About Agnieszka Krygier-Łączkowska

Autor nie uzupełnił żadnych szczegółów
So far Agnieszka Krygier-Łączkowska has created 368 blog entries.

Zanim wybuchła II wojna wojna światowa

Zanim nastał wrzesień 1939 r.

Modlitwy o pokój, wiara w zwycięstwo i dozbrajanie armii

1939 rok kojarzy nam się przede wszystkim z wybuchem II wojny światowej. Zanim to jednak nastąpiło, Polacy – wśród nich mieszkańcy naszego miasta, Szamotuł – przeżyli 8 miesięcy pokoju. Rodziły się dzieci, młodzi się pobierali, inni umierali – toczyło się zwykłe życie. Wszyscy mieli plany na przyszłość, jakiś własny „ciąg dalszy nastąpi”, który 1 września – jeśli nawet nie został całkowicie zniweczony, musiał być mocno odłożony w czasie.

Winieta ostatniego przedwojennego numeru

„Tygodnik Parafii Szamotulskiej” 1939, nr 30

Modlitwy o pokój

Współcześnie jesteśmy przyzwyczajeni do modlitw o pokój, odbywających się przy obchodach różnych rocznic lub w specjalne dni, np. w kościele katolickim co roku 1 stycznia. Od wiosny 1939 roku w „Tygodniku Parafii Szamotulskiej”, piśmie, które zaczęto wydawać w końcu 1937 roku, kilkakrotnie pojawiały się informacje o modlitwach o pokój, z upływem czasu coraz więcej informacji o grożącym Polsce i Polakom niebezpieczeństwie. Pojawiają się słowa, które mogłyby być użyte w każdym czasie, np.: „Prośmy więc o błogosławieństwo dla siebie, dla rodzin naszych, Ojczyzny naszej, i o pokój Chrystusowy między narodami”. Inne teksty mówią wprost o zagrożeniu wojną: „W maju mamy sposobność dzień w dzień pielgrzymować do Jej [Maryi] tronu, modlić się i prosić o Chrystusowy pokój między narodami, a przede wszystkim o przemożną opiekę dla naszej krainy. Módlmy się, aby moc Jej uchroniła podległe Jej ziemie od grozy wojny i zniszczenia”. Motyw walki z wrogiem – także w aspekcie duchowym – rozwinięty został najbardziej w artykule o pielgrzymce Katolickiego Stowarzyszenia Mężów do Gniezna oraz tekście na temat rekolekcji dla mężczyzn, które odbyły się w kolegiacie szamotulskiej na początku kwietnia, przed Świętami Wielkanocnymi. Oto cytat z 1. artykułu: „Tylu wkoło nas ochrzczonych pogan, tylu którym wbija się w głowy niby nowe światopoglądy, tyle zła w słowie, mowie i piśmie, że mobilizować trzeba wszystkich zdolnych do służby Bożej. Wróg u bram domów naszych, wróg u bram ojczyzny. Modne dozbrojenie niech ma u Mężów specjalne znaczenie, dozbroić się duchowo na godne i pogodne niesienie krzyża Pańskiego”.

Drugi z wymienionych tekstów przytaczam poniżej w całości:


„Tygodnik Parafii Szamotulskiej” 1939, nr 14


Warto zwrócić uwagę, że dzięki sile ducha przyszła walka z wrogiem bez wątpienia będzie zwycięska.

„Tygodnik Parafii Szamotulskiej”, choć pojawiały się w nim artykuły o tematyce lokalnej oraz reklamy, z założenia był pisemkiem religijnym. W którymś momencie w omawianym czasie musiał pojawić się w nim tekst odnoszący się do problemu, czy chrześcijanin może popierać wojnę. Zasadnicza myśl jest taka, że dla osoby wierzącej najważniejsze jest przykazanie miłości i Chrystusowy pokój. Zaraz jednak pojawia się „ale”, czyli pokój tak, „ale nie za wszelką cenę”, chrześcijanin zaś jest człowiekiem pokoju, „ale nie niedołęgą i tchórzem”. Trzeba modlić się o pokój i nie wolno dążyć do wojny, ale w wojnie, która prawdopodobnie nastąpi, my jesteśmy po stronie dobra – będzie to tzw. święta wojna. Co więcej, autor artykułu z wojną wiąże pewne nadzieje. Przyszłe zwycięstwo upokorzy bowiem złego sąsiada i „na długie czasy jego zbrodnicze chęci unieszkodliwi”.

Przekonanie o przyszłym zwycięstwie

To, że wojna, która nastąpi, da Polsce zwycięstwo, było wielokrotnie podnoszone w innym pisemku opublikowanym w Szamotułach w 1939 roku (kwiecień). Chodzi tu o „Jednodniówkę Strzelecką”, czyli wydawnictwo Związku Strzeleckiego „Strzelec” – organizacji paramilitarnej popierającej marszałka Piłsudskiego i jego obóz polityczny (w Szamotułach oddział „Strzelca” powstał po przewrocie majowym). 

Autorzy tekstów piszą, że do przetrwania narodowi niezbędny jest duch rycerski, którego nie zabraknie w silnym narodzie polskim: „Nie przeraża Polaków ani ilość nieprzyjacielskich dywizji, ani wyposażenie techniczne, ani czyjkolwiek tupet. Wierzymy bowiem, że ilość naszych własnych dywizji, ich sprzęt techniczny, ich duch bojowy i męska postawa całego narodu najzupełniej wystarczą do zwycięstwa”. Wychwalani są polscy dowódcy, zwłaszcza wódz naczelny Edward Rydz-Śmigły, wokół którego po śmierci Józefa Piłsudskiego zrodził się swoisty kult. Przypominana się też konkretne polskie sukcesy militarne: zwycięstwa na Psim Polu, pod Grunwaldem i Wiedniem oraz w 1920 roku. Autor jednego z tekstów pisze wręcz, że Niemcy z Polakami właściwie nigdy nie wygrali.


„Jednodniówka Strzelecka”, Szamotuły 1939


Przebijająca z tych tekstów pewność siebie, a nawet buta – w kontekście wydarzeń, które nastąpiły po wrześniu 1939 roku – razi, wydaje się wręcz żałosna. Trzeba jednak pamiętać, że ówczesny kontekst był zupełnie inny. Od zwycięskiego powstania wielkopolskiego i od odparcia bolszewików minęło przecież mniej niż 20 lat!

Pierwsza strona pisma

Defilada przed starostwem (dziś Urząd Miasta i Gminy), Szamotuły, ul. Dworcowa. Zdjęcie opublikowane w „Jednodniówce Strzeleckiej”

„Jednodniówka Strzelecka”, Szamotuły 1939

„Tygodnik Parafii Szamotulskiej” 1939, nr 16

„Tygodnik Parafii Szamotulskiej” 1939, nr 16

„Tygodnik Parafii Szamotulskiej” 1939, nr 19

„Tygodnik Parafii Szamotulskiej” 1939, nr 23

Przedmowa do książki Andrzeja Hanyża Ziemia szamotulska w walce o wolność 1793-1919, Szamotuły 1939

Przedwojenne grono profesorskie Gimnazjum i Liceum im. ks. Piotra Skargi w Szamotułach. 1. z prawej na górze – Andrzej Hanyż (nauczyciel historii i geografii), 3. z lewej stoi Stanisław Owsiany (lekarz szkolny). Zdjęcie – własność Andrzej Nowak.

Stanisław Owsiany (1888-1940) ‒ lekarz, uczestnik 1. wojny światowej, powstaniec wielkopolski, kapitan Wojska Polskiego, działacz społeczny (przez wiele lat był prezesem zarządu szamotulskiego „Sokoła”, działał  w Towarzystwie Powstańców i Wojaków, pełnił honorową funkcję wiceburmistrza miasta), przewodniczący Komitetu Ufundowania Broni. Brał udział w wojnie obronnej 1939 r., internowany w Kozielsku, zginął w lesie koło Katynia. Zdjęcie z książki Pamiętnik jubileuszowy „Sokoła” w Szamotułach 1887-1927 (powtórzone w książce A. Hanyża).

Szamotulscy powstańcy wielkopolscy ze sztandarem – 2.07.1939 r., Rynek w Szamotułach

Widok na pomnik Powstańca w Szamotułach, ul. Dworcowa. Odsłonięty we wrześniu 1929 r., zniszczony przez Niemców we wrześniu 1939 r. (więcej o pomniku w artykule http://regionszamotulski.pl/pomnik-powstania-wielkopolskiego/).


Dozbrojenie

Słowo dozbrojenie w jednym z przytoczonych cytatów z tekstów powstałych kilka miesięcy przed wojną określone zostało jako „modne”. Warto zwrócić uwagę na celowość używania tego słowa w tamtym okresie i unikanie czasownika uzbroić. Posłużenie się czasownikiem uzbroić mogłoby sugerować nieprzygotowanie armii do działań zbrojnych, ujawniłoby słabość wobec wroga, a przecież polskie wojsko oceniano jako dobrze przygotowane do ewentualnego konfliktu! Natomiast dozbrojenie to zakup dodatkowego sprzętu wojskowego, nie podważa to już właściwego wyposażenia armii.

Wiosną 1939 roku ogłoszono Pożyczkę Obrony Przeciwlotniczej, czyli wewnętrzną pożyczkę państwową (w formie obligacji) na rozbudowę lotnictwa wojskowego i obrony przeciwlotniczej. Dzięki niej, jak napisał autor jednego z tekstów w „Tygodniku Parafii Szamotulskiej”, Polska miała „stać się jedną z największych potęg lotniczych”. W obu omawianych tu szamotulskich pismach powtarzane były wezwania do obywatelskiej ofiarności na ten cel.


2.07.1939 r. – uroczystość na Rynku w Szamotułach


W Szamotułach powstał Komitet Ufundowania Broni, który zbierał środki na zakup broni dla jednostki złożonej z mieszkańców powiatu. Jednostką tą był Szamotulski Batalion Obrony Narodowej, który  razem z siedmioma innymi batalionami wchodził w skład Poznańskiej Brygady Obrony Narodowej, utworzonej w kwietniu 1939 roku. Do jednostek tego typu powoływano rezerwistów starszych roczników (1900-1910), część z nich miała za sobą udział w powstaniu wielkopolskim, wojnie polsko-bolszewickiej, a niektórzy nawet w 1. wojnie światowej. Na czele Komitetu Ufundowania Broni stanął Stanisław Owsiany – znany szamotulski lekarz i działacz społeczny, a na dowódcę Szamotulskiego Batalionu ON powołano kpt. Stanisława Steczkowskiego – komendanta powiatowego Przysposobienia Wojskowego. Na rzecz zakupu broni przeznaczono także dochód z wydanej w czerwcu 1939 roku książki Ziemia szamotulska w walce o wolność 1793-1919 r., autorstwa Andrzeja Hanyża – zasłużonego nauczyciela szamotulskiego gimnazjum oraz znanego regionalisty.


2.07.1939 r. – uroczystość na Rynku w Szamotułach. 1. z lewej gen. Edmund Knoll-Kownacki, obok starosta szamotulski Adam Narajewski. Zdjęcie udostępnił Ireneusz Walerjańczyk


2 lipca 1939 roku na Rynku w Szamotułach odbyła się uroczystość poświęcenia sztandaru koła Związku Powstańców Wielkopolskich, połączona z zaprzysiężeniem żołnierzy Szamotulskiego Batalionu ON oraz przekazaniem zakupionej broni: 3 ciężkich karabinów maszynowych (cekaemów), 1 karabinu przeciwlotniczego i jednego samochodu wojskowego. W wydarzeniu tym wzięli udział: gen. Edmund Knoll-Kownacki, władze cywilne, powstańcy, przedstawiciele organizacji oraz rzesze mieszkańców miasta. Po poświęceniu sztandaru odbyła się msza przy ołtarzu usytuowanym na Rynku obok krzyża, a następnie poświecenie i przekazanie broni oraz uroczysta defilada pod pomnikiem Powstańca przy ul. Dworcowej.

Filmowe migawki z tego wydarzenia obejrzeć można w przedwojennej Polskiej Kronice Filmowej.

Przekazanie broni Szamotulskiemu Batalionowi Obrony Narodowej

Obejrzyjcie kilka ujęć filmowych z przedwojennych Szamotuł (uwaga – dźwięk nagrany z opóźnieniem). Uroczystość przekazania broni Szamotulskiemu Batalionowi Obrony Narodowej odbyła się na Rynku przy krzyżu 2 lipca 1939 r. (w czołówce podano złą datę). Już wkrótce na naszym portalu będzie można przeczytać tekst o Szamotułach w przededniu wojny (źródło youtube.com, kanał Pathe 1939).Przypominamy, że nie jest to jedyny film, na którym można zobaczyć Szamotuły z okresu międzywojennego. Powstały prawdopodobnie w 1927 r. film oraz komentarz do niego znajdziecie pod linkiem http://regionszamotulski.pl/pierwszy-film-krecony-w-szamotulach/.

Opublikowany przez Region szamotulski – portal kulturalno-historyczny Środa, 29 sierpnia 2018


Emocje tego dnia oddaje artykuł zamieszczony w „Tygodniku Parafii Szamotulskiej”:


„Tygodnik Parafii Szamotulskiej” 1939, nr 28


Uroczystość przekazania broni Szamotulskiemu Batalionowi ON. Zdjęcie – Narodowe Archiwum Cyfrowe


Narastanie konfliktów lokalnych

Na krótko przed wybuchem II wojny światowej Szamotuły były miasteczkiem zamieszkiwanym przez 9114 osób. W tej liczbie było około 700 osób narodowości niemieckiej i dużo mniej – niż się czasem przypuszcza – ludności żydowskiej, bo jedynie kilka rodzin.

W okresie od początku 1939 roku do wybuchu wojny z samych Szamotuł wyjechało 48 młodych Niemców, którzy za niemiecką granicą szkolili się, aby wziąć udział w przyszłej wojnie. Niektórych miejscowych Niemców oskarżono o znieważanie narodu polskiego, a w sierpniu 1939 roku szamotulski pastor Reinhold Giesel został – na podstawie decyzji wojewody – wydalony z Wielkopolski za głoszenie haseł rewizjonistycznych.

Jak wynika z tekstu opublikowanego w „Tygodniku Parafii Szamotulskiej”, miejscowa ludność niemiecka rozpowszechniała informacje o spadku wartości polskiej waluty, przez co podważała stabilność gospodarczą Polski. „Wojna toczy się w najlepsze – co prawda bezkrwawa wojna nerwów – którą musimy, na równi z każdym innym najazdem, wygrać” – pisał autor tekstu.

Ostatni numer cytowanego pisma ukazał się z datą niedzieli 27 sierpnia 1939 roku. W środę – 30 sierpnia ogłoszono powszechną mobilizację, w związku z czym odroczony został także początek roku szkolnego.   

Zamieszczone tu materiały z parafialnego tygodnika gromadziłam przy okazji, czytając publikowane na łamach pisma teksty o dziejach obrazu „Szamotuł Pani”. Pod sierpniowym odcinkiem – jak zwykle – znalazła się informacja: „ciąg dalszy nastąpi”. Nie nastąpił, historia została przerwana, podobnie jak życie wielu Polaków, którzy w piątek 1 września 1939 roku obudzili się w kraju ogarniętym wojną. Ginęli w wojnie obronnej, w obozach, egzekucjach, powstaniu warszawskim, wywiezieni na Wschód przez drugiego – sowieckiego – najeźdźcę. Był wśród nich ten, który z dumą przekazywał Szamotulskiemu Batalionowi ON uzbrojenie zakupione ze składek mieszkańców miasta i okolic. Dr Stanisław Owsiany na zawsze pozostał w lesie katyńskim.

Agnieszka Krygier-Łączkowska


Latem 1939 r. w Szamotułach pobrali się m.in. Barbara i Henryk Nowakowie (ślub 19.07) (por. wspomnienie http://regionszamotulski.pl/henryk-nowak-sportowiec-nauczyciel-i-trener/) oraz Leontyna i Teodor Wąsowscy (ślub 2.08) (por. tekst http://regionszamotulski.pl/daromila-wasowska-tomawska-krawcowa-egzekucja-i-narodziny/).

„Tygodnik Parafii Szamotulskiej” 1939, nr 34

Wzrost nastrojów rewizjonistycznych – rezygnacja redakcji „Tygfodnika Parafii Szamotulskiej” z zamieszczania ogłoszeń niemieckiej firmy. „Tygodnik Parafii Szamotulskiej” 1939, nr 16

„Tygodnik Parafii Szamotulskiej” 1939, nr 19

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Od urodzenia związana z Szamotułami. Polonistka (jak mama) i regionalist(k)a (jak tata).

Dr nauk humanistycznych, redaktor i popularyzator nauki. Prezes Stowarzyszenia WOLNA GRUPA TWÓRCZA, wiceprezes Szamotulskiego Stowarzyszenia Charytatywnego POMOC.

Zanim wybuchła II wojna wojna światowa2021-01-02T23:10:29+01:00

Nagrobek Jakuba Rokossowskiego – cenne dzieło Hieronima Canavesiego

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Nagrobek podskarbiego koronnego Jakuba Rokossowskiego z bazyliki w Szamotułach, czyli cenne dzieło włoskiego mistrza doby renesansu

Przy filarze otwierającym prezbiterium bazyliki kolegiackiej w Szamotułach znajduje się nagrobek podskarbiego koronnego Jakuba Rokossowskiego, wykonany przez Włocha Hieronima Canavesiego. Jest to jeden z ważniejszych zabytków tego kościoła, pod względem wartości artystycznych wymieniany zaraz po rzeźbie Chrystusa ukrzyżowanego z belki tęczowej i spiżowej płycie Andrzeja Szamotulskiego.


Postać Jakuba Rokossowskiego z nagrobka Hieronima Canavesiego. Zdjęcie Ireneusz Walerjańczyk


Twórca

Hieronim Canavesi (ok. 1525-82) najprawdopodobniej pochodził z Mediolanu i do Polski przybył około 1552 roku. Przez dłuższy czas współpracował w Krakowie z innym włoskim rzeźbiarzem – Janem Marią Mosca, zwanym ze względu na swoje pochodzenie z Padwy: Padovano (1493-1574). W 1562 roku po raz pierwszy Canavanesi został nazwany nadwornym artystą króla Zygmunta Augusta. W 1572 uzyskał obywatelstwo Krakowa, a rok później został starszym cechu murarzy i kamieniarzy.  

Uważa się, że dzieła obu twórców: Padovana i Canavesiego wywarły wielki wpływ na polską rzeźbę końca XVI i 1. połowy XVII w. Trzeba jednak dodać, że twórczość Padovana, którą cechuje finezja i miękkość linii rzeźbionych postaci, oceniana jest wyżej od prac Canavesiego.


Rzeźba Andrzeja I Górki – środkowa część nagrobka w katedrze poznańskiej. Zdjęcie z 1943 r.


Dzieła

Canavesi wykonywał głównie rzeźby nagrobkowe. Zachowały się tylko dwa podpisane przez niego nagrobki [„Opus Hieronimi Canavesi (…)”], oba znajdują się w katedrze poznańskiej. W kaplicy Najświętszego Sakramentu (inaczej: kaplicy Świętego Krzyża lub Górków) umieszczono monumentalny nagrobek rodziny Górków, powstały w 1574 roku. Ufundowany przez Andrzeja II Górkę nagrobek stanowi interesujące połączenie różnego typu rzeźb nagrobkowych. W niszach znajdujących się w środkowej części zostały umieszczone rzeźby postaci rodziców Andrzeja II: Andrzeja I Górki (1500-1551) i Barbary z Kurozwęckich (1500-1545). Są to wyobrażenia zmarłych w pozycji leżącej. Po bokach znajdują się figury stojące, które przedstawiają zmarłych biskupów z tej rodziny: Uriela (biskupa poznańskiego, ok. 1435-1498) i Łukasza II (biskupa włocławskiego, 1482-1542). Na cokole umieszczono płaskorzeźbę ukazującą klęczące postacie dzieci Andrzeja I i Barbary Górków. Całość wieńczy figura Chrystusa Zmartwychwstałego, pod nią oraz na dole po bokach umieszczone zostały kartusze z herbami. Postacie wyrzeźbione są z czerwonego marmuru, a obudowę wykonano z białego wapienia (w innych nagrobkach z piaskowca). Drugie dzieło dłuta Canavesiego, umieszczone w kaplicy Świętej Trójcy, to powstały w latach 1575-76 nagrobek biskupa Adama Konarskiego (1526-74), ufundowany przez kapitułę poznańską.

Warto dodać, że osoby z nagrobka Górków były ściśle związane z Szamotułami. Matką biskupa Uriela Górki była Katarzyna, córka Dobrogosta Świdwy Szamotulskiego. Jego bratanek Łukasz II został właścicielem części Szamotuł, gdyż ożenił się z jedyną córką Andrzeja Świdwy Szamotulskiego (swoją dalszą kuzynką). W dojrzałym wieku złożył wszystkie urzędy, przyjął święcenia i został biskupem. Pochowany w katedrze Andrzej I był synem późniejszego biskupa i kolejnym właścicielem części Szamotuł. Synowie Andrzeja I nie spoczęli już w rodzinnym grobowcu. Pochówek w katedrze najwcześniej zmarłego z nich Łukasza III (męża Halszki) zablokował biskup Adam Konarski, uwieczniony później na 2. nagrobku Canavesiego. Było to związane z faktem, że wszyscy trzej bracia z ostatniego pokolenia Górków (zmarli bezpotomnie) byli luteranami.


Płaskorzeźba z nagrobka rodziny Górków. Klęczący synowie Andrzeja I nie zostali pochowani w katedrze ze względu na wyznanie. Zdjęcie z 1998 r.


Inne dzieła Canavesiego albo się nie zachowały, albo nie były sygnowane. Do tej grupy nagrobków uznawanych za dzieła włoskiego rzeźbiarza zaliczany jest nagrobek Jakuba Rokossowskiego z bazyliki kolegiackiej w Szamotułach. Podobnie jak inne prace Canavesiego wykonany jest z piaskowca i czerwonego marmuru. W części środkowej znajduje się postać rycerza w zbroi, w pozycji półleżącej, z mieczem, buławą i stojącym w nogach hełmem. Na umieszczonej poniżej tablicy w języku łacińskim wymieniono zasługi zmarłego. Na górze usytuowany jest kartusz z herbami: Glaubicz, Łodzia, Leliwa i Świnka. Herb Glaubicz należał do ojca Jakuba – Macieja, Łodzia – do matki Anny z Rąbińskich, Leliwa – babki ze strony ojca – Anny Ostrowieckiej, Świnka – babki ze strony matki – Anny Czackiej. Nagrobek okalają gzymsy i pilastry, czyli płaskie filary. W 2000 r. nagrobek przeszedł renowację.

Jakub Rokossowski

Nie wiadomo, czy Hieronim Canavesi i Jakub Rokossowski kiedyś się spotkali. Jakub Rokossowski (ok. 1524-1580) zmarł nagle w Krakowie, w czasie jednej z wielu swoich podróży. Czy planował swój nagrobek za życia jak Andrzej Szamotulski (zmarły w 1511 roku), który sam w znanym zakładzie Vischerów w Norymberdze zamówił spiżową płytę nagrobną, umieszczoną po jego śmierci w kościele w Szamotułach (zob. http://regionszamotulski.pl/plyta-nagrobna-andrzeja-szamotulskiego/). Chyba jednak nie. Wykonawcą testamentu Jakuba Rokossowskiego był siostrzeniec – ks. Jan Pawłowski, to jego starania przyczyniły się także do umieszczenia w szamotulskim kościele nagrobka zmarłego.

W momencie śmierci Jakub Rokossowski sprawował funkcję podskarbiego koronnego, był osobą znaną w ówczesnej Rzeczypospolitej, o jego zaletach pisali w swoich utworach  Mikołaj Rej i Andrzej Trzecieski (przed 1530-1584) – poeta polsko-łaciński, tłumacz i działacz reformacyjny, do którego tekstów kilka swych utworów napisał Wacław z Szamotuł.

Właścicielem części tzw. klucza szamotulskiego, czyli połowy miasta oraz wsi Gąsawy (dzisiejszych Gąsaw) oraz części we wsiach: Gaj, Gałowo, Jastrowie (Jastrowo), Kępa , Nowawieś i Szczuczyn, Jakub Rokossowski został w 1579 roku, czyli na rok przed śmiercią. Odkupił je od Stanisława – ostatniego z potężnego rodu Górków, który odziedziczył majątek po swoim bracie Łukaszu III. Inną część majątku podskarbiego Rokossowskiego stanowił Sieraków z 11 okolicznymi wsiami, a także miasteczko Margonin (dziś w powiecie chodzieskim), 2 wsie w powiecie wschowskim oraz części w rodzinnym Rokosowie i Żytowiecku (powiat kościański).


Rzeźba postaci Jakuba Rokossowskiego z nagrobka w bazylice kolegiackiej. NAC, zdjęcie z 1934 r.


Od 2. połowy XV w. Szamotuły były podzielone między dwóch właścicieli; początkowo należeli oni do dwóch różnych gałęzi rodu Świdwów Szamotulskich. Po podziale miasta dotychczasowy zamek (zamek świdwiński), znajdujący się w miejscu późniejszego klasztoru franciszkanów, przestał wystarczać. Andrzej Świdwa Szamotulski zbudował więc zamek północny (dzisiejszy zamek Górków). Po śmierci Andrzeja Szamotulskiego w 1511 zamek i tę część majątku Szamotulskich przejął zięć Łukasz II Górka, który zamek następnie rozbudował (więcej o rodzinie Szamotulskich w tekście http://regionszamotulski.pl/szamotulscy/).

Do Jakuba Rokossowskiego – jak wspomniano – należała przejęta od Górków, północna, część Szamotuł. Właścicielem południowej części miasta był wówczas Jan Świdwa Szamotulski. Na prośbę obu właścicieli król nadał Szamotułom prawo do odbywania dwóch jarmarków w roku.

Działalność publiczna Jakuba Rokossowskiego wypadła na lata panowania 3 polskich królów: Zygmunta Augusta, Henryka Walezego i Stefana Batorego. Był wielokrotnie posłem na sejm, uczestniczył w dyskusji nad warunkami unii polsko-litewskiej. Odegrał dość istotną rolę w czasie bezkrólewia po śmierci Zygmunta Augusta i przygotowań do pierwszej wolnej elekcji. Po wyborze na tron Henryka Walezego wraz z biskupem krakowskim i wojewodą podolskim czuwał nad przygotowaniami do koronacji i pogrzebu poprzedniego władcy. Podskarbim koronnym został za czasów kolejnego władcy – Stefana Batorego. Był człowiekiem niezwykle przedsiębiorczym. Przez lata dzierżawił od kolejnych władców cła, to znaczy w imieniu króla organizował ich pobór, odprowadzał do kasy królewskiej określoną kwotę, a nadwyżkę zostawiał dla siebie. Sprawując tę niewdzięczną funkcję, zyskał bardzo dobrą opinię i jeszcze po latach jego postępowanie stawiano za wzór. Pod koniec życia zaangażował się w przemyśle solnym i współzarządzał mennicą królewską w Olkuszu.

Nagrobek Jakuba Rokossowskiego znajduje się na filarze otwierającym dzisiejsze prezbiterium szamotulskiej bazyliki kolegiackiej. Dziwić więc może informacja, że Rokossowski najprawdopodobniej był protestantem (luteraninem). Warto jednak uświadomić sobie, że w XVI w. Szamotuły stanowiły silny ośrodek reformacji. W 1569 r. została oddana przez właścicieli miasta luteranom, a po 1573 roku braciom czeskim. Mimo nadzoru nad kolegiatą tych ostatnich od 1575 roku katolicy znów mogli odprawiać tam nabożeństwa, a w 1594 roku odzyskali ją na stałe. Świątynię przekazał im wówczas wnuk Jakuba Rokossowskiego, noszący to samo imię i nazwisko co dziadek.

Nagrobek Andrzeja I Górki i jego żony Barbary z Kurozwęckich, katedra w Poznaniu. Rysunek Atanazego Raczyńskiego, 1842 r.

Nagrobek rodziny Górków. Zdjęcie z okresu międzywojennego

Nagrobek bpa Adama Konarskiego, katedra w Poznaniu. Zdjęcie z 1930 r.

Nagrobek Jakuba Rokossowskiego, bazylika kolegiacka w Szamotułach. Zdjęcie Ireneusz Walerjańczyk

Kartusz herbowy, nagrobek Jakuba Rokossowskiego

Nagrobek rodziny Górków. Fotopolska, zdjęcie z 2014 r.

Rzeźba Barbary z Kurozwęckich, nagrobek rodziny Górków. Zdjęcie z 1998 r.

Nagrobek bpa Adama Konarskiego. Zdjęcie ze zbiorów AMP

Nagrobek Jakuba Rokossowskiego – cenne dzieło Hieronima Canavesiego2022-02-20T12:35:51+01:00

Klemensowo, Forestowo i Stefanowo – osady leśne Kwileckich

Osady leśne Kwileckich

W okresie posiadania przez Kwileckich majątku zwanego „Ostroroszczyzną” (a później Dobrojewszczyzną), czyli od 1737 roku do 1939 roku, w lasach od Wielonka w kierunku Zajączkowa powstały trzy osady: Klemensowo, Forestowo oraz Stefanowo (obecnie gmina Pniewy).

Informacje na temat dwóch pierwszych miejscowości znajdujemy w Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich” (w tomie II i IV). Dowiadujemy się z nich, że obie miejscowości u schyłku XIX wieku stanowiły folwarki Kwileckich z Dobrojewa. W Klemensowie była leśniczówka i trzy domy, w sumie zamieszkiwało je 28 mieszkańców. Natomiast w Forestowie stał 1 dom z 6 mieszkańcami.

Pod koniec XIX wieku w Klemensowie z inicjatywy Stefana hr. Kwileckiego powstała leśniczówka, tartak oraz kolejka leśna, która docierała do Dobrojewa, a stamtąd dalej linią Międzychód – Szamotuły.


Lasy Dobrojewskie na mapie z 1892 r.


W archiwalnych gazetach możemy znaleźć nazwiska pracowników Kwileckich. I tak w 1882 roku nadleśniczym Lasów Dobrojewskich był Wiewiórkowski, a gajowym pod Bielejewem Frejtak. W 1890 roku leśniczym w Klemensowie był Rektorowski. Co najmniej w latach 1935 -1937 urząd ten sprawował Tokarski. 

Zgodnie z rozporządzeniem Wojewody Poznańskiego z dnia 22 września 1934 roku Gminę Ostroróg podzielono na 9 gromad. Klemensowo, Forestowo i Stefanowo weszły w skład gromady Orliczko (wieś ta obecnie należy do gminy Pniewy).

W 1954 roku Forestowo i Klemensowo zostały przeniesiono do gromady Ostroróg, natomiast Stefanowo do nowo powstałej gromady Nojewo (gm. Pniewy).


Mapa z 1915 r.


Z obiektów historycznych w Klemensowie na uwagę zasługuje krzyż z 1884 roku. Po wjeździe do lasu od strony Wielonka skręcamy w pierwszą drogę w prawo i następnie w trzecią w prawo. Krzyż został postawiony przez Stefana Kwileckiego w związku z upolowaniem zwierzęcia przez syna Jana (Jan Kanty Kwilecki 1876-1882). Na krzyżu znajduje się napis „Na pamiątkę października 1881 roku Jasiowi Kwileckiemu” oraz „zm. 13.07.1882 roku”. Natomiast na cokole: „postawił ojciec 1884”.

Michał Dachtera


Mapa z 1931 r.

Mapa 1940 r.


Literatura:

  1. „Gazeta Szamotulska” 1934 nr 114.
  2. „Goniec Wielkopolski” 1882 nr 277.
  3. Pamiętnik Koła Śpiewackiego św. Cecylji w Ostrorogu z okazji uroczystości 25-letniego istnienia 1911-1936, Ostroróg 1936.
  4. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. 2, Warszawa 1881; t. 4, Warszawa 1883.

Fotografie:

  1. „Dziennik Urzędowy Województwa Poznańskiego” 1927 nr 48.
  2. „Gazeta Szamotulska” 1925 nr 137, 1926 nr 17, 1927 nr 46, 1933 nr 131, 1934 nr 179, 1935 nr 110.
  3. „Goniec Wielkopolski” 1882 nr 277.
  4. „Nowy Kurjer” 1937 nr 30.
  5. „Rynek Drzewny i Budowlany” 1929 nr 32.
  6. „Rynek Metalowy i Maszynowy” 1930 nr 18.
  7. „Wielkopolanin” 1890 nr 72, 1900 nr 123, 1913 nr 153.

Zdjęcia współczesne Andrzej Bednarski

Szamotuły, 27.08.2019 r.

Z dawnej prasy

Michał Dachtera

Mieszka w Szamotułach, ale jego serce zostało w Ostrorogu i okolicach.

Miłośnik historii, poszukiwacz archiwalnych zdjęć. Na Facebooku prowadzi profil Ostroróg na kartach historii.

Klemensowo, Forestowo i Stefanowo – osady leśne Kwileckich2025-08-31T19:59:58+02:00

Adolf Roepke – fotograf szamotulan w czasach zaborów

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Adolf Roepke – fotograf szamotulan w czasach zaborów

Fotografie z napisem u dołu „Atelier A. Roepke” i adresem z pewnością można znaleźć w wielu albumach ze zdjęciami szamotulan z początku XX wieku. Bo też zakład fotograficzny Adolfa Roepkego był przez ponad ćwierć wieku prawdopodobnie jedynym miejscem, w którym mieszkańcy Szamotuł i okolic mogli się sfotografować.

Adolf Roepke nie był pierwszym fotografem, który miał swój zakład w Szamotułach. W zbiorach krakowskiego Muzeum Fotografii odnalazłam kilka zdjęć dwóch autorów, przy nazwisku których widnieje miejsce: Samter (Szamotuły). Są to P. Gull i Emil Müller. Zdjęcia datowane są orientacyjnie na ostatnią dekadę XIX w., brak też dokładnego adresu zakładu. Istnieje prawdopodobieństwo, że któryś z tych zakładów (a być może był to jeden zakład, który przechodził z rąk do rąk) przejął właśnie Adolf Roepke, który zamieszkał w Szamotułach ok. 1895 roku.

Historii Adolfa Roepkego i jego rodziny nie poznałabym, gdyby nie odezwała się do mnie jego prawnuczka – Angela Felińska z Poznania.

Adolf Roepke przeniósł się do Szamotuł z Friedebergu, czyli dzisiejszych Strzelec Krajeńskich. Na zdjęciach powstałych w latach 1895-1900 widnieją dwa adresy: Friedeberg, Richtstrasse 88 (dziś Strzelce Krajeńskie, ul. Bolesława Chrobrego)  i Samter, Bahnhofstrasse 39 (Szamotuły, ul. Dworcowa). Wynika z tego, że przez pierwsze lata pobytu w Szamotułach Adolf Roepke utrzymywał dwa zakłady: nowy w Szamotułach i dawny w Strzelcach Krajeńskich. Na zdjęciach powstałych ok. 1902 roku jest już tylko jeden napis: Samter i nowa lokalizacja zakładu: Neustadt 111 (Nowe Miasto, czyli dzisiejszy pl. Sienkiewicza). Na początku XX w. Adolf Roepke działał także we Wronkach – na zdjęciach znów pojawia się podwójna lokalizacja firmy. Najdłużej – od ok. 1905 r. – zakład mieścił się przy Töpferstrasse 6 (dziś Garncarska 13). W tym miejscu zamieszkała też rodzina fotografa.


Anneliese Roepke, ok. 1899 r. i z braćmi Albertem i Erichem, ok. 1901 r.


Adolf był z pochodzenia Niemcem i ewangelikiem. Ożenił się jednak – jak to wówczas często bywało – z Polką i katoliczką – Alwiną z domu Fautler. Alwina (1863-1958) urodziła się w Birnbaum, czyli w Międzychodzie. Młodzi pobrali się w 1884 r. w okolicach Frankfurtu. Na zdjęciach widać, że Alwina była bardzo piękną kobietą. Małżeństwo doczekało się trojga dzieci: dwóch synów i córki. Najstarszy był Albert, potem Anneliese (później nazywana Anelizą i Anną, 1898-1974) i Erich (1900-1986). Dwójka młodszych urodziła się już w Szamotułach. Wszystkie dzieci kształciły się w miejscowej szkole, tak jak ojciec zostały ewangelikami. W zachowanym pamiętniku Anelizy z wpisami kolegów z lat 1909-12 znaleźć można nazwiska dzieci wielu znanych w tamtym czasie szamotulan, są Niemcy, Polacy i Żydzi. Aneliza opowiadała wnuczce, że chodziła do szkoły razem z dziećmi różnych wyznań, a pastor, ksiądz katolicki i rabin przychodzili i na lekcje religii zabierali uczniów – każdy swoją grupkę. Albert i Erich po ukończeniu szkoły wyjechali dalej się kształcić w głębi Niemiec, obaj zostali inżynierami i nie powrócili już do Szamotuł.

W domu Angeli Felińskiej znajduje się także puchar – nagroda zdobyta przez pradziadka Adolfa w zorganizowanych w Szamotułach zawodach strzeleckich. Przez długie lata przechowywana była moneta, prawdopodobnie denar z czasów Władysława IV. W czasie kopania kanalizacji w Szamotułach znaleziono garnek z tymi monetami i mieszkańcy mogli je kupić. Niestety, jakiś czas temu denar poszedł na oględziny do rzeczoznawcy i już nie wrócił do właścicieli.


Zwykle najmniej zdjęć ma sam fotograf. Prawdopodobnie jedyne zachowane zdjęcie Adolfa Roepkego. Razem z nim na fotografii są żona Alwina i dzieci. Ok. 1903-1904.


W latach 1. wojny światowej Adolfowi Roepkemu przydzielono zadania związane z łącznością, zajmował się gołębiami, które wykorzystywane były przez armię niemiecką do przenoszenia wiadomości, a nawet przymocowywano do nich miniaparaty fotograficzne. W tej pracy pomagała mu córka Aneliza. Zmarł krótko przed zakończeniem wojny – 12 lipca 1918 r. Pochowany został prawdopodobnie na cmentarzu ewangelickim w Szamotułach przy pl. Kościelnym (Sienkiewicza), zlikwidowanym po 2. wojnie światowej. Alwina Roepke przez 3 lata prowadziła jeszcze zakład fotograficzny po mężu.

Informacje o kolejnych właścicielach można znaleźć w prasie. „Dziennik Powiatu Szamotulskiego” z 14 lipca 1921 roku zamieścił ogłoszenie, w języku polskim i niemieckim, o przejęciu zakładu przez Nowackiego i Porawskiego, nazywających siebie „długoletnimi fachowcami”, którzy będą się starali „ku ogólnemu zadowoleniu wszelkie prace wykonać” i proszą, aby „zaufanie byłej firmy na nich przenieść”. Trudno powiedzieć, czy jakość pracy była gorsza, czy zaufanie mniejsze niż wobec poprzednika, pewne jest natomiast, że już po roku zakład objął kolejny właściciel, a właściwie właścicielka – Zofia Brzezińska z domu Matuszczak – żona szamotulskiego witrażysty Michała Brzezińskiego, którego prace – wystawione w 1929 r. na Powszechnej Wystawie Krajowej – chwalił sam prezydent Ignacy Mościcki. Brzezińscy w budynku na Garncarskiej prowadzili oba zakłady: fotograficzny i witrażowniczy, a na początku lat 30. przenieśli je do nowego budynku przy Kościelnej 11 (dziś 13). Zdjęcia wykonywane w Szamotułach w okresie międzywojennym mają zwykle właśnie charakterystyczny odcisk „Foto Z. Brzezińska Szamotuły”.


Dom przy ul. Garncarskiej w Szamotułach – miejsce zamieszkania rodziny Roepków i zakład fotograficzny Adolfa


Wróćmy jednak do rodziny Adolfa Roepkego. Sprzedaż zakładu przez wdowę po nim wiązała się z wyprowadzką z Szamotuł. Właśnie w 1921 r, 28.06, Aneliza wyszła za mąż za Aleksandra Brodniewicza (1888-1933) z Sierakowa. Sama z rodziny mieszanej niemiecko-polskiej i ewangeliczka poślubiła Polaka, powstańca wielkopolskiego i katolika. Pochodzenie nie miało tu jednak większego znaczenia, bo Aleksander – kapitan Wojska Polskiego – bez trudu uzyskał zgodę władz zwierzchnich na ślub. Mąż Anelizy był kuzynem ks. Narcyza Putza, dawnego wikariusza szamotulskiej parafii kolegiackiej (1903-13), w czasie II wojny zamęczonego w obozie koncentracyjnym w Dachau i w 1999 r. ogłoszonego przez Jana Pawła II błogosławionym. Po ślubie młodzi zamieszkali w Poznaniu, razem z Alwiną, która po jakimś czasie przeniosła się do Niemiec do najmłodszego syna.

Aneliza z sentymentem wspominała Szamotuły. To było miasto jej dzieciństwa i młodości. Z niektórymi koleżankami z czasów szkolnych utrzymywała kontakty przez długie lata. W szamotulskim „Jeziórku” uczyła się pływać podtrzymywana na wędce, z rodzicami i rodzeństwem jeździła na majówki do Gałowa i Gaju Małego. Jeśli na początku października było jeszcze ciepło, swoje urodziny wyprawiała na dworze, w ogrodzie. Stykał się z nim sad, z którego owoce mama ofiarowywała w prezencie innym ludziom. Mieli kota, odprowadzającego Anelizę aż do dworca. I widocznego na fotografiach psa, który – gdy klient atelier nie zdjął kapelusza – na rzuconą przez Adolfa uwagę „Panu jest chyba gorąco” skakał wysoko i zrzucał nakrycie z głowy delikwenta.


Anneliese Roepke z psem, ok. 1920 r.


Wspominała, jak razem z rówieśnikami – jako duch – straszyła ludzi na ulicy i w pobliskim parku, w prześcieradle i z głową w wydrążonej dyni. Chodziła też na szkolne bale przebierańców. Na jednym z nich w stroju dziewczęcym wystąpił jej starszy brat Albert. Wpadł w oko jednemu z nauczycieli, który adorował go w czasie całej zabawy i miał potem z tego powodu duże nieprzyjemności.

Wspominała, jak w jej domu komentowano bicie dzwonów przy kolegiacie. Kiedy odbywał się pogrzeb jakiegoś zamożnego mieszkańca Szamotuł, odzywał się duży dzwon, który swoim niskim tonem rozgłaszał: „Miał – dał – miał – dał”. Kiedy chowano jakiegoś biedniejszego szamotulanina, słychać było mniejszy dzwon, który wyższym głosem jakby powtarzał: „Nie miał – nie dał – nie miał – nie dał”.  Opowiadała też o wielkim drzewie rosnącym przy kolegiacie – były to czasy kiedy był to najpotężniejszy wiąz w całej Wielkopolsce. W jej wersji opowieści drzewo nie było kojarzone z postacią króla Jana III Sobieskiego, lecz z Napoleonem Bonaparte, który miał ukryć się w konarach drzewa.

Kiedy w latach 50. i 60. Aneliza przyjeżdżała z wnuczką Andżelą do Szamotuł, wiele osób mówiło jej na ulicy: „dzień dobry”. Prawdopodobnie w starszym wieku upodobniła się do swojej matki Alwiny, a tę szamotulanie dobrze pamiętali.


Aneliza i Aleksander Brodnieiczowie z córką Gizelą, ok. 1930 r.


Inne fotografie wykonane w Atelier A. Roepkego


Z lewej – zdjęcie ślubne Franciszki i Bronisława Napierałów, 1906 r. (własność Jan Kulczak). Z prawej – nieznana rodzina (zdjęcie z aukcji internetowej)

Z lewej – zdjęcie dziewczynki w stroju komunijnym, ok. 1895-1900 (Muzeum  Fotografii w Krakowie). Z prawej – nieznane z nazwiska matka i córka, ok. 1900-1905 (zdjęcie z aukcji internetowej)

Z lewej Edward Karpiński (por. http://regionszamotulski.pl/rodzina-karpinskich/, zdjęcie – właśność Irena Krawczyńska). Z prawej – nieznane dzieci (zdjęcie z aukcji internetowej).

Z lewej – Kazimierz Maciej i Marianna Ludkowie, zdjęcie A. Roepke, 1910-14 (własność Wojciech Musiał). Z prawej – nieznana para (zdjęcie z aukcji internetowej).

Zdjęcia komunijne (własność Ewa Napierała)

Z lewej rodzina Gimzickich, stoi Kornelia Ossowska; z prawej – mężczyzna w mundurze (własność obu zdjęć Ewa Napierała)

Szamotuły, 22.08.2019

Zdjęcia innych szamotulskich fotografów (ok. 1885-1895)

Źródła fotografii powyżej – Muzeum Fotografii w Krakowie


Rewers fotografii z zakładu Adolfa Roepkego


Rodzina Adolfa Roepkego

Alwina Roepke w młodości (ok. 1885 r.)

Alwina Roepke, przed 1920 r.

Albert Roepke, ok. 1920 r.

1. strona pamiętnika Annelisy, 1909 r.

Anneliese, ok. 1915 r.

Anneliese Roepke, ok. 1920 r.

Anneliese Roepke, ok. 1920 r.

Aneliza i Aleksander Brodniewiczowie, 1. połowa lat 20. XX w.

Fragment ekspozycji w baszcie Halszki. Zdjęcie – Klub i Sekcja Fotograficzna SzOK


Zdjęcia rodzinne udostępniła Angela Felińska


Rodzina Rybarczyków: Władysław i Marta (w strojach komunijnych) z rodzicami Marią i Józefem oraz z młodszymi siostrami – Cecylią i Leokadią, 1912 r. (własność Jan Kulczak)

Nieznana kobieta (zdjęcie z aukcji internetowej)

Adolf Roepke – fotograf szamotulan w czasach zaborów2025-01-03T13:23:53+01:00

Pałac w Rudkach koło Ostroroga

Pałac w Rudkach

Około 1800 roku dla Teodora Cieleckiego, według projektu architekta Hilarego Szpilowskiego, został wybudowany pałac w Rudkach. Obiekt – niestety – nie przetrwał wojny. Został zburzony przez hitlerowców w 1940 roku. W niniejszym tekście postaram się nieco przybliżyć historię i architekturę tego obiektu.

O historii samej wsi napiszę w innym tekście, dziś przytoczę tylko kilka najistotniejszych informacji. Co najmniej od 1739 roku Rudki należały do Jana Mańkowskiego. Mańkowski zmarł bezpotomnie w 1882 roku. Po jego śmierci własność przeszła na spokrewnionych z nim Cieleckich. I tu zaczyna się nasza historia. Teresa Ruszyńska w książce Katalog zabytków sztuki w Polsce (t. 5, Województwo poznańskie, z. 23 Powiat Szamotuły) napisała, że zespół dworski w Rudkach został wzniesiony „[…] ok. 1800 przez arch. Hilarego Szpilowskiego dla pułkownika Macieja Cieleckiego”. W tym miejscu jest jednak błąd, który został powtórzony później w kilku innych źródłach, gdyż na skutek działów braterskich w 1790 roku Rudki i Szczepy dostał Teodor Cielecki, natomiast Maciej Cielecki – major wojsk konnych otrzymał Lipnicę i Wierzchaczewo (Teki Dworzaczka, Biblioteka Kórnicka). Potwierdza również to , że syn Macieja – Michał urodził się w 1792 roku w Lipnicy (Genealogia Potomków Sejmu Wielkiego, Marek Jerzy Minakowski). Zofia Ostrowska-Kębłowska (Architektura pałacowa II połowy XVIII wieku w Wielkopolsce), również napisała, że pałac w Rudkach został zbudowany dla Teodora Cieleckiego. Także w „Dzienniku Poznańskim” z 5 października 1870 roku znajdujemy informację, że Maciej Cielecki był dziedzicem Lipnicy i Wierzchaczewa, i dalej, że po bezdzietnej śmierci jego brata, Teodora Cieleckiego, dobra Rudki oraz Gaje Wielkie przypadły córce Macieja – Teodorze Cieleckiej. Teodora Cielecka wyszła za mąż za generała brygady w powstaniu listopadowym – Emiliana Węgierskiego h. Wieniawa (więcej o generale pod linkiem http://regionszamotulski.pl/gen-emilian-wegierski/).


Zespół pałacowy w Rudkach ok. 1911 r.


Wróćmy jednak do pałacu. W popularnym albumie Leonarda Durczykiewicza Dwory polskie w Wielkim Księstwie Poznańskim z 1912 roku znajdujemy jedynie zdjęcie pałacu w Rudkach, natomiast opis jako jeden z nielicznych został sprowadzony do jednego zdania: „Powiat szamotulski. Własność Mańkowskich”.

Z opracowania Teresy Ruszyńskiej dowiadujemy się, że pałac był „[…] Klasycystyczny. Złożony z piętrowego dworu i dwóch oficyn połączonych z nimi ćwierćkolistymi galeriami arkadowymi. Dwór i galerie zburzone w 1940 przez hitlerowców. Dziedziniec zajazdowy zamknięty ogrodzeniem z bramą; na osi dworu, w kierunku drogi na Szamotuły stara aleja dojazdowa.

A. Oficyny. Analogiczne, po obu stronach dziedzińca. Murowane, otynkowane. Parterowe, prostokątne, siedmioosiowe. Nakryte dachami naczółkowymi. Nad drzwiami na osi trójkątne frontoniki.
B. Brama. Wjazd ujęty murowanymi portykami, w których przejścia flankowane doryckimi kolumnami, zwieńczone gzymsem, schodkowymi attykami i rzeźbami lwów. – W ogrodzeniu z żelaznej karty kamienne klasycystyczne wazony”.


Brama wjazdowa do zespołu pałacowo-parkowego w Rudkach w latach 1930-1935. Na dole siedzi Hanna Rudzka-Cybisowa.


Kilka krótkich wzmianek na temat pałacu znajdujemy również we wspomnianej już wcześniej książce Zofii Ostrowskiej-Kębłowskiej:

„Grecko-dorycka czy toskańska kolumna pojawia się zupełnie wyjątkowo. Około roku 1800 zastosuje ją podaj pierwszy raz Hilary Szpilowski projektując bramę wjazdową do pałacu w Rudkach, a także nieznany niemiecki architekt, który w roku 1800 przebudował stajnie i wozownie w Rogalinie”.

„Wśród działających w tym czasie w Wielkopolsce architektów wymienić trzeba przede wszystkim Stanisława Zawadzkiego, który przebywał  tu zapewne dłużej niż niegdyś Langhans czy Kamsetze. Sporadycznie, o ile wiemy, pojawił się około 1800 roku (lub nieco wcześniej) Hilary Szpilowski wznosząc nie istniejący dziś pałac w Rudkach dla szambelana Teodora Cieleckiego. Tradycyjne osiowe założenie typem przyściennego portyku zwieńczonego attyką i kolistymi galeriami arkadowymi przypominało Pawłowice. Wśród dzieł Szpilowskiego najbliższe Rudkom były zapewne Słubice”.

„Kilkanaście lat później w Śmiełowie, nie skrępowany starymi murami stworzył Zawadzki klasyczny niemal przykład pałacu związanego z oficynami poprzez zaokrąglone galerie, tzw. palladiańskie, znane już na terenie Wielkopolski z Pawłowic i Rogalina, a współcześnie wznoszone w Rudkach i Żelazkowie”.

W książce Ostrowskiej znajdujemy również ciekawą informację, że pałac w Rudkach został wzniesiony na miejscu drewnianego dworu (APP, Poznań Gr 607, f. 27, r. 1782).


Staw w parku w Rudkach, ok. 1930-35. Na stawie okręcik zbudowany przez Piotra Potworowskiego


Po śmierci Emiliana Węgierskiego w 1840 r. (niektóre źródła podają datę 1841) jego żona Teodora mieszkała i gospodarowała w Rudkach jeszcze przez jakiś czas (niektóre źródła mówią o kilku latach (do 1844 r.), inne o kilkunastu). Następnie wyprowadziła się do Szamotuł, a Rudki sprzedała Teodorowi Mańkowskiemu i Bogusławie Mańkowskiej z Dąbrowskich (1814-1901).

Teodor zmarł w Rudkach w 1855 roku w wyniku obrażeń, których doznał po upadku z konia w Poznaniu, przy „Bramie Berlińskiej”. Po jego śmierci Bogusława sama administrowała majątkiem, a następnie zarządzanie Rudkami przekazała synowi Napoleonowi – powstańcowi styczniowemu (1836-1888).

Z kolei po śmierci Napoleona Rudki otrzymał jego syn Teodor (1872-1920). Żonaty z Anną Kokoszka-Michałowską (1879-1947) miał sześcioro dzieci: Henryka (1901 – ?), Jadwigę (1903-1947), Magdalenę (1904-2000), Marię Teresę (1905 – ?),  Stanisława (1907 – ?) oraz Władysława (1910-1974). W chwili śmierci Teodora aż pięcioro dzieci było jeszcze nieletnich. Magdalena w 1929 r. w Paryżu wyszła za mąż za malarza Tadeusza Piotra Potworowskiego. W okresie zamieszkiwania Potworowskich w Rudkach do majątku często przyjeżdżali przyjaciele Piotra – Jan i Hanna Cybisowie, Tytus Czyżewski, Wacław Taranczewski czy Janusz Strzałecki, który później (w 1935 r.) ożenił się z Jadwigą Mańkowską (siostrą Magdaleny) (więcej na ten temat w artykule http://regionszamotulski.pl/mankowscy-i-potworowscy-w-rudkach/).


Ozdobny portyk pałacu, ok. 1932-35


Warunki życia w Rudkach były mimo wszystko skromne, Potworowscy zajmowali trzy pokoje, a pozostała część dworu, aż do 1934 lub 1935 roku (wtedy dokonano podziałów majątku), była do dyspozycji całej rodziny. Jan Potworowski (syn Magdaleny i Piotra) wspominał, że zawsze było co zjeść, ale brakowało pieniędzy na naprawę pieca. Zimą Potworowscy wjeżdżali do Żółtowskich. „U Żółtowskich ojciec kompletnie wariował. Były tam wielkie białe ściany, na których rysował boginie greckie. A za rok coś innego. Rózia Żółtowska to uwielbiała, ale Marceli musiał płacić za oczyszczanie ścian i nie wiem, czy był zachwycony.” (Mój ojciec magiczny. Wystawa Potworowskiego, rozmowa Anny Szawiel z Janem Potworowskim, Anna Szawiel, 21 listopada 2013, http://wyborcza.pl/).

Piotr Potworowski w liście z 1931 roku do przyjaciela Jana Cybisa tak pisał o Rudkach: „W Rudkach kwitną wonne bzy, pokoje pałacu są zasypane kwiatami, wszędzie są kwiaty i piekące słońce, od rana do wieczora świergocą ptaszki. Sala przodków, która jest domowym refektarzem, czeka na Wasz przyjazd z bukietem irysów” (http://www.potworowski.art.pl/informacje/).


W pałacu w Rudkach około roku 1930. Stoi Jan Cybis, Piotr Potworowski siedzi. Od lewej siedzą żona Potworowskiego Magdalena z Mańkowskich, obok Hanna Rudzka-Cybisowa.


Ciekawe informacje o pałacu zawarte są w artykule Tytusa Czyżewskiego, który tak opisał Rudki:

„Niedaleko Poznania, trochę w kierunku północno-zachodnim, w pobliżu starego grodu Szamotuł, leży piękna miejscowość, a raczej piękna wielkopańska rezydencja ze starym pałacem i odwiecznym bujnym, jak afrykańska dżungla parkiem. Są to Rudki. Gdyby ktoś nagle i niespodziewanie przyjechał do Rudek i wstąpił w staroświeckie komnaty pałacu zostałby zaskoczony niezwykłością dekoracji i niebywałem kontrastem, jaki panuje w tej wspaniałej piętrowej budowli. Obok starych mebli z czasów Ludwika XV, obok gdańskich szaf i starych francuskich foteli, w których tak lubił siadywać poczciwy Voltaire, drzemią w ciszy modernistyczne kanapy i francuskie sprężynowe łóżka. Na starych mozaikowych posadzkach obok perskich dywanów leżą chińskie i japońskie maty. Ale ciekawsze niż podłogi i meble są ściany tych komnat. Obok starych rodzinnych portretów starożytnego polskiego rodu Mańkowskich, między którymi (portretami) prym trzyma wspaniała głowa i postać generała Henryka Dąbrowskiego – obok sztychów Rembrandta, obok starych zakurzonych nieznanego pędzla «landszaftów», których zawsze tak dużo po starych polskich dworach, słowem obok tej przedwiekowej starzyzny – ni mniej ni więcej tylko polska i francuska «moderna». I niczym wnętrza wystaw najbardziej «lewicowych» marszandów przy rue de La Botia w Paryżu, niczym ściany śp. Zborowskiego przy rue Bara. Obok włoskich pejzażów Czyżewskiego wiszą tu kubistyczno-formistyczno-strefistyczne obrazy Jaremy, portrety i krajobrazy Waliszewskiego, «kwiaty» Lama tęczowe «martwe natury» Taranczewskiego, krajobrazy Jana Cybisa, Józefa Czapskiego, rysunki Lita Polańskiego, obrazy Boraczoka, Nachta, Rudzkiej-Cybisowej, i «nieczytelne» obrazy znanego surrealisty francuskiego Massona. Obok wiszą także barwne dzieła artystycznego władcy tego zaklętego pałacu – Tadeusza Potworowskiego, który zresztą «na parterze» ma swą olbrzymią pracownię. Malarze wyżej wymienieni to mniej lub więcej znani twórcy polskiej «awangardy». W pałacu rudkowskim powstaje dziś jedna z największych w Polsce galeria sztuki współczesnej. P. Tadeusz Potworowski, sam wybitny malarz i członek znanej grupy paryskich «kopistów» dokładał wszelkich starań, aby skompletować swe zbiory w ten sposób, aby oryginalne i wybitne dzieła najmłodszych artystów mogły być «skonfrontowane» z najmłodszą twórczością artystyczną europejską, a szczególnie francuską. I dlatego w Rudkach obok oryginalnych a barwnych dzieł współczesnych «modernistów» polskich i francuskich znajdują się jeszcze dobre reprodukcje obrazów i rzeźb największych «asów» współczesnego malarstwa: Cezanne’a, Picassa, Matissc’a, Gaugin’a i największego «Burrcalisty» sprzed stu lat … Goyi. W tym starym pałacu rudeckim, w którym stali kwaterą generałowie Napoleona podczas marszu na Moskwę, dziś złączyły się i panują najpiękniejsze potęgi świata: natura i sztuka. Różowe aleje parku obramione tęczą kwiatów, stuletnie klony i platany (w dzień latające po komnatach jaskółki, w nocy jęczące sowy w narożnikach pałacu) – a w komnatach barwna «moderna» polska. A w mgle, w dalekich równinach wielkopolskich, za ciemnem pobrzeżem lasów, zdaje się te w chmurach majaczeje fatamorgana Paryża – ten sen na jawie każdego młodego malarza” (Tytus Czyżewski, Oaza młodej sztuki, „ABC” 1932 nr 268).


Rudki –  Stefan Potworowski (brat), Tadeusz Piotr Potworowski z synem Janem i żoną Magdalena z Mańkowskich


Z kolei Wacław Taranczewski tak pisał o Rudkach: „Obszerny pałac, piękny park dawały możność swobodnej pracy kilku artystom, którzy tam przebywali. Malowaliśmy z zapałem i martwą naturę, i pejzaż, i portret. Rudki stały się dla nas czymś w rodzaju Barbizonu, zajeżdżało się tam na zaproszenie i nie proszonym. Trwało to kilka lat, co roku przyjeżdżali inni malarze, mieszkał Janusz Strzalecki, przychodził przez pole z Oporowa Jacek Puget. Jeździło się w sąsiedztwo do Oporowa, gdzie Ludwik Puget urządzał wieczory [kabaretu] Różowej Kukułki, której artystów przywożono z Poznania” (więcej na ten temat w artykule http://regionszamotulski.pl/rozowa-kukulka-czyli-poznanskie-losy-ludwika-pugeta/).

W biografii Piotra Potworowskiego znajdujemy również informację, że „Nastrój panujący w Rudkach był też dużą zasługą żony Piotra – Magdaleny (Magi), osoby o wysokiej kulturze i uroku osobistym. Na podeście wewnętrznych schodów pałacu Potworowski wykonał malowidło ścienne pod wrażeniem Tintoretta, a przed domem stały jego rzeźby” (http://www.potworowski.art.pl/informacje/).


Rudki, 1932-35 r.


Jak już wspomniałem, około 1934-1935 roku dokonano podziału majątku między rodzeństwo Mańkowskich. Rudki przypadły najstarszemu – Henrykowi. Był on ostatnim właścicielem tego majątku. Około 1940 roku pałac wraz z galeriami został rozebrany przez niemieckie wojsko, a po wojnie majątek upaństwowiono.

Do dziś z dawnego zespołu dworskiego zachowała się brama, jedna oficyna (która została rozebrana i postawiona na nowo) oraz park o powierzchni około 7 hektarów, założony w pierwszej połowie XIX wieku. Obecnie całość stanowi własność prywatną.

Michał Dachtera

Szamotuły, 19.08.2019 r.

Ok. 1900 r.

Teodor Mańkowski – stoi w środku

Rudki, ok. 1903-1907, Julia Puget na koniu

Tadeusz Piotr Potworowski (1898-1962)

Obraz zatytułowany Zielony pejzaż z bramą, namalowany w Rudkach w 1933 r. przez Piotra Potworowskiego

Magdalena Potworowska z synem Janem w pracowni męża w Rudkach (ok. 1930 r.)

Polowanie w Rudkach, 1930-35.

Polowanie w Rudkach, 1930-35.

Rudki, Marian Otworowski – zarządca majątku z Anną Mańkowską (żoną Henryka)

Pałac w Rudkach z galerią i oficyną w 1. połowie lat 30. XX w.

Ok. 1938 r.


Zdjęcia współczesne – 2017 r.


Literatura:

  1. „ABC” 1932 nr 268.
  2. Aleksandra Dolczewska, Projekty pałacu Mańkowskich w Źrenicy, „Pamiętnik Biblioteki Kórnickiej” 27, 2005, s. 295-307.
  3. Leonard Durczykiewicz, Dwory polskie w Wielkim Księstwie Poznańskiem, Poznań 1912.
  4. „Dziennik Poznański” 1870 nr 231.
  5. Andrzej Kwilecki, Ziemiaństwo wielkopolskie, Poznań 1998.
  6. Andrzej Emeryk Mańkowski, Kronika domowa Mańkowskich, Warszawa 2017.
  7. Paweł Mordal, Inwentaryzacja krajoznawcza Miasta i Gminy Ostroróg, Ostroróg 1990.
  8. Mój ojciec magiczny. Wystawa Potworowskiego, rozmowa Anny Szawiel z Janem Potworowskim, Anna Szawiel, 21 listopada 2013, http://wyborcza.pl/.
  9. Zofia Ostrowska-Kębłowska, Architektura pałacowa drugiej połowy XVIII wieku w Wielkopolsce, Poznań 1969.
  10. http://www.potworowski.art.pl/informacje/.
  11. Tadeusz Piotr Potworowski (1898 – 1962) „Ułan & Malarz”, Prezentacja Liceum Plastycznego im. Piotra Potworowskiego.
  12. Teresa Ruszczyńska, Katalog zabytków sztuki w Polsce, t. 5, z. 23 Powiat szamotulski, Warszawa 1966.
  13. Teki Dworzaczka, 17782 (Nr. 1367) 1790, Biblioteka Kórnicka.

Fotografie:

  1. Obraz Rudki, namalowany przez Piotra Potworowskiego, około 1930 r. Źródło: Andrzej Emeryk Mańkowski, Kronika rodziny Mańkowskich, Szczawnica 2017.
  2. Zdjęcia ze zbiorów Jana Potworowskiego.
  3. Zdjęcia z Albumu Izabeli Madalińskiej.
  4. Zdjęcia ze zbiorów Józefy Ratajczak.
  5. Biblioteka Narodowa Polona.
  6. Archiwum Państwowe w Poznaniu, Rudki – pałac, rok 1911. (z zespołu Zbiór Widokówek, sygn. 503).
  7. Leonard Durczykiewicz, Dwory polskie w Wielkim Księstwie Poznańskiem, Poznań 1912.
  8. Bazar Poznański. Zarys stuletnich dziejów (1838-1938).
  9. Zdjęcia współczesne – Michał Dachtera

Michał Dachtera

Mieszka w Szamotułach, ale jego serce zostało w Ostrorogu i okolicach.

Miłośnik historii, poszukiwacz archiwalnych zdjęć. Na Facebooku prowadzi profil Ostroróg na kartach historii.

Pałac w Rudkach koło Ostroroga2025-09-10T21:12:30+02:00

Szamotulskie zabytki w obiektywie Jerzego Walkowiaka

Szamotulskie zabytki w obiektywie Jerzego Walkowiaka

Jerzy Walkowiak od dzieciństwa jest związany z regionem szamotulskim i z robieniem zdjęć. Jak sam mówi, aparat fotograficzny towarzyszył mu w życiu od najmłodszych lat. „Zdjęcia zaczynałem robić jako chłopak, w erze fotografii czarno-białej. Od kilkunastu lat na dobre związałem się z fotografią, która pochłonęła mnie bez reszty. Mimo zaliczenia wielu różnego rodzaju kursów, warsztatów i plenerów oraz zgłębienia wiedzy zawartej w niezliczonych książkach, jestem otwarty na ciągłe odkrywanie tajemnic fotografowania”.

Odniósł już wiele sukcesów w tej dziedzinie: jest laureatem kilkunastu konkursów fotograficznych, organizowanych przez gminę Szamotuły oraz Obrzycko, Ostroróg czy Wronki, a także przez portal zumi.pl. Robi zdjęcia różnego typu: krajobrazowe, przyrodnicze, reporterskie oraz portrety. Zdjęcia jego autorstwa można znaleźć w albumach Spacerem po Szamotułach i okolicy oraz Powiat szamotulski w czterech porach roku oraz w wielu kalendarzach regionalnych. Od połowy lutego do kwietnia 2019 r. odbyła się jego pierwsza indywidualna wystawa „Zakochani w Szamotułach” (Napoleon Cafe, Szamotuły), a w maju w tym samym miejscu wystawa zdjęć z Norwegii (wspólna z Tomaszem Kotusem).

Szamotuły, 31.07.2019

Szamotulskie zabytki w obiektywie Jerzego Walkowiaka2025-01-07T10:18:46+01:00

Aktualności – sierpień 2019

Wakacje się kończą…

Lato 1953 r. – prezentujemy dwa zdjęcia z kolonii w pałacu w Pożarowie, której uczestnikami byli uczniowie z Szamotuł. Warto zwrócić uwagę na stroje dzieci i sposób przewożenia grup. Kolonie odwiedzali ówcześni oficjele. Pewnie na progu pałacu odebranego rodzinie Kurnatowskich wygłaszano mowy o „sprawiedliwości dziejowej” podobne do tej z filmu „Zimna wojna” (monolog Borysa Szyca). Na fasadzie pałacu nie mogło zabraknąć portretów Stalina i Bieruta. Po II wojnie w pożarowskim pałacu mieścił się ośrodek wypoczynkowo-kolonijny Wojewódzkiego Wydziału Oświaty w Poznaniu, a od 1970 r. była to siedziba domu opieki społecznej. W 2013 r. palac sprzedano osobie prywatnej.

Zdjęcia ze zbiorów prywatnych.



IV Jarmark Szamotulski, czyli przenosimy się w lata międzywojenne

Organizowanemu przez Szamotulski Ośrodek Kultury Jarmarkowi po raz kolejny towarzyszyło podsumowanie – już 9. – Pleneru Rzeźbiarskiego. Prace z niego trafią do kolejnych wsi gminy Szamotuły. W programie tej imprezy znalazły się koncerty, można było obejrzeć przedstawienia dla dzieci oraz wziąć udział w grach i zabawach z dawnych lat. Grał kataryniarz, bawił widzów klaun, odbywały się pokazy dawnych zawodów i przedmiotów, które już dawno wyszły z użytku. Uwagę przyciągał też salonik fotograficzny w stylu retro. Nie zabrakło straganów z rękodziełem i żywnością. Program był bardzo bogaty, kto nie był tego dnia w Szamotułach, może tylko żałować. To jedna z ulubionych imprez szamotulan!

Zdjęcia Marta Szymankiewicz


Rynek w Szamotułach … jak w Poznaniu! A co z ratuszem?

Szamotulski Rynek prawdopodobnie wzorowany był właśnie na głównym placu dawnego Poznania. Zaskakujące są już rozmiary rynku, świadczące o tym, że w czasie lokacji (prawdopodobnie w 1. połowie XIV w.) przewidywano powstanie dużego ośrodka miejskiego. Rynek ma kształt kwadratu, do dziś zachowany został dawny układ ulic: wychodzące z każdego rogu po dwie prostopadłe do siebie ulice (nie ma tego tylko przy Wronieckiej) i dodatkowe ulice w środku każdego boku: Braci Czeskich, Szkolna, Dworcowa, Krótka). Rzadkość w Wielkopolsce stanowi zabudowa na środku rynku – to także wspólna cecha z rynkiem w Poznaniu.

W Szamotułach, niestety, nie mamy okazałego ratusza. Wiadomo, że istniał, są o nim wzmianki. Jak wyglądał i dokładnie w którym miejscu rynku się znajdował – trudno ustalić. Pod koniec okresu zaborów władze miasta urzędowały w budynku przy ul. Ratuszowej 2, gdzie wcześniej mieścił się szpital (lazaret). Podobnie było w okresie międzywojennym i w 1. okresie PRL-u. Obecnie mieści tam „Galeria Ratusz”.

Zdjęcia: Łukasz Wlazik z Szamo-Urbex



Szamotuły, wrzesień 1939 r.

To zdjęcie z aukcji internetowej na portalu Fotopolska zostało zamieszczone z adnotacją „niezidentyfikowane”. My rozpoznajemy to miejsce: teren między dawnym budynkiem gimnazjum (ul. ks. Piotra Skargi) a gmachem szpitala, wzniesionym w latach 1929-30.



Powstańcy warszawscy, żołnierze Armii Krajowej i … szamotulscy kapłani

Z Szamotułami są związani trzej księża, którzy wzięli udział w powstaniu warszawskim: ks. Albin Jakubczak, ks. Henryk Szklarek i ks. Bogdan Kończak. Ks. Jakubczak, proboszcz parafii kolegiackiej w latach 1967-1977, w czasie wojny (od 1940 r.) przebywał w Warszawie. W 1943 r. wstąpił do Armii Krajowej i w czasie powstania posługiwał jako kapelan. Do AK należeli również ks. Szklarek i ks. Bogdan Kończak. Ks. Szklarkowi w chwili wybuchu powstania powierzono zadanie zorganizowania duszpasterstwa powstańczego na Starówce, przy zgrupowaniu mjr. „Sienkiewicza” (Olgierda Oskiewicza-Rudnickiego). Dzięki niezwykłej ofiarności i zaangażowaniu został dziekanem Grupy Północ i awansowany do stopnia podpułkownika; używał pseudonimu „Rogoziński” (więcej w artykule http://regionszamotulski.pl/ks-henryk-szklarek/). Ks. Kończak miał kilkanaście lat, walczył w oddziale na Żoliborzu, używał pseudonimu „Kodan” (z jego wspomnieniami można się zapoznać w artykule https://www.przewodnik-katolicki.pl/Archiwum/2013/Przewodnik-Katolicki-31-2013/Historia/Mialo-byc-piec-pogrzebow).



Tenis w Szamotułach modny nie tylko współcześnie!

Przedstawiamy zdjęcie z kortów, które przed wojną znajdowały sie w parku Sobieskiego (ok. 1936 r.). Korty musiały już istnieć wcześniej, o grze na nich w 1924 r. wspominała Halina Grabiańska (matka rysownika Janusza). W 1938 r. powstały dwa korty przy wieży ciśnień. Na zdjęciu 1. z lewej Henryk Nowak (1909-2000) – więcej o tej postaci w tekście http://regionszamotulski.pl/henryk-nowak-sportowiec-nauczyciel-i-trener/.



Cukrownia „Szamotuły” – niestety, to już historia

Najbardziej żal likwidacji tej właśnie firmy – z tradycjami, a zarazem nowoczesnej. Zakład, już „w nowych czasach” został zmodernizowany, miał dobre wyniki produkcyjne i finansowe. W 1995 r. – w stulecie istnienia – zatrudniał blisko 300 pracowników. Po wykupieniu przez „Nordzuker” szamotulska cukrownia została zamknięta, natomiast niemiecki koncert utrzymał cukrownię w Opalenicy.

O tradycjach firm w Szamotułach: cukrowni, młynów i meblarni firmy „Bracia Koerpel”, olejarni i drukarni można przeczytać w artykułach http://regionszamotulski.pl/firmy-w-szamotulach-w-okresie-miedzywojennym-wystawa/ oraz http://regionszamotulski.pl/mlyn-zytni-w-szamotulach/.

Zdjęcie Ryszard Smulkowski -1997 r.



Nasza Promenada

Promenada w Szamotułach – w formie, jaką znaliśmy ją od lat, wkrótce przestanie istnieć. Ścieżkę spacerową o tej nazwie (umieszczanej nawet na mapach) wytyczono od ul. Wojska Polskiego do przejazdu kolejowego przy cmentarzu jeszcze w latach 90. XIX w.!  Krótko po 1. wojnie pociągnięto ją dalej (do ul. Ostrorogskiej) i zrobiono ścieżkę wokół cmentarza. Kiedyś było to jedno z ulubionych miejsc spacerowych mieszkańców Szamotuł. W czasie prowadzonych prac modernizacyjnych wycięto drzewa bliżej torów, wygląda na to, że pozostałe (stare wierzby i topole) też przeznaczone są do usunięcia. Warto by to miejsce zagospodarować na nowo. Zdjęcia z 1966 i 1968 r.

Zdjęcia Marian Różański


Szamotuły, 31.07.2019

SIERPIEŃ 2019

IMPREZY I KONCERTY

Trwające


Minione


KINO

Aktualności – sierpień 20192025-02-24T18:26:34+01:00

Karolewo – osada w gminie Ostroróg

Karolewo

Między Ostrorogiem a Szczepankowem leży niewielka miejscowość – Karolewo. W Rozporządzeniu Ministra Administracji i Cyfryzacji z dnia 13 grudnia 2012 roku w sprawie wykazu urzędowych nazw miejscowości i ich części (Dz.U. 2013 poz. 200) Karolewo zostało sklasyfikowane jako osada. Próżno szukać jakiś starych wzmianek na jej temat. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, tom III wydany w 1882 roku, nie zawiera tej miejscowości. Nie mówiąc już o jakichś starszych źródłach.



Najstarsza mapa, na której znalazłem Karolewo, pochodzi z 1892 roku. W Kronice domowej Mańkowskich znajdujemy informację, że folwark Karolewo graniczący z Rudkami, należał do Teodora Mańkowskiego, który mając duże problemy finansowe sprzedał je za ułamek wartości – 109 tys. marek, Janiszewskiemu z Grębanina. Tymczasem Janiszewski miał już kupca na folwark za ponad 3 miliony.

W dwudziestoleciu międzywojennym osada ta należała do Leleszów, więc być może to Lelesza był tym, który nabył Karolewo od Janiszewskiego. W 1929 roku majątek Henryka Leleszy wynosił 125 hektarów (w tym: 105 ha ziemia orna, 8,5 ha ogród i park, 6 ha łąki, 3 ha pastwiska, 2,5 ha podwórze i drogi). Cały teren orny był zdrenowany. Z tego okresu znamy również przeznaczenie pól: 35 ha – żyto, 15,5 ha – owies, 15 ha – buraki cukrowe, 12 ha – ziemniaki, 10 ha – jęczmień, 8 ha – pszenica, koniczyna czerwona – 4 ha, mieszanka – 4ha oraz lucerna – 1 ha. W stajniach Leleszów było 16 koni roboczych, w oborach – 1 byk i 15 krów dojnych, 15 jałówek i 2 cielęta. Na skutek pomoru w chlewie pozostało tylko 9 świń. Gospodarstwo posiadało garnitur młociarniany, śrutownik do napędu lokomobilą, opielacz wielorzędowy i dwa siewniki. Henryk Lelesza przez wiele lat był prezesem Kółka Rolniczego w Ostrorogu.


Defilada 7. Pułku Strzelców Konnych Wielkopolskich w Karolewie (gmina Ostroróg). Poczet sztandarowy  i orkiestra.


Na przełomie lipca i sierpnia 1938 roku u Madalińskich w Kluczewie odbywały się manewry VII Pułku Wielkopolskich Strzelców Konnych. Natomiast 29 lipca w trakcie święta pułkowego odbyła się polowa msza święta w Karolewie, a po niej uroczysta defilada i wręczenie odznak.


Rozmowy przed uroczystością, na zdjęciu m.in. płk. Zbigniew Kownacki i starosta szamotulski Narajewski. Chwila przed wręczeniem odznaczeń.


Z obiektów historycznych w Karolewie znajduje się dworek wybudowanych w końcu XIX wieku. Budynek murowany i otynkowany, pięcioosiowy, parterowy, z dwuspadowym dachem. Nad głównym wejściem portyk kryty oddzielnym dachem. Portyk został wsparty na dwóch kolumnach. Od strony wschodniej do dworku dobudowano w latach 30. XX wieku parterową przybudówkę z płaskim dachem.

Pomiędzy zabudowaniami znajdują się pozostałości dawnego parku o powierzchni około 1 hektara. W parku dominują lipy i robinie.

Michał Dachtera

Szamotuły, 31.07.2019 r.


Dworek w Karolewie. Zdjęcie Andrzej Bednarski


Literatura:

  1. Opis warsztatów rolnych w powiecie szamotulskim (Wlkp.) dla wycieczek na P.W.K., 1929.
  2. Paweł Mordal, Inwentaryzacja krajoznawcza Miasta i Gminy Ostroróg, Ostroróg 1990.

Fotografie:

  1. Zdjęcia współczesne: Ewa Napierała i Andrzej Bednarski.
  2. Album Izabeli Madalińskiej.
  3. „Gazeta Szamotulska” 1935 nr 44.

Karolewo na mapie z 1915 r.

Mapa z 1916 r.

Mapa z 1931 r.

Mapa z 1934 r.

Moment wręczenia odznaki ppor. Czesławowi Sibilskiemu przez płk Zbigniewa Kownackiego

Rotmistrz Zdzisław Kawecki  ‒ absolwent Szkoły Podchorążych Piechoty w Warszawie i Szkoły Jazdy w Przemyślu

Ołtarz do mszy polowej ‒ Karolewo

Dworek w Karolewie. Zdjęcie Ewa Napierała

Michał Dachtera

Mieszka w Szamotułach, ale jego serce zostało w Ostrorogu i okolicach.

Miłośnik historii, poszukiwacz archiwalnych zdjęć. Na Facebooku prowadzi profil Ostroróg na kartach historii.

Karolewo – osada w gminie Ostroróg2025-09-01T11:14:10+02:00

Maria Wicherkiewiczowa – Szamotuły w 1879 r., wspomnienia (część 2.)

Maria Wicherkiewiczowa

Wspomnienia z Szamotuł

z roku 1879

(część 2.)

O autorce wspomnienia:

Maria Wicherkiewicz (z domu Sławska) urodziła się w 1875 roku w Szamotułach, zmarła w 1962 roku w Poznaniu. Ojciec Stanisław był prawnikiem, uczestniczył w powstaniu styczniowym, powołany do wojska pruskiego brał udział w wojnie prusko-francuskiej (1870-71). W latach 1871-79 zajmował stanowisko sędziego w Sądzie Rejonowym w Szamotułach. Zamieszkał tu wraz z żoną – Konstancją z domu Ziołecką, najstarszą córką i nowo narodzonym synem Rogerem (późniejszym architektem). W Szamotułach urodziły się kolejne dzieci małżeństwa: Zofia Konstancja i Maria. Później – po objęciu stanowiska sędziego w Poznaniu – przyszło na świat jeszcze dwoje dzieci.

Maria od wczesnej młodości uczyła się malarstwa, malowała głównie portrety kobiet, widoki zabytków i martwe natury. W 1894 roku wyszła za mąż za dwadzieścia lat od siebie starszego lekarza okulistę Bogdana Wicherkiewicza, z którym doczekała się trojga dzieci: Janiny, Izabelli i Stefana. Po 1904 roku zajęła się działalnością literacką i dokumentalistyczną. W prasie poznańskiej publikowała wiersze i opowiadania. Zajęła się także historią Poznania, dużo czasu poświęciła badaniom archiwalnym. Ich efektem były publikacje dotyczące przeszłości Poznania i jego zabytków (m.in. Zamku Królewskiego, pobytu Napoleona, historii szlachty poznańskiej), w 1916 wydała pracę źródłową poświęconą Pałacowi Działyńskich. W 1932 roku opublikowała powieść Łódź w purpurze, poświęconą dziejom rodu Górków, zajmowała się także losami swojej babki Matyldy Ziołeckiej. Ostatnią książkę – powieść historyczną Jan Quadro z Lugano wydała w wielu 85 lat.

14-letnia Maria Sławska, zdjęcie ze zbiorów Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk


Objaśnienia:

1.Budynek przy Rynku (dziś nr 10) powstał na potrzeby Kasyna Obywatelskiego w 2. połowie lat 30. XIX w. Było to miejsce spotkań towarzyskich Polaków (okolicznych ziemian i elity miasta), a także centrum myśli niepodległościowej i ośrodek koordynowania działań społecznych w Szamotułach i powiecie. W tym samym budynku działało założone w 1840 r. Towarzystwo Zbieraczów Starożytności Krajowych, jako pierwsze na terenach polskich zajmujące się badaniem pradziejów i gromadzeniem eksponatów muzealnych. Obie organizacje po kilku latach działania zostały zlikwidowane przez władze.

W połowie XIX w. rodzina Mamelsdorfów otworzyła w tym budynku „Hotel de Gielda” z dyliżansem konnym.

2.Dr Feliks Studniarski (1835-1886) zamieszkał w Szamotułach w 1863 r. Przez wiele lat pełnił funkcję dyrektora zarządu szamotulskiego Banku Ludowego (powstałego w 1866 r.), którego celem była obrona i wsparcie działalności gospodarczej Polaków. Należał też do grona powstałego w Szamotułach Towarzystwa Przemysłowców. Był członkiem zarządu komitetu Towarzystwa Pomocy Naukowej na powiat szamotulski. Udzielało ono wsparcia materialnego w postaci stypendiów uzdolnionym uczniom gimnazjum i studentom. Należał do Wydziału Lekarskiego Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk.

Maria Wicherkiewicz na rysunku Władzimierza Bartoszewicza. Zbiory PTPN.

Fotografia powstała  pomiędzy rokiem 1905 a 1918, widoczne tu drzewo uznano za najpotężniejszy wiąz w Wielkopolsce (znajdującej się pod zaborem pruskim Prowincji Poznańskiej). Wiąz, nazywany wiązem Marysieńki, mierzył wtedy około 28 metrów wysokości i 9 metrów w obwodzie. Przetrwał do początku lat 80. XX w. (więcej na ten temat w artykule http://regionszamotulski.pl/wiaz-przy-kosciele-w-szamotulach/). Źródło zdjęcia: Fotopolska.


O przeszłości Szamotuł opowiadano nam często, choć mnie to bardzo nudziło: o muzyku Wacławie, o powstańcu Callierze, o muzyku profesorze Szarwence itd. Mnie małą nie interesowały te gawędy. Więc patrzałam oknem na pustą ulicę.

– Tatusiu, co za osobliwa chwila ‒ ani jednego człowieka na ulicy!
– Tu w Szamotułach takie chwile niestety częste ‒ westchnął ojciec. Żadna znakomitość się nie ukazuje!

Przypuszczalnie zimą miasteczko na krótko się ożywiało. I to w czasie karnawału. W centrum miasta w ratuszu czy tak zwanej giełdzie [1] o trzech sklepionych oknach urządziły honoracje miasta [najważniejsi obywatele] zabawy i bale. Ponieważ mrozy mocne, a dorożek nie było, zarzucały damy idąc na bal na futra jeszcze kołdry i pluszowe swetry. Dziwiłam się nieraz opatulonym postaciom, które później zrzucały ciepłe osłony. A potem damy w tarlatanach, gazach, tiulach [cienkie tkaniny] tańczyły polki, galopady, tyrolienki, mazury ‒ do samego rana. Były to wesołe chwile Szamotuł.


Rynek w Szamotułach, po prawej stronie hotel de Gielda. Pocztówka z okresu 1905-18. Źródło: Widoki Powiatu Szamotulskiego na starych pocztówkach 1898-1945, Szamotuły 2016.


Ruch handlowy koncentrował się w rynku, rozpoczynał się z wiosną. Miniaturowy dom towarowy, gdzie było wszystko ‒ od zabawek do maszyn rolniczych ‒ posiadał pan Zapałowki, radny miejski. Piekarnię dobrze zaopatrzoną prowadził pan Kober. Rumiany, w białym fartuchu polecał swe gryski i wyborne kajzerki. Licznych pacjentów z miasta i okolicy leczył doskonale doktor p. Studniarski [2]. Jego żona (z domu Chosłowska) była serdeczną przyjaciółką mojej matki.

Szamotuły, miasto dostojne, spokojne ‒ nabierały wesołego wyrazu przez okoliczną, pełną żywiołowego temperamentu ludność, znaną z wesołości, pracowitości i staropolskich obyczajów. Dorodne postacie wieśniaków w granatowych sukmanach, kapotach, niemniej urodziwe gospodynie w pasiastych narzutach. Dziewczęta w gorsecikach, szerokich spódnicach, fartuchach i białych czapeczkach odznaczały się wdziękiem i zgrabnością. Miejsce popisu młodzieży w szamotulskich pięknych strojach to odpusty i jarmarki. Po karczmach i oberżach dudnią wtedy kobzy i dudy, zawodzą skrzypki, zachęcając do tańca i śpiewu. Śpiewano: 

„A bodajeś pstrąga zjadła z twoją urodą. Nawieszałaś koralików, czynisz się młodą”. Szamotulskie słynęło z tanecznego rozmachu i wesołego tempa piosenek mieszkańców z Gałowa, Objezierza, Kępy, Oporowa.


Źródło zdjęcia: Muzeum – Zamek Górków


Zabierano nas, dzieci również na jarmarki. Były to zjazdy kupieckie, tradycyjne, bo datujące „swym prawem targowym” już od roku 1284. Wtedy zapełniał się rynek budami z pajacami, lalkami, konikami. Specjalnością był kiosk z andrutami „luftszlangą”, „panieńską skórką” [późniejsza nazwa: „pańska skórka”, domowe cukierki czy raczej pianki]. Najwięcej przyciągał namiot amerykańskiego fotografa.

Czasami odwiedzał nas dziadek, sędzia z Kościana Roman Ziołecki, pan w befkach, halsztuchu [późniejsza nazwa: „halsztuk”, trójkątna chustka zawiązywana przez mężczyzn pod szyją, potem zastąpił ją krawat], długim surducie. Opowiadał kiedyś scenę z powstania. Jego okrzyk i marsową postać zapamiętałam sobie dobrze. Wkrótce potem zmarł ten doskonały prawnik, literat, tłumacz klasyków, powstaniec z r. 1831, człowiek szlachetny i prawy.

Typów, których powierzchowność nie ulega zmianie, było wówczas dużo. Znaszają ciągle staroświeckie ubrania, noszą wysokie kapelusze, opierają się na lasce z złotą gałką. Idą powoli, bez pośpiechu, zwykle o tej samej godzinie, gromadząc się w małej kawiarence, by politykować, lub wspominać dawne czasy. W parterowych oknach małych domków wychylają się starcy w czapeczkach, paląc długie fajki czy cybuchy; obok matrona w wysokim koku robi na drutach wełniane pończochy. Patrząc ciągle w ulicę, oczekując czegoś, co się nie zdarzy ‒ zbiegowiska czy awantury. Dzieci grają w klipę lub kamienie. Czasem powóz wolno przejeżdża, wzniecając tumany kurzu. I znów cisza zalega zaułek. Zza narożnika wyłania się dziwaczna sylwetka, których tu dużo. Nigdy nie zabraknie oryginałów na bruku małomiejskim ‒ czy to w dworkach obrośniętych winem czy kamieniczkach rynku.


Rynek w Szamotułach, pierzeja zachodnia. Widoczna figura św. Jana Nepomucena, ok. 1908 r. stanął obok niego słup ogłoszeniowy z zegarem (więcej na ten temat w artykule http://regionszamotulski.pl/figura-sw-jana-nepomucena/). Pocztówka z okresu 1905-06. Źródło: Widoki Powiatu Szamotulskiego na starych pocztówkach 1898-1945, Szamotuły 2016.


Wśród honoracji miejskich w zaścianku szamotulskim wyróżniała się zażywna postać pani Zapałowskiej w mantyli aksamitnej [pelerynie] na sutej sukni. Wdowa po ławniku pani Krzyżanowska miała dziwne pojęcie gościnności. Jedna ze starych dam w ogromny pompadur zgarniała ciasta będąc na wizycie. Na drugi dzień poczęstowała nimi zaproszonych gości.

Na drodze ku Wronkom stał parterowy domek, którego ściany rozszerzały się pod nawałem gości odwiedzających panią Michalinę Kierską, córkę generała Węgierskiego (http://regionszamotulski.pl/gen-emilian-wegierski/). Tam to poznała jako młoda panienka arkana sztuki kulinarnej u kuchmistrza Francuza Dijeon. Piekła słynne ptysie. Jeden z panów po zjedzeniu czterech dostał kilkugodzinnej czkawki. Musiał jechać do Poznania, gdzie doktor Niemiec poradził krople miętowe. („Przekrój” piszący na temat czkawki swego czasu, tego niezawodnego środka przeciw czkawce nie polecił).

Magnesem przyciągającym młodzież do dworku były córki, dwie urocze, wesołe brunetki: Eda [Eugenia] i Wanda. Po stracie majątku prowadziły panny Kierskie pewien czas piekarnię w Szamotułach. Szczegół ten specjalnie podnoszę, gdyż w owych czasach kobieta pracująca była osobistością mało popularną, zaliczoną do „emancypantek”. Równocześnie założyły w Poznaniu piekarnię dwie dawne magnatki – ziemianki ‒ Jadwiga i Maria Kierskie. I jednym i drugim nie powiodło się z piekarnią. Nic nie potrafiło złamać humoru i wesołości panny Edy, która szła przez życie śpiewając i śmiejąc się jak pasikonik z bajki Lafontaina. Raz tylko widziałam łzy w oczach Edy, gdy podlewała białe róże na grobie narzeczonego, młodo zmarłego prawnika Grabowskiego.

Wiosną bywało pięknie. Przedmieście w gęstwinie bzów i jesionów, sady i ogrody łączyły się z podmiejskimi łąkami. Na tle zielonych pól grały w słońcu żywymi barwami sukmany kmieci i bogate stroje gospodyń. W niedzielę, w czasie odpustów tłum ludzi otaczał starożytny kościół szamotulski. W głównym ołtarzu lśnił srebrem ram i wotami ołtarz polowy Jana Sobieskiego, przywieziony spod Wiednia i darowany przez Jana Korzbok Łąckiego [3]. Chóry śpiewały słynną pieśń do matki Boskiej Szamotulskiej. I tak ludność i otoczenie tworzyły oazę polskości, odporną na zakusy germańskie. Kościoły, szkoła parafialna, ochronki, probostwo tworzyły jakby odrębny świat dla siebie, placówkę nie tylko kulturalną ale i patriotyczną. O nią rozbijały się fakle germanizacji.

Były to czasy „Kulturkampfu”. Ówcześni duchowni dawali dowody ofiarności i hartu. Około 700 księży było uwięzionych. Tak też ówcześni proboszczowie szamotulscy znosili prześladowanie bismarkowskie. Wspomnę tu inną kartę z dni małego miasta. Od lat [moich] najmłodszych, przez przeciąg może 30 lat, z losami Szamotuł związany był proboszcz ks. Wilczewski [4]. Typ niezwykły i oryginalny. Kościsty, wysoki, posiadający wybitne rysy, niespokojnie biegające czarne oczy, ożywiona gestykulacja. Mówił umyślnie gwarą. W dni odpustu trzaskały bicze powozów Goślinowskich z Kępy, Kościelskich ze Śmiłowa, Mycielskich lub Turnów i płoszyły gołębie, kury, perlice. Na progu stał proboszcz, zażywając tabaki, to machając czerwoną, niezwykłych rozmiarów chustką do nosa. Czasem szeptał młodemu wikaremu: „A ostrzegam przed starą Kościelną [?], to najgorsza z całej parafii, jak zacznie przypominać a to kolędy, nowenny, a to różańce, a oktawy, a pieśni przygodne ‒ to chwili nie będziesz miał spokoju, tak cię zapląta w nabożeństwa”. 


Fasada wschodnia i zachodnia kościoła kolegiackiego. Od strony zachodniej za czasów, kiedy w Szamotułach mieszkała rodzina Sławskich, było tylko jedno (środkowe) wejście. Pocztówki z okresu 1905-1918. Źródło: Widoki Powiatu Szamotulskiego na starych pocztówkach 1898-1945, Szamotuły 2016.


Stary proboszcz szamotulski miał swoisty sposób wyrażania się i obcowania z ludźmi. Mimo oryginalności, a może dlatego, był lubianym przez parafian. Celował w zręcznym omijaniu kazań, gdy mu zabrakło czasu na przygotowanie się, zwłaszcza na niedzielę. Przecierał wtedy czerwoną chustką oczy, niby, że nie może przeczytać notatek. I wtedy nagle zaintonował pieśń do Matki Boskiej Szamotulskiej, podjętą przez tłum wiernych. Gdy umarła zacna i sędziwa pani Zapałowska, należąca do honoracji miasta, przyszła delegacja z prośbą o mowę pogrzebową. Prałat obiecał i miał zamiar dobrze się przygotować, by sławić cnoty zmarłej. Ale cóż ‒ na probostwie są ciągle goście, trzeba ich przyjmować, nie ma czasu na skupienie myśli. Zakłopotany prałat stoi nad trumną, namyśla się, co mówić, a publiczność czeka. Więc chrząknął i zawołał: „Znaliście dobrze nieboszczkę Zapałowską i ja ją też dobrze znałem. Co wam tu będę wiele gadał ‒ a światłość wiekuista niech jej świeci na wieki wieków…” Mówca zażył tabaki i machnął chustką na znak zakończenia oracji ‒ tej najkrótszej ze wszystkich mów pogrzebowych. Czasem wywołał konsternację, stylem jemu właściwym, przerywanym charakterystycznym gestem rozłożonych rąk.

Pamiętałam z późniejszych lat rozmowy, kiedy już był starcem, owe dziwne czasem wypowiedzi. Ktoś opowiada, że do kolacji prowadził ładną aptekarzową. Na to proboszcz: „A toś ty jadł dużą łyżką!” Krótko przed jego śmiercią malowałam jego portret. „Maluje mnie Malka i to na olejno” ‒ chwalił się parafianom. Kiedy umierał, odwiedziła go stara pani Kościelska [5]. Sędziwy kapłan domyślił się gorliwej intencji swej parafianki i to go gniewało, więc rzekł: „Niepotrzebnie się pani fatygowała. Wszystko było ‒ sakramenta i oleje, i… i to, co ma być ‒ wszystko jak się należy”. 

Dykteryjki, facecje opowiadane przy tabace i machaniu czerwoną chustką miały staropolski, swoisty charakter, jakąś nutę jowialności. Toteż głowę pełną ekspresji uwiecznił w portrecie sławny malarz niemiecki Adolf Mencel, poznawszy ks. Wilczewskiego w Kissingen, a niemiecka żona starosty ówczesnego napisała powieść o ks. Wilczewskim na tle Szamotuł pod tytułem: Kto rzuci pierwszy kamieniem… 


Ul. Kapłańska w okresie 1905-1915. Budynek probostwa powstał w 1853 r., starszy o 20 lat jest kolejny budynek (obecnie mieszkanie kościelnego), za czasów ks. Wilczewskiego (1874) powstał wikariat. Parafia odstąpiła część swojej ziemi pod budowę szkoły; budynek wzniesiono w 1873 r., a rozbudowano w 1899 r. Źródło: Fotopolska.


Wychowanie młodzieży za pruskich czasów nie było łatwe. Jako dziecko nie pojmowałam troski rodziców o polskie wykształcenie. W szkółce oficjalna nauka była niemiecka, więc uczono języka polskiego prywatnie, ale i język niemiecki należał do ogólnego wykształcenia. Każdy dom polski stawał się oazą polskości i patriotyzmu. Walka była nieraz ciężka. Starano się niemczyć ludność polską przez szkołę, przez nasyłanie urzędników i wojska. W tych warunkach życie małomiejskie stawało się specjalnie uciążliwe. Atmosfera była ciężka i niewesoła, przyszłość pełna nieufności i zwątpienia. Pozornie powiększała się liczba obywateli, gdyż zbankrutowani ziemianie przeprowadzili się do miasteczka i tam prowadzili życie pozbawione głębszej treści. Charakterystycznym na owe czasy był drobny epizod, z którego często się śmiano. Gazeta niemiecka „Die Post” napisała przez pomyłkę o następcy tronu zamiast der Kronprinzder Kornprinz. Zarządzono sprostowanie. Chochlik drukarski spłatał figla po raz drugi ‒ w sprostowaniu napisano der Knorprinz. Wreszcie wytoczono gazecie proces o obrazę majestatu.

Mimo częstych wyjazdów do Poznania, zabaw zimowych i wycieczek wiosną w okolicę, odczuwali rodzice moi nudę i jednostajność. Wizyty krewnych doktorstwa z Kościana, sędziny Lewandowskiej, Ziołeckich rozweselały naszą rodzinę i w szał radości wprawiały dzieciarnię. Najgorszą do zniesienia była jesień, kiedy dla [z powodu] błota i kałuż nie można było używać przechadzek. Później dla ostrych mrozów trzeba było siedzieć w domu. Umeblowanie w tej wiktoriańskiej epoce było ‒ już nie chcę mówić niegustowne, ale wysoce niepraktyczne. Stół okrągły, wywrotny, o jednej nodze, chwiał się pod ciężarem wysokiej lampy naftowej o ciężkim kloszu, grożąc wywróceniem się i pożarem. Znów sofka krótka o wysokim oparciu była istną pułapką dla gości, a źródłem uciechy dla dzieci, które ją przewracały przy zabawie. Liczne stołeczki do oparcia nóg, dywaniki, etażerki, stoliczki do kwiatów, pudełka do szycia, albumy ‒ nie upiększały pokoi, ale były źródłem pomysłowych zabaw. Zwłaszcza w czasie nieobecności rodziców, kiedy to stawiano barykady, pawilony, namioty i przebierano się, bawiąc się w Indian lub rozbójników.


Ul. Dworcowa (ten odcinek nosił wówczas nazwę: Klasztorna) w okresie 1905-06. Po lewej stronie Kriegerdenkmal pomnik ku czci żołnierzy pruskich, którzy zginęli w czasie wojny prusko-austriackiej (1866) i prusko-francuskiej (1870-1871). Wzniesiono go w 1896 roku, a po odzyskaniu przez Polskę niepodległości przeniesiono na nieistniejący już dzisiaj cmentarz ewangelicki (więcej o pomnikach z tego samego miejsca w artykule ). Źródło: Fotopolska.


Ojciec mój (Stanisław Sławski) i matka (Konstancja z Ziołeckich) planowo i konsekwentnie byli oddani wychowaniu dzieci. Tematów do rozmowy nie brakowało w owe jesienne deszczowe wieczory. Żywym jeszcze wspomnieniem żyły przejścia w wojnie francusko-pruskiej w r. 1870 i niesamowite przygody ojca mego w tej kampanii. Ja jednak nie doceniałam różnych rzeczy: np. to, że ojciec z wojny przywiózł tylko dwie książki Contes de fee i A de Karr: Les fleurs animees, a wojskowi niemieccy wycinali z ram cenne obrazy, zwijali je w rulon i przywieźli w tornistrach jako Kriegsbeute [łup wojenny].

Leniwie płynęły dni szamotulskie, zwłaszcza dla rodziców ‒ to był już ósmy rok pobytu. Aż nagle niespodziewanie nastąpiła zmiana. Wbrew ówczesnej polityce, kierującej wyższych i niższych urzędników na zachód, w celach germanizacji, ojciec mój zamiast być wysłanym na zachód, otrzymał nominację na sędziego w Poznaniu. Skończyła się dla mnie sielankowa młodość, dla rodziców wygnanie. Radość wielka zapanowała w rodzinie, lubiącej bądź co bądź odmianę. W porównaniu z Szamotułami był Poznań wielkim miastem pełnym atrakcji i dogodnych warunków życia. Małe miasta nie miały wówczas kanalizacji [6]. Wodę do mieszkań przynoszono wiadrami ze studni w podwórzu. Jesienią i zimą błoto i woda zalegały ulice źle oświetlone. Cieszyliśmy się więc na zmianę warunków.

Tak to niegdyś bywało w Szamotułach. Przeszło minęło. Czas przemknął, trącił skrzydłem w struny, budząc wspomnienia z lat dziecięcych.


Obszerne fragmenty wspomnień opublikowanych w Kalendarzu Ziemi Szamotulskiej 1958 pod red. Romualda Krygiera.

Opracowanie Agnieszka Krygier-Łączkowska


Objaśnienia:

3.Według tradycji właściciel Szamotuł Jan Korzbok-Łącki miał w 1683 r. zabrać ze sobą pod Wiedeń szamotulski obraz Matki Bożej. Przed bitwą z Turkami przy ołtarzu z tym obrazem odprawiono mszę św., w której uczestniczył król Jan III Sobieski. Po tym wydarzeniu ołtarz ten znalazł się w kolegiacie, a przed II wojną światową płyta z tego ołtarza miała zostać umieszczona jako tło szamotulskiej ikony.

4.Ks. Tertulian Wilczewski (1841-1907) urodził się w Grodzisku Wlkp. Kształcił się w rodzinnej miejscowości oraz w Lesznie (matura 1861 r.). Studiował w seminarium duchownym w Poznaniu i Gnieźnie, gdzie w 1864 r. przyjął święcenia kapłańskie. Był wikariuszem w Opalenicy, Sulmierzycach i Obornikach oraz kapelanem w Poznaniu. Od 1867 r. pracował w Szamotułach: najpierw jako mansjonarz i kapelan wojskowy, a od 1869 r. jako proboszcz parafii kolegiackiej. W latach 90. otrzymał tytuł honorowego obywatela Szamotuł.

Jego zasługą był gruntowny remont kościoła kolegiackiego, przeprowadzony w latach 80. i 90. XIX w. Zmieniono wówczas dach świątyni, dobudowano nową kruchtę, wykuto dwa wejścia obok środkowego (od strony zachodniej). w znacznym stopniu zmieniło się też wnętrze kościoła: pojawił się nowy ołtarz (św. Krzyża), ambona, droga krzyżowa i witraże. Na cmentarzu wybudowano nową bramę i sygnaturkę, powstał też dzisiejszy wikariat.

Ks. Wilczewski wspierał założone w jego czasach organizacje kościelne, przyczynił się do sprowadzenia do Szamotuł sióstr służebniczek Maryi i założenia przez nie ochronki i lazaretu. Działał społecznie i w polskim ruchu spółdzielczym. W Banku Ludowym w Szamotułach pełnił funkcję członka zarządu ‒ kontrolera i dyrektora. W latach 80. był członkiem Rady Nadzorczej Towarzystwa Akcyjnego Drukarni „Kuriera Poznańskiego”. Działał w powiatowym komitecie Towarzystwa Naukowej Pomocy w Szamotułach oraz wspierał finansowo działalność Towarzystwa Czytelni Ludowych. Był członkiem Wydziału Historyczno-Literackiego PTPN.

Był represjonowany przez ówczesne władze zaborcze. Spoczywa na cmentarzu w Szamotułach.

(Na podstawie: Piotr Nowak, Dzieje bazyliki kolegiackiej oraz parafii Matki Bożej Pocieszenia i św. Stanisława Biskupa w Szamotułach, Szamotuły 2018).

5. Stanisława Jadwiga Kościelska z domu Żerońska (1838-1918), żona Bolesława Kościelskiego.

6.Wodociągi i kanalizację uruchomiono w Szamotułach na początku XX w. W 1906 r. przy ul. Strzeleckiej (dziś Wojska Polskiego) powstała wieża ciśnień i kompleks budynków miejskich wodociągów. Obiekty zaprojektowała firma Heinricha Schevena z Düsseldorfu (por. tekst http://regionszamotulski.pl/szamotulska-wieza-cisnien/).

Nawa główna i prezbiterium w okresie 1905-1918. Na fotografiach widać elementy wyposażenia, które pojawiły się w latach, kiedy proboszczem był ks. T. Wilczewski: ambonę, stacje drogi krzyżowej, witraże. W tamtym okresie powstały też witraże i malowidło nad prezbiterium.

Pocztówki z okresu 1905-1918. Źródło: Widoki Powiatu Szamotulskiego na starych pocztówkach 1898-1945, Szamotuły 2016.

Maria Wicherkiewiczowa – Szamotuły w 1879 r., wspomnienia (część 2.)2021-10-05T11:15:27+02:00

Młyn żytni w Szamotułach

Młyn żytni w Szamotułach

W 1905 r. Żyd Israel Gorzelańczyk uruchomił młyn przy ulicy Młyńskiej. Był to trzeci młyn w Szamotułach, gdyż istniały już dwa inne: Szymona Bluma oraz Braci Koerpel (najpierw przy ul. Dworcowej, później – w 1927 r. – zbudowali duży obiekt przy ulicy Chrobrego).

Zdjęcia młyna sprzed przebudowy i po niej – Jerzy Walkowiak

Na temat Gorzelańczyka udało mi się znaleźć niewiele informacji. Urodził się w Szamotułach, w 1890 r. wziął ślub w Ostrowie Wielkopolskim z Reginą Ehrlich. W 1894 r. urodziła się ich córka Nathalie, a w 1898 r. druga córka Meta. Od kwietnia 1919 r. Gorzelańczyk zasiadał w pierwszej polskiej Radzie Miasta w Szamotułach. Do rady wybrano 9 Polaków, 2 Niemców i 1 Żyda. Pod koniec 1919 roku, albo na początku lat 20., Gorzelańczyk wyjechał do Niemiec.

Kolejnymi właścicielami tego obiektu byli Janiszewski, Sosnowski oraz Litwiński (co najmniej od kwietnia 1923 r.). Edward Litwiński prowadził młyn pod nazwą „Polski Młyn Parowy”. Był znanym szamotulskim przedsiębiorcą oraz działaczem społecznym. W 1928 r. wszedł do Zarządu Koła Miejscowego Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej. A rok później, 6 października 1929 r., roku został wybrany do Rady Miejskiej w Szamotułach. Podczas pierwszego posiedzenia nowej rady, 2 stycznia 1929 r., Litwińskiego wybrano przewodniczącym Rady Miejskiej w Szamotułach. Od 1929 r. wchodził również w skład Komisji Rewizyjnej Miejskiej Komunalnej Kasy Oszczędności w Szamotułach.


Pocztówka z 1905 r. (na dole na zdjęciu młyn Gorzelańczyka) oraz plan sytuacyjny sporządzony na początku lat 20. XX w.


Wielki kryzys gospodarczy dotknął również młyn parowy Litwińskiego. Aby zapobiec wykupieniu zakładu przez zagraniczny kapitał, 15 maja 1930 r. odbyło się zebranie, w czasie  którego Litwiński przedstawił projekt założenia spółdzielni. „Gazeta Szamotulska” z 17 maja 1930 r. tak zrelacjonowała to zebranie:

(Zagrożona placówka). We czwartek, dnia 15. b. m. odbyło się na sali Rady Miejskiej) o godz. 6-tej po południu zebranie zaproszonych obywateli celem stałego zatrudnienia młyna parowego p. E. Litwińskiego i to przez stworzenie spółdzielni. Zebranie zagaił p. mec. Wosik. Dłuższe przemówienie o ważności tej placówki, która skutecznie powinna konkurować z Żydami, wygłosił adw. Grybski. Jako rzeczoznawca techniczny i handlowy przemawiał p. Jan Krzyżanowski, podając wraz z Litwińskim projekt założenia spółdzielni, z czym ogólnie się zgadzano. Dalej przemawiał p. Litwiński, przedstawiając dobrą kalkulację w przedsiębiorstwie, na którego uruchomienie potrzebowano by około 400 000 zł! W dyskusji zabierali głos p. dyr. Wilemski, ks. Radca Kaźmierski, p. dyr. Białasik, p. Waligóra, p. Węclewski. – Postanowiono akcję tę przedsięwziąć na szerszej platformie. W tym celu ma się odbyć drugie liczniejsze zebranie, na którem omówi się środki zaradcze. Młyn p. Litwińskiego, na który czekają Żydzi i Niemcy (już są oferty!) powinien zostać w rękach polskich, tego wymaga honor miasta, już i tak zażydzonego. Bijemy znów na alarm! Oby nie było tak, jak z Olejarnią! -Zachodzi tu tylko ta różnica, że p. Litwiński młyna w obce ręce zaprzepaścić nie chce. Niemcy mają 1 i 1/2 miliona na objęcie młyna, dlaczego byśmy nie mieli zebrać 400 000 ? Placówka przemysłowa p. Litwińskiego jest zagrożona.

Kolejne zebranie w sprawie ratowania młyna odbyło się 25 maja 1930 r., o czym również dowiadujemy się z „Gazety Szamotulskiej” (27 maja 1930 r.).

S Z A M O T U Ł Y. (Młyn Litwińskiego). Ubiegłej niedzieli odbyło się na sali Rady Miejskiej II-gie zebranie, celem stworzenia Spółdzielni Przetworów Zbożowych (obecnie firma Litwiński). W zebraniu brało udział liczniejsze grono zainteresowanych z przedstawicielami władz i duchowieństwa. Po trzygodzinnych debatach wyłoniono ściślejszy komitet, w którym nie odmówił także współpracy ks. Radca Kaźmierski. Pole działania rozszerzono również na Poznań, gdzie odbędzie się następne zebranie ze współudziałem członków komitetu.

Wreszcie 27 lipca 1930 roku zawiązała się Spółdzielnia Handlowa Przetworów Zbożowych przy młynie parowym Litwińskiego. Utworzenie spółdzielni szczegółowo relacjonowała Gazeta Szamotulska z 29 lipca 1930 roku.

S Z A M O T U Ł Y. (Utworzenie Spółdzielni Handlowej Przetworów Zbożowych z odpowiedz, udziałami). Po licznych zebraniach i konferencjach komitetowych zwołane zostało ostatecznie na niedzielę dnia 27 lipca br. zebranie, celem ukonstytuowania spółdzielni przy młynie p. Litwińskiego. Na zebranie to przybyli obywatele z Szamotuł, Wronek, Poznania, Obrzycka, Ostroroga i Otorowa. Obecny był delegat Patronatu Spółek Zarobkowych z Poznania p. Roman Koźlik. O godzinie 6-tej zagaił zebranie wicecechmistrz p. Ignacy Osiński, któremu oddano przewodnictwo. Przedłożony statut został odczytany, przedyskutowany, po wyczerpujących objaśnieniach delegata Patronatu, ostatecznie przyjęty i przez wszystkich obecnych podpisany. Udziały wynoszą zł. 1000.- bez żadnej dalszej odpowiedzialności. Udział wpłaca się jednorazowo lub ratami. Rada Nadzorcza składa się z 5 do 9 członków. Na razie wybrano 5 członków, mianowicie: 1. p. Klemensa Sawalę, cechmistrza piekarskiego z Wronek, 2. p. Bolesława Stroińskiego, mistrza piekarskiego z Szamotuł, 3. p. Władysława Mazurkiewicza, mistrza piekarskiego z Szamotuł, 4. p. Jana Krzyżanowskiego, kupca i fachowca młynarskiego z Poznania, 5. p. Stefana Kłosa, kupca z Szamotuł. Dalsze miejsca zarezerwowano dla upatrzonych już przedstawicieli piekarstwa z Poznania i rolnictwa jak i handlu oraz przemysłu. Po uzupełnieniu Rady Nadzorczej jest przewidziana równocześnie rekonstrukcja Rady, ponieważ p. adwokat Grybski, który nie mógł być obecny z powodu wyjazdu za granicę, zastrzegł sobie miejsce w Radzie, jako ew. przewodniczący. Ponieważ p. adwokat Grybski jest dzielnym przemysłowcem, byłby wybór jego bardzo szczęśliwy. – Jako punkt ostatni oznaczono sumę 300 000 zł, za najwyższą, jaką Spółdzielnia może zaciągnąć na cele obrotowe. Po wyczerpaniu porządku obrad przewodu, p. Osiński zamknął posiedzenie, życząc nowej Spółdzielni wszelkiego powodzenia i rozwoju. – Natychmiast po zamknięciu zebrała się Rada Nadzorcza i wybrała na przewodniczącego jednogłośnie p. Jana Krzyżanowskiego, a na zastępcę również jednogłośnie p. Władysława Mazurkiewicza, na sekretarza zaś p. Bolesława Stroińskiego. Przystąpiono do wyboru członka Zarządu i wybrano jednogłośnie kupca zbożowego p. Karola Roeslera od zaraz, który wybór ten przyjął. – Dalszy punkt, omówienie i zawarcie kontraktu z właścicielem młyna p. Edwardem Litwińskim poruczono Radzie Nadzorczej i Zarządowi. Wręczy się również odpis kontraktu Patronatowi z Poznania na jego życzenie. – Jako ostatni punkt załatwiono wybór Komisji Rewizyjnej, do której wybrano panów: Sawalę z Wronek i Kłosa z Szamotuł. Na tem zamknięto zebranie Rady Nadzorczej. Z uznaniem należy zaznaczyć przy te sposobności, że nasz naczelnik Sądu p. sędzia Dutkiewicz, który interesuje się wszelkim postępem, zaszczycił zebranie swoją obecnością. Duże zasługi ma Ks. Radca i dziekan Kaźmierski, który w początkach tworzenia Spółdzielni, pomimo trudności, wyraźnie zaznaczył, że od współpracy się nie usuwa. Na zebraniu konstytucyjnem dla wyjazdu do wód obecnym być nie mógł, lecz jeszcze przed wyjazdem podpisał deklarację członkostwa i przeznaczył kilkaset centnarów zboża na zapoczątkowanie pracy. – Należy się na tern miejscu także podziękowanie prasie, która dużo pomogła do utworzenia Spółdzielni. – Witamy nową „Spółdzielnię Handlową” i zaznaczamy z naszej strony, że tę myśl szczęśliwą utworzenia Spółdzielni podał p. adwokat Grybski, za co mu się należy wdzięczność. – Dobrze stało się, że uratowano placówkę przemysłową i zabrano się do wspólnej pracy. Kto jeszcze deklaracji nie nadesłał, zechce ją posłać na ręce Zarządu pod adresem p. Karola Roeslera.

Kilka dni później na temat powstałej spółdzielni rozmawiali piekarze, o czym również informowała „Gazeta Szamotulska” w numerze z 9 sierpnia 1930 r.:

SZAMOTUŁY. (Piekarze radzili). W ubiegły czwartek odbyło się na sali hotelu „Eldorado” zebranie szamotulskiego Cechu Piekarskiego. Obrady toczyły się głównie na temat ucisku podatkowego i utworzonej spółdzielni przy młynie parowym p. Litwińskiego. Piekarze szamotulscy wnieśli wnioski do Wielkopolskiej Izby Skarbowej z prośbą o zniżenie podatku obrotowego, (z.).

Po nagłej śmierci Litwińskiego (22 kwietnia 1931 r.) młyn został wystawiony na sprzedaż w przetargu przymusowym. Cały obszar miał 0,7551 ha., w skład zabudowań oprócz młyna wchodziły również wozownia, spichlerz, hala maszyn, kotłownia oraz chlew. Roczna wartość użytkowa budynków wynosiła 4341 mk.

Młyn przeszedł na własność Banku Gospodarstwa Krajowego oddział w Poznaniu. Po kilkuletnim zastoju, w połowie lutego 1933 r., obiekt wydzierżawiła firma Cerealia z Poznania.


Budynek dawnego młyna, 2007 r. Zdjęcie Andrzej Bednarski


Po II wojnie światowej obiekt ten, podobnie jak młyn firmy Bracia Koerpel, przeszedł na własność Skarbu Państwa. Początkowo młyny zarządzane były przez Związek Spółdzielni Gospodarczych „Społem”, później przejęły je Polskie Zakłady Zbożowe, a od lat 70. działały jako Okręgowe Przedsiębiorstwo Przemysłu Zbożowo-Młynarskiego PZZ w Poznaniu – Zespół Spichrzy i Młynów w Szamotułach. Obiekt przy ul. Młyńskiej (młyn nr 10) został zmodernizowany, wytwarzano w nim mąkę i otręby. Przez jakiś czas mąkę pakowano do charakterystycznej torebki z obrazkiem pary w stroju szamotulskim.

Po zmianie ustroju zakłady zostały przekształcone w spółkę akcyjną, a w związku z trudnościami finansowymi w 1999 r. przeszły restrukturyzację i ogłoszono ich upadłość. Obiekt przy ul. Młyńskiej działał jeszcze do 2003 r., potem przez kolejnych kilka stał pusty, aż wreszcie w latach 2013-2014 został zaadaptowany na mieszkania. Obok powstały nowe budynki, przeznaczone na cele mieszkaniowe. Na parterze obiektów siedzibę mają różne firmy usługowe (jest nawet przedszkole). Całość osiedla nosi nazwę „Młyn Żytni”. W jednym z budynków należących dawniej do przedsiębiorstwa, a leżących poza obrębem osiedla, znajduje się sklep meblowy.


Budynek dawnego młyna, 2007 r. Zdjęcie Andrzej Bednarski


Architektura

Budynek wykonany z cegły pełnej, natomiast dach i stropy w konstrukcji drewnianej. Pierwotnie został zbudowany jako 1/3 obecnej bryły, była to tylko część wysoka (od strony ul. Młyńskiej) – pięciokondygnacyjna (wysokość około 18 metrów). W kolejnych latach dobudowano część środkową – czterokondygnacyjną (wysokość około 12 metrów) oraz część niską – trzykondygnacyjną (około 9 metrów wysokości). Po ponad 100 latach, w 2014 r., nad częścią środkową i niską została wykonana nadbudowa o powierzchni ok. 300 m².

Przebudowę młyna doceniono w 2016 r. w ogólnopolskich plebiscytach: Bryła Roku 2015 (6. miejsce) i Polska Architektura XXL (1. miejsce w kategorii obiekty mieszkaniowe).

Jest to teraz bardzo ładna i zadbana część miasta. Choć dawnej szamotulskiej firmy, która przez 100 lat dawała zatrudnienie kolejnym pokoleniom szamotulan, żal…

Michał Dachtera

Współpraca Agnieszka Krygier-Łączkowska

Literatura:

  1. „Gazeta Szamotulska” 1929 nr 4, 8, 103, 118; 1930 nr 1, 56, 60, 86, 91; 1933 nr 17; 1936 nr 111.
  2. Paweł Mordal, Marek Krygier, Inwentaryzacja Krajoznawcza Miasta i Gminy Szamotuły, Szamotuły 1989.
  3. http://sztuka-architektury.pl/article/3243/polska-architektura-xxl-8211-znamy-faworytow-internautow.
  4. http://www.bryla.pl/bryla/56,85301,19982052,bryla-roku-2015-poznaj-zwyciezcow-tegorocznej-edycji-konkursu.html.

Fotografie archiwalne:

  1. „Gazeta Szamotulska” 1923 nr 43; 1924 nr 13; 1927 nr 114; 1928 nr 114;1929 nr 28; 1931 nr 47, 48.
  2. Szukaj w archiwach, jednostki sygn. 53/296/0/6.27/5303, Młyn parowy E. Litwińskiego w Szamotułach nr woj. kotła 162
  3. „Nowy Kurjer” 1930 nr 182.
  4. „Tygodnik Parafii Szamotulskiej” 1938.
  5. Zdjęcia rodzinne Jana Kulczaka.

Zdjęcia Jan Kulczak, 2014 r.

Z lokalnej prasy


Z archiwum

Zdjęcie z archiwum Jana Kulczaka, 1938 r. Fragment widocznego murku otaczał pomnik Powstańca, wysadzony przez Niemców na początku wojny.

Zdjęcia z sesji fotograficznej W poszukiwaniu detalu, kwiecień 2019 r. – Klub i Sekcja Fotograficzna SzOK, prowadzenie Tomasz Koryl.

Michał Dachtera

Mieszka w Szamotułach, ale jego serce zostało w Ostrorogu i okolicach.

Miłośnik historii, poszukiwacz archiwalnych zdjęć. Na Facebooku prowadzi profil Ostroróg na kartach historii.

Młyn żytni w Szamotułach2021-01-18T20:52:41+01:00
Go to Top