Szamotulskie zimy – lata 20. i 30. XX w.

Z archiwum rodzinnego Jana Kulczaka


Ogłoszenia z „Gazety Szamotulskiej” – luty 1929 r.

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Zima 1929 roku w Szamotułach

Określenie „zima stulecia” zwykle jest kojarzone z początkiem 1979 roku, kiedy to wyjątkowo obfite opady śniegu sparaliżowały całą Polskę. Odwołano wówczas lekcje w szkołach, pojawiły się problemy w dostawach prądu, transport publiczny niemal przestał funkcjonować. Z bardzo podobnymi problemami zmagano się dokładnie 50 lat wcześniej, zimą z przełomu 1928 i 1929 roku, którą ówczesna prasa okrzyknęła najsurowszą od 1775 roku.

Jak pisano wówczas w „Gazecie Szamotulskiej”, śnieg w regionie spadł na początku grudnia 1928 roku i nie stopniał aż do marca. Pod koniec grudnia mrozy objęły niemal całą Europę, szczególnie ucierpiały nieprzyzwyczajone do tego typu temperatur południe Francji, Włochy i kraje bałkańskie.

Zdecydowanie najtrudniejszym miesiącem, nie tylko w okolicach Szamotuł, ale i w całej Polsce, był luty – najzimniejszy miesiąc w historii polskiej meteorologii. Średnia temperatura miesiąca wyniosła na terenie Polski -14,5̊, dla porównania można podać, że średnia temperatura w lutym 2018 r. – uznawanym za najzimniejszy w ostatnich kilku latach – to -2,5̊. W kronice Szkoły Powszechnej (dzisiejszej Szkoły Podstawowej nr 2) zapisano, że w lutym 1929 roku w Szamotułach temperatura spadła nawet do -38̊.  

Początek miesiąca nie wyglądał jeszcze groźnie. Na łamach miejscowej prasy przeczytać można było informację o tym, że dzięki władzom miasta na jeziorku obok strzelnicy (ul. Strzelecka, dziś Wojska Polskiego) uprzątnięto śnieg, dzięki czemu „młodzież i starsi znów mogą się rozkoszować zdrowym sportem łyżwiarskim”. Kilka dni później jeden z czytelników apelował do dorosłych, aby nie dopuszczali do robienia przez dzieci ślizgawek na chodnikach, bo jest to niebezpieczne dla przechodniów.


Magistrat i Rada Miasta w latach 1929-1930. 4. z lewej siedzi burmistrz Konstanty Scholl. Zdjęcie – własność Urszuli Dudzik


Jak co roku o tej porze władze miasta martwiły się przede wszystkim losem bezrobotnych i ich rodzin. Po zakończeniu kampanii cukrowniczej do grupy osób bez pracy dołączyło 350 robotników sezonowych, w sumie bez środków do życia pozostawało blisko 450 rodzin. Władze miejskie lub powiatowe zatrudniały co roku pewną grupę bezrobotnych do prac przy utwardzaniu dróg (tłuczeniu kamienia), jednak w tamtym roku z powodu warunków atmosferycznych nie było to możliwe. Burmistrz Konstanty Scholl apelował o zatrudnianie bezrobotnych do drobnych prac przy odśnieżaniu i rąbaniu drewna, prosił też o składanie w ratuszu ofiar na rzecz bezrobotnych; mogło to być wsparcie pieniężne, żywność lub płody rolne. Zachętą dla ofiarodawców miała być  publikacja ich nazwisk w „Gazecie Szamotulskiej”. Na nadzwyczajnym posiedzeniu Rady Miasta zdecydowano o zaciągnięciu krótkoterminowej pożyczki i zakupie dla rodzin bezrobotnych opału, tłuszczów i chleba.

Największe mrozy wystąpiły w drugiej dekadzie miesiąca. Od 11 do 15 lutego w szamotulskich szkołach zawieszono lekcje. Dyrekcja gimnazjum informowała rodziców uczniów, że także po tym terminie, jeśli temperatura spadnie poniżej -20̊ , wolno zatrzymać w domu dzieci słabszego zdrowia i te, które mieszkają daleko od szkoły. Dziś nieco zabawnie brzmi ogłoszenie informujące o zwolnieniu uczniów gimnazjum z obowiązku noszenia nakazanych przez szkolne przepisy czapek z daszkiem i skierowana do ich rodziców prośba o zakup ciepłych czapek lub nauszników. Miejscowa drogeria reklamowała w gazecie środki na odmrożenia i przeziębienie.

Silnych mrozów nie wytrzymywała sieć wodociągowa. Jak pisano, niemal w każdym domu zamarzły rury. Trudności przeżywały zakłady przemysłowe, na przykład w drukarni wodę  potrzebną do pracy niektórych maszyn dostarczano za pomocą gumowych węży, bo woda w rurach zamarzła. Powstawały opóźnienia w pracy.



Po kilku dniach bardzo silnych mrozów pojawiły się problemy z opałem. W 12 lutego dziennikarz „Gazety Szamotulskiej” alarmował: „Do tego dokuczliwego mrozu przyłączył się katastrofalny brak węgla i koksu. Doszło do tego, że u żadnego handlarza węgli nie można otrzymać ani pół centnara opału. Co będzie?” Władze miasta interweniowały w kopalniach na Śląsku, 19 lutego otrzymały telegram o wysłaniu do Szamotuł 100 ton węgla, przede wszystkim dla miejscowych firm.

Wstrzymano kursowanie autobusów, a opóźnienia pociągów były tak duże, że rozsądny dziennikarz doradzał: „Ażeby uniknąć takich niespodziewanych przygód, zaleca się siedzieć najlepiej w domu”. Powstała sytuacja stanowiła też okazję do zareklamowania gazety:



Silne wiatry spowodowały powstanie na drogach 2,5-metrowych zasp. Szamotuły odcięte zostały nie tylko od Poznania, ale także od wszystkich miejscowości powiatu. Na wezwanie władz powiatowych w obowiązkowych pracach publicznych przy przywracaniu ruchu na drogach wzięło udział ponad 1500 osób. Komunikacji drogowej z Poznaniem nie udało się jednak przywrócić jeszcze przez co najmniej kilka dni.

Wczoraj, w niedzielę 17 lutego, 90 lat od zimy 1929 roku, mieliśmy w Szamotułach 19̊ C!

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Od urodzenia związana z Szamotułami. Polonistka (jak mama) i regionalist(k)a (jak tata).

Dr nauk humanistycznych, redaktor i popularyzator nauki. Prezes Stowarzyszenia WOLNA GRUPA TWÓRCZA, wiceprezes Szamotulskiego Stowarzyszenia Charytatywnego POMOC.