Zanim wybuchła II wojna wojna światowa

Zanim nastał wrzesień 1939 r.

Modlitwy o pokój, wiara w zwycięstwo i dozbrajanie armii

1939 rok kojarzy nam się przede wszystkim z wybuchem II wojny światowej. Zanim to jednak nastąpiło, Polacy – wśród nich mieszkańcy naszego miasta, Szamotuł – przeżyli 8 miesięcy pokoju. Rodziły się dzieci, młodzi się pobierali, inni umierali – toczyło się zwykłe życie. Wszyscy mieli plany na przyszłość, jakiś własny „ciąg dalszy nastąpi”, który 1 września – jeśli nawet nie został całkowicie zniweczony, musiał być mocno odłożony w czasie.

Winieta ostatniego przedwojennego numeru

„Tygodnik Parafii Szamotulskiej” 1939, nr 30

Modlitwy o pokój

Współcześnie jesteśmy przyzwyczajeni do modlitw o pokój, odbywających się przy obchodach różnych rocznic lub w specjalne dni, np. w kościele katolickim co roku 1 stycznia. Od wiosny 1939 roku w „Tygodniku Parafii Szamotulskiej”, piśmie, które zaczęto wydawać w końcu 1937 roku, kilkakrotnie pojawiały się informacje o modlitwach o pokój, z upływem czasu coraz więcej informacji o grożącym Polsce i Polakom niebezpieczeństwie. Pojawiają się słowa, które mogłyby być użyte w każdym czasie, np.: „Prośmy więc o błogosławieństwo dla siebie, dla rodzin naszych, Ojczyzny naszej, i o pokój Chrystusowy między narodami”. Inne teksty mówią wprost o zagrożeniu wojną: „W maju mamy sposobność dzień w dzień pielgrzymować do Jej [Maryi] tronu, modlić się i prosić o Chrystusowy pokój między narodami, a przede wszystkim o przemożną opiekę dla naszej krainy. Módlmy się, aby moc Jej uchroniła podległe Jej ziemie od grozy wojny i zniszczenia”. Motyw walki z wrogiem – także w aspekcie duchowym – rozwinięty został najbardziej w artykule o pielgrzymce Katolickiego Stowarzyszenia Mężów do Gniezna oraz tekście na temat rekolekcji dla mężczyzn, które odbyły się w kolegiacie szamotulskiej na początku kwietnia, przed Świętami Wielkanocnymi. Oto cytat z 1. artykułu: „Tylu wkoło nas ochrzczonych pogan, tylu którym wbija się w głowy niby nowe światopoglądy, tyle zła w słowie, mowie i piśmie, że mobilizować trzeba wszystkich zdolnych do służby Bożej. Wróg u bram domów naszych, wróg u bram ojczyzny. Modne dozbrojenie niech ma u Mężów specjalne znaczenie, dozbroić się duchowo na godne i pogodne niesienie krzyża Pańskiego”.

Drugi z wymienionych tekstów przytaczam poniżej w całości:


„Tygodnik Parafii Szamotulskiej” 1939, nr 14


Warto zwrócić uwagę, że dzięki sile ducha przyszła walka z wrogiem bez wątpienia będzie zwycięska.

„Tygodnik Parafii Szamotulskiej”, choć pojawiały się w nim artykuły o tematyce lokalnej oraz reklamy, z założenia był pisemkiem religijnym. W którymś momencie w omawianym czasie musiał pojawić się w nim tekst odnoszący się do problemu, czy chrześcijanin może popierać wojnę. Zasadnicza myśl jest taka, że dla osoby wierzącej najważniejsze jest przykazanie miłości i Chrystusowy pokój. Zaraz jednak pojawia się „ale”, czyli pokój tak, „ale nie za wszelką cenę”, chrześcijanin zaś jest człowiekiem pokoju, „ale nie niedołęgą i tchórzem”. Trzeba modlić się o pokój i nie wolno dążyć do wojny, ale w wojnie, która prawdopodobnie nastąpi, my jesteśmy po stronie dobra – będzie to tzw. święta wojna. Co więcej, autor artykułu z wojną wiąże pewne nadzieje. Przyszłe zwycięstwo upokorzy bowiem złego sąsiada i „na długie czasy jego zbrodnicze chęci unieszkodliwi”.

Przekonanie o przyszłym zwycięstwie

To, że wojna, która nastąpi, da Polsce zwycięstwo, było wielokrotnie podnoszone w innym pisemku opublikowanym w Szamotułach w 1939 roku (kwiecień). Chodzi tu o „Jednodniówkę Strzelecką”, czyli wydawnictwo Związku Strzeleckiego „Strzelec” – organizacji paramilitarnej popierającej marszałka Piłsudskiego i jego obóz polityczny (w Szamotułach oddział „Strzelca” powstał po przewrocie majowym). 

Autorzy tekstów piszą, że do przetrwania narodowi niezbędny jest duch rycerski, którego nie zabraknie w silnym narodzie polskim: „Nie przeraża Polaków ani ilość nieprzyjacielskich dywizji, ani wyposażenie techniczne, ani czyjkolwiek tupet. Wierzymy bowiem, że ilość naszych własnych dywizji, ich sprzęt techniczny, ich duch bojowy i męska postawa całego narodu najzupełniej wystarczą do zwycięstwa”. Wychwalani są polscy dowódcy, zwłaszcza wódz naczelny Edward Rydz-Śmigły, wokół którego po śmierci Józefa Piłsudskiego zrodził się swoisty kult. Przypominana się też konkretne polskie sukcesy militarne: zwycięstwa na Psim Polu, pod Grunwaldem i Wiedniem oraz w 1920 roku. Autor jednego z tekstów pisze wręcz, że Niemcy z Polakami właściwie nigdy nie wygrali.


„Jednodniówka Strzelecka”, Szamotuły 1939


Przebijająca z tych tekstów pewność siebie, a nawet buta – w kontekście wydarzeń, które nastąpiły po wrześniu 1939 roku – razi, wydaje się wręcz żałosna. Trzeba jednak pamiętać, że ówczesny kontekst był zupełnie inny. Od zwycięskiego powstania wielkopolskiego i od odparcia bolszewików minęło przecież mniej niż 20 lat!

Pierwsza strona pisma

Defilada przed starostwem (dziś Urząd Miasta i Gminy), Szamotuły, ul. Dworcowa. Zdjęcie opublikowane w „Jednodniówce Strzeleckiej”

„Jednodniówka Strzelecka”, Szamotuły 1939

„Tygodnik Parafii Szamotulskiej” 1939, nr 16

„Tygodnik Parafii Szamotulskiej” 1939, nr 16

„Tygodnik Parafii Szamotulskiej” 1939, nr 19

„Tygodnik Parafii Szamotulskiej” 1939, nr 23

Przedmowa do książki Andrzeja Hanyża Ziemia szamotulska w walce o wolność 1793-1919, Szamotuły 1939

Przedwojenne grono profesorskie Gimnazjum i Liceum im. ks. Piotra Skargi w Szamotułach. 1. z prawej na górze – Andrzej Hanyż (nauczyciel historii i geografii), 3. z lewej stoi Stanisław Owsiany (lekarz szkolny). Zdjęcie – własność Andrzej Nowak.

Stanisław Owsiany (1888-1940) ‒ lekarz, uczestnik 1. wojny światowej, powstaniec wielkopolski, kapitan Wojska Polskiego, działacz społeczny (przez wiele lat był prezesem zarządu szamotulskiego „Sokoła”, działał  w Towarzystwie Powstańców i Wojaków, pełnił honorową funkcję wiceburmistrza miasta), przewodniczący Komitetu Ufundowania Broni. Brał udział w wojnie obronnej 1939 r., internowany w Kozielsku, zginął w lesie koło Katynia. Zdjęcie z książki Pamiętnik jubileuszowy „Sokoła” w Szamotułach 1887-1927 (powtórzone w książce A. Hanyża).

Szamotulscy powstańcy wielkopolscy ze sztandarem – 2.07.1939 r., Rynek w Szamotułach

Widok na pomnik Powstańca w Szamotułach, ul. Dworcowa. Odsłonięty we wrześniu 1929 r., zniszczony przez Niemców we wrześniu 1939 r. (więcej o pomniku w artykule http://regionszamotulski.pl/pomnik-powstania-wielkopolskiego/).


Dozbrojenie

Słowo dozbrojenie w jednym z przytoczonych cytatów z tekstów powstałych kilka miesięcy przed wojną określone zostało jako „modne”. Warto zwrócić uwagę na celowość używania tego słowa w tamtym okresie i unikanie czasownika uzbroić. Posłużenie się czasownikiem uzbroić mogłoby sugerować nieprzygotowanie armii do działań zbrojnych, ujawniłoby słabość wobec wroga, a przecież polskie wojsko oceniano jako dobrze przygotowane do ewentualnego konfliktu! Natomiast dozbrojenie to zakup dodatkowego sprzętu wojskowego, nie podważa to już właściwego wyposażenia armii.

Wiosną 1939 roku ogłoszono Pożyczkę Obrony Przeciwlotniczej, czyli wewnętrzną pożyczkę państwową (w formie obligacji) na rozbudowę lotnictwa wojskowego i obrony przeciwlotniczej. Dzięki niej, jak napisał autor jednego z tekstów w „Tygodniku Parafii Szamotulskiej”, Polska miała „stać się jedną z największych potęg lotniczych”. W obu omawianych tu szamotulskich pismach powtarzane były wezwania do obywatelskiej ofiarności na ten cel.


2.07.1939 r. – uroczystość na Rynku w Szamotułach


W Szamotułach powstał Komitet Ufundowania Broni, który zbierał środki na zakup broni dla jednostki złożonej z mieszkańców powiatu. Jednostką tą był Szamotulski Batalion Obrony Narodowej, który  razem z siedmioma innymi batalionami wchodził w skład Poznańskiej Brygady Obrony Narodowej, utworzonej w kwietniu 1939 roku. Do jednostek tego typu powoływano rezerwistów starszych roczników (1900-1910), część z nich miała za sobą udział w powstaniu wielkopolskim, wojnie polsko-bolszewickiej, a niektórzy nawet w 1. wojnie światowej. Na czele Komitetu Ufundowania Broni stanął Stanisław Owsiany – znany szamotulski lekarz i działacz społeczny, a na dowódcę Szamotulskiego Batalionu ON powołano kpt. Stanisława Steczkowskiego – komendanta powiatowego Przysposobienia Wojskowego. Na rzecz zakupu broni przeznaczono także dochód z wydanej w czerwcu 1939 roku książki Ziemia szamotulska w walce o wolność 1793-1919 r., autorstwa Andrzeja Hanyża – zasłużonego nauczyciela szamotulskiego gimnazjum oraz znanego regionalisty.


2.07.1939 r. – uroczystość na Rynku w Szamotułach. 1. z lewej gen. Edmund Knoll-Kownacki, obok starosta szamotulski Adam Narajewski. Zdjęcie udostępnił Ireneusz Walerjańczyk


2 lipca 1939 roku na Rynku w Szamotułach odbyła się uroczystość poświęcenia sztandaru koła Związku Powstańców Wielkopolskich, połączona z zaprzysiężeniem żołnierzy Szamotulskiego Batalionu ON oraz przekazaniem zakupionej broni: 3 ciężkich karabinów maszynowych (cekaemów), 1 karabinu przeciwlotniczego i jednego samochodu wojskowego. W wydarzeniu tym wzięli udział: gen. Edmund Knoll-Kownacki, władze cywilne, powstańcy, przedstawiciele organizacji oraz rzesze mieszkańców miasta. Po poświęceniu sztandaru odbyła się msza przy ołtarzu usytuowanym na Rynku obok krzyża, a następnie poświecenie i przekazanie broni oraz uroczysta defilada pod pomnikiem Powstańca przy ul. Dworcowej.

Filmowe migawki z tego wydarzenia obejrzeć można w przedwojennej Polskiej Kronice Filmowej.

Przekazanie broni Szamotulskiemu Batalionowi Obrony Narodowej

Obejrzyjcie kilka ujęć filmowych z przedwojennych Szamotuł (uwaga – dźwięk nagrany z opóźnieniem). Uroczystość przekazania broni Szamotulskiemu Batalionowi Obrony Narodowej odbyła się na Rynku przy krzyżu 2 lipca 1939 r. (w czołówce podano złą datę). Już wkrótce na naszym portalu będzie można przeczytać tekst o Szamotułach w przededniu wojny (źródło youtube.com, kanał Pathe 1939).Przypominamy, że nie jest to jedyny film, na którym można zobaczyć Szamotuły z okresu międzywojennego. Powstały prawdopodobnie w 1927 r. film oraz komentarz do niego znajdziecie pod linkiem http://regionszamotulski.pl/pierwszy-film-krecony-w-szamotulach/.

Opublikowany przez Region szamotulski – portal kulturalno-historyczny Środa, 29 sierpnia 2018


Emocje tego dnia oddaje artykuł zamieszczony w „Tygodniku Parafii Szamotulskiej”:


„Tygodnik Parafii Szamotulskiej” 1939, nr 28


Uroczystość przekazania broni Szamotulskiemu Batalionowi ON. Zdjęcie – Narodowe Archiwum Cyfrowe


Narastanie konfliktów lokalnych

Na krótko przed wybuchem II wojny światowej Szamotuły były miasteczkiem zamieszkiwanym przez 9114 osób. W tej liczbie było około 700 osób narodowości niemieckiej i dużo mniej – niż się czasem przypuszcza – ludności żydowskiej, bo jedynie kilka rodzin.

W okresie od początku 1939 roku do wybuchu wojny z samych Szamotuł wyjechało 48 młodych Niemców, którzy za niemiecką granicą szkolili się, aby wziąć udział w przyszłej wojnie. Niektórych miejscowych Niemców oskarżono o znieważanie narodu polskiego, a w sierpniu 1939 roku szamotulski pastor Reinhold Giesel został – na podstawie decyzji wojewody – wydalony z Wielkopolski za głoszenie haseł rewizjonistycznych.

Jak wynika z tekstu opublikowanego w „Tygodniku Parafii Szamotulskiej”, miejscowa ludność niemiecka rozpowszechniała informacje o spadku wartości polskiej waluty, przez co podważała stabilność gospodarczą Polski. „Wojna toczy się w najlepsze – co prawda bezkrwawa wojna nerwów – którą musimy, na równi z każdym innym najazdem, wygrać” – pisał autor tekstu.

Ostatni numer cytowanego pisma ukazał się z datą niedzieli 27 sierpnia 1939 roku. W środę – 30 sierpnia ogłoszono powszechną mobilizację, w związku z czym odroczony został także początek roku szkolnego.   

Zamieszczone tu materiały z parafialnego tygodnika gromadziłam przy okazji, czytając publikowane na łamach pisma teksty o dziejach obrazu „Szamotuł Pani”. Pod sierpniowym odcinkiem – jak zwykle – znalazła się informacja: „ciąg dalszy nastąpi”. Nie nastąpił, historia została przerwana, podobnie jak życie wielu Polaków, którzy w piątek 1 września 1939 roku obudzili się w kraju ogarniętym wojną. Ginęli w wojnie obronnej, w obozach, egzekucjach, powstaniu warszawskim, wywiezieni na Wschód przez drugiego – sowieckiego – najeźdźcę. Był wśród nich ten, który z dumą przekazywał Szamotulskiemu Batalionowi ON uzbrojenie zakupione ze składek mieszkańców miasta i okolic. Dr Stanisław Owsiany na zawsze pozostał w lesie katyńskim.

Agnieszka Krygier-Łączkowska


Latem 1939 r. w Szamotułach pobrali się m.in. Barbara i Henryk Nowakowie (ślub 19.07) (por. wspomnienie http://regionszamotulski.pl/henryk-nowak-sportowiec-nauczyciel-i-trener/) oraz Leontyna i Teodor Wąsowscy (ślub 2.08) (por. tekst http://regionszamotulski.pl/daromila-wasowska-tomawska-krawcowa-egzekucja-i-narodziny/).

„Tygodnik Parafii Szamotulskiej” 1939, nr 34

Wzrost nastrojów rewizjonistycznych – rezygnacja redakcji „Tygfodnika Parafii Szamotulskiej” z zamieszczania ogłoszeń niemieckiej firmy. „Tygodnik Parafii Szamotulskiej” 1939, nr 16

„Tygodnik Parafii Szamotulskiej” 1939, nr 19

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Od urodzenia związana z Szamotułami. Polonistka (jak mama) i regionalist(k)a (jak tata).

Dr nauk humanistycznych, redaktor i popularyzator nauki. Prezes Stowarzyszenia WOLNA GRUPA TWÓRCZA, wiceprezes Szamotulskiego Stowarzyszenia Charytatywnego POMOC.

Zanim wybuchła II wojna wojna światowa2021-01-02T23:10:29+01:00

Nagrobek Jakuba Rokossowskiego – cenne dzieło Hieronima Canavesiego

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Nagrobek podskarbiego koronnego Jakuba Rokossowskiego z bazyliki w Szamotułach, czyli cenne dzieło włoskiego mistrza doby renesansu

Przy filarze otwierającym prezbiterium bazyliki kolegiackiej w Szamotułach znajduje się nagrobek podskarbiego koronnego Jakuba Rokossowskiego, wykonany przez Włocha Hieronima Canavesiego. Jest to jeden z ważniejszych zabytków tego kościoła, pod względem wartości artystycznych wymieniany zaraz po rzeźbie Chrystusa ukrzyżowanego z belki tęczowej i spiżowej płycie Andrzeja Szamotulskiego.


Postać Jakuba Rokossowskiego z nagrobka Hieronima Canavesiego. Zdjęcie Ireneusz Walerjańczyk


Twórca

Hieronim Canavesi (ok. 1525-82) najprawdopodobniej pochodził z Mediolanu i do Polski przybył około 1552 roku. Przez dłuższy czas współpracował w Krakowie z innym włoskim rzeźbiarzem – Janem Marią Mosca, zwanym ze względu na swoje pochodzenie z Padwy: Padovano (1493-1574). W 1562 roku po raz pierwszy Canavanesi został nazwany nadwornym artystą króla Zygmunta Augusta. W 1572 uzyskał obywatelstwo Krakowa, a rok później został starszym cechu murarzy i kamieniarzy.  

Uważa się, że dzieła obu twórców: Padovana i Canavesiego wywarły wielki wpływ na polską rzeźbę końca XVI i 1. połowy XVII w. Trzeba jednak dodać, że twórczość Padovana, którą cechuje finezja i miękkość linii rzeźbionych postaci, oceniana jest wyżej od prac Canavesiego.


Rzeźba Andrzeja I Górki – środkowa część nagrobka w katedrze poznańskiej. Zdjęcie z 1943 r.


Dzieła

Canavesi wykonywał głównie rzeźby nagrobkowe. Zachowały się tylko dwa podpisane przez niego nagrobki [„Opus Hieronimi Canavesi (…)”], oba znajdują się w katedrze poznańskiej. W kaplicy Najświętszego Sakramentu (inaczej: kaplicy Świętego Krzyża lub Górków) umieszczono monumentalny nagrobek rodziny Górków, powstały w 1574 roku. Ufundowany przez Andrzeja II Górkę nagrobek stanowi interesujące połączenie różnego typu rzeźb nagrobkowych. W niszach znajdujących się w środkowej części zostały umieszczone rzeźby postaci rodziców Andrzeja II: Andrzeja I Górki (1500-1551) i Barbary z Kurozwęckich (1500-1545). Są to wyobrażenia zmarłych w pozycji leżącej. Po bokach znajdują się figury stojące, które przedstawiają zmarłych biskupów z tej rodziny: Uriela (biskupa poznańskiego, ok. 1435-1498) i Łukasza II (biskupa włocławskiego, 1482-1542). Na cokole umieszczono płaskorzeźbę ukazującą klęczące postacie dzieci Andrzeja I i Barbary Górków. Całość wieńczy figura Chrystusa Zmartwychwstałego, pod nią oraz na dole po bokach umieszczone zostały kartusze z herbami. Postacie wyrzeźbione są z czerwonego marmuru, a obudowę wykonano z białego wapienia (w innych nagrobkach z piaskowca). Drugie dzieło dłuta Canavesiego, umieszczone w kaplicy Świętej Trójcy, to powstały w latach 1575-76 nagrobek biskupa Adama Konarskiego (1526-74), ufundowany przez kapitułę poznańską.

Warto dodać, że osoby z nagrobka Górków były ściśle związane z Szamotułami. Matką biskupa Uriela Górki była Katarzyna, córka Dobrogosta Świdwy Szamotulskiego. Jego bratanek Łukasz II został właścicielem części Szamotuł, gdyż ożenił się z jedyną córką Andrzeja Świdwy Szamotulskiego (swoją dalszą kuzynką). W dojrzałym wieku złożył wszystkie urzędy, przyjął święcenia i został biskupem. Pochowany w katedrze Andrzej I był synem późniejszego biskupa i kolejnym właścicielem części Szamotuł. Synowie Andrzeja I nie spoczęli już w rodzinnym grobowcu. Pochówek w katedrze najwcześniej zmarłego z nich Łukasza III (męża Halszki) zablokował biskup Adam Konarski, uwieczniony później na 2. nagrobku Canavesiego. Było to związane z faktem, że wszyscy trzej bracia z ostatniego pokolenia Górków (zmarli bezpotomnie) byli luteranami.


Płaskorzeźba z nagrobka rodziny Górków. Klęczący synowie Andrzeja I nie zostali pochowani w katedrze ze względu na wyznanie. Zdjęcie z 1998 r.


Inne dzieła Canavesiego albo się nie zachowały, albo nie były sygnowane. Do tej grupy nagrobków uznawanych za dzieła włoskiego rzeźbiarza zaliczany jest nagrobek Jakuba Rokossowskiego z bazyliki kolegiackiej w Szamotułach. Podobnie jak inne prace Canavesiego wykonany jest z piaskowca i czerwonego marmuru. W części środkowej znajduje się postać rycerza w zbroi, w pozycji półleżącej, z mieczem, buławą i stojącym w nogach hełmem. Na umieszczonej poniżej tablicy w języku łacińskim wymieniono zasługi zmarłego. Na górze usytuowany jest kartusz z herbami: Glaubicz, Łodzia, Leliwa i Świnka. Herb Glaubicz należał do ojca Jakuba – Macieja, Łodzia – do matki Anny z Rąbińskich, Leliwa – babki ze strony ojca – Anny Ostrowieckiej, Świnka – babki ze strony matki – Anny Czackiej. Nagrobek okalają gzymsy i pilastry, czyli płaskie filary. W 2000 r. nagrobek przeszedł renowację.

Jakub Rokossowski

Nie wiadomo, czy Hieronim Canavesi i Jakub Rokossowski kiedyś się spotkali. Jakub Rokossowski (ok. 1524-1580) zmarł nagle w Krakowie, w czasie jednej z wielu swoich podróży. Czy planował swój nagrobek za życia jak Andrzej Szamotulski (zmarły w 1511 roku), który sam w znanym zakładzie Vischerów w Norymberdze zamówił spiżową płytę nagrobną, umieszczoną po jego śmierci w kościele w Szamotułach (zob. http://regionszamotulski.pl/plyta-nagrobna-andrzeja-szamotulskiego/). Chyba jednak nie. Wykonawcą testamentu Jakuba Rokossowskiego był siostrzeniec – ks. Jan Pawłowski, to jego starania przyczyniły się także do umieszczenia w szamotulskim kościele nagrobka zmarłego.

W momencie śmierci Jakub Rokossowski sprawował funkcję podskarbiego koronnego, był osobą znaną w ówczesnej Rzeczypospolitej, o jego zaletach pisali w swoich utworach  Mikołaj Rej i Andrzej Trzecieski (przed 1530-1584) – poeta polsko-łaciński, tłumacz i działacz reformacyjny, do którego tekstów kilka swych utworów napisał Wacław z Szamotuł.

Właścicielem części tzw. klucza szamotulskiego, czyli połowy miasta oraz wsi Gąsawy (dzisiejszych Gąsaw) oraz części we wsiach: Gaj, Gałowo, Jastrowie (Jastrowo), Kępa , Nowawieś i Szczuczyn, Jakub Rokossowski został w 1579 roku, czyli na rok przed śmiercią. Odkupił je od Stanisława – ostatniego z potężnego rodu Górków, który odziedziczył majątek po swoim bracie Łukaszu III. Inną część majątku podskarbiego Rokossowskiego stanowił Sieraków z 11 okolicznymi wsiami, a także miasteczko Margonin (dziś w powiecie chodzieskim), 2 wsie w powiecie wschowskim oraz części w rodzinnym Rokosowie i Żytowiecku (powiat kościański).


Rzeźba postaci Jakuba Rokossowskiego z nagrobka w bazylice kolegiackiej. NAC, zdjęcie z 1934 r.


Od 2. połowy XV w. Szamotuły były podzielone między dwóch właścicieli; początkowo należeli oni do dwóch różnych gałęzi rodu Świdwów Szamotulskich. Po podziale miasta dotychczasowy zamek (zamek świdwiński), znajdujący się w miejscu późniejszego klasztoru franciszkanów, przestał wystarczać. Andrzej Świdwa Szamotulski zbudował więc zamek północny (dzisiejszy zamek Górków). Po śmierci Andrzeja Szamotulskiego w 1511 zamek i tę część majątku Szamotulskich przejął zięć Łukasz II Górka, który zamek następnie rozbudował (więcej o rodzinie Szamotulskich w tekście http://regionszamotulski.pl/szamotulscy/).

Do Jakuba Rokossowskiego – jak wspomniano – należała przejęta od Górków, północna, część Szamotuł. Właścicielem południowej części miasta był wówczas Jan Świdwa Szamotulski. Na prośbę obu właścicieli król nadał Szamotułom prawo do odbywania dwóch jarmarków w roku.

Działalność publiczna Jakuba Rokossowskiego wypadła na lata panowania 3 polskich królów: Zygmunta Augusta, Henryka Walezego i Stefana Batorego. Był wielokrotnie posłem na sejm, uczestniczył w dyskusji nad warunkami unii polsko-litewskiej. Odegrał dość istotną rolę w czasie bezkrólewia po śmierci Zygmunta Augusta i przygotowań do pierwszej wolnej elekcji. Po wyborze na tron Henryka Walezego wraz z biskupem krakowskim i wojewodą podolskim czuwał nad przygotowaniami do koronacji i pogrzebu poprzedniego władcy. Podskarbim koronnym został za czasów kolejnego władcy – Stefana Batorego. Był człowiekiem niezwykle przedsiębiorczym. Przez lata dzierżawił od kolejnych władców cła, to znaczy w imieniu króla organizował ich pobór, odprowadzał do kasy królewskiej określoną kwotę, a nadwyżkę zostawiał dla siebie. Sprawując tę niewdzięczną funkcję, zyskał bardzo dobrą opinię i jeszcze po latach jego postępowanie stawiano za wzór. Pod koniec życia zaangażował się w przemyśle solnym i współzarządzał mennicą królewską w Olkuszu.

Nagrobek Jakuba Rokossowskiego znajduje się na filarze otwierającym dzisiejsze prezbiterium szamotulskiej bazyliki kolegiackiej. Dziwić więc może informacja, że Rokossowski najprawdopodobniej był protestantem (luteraninem). Warto jednak uświadomić sobie, że w XVI w. Szamotuły stanowiły silny ośrodek reformacji. W 1569 r. została oddana przez właścicieli miasta luteranom, a po 1573 roku braciom czeskim. Mimo nadzoru nad kolegiatą tych ostatnich od 1575 roku katolicy znów mogli odprawiać tam nabożeństwa, a w 1594 roku odzyskali ją na stałe. Świątynię przekazał im wówczas wnuk Jakuba Rokossowskiego, noszący to samo imię i nazwisko co dziadek.

Nagrobek Andrzeja I Górki i jego żony Barbary z Kurozwęckich, katedra w Poznaniu. Rysunek Atanazego Raczyńskiego, 1842 r.

Nagrobek rodziny Górków. Zdjęcie z okresu międzywojennego

Nagrobek bpa Adama Konarskiego, katedra w Poznaniu. Zdjęcie z 1930 r.

Nagrobek Jakuba Rokossowskiego, bazylika kolegiacka w Szamotułach. Zdjęcie Ireneusz Walerjańczyk

Kartusz herbowy, nagrobek Jakuba Rokossowskiego

Nagrobek rodziny Górków. Fotopolska, zdjęcie z 2014 r.

Rzeźba Barbary z Kurozwęckich, nagrobek rodziny Górków. Zdjęcie z 1998 r.

Nagrobek bpa Adama Konarskiego. Zdjęcie ze zbiorów AMP

Nagrobek Jakuba Rokossowskiego – cenne dzieło Hieronima Canavesiego2022-02-20T12:35:51+01:00

Maria Wicherkiewiczowa – Szamotuły w 1879 r., wspomnienia (część 2.)

Maria Wicherkiewiczowa

Wspomnienia z Szamotuł

z roku 1879

(część 2.)

O autorce wspomnienia:

Maria Wicherkiewicz (z domu Sławska) urodziła się w 1875 roku w Szamotułach, zmarła w 1962 roku w Poznaniu. Ojciec Stanisław był prawnikiem, uczestniczył w powstaniu styczniowym, powołany do wojska pruskiego brał udział w wojnie prusko-francuskiej (1870-71). W latach 1871-79 zajmował stanowisko sędziego w Sądzie Rejonowym w Szamotułach. Zamieszkał tu wraz z żoną – Konstancją z domu Ziołecką, najstarszą córką i nowo narodzonym synem Rogerem (późniejszym architektem). W Szamotułach urodziły się kolejne dzieci małżeństwa: Zofia Konstancja i Maria. Później – po objęciu stanowiska sędziego w Poznaniu – przyszło na świat jeszcze dwoje dzieci.

Maria od wczesnej młodości uczyła się malarstwa, malowała głównie portrety kobiet, widoki zabytków i martwe natury. W 1894 roku wyszła za mąż za dwadzieścia lat od siebie starszego lekarza okulistę Bogdana Wicherkiewicza, z którym doczekała się trojga dzieci: Janiny, Izabelli i Stefana. Po 1904 roku zajęła się działalnością literacką i dokumentalistyczną. W prasie poznańskiej publikowała wiersze i opowiadania. Zajęła się także historią Poznania, dużo czasu poświęciła badaniom archiwalnym. Ich efektem były publikacje dotyczące przeszłości Poznania i jego zabytków (m.in. Zamku Królewskiego, pobytu Napoleona, historii szlachty poznańskiej), w 1916 wydała pracę źródłową poświęconą Pałacowi Działyńskich. W 1932 roku opublikowała powieść Łódź w purpurze, poświęconą dziejom rodu Górków, zajmowała się także losami swojej babki Matyldy Ziołeckiej. Ostatnią książkę – powieść historyczną Jan Quadro z Lugano wydała w wielu 85 lat.

14-letnia Maria Sławska, zdjęcie ze zbiorów Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk


Objaśnienia:

1.Budynek przy Rynku (dziś nr 10) powstał na potrzeby Kasyna Obywatelskiego w 2. połowie lat 30. XIX w. Było to miejsce spotkań towarzyskich Polaków (okolicznych ziemian i elity miasta), a także centrum myśli niepodległościowej i ośrodek koordynowania działań społecznych w Szamotułach i powiecie. W tym samym budynku działało założone w 1840 r. Towarzystwo Zbieraczów Starożytności Krajowych, jako pierwsze na terenach polskich zajmujące się badaniem pradziejów i gromadzeniem eksponatów muzealnych. Obie organizacje po kilku latach działania zostały zlikwidowane przez władze.

W połowie XIX w. rodzina Mamelsdorfów otworzyła w tym budynku „Hotel de Gielda” z dyliżansem konnym.

2.Dr Feliks Studniarski (1835-1886) zamieszkał w Szamotułach w 1863 r. Przez wiele lat pełnił funkcję dyrektora zarządu szamotulskiego Banku Ludowego (powstałego w 1866 r.), którego celem była obrona i wsparcie działalności gospodarczej Polaków. Należał też do grona powstałego w Szamotułach Towarzystwa Przemysłowców. Był członkiem zarządu komitetu Towarzystwa Pomocy Naukowej na powiat szamotulski. Udzielało ono wsparcia materialnego w postaci stypendiów uzdolnionym uczniom gimnazjum i studentom. Należał do Wydziału Lekarskiego Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk.

Maria Wicherkiewicz na rysunku Władzimierza Bartoszewicza. Zbiory PTPN.

Fotografia powstała  pomiędzy rokiem 1905 a 1918, widoczne tu drzewo uznano za najpotężniejszy wiąz w Wielkopolsce (znajdującej się pod zaborem pruskim Prowincji Poznańskiej). Wiąz, nazywany wiązem Marysieńki, mierzył wtedy około 28 metrów wysokości i 9 metrów w obwodzie. Przetrwał do początku lat 80. XX w. (więcej na ten temat w artykule http://regionszamotulski.pl/wiaz-przy-kosciele-w-szamotulach/). Źródło zdjęcia: Fotopolska.


O przeszłości Szamotuł opowiadano nam często, choć mnie to bardzo nudziło: o muzyku Wacławie, o powstańcu Callierze, o muzyku profesorze Szarwence itd. Mnie małą nie interesowały te gawędy. Więc patrzałam oknem na pustą ulicę.

– Tatusiu, co za osobliwa chwila ‒ ani jednego człowieka na ulicy!
– Tu w Szamotułach takie chwile niestety częste ‒ westchnął ojciec. Żadna znakomitość się nie ukazuje!

Przypuszczalnie zimą miasteczko na krótko się ożywiało. I to w czasie karnawału. W centrum miasta w ratuszu czy tak zwanej giełdzie [1] o trzech sklepionych oknach urządziły honoracje miasta [najważniejsi obywatele] zabawy i bale. Ponieważ mrozy mocne, a dorożek nie było, zarzucały damy idąc na bal na futra jeszcze kołdry i pluszowe swetry. Dziwiłam się nieraz opatulonym postaciom, które później zrzucały ciepłe osłony. A potem damy w tarlatanach, gazach, tiulach [cienkie tkaniny] tańczyły polki, galopady, tyrolienki, mazury ‒ do samego rana. Były to wesołe chwile Szamotuł.


Rynek w Szamotułach, po prawej stronie hotel de Gielda. Pocztówka z okresu 1905-18. Źródło: Widoki Powiatu Szamotulskiego na starych pocztówkach 1898-1945, Szamotuły 2016.


Ruch handlowy koncentrował się w rynku, rozpoczynał się z wiosną. Miniaturowy dom towarowy, gdzie było wszystko ‒ od zabawek do maszyn rolniczych ‒ posiadał pan Zapałowki, radny miejski. Piekarnię dobrze zaopatrzoną prowadził pan Kober. Rumiany, w białym fartuchu polecał swe gryski i wyborne kajzerki. Licznych pacjentów z miasta i okolicy leczył doskonale doktor p. Studniarski [2]. Jego żona (z domu Chosłowska) była serdeczną przyjaciółką mojej matki.

Szamotuły, miasto dostojne, spokojne ‒ nabierały wesołego wyrazu przez okoliczną, pełną żywiołowego temperamentu ludność, znaną z wesołości, pracowitości i staropolskich obyczajów. Dorodne postacie wieśniaków w granatowych sukmanach, kapotach, niemniej urodziwe gospodynie w pasiastych narzutach. Dziewczęta w gorsecikach, szerokich spódnicach, fartuchach i białych czapeczkach odznaczały się wdziękiem i zgrabnością. Miejsce popisu młodzieży w szamotulskich pięknych strojach to odpusty i jarmarki. Po karczmach i oberżach dudnią wtedy kobzy i dudy, zawodzą skrzypki, zachęcając do tańca i śpiewu. Śpiewano: 

„A bodajeś pstrąga zjadła z twoją urodą. Nawieszałaś koralików, czynisz się młodą”. Szamotulskie słynęło z tanecznego rozmachu i wesołego tempa piosenek mieszkańców z Gałowa, Objezierza, Kępy, Oporowa.


Źródło zdjęcia: Muzeum – Zamek Górków


Zabierano nas, dzieci również na jarmarki. Były to zjazdy kupieckie, tradycyjne, bo datujące „swym prawem targowym” już od roku 1284. Wtedy zapełniał się rynek budami z pajacami, lalkami, konikami. Specjalnością był kiosk z andrutami „luftszlangą”, „panieńską skórką” [późniejsza nazwa: „pańska skórka”, domowe cukierki czy raczej pianki]. Najwięcej przyciągał namiot amerykańskiego fotografa.

Czasami odwiedzał nas dziadek, sędzia z Kościana Roman Ziołecki, pan w befkach, halsztuchu [późniejsza nazwa: „halsztuk”, trójkątna chustka zawiązywana przez mężczyzn pod szyją, potem zastąpił ją krawat], długim surducie. Opowiadał kiedyś scenę z powstania. Jego okrzyk i marsową postać zapamiętałam sobie dobrze. Wkrótce potem zmarł ten doskonały prawnik, literat, tłumacz klasyków, powstaniec z r. 1831, człowiek szlachetny i prawy.

Typów, których powierzchowność nie ulega zmianie, było wówczas dużo. Znaszają ciągle staroświeckie ubrania, noszą wysokie kapelusze, opierają się na lasce z złotą gałką. Idą powoli, bez pośpiechu, zwykle o tej samej godzinie, gromadząc się w małej kawiarence, by politykować, lub wspominać dawne czasy. W parterowych oknach małych domków wychylają się starcy w czapeczkach, paląc długie fajki czy cybuchy; obok matrona w wysokim koku robi na drutach wełniane pończochy. Patrząc ciągle w ulicę, oczekując czegoś, co się nie zdarzy ‒ zbiegowiska czy awantury. Dzieci grają w klipę lub kamienie. Czasem powóz wolno przejeżdża, wzniecając tumany kurzu. I znów cisza zalega zaułek. Zza narożnika wyłania się dziwaczna sylwetka, których tu dużo. Nigdy nie zabraknie oryginałów na bruku małomiejskim ‒ czy to w dworkach obrośniętych winem czy kamieniczkach rynku.


Rynek w Szamotułach, pierzeja zachodnia. Widoczna figura św. Jana Nepomucena, ok. 1908 r. stanął obok niego słup ogłoszeniowy z zegarem (więcej na ten temat w artykule http://regionszamotulski.pl/figura-sw-jana-nepomucena/). Pocztówka z okresu 1905-06. Źródło: Widoki Powiatu Szamotulskiego na starych pocztówkach 1898-1945, Szamotuły 2016.


Wśród honoracji miejskich w zaścianku szamotulskim wyróżniała się zażywna postać pani Zapałowskiej w mantyli aksamitnej [pelerynie] na sutej sukni. Wdowa po ławniku pani Krzyżanowska miała dziwne pojęcie gościnności. Jedna ze starych dam w ogromny pompadur zgarniała ciasta będąc na wizycie. Na drugi dzień poczęstowała nimi zaproszonych gości.

Na drodze ku Wronkom stał parterowy domek, którego ściany rozszerzały się pod nawałem gości odwiedzających panią Michalinę Kierską, córkę generała Węgierskiego (http://regionszamotulski.pl/gen-emilian-wegierski/). Tam to poznała jako młoda panienka arkana sztuki kulinarnej u kuchmistrza Francuza Dijeon. Piekła słynne ptysie. Jeden z panów po zjedzeniu czterech dostał kilkugodzinnej czkawki. Musiał jechać do Poznania, gdzie doktor Niemiec poradził krople miętowe. („Przekrój” piszący na temat czkawki swego czasu, tego niezawodnego środka przeciw czkawce nie polecił).

Magnesem przyciągającym młodzież do dworku były córki, dwie urocze, wesołe brunetki: Eda [Eugenia] i Wanda. Po stracie majątku prowadziły panny Kierskie pewien czas piekarnię w Szamotułach. Szczegół ten specjalnie podnoszę, gdyż w owych czasach kobieta pracująca była osobistością mało popularną, zaliczoną do „emancypantek”. Równocześnie założyły w Poznaniu piekarnię dwie dawne magnatki – ziemianki ‒ Jadwiga i Maria Kierskie. I jednym i drugim nie powiodło się z piekarnią. Nic nie potrafiło złamać humoru i wesołości panny Edy, która szła przez życie śpiewając i śmiejąc się jak pasikonik z bajki Lafontaina. Raz tylko widziałam łzy w oczach Edy, gdy podlewała białe róże na grobie narzeczonego, młodo zmarłego prawnika Grabowskiego.

Wiosną bywało pięknie. Przedmieście w gęstwinie bzów i jesionów, sady i ogrody łączyły się z podmiejskimi łąkami. Na tle zielonych pól grały w słońcu żywymi barwami sukmany kmieci i bogate stroje gospodyń. W niedzielę, w czasie odpustów tłum ludzi otaczał starożytny kościół szamotulski. W głównym ołtarzu lśnił srebrem ram i wotami ołtarz polowy Jana Sobieskiego, przywieziony spod Wiednia i darowany przez Jana Korzbok Łąckiego [3]. Chóry śpiewały słynną pieśń do matki Boskiej Szamotulskiej. I tak ludność i otoczenie tworzyły oazę polskości, odporną na zakusy germańskie. Kościoły, szkoła parafialna, ochronki, probostwo tworzyły jakby odrębny świat dla siebie, placówkę nie tylko kulturalną ale i patriotyczną. O nią rozbijały się fakle germanizacji.

Były to czasy „Kulturkampfu”. Ówcześni duchowni dawali dowody ofiarności i hartu. Około 700 księży było uwięzionych. Tak też ówcześni proboszczowie szamotulscy znosili prześladowanie bismarkowskie. Wspomnę tu inną kartę z dni małego miasta. Od lat [moich] najmłodszych, przez przeciąg może 30 lat, z losami Szamotuł związany był proboszcz ks. Wilczewski [4]. Typ niezwykły i oryginalny. Kościsty, wysoki, posiadający wybitne rysy, niespokojnie biegające czarne oczy, ożywiona gestykulacja. Mówił umyślnie gwarą. W dni odpustu trzaskały bicze powozów Goślinowskich z Kępy, Kościelskich ze Śmiłowa, Mycielskich lub Turnów i płoszyły gołębie, kury, perlice. Na progu stał proboszcz, zażywając tabaki, to machając czerwoną, niezwykłych rozmiarów chustką do nosa. Czasem szeptał młodemu wikaremu: „A ostrzegam przed starą Kościelną [?], to najgorsza z całej parafii, jak zacznie przypominać a to kolędy, nowenny, a to różańce, a oktawy, a pieśni przygodne ‒ to chwili nie będziesz miał spokoju, tak cię zapląta w nabożeństwa”. 


Fasada wschodnia i zachodnia kościoła kolegiackiego. Od strony zachodniej za czasów, kiedy w Szamotułach mieszkała rodzina Sławskich, było tylko jedno (środkowe) wejście. Pocztówki z okresu 1905-1918. Źródło: Widoki Powiatu Szamotulskiego na starych pocztówkach 1898-1945, Szamotuły 2016.


Stary proboszcz szamotulski miał swoisty sposób wyrażania się i obcowania z ludźmi. Mimo oryginalności, a może dlatego, był lubianym przez parafian. Celował w zręcznym omijaniu kazań, gdy mu zabrakło czasu na przygotowanie się, zwłaszcza na niedzielę. Przecierał wtedy czerwoną chustką oczy, niby, że nie może przeczytać notatek. I wtedy nagle zaintonował pieśń do Matki Boskiej Szamotulskiej, podjętą przez tłum wiernych. Gdy umarła zacna i sędziwa pani Zapałowska, należąca do honoracji miasta, przyszła delegacja z prośbą o mowę pogrzebową. Prałat obiecał i miał zamiar dobrze się przygotować, by sławić cnoty zmarłej. Ale cóż ‒ na probostwie są ciągle goście, trzeba ich przyjmować, nie ma czasu na skupienie myśli. Zakłopotany prałat stoi nad trumną, namyśla się, co mówić, a publiczność czeka. Więc chrząknął i zawołał: „Znaliście dobrze nieboszczkę Zapałowską i ja ją też dobrze znałem. Co wam tu będę wiele gadał ‒ a światłość wiekuista niech jej świeci na wieki wieków…” Mówca zażył tabaki i machnął chustką na znak zakończenia oracji ‒ tej najkrótszej ze wszystkich mów pogrzebowych. Czasem wywołał konsternację, stylem jemu właściwym, przerywanym charakterystycznym gestem rozłożonych rąk.

Pamiętałam z późniejszych lat rozmowy, kiedy już był starcem, owe dziwne czasem wypowiedzi. Ktoś opowiada, że do kolacji prowadził ładną aptekarzową. Na to proboszcz: „A toś ty jadł dużą łyżką!” Krótko przed jego śmiercią malowałam jego portret. „Maluje mnie Malka i to na olejno” ‒ chwalił się parafianom. Kiedy umierał, odwiedziła go stara pani Kościelska [5]. Sędziwy kapłan domyślił się gorliwej intencji swej parafianki i to go gniewało, więc rzekł: „Niepotrzebnie się pani fatygowała. Wszystko było ‒ sakramenta i oleje, i… i to, co ma być ‒ wszystko jak się należy”. 

Dykteryjki, facecje opowiadane przy tabace i machaniu czerwoną chustką miały staropolski, swoisty charakter, jakąś nutę jowialności. Toteż głowę pełną ekspresji uwiecznił w portrecie sławny malarz niemiecki Adolf Mencel, poznawszy ks. Wilczewskiego w Kissingen, a niemiecka żona starosty ówczesnego napisała powieść o ks. Wilczewskim na tle Szamotuł pod tytułem: Kto rzuci pierwszy kamieniem… 


Ul. Kapłańska w okresie 1905-1915. Budynek probostwa powstał w 1853 r., starszy o 20 lat jest kolejny budynek (obecnie mieszkanie kościelnego), za czasów ks. Wilczewskiego (1874) powstał wikariat. Parafia odstąpiła część swojej ziemi pod budowę szkoły; budynek wzniesiono w 1873 r., a rozbudowano w 1899 r. Źródło: Fotopolska.


Wychowanie młodzieży za pruskich czasów nie było łatwe. Jako dziecko nie pojmowałam troski rodziców o polskie wykształcenie. W szkółce oficjalna nauka była niemiecka, więc uczono języka polskiego prywatnie, ale i język niemiecki należał do ogólnego wykształcenia. Każdy dom polski stawał się oazą polskości i patriotyzmu. Walka była nieraz ciężka. Starano się niemczyć ludność polską przez szkołę, przez nasyłanie urzędników i wojska. W tych warunkach życie małomiejskie stawało się specjalnie uciążliwe. Atmosfera była ciężka i niewesoła, przyszłość pełna nieufności i zwątpienia. Pozornie powiększała się liczba obywateli, gdyż zbankrutowani ziemianie przeprowadzili się do miasteczka i tam prowadzili życie pozbawione głębszej treści. Charakterystycznym na owe czasy był drobny epizod, z którego często się śmiano. Gazeta niemiecka „Die Post” napisała przez pomyłkę o następcy tronu zamiast der Kronprinzder Kornprinz. Zarządzono sprostowanie. Chochlik drukarski spłatał figla po raz drugi ‒ w sprostowaniu napisano der Knorprinz. Wreszcie wytoczono gazecie proces o obrazę majestatu.

Mimo częstych wyjazdów do Poznania, zabaw zimowych i wycieczek wiosną w okolicę, odczuwali rodzice moi nudę i jednostajność. Wizyty krewnych doktorstwa z Kościana, sędziny Lewandowskiej, Ziołeckich rozweselały naszą rodzinę i w szał radości wprawiały dzieciarnię. Najgorszą do zniesienia była jesień, kiedy dla [z powodu] błota i kałuż nie można było używać przechadzek. Później dla ostrych mrozów trzeba było siedzieć w domu. Umeblowanie w tej wiktoriańskiej epoce było ‒ już nie chcę mówić niegustowne, ale wysoce niepraktyczne. Stół okrągły, wywrotny, o jednej nodze, chwiał się pod ciężarem wysokiej lampy naftowej o ciężkim kloszu, grożąc wywróceniem się i pożarem. Znów sofka krótka o wysokim oparciu była istną pułapką dla gości, a źródłem uciechy dla dzieci, które ją przewracały przy zabawie. Liczne stołeczki do oparcia nóg, dywaniki, etażerki, stoliczki do kwiatów, pudełka do szycia, albumy ‒ nie upiększały pokoi, ale były źródłem pomysłowych zabaw. Zwłaszcza w czasie nieobecności rodziców, kiedy to stawiano barykady, pawilony, namioty i przebierano się, bawiąc się w Indian lub rozbójników.


Ul. Dworcowa (ten odcinek nosił wówczas nazwę: Klasztorna) w okresie 1905-06. Po lewej stronie Kriegerdenkmal pomnik ku czci żołnierzy pruskich, którzy zginęli w czasie wojny prusko-austriackiej (1866) i prusko-francuskiej (1870-1871). Wzniesiono go w 1896 roku, a po odzyskaniu przez Polskę niepodległości przeniesiono na nieistniejący już dzisiaj cmentarz ewangelicki (więcej o pomnikach z tego samego miejsca w artykule ). Źródło: Fotopolska.


Ojciec mój (Stanisław Sławski) i matka (Konstancja z Ziołeckich) planowo i konsekwentnie byli oddani wychowaniu dzieci. Tematów do rozmowy nie brakowało w owe jesienne deszczowe wieczory. Żywym jeszcze wspomnieniem żyły przejścia w wojnie francusko-pruskiej w r. 1870 i niesamowite przygody ojca mego w tej kampanii. Ja jednak nie doceniałam różnych rzeczy: np. to, że ojciec z wojny przywiózł tylko dwie książki Contes de fee i A de Karr: Les fleurs animees, a wojskowi niemieccy wycinali z ram cenne obrazy, zwijali je w rulon i przywieźli w tornistrach jako Kriegsbeute [łup wojenny].

Leniwie płynęły dni szamotulskie, zwłaszcza dla rodziców ‒ to był już ósmy rok pobytu. Aż nagle niespodziewanie nastąpiła zmiana. Wbrew ówczesnej polityce, kierującej wyższych i niższych urzędników na zachód, w celach germanizacji, ojciec mój zamiast być wysłanym na zachód, otrzymał nominację na sędziego w Poznaniu. Skończyła się dla mnie sielankowa młodość, dla rodziców wygnanie. Radość wielka zapanowała w rodzinie, lubiącej bądź co bądź odmianę. W porównaniu z Szamotułami był Poznań wielkim miastem pełnym atrakcji i dogodnych warunków życia. Małe miasta nie miały wówczas kanalizacji [6]. Wodę do mieszkań przynoszono wiadrami ze studni w podwórzu. Jesienią i zimą błoto i woda zalegały ulice źle oświetlone. Cieszyliśmy się więc na zmianę warunków.

Tak to niegdyś bywało w Szamotułach. Przeszło minęło. Czas przemknął, trącił skrzydłem w struny, budząc wspomnienia z lat dziecięcych.


Obszerne fragmenty wspomnień opublikowanych w Kalendarzu Ziemi Szamotulskiej 1958 pod red. Romualda Krygiera.

Opracowanie Agnieszka Krygier-Łączkowska


Objaśnienia:

3.Według tradycji właściciel Szamotuł Jan Korzbok-Łącki miał w 1683 r. zabrać ze sobą pod Wiedeń szamotulski obraz Matki Bożej. Przed bitwą z Turkami przy ołtarzu z tym obrazem odprawiono mszę św., w której uczestniczył król Jan III Sobieski. Po tym wydarzeniu ołtarz ten znalazł się w kolegiacie, a przed II wojną światową płyta z tego ołtarza miała zostać umieszczona jako tło szamotulskiej ikony.

4.Ks. Tertulian Wilczewski (1841-1907) urodził się w Grodzisku Wlkp. Kształcił się w rodzinnej miejscowości oraz w Lesznie (matura 1861 r.). Studiował w seminarium duchownym w Poznaniu i Gnieźnie, gdzie w 1864 r. przyjął święcenia kapłańskie. Był wikariuszem w Opalenicy, Sulmierzycach i Obornikach oraz kapelanem w Poznaniu. Od 1867 r. pracował w Szamotułach: najpierw jako mansjonarz i kapelan wojskowy, a od 1869 r. jako proboszcz parafii kolegiackiej. W latach 90. otrzymał tytuł honorowego obywatela Szamotuł.

Jego zasługą był gruntowny remont kościoła kolegiackiego, przeprowadzony w latach 80. i 90. XIX w. Zmieniono wówczas dach świątyni, dobudowano nową kruchtę, wykuto dwa wejścia obok środkowego (od strony zachodniej). w znacznym stopniu zmieniło się też wnętrze kościoła: pojawił się nowy ołtarz (św. Krzyża), ambona, droga krzyżowa i witraże. Na cmentarzu wybudowano nową bramę i sygnaturkę, powstał też dzisiejszy wikariat.

Ks. Wilczewski wspierał założone w jego czasach organizacje kościelne, przyczynił się do sprowadzenia do Szamotuł sióstr służebniczek Maryi i założenia przez nie ochronki i lazaretu. Działał społecznie i w polskim ruchu spółdzielczym. W Banku Ludowym w Szamotułach pełnił funkcję członka zarządu ‒ kontrolera i dyrektora. W latach 80. był członkiem Rady Nadzorczej Towarzystwa Akcyjnego Drukarni „Kuriera Poznańskiego”. Działał w powiatowym komitecie Towarzystwa Naukowej Pomocy w Szamotułach oraz wspierał finansowo działalność Towarzystwa Czytelni Ludowych. Był członkiem Wydziału Historyczno-Literackiego PTPN.

Był represjonowany przez ówczesne władze zaborcze. Spoczywa na cmentarzu w Szamotułach.

(Na podstawie: Piotr Nowak, Dzieje bazyliki kolegiackiej oraz parafii Matki Bożej Pocieszenia i św. Stanisława Biskupa w Szamotułach, Szamotuły 2018).

5. Stanisława Jadwiga Kościelska z domu Żerońska (1838-1918), żona Bolesława Kościelskiego.

6.Wodociągi i kanalizację uruchomiono w Szamotułach na początku XX w. W 1906 r. przy ul. Strzeleckiej (dziś Wojska Polskiego) powstała wieża ciśnień i kompleks budynków miejskich wodociągów. Obiekty zaprojektowała firma Heinricha Schevena z Düsseldorfu (por. tekst http://regionszamotulski.pl/szamotulska-wieza-cisnien/).

Nawa główna i prezbiterium w okresie 1905-1918. Na fotografiach widać elementy wyposażenia, które pojawiły się w latach, kiedy proboszczem był ks. T. Wilczewski: ambonę, stacje drogi krzyżowej, witraże. W tamtym okresie powstały też witraże i malowidło nad prezbiterium.

Pocztówki z okresu 1905-1918. Źródło: Widoki Powiatu Szamotulskiego na starych pocztówkach 1898-1945, Szamotuły 2016.

Maria Wicherkiewiczowa – Szamotuły w 1879 r., wspomnienia (część 2.)2021-10-05T11:15:27+02:00

Młyn żytni w Szamotułach

Młyn żytni w Szamotułach

W 1905 r. Żyd Israel Gorzelańczyk uruchomił młyn przy ulicy Młyńskiej. Był to trzeci młyn w Szamotułach, gdyż istniały już dwa inne: Szymona Bluma oraz Braci Koerpel (najpierw przy ul. Dworcowej, później – w 1927 r. – zbudowali duży obiekt przy ulicy Chrobrego).

Zdjęcia młyna sprzed przebudowy i po niej – Jerzy Walkowiak

Na temat Gorzelańczyka udało mi się znaleźć niewiele informacji. Urodził się w Szamotułach, w 1890 r. wziął ślub w Ostrowie Wielkopolskim z Reginą Ehrlich. W 1894 r. urodziła się ich córka Nathalie, a w 1898 r. druga córka Meta. Od kwietnia 1919 r. Gorzelańczyk zasiadał w pierwszej polskiej Radzie Miasta w Szamotułach. Do rady wybrano 9 Polaków, 2 Niemców i 1 Żyda. Pod koniec 1919 roku, albo na początku lat 20., Gorzelańczyk wyjechał do Niemiec.

Kolejnymi właścicielami tego obiektu byli Janiszewski, Sosnowski oraz Litwiński (co najmniej od kwietnia 1923 r.). Edward Litwiński prowadził młyn pod nazwą „Polski Młyn Parowy”. Był znanym szamotulskim przedsiębiorcą oraz działaczem społecznym. W 1928 r. wszedł do Zarządu Koła Miejscowego Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej. A rok później, 6 października 1929 r., roku został wybrany do Rady Miejskiej w Szamotułach. Podczas pierwszego posiedzenia nowej rady, 2 stycznia 1929 r., Litwińskiego wybrano przewodniczącym Rady Miejskiej w Szamotułach. Od 1929 r. wchodził również w skład Komisji Rewizyjnej Miejskiej Komunalnej Kasy Oszczędności w Szamotułach.


Pocztówka z 1905 r. (na dole na zdjęciu młyn Gorzelańczyka) oraz plan sytuacyjny sporządzony na początku lat 20. XX w.


Wielki kryzys gospodarczy dotknął również młyn parowy Litwińskiego. Aby zapobiec wykupieniu zakładu przez zagraniczny kapitał, 15 maja 1930 r. odbyło się zebranie, w czasie  którego Litwiński przedstawił projekt założenia spółdzielni. „Gazeta Szamotulska” z 17 maja 1930 r. tak zrelacjonowała to zebranie:

(Zagrożona placówka). We czwartek, dnia 15. b. m. odbyło się na sali Rady Miejskiej) o godz. 6-tej po południu zebranie zaproszonych obywateli celem stałego zatrudnienia młyna parowego p. E. Litwińskiego i to przez stworzenie spółdzielni. Zebranie zagaił p. mec. Wosik. Dłuższe przemówienie o ważności tej placówki, która skutecznie powinna konkurować z Żydami, wygłosił adw. Grybski. Jako rzeczoznawca techniczny i handlowy przemawiał p. Jan Krzyżanowski, podając wraz z Litwińskim projekt założenia spółdzielni, z czym ogólnie się zgadzano. Dalej przemawiał p. Litwiński, przedstawiając dobrą kalkulację w przedsiębiorstwie, na którego uruchomienie potrzebowano by około 400 000 zł! W dyskusji zabierali głos p. dyr. Wilemski, ks. Radca Kaźmierski, p. dyr. Białasik, p. Waligóra, p. Węclewski. – Postanowiono akcję tę przedsięwziąć na szerszej platformie. W tym celu ma się odbyć drugie liczniejsze zebranie, na którem omówi się środki zaradcze. Młyn p. Litwińskiego, na który czekają Żydzi i Niemcy (już są oferty!) powinien zostać w rękach polskich, tego wymaga honor miasta, już i tak zażydzonego. Bijemy znów na alarm! Oby nie było tak, jak z Olejarnią! -Zachodzi tu tylko ta różnica, że p. Litwiński młyna w obce ręce zaprzepaścić nie chce. Niemcy mają 1 i 1/2 miliona na objęcie młyna, dlaczego byśmy nie mieli zebrać 400 000 ? Placówka przemysłowa p. Litwińskiego jest zagrożona.

Kolejne zebranie w sprawie ratowania młyna odbyło się 25 maja 1930 r., o czym również dowiadujemy się z „Gazety Szamotulskiej” (27 maja 1930 r.).

S Z A M O T U Ł Y. (Młyn Litwińskiego). Ubiegłej niedzieli odbyło się na sali Rady Miejskiej II-gie zebranie, celem stworzenia Spółdzielni Przetworów Zbożowych (obecnie firma Litwiński). W zebraniu brało udział liczniejsze grono zainteresowanych z przedstawicielami władz i duchowieństwa. Po trzygodzinnych debatach wyłoniono ściślejszy komitet, w którym nie odmówił także współpracy ks. Radca Kaźmierski. Pole działania rozszerzono również na Poznań, gdzie odbędzie się następne zebranie ze współudziałem członków komitetu.

Wreszcie 27 lipca 1930 roku zawiązała się Spółdzielnia Handlowa Przetworów Zbożowych przy młynie parowym Litwińskiego. Utworzenie spółdzielni szczegółowo relacjonowała Gazeta Szamotulska z 29 lipca 1930 roku.

S Z A M O T U Ł Y. (Utworzenie Spółdzielni Handlowej Przetworów Zbożowych z odpowiedz, udziałami). Po licznych zebraniach i konferencjach komitetowych zwołane zostało ostatecznie na niedzielę dnia 27 lipca br. zebranie, celem ukonstytuowania spółdzielni przy młynie p. Litwińskiego. Na zebranie to przybyli obywatele z Szamotuł, Wronek, Poznania, Obrzycka, Ostroroga i Otorowa. Obecny był delegat Patronatu Spółek Zarobkowych z Poznania p. Roman Koźlik. O godzinie 6-tej zagaił zebranie wicecechmistrz p. Ignacy Osiński, któremu oddano przewodnictwo. Przedłożony statut został odczytany, przedyskutowany, po wyczerpujących objaśnieniach delegata Patronatu, ostatecznie przyjęty i przez wszystkich obecnych podpisany. Udziały wynoszą zł. 1000.- bez żadnej dalszej odpowiedzialności. Udział wpłaca się jednorazowo lub ratami. Rada Nadzorcza składa się z 5 do 9 członków. Na razie wybrano 5 członków, mianowicie: 1. p. Klemensa Sawalę, cechmistrza piekarskiego z Wronek, 2. p. Bolesława Stroińskiego, mistrza piekarskiego z Szamotuł, 3. p. Władysława Mazurkiewicza, mistrza piekarskiego z Szamotuł, 4. p. Jana Krzyżanowskiego, kupca i fachowca młynarskiego z Poznania, 5. p. Stefana Kłosa, kupca z Szamotuł. Dalsze miejsca zarezerwowano dla upatrzonych już przedstawicieli piekarstwa z Poznania i rolnictwa jak i handlu oraz przemysłu. Po uzupełnieniu Rady Nadzorczej jest przewidziana równocześnie rekonstrukcja Rady, ponieważ p. adwokat Grybski, który nie mógł być obecny z powodu wyjazdu za granicę, zastrzegł sobie miejsce w Radzie, jako ew. przewodniczący. Ponieważ p. adwokat Grybski jest dzielnym przemysłowcem, byłby wybór jego bardzo szczęśliwy. – Jako punkt ostatni oznaczono sumę 300 000 zł, za najwyższą, jaką Spółdzielnia może zaciągnąć na cele obrotowe. Po wyczerpaniu porządku obrad przewodu, p. Osiński zamknął posiedzenie, życząc nowej Spółdzielni wszelkiego powodzenia i rozwoju. – Natychmiast po zamknięciu zebrała się Rada Nadzorcza i wybrała na przewodniczącego jednogłośnie p. Jana Krzyżanowskiego, a na zastępcę również jednogłośnie p. Władysława Mazurkiewicza, na sekretarza zaś p. Bolesława Stroińskiego. Przystąpiono do wyboru członka Zarządu i wybrano jednogłośnie kupca zbożowego p. Karola Roeslera od zaraz, który wybór ten przyjął. – Dalszy punkt, omówienie i zawarcie kontraktu z właścicielem młyna p. Edwardem Litwińskim poruczono Radzie Nadzorczej i Zarządowi. Wręczy się również odpis kontraktu Patronatowi z Poznania na jego życzenie. – Jako ostatni punkt załatwiono wybór Komisji Rewizyjnej, do której wybrano panów: Sawalę z Wronek i Kłosa z Szamotuł. Na tem zamknięto zebranie Rady Nadzorczej. Z uznaniem należy zaznaczyć przy te sposobności, że nasz naczelnik Sądu p. sędzia Dutkiewicz, który interesuje się wszelkim postępem, zaszczycił zebranie swoją obecnością. Duże zasługi ma Ks. Radca i dziekan Kaźmierski, który w początkach tworzenia Spółdzielni, pomimo trudności, wyraźnie zaznaczył, że od współpracy się nie usuwa. Na zebraniu konstytucyjnem dla wyjazdu do wód obecnym być nie mógł, lecz jeszcze przed wyjazdem podpisał deklarację członkostwa i przeznaczył kilkaset centnarów zboża na zapoczątkowanie pracy. – Należy się na tern miejscu także podziękowanie prasie, która dużo pomogła do utworzenia Spółdzielni. – Witamy nową „Spółdzielnię Handlową” i zaznaczamy z naszej strony, że tę myśl szczęśliwą utworzenia Spółdzielni podał p. adwokat Grybski, za co mu się należy wdzięczność. – Dobrze stało się, że uratowano placówkę przemysłową i zabrano się do wspólnej pracy. Kto jeszcze deklaracji nie nadesłał, zechce ją posłać na ręce Zarządu pod adresem p. Karola Roeslera.

Kilka dni później na temat powstałej spółdzielni rozmawiali piekarze, o czym również informowała „Gazeta Szamotulska” w numerze z 9 sierpnia 1930 r.:

SZAMOTUŁY. (Piekarze radzili). W ubiegły czwartek odbyło się na sali hotelu „Eldorado” zebranie szamotulskiego Cechu Piekarskiego. Obrady toczyły się głównie na temat ucisku podatkowego i utworzonej spółdzielni przy młynie parowym p. Litwińskiego. Piekarze szamotulscy wnieśli wnioski do Wielkopolskiej Izby Skarbowej z prośbą o zniżenie podatku obrotowego, (z.).

Po nagłej śmierci Litwińskiego (22 kwietnia 1931 r.) młyn został wystawiony na sprzedaż w przetargu przymusowym. Cały obszar miał 0,7551 ha., w skład zabudowań oprócz młyna wchodziły również wozownia, spichlerz, hala maszyn, kotłownia oraz chlew. Roczna wartość użytkowa budynków wynosiła 4341 mk.

Młyn przeszedł na własność Banku Gospodarstwa Krajowego oddział w Poznaniu. Po kilkuletnim zastoju, w połowie lutego 1933 r., obiekt wydzierżawiła firma Cerealia z Poznania.


Budynek dawnego młyna, 2007 r. Zdjęcie Andrzej Bednarski


Po II wojnie światowej obiekt ten, podobnie jak młyn firmy Bracia Koerpel, przeszedł na własność Skarbu Państwa. Początkowo młyny zarządzane były przez Związek Spółdzielni Gospodarczych „Społem”, później przejęły je Polskie Zakłady Zbożowe, a od lat 70. działały jako Okręgowe Przedsiębiorstwo Przemysłu Zbożowo-Młynarskiego PZZ w Poznaniu – Zespół Spichrzy i Młynów w Szamotułach. Obiekt przy ul. Młyńskiej (młyn nr 10) został zmodernizowany, wytwarzano w nim mąkę i otręby. Przez jakiś czas mąkę pakowano do charakterystycznej torebki z obrazkiem pary w stroju szamotulskim.

Po zmianie ustroju zakłady zostały przekształcone w spółkę akcyjną, a w związku z trudnościami finansowymi w 1999 r. przeszły restrukturyzację i ogłoszono ich upadłość. Obiekt przy ul. Młyńskiej działał jeszcze do 2003 r., potem przez kolejnych kilka stał pusty, aż wreszcie w latach 2013-2014 został zaadaptowany na mieszkania. Obok powstały nowe budynki, przeznaczone na cele mieszkaniowe. Na parterze obiektów siedzibę mają różne firmy usługowe (jest nawet przedszkole). Całość osiedla nosi nazwę „Młyn Żytni”. W jednym z budynków należących dawniej do przedsiębiorstwa, a leżących poza obrębem osiedla, znajduje się sklep meblowy.


Budynek dawnego młyna, 2007 r. Zdjęcie Andrzej Bednarski


Architektura

Budynek wykonany z cegły pełnej, natomiast dach i stropy w konstrukcji drewnianej. Pierwotnie został zbudowany jako 1/3 obecnej bryły, była to tylko część wysoka (od strony ul. Młyńskiej) – pięciokondygnacyjna (wysokość około 18 metrów). W kolejnych latach dobudowano część środkową – czterokondygnacyjną (wysokość około 12 metrów) oraz część niską – trzykondygnacyjną (około 9 metrów wysokości). Po ponad 100 latach, w 2014 r., nad częścią środkową i niską została wykonana nadbudowa o powierzchni ok. 300 m².

Przebudowę młyna doceniono w 2016 r. w ogólnopolskich plebiscytach: Bryła Roku 2015 (6. miejsce) i Polska Architektura XXL (1. miejsce w kategorii obiekty mieszkaniowe).

Jest to teraz bardzo ładna i zadbana część miasta. Choć dawnej szamotulskiej firmy, która przez 100 lat dawała zatrudnienie kolejnym pokoleniom szamotulan, żal…

Michał Dachtera

Współpraca Agnieszka Krygier-Łączkowska

Literatura:

  1. „Gazeta Szamotulska” 1929 nr 4, 8, 103, 118; 1930 nr 1, 56, 60, 86, 91; 1933 nr 17; 1936 nr 111.
  2. Paweł Mordal, Marek Krygier, Inwentaryzacja Krajoznawcza Miasta i Gminy Szamotuły, Szamotuły 1989.
  3. http://sztuka-architektury.pl/article/3243/polska-architektura-xxl-8211-znamy-faworytow-internautow.
  4. http://www.bryla.pl/bryla/56,85301,19982052,bryla-roku-2015-poznaj-zwyciezcow-tegorocznej-edycji-konkursu.html.

Fotografie archiwalne:

  1. „Gazeta Szamotulska” 1923 nr 43; 1924 nr 13; 1927 nr 114; 1928 nr 114;1929 nr 28; 1931 nr 47, 48.
  2. Szukaj w archiwach, jednostki sygn. 53/296/0/6.27/5303, Młyn parowy E. Litwińskiego w Szamotułach nr woj. kotła 162
  3. „Nowy Kurjer” 1930 nr 182.
  4. „Tygodnik Parafii Szamotulskiej” 1938.
  5. Zdjęcia rodzinne Jana Kulczaka.

Zdjęcia Jan Kulczak, 2014 r.

Z lokalnej prasy


Z archiwum

Zdjęcie z archiwum Jana Kulczaka, 1938 r. Fragment widocznego murku otaczał pomnik Powstańca, wysadzony przez Niemców na początku wojny.

Zdjęcia z sesji fotograficznej W poszukiwaniu detalu, kwiecień 2019 r. – Klub i Sekcja Fotograficzna SzOK, prowadzenie Tomasz Koryl.

Michał Dachtera

Mieszka w Szamotułach, ale jego serce zostało w Ostrorogu i okolicach.

Miłośnik historii, poszukiwacz archiwalnych zdjęć. Na Facebooku prowadzi profil Ostroróg na kartach historii.

Młyn żytni w Szamotułach2021-01-18T20:52:41+01:00

Firmy w Szamotułach w okresie międzywojennym – wystawa

Szamotulskie firmy w okresie międzywojennym – wystawa przygotowana przez uczniów Liceum Ogólnokształcącego im ks. Piotra Skargi

Prezentowane teksty oraz materiał zdjęciowy są internetową wersją głównej części wystawy przygotowanej w ramach projektu W drodze do nowoczesności. Gdynia i Szamotuły w latach dwudziestych. Uczniowie przez kilka miesięcy poszukiwali informacji o rodzinach przedsiębiorców szamotulskich i firmach działających w naszym mieście. Zestawiono je z procesem tworzenia Gdyni – miasta powstałego z małej rybackiej wioski. Opiekunką projektu była Wiesława Araszkiewicz.

Projekt był realizowany dzięki grantowi przyznanemu Zespołowi Szkół nr 1 w Szamotułach przez Narodowy Bank Polski w konkursie: My Polacy ‒ niepodlegli, przedsiębiorczy. Celem konkursu było pokazanie osiągnięć gospodarczych drugiej Rzeczpospolitej.

Firma Bracia Koerpel – meblarnia i młyn

Pod koniec XIX wieku bracia Max i Karl Koerpel (Koerplowie) założyli młyn parowy w Szamotułach. Aby mówić o dokonaniach Maxa i Karla Koerpel w XX w. w Szamotułach, należy krótko wspomnieć o ich rodzinie.

W 1911 r. bracia Max i Karl Koerpel zatrudnili w swoim młynie parowym Paula Knape, którego córka, Herta Knape, w 1925 r. została żoną samego Herberta Koerpla. Małżeństwo miało troje dzieci: Henryka, Pawła i Brygidę, która jest autorką książki pt. Epizody. Publikacja została wydana w Szamotułach kilka lat temu i przedstawia losy rodziny w burzliwym XX wieku. Brygida Koerpel wspomina, że historia jej rodziny w Szamotułach, nie zaczęła się od niej, lecz od jej dziadka od strony ojca – Karla Koerpla, który urodził się w Szamotułach, w żydowskiej rodzinie. Natomiast babcia Helena Lissner urodziła się w 1860 r. w Obrzycku. Obie żydowskie rodziny były całkowicie zasymilowane w kulturze niemieckiej. Po ślubie nowożeńcy zamieszkali w Szamotułach. W 1895roku urodził się ojciec pani Brygidy ‒ Herbert, który był jednym z dziewięciorga rodzeństwa.


Młyn parowy braci Koerpel przy ul. Dworcowej. Źródło: Muzeum – Zamek Górków w Szamotułach.


Przedsiębiorcy przyjaźnili się z rodziną burmistrza Konstantego Scholla. W przekazach rodzinnych zachowała się anegdota o zakładzie między Herbertem Koerplem i Konstantym Schollem o tym, kto wcześniej zbuduje obiekt: czy burmistrz szkołę powszechną (dzisiejsza Szkoła Podstawowa nr 1 przy ulicy Staszica), czy przedsiębiorca młyn z możliwością podłączenia do bocznicy kolejowej. Zwyciężył Herbert Koerpel.

W 1939 r. rodzina Koerplów była zmuszona uciekać z Szamotuł w obawie przed nadchodzącą wojną. Lata wojny spędzili w ZSRR, a do domu wrócili w 1946 roku. Nie wszyscy członkowie rodziny przeżyli tułaczkę. W Uzbekistanie zmarł Herbert Koerpel.


Wnętrze meblarni. Źródło: Muzeum – Zamek Górków w Szamotułach.


W 1897 roku bracia Koerpel założyli w Szamotułach fabrykę mebli, właściwie stolarnię. Początkowo produkowała proste ławy i stoły na potrzeby mieszkańców Szamotuł i okolic. Z czasem zakład rozrósł się i poszerzył zakres swojej produkcji. Pod koniec XIX wieku rodzina Koerpel uruchomiła inny zakład ‒ młyn parowy. Został zlokalizowany przy stolarni. Po uruchomieniu młyna Karl i Max Koerpel rozbudowali stolarnię i stworzyli fabrykę mebli.

W ten sposób stali się największymi przedsiębiorcami w Szamotułach. W okresie międzywojennym rodzinna firma, kierowana przez Herberta i jego kuzyna Juliusa, powiększyła się o nowoczesny młyn w rejonie dzisiejszej ulicy Chrobrego.


Młyn przy ul. Bolesława Chrobrego, 1930 r. Źródło: Muzeum – Zamek Górków w Szamotułach.


W styczniu 1928 roku Gazeta Szamotulska tak opisywała nową inwestycję rodziny Koerpel: „Ośmiopiętrowy młyn parowy Koerpla, wybudowany w pobliżu dworca towarowego, z własną bocznicą, urządzony z wielkim nakładem, będzie uruchomiony 15 stycznia 1928 r. Koszty budowy kolosalnego młyna, który wymielać będzie 2500 centnarów (ok.125 ton) na dobę, wynoszą 2 i pół miliona zł. Właściciele młyna, bracia Koerpel zamierzają przenieść tu swoją meblarnię parową, pobudować budynki mieszkalne i biurowe, a dotychczasowe obszerne zabudowania przedsiębiorstwa, położone przy ulicy Dworcowej, składające się z młyna parowego, obszernego spichrzu, parowej meblami. i domu mieszkalnego wzgl. biurowego, sprzedać na  inne cele przedsiębiorcze”. Jak wspomina Brygida Koerpel w książce pt. Epizody: „Kolorowe były wspomnienia z niedzielnych wypraw do młyna. Chodzenie po zadziwiająco lśniących i gładkich posadzkach hal z tajemniczymi maszynami, w których szumiało, szemrało, a niektóre się śmiesznie kiwały. (…) Młyn był pełen interesujących możliwości i subtelnie nim pachniało”.


Dzieci Herty i Herberta Koerpel – Henryk, Brygida i Paweł Koerpel. Źródło: Brygida Koerpel, Epizody, Szamotuły 2014, s. 143.


Listownik firmy Koerpel, lata 20. XX w. Źródło: Brygida Koerpel, Epizody, Szamotuły 2014, s. 34.

Herta i Herbert Koerpel – rodzice Brygidy Koerpel, autorki wspomnień, 1924 r. Źródło: Brygida Koerpel, Epizody, Szamotuły 2014, s.11.

Rodzice Herty – Paul Otto Knape i Anna z domu Koessling, ok. 1918 r. Źródło: Brygida Koerpel, Epizody, Szamotuły 2014, s. 28.

Rodzina Koerpel: Herta i Herbert z dziećmi i dziadkiem Karlem w Szamotułach, krótko przed II wojną światową. Źródło: Brygida Koerpel, Epizody, Szamotuły 2014, s.35.

Dom rodziny Koerpel, ul. Dworcowa, 1939 r. Źródło: Brygida Koerpel, Epizody, Szamotuły 2014, s. 36.

Dokument firmy Koerpel, zarządzanej w latach wojny przez Niemców. Źródło: Muzeum – Zamek Górków.

Hala meblarni krótko przed jej wyburzeniem w VI 2019 r.


Z prasy lokalnej

„Szamotuły. (Olbrzymi gmach) Ośmiopiętrowy młyn parowy Koerpla, wybudowany w pobliżu dworca towarowego, z własną bocznicą, urządzony z wielkim nakładem, będzie uruchomiony 15 stycznia 1928 r. Koszty budowy kolosalnego młyna, który wymielać będzie 2500 ctr. na dobę, wynoszą 2 i pół miljona, zfł. Właściciele młyna, bracia Koerpel, zamierzają przenieść tu swoją meblarnię parową, pobudować budynki mieszkalne i biurowe, a dotychczasowe obszerne zabudowania przedsiębiorstwa, położone przy ulicy Dworcowej, składające się z młyna parowego, obszernego spichrzu, parowej meblarni i domu mieszkalnego wzgl. biurowego, sprzedać na inne cele przedsiębiorcze. Zalecałoby się, ażeby kandydaci posiadający ducha przedsiębiorczego i odpowiedni kapitał, zgłosili się już teraz, celem nabycia dotychczasowych ubikacji fabrycznych od Braci Koerpel. Miasto nasze, które rozbudowuje się z każdym rokiem nadspodziewanie, zapowiada wielką przyszłość. W roku ubiegłym wybudowano 18 domów mieszkalnych. I na rok bieżący zapowiada się dość liczny ruch budowlany. Zgłaszają się już urzędnicy i emeryci, o nabycie gruntu, przeznaczonego na rozbudowę miasta, celem budowy domów mieszkalnych”.

„Gazeta Szamotulska” 1928 nr 3

„S Z A M O T U Ł Y . (Rozbudowa meblami parowej Fy. Br. Koerpel.) Firma Bracia Koerpel przystąpiła do znacznej rozbudowy swej meblarni parowej, w której zatrudnia od szeregu lat bardzo poważną liczbę stolarzy, malarzy i robotników. Rozbudowa nastąpi na tej samej posiadłości przez odpowiednie złączenie dotychczasowego młyna parowego i wszystkich z nim połączonych ubikacyj, z dotychczasową parową meblarnią. Przez rozbudowę tej meblarni względnie tego przedsiębiorstwa, które rozwija się bardzo pomyślnie, znajdzie znów cały szereg stolarzy i malarzy tak upragnione zatrudnienie. – Zaznaczyć należy, że Fa. Bracia Koerpel stara się o zatrudnienie bardzo poważnej liczby rzemieślników i robotników w swym ośmiopiętrowym młynie parowym, meblarni parowej i w tartaku”.

„Gazeta Szamotulska” 1929 nr 49

Pocztówka z 1912 r. Źródło: Fotopolska.eu.

Źródło: Złota księga ziemiaństwa polskiego, redakcja Stanisław Sas-Lityński, Poznań 1929, s. 37-38.

Cukrownia w Szamotułach, 1937 r. Źródło: Muzeum – Zamek Górków w Szamotułach.

Cukrownia

W 1892 roku zawiązała się spółka akcyjna z ograniczoną odpowiedzialnością o nazwie Zuckerfabrik Samter, czyli cukrownia szamotulska. Nowoczesny zakład wybudowała 3 lata później Fabryka Maszyn z Halle. Choć większość udziałowców stanowili Niemcy, zarząd tworzyli niemieccy i polscy ziemianie, a na czele rady nadzorczej stanął hrabia Twardowski z Kobylnik. Była to jedna z mniejszych wytwórni cukru w Wielkopolsce.

W 1911 roku zakład poddano gruntownej przebudowie, w wyniku czego zwiększona została prawie dwukrotnie jego zdolność przerobowa. Cukrownia produkowała tylko cukier surowy. W celu rafinacji produkt wywożono do Magdeburga.


Pocztówka 1911 r. Źródło: Muzeum – Zamek Górków w Szamotułach.


W okresie międzywojennym cukrownia była największym zakładem w Szamotułach, choć w skali kraju firmę można określić jako średnią. W Polsce międzywojennej przeprowadzono kilka inwestycji. Przebudowa w 1928 roku polegała na zainstalowaniu nowoczesnych urządzeń, które zwiększały produkcję cukru i dawały możliwość wytwarzania prądu na potrzeby powiatu.


Cukrownia w Szamotułach na pocztówce z 1911 r. Źródło: Szamotuły na dawnej pocztówce 1898-1939, Szamotuły 2000, s. 105.


Cukrownia w okresie kampanii zatrudniała kilkuset pracowników, a po zakończeniu akcji lawinowo wzrastała liczba osób bezrobotnych, z których niewielka część mogła pobierać zasiłki. Kierownictwo firmy mocno podkreślało społeczny wymiar działalności zakładu.


Pocztówka sprzed 1918 r.  Źródło: Szamotuły na dawnej pocztówce 1898 – 1939, Szamotuły 2000, s. 107.


Olejarnia

W 1910 roku bracia Nathan zbudowali szamotulską „Olejarnię”. Należały do nich obiekty zlokalizowane przy ulicy Dworcowej: młyn parowy i pokostownia, usytuowane w miejscu, gdzie znajduje się dzisiejsza „duża Biedronka”. W Szamotułach oprócz olejarni posiadali jeszcze kilka kamienic przy Rynku i placu Sienkiewicza. Krótko po odzyskaniu niepodległości przez Polskę Nathanowie postanowili opuścić Polskę i wyjechać do Niemiec. W związku z tym sprzedali olejarnię, kamienice i prowadzone w nich interesy.


Szamotulska olejarnia w okresie międzywojennym. Źródło: Muzeum – Zamek Górków w Szamotułach.


Firmę kupił Jan Kolipiński, przedsiębiorca z Pleszewa. W roku 1921 Jan Kolipiński zawiązał Towarzystwo Akcyjne, w którym miał większość udziałów. Uruchomił olejarnię, młyn parowy i pokostownię pod wspólną nazwą „Olejarnia w Szamotułach – Spółka Akcyjna”. Jako jej największy udziałowiec został dyrektorem. Zakładami zarządzał ze zmiennym szczęściem. Problemem okazała się zagraniczna konkurencja i niespłacone długi, które latami ciążyły na hipotece.

W 1930 roku zakład przejęli bracia Borach, obywatele francuscy. Po kilku latach zakłady tłuszczowe przeszły w przymusowy zarząd, potem w dzierżawę. Po przekształceniach spółka produkowała różne rodzaje olejów: rzepakowy, lniany; pokosty i paszę dla zwierząt. Pod koniec lat trzydziestych wartość produkcji firmy przekraczała milion ówczesnych złotych i dlatego zakład można zaliczyć do grupy firm średniej wielkości.


Józef Kawaler – założyciel drukarni

Józef Kawaler urodził się w 1881roku w pobliżu Ostrowa Wielkopolskiego. Jako piętnastolatek podjął naukę zawodu w drukarni największego wówczas drukarza w Ostrowie Wielkopolskim. Poznał tajniki gutenbergowskiej sztuki i nabył pierwszych doświadczeń redaktorskich. Po czterech latach nauki przeniósł się do Torunia, gdzie zrozumiał, na czym polega „wyszykowanie” (to było jego ulubione słowo) dobrego numeru gazety.


Jozef Kawaler w pracowni. Źródło: Maria Kuzioła, Wyszykowanie, Szamotuły 2018, s. 35.


Około 1904 roku Józef wyjechał do Niemiec i osiedlił się w Westfalii. W 1906 roku ożenił się z Ludwiką Biernat. Zarobione pieniądze i doświadczenie przeznaczył na swoją prywatną firmę drukarską w nadreńskim Oberhausen. To właśnie tam zaczęła się historia rodzinnego zakładu poligraficznego. Rozkwit firmy przypadł na okres 4 lat przed wybuchem I wojny światowej. W 1911 roku na Wystawie Przemysłowej w Berlinie właściciel drukarni otrzymał nagrodę za Atlas roślin łąkowych (wydany w języku niemieckim). Drukarnia dostała kolejne odznaczenie „Wielki Medal Złoty”. Wizerunek obu zdobytych medali Józef umieszczał na drukach reklamowo-rachunkowych przez długie lata. Po zakończeniu wojny wznowił działalność firmy, zleceń nie brakowało.


Siedziba firmy przy dzisiejszej ul. Powstańców Wlkp. Źródło: Maria Kuzioła, Wyszykowanie, Szamotuły 2018, s. 36.


W roku 1920 Józef Kawaler rozpoczął starania w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Niemiec o pozwolenie przeniesienia urządzeń drukarskich do Polski. Początkowo zakład miał być przeniesiony do Pniew, ponieważ nie było tam jeszcze prądu elektrycznego, wybór padł na Szamotuły. Pierwszego stycznia 1921roku został uruchomiony zakład pod nazwą „Drukarnia nakładowa Józefa Kawalera w Szamotułach”.

Najbardziej znanym lokalnym wydawnictwem była ukazująca się od 1922 roku „Gazeta Szamotulska”. W pierwszym egzemplarzu swojej gazety Kawaler napisał, że jej zadaniem było głoszenie hasła „obrony i pielęgnowania wiary, mowy i kultury”. Gazeta informowała nie tylko o wydarzeniach lokalnych, ale również o zjawiskach w kraju i na świecie.


Wjazd do drukarni od dzisiejszej ul. Powstańców Wlkp. Obok dom rodziny Kawalerów. Źródło: Maria Kuzioła, Wyszykowanie, Szamotuły 2018, s. 32.


„Towarzysze sztuki drukarskiej”, czyli zecerzy, byli sercem firmy. Nazywano ich składaczami, ponieważ zajmowali się sztuką składu tekstu ręcznie lub na maszynie. Materiałem, z którym zecer pracował na co dzień, był materiał zecerski (czcionki i inne elementy). Jedną z niezwykłych umiejętności zecera było czytanie tekstu w odbiciu lustrzanym i „do góry nogami” jednocześnie. Do 1930 roku drukarnia miała swoją introligatornię, czyli miejsce, w którym ręcznie oprawiano książki.



Praca w drukarni Kawalera

Źródło: Maria Kuzioła, Wyszykowanie, Szamotuły 2018, s. 34, 36-39.

Źródło: Muzeum – Zamek Górków w Szamotułach

Źródło: Muzeum – Zamek Górków w Szamotułach

W 2015 roku uczniowie Liceum Ogólnokształcącego im. ks. Piotra Skargi wzięli udział w konkursie grantowym Fundacji BZ WBK Tu mieszkam, tu zmieniam. W ramach projektu powstała wystawa poświęcona 3 ważnym szamotulanom: ks. Bolesławowi Kaźmierskiemu, Konstantemu Schollowi i Henrykowi Wysockiemu. 

Zapraszamy do zapoznania się z rezultatami tej pracy:  http://zapomnianiszamotulanie.org.pl/index.html.

Firmy w Szamotułach w okresie międzywojennym – wystawa2019-11-20T22:34:54+01:00

Maria Wicherkiewiczowa – Szamotuły w 1879 r., wspomnienia (część 1.)

Maria Wicherkiewiczowa

Wspomnienia z Szamotuł

z roku 1879

(część 1.)

Kilka słów o autorce wspomnienia:

Maria Wicherkiewicz (z domu Sławska) urodziła się w 1875 roku w Szamotułach, zmarła w 1962 roku w Poznaniu. Ojciec Stanisław był prawnikiem, uczestniczył w powstaniu styczniowym, powołany do wojska pruskiego brał udział w wojnie prusko-francuskiej (1870-71). W latach 1871-79 zajmował stanowisko sędziego w Sądzie Rejonowym w Szamotułach. Zamieszkał tu wraz z żoną – Konstancją z domu Ziołecką, najstarszą córką i nowo narodzonym synem Rogerem (późniejszym architektem). W Szamotułach urodziły się kolejne dzieci małżeństwa: Zofia Konstancja i Maria. Później – po objęciu stanowiska sędziego w Poznaniu – przyszło na świat jeszcze dwoje dzieci.

Maria od wczesnej młodości uczyła się malarstwa, malowała głównie portrety kobiet, widoki zabytków i martwe natury. W 1894 roku wyszła za mąż za dwadzieścia lat od siebie starszego lekarza okulistę Bogdana Wicherkiewicza, z którym doczekała się trojga dzieci: Janiny, Izabelli i Stefana. Po 1904 roku zajęła się działalnością literacką i dokumentalistyczną. W prasie poznańskiej publikowała wiersze i opowiadania. Zajęła się także historią Poznania, dużo czasu poświęciła badaniom archiwalnym. Ich efektem były publikacje dotyczące przeszłości Poznania i jego zabytków (m.in. Zamku Królewskiego, pobytu Napoleona, historii szlachty poznańskiej), w 1916 wydała pracę źródłową poświęconą Pałacowi Działyńskich. W 1932 roku opublikowała powieść Łódź w purpurze, poświęconą dziejom rodu Górków, zajmowała się także losami swojej babki Matyldy Ziołeckiej. Ostatnią książkę – powieść historyczną Jan Quadro z Lugano wydała w wielu 85 lat.

Wspomnienia lat dziecięcych są jak pyłki kwiatu. Zacierają się, ulatują za podmuchem wiatru. Trudno je zachować. Lecz choć niepozorne, bezlistne, srebrzystym puchem osypane kiście wierzby – urzekają nas – jako zapowiedź wiosny. W nierozwiniętej, cierpkiej świeżości tkwi niecierpliwie oczekiwanie słonecznych dni.

Urodziłam się w Szamotułach w roku 1875, jedenastego listopada – w pochmurny dzień – w dniu św. Marcina. Śnieg padał. Ten święty Marcin na siwym koniu – to jak przeznaczenie. Blisko 60 lat mieszkam przy ulicy św. Marcina. I w bliskim sąsiedztwie kościoła św. Marcina, tej najstarszej świątyni gotyckiej Poznania, ongiś na wzgórzu za miastem leżącej. […]

Z pobytu w Szamotułach jako dziecko kilkuletnie dużo zapamiętałam, uzupełniając szczegóły z później zasłyszanych [opowieści]. Posiadałam jako późniejsza malarka i literatka pamięć wzroku i umysłu, która właśnie cechuje ludzi pióra – nawet od drugiego roku życia. Przyczyniło się może do tego życie rodzinne, rozmowy i nauki starszych. Rodzice a zwłaszcza ojciec, adorowany przez dzieci był dla nas istotą kultu, zasypywany dzikimi wybuchami sympatii i uścisków. Mama, cierpiąca często na migrenę – była w gronie rodziny i w towarzystwie zawsze na uboczu, nie lubiła zwracać na siebie uwagi. […]

Dziecko – nie umie ocenić miłości, poświęcenia, ofiar, rodziców, wyrozumiałości rodzeństwa – a przecież to jest głównym motorem szczęśliwego dzieciństwa. A może dlatego utkwiła senna zjawa sielankowych Szamotuł w mej wyobraźni dziecka, podświadomie odczuwającego gorącość uczuć otoczenia jako podstawę słonecznego okresu młodości.

Na ogół niewiele da się powiedzieć i niewiele pisano o biernym na pozór życiu owych nudnych prowincjonalnych, zaściankowych miasteczek, na których sztandarze można napisać słowa usprawiedliwiające: „Il piccolo mondo antico!” [Mały dawny świat]. Wracam do najwcześniejszych, bladych jak widziadła senne, zamierających reminiscencji szamotulskich.

Wspomnienia lat dziecięcych są jak pyłki kwiatu. Zacierają się, ulatują za podmuchem wiatru. Trudno je zachować. Lecz choć niepozorne, bezlistne, srebrzystym puchem osypane kiście wierzby – urzekają nas – jako zapowiedź wiosny. W nierozwiniętej, cierpkiej świeżości tkwi niecierpliwie oczekiwanie słonecznych dni. Zachwycałam się niegdyś jako dziecko szarymi wierzbami, zwisającymi nad wąskim strumykiem Samą. A me wspomnienia z owych dni są również bezbarwne. Jak wczesne kwiaty wiosny występują z bladych cienie zarania młodości. Bo z życia z tamtych czasów, tak odmiennego od tempa naszych dni, zatarły się zarysy.

Staram się przypomnieć: Oto przez wąskie uliczki małego miasteczka przesuwają się ociężałe, staroświeckie typy oryginałów, których młodość przypada na początek XIX wieku. Postacie zgrzybiałych starców, sędziwych matron, honoracji miasta [ważnych obywateli], zastępy młodzieży w wiejskich strojach o innym guście i ułożeniu. Zapomniany mały światek. […] Odmienne zagadnienia, zapatrywania są udziałem tego małomiejskiego społeczeństwa różnych warstw – a jednak zwarcie i zgodnie walczącego z zalewem niemieckim.

Właściwie zaściankowe Szamotuły należały do zapoznanych miast [niedocenionych]. Ongiś w historii Wielkopolski odegrały rolę dobitną jako gród wojowniczy, pełen buntu. Niezwykłe to dzieje nie dość zgłębione, bo też z owych burzliwych dni mało przeniknęło do naszych czasów, mało zostało pamiątek.


W czasach, kiedy w Szamotułach mieszkała rodzina Sławskich, na Rynku stał już widoczny na tej pocztówce wysoki krzyż (historię krzyża można przeczytać w tekście http://regionszamotulski.pl/krzyz-na-rynku-w-szamotulach/). Fragment pocztówki z ok. 1911 r. Źródło: Widoki Powiatu Szamotulskiego na starych pocztówkach 1898-1945, Szamotuły 2016.


Ja patrzyłam na staroświeckie Szamotuły z roku 1879 oczami dziecka, które jednak pamiętają ciasny krąg swego środowiska. Już wówczas stanowiły Szamotuły niezwykłość tak rzadką u nas, którą nadaje zamek wsparty szkarpami, romantyczna baszta „z przeszłością”, zaniedbany, dziki park, starodawne, pełne majestatu kościoły. Naprzeciw starego zamczyska wznosił się dom jednopiętrowy, w którym mieszkaliśmy. Dom narożny z pochyłym drewnianym balkonem, grożącym zarwaniem się (a poznałam ten balkon jeszcze po 30 latach!). Kościoły sędziwe, wśród drzew, pochyłe zabudowania, domki otoczone różami, rynek pełen wozów, dalej lasy i łąki. Ale otoczenie Szamotuł, wraz z bujnymi łąkami było niezdrowe, malaryczne. Ludność chorowała na żołądek, febrę. Dał się odczuć brak wody i brak kanalizacji (1).

Woda rzeki Samy, połączonej z miastem drewnianym mostkiem, przepływała przez moczary i cmentarze. Lecz klimat nie hamował tężyzny i temperamentu szamotulan. Tętno życia, barwę melodii piosenek z całym urokiem swojskości i dziarskości nadawała i narzucała młodzież okoliczna, zachowując przez lata ciężkiej niewoli pruskiej wierność dla swego stroju, tańca, obyczajów i mowy ojczystej – słowem – przeszłości. Działo się to ku zdziwieniu i oburzeniu Niemców, bowiem Szamotuły „Samter” pod zaborem pruskim zalane były urzędnikami niemieckimi (2). Stacjonował tu pułk infanterii [piechoty], szkolnictwo było niemieckie. Po roku 1848 otrzymało miasto jako karę zdwojony garnizon (3); był to ciężar dla miasta, w którym było około tysiąca Polaków, tysiąca Niemców i siedmiuset Żydów. Niemcy, pobyt w Szamotułach uważali jako karę, wygnanie, powtarzając wierszyk:

„In Schrimm ist es schlim,
In Samter verdammter,
Rogasen ist zum Rasen,
Filehne – na ich danke scheene” [W Śremie jest źle, w Szamotułach okropnie, Rogoźno – do zwariowania, Wieleń – no, dziękuję bardzo].


Figura św. Jana Nepomucena stanęła na Rynku w XVIII w., najprawdopodobniej po powodzi w 1725 r. Została zniszczona przez Niemców w listopadzie 1939 r. (por. tekst http://regionszamotulski.pl/figura-sw-jana-nepomucena/). Zegar stanął na Rynku prawdopodobnie w 1908 r. Na pocztówce widać także jeden z najstarszych zachowanych w niezmienionej postaci budynków, powstały w 2. poł. lat 30. XIX w. jako siedziba Kasyna Obywatelskiego (dziś to siedziba Biblioteki Publicznej Miasta i Gminy). W połowie XIX w. rodzina Mamelsdorfów otworzyła tam „Hotel de Gielda” z dyliżansem konnym. Pocztówka z ok. 1912 r. Źródło: Widoki Powiatu Szamotulskiego na starych pocztówkach 1898-1945, Szamotuły 2016.


Rzeczywiście, nuda zalegała wąskie uliczki. Czasem zmieniał się zaściankowy spokój, kiedy mknęły przez niewielki rynek czterokonne powozy lub wytworne sylwetki jeźdźców. Przy ulicy Klasztornej [obecnie fragment Dworcowej od kościoła św. Krzyża do Rynku] gromadził się codziennie tłum gapiów, gdy ze stajni wyjeżdżała wysmukła amazonka, eskortowana przez ordynansa, piękna żona rotmistrza von Normann. Przypatrywano się ciekawie tej scenie. Parafiańszczyzna i małomiejskość zamieniała każdą drobnostkę prywatną życia w ogólne widowisko. Wszystko tu ulega kontroli, ciekawości –  nieraz przykrej. A to zwyczajnie z nudów. Toteż każde zgromadzenie przyciągało ludzi, głodnych wrażeń, a zwłaszcza jarmarki, słynne szamotulskie, z dorodną ludnością i ich wyrobami swojskimi. Specjalną wełną i tkaninami samodziału, barwnymi i doborowymi – zasłynęły prace wieśniaczek z okolic Szamotuł. Materiały te w pasy szafirowe i czerwone brano chętnie na zasłony lub pokrycia mebli.


Synagoga na pocztówce z okresu 1905-1918. Źródło: Szamotuły na dawnej pocztówce 1898-1939, Szamotuły 2000.


Szamotuły bogate są w gmachy. Mają dwa kościoły, zbór, synagogę, zamek, sąd powiatowy, szkołę wyższą rolniczą (4). Do ożywienia handlu przyczyniały się gorzelnie, tokarnie, młyny. Olejarnie znane tu już w XV wieku, miały swą tradycję. Słynęły tu dawniej krzewy rozliczne dereniowe – świdwowe. Ród Szamotulskich – Świdwów odróżniał się tym przydomkiem od szaraczkowej szlachty (5).

Obserwując pewną ospałość tak charakterystyczną dla małych miast wielkopolskich, trudno było uwierzyć w bojowniczą i reformatorską rolę dawnego dziedzictwa, awanturniczych rycerzy Nałęcz-Szamotulskich w walce z Grzymalitami (por. http://regionszamotulski.pl/bitwa-pod-szamotulami-1383/). W ożywiony ruch umysłowy, którego źródłem był napływ humanistów, uczonych innowierców pod protektoratem potężnych Łodziców – Górków, roku 1518 rozpoczął jeden z Górków, dziedzic Szamotuł budowę zamczyska, wspartego szkarpami i czterema potężnymi basztami, z których jedna tylko pozostała. Łukasz Górka, wojewoda poznański podobno w tej wieży zamczyska latami więził swą młodą żonę Halszkę, córkę Konstantego Ostrogskiego i Beaty Kościeleckiej. Przez długie lata zapomniany – dotarł krwawy dramat do naszych czasów jako blady legendarny cień czarnej księżniczki i banity infamisa Sanguszki (w tym fragmencie M. Wicherkiewiczowa odwołuje się do funkcjonujących przez wiele lat mitów na temat postaci Halszki, z historycznym omówieniem tej postaci można się zapoznać w tekście Sylwii Zagórskiej http://regionszamotulski.pl/beata-i-halszka-ostrogskie/). 

Kiedy starsi zajęci rozmową, a bona czyta „Das Geheimniss der alten Mamsell”, chodzi się po murach niby to obronnych lub pagórkach, niby szwedzkich szańcach. Czasem pod deskami zabłyśnie studnia z wodą o żelazistym smaku. Dużo tu zacisznych zaułków. Ulubionym celem przechadzek jest jednak ogródek przy dworcu, gdzie słychać gwizd pociągów do Poznania, Stargardu, Wrocławia (6). Nas czworo rodzeństwa w białych sukienkach i czerwonych, wełnianych żakietach prowadzi p. Marynia Jarysz. Odbywa z nami spacery z amatorstwa, bo „dzieci ładne i ładnie ubrane” – tłumaczy mej matce.

Ówczesnym niemieckim zwyczajem przechodnie stale szczypali mnie, dziecko, w policzek, co mnie gniewało bardzo. A panowie ówcześni to brodacze lub mężczyźni w bokobrodach albo z dużymi wąsami.


Stacja kolejowa, 1910-1914. Źródło: Fotopolska.eu


W upalne dni, kiedy lipy kwitną, schodzą się do ogródka kolejowego na piwo honoracje miasta [ważni obywatele]: sędziwy radca Wolski i radca Twardowski z dawnej palestry i magistratury – ze sumiastymi wąsami, w białych płóciennych ubraniach i słomianych kapeluszach. Jako trzeci dostojnik przychodzi pan Kiełczewski. Ktoś szepce także – ze starej ziemiańskiej rodziny. Jest nauczycielem szkoły. Memu rodzeństwu udziela prywatnie lekcji polskiego. Choć park zachęcał wilgotnym cieniem starych drzew choć był wprost naszego domu, niechętnie go odwiedzaliśmy – wolimy ogród przy dworcu.


Baszta Halszki i Zamek Górków, w tle wieża kościoła ewangelickiego. Litografia Aleksandra Dunckera z lat 1878-1880. Źródło: Fotopolska.eu


Masywny czworobok murów, wspartych potężnymi szkarpami zamczyska zmieniał właścicieli: Górków, potem Mycielskich, następnie książąt Koburg-Gotha. W środku miasta wraz z basztą, obrośniętą bluszczem, został jak przeżytek niedostrojony do nowych czasów. Prawie że raził swą romantyczną malowniczością śród obecnego otoczenia. Toteż ta wieża o wąskich oknach z omszałym daszkiem, ukryta wśród brzóz zaciekawia dzieci. Ślimaczymi schodkami wspinaliśmy się do izdebek z kominkiem, nad którym herb „Łodzia”. Tu dogorywała cudna Halszka, ostatnia latorośl bohaterskiego rodu Ostrogskich, wdowa po Sanguszce, a potem żona Łukasza Górki. Śmierć Górki – po latach – otworzyła Halszce drogę do wolności. Lecz basztę w Szamotułach opuściła „czarna księżniczka” już jako obłąkana. Coś o tym szepczą jeszcze ludzie, że w noce księżycowe cień sunie obok baszty, brzęczą łańcuchy i słychać płacz (por. wyżej).


Budynek sądu na pocztówce z lat 1939-44. Źródło: Fotopolska.eu


Przy feudalnym zamku rażą nowe budynki pruskim stylem – zbór ewangelicki, sąd, więzienie. Prezesem sądu jest pan Gisevius, z linii Giżyckich pochodzący. Tam w tym sądzie zasiada jako sędzia ojciec mój, Stanisław Sławski. Zdumiona jestem, gdy Cesia, pokojowa pokazuje nieokratowane okna i objaśnia: z tego okna wyskoczył niedawno więzień, połamał nogi, a to ze strachu przed tym sędzią z niebieskimi, surowymi oczami. Zdziwiłam się, gdyż ojciec zdawał się szczytem dobroci. Ceniono go w zawodzie prawniczym, mimo młodego wieku. Jako uzdolniony sędzia śledczy wykrył zamaskowanego podpalacza, któremu udawały się przez szereg lat bezprawia: płonęły stogi, lasy, stodoły, domy. Ongiś ludowy nauczyciel, Niemiec, udający poczciwca zawsze był świadkiem: niby to widział dzieci, bawiące się zapałkami, lub kogoś z papierosem. A tymczasem sam podpalał. Ojciec mój jako sędzia – wiedziony intuicją energicznie wpadł na niego – a stary wyga oniemiał i przyznał się do wielokrotnych podpaleń. Szamotuły i Wronki urządziły z radości po wyroku iluminację na cześć sędziego Sławskiego.


Obszerne fragmenty wspomnień opublikowanych w Kalendarzu Ziemi Szamotulskiej 1958 pod red. Romualda Krygiera.

Opracowanie Agnieszka Krygier-Łączkowska

14-letnia Maria Sławska, zdjęcie ze zbiorów Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk

Pocztówka z 1905 r. Źródło: Fotopolska.eu

Dokumentacja projektu wieży ciśnień – 1906 r. Muzeum – Zamek Górków.


Objaśnienia:

1. Wodociągi i kanalizację uruchomiono w Szamotułach na początku XX w. W 1906 r. przy ul. Strzeleckiej (dziś Wojska Polskiego) powstała wieża ciśnień i kompleks budynków miejskich wodociągów. Obiekty zaprojektowała firma Heinricha Schevena z Düsseldorfu (por. tekst http://regionszamotulski.pl/szamotulska-wieza-cisnien/).

2. Od początku zaborów władze pruskie prowadziły akcję germanizacji i protestantyzacji ziem polskich, polegającą m.in. na sprowadzaniu z głębi Prus kolonistów niemieckich, w większości protestantów, i osiedlaniu ich na ziemiach polskich. Wielu Niemców przysyłano w celu objęcia różnego typu stanowisk w urzędach i władzach różnego typu i szczebla.

W 1871 r. na 4214 mieszkańców Szamotuł było 39,8% Polaków, 37,7% Niemców i 22,5% Żydów. Ludność niemiecka osiedlała się głownie przy pl. Kościelnym (obecnie pl. Sienkiewicza), zaś ludność żydowska była skupiona przy ul. Żydowskiej (późniejsza nazwa Szeroka, dziś Braci Czeskich).

3. Od 1836 r. do końca zaborów wojsko zajmowało budynek zlikwidowanego klasztoru. Siedzibę miała tam Komenda Powiatowa Uzupełnień (Bezirkskommando), która prowadziła koszary, rejestr rezerwistów i poborowych. Od 1865 r. w Szamotułach stacjonował 2. Batalion (szamotulski) 1. Regimentu Piechoty Poznań nr 18, w latach 1860-83 także batalion fizylierów 1. Zachodniopruskiego Regimentu Grenadierów nr 6.

Kościół ewangelicki na pocztówce z okresu 1905-1918. Widoczne z tyłu dom pastora i szpital prowadzony przez diakonisy (protestanckie siostry) powstały w latach 90. XIX w. Źródło: Szamotuły na dawnej pocztówce 1898-1939, Szamotuły 2000.

Szkoła Rolnicza na pocztówce z okresu 1905-1918. Źródło: Szamotuły na dawnej pocztówce 1898-1939, Szamotuły 2000.


4. Zbór – chodzi o kościół ewangelicki; pierwszy budynek (szachulcowy, czyli o drewnianym szkielecie wypełnionym gliną) powstał w 1784 r. Większy neogotycki kościół z czerwonej cegły z wysoką (trochę krzywą) wieżą wybudowano w 1784 r. Po II wojnie mieścił się tam magazyn zboża i nawozów. Wieżę kościoła wysadzono w 1958 r., resztę kościoła rozebrano.

W czasach, które wspomina Maria Wicherkiewiczowa, synagoga mieściła się w budynku z 1853 r. przy ul. Żydowskiej (późniejszej Szerokiej, a obecnie Braci Czeskich). Zburzyli ją Niemcy na początku II wojny światowej (16 września 1939 r.).

Więzienie w pobliżu ul. Sądowej (al. 1 Maja) powstało około 1860 r., w 1974 obok niego znalazł się sąd, który przeniesiono do nowo wybudowanego gmachu z czerwonej cegły. Istniał on do pożaru w 1945 r.

Szkoła Rolnicza (Landwirstschaftsschule), o której wspomina Maria Wicherkiewiczowa, działała w Szamotułach od 1880 r., kiedy przeniesiono ją, wraz z nauczycielami i uczniami, ze Wschowy (szkołę utworzono tam w 1877 r.). Początkowo mieściła się w kamienicy rodziny Sroczyńskich przy ul. Poznańskiej (dziś nr 31), a od 1882 r. funkcjonowała w nowym gmachu przy Schillerstrasse (obecnie ul. ks. Piotra Skargi). Była to 6-letnia szkoła zawodowa, przygotowująca młodzież do pracy w rolnictwie i kończąca się maturą (jedyna w Wielkopolsce szkoła tego typu). Większość uczniów stanowili Niemcy. W 1919 roku szkołę spolszczono, opuściło ją grono ponad 100 uczniów niemieckich, a pozostali dokończyli w niej edukację w 1921 roku.

5. Ród Świdwów Szamotulskich z pewnością nie przyjął swojego przydomka od krzewów rosnących w Szamotułach. Około 1370 roku właścicielem Szamotuł został Sędziwój Świdwa z Dzwonowa, należący do innej gałęzi Nałęczów niż poprzedni właściciele Szamotuł. Sędziwój zapoczątkował ród Świdwów Szamotulskich. Przydomka „Świdwa” używał jednak już jego ojciec Dzierżykraj, który w żaden sposób nie był związany z Szamotułami (polecamy tekst o rodzie Szamotulskich http://regionszamotulski.pl/szamotulscy/).

6. Linię kolejową Poznań-Stargard uruchomiono w 1848 roku.

Budynek poczty i siedziba landrata (starosty) powstały na początku lat 80. XIX w. Starostwo (obecnie budynek UMiG) zostało rozbudowane na początku XX w. Pocztówka z ok. 1902 r. Źródło: Widoki Powiatu Szamotulskiego na starych pocztówkach 1898-1945, Szamotuły 2016.

Baszta Halszki w latach 1909-1910. Źródło: Fotopolska.eu

Baszta Halszki na pocztówce z okresu 1905-1918. Źródło: Szamotuły na dawnej pocztówce 1898-1939, Szamotuły 2000.

Zamek Górków w latach 1905-1906. Źródło: Fotopolska.eu

Ul. Sądowa (obecnie al. 1 Maja), z prawej strony widoczny budynek sądu. Pocztówka – ok. 1912 r. Źródło: Fotopolska.eu

Maria Wicherkiewiczowa – Szamotuły w 1879 r., wspomnienia (część 1.)2021-10-05T11:13:30+02:00

Pierwsze matury w gimnazjum ks. Piotra Skargi – 1924 i 1925 r.

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Pierwsze gimnazjalne matury – 1924 i 1925 r.

Matura przedwojenna – wbrew częstym opiniom – nie była egzaminem bardzo trudnym, choć mocno dla ucznia wyczerpującym. Zdawało się więcej przedmiotów niż dziś, poszczególne egzaminy były mniej rozłożone w czasie. Stopień zdawalności był jednak wysoki. Bez wątpienia matura była egzaminem elitarnym, bo w całej Polsce w okresie międzywojennym przystępowało do niej zaledwie kilka tysięcy młodych ludzi (współcześnie – ok. 250 tysięcy).    

O maturze

Pierwsza matura w szamotulskim Państwowym Gimnazjum Humanistycznym im. ks. Piotra Skargi odbyła się w 1924 roku. Do reformy w 1932 roku gimnazja miały charakter szkół średnich ośmioklasowych, w przeciwieństwie do szkół powszechnych były odpłatne. Wspomniana reforma wprowadziła szkoły średnie sześcioklasowe: 4-letnie gimnazjum i 2-letnie liceum, do gimnazjum można było zdawać egzamin po ukończeniu 6 klas szkoły powszechnej.

Pierwszy nabór do gimnazjum w Szamotułach przeprowadzono w 1919 roku. Utworzono wówczas 4 klasy, najwyższa z nich, czyli czwarta, w 1924 roku była klasą ósmą i przystąpiła do matury.  Ten pierwszy rocznik był nieliczny, egzamin dojrzałości zdawało 11 uczniów (samych chłopców), 10 uzyskało wynik pozytywny. W drugim roczniku – w 1925 roku – było już 22 maturzystów, wśród nich dwie dziewczyny, tylko jeden z uczniów oblał egzamin.

Komisję maturalną tworzyli nauczyciele danej szkoły, to oni oceniali prace pisemne uczniów i pytali ich na egzaminie ustnym. Jedynie przewodniczący komisji nie należał do grona pedagogicznego, w latach 1924 i 25 był nim wizytator okręgowy Mieczysław Jabczyński.


Maturzyści z 1924 r.: Ryszard Grzeszczak, Edmund Straszewski, Kazimierz Konkol, Antoni Zwierzyński, Wacław Trafalski, Witold Białasik, Edmund Sundmann, Zygmunt Metzig, Zbigniew Ostojski, Marian Ruczyński.

Nauczyciele: (stoją) Józef Milisiewicz – gimnastyka, Karol Gutsche – j. angielski, Wacław Masłowski – rysunek, Franciszek Wojciechowski – gimnastyka, Wiktor Krukowski – lekarz, Józef Bajerlein – geografia, (siedzą) Aleksander Fediaj – fizyka, Maria Lipińska – j. polski, Jan Kotlarz – łacina, Teresa Sprzyszewska – j. francuski, Jan Sprzyszewski – matematyka (dyrektor), ks. prefekt – Karol Gałęzowski, Eliasz Arystow – matematyka, ks. Hipolit Kowalewicz. Zdjęcie – własność Ewa Michalska-Czajka.


Pewne wnioski na temat zasad tamtych egzaminów można sformułować na podstawie zachowanych protokołów i kopii świadectw. Po pierwsze – można było uzyskać świadectwo dojrzałości przy jednej ocenie niedostatecznej, o ile inny przedmiot zdało się na co najmniej ocenę dobrą. Na świadectwie maturalnym umieszczano wówczas wpis typu: „Na podstawie tych wyników podpisana Komisja egzaminacyjna przyznaje mu/jej świadectwo dojrzałości,  uznając niedostateczny postęp w matematyce za wyrównany dobrym postępem w języku polskim”. W 1924 roku tego rodzaju świadectwo uzyskał jeden uczeń (na 10), w 1925 roku – 6 (na 21). W tym ostatnim roku maturzyści mieli problem z matematyką, bo aż pięciu z nich musiało niedostateczną ocenę z tego przedmiotu „wyrównywać dobrym postępem” z polskiego, francuskiego czy religii. Niejednemu dzisiejszemu maturzyście taka zasada bardzo by się spodobała!

Po drugie – można było przystąpić do matury, mając wystawione oceny niedostateczne na koniec roku i to nawet z kilku przedmiotów. Jeżeli uczeń w czasie egzaminu uzyskał ocenę pozytywną, na świadectwie umieszczano adnotację typu: „Całoroczne postępy ucznia w fizyce były niedostateczne; ponieważ wynik egzaminu tak pisemnego jak ustnego był zadowalający, przyznała mu komisja egzaminacyjna stopień dostateczny”.  Ocenę niedostateczną z egzaminu pisemnego można było poprawić w czasie ustnych odpowiedzi. Na świadectwo wpisywano tzw. ocenę ostateczną, będącą wypadkową ocen na koniec szkoły, z egzaminu pisemnego i ustnego. Mogło więc zdarzyć się też tak, że ktoś otrzymał na świadectwie maturalnym ocenę niższą od tej, na którą napisał maturę.

Po trzecie – komisja mogła zwolnić maturzystę z konieczności zdawania egzaminów ustnych. Taką zasadę stosowano również w czasie egzaminów przed 2005 rokiem, jednak jej zakres wyglądał zupełnie inaczej. O ile dobrze interpretuję świadectwa, zwolnienie z egzaminów ustnych następowało, gdy uczeń zdał wszystkie egzaminy pisemne, nie miał ocen niedostatecznych na koniec roku i komisja uznała, że nie trzeba już dodatkowo sprawdzać jego wiedzy. Adnotacja o „uwolnieniu” z egzaminu ustnego pojawiła się na świadectwie tylko jednego ucznia z pierwszego rocznika maturalnego i na sześciu świadectwach z drugiego rocznika.

Oceny były raczej surowe, stopień bardzo dobry stawiano rzadko.  Dość powiedzieć, że średnia ocen Antoniego Zwierzyńskiego, który w 1924 roku miał najlepsze świadectwo w klasie, wyniosła 3,78. W kolejnym roczniku oceny najlepszych w klasie były trochę wyższe, cała szóstka uczniów zwolnionych z egzaminu ustnego miała średnią 4,0 i wyższą, a najlepsze oceny uzyskał Jan Zwierzyński (brat Antoniego), którego średnia wyniosła 4,42.


Fragment świadectwa maturalnego z 1925 r.


Pierwszego dnia zdawało się tak jak dziś język polski. Było to tradycyjne wypracowanie, które abiturienci pisali przez 300 minut na jeden z trzech podanych tematów. W 1. połowie lat 20. niektóre tematy wymagały połączenia wiedzy polonistycznej z historyczną. Oto tematy, na które pisali szamotulscy uczniowie podczas dwóch pierwszych matur: 1924. 1. Nil mortalibus ardui est; 2. Mickiewicz jako herold czynu; 3. „Nie-Boska” jako sąd poety o ruchu rewolucyjnym 1 połowy XIX w. ; 1925 1. Prawa nasze do Bałtyku (na podstawach: etnicznych, geograficznych, komunikacyjnych i politycznych); 2. Wielkie trudności kształtują wielkie charaktery; 3. Heroizm postaci utworów naszych trzech wieszczów. Tego typu tematy współcześnie nie mogłyby się pojawić. Niektóre z nich odwołują się do szczegółowej wiedzy dotyczącej lektur, której dziś nie sprawdza się na maturze, inne mogłyby być napisane na bardzo różne sposoby i niemożliwe byłoby sporządzenie do nich klucza do oceny przez egzaminatora. A dziś – niestety – pisze się i sprawdza wypracowanie „pod klucz” i zgodnie z kluczem, co zabija indywidualność.

Drugiego dnia maturzyści zdawali przedmiot zgodny z profilem, w wypadku gimnazjum humanistycznego – łacinę. Trzeci i czwarty dzień przewidziany był na matematykę, podzieloną na algebrę i geometrię, piątego dnia zdawano obowiązkowy język obcy, w Szamotułach był to francuski. Z łaciny trzeba było przetłumaczyć i objaśnić przedstawiony tekst, na matematyce były do rozwiązania 4 zadania, a na języku obcym pisało się wypracowanie wymagające wiedzy z zakresu historii i współczesności danego państwa (w przypadku uczniów z Szamotuł – Francji). 

Dla zainteresowanych podaję zadania maturalne z matematyki, które abiturienci rozwiązywali podczas pierwszej szamotulskiej matury:

  1. Celem zmierzenia objętości kopca, mającego postać stożka, zmierzono jego tworzącą I = 25 m i kąt nachylenia tworzącej do podstawy stożka = 48° 30′ 12″. Obliczyć objętość kopca.
  2. Znaleźć równanie stycznej do koła x² + y² = 25, poprowadzonej równolegle do prostej, która przechodzi przez dwa punkty dane M₁ (1;7) i M₂ (4;3).
  3. Z dwóch punktów A i B, oddalonych od siebie o 42 m, wyruszyły jednocześnie dwa ciała i idą ku sobie na spotkanie. Pierwsze ciało w ciągu pierwszej sekundy przeszło 3 m, a w każdą następną sekundę zwiększało szybkość ruchu 2 razy. Drugie ciało w ciągu pierwszej sekundy przeszło 1 m, a w każdą następną sekundę zwiększało szybkość ruchu 4 razy. Przez ile sekund od początku ruchu i jak daleko od A ciała się spotkają?
  4. Podstawa trójkąta ABC, BC = 7 cm, kąt przy podstawie B = 45°, wysokość, spuszczona na podstawę, h = 4 cm. Wykreślić trójkąt i obliczyć jego boki.

Matura była ważnym wydarzeniem dla całego miasta, a nazwiska uczniów, którzy zdali egzamin, podawała lokalna prasa. Po rozdaniu świadectw odbywał się bal w „Złotej Sali” hotelu „Eldorado” przy ul. Dworcowej (wówczas ten odcinek nazywany był ul. Klasztorną). Oprócz uczniów i nauczycieli brali w nim udział zaproszeni goście: przedstawiciele władz miasta, stowarzyszeń oraz – jak donosiła „Gazeta Szamotulska” – „nadobne panie i spomiędzy najurodziwszych wybrane dziewice”. Do tańca grał Andrzej Przybylski – miejscowy muzyk i organista w kościele kolegiackim. Bawiono się aż do rana.



O maturzystach

Wydarzenia wojenne zakłócały lub uniemożliwiały normalną edukację, więc tak po I, jak i po II wojnie do tych samych klas chodzili uczniowie z różnych roczników. W 1924 roku w szamotulskim gimnazjum egzamin dojrzałości zdawali chłopcy urodzeni w latach 1903-1907, w 1925 roku – uczniowie z roczników 1902-1907. 

Pochodzili z różnych stron. Tylko trzech uczniów z obu roczników urodziło się w Szamotułach; oprócz braci Zwierzyńskich, synów nauczycielki Marii Zwierzyńskiej, szamotulaninem był także najmłodszy w 1. roczniku maturalnym Witold Białasik, jeden uczeń urodził się w Grzebienisku, jeden w Dobrojewie, jeden w Kłodzisku, kilku pochodziło z sąsiednich powiatów i z Poznania. Grupka uczniów trafiła do gimnazjum w Szamotułach po likwidacji szkoły w Pyzdrach, pochodzili oni głównie z okolic Słupcy, zatem z dawnego zaboru rosyjskiego. Pozostali jako miejsce urodzenia mieli wpisane miejscowości z terenów jeszcze bardziej odległych. Jeden urodził się w Chicago, aż czworo przyjechało do Szamotuł z terenów Podola i Ukrainy, które zostały objęte rewolucją i znalazły się w obrębie Związku Radzieckiego.        

Uczniowie szamotulskiego gimnazjum w tamtych czasach nosili granatowe, okrągłe czapki z biało-czerwoną wstążką. Zdecydowana większość uczniów z pierwszych roczników mieszkała na stancjach. Klasa, która egzamin dojrzałości zdawała w 1925 roku, prowadziła wierszowaną kronikę „Gimnasii Szamotuliensis Abiturientia”, która do dziś przechowywana jest w szkole. Jeden z wierszy wskazuje, skąd wzięły się oceny niedostateczne z matematyki na świadectwach maturalnych. Otóż mowa jest tam o unieważnieniu prac uczniów, którzy w czasie trwania egzaminu pisemnego z tego przedmiotu, „za często wychodzili” z auli. Inne teksty tam zawarte odzwierciedlają prawidłowości charakterystyczne chyba dla każdego rocznika maturzystów: obawę przed zbliżającym się egzaminem, podsycaną jeszcze przez nauczycieli, stale przypominających, co wkrótce czeka uczniów, dalej pojawiają się stwierdzenia, że jednak matura nie była tak straszna, jak oczekiwano. Jest trochę młodzieńczych uszczypliwości wobec nauczycieli, ale też wyrazy dużej sympatii do nich i smutek rozstania – ze szkołą i  sobą nawzajem. 



Warto dodać, że już kilka miesięcy po maturze pierwsi absolwenci gimnazjum zawiązali Akademickie Koło Szamotulan, które zaczęło jednak działać dopiero rok później, gdy dołączył do nich kolejny rocznik. Członkowie Koła wygłaszali referaty na różnego typu imprezach i zebraniach w Szamotułach, organizowali coroczne wieczorki karnawałowe. W 1930 roku zawiązali komitet, którego celem było zebranie funduszy na nagrobki dla dwóch zmarłych nauczycieli gimnazjum, zorganizowali także pierwszy zjazd absolwentów w 1934 roku. Akademickie Koło Szamotulan odegrało ważną rolę w przygotowaniu widowiska Wesele szamotulskie (por. http://regionszamotulski.pl/wesele-szamotulskie/). Do  władz Koła przez długie lata należeli absolwenci dwóch pierwszych roczników: Antoni Zwierzyński, Celestyn Graszewicz i Tadeusz Wasilewski.

O dalszych losach tych dwóch roczników wiem niewiele. Kilku absolwentów zostało prawnikami (Antoni i Jan Zwierzyńscy, Tadeusz Białasik, Celestyn Graszewicz, Edmund Straszewski), byli w tym gronie lekarze (Roman Grzeszczak) i ekonomiści (Edmund Sundmann). Marian Ruczyński, syn Bronisława Ruczyńskiego – starosty szamotulskiego w latach 1919-1928, najpierw został wojskowym, a krótko przed wojną wstąpił do zakonu – został członkiem Towarzystwa Chrystusowego. Marian Ruczyński, Edmund Straszewski i Antoni Zwierzyński zginęli w czasie II wojny.


Jan Zwierzyński (1907-1999) – prawnik, właściciel kancelarii prawnych w Poznaniu


O nauczycielach

Grono pedagogiczne w tamtych latach często się zmieniało. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości brakowało polskich nauczycieli, na tereny dawnego zaboru pruskiego przybywali z różnych stron. W 1918 roku przyjechał na tereny polskie Eliasz Arystow – znakomity nauczyciel matematyki, Rosjanin z pochodzenia, a Polak z wyboru, który w czasach studiów w Petersburgu za świetne wyniki w nauce otrzymał od cara tytuł szlachecki. W szamotulskim gimnazjum i liceum uczył od 1923 do 1950 roku. „Był wzorcem bezstronności i sprawiedliwości w traktowaniu uczniów, darząc szczególną troskliwością uczniów słabszych” – wspominał go wychowanek z 1925 roku Jan Zwierzyński. Ślązakiem był Jan Kotlarz – niezwykle wymagający łacinnik, nerwowo reagujący na braki w wiedzy, ale wspominany po latach z wielkim sentymentem.

Członkiem komisji maturalnej był także ks. Karol Gałęzowski – pierwszy prefekt szamotulskiego gimnazjum, pochodzący z Kresów Wschodnich, który w 1922 roku założył w szamotulskim gimnazjum męską drużynę harcerską im. Bolesława Chrobrego (dla chłopców poniżej 15. roku życia) i był opiekunem duchowym hufca. Na początku 1945 roku ks. Gałęzowski został aresztowany przez NKWD w Łucku, gdzie pracował jako duszpasterz. Był przetrzymywany w więzieniu w Kijowie, a następnie zesłany do łagru na Półwyspie Kolskim; zmarł tam w 1950 roku.

Na świadectwach dojrzałości z 1925 roku widnieje też podpis Wacława Masłowskiego – artysty malarza, nauczyciela gimnazjum w Szamotułach w latach 1922-1932. Masłowski nie tylko uczył rysunku, ale także prowadził szkolny teatr. We wspomnianej kronice rocznika maturalnego 1925 narysował portrety wszystkich uczniów. Jako artysta tworzył obrazy olejne i akwarele (na jednej z nich uwiecznił budynek gimnazjum), rzeźbił. Wykonał także wystrój reprezentacyjnych pomieszczeń w Szamotułach, m.in. ozdobił aulę gimnazjum, „Złotą Salę” hotelu „Eldorado” – tę, w której odbywały się bale maturalne, i salę Sundmanna – drugie najważniejsze miejsce szamotulskich imprez. W tej ostatniej sali wystawiano przedstawienia, na deskach tamtejszej sceny odbyła się premiera Wesela szamotulskiego, a sam Masłowski wielokrotnie występował tam z prowadzonym przez siebie Kołem Scenicznym im. Juliusza Słowackiego. Koło co roku przygotowywało kilka nowych przedstawień i wyjeżdżało na występy do innych miast.

Pierwsza matura w szamotulskim gimnazjum odbyła się, gdy tymczasowo obowiązki dyrektora sprawował matematyk Jan Sprzyszewski. Zastąpił on pierwszego dyrektora Jana Bobkę. Rocznik maturalny 1925 swój egzamin zdawał już za czasów Kazimierza Beika, późniejszego długoletniego dyrektora (1924-49), germanisty, który oprócz języka niemieckiego w gimnazjum uczył łaciny.


Radosne lata w Niepodległej

Jan Zwierzyński, absolwent z 1925 roku, tak zanotował w swoich „Migawkach z lat szkolnych”, opublikowanych w książce 70 lat Gimnazjum i Liceum w Szamotułach (1919-1989):

Mojemu pokoleniu przyszło żyć w burzliwych czasach, nie szczędzących ludziom tragedii. Jednak lata młodości tego pokolenia były radosne i szczęśliwe. Powie ktoś, że tak jest od początku świata. Jednak nasze lata młodości przypadły w okresie wyjątkowym. Polska była niepodległa, byliśmy jej pierwszym pokoleniem. Ten fakt nadawał piętno wyróżniające naszym czasom szkolnym. A trzeba dodać, że moje życie gimnazjalne przypadło na początkowe lata niepodległości. Atmosfera tych lat, entuzjazm, historyczna wielkość otaczających nas zjawisk, ogrom przemian – to wszystko promieniowało na nas uczniów, którzy wyjątkowość tych czasów rozumieć zaczynali dopiero w klasach wyższych – i to z braku doświadczenia nie w pełni.


Pierwszy budynek Gimnazjum im. ks. Piotra Skargi w Szamotułach. Powstał w 1882 r. jako siedziba Landwirtschaftsschule – 6-letniej szkoły zawodowej, która przygotowywała młodzież do pracy w rolnictwie i  kończyła się maturą. Była to jedyna w Wielkopolsce szkoła tego typu, dwa lata wcześniej przeniesiono ją do Szamotuł ze Wschowy (szkołę utworzono tam w 1877 r.). Większość uczniów stanowili Niemcy. W 1919 roku szkołę spolszczono, opuściło ją grono ponad 100 uczniów niemieckich, a pozostali dokończyli w niej edukację w 1921 roku.

Pocztówka z lat 1905-18. Źródło: Szamotuły na dawnej pocztówce (1898-1939), Szamotuły 2000.

Kopia akwareli Wacława Masłowskiego, opublikowana w czasopiśmie gimnazjalnym „W Grodzie Halszki” (1934 r.)

Pieczątki z dokumentów szkolnych – 1924 i 1925 r.


„Gazeta Szamotulska” czerwiec 1924 r.



Maturzyści z 1925 r. (wybrane rysunki pióra Wacława Masłowskiego)

Emilia Michalska i Natalia Szendzikowska – pierwsze dziewczyny, które zdały maturę w szamotulskim gimnazjum.


„Gazeta Szamotulska” maj-czerwiec 1925 r.


Matura z 1938 r. W środku (na podwyższeniu) dyrektor Kazimierz Beik. Na fotografii są również Eliasz Arystow (siedzi 4. z lewej) oraz Stefan Pawela – dyrektor w latach 1955-64 (4. z prawej). 1. z lewej siedzi nauczyciel gimnastyki Henryk Nowak (por. http://regionszamotulski.pl/henryk-nowak-sportowiec-nauczyciel-i-trener/). Zdjęcie – własność Andrzej Nowak.


Okładka – drzeworyt Stanisława Zgaińskiego


Agnieszka Krygier-Łączkowska

Od urodzenia związana z Szamotułami. Polonistka (jak mama) i regionalist(k)a (jak tata).

Dr nauk humanistycznych, redaktor i popularyzator nauki. Prezes Stowarzyszenia WOLNA GRUPA TWÓRCZA, wiceprezes Szamotulskiego Stowarzyszenia Charytatywnego POMOC.

Pierwsze matury w gimnazjum ks. Piotra Skargi – 1924 i 1925 r.2022-05-05T15:01:36+02:00

Strajk szkolny 1906-1907

Agnieszka Krygier-Łączkowska

W obronie ojczystego języka

Strajk szkolny w latach 1906-1907

W Szamotułach strajk trwał 9 miesięcy: od 20 września 1906 roku do 25 czerwca 1907 roku. Najdłużej strajkowały dwie córki miejscowego szewca: Wiktoria i Maria Bochyńskie. Oprócz katolickiej szkoły elementarnej w Szamotułach strajk w naszym regionie objął swym zasięgiem szkoły w Kaźmierzu, Obrzycku, Ostrorogu, Wronkach, Dusznikach, Kąsinowie, Jastrowie, Gaju Małym, Bininie, Dobrojewie, Wielonku, Chełmnie, Orliczku i Popowie. W kulminacyjnym momencie strajkowało ok. 75 000 dzieci ze szkół zaboru pruskiego.

Za ten pacierz w własnej mowie,
Co ją zdali nam ojcowie,
Co go nas uczyły matki,
– Prusak męczy polskie dziatki!

Wiersz, z którego pochodzi ten fragment, Maria Konopnicka napisała w związku z wcześniejszym i najbardziej znanym strajkiem polskich dzieci w obronie języka polskiego w nauczaniu religii i w modlitwach szkolnych, czyli strajkiem uczniów szkoły we Wrześni z 1901 roku. W 1906 roku strajki objęły około 950 szkół. Przebieg strajku, stosowane przez władzę metody wobec dzieci i rodziców były podobne jak we Wrześni.

Szkoła na terenach zjednoczonych Niemiec, w tym w tzw. zaborze pruskim, działała na innych zasadach niż w okresie międzywojennym. Uchwalane zmiany w edukacji nie zawsze były wprowadzane równocześnie w całym państwie, nawet obok siebie mogły funkcjonować szkoły działające nieco inaczej. Najwyższą klasą w szkołach elementarnych (ludowych) była klasa I, uczniowie chodzili do niej zasadniczo do ukończenia 14 roku życia, kiedy to następowało tzw. „zwolnienie ze szkoły”, czyli koniec obowiązkowej edukacji. W gruncie rzeczy nie wiązało się ono z liczbą ukończonych klas, lecz właśnie z wiekiem uczniów. Jeśli ktoś za szybko przechodził do kolejnych klas, a nie osiągnął wymaganego wieku, w ostatniej (czyli w pierwszej) klasie mógł spędzić nawet kilka lat. Nie liczyła się wiedza, ale decyzja władz szkolnych, głównie rektora szkoły (dzisiejsza funkcja dyrektora) i inspektora szkolnego, sprawującego nadzór nad szkołami w danym powiecie. Czasem – karnie – uczniowie zatrzymywani byli w szkołach dłużej. Wspomniane „zwolnienie ze szkoły” następowało po Wielkanocy, bo wtedy właśnie kończył się rok szkolny i zaczynał następny. Uczniowie mieli wakacje w lipcu (tzw. żniwne), wracali do szkoły na sierpień i prawie cały wrzesień. Pod koniec tego miesiąca zaczynały się wakacje jesienne, zwane świętomichalskimi.  


Ul. Kapłańska, lata 1905-1918


Strajk w niektórych szkołach rozpoczął się jeszcze przed wakacjami żniwnymi, najwięcej uczniów przystąpiło do niego po zakończeniu wakacji świętomichalskich. W Szamotułach rozpoczął się kilka dni przed nimi. Informacje o strajku wyczytać można z pisanej odręcznie, oczywiście po niemiecku, kroniki katolickiej szkoły elementarnej w Szamotułach, czyli dzisiejszej Szkoły Podstawowej nr 2. Na początku lat 90. XIX w. powstał obecny budynek szkoły przy ul. Kapłańskiej, od 1889 roku funkcję rektora pełnił Franciszek Miękwicz.

„W dniu 20 września rozpoczęły dzieci na religii wstrzymywać się od odpowiedzi po niemiecku. Z 1. klasy najpierw Władysław Ciężki i Bronisław Kaczmarek. Liczba strajkujących przybierała z każdym dniem. Rodzice oświadczali na piśmie, że nie zezwalają swym dzieciom na religii odpowiadać w języku niemieckim”.

Chodziło nie tylko o odpowiadanie na lekcjach. W szkołach – aż do 1948 roku – naukę rozpoczynano poranną modlitwą. Wcześniej dzieci polskie odmawiać ją mogły w języku ojczystym, po polsku mogły też wypowiadać skierowane do nauczycieli pozdrowienie: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. Szamotulscy uczniowie zapewne tak jak ich rówieśnicy z innych miejscowości odkładali na nauczycielską katedrę pisane po niemiecku podręczniki: katechizmy i historie świętych, w odpowiedzi na zadawane pytania milczeli lub mówili po polsku. Do wakacji jesiennych liczba strajkujących uczniów w szamotulskiej szkole z każdym dniem rosła, w ostatnim dniu 78 z ogólnej liczby 502 polskich dzieci w klasach I-IV (naukę religii po niemiecku prowadzono w Szamotułach w starszych klasach, czyli od IV do I). Składanie oświadczeń przez rodziców także było praktyką stosowaną we wszystkich szkołach, w których dzieci przeciwstawiały się nauczaniu religii w języku niemieckim. Rodzice powoływali się na swoją odpowiedzialność przed Bogiem i Kościołem za religijne wychowanie dzieci, wskazywali, że dzieci nie rozumieją przekazywanych po niemiecku treści.


„Dziennik Poznański”, 25.09.1906 r.


Ważną rolę w propagowaniu strajku odegrała polska prasa, w Wielkopolsce takie pisma jak „Orędownik”, „Dziennik Poznański”, „Przyjaciel Ludu”, „Goniec Wielkopolski”, „Praca” czy „Postęp”. W każdym numerze tych czasopism przez wiele miesięcy zamieszczano teksty zebrane pod wspólnym tytułem, np. „Walka o naukę religii” („Orędownik”) czy „W sprawie nauki religii („Dziennik Poznański”). W tamtych czasach nie stosowano doskonale znanej z czasów PRL-u cenzury prewencyjnej, polegającej na kontrolowaniu wszystkich przekazów przed ich publikacją i niedopuszczaniu do ukazania się treści niewygodnych dla władzy. Nie znaczy jednak, że istniała w tym czasie całkowita wolność słowa, gdyż redaktorom pism bardzo często wytaczano procesy o „podburzanie do nieposłuszeństwa wobec władzy szkolnej”. W październiku 1906 roku skazano – na przykład – na karę miesiąca więzienia Idziego Świtałę, ówczesnego redaktora pisma „Praca”, który później – krótko przed I wojną –  związał się z Szamotułami, gdzie przez pewien czas pracował jako dentysta i zorganizował jedną z pierwszych drużyn skautowych w Wielkopolsce – drużynę im. księcia Józefa Poniatowskiego.

Prasa informowała o tym, gdzie odbywa się strajk, z podziwem wyrażała się o strajkujących dzieciach, często podawano ich nazwiska. Niejednokrotnie pojawiał się też swego rodzaju narodowy szantaż, zamieszczano bowiem nazwiska ważnych w polskiej społeczności osób, których dzieci nie podejmowały strajku. Czytelnicy polskich gazet dowiadywali się z nich, jak powinno brzmieć składane przez rodziców oświadczenie i kto z ważnych osób występuje w obronie nauczania religii w języku polskim (np. Henryk Sienkiewicz w liście do cesarza Wilhelma II).  

Szczegółowo informowano o nakładanych przez władze szkolne karach. Wprowadzano  zmiany w planie lekcji, a po południu strajkujący uczniowie musieli dwie lub trzy godziny spędzać w areszcie szkolnym, czyli pod opieką nauczyciela samodzielnie odrabiać dodatkowe wyznaczone na ten czas zadania, zwykle z języka niemieckiego. W październiku w prasie pojawiła się informacja, że nauczyciele z Szamotuł „nie chcą odsiadywać aresztu z dziećmi karanemi za opór przeciw niemieckiemu nauczaniu religii”, jednak inspektor szkolny Lindner szybko tę wiadomość zdementował. Na czas strajku zatrudniano dodatkowych nauczycieli, w Szamotułach aż trzech.


„Dziennik Poznański”, 6.10.1906 r. i „Orędownik”, 30.11.1906 r.


Zdarzały się kary cielesne – tzw. chłosta szkolna. Dziewczynki bito zwykle trzcinką po dłoniach, chłopców po pośladkach. Ten sposób karania był zresztą w tamtych i późniejszych czasach czymś normalnym. Ostatnią istotną karą wymierzaną uczniom było zatrzymywanie ich w szkole na kolejny rok (lub tylko grożenie taką możliwością).

Kary te prowadziły do konfliktów z rodzicami uczniów. Rodzice nie chcieli wysyłać uczniów na dodatkowe godziny. Motywowali to zmęczeniem dzieci, tym, że – jeśli mieszkają daleko – nie zdążą wrócić do domu na obiad. Dzieci popołudniami miały też do wykonania różne obowiązki domowe i ich nieobecność źle wpływała na funkcjonowanie rodziny: „Rodzice nie mają nikogo, ktoby im bydło pasł” – donosił „Dziennik Poznański”. Jeśli dziecko nie stawiało się na dodatkowe godziny, rodzice byli karani za „zmudę szkolną”, czyli wagary, za każdy dzień otrzymywali mandat w kwocie 1 marki. Zdarzało się, że bardziej krewki ojciec odpłacał się nauczycielowi za bicie swojego dziecka. Prasa tak przed tym przestrzegała: „Trzeba koniecznie panować nad sobą, chociaż to trudno przychodzi do rozpaczy przywiedzionemu ojcu. Panom nauczycielom zaś radzimy w ich własnym interesie, by nie dolewali oliwy do ognia – kijem, bo w desperacji o nieszczęście nietrudno” („Dziennik Poznański”). Wielokrotnie zdarzało się, że ojcowie strajkujących dzieci byli zwalniani z pracy. Ostatnią – szczególnie drastyczną karą – było odbieranie dzieci rodzicom.

W poszczególnych miejscowościach odbywały się wiece związane ze strajkami szkolnymi. Czasem władze do nich nie dopuszczały, zwykle jednak pojawiał się miejscowy komisarz policji i – kiedy uznawał, że naruszone zostały przepisy – wiec po prostu rozwiązywał. Tak stało się także pod koniec października w Szamotułach. Wiec przerwano w trakcie wystąpienia posła na sejm pruski hrabiego Macieja Mielżyńskiego, który – jak przedstawiła prasa – „kreślił barwnie i przekonywająco walkę ludu polskiego z wrogim systemem pruskim”.


„Postęp”, 2.12.1906 r.


Najwięcej dzieci przystąpiło do strajku po wakacjach jesiennych. Wiązało się to ze zdecydowanym stanowiskiem, jakie zajął w tym czasie arcybiskup poznański i gnieźnieński (prymas) Florian Stablewski, wcześniej postrzegany przez niektórych jako zbyt ugodowy wobec władz zaborczych. 8 października arcybiskup podpisał orędzie do diecezjan, odczytane z wszystkich ambon 14 października, czyli w niedzielę przed powrotem dzieci do szkół. Oto jego fragment:

„Tylko nauka religii w języku ojczystym zdolna jest młodociane serca urabiać, do poznania i miłości Boga zagrzewać i tworzyć podstawy silne i niewzruszone dla całego życia – na tem to stanowisku trwałem zawsze, jego wszędzie i wszelkiemi przysługującemi mi sposobami broniłem i na niem póki życia mojego mi stanie trwać będę”.

Strajk po wakacjach jesiennych nabrał charakteru powszechnego, a orędzie prymasa, który zmarł pięć tygodni później, zostało uznane za jego testament polityczny. 

Widokówka z budynkiem szkoły katolickiej w Szamotułach, przed 1905 r.

Dawna szkoła w Bininie. Zdjęcie Andrzej Bednarski, 2019 r.

Wygląd klasy w szkole na terenie zaboru pruskiego. Ekspozycja w Muzeum Dzieci Wrzesińskich

Okładka kroniki szkolnej prowadzonej do 1914 r. Obecnie kronika przechowywana jest w Szkole Podstawowej nr 2 w Szamotułach.

Ilustracja z książki Mieczysława Jabczyńskiego Walka dziatwy polskiej z pruską szkołą, Poznań 1933.

Wiersz opublikowany w „Dzienniku Poznańskim”, 25.09.1906 r.

Relacje z wiecu w Szamotułach: „Orędownik”, 31.10.1906 r. i „Postęp”, 30.10.1906 r.

Portret Floriana Stablewskiego (1841-1906), autor Bolesław Łaszczyński

„Dziennik Poznański”, 25.10.1906 r.

Zaświadczenie o udziale w strajku w szkole w Kąsinowie, wydane Wojciechowi Mańczakowi w 1939 r. Własność Piotr Mańczak.

Wojciech Mańczak (1898-1978) – uczestnik strajku w szkole w Kąsinowie, wcielony do armii niemieckiej brał udział w 1. wojnie światowej, powstaniec wielkopolski – jeden z pierwszych ochotników z Szamotuł, uczestnik wojny polsko-bolszewickiej.

Kazimierz Mikołajczak (1997-1940) – jeden z inicjatorów strajku szkolnego w Jastrowie, wcielony do armii niemieckiej brał udział w 1. wojnie światowej, powstaniec wielkopolski, uczestnik wojny polsko-bolszewickiej. Kapitan Wojska Polskiego, we wrześniu 1939 r. służył w Kowlu, aresztowany przez Sowietów, ofiara zbrodni katyńskiej.

W kronice katolickiej szkoły elementarnej w Szamotułach można znaleźć zapis: „Na pierwszych godzinach religii po wakacjach jesiennych 19 października na niemieckiej religii 258 dzieci stawiło opór. Liczba strajkujących z dnia na dzień przybierała i wynosiła w dniu 29 października 395 dzieci (70%)”. Od tego dnia liczba strajkujących stopniowo się zmniejszała. Najdłużej – do 25 czerwca 1907 roku – strajkowały Wiktoria i Maria Bochyńskie, córki szewca. W 1930 roku Wiktorię po mężu Kozłowską zaproszono do szkoły na obchody 25-lecia walki o polską szkołę.

Jak wynika z kroniki, w czasie największego nasilenia strajku dzieci biorące w nim udział po lekcjach śpiewały pieśni religijne przy krzyżu stojącym obok kolegiaty, a wieczorem – w październiku – uczestniczyły w nabożeństwie różańcowym.


Klasa w Szkole Powszechnej im. Marii Konopnickiej, zdjęcie z 1938 r.


Ówczesny rektor szkoły Franciszek Miękwicz kierował szkołą także w pierwszych latach po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, na emeryturę przeszedł z końcem września 1924 roku, po 55 latach pracy w zawodzie nauczyciela i 43 w szkole w Szamotułach. Żegnany był bardzo uroczyście przez władze Szamotuł z burmistrzem Konstantym Schollem, proboszcza Bolesława Kaźmierskiego i inspektora szkolnego Rosochowicza. Jak wielu nauczycieli-Polaków w czasie strajku 1906-1907 był w bardzo trudnej sytuacji, jako rektor szkoły musiał wprowadzać w życie trudne decyzje władz. Po latach nikt nie miał mu tego za złe, podkreślano jego dbałość o szkołę, obowiązkowość, a on sam wskazywał, jak ważne jest dążenie do zgody.

Strajk – choć słuszny – okazał się przegrany. Represje ze strony władz w dłuższej perspektywie czasowej okazały się trudne do zniesienia dla polskich rodzin – psychicznie i materialnie. Prawie roczna walka polskich dzieci zatrzymała jednak dalszą germanizację nauczania religii. Najważniejszym skutkiem strajku było pogłębienie świadomości narodowej w najszerszych warstwach ludności, bo przecież strajkowano na bardzo wielu wsiach. Ponad dekadę po tych wydarzeniach duża część strajkujących wówczas dzieci inaczej niż poprzez milczenie na lekcjach i cierpliwe znoszenie nakładanych kar zawalczyła o polskość. Na przełomie 1918 i 1919 r. wielu z tamtych chłopców, teraz już dorosłych, poszło do powstania i wywalczyło wolność dla następnych pokoleń Wielkopolan.

Strajk szkolny 1906-19072021-05-20T16:02:28+02:00

Obchody imienin marszałka Józefa Piłsudskiego


Agnieszka Krygier-Łączkowska

Obchody imienin marszałka Józefa Piłsudskiego

To prawda, że w pierwszych latach po odzyskaniu przez Polskę niepodległości Józef Piłsudski, od 1920 roku noszący stopień Pierwszego Marszałka Polski, w Wielkopolsce nie cieszył się dużą popularnością. Publiczne protesty w Szamotułach wywołał przeprowadzony przez niego w 1926 roku zamach stanu, nazywany przewrotem majowym. Jednak już dwa lata później Imieniny Marszałka, które w kalendarzu wypadały 19 marca, stały się jednym z ważniejszych świąt w roku – także w Szamotułach.

W 1927 roku wypadły one jeszcze stosunkowo skromnie. Zgodnie z ogłoszeniem zamieszczonym w szamotulskiej prasie starosta Bronisław Ruczyński przyjmował życzenia dla Józefa Piłsudskiego (ówczesnego premiera) od urzędników, przedstawicieli stowarzyszeń i osób prywatnych. Na mszę św. w intencji Marszałka – Ministra Spraw Wojskowych i Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych zapraszał władze, szkoły, stowarzyszenia i mieszkańców miasta komendant garnizonu ppłk Eustachy Serafinowicz. Te dwa elementy: przyjmowanie życzeń przez starostę oraz uroczysta msza św. pojawiały się co roku w programie obchodów imienin.

W 1928 roku po mszy w kolegiacie odbyła się akademia w sali Sundmanna przy ul. Poznańskiej. „Jeszcze nigdy sala ta nie była tak szczelnie wypełniona jak przy tej uroczystości” – relacjonował dziennikarz „Gazety Szamotulskiej”. Na program akademii oprócz przemówień władz i występów artystycznych składało się dłuższe wystąpienie – referat na temat zasług marszałka Piłsudskiego. Akademie te na stały się stałym punktem corocznego świętowania.

Od 1929 roku przed kolejnymi imieninami „Gazeta Szamotulska” zamieszczała szczegółowy program uroczystości wraz z nazwiskami członków Komitetu Obywatelskiego Uczczenia Dnia Imienin Marszałka Piłsudskiego w Szamotułach. W tym to roku do programu dodano defiladę organizacji Przysposobienia Wojskowego przed władzami miasta i powiatu (z nowym starostą Janem Nitosławskim). Minister oświaty wydał zarządzenie nakazujące szkołom organizowanie dla uczniów „uroczystych poranków poświęconych pracy i zasługom Marszałka Piłsudskiego”; dalsze lekcje tego dnia się nie odbywały. Burmistrz Konstanty Scholl kilka dni przed uroczystościami zwrócił się do mieszkańców z prośbą o wywieszenie chorągwi i udekorowanie okien.


Ul. Wroniecka, w 1933 r. przemianowana na Marszałka Piłsudskiego, pocztówka z okresu 1910-1915


Tak wypracowaną formułę obchodów – z drobnymi modyfikacjami – powtarzano w latach 1930-35, czyli do roku śmierci Józefa Piłsudskiego. Od 1930 roku organizacje biorące udział w uroczystościach po mszy stawały do raportu na Rynku, a następnie defilowały ul. Dworcową przed władzami w pobliżu odsłoniętego we wrześniu 1929 roku pomnika Powstańca. W 1930 roku na szamotulskie uroczystości przybyli wojewoda hrabia Roger Raczyński oraz dowódca Okręgu Korpusu nr VII gen. Kazimierz Dzierżanowski.

W niektórych latach obchody miejskie miały charakter dwudniowy; wówczas wieczorem pierwszego dnia odbywał się capstrzyk, czyli uroczysty przemarsz przez miasto poszczególnych oddziałów i stowarzyszeń, z pochodniami i przy udziale orkiestry. Ogłaszana w prasie kolejność ustawiania się poszczególnych jednostek i stowarzyszeń uświadamia charakter i bogactwo ówczesnego życia społecznego. Na przykład w 1934 roku kolejność ta wyglądała następująco:

„I. Oddziały z bronią – hufce [oddziały]: gimnazjalny, Związku Strzeleckiego, Przysposobienia Wojskowego Kolejowy, Pocztowy, Drogowy i Konny;

  1. Oddziały bez broni:
  2. Żeńskie – hufce: gimnazjalny, Związku Harcerstwa Polskiego, Związku Strzeleckiego, Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”, Stowarzyszenia Młodych Polek,
  3. Męskie – hufce: Przysposobienia Wojskowego Szkoły Wieczorowej, Związku Harcerstwa Polskiego, Związku Strzeleckiego, Związku Rezerwistów,
  4. Historyczne – hufce: Bractwa Kurkowego, Związku Weteranów Powstań Narodowych, Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”, Związku Hallerczyków, Towarzystwa Powstańców i Wojaków, Stowarzyszenia Młodzieży Polskiej i inne towarzystwa społeczne wg starszeństwa”.

Obchody imienin Józefa Piłsudskiego w 1935 r. Uczniowie Gimnazjum im. ks. Piotra Skargi, defilada przed pomnikiem Powstańca, ul. Dworcowa. Na czele grupy szedł nauczyciel Andrzej Hanyż. 1. z lewej Marian Orlik (1916-1952, późniejszy zawodowy oficer, ofiara zbrodni stalinowskich). Zdjęcie – własność Barbara Piekarzewska


Już za życia marszałka można mówić o niezwykłym wprost kulcie jego osoby, starannie podtrzymywanym przez ówczesne władze wszystkich szczebli. Z prasy szamotulskiej wynotowaliśmy zaledwie kilka z wielu określeń dotyczących Józefa Piłsudskiego: „Wielki Człowiek o kryształowym charakterze, o stalowej woli, o wzniosłej dumie narodowej, genialnym umyśle, mrówczej pracowitości i szalonej wprost odwadze”, „Bohater naszych czasów i chluba Polski” (1932, z odezwy podpisanej m.in. przez starostę Tadeusza Karpińskiego), „Wielki Budowniczy Polski Niepodległej”, „Mąż Opatrznościowy Odrodzonej Polski” (1934, starosta Adam Narajewski).  

Omawiany okres nie był – oczywiście – pozbawiony walk i sporów politycznych. W 1935 roku redaktor „Gazety Szamotulskiej” – pisma od 1927 roku wyraźnie popierającego obóz polityczny Józefa Piłsudskiego – w kontekście zbliżających się imienin Marszałka pisał: „W dniu tym winny zamilknąć różne swary i kłótnie partyjno-polityczne, aby przez to pokazać wszystkim, że umiejąc się szlachetnie zwalczać, potrafimy jednocześnie ocenić należycie to, czego dokonał ten wielki i szlachetny Syn naszego Narodu”. W kontrze do uroczystości ku czci Józefa Piłsudskiego organizowano akademie poświęcone dwom innym Józefom – generałom Hallerowi i Dowbór-Muśnickiemu. W Szamotułach taka uroczystość odbyła się 19 marca 1931 roku w hotelu „Eldorado”, a jej organizatorami byli przedstawiciele Związku Hallerczyków i Towarzystwa Powstańców i Wojaków.

Podniosłe i zarazem radosne świętowanie imienin marszałka Józefa Piłsudskiego skończyło się wraz z jego śmiercią 12 maja 1935 roku. W kolejnych latach w dzień św. Józefa w szamotulskiej kolegiacie w intencji marszałka odprawiano uroczystą mszę żałobną, uczestniczyły w niej władze miasta i powiatu, stowarzyszenia i szkoły. W sali Sundmanna oraz w sali Strzelnicy (dzisiejsza ul. Wojska Polskiego) można było wysłuchać specjalnego przemówienia radiowego prezydenta Ignacego Mościckiego, poświęconego osobie Józefa Piłsudskiego. W taki sam sposób czczono jego pamięć w kolejnych latach.


Obchody imienin Józefa Piłsudskiego w 1935 r. Uczennice Gimnazjum im. ks. Piotra Skargi, defilada przed pomnikiem Powstańca, ul. Dworcowa. Zdjęcie – własność Barbara Piekarzewska


Omawiany okres nie był – oczywiście – pozbawiony walk i sporów politycznych. W 1935 roku redaktor „Gazety Szamotulskiej” – pisma od 1927 roku wyraźnie popierającego obóz polityczny Józefa Piłsudskiego – w kontekście zbliżających się imienin Marszałka pisał: „W dniu tym winny zamilknąć różne swary i kłótnie partyjno-polityczne, aby przez to pokazać wszystkim, że umiejąc się szlachetnie zwalczać, potrafimy jednocześnie ocenić należycie to, czego dokonał ten wielki i szlachetny Syn naszego Narodu”. W kontrze do uroczystości ku czci Józefa Piłsudskiego organizowano akademie poświęcone dwom innym Józefom – generałom Hallerowi i Dowbór-Muśnickiemu. W Szamotułach taka uroczystość odbyła się 19 marca 1931 roku w hotelu „Eldorado”, a jej organizatorami byli przedstawiciele Związku Hallerczyków i Towarzystwa Powstańców i Wojaków.

Podniosłe i zarazem radosne świętowanie imienin marszałka Józefa Piłsudskiego skończyło się wraz z jego śmiercią 12 maja 1935 roku. W kolejnych latach w dzień św. Józefa w szamotulskiej kolegiacie w intencji marszałka odprawiano uroczystą mszę żałobną, uczestniczyły w niej władze miasta i powiatu, stowarzyszenia i szkoły. W sali Sundmanna oraz w sali Strzelnicy (dzisiejsza ul. Wojska Polskiego) można było wysłuchać specjalnego przemówienia radiowego prezydenta Ignacego Mościckiego, poświęconego osobie Józefa Piłsudskiego. W taki sam sposób czczono jego pamięć w kolejnych latach.

Od 1937 roku zaczęto świętować imieniny marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza, wypadające niemal w tym samym czasie, bo 18 marca. Kult jego osoby, budowany w ostatnich latach II Rzeczypospolitej, opierał się na fakcie, że jako główny inspektor Sił Zbrojnych i Naczelny Wódz był następcą marszałka Józefa Piłsudskiego, osobiście przez niego wyznaczonym na dzień przed śmiercią. „Sam Komendant nam go dał” – śpiewano w popularnej przed wojną piosence. W prasie szamotulskiej również ukazywały się artykuły imieninowe poświęcone osobie Edwarda Śmigłego-Rydza, takiego świętowania imienin jak w wypadku marszałka Józefa Piłsudskiego już jednak nie było.


„Gazeta Szamotulska” 15.03.1927

Portret pędzla Zygmunta Grabowskiego. Reprodukcję obrazu zamieszczono w „Gazecie Szamotulskiej” w związku z imieninami Józefa Piłsudskiego, 19.03.1932. Zdjęcie – NAC

„Gazeta Szamotulska” 12.03.1931

„Gazeta Szamotulska”, 19.03.1935

Gimnazjum im. ks. Piotra Skargi, 1934 r., nauczyciele i uczniowie klasy maturalnej. Z okazji 10-lecia odzyskania niepodległości w auli umieszczono dekorację z medalami przedstawiającymi marszałka Piłsudskiego i prezydenta Mościckiego. Zdjęcie – własność Andrzej Nowak

Pomnik Powstańca w 1930 r. Zdjęcie – własność Iwona Hapko.

Artykuł o pomniku można przeczytać  http://regionszamotulski.pl/pomnik-powstania-wielkopolskiego/

Afisz informujący i obchodach imienin generałów Hallera i Dowbór-Muśnickiego, Szamotuły 1931 r.


„Gazeta Szamotulska” z 16.05.1935 (po śmierci Józefa Piłsudskiego)

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Od urodzenia związana z Szamotułami. Polonistka (jak mama) i regionalist(k)a (jak tata).

Dr nauk humanistycznych, redaktor i popularyzator nauki. Prezes Stowarzyszenia WOLNA GRUPA TWÓRCZA, wiceprezes Szamotulskiego Stowarzyszenia Charytatywnego POMOC.

Obchody imienin marszałka Józefa Piłsudskiego2021-01-03T23:24:29+01:00

Zima 1929 roku w Szamotułach

Widok na kościół św. Stanisława spod wiaduktu kolejowego, 20-lecie międzywojenne. Widoki powiatu szamotulskiego na starych pocztówkach 1898-1945, Szamotuły 2016.

Na górze – północna strona szamotulskiego rynku, ok. 1903 r., Szamotuły na dawnej pocztówce 1898-1935, Szamotuły 2000.


Szamotulskie zimy – lata 20. i 30. XX w.

Z archiwum rodzinnego Jana Kulczaka

Jeziorko w Szamotułach, na łyżwach Henryk Nowak (http://regionszamotulski.pl/henryk-nowak-sportowiec-nauczyciel-i-trener/). Zdjęcie udostępnił Andrzej J. Nowak


Ogłoszenia z „Gazety Szamotulskiej” – luty 1929 r.

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Zima 1929 roku w Szamotułach

Określenie „zima stulecia” zwykle jest kojarzone z początkiem 1979 roku, kiedy to wyjątkowo obfite opady śniegu sparaliżowały całą Polskę. Odwołano wówczas lekcje w szkołach, pojawiły się problemy w dostawach prądu, transport publiczny niemal przestał funkcjonować. Z bardzo podobnymi problemami zmagano się dokładnie 50 lat wcześniej, zimą z przełomu 1928 i 1929 roku, którą ówczesna prasa okrzyknęła najsurowszą od 1775 roku.

Jak pisano wówczas w „Gazecie Szamotulskiej”, śnieg w regionie spadł na początku grudnia 1928 roku i nie stopniał aż do marca. Pod koniec grudnia mrozy objęły niemal całą Europę, szczególnie ucierpiały nieprzyzwyczajone do tego typu temperatur południe Francji, Włochy i kraje bałkańskie.

Zdecydowanie najtrudniejszym miesiącem, nie tylko w okolicach Szamotuł, ale i w całej Polsce, był luty – najzimniejszy miesiąc w historii polskiej meteorologii. Średnia temperatura miesiąca wyniosła na terenie Polski -14,5̊, dla porównania można podać, że średnia temperatura w lutym 2018 r. – uznawanym za najzimniejszy w ostatnich kilku latach – to -2,5̊. W kronice Szkoły Powszechnej (dzisiejszej Szkoły Podstawowej nr 2) zapisano, że w lutym 1929 roku w Szamotułach temperatura spadła nawet do -38̊.  

Początek miesiąca nie wyglądał jeszcze groźnie. Na łamach miejscowej prasy przeczytać można było informację o tym, że dzięki władzom miasta na jeziorku obok strzelnicy (ul. Strzelecka, dziś Wojska Polskiego) uprzątnięto śnieg, dzięki czemu „młodzież i starsi znów mogą się rozkoszować zdrowym sportem łyżwiarskim”. Kilka dni później jeden z czytelników apelował do dorosłych, aby nie dopuszczali do robienia przez dzieci ślizgawek na chodnikach, bo jest to niebezpieczne dla przechodniów.


Magistrat i Rada Miasta w latach 1929-1930. 4. z lewej siedzi burmistrz Konstanty Scholl. Zdjęcie udostępniła Urszula Dudzik


Jak co roku o tej porze władze miasta martwiły się przede wszystkim losem bezrobotnych i ich rodzin. Po zakończeniu kampanii cukrowniczej do grupy osób bez pracy dołączyło 350 robotników sezonowych, w sumie bez środków do życia pozostawało blisko 450 rodzin. Władze miejskie lub powiatowe zatrudniały co roku pewną grupę bezrobotnych do prac przy utwardzaniu dróg (tłuczeniu kamienia), jednak w tamtym roku z powodu warunków atmosferycznych nie było to możliwe. Burmistrz Konstanty Scholl apelował o zatrudnianie bezrobotnych do drobnych prac przy odśnieżaniu i rąbaniu drewna, prosił też o składanie w ratuszu ofiar na rzecz bezrobotnych; mogło to być wsparcie pieniężne, żywność lub płody rolne. Zachętą dla ofiarodawców miała być  publikacja ich nazwisk w „Gazecie Szamotulskiej”. Na nadzwyczajnym posiedzeniu Rady Miasta zdecydowano o zaciągnięciu krótkoterminowej pożyczki i zakupie dla rodzin bezrobotnych opału, tłuszczów i chleba.



Największe mrozy wystąpiły w drugiej dekadzie miesiąca. Od 11 do 15 lutego w szamotulskich szkołach zawieszono lekcje. Dyrekcja gimnazjum informowała rodziców uczniów, że także po tym terminie, jeśli temperatura spadnie poniżej -20̊ , wolno zatrzymać w domu dzieci słabszego zdrowia i te, które mieszkają daleko od szkoły. Dziś nieco zabawnie brzmi ogłoszenie informujące o zwolnieniu uczniów gimnazjum z obowiązku noszenia nakazanych przez szkolne przepisy czapek z daszkiem i skierowana do ich rodziców prośba o zakup ciepłych czapek lub nauszników. Miejscowa drogeria reklamowała w gazecie środki na odmrożenia i przeziębienie.

Silnych mrozów nie wytrzymywała sieć wodociągowa. Jak pisano, niemal w każdym domu zamarzły rury. Trudności przeżywały zakłady przemysłowe, na przykład w drukarni wodę  potrzebną do pracy niektórych maszyn dostarczano za pomocą gumowych węży, bo woda w rurach zamarzła. Powstawały opóźnienia w pracy.



Po kilku dniach bardzo silnych mrozów pojawiły się problemy z opałem. W 12 lutego dziennikarz „Gazety Szamotulskiej” alarmował: „Do tego dokuczliwego mrozu przyłączył się katastrofalny brak węgla i koksu. Doszło do tego, że u żadnego handlarza węgli nie można otrzymać ani pół centnara opału. Co będzie?” Władze miasta interweniowały w kopalniach na Śląsku, 19 lutego otrzymały telegram o wysłaniu do Szamotuł 100 ton węgla, przede wszystkim dla miejscowych firm.

Wstrzymano kursowanie autobusów, a opóźnienia pociągów były tak duże, że rozsądny dziennikarz doradzał: „Ażeby uniknąć takich niespodziewanych przygód, zaleca się siedzieć najlepiej w domu”. Powstała sytuacja stanowiła też okazję do zareklamowania gazety:



Silne wiatry spowodowały powstanie na drogach 2,5-metrowych zasp. Szamotuły odcięte zostały nie tylko od Poznania, ale także od wszystkich miejscowości powiatu. Na wezwanie władz powiatowych w obowiązkowych pracach publicznych przy przywracaniu ruchu na drogach wzięło udział ponad 1500 osób. Komunikacji drogowej z Poznaniem nie udało się jednak przywrócić jeszcze przez co najmniej kilka dni.

Wczoraj, w niedzielę 17 lutego, 90 lat od zimy 1929 roku, mieliśmy w Szamotułach 19̊ C!

Szamotuły, 2019 r.

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Od urodzenia związana z Szamotułami. Polonistka (jak mama) i regionalist(k)a (jak tata).

Dr nauk humanistycznych, redaktor i popularyzator nauki. Prezes Stowarzyszenia WOLNA GRUPA TWÓRCZA, wiceprezes Szamotulskiego Stowarzyszenia Charytatywnego POMOC.

Zima 1929 roku w Szamotułach2021-02-11T11:53:22+01:00
Go to Top