolnicza” 1922 nr 3.

Zdjęcia współczesne Michał Dachtera

Michał Dachtera

Mieszka w Szamotułach, ale jego serce zostało w Ostrorogu i okolicach.

Miłośnik historii, poszukiwacz archiwalnych zdjęć. Na Facebooku prowadzi profil Ostroróg na kartach historii.

Dobrojewo – historia2019-09-04T14:16:35+00:00