Stanisław Helsztyński
ANDRZEJ SZAMOTULSKI

Postawcie mnie pod światło, a zgaszony witraż
rozgorzeje światłami, każdy sztych ożyje,
miecz zabłyśnie brzeszczotem, sztandar się rozwieje,
stropem drgnie zamku mego gotycki korytarz.
Stu wzorami zakwita poza mną gobelin,
naramiennik lśni ze stali i pancerz bez szczerby,
cztery po rogach tarcze, trzy wielmożów herby,
oblicze moje czyste jak różowy welin.
Piotr Vischer w Norymberdze rysy moje żłobił,
w trzech płytach przysłał postać jeszcze za żywota,
w ostrołuk mię oprawił, gotykiem ozdobił,
przyłbicę do stóp rzucił i rzekł: Trwaj na wieki.
Nie boję się styksowej zmiennej czasów rzeki –
zginę, gdy ziemię strawi fala ogniów złota.

Płyta nagrobna Andrzeja Świdwy Szamotulskiego z bazyliki kolegiackiej

 

Starsze i średnie pokolenie szamotulan pamięta, jak na początku lat 90. XX wieku na ścianie nawy południowej (Matki Bożej) pojawiła się spiżowa płyta nagrobna jednego z właścicieli Szamotuł, w czasie II wojny wywieziona przez hitlerowców, a po latach razem z kilkoma innymi tego samego typu zabytkami odnaleziona … w magazynach Ermitażu w ówczesnym Leningradzie (Petersburgu) i zwrócona państwu polskiemu. Skomplikowane dzieje tablicy nieco przesłoniły jej wyjątkową wartość artystyczną i historyczną.

Płyta ukazuje wojewodę poznańskiego Andrzeja Świdwę w pozycji stojącej, w kontrapoście, czyli z oparciem ciężaru ciała na jednej nodze. Ubrany w zbroję wojewoda stoi w otwartej arkadowej przestrzeni, u jego stóp z jednej strony leży hełm z bujnym pióropuszem, dalej widać sztandar, a po drugiej stronie umieszczony został miecz. Spod beretu wystają długie, starannie uczesane loki. Płyta zamawiana była prawdopodobnie jeszcze za życia Andrzeja Szamotulskiego i z pewnością uchwycono na niej podobieństwo do właściciela Szamotuł (por. tekst Szamotulscy  http://regionszamotulski.pl/dzieje-ziemi-szamotulskiej/page/5/).

Tło dla postaci wojewody stanowi tkanina z frędzlami po bokach, o bogatym ornamencie roślinnym, natomiast w górnej części (w obramowaniu arkady) zastosowano motyw dekoracyjny przedstawiający małych nagich chłopców (putto). Historycy sztuki zwracają uwagę na bogactwo rytych w spiżu linii, dzięki któremu osiągnięto efekty malarskie, np. błyszczenie zbroi, plastykę twarzy wojewody, cień rzucany przez postać. Szkoda, że oświetlenie nawy jest słabe i na co dzień trudno dostrzec te wszystkie szczegóły.

W rogach znajdują się cztery tarcze herbowe ‒ jest to swoista genealogia Andrzeja Szamotulskiego. Umieszczono na nich herby: Nałęcz (po ojcu i dziadku z jego strony), Sulima (herb matki i jej ojca) i Korczak (herb babki ze strony ojca). Czwarta tarcza jest pusta, co oznacza, że babka ze strony matki pochodziła z rodziny bezherbowej (por. tekst Herb Nałęcz  http://regionszamotulski.pl/dzieje-ziemi-szamotulskiej/page/3/ ).

Płytę otacza łaciński napis, w tłumaczeniu brzmi on: „W tym grobowcu spoczywa zmarły wielmożny ów Andrzej Szamotulski z Szamotuł ‒ wojewoda poznański, najlepszy senator całego królestwa, uczonością, wymową oraz roztropnością między obcymi narodami, najznakomitszy jak gdyby delfin (tu słowo nieczytelne), którego w wieku 59 lat nie bez wielkiej straty dla Rzeczpospolitej, usunęła przedwczesna śmierć, roku zbawienia 1511 dnia 23 miesiąca maja”.

Choć wojewoda ma złożone ręce jak do modlitwy, sposób ukazania postaci jest świecki, wyraźnie zaakcentowano bowiem urodę człowieka i jego otoczenie. Można zatem mówić o renesansowym już sposobie ujęcia tematu.

Płyta powstała około 1505 roku w Norymberdze w słynnym zakładzie odlewniczym (giserni), prowadzonym kolejno przez cztery pokolenia Vischerów. Niektórzy historycy sztuki przypuszczają, że projekt płyty sporządził Albrecht Dürer, a wykonał ją Herman Vischer Młodszy. Płytę nagrobną Andrzeja Szamotulskiego zalicza się do grupy najznakomitszych zachowanych w Polsce prac zakładu Vischerów. Warto podkreślić, że trzy inne cenne płyty, wymieniane na równi z dziełem z szamotulskiej świątyni, znajdują się w katedrach we Wrocławiu i Krakowie. Zabytek z Szamotuł uznaje się za najstarszy w Wielkopolsce przejaw renesansu w sztuce figuralnej.

W 1941 roku Niemcy wywieźli płytę z szamotulskiej świątyni wraz z innymi cennymi przedmiotami. Przez blisko pięćdziesiąt lat informacje o niej można było czerpać jedynie z opisów, na przykład tekstu zamieszczonego w 1931 roku w piśmie szkolnym młodzieży szamotulskiego gimnazjum „W Grodzie Halszki” (artykuł Andrzeja Kwieka) i z wiersza Stanisława Helsztyńskiego. Odnalazła się po prawie pięćdziesięciu latach w magazynie muzealnym w ówczesnym Leningradzie i w grudniu 1990 roku wróciła do Szamotuł. Setki osób przychodziły do poznańskiej katedry oglądać odzyskane zabytki, płyty stały się przedmiotem dyskusji konferencji naukowych, poddano je również konserwacji. W szamotulskiej świątyni znalazła nowe miejsce: już nie w prezbiterium, a na ścianie nawy Matki Bożej. Odsłonięto ją uroczyście 11 listopada 1991 roku.

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Bibliografia:

„Kronika Miasta Poznania” 1991 nr 3/4 (Antoni Gąsiorowski, Krąg fundatorów wielkopolskich płyt brązowych schyłku wieków średnich, s. 9-30; Alicja Karłowska-Kamzowa, Studia nad gotyckimi i wczesnorenesansowymi spiżowymi płytami nagrobnymi z Poznania i Szamotuł, s. 33-41; Adam S. Labuda, Wielkopolskie płyty „vischerowskie” ‒ z zagadnień czasu powstania, autorstwa i stylu, s. 47-62; Barbara Trelińska, Epigrafika brązowych płyt z Poznania i Szamotuł, s. 65-74; Józef Szymański, Heraldyka brązowych płyt nagrobnych z Poznania i Szamotuł, s. 77-84).