Szkoła hrabiny Barbary Kwileckiej w Dobrojewie

Prekursorska inicjatywa hrabiny Barbary Kwileckiej

Prywatna szkoła gospodarcza dla dziewcząt w Dobrojewie

Barbara Kwilecka (1845-1910) była córką pisarki Bogusławy z domu Dąbrowskiej i Teodora Mańkowskiego. Jej dziadkiem był Jan Henryk Dąbrowski – generał, uczestnik insurekcji kościuszkowskiej (1794), twórca Legionów Polskich we Włoszech i uczestnik kampanii napoleońskiej. Imię Barbara Kwilecka odziedziczyła po babce, drugiej żonie Henryka Dąbrowskiego, Barbarze z Chłapowskich. W dzieciństwie zamieszkała wraz z rodziną w nieistniejącym pałacu w Rudkach koło Ostroroga. Kształciła się u sióstr ze Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa (sercanek), najpierw w Paryżu, a potem w Poznaniu. Musiała być bardzo odważna, gdyż jako 18-letnia dziewczyna razem z siostrą przemycała broń dla powstańców styczniowych z oddziałów w okolicach Kalisza. Na pewno odznaczała się wrażliwością społeczną. Wspominała: „Od najmłodszych dziecinnych lat dziwnie mnie przejmowały i bolały krzywdy życiowe i wielki ból ludzkości spowodowany nierównością losu i różnicą pomiędzy bogatym a ubogim, między możnymi a tymi, których byt zawisł od konieczności zapracowania na życie”.


Barbara Kwilecka – jako dziewczyna (przebrana w strój ludowy) oraz ok. 1874 r.


Po ślubie w 1866 roku ze Stefanem Kwileckim (1839-1940), właścicielem rozległego majątku z centrum w Dobrojewie, przez kilkanaście lat zajmowała się wychowywaniem sześciu synów. Około 1880 roku zaczęła szerszą działalność publiczną: w Stowarzyszeniu Czytelni Ludowych oraz w dyrekcji Towarzystwa Pomocy Naukowej dla dziewcząt polskich w Wielkim Księstwie Poznańskim. Przede wszystkim jednak w końcu lat 80. XIX wieku stworzyła i przez dwadzieścia lat prowadziła w Dobrojewie 3-letnią szkołę gospodarczą dla dziewcząt, tzw. szkołę elewek (elew, elewka – znaczyły dawniej: wychowanek, uczeń) (więcej o Barbarze Kwileckiej można przeczytać w artykule http://regionszamotulski.pl/barbara-kwilecka-dzialaczka-narodowa-i-spoleczna/).

Jak sama wspominała Barbara Kwilecka, na początku małżeństwa nie umiała postępować ze służbą, wyraźnie formułować swoich oczekiwań i kierować innymi. Stworzenie szkoły było dla hrabiny w pewnym sensie przełamaniem własnych ograniczeń. Widziała w tym także misję wobec uboższych i swego rodzaju odpokutowanie win przodków – ziemian, którzy często swoim postępowaniem krzywdzili lub deprawowali służbę. Była osobą głęboko wierzącą, podopiecznym starała się przekazać zasadę, że „wszyscy jesteśmy dziećmi Boga, że wszyscy dla Niego, każden w swoim zakresie i według swoich zdolności, pracować mamy”. Po latach to właśnie uznała za podstawę sukcesu w kierowaniu domem i ściśle z domem związanej szkoły.


Nieistniejący pałac w Dobrojewie – spalony i rozebrany w czasie II wojny światowej. Fasada przednia i od strony ogrodu na pocztówkach z ok. 1910 r.


Hrabina Kwilecka do swej szkoły przyjmowała dziewczęta w wieku 16 lat. Musiały one  przedstawić świadectwo moralności od proboszcza, zaświadczenie o dobrym stanie zdrowia od lekarza, a także zgodę rodziców na 3-letnią naukę w Dobrojewie. Były to głównie córki gospodarzy lub drobnych rzemieślników. Najpierw dziewczęta przechodziły kilkutygodniowy okres próbny, a po nim uroczyście odbierały medal z wizerunkiem Maryi jako znak przynależności do Bractwa Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, otrzymywały biały czepek i podpisywały trzyletnią umowę. Początkowo u hrabiny uczyło się 8-10 dziewcząt, później liczba podopiecznych wzrosła do 16-18.

Każda „elewka” po kolei uczyła się różnych prac w pałacu i folwarku: poznawała tajemnice przygotowywania potraw pod okiem dworskiego kucharza, w pralni uczyła się prać, prasować  i czyścić odzież, w szwalni – szyć i cerować, pracowała też w dworskim kredensie, czyli poznawała sposób podawania do stołu, uczyła się także sprzątania. W folwarku – zapoznawała się z wyrobem sera i masła, uczyła się hodowli drobiu i gotowania dla czeladzi. Po każdym takim, trwającym kilka miesięcy, kursie „elewka” zdawała swego rodzaju egzamin praktyczny. Taki sposób nauki trwał dwa lata, w trzecim – uczennica wybierała sobie ulubioną specjalność, w której doskonaliła się w trzecim roku. Każda z dziewcząt przez godzinę dziennie uczyła się – na przemian – czytania, pisania, liczenia lub katechizmu. Chętne uczyły się też śpiewu. Dziewczęta nocowały w grupie w pałacu lub oficynie (więcej o nieistniejącym pałacu w artykule http://regionszamotulski.pl/palac-w-dobrojewie/). Trzy razy dziennie wychowanki spotykały się w kaplicy pałacowej na modlitwie. Latem – na zmiany – wyjeżdżały na wakacje, a rodzice mogli odwiedzać je w Dobrojewie.


Barbara Kwilecka z jednym z synów (ok. 1874 r.) oraz w mieszkaniu w Poznaniu (ok. 1909 r.)


Po ukończeniu szkoły dziewczęta uzyskiwały świadectwo i mogły iść na służbę jako kucharki, gospodynie, mleczarki lub panny służące, czyli służące osobiste. Absolwentki szkoły hrabiny Kwileckiej bez trudu znajdowały zatrudnienie lub wychodziły za mąż za synów gospodarzy.

Barbara Kwilecka wspominała też o trudnościach w prowadzeniu szkoły dla dziewcząt i o krytyce, jaka spotykała ją z różnych stron. Trudności wiązały się z samym pobytem kilkunastu młodych panien na dworze, z czuwaniem nad nie tylko nad tym, żeby nauczyły się różnych czynności gospodarczych, ale także aby nie były narażone na niewłaściwe zachowania ze strony obecnych w pałacu i folwarku mężczyzn. Nietrudno zrozumieć, że dla samych właścicieli i innych domowników mogła być uciążliwa obecność przy różnych czynnościach często zmieniających się i dopiero uczących się dziewcząt.


Rodzina Kwileckich na schodach pałacu w Dobrojewie, ok. 1901 r. Hrabina Barbara (w czarnej sukni) siedzi w drugim rzędzie od góry.


Trzeba wspomnieć też o zarzucie formułowanym wobec hrabiny Barbary Kwileckiej. Podnoszony on był już w czasach istnienia szkoły, wybrzmiał także w wydanej niedawno (2019 r.) książce Alicji Urbanik-Kopeć Instrukcja nadużycia. Służące w XIX-wiecznych polskich domach. Autorka tej pozycji pisze o działaniach Barbary Kwileckiej nieco ironicznie, wskazując, że dzięki szkole hrabina miała w gruncie rzeczy zapewnioną darmową służbę, bo płaciła swoim wychowankom tylko niewielkie kieszonkowe (30-60 marek, w zależności od umiejętności). Z punktu widzenia właścicielki sprawa wyglądała inaczej. Dziewczęta rzeczywiście od początku pobytu w Dobrojewie „służyły”, czyli wykonywały różne prace we dworze i folwarku,  uczyły się od siebie nawzajem, ale także od zatrudnionych przez hrabinę Kwilecką osób. Trudno sobie wyobrazić zresztą inne niż praktyczne uczenie się tych zawodów. W tamtym czasie istniały wprawdzie inne szkoły gospodarcze, ale poza dworami, za naukę w nich trzeba było płacić czesne, na które rodziców „elewek” zapewne nie byłoby stać. Trzeba też pamiętać, że dziewczęta miały także zapewnione lekcje ogólnokształcące i wakacje. I ostatnia sprawa: hrabina – prowadząc szkołę – utrzymywała kilkanaście dziewcząt, a do wykonania wszystkich czynności wystarczyłoby ich zaledwie kilka. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się, że wyzyskiwała uczennice, a w swoich czasach i w swoim środowisku spotykała się z zarzutem niegospodarności, bo szkoła „elewek” wydawała się niektórym prowadzeniem domu „ze zbytkiem” i lekkomyślnością.


Uczennice tzw. szkoły elewek w Dobrojewie, ok. 1910-1912


Barbara Kwilecka prowadziła swoją szkołę przez 20 lat. Po niej przejęła ją synowa – Jadwiga z Lubomirskich, żona Franciszka Kwileckiego (por. artykuł http://regionszamotulski.pl/franciszek-kwilecki/). Za przykładem hrabiny Kwileckiej poszły też inne ziemianki z Wielkopolski, które w swych dworach otworzyły podobne placówki do tej z Dobrojewa.

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Szamotuły, 26.09.2019

Bibliografia:

  1. Joanna Fedorowicz i Joanna Konopińska, Marianna i Róże. Życie codzienne w Wielkopolsce w latach 1890-1914 z tradycji rodzinnej, Poznań 2008.
  2. Barbara Kwilecka, Fragment z pamiętnika, Poznań 1907.
  3. Alicja Urbanik-Kopeć Instrukcja nadużycia. Służące w XIX-wiecznych polskich domach, Katowice 2019.
  4. Szkoła praktyczna dla służących w Dobrojewie (W. Ks. Poznańskie), „Przyjaciel Sług” 1901, nr 7.

Jak w czasach hrabiny Kwileckiej wykonywano niektóre czynności w gospodarstwie domowym

Na podstawie miesięcznika „Przyjaciel Sług” 1900-1902

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Od urodzenia związana z Szamotułami. Polonistka (jak mama) i regionalist(k)a (jak tata).

Dr nauk humanistycznych, redaktor i popularyzator nauki. Prezes Stowarzyszenia WOLNA GRUPA TWÓRCZA, wiceprezes Szamotulskiego Stowarzyszenia Charytatywnego POMOC.

Szkoła hrabiny Barbary Kwileckiej w Dobrojewie2025-08-31T12:33:40+02:00

Klemensowo, Forestowo i Stefanowo – osady leśne Kwileckich

Osady leśne Kwileckich

W okresie posiadania przez Kwileckich majątku zwanego „Ostroroszczyzną” (a później Dobrojewszczyzną), czyli od 1737 roku do 1939 roku, w lasach od Wielonka w kierunku Zajączkowa powstały trzy osady: Klemensowo, Forestowo oraz Stefanowo (obecnie gmina Pniewy).

Informacje na temat dwóch pierwszych miejscowości znajdujemy w Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich” (w tomie II i IV). Dowiadujemy się z nich, że obie miejscowości u schyłku XIX wieku stanowiły folwarki Kwileckich z Dobrojewa. W Klemensowie była leśniczówka i trzy domy, w sumie zamieszkiwało je 28 mieszkańców. Natomiast w Forestowie stał 1 dom z 6 mieszkańcami.

Pod koniec XIX wieku w Klemensowie z inicjatywy Stefana hr. Kwileckiego powstała leśniczówka, tartak oraz kolejka leśna, która docierała do Dobrojewa, a stamtąd dalej linią Międzychód – Szamotuły.


Lasy Dobrojewskie na mapie z 1892 r.


W archiwalnych gazetach możemy znaleźć nazwiska pracowników Kwileckich. I tak w 1882 roku nadleśniczym Lasów Dobrojewskich był Wiewiórkowski, a gajowym pod Bielejewem Frejtak. W 1890 roku leśniczym w Klemensowie był Rektorowski. Co najmniej w latach 1935 -1937 urząd ten sprawował Tokarski. 

Zgodnie z rozporządzeniem Wojewody Poznańskiego z dnia 22 września 1934 roku Gminę Ostroróg podzielono na 9 gromad. Klemensowo, Forestowo i Stefanowo weszły w skład gromady Orliczko (wieś ta obecnie należy do gminy Pniewy).

W 1954 roku Forestowo i Klemensowo zostały przeniesiono do gromady Ostroróg, natomiast Stefanowo do nowo powstałej gromady Nojewo (gm. Pniewy).


Mapa z 1915 r.


Z obiektów historycznych w Klemensowie na uwagę zasługuje krzyż z 1884 roku. Po wjeździe do lasu od strony Wielonka skręcamy w pierwszą drogę w prawo i następnie w trzecią w prawo. Krzyż został postawiony przez Stefana Kwileckiego w związku z upolowaniem zwierzęcia przez syna Jana (Jan Kanty Kwilecki 1876-1882). Na krzyżu znajduje się napis „Na pamiątkę października 1881 roku Jasiowi Kwileckiemu” oraz „zm. 13.07.1882 roku”. Natomiast na cokole: „postawił ojciec 1884”.

Michał Dachtera


Mapa z 1931 r.

Mapa 1940 r.


Literatura:

  1. „Gazeta Szamotulska” 1934 nr 114.
  2. „Goniec Wielkopolski” 1882 nr 277.
  3. Pamiętnik Koła Śpiewackiego św. Cecylji w Ostrorogu z okazji uroczystości 25-letniego istnienia 1911-1936, Ostroróg 1936.
  4. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. 2, Warszawa 1881; t. 4, Warszawa 1883.

Fotografie:

  1. „Dziennik Urzędowy Województwa Poznańskiego” 1927 nr 48.
  2. „Gazeta Szamotulska” 1925 nr 137, 1926 nr 17, 1927 nr 46, 1933 nr 131, 1934 nr 179, 1935 nr 110.
  3. „Goniec Wielkopolski” 1882 nr 277.
  4. „Nowy Kurjer” 1937 nr 30.
  5. „Rynek Drzewny i Budowlany” 1929 nr 32.
  6. „Rynek Metalowy i Maszynowy” 1930 nr 18.
  7. „Wielkopolanin” 1890 nr 72, 1900 nr 123, 1913 nr 153.

Zdjęcia współczesne Andrzej Bednarski

Szamotuły, 27.08.2019 r.

Z dawnej prasy

Michał Dachtera

Mieszka w Szamotułach, ale jego serce zostało w Ostrorogu i okolicach.

Miłośnik historii, poszukiwacz archiwalnych zdjęć. Na Facebooku prowadzi profil Ostroróg na kartach historii.

Klemensowo, Forestowo i Stefanowo – osady leśne Kwileckich2025-08-31T19:59:58+02:00

Pałac w Rudkach koło Ostroroga

Pałac w Rudkach

Około 1800 roku dla Teodora Cieleckiego, według projektu architekta Hilarego Szpilowskiego, został wybudowany pałac w Rudkach. Obiekt – niestety – nie przetrwał wojny. Został zburzony przez hitlerowców w 1940 roku. W niniejszym tekście postaram się nieco przybliżyć historię i architekturę tego obiektu.

O historii samej wsi napiszę w innym tekście, dziś przytoczę tylko kilka najistotniejszych informacji. Co najmniej od 1739 roku Rudki należały do Jana Mańkowskiego. Mańkowski zmarł bezpotomnie w 1882 roku. Po jego śmierci własność przeszła na spokrewnionych z nim Cieleckich. I tu zaczyna się nasza historia. Teresa Ruszyńska w książce Katalog zabytków sztuki w Polsce (t. 5, Województwo poznańskie, z. 23 Powiat Szamotuły) napisała, że zespół dworski w Rudkach został wzniesiony „[…] ok. 1800 przez arch. Hilarego Szpilowskiego dla pułkownika Macieja Cieleckiego”. W tym miejscu jest jednak błąd, który został powtórzony później w kilku innych źródłach, gdyż na skutek działów braterskich w 1790 roku Rudki i Szczepy dostał Teodor Cielecki, natomiast Maciej Cielecki – major wojsk konnych otrzymał Lipnicę i Wierzchaczewo (Teki Dworzaczka, Biblioteka Kórnicka). Potwierdza również to , że syn Macieja – Michał urodził się w 1792 roku w Lipnicy (Genealogia Potomków Sejmu Wielkiego, Marek Jerzy Minakowski). Zofia Ostrowska-Kębłowska (Architektura pałacowa II połowy XVIII wieku w Wielkopolsce), również napisała, że pałac w Rudkach został zbudowany dla Teodora Cieleckiego. Także w „Dzienniku Poznańskim” z 5 października 1870 roku znajdujemy informację, że Maciej Cielecki był dziedzicem Lipnicy i Wierzchaczewa, i dalej, że po bezdzietnej śmierci jego brata, Teodora Cieleckiego, dobra Rudki oraz Gaje Wielkie przypadły córce Macieja – Teodorze Cieleckiej. Teodora Cielecka wyszła za mąż za generała brygady w powstaniu listopadowym – Emiliana Węgierskiego h. Wieniawa (więcej o generale pod linkiem http://regionszamotulski.pl/gen-emilian-wegierski/).


Zespół pałacowy w Rudkach ok. 1911 r.


Wróćmy jednak do pałacu. W popularnym albumie Leonarda Durczykiewicza Dwory polskie w Wielkim Księstwie Poznańskim z 1912 roku znajdujemy jedynie zdjęcie pałacu w Rudkach, natomiast opis jako jeden z nielicznych został sprowadzony do jednego zdania: „Powiat szamotulski. Własność Mańkowskich”.

Z opracowania Teresy Ruszyńskiej dowiadujemy się, że pałac był „[…] Klasycystyczny. Złożony z piętrowego dworu i dwóch oficyn połączonych z nimi ćwierćkolistymi galeriami arkadowymi. Dwór i galerie zburzone w 1940 przez hitlerowców. Dziedziniec zajazdowy zamknięty ogrodzeniem z bramą; na osi dworu, w kierunku drogi na Szamotuły stara aleja dojazdowa.

A. Oficyny. Analogiczne, po obu stronach dziedzińca. Murowane, otynkowane. Parterowe, prostokątne, siedmioosiowe. Nakryte dachami naczółkowymi. Nad drzwiami na osi trójkątne frontoniki.
B. Brama. Wjazd ujęty murowanymi portykami, w których przejścia flankowane doryckimi kolumnami, zwieńczone gzymsem, schodkowymi attykami i rzeźbami lwów. – W ogrodzeniu z żelaznej karty kamienne klasycystyczne wazony”.


Brama wjazdowa do zespołu pałacowo-parkowego w Rudkach w latach 1930-1935. Na dole siedzi Hanna Rudzka-Cybisowa.


Kilka krótkich wzmianek na temat pałacu znajdujemy również we wspomnianej już wcześniej książce Zofii Ostrowskiej-Kębłowskiej:

„Grecko-dorycka czy toskańska kolumna pojawia się zupełnie wyjątkowo. Około roku 1800 zastosuje ją podaj pierwszy raz Hilary Szpilowski projektując bramę wjazdową do pałacu w Rudkach, a także nieznany niemiecki architekt, który w roku 1800 przebudował stajnie i wozownie w Rogalinie”.

„Wśród działających w tym czasie w Wielkopolsce architektów wymienić trzeba przede wszystkim Stanisława Zawadzkiego, który przebywał  tu zapewne dłużej niż niegdyś Langhans czy Kamsetze. Sporadycznie, o ile wiemy, pojawił się około 1800 roku (lub nieco wcześniej) Hilary Szpilowski wznosząc nie istniejący dziś pałac w Rudkach dla szambelana Teodora Cieleckiego. Tradycyjne osiowe założenie typem przyściennego portyku zwieńczonego attyką i kolistymi galeriami arkadowymi przypominało Pawłowice. Wśród dzieł Szpilowskiego najbliższe Rudkom były zapewne Słubice”.

„Kilkanaście lat później w Śmiełowie, nie skrępowany starymi murami stworzył Zawadzki klasyczny niemal przykład pałacu związanego z oficynami poprzez zaokrąglone galerie, tzw. palladiańskie, znane już na terenie Wielkopolski z Pawłowic i Rogalina, a współcześnie wznoszone w Rudkach i Żelazkowie”.

W książce Ostrowskiej znajdujemy również ciekawą informację, że pałac w Rudkach został wzniesiony na miejscu drewnianego dworu (APP, Poznań Gr 607, f. 27, r. 1782).


Staw w parku w Rudkach, ok. 1930-35. Na stawie okręcik zbudowany przez Piotra Potworowskiego


Po śmierci Emiliana Węgierskiego w 1840 r. (niektóre źródła podają datę 1841) jego żona Teodora mieszkała i gospodarowała w Rudkach jeszcze przez jakiś czas (niektóre źródła mówią o kilku latach (do 1844 r.), inne o kilkunastu). Następnie wyprowadziła się do Szamotuł, a Rudki sprzedała Teodorowi Mańkowskiemu i Bogusławie Mańkowskiej z Dąbrowskich (1814-1901).

Teodor zmarł w Rudkach w 1855 roku w wyniku obrażeń, których doznał po upadku z konia w Poznaniu, przy „Bramie Berlińskiej”. Po jego śmierci Bogusława sama administrowała majątkiem, a następnie zarządzanie Rudkami przekazała synowi Napoleonowi – powstańcowi styczniowemu (1836-1888).

Z kolei po śmierci Napoleona Rudki otrzymał jego syn Teodor (1872-1920). Żonaty z Anną Kokoszka-Michałowską (1879-1947) miał sześcioro dzieci: Henryka (1901 – ?), Jadwigę (1903-1947), Magdalenę (1904-2000), Marię Teresę (1905 – ?),  Stanisława (1907 – ?) oraz Władysława (1910-1974). W chwili śmierci Teodora aż pięcioro dzieci było jeszcze nieletnich. Magdalena w 1929 r. w Paryżu wyszła za mąż za malarza Tadeusza Piotra Potworowskiego. W okresie zamieszkiwania Potworowskich w Rudkach do majątku często przyjeżdżali przyjaciele Piotra – Jan i Hanna Cybisowie, Tytus Czyżewski, Wacław Taranczewski czy Janusz Strzałecki, który później (w 1935 r.) ożenił się z Jadwigą Mańkowską (siostrą Magdaleny) (więcej na ten temat w artykule http://regionszamotulski.pl/mankowscy-i-potworowscy-w-rudkach/).


Ozdobny portyk pałacu, ok. 1932-35


Warunki życia w Rudkach były mimo wszystko skromne, Potworowscy zajmowali trzy pokoje, a pozostała część dworu, aż do 1934 lub 1935 roku (wtedy dokonano podziałów majątku), była do dyspozycji całej rodziny. Jan Potworowski (syn Magdaleny i Piotra) wspominał, że zawsze było co zjeść, ale brakowało pieniędzy na naprawę pieca. Zimą Potworowscy wjeżdżali do Żółtowskich. „U Żółtowskich ojciec kompletnie wariował. Były tam wielkie białe ściany, na których rysował boginie greckie. A za rok coś innego. Rózia Żółtowska to uwielbiała, ale Marceli musiał płacić za oczyszczanie ścian i nie wiem, czy był zachwycony.” (Mój ojciec magiczny. Wystawa Potworowskiego, rozmowa Anny Szawiel z Janem Potworowskim, Anna Szawiel, 21 listopada 2013, http://wyborcza.pl/).

Piotr Potworowski w liście z 1931 roku do przyjaciela Jana Cybisa tak pisał o Rudkach: „W Rudkach kwitną wonne bzy, pokoje pałacu są zasypane kwiatami, wszędzie są kwiaty i piekące słońce, od rana do wieczora świergocą ptaszki. Sala przodków, która jest domowym refektarzem, czeka na Wasz przyjazd z bukietem irysów” (http://www.potworowski.art.pl/informacje/).


W pałacu w Rudkach około roku 1930. Stoi Jan Cybis, Piotr Potworowski siedzi. Od lewej siedzą żona Potworowskiego Magdalena z Mańkowskich, obok Hanna Rudzka-Cybisowa.


Ciekawe informacje o pałacu zawarte są w artykule Tytusa Czyżewskiego, który tak opisał Rudki:

„Niedaleko Poznania, trochę w kierunku północno-zachodnim, w pobliżu starego grodu Szamotuł, leży piękna miejscowość, a raczej piękna wielkopańska rezydencja ze starym pałacem i odwiecznym bujnym, jak afrykańska dżungla parkiem. Są to Rudki. Gdyby ktoś nagle i niespodziewanie przyjechał do Rudek i wstąpił w staroświeckie komnaty pałacu zostałby zaskoczony niezwykłością dekoracji i niebywałem kontrastem, jaki panuje w tej wspaniałej piętrowej budowli. Obok starych mebli z czasów Ludwika XV, obok gdańskich szaf i starych francuskich foteli, w których tak lubił siadywać poczciwy Voltaire, drzemią w ciszy modernistyczne kanapy i francuskie sprężynowe łóżka. Na starych mozaikowych posadzkach obok perskich dywanów leżą chińskie i japońskie maty. Ale ciekawsze niż podłogi i meble są ściany tych komnat. Obok starych rodzinnych portretów starożytnego polskiego rodu Mańkowskich, między którymi (portretami) prym trzyma wspaniała głowa i postać generała Henryka Dąbrowskiego – obok sztychów Rembrandta, obok starych zakurzonych nieznanego pędzla «landszaftów», których zawsze tak dużo po starych polskich dworach, słowem obok tej przedwiekowej starzyzny – ni mniej ni więcej tylko polska i francuska «moderna». I niczym wnętrza wystaw najbardziej «lewicowych» marszandów przy rue de La Botia w Paryżu, niczym ściany śp. Zborowskiego przy rue Bara. Obok włoskich pejzażów Czyżewskiego wiszą tu kubistyczno-formistyczno-strefistyczne obrazy Jaremy, portrety i krajobrazy Waliszewskiego, «kwiaty» Lama tęczowe «martwe natury» Taranczewskiego, krajobrazy Jana Cybisa, Józefa Czapskiego, rysunki Lita Polańskiego, obrazy Boraczoka, Nachta, Rudzkiej-Cybisowej, i «nieczytelne» obrazy znanego surrealisty francuskiego Massona. Obok wiszą także barwne dzieła artystycznego władcy tego zaklętego pałacu – Tadeusza Potworowskiego, który zresztą «na parterze» ma swą olbrzymią pracownię. Malarze wyżej wymienieni to mniej lub więcej znani twórcy polskiej «awangardy». W pałacu rudkowskim powstaje dziś jedna z największych w Polsce galeria sztuki współczesnej. P. Tadeusz Potworowski, sam wybitny malarz i członek znanej grupy paryskich «kopistów» dokładał wszelkich starań, aby skompletować swe zbiory w ten sposób, aby oryginalne i wybitne dzieła najmłodszych artystów mogły być «skonfrontowane» z najmłodszą twórczością artystyczną europejską, a szczególnie francuską. I dlatego w Rudkach obok oryginalnych a barwnych dzieł współczesnych «modernistów» polskich i francuskich znajdują się jeszcze dobre reprodukcje obrazów i rzeźb największych «asów» współczesnego malarstwa: Cezanne’a, Picassa, Matissc’a, Gaugin’a i największego «Burrcalisty» sprzed stu lat … Goyi. W tym starym pałacu rudeckim, w którym stali kwaterą generałowie Napoleona podczas marszu na Moskwę, dziś złączyły się i panują najpiękniejsze potęgi świata: natura i sztuka. Różowe aleje parku obramione tęczą kwiatów, stuletnie klony i platany (w dzień latające po komnatach jaskółki, w nocy jęczące sowy w narożnikach pałacu) – a w komnatach barwna «moderna» polska. A w mgle, w dalekich równinach wielkopolskich, za ciemnem pobrzeżem lasów, zdaje się te w chmurach majaczeje fatamorgana Paryża – ten sen na jawie każdego młodego malarza” (Tytus Czyżewski, Oaza młodej sztuki, „ABC” 1932 nr 268).


Rudki –  Stefan Potworowski (brat), Tadeusz Piotr Potworowski z synem Janem i żoną Magdalena z Mańkowskich


Z kolei Wacław Taranczewski tak pisał o Rudkach: „Obszerny pałac, piękny park dawały możność swobodnej pracy kilku artystom, którzy tam przebywali. Malowaliśmy z zapałem i martwą naturę, i pejzaż, i portret. Rudki stały się dla nas czymś w rodzaju Barbizonu, zajeżdżało się tam na zaproszenie i nie proszonym. Trwało to kilka lat, co roku przyjeżdżali inni malarze, mieszkał Janusz Strzalecki, przychodził przez pole z Oporowa Jacek Puget. Jeździło się w sąsiedztwo do Oporowa, gdzie Ludwik Puget urządzał wieczory [kabaretu] Różowej Kukułki, której artystów przywożono z Poznania” (więcej na ten temat w artykule http://regionszamotulski.pl/rozowa-kukulka-czyli-poznanskie-losy-ludwika-pugeta/).

W biografii Piotra Potworowskiego znajdujemy również informację, że „Nastrój panujący w Rudkach był też dużą zasługą żony Piotra – Magdaleny (Magi), osoby o wysokiej kulturze i uroku osobistym. Na podeście wewnętrznych schodów pałacu Potworowski wykonał malowidło ścienne pod wrażeniem Tintoretta, a przed domem stały jego rzeźby” (http://www.potworowski.art.pl/informacje/).


Rudki, 1932-35 r.


Jak już wspomniałem, około 1934-1935 roku dokonano podziału majątku między rodzeństwo Mańkowskich. Rudki przypadły najstarszemu – Henrykowi. Był on ostatnim właścicielem tego majątku. Około 1940 roku pałac wraz z galeriami został rozebrany przez niemieckie wojsko, a po wojnie majątek upaństwowiono.

Do dziś z dawnego zespołu dworskiego zachowała się brama, jedna oficyna (która została rozebrana i postawiona na nowo) oraz park o powierzchni około 7 hektarów, założony w pierwszej połowie XIX wieku. Obecnie całość stanowi własność prywatną.

Michał Dachtera

Szamotuły, 19.08.2019 r.

Ok. 1900 r.

Teodor Mańkowski – stoi w środku

Rudki, ok. 1903-1907, Julia Puget na koniu

Tadeusz Piotr Potworowski (1898-1962)

Obraz zatytułowany Zielony pejzaż z bramą, namalowany w Rudkach w 1933 r. przez Piotra Potworowskiego

Magdalena Potworowska z synem Janem w pracowni męża w Rudkach (ok. 1930 r.)

Polowanie w Rudkach, 1930-35.

Polowanie w Rudkach, 1930-35.

Rudki, Marian Otworowski – zarządca majątku z Anną Mańkowską (żoną Henryka)

Pałac w Rudkach z galerią i oficyną w 1. połowie lat 30. XX w.

Ok. 1938 r.


Zdjęcia współczesne – 2017 r.


Literatura:

  1. „ABC” 1932 nr 268.
  2. Aleksandra Dolczewska, Projekty pałacu Mańkowskich w Źrenicy, „Pamiętnik Biblioteki Kórnickiej” 27, 2005, s. 295-307.
  3. Leonard Durczykiewicz, Dwory polskie w Wielkim Księstwie Poznańskiem, Poznań 1912.
  4. „Dziennik Poznański” 1870 nr 231.
  5. Andrzej Kwilecki, Ziemiaństwo wielkopolskie, Poznań 1998.
  6. Andrzej Emeryk Mańkowski, Kronika domowa Mańkowskich, Warszawa 2017.
  7. Paweł Mordal, Inwentaryzacja krajoznawcza Miasta i Gminy Ostroróg, Ostroróg 1990.
  8. Mój ojciec magiczny. Wystawa Potworowskiego, rozmowa Anny Szawiel z Janem Potworowskim, Anna Szawiel, 21 listopada 2013, http://wyborcza.pl/.
  9. Zofia Ostrowska-Kębłowska, Architektura pałacowa drugiej połowy XVIII wieku w Wielkopolsce, Poznań 1969.
  10. http://www.potworowski.art.pl/informacje/.
  11. Tadeusz Piotr Potworowski (1898 – 1962) „Ułan & Malarz”, Prezentacja Liceum Plastycznego im. Piotra Potworowskiego.
  12. Teresa Ruszczyńska, Katalog zabytków sztuki w Polsce, t. 5, z. 23 Powiat szamotulski, Warszawa 1966.
  13. Teki Dworzaczka, 17782 (Nr. 1367) 1790, Biblioteka Kórnicka.

Fotografie:

  1. Obraz Rudki, namalowany przez Piotra Potworowskiego, około 1930 r. Źródło: Andrzej Emeryk Mańkowski, Kronika rodziny Mańkowskich, Szczawnica 2017.
  2. Zdjęcia ze zbiorów Jana Potworowskiego.
  3. Zdjęcia z Albumu Izabeli Madalińskiej.
  4. Zdjęcia ze zbiorów Józefy Ratajczak.
  5. Biblioteka Narodowa Polona.
  6. Archiwum Państwowe w Poznaniu, Rudki – pałac, rok 1911. (z zespołu Zbiór Widokówek, sygn. 503).
  7. Leonard Durczykiewicz, Dwory polskie w Wielkim Księstwie Poznańskiem, Poznań 1912.
  8. Bazar Poznański. Zarys stuletnich dziejów (1838-1938).
  9. Zdjęcia współczesne – Michał Dachtera

Michał Dachtera

Mieszka w Szamotułach, ale jego serce zostało w Ostrorogu i okolicach.

Miłośnik historii, poszukiwacz archiwalnych zdjęć. Na Facebooku prowadzi profil Ostroróg na kartach historii.

Pałac w Rudkach koło Ostroroga2025-09-10T21:12:30+02:00

Karolewo – osada w gminie Ostroróg

Karolewo

Między Ostrorogiem a Szczepankowem leży niewielka miejscowość – Karolewo. W Rozporządzeniu Ministra Administracji i Cyfryzacji z dnia 13 grudnia 2012 roku w sprawie wykazu urzędowych nazw miejscowości i ich części (Dz.U. 2013 poz. 200) Karolewo zostało sklasyfikowane jako osada. Próżno szukać jakiś starych wzmianek na jej temat. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, tom III wydany w 1882 roku, nie zawiera tej miejscowości. Nie mówiąc już o jakichś starszych źródłach.



Najstarsza mapa, na której znalazłem Karolewo, pochodzi z 1892 roku. W Kronice domowej Mańkowskich znajdujemy informację, że folwark Karolewo graniczący z Rudkami, należał do Teodora Mańkowskiego, który mając duże problemy finansowe sprzedał je za ułamek wartości – 109 tys. marek, Janiszewskiemu z Grębanina. Tymczasem Janiszewski miał już kupca na folwark za ponad 3 miliony.

W dwudziestoleciu międzywojennym osada ta należała do Leleszów, więc być może to Lelesza był tym, który nabył Karolewo od Janiszewskiego. W 1929 roku majątek Henryka Leleszy wynosił 125 hektarów (w tym: 105 ha ziemia orna, 8,5 ha ogród i park, 6 ha łąki, 3 ha pastwiska, 2,5 ha podwórze i drogi). Cały teren orny był zdrenowany. Z tego okresu znamy również przeznaczenie pól: 35 ha – żyto, 15,5 ha – owies, 15 ha – buraki cukrowe, 12 ha – ziemniaki, 10 ha – jęczmień, 8 ha – pszenica, koniczyna czerwona – 4 ha, mieszanka – 4ha oraz lucerna – 1 ha. W stajniach Leleszów było 16 koni roboczych, w oborach – 1 byk i 15 krów dojnych, 15 jałówek i 2 cielęta. Na skutek pomoru w chlewie pozostało tylko 9 świń. Gospodarstwo posiadało garnitur młociarniany, śrutownik do napędu lokomobilą, opielacz wielorzędowy i dwa siewniki. Henryk Lelesza przez wiele lat był prezesem Kółka Rolniczego w Ostrorogu.


Defilada 7. Pułku Strzelców Konnych Wielkopolskich w Karolewie (gmina Ostroróg). Poczet sztandarowy  i orkiestra.


Na przełomie lipca i sierpnia 1938 roku u Madalińskich w Kluczewie odbywały się manewry VII Pułku Wielkopolskich Strzelców Konnych. Natomiast 29 lipca w trakcie święta pułkowego odbyła się polowa msza święta w Karolewie, a po niej uroczysta defilada i wręczenie odznak.


Rozmowy przed uroczystością, na zdjęciu m.in. płk. Zbigniew Kownacki i starosta szamotulski Narajewski. Chwila przed wręczeniem odznaczeń.


Z obiektów historycznych w Karolewie znajduje się dworek wybudowanych w końcu XIX wieku. Budynek murowany i otynkowany, pięcioosiowy, parterowy, z dwuspadowym dachem. Nad głównym wejściem portyk kryty oddzielnym dachem. Portyk został wsparty na dwóch kolumnach. Od strony wschodniej do dworku dobudowano w latach 30. XX wieku parterową przybudówkę z płaskim dachem.

Pomiędzy zabudowaniami znajdują się pozostałości dawnego parku o powierzchni około 1 hektara. W parku dominują lipy i robinie.

Michał Dachtera

Szamotuły, 31.07.2019 r.


Dworek w Karolewie. Zdjęcie Andrzej Bednarski


Literatura:

  1. Opis warsztatów rolnych w powiecie szamotulskim (Wlkp.) dla wycieczek na P.W.K., 1929.
  2. Paweł Mordal, Inwentaryzacja krajoznawcza Miasta i Gminy Ostroróg, Ostroróg 1990.

Fotografie:

  1. Zdjęcia współczesne: Ewa Napierała i Andrzej Bednarski.
  2. Album Izabeli Madalińskiej.
  3. „Gazeta Szamotulska” 1935 nr 44.

Karolewo na mapie z 1915 r.

Mapa z 1916 r.

Mapa z 1931 r.

Mapa z 1934 r.

Moment wręczenia odznaki ppor. Czesławowi Sibilskiemu przez płk Zbigniewa Kownackiego

Rotmistrz Zdzisław Kawecki  ‒ absolwent Szkoły Podchorążych Piechoty w Warszawie i Szkoły Jazdy w Przemyślu

Ołtarz do mszy polowej ‒ Karolewo

Dworek w Karolewie. Zdjęcie Ewa Napierała

Michał Dachtera

Mieszka w Szamotułach, ale jego serce zostało w Ostrorogu i okolicach.

Miłośnik historii, poszukiwacz archiwalnych zdjęć. Na Facebooku prowadzi profil Ostroróg na kartach historii.

Karolewo – osada w gminie Ostroróg2025-09-01T11:14:10+02:00

Udział rycerstwa Ziemi Szamotulskiej w bitwie pod Grunwaldem

Udział rycerstwa Ziemi Szamotulskiej w bitwie pod Grunwaldem 15 lipca 1410 r.

Wstęp

W bitwie pod Grunwaldem wzięły udział dwie chorągwie wystawione przez Nałęczów: Sędziwoja z Ostoroga, wojewodę poznańskiego, oraz Dobrogosta z Szamotuł, podkomorzego gnieźnieńskiego.

Trzeba uwzględnić fakt, że obaj przedstawiciele rodu Nałęczów mieli włości rozrzucone po całej Wielkopolsce. Liczni przedstawiciele tego rodu występują na Pałukach (Dzwonowo koło Skoków czy Wenecja koło Żnina). Dlatego nawet te dwie chorągwie, kojarzone z naszym regionem, mogły mieć pewien odsetek rycerzy z innych regionów. Sędziwój z Ostroroga, jako wojewoda poznański, był odpowiedzialny za organizacje poszczególnych chorągwi, stąd jego chorągiew mogła składać się dodatkowo z pewnych z nadwyżek mobilizacyjnych.

O konkretnych posunięciach i zasługach tych dwóch chorągwi – z braku materiałów źródłowych – trudno mówić. Temat postanowiłem ujęć więc w szerszym kontekście udziału i roli wszystkich chorągwi wielkopolskich w wyprawie grunwaldzkiej latem 1410 roku.

Mobilizacja wojsk wielkopolskich latem 1410 roku

Wielkopolska w XV wieku dzieliła się na dwa województwa: poznańskie i kaliskie. Województwo poznańskie składało się z trzech powiatów: poznańskiego (które sięgało aż do Wałcza), kościańskiego i wschowskiego. Ziemia szamotulska stanowiła część powiatu poznańskiego, na którego obszarze sformowano trzy chorągwie: ziemi poznańskiej, wojewody poznańskiego Sędziwoja z Ostroroga oraz podkomorzego gnieźnieńskiego Dobrogosta z Szamotuł. Rycerze, sołtysi i wójtowie z ziemi szamotulskiej zasilili głównie te trzy chorągwie.

Duża część ziemi szamotulskiej należała do rycerskiego rodu Nałęczów. Ich znak herbowy stanowiła biała chusta, przepleciona i uformowana w koło. Panował zwyczaj, że zakładana przez pannę na skazańca chroniła go od kata, do czego nawiązał w swej powieści „Krzyżacy” Henryk Sienkiewicz, potomek Tatarów spod Grunwaldu. Stanowiła symbol więzi, związku, ochrony. Miała też czasem symbolikę weselną.

Nałęczowie pochodzili z Pałuk i w tym czasie dzielili się na dwie gałęzie: wielkopolską i mazowiecką. Dzięki licznym nadaniom nie tylko władców Polski, ale także margrabiów brandenburskich, w Wielkopolsce w XIV wieku stali się potęgą. Należała do nich większość wsi i grodów na pograniczu wielkopolsko-brandenburskim. Do tej gałęzi Nałęczów należeli: Sędziwój z Ostroroga, Dobrogost z Szamotuł, Mikołaj z Czarnkowa – dowódca chorągwi ziemi poznańskiej, a także rycerz przedchorągiewny chorągwi nadwornej – Mikołaj Kiełbasa. Ten ostatni pisał się z Tymieńca, wsi położonej niedaleko Kalisza, a po bitwie, bez wątpienia za zasługi związane z walką, pełnił różne funkcje: był podczaszym poznańskim, kasztelanem bydgoskim, starostą kościańskim.

Oprócz wymienionych oddziałów Wielkopolanie sformowali jeszcze 6 chorągwi: ziemi kaliskiej, Iwana z Obichowa kasztelana śremskiego, Marcina ze Sławska herbu Zaremba, Wincentego Granowskiego herbu Leliwa, a także arcybiskupa gnieźnieńskiego Mikołaja Kurowskiego i biskupa poznańskiego Wojciecha Jastrzębca. Również w tych chorągwiach mogli znaleźć się jacyś rycerze z naszego regionu.

Przyjmując, że chorągwie ziemskie liczyły około 500 ludzi, a rodowe 400, to Wielkopolan w bitwie grunwaldzkiej walczyło około 4 tysiące. Według szacunków prof. Andrzeja Nadolskiego armia polska liczyła 20 tys. jazdy, czyli Wielkopolanie stanowili około 20 procent sił królewskich. Armia zakonu szacunkowo liczyła około 18 do 20 tys. jazdy, w tym według ostatnich obliczeń, opartych na wielkiej księdze żołdu, prof. Svena Ekdahla – 6400 zaciężnych. Do tego trzeba doliczyć artylerzystów i piechurów krzyżackich.

O zasługach bojowych naszych rycerzy wiemy niewiele, a faktycznie odnosi się do nich tylko jedno zdanie w relacji Jana Długosza. Kronikarz pisze, że pod koniec bitwy rycerz Przedpełk Kopydłowski herbu Dryja wziął do niewoli Jerzego Gersdorfa, dowódcę chorągwi świętego Jerzego (prawdopodobnie kronikarz pomylił imiona i chodziło o Krzysztofa Gersdorfa, rycerza króla Węgier Zygmunta Luksemburczyka). Przyjmując, że rycerz Przedpełk wziął nazwisko od nazwy miejscowości pochodzenia, musimy rozstrzygnąć, o którą z trzech miejscowości o tej nazwie chodzi. Pierwsze Kopydłowo leży koło Wielunia, jak wiadomo, w tej chorągwi walczył ojciec kronikarza Jan Długosz z Niedzielska. Gdyby rzeczywiście chorągiew wieluńska odniosła ten sukces, to Długosz szeroko by to opisał. Ponadto jego ojciec wziął do niewoli trzech rycerzy krzyżackich, co wskazuje, że walczyła ona z jakąś chorągwią pruską. Pozostałe Kopydłowa znajdują się pod Koninem i Gnieznem, a w tych dwóch powiatach rycerzy pieczętujących się Dryją jest sporo, jak choćby kasztelan kaliski, Janusz z Tuliszkowa, czy rodzina Chłapowskich.

Jak wiadomo, szlachta mająca ziemie na północ od rzeki Wełny z wyprawy do Prus została zwolniona. Odpowiedzialnymi za mobilizację Wielkopolan byli: starosta generalny wielkopolski z ramienia króla Wincenty Granowski, wojewoda poznański Sędziwój z Ostroroga (jeszcze przed bitwą wszedł do rady królewskiej złożonej z ośmiu dostojników), kasztelan poznański Mościc ze Stęszewa (syn Przedpełka kasztelana międzyrzeckiego) – po bitwie starosta królewski w Grudziądzu oraz kasztelan kaliski Janusz z Tuliszkowa herbu Dryja, po bitwie starosta królewski w Gdańsku. Czy nominacje tych rycerzy na starostów królewskich w Prusach były wynikiem zasług dokonanych podczas bitwy? W niektórych przypadkach mogło tak być.


Widok Doliny Wielkiego Potoku ze wzgórza Jagiełly w kierunku wzgórza pomnikowego


Marsz do bitwy

Po koncentracji w Koninie chorągwie wielkopolskie ruszyły wzdłuż Bzury na Kozłów Szlachecki, gdzie połączono się z główną armią. Przez Wisłę przeprawiono się pod Czerwińskiem, łącząc się z wojskami księcia Witolda. Zgodnie z planem postanowiono uderzyć na Malbork po sforsowaniu rzeki Drwęcy pod Kurzętnikiem. Wielki mistrz zorientował się w zamiarach przeciwnika i w porę przegrupował swoją armię spod Świecia pod Kurzętnik. Zmusiło to dowództwo polsko-litewskie do zmiany planu. Postanowiono obejść rubież rzeki Drwęcy u jej źródeł w rejonie Olsztynka. W tym celu cofnięto armię królewską pod Działdowo. Tu 12 lipca dotarło do króla poselstwo węgierskie i wręczyło mu wypowiedzenie wojny przez króla Węgier. W dniu 13 lipca wojsko królewskie dotarło do Dąbrówna i zdobyto je po krótkim szturmie. Dopuszczono się masakry ludności cywilnej, co tak oburzyło biskupa poznańskiego Wojciecha Jastrzębca, że postanowił opuścić armię.

W dniu 14 lipca zamierzano kontynuować marsz na Olsztynek. Dąbrówno leży na przesmyku pomiędzy dwoma jeziorami. Rano okazało się, że gruzy miasta blokują dalszą drogę. Rozkaz ich usunięcia wojsko wykonywało opieszale, w konsekwencji dalszy marsz odłożono na dzień15 lipca. Podjęto również decyzję o zmianie trasy marszu. Zamiast przez: Dąbrówno – Samin – Grunwald – Stębark, postanowiono maszerować przez: Gardyny – Turowo – Ulnowo – Mielno. Pod wieczór doszło do gwałtownego załamania pogody.


Dąbrówno


Rankiem 15 lipca, przy silnym wietrze i deszczu, armia ruszyła na Olsztynek. Po przejściu 14 do 15 kilometrów zarządzono pierwszy postój. Kiedy rozstawiono namiot z kaplicą, by odprawić mszę dla króla, od ubezpieczeń przybył goniec z wieścią o pojawieniu się dwóch chorągwi krzyżackich. Król rozkazał marszałkowi Zbigniewowi z Brzezia wziąć 4 do 6 chorągwi i wyjaśnić sytuację. Po chwili przybył goniec od marszałka z informacją, że cała armia krzyżacka stoi o pół mili (stara mila polska – 7146 m ) od wojsk królewskich. Król natychmiast kazał przerwać mszę. Ruszył na czele armii, aby ratować oddział Zbigniewa z opresji.

Jak to się stało, że armia krzyżacka 15 lipca wyrosła nagle jak spod ziemi? Wielki mistrz domyślił się, że sprzymierzeni będą chcieli obejść Drwęcę u jej źródeł. Dlatego kazał pod miejscowością Bratian przerzucić mosty i stanął 13 lipca pod Lubawą. Wysłał podjazd do Dąbrówna, aby mieć informacje o ruchach przeciwnika. Oddział ten wszedł do miasta tuż przed jego zdobyciem. O upadku miasta Jungingen dowiedział się późną nocą 13 lipca. Wieść ta wstrząsnęła nie tylko wielkim mistrzem. Wielu rycerzy i knechtów krzyżackich straciło swoje rodziny na skutek upadku Dąbrówna, co spowodowało chęć jak najszybszej konfrontacji i wzięcia odwetu. Po krótkiej naradzie ze starszyzną krzyżacką wódz krzyżacki podjął decyzję o wydaniu armii królewskiej walnej bitwy. W tym celu nocą z 13 na 14 lipca armia krzyżacka wykonała marsz i pokonała trzy mile ( mila pruska 7500 m ). Rankiem 14 lipca armia krzyżacka rozwinęła szyk bojowy pomiędzy Frygnowem a Grunwaldem, oczekując wojsk królewskich. Jak wiadomo, nie doczekała się wroga, gdyż Jagiełło odłożył dalszy marsz do 15 lipca i zmienił jego trasę. Ta druga decyzja króla zmusiła wielkiego mistrza rankiem 15 lipca do przegrupowania, swej armii o 4 km, z rejonu Frygnowo-Grunwald na rubież Stębark – Łodwigowo. Ubezpieczenia armii królewskiej nadal nie wykryły obecności armii krzyżackiej i dlatego Jungingen postanowił wskazać przeciwnikowi, gdzie go oczekuje. W tym celu wysłał w rejon Ulnowa dwie chorągwie, które zastały armię Jagiełły podczas postoju, przy drodze Turowo – Jezioro Łubień – Mielno. 


Położenie operacyjne przed bitwą


Przygotowania do bitwy

Gdy król z doradzającymi mu dowódcami polskimi ustawiali chorągwie polskie do bitwy, przybył książę Witold ze swoimi chorągwiami, które prawdopodobnie trzeba było cofnąć aż z rejonu Jeziora Mielno. Wojska polskie sformowały skrzydło lewe, a litewsko-ruskie i tatarskie prawe. Według prof. A. Nadolskiego chorągwie wielkopolskie zajęły pozycje na lewym zewnętrznym skrzydle, pod Łodwigowem. Jak wiadomo z Kroniki Konfliktu, na przeciwnym prawym wewnętrznym skrzydle wojsk polskich pierwszy rzut zamykały chorągiew gończa i świętego Jerzego, złożona z zaciężnych Czechów i Morawian. Obok wewnętrzne lewe skrzydło litewskie sformowały chorągwie tatarskie, których było prawdopodobnie 8. Co prawda Długosz twierdzi, że Tatarów było tylko 300, lecz wyliczając chorągwie księcia Witolda, z podanych 40 doliczył się tylko 32, a następnie chorągiew Zygmunta Korybuta nr 51 w wojsku polskim, przerzucił do armii litewskiej. Prof. Nadolski uważał, że obok Polaków walczyły chorągwie smoleńskie. Trudno zgodzić się z tym poglądem, gdyby tak było, to król, mając liczne odwody, udzieliłby im wsparcia. Tymczasem jak wynika z relacji Długosza, dłuższy czas walczyły samotnie. Prawdopodobnie smoleńszczanie walczyli na prawym skrzydle litewskim, od strony Stębarka. Obie wrogie armie były ugrupowane w trzy rzuty.


Wzgórze pomnikowe – widok na Łodwigowo


Charakterystycznym punktem terenowym na polu bitwy jest wzgórze pomnikowe. Ma ono kształt bumeranga wygiętego w kierunku Stębarka. Wschodni stok wzgórza pokrywa do dziś niewielki lasek. Obok biegnie droga Stębark – Łodwigowo. Prawdopodobnie w odniesieniu do tej drogi wielki mistrz uszykował swe wojska. Na wschód od drogi, na skraju Doliny Wielkiego Strumienia, stanęły artyleria, piechota oraz pierwszy rzut armii krzyżackiej. Prawdopodobnie liczył on około 25 chorągwi, wspartych artylerią i piechotą. Drugi rzut krzyżacki stanął prawdopodobnie po zachodniej stronie drogi Stębark – Łodwigowo, lewym skrzydłem opierając się o mały lasek pokrywający wschodni stok wzgórza pomnikowego. Odwód wielkiego mistrza, liczący 16 chorągwi, stał ukryty w dolinie za wzgórzem pomnikowym, gdzie co roku organizowana jest inscenizacja bitwy. Tabor krzyżacki stanął przy polnej drodze, gdzie znajdują się ruiny kaplicy.

Jak wiadomo ze źródeł krzyżackich, najpierw król rzucił do walki pogan, a Polacy do bitwy byli rzekomo jeszcze niegotowi. W rzeczywistości Polacy pierwsi nawiązali kontakt z armią krzyżacką (oddział Zbigniewa z Brzezia) i pierwsi uszykowali się do bitwy. Natarcie rozpoznawcze, które przeprowadzili owi poganie, miało z pewnością na celu sprawdzenie skuteczności artylerii krzyżackiej. Do tej pory tak licznej artylerii w otwartym polu nikt nie użył. Natarcie to Krzyżacy odrzucili, co uczcili pieśnią Chrystus Zmartwychwstał.

Król postanowił przed generalnym natarciem wzmocnić skrzydło litewskie kilkoma chorągwiami polskimi. Następnie, ku zaskoczeniu otoczenia, kazał zebrać giermków w jednym miejscu, aby pasować ich na rycerzy. Nim jednak przystąpił do tej czynności, kazał odprawić mszę, wyraźnie zwlekając z rozpoczęciem bitwy. Bez wątpienia chęć dalszych negocjacji z wielkim mistrzem była podyktowana faktem, że od 12 lipca Polska była w stanie wojny z Zygmuntem Luksemburczykiem. W końcu wielki mistrz domyślił się, o co chodzi królowi i wysłał do niego, nie posłów jednak, tylko heroldów. Byli to rycerze reprezentujący Zygmunta Luksemburczyka (z pewnością nieprzypadkowo) oraz księcia szczecińskiego, którzy wygłosili tak zwaną „dumną mowę rycerską”, wzywając w imieniu wielkiego mistrza króla i księcia Witolda do bitwy.


Ustawienie wojska do bitwy


Początek bitwy, klęska wojsk księcia Witolda

Przez godzinę od rozpoczęcia generalnego natarcia trwała zażarta walka. O ile skrzydło lewe, złożone z chorągwi polskich, odrzuciło Krzyżaków o blisko jedną staję (pojęcie niejednoznaczne, prawdopodobnie 179 m ), o tyle skrzydło „litewskie” zostało zepchnięte do tyłu o podobną odległość. Konsekwencje taktyczne tej sytuacji musiały być takie, że na styku pomiędzy chorągwiami polskimi a chorągwiami księcia Witolda powstała niebezpieczna luka. Pierwszy dostrzegł to Jungingen, który rzucił na ten odcinek frontu kilka chorągwi z drugiego rzutu. Jak wynika z relacji autora Kroniki Konfliktu, pas przełamania objął chorągwie tatarskie, chorągiew świętego Jerzego oraz gończą. Z dalszej relacji Kroniki, którą potwierdza list zaciężnego krzyżackiego do Henryka von Plauena, wynika, że Tatarzy wykonali odskok na polskie tyły. Odsłonili przez to prawy bok chorągwi świętego Jerzego, która również znalazła się na polskich tyłach, i dopiero interwencja podkanclerzego Mikołaja Trąby zawróciła ją do bitwy. Wódz Tatarów chciał uniknąć ciężkich strat, lecz swej decyzji nie uzgodnił ani z królem, ani z księciem Witoldem. Konsekwencje tego manewru dla wojsk prawego skrzydła były tragiczne. W lukę między obu armiami wlała się kilkutysięczna masa jazdy krzyżackiej, co wywołało panikę. Tylko trzy chorągwie smoleńskie jej nie uległy. Kurz, jaki wzbiły kopyta końskie uciekającej jazdy, sprawił, że dłuższy czas niewiele było widać, i dopiero krótki rzęsisty deszcz sprawił, że kurz opadł. Przez to Smoleńszczanie walczyli samotnie, na domiar złego, przebijając się do chorągwi polskich, znaleźli się na drodze powrotu części chorągwi krzyżackich, które w pościgu za Litwinami odbiły na Zybułtowo. Walcząc w okrążeniu, ponieśli olbrzymie straty.

Król podjął w tym czasie dwie decyzje, które pozwoliły zażegnać kryzys. Wysłał na tyły część chorągwi odwodowych, które wspólnie z Tatarami osaczyły i zniszczyły część chorągwi krzyżackich, które w pościgu za wojskami Dżalal ed Dina znalazły się na polskich tyłach. Druga decyzja dotyczyła wzmocnienia pierwszej linii bojowej. Korzystając z wolnej przestrzeni po ucieczce wojsk Witolda, wyprowadzono silne uderzenie w bok armii krzyżackiej, rozbijając kilka chorągwi. Długosz tak to opisał: „Krzyżacy pomieszani w nieładzie, doznawszy wielkiej w ludziach straty i pogubiwszy wodzów, już się zdawali zabierać do ucieczki, kiedy rycerstwo czeskie i niemieckie słabiejących na wielu miejscach wsparło Krzyżaków i wytrwałą odwagą podtrzymało walkę”.

Z tego fragmentu relacji Długosza wynika, że Jungingen do przełamania szyku polsko-litewskiego użył tylko połowy chorągwi drugiego rzutu, gdyż miał jeszcze czym zażegnać kryzys na lewym skrzydle. Tymczasem zaczęła powracać reszta wojsk krzyżackich z pościgu, uderzając niebezpiecznie w bok chorągwi polskich. Zmusiło to króla do ubezpieczenia prawego skrzydła swoją chorągwią rycerzy nadwornych.


Ucieczka i powrót wojsk księcia Witolda


Kapitulacja chorągwi świętego Jerzego, klęska wojsk krzyżackiego prawego skrzydła

Sytuacja taktyczna na głównym placu boju po ucieczce wojsk księcia Witolda wyglądała następująco. Krzyżackie chorągwie lewego skrzydła, które brały udział w pościgu, a nie zostały zniszczone na polskich tyłach, wzmocniły krzyżackie prawe skrzydło. Likwidacji uległo zatem nie tylko prawe skrzydło wojsk królewskich, ale również lewe skrzydło armii krzyżackiej. Wzgórze pomnikowe, które od początku bitwy znajdowało się w pasie natarcia armii litewskiej, znalazło się poza frontem zmagań obu armii. Armia krzyżacka dzieliła się na chorągwie zaangażowane na pierwszej linii bojowej (około 25 do 30 chorągwi) oraz ukryty za wzgórzem pomnikowym odwód w sile 16 chorągwi. Wojska Jagiełły również miały zaangażowaną na pierwszej linii boju zbliżoną liczbę chorągwi, a w odwodzie za lewym skrzydłem, bliżej Łodwigowa, stało również kilkanaście chorągwi. Za polskim prawym skrzydłem posuwała się chorągiew rycerzy nadwornych, ubezpieczając je. Z Kroniki Konfliktu wiemy, że : „Trwała zasię bitwa przez sześć godzin i wówczas dopiero Krzyżacy zwrócili się do odwrotu. Tym razem uszli aż do swoich obozów”. Zasadnicze pytanie, jakie się nasuwa, dotyczy tego, co w tym czasie robił odwód krzyżacki z wielkim mistrzem na czele?  Każdy wódz po to trzyma część wojsk w odwodzie, aby zapobiec pobiciu swych głównych sił zaangażowanych bezpośrednio w walce. Jeżeli odwód stał ukryty za wzgórzem przed obozem krzyżackim, to cofające się chorągwie powinny napotkać go na swojej drodze.

Jan Długosz, opisując klęskę armii krzyżackiej, napisał: „Wówczas to rycerz Jerzy Gersdorf, który w wojsku krzyżackim niósł chorągiew św. Jerzego, przełożywszy więzy uczciwe nad ohydną ucieczkę, z czterdziestu współtowarzyszami swymi, napadnięty przez Przedpełka Kopidłowskiego, szlachcica herbu Dryja, rzucił się przed nim na kolana, a oddawszy proporzec, dał się zabrać w niewolę”. Zupełnie inaczej ten epizod opisał rycerz burgundzki Enguerrard de Monstrelet, autor kontynuacji Kroniki Froissarta. O przyczynie porażki wojsk krzyżackich pisze: „I jak niosła powszechna wieść, bitwa została przegrana wskutek zdrady wielkiego konetabla z Węgier, który znajdował się w drugim hufcu chrześcijan i bez walki uszedł ze swoimi Węgrami”. Burgundzki szlachcic wyraźnie nawiązuje do kapitulacji chorągwi św. Jerzego, gdyż dowodził nią zaufany rycerz króla Węgier Krzysztof Gersdorf. Prof. Sven Ekdahl, szwedzki historyk, nie kwestionuje tego epizodu. Uważa jednak, że kapitulowała chorągiew Das Reich. Natomiast zarzut opuszczenia bitwy bez walki jego zdaniem adresowany jest do Mikołaja Gary i Ścibora ze Ściborzyc, którzy uchylili się od udziału w walce.


Dolina za wzgórzem pomnikowym – to tutaj odbywają się coroczne inscenizacje


Porównując obie relacje, należy stwierdzić, że są one całkowicie sprzeczne. Długosz opisuje kapitulację, gdy bitwa jest już rozstrzygnięta, a rycerski Gersdorf woli się poddać niż uciekać. Tymczasem relacja Burgundczyka właśnie obwinia konetabla króla Węgier za klęskę armii krzyżackiej w momencie, gdy losy bitwy się decydowały. Kluczową kwestią w rozstrzygnięciu tych sprzeczności jest ustalenie, gdzie walczyła chorągiew krzyżacka św. Jerzego i kiedy się poddała. Prof. A. Nadolski uważał, że walczyła na prawym skrzydle, gdyż było uważane za najbardziej zaszczytne, czyli przeciwko lewemu skrzydłu armii królewskiej. Biorąc pod uwagę, że chorągwie krzyżackie walczące na prawo od chorągwi krakowskiej zostały częściowo rozbite, to chorągiew św. Jerzego musiała walczyć bliżej Łodwigowa, czyli naprzeciwko Wielkopolan. Trzeba jednak pamiętać, że był to hufiec, którego liczebność historycy szacują na około 1000 rycerzy, kwiat rycerstwa z Zachodniej Europy. Dlatego można mieć wątpliwości, czy tylko chorągiew kaliska w decydującym momencie bitwy zmusiła ją do kapitulacji. Na tym odcinku frontu Polacy mieli przewagę, gdyż Jungingen użył wszystkich chorągwi drugiego rzutu do przełamania szyku wojsk polsko-litewskich lub opanowania sytuacji na lewym skrzydle. Chorągwie krzyżackie pod Łodwigowem walczyły już ponad kilka godzin i nie miał ich kto luzować, w przeciwieństwie do chorągwi polskich. Stały tu jeszcze niezużyte odwody, którymi Sędziwój z Ostroroga mógł luzować zmęczone walką chorągwie, zastępując je świeżymi.


Uderzenie odwodu wielkiego mistrza


Manewr oskrzydlający wielkiego mistrza – ostatnie natarcie armii krzyżackiej

Autor Kroniki Konfliktu tak opisał ten fragment bitwy: „Mistrz ze swym pozostałym ludem, mając ze sobą 15 lub więcej chorągwi, wysuwając się z pewnego małego lasku, zapragnął obrócić swoje hufce przeciw osobie króla; i już kopie i włócznie zdjęte z ramion złożyli na tarczach i stali w miejscu, pragnąc rozeznać, gdzie okaże się łatwiejsze i korzystniejsze starcie z wrogami. Król zaś wówczas, skoro Krzyżacy sprawiwszy szyki stali przeciw niemu, chciał – pochwyciwszy kopię w dłoń – z największą śmiałością skierować przeciw nim konia, lecz powstrzymany wbrew swej woli przez dostojników, nie mógł uczynić zadość swoim chęciom. Przeto pewien dobrze zbrojny rycerz z Zakonu Krzyżaków, chcąc w pojedynkę zwrócić konia przeciw królowi, podjechał bliżej ku niemu. Król zaś, ująwszy w dłoń swoją włócznię, zranił go śmiertelnie w twarz i zaraz też Krzyżak przez innych z konia strącony, padł na ziemię martwy. Owe zaś hufce mistrza z miejsca, na którym stały, ruszając przeciw królowi, natknęły się na naszą wielką chorągiew i wzajem mężnie zderzyły się z nią włóczniami. I w pierwszym starciu mistrz, marszałek komturzy całego Zakonu Krzyżackiego zostali zabici. Pozostali zaś, którzy ocaleli, widząc, że mistrz marszałek i inni dostojnicy polegli, zwróciwszy się do odwrotu, cofnęli się w owym czasie aż do swych uprzednio rozłożonych taborów”.

Już prof. S. M. Kuczyński stwierdził, że rycerzy chorągwi krakowskiej nie imały się rany ani zmęczenie walką, i uznał, że ten fragment Kroniki wymaga właściwej interpretacji. Trudno nie zgodzić się z tą opinią, zważywszy, że pokonanie przez chorągiew krakowską hufca złożonego z 15  chorągwi wymagałoby od jej rycerzy nadludzkiego wysiłku. Oprócz tego sekretarz króla Zbigniew Oleśnicki, autor Kroniki Konfliktu, pominął milczeniem zasługi bojowe jednej chorągwi, akurat tej, do której niefortunnie posłował. Sumienie go chyba jednak gryzło, skoro swojemu przyjacielowi Janowi Długoszowi kazał o tym incydencie wspomnieć.

Oddajmy więc głos Długoszowi: „Tymczasem wystąpiło do boju szesnaście pod tyluż znakami hufców nieprzyjacielskich, świeżych i nietkniętych, które jeszcze nie doświadczyły oręża; a część ich zwróciwszy się ku tej stronie, gdzie król  polski stał. Król w mniemaniu, że nieprzyjaciel, widząc przy nim tak małą garstkę rycerzy, godził nań z umysłu, strwożony grożącym niebezpieczeństwem, pchnął czym prędzej Zbigniewa z Oleśnicy, swego pisarza nadwornego, do stojącej w pobliżu chorągwi nadwornej, z rozkazem, aby jak najspieszniej przybyli i zasłonili króla od grożących ciosów… Była właśnie ta chorągiew, w pogotowiu do stoczenia walki z nieprzyjacielem. Rycerz królewski Mikołaj Kiełbasa, herbu Nałęcz, jeden z przedchorągiewnych, zamierzywszy się mieczem na gońca królewskiego Zbigniewa, wołać nań począł; «Czy nie widzisz, szalony, że nieprzyjaciel na nas uderza? I ty chcesz, abyśmy porzuciwszy walkę, biegli na obronę króla? Byłoby to jedno, co uciec z boju i tył podać nieprzyjacielowi, a dawszy się pobić, króla, i siebie na oczywiste narazić niebezpieczeństwo». Tymi słowy Zbigniew wypchnięty z chorągwi nadwornej wrócił z niczym, a w tej chwili wojsko królewskie stoczyło bój z nieprzyjacielem i mężnie walcząc, najdzielniejsze nawet wywracało szyki”.


Mały lasek na wschodnim zboczu wzgórza pomnikowego


Porównując obie relacje, widzimy liczne sprzeczności. O ile u Oleśnickiego króla z opresji ratuje chorągiew krakowska, o tyle u Długosza ma to zrobić chorągiew rycerzy nadwornych. Teoretycznie powinniśmy zaufać naocznemu świadkowi bitwy Oleśnickiemu. Problem polega jednak na tym, że podczas bitwy doszło do konfliktu pomiędzy Oleśnickim a rycerzami chorągwi nadwornej, tak ostrego, że sekretarz królewski pominął milczeniem jej zasługi bojowe.

Wróćmy do dialogu rycerza Mikołaja Kiełbasy z Oleśnickim. Tłumaczy on Zbigniewowi, że rozkaz króla narazi chorągiew na klęskę, a króla na jeszcze większe niebezpieczeństwo. Chorągiew ta stała w szyku kolumnowym, gdyby chciała wykonać rozkaz, musiałaby obrócić się bokiem do szykującego się do natarcia wroga, co narażało ją na klęskę. Nie to było jednak najważniejsze.

Chorągiew nadworna osłaniała prawe skrzydło chorągwi polskich walczących na pierwszej linii. Gdyby wykonała rozkaz króla, odsłoniłaby nieprzyjacielowi drogę na polskie tyły. W tym czasie chorągwie polskie, prawdopodobnie na skutek kapitulacji chorągwi krzyżackiej św. Jerzego, złamały opór przeciwnika i przesunęły się na zachód od drogi Stębark – Łodwigowo, na południe od wzgórza pomnikowego, frontem na zachód. Rycerze polscy tych chorągwi byli przekonani, że to już koniec bitwy, nie zdając sobie sprawy, że wzdłuż drogi Stębark – Łodwigowo, którą mają za swoimi plecami, szykuje się do natarcia wielki mistrz ze swym odwodem. Wzgórze pomnikowe z jednej strony zasłoniło manewr wielkiego mistrza przed Polakami, z drugiej strony Jungingen na pewien czas (gdy objeżdżał wzgórze od strony drogi Grunwald – Stębark) stracił kontrolę nad bitwą. Długosz nie tłumaczy, jak jedna chorągiew nadworna mogła osłonić króla przed 16 chorągwiami krzyżackimi. Kronikarz napisał, że tylko część odwodowych chorągwi zwróciła się przeciwko królowi. W rzeczywistości była to tylko chorągiew wielka wielkiego mistrza, do której należał rycerz Dypold von Kukeritz, który zaatakował króla.


Chorągiew biskupa pomezańskiego, którą król wysłał po bitwie na Wawel


Główna kolumna złożona z 15 chorągwi stanęła w tym czasie przy drodze Stębark – Łodwigowo, gdzie napotkała chorągiew nadworną, a nie krakowską, jak twierdził Oleśnicki. Te 15 chorągwi chełmińsko-pruskich nieco później sforsowały mały lasek niż idąca w awangardzie chorągiew wielka wielkiego mistrza. Dlatego w momencie, gdy król wysyłał Oleśnickiego po chorągiew nadworną, mógł tych chorągwi nie widzieć. W tym momencie do walki między chorągwią nadworną a odwodem wielkiego mistrza nie mogło dojść, gdyż rycerze nadworni zostaliby przez wielokrotnie liczniejszego przeciwnika wdeptani w ziemię.

Wbrew temu, co pisze Długosz, Jungingen, ignorując chorągiew nadworną, wprowadził swój odwód na wzgórze pomnikowe, wschodnim zboczem. Dopiero teraz polscy rycerze na pierwszej linii bojowej zobaczyli odwodowe chorągwie wielkiego mistrza. Jak pisze Długosz, zaczynają się spierać, czy są to oddziały własne, czy wroga. Nie możemy się temu dziwić, gdyż część chorągwi krzyżackich była formowania w ziemi chełmińskiej i służyło w nich sporo Polaków. Również pruscy nobile byli podobnie uzbrojeni jak Litwini. Natomiast chorągwi wielkiej wielkiego mistrza przy głównej kolumnie nie było, nadal straszyła króla i jego orszak. Gdyby stała na czele hufca odwodowego, rycerze polscy bez trudu rozpoznaliby Krzyżaków. Sytuację wyjaśnił stryj Oleśnickiego, który ruszył w kierunku wzgórza. Wielki mistrz, chcąc podtrzymać ducha bojowego swych rycerzy, stanął osobiście do walki, wytrącając kopię z ręki polskiego rycerza. W tym czasie pobite chwilę wcześniej chorągwie krzyżackie, kłębiące się przed taborem, dołączają do odwodu na wzgórzu pomnikowym.


Dolina za wzgórzem pomnikowym, gdzie wielki mistrz ukrył swoje odwody


Rozpoczyna się ostatnie natarcie armii krzyżackiej. Czy wielki mistrz poprowadził je osobiście? Uważam, że Jungingen zdał dowództwo i w towarzystwie komtura Ostródy udał się po swoją chorągiew wielką. Jego przybycie do tej chorągwi tak opisał Długosz; „Na hasło jednego z Krzyżaków, dowódcy chorągwi, który – siedząc na białym koniu – kopią dawał znać do odwrotu i wołał po niemiecku herum, herum. Zwróciwszy się potem ruszył na prawo, kędy stała wielka chorągiew królewska, już po zadanej klęsce nieprzyjaciołom, wraz z innymi chorągwiami”. Długosz wielkiego mistrza zdegradował do funkcji dowódcy chorągwi, nie napisał której, bo rzekomo królowi zagrażało szesnaście. Zaraz jednak gdy Jungingen skrzyżuje kopie z Dobiesławem Oleśnickim, kronikarz nazwie go dowódcą hufców i chorągwi. Trzeba zwrócić uwagę, że Długosz wyraźnie stwierdza, że główne siły krzyżackie zostały już pobite. Potwierdzi to jeszcze raz, gdy po pojedynku Dobiesława z wielkim mistrzem stwierdzi; „A tak Polacy wyprowadzeni z błędu, nie wątpiąc już o nieprzyjacielu, w kilkanaście chorągwi rzucili się na owe 16 chorągwi do których i inne się poprzyłączały”. Czyli pobite i odrzucone pod tabor chorągwie krzyżackie, dołączyły do odwodu wielkiego mistrza, ale dopiero wtedy, gdy ten wprowadził swój odwód na wzgórze pomnikowe, gdyż do tej pory nie wiedział o klęsce swych wojsk, która nastąpiła, gdy objeżdżał wzgórze pomnikowe.

Podczas tego ostatniego natarcia armii krzyżackiej doszło do dwóch starć. Na wschód od drogi Stębark – Łodwigowo starły się ze sobą chorągiew rycerzy nadwornych, która ze zwłoką, wykonała rozkaz przywieziony przez Oleśnickiego; z chorągwią wielką wielkiego mistrza, która tak naprawdę jako jedyna zagrażała królowi. Z tego starcia zwycięsko wyszli rycerze nadworni, o czym informuje Długosz, zapominając o jednej sprawie, że w starciu tym ginie wielki mistrz. Prawdopodobnie z ręki Mszczuja ze Skrzynna herbu Łabędź, którego pocztowy Jurga odnalazł zwłoki wielkiego mistrza.


Ruiny kaplicy


Drugie starcie to uderzenie 15 odwodowych chorągwi krzyżackich, wspartych przez pobite chorągwie krzyżackie, które dołączyły do odwodu, na polskie prawe skrzydło. Odparcie tego natarcia krzyżackiego również nie wyglądało tak, jak przedstawili to obaj polscy kronikarze. Polskie chorągwie musiały zmienić front, obracając się w kierunku wzgórza pomnikowego. Odwodowe chorągwie krzyżackie były wypoczęte i szarżowały ze wzgórza, co w walce kawalerii jest istotne. Sformowane w potężną kolumnę, liczącą około 5 tysięcy jazdy, nacierały na wąskim froncie, z pewnością nie szerzej niż 100-150 m, wbijając się głębokim klinem w szyk polskich chorągwi. Prawdopodobnie zatrzymali się dopiero na chorągwi krakowskiej, o czym informuje Oleśnicki w bardzo pokrętny sposób. Wtedy to mogła polec część starszyzny krzyżackiej w starciu z chorągwią krakowską. Wreszcie król rzucił do walki ostatnie odwody, aby zamknąć Krzyżaków w kotle. Wśród tych ostatnich były prawdopodobnie również chorągwie z Wielkopolski. Dowodzący tym natarciem, widząc klęskę chorągwi wielkiej wielkiego mistrza i śmierć Jungingena oraz odwody polskie zmierzające do okrążenia chorągwi krzyżackich, postanowił przerwać natarcie i wycofać oddziały pod tabor. Nie wszystkim chorągwiom krzyżackim udało się oderwać od przeciwnika. Chorągiew chełmińską i kilka innych zmuszono do kapitulacji. Jazda krzyżacka, której udało się wycofać pod tabor, nie podjęła już walki, w ucieczce szukając ocalenia. Mieli jednak pecha, bo akurat wrócił książę Witold z częścią armii litewskiej i rozpoczął się bezlitosny pościg.

Długosz tak opisuje ten moment: „Gdy wojsko polskie z rozkazu króla ruszyło w pościg za nieprzyjacielem, (…) wielki książę Witold, pierwszy raz po odniesionym zwycięstwie spotkawszy się z królem (w czasie walki bowiem biegał ciągle między pułkami i chorągwiami polskimi, w miejsce znużonych i chwiejących się podprowadzając nowe posiłki, i z troskliwością bacząc, jak obydwu stron ważyły się losy)”. W tym miejscu kronikarz moim zdaniem kłamie. Usiłuje nam wmówić, że Witold zupełnie nie interesując się swoją pobitą armią, wyręczał króla w dowodzeniu polskimi wojskami. W rzeczywistości kariera Witolda na głównym placu boju po godzinie dobiegła końca, gdyż został porwany przez falę ogarniętego paniką wojska. Jakimi motywami kierował się Długosz, pisząc nieprawdę. Nie lubił króla za sprzyjanie husytom, dlatego postanowił wielkiego księcia wykreować na wodza bitwy. Obraz Jana Matejki – oparty na jego relacji – znakomicie to oddaje. Zasadniczym jednak powodem była sprawa pewnych jeńców krzyżackich, którą tak przedstawia: „jako wielką i nader ucieszną doniósł królowi nowinę, że w bitwie pojmano dwóch mnichów krzyżackich Markwarda von Salzbach, komtura brandenburskiego, i Szumberga, którzy podczas układów toczących się między wielkim księciem a mistrzem (…) sprośnymi i zelżywymi słowami znieważali księcia i jego matkę”. Rycerzem, który pojmał do niewoli owych Krzyżaków i oddał Witoldowi, był ojciec kronikarza, Jan Długosz z Niedzielska, oczywiście za odpowiednią nagrodą. Wielki książę słynął z wielkiej hojności, która – jak widać – opłaciła mu się. Przybycie Witolda do króla należy uznać za moment powrotu wojsk litewskich na plac boju.


Jezioro Łubień w okolicy domniemanego obozu polskiego


Udział Wielkopolan w bitwie

Pierwszym źródłem pisanym, którego autor był uczestnikiem bitwy i całościowo ją opisał, była Kronika Konfliktu autorstwa sekretarza królewskiego Zbigniewa Oleśnickiego. Niestety, oryginał nie zachował się do naszych czasów i skazani jesteśmy na odpis sporządzony przez nieznanego autora. W Kronice Konfliktu głównym bohaterem bitwy jest chorągiew wielka ziemi krakowskiej. To ona sama gromi odwód wielkiego mistrza, zabija Jungingena i starszyznę krzyżacką, a niedobitki przegania pod tabor. Bez wątpienia ten fragment relacji to „grzech pierworodny” w przedstawieniu przebiegu bitwy. Jeżeli chorągiew tak znakomicie się wyróżniła, to dlaczego jej dowódca Zyndram z Maszkowic został po bitwie zastąpiony Jakubem Kobylańskim?

Druga całościowa relacja o przebiegu bitwy  autorstwa Jana Długosza powstała w drugiej połowie XV wieku. Nie bez znaczenia jest fakt, że obaj autorzy znali się i przyjaźnili. Pomimo to wersja bitwy grunwaldzkiej przedstawiona przez Długosza zasadniczo różni się od wersji Oleśnickiego. W KK nie ma ani słowa o niefortunnym posłowaniu jej autora do chorągwi nadwornej, a przecież napisał ją kilka miesięcy po bitwie. Nasuwa się pytanie; czy Długosz z własnej inicjatywy postanowił w swojej relacji przypomnieć zasługi bojowe chorągwi nadwornej? Czy zrobił to na prośbę Oleśnickiego? Znając zafascynowanie Długosza biskupem krakowskim, którego uważał za męża opatrznościowego Polski, można przyjąć, że to Oleśnicki poprosił o to kronikarza. Starego biskupa dręczyło sumienie, że tak niegodziwie obszedł się z rycerzami nadwornymi, przypisując ich sukces bojowy chorągwi krakowskiej. Mógł być pewny, znając przywiązanie Długosza do swojej osoby, że zrobi to tak, aby nie ucierpiała jego reputacja. I w tych rachubach niewątpliwie się nie pomylił.

W rozstrzygającej fazie bitwy na głównym placu boju obie strony miały wyrównane siły. Wojska polskie były fatalnie ugrupowane. Prawe skrzydło, w które było wymierzone rozstrzygające natarcie wielkiego mistrza, było całkowicie ogołocone z odwodów. Król zużył je do: wzmocnienia skrzydła litewskiego, oczyszczenia tyłów z krzyżackich chorągwi ścigających Tatarów oraz do wzmocnienia nacierających wojsk na pierwszej linii. Toteż gdy powracające z pościgu za Litwinami oddziały krzyżackie zaczęły uderzać w chorągwie na prawym skrzydle, król ubezpieczył je swoją chorągwią rycerzy nadwornych. Wielki mistrz również zużył wszystkie chorągwie drugiej linii i w rezerwie miał już tylko odwód, którym chciał pobić polskie prawe skrzydło i rozstrzygnąć bitwę. Nie przewidział, że osłabione prawe skrzydło krzyżackie pod Łodwigowem ulegnie przeważającym na tym odcinku chorągwiom polskim w momencie wykonywania manewru oskrzydlającego. To spowodowało, że jego plan legł w gruzach.


Rzeka Marózka


Należy przyjąć, że skapitulowała nie tylko chorągiew świętego Jerzego, ale całe prawe skrzydło krzyżackie zostało rozproszone. Panice nie uległy tylko te krzyżackie chorągwie, które znalazły oparcie w taborze. Gdyby przyjąć, że wszystkie chorągwie krzyżackie dołączyły do odwodu wielkiego mistrza, to ze wzgórza pomnikowego spadłoby na polskie chorągwie 10 tys. jazdy krzyżackiej. Takiego uderzenia Polacy raczej by nie wytrzymali. Dlatego to Wielkopolanie i inne chorągwie walczące pod  Łodwigowem, rozpraszając prawe skrzydło krzyżackie, najbardziej przyczynili się do zwycięstwa. Należy przyjąć, że krzyżackie prawe skrzydło walczące przeciw Wielkopolanom pod Łodwigowem zostało szybciej pobite i rozproszone niż lewe, mogące liczyć na wsparcie 16 odwodowych chorągwi. Gdyby wielki mistrz przed manewrem oskrzydlającym zauważył, że dzieje się tu coś niepokojącego, to użyłby części odwodu do zażegnania kryzysu. To zadecydowało o klęsce armii krzyżackiej. Wspaniałe zwycięstwo chorągwi rycerzy nadwornych, skazanej przez Oleśnickiego na zapomnienie, było ostatnim gwoździem do trumny armii krzyżackiej. Gdyby ułożyć ranking, kto w bitwie wyróżnił się najbardziej, to chronologicznie rzecz wyglądałaby następująco:

–  chorągwie smoleńskie – osłabiły siłę uderzenia powracających chorągwi krzyżackich,

chorągwie walczące na lewym skrzydle pod Łodwigowem, w tym Wielkopolanie stanowiący połowę tych sił – pobiły przeciwnika w momencie wykonywania manewru oskrzydlającego, co zadecydowało o jego niepowodzeniu,

chorągiew rycerzy nadwornych, gdzie również znajdowali się Wielkopolanie jak rycerz Mikołaj Kiełbasa, którzy – rozbijając chorągiew wielką wielkiego mistrza – ostatecznie przekreślili jego plan.

Trzeba także wspomnieć, że cały ciężar osłony zachodniej granicy również spoczywał na Wielkopolanach, którzy bardziej od Małopolan byli zainteresowani złamaniem potęgi krzyżackiej. Biskup krakowski Piotr Wysz, pomimo że jego biskupstwo było hojniej uposażone niż biskupstwo poznańskie, nie wystawił chorągwi na wyprawę grunwaldzką. Małopolanie też pierwsi zaczęli naciskać króla na zaniechanie oblężenia Malborka, razem z księciem Witoldem, co przyczyniło się do zmarnowania tego zwycięstwa.

Na koniec należy się zastanowić: gdyby pod Grunwaldem zabrakło chorągwi wielkopolskich, czy zwycięstwo byłoby możliwe? Moim zdaniem, na skutek kilku błędów, których w trakcie bitwy dopuścił się król, bitwa mogłaby zakończyć się klęską.

Witold Mikołajczak


Mapki z książki Witolda Mikołajczaka, Grunwald 1410. O krok od klęski. Zdjęcia ze zbiorów autora

Zainteresowanych tą tematyką zapraszamy do lektury artykułu Witolda Mikołajczaka
Wpływ autora Kroniki Konfliktu na relację Jana Długosza o bitwie pod Grunwaldem

Opublikowano 15 lipca 2019 r.


Autor na tle ruin kaplicy postawionej prawdopodobnie w miejscu obozu krzyżackiego

Witold Mikołajczak

Historyk, absolwent UAM, nauczyciel, od 1990 r. mieszka w Szamotułach.

Autor 4 książek: Grunwald 1410. Bitwa, która przeszła do legendy (2010); Grunwald 1410. O krok od klęski (wyd. rozszerz. 2015); Wojny polsko-krzyżackie (2009) i Grochów 1831. Niedokończona bitwa (2014).

Na nowo interpretuje pewne wydarzenia i źródła historyczne, lubi polemikę.

Udział rycerstwa Ziemi Szamotulskiej w bitwie pod Grunwaldem2025-09-21T11:22:02+02:00

Pałac w Oporowie

Historia i architektura pałacu Kwileckich w Oporowie

W 1877 roku, na zlecenie Mieczysława Kwileckiego – według projektu i pod nadzorem wybitnego berlińskiego architekta – Zygmunta Gorgolewskiego, rozpoczęły się rozbudowa dworu w Oporowie, która przeobraziła go w okazały pałac. Jako jedyny tego typu obiekt w gminie Ostroróg przetrwał wojenną zawieruchę, gdyż pałac w Rudkach został rozebrany, a w Dobrojewie najpierw podpalony, a później rozebrany.

Pałac w Oporowie na pocztówkach z ok. 1912 r.

Jakiś czas temu nabyłem na portalu aukcyjnym książkę autorstwa Marii Strzałko Materiały do dziejów rezydencji w Polsce, w której bardzo precyzyjnie opisano historię i architekturę pałacu w Oporowie.

Historia Kwileckich w Oporowie zaczyna się w 1774 roku, kiedy to właściciel klucza Dobrojewo – Adam Klemens Kwilecki kupił od Augusta Kalkreyta wieś Oporowo wraz Bobulczynem. Wiadomo, że zakupiony majątek był zadłużony, a w Oporowie stał dworek w kiepskim stanie.

„Dwór dranicami [gontem] podbity, zły [w złym stanie]. Wchodząc do dworu, po lewej ręce jest izba stołowa o czterech oknach, z pokojem również o czterech oknach, w których są szyby w ołów oprawione, komin szafiasty. Z tej izby wchod do sklepu [wejście do piwnicy] o podwójnych drzwiach, lecz te drzwi bez haków i zawiasów. Do pokoju drzwi podwójne, z pokoju dwa okna całkie [całe], a drugie dwa deskami zabite, piec okrągły w białe kaflem, w oknach szyby złe, dalej kuchnia bez ogniska tylko wielki komin, do którego [z powodu którego] się w pokojach i czeladniej izbie schodzą dymy. Dalej izba z kominem bez pieca, w tej okien cztery (…), z tej izby dwa pokoiki, każdy o jednym oknie (…), z tego pokoju drzwi na ogród. W sieni okien dwa, jedno nad przysionkiem, drugie wchodząc do sieni nad drzwiami (…). Z przysionka, idąc w górę, pokojów cztery bez pieców, trzy o jednym oknie, czwarty o dwóch oknach” [za Marią Strzałko].


Grupa uczestników polowania przed pałacem w Oporowie, ok. 1899 r.

Ten sam budynek wymieniany był już w dokumentach piętnaście lat wcześniej. W inwentaryzacji majątku Kalkreytów z 1759 roku pisano:

„Budynek dworski. Wschodząc do niego, na prawą rękę drzwi podwójne, stare, bez zamka, z klamką prostą robotą, żelazną. W tej izbie podłoga zła, okna w nim cztery. Komin dobry, ten komin nie mający pieca. Z tegoż pokoju drzwi do sklepu, nowe bez zamka, tylko na zawiasach, w tej izbie drzwi do pokoju złe, okno dobre, tylko zawiasów nie mające i okiennica z zawiasami, drugie drzwi do sadu dobre z zamkiem, podłoga i posowa [strop] w nim dobra, piec dobry. Komin nowy, ale niewywiedziony, nieskończony. Drugi pokój z tej izby z podłogą i posową dobrą, komin dobry, okno jedno dobre, tylko się nie otwiera, piec mający, z relacji ludzi, iż Imć Pan Possesor kazał nowo postawić, bo był zły, drzwi dobre (…). W tejże pierwszej izbie podłoga zła. Z tej izby wychodząc, są drzwi do kuchni dobre (…), ognisko dobre, okno dobre (…). Idąc przed sień, jest sionka, w niej drzwi dobre z zawiasami, antaba do nich kręcona, okna dwa dobre. Z tej sionki jest pokoik, drzwi do niego dobre z haczykami, na zawiasach. Drugi pokoik, do którego drzwi połupane, zawiasy i zamek dobre, posowa i podłoga dobra, piec i komin dobry. Z tych pokojów wychodząc jest schod dobry na górne pokoik, których jeden po drugim jest cztery, do których drzwi z zamknięciem dobre, bez pieców i kominów, w każdym posowa i podłoga dobra (…) z tych pokojów schod wyżej na górę i drzwi dobre z zamkiem, przedsionek, w którym okno na trzy kwatery dobre. Schod na górę wielki, dobry, na wierzchu nadmurowanie (…). Dach z jednej strony dobry, z drugiej reparacji potrzebuje, podłoga dobra, a strych przed kominem zły, płótnem malowanem obita, miejscami złe, okien cztery (…). Z tej izby druga do niej podobna, drzwi z zamkiem dobre, posowa i podłoga dobra, tylko przez dach ciecze, przed kominem a strych, komin zły, mocno się mur rozrysował. Do tych pokojów jest piec zły i palić w nim nie można. Z tej pierwszej izby są drzwi do sklepów podwójne nie mające zawiasów ani zamknięcia żadnego. Schod dobry do tegoż sklepu tylko z boku mur wypadł (…) ode dworu idąc na prawo jest mielcuch [pomieszczenie do warzenia piwa] (…), studnia za mielcuchem zrujnowana (…). Idąc dalej jest folwark (…) Około dworskich budynków fundamentalnego ogrodzenia nie masz, tylko Pan Dziedzic po zbiegłych ludziach swoich kazał stodoły i chlewy porozbierać i tym drzewem dla pozoru poobkładać, ogród pański nie ogrodzony…” [za Maria Strzałko]. We wsi była również karczma i kilkanaście chałup.

Sądząc po stanie budynku w Oporowie, Kwilecki raczej w nim nie pomieszkiwał, zwłaszcza że w pobliskim Dobrojewie wybudował okazały zespół pałacowy (więcej na ten temat w artykule Wielkopolskie Puławy w Dobrojewie http://regionszamotulski.pl/palac-w-dobrojewie/ ).


Mieczysław Kwilecki przed pałacem w Oporowie, ok. 1916 r.


Spadkobiercami Adama Klemensa byli córka Aniela wraz z mężem Klemensem, będącym zarazem jej kuzynem (synem Jana z Kwilcza). Na skutek tego małżeństwa połączyli klucz Dobrojewo oraz Kwilcz. W 1821 roku Klemens dokupił z pomocą finansową teścia ogromną majętność Gosławice (10,5 tys. ha), a rok później po bezdzietnej śmierci swojej siostry odziedziczył Objezierze. Aniela i Klemens podzielili rozległy majątek między czworożyjących dzieci. Oporowo, wraz z Siedlnicą i rozległym kluczem gosławickim przypadło  Hetorowi żonatemu z Niemką – damą dworu bawarskiego Marią Izabelą Tauffkirchem und Laterano. Również Hektor nie zamieszkał w oporowskim dworze, gdyż na swoją siedzibą obrał sobie Maliniec koło Konina. Oporowo po śmierci Hektora otrzymał Mieczysław Kwilecki – działacz społeczny i polityczny, żyjący na przełomie XIX i XX wieku, o którym szerzej pisaliśmy w tekście Mieczysław Kwilecki – zasłużony dla Wielkopolski pan na Oporowie (http://regionszamotulski.pl/mieczyslaw-kwilecki-z-oporowa/).


Maria Kwilecka z wnukami, Oporowo, ok. 1908 r.


Mieczysław Kwilecki w 1857 roku poślubił wnuczkę generała Dąbrowskiego – Marię z Mańkowskich (o rodzinie Mańkowskich można przeczytać w tekście Wielkich ludzi do pałacu w niewielkich Rudkach przywiodły kobiety http://regionszamotulski.pl/mankowscy-i-potworowscy-w-rudkach/ ). Nie wiadomo, kiedy dokładnie młodzi zamieszkali w Oporowie. Maria Strzałko przypuszcza, że było to przed wybudowaniem pałacu (1877-1878), gdyż Hektor Kwilecki urodził się w 1859 w Poznaniu, ale dzieciństwo spędził już w Oporowie. Tym samym można założyć, że Kwileccy zamieszkali zapewne krótko po ślubie w dworze, który został później rozbudowany do kształtu obecnego pałacu. Dwór, jak pisał Leon Durczykiewicz, został zbudowany w połowie XIX wieku. Był to prawdopodobnie siedmioosoiowy, parterowy budynek o wymiarach około 22,6 metrów na 12,6 metrów, z mieszkalnym poddaszem i wysokim dachem. Kilkanaście lat później Mieczysław Kwilecki postanowił rozbudować ówczesną bryłę. W tym celu sprowadził z Berlina wybitnego architekta Zygmunta Gorgolewskiego. Natomiast prowadzenie prac budowlanych Kwilecki powierzył Marianowi Cybulskiemu z Poznania. Rozbudowa rozpoczęła się w 1877 roku i zakończyła rok później.


Zdjęcie z uroczystości weselnych Ludwika Pugeta i Julii Kwileckiej (córki Mieczysława i Marii z Mańkowskich), 12.08.1902 r. w Oporowie. Na zdjęciu siedzą od lewej w I rzędzie: wnuki i wnuczka Mieczysława i Marii Kwileckich: Stanisław hr. Żółtowski (syn Marii z Kwileckich Żółtowskiej i Adama Żółtowskiego), Stanisław hr. Kwilecki (syn Kazimierza Kwileckiego i Marii z Karskich), Janina hr. Żółtowska (córka Marii z Kwileckich Żółtowskiej i Adama Żółtowskiego),Mieczysław Kwilecki (syn Kazimierza Kwileckiego i Marii z Karskich).

W II rzędzie siedzą od lewej: ks. Feliks Laudwicz, Jadwiga z hr. Załuskich hr. Kwilecka, Maria Stablewska, Anna z Mylów Stablewska, Julia hr. Kwilecka bar. Puget (panna młoda), Maria z Chłapowskich Mańkowska (żona Napoleona Mańkowskiego – brata Marii Kwileckiej z Mańkowskich), Ludwik bar. Puget (pan młody), Mieczysław hr. Kwilecki, Maria hr. Kwilecka z Mańkowskich, Wanda hr. Niegolewska z Mańkowskich (kuzynka Mieczysława hr. Kwileckiego), Barbara Turno z Mańkowskich (córka Napoleona i Marii z Chłapowskich), jej mąż Stanisław Turno, Anna Mańkowska z Michałowskich.

W III rzędzie od lewej: Kazimierz Turno, Dobiesław hr. Kwilecki (syn Hektora, wnuk Mieczysława i Marii), Stanisław Mańkowski, Hektor hr. Kwilecki, Zofia hr. Kwilecka, Maria Mielęcka z Niegolewskich, Karol Stablewski, Maria hr. Kwilecka, Tekla Mańkowska, Anna Stablewska, Stanisław Wysocki, Maria bar. Puget, Maria z hr. Stadnickich Mańkowska (żona Henryka), Zofia Mańkowska, Henryk Mańkowski (syn Napoleona), Wincenty Niemojewski (zięć Mieczysława i Marii), K. Kościelski, ks.Włodzimierz Sypniewski z Ostroroga, Teodor Mańkowski (syn Napoleona), Kazimierz Mańkowski , N.N., Jan Niemojowski, Mieczysław Niemojowski, Jerzy Niemojowski.

Na tarasie stoją od lewej: N.N, Stanisław hr. Kwilecki, Jadwiga z ks. Lubomirskich hr. Kwilecka, Stefan hr. Kwilecki, Jadwiga hr. Kwilecka z Zamoyskich, Maria hr. Kwilecka z hr. Zamoyskich, Maria hr. Kwilecka z Karskich (żona Kazmierza), Anna Niezabytowska z hr. Kwileckich,
Kazimierz hr. Kwilecki (syn Mieczysława i Marii), Anna hr. Mielżyńska z Kwileckich, Maria hr. Żółtowska z Kwileckich, Adam hr. Żółtowski,
Wacław Mańkowski, Stanisław Niezabytowski, Marceli Krajewski.


Mieczysław Kwilecki w Oporowie, ok. 1903 r.

Ok. 1900 r.

Przy zabudowaniach gospodarczych w Oporowie, ok. 1900 r.

Maria i Mieczysław Kwileccy na tarasie pałacu, ok. 1917 r.

Maria Kwilecka rozmawia z Niną Żółtowską i Michałem Sobańskim, ok. 1913 r.

Maria Kwilecka w Oporowie, ok. 1920 r.

Ok. 1920 r.


Stary dwór wtopiono w bryłę powstałego pałacu. Parterową część dawnego budynku nadbudowano o piętro i przykryto dachem o konstrukcji mansardowej, ozdobionym kolistymi lukarnami. Z kolei we wschodniej części elewacji frontowej powstał piętrowy ryzalit, który podobnie jak zasadnicza bryła został przykryty mansardowym dachem. Na zachodniej ścianie ryzalitu dobudowano aneks, który łączył się z werandą, w aneksie umieszczono główne wejście. Układ otworów okiennych pozostał w zasadzie niezmieniony, jedyne zmiany polegały na przekształceniu otworów drzwiowych w okienne, bądź odwrotnie.

Do istniejącej bryły dobudowana została zachodnia, dwukondygnacyjna część pałacu, zwieńczona dachem łączącym się z pozostałą częścią budynku. W zachodniej elewacji bocznej powstał duży taras z dwubiegowymi schodami z półkolistym podestem. Przed głównym wejściem do budynku stworzono reprezentacyjny podjazd.


Julia Puget, Maria Kwilecka oraz kapitan Campbell-Crook w Oporowie, ok. 1919 r.


Powstały w wyniku przebudowy pałac, jak pisze Maria Strzałko, nawiązywał do XVII-wiecznej architektury francuskiej. W wyniku zrealizowanych prac powstał dwukondygnacyjny, podpiwniczony, murowany i otynkowany pałac. Budowla powstała na wydłużonym rzucie z licznymi tarasami, aneksami oraz ryzalitami. Bryła pałacu składała się z dwóch części – starego dworu z dobudowaną częścią zachodnią oraz wschodniego skrzydła, które wyróżniała nieco inna elewacja oraz czterospadowy dach.

Elewacja pałacu została ozdobiona boniowaniem [dekoracyjne opracowanie krawędzi oraz lica ciosu kamieni, podkreślające ich układ], parter od piętra oddzielono gzymsem, który również zastosowano w zwieńczeniu budynku. Nad głównym wejściem do pałacu (aneks, elewacja frontowa) umieszczono herb Kwileckich. Z kolei na elewacji południowej zachodniego skrzydła umieszono płycinę z motywem antycznym. Natomiast na elewacji frontowej skrzydła wschodniego – dwa medaliony przedstawiające personifikację dnia i nocy.

Piwnice pałacowe pełniły głównie funkcje magazynowe oraz kuchenne. Parter stanowił przestrzeń reprezentacyjną i mieszkalną. Z kolei na piętrze znajdowały się pokoje gościnne praz pomieszczenia dla służby (te również na poddaszu).


Zdjęcie z okresu 1926-1936


Główne wejście prowadziło przez niewielki przedsionek. Główna sień pałacu powstała z połączenia kilku wcześniejszych pomieszczeń, oświetlały ją dwa okna. W zwieńczeniu sieni stworzono belkowy strop z czterema dużymi kasetonami. Główne schody z parteru na piętro zlokalizowano w południowo-zachodniej części sieni, schody ozdobiono rzeźbiarską balustradą. Ściany sieni pokryto boazerią, podłogę zdobiła ceramiczna posadzka, a do pomieszczeń prowadziły dwuskrzydłowe drzwi. Z zachodniej części sieni drzwi prowadziły do pomieszczenia oświetlonego trzema oknami wychodzącymi na werandę, pomieszczenie to pełniło funkcje sali jadalnej. W zachodnim narożniku jadalni stał dekoracyjny kominek, ściany pokryto boazeriami i tapetami oraz sztukateriami o motywach roślinnych. Po przeciwnej stronie sieni znajdowało się pomieszczenie kredensu, przy którym mieścił się również pokój dla służby oraz garderoba. W jego pobliżu znajdowały się ponadto schody prowadzące do kuchni i toaleta.


Pocztówka z okresu międzywojennego


W środkowej części tylnego traktu było duże pomieszczenie łączące się przeszkloną werandą. Przeznaczeniem tego pokoju według projektu był salon bądź sypialnia. W północno – zachodniej części tego pomieszczenia przewidziane były wysokie szafy pokryte tapetami i zwieńczone sztukateriami. Do tego pokoju przylegały szeregowo – od wschodu – pokój panien, od zachodu – salon mniejszy. Oba pomieszczenia oświetlały okna w elewacji tylnej.

W tylnej (południowej) części zachodniego (dobudowanego) skrzydła znajdowała się tzw. sala wielka, która była wyższa od pozostałych pomieszczeń. Z tego pomieszczenia dwuskrzydłowe drzwi prowadziły do salonu mniejszego oraz jadalni, która oświetlona była potrójnym oknem wychodzącym na południe oraz przeszklonymi drzwiami tarasowymi na taras przy elewacji bocznej.


Fragment pałacu i park, ok. 1930 r.


We frontowej części zachodniego skrzydła pałacu znajdowały się pomieszczenia „pana”, czyli Mieczysława Kwileckiego: pokój mieszkalny pana – oświetlony dwoma oknami w elewacji frontowej – z tego pokoju drzwi prowadziły do „Sali wielkiej”, jadalni oraz sypialni pana – oświetlonej jednym oknem w elewacji. Z kolei z sypialni można było przejść do kolejnej sieni, gdzie w południowo-zachodnim narożniku znajdowała się toaleta. Inne drzwi z sypialni prowadziły z kolei do małego skarbca, a stamtąd korytarzem można było dostać się do sieni narożnej, która łączyła się ze schodami w wieży, co pozwalało na wejście do pomieszczeń pana z pominięciem pomieszczeń reprezentacyjnych.

Z kolei we wschodnim skrzydle pałacu znajdowały się trzy pokoje mieszkalne połączone przejściami oraz sienią. W północno-wschodnim narożniku tej części pałacu usytuowana była łazienka, a w dobudowanym aneksie – apteczka i sień, która łączyła się otwartym łukiem z sienią w dalszej części tego skrzydła, skąd można było drugimi schodami wejść na piętro.

Piętro pałacowe było podobnie rozplanowane jak parter i wzbogacone o międzytraktowy korytarz, który znacznie ułatwiał dostęp do poszczególnych pomieszczeń.


Folwark w Oporowie, ok. 1913 r.


Po II wojnie światowej pałac został wywłaszczony przez Skarb Państwa, mieściły się tam biura PGR, przedszkole, szkoła, mieszkania pracowników, później kaplica.

Bardzo smutną kartą w historii pałacu jest dzień Świętego Floriana 2007 roku. To właśnie w święto strażaków w pałacu wybuchł ogromny pożar, który strawił poddasze. Na szczęście dach został odbudowany przez zarządcę – ANR. Nie zmienia to faktu, że obecny stan pałacu pozostawia wiele do życzenia.

Warto wspomnieć również o pozostałych budynkach wchodzących w skład dawnego zespołu pałacowo – folwarcznego. We wschodniej części zespołu dworskiego, w pobliżu pałacu, zbudowano zespół budynków na planie litery „U”. Zdaniem Marii Strzałko, z uwagi na dobrą klasę architektoniczną budynków,  ich powstaniu można doszukiwać się udziału architekta Gorgolewskiego bądź kierującego pracami budowlanymi Mariana Cybulskiego. Obiekty powstały prawdopodobnie równocześnie z pałacem. Zabudowania te początkowo składały się ze stajni cugowej, wozowni oraz oranżerii (po południowej stronie drogi dojazdowej do pałacu). Nieco później (około 1880 r.) po północnej stronie drogi dobudowano oficynę gospodarczą. Cześć mieszkalną od części folwarcznej budynków rozdziela brama. Wszystkie budynki powstały z czerwonej cegły. Stajnia zlokalizowana jest w odległości około 25 metrów od pałacu, parterowa, z użytkowym poddaszem. Na wschodniej ścianie znajduje się kamienna głowa konia. Stajnia, podobnie jak i brama, są obecnie w bardzo złym stanie i częściowo rozebrane. Piętrowa oficyna ma dwuspadowy dach kryty papą. Pierwotnie mieściły się w niej mieszkania służby, pralnia oraz kuchnia. Do niedawna w budynku znajdowały się mieszkania prywatne. Obecnie podobnie jak stajnia, budynek znajduje się w złym stanie technicznym.


Oficyna i stajnia, ok. 1994 r.


Jeszcze do niedawna w Oporowie mogliśmy podziwiać piękny, XIX-wieczny spichlerz, który prawdopodobnie został zbudowany, podobnie jak pałac, według projektu Zygmunta Gorgolewskiego. Budynek ten wyróżniał się na tle pozostałych obiektów folwarcznych stylem i formą. Był to okazały obiekt: trzykondygnacyjny, z niskim dwuspadowym dachem, murowany z czerwonej cegły. Budynek znajdował się na północny-wschód od pałacu. Zdobiły go przypory [skarpa, szkarpa – pionowy element konstrukcyjny budowli, mur odchodzący prostopadle na zewnątrz od ściany wysokiego budynku w postaci filara] oraz lizeny [płaski, pionowy występ w murze zewnętrznym].

Poza zasadniczym dziedzińcem gospodarczym postawiono jeszcze dwa budynki: kuźnię oraz gorzelnię. Forma architektoniczna tych obiektów wskazuje, że powstały one nieco później niż pałac – przypuszczalnie w latach 80., bądź 90. XIX wieku. Kuźnia została zbudowana z cegły, ma dwuspadowy dach pokryty dachówką z ozdobnymi szczytami. Gorzelnię natomiast zbudowano z cegły i kamienia polnego. Budynek gorzelni jest piętrowy, z kolei dach pokryto papą.


Spichlerz ok. 1994 r.


Całości dopełniał park dworski, w którego centrum znajdował się pałac, o powierzchni 7 hektarów. Założony równocześnie z przebudową pałacu jako nowy bądź z wykorzystaniem już istniejącego parku wzmiankowanego w 1759 i 1774 roku. Dominujące gatunki to kasztanowce, graby, głogi, jesiony oraz akacje. Wśród drzew rosnących w parku jest kilka okazałych sosen (m.in. o obwodzie 275 cm), topól (m.in. topola czarna o obwodzie 372 cm), wiązów (m.in. o obwodach 306, 268 i 229 cm), dębów (m.in. o obwodzie 339 cm), grabów (m.in. o obwodzie 268 cm), akacji (m.in. o obwodzie 345 cm), jesionów (m.in. o obwodach 411, 410 i 355 cm), lip (m.in. o obwodach 318, 309 i 253 cm).

Na koniec przytoczę ciekawe wspomnienie Janiny z Puttkamerów Żółtowskiej dotyczące Oporowa: „W Oporowie ledwo się mogłam rozpatrzeć, a już wysiadaliśmy przed podjazdem. Wewnątrz wrażenie miejskiego mieszkania. Żadnych mahoniów ani empirów, tylko meble sprzed lat pięćdziesięciu, sprawione przez ludzi, którzy osiedli w mieście. I to jeszcze mieszkanie moich ciotek w Wilnie bogatsze było w pamiątki. Ton drugiego cesarstwa u bogatej burżuazji uderzył mnie w każdym kątku Oporowa.” [Dziennik. Fragmenty wielkopolskie 1919-1933].

Michał Dachtera

Szamotuły, 08.07.2019


Wnętrze pałacu ok. 1920 r. Dwa różne ujęcia tzw. saloniku różowego.


Literatura:

  1. Leonard Durczykiewicz, Dwory polskie w Wielkiem Księstwie Poznańskiem, Poznań 1912.
  2. Andrzej Kwilecki, Kwilcz i inne majątki Kwileckich na przestrzeni wieków, Poznań 1996.
  3. Paweł Mordal, Inwentaryzacja krajoznawcza Miasta i Gminy Ostroróg, Ostroróg 1990.
  4. Janina z Puttkamerów Żółtowska, Fragmenty wielkopolskie 1919-1933, Poznań 2006.
  5. Teresa Ruszczyńska, Katalog zabytków sztuki w Polsce, t. 5, z. 23 Powiat szamotulski, Warszawa 1966.
  6. Maria Strzałko, Materiały do dziejów rezydencji w Polsce, tom 1, Województwo poznańskie, Warszawa 1991.

Fotografie:

  1. Biblioteka Narodowa Polona.
  2. Fotopolska.eu
  3. Andrzej Kwilecki, Kwilcz i inne majątki Kwileckich na przestrzeni wieków, Poznań 1996.
  4. Janina z Puttkamerów Żółtowska, Fragmenty wielkopolskie 1919-1933, Poznań 2006.
  5. Maria Strzałko, Materiały do dziejów rezydencji w Polsce, tom 1, Województwo poznańskie, Warszawa 1991.
  6. Fotografie ze zbiorów rodziny Madalińskich – album Izabeli Madalińskiej.
  7. Zbiory Michała Kwileckiego i Michała Dachtery.
  8. Andrzej Bednarski.
  9. Tomasz Kotus – zdjęcie na górze strony.

Stan współczesny: zabezpieczone wszystkie otwory, warto zwrócić uwagę, że w odtworzonym dachu nie ma ozdobnych lukarnów. Zdjęcie Andrzej Bednarski, 2018 r.


W Oporowie, ok. 1910 r. Mieczysław Kwilecki z rodziną. Zaręczyny Zuli Kwileckiej z Feliksem Sobańskim.

Oporowo, maj 1919 r. Postój Piętnastego Pułku Ułanów Wielkopolskich. Z lewej siedzi Maria Kwilecka, żona – Mieczysława, stoi z lewej ppłk Roman Pasławski, w środku ppor. Stefan Stablewski i z prawej, wtedy ppłk, Władysław Anders – dowódca pułku. Fotografia pochodzi z książki Andrzeja Kwileckiego Kwilcz i inne majątki Kwileckich na przestrzeni wieków.

Oporowo 1919 r., na tarasie pałacowym siedzą m.in.: na górze – Maria Kwilecka z Mańkowskich (żona Mieczysława Kwileckiego, wnuczka generała
Dąbrowskiego), na lewo od niej Karol Stablewski z Antoninka, poniżej Dobiesław Kwilecki – wnuk Marii, ostatni właściciel Oporowa. Fotografia pochodzi z książki Janiny z Puttkamerów Żółtowskiej, Dziennik. Fragmenty wielkopolskie 1919-1933.

Oporowo, ok. 1921 r., rodzina Kazimierza Kwileckiego.

Julia Puget na tarasie w Oporowie, ok. 1926-28

Zofia Franciszka Szczęsnowicz Puget (żona Jacka) z synami Janem i Franciszkiem w Oporowie, ok. 1929 r.

Julia Puget z rodziną w parku w Oporowie, ok. 1932 r.

Julia Puget na balkonie w Oporowie, ok. 1939 r.

Ok. 1929 r.

Źródło zdjęć: Maria Strzałko, Materiały do dziejów rezydencji w Polsce, t. 1, Województwo poznańskie, Warszawa 1991.

 

Pocztówki wydane ok. 1995 r. Jedno ze zdjęć przedstawia pałac w Oporowie.

Zdjęcia Andrzeja Bednarskiego z 2007 r.

Przed pożarem


Krótko po pożarze

Zdjęcia współczesne Michał Dachtera

Michał Dachtera

Mieszka w Szamotułach, ale jego serce zostało w Ostrorogu i okolicach.

Miłośnik historii, poszukiwacz archiwalnych zdjęć. Na Facebooku prowadzi profil Ostroróg na kartach historii.

Pałac w Oporowie2025-08-29T22:51:37+02:00

Camino – Szlak św. Jakuba przez powiat szamotulski

Camino – Szlak św. Jakuba przez powiat szamotulski

Camino to po hiszpańsku droga. Mówi się, że Droga zaczyna się od progu własnego domu. W Polsce wyznaczono wiele dróg, szlaków św. Jakuba. Jedną z nich jest Droga Lubuska, zaczynająca się w Murowanej Goślinie, biegnąca przez Oborniki, Szamotuły, Wronki, Sieraków, Międzychód, Pszczew, Międzyrzecz, Lubniewice, Ośno Lubuskie, do Frankfurtu nad Odrą.

Zanim zacznę, może najpierw, dlaczego ja…. ? Tak się złożyło, że najpierw usłyszałem świadectwo pary młodych osób, które przebyły Camino Francuskie, czyli pieszy szlak od granicy francuskiej z Hiszpanią, aż do Santiago de Compostela, do grobu św. Jakuba. Później nadstawiałem ucha, gdy ktoś malował znaki szlaku w naszym terenie… I sobie trwałem. Ale… Droga wzywa! Uporządkowawszy sprawy zawodowe i otrzymawszy zezwolenie z domu rodzinnego, samotnie ruszyłem pieszo przez Hiszpanię, zaczynając od ostatniej górskiej wioski we Francji, Saint-Jean-Pied-de-Port. Wraz z dojazdem i powrotem przygoda trwała od 1 września do 3 października 2014 roku. A po trzech latach, od 4 do 19 września 2017 r. ten sam szlak przemierzyłem na rowerze. Więc co nieco wiem.

Obie te wyprawy były skrajnie różne. Pieszą wyprawę, zdany na Boga, obcych napotkanych ludzi i siebie, wspominam bardzo serdecznie, z rozrzewnieniem. Dziennie przechodziłem od 30 do 50 kilometrów. Licznik końcowy zatrzymał się w okolicach liczby 900 km. Był to czas wsłuchania się w siebie, chłonąłem bodźce przyrody, czułem Bożą opiekę podczas marszu. Przygodne spotkania z przypadkowymi ludźmi zawsze były serdeczne, przepełnione życzliwością i troską.


Camino Francuskie, 2014 r.


Przytoczę tutaj garść przemyśleń, którymi kończyłem wtedy wspomnienia. Droga szlakiem św. Jakuba jest zupełnie inna od znanych nam w Polsce pielgrzymek. Tam idziesz sam. To głównie dlatego, że każdy ma nieco inne tempo marszu. Patryk z Kanady powiedział mi, że idąc wolno, męczy się bardziej, niż zasuwając swoim tempem. To zrozumiałe. Ja szedłem wolniej. Choć, jak twierdziła moja żona Agnieszka, szło mi przez lwią część Drogi „nadspodziewanie dobrze”, fizyczny i psychiczny kryzys nadszedł pod koniec, choć zmęczenie prawej nogi było zapewne skutkiem wysiłku całej wyprawy.

Polubiłem żółte strzałki. Były w każdym wątpliwym miejscu. Malowali je bezimienni dla mnie ludzie. Te strzałki prowadziły do celu, przez analogię myślę, że inni ludzie często prowadzą nas do Jezusa.

Życie ludzkie składa się z wielu cudów, nieomal codziennie. Z tym, że zabiegani nawet ich nie dostrzegamy. Na Camino było inaczej. Stale spotykały mnie nadzwyczajne zdarzenia. Gdy byłem głodny, nadjechał samochód piekarni i mogłem kupić bagietkę. Gdy było mi źle, Hiszpan zaśpiewał Mazurka Dąbrowskiego. Gdy nie miałem noclegu, pojawił się Knut z Grenlandii i dał mi bilet na nocleg. By dojść, dostałem od dwóch kobiet kije. Na ostatniej prostej jak anioł opiekował się mną Polak, Jacek…. Dziękuję Bogu za wszystko, za wszystko, co mi dał, bym mógł dojść.

Jezus jest Drogą! Drodze trzeba zaufać!

Może tyle…


U celu – Santiago de Compostela


W 2017 roku grupa poznańskich cyklistów zaproponowała mi wspólną wyprawę na rowerach. Do punktu startu zawieziono nas busem z przyczepą, z której bagaże lądowały na każdym noclegu. To Camino było zupełnie inne. Musiałem dopasować się do praw grupy (8 osób), podporządkować się. Rower wymuszał często wybór drogi asfaltowej, zamiast żwirkowego szutru. Mniej było czasu na medytację, modlitwę. Ale polubiłem tych obcych mi towarzyszy. Bezcennym wspomnieniem było dla mnie dotarcie za drugim razem do Finisterry – „na koniec świata”. Kiedy usiadłem na skale, gdzie był już tylko Ocean i niebo, poczułem się jak w najpiękniejszym Kościele – tylko Bóg i ja…

***

Przy figurze św. Jakuba

Szlak często wiódł przy winnicach

Drogowskaz z kilometrami do Santiago

Szutrowa droga wśród pastwisk

194,5 km do celu

Polscy filozofowie dotrą wszędzie – już pod koniec Drogi

Camino Lubuskie zacząłem, ale wciąż na mnie czeka. Trwało pięć dni w sierpniowy czas roku 2016. W poniedziałek zacząłem z synem i parą przyjaciół w Murowanej Goślinie, biorąc do paszportu pielgrzyma pieczątkę w parafii przy rynku.

Pierwszego dnia szliśmy boczną drogą do Białęg, Białężyna, lasami do Uchorowa, koło rezerwatu „Śnieżycowy Jar”, dalej przez Żerniki i Łukowo, do Obornik. Po obiedzie w Obornikach przez Objezierze doczłapaliśmy się do Żukowa, gdzie u przyjaciół stanęliśmy na nocleg. O noclegi jest dużo trudniej w Polsce niż w Hiszpanii, choć dużo zmienia się na plus. W Polsce też prawie nikogo (inaczej niż w Hiszpanii) nie spotyka się na trasie.


Początek powiatu szamotulskiego, droga do Gąsaw prowadzi po lewej stronie od kapliczki


Wtorek był trasą z Żukowa do Jastrowa, za Szamotułami. Szliśmy przez Górkę, koło zabudowań należących do Baborowa (nie jest to centrum wsi), gdzie weszliśmy do powiatu szamotulskiego. Ten odcinek chcę dokładniej scharakteryzować. Najpierw jeszcze jedno spostrzeżenie. Wierzcie mi, mieszkam od urodzenia w Szamotułach, ale w pobliżu domu najtrudniej było mi iść Camino. Stale pokusy, by gdzieś zboczyć (szlak wiedzie 500 m od mojego domu), by kogoś odwiedzić…. Myślenie, że jakby co, to mogę po kogoś zadzwonić, by mnie odebrał… Ciężko się szło.

Pierwszą miejscowością powiatu szamotulskiego na tej trasie są Gąsawy. Wchodząc do Gąsaw szlakiem Camino, najpierw mijamy park krajobrazowy z dworem w stylu klasycyzującym z ok. 1870 roku, który po wielu latach doczekał się remontu (własność prywatna).  Idziemy poboczem asfaltowej drogi i po 2 km docieramy do Szamotuł.


Wnętrze kościoła Świętego Krzyża w Szamotułach


Przez Szamotuły Camino prowadzi ulicami Gąsawską do Lipowej (przy Lipowej 27 można wejść do kaplicy domu dziecka; dziś to Zespół Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych „Rodzina Maryi”), prowadzonego przez siostry franciszkanki. Potem ul. 3 Maja dochodzimy do Dworcowej i skręcamy w prawo w kierunku Rynku. W Szamotułach są dwa miejsca ważne na szlaku: kościół św. Krzyża (barokowy, powstał w latach 1675-82 na miejscu dawnego zamku Świdwów Szamotulskich – kościół i budynek poklasztorny; ul. Dworcowa /Franciszkańska) oraz bazylika kolegiacka Matki Bożej Pocieszenia i św. Stanisława Biskupa (gotycki kościół z XV w., sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia „Szamotuł Pani”, ul. Kapłańska). Ulicą Wroniecką dochodzimy do pl. Sienkiewicza, po drodze po prawej stronie mijamy inne szamotulskie zabytki: basztę Halszki z XV w. i zamek Górków z tego samego okresu, wielokrotnie przebudowywany – obecnie oba obiekty wchodzą w skład Muzeum – Zamek Górków.

Z placu Sienkiewicza idziemy al. 1 Maja, mijamy przejazd kolejowy i skręcamy w lewo w ul. Jastrowską. Jeszcze kilkaset metrów drogi asfaltowej i wchodzimy na polną drogę, tzw. aleję jabłkową (2,5 km, drogi nie ma na mapach w Internecie). Droga prowadzi przez pola, miło się nią idzie pieszo, ale jest bardzo nierówna i już rowerzyści raczej powinni jechać do Jastrowa asfaltem, czyli od przejazdu kolejowego w Szamotułach prosto ul. Ostrorogską i w Śmiłowie w lewo. Ja zatrzymałem się tego dnia w Jastrowie na nocleg u syna. Od następnego dnia szedłem już sam.



Środa rozpoczęła się malowniczą polną drogą do Rudek. Na początku Jastrowa droga skręca w kierunku lasu, potem kilkaset metrów przez las i na rozwidleniu nieco w prawo – znów na pole (w sumie 3,5 km). To też taki miły odcinek do marszu, z typowo wielkopolskimi widokami. W Rudkach warto spojrzeć na bramę z dwoma lwami, która prowadziła do nieistniejącego pałacu z początku XIX w., zachowała się tylko oficyna). Dalej Camino prowadzi kawałek asfaltem prosto, za stawem trzeba skręcić w lewo i po 300 metrach przejść przez szosę Lipnica-Ostroróg. Polną drogą dochodzi się do Rudek Huby i skręca w prawo, by po kolejnym odcinku 2,5 km dojść na cmentarz w Ostrorogu – Piaskowie.

Cmentarz, położony na wzgórzu obok dwóch jezior Małego i Wielkiego, to ważne miejsce na szlaku św. Jakuba (informuje o tym specjalna tablica). Do ok. 1820 r. stał tam kościół św. Jakuba z obrazem, który przeniesiono później do kościoła w Ostrorogu i gdzie znajduje się do dziś. W 1674 roku miejsce to uznano za cudowne, a proboszcz ks. Piotr Rossigroch w 1676 roku napisał Pieśń o św. Jakubie. Na miejscu dawnego kościoła stoi od 1878 roku figura św. Jakuba.


Ołtarz główny w kościele w Ostrorogu i obraz św. Jakuba z dawnego kościoła pw tego świętego (historia tego kościoła – zob. http://regionszamotulski.pl/kosciol-sw-jakuba-w-ostrorogu/)


Camino prowadzi dalej ul. Poznańską do Szamotulskiej (tu można się zapoznać z kolejną tablicą) i ul. Kapłańską do kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (z XV w., późnogotycki, przebudowany w stylu barokowym), aby obejrzeć wspomniany obraz św. Jakuba. Od Rynku szlak prowadzi ul. Pniewską, a potem brzegiem najpopularniejszego ostroroskiego jeziora Mormin. Na końcu jeziora przy plaży leży kamień symbolizujący ponad 3 tys. km do Santiago de Compostela, grobu św. Jakuba.


Droga do Dobrojewa


W tym miejscu szlak oddala się od jeziora i prowadzi w stronę szosy Ostroróg-Wronki, nie dochodzi jednak do niej – trzeba skręcić w lewo w polną drogę, tzw. wiśniówkę. Po ponad kilometrze dochodzi się do przydrożnego krzyża, przy którym Camino skręca w prawo w piękną drogę obsadzoną kilkudziesięcioma jesionami. Krajobraz staje się tu bardziej pofałdowany. Tuż przed Dobrojewem przechodzimy wiaduktem nad nieczynną linią kolejową nr 368 Szamotuły – Międzychód (w Dobrojewie był przystanek kolejowy, ale bez dworca), a dalej – do poprzecznej alei lipowo-grabowej, stanowiącej drogę dojazdową do zespołu pałacowego. Warto zejść na moment ze szlaku i podejść do zabytkowej bramy zespołu pałacowego. Właściwy pałac rodziny Kwileckich został rozebrany w latach 1941-42, przetrwały dwie zaniedbane oficyny i kamienna studnia.



Po powrocie na szlak trzeba przejść na drugą stronę szosy, tym razem kierujemy się do Oporowa (ponad 2 km). To kolejna miejscowość, w której obejrzeć można kolejne ślady dawnej świetności rodu Kwileckich. Dzisiejszą formę pałac zawdzięcza rozbudowie z1877 roku, przeprowadzonej według projektu wybitnego polskiego architekta – Zygmunta Gorgolewskiego, którego dziełem życia był Teatr Wielki we Lwowie.  Obok widać stajnię i oficynę, pozostałości spichlerza, a dalej dawną gorzelnię.  Po II wojnie w pałacu mieściła się szkoła podstawowa. W tej chwili budynek jest zamknięty, wszystkie otwory okienne zabezpieczono i czeka na lepsze czasy.

Szlak skręca za pałacem w prawo – polną drogą w stronę Oporowa Huby. Na rozstajach stoi krzyż, mija się go i podąża dalej w stronę Nowej Wsi. Ten odcinek jest dość monotonny i długi (ponad 3,5 km).

Nowa Wieś styka się już z Wronkami, szlak prowadzi najpierw w lewo do szosy Wronki-Ostroróg (nr 184), a dalej – chodnikiem – do Wronek. Ja, ponieważ dobrze znam Wronki, poszedłem nieco inaczej: do Starego Miasta i dalej do Biezdrowa. Opiszę jednak szlak tak, jak został on wytyczony.

Gąsawy

Szamotuły, ul. Dworcowa

Droga Rudki – Jastrowo

Brama wjazdowa do dawnego zespołu pałacowego w Rudkach (historia tego miejsca – zob. http://regionszamotulski.pl/palac-w-rudkach/http://regionszamotulski.pl/mankowscy-i-potworowscy-w-rudkach/)

Źródło św. Jakuba w Ostrorogu – znajduje za cmentarzem, w lesie w pobliżu Jez. Małego (miejsce nie jest oznakowane i trudno do niego dotrzeć)

Figura św. Jakuba na cmentarzu w Ostrorogu

Kościół Wniebowzięcia NMP w Ostrorogu

Droga nad jez. Mormin

Kamień nad Morminem

Brama wjazdowa do dawnego zespołu pałacowego w Dobrojewie (zob. http://regionszamotulski.pl/palac-w-dobrojewie/)

Oznakowanie szlaku w Dobrojewie

Droga do Oporowa


We Wronkach przed przejazdem kolejowym znajduje się kolejna tablica informacyjna szlaku św. Jakuba. Za przejazdem szlak prowadzi kawałek w prawo ul. Dworcową, potem w lewo Niepodległości. Po prawej stronie mija się wieżę ciśnień zakładu karnego z końca XIX w., potem sam zakład karny (wybudowany w 1894 roku). Dalej szlak prowadzi w lewo ul. Mickiewicza do kościoła Zwiastowania NMP i klasztoru franciszkanów (kościół barokowy z końca XVII wieku, klasztor z 1868 r. i seminarium niższe). Ul. Klasztorną dochodzimy do Rynku i podążamy dalej ul. Sierakowską do kościoła św. Katarzyny (gotycki, zbudowany pod koniec XV w.). Tą samą ul. wychodzimy z miasta (szosa nr 182, Wronki-Sieraków). 3,5-kilometrowy odcinek do skrętu w kierunku Biezdrowa jest dość nieprzyjemny, bo kiedy chodnik się kończy, trzeba iść skrajem naprawdę ruchliwej drogi. Ze Starego Miasta (z miejsca, gdzie odchodzi droga w kierunku Wartosławia), roztacza się piękny widok na dolinę Warty. Koniecznie trzeba zatrzymać się i popatrzeć!


Widok na Wartę ze Starego Miasta


Z ulgą zszedłem z tej szosy (choć dwa dni później przekonałem się, że bywają trudniejsze odcinki niż ten). Kolejny odcinek (niecałe 2 km) przebiega starą brukowaną drogą. Wreszcie dochodzi się do kościoła św. Krzyża i św. Mikołaja w Biezdrowie (świątynię wybudowano w XVI w. w stylu późnogotyckim, przebudowano w XVIII w., wystrój barokowy). To miejsce o ciekawej historii, sanktuarium często odwiedzane przez pielgrzymów. Warto się tam zatrzymać i odpocząć. W ołtarzu głównym znajduje się – uznawany za cudowny – sporej wielkości krucyfiks z figurą Jezusa Ukrzyżowanego, pochodzący z przełomu XV i XVI w. W Biezdrowie (nr 46) usytuowany jest także pałac z 1877 roku zaprojektowany przez znanego architekta Stanisława Hebanowskiego (w stylu neorenesansowym, otoczony parkiem, budynek odrestaurowany, stanowi własność prywatną – imprezy i pokoje).


Wieża kościoła w Biezdrowie i ołtarz główny z krucyfiksem uważanym za cudowny


Z Biezdrowa Camino prowadzi do Wartosławia. Spod kościoła trzeba wyruszyć w kierunku Pożarowa i po 400 m. skręcić w prawo. Tej drogi zupełnie nie znałem i zaskoczyła mnie swoją malowniczością. To 3-kilometrowy odcinek szutrowej drogi, która dochodzi do samego Wartosławia. Ta ostatnia miejscowość – kiedyś miasto, dziś wieś – urzeka swą malowniczością i niepowtarzalnym klimatem. Pamiętam Wartosław z czasów, kiedy na głównej ulicy leżał piach, a nie asfalt, wówczas wyglądało to dużo lepiej (w moim mniemaniu). Tam znowu warto byłoby zatrzymać się na dłużej, ale idąc Camino, nie chodzi o dokładne zwiedzanie. Wymienię tu tylko obiekty: kościół Trójcy św. i św. Łukasza (z 2. poł. XVIII w., obecnie kaplica cmentarna), na drugim końcu wsi kościół Serca Jezusowego (z poł. XIX w., neogotycki, poewangelicki), a obok dawna pastorówka (czyli plebania). W ramach projektu Wielkopolskie Wioski Tematyczne Wartosław nazwano „Wioską 4 kultur”. Chodzi tu o dawne współzamieszkiwanie w Wartosławiu Niemców, Polaków i Żydów; 4. kultura to kultura łużycka, której cmentarzysko odnaleziono w pobliżu wsi (1100-650 lat p.n.e.). Jeśli ktoś pielgrzymuje Camino latem, może ochłodzić się nad Jez. Pożarowskim, gdzie znajduje się popularne kąpielisko.


Kościół Serca Jezusowego w Wartosławiu


Dalej Camino prowadzi na drugą stronę Warty, na którą przeprawić się należy promem. Udało mi się to sprawnie zrobić i skierowałem się dobrze znaną Szamotulanom drogą asfaltową w lewo, do Chojna – przez Krasnobrzeg i Lubowo Drugie. Droga jest wprawdzie dość uczęszczana, trzeba iść poboczem, na szczęście nie jeżdżą tam ciężarówki i przyjemnie idzie się przez las. W Chojnie na probostwie powitał mnie – nieznanego pielgrzyma – proboszcz Paweł. Grzał i na kolację, i na śniadanie kiełbasy, sam chciał mi wnosić na piętro plecak, spałem w gościnnym pokoju.

Co najmniej od początku lat 70. XX w. Chojno, położone na skraju Puszczy Noteckiej, z pięknym jeziorem, jest bardzo popularną miejscowością wypoczynkową. Ja wspomnę tu tylko o kościele Chrystusa Króla z lat 1926-28.


Kościół Chrystusa Króla w Chojnie


Czwartek to droga do Międzychodu. Wspominam ją jako śliczną, ale wyjątkowo trudną. Trochę za sprawą wycinki drzew w lesie, która spowodowała, że zniknęły znaki i się zgubiłem. Ale po kolei: z Chojna wyruszyłem świetnym traktem przez Bucharzewo (po drodze kawa u krewnego przyjaciół), opuściłem powiat szamotulski i wszedłem do międzychodzkiego, cały czas szedłem lasem prosto do Sierakowa, gdzie po przejściu mostu na Warcie odpocząłem przy kawie i lodach na Rynku w Cafe Napoleon. Z Sierakowa trasa prowadzi do wsi Góra, gdzie trzeba skręcić w prawo do lasu. Wykąpałem się w jeziorze we wsi Ławica i po wielkim trudzie doszedłem do Międzychodu, gdzie z noclegiem czekał na mnie kolega Jaś.

Piątek to był dzień ostatni. Logiczne wydawało mi się skończyć ten fragment Drogi w Rokitnie, w sanktuarium Matki Bożej Słuchającej. Kończyłem tę przygodę z Camino, ponieważ, gdy poczułem ból kostek, już było za późno, gdyż okazało się, że – idąc – uderzam nieco kostkami o siebie. Gdy zaczęło boleć, zacząłem kuleć i dlatego dalej bym już nie doszedł. Tu dygresja – w 2014 r. miałem but o centymetr wyższy – i był to centymetr, który pozwolił mi Drogę ukończyć. Wiele zależy od szczegółów…

Szedłem z Międzychodu przez Sterki, Nowe Gorzycko (szlak prowadzi do Pszczewa, by zwiedzić zabytki, ale z powodu bólu trasę nieco skróciłem), przez Lubikowo, Bukowiec, do Rokitna. Przez chwilę musiałem iść wzdłuż drogi nr 24 z Międzychodu do Gorzowa i to był horror, bo prawie za każdym przejazdem tira musiałem gonić po rowach moją czapkę.

W Rokitnie udało mi się, po nawiedzeniu obrazu, dostać talerz zupy w stołówce i spokojnie czekałem na przyjazd syna z wnukiem, którzy mnie stamtąd odebrali i przywieźli do domu.

Dalsza część Camino Lubuskiego… czeka spokojnie. Ale mam nadzieję kiedyś ruszyć przez Ośno Lubuskie do Kostrzyna.

Wszystkim polecam taką formę pielgrzymowania.

Paweł Łączkowski

współpraca Agnieszka Krygier-Łączkowska

Wszystkie zdjęcia z Camino w powiecie szamotulskim Andrzej Bednarski

Szamotuły, 30.04.2019

Wieża ciśnień we Wronkach

Kościół Zwiastowania NMP i klasztor we Wronkach

Kościół św. Katarzyny we Wronkach

Kościół św. Krzyża i św. Mikołaja w Biezdrowie

Biezdrowo – rzeźba pielgrzyma

Wartosław – rzeźby przedstawicieli 4 kultur

Wnętrze kościoła Serca Jezusowego w Wartosławiu

Wartosław – droga na przeprawę promową

Ołtarz główny w kościele w Chojnie

Camino – Szlak św. Jakuba przez powiat szamotulski2025-09-21T11:06:16+02:00

Dobrojewo – historia miejscowości

Historia wsi Dobrojewo

Wieś Dobrojewo jest jedną z najstarszych w Gminie Ostroróg. Wzmiankowana była już w 1391 roku jako Dobrugewo. W kolejnych latach nazwa zapisywana była również jako Dobruewo (1396), Dobroyewo (1401), Dobrogewo (1423), Dobrouyewo (1434), Dobrugiewo (1450), Dobrugowo (1475), Dobrugyewo (1499) oraz Dobrziewo! (1563).


Ok. 1929 r.

Pierwszą znaną z imienia postacią z Dobrojewa był Waniek (prawdopodobnie kmieć). Natomiast pierwszymi wzmiankowanymi właścicielami tej wsi był ród Dobrujewskich, którzy pisali się również jako Dziadkowscy. Z rodu Dobrujewskich źródła wymieniają Adlarta, brata Świętosława z Brzozogaju. Adlart był właścicielem połowy wsi co najmniej w latach 1396-1401, zmarł około 1412 roku. Kolejnym dziedzicem Dobrojewa był jego syn Święszek (co najmniej w latach 1397-1403, w 1407 roku był wymieniany w źródłach jako zmarły). W latach 1407-1412 jako właściciele połowy Dobrojewa pojawiają się dzieci Święszka: Mikołaj, Świętosława, Stanisław oraz Anna, które występowały w sporze z Dzierżką z Bobulczyna i Męką z Biezdrowa o połowę Dobrojewa. W 1412 roku dzieci Święszka dowodziły w procesie, że wcześniej ich ojciec i dziad przez 30 lat posiadali połowę Dobrojewa. W 1423 roku w dokumentach ponownie pojawiał się Świętosław z Dobrojewa.

Około 1434 roku Dobrojewo zakupił Sędziwój Ostroróg, wojewoda poznański. Kolejnym właścicielem Dobrojewa był jego syn Stanisław, a następnie syn Stanisława – Jan.  W latach 1502-1510 Dobrojewo należało do braci Stanisława i Wacława. Osiem lat później, w wyniku dokonanych działów braterskich, Dobrojewo przypadło Stanisławowi. Następnie dziedzicami Dobrojewa byli bracia Jakub i Stanisław. W 1540 roku po podziale majątku Dobrojewo otrzymał Jakub Ostroróg. Następnie Dobrojewo przypadło Wacławowi Ostrorogowi, a później Sędziwojowi, zmarłemu w 1624 roku.


Widokówka z zespołem pałacowym w Dobrojewie, wysłana w 1904 r.


Po jego śmierci Ostroroszczyznę (w tym Dobrojewo) objęła jego jedyna córka – Barbara, zamężna z Janem Potockim. Barbara sprzedała swoje dobra w 1635 roku Andrzejowi Rejowi (wnukowi słynnego Mikołaja) za cenę 170.000 złp. Rej zmarł sześć lat później, a w 1646 roku jego dwaj synowie Mikołaj i Władysław dokonali działów braterskich, w ten sposób, że Mikołajowi przypadła połowa Ostroroga wraz z wsiami (w tym Dobrojewem).Był on bardzo krótko właścicielem tych ziem, gdyż zaledwie rok później, w 1647 roku, sprzedał za 155.000 złp. Ostroróg wraz z Dobrojewem, Wielonkiem, Nosalewem, Bininem, Chojnem, Kluczewem i Zapustem – Piotrowi z Miłosławia Górskiemu. Górski zmarł zaledwie 8 lat później. Co najmniej od 1660 roku właścicielem Ostroroszczyzny był książę Krzysztof Radziwiłł, który dość szybko ją sprzedał, gdyż już w 1674 roku jako właściciel figurował Wacław na Otoku Zalewski. Ten z kolei był właścicielem do około 1686/87 roku (prawdopodobnie w 1687 zmarł). W 1686 roku oddał swoje dobra w dzierżawę Janowi Miastkowskiemu. Po śmierci Wacława Zalewskiego majętność przypadła synowi Aleksandrowi, który również oddał Ostroszczyznę w dzierżawę – Przecławowi Bronkiowskiemu. Po bezpotomnej śmierci Aleksandra w 1704 roku dobra przeszły na jego siostrę – Ludwikę Zalewską zamężną z Maciejem Radomickim. W 1718 roku Radomicki na potrzeby oddania Ostroroszczyzny w dzierżawę Maciejowi Malechowskiemu dokonał inwentaryzacji majątku, w której o Dobrojewie pisano w następujący sposób:

„W tej wsi dwór, koło niego płot, z chrustu grodzony, sam dwór, drzwi do sieni na zawiasach, z klamką i wrzeciądzem [okuciem, sztabą], z sieni na lewą rękę drzwi do izby na zawiasach, z klamką, antab i haczykiem, w niej trzy okna w ołów, dobre, stół okrągły sosnowy, spory stołek jeden, stary, z poręczą, piec zielony, polewany, stary, komin murowany, kapturowy; z tej izby dwie przegrody na komnaty, do nich drzwi dwoje na zawiasach, z klamkami, w nich okna dwa w ołów, dobre, tamże kominek murowany i drzwi na tył na zawiasach. Item [tam] w sieni ex opposito [z drugiej strony] drzwi do izby czeladnej na zawiasach, w niej pieca nie ma, tylko komin szafiaty, murowany, okna w niej; z tej izby drzwi do pobocznej komory, z niej drugie na zawiasach z wrzeciądzami, okna małe, w drewno, dobre. Item z tej izby drzwi do komory, w końcu dworu z komory drugie drzwi, oboje na zawiasach z wrzeciądzem. Item w tej sieni drzwi do kuchni na zawiasach, w niej komin dobry, ognisko w glinę, murowany, z piecem do chleba. Item w tej sieni wchód na górę, drzwi na zawiasach z wrzeciądzem poszycie na dworze słomiane, na kalonce poprawy potrzebuje, tamże sołek [spichlerz] wiązany w cegłę, drzwi do niego na zawiasach, komora w końcu, drzwi na biegunach, pod sołkiem sklep [piwnica] murowany, dobry, drzwi do niego na zawiasach z wrzeciądzem; domek w podwórzu, do niego drzwi na zawiasach z wrzeciądzem, w sieni komin szeroki, lepiony, w górę wywiedziony, nowy, po lewej ręce izba, do niej drzwi na zawiasach z wrzeciądzem i klamką, piec nowy w niej prostą robotą i kominek mały, okno w ołów dobre. Item po tejże ręce drugie drzwi do drugiej izby, na zawiasach z wrzeciądzem, w tej izbie piec, który z tamtej izby wywiedziony, i komin nowy, okna nie ma z tej izby, drzwi na zawiasach z wrzeciądzem do komory, w niej okno w drewno dobre, powróciwszy do sieni na prawą rękę komory dwoje do niej drzwi na zawiasach z wrzeciądzem, okna w obu komorach w drewno dobre. Item ze dworu wchód na sypanie, do niego drzwi na zawiasach i z wrzeciądzem, poszycie na tym domku nowe, dobre, u dołu dwiema szorami dranicami pobite; cały domek nowy.


Ok. 1912 r.


Gumno. Stodoła pierwsza o dwóch bojewicach [klepiskach], w słupy, dyle [bale] budowana, miejscami słupy pogniły, wrota do niej na biegunach, z przodu zamki ślepe, z tyłu kuny [obręcz z łańcuchem] do zamykania, poszycie dobre. Item druga stodoła naprzeciwko, o jednej bojewicy, wrota do niej z kumą żelazną z przodu, i z tyłu w niej śpichlerz, drzwi na zawiasach z wrzeciądzem, w tym śpichlerzu podłoga z tyłu zła, poszycie poprawy potrzebuje. Item trzecia stodoła stara, o jednej bojewicy, miejscami ściany się walą i słupy ugniły, z gruntu restauracyi potrzebuje, wrota do niej oboje z kunami żelaznemi do zawarcia, poszycie stare, łatane. Item czwarta stodoła, wpół zrujnowana i druga połowa upada. Owczarnia blochami [nieoheblowane drewno] w słupy dylowana, miejscami przyciesie pogniły i słupy w garach puszczają, wrota do niej jedne tylko z kuną żelazną, poszycie na niej dobre. Item z drugiej strony stajnia w blochy, na tej całe poszycie dobre, między owczarnią i stajnią obora, poprawy potrzebuje.

Inwentarz folwarku Dobrojewskiego: Najprzód krów dojnych dwanaście, trzynastą wziął Wąchała kmieć do Binina, jałowica dwuletnia jedna, juniec dwuletni jeden, jałowiczek rocznych sześć, cieląt latosich [urodzonych w tym roku] jałowiczek cztery, stadnik [samiec rozpłodowy], stary jeden. Item stadnik młody jeden. Owiec maciorek sto trzydzieści dziewięć, skopów trzechletnich dwadzieścia sześć, skopów dwuletnich ośmnaście, owieczek latosich czterdzieści, skopków latosich czterdzieści dwa, baranów starych pięć, młodych dwa. Świni maciorek trzynaście, wieprzy dwuletnich ośm, rocznych wieprzaków dziewięć, stadników dwóch, prosiąt latosich pięcioro. Gęsi starych dwadzieścia pięć, młodych gęsi szesnaście, indyczek starych sześć, młodych sześć, kur z kokotem piętnaście, kapłonów piętnaście, kaczek z kaczorami dwadzieścia jedna.

Poddaństwo wsi Dobrojewa. Chałupnicy: Frącek chałupnik ma wołów dwa, krów trzy, świń cztery, owiec dziesięć; Sobek ma wołów dwa, krów trzy, świń dwie; Adam ma wołu jednego, krów dwie, świń trzy; Józef niepoddany ma wołów dwa, krów dwie, świni trzy; komornice: Skotarka ma krów dwie, Ruchajka ma krów dwie, Maruszka ma krów jednę, owczarz niepoddany ma wołów dwa, krów trzy.

Powinność chałupników: robią ręczną robotę od św. Wojciecha do św. Marcina po trzy dni, albo dwa dni orzą; po dwie sztuki kądzieli przędzą komornice, robią dwa dni, po sztuce kądzieli przędzą, po pół kopy żyta i po mędelu jęczmienia ze dworu im dawają. W tej wsi budynki restauracyi potrzebują, mianowicie poszycia”.


Fasada pałacu od strony parku, ok. 1910 r.


Z prasy okresu międzywojennego

Ok. 1910 r.

Następnie własność Ostroszczyzny przeszła na córkę Macieja i Ludwiki – Katarzynę, zamężną z Jerzym Felicjanem Sapiehą. Katarzyna i Jerzy mieli jedno dziecko – córkę Mariannę, w imieniu której oraz swoim – Jerzy Sapieha w 1735 roku podpisał zobowiązanie do sprzedaży Ostroroszczyzny za kwotę 290.000 złp. Łukaszowi Kwileckiemu z Kwilcza. W 1737 roku Marianna Sapieha dokonała zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami sprzedaży Ostroroga oraz wsi: Binino, Chojno, Dobrojewo, Kluczewo, Nosalewo, Orliczkom Zapust i Wielonek za określoną sumę – Łukaszowi Kwileckiemu.

Po zakupie Kwilecki miał powiedzieć: „Lubo wszyscy powiadają, żem tanio kupił te dobra, ale ja wiele włożywszy na reperacyją tej majętności i szacował jej wartość na trzykroć sto tysięcy”. Łukasz Kwilecki zmarł w 1745 roku, natomiast w 1759 roku jego synowie dokonali podziału majątku: Franciszek otrzymał klucz Wróblewo, Jan siedzibę rodową – Kwilcz, natomiast najmłodszy – Adam Klemens, urodzony w 1742 roku, dostał Ostroróg wraz z przyległościami. Adam Kwilecki rozebrał stary zamek w Ostrorogu, a w jego miejscu postawił browar. Na swoją siedzibę obrał sobie Dobrojewo, gdzie u schyłku XVIII wieku postawił pałac.


Rodzina Kwileckich na schodach pałacu w Dobrojewie, 1901 lub 1902 r.


Tym samym Ostoroszczyzna zmieniła nazwę na Dobrojewszczyznę. Adam Kwilecki był postacią bardzo oryginalną. Niektórzy uważali go za dziwaka i skąpca. Wirydianna Fiszerowa w swoim pamiętniku nazwała go człowiekiem inteligentnym, ale pozbawionym kultury, w młodym wieku miały go wyróżniać oryginalne rozrywki i dziwny sposób odpowiadania rozmówcom. Z kolei Franciszek Gajewski pisał, że ,,[…] kasztelan, dziedzic majętności Dobrojewa, dla wyrażenia swego, ciągle używanego, przezwany Amantissimus, pan majętny, ale rzadko skąpy. Kasztelan był ostatnim obywatelem, noszącym się jeszcze polskim strojem. […] Miał dwór całkowicie polski, lokai, poddanych, w liberyi, stangreta, poddanego, kamerdynera, zubożałego szlachcica, kozaczka, posuniętego z cilęciarka na ten stopień itd. Żona jego, pani bardzo zacna, wycierpiała prawdziwy czyściec na tej ziemi z powodu oryginalności męża. Pomiędzy innemi przyszło mu raz do głowy kazać zrobić trumnę dla żony jeszcze za życia dla oszczędzenia kosztów w przypadku śmierci jej; posłał więc stolarza do kasztelanowej dla wzięcia miary na trumnę. Gdy żona, oburzona taką bezwzględnością, wymawiała mu niesmaczne postępowanie, tłomaczył się z przymileniem: Waćpani, zdrowa będziesz żyła, dopóki wola Boska, trumna ją nie zabije, ten stolarz potrzebował roboty, tanio się zgodził, a ja miałem suche deski w zapasie. Córkę jedynaczkę wydał za swego bratanka, Klemensa Kwileckiego; posagu jej nie dał za życia żadnego, dopiero w późnej starości”. Po Adamie Kwileckim Dobrojewo przypadło jego córce Anieli zamężnej ze swoim kuzynem Klemensem, co – jak pisał Gajewski – było uznawane za wyraz skąpstwa jej ojca.


Fragment zespołu pałacowego, ok. 1920 r.


Kolejnym właścicielem Dobrojewa, był syn Anieli i Klemensa – oficer powstania listopadowego – Leonard Kwilecki. Kolejnym właścicielem Dobrojewa był Stefan Kwilecki, który poślubił wnuczkę generała Dąbrowskiego – Barbarę z Mańkowskich (więcej w artykule http://regionszamotulski.pl/barbara-kwilecka-dzialaczka-narodowa-i-spoleczna/). Pod koniec XIX wieku na majątek Stefana Kwileckiego składało się również 7 folwarków: Bielejewo, Binino, Forestowo, Klemensowo, Stefanowo, Śpibieda oraz Nosalewo. Majętność zamieszkiwało 950 osób, w tym 74 ewangelików i 876 katolików. Ponad 1/3 ludności była analfabetami. W 1907 roku Barbara Kwilecka przekazała Dobrojewo swojemu synowi – Franciszkowi, żonatemu z księżną Jadwigą z Lubomirskich. Franciszek był nie tylko ziemianinem, ale również hodowcą koni i rzeźbiarzem (o Franciszku Kwileckim można przeczytać w moich tekstach: Franciszek Kwilecki – rzeźbiarz z Dobrojewa http://regionszamotulski.pl/franciszek-kwilecki-rzezbiarz/; oraz Franciszek Kwilecki z Dobrojewa – człowiek renesansu http://regionszamotulski.pl/franciszek-kwilecki/; natomiast o stadninie w Dobrojewie w tekście Stadnina Kwileckich w Dobrojewie http://regionszamotulski.pl/stadnina-w-dobrojewie/).

Lata 20. i początek lat 30. był bardzo trudnym okresem dla majętności Dobrojewa. Niewiele brakowało, a doszłoby do licytacji całego majątku. Kłopoty finansowe były wynikiem z jednej strony wielkiego kryzysu końca lat 20. i początku 30., z drugiej natomiast zaangażowania finansowego Jadwigi w Powszechną Wystawę Krajową w Poznaniu (1929 rok). Na domiar złego, organizację PeWuKi Jadwiga przypłaciła najpierw zdrowiem – zachorowała na serce , a krótko potem śmiercią (zmarła 11 stycznia 1930 roku). Sytuację finansową Dobrojewa naprawił dopiero Jan Stefan Kwilecki – syn Franciszka i Jadwigi. Z uwagi na wysokie koszty utrzymania Dobrojewa Jan wraz z żoną Marią wyprowadzili się do wydzierżawionego od kuzyna Dobiesława majątku – Kobylniki koło Kościana (prof. Andrzej Kwilecki pisał, że Jan był dobrym rolnikiem i wzorowo wywiązywał się ze swoich obowiązków).

Ostatnim z Kwileckich, który urodził się w Dobrojewie, był syn Jana i Marii – Zdzisław Kwilecki (urodzony 28 maja 1938 roku). Z chwilą wybuchu II wojny światowej Dobrojewo przestało być ziemiańskim majątkiem, a do pałacu wprowadził się niemiecki zarządca. W Polsce Ludowej majątek Dobrojewo został przejęty przez Skarb Państwa, a na jego obszarze utworzono PGR.

Ok. 1890 r.

Barbara Kwilecka, ok. 1909 r.

Stefan Teodor Kwilecki, ok. 1910 r.

Przed pałacem w Dobrojewie ok. 1903 r. – Jadwiga i Franciszek Kwileccy oraz Jadwiga z synem Janem

Franciszek Kwilecki, ok. 1920 r.

Dożynki w Dobrojewie, 1930-1935. Hrabia Jan Kwilecki przyjmuje poczet włościan

Najważniejszym obiektem zabytkowym w Dobrojewie są dwie oficyny i zabudowania gospodarcze stanowiące dawny zespół pałacowo-folwarczny. Obiekty znajdują się w południowej części wsi. Poniżej krótko przedstawię najważniejsze informacje o pałacu, a zainteresowanych jego historią i architekturą odsyłam do mojego tekstu Wielkopolskie Puławy w Dobrojewie (http://regionszamotulski.pl/palac-w-dobrojewie/).

Zespół pałacowy, jak wspomniałem, został wzniesiony w latach 1784-1786 dla Adama Kwileckiego. Na tablicy fundacyjnej na pałacu (1784) znajdowała się inskrypcja: „Za panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego, Adam z Kwilcza na Ostrorogu Kwilecki kasztelan P.: Ord. Św. Anny, Św. Stanisława, kawaler, sobie y Potomkom dom ten wystawił 1784”. W 1787 roku od strony ogrodu dobudowano do pałacu portyk kolumnowy, a do 1788 roku trwało wyposażanie wnętrz. Sam pałac był dość duży, parterowy, podpiwniczony, posiadał piętrową wystawkę. Całość miała liczne cechy barokowej symetrii i osiowości, co może stanowić nawiązanie do tradycji Wersalu. Również wnętrze było urządzone z wielkim gustem i artyzmem. Ozdobne tkaniny i malowidła oraz tapety zamówione w Berlinie nadawały wnętrzu pałacowych cech. Prawdopodobnie 12 kwietnia 1940 roku pałac został podpalony, a następnie w latach 1941-1942 rozebrany. Pożar strawił liczne pamiątki rodowe Kwileckich oraz okazałą biblioteką. Na temat samego pożaru snuto różne przypuszczenia, jedna z wersji mówi o tym, że niemiecki zarządca, aby zatrzeć ślady swoich finansowych kombinacji i rabunków dokonanych w pałacu, miał opłacić niemieckiego pilota, który podpalił pałac.


Prawdopodobnie jest to rozbiórka pałacu, ok. 1941-1942


Z zespołu pałacowego zachowały się natomiast dwie oficyny, zbudowane równocześnie z pałacem. Oficyna północna to siedmioosiowy, piętrowy, murowany i otynkowany budynek, z czterospadowym dachem krytym dachówką. Nad wejściem do oficyny znajduje się balkon wsparty na dwóch kolumnach. Natomiast na dachu usytuowano ozdobne okno z kamiennymi wazonami po bokach. Z kolei oficyna południowa jest parterowa, również murowana, siedmioosiowa. Nad wejściem znajduje się balkon i lukarna, a po obu jej stronach kamienne wazony. Całość budynku została zwieńczona czterospadowym dachem krytym dachówką.

Wojenną zawieruchę przetrwała również główna brama wjazdowa, która znajduje się w ogrodzeniu okalającym dawny zespół pałacowy. Sama brama została zbudowana w stylu klasycystycznym, w tym samym czasie co pałac. Jest murowana i otynkowana, składa się z czterech kwadratowych słupów krytych dachówką. Na dwóch słupach wewnętrznych znajdują się rzeźby wojowników z piaskowca, natomiast na zewnętrznych słupach umiejscowiono wazony. Ogrodzenie znajduje się po obu stronach bramy, na murowanych słupach usytuowano wazony. Na dziedzińcu, w jego północno-wschodniej części, znajduje się studnia o wysokości około 150 cm, zbudowana z kamienia polnego i zwieńczona czterema wazonami.


Brama wjazdowa i fronton pałacu, 1928 r.


Na uwagę zasługują również dawne zabudowania folwarczne, powstałe w pierwszej i drugiej połowie XIX wieku:

  • Spichlerz – późnoklasycystyczny, murowany z cegły i otynkowany. Trzykondygnacyjny, zbudowany na planie prostokąta, z przejazdem na osi środkowej. Dach dwuspadowy, kryty dachówką, z naczółkami i dymnikami w dwóch kondygnacjach.
  • Kuźnia – murowana z cegły, parterowa , obecnie częściowo rozebrana.
  • Stodoła ‒ zbudowana z kamienia polnego, obecnie częściowo rozebrana.

Do dawnego folwarku prowadzą dwie bramy: południowa, zbudowana w latach 1784-1786, granicząca z ogrodzeniem dziedzińca, oraz północna, zbudowana wraz ze stróżówką na początku XIX wieku.


Droga do pałacu i park – ok. 1910-1915


Zabudowania pałacowe i folwarczne otaczał park krajobrazowy o powierzchni 8 ha, założony w końcu XVIII wieku, oraz ogród w stylu francuskim, założony w latach 1787 – 1788. W parku zachowały się nieliczne elementy zdobnicze. W parkowym drzewostanie dominują graby, kasztanowce, akacje, sosny oraz lipy, w zachodniej części parku znajduje się okrągły staw otoczony grabami.

Z zabudowań w Dobrojewie warto również wymienić dwa domy w centrum wsi:

– parterowy budynek dawnej szkoły, zbudowany około 1850 roku, z dachem krytym dachówką i oryginalnym trójkątnym oknem nad wejściem,

– tzw. młynek, czyli dom młynarza, zbudowany w 1 połowie XIX wieku na planie ośmioboku.

W Dobrojewie znajduje się również wiele okazałych drzew, w szczególności należy wymienić: robinię o obwodzie 310 cm (obok oficyny północnej) oraz lipę o obwodzie 434 cm (w podwórzu gospodarczym). Do dawnego zespołu pałacowego prowadzi piękna podwójna aleja lipowo-grabowa, natomiast przy polnej drodze do Ordzina rośnie aleja kilkudziesięciu jesionów (wśród nich okazy o obwodach 360, 382 i 398 cm). Natomiast druga duża aleja jesionów znajduje się przy polnej drodze w kierunku Wielonka (wśród nich drzewa o obwodzie 283, 295 i 326 cm).


Oficyna północna, ok. 1970 r.


Będąc w Dobrojewie, warto przystanąć również przy dwóch XVIII-wiecznych barokowych rzeźbach fundacji prawdopodobnie Adama Kwileckiego. Obie rzeźby zlokalizowane są na północ od zespołu pałacowo-folwarcznego. W czasie okupacji niemieccy żołnierze walczyli z wszelkimi przejawami kultu religijnego, ale mieszkańcom Dobrojewa udało uratować się obie rzeźby, a w 1945 roku w miejscu starych zostały wybudowane nowe kapliczki i umieszczono w nich wspomniane rzeźby. Pierwsza z kapliczek, z kamienną rzeźbą Świętego Wawrzyńca, znajduje się przed budynkiem dawnej szkoły, naprzeciwko północnej bramy do folwarku. Rzeźba została umieszczona na murowanym słupie o wysokości około 4,5 metra, w którego wnęce umieszczono gipsową figurkę Matki Boskiej. Święty został przedstawiony w tradycyjny sposób – w stroju diakona (dalmatyce), z palmą męczeńską na prawym ramieniu i kratą (ruszt), o którą opiera lewą rękę (takie przedstawiani postaci świętego związane jest z jego śmiercią na rozżarzonej kracie).

Natomiast na skrzyżowaniu drogi wojewódzkiej 184 z drogą brukową do Binina stoi wysoka na około 5 metrów murowana kapliczka z drewnianą figurą Świętego Walentego. W cokole kapliczki znajduje się wnęka, wewnątrz której umiejscowiono gipsową figurkę Matki Boskiej. W górnej części kapliczki znajduje się rzeźba św. Walentego ubranego w strój kapłana i uzdrawiającego dziecko. Kapliczka jest otwarta z trzech stron i przykryta daszkiem krytym blachą i zwieńczonym krzyżem.

W czasie okupacji mieszkańcy Dobrojewa uratowali również rzeźbę Chrystusa z około 1750 roku, rzeźba do niedawna znajdowała się na krzyżu przy drodze wojewódzkiej 184 (obecnie w tym miejscu jest nowa rzeźba).

Przy drodze do Oporowa uwagę zwraca głaz narzutowy – dawny drogowskaz z napisem: „do Oporowa 1824”.

Michał Dachtera

Szamotuły, 26.04.2019

Literatura:

  1. Leonard Durczykiewicz, Dwory polskie w Wielkiem Księstwie Poznańskiem, Poznań 1912.
  2. Franciszek Gajewski, Pamiętniki Franciszka z Błociszewa Gajewskiego. Pułkownika wojsk polskich 1802-1831, Poznań 1913.
  3. Teresa Ruszczyńska, Katalog zabytków sztuki w Polsce, t. 5, z. 23: Powiat Szamotulski, Warszawa 1966.
  4. Zofia Ostrowska-Kębłowska, Architektura pałacowa drugiej połowy XVIII wieku w Wielkopolsce, Poznań 1969.
  5. Paweł Mordal, Inwentaryzacja krajoznawcza Miasta i Gminy Ostroróg, Ostroróg 1990.
  6. Andrzej Kwilecki, Kwilcz i inne majątki Kwileckich na przestrzeni wieków, Poznań 1996.
  7. Wirydianna Fiszerowa, Dzieje moje własne i osób postronnych: wiązanka spraw poważnych, ciekawych i błahych, Warszawa 1998.
  8. Andrzej Kwilecki, Ziemiaństwo wielkopolskie w kręgu arystokracji, Poznań 2004.
  9. Janina z Puttkamerów Żółtowska, Fragmenty wielkopolskie 1919-1933, Poznań 2006.
  10. Joanna Konopińska, Janina Fedorowicz, Marianna i róże: życie codzienne w Wielkopolsce w latach 1890-1914 z tradycji rodzinnej, Poznań 2016.
  11. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. 2, hasło Dobrojewo.
  12. Słownik historyczno-geograficzny ziem polskich w średniowieczu, red. Tomasz Jurek, hasło Dobrojewo.

Fotografie:

  1. Zbiory Wojciecha Kwileckiego, Pawła Przewoźnego
  2. Biblioteka Narodowa Polona.
  3. „Dziennik Poznański” 1930 nr 252.
  4. „Kurier Poznański” 1930 nr 239, nr 252.
  5. Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk.
  6. „Wieś Ilustrowana”, styczeń 1911.
  7. „Teatr i Życie Wytworne: czasopismo ilustrowane” 1929 nr 4-5.
  8. „Świat” 1928 nr 18.
  9. „Ilustracja Polska” 1931 nr 37.
  10. „Wielkopolska Ilustracja” 1929 nr 1.
  11. Wystawa i licytacja ogierów w Poznaniu w dniach 4 i 5 maja 1939 r.
  12. Teresa Ruszczyńska, Katalog zabytków sztuki w Polsce, 5, z. 23: Powiat Szamotulski, Warszawa 1966.
  13. „Gazeta Szamotulska” 1925 nr 72, 77; 1927 nr 3, 105, 1928 nr 36; 1929 nr 40, 42; 1930 nr 48, 52, 109.
  14. „Gazeta Rolnicza” 1922 nr 3.

Kwesta na organy, Dobrojewo, ok. 1939 r.

Maria Leonia Kwilecka i Katarzyna Krystyna Kwilecka w parku w Dobrojewie, ok. 1920 r.

Grupa rumuńskich dziennikarzy przed pałacem w Dobrojewie i odjazd grupy – ok. 1929 r.

Gospoda i dom inspektora, ok. 1944 r.


Stadnina Kwileckich w Dobrojewie

Stadnina hr. Franciszka Kwileckiego, ok. 1929 r.

Praca w polu. Konie ze stadniny hr. Franciszka Kwileckiego, ok. 1930 r.

Szóstka klaczy stadniny Dobrojewo, 1938 r.

Wystawa Poznańska – konkurs powozów. Piątka hr. Franciszka Kwileckiego, 1923 r.

Ogier Grand, urodzony w Dobrojewie w 1934 r., sprzedany w 1938 r. do cyrku angielskiego

Klacz czystej krwi arabskiej ze stadniny w Dobrojewie – Imci Pani, ur. 1914

Klacz półkrwi arabskiej – Alina, 8-lat, ze stadniny Franciszka Kwileckiego w trakcie Powszechnej Wystawy Krajowej w Poznaniu (1929 r.)

Aliant, ogier półkrwi arabskiej po Schagya X-12 i Alina ze stadniny Dobrojewo – w trakcie wystawy ogierów w Poznaniu, 1938 r.

Wzorowa stajnia – konie ze stadniny Franciszka Kwileckiego w trakcie Powszechnej Wystawy Krajowej w Poznaniu, 1929 r.

Pawilon Stadniny półkrwi arabskiej Franciszka hr. Kwileckiego z Dobrojewa w trakcie PeWuKi, Poznań 1929 r.

Zdjęcia współczesne Michał Dachtera

Michał Dachtera

Mieszka w Szamotułach, ale jego serce zostało w Ostrorogu i okolicach.

Miłośnik historii, poszukiwacz archiwalnych zdjęć. Na Facebooku prowadzi profil Ostroróg na kartach historii.

Dobrojewo – historia miejscowości2025-08-31T01:54:41+02:00

Szczepankowo (gmina Ostroróg) – historia miejscowości

Historia Szczepankowa

Szczepankowo to wieś położona w gminie Ostroróg, 5 km od Szamotuł. Najwcześniejsza historia miejscowości wydaje się dziejami ciągłych zmian majątkowych i konfliktów. Wynika to z prostego faktu, że jedynie takie dokumenty się zachowały. Nie ulega wątpliwości, że Szczepankowo to stara wieś szlachecka, która istniała już w XIV w.

Pierwsza wzmianka o wsi pochodzi z 1397 roku. W latach 1397-1400 jej ówczesny właściciel Przezdrew Szczepanowski toczył spór ze Święszkiem z Dobrojewa i Dzadkowa (w powiecie gnieźnieńskim). Święszek wraz z innymi ośmioma rycerzami i ośmioma „panoszami”, czyli rycerzami niepasowanymi, „zajechał” własność Przezdrewa. Termin „zajazd” oznaczał w dawnej Polsce samodzielne egzekwowanie wyroku. Z zachowanej wzmianki wynika, że Święszek zabrał Przezdrewowi konia i uwolnił zakutego w dyby jednego z jego kmieci. Z kolei w 1403 roku źródła wymieniają kmiecia ze Szczepankowa Wawrzyńca zwanego Wierzbą, będącego w sporze ze Stanisławem Rudzkim z Rudek o 2 grzywny bez 4 groszy.

Około połowy XV wieku właścicielem Szczepankowa był Jan Świdwa Starszy z Szamotuł. W latach 1461-1462 Świdwa sprzedał z zastrzeżeniem prawa pierwokupu plebanowi, mansjonarzom i rektorowi szkoły w Ostrorogu 8 grzywien 16 groszy czynszu w Szczepankowie za 100 grzywien.

W 1469 roku Szczepankowo było wymienione jako wieś, która zalegała z płaceniem królowi czynszu łanowego, za co nałożono karę w wysokości 14 grzywien. W tym samym roku miał miejsce kolejny konflikt, który spowodował, że nazwa Szczepankowo odnotowana została w dokumentach. Tym razem ówczesny sołtys Szczepankowa – Jan pozwał Helenę, żonę Jana z Ostroroga, dziedziczkę Stobnicy i księżniczkę raciborską.


Gospoda Fritza Treske, ok. 1912


W 1473 roku Piotr z Szamotuł, dziedzic Szczepankowa, wykupił od kanonika poznańskiego i prepozyta kolegiaty Św. Marii Magdaleny w Poznaniu Sędziwoja z Soboty 5 grzywien czynszu od głównej sumy w wysokości 60 grzywien zapisanego na wsi Szczepankowie oraz wsi Szczuczyn przez zmarłego Dobrogosta (ojca Piotra z Szamotuł). Cztery lata później, w 1477 roku, Dziersław ze Szczepankowa sprzedał duchownemu – Marcinowi z Szamotuł 3 floreny czynszu od sumy 36 florenów na Szczepankowie.

W 1496 roku syn Piotra ze Szczepankowa (zapewne wcześniej znanego jako Piotr z Szamotuł) – Andrzej dał swojej córce – Katarzynie połowę dóbr Szamotuł, w tym połowę wsi Szczepankowo, jako zabezpieczenie jej posagu. Po wyjściu Katarzyny za mąż Andrzej miał wypłacić jej mężowi kwotę 2000 grzywien, a po tej wypłacie dobra miały wrócić do Andrzeja. Jednak w 1511 roku Katarzyna przekazała swojemu mężowi Łukaszowi II Górce połowę dóbr Szamotuł wraz z wsiami, w tym połowę wsi Szczepankowo, co oznacza, że jej ojciec Andrzej nie wypłacił obiecanej kwoty jej mężowi. W 1499 roku Szczepankowo ponownie pojawiło się wśród wsi, które nie zapłaciły czynszu łanowego.

Pozostała część Szczepankowa należała do Dobrogosta z Szamotuł, który w 1545 roku zapisał swojej żonie Elżbiecie ¼ Szczepankowa. Dobrogost pojawiał się w źródłach również w 1546 i 1548 roku.

Około 1566 roku wojewoda poznański Łukasz III Górka, wnuk Łukasza II po synu Andrzeju i mąż Halszki z Ostroga, sprzedał połowę wsi Szczepankowo wraz z czterema łanami w Gaju za kwotę 4500 złotych Kasprowi Bobrownickiemu, z zastrzeżeniem prawa pierwokupu. Pięć lat później Bobrownicki kupił kolejną część wsi Szczepankowo od Jana Świdwy z Szamotuł (wnuka Wincentego po synu Janie) za sumę 5000 złotych. Natomiast pozostałą część wsi Szczepankowo w 1579 roku Stanisław Górka (brat Łukasza III Górki) sprzedał Jakubowi Rokossowskiemu.

W kolejnych latach Szczepankowo należało do dwóch Bobrownickich – Łukasza, który miał 3 łany, i Marcina, który miał 5 łanów, oraz do Rokossowskich. W 1602 roku Łukasz Bobrownicki swoją część wsi Szczepankowo przekazał na 3 lata (sprzedał z prawem odkupu) na rzecz Andrzeja Siedleckiego. Z kolei w 1615 roku bracia Łukasz i Marcin odkupili pozostałą część wsi od Stanisława Rokossowskiego (syna Jakuba). Do Bobrownickich Szczepankowo należało prawdopodobnie prawie do końca XVII wieku. W 1670 roku Stefan Bobrownicki część wsi sprzedał Wojciechowi Żychlińskiemu oraz jego żonie Katarzynie Bukowieckiej za sumę 8.500 złotych polskich. Prawdopodobnie pozostałą część Szczepankowa w 1687 roku Ludwik Bobrownicki zobowiązał się sprzedać za kwotę 16.000 złotych polskich – Janowi Korzbok Łąckiemu.

Co najmniej od 1767 roku do 1819 roku właścicielami Szczepankowa była rodzina Kowalskich – Ignacy i Joanna oraz ich potomkowie. Ignacy zmarł w 1799 roku w wieku 60 lat, natomiast Joanna zmarła w 1815 roku w wieku około 70 lat. Kolejnymi właścicielami Szczepankowa była rodzina Święcickich, co najmniej od 1833 do 1852 roku.


Dawny dwór, zdjęcie z lat 80.


U schyłku XIX wieku (około 1880 roku) wieś miała 5 domów i 51 mieszkańców (z czego 47 było katolikami, a 4 protestantami) oraz 78 hektarów (w tym 71 ha roli i 3 ha łąk). Z kolei dwór wraz z folwarkiem Wygoda tworzył okręg dworski z 11 domami 177 mieszkańcami (145 katolików i 32 protestantów) oraz obejmował obszar 530 ha (w tym: 404 ha roli, 33 ha łąk, 27 ha lasów). Podczas wykopalisk prowadzonych w XIX wieku w Szczepankowie znaleziono dwa brązowe naramienniki. W miejscowości znajdowała się szkoła katolicka, do której na przełomie lat 1866/1867 uczęszczały 163 dzieci, a nauczycielem od 1862 roku był Bonawentura Wicherski.

W latach 1904-1908 wieś stanowiła własność Królewskiej Komisji Osadniczej Państwa Pruskiego. Po 1905 roku majątek rolny folwarku został rozparcelowany i osadzono na nim niemieckich kolonistów. Dwór, park i sad pozostał jako tzw. resztówka.

W październiku 1907 roku oddano do użytku część linii kolejowej Szamotuły – Międzychód (najpierw na odcinku Szamotuły – Binino oraz Chrzypsko Wielkie – Międzychód, a pół roku później Binino – Chrzypsko Wielkie). We wsi Szczepankowo wybudowano stację kolejową (obecnie w budynku znajdują się mieszkania). Linia kolejowa została zamknięta dla regularnego ruchu pasażerskiego w 1995 roku.

Na podstawie spisu powszechnego przeprowadzonego w 1921 roku wiadomo, że Szczepankowo zamieszkiwało 314 osób (106 osób narodowości polskiej i 208 narodowości niemieckiej), w tym 165 kobiet i 149 mężczyzn. 109 osób deklarowało wyznanie rzymskokatolickie, a 205 ewangelickie. W miejscowości znajdowało się 46 budynków mieszkalnych.


Remiza Ochotniczej Straży Pożarnej


Po II wojnie światowej w Szczepankowie wybudowano remizę ochotniczej straży pożarnej oraz nowy budynek szkolny (szkoła została zamknięta w 2002 roku).

Do obiektów zabytkowych należy zespół dworski składający się z dworu (nr rej.: 2237/A z 21.06.1992) oraz parku (nr rej.: 2250/A z 24.09.1992). Dwór został zbudowany w pierwszej połowie XIX wieku. Jest to budynek parterowy, pięcioosiowy, z piętrem w poddaszu z okrągłymi oknami. W 1920 roku przeszedł na własność Skarbu Państwa, a następnie w 1925 roku został sprzedany Annie Lelesz. W czasie drugiej wojny światowej dwór był internatem dla niemieckich dziewcząt pracujących we wsi. W 1947 roku został sprzedany Czesławowi Kaczmarkowi. Również obecnie dwór stanowi własność prywatną.

Park dworski o powierzchni ponad 7 ha podobnie jak dwór został założony w pierwszej połowie XIX wieku. Dominującymi gatunkami drzew są lipy, klony, robinie oraz jesiony. Ponadto w parku znajdują się duże połacie chronionego bluszczu pospolitego. W pobliżu dworu rosną dwie sosny zwyczajne o obwodach 218 i 246 cm będące pomnikami przyrody. Jedna rośnie na północny zachód, druga natomiast w odległości około 12 metrów na południowy wschód od dworu. Ponadto w środkowej części parku rośnie platan klonolistny, również zaliczany do pomników przyrody. Z drzew rosnących w parku na uwagę zasługują także trzy lipy drobnolistne o wymiarach pomnikowych (obwody 315, 339 i 430 cm).


Dawna gospoda, nr 61


Z obiektów historycznych w Szczepankowie wymienić należy również dom pod nr. 61. To pierwszy dom po lewej stronie, jadąc z Ostroroga. Budynek położony jest na południe od parku dworskiego, został zbudowany pod koniec XIX wieku. Dom jest parterowy, z użytkowym poddaszem, dwupoziomowym ryzalitem, mansardowy dach pokryty dachówką.

Uwagę zwraca również dom nr 53. Budynek powstał w 1906 roku jako jednoklasowa szkoła ewangelicka z mieszkaniem dla nauczyciela. Szkoła została zlikwidowana przez rząd polski w 1922 roku. Nauczycielem od otwarcia szkoły do jej likwidacji był Teodor Hoffmann z Rogoźna. W 1935 roku w nieistniejącej już szkole urządzono świetlicę Związku Pracy Obywatelskiej Kobiet. Po II wojnie światowej – do połowy lat 60. w budynku znajdowała się jedna z klas szkoły podstawowej.


Figura Królowej Korony Polski i remiza


W centrum wsi na zakręcie drogi wojewódzkiej nr 184 stoi figura Królowej Korony Polski – Pomnik Wolności. Figura została poświęcona w 1926 roku, uroczystość ta została opisana w 1926 roku przez Gazetę Szamotulską:

„Szczepankowo. (Pomnik wolności.) Staraniem tutejszej Polonji w dawniejszym środku kolonizatorskim zbudowano pomnik wolności. W środku uroczo położonej wsi wznosi się z daleka widniejąca figura Królowej Korony Polskiej z Dzieciątkiem na ręka. Piedestał i cokół z granitu zostały artystycznie wykonane przez p. Pogodzińskiego z Szamotuł. Podziękowanie należy się przede wszystkiem inicjatorom i komitetowi jako i tym wszystkim, którzy przez prace, datki, trudy i bezinteresowne poświęcenie się do urzeczywistnienia myśli wyjawionej już w roku 1919 przez pana Antoniego Króliczaka byłego wojownika o polskość w Westfalji, jako właściwego ojca pomnika się przyczynili i ją zrealizowali”.

Z kolei wojenną historię figury przekazała nam Pani Ewy Napierała:

„[…] w nocy z 20 na 21 października 1939 roku figura została przez okupanta zburzona. Następnego dnia Niemcy zmusili Jakuba Turka i Stanisława Kuszaka do rozbicia cokołu i zniszczenia fundamentów. Wykazali się przy tym dużą odwagą, ponieważ uchronili od całkowitego zniszczenia samą figurę, którą sprytnie pod gruzami schowali i później potajemnie w pewnym miejscu zakopali. Gdy po wojnie postanowiono postawić nowy pomnik, można było tę samą figurę, po jej odrestaurowaniu, postawić. Nowy pomnik postawił kamieniarz p. Pogodziński z Szamotuł. Koszty wyniosły 27000 zł, które zostały pokryte przez dobrowolne składki mieszkańców Szczepankowa. Tutejsza Ochotnicza Straż Pożarna ofiarowała na ten pomnik 6000 zł. Poświęcenia figury dokonał 5 sierpnia 1945 roku ks. proboszcz Juszczak. Dzień ten był dla wszystkich bardzo uroczysty i podniosły o charakterze historycznym”.


Zespół ludowy ze Szczepankowa, prowadzony w 1. połowie lat 50. przez Gabrielę Tomaszkową


Obok strażnicy rośnie platan klonolistny o obwodzie 478 cm, natomiast przy drodze do parku lipa drobnolistna o obwodzie 300 cm. W lesie po lewej stronie (jadąc w kierunku Ostroroga) znajdują się niewielkie pozostałości dawnego cmentarza ewangelickiego (resztki studni). W 1932 roku w Gazecie Szamotulskiej tak pisano o cmentarzu: „W pobliżu miejsca zbrodni znajduje się w lesie niewielki cmentarz ewangelicki. Tablice nagrobkowe głoszą stereotypowo: «Hierruht in Gott»” (więcej informacji na temat dawnego cmentarza w tekście http://regionszamotulski.pl/cmentarz-ewangelicki-w-szczepankowie).

Michał Dachtera

Literatura:

  1. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. 11, hasło: Szczepankowo.
  2. Album zabytków przedhistorycznych Wielkiego Księstwa Poznańskiego zebranych w Muzeum Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Poznaniu, t. 2.
  3. Ludwik Rzepecki, Obraz katolickich szkół elementarnych objętych Archidyjecezyjami Gnieźnieńską i Poznańską oraz Dyjecezyjami Chełmińską i Warmińską, 1867.
  4. Słownik historyczno-geograficzny ziem polskich w średniowieczu. Edycja elektroniczna, redakcja ogólna Tomasz Jurek.
  5. Paweł Mordal, Inwentaryzacja krajoznawcza Miasta i Gminy Ostroróg, Ostroróg 1990.
  6. Zarządzenie Nr 54/86 Wojewody Poznańskiego z dnia 31 grudnia 1986 r. w sprawie uznania drzew za pomniki przyrody.
  7. Rejestr zabytków województwa wielkopolskiego, Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków z Poznaniu.
  8. „Gazeta Szamotulska” 1926 nr 58.
  9. Skorowidz miejscowości Rzeczypospolitej Polskiej, t. 10, Województwo Poznańskie, Warszawa 1926.
  10. Centralny Rejestr Form Ochrony Przyrody:

http://crfop.gdos.gov.pl/CRFOP/widok/viewpomnikprzyrody.jsf?fop=PL.ZIPOP.1393.PP.3024053.2836

http://crfop.gdos.gov.pl/CRFOP/widok/viewpomnikprzyrody.jsf?fop=PL.ZIPOP.1393.PP.3024053.10279

http://crfop.gdos.gov.pl/CRFOP/widok/viewpomnikprzyrody.jsf?fop=PL.ZIPOP.1393.PP.3024053.10278

http://crfop.gdos.gov.pl/CRFOP/widok/viewpomnikprzyrody.jsf?fop=PL.ZIPOP.1393.PP.3024053.10280

  1. Informacje od Ewy Napierały, Elżbiety Drewniak oraz Pawła Przewoźnego.

Fotografie:

  1. Album zabytków przedhistorycznych Wielkiego Księstwa Poznańskiego zebranych w Muzeum Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Poznaniu, t. 2.
  2. „Gazeta Szamotulska” 1927 nr 100, 1928 nr 98, 1930 nr 86, 1934 nr 11.
  3. Fotografie ze zbiorów Ewy Napierały, Pawła Przewoźnego i Elżbiety Drewniak.
  4. Fotografie z albumu Izabeli Madalińskiej.
  5. http://600-lecie.ostrorog.net/poznajesz-2/
  6. Zdjęcie współczesne Andrzej Bednarski

Szamotuły, 29.03.2019

Szkoła Podstawowa w Szczepankowie

Ok. 1918

1966 r.

Powstaje nowy budynek szkolny – 1967 r.

Ok. 1969 r.

Lata 80.:


Dawny dwór (zdjęcia z lat 80.)


Inne miejsca w Szczepankowie na zdjęciach z lat 80.


Znalezisko archeologiczne


Dwudziestolecie międzywojenne

Bractwo Kurkowe, 0k. 1925 r. (zdjęcie prawdopodobnie wykonane w związku z 25-leciem istnienia), park w Szczepankowie

„Zabawa latowa” 1927 r. („Gazeta Szamotulska”)

Manewry 7. Pułku Wielkopolskich Strzelców Konnych – wenta w Szczepankowie, sierpień 1938 r. Por. Sobeski i Stanisław Mańkowski zachęcają dzieci do zabawy.

Michał Dachtera

Mieszka w Szamotułach, ale jego serce zostało w Ostrorogu i okolicach.

Miłośnik historii, poszukiwacz archiwalnych zdjęć. Na Facebooku prowadzi profil Ostroróg na kartach historii.

Szczepankowo (gmina Ostroróg) – historia miejscowości2025-08-31T23:23:35+02:00

Barbara Kwilecka – działaczka narodowa i społeczna

Barbara Kwilecka z Mańkowskich – działaczka narodowa i społeczna

 Od najmłodszych dziecinnych lat dziwnie mnie przejmowały i bolały krzywdy życiowe i wielki ból ludzkości spowodowany, nierównością losu i różnicą pomiędzy bogatym a ubogim, między możnymi a tymi, których byt zawisł od konieczności zapracowania na życie. Uchodziłam w rodzinie za dziecko ponure, smutne, małomówne, nierozwinięte; a nikt się nie domyślał, że niejedną noc spędzałam bezsennie, kryjąc łzy spowodowane tego rodzaju myślami.

Nie brakło z dniem każdym przykładów tej jaskrawej różnicy losów. A jednak nie żyłam pod tym względem w wyjątkowych stosunkach. Moja matka była bardzo litościwą dla swych podwładnych. Wypiastowały mnie osoby, które innej służby jak w naszym domu nie znały. A mój ojciec, znany z filantropii, znaczną część majątku poświęcił na założenie w Londynie domu komisowego w myśli kształcenia synów emigrantów. Ból więc, jaki w sercu nosiłam, nie wywołały otaczające mnie bliżej okoliczności, ale był mi wrodzony, od Boga dany (Barbara Kwilecka, Fragment z pamiętnika, 1907).

Barbara przyszła na świat 8 grudnia 1845 roku w rodzinnym majątku w Źrenicy. Była córką pisarki i pamiętnikarki – Bogusławy z Dąbrowskich (której ojcem był Jan Henryk Dąbrowski) oraz ziemianina i założyciela domów handlowych – Teodora Mańkowskiego. Imię otrzymała po swojej babci Barbarze z Chłapowskich – żonie generała Dąbrowskiego.

Barbara urodziła się jako piąte dziecko, miała pięć sióstr i brata. Najstarszy – Napoleon Ksawery był powstańcem roku 1863, to on został dziedzicem rodzinnych Rudek. Druga w kolejności była Maria Nepomucena Julia, która wyszła za mąż za Mieczysława Marię Kwileckiego z Oporowa (zob.  http://regionszamotulski.pl/mieczyslaw-kwilecki-z-oporowa/). Czwarta była Julia Joanna, która poślubiła Stanisława Juliana Romana hr. Rawita-Ostrowskiego. Pozostałe siostry: Seweryna, Łucja oraz Wanda zmarły w młodym wieku.

Od około 1850 roku Mańkowscy mieszkali w Rudkach, które Teodor Mańkowski odkupił od spokrewnionej z nim Teodory Węgierskiej z Cieleckiej, wdowy po generale Emilianie Węgierskim (zob. http://regionszamotulski.pl/mankowscy-i-potworowscy-w-rudkach/ oraz http://regionszamotulski.pl/gen-emilian-wegierski/).

W wieku zaledwie 10 lat Barbara straciła ojca. We wrześniu 1855 roku Teodor Mańkowski został stratowany przez konie, które wystraszyły się burzy, zmarł kilka dni później 24 września w Rudkach, gdzie według przekazów miejscowej ludności miał zostać pochowany. Teodor Mańkowski był postrzegany jako człowiek idei, społecznik, wybitny przedsiębiorca, człowiek o szerokich horyzontach myślowych. Zdaniem Franciszka Morawskiego to po ojcu Barbara odziedziczyła przedsiębiorczość, rzutkość umysłu i poglądów.

Po śmierci ojca cały ciężar wychowania trzech córek i syna spadł na Bogusławę, Morawski pisał, że wdowa po Teodorze Mańkowskim wychowywała dzieci tak starannie, tak dobrze przygotowując do życia, jak to jedynie wielkoduszna kobieta potrafi.


Zespół pałacowy w Dobrojewie, ok. 1912 r. (zob. http://regionszamotulski.pl/palac-w-dobrojewie/)


Część młodości Barbara spędziła w Paryżu, w zakładzie Sióstr Sercanek. Wychowywała się w środowisku wykwintnym, dom Mańkowskich często odwiedzali wybitni goście. Toteż Barbara, podobnie jak siostry, była patriotką, kobietą inteligentną, światłą, pełną wdzięku i konsekwentną.

W 1863 roku razem z siostrą jeździła do obozów powstańczych w okolicy Kalisza i brała udział w przemycaniu broni dla powstańców.

3 czerwca 1866 roku w kościele Św. Marcina w Poznaniu poślubiła Stefana Kwileckiego (1839-1900). Z tego związku urodziło się sześciu synów:
–  Jan Kanty, urodzony w 1867 roku, zmarł po ciężkiej chorobie w 1882 roku. W lesie w Klemensowie (las należał do majątku Dobrojewo) na pamiątkę ustrzelenia zwierzyny przez Jana stoi betonowy krzyż.
– Adam Leonard, urodzony w 1870 roku, zmarły w 1907,
– Stefan Teodor, urodzony w 1871 roku, zmarły w 1913, właściciel Jankowic i Gaju Wielkiego, które przejął po śmierci brata Stanisława,
– Franciszek, urodzony w 1875 roku, zmarły w 1937, rzeźbiarz, dziedzic Dobrojewa (zob. http://regionszamotulski.pl/franciszek-kwilecki/),
– Mieczysław, urodzony w 1873 roku, zmarły w 1874,
– Stanisław, urodzony w 1881 roku, zmarły w 1906.
 
Stefan Kwilecki był dziedzicem rozległego majątku Dobrojewo, ale oprócz administrowania gospodarstwem działał na polu publicznym: w Centralnym Towarzystwie Gospodarczym, w kółkach rolniczych, był również posłem polskim w Berlinie. Stefan był bardzo lubiany i szanowany przez współobywateli. W swoją działalność szybko wciągnął również małżonkę. Morawski pisał, że Miłość dla męża i dla dzieci, wychowanie synów, prowadzenie domu i tradycyjna opieka nad ludem wiejskim, oto pierwsze tło, na którem rozwinęła się jej praca. […] Na wsi była aniołem opiekuńczym ogniska domowego […]”.


Nieistniejący pałac w Dobrojewie, widok od frontu i ogrodu. Aleja wjazdowa do pałacu i park za pałacem. Zdjęcia z lat 1910-1912.


Po kilku latach pobytu w Dobrojewie Kwileccy z synami wyjechali do Wrocławia, tam przyjmowali liczną kolonię polską, w szczególności młodzież, która wręcz garnęła się do ich domu. Barbara wyjeżdżała również z mężem do Berlina, gdzie ten sprawował mandat posła.

Swoich synów wychowywała wzorowo, wpajając im miłość do wszystkiego co katolickie i polskie. Po powrocie do Dobrojewa. postanowiła, że będzie pomagać innym w podobnych wysiłkach. W kaplicy pałacowej w Dobrojewie organizowała rekolekcje dla świeckich pań i panów. Jak pisał Franciszek Morawski, „W kaplicy dobrojewskiej, w której jaśnieje pokryty votami obraz M. B. Nieustającej Pomocy, skupiało się pobożne, coraz liczniejsze grono osób rozumiejących, czem dla naszego znękanego społeczeństwa jest wiara nasza święta”. Rekolekcje te prowadził ojciec Bernard Łubieński, który po wielu latach powrócił z Anglii.

Na równi z modlitwą dla Barbary Kwileckiej liczyła się praca. Nie tylko ta, którą sama wykonywała, ale także praca innych, którym starała się tę ideę zaszczepić. Była przewodniczącą Stowarzyszenia Czytelni Ludowych, od 1880 roku zasiadała w dyrekcji Towarzystwa Pomocy Naukowej dla dziewcząt polskich w Wielkim Księstwie Poznańskim. Najbardziej zaangażowała się w tzw. szkołę elewek w Dobrojewie. Instytucja ta została założona przez Kwilecką około 1883 roku. W szkole przygotowywano młode dziewczęta, głównie córki gospodarzy, do roli praczek, gospodyń czy kucharek.

Ostatnie lata życia dla Barbary Kwileckiej były trudne, w 1906 roku zmarł kolejny z jej synów – Stanisław, a rok później Adam. W 1907 roku wyprowadziła się do Poznania, a rodzinne Dobrojewo objął syn Franciszek, szkołę elewek prowadziła natomiast synowa – Jadwiga z książąt Lubomirskich.


Szkoła elewek w Dobrojewie, ok. 1910-1912


Pomimo doświadczeń życiowych i choroby nie zaprzestała pracy na rzecz innych. Szczególne wysiłki kierowała na rzecz pomocy ubogich mieszkańców Poznania, którzy – jak opisywał miesięcznik „Wieś Ilustrowana” – gnieździli się po suterenach Chwaliszewa, pijąc kawę i jedząc kartofle. Kwilecka nie tylko przekazywała pieniądze, ale również organizowała pomoc. Urządzała bale charytatywne i kwesty. Przy ulicy Wilhelmowskiej prowadziła „Salon pani Barbary”. W Poznaniu Barbarą opiekowała się jej siostrzenica i, jak niektórzy mawiali, pupilka – Maria Turno (po mężu Ostrowska), zwana „Mimisią”. Barbara traktowała ją jak przybraną córkę.

Ludwik Romocki tak opisywał panią Barbarę u schyłku życia:

„W fotelu postać mimo podeszłego wieku i choroby wcale nie zgrzybiałej staruszki, lecz trzymającej się nad podziw krzepko, poważnej matrony z miłym uśmiechem na twarzy. Woli słuchać niż mówić, ale słuchać ze zrozumieniem, także zaleta towarzyska, dziś ginąca. Rzadko coś powie, ale mile i trafnie, i nieznacznie jednak pokieruje rozmową podług swojego życzenia” („Wieś Ilustrowana”, styczeń 1911).

Barbara Kwilecka zmarła 31 października 1910 roku w Poznaniu. W tygodniku „Praca” zamieszczono notatkę zawierającą szczegółowe informacje o uroczystościach pogrzebowych hr. Barbary:

„Hojną ręką wspierała wszystkie nasze instytucje, żyła zawsze dla drugich, nie dla siebie, była uosobieniem poświęcenia się, służyła stale i niezmiennie rodzinie i społeczeństwu, w tak rozmaity i obfity sposób, na jaki stać było jej bogatą, dzielną, samoistną naturę. Było jej wiele dane, ale też wiele bardzo wiele oddała. Schodząc z tego świata, zostawia po sobie duży plon czynu, niezwykły zasób szeroko sięgającej zasługi.

Dnia 3 b. m. odbyła się eksportacja zwłok śp. Barbary hr. Kwileckiej do kościoła św. Marcina. Kondukt prowadził Najprzewielebniejszy ks. biskup Likowski w asystencji licznego zastępu kleru, pomiędzy którym widzieliśmy ks. oficjała kanonika Goczkowskiego z Gniezna i ks. prałata kanonika Meszczyńskiego. Trumnę złożono na wspaniale przybranym katafalku w kościele Św. Marcina, gdzie dnia następnego odbyło się żałobne nabożeństwo.

Mszą św. odprawił ks. dr Sypniewski, proboszcz z Ostroroga, po czym ks. oficjał Dalbor żegnał wymownymi słowy zmarłą. W przemówieniu swym podniósł kaznodzieja wszystkie te chrześcijańskie cnoty, którymi zmarła świeciła, a które czerpała z prawdziwej a głębokiej wiary. Wskazywał jak przez cale życie najprzedniejszym staraniem zmarłej było ulżyć nędzy ludzkiej, podnosić moralność pośród szerokich warstw ludu, który zawsze gorącą opieką otaczała.

Następnie po odprawieniu ostatnich ceremonii wyruszył kondukt pogrzebowy, prowadzony przez zawiadowcę parafii św. Marcińskiej ks. Swinarskiego w bardzo licznym otoczeniu duchowieństwa, aż do ul. Karola, skąd pobłogosławione raz jeszcze zwłoki, przewiezione zostały do grobów rodzinnych w Kwilczu. Bardzo liczny udział w żałobnych obrządkach był najwymowniejszym dowodem, jakim szacunkiem ogólnym śp. Barbara hr. Kwilecka była otoczoną. Cześć tej zacnej Polce! Wieczny spokój jej duszy!”

Michał Dachtera

Szamotuły, 21.03.2019


Bibliografia:

  1. Franciszek Morawski, Barbara hr. Kwilecka. Wspomnienie pośmiertne, Poznań 1910, przedruk z „Dziennika Poznańskiego”.
  2. „Kurier Poznański” 1930, nr 239.
  3. Andrzej Kwilecki, Kwilcz i inne majątki Kwileckich na przestrzeni wieków, Poznań 1996.
  4. Andrzej Kwilecki, Wielkopolskie rody ziemiańskie, Poznań, 2010.
  5. Barbara Kwilecka, Fragment z pamiętnika, Poznań 1907.
  6. „Praca. Tygodnik polityczny i literacki, ilustrowany” 1906 nr 16; 1910, nr 46.
  7. „Wieś Ilustrowana”, styczeń 1911.
  8. https://www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/barbara-kwilecka-z-mankowskich.

Barbara Kwilecka, ok. 1865-75

Z jednym z synów, ok. 1874 r.

Stefan Kwilecki (1839-1910)

Syn Barbary – Franciszek z żoną Jadwigą z Lubomirskich, Dobrojewo, ok. 1903 r.

Rodzina Kwileckich na schodach pałacu w Dobrojewie, ok. 1901 r.

Fragment zdjęcia – Barbara Kwilecka

Barbara Kwilecka ok. 1909 r. w swoim mieszkaniu w Poznaniu

Z Marią Turno, ok. 1909 r., mieszkanie w Poznaniu

Dobrojewo, ok. 1941-42 (rozbiórka pałacu)


Fotografie:

  1. Zbiory Wojciecha Kwileckiego.
  2. Biblioteka Narodowa Polona.
  3. „Dziennik Poznański” 1930 nr 252.
  4. „Kurier Poznański” 1930, nr 239, nr 252.
  5. Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk.
  6. „Wieś Ilustrowana”, styczeń 1911.

Michał Dachtera

Mieszka w Szamotułach, ale jego serce zostało w Ostrorogu i okolicach.

Miłośnik historii, poszukiwacz archiwalnych zdjęć. Na Facebooku prowadzi profil Ostroróg na kartach historii.

Barbara Kwilecka – działaczka narodowa i społeczna2025-08-29T23:11:13+02:00
Go to Top