About Agnieszka Krygier-Łączkowska

Autor nie uzupełnił żadnych szczegółów
So far Agnieszka Krygier-Łączkowska has created 368 blog entries.

Zofia i Michał Mycielscy – Wiara, Ojczyzna i… konie

Zofia i Michał Mycielscy symbolicznie wrócili do Gałowa

Wiara, Ojczyzna i… konie

Michał Mycielski oraz jego żona Zofia z Karskich byli ostatnimi przedwojennymi właścicielami majątku Gałowo wraz z folwarkiem Jastrowo. Od października 2020 r. mają tam swoją ulicę: to droga od ronda im. ks. kan. płk. Henryka Szklarka-Trzcielskiego w Gałowie aż do Jastrowa. Jako osoby zasłużone nie tylko dla lokalnego środowiska czy regionu, ale także w walce o Polskę symbolicznie wrócili w swoje strony. Bo fizycznie po roku 1945 wrócić nie mogli.

Romantyczny początek

Zofia Karska i Michał Mycielski poznali się na balu. W tamtych czasach przyjęć z tańcami w domach ziemiańskich odbywało się sporo. Pałac rodziny Karskich we Włostowie koło Opatowa w Świętokrzyskiem mógł pomieścić wielu gości: znajdowała się w nim sala balowa, trzy salony, w sumie trzydzieści pomieszczeń. W 1921 r. było też co świętować. Odrodzona Polska odparła właśnie najazd bolszewików, do domów wracali ziemiańscy synowie.

16 stycznia tego roku – w niedzielę – do Poznania uroczyście wkroczył, powracający z wojny polsko-bolszewickiej, 15 Pułk Ułanów Poznańskich pod dowództwem Władysława Andersa, wówczas podpułkownika. Od 4 kwietnia 1920 r. służył w nim syn właściciela Gałowa pod Szamotułami – Michał Mycielski. W czasie walk na froncie litewsko-białoruskim podporucznik Mycielski, dowódca plutonu karabinów maszynowych, trzykrotnie został odznaczony Krzyżem Walecznych. Szczególną odwagą wykazał się w czasie wrześniowej operacji nad Niemnem w bitwie pod Międzyrzeczem (dzisiejsza Białoruś). Otrzymał wówczas Order Virtuti Militari V klasy. Wcześniej brał udział w powstaniu wielkopolskim i ukończył 6-tygodniowe szkolenie oficerskie. Wiedział, kiedy, o co i przeciw czemu chce walczyć, do powstania wielkopolskiego poszedł przecież jako ochotnik, a wcześniejszego wcielenia do armii zaborcy udało mu się uniknąć dzięki fortelowi z zastrzykiem, który spowodował objawy wprowadzające komisję lekarską w błąd.



Pałac Karskich we Włostowie, 1939 r. Źródło: Fotopolska


Nie wiadomo, czy Michał Mycielski po raz pierwszy gościł we Włostowie u Karskich jeszcze zimą 1921 r. – w karnawale, czy też po Wielkanocy, w tak zwanym zielonym karnawale. Ślub Zofii z Karskich i Michała Mycielskiego odbył się zimą kolejnego roku – 26 lutego 1922 r. w kościele św. Aleksandra w Warszawie. Udzielił go przyjaciel rodziny Karskich, biskup Stanisław Gall. Błogosławieństwo nadesłał Achille Ratti, który w latach 1919-1921 był nuncjuszem apostolskim w Polsce i odwiedził ojca panny młodej we Włostowie. Trzy tygodnie wcześniej wybrany został na papieża i przyjął imię Pius XI.

On miał niespełna 28 lat, ona – 24.

Korzenie

Michał Mycielski urodził się w Gałowie pod Szamotułami 3 czerwca 1894 r. Jego rodzicami byli Ludwik Mycielski herbu Dołęga (1854-1926) i Elżbieta z Mycielskich (kuzynka Ludwika). Był najstarszy z trojga dzieci. Rok później przyszła na świat Zofia (1895-1971), zwana Zulą, późniejsza żona Stanisława Rostworowskiego (legionisty, oficera WP, zamordowanego przez Gestapo w 1944 r.). W 1900 r. urodził się Franciszek, który zmarł w wieku 11 lat po operacji ślepej kiszki.



Rodzeństwo: Michał, Zofia i Franciszek Mycielscy. Za: Mycielscy herbu Dołęga. Właściciele Szamotuł i Gałowa, Muzeum-Zamek Górków, Szamotuły 2013.


Przodkowie Michała Mycielskiego związali się z Ziemią Szamotulską w 1720 r., kiedy miasto Szamotuły i okoliczne wsie kupiła Anna z Niegolewskich Mycielska (po drugim mężu Tuczyńska). Rodzina Mycielskich bardzo zasłużyła się dla rozwoju miasta, a po utracie przez Polskę niepodległości – w walkach w okresie napoleońskim i w czasie powstań narodowych. Stanisław Mycielski, prapradziad Michała, jako delegat szlachty wielkopolskiej udał się do Napoleona z petycją w sprawie wskrzeszenia państwa polskiego, po wkroczeniu wojsk napoleońskich wstąpił do armii i duże fundusze przeznaczył na jej rozwój. W swoim pałacu w Kobylepolu gościł na chrzcinach swej córki Napoleona i cały jego sztab. Otrzymał awans na pułkownika i został odznaczony Legią Honorową. Do wojsk gen. Dąbrowskiego uciekli synowie Stanisława: Franciszek, Michał i Ludwik. W powstaniu listopadowym wzięło udział już czterech braci Mycielskich, ze starszymi braćmi poszedł walczyć najmłodszy Józef. Poległo dwóch z nich: Ludwik i Franciszek. Ten pierwszy uznany został za bohatera bitwy o Olszynkę Grochowską, a jego śmierć uczcił specjalnym rozkazem dziennym wódz naczelny powstania gen. Jan Skrzynecki (por. http://regionszamotulski.pl/ludwik-mycielski-zapomniany-bohater-powstania-listopadowego/).

Patriotyczną i społeczną działalność prowadził także Ludwik Mycielski, wnuk Ludwika –powstańca listopadowego i ojciec Michała. W czasach zaborów był, między innymi, prezesem komitetu Towarzystwa Pomocy Naukowej na powiat szamotulski, które wspierało stypendiami uboższych polskich uczniów gimnazjów i studentów. Pełnił również funkcję prezesa Rady Nadzorczej szamotulskiej spółdzielni „Rolnik” (powstałej w 1905 r.), która zajmowała się skupem i sprzedażą produktów rolnych bez pośredników, dostarczała polskim rolnikom dobre ziarno do siewu oraz potrzebne narzędzia. Był także działaczem politycznym: krótko zasiadał w sejmie pruskim, w 1910 r. wszedł do rady Związku Narodowego, którego celem była koordynacja działalności polskiej na terenie zaboru pruskiego (w 1913 r. został jej prezesem), a po wybuchu wojny został członkiem tajnego Komitetu Międzypartyjnego w Poznaniu. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości był prezesem Rady Naczelnej Związku Obrony Kresów Zachodnich (powstałego w 1921 r.) – organizacji patriotycznej broniącej polskich interesów.



Kościół i klasztor filipinów w Gostyniu, ok. 1925 r. Źródło: Fotopolska


Rodzina Mycielskich była mocno związana z Kościołem katolickim. Przede wszystkim trzeba tu wspomnieć fundację kościoła i klasztoru filipinów pod Gostyniem, którą rozpoczął Adam Konarzewski pod koniec lat 60. XVII w. Wnuczka Adama Konarzewskiego, Weronika z Konarzewskich Mycielska, zleciła słynnemu włoskiemu architektowi Pompeo Ferrariemu dobudowanie do kościoła pięknej kopuły. Ród Konarzewskich skończył się właśnie na Weronice, która do rodziny Mycielskich wniosła wielki majątek, ale przekazała też zobowiązania związane z klasztorem w Gostyniu. W kryptach kościoła spoczęło wielu przedstawicieli rodu Mycielskich. Warto dodać jeszcze, że wiele osób z tej rodziny wstępowało do stanu duchownego, jezuitą był na przykład dziadek Michała Mycielskiego – również Michał, który do zakonu wstąpił po śmierci żony. Z kolei Ludwik Mycielski (ojciec), w młodości przez kilka lat pełnił funkcję sekretarza nuncjusza apostolskiego we Francji, kardynała Włodzimierza Czackiego.

Po okresie edukacji w domu rodzinnym Michał Mycielski uczył się w gimnazjum w Lesznie (od 1905 r.), a następnie w Krakowie (od 1911 r.) i tam w 1913 roku zdał maturę. Jako przyszły dziedzic majątku w Gałowie rozpoczął praktykę rolniczą. Od początku października 1913 r. pracował w majątku Korzbok Łąckich w Posadowie w powiecie nowotomyskim. Ordynatem tego majątku był wówczas Stanisław Korzbok Łącki (1866-1937). Posadowo słynęło z pięknego pałacu w stylu francuskim i stadniny koni, założonej jeszcze w 2. połowie XVIII w. Przez cały okres I wojny światowej Michał Mycielski prowadził gospodarstwo rolne w Posadowie. Po jej zakończeniu objął administrowanie majątku swojej matki w Gębicach (powiat grodziski), wkrótce jednak wybuchło powstanie wielkopolskie i w jego życiu zaczął się okres wojskowej służby dla ojczyzny.



Michał Karski i jego gość we Włostowie – Achille Ratti, nuncjusz apostolski w Polsce, późniejszy papież Pius XI, 1918 r. Za: Archiwum Historii Mówionej


Jego późniejsza żona, Zofia Karska, przyszła na świat 26 czerwca 1898 r. w Warszawie. Jej rodzicami byli Michał Karski herbu Boleścic (1869-1928) i Julia z Górskich herbu Boża Wola (1877-1903). Majątkiem Karskich, jak wspomniano, był Włostów w powiecie opatowskim. Należał on do rodziny od 1795 r. Okazały pałac w stylu neorenesansowym w latach 1854-60 zbudował Stanisław Karski, dziadek Zofii. W skład majątku wchodziło w sumie 7 folwarków, gorzelnia, młyn, plantacja chmielu i kilkanaście stawów rybnych. Rodzina Karskich miała 20 % udziałów w cukrowni, powstałej w 1912 r. z inicjatywy Michała Karskiego. Ojciec Zofii był osobą bardzo związaną z Kościołem katolickim, w 1910 r. otrzymał tytuł szambelana papieskiego – jedno z najwyższych wyróżnień, jakie mogła uzyskać osoba świecka. Przyjaźnił się m.in. z biskupem sandomierskim Marianem Józefem Ryksem, bywał u niego nuncjusz apostolski.

We Włostowie Zofia spędziła dzieciństwo i wczesną młodość. Była osobą wykształconą. Znała bardzo dobrze francuski (uczyła się w domu według programu jednej ze szkół podstawowych we Francji i zdała egzaminy końcowe, zaocznie studiowała też na paryskiej Sorbonie), angielski (miała guwernantkę Angielkę) i niemiecki (z jedną z nauczycielek rozmawiała wyłącznie w tym języku). Z ojcem i młodszym o 3 lata bratem Szymonem odbyła wiele podróży zagranicznych. Okres I wojny światowej spędziła głównie w Warszawie.

Michał i Zofia z Karskich Mycielscy – zdjęcie ślubne, „Świat” 1922, nr 10

Przodkowie

Ludwik Mycielski (1854-1925), ok. 1900 r. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Elżbieta z Mycielskich Mycielska (1872-1931). Za: Mycielscy herbu Dołęga. Właściciele Szamotuł i Gałowa, Muzeum-Zamek Górków, Szamotuły 2013.

Elżbieta Mycielska z dziećmi: Michałem i Zofią, ok. 1898 r.

Ludwik Mycielski – uczestnik wojen napoleońskich i powstania listopadowego (ok. 1797-1831). Źródło litografii: Polona

Bohaterska śmierć Ludwika Mycielskiego – grafika francuska z połowy XIX w. Źródło: Polona

Michał Mycielski (1797-1849) – brat bliźniak Ludwika. Generał Wojska Polskiego, uczestnik walk napoleońskich, w czasie powstania listopadowego adiutant gen. Chłopickiego. Źródło: Polona

Portret pośmiertny Anny z Mielżyńskich Mycielskiej – litografia. Źródło: Polona

Julia z Górskich Karska (1877-1903). Za: Muzeum Ziemiaństwa w Dobrzycy

Michał Karski (1869-1928) – portret. Za: Muzeum Ziemiaństwa w Dobrzycy

W pałacu i stajni

Po ślubie Zofia i Michał Mycielscy zamieszkali w Gałowie w XIX-wiecznym dworze. W latach 1926-1927 dobudowano do niego pałac w ten sposób, że stary budynek stał się jego tylnym skrzydłem. Autorem projektu był znany poznański architekt Stanisław Mieczkowski. Neobarokowa elewacja przednia ma charakter symetryczny, z dwoma bocznymi ryzalitami i częścią środkową, w której umiejscowiono portyk z sześcioma kolumnami, wspierający półokrągły balkon, na który wychodziło się z sypialni. Wystrój wnętrz był klasycystyczny. Na ścianach znajdowały się, między innymi, dzieła takich artystów jak Huysmans de Malines (flamandzki malarz krajobrazów, 1648-1727), Franciszek Ksawery Lampi (działający w Polsce malarz pochodzenia włoskiego, 1782-1852) oraz prace polskich mistrzów okresu Młodej Polski i 20-lecia międzywojennego: Juliusza i Wojciecha Kossaków, Jacka Malczewskiego, Juliana Fałata, Leona Wyczółkowskiego, Wlastimila Hofmana i Michała Wiewiórskiego. Mycielscy posiadali też bogatą bibliotekę, którą stworzył ojciec Michała, a w rodzinnym archiwum przechowywane były cenne dokumenty i pamiątki po przodkach.  

Przed główną fasadą znajdował się duży park krajobrazowy (16,37 ha), pośrodku z dużą polaną, grupami drzew i krzewów na jej obrzeżach i aleją lip. Jak wspominała córka Mycielskich, Anna Pia (Hanka), „Gościowi wjeżdżającemu na teren rezydencji pałac ukazywał się na osi dalekiej perspektywy centralnej, by zniknąć następnie w zieleni drzew i ukazać się ponownie w całej okazałości po podjechaniu pod główne wejście”. Obok parku znajdują się cztery stawy rybne.



Pałac w Gałowie, wygląd współczesny. Tylna część to pałac z XIX w., przednia – obiekt zbudowany w 1926 r. przez Michała Mycielskiego. Zdjęcie Tomasz Kotus


W Gałowie urodziły się obie córki Mycielskich. W 1923 r. przyszła na świat Anna Pia (zmarła w 2008 r.), która drugie imię otrzymała dla uczczenia papieża Piusa XI, trzy lata później urodziła się Teresa Julia (zmarła w 2007 r.).

Po latach Anna Pia wspominała, że rodzice prowadzili dom otwarty, w którym bywało wielu gości. Przyjeżdżały tam wycieczki rolników nie tylko z Polski, lecz także z Francji, Niemiec, Węgier, Jugosławii i Bułgarii. Zachowała się księga gości, w której – między innymi – widnieją wpisy ważnych postaci Kościoła katolickiego: kardynała Edmunda Dalbora (1923), prymasa Polski kardynała Augusta Hlonda (1927), biskupa poznańskiego Walentego Dymka, wojskowych: gen. Władysława Andersa (wielokrotnie goszczącego w Gałowie) i mjr. Władysława Bobińskiego, a także artystów: poety i satyryka Artura Marii Swinarskiego czy malarza Wojciecha Kossaka, który u rodziny Mycielskich przebywał razem z córką Magdaleną Samozwaniec (1926).



Zofia z Karskich i Michał Mycielski, ok. połowy lat 20. XX w. Za: Mycielscy herbu Dołęga. Właściciele Szamotuł i Gałowa


Zofia i Michał Mycielscy byli dobrymi gospodarzami majątku w Gałowie i folwarku w Jastrowie. W 1929 r. całość majątku stanowiła obszar 1175 ha, w tym 825 ha ziemi ornej, 26 ha ogrodów, 195 ha lasów, 4,5 ha wód, 2,5 ha dróg i podwórzy. Pola były zdrenowane, w sezonie 1928/1929 najczęściej uprawiano na nich ziemniaki, żyto, pszenicę, buraki cukrowe i koniczynę. Produkowano uszlachetnione ziarno do siewu: żyto – odmiana „Rogaliński”, pszenicę – odmiana „Sobieszyńska 44” i sadzonki ziemniaków. Łąki koszone były dwa razy w roku, dostarczały 300 wozów siana.

W tym samym okresie w majątku hodowano bydło (2 buhaje, 52 krowy mleczne, 108 jałówek, 24 cieląt), świnie (1 knur, 10 macior, 20 tuczników, 32 warchlaki, 92 prosiąt) oraz owce Merino-Prekosy (1006 sztuk). W czasie Powszechnej Wystawy Krajowej w 1929 r. owczarnia gałowska otrzymała duży medal złoty, duży srebrny, mały złoty i mały srebrny.

Gospodarstwo zatrudniało 58 pracowników stałych, 86 najemnych i 68 sezonowych. Do pracy wykorzystywano 82 konie i 32 woły. Dysponowano pługiem parowym i dwoma młocarniami. Na terenie majątku znajdowała się gorzelnia (36 000 l. rocznie), płatkarnia, cegielnia i eksploatacja torfu.

Największą dumą i pasją Mycielskich były konie. Stanisław Rostworowski, na podstawie wspomnień swojej mamy, a siostry Michała Mycielskiego, pisał o dorastaniu wuja Michała: „choć urodzony we dworze, żył problemami stajni. Interesowały go konie, gospodarka rolna i jeszcze raz konie”.



Klacz Egida ze stadniny Michała Mycielskiego, Źródło: „Jeździec i Hodowca” 1939, nr 12

Egida i jej rodzina: 4 córki, 1 syn, 2 wnuczki, 2 prawnuczki. „Jeździec i Hodowca” 1939, nr 12


Krótką charakterystykę stadniny w Gałowie zamieścił w swoim pamiętniku Paweł Popiel – ziemianin z Kurozwęk, znawca koni, który w 1931 r., w czasie swych konnych podróży po Polsce, odwiedził także Mycielskich. Większość klaczy stada pochodziła od 26-letniej wówczas Egidy. „Tutejsza hodowla jest tak dalece wyrównana nawet w maści (kasztanowatej), że istotnie tylko właściciel sam jest w stanie rozróżnić klacze stadne, a nawet poszczególne roczniki w starszych rocznikach źrebiąt i to czasem dopiero po zastanowieniu się”. Reproduktorami używanymi w stadninie były najczęściej konie czystej krwi arabskiej, często były to cenione ogiery wypożyczane z innych stadnin, jak Arabi Pasza (ze stadniny Franciszka Kwileckiego w Dobrojewie) Flisak (z Janowa Podlaskiego) i Farys II (z Jabłonowa). Co roku stadnina gałowska dostarczała dużą liczbę remontów, czyli młodych koni dla wojska, oraz kilka ogierów do stadnin państwowych.

Bardziej szczegółowe informacje na temat stadniny zawarte są w czasopiśmie „Jeździec i Hodowca” (1939). Okazuje się, że początek stadninie Michała Mycielskiego dała klacz „Śronka” (maści siwej), przyprowadzona do Gałowa w 1879 r. z Dąbrówki w powiecie kaliskim przez jego ojca Ludwika. O rozwinięciu hodowli można mówić dopiero w czasach po 1921 r., czyli wówczas, kiedy Gałowo przejął Michał Mycielski. Hodowane tam konie reprezentowały typ szlachetnego konia kawaleryjskiego, a w majątku wykorzystywane były do wszelkiego typu prac na roli i do ciągnięcia wozów: „Nikt nie zastanawia się nad wyborem robót dla koni, gdyż wszystkie są jednakie, a mianowicie bardzo szlachetne”. Za najbardziej charakterystyczną cechę koni gałowskich uznano suchość, czyli szczupłość, nóg.

Na Powszechnej Wystawie Krajowej stadnina w Gałowie otrzymała złoty i dwa srebrne medale, a także sześć indywidualnych odznaczeń i nagrody pieniężne. W konkursach zaprzęgów podczas tej samej wystawy stadnina zdobyła jedną pierwszą, jedną drugą i jedną trzecią nagrodę.

W czasie tej samej wizyty w Gałowie Paweł Popiel samochodem pojechał z Mycielskimi do Wituchowa w powiecie międzychodzkim. W 1930 r. Zofia Mycielska za część swojego posagu kupiła majątek Wituchowo (763 ha, w tym 313 ha lasów i jezior) wraz z folwarkiem Kopenica (240 ha). Znajdował się tam XIX-wieczny pałac w stylu angielskiego gotyku, przebudowany w 1910 r. Mycielska założyła w Wituchowie stadninę koni, hodowała świnie, krowy i owce. Popiel wymieniał hodowane tam konie pełnej krwi angielskiej i półkrwi anglo-arabskiej i konkludował: „na pewno zareklamuję tę młodą, ale z zamiłowaniem i znawstwem prowadzoną hodowlę”.



M.Mycielski na torze wyścigów konnych w Poznaniu, 1938 r. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe


Zofia i Michał Mycielski angażowali się w działalność społeczną w Szamotułach i powiecie szamotulskim. Zofia Mycielska w Szamotułach pełniła funkcję prezeski Powiatowego Towarzystwa Ziemianek (funkcję tę przejęła po Jadwidze Kwileckiej z Dobrojewa), w 1932 r. została wiceprezeską Związku Ziemianek Wielkopolskich, a w 1936 prezeską. Z jej inicjatywy w 1925 r. powstało Kółko Włościanek, którego była przewodniczącą. Organizacja zajmowała się działalnością oświatową dla gospodyń wiejskich: organizowała wykłady, kursy, np. szycia, gotowania, ogrodnictwa i hodowli, oraz wycieczki do wzorcowych gospodarstw i szkół rolniczych. Kółko szamotulskie należało do Powiatowego Towarzystwa Włościanek (jego przewodniczącą była Maria Mielęcka, a później Zofia Mycielska) i Związku Kółek Włościanek na Wielkopolskę. W 1929 r. obie organizacje, w których tak aktywnie działała Zofia Mycielska, z inicjatywy Jadwigi Kwileckiej połączyły swe siły i zorganizowały wspólny pawilon w czasie – wspominanej już tu – Powszechnej Wystawy Krajowej. Zofia Mycielska zainicjowała powstanie w Szamotułach Komitetu Opieki nad Domem Sierot i przez pewien czas była jego prezeską.

Od 1926 r. Zofia Mycielska była członkinią Sodalicji Mariańskiej, działała w Akcji Katolickiej: w Szamotułach była jej prezeską, od 1928 r. wchodziła do Zarządu Głównego w Poznaniu. Była aktywna w Towarzystwie Czytelni Ludowych, w 1938 r. weszła do Naukowej Organizacji Kobiet przy Ministerstwie Rolnictwa. Pracowała społecznie w zarządzie Poznańskiej Izby Rolniczej, jako delegatka Centralnego Towarzystwa Rolniczego wyjeżdżała na zjazdy hodowców koni do Francji i Jugosławii. Razem z mężem była aktywna w związku Hodowli Koni, pisała liczne artykuły prasowe, m.in. do czasopisma „Jeździec i Hodowca”. Za działalność społeczną została odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi.

Michał Mycielski zasiadał w zarządzie cukrowni w Szamotułach, w latach 30. był prezesem Rady Nadzorczej działającej od 1905 r. Spółdzielni Rolniczo-Handlowej „Rolnik” w Szamotułach. Przez kilka lat Mycielski – jako prezes – stał na czele szamotulskiego Kółka Rolniczego, założonego jeszcze 1873 r. W ramach jego działalności organizowano wykłady o problematyce rolniczej oraz wizytowano wzorcowe gospodarstwa członków. Działał także w Powiatowym Związku Ziemian, pod koniec lat 20. był jego prezesem (później tę funkcję objął Protazy Mielęcki z Buszewka).



Przedstawienie Wesela szamotulskiego z okazji pobytu w Szamotułach biskupa Walentego Dymka, sala hotelu Eldorado, 27.08.1933. Piąta z prawej Zofia Mycielska, drugi z prawej Michał Mycielski. Zdjęcie – własność Muzeum-Zamek Górków


W 1934 r. Michał Mycielski objął dzierżawę domeny Szamotuły-Zamek. Dawny majątek saksońskiej rodziny książęcej Coburg-Gotha został przejęty przez państwo polskie w 1920 r. W jego skład wchodziły w momencie upaństwowienia: zamek szamotulski wraz z otaczającym go folwarkiem (gorzelnia, spichlerze, stajnie, chlewnia, obory, warsztaty) oraz dalsze folwarki: Świdlin (na południe od ówczesnego miasta Szamotuły), Mutowo, Łowiza (Ludwikowo), a także Dołęga I i Dołęga II (na północ od Sycyna, w powiecie obornickim). Teren folwarku Świdlin stał się własnością Szamotuł 1 października 1927 r. i przeznaczony został na rozbudowę miasta. Dołęga I i II oraz – prawdopodobnie – Łowiza były poddzierżawiane.

Decyzję o objęciu dzierżawy majątku Szamotuły-Zamek Michał Mycielski podjął, jak wskazywała córka Hanka, „na usilne prośby miejscowego starosty”, którym był wówczas Adam Narajewski. Domena ta była wówczas mocno zadłużona. Mycielski poręczył swym prywatnym majątkiem i w ciągu krótkiego czasu udało mu się wyprowadzić dzierżawę z długów (więcej o majątku Szamotuły-Zamek w artykule http://regionszamotulski.pl/majatek-szamotuly-zamek-w-okresie-miedzywojennym-kariera-i-upadek-porucznika-cezarego-matuszewskiego/).

Objęcie tej dzierżawy w pewnym sensie stanowiło powrót Mycielskich do Szamotuł. Michał Mycielski był bowiem praprawnukiem Anny z Mielżyńskich Mycielskiej, która w po powstaniu listopadowym, w związku z zadłużeniem majątku i polityką prowadzoną przez władze pruskie, zmuszona była sprzedać tę część dóbr rodzinnych.

Dawny pałac w Gałowie, 1911 r. Źródło: Fotopolska

Po rozbudowie jest to część budynku od dzisiejszej ul. Wierzbowej. Zdjęcie Andrzej Bednarski

Dzisiejsza fasada boczna. Zdjęcie Andrzej Bednarski

Pałac zbudowany przez Zofię i Michała Mycielskich, 1929. Źródło: Złota księga ziemiaństwa polskiego poświęcona kulturze i wytwórczości rolnej, tom: Wielkopolska, Poznań 1929.

Wnętrze pałacu, 1929 r. Źródło: Złota księga ziemiaństwa polskiego

Michał Mycielski jako żołnierz

Michał Mycielski w mundurze 15 Pułku Ułanów Poznańskich. Za: Mycielscy herbu Dołęga. Właściciele Szamotuł i Gałowa

Michał Mycielski w 2. połowie lat 30. Na mundurze Order Virtuti Militari i Krzyż Walecznych. Kawalerowie Virtuti Militari 1792-1945, Koszalin 1991


Hodowla koni

Gałowska czwórka koni. Źródło: „Wiadomości Ziemiańskie” 2008, nr 33

Ogier Ibrahim ze stadniny Michała Mycielskiego. Źródło: „Jeździec i Hodowca” 1939, nr 12

Prezentacja remontów (młodych koni dla wojska) ze stadniny w Gałowie i Posadowie, wystawa w Weronie 1931 r. Źródło: „Jeździec i Hodowca” 1931

Prezentacja konia ze stadniny w Gałowie podczas międzynarodowej wystawy w Weronie, 1931 r. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

M.Mycielski na otwarciu toru wyścigów konnych w Katowicach, 1932 r. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

M. Mycielski z innymi członkami zarządku Towarzystwa Wyścigów Konnych w Poznaniu, 1931 r. Źródło: „Jeździec i Hodowca” 1931, nr 21

Wizyta prezydenta I. Mościckiego w Posadowie, 1927 r. Na zdjęciu widoczny jest też M. Mycielski. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Uczestnicy bankietu, który odbył się w 1929 r. we Włostowie po odsłonięciu pomnika Legionistów w pobliskich Konarach. Za prezydentem I. Mościckim stoi M. Mycielski. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Kurs wyszywania – Zofia Mycielska z szamotulankami. Za: Mycielscy herbu Dołęga. Właściciele Szamotuł i Gałowa

Dożynki w Gałowie, ok. 1938 r. W środku Z.M. Mycielscy z córkami. Za: Mycielscy herbu Dołęga. Właściciele Szamotuł i Gałowa

Pracownicy folwarku Jastrowo, 2. połowa lat 30. Zdjęcia – własność Anna Czerniak

Z Gałowa do Szkocji – Michał Mycielski

Po wybuchu wojny Michał Mycielski, który nie otrzymał karty mobilizacyjnej, zgłosił się jako ochotnik – z własnym samochodem – do sztabu Dowództwa Okręgu Korpusu w Poznaniu. Przydzielono mu funkcję oficera do zadań specjalnych. Przedostał się do Rumunii, a stamtąd do Francji. Początkowo przydzielono go do obozu ćwiczeń Coëtquidan w Bretanii, gdzie szkoliły się polskie dywizje, mające – jak planowano – wesprzeć Francję w czasie jej ataku na Niemcy – ataku, do którego nigdy nie doszło. Od grudnia 1939 do lutego 1940 r. dowódcą obozu był Stanisław Maczek, wówczas pułkownik. W lutym Maczek wyjechał formować Brygadę Kawalerii Pancernej. Jednostki broni pancernej szkoliły się, początkowo bez jakiegokolwiek czołgu, w Bolléne koło Awignonu. Tam właśnie przydzielono Michała Mycielskiego.

W czerwcu 1940 roku – w związku z upadkiem Francji – wraz z innymi polskimi żołnierzami został ewakuowany z portu Saint-Jean-de-Luz w południowo-zachodniej części kraju do Szkocji. Mycielski otrzymał przydział do 24 Pułku Ułanów w Brygadzie Pancernej gen. Maczka; pełnił funkcję oficera żywnościowego pułku. W latach 1942-1946 był oficerem zaopatrzeniowym przy polskiej Wyższej Szkole Wojennej w Wielkiej Brytanii, która mieściła się w Eddleston w Szkocji. Ze względu na wiek Mycielski nie brał udziału w działaniach wojsk polskich 1944-1945 na kontynencie europejskim. W 1946 r., kiedy jasne się stało, że większość żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie w nowej sytuacji politycznej nie zamierza wracać do kraju, w Wielkiej Brytanii powołano Polski Korpus Przysposobienia i Rozmieszczenia – organizację, której celem było przygotowanie żołnierzy do życia cywilnego i zamieszkania na terytorium brytyjskim lub w innych państwach. W ramach działalności Polskiego korpusu Przysposobienia i Rozmieszczenia Michał Mycielski przez ponad pół roku wykładał zagadnienia hodowli zwierząt i uprawy roślin w Szkole Rolniczej przy dowództwie I Korpusu w Szkocji. Zdemobilizowany został 16 maja 1947 r.

Za udział w wojnie otrzymał Medal Wojska Polskiego oraz Defence Medal, War Medal i francuskie odznaczenie Croix des Cornbattants Volontaires 1939-1945.


Dowódcy Michała Mycielskiego: gen. Władysław Anders (na zdjęciu z prezydentem Władysławem Raczkiewiczem, 1946 r.) i gen. Stanisław Maczek (1944). Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe


Z Gałowa do Szkocji – Zofia, Anna Pia i Teresa Mycielskie

W połowie sierpnia 1939 r. Zofia Mycielska pojechała do Anglii, aby kupić ogiera do swojej stadniny w Wituchowie. Obserwowała, co się dzieje w Europie i doszła do przekonania, ze wybuch wojny jest nieuchronny. Chcąc chronić córki, wysłała je do wuja księcia Seweryna Czetwertyńskiego, do Suchowoli w woj. lubelskim. Kiedy mąż wstąpił do wojska, została w Gałowie sama. Córki wróciły do domu jesienią, kiedy ustały działania wojenne.

Nie znaczy, że w rodzinnym domu było bezpiecznie. W drugiej połowie listopada jeden z niemieckich żołnierzy został zraniony. Ponieważ stało się to na terenie dworskim, Zofię Mycielską oraz 10 pracowników majątku aresztowano. Po 10 dniach więzienia w Szamotułach zwolniono ich wszystkich dzięki interwencji Kurta Sondermanna (niemieckiego ziemianina z Przyborówka). W dniu wyjścia z więzienia została jednak wyrzucona z majątku wraz z córkami i ponownie aresztowana. Tym razem Mycielskie znalazły się we Wronkach, gdzie przetrzymywano ziemian i innych obywateli z wyższych warstw społecznych. 8 grudnia wywieziono ich wszystkich bydlęcymi wagonami do Jędrzejowa na Kielecczyźnie. Podróż w czasie silnych mrozów trwała trzy dni.

Sprawa postrzelenia niemieckiego żołnierza w Gałowie nie skończyła się jednak. Choć wiadomo było, że przypadkowo zrobił to jego kolega, władze niemieckie postanowiły wykorzystać sytuację dla zastraszenia Polaków. W kilku relacjach z tamtych lat przeczytać można, że z Berlina przyszedł rozkaz, aby za postrzelenie Niemca życiem zapłacili Polacy. 13 grudnia 1939 r. w Szamotułach przy ul. Franciszkańskiej odbyła się egzekucja 10 Polaków – więźniów szamotulskiego więzienia.


Ks. Bolesław Kaźmierski, proboszcz parafii w Szamotułach, w siedzibie Gestapo prosił, aby odstąpiono od odwetowego działania wobec Polaków. Niestety, z Berlina przyszedł rozkaz rozstrzelania 10 mieszkańców regionu (http://regionszamotulski.pl/ks-boleslaw-kazmierski-w-pierwszych-miesiacach-ii-wojny-swiatowej/). Z prawej – miejsce egzekucji przy ul. Franciszkańskiej. Zdjęcia: Archiwum Parafii Kolegiackiej i Andrzej Bednarski


Zofia Mycielska z córkami schroniły się w nieodległym od Jędrzejowa Włostowie – majątku Szymona Karskiego, brata Zofii. W 1941 r. Mycielska wydzierżawiła niewielki majątek (resztówkę) Sitkówka koło Chęcin (także na Kielecczyźnie). Gospodarowała tam samodzielnie i utrzymywała córki, które kończyły edukację gimnazjalną na tajnych kompletach u sióstr Niepokalanek w Szymanowie.

W 1941 r. została także prezeską Rady Głównej Opiekuńczej na województwo kieleckie. Organizacja ta zajmowała się sierocińcami, organizowała kuchnie ludowe i punkty opieki medycznej, udzielała zapomóg, rozdawała odzież, przygotowywała paczki dla jeńców wojennych i więźniów. Jej działalność odbywała się za zgodą władz okupacyjnych, wspierana była także materialnie przez społeczeństwo, darowizny zagraniczne oraz tajne dotacje rządu polskiego na uchodźstwie. Równocześnie Zofia Mycielska, pseudonim Hreczka, należała do Armii Krajowej. Na rozkaz władz AK dwukrotnie wyjeżdżała do Monachium. Wykorzystując przedwojenne znajomości niemieckich hodowców koni, przewoziła instrukcje dla polskiego ruchu oporu w Berlinie.


Michał Szymon Karski – brat Zofii Mycielskiej z żoną Elżbietą we Włostowie, ok. 1938 r. Małżonkowie mieli 5 dzieci. W czasie okupacji część posiadłości zajęli żołnierze Wermachtu, co nie przeszkadzało Karskiemu w utrzymywaniu kontaktów z Hubalem, a później we wspieraniu Armii Krajowej. W 1942 r. rodzina została wyrzucona przez Niemców z majątku; Michała Szymona Karskiego aresztowało Gestapo, udało się go jednak wykupić. W czasie powstania warszawskiego przebywali w stolicy. Po wojnie Karskiego, jako „obcego klasowo”, często zwalniano z pracy, od 1956 r. był pracownikiem naukowym Instytutu Techniki Budowlanej. Zdjęcie za: Archiwum Historii Mówionej


W 1943 r. (lub na początku 1944 r.) Zofia Mycielska z córkami przeniosły się do Warszawy. W powstaniu warszawskim wzięła udział starsza córka Anna Pia (Hanka), która do Armii Krajowej należała od 1942 r. (pseudonim Maryla Tańska). W batalionie Miotła (zgrupowanie Radosław) była sanitariuszką, walczyła najpierw na Starym Mieście, skąd kanałami przeszła do Śródmieścia. Otrzymała awans na sierżanta, odznaczono ją Krzyżem Walecznych i Brązowym Krzyżem Zasługi z Mieczami.

Zofia Mycielską z córką Teresą i gosposią przeżyły dramatyczne chwile, kiedy Niemcy wyprowadzili je z budynku Hotelu Saskiego (de Saxe) przy ul. Koziej 3/5 w Śródmieściu. Razem z innymi kobietami i dziećmi miały posłużyć za żywe tarcze – osłonę niemieckich czołgów atakujących pozycje powstańcze w Ratuszu przy pl. Teatralnym. Ostatecznie jednak przepędzono je do obozu przejściowego dla ludności cywilnej w Pruszkowie. Udało im się stamtąd wydostać i schronić u sióstr Niepokalanek w Szymanowie. Zofia Mycielska wspierała siostry w prowadzeniu przytułku dla wypędzonych ze stolicy, wielokrotnie jeździła też z nimi do Pruszkowa starać się uwolnić kogoś z obozu.

Zaraz po przejściu frontu, jeszcze w końcu stycznia lub w lutym 1945 r., Zofia Mycielska przyjechała do Gałowa. Hanka Mycielska pisała w biogramie swojej mamy, że pałac w Gałowie był już wtedy zdewastowany przez żołnierzy radzieckich i okoliczną ludność, więc nie dało się w nim zamieszkać.

Biblioteka rodziny Mycielskich i część dokumentów rodzinnych przepadły jeszcze w 1939 r. Jeśli chodzi o losy wyposażenia pałacu, z niemieckich dokumentów wynika, że w 1941 r. Krajowy Urząd Prehistoryczny (instytucja powołana przez władze hitlerowskie) zabrał z pałacu Mycielskich trzy naczynia gliniane z okresu kultury łużyckiej, natomiast w listopadzie 1944 r. z upoważnienia Kaiser Friedrich Museum (KFM, nazwa przedwojenna – Muzeum Wielkopolskie, współczesna – Muzeum Narodowe) odbyła się inspekcja majątku, w czasie której stwierdzono zaginięcie wielu grafik i obrazów. Odnaleziony w pałacu pejzaż de Malinesa zaplanowano przewieźć do KFM. Hanka Mycielska jako datę zaginięcia obrazów Juliana Fałata i Wojciecha Kossaka podaje rok 1945. Warto dodać, że obraz Zofia i Michał Mycielscy pośród stadniny w Gałowie jest na liście 25 najcenniejszych dzieł sztuki, które zaginęły w czasie II wojny światowej w Polsce (więcej w artykule http://regionszamotulski.pl/obrazy-kossaka-z-galowa-i-dobrojewa). W sumie uratowało się pięć portretów przodków Mycielskich.


Wojciech Kossak, Zofia i Michał Mycielscy pośród stadniny w Gałowie 1926. Źródło: Wikimedia


Zofia Mycielska zatrzymała się czasowo w Szamotułach. Włączyła się wówczas w pomoc dla Domu Dziecka, którego budynek po opuszczeniu przez Niemców został ograbiony przez wojska radzieckie. To ona poinformowała o sytuacji przełożoną prowincjonalną zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi. Kiedy na początku marca pierwsze siostry przybyły do Szamotuł, dzięki staraniom Zofii Mycielskiej do prac porządkowych w obiekcie skierowani zostali jeńcy niemieccy.

Wkrótce jednak została aresztowana przez miejscową milicję, przez kilkanaście dni była przetrzymywana w zimnej celi i przesłuchiwana jako „burżuj i faszystka, wyzyskiwacz ludu pracującego” – jak to określiła później córka. Musiało to być dla niej straszne przeżycie. W końcu otrzymała zakaz pobytu na terenie powiatu szamotulskiego i pod strażą milicji została odstawiona na pociąg do Poznania.

W marcu 1945 r. Anna Pia Mycielska została jedną z pierwszych ochotniczek Polskiego Czerwonego Krzyża, które uczestniczyły w ekshumacjach powstańców. Podczas walk poległych i zmarłych grzebano podwórzach, skwerach, przy ulicach, dużo ciał zostało w kanałach. Trzeba było te ciała wydobyć, postarać się zidentyfikować i pochować. Zadaniem ochotniczek z PCK było odnalezienie przy zwłokach jakichkolwiek śladów, które umożliwiłyby ich identyfikację i sporządzenie dokładnego raportu. Mycielska uczestniczyła w kilkuset takich ekshumacjach, zarówno powstańców, jak i cywilów. Nowe władze zamierzały umniejszyć rolę Armii Krajowej i przenieść niezidentyfikowane ciała poległych do zbiorowych mogił. Współtowarzysze broni, nie chcąc do tego dopuścić, przeprowadzali konspiracyjne ekshumacje. Adam Heine, jeden z żołnierzy batalionów Miotła i Parasol wspominał: „Była z nami pani Anna Pia Mycielska. Można powiedzieć – przed wojną typowa panna z dobrego domu, wychowanica sióstr niepokalanek w Szymanowie. Jak ona to zniosła? Myśmy wyciągali [ciała], a ona szczypcami, w rękawicach, wyciągała z portfela dokumenty identyfikacyjne”. W sierpniu 1945 r. Mycielska dwukrotnie przesłuchiwana była w sprawie ekshumacji przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. W sytuacji, kiedy coraz częstsze stały się aresztowania żołnierzy AK, zdecydowała się na opuszczenie Polski. Dzięki pomocy Międzynarodowego Czerwonego Krzyża wyjechała do Paryża, a stamtąd do ojca do Szkocji.


Legitymacja Teresy Mycielskiej, 1945 r. Źródło: Mycielscy herbu Dołęga. Właściciele Szamotuł i Gałowa


Zofia Mycielska wróciła do Warszawy i podobnie jak obie córki zaczęła pracę w Polskim Czerwonym Krzyżu. Przydzielono ją do sekcji zaopatrzenia. Na początku 1946 r. PCK służbowo skierował ją do Danii. Towarzyszyła tam grupie polskich dzieci wysłanych na odpoczynek i dożywienie. Wyjazd ten stał się okazją do spotkania Zofii z mężem, który przyjechał do Danii ze Szkocji.

Mycielscy podjęli decyzję o wspólnym życiu całej rodziny w Szkocji, gdzie przebywali już Michał Mycielski i Anna Pia. Postanowili, że do przedostania się na Zachód wykorzystają wyjazdy służbowe Zofii Mycielskiej. Sama Zofia mogłaby po prostu nie wrócić do Polski z którejś podróży, trudność polegała na tym, że trzeba było jeszcze w jakiś sposób przemycić przez granicę młodszą córkę Teresę, również pracującą w PCK, ale w innym dziale.

W sierpniu 1946 r. po raz kolejny Polski Czerwony Krzyż wysłał Zofię Mycielską na inspekcję do Danii. Dzięki pomocy załogi szwedzkiego statku Drontjeen Victoria udało jej się wówczas przemycić córkę do Kopenhagi, a tam czekały już na nie wizy brytyjskie.

We wrześniu 1946 r. – po siedmiu latach – rodzina była wreszcie razem.

Rodzina: Mycielscy, Karscy i Rostworowscy

Michał Mycielski z córką Anną Pią, 1923 r. Źródło: Mycielscy herbu Dołęga. Właściciele Szamotuł i Gałowa

Zofia z Karskich Mycielska. Źródło: Mycielscy herbu Dołęga. Właściciele Szamotuł i Gałowa

Zofia z Karskich Mycielska. Źródło: Mycielscy herbu Dołęga. Właściciele Szamotuł i Gałowa

Zofia z Karskich Mycielska z bratem Szymonem Michałem, jego żoną Elżbietą z domu Plater-Zyberk i innymi osobami we Włostowie, 1934 r., chrzciny Juliusza Karskiego. Za: Archiwum Historii Mówionej

Teresa Mycielska z kuzynostwem Michałem, Juliuszem i Henrykiem Karskimi we Włostowie, 1936 r. Za: Archiwum Historii Mówionej

Anna Pia Mycielska z kuzynostwem: Michałem, Juliuszem, Henrykiem i Gabrysią Karskimi we Włostowie, 1938 r. Za: Archiwum Historii Mówionej

Teresa Mycielska z kuzynem Michałem Karskim we Włostowie. Za: Archiwum Historii Mówionej

Anna Pia Mycielska, 1939 r. „Nowy Czas. New Time” 2013, nr 7-8

Ślub Teresy Mycielskiej z Jerzym Maramarosem, 16.07.1947 r. Źródło: Wiki.ormianie.pl

Zofia (Zula) Mycielska z narzeczonym Stanisławem Rostworowskim herbu Nałęcz, Gałowo, 1918 r. S. Rostworowski od 1914 r. walczył w Legionach Polskich, a po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w wojnie polsko-ukraińskiej, polsko-bolszewickiej i III powstaniu śląskim. Oficer Wojska Polskiego, dowódca wielu jednostek kawaleryjskich, w stan spoczynku przeszedł w 1935 r. Razem z żoną mieszkali w Gębicach w powiecie gostyńskim – majątku przekazanym Zofii przez matkę. Małżonkowie mieli pięcioro dzieci, z których dwoje zmarło w dzieciństwie. W czasie II wojny światowej Stanisław Rostworowski walczył w obronie Warszawy, potem przebywał jako dyplomata w Bukareszcie i w Budapeszcie, w 1942 r. przedostał się do kraju, w stopniu generała służył w Armii Krajowej w Krakowie. W sierpniu 1944 r. aresztowany przez Gestapo i zamordowany w czasie przesłuchania. Zofia Rostworowska z dziećmi w grudniu 1939 r. została wysiedlona z Gębic w okolice Tarnowa. W 1945 r. otrzymała zakaz przebywania w powiecie gostyńskim, żyła bardzo skromnie (z renty), w 1964 r. wyszła za mąż za Andrzeja Skrzyńskiego. Pochowana w podziemiach bazyliki w Gostyniu. Zdjęcie za: Muzeum Ziemiaństwa w Dobrzycy

Stanisław Rostworowski przed pałacem w Gębicach. Zdjęcie z aukcji internetowej

Nowe życie na emigracji

Kiedy po demobilizacji Michał Mycielski rozpoczynał nowe życie, miał 53 lata, Zofia Mycielska po przyjeździe do Szkocji liczyła 48 lat. Z dawnego majątku nie pozostało niemal nic. Mieli obycie w świecie, świetnie znali języki, mieli siebie nawzajem. Na pewno łatwiej było odnaleźć się w nowej rzeczywistości córkom.

W lipcu 1947 r. Teresa Mycielska poślubiła Jerzego Maramarosa (1913-1992) – Polaka o ormiańskich korzeniach, kawalerzystę, dawnego podwładnego swego ojca. Mycielscy razem z córką i zięciem kupili w 1948 r. farmę Easter Fordel koło Perth w Szkocji. Bardzo ciężko pracowali fizycznie przy hodowli zwierząt i po pięciu latach zdecydowali się ją sprzedać.

Mycielscy przenieśli się wówczas do Londynu, gdzie za kredyt pod hipotekę kupili duży dom w dzielnicy Kensington, częściowo na wynajem. Zofia Mycielska zajęła się zarządzaniem domu, natomiast mąż podjął pracę jako nadzorca sali w Victoria and Adam Museum – największym muzeum sztuki użytkowej i rzemiosła artystycznego w Londynie. Teresie i Jerzemu Maramarosom urodziło się troje dzieci: Tomasz, Andrzej i Maja. Po sprzedaży farmy Jerzy przez jakiś czas pracował przy wycince drzew, a potem z rodziną przeniósł się do Londynu. Zajął się wysyłaniem paczek z żywnością do rodzin w Polsce, a następnie prowadził księgowość w Biurze Podróży „Fregata” organizującej głównie wyjazdy rodaków z Londynu do Polski. Hanka Mycielska pozostała niezamężna, pracowała w hotelarstwie w Anglii i we Francji, była długoletnią pracownicą sieci hoteli Air Maxims International.



Michał i Zofia Mycielscy – podobnie jak w Polsce – mocno angażowali się w życie społeczne. Michał wchodził w skład zarządu Koła Ułanów Poznańskich w Londynie i współuczestniczył w opracowaniu książki 15 Pułk Ułanów Poznańskich (red. Paweł Zaremba, Londyn 1962). Działał także w Związku Polskich Ziem Zachodnich – organizacji, która działała na rzecz międzynarodowego uznania polskich granic zachodnich, a także w Ognisku Polskim – londyńskim centrum życia społecznego i towarzyskiego emigracji. Był jednym z fundatorów sztandaru Polskich Sił Zbrojnych na Obczyźnie. W 1962 r. gen. Władysław Anders awansował go do stopnia rotmistrza, a w 1972 r. za pracę społeczną na emigracji otrzymał Złoty Krzyż Zasługi.

Głównym obszarem działalności społecznej Zofii Mycielskiej było Polskie Katolickie Stowarzyszenie Uniwersyteckie „Veritas” w Wielkiej Brytanii, którego w 1947 r. była członkiem założycielem. W pierwszych latach po wojnie stowarzyszenie wspierało polską młodzież akademicką na emigracji: pomagała Polakom, w dużej części zdemobilizowanym z wojska, w otrzymywaniu miejsc na uczelniach, poszukiwała dla nich stypendiów, organizowała letnie obozy wypoczynkowe. Prowadzono także intensywną działalność wydawniczą. Po osiedleniu się w Londynie Zofia Mycielska przez wiele lat pełniła funkcję prezeski PKSU „Veritas”. Jej działalność charytatywna była dwukierunkowa. Po pierwsze – pomagała Polkom (a także kobietom innych narodowości z Europy Środkowo-Wschodniej), które znalazły się w Wielkiej Brytanii po wojennych przeżyciach związanych z pobytem w lagrach, łagrach lub pracą przymusową. Organizowała dla nich kursy, pomagała w poszukiwaniu pracy, kupiła dom dla bezdomnych kobiet. Po drugie – organizowała pomoc dla Polaków w kraju. Dzięki funduszom zebranym podczas kiermaszów i bali do Polski wysyłała odzież i lekarstwa. Wygłaszała odczyty na tematy religijne, publikowała artykuły w prasie emigracyjnej. Za całokształt pracy dla Kościoła w 1964 r. została odznaczona papieskim orderem „Pro Ecclesia et Pontifice”. W 1965 w związku z pogarszającym się stanem zdrowia zrezygnowała z prezesury PKSU Veritas, nadal jednak działała w Zjednoczeniu Polek .


Przedmioty należące do rodziny Mycielskich przekazane do Muzeum-Zamku Górków. Źródło: Album. Muzeum-Zamek Górków w Szamotułach


Michał Mycielski zmarł 17 września 1972 r. Zgodnie z jego życzeniem prochy spoczęły w Polsce, w podziemiach bazyliki na Świętej Górze pod Gostyniem, gdzie pochowani są jego przodkowie – fundatorzy świątyni. Pogrzeb odbył się 14 listopada 1972 r.; uczestniczyli w nim – oprócz rodziny Mycielskich z Polski, Francji i Brazylii i przyjaciół – dawni pracownicy majątku Gałowo z rodzinami oraz koledzy z 15 Pułku Ułanów Poznańskich. Zofia Mycielska przeżyła męża o 6 lat – zmarła 8 listopada 1978 r. po operacji złamanej kości biodrowej. Pochowana została na cmentarzu Gunnersbury w Londynie.

***

Kontakty z Szamotułami: z kilkoma rodzinami oraz Muzeum – Zamek Górków do końca życia utrzymywała Anna Pia Mycielska. W testamencie przekazała do szamotulskiego muzeum wiele cennych pamiątek rodzinnych: obrazy, grafiki, różnego rodzaju drobne przedmioty, a także dokumenty.

25 stycznia 2013 r. w Muzeum – Zamku Górków odbył się wernisaż interesującej wystawy Mycielscy herbu Dołęga. Właściciele Szamotuł i Gałowa, której kuratorem była kustosz Elżbieta Ratajczak, przez lata przechowująca i przekazująca Szamotulanom pamięć o tej ważnej dla regionu rodzinie.

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Szamotuły, 27.12.2020 r.

Bibliografia:

  • Tadeusz Bagieński, Hodowla koni w Gałowie woj. poznańskie, pow. szamotulski, właść. M. hr. Mycielski, „Jeździec i Hodowca” 1939, nr 12, s. 261-264; 1939, nr 13, s. 286-287.
  • Cmentarz Wojskowy na Powązkach w Warszawie Kwatery Powstańcze, http://www.sppw1944.org/index.html?http://www.sppw1944.org/pamiec/cmentarz.html
  • Andrzej Fedorowicz, Jak warszawianki chowały powstańców, „Polityka” 2013  https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/klasykipolityki/1559551,1,jak-warszawianki-chowaly-powstancow.read
  • Juliusz Karski, Ziemianie w II Rzeczypospolitej, „Wiadomości Ziemiańskie” 2008, nr 33, s. 25-47.
  • Agnieszka Krygier-Łączkowska, Ziemianie i konie. Obrazy Wojciecha Kossaka z Dobrojewa i Gałowa, http://regionszamotulski.pl/obrazy-kossaka-z-galowa-i-dobrojewa/.
  • Andrzej Kwilecki, Ziemiaństwo wielkopolskie, Warszawa 1998.
  • Witold Mikołajczak, Ludwik Mycielski – zapomniany bohater powstania listopadowego, http://regionszamotulski.pl/ludwik-mycielski-zapomniany-bohater-powstania-listopadowego/.
  • Mycielscy herbu Dołęga. Właściciele Szamotuł i Gałowa, Muzeum-Zamek Górków, Szamotuły 2013.
  • Kazimierz Mycielski, Mycielscy. Zarys monografii, Warszawa 1998.
  • Mycielski Michał (1894-1972), http://www.muzeum.gostyn.pl/Gosty%C5%84ski%20S%C5%82ownik%20Biograficzny?idAkt=168
  • Piotr Nowak, Szamotuły. Dzieje miasta, Szamotuły 2020.
  • Opis warsztatów rolnych w powiecie szamotulskim (Wlkp.) dla wycieczek na PWK, Szamotuły 1929, s. 8-9.
  • Paweł Popiel, 2918 kilometrów na koniu. wycieczka sportowo-krajoznawcza w dorzeczu Wisły, Sanu, Bugu, Wieprza, Skawy, Styru, Nidy, Prosny, Warty, Brdy, Noteci i Pilicy, Kraków 1933, s. 89-93.
  • Protokół przesłuchania świadka (17.08.1945), https://zapisyterroru.pl/.
  • Stanisław Ślaski, Fundatorzy klasztoru na Świętej Górze pod Gostyniem, „Nasza Przeszłość. Studia z dziejów Kościoła i kultury katolickiej w Polsce” 1972, t. 32, s. 183-221.
  • „Świat” 1922, nr 10.
  • The POK Connection and the Heroism of Countess Anna Pia Mycielska, „Nowy Czas. New Time” 2013, nr 7-8, s. 8-9.
  • Ziemianie polscy XX wieku. Słownik biograficzny, t. 5, Warszawa 2000, s. 93-103.
  • Ziemiaństwo wielkopolskie. W kręgu arystokracji, red. Andrzej Kwilecki, Poznań 2004.
  • Złota księga ziemiaństwa polskiego poświęcona kulturze i wytwórczości rolnej, t.: Wielkopolska, Poznań 1929.

Gałowo współcześnie: pałac, park i stawy

Herb Dołęga nad drzwiami pałacu w Gałowie

Pałac od strony parku

Pałac i zabudowania gospodarcze

Fasada pałacu

Widok na park od strony pałacu

Aleje parkowe


Stawy w Gałowie

Zdjęcia Tomasz Kotus i Tymoteusz Lendzion

Zofia i Michał Mycielscy – Wiara, Ojczyzna i… konie2025-08-31T12:10:54+02:00

Ks. Lucjan Ronduda – wspomnienie

Paweł Brzeźniak

Moje wspomnienie Ks. Lucjana Rondudy

Księdza Lucjana Rondudę poznałem w 1962 r., gdy przybył do Szamotuł i zaczął uczyć religii między innymi uczniów Liceum Ogólnokształcącego, w którym w tym roku również rozpocząłem naukę.

Pierwsze lekcje religii odbywały się w salce katechetycznej znajdującej się na zapleczu głównego ołtarza w kościele św. Krzyża. Wyposażenie salki zorganizował głównie z własnych środków materialnych. Nie były to łatwe czasy, więc dla obniżenia kosztów niektóre prace wykonywał sam, np. malował taborety i stoły. W tym, jak i w pracach porządkowych, my – grupa uczniów – trochę pomagaliśmy.



1966 r., klasa XI a Liceum Ogólnołształcącego w Szamotułach, spotkanie przed maturą. Ogród Domu Dziecka w Szamotułach


Będąc prefektem, dał się poznać jako człowiek kochający młodzież, szukający rozmaitych sposobów doprowadzenia jej do Boga, jednocześnie sprawiedliwy i otwarty na różne poglądy. W czasie roku szkolnego organizował spotkania z młodzieżą w swoim mieszkaniu w Domu Dziecka, na których rozmawialiśmy o różnych naszych sprawach, słuchaliśmy muzyki (miał gramofon i magnetofon, co nie było wtedy powszechne) zarówno rozrywkowej, jak i poważnej. Miałem tam okazję po raz pierwszy posłuchać pasji Pendereckiego, której fragment ilustrujący śmierć Chrystusa zrobił na mnie niesamowite wrażenie, które pamiętam do dzisiaj.

W trosce o nasz rozwój duchowy zachęcał nas do udziału w rekolekcjach i dniach skupienia, do prowadzenia których zapraszał duszpasterzy akademickich. Moja żona dopiero na studiach uświadomiła sobie, że ojciec Honoriusz, który prowadził dni skupienia, w jakich uczestniczyła za namową księdza Rondudy w lesie w Miałach, to znany dominikanin.

Wspomina też potańcówkę – prywatkę, którą ksiądz urządził w swoim mieszkaniu dla klasy, do której chodziła. Jak widać, docierał do uczniów w różny sposób.



W czasie rowerowej wyprawy wzdłuż morza, 1965 r.


Organizował również wyjazdy z młodzieżą, te jednodniowe – rowerowe w okolicach Szamotuł, jak i wakacyjne – wielodniowe w różne ciekawe strony Polski. Miałem okazję uczestniczyć w jednym z nich, podczas którego zwiedziliśmy rowerami wybrzeże Bałtyku (często jadąc dosłownie brzegiem morza), począwszy od Świnoujścia, po Gdańsk. Dzięki temu po raz pierwszy w życiu zobaczyłem morze. Z wyjazdu tego ksiądz Lucjan (mówiliśmy między sobą „Lucek”) napisał kronikę, którą mam do dzisiaj. Chcę jeszcze zaznaczyć, że eskapady te finansował w dużej mierze ze swoich środków.

Tradycją stały się wyjazdy z uczniami przed maturą na Jasną Górę oraz spotkania po maturze w Domu Dziecka. Spotkanie te były chyba jedyną okazją do zrobienia wspólnych zdjęć wszystkich kończących liceum.



Kołobrzeg, 1965 r.


Jak już napisałem wyżej, był sprawiedliwy. Utkwił mi w pamięci fakt, że kolega, który lepiej przygotowywał się do lekcji religii niż ja, dostał ocenę końcową trochę lepszą, mimo że byłem ministrantem i kontakt z księdzem Lucjanem miałem częstszy.

Ksiądz Lucjan miał doskonałą pamięć. Koleżanka wspominała, że po latach, na spotkaniu z jej klasą, potrafił nie tylko przypomnieć sobie imiona dawnych uczniów, ale powiedzieć, gdzie kto siedział.

Ksiądz Lucjan nawiązane przyjaźnie utrzymywał również po odejściu z Szamotuł. Do jego śmierci składaliśmy sobie życzenia (imieninowe i świąteczne), a jego listy pełne przyjaźni i życzliwości przechowujemy z żoną do dzisiaj. Ostatni z nich, z czerwca 2004 r., napisany już drążącą ręką zawiera szczególnie dużo życzeń i wskazań życiowych. Za pięć miesięcy wraz z grupą dawnych parafian żegnaliśmy księdza Lucjana na cmentarzu w Milanówku.


Z biskupem Lechem Kaczmarkiem i klerykami odbywającymi służbę wojskową, Gdańsk, 1965 r.


Do końca pozostał związany z Szamotułami. Świadczy o tym fakt, że mszę świętą jubileuszową z okazji 50-lecia swojego kapłaństwa przyjechał odprawić w kościele Św. Krzyża w Szamotułach. Po uroczystości w kościele chciał się z nami spotkać, aby jak zwykle powspominać i dowiedzieć się, co nowego u nas. Z takich rozmów zapamiętywał zawsze zadziwiająco dużo faktów.

Ksiądz Lucjan pozostanie dla nas wspaniałym, kochającym Boga i ludzi człowiekiem. Wielu z uczniów pamięta i wspomina księdza. Myślę, że niewielu zna bogatą historię Jego życia.


Dla uzupełnienia obrazu tego oddanego Bogu i ludziom człowieka załączam „Wspomnienie o Księdzu Lucjanie” autorstwa Magdaleny Pacholczyk – córki siostrzenicy księdza.

Ks. Lucjan Ronduda przed kościołem św. Krzyża w Szamotułach, 1963 r.

1963 r., klasa VIII a Liceum Ogólnokształcącego w Szamotułach, zakończenie roku katechetycznego

1965 r., klasa XI a Liceum Ogólnokształcącego w Szamotułach, przed maturą. W ogrodzie Domu Dziecka

1967 r., klasa XI a Liceum Ogólnokształcącego w Szamotułach, przed maturą. Przed wejściem do Domu Dziecka

1967 r., klasa XI b Liceum Ogólnokształcącego w Szamotułach, przed maturą

1967 r., część klasy XI c Liceum Ogólnokształcącego w Szamotułach, przed maturą

1968 r., klasa XI Liceum Ogólnokształcącego w Szamotułach

W czasie wycieczki rowerowej do Obrzycka, 2.05.1964 r.

W czasie wycieczki rowerowej do Obrzycka, 2.05.1964 r.

Z młodzieżą na rowerach, okolice Łeby, 1965 r.

Zjazd z okazji 20-lecia matury – rocznik 1966

Nad morzem, 1965 r.

Oliwa, 1965 r.

Poświęcenie ośrodka zdrowia w Kaźmierzu, 22.06.1992 r. (zdjęcie ze strony kazmierz.com.pl)

Pożegnanie ks. Rondudy, 1995 r. Zdjęcie ze strony parafiakazmierz.pl

Uroczystości 50-lecia kapłaństwa, Kaźmierz, 7.05.2000 r. Zdjęcie ze strony parafiakazmierz.pl

Parafianie z Kaźmierza przy grobie ks. Lucjana.

Tablica pamiątkowa w kościele w Kaźmierzu, zdjęcie Magdalena Blumczyńska


Zdjęcia z Szamotuł i z podróży z młodzieżą udostępnił Paweł Brzeźniak.

Zdjęcia z Kaźmierza udostępnił Jerzy Oses

Magdalena Pacholczyk

Wspomnienie o Księdzu Lucjanie

„Panie, jeślim potrzebny ludowi Twemu – oto idę, aby pełnić wolę Twoją.” To właśnie zdanie, wyraz przemożnej chęci służenia Bogu i ludziom, a zara­zem niezmiernej prostoty stanowią kwintesencję tego, jak zapamiętam ks. Lucjana Rondudę, mojego nieodżałowanego Wuja.

W zupełne zaskoczenie wprawiły mnie informacje, z którymi zetknęłam się niedawno, a dotyczące wojennych losów księdza Lucjana. Wuj Lutek we wrześniu 1939 roku chciał bronić ojczyzny, wstąpić w szeregi Wojska Pol­skiego, wyjechał więc na rowerze z rodzinnego Prawęcina, kierując się na wschód. Wojenna zawierucha rzuciła Wuja w okolice Lwowa, gdzie w miejscowości Żółkiew został wcięty do niewoli. Z niewoli sowieckiej „wybawiła” Go… niemiecka ofensywa i nowa, hitlerowska tym razem, niewola. Więziony na wschodzie kraju zostaje później przewieziony do Przeworska. W tym miejscu, w tej brzmiącej niczym fragment filmu sensacyjnego opowieści dochodzi do kolejnego nadzwyczajnego zwrotu „akcji”. Przyszły ksiądz Proboszcz Parafii w Kaźmierzu Wielko­polskim, wówczas młody dwudziestokilkuletni mężczy­zna, w brawurowy sposób ucieka z niewoli niemieckiej w rodzinne strony, by wstąpić do Armii Krajowej do od­działu legendarnego Jana Piwnika „Ponurego”!


Zdjęcie z prymicji ks. Lucjana Rondudy, Kórnik, 20 lutego 1950 r. W pierwszym rzędzie trzeci od lewej strony siedzi proboszcz kórnickiej parafii w latach 1945-1951, ksiądz Edmund Majkowski, obok – matka ks. Lucjana (zdjęcie ze strony kornik.info)


Ten wzorowy wręcz, chciałoby się powiedzieć, życiorys polskiego obywatela czasu wojny i okupacji należałoby zacząć właśnie owych dwadzieścia kilka lat wcześniej, a dokładnie 7 czerwca 1920 roku w Prawędnie gmina Ku­nów w województwie kieleckim, w tym to bowiem miejscu i czasie wszystko się zaczęło. Urodził się bowiem Lucjan Ronduda. Miał brata i trzy siostry (w tym Moją Babcię – Leokadię). Rodzice, Władysław i Stanisława z domu Opała, prowadzili niewielkie gospodarstwo rolne. Rodzina Rondudów nie była zamożna, Wuj Lutek często wspomi­nał, jako jedno z większych wydarzeń swojego pełnego pracy i ubogiego dzieciństwa i młodości, pierwsze, samo­dzielnie zrobione łyżwy.

W 1940 roku umiera Jego Ojciec – Władysław Ron­duda. Od tej pory to właśnie na Wuju Lucjanie i Jego star­szym bracie spocznie obowiązek pomocy matce i sio­strom.

Niezrealizowane pozostało jedno z marzeń młodego Lucjana Rondudy z tego czasu, a mianowicie lotnic­two… niestety, a może na szczęście dla wielu z nas, którzy znali Go jako kapłana. Z powodów zdrowotnych nie został przyjęty do szkoły we Lwowie. Kontynuował więc naukę w Ostrowcu Świętokrzyskim, w Szkole Rzemieślniczej. W czasie wojny zdał „małą maturę”, kończąc tajne gimna­zjum.

Jednym z wielu punktów zwrotnych jego życia była znajomość z księdzem Edmundem Majkowskim, który stał się Jego opiekunem.

Ten etap swojego życia rozpoczyna w Wielkopolsce, z którą pozostaje związany na długie lata. Dyktuje mu taką decyzję właśnie to niezwykłe rozumienie służby. Zdecydował się na pracę w Wielkopolsce, gdyż to ona właśnie w czasie wojny poniosła największe straty wśród duchowieństwa. Kontynuuje więc tam naukę, zdaje „dużą maturę”, studiuje w Seminarium Duchow­nym w Gnieźnie i Poznaniu. Jak wspominają pamięta­jący Go z tamtych lat księża, pragnął głosić słowo Boże na terenach, które najbardziej ucierpiały w czasie oku­pacji.

Święcenie kapłańskie otrzymał 19 lutego 1950 roku, mszę prymicyjną odprawił w Kórniku. Ze wzruszeniem wspominał, iż pierwszą osobą, której udzielił rozgrze­szenia jako kapłan, była Jego własna matka.


Ks. Lucjan Ronduda na parafii w Trębaczowie, początek lat 60. (zdjęcie ze strony kepnosocjum.pl)


Jako wikary pracował w parafiach w Lesznie i w Pozna­niu (u św. Marcina i Matki Bożej Bolesnej). Pierwszym Jego probostwem była parafia w Trębaczowie. Przez trzy lata pracy duszpasterskiej zapisał się szczególnie w pamięci parafian, którzy tłumnie uczestniczyli w obcho­dach pięćdziesięciolecia Jego kapłaństwa w 2000 roku. Gdy w 1962 roku opuszczał Trębaczów, wierni żegnali Go słowami: „Dom Boży upiększyłeś, ministrantów zorganizowałeś, nas wszystkich Boga kochać nauczyłeś, prostą drogą prowadziłeś nas do Nieba, pokazałeś jak się zło zwycięża”.

W 1962 roku został kapelanem Domu Dziecka w Szamotułach, prowadzonego przez Siostry Francisz­kanki Rodziny Marii. Przez wiele lat nauczał religii uczniów szkół szamotulskich, obejmując katechezą także uczniów dojeżdżających okolicznych miejscowości, takich jak: Wronki, Pniewy czy Rokietnica. W tamtym okresie religii nie uczono w szkołach. Ksiądz Lucjan uczył w salkach katechetycznych (jedną z nich sam przygotował podczas wakacji), a także w prywatnych domach, dojeżdżając bez względu na pogodę rowerem.

Trwanie i służba bez względu na sytuację, porę, zmęczenie to również wakacje, które Wuj spędzał z młodzieżą, organizując obozy wędrowne i przemierzając całą Polskę. Nie było dla Niego w wakacje nic pilniej­szego czy ważniejszego niż ukazanie młodym ludziom piękna ziemi ojczystej i Boga. Po tych wyjazdach pozo­stało wiele wspaniałych owoców: wspomnienia, dzien­niki uczestników i zdjęcia uśmiechniętego Księdza wśród grup młodzieży. Te lata wakacyjnej pracy przy­niosły również wiele przyjaźni, małżeństw i powołań do życia konsekrowanego.


Uroczystości 50-lecia kapłaństwa, Kaźmierz, 7.05.2000 r. Zdjęcie ze strony parafiakazmierz.pl


W 1972 roku został powołany na proboszcza parafii pod wezwaniem Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Kaźmierzu Wielkopolskim. Przez 23 lata pracy w parafii cieszył się wielkim poważaniem wśród wiernych, którzy wspominają Go jako sumiennego, charyzmatycznego, gospodarnego, zaangażowanego w życie parafian duchow­nego. Parafią kaźmierską kierował aż do 1995 roku, czyli do momentu przejścia na emeryturę.

Trudno wymienić wszystkie parafie, w których pełnił posługę kapłańską. Od momentu przejścia na emeryturę dzielił czas między parafie nie tylko milanowskie (w nie­dziele sprawiedliwie – jedna niedziela w parafii św. Jadwigi Śląskiej, druga w parafii Matki Boże] Bolesnej), ale także całego dekanatu grodziskiego. Nawet przy tak smutnej dla nas wszystkich okazji jak Jego pogrzeb, zgłosiło się wiele osób by powiedzieć, że „… tak ksiądz Lucjan często u nas spowiadał …” Często też zastępował księży w parafiach Wielkopolski, Ziemi Kaliskiej czy też w rodzinnych stro­nach – Górach Świętokrzyskich. Najczęściej można było spotkać Go zawiniętego w koc siedzącego w konfesjonale. Doskonale pamiętam msze święte, w których uczestniczy­łam jako dziecko, odprawiane na polowych ołtarzach pod­czas wakacji. Dopóki siły mu pozwalały, poruszał się po Polsce białym maluchem, dzięki któremu stał się słynny wśród milanowskich ministrantów.

Myślę, że jest jeden zwłaszcza fakt, który naznaczył kapłaństwo Wuja. Zawsze podkreślał fakt, że jest rówie­śnikiem papieża Jana Pawia II, był to dla niego wzór życia kapłańskiego. Nieustanna motywacja do podejmowania dalszych postów, trwania w modlitwie, ciągłego określania nowych wyzwań trwania w służbie Bogu i ludziom. Po­dziwialiśmy wszyscy, z jakim uporem, odwagą i wiarą sta­wiał czoło w ostatnich latach swojego życia trapiącym Go chorobom. Uważam, że wiele z tej swojej siły czerpał z „wspólnego” trwania w powołaniu ze swoim Rówie­śnikiem,

Kiedy byłam małym dzieckiem, robił na mnie wraże­nie groźnego człowieka, do czasu, kiedy pokazał jak robić psikusy siostrze, ukazując tym samym niesamowite poczucie humoru. Był też chyba dość dobrze znany wśród listonoszy, gdyż korespondencja przychodząca zwłaszcza w okresach Świąt i Jego imienin była bardzo obfita.

Warto dodać, iż włączył się czynnie w życie mila­nowskich parafian współredagując „Nasz Głos”, pielgrzymując m. in. na Białoruś.

Wśród uczniów księdza Lucjana jest 17 księży (w tym misjonarze pracujący w Kazachstanie i w Afryce) i 5 sióstr zakonnych. W 2003 roku Elżbieta Wielgosz obroniła na Wydziale Teologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu pracę magisterska pt. „Ksiądz Lucjan Ronduda. Analiza działalności duszpasterskiej”.

Ten imponujący dorobek to tylko, powiedzą jedni, statystyka, ale na jak wiele braków przekłada się ta „sta­tystyka” w naszym życiu… Za to wszystko chciałabym powiedzieć dzisiaj „Dziękuję”. Jedno małe słowo musi dziś starczyć za tak wiele…

Na obrazkach prymicyjnych i obrazkach z okazji 50-lecie kapłaństwa ks. Lucjan Ronduda umieścił napis:

„Królowi wieków Nieśmiertelnemu, Niewidzial­nemu, Samemu Bogu cześć i chwała na wieki wie­ków – Amen. Panie, jeślim potrzebny ludowi Twe­mu – oto idę, aby pełnić wolę Twoją. Tych, którym służyłem, Rodziców i siebie polecam Najśw. Sercu Jezusa przez Niepokalane Serce Maryi”.

Tekst ukazał się w gazetce Kurier Parafialny „Jadwiżanka”, wydawanej przez Parafię św. Jadwigi Śląskiej w Milanówku.


O ks. Lucjanie Rondudzie można przeczytać także na stronie

Szamotuły, 16.12.2020

Ks. Lucjan Ronduda – wspomnienie2025-01-03T11:15:45+01:00

Wspomnienie o Iwonie Majewskiej (1950-2020)

Iwona Majewska (1950-2020)

Pani Iwona znów tańczy z premierem Mazowieckim

Artykuł miał powstać pod koniec września. Kiedy zadzwoniłam do pani Iwony, aby umówić się na spotkanie, dowiedziałam się od męża, że od kilku dni jest w szpitalu. Nie przypuszczałam jeszcze wówczas, że jedyny tekst, który przyjdzie mi napisać, będzie pośmiertnym pożegnaniem.

Iwona i róże

Wychowała się wśród róż brzmi to, trzeba przyznać, pięknie. Ojciec, Wacław Budych, hodował róże w miejscu, gdzie w połowie lat 70. powstały perony szamotulskiego dworca autobusowego, a dziś stoi galeria handlowa. Ogród ciągnął się aż do Samy, a dom rodzinny stał za budynkiem z przodu od ulicy, gdzie później wzniesiono nieistniejący budynek dworca.

Ogród stanowił własność rodziny, odziedziczoną przez Wacława Budycha (1912-1994) po jego ojcu. Joanna z domu Wieczorek (1920-2005) pochodziła z Gaju Małego, z zawodu była krawcową. Wacław i Joanna pobrali się po wojnie, najpierw na świat przyszedł syn Zenon (ur. 1947), a 19 stycznia 1950 r. urodziła się córka Iwona.

W 1957 r. Iwona Budych rozpoczęła naukę w nowym budynku Szkoły Podstawowej nr 3 przy ul. Szczuczyńskiej. Naukę kontynuowała w szamotulskim Liceum Ogólnokształcącym, jeszcze w dawnym budynku przy ul. Skargi. Maturę zdała w 1968 r. Wykształcenie ogólnokształcące uzupełniła 2-letnią szkołą pomaturalną, która dała jej uprawnienia z zakresu księgowości.


Ślub kościelny, 1972 r.


W 1972 r. wyszła za mąż za Stefana Majewskiego (ur. 1947). Przyjęcie weselne odbyło się w rodzinnym domu Iwony. Wkrótce dom przestał istnieć, ale miłość do róż pozostała na zawsze: bukiety z tych kwiatów Iwona ofiarowywała innym osobom z okazji ich różnych świąt, dużo wiązanek i wieńców z różami znalazło się też na jej grobie…

Z aktorem Andrzejem Szalawskim, 1. połowa lat 60.

Zawody sportowe w czasach licealnych. Iwona Budych – na zdjęciu 2. z prawej

Z księdzem katechetą Lucjanem Rondudą, ok. 1967 r. Iwona Budych – w 2. rzędzie 1. z lewej

Iwona Majewska i Edmund Ćwirlej, początek lat 90.

Z Tadeuszem Mazowieckim, Szamotuły 1991 r.

Zespół Folklorystyczny „Szamotułyˮ, 1995 r.

W czasie wyjazdu zagranicznego z zespołem, 1985 r. 2. z lewej – Anna czerniak, 4. z lewej – Iwona Majewska

Z kierownikiem zespołu Maciejem Sierpińskim.  70-lecie zespołu „Szamotułyˮ, Baborówko 2015 r. Zdjęcie Tomasz Koryl

W czasie procesji Bożego Ciała w Szamotułach, 2018 r. Zdjęcie ze strony Zespołu Folklorystycznego „Szamotułyˮ

W czasie występu towarzyszącego konferencji etnograficznej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, kwiecień 2019 r. Zdjęcie Marta Szymankiewicz

Iwona, czepek, kryza i żelazko

Najpierw był zespół regionalny w szkole podstawowej. Do Zespołu Folklorystycznego „Szamotułyˮ, prowadzonego przez Janinę Foltynową, Iwona Majewska wstąpiła po maturze, w 1968 r., namówił ją do tego kuzyn Zygmunt Nowaczyk. Po latach wspominała, jak w czasie pierwszych zajęć, w których uczestniczyła, Edmund Ćwirlej, wspaniały tancerz i artysta sceniczny, a prywatnie zięć Janiny Foltynowej, sprawdzał, czy coś już umie. Doskonale pamiętała też emocje związane z pierwszym występem w Poznaniu i słowa Janiny Foltynowej, które dodały jej wtedy otuchy: „Strój masz tak pięknie usztywniony, że może służyć za wzórˮ. Wówczas w bardzo trudnych i pracochłonnych przygotowaniach stroju pomagała jej mama. Później sama osiągnęła w nich mistrzostwo, uczyła innych, a w ostatnich kilku latach była w zespole właśnie tą osobą, która na dbałość o strój tancerek zwracała największą uwagę.

To w zespole, podobnie jak wielu innych tancerzy i tancerek, poznała swoją „drugą połowę”. Iwona i Stefan Majewscy zamieszkali w jednym z tzw. ośmioraków przy ulicy Pływackiej (wówczas patronem ulicy był przedwojenny działacz komunistyczny Marian Buczek). Na świat przyszły dzieci: Łukasz (ur. 1974) i Dobrosława (ur. 1975).



Zespół Folklorystyczny „Szamotułyˮ, 1995 r. – Wesele szamotulskie. Zdjęcie z publikacji Urszuli Ćwirlej, 50 lat Zespołu Folklorystycznego „Szamotułyˮ. 1945-1995, Szamotuły 1995 r.


Po przerwie związanej z urodzeniem i wychowaniem dzieci wróciła do tańca w zespole. Wiele lat na scenie towarzyszył jej mąż, przez pewien czas także dzieci, a w ostatnim okresie wnuk Adam Aronowski, który w Weselu szamotulskim gra rolę Pana Młodego. Dopóki zdrowie pozwalało, Iwona Majewska występowała jako Matka Panny Młodej; dawniej kreowała tę rolę Janina Foltynowa. Nie tylko rola była ta sama: także czepek, kryza i fartuch. Przed oczami staje mi w tym momencie piękna scena ze zrealizowanego trzy lata  temu reportażu TVP 3, związanego z wpisaniem „Tradycji weselnych z Szamotuł i okolicˮ na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego. Iwona Majewska mówiła wówczas o elementach stroju, w którym występuje, i przypominała mężowi słowa Janiny Foltynowej, zwanej w zespole „Babciąˮ: „W Szamotułach zawsze były dziewczyny eleganckie. Pamiętasz, jak Babcia mówiła, że one były dumne, ale nie zarozumiałe. Były ładne, ale nie wyzywające. Były oszczędne, ale nie były skneramiˮ. Warto dodać, że Iwona Majewska, jej mąż i wnuk wzięli udział w delegacji Zespołu „Szamotułyˮ, która razem z dyrektorem SzOK Piotrem Michalakiem w październiku 2018 r. uczestniczyła w Gali Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego w Teatrze Stanisławowskim w Łazienkach Królewskich i z rąk wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego odebrała wspomniany wpis.



W Piotrem Michalakiem w czasie Gali Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego w Warszawie, październik 2018 r. Zdjęcie ze strony Zespołu Folklorystycznego „Szamotułyˮ


Oprócz Janiny Foltynowej autorytetami z dziedziny folkloru szamotulskiego dla Iwony Majewskiej byli: wspomniany już przedwcześnie zmarły Edmund Ćwirlej i Anna Czerniak niezwykle doświadczona tancerka i znawczyni gwary szamotulskiej, która w zespole szamotulskim występowała do 2018 r.

Wielkie zaangażowanie w sprawy folkloru, wiedza na ten temat i doświadczenie sceniczne sprawiło, że Iwona Majewska sama już wiele lat temu stała się autorytetem. W lipcu tego roku program 2. Polskiego Radia wyemitował audycję z cyklu Źródła zatytułowaną Tradycje Wesela szamotulskiegoˮ. Iwona Majewska dzieliła się w niej swoją wiedzą dotyczącą historii szamotulskiego folkloru i folkloryzmu przenoszenia pewnych elementów tradycji ludowej na scenę.

Kiedy w 2011 r. kierownictwo zespołu objął Maciej Sierpiński, mógł zawsze liczyć na jej radę i wsparcie. Przemówienie, które Maciej Sierpiński wygłosił nad grobem pani Iwony, oddawało charakter tej relacji i pokazywało rolę Iwony Majewskiej w zespole w ostatnich latach. Warto je tu przytoczyć, bo rzadko w takich sytuacjach można usłyszeć słowa, które wyciskają łzy wzruszenia, ale przez te łzy przebija też delikatny uśmiech:   

Pani Iwonka – ciepła, czuła, dostojna niczym prawdziwa Dama, którą na pewno by była, gdyby żyła w dawnych czasach. Ale na nasze szczęście żyła w naszych czasach, bo dzięki temu mieliśmy przyjemność być z nią i uczyć się od niej wielkiego szacunku do folkloru szamotulskiego.

Tak zapamiętamy ją wszyscy, ale my członkowie Zespołu „Szamotuły” zapamiętamy ją jeszcze z dobrych rad. Pani Dobra Rada, bo tak z czystym sumieniem można powiedzieć o Pani Iwonce, radziła nam, co warto zrobić, z kim porozmawiać, do kogo zadzwonić. Nie było dla niej rzeczy nie do załatwienia. A jak słyszałem: „Panie Macieju…”,  to wiedziałem, że coś dobrego zaraz się wydarzy, no chyba że na koncercie któraś z dziewczyn miała za krótki fartuszek albo brzydką kokardę, wtedy było inaczej…

Przez wiele lat, tańcząc w zespole, uczyła kolejne pokolenia młodzieży szacunku do stroju, gwary, tańca i wszystkiego, co mieści się pod pojęciem folkloru. Była księgą informacji, z której czerpaliśmy pełnymi garściami same dobre rzeczy.
Bezkompromisowa, wymagająca i zasadnicza, chociaż nieraz udawało się coś przed nią ukryć – prawda Adaś , pamiętasz, jak było na TKB
[Tygodniu Kultury Beskidzkiej przyp. A.K.Ł.]?

Bez niej zespół nie będzie już taki sam, ale jednego jestem pewny: będzie przepełniony wspaniałymi wspomnieniami, a Adam, jej wnuk, będzie przypominał nam o niej i kontynuował piękną rodzinną tradycję.
Teraz niech aniołowie mają się na baczności, żeby nie fałszowali w anielskim chórze i żeby ich szaty były tak wyprasowane jak szamotulskie spódnice, bo jak nie… – to my już wiemy, a Aniołowie się dowiedzą.

Iwona, zjazdy absolwentów i wykłady

Pracowała zawodowo: najpierw w księgowości Przedsiębiorstwa Hurtu Spożywczego, a potem jako główna księgowa Zarządu Dróg Powiatowych. Działała społecznie w Towarzystwie Kultury Ziemi Szamotulskiej i w wolontariacie w Domu Dziecka. Dużą część swojego życia poświęciła też  pracy w Stowarzyszeniu Wychowanków Gimnazjum i Liceum im. ks. Piotra Skargi oczywiście, również społecznie.

W 1990 r. znalazła się w grupie współzałożycieli tego ostatniego Stowarzyszenia, przez 20 lat pełniła funkcję sekretarza, a przez pięć lat była wiceprzewodniczącą. Ogrom zadań, które przez te lata realizowało Stowarzyszenie, imponuje. Organizowano duże zjazdy koleżeńskie z okazji kolejnych jubileuszy szkoły, spotkania wybitnych wychowanków z obecnymi uczniami, dbano o pamięć o dawnych profesorach, wydawano rocznik „Z Grodu Halszkiˮ, przyznawano stypendia. W 2007 r. Stowarzyszenie Wychowanków powołało pierwszy na Ziemi Szamotulskiej Uniwersytet Trzeciego Wieku. Przemyślenie każdego szczegółu jego funkcjonowania, a potem wcielenie planu w życie i konsekwentne realizowanie przez lata to zadania wymagające wielkiej pracy i zaangażowania. W tamtych latach wielokrotnie byłam wykładowcą UTW. Pani Iwona z uśmiechem witała mnie zawsze przy drzwiach auli, uważnie obserwowała, czy komuś czegoś nie trzeba, dbała o wykładowców i studentów. O tych ostatnich troszczyła sie zwłaszcza podczas wycieczek krajowych i zagranicznych, a tych w tamtych latach organizowano wiele. To ona wprowadziła elementy związane z kulturą ludową regionu do programu UTW: były to wykłady prof. Zbigniewa Jasiewicza, seminarium dotyczące stroju szamotulskiego prowadzone przez Halinę Krupińską, a także występy Zespołu Folklorystycznego „Szamotułyˮ podczas koncertów dla studentów UTW.


Z koleżankami z Zarządu Stowarzyszenia Wychowanków Gimnazjum i Liceum im. ks. Piotra Skargi, wrzesień 2009 r.


Iwona Majewska nigdy nie umiała pracować „odtąd dotądˮ, w działania Stowarzyszenia Wychowanków angażowała się całym sercem i na 200 %. Jak w swoim wspomnieniu napisała Krystyna Just, przewodnicząca organizacji w latach 1999-2014, Iwona Majewska „nie tolerowała niedbalstwa, braku czasu dla danej sprawy, bylejakości. […] Nigdy nic nie było jej trudno wykonać, a każde zadanie realizowała perfekcyjnie i z wielką charyzmą. Zawsze można było na niej polegaćˮ.

Chorowała przez ostatnich sześć lat. Jak długo się dało, cierpienie przykrywała aktywnością. W ostatnich latach bardzo wspierał ją mąż, który stopniowo starannie instruowany przez żonę nauczył się wypełniać wszystkie domowe obowiązki. Bo wszystko zrobione musiało być po prostu porządnie. Zmarła 1 listopada 2020 r.

Żegnaj, Pani Iwonko…

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Szamotuły, 03.12.2020

W czasie wycieczki do Wenecji, lata 90.

Prof. Zbigniew Jasiewicz jest osobą ważną dla Zespołu Folklorystycznego „Szamotułyˮ, przez kilka lat był także rektorem honorowym szamotulskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Zdjęcie Marta Szymankiewicz

Podczas uroczystości X-lecia UTW zespół dał pokaz Wesela szamotulskiego, 2018 r. Zdjęcie Rymwid Tomkowiak


Zdjęcia archiwalne udostępnił Stefan Majewski

Wspomnienie o Iwonie Majewskiej (1950-2020)2025-01-03T11:17:03+01:00

Irena Krzywoszyńska. Portret „Róży”

Irena Krzywoszyńska. Portret „Róży”

Doktor Irena Krzywoszyńska pracowała w Szamotułach ponad 30 lat. Przeniosła się tu z dwojgiem dzieci i siostrą Janiną Nowakowską (pielęgniarką) krótko po II wojnie światowej. Była osobą bez reszty oddaną pacjentom, cieszyła się wielkim autorytetem. Niektórzy wiedzieli, że na ręce ma wytatuowany numer obozu koncentracyjnego i nigdy nie pojedzie do Poznania na przedstawienie operetki, bo nie byłaby w stanie wejść do budynku, gdzie w 1944 roku – w siedzibie Gestapo – była przesłuchiwana i bita.

W 2017 roku jej losy opracowali uczniowie Liceum Ogólnokształcącego im. św. Barbary w Chodzieży: Jan Chraplak, Oliwia Kończak i Olgierd Krzyżaniak. Prezentowana poniżej praca, napisana pod kierunkiem nauczycielki historii Agnieszki Ptakowskiej-Sysło, została wyróżniona w  XX ogólnopolskim konkursie historycznym z cyklu ,,Historia bliska – nieznana, nieopowiedziana, niewysłuchana”, organizowanym przez Ośrodek Karta.

Panna Nowakowska

1901-1933

Irena Józefa Nowakowska urodziła się 25 września 1901 roku w Słocinie (wówczas powiat nowotomyski, obecnie grodziski). Była córką Bolesława Nowakowskiego i Julianny Nowakowskiej z domu Liberskiej. Miała dwie siostry: Janinę (1898-1972) i Aleksandrę (1910-1933). Jej rodzinna miejscowość leżała wówczas na obszarze zaboru pruskiego.

Ojciec był nauczycielem i kierownikiem szkoły podstawowej w Słocinie, do której uczęszczała wraz z siostrami. Wszystkie interesowały się medycyną. W 1912 roku w Grodzisku Irena przystąpiła do Pierwszej Komunii Świętej. 25 czerwca 1921 roku  ukończyła liceum pod wezwaniem Najświętszego Serca Jezusa w Poznaniu. Egzamin dojrzałości zdała 18 grudnia 1923 roku.

W 1924 r. zadecydowała o podjęciu studiów medycznych na wydziale lekarskim Uniwersytetu Poznańskiego. Była jedną z niewielu kobiet na tym kierunku. Jej siostra Janina wybrała zawód pielęgniarki. 16 grudnia 1929 roku Irena Nowakowska uzyskała absolutorium, 14 kwietnia 1931 roku – stopień lekarza, a 5 maja 1931 roku – doktora. W trakcie studiów poznała swojego przyszłego męża, Feliksa Krzywoszyńskiego. 


Absolwenci wydziału medycznego Uniwersytetu Poznańskiego. Dolny rząd druga osoba  z prawej Irena Krzywoszyńska, pierwszy z prawej Feliks Krzywoszyński (ze zbiorów Kazimierza Falaka)


Po zakończeniu nauki Irena rozpoczęła praktykę lekarską. Opuściła Poznań i 1 maja 1932 roku podjęła  pracę w Sanatorium dla Chorych na Płuca w Chodzieży. Była to nowo otwarta placówka, która specjalizowała się w leczeniu gruźlicy. W czasach dwudziestolecia międzywojennego choroba ta stanowiła duże zagrożenie dla życia ludzi. Szpital w Chodzieży leczył wówczas pacjentów z całej Polski, bywał tam również Stanisław Ignacy Witkiewicz – Witkacy, przyjaźniący się z ówczesnym dyrektorem, Teodorem Białynickim-Birulą. Z otrzymanych od wnuczki dokumentów wynika, że od 1 grudnia 1932 roku do 14 czerwca 1933 roku Irena zastępczo pełniła obowiązki dyrektora Sanatorium. Była cenioną i lubianą lekarką. Wśród wielu pamiątek zachowanych w rodzinnych zbiorach, znajdują się liczne podziękowania od pacjentów.

25 lutego 1933 roku w kościele pw. Męki Pańskiej w Poznaniu Irena Nowakowska wyszła za mąż za Feliksa Krzywoszyńskiego i przybrała nazwisko męża. Feliks pochodził ze Żnina i był młodszy od Ireny o trzy lata. Był synem rybaka, Kazimierza Krzywoszyńskiego i Anny Jadwigi Krzywoszyńskiej, z domu Szrajbrowskiej.

W 1933 roku najmłodsza z sióstr Nowakowskich, Aleksandra, uczennica zakładu bakteriologicznego, zaraziła się durem brzusznym. Zmarła 19 marca 1933 roku. Po trzech miesiącach od tego wydarzenia umarł Bolesław Nowakowski, ojciec sióstr Nowakowskich. Jego śmierć związana była zapewne z przeżyciem, jakim była dla niego śmierć najmłodszej córki.


Z lewej – dyplom lekarski Ireny Krzywoszyńskiej, 1931  (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór). Z prawej – Irena i Feliks Krzywoszyńscy na Św. Marcinie w Poznaniu (ze zbiorów Kazimierza Falaka)

Irena Krzywoszyńska z rodzicami i siostrą Janiną (ze zbiorów Kazimierza Falaka)

Siostry Nowakowskie – od lewej Aleksandra, Irena, Janina (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

Zdjęcie Ireny Krzywoszyńskiej z legitymacji studenckiej (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

Dyplom doktorski Ireny Krzywoszyńskiej, 1931 r. (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

Irena Krzywoszyńska z pacjentkami (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

Irena Krzywoszyńska w okresie pracy w Sanatorium w Chodzieży (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

W sanatorium w Chodzieży (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

Zaświadczenie o pracy, 1935 r. (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

Dyplom pielęgniarski Janiny Nowakowskiej, 1933 r. (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

W środku zdjęcia – Irena i Feliks Krzywoszyński (ze zbiorów Kazimierza Falaka)

Irena i Feliks Krzywoszyńscy (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

Grób Feliksa i Tomasza Krzywoszyńskich na Cmentarzu Górczyńskim w Poznaniu (fot. Jan Chraplak)

Państwo Krzywoszyńscy

1933-1940

Feliks i Irena Krzywoszyńscy zamieszkali w Margoninie, skąd Irena dojeżdżała do pracy w Chodzieży. Feliks prowadził praktykę lekarską w Ujściu, Budzyniu oraz Margoninie.

Przedwojenny Margonin, we wspomnieniach jego mieszkańców, zapisał się jako spokojne, senne miasteczko. Miejscowa ludność była silnie zróżnicowana narodowościowo. Obok siebie żyli m. in. Polacy, Żydzi, Niemcy, Czesi i Gruzini, nie wywoływało to jednak konfliktów wśród społeczeństwa. Częstym zjawiskiem były urządzane na ulicy przed domami spotkania niewielkich grup przyjaciół, polegające na rozmowie i wspólnym piciu kawy. W podobnych spotkaniach uczestniczyli Krzywoszyńscy.

Irena kontynuowała pracę w Sanatorium do 17 czerwca 1935 roku, kiedy to przerwała ją z powodu ciąży i urodzenia pierwszego dziecka, Teresy. Od tego czasu pozostawała oficjalnie lekarzem niepraktykującym. 31 października 1937 roku urodziła syna, Tomasza Krzywoszyńskiego.


Z lewej – personel Sanatorium dla Chorych na Płuca w Chodzieży. Na dole w środku – Teodor Białynicki-Birula – ur. 21 czerwca 1886 na Witebszczyźnie, zm. 13 lipca 1956 w Warszawie, major Wojska Polskiego, pulmonolog, malarz, publicysta, społecznik, od 1933 r. dyrektor sanatorium w Chodzieży. Nad nim – Irena Krzywoszyńska. Po prawej – Irena Krzywoszyńska podczas przyjmowania pacjenta (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)


Rodzina Krzywoszyńskich mieszkała w kamienicy Jana i Franciszki Michalaków pod adresem Rynek 27 w Margoninie, gdzie na parterze, znajdowała się piekarnia. Krzywoszyńscy zajmowali dwa mieszkania na pierwszym piętrze. Miesięczny czynsz wynosił 89 złotych, co stanowiło znaczną kwotę, gdyż przeciętne wynagrodzenie oscylowało wówczas w granicach 100 złotych. W  mieszkaniu znajdował się gabinet lekarski oraz jeden z pierwszych telefonów w mieście. Ogólna charakterystyka mieszkania świadczy o wysokim statusie materialnym rodziny. Razem Krzywoszyńskimi mieszkała także siostra Ireny Janina – pielęgniarka, która opiekowała się pacjentami Ireny i Feliksa, oraz matka – Julianna.

Małżeństwo Krzywoszyńskich prowadziło urozmaicony tryb życia. Pracowali zawodowo, byli aktywnymi członkami Narodowej Demokracji, żywo interesowali się zmieniającą się sytuacją geopolityczną. Feliks miał swoje pasje: był wędkarzem, zapalonym myśliwym, członkiem Bractwa Kurkowego. Znał na pamięć Pana Tadeusza. Umiał recytować go „na wyrywki”. Miał poczucie humoru. Często ofiarami jego żartów padali członkowie rodziny i przyjaciele. Feliks, na przykład, przestawiał zegary w mieszkaniu, by odjeżdżający goście spóźnili się na pociąg i zostali dzień dłużej. Irena grała na pianinie. Często wykonywała utwory Chopina, w tym ulubiony przez męża Marsz żałobny. Władała kilkoma językami: niemieckim, francuskim oraz angielskim.

Jak wynika z relacji wnuka Przemysława, Feliks i Irena Krzywoszyńscy posiadali samochód, którym często urządzali wyjazdy „w nieznane”. Irena nie miała problemów z jego prowadzeniem aż do wypadku. Od tego czasu bała się  ponownie zasiąść za kierownicą.


Z lewej Feliks Krzywoszyński, z prawej Janina Nowakowska (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)


Spokój rodziny Krzywoszyńskich, miasta i całego kraju, zburzył wybuch II wojny światowej. Feliks Krzywoszyński, pomimo młodego wieku, miał poważne problemy ze zdrowiem. Cierpiał na hemofilię i cukrzycę. Nie skorzystał z możliwości odwołania się od służby wojskowej ze względu na stan zdrowia, zdecydował się służyć. Był lekarzem wojskowym w Armii „Pomorze”.

1 września większość mieszkańców Margonina wyjechała z miasta. Zostawiwszy klucz w drzwiach, by Niemcy ich nie wyłamali, Irena Krzywoszyńska wraz z dziećmi przedostała się do pobliskiego Szamocina. Następnie przebywała w obozowisku na łąkach nad Notecią w okolicach Białośliwia. Doszło tam do strzelaniny, w której ucierpieli cywile. Irena zajmowała się opatrywaniem rannych. Pomagała zarówno Polakom, jak i Niemcom.

Tymczasem Armia „Pomorze”, do której należał Feliks Krzywoszyński, cofała się w okolice Bzury. Tam odbyła się jedna z największych bitew kampanii wrześniowej. Feliks nie brał jednak w niej udziału, gdyż zachorował. Trafił do szpitala polowego, następnie został wzięty przez Niemców do niewoli. Przebywał w obozie jenieckim dla oficerów w okolicach Łodzi. Więziono go również w Domu Żołnierza w Poznaniu.

Z dokumentów uzyskanych od wnuczki wynika, że Irena Krzywoszyńska została lekarką w Trzemesznie, gdzie zastępowała dr. Zaworskiego, który powrócił do miasta w październiku 1939 roku. Otrzymała wówczas pozwolenie na powrót do Margonina. Miasto zostało wcielone do III Rzeszy jako część Kraju Warty. Ponownie zamieszkała w kamienicy przy rynku, jednak w czasie okupacji miejsce wysiedlonych do Generalnego Gubernatorstwa właścicieli kamienicy zajął Niemiec o nazwisku Bloch.


Pozwolenie na powrót Ireny Krzywoszyńskiej z Trzemeszna do Margonina (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)


Ze względu na pogarszający się stan zdrowia, gruźlicę oraz starania żony, Feliks Krzywoszyński został zwolniony z niewoli. Do domu wrócił słaby, na wózku inwalidzkim. Podjął jednak próbę zorganizowania konspiracji w Margoninie. Pomagała mu w tym jego żona, która miała pełnić rolę łączniczki pomiędzy nim a Piotrem Kowalikiem – działaczem z powiatu wągrowieckiego. Ponadto Krzywoszyński próbował nawiązać kontakt z aktywem konspiracyjnym w powiecie.

Jego działania nie przyniosły zamierzonego skutku, gdyż zmarł, pomimo prób leczenia, 10 sierpnia 1940 roku w Poznaniu. Tam też został pochowany na Cmentarzu Górczyńskim.

Można się spotkać także z nieznacznie innym przedstawieniem historii Feliksa Krzywoszyńskiego: „Około 15 kilometrów od Chodzieży leży małe, dwutysięczne miasteczko Margonin. Do wojny jedynym lekarzem w Margoninie był dr Feliks Krzywoszyński (urodzony w r. 1904, dyplomowany w r. 1933 w UP). Mieszkał tam z żoną lekarką, ale wówczas, krótko przed wojną, ona nie praktykowała. Zmobilizowano go na wojnę 24 sierpnia 1939 r. i jako podporucznik przybył do Torunia, mimo że chorował na cukrzycę. Po tygodniu skierowano go do Szpitala w Toruniu w celu demobilizacji. Ale nazajutrz wybuchła wojna i dr Krzywoszyński, pomimo swej choroby, znalazł się ze swym ewakuowanym szpitalem wojskowym w kampanii wrześniowej. W rejonie Bzury został wzięty do niewoli niemieckiej. Dzięki niesłychanie ofiarnym staraniom żony 23 października 1939 r. zwolniono go ze szpitala niemieckiego w Łodzi. Przez Trzemeszno wrócił do Margonina. Był nie do poznania. Mimo choroby przyjmował pacjentów w swym gabinecie, a wizyty domowe załatwiała żona. Jednak stan zdrowia, niezależnie od troskliwej opieki pogarszał się z każdym dniem. Pod koniec lipca 1940 r. dołączyło się zapalenie płuc i 10 sierpnia 1940 r. Krzywoszyński zmarł w Poznaniu w Szpitalu Sióstr Elżbietanek przy ul. Łąkowej na oddziale dla Polaków. Niewątpliwie zmarł jako ofiara wojny, mając zaledwie 36 lat” [Martyrologia lekarzy wielkopolskich podczas okupacji hitlerowskiej, „Przegląd lekarski” Michał Przychodzki, 1978, nr 1, s. 118-119].

Irena Krzywoszyńska została sama, z dwojgiem małych dzieci, siostrą i matką we wcielonym do III Rzeszy Margoninie.

„Róża”

1940-1945

Po wcieleniu Wielkopolski do III Rzeszy Polacy zdecydowali się na podjęcie działalności konspiracyjnej. Armia Krajowa w Chodzieży założona została przez przedwojennego burmistrza miasta, Bronisława Marona, który miał kontakt m.in. z centralą w Poznaniu oraz grupą AK z Sierakowa. Kryptonimami chodzieskiej grupy były „Chodnik” oraz „Węglarnia”.

W tym samym czasie w okolicach Margonina działała niezależna, około trzydziestoosobowa grupa, „Burza”. Została ona założona przez Marcelego Krzyckiego z Karolinki, Antoniego Rutkowskiego z Szamocina oraz Józefa Bełcha z Lipiej Góry. W lutym 1941 roku dowódca, Marceli Krzycki pseud. „Iwan”, nawiązał kontakt z konspiracją pomorską.

Do udanych akcji margonińskiej grupy partyzanckiej zaliczyć można m.in. zdobycie radia ze Szkoły Leśnej w Margońskiej Wsi zimą 1941 roku, atak na areszt miejski w Szamocinie i przejęcie tam kilku sztuk broni palnej oraz amunicji we wrześniu 1943 roku, kradzież 320 kg masła z mleczarni przy ulicy Długiej w Margoninie 18 stycznia 1944 roku, zdobycie dużej liczby mundurów i bielizny wojskowej z magazynów Szkoły Leśnej w Margońskiej Wsi 21 maja 1944 roku.

W czerwcu 1944 roku zdecydowano o podporządkowaniu margonińskiej jednostki grupie chodzieskiej.

We wspomnieniach Pawła Bednarskiego pseud. „Sęk”, komendanta AK w Chodzieży, czytamy: „Zasadniczym celem organizacji było przygotowanie przyszłego powstania, zorganizowanie broni, pomocy materialnej i finansowej dla rodzin będących w szczególnie trudnych warunkach, a także zbieranie informacji o wojskach nieprzyjacielskich” [550 lat miasta Chodzieży (ludzie, fakty, wspomnienia), praca zbiorowa pod red. Jana Szelmeczki, Chodzież 1984].


Irena Krzywoszyńska z dziećmi (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)


Irena Krzywoszyńska postanowiła wznowić pracę zawodową. Należała do nielicznych lekarzy prowadzących praktykę w okolicach Chodzieży na początku lat 40. XX wieku. Otrzymała od władz III Rzeszy pozwolenie na swobodne poruszanie się po terenie powiatu, dzięki czemu mogła przemieszczać się pomiędzy Margoninem a Chodzieżą.

We wspomnieniach mieszkańców Margonina z tego okresu zapisała się jako lekarka ciepła, troskliwa, potrafiąca nawiązać dobry kontakt z pacjentami. Leczyła wszystkich bez względu na narodowość. W opiece nad chorymi pomagała jej siostra, Janina. Stan ten nie trwał jednak przez całą wojnę, gdyż Janina Nowakowska została wywieziona na roboty.

Jesienią 1942 roku Irena Krzywoszyńska została zaprzysiężona przez komendanta, ppor. Pawła Bednarskiego pseud. „Sęk”, na szefa sanitarnego Obwodu AK Chodzież. Rozpoczęła działalność pod pseudonimem „Róża”, a także „Irena”.

Irena Krzywoszyńska stała się nie tylko szefem sanitarnym Obwodu AK, ale także członkiem komendy obwodu Armii Krajowej oraz łącznikiem pomiędzy margonińską grupą a grupą Armii Krajowej z Chodzieży. W jej mieszkaniu odbywały się także narady konspiracyjne. Ze względu na obecność w domu dzieci, wszystkie prowadzone rozmowy dotyczące konspiracji, prowadzone były w języku niemieckim. Niemniej jednak znajomość języka okupanta sprawiała, że dzieci także rozumiały wszystko, o czym mówili dorośli.

Paweł Bednarski pseud. „Sęk” wspomina: „Do organizacji wciągnąłem wtedy również Irenę Krzywoszyńską, lekarkę z Margonina. Mąż jej, ppor. Feliks Krzywoszyński, był w kampanii wrześniowej lekarzem, a po powrocie z obozu zmarł 10 stycznia 1940 r. Irena Krzywoszyńska, matka dwojga małych dzieci, wkrótce odegrała dużą rolę w naszej organizacji, a to z uwagi na fakt, iż hitlerowcy pozwolili jej na prowadzenie praktyki lekarskiej wśród ludności polskiej powiatu chodzieskiego. Mając konia i wóz, na którym znajdowała się skrzynia z podręczną apteczką, Krzywoszyńska jako lekarz dosyć swobodnie poruszała się w terenie, nie budząc podejrzeń policji. Łączyła doskonale sprawy lecznictwa z zagadnieniami konspiracji” [Konspiracja pod Gontyńcem, Paweł Bednarski, s. 14].


Obóz w Żabikowie – wygląd z lutego 1945 r. 19 stycznia 1945 r., gdy zbliżała się Armia Czerwona, więźniów wywieziono do obozu w Sachsenhausen, a baraki podpalono (ze zbiorów Muzeum Martyrologicznego w Żabikowie)


W 1943 roku do chodzieskiej grupy AK kilkakrotnie przyjechał szef sztabu okręgu, mjr Jan Kamiński (pseud. „Franek”, „Rokita”, „Czarny”, „Czarnecki”, „Leon Nowak”, „Jan Wawrzyniak”). Odwiedził wówczas mieszkanie Ireny Krzywoszyńskiej w Margoninie. W przedostaniu się do miasta przez Jezioro Margonińskie pomógł mu członek margonińskiej konspiracji, rybak Bolesław Winkowski. Kamiński dostarczył Krzywoszyńskiej worek z lekami, którymi ona później dysponowała. Nieznane są tematy rozmów między Ireną Krzywoszyńską a Janem Kamińskim, lecz sama jego obecność świadczy o randze Krzywoszyńskiej jako członka AK.

W działalności konspiracyjnej Ireny Krzywoszyńskiej niebagatelną rolę odgrywał koń cyrkowy Aza. Cieszył się on popularnością wśród miejscowej ludności dzięki niezwykłym sztuczkom, m.in. maszerowaniem i stawaniem na dwóch nogach. Wykorzystywany był w celu sprawnego przemieszczania się po okolicy, odbywania wizyt lekarskich, przejazdów do Chodzieży. Wszystkie wyjazdy do tego miasta wiązały się z wizytą w kuźni Franciszka Jankowskiego (działacza konspiracji przy ulicy Zielonej 2. Oficjalnym powodem była potrzeba podkucia konia. W rzeczywistości kuźnia stanowiła skrzynkę kontaktową, gdzie Irena Krzywoszyńska spotykała się z Pawłem Bednarskim, który, jako woźnica, również tam przybywał. Podczas leczenia konspiratorów Krzywoszyńska korzystała z apteczki znajdującej się w skrzyni na wozie. W czasie przejazdów między Margoninem a Chodzieżą Irena rzucała po kryjomu chleb dla budujących drogę Żydów.

Niemcy, podejrzewając działalność AK w powiecie, dążyli do jej rozpracowania. W 1944 roku podstawili agenta, Józefa Przybyła. Kiedy konspiratorzy zdali sobie sprawę, że w ich szeregach znajduje się denuncjator, zdecydowali się na jego likwidację, do której miało dojść podczas umówionego z nim spotkania w rejonie młyna Piłka nieopodal Margonina. Przybył nie stawił się jednak na miejsce.

Informacje uzyskane przez Józefa Przybyła pozwoliły Niemcom na poznanie całej struktury chodzieskiej konspiracji. 8 sierpnia 1944 roku przeprowadzili akcję „Apfelbaum”, podczas której aresztowano niemal wszystkich działaczy konspiracyjnych powiatu, w tym Irenę Krzywoszyńską.

Niemcy przeszukali jej mieszkanie. Najprawdopodobniej wówczas zarekwirowana została Aza. Nie znaleziono natomiast radia, które znajdowało się pod łóżkiem jednego ze śpiących dzieci.

Początkowo Irena Krzywoszyńska więziona była w areszcie policyjnym. 10 sierpnia wraz z innymi aresztowanymi została przewieziona do Domu Żołnierza w Poznaniu. Gdy wyprowadzano ich z budynku policji, Irena, jako jedyna nieskuta osoba, krzyczała do syna, Tomasza: „Pamiętajcie, jeśli nie wrócę, to wiedzcie, za co zginęłam”. Była wówczas już bardzo pobita.

Zaczął się dla niej czas okrutnych przeżyć obozowych, głodu i poniewierki.


Dom Żołnierza im. marszałka Józefa Piłsudskiego w Poznaniu, w czasie okupacji siedziba Gestapo. Zdjęcie z 1942 r. (źródło Fotopolska)


25 września 1944 roku została przetransportowana do Więzienia Policji Bezpieczeństwa i Wychowawczego Obozu Pracy Poznań-Junikowo w Żabikowie. Spędziła tam pięć dni. Była wielokrotnie przesłuchiwana przez Gestapo, a przy tym bita i torturowana. Jeden z gestapowców, pochodzący z Szamocina Justus Schmidt, wybił jej wówczas zęby. W czasie pobytu w Żabikowie Irena Krzywoszyńska, jako jedyna, widziała ciało zabitego tam przez Niemców Bronisława Marona.

30 września Irenę Krzywoszyńską przewieziono do obozu w Ravensbrück, gdzie nadano jej nr obozowy 75648. Została lekarzem obozowym. Jej zadania ograniczały się do stwierdzania tyfusu, określania zdolności do pracy i stwierdzania zgonów. Irena Krzywoszyńska badała wówczas przyszłą błogosławioną Kościoła katolickiego, Natalię Tułasiewicz.

24 listopada Irena Krzywoszyńska została przewieziona do obozu Flossenbürg-Holleischen, gdzie otrzymała numer 60155.

Pobyt w KL Flossenbürg-Holleischen wywarł szczególny wpływ na osobowość Ireny, a wspomnienia mocno wryły się w jej pamięć. Była więziona w jednej celi z Niną Schenk Gräfin von Stauffenberg, żoną Clausa Schenka von Stauffenberga, aresztowanej po przeprowadzonym przez jej męża zamachu na Adlofa Hitlera.

Szczególnie agresywne były strażniczki. Litość wobec więźniarek okazywał przychylny Austriak, który grubo obierał ziemniaki, by mogły się dożywić obierkami. Ponadto pokazywał im gazety, których artykuły świadczyły o kolejnych klęskach Rzeszy.

Irena Krzywoszyńska ponownie pełniła rolę lekarki obozowej. W pracy Irenie pomagała radziecka spadochroniarka, Maria. Podawała się za wzorową komunistkę. Powiedziała, że gdy przyjdą sowieci, będą sprawdzać, kto jest komunistą, a kto nie.

Na przełomie kwietnia i maja 1945 roku do Holýšova dotarły informacje o zbliżającej się armii amerykańskiej. Z rozkazu otrzymanego przez dowódcę obozu wynikało, że w przypadku zbliżenia się Amerykanów obóz ma zostać spalony wraz z jego więźniarkami. Wykonanie rozkazu uniemożliwili polscy żołnierze z Brygady Świętokrzyskiej, którzy wyzwolili obóz 5 maja 1945 roku. Amerykanie wyzwolili cały Holýšov cztery dni później.

Irena Krzywoszyńska wspominała wielokrotnie dzień wyzwolenia. Wzruszającym przeżyciem był dla niej widok żołnierzy z orzełkami na mundurach. Krótko po wkroczeniu Polaków do obozu przeprowadzono sąd nad oprawcami. Niemal cały personel obozu został stracony, wypuszczono jedynie Austriaka i jedną Niemkę.


Żołnierze Brygady Świętokrzyskiej NSZ i grupa uwolnionych więźniarek obozu w Holýšovie (niem. Holleischen), 5 maja 1945 r. (ze zbiorów Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej)


9 maja 1945 roku Holýšov znalazł się w amerykańskiej strefie okupacyjnej.  Irena Krzywoszyńska, podczas pobytu na Zachodzie, poznała żonę Stanisława Mikołajczyka, Cecylię, która zaproponowała jej emigrację do Argentyny, Kanady, Południowej Afryki, Nowej Zelandii lub Australii. Irena zdecydowała się jednak wrócić do Polski. Chciała znaleźć się ponownie ze swoimi dziećmi, siostrą i matką, czekającymi na nią w Margoninie.

Kiedy Irena Krzywoszyńska była więziona, rozgrywał się dramat jej dzieci, będących pod opieką ich babci, Julianny Nowakowskiej. Krótko po aresztowaniu Ireny pozostali domownicy zostali przeniesieni do innego mieszkania. Przydzielono im jedną izbę. Dzieci i matka Ireny głodowały. Z relacji wnuka Ireny Krzywoszyńskiej wynika, że dochodziło do sytuacji, gdy jadały nawet wapno z pobielanych ścian mieszkania.

W styczniu 1945 roku, gdy do Margonina zbliżała się Armia Czerwona, Niemcy popadli w panikę. Miasto miało zostać zlikwidowane. Zamierzano rozstrzelać mężczyzn na rynku, a kobiety zagazować w szkole. Ratunek przyniosło wykonanie telefonu z poczty w Margoninie do Białośliwia z błaganiem o pomoc, gdzie znajdowali się już żołnierze radzieccy. Armia Czerwona wkroczyła do Margonina 22 stycznia 1945.

Bronisław Maron, pseud. „Mars”, „Łysy” – ur. 28 kwietnia 1888 roku w Koślince, zm. 22 sierpnia 1944 roku w Żabikowie. Burmistrz Chodzieży w latach 1923-1935; organizator AK w Chodzieży i konspiracyjnej administracji powiatu; zamęczony przez Gestapo w obozie w Żabikowie w 1944 roku (zdjęcie ze zbiorów Muzeum Martyrologicznego w Żabikowie).

Jan Kamiński, pseud. „Franek”, „Rokita”, „Czarny”, „Czarnecki”, „Leon Nowak”, „Jan Wawrzyniak” –
ur. 27 sierpnia 1912 w Ostrowie, zm. 7 czerwca 1944 roku w Żabikowie – major, szef sztabu Okręgu Poznań Armii Krajowej, rozstrzelany przez Gestapo w obozie w Żabikowie (zdjęcie ze zbiorów Muzeum Martyrologicznego w Żabikowie).

Koń Aza i wóz, którym jeździła Irena Krzywoszyńska w okresie okupacji (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

Fragment listy więźniów z nazwiskiem Ireny Krzywoszyńskiej (ze zbiorów Muzeum Martyrologii w Żabikowie)

Informacja przesłana rodzinie na temat przewiezienia Ireny Krzywoszyńskiej do obozu w Ravensbrück

Frauen-Konzentrationslager Ravensbrück – niemiecki obóz koncentracyjny dla kobiet funkcjonujący w latach 1939-1945 w okolicy Fürstenberg w Brandenburgii

Dokumenty związane z pobytem Ireny Krzywoszyńskiej w obozie w Flossenbürgu.

Konzentrationslager Flossenbürg-Holleischen– niemiecki obóz koncentracyjny dla kobiet istniejący w latach 1944-1945, filia obozu KL Flossenbürg

Zaświadczenie dotyczące wojennych losów Ireny Krzywoszyńskiej, wydane przez Zarząd Powiatowy ZBoWiD, 1973 r. (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

Dokument przyznający Irenie Krzywoszyńskiej nagrodę miasta Szamocina (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

Legitymacja Izby Lekarskiej Poznańskiej, 1945 r. (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

Legitymacja – zarejestrowanie pielęgniarki Janiny Nowakowskiej w Izbie Lekarskiej Poznańskiej, 1946 r. (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

Irena Krzywośzyńska z dziećmi, lata 60. (ze zbiorów Kazimierza Falaka)

Irena Krzywoszyńska z wnuczką Anną Chojnacką (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

Irena Krzywoszyńska nad morzem, 1. połowa lat 70. (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

Nekrolog (ze zbiorów Anny Chojnackiej-Czachór)

Lekarka

1945-1981

Po zakończeniu wojny w Margoninie niejednokrotnie pojawiały się pogłoski o powrocie dr Krzywoszyńskiej do miasta. Za każdym razem zbierano orkiestrę, która miała uroczyście przywitać na dworcu kolejowym uwielbianą lekarkę. Kolejna taka informacja nie wzbudziła zainteresowania mieszkańców. Okazało się jednak, iż tym razem Irena Krzywoszyńska faktycznie powróciła. Nie przygotowano wtedy uroczystego powitania, które odbyło się dopiero następnego dnia. Lekarka przywiozła ze sobą dwie walizki wypełnione prezentami dla mieszkańców. W głównej mierze były to słodycze dla dzieci.

Do Margonina wróciła także siostra Ireny Krzywoszyńskiej, Janina Nowakowska. Wojnę przeżył wywieziony do obozu Paweł Bednarski. Marceli Krzycki najprawdopodobniej zginął w obozie w Żabikowie pod koniec 1944 lub na początku 1945 roku. Do domów nie powrócili również Bolesław Winkowski i Franciszek Jankowski.

W sierpniu 1945 roku Irena Krzywoszyńska została doceniona przez Zarząd Miejski Szamocina. Otrzymała 3 tysiące złotych na ponowne urządzenie swojego gabinetu.

Po wojnie Irena Krzywoszyńska ponownie zamieszkała w mieszkaniu przy Rynku. Owdowiała podczas wojny właścicielka kamienicy, Franciszka Michalak, w 1946 roku wyszła powtórnie za mąż za Tomasza Kańczugę.


Irena Krzywoszyńska z synem Tomaszem (1937-2016) i córką Teresą (po mężu Chojnacką, 1935-2006) (ze zbiorów Kazimierza Falaka)


Irena Krzywoszyńska stała się dla komunistów osobą niepewną. Była inwigilowana przez dwóch członków Urzędu Bezpieczeństwa. Przebywali oni w jej gabinecie także wtedy, gdy badała pacjentów. Z trudem udawało się nakłonić ich do wyjścia z pomieszczenia na czas wykonywania części badań.

 Po wojnie Irena Krzywoszyńska utrzymywała kontakt z Piotrem Kowalikiem, z którym działała w konspiracji. Jej przyjacielem stał się ks. Franciszek Winiecki.

Wkrótce Irena Krzywoszyńska z rodziną przeprowadziła się do Szamotuł. Kontynuowała tam praktykę lekarską. Bez reszty oddawała się pracy. Najważniejsi stali się dla niej pacjenci. Prawdopodobnie miało to związek ze stwierdzonym u niej zespołem pourazowym. Nigdy więcej nie powróciła do Margonina. Starała się unikać rozmów na temat wojny. Pozostawała osobą wierzącą. Nie przywiązywała wagi do spraw materialnych. Dużo podróżowała, odwiedziła, m.in. Turcję i Egipt.


W Szamotułach Irena Krzywoszyńska mieszkała z dziećmi i siostrą Janiną najpierw przy ul. Poznańskiej 14, a następnie w bloku przy Obornickiej (zdjęcia ze zbiorów Muzeum-Zamku Górków i Spółdzielni Mieszkaniowej w Szamotułach)


Irena Krzywoszyńska przestała być aktywna od czasu wylewu, jakiego doznała w 1979 roku. Najprawdopodobniej miał on związek z wypadkiem, do którego doszło rok wcześniej – potrąceniem przez motocykl. Od tego czasu mieszkała w Poznaniu. Przebywała w domu pod opieką córki Teresy i wnuczki Anny. Pomimo wylewu i kłopotów ze zdrowiem nie zrezygnowała z nałogu palenia papierosów.

Zmarła 5 listopada 1981 roku w Poznaniu. Została pochowana 9 listopada na cmentarzu w Szamotułach. W 1995 roku, w obecności wnuczki, przeprowadzona została ekshumacja Ireny Krzywoszyńskiej. Jej grób, ze względów rodzinnych, został przeniesiony na Cmentarz Miłostowski w Poznaniu, gdzie spoczywa wraz z innymi członkami jej rodziny.

Irena Krzywoszyńska z pasją podejmowała trudne zadania, stając zawsze po stronie spraw najważniejszych. Nie zawiodła ani w czasach pokoju, ani wojny. Gotowa dać z siebie wszystko – żyła dla obcych ludzi, dla rodziny, dla Ojczyzny. Była człowiekiem o wielkim sercu, wrażliwym i dobrym, a jednocześnie odważnym i silnym. Można się na niej wzorować. Z szacunkiem i miłością wspominają ją wnuki. Powtarzają słowa, które wypowiedziała do syna, Tomasza, w chwili, gdy z budynku aresztu przeprowadzano ją do więzienia: „wiedzcie, za co zginęłam”. Była z siebie dumna i miała do tego prawo. Przygotowana na śmierć, przetrwała obozy zagłady. Po wojnie podjęła nowe wyzwania. Myśląc o niej, pamiętajmy, co jest w życiu ważne, dla czego warto żyć i umrzeć.

Jan Chraplak, Oliwia Kończak, Olgierd Krzyżaniak

praca napisana pod kierunkiem Agnieszki Ptakowskiej-Sysło

(I Liceum Ogólnokształcące im. św. Barbary w Chodzieży)

Bibliografia:

Literatura:

  • Chmielewski, S., Dzieje Chodzieży, Chodzież 1998.
  • Janiszewski, W. L., Margonin na starej fotografii, Margonin 2001.
  • Janiszewski, W. L., Znani i nieznani: margoniński słownik biograficzny, Poznań 2008.
  • Kogut-Piotrowska, M., Gierczak, A., Serca niezagasłe wspomnienia więźniarek z Ravensbrück, Warszawa 1979.
  • Libicki, M., Wryk, R., Zbrodnie niemieckie w Wielkopolsce w latach 1939-1945, Poznań 2004.
  • Łuczak, A., Pietrowicz, A., Ze strachem pod rękę i śmiercią u boku: Wielkopolanki w konspiracji 1939-1945, Poznań 2006.
  • Płonka, K., Martyrologium obozu hitlerowskiego w Żabikowie 1943-1945,
    Żabikowo 2004.
  • Przychodzki, M., Martyrologia lekarzy wielkopolskich podczas okupacji hitlerowskiej, „Przegląd lekarski” 1978, nr 1.
  • Ptakowska-Sysło, A., Konspiracja chodzieska 1939-1945 [online], [dostęp 20 czerwca 2017], dostęp w Internecie: http://www.polska1918-89.pl/pdf/konspiracja-chodzieska-19391944,2207.pdf
  • Rzepa, K., Dzieje Margonina, Poznań 2002.
  • Spis lekarzy, członków Związku Lekarzy Państwa Polskiego okręg wielkopolski, stowarzyszenie zap. w Poznaniu  [online], Poznań, [dostęp 25 maja 2017], dostęp w Internecie: http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/applet?mimetype=image/x.djvu&sec=f
    alse&handler=djvu_html5&content_url=/Content/2411/index.djvu.
  • Spis lekarzy, członków wlkp. Związku Lekarzy (okręg wielkopolski Związku Lekarzy Państwa Polskiego)  [online], Szamotuły 1939, [dostęp 25 maja 2017], dostęp w Internecie: http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/applet?mimetype=image/x.djvu&sec=f alse&handler=djvu_html5&content_url=/Content/72036/directory.djvu.
  • Szelmeczko, J. 550 lat miasta Chodzieży, Chodzież 1984.
  • Szymankiewicz, Z., W konspiracji wielkopolskiej: 1939-1945; wybór wspomnień, Poznań 1993.
  • Woźniak, M., Encyklopedia konspiracji wielkopolskiej: 1939-1945, Poznań 1998.
  • Ziółkowska, A., Zniewolony Poznań 1939-1945, Żabikowo 2007.
  • Ziółkowska, A., Żabikowo: archeologia miejsca pamięci, Żabikowo 2008.

Archiwa:

  • Archiwum Muzeum Martyrologicznego w Żabikowie:
    • Notatki Zenona Szymankiewicza z wywiadu z Ireną Krzywoszyńską
  • Archiwum KZ-Gedankstätte Flossenbürg
    • Lista więźniów obozu KL Flossenbürg
    • Dokumentacja pobytu w obozie Ireny Krzywoszyńskiej

Strony WWW:

  • Historia – Wielkopolskie Centrum Pulmonologii i Torakochirurgii, [online], [dostęp 15 maja 2017], dostępny w Word Wide Web: http://wcpit.pl/pl/o-nas/historia,9
  • Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej – Okręg Wielkopolska – Bronisław Maron [online], [dostęp 16 maja 2017], dostępny w Word Wide Web: http://akwielkopolska.pl/biograms/index/biograms/1,128,0,0,Biogramy,Strona1,1.html

Relacje ustne:

  • Relacja Anny Chojnackiej-Czachór, wnuczki Ireny Krzywoszyńskiej, uzyskana dn. 4 maja 2017 r. w Poznaniu
  • Relacja Przemysława Krzywoszyńskiego, wnuka Ireny Krzywoszyńskiej, uzyskana dn. 15 maja 2017 r. w Poznaniu
  • Relacja Zygmunta Piechockiego, mieszkańca Margonina, uzyskana dn. 8 maja 2017 r. w Margoninie
  • Relacja Dionizji Piechowiak, mieszkanki Margonina, uzyskana dn. 1 maja 2017 r. w Margoninie
  • Relacja Sabiny Rusin, mieszkanki Margonina, uzyskana dn. 1 maja 2017 r. w Margoninie

Szamotuły, 27.11.2020

Irena Krzywoszyńska. Portret „Róży”2025-01-03T12:52:43+01:00

Aktualności – październik 2020

Wystawa plenerowa zdjęć Szamotuły wczoraj i dziś

W końcu października na terenie przy Szamotulskim Ośrodku Kultury pojawiła się plenerowa wystawa, zorganizowana w ramach V Wielkopolskiego Festiwalu Fotografii im. Ireneusza Zjeżdżałki organizowanego przez WBPiCAK – Wojewódzką Bibliotekę Publiczną i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu

Wystawa prezentuje Szamotuły z początków ubiegłego wielu – zatrzymane na starych pocztówkach i współczesne, zarejestrowane cyfrowymi aparatami pasjonatów fotografii z Klubu i Sekcji Fotograficznej SzOK. Pomysłodawcą projektu jest Wojciech Andrzejewski.



Sukcesy artystyczne Julianny Sroki-Kierończyk

Julianna Sroka-Kierończyk odnosi sukcesy artystyczne na poziomie ogólnopolskim ‒ serdecznie gratulujemy! Szamotulanka ma 16 lat, a zwycięża w konkurencji z osobami dorosłymi, często o wieloletnim doświadczeniu scenicznym. Ostatnio na ważnej imprezie, jaką są Biłgorajskie Spotkania z Poezją Śpiewaną i Piosenką Autorską, nie tylko zdobyła nagrodę („Małe Sitko Nadziei”), ale także została nominowana przez jury do udziału w finale konkursu legendarnego Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie. To wielkie wyróżnienie, bo to przecież konkurs, którego laureatami w przeszłości byli Marek Grechuta, Ewa Demarczyk czy Maryla Rodowicz.

Przed Julą i jej akompaniatorami: Krzysztofem Łączkowskim i Hermanem Żatuchinem jeszcze włocławski finał Ogólnopolskiego Konkursu Recytatorskiego w poezji śpiewanej, do którego zakwalifikowali się w czasie eliminacji wojewódzkich.. Julianna została też finalistką Ogólnopolskiego Konkursu Recytatorskiego w kategorii recytacji (w Ostrołęce). To także sukcesy Piotra Dehra ‒ instruktora Centrum Kultury Zamek w Poznaniu, przez wiele lat współpracującego także z Szamotulskim Ośrodkiem Kultury. Przed Julianną trzy gorące artystyczne weekendy: Ostrołęka, Kraków, Włocławek.

Przypominamy, że w przeszłości Julianna Sroka-Kierończyk trzykrotnie została laureatką konkursu „Szamotuły – miejsce dla talentów” (zwyciężyła w jednej z edycji, była finalistką i otrzymała wyróżnienie), zdobyła także wiele nagród na innych konkursach piosenki i recytatorskich (również gwarowych), np. w grudniu ubiegłego roku zajęła I miejsce w kategorii młodzieżowej IX Ogólnopolskiego Konkursu Recytatorskiego im. R. Brandstaettera w Trzciance. W tym roku Julianna zwyciężyła także w Ogólnopolskim Konkursie Literackim „Opowiedz mi swoją Bajkę”, którego organizatorem były Kwileckie Centrum Kultury i Edukacji im. Floriana Mazurkiewicza oraz Biblioteka Publiczna w Kwilczu.

Julianna Sroka-Kierończyk tworzy duet o nazwie Silk z inną szamotulanką ‒ Zuzanną Strzelczyk. Dziewczyny wykonują autorskie kompozycje (Julianna ‒ teksty, śpiew, Zuzanna ‒ muzyka, fortepian i skrzypce), kilkakrotnie dawały minirecitale (m.in. wystąpił w szamotulskim kinie jako support zespołu Lor), a w 2018 r. zdobyły wyróżnienie w kategorii poezji śpiewanej w Ogólnopolskim Turnieju Sztuki Ożywiania Słowa o Laur Rodu Górków w Szamotułach.

Julianna jest uczennicą 2 klasy liceum, do matury zostały jeszcze ponad dwa lata. Co dalej? Marzy o scenie i pracuje, aby to marzenie kiedyś spełnić, a my ‒ oczywiście ‒ gorąco jej tego życzymy.

Zdjęcia Emilia Matuszko, Kasia Klimkowska i SzOK



Spacer po lesie – tego nam trzeba!

Polecamy dziś dwa rezerwaty leśne w naszym regionie: Brzęki przy Starej Gajówce oraz Bytyńskie Brzęki (zdjęcia z pleneru – Sekcja i Klub Fotograficzy SzOK). Oba rezerwaty położone są w komplekcie leśnym na południe od Bytynia (gmina Kaźmierz), chronią las grądowy (wielogatunkowy las liściasty z przewagą grabów i dębów) wraz z okazami jarząbu brekinii (zwanego też brzękiem). Podążając z Bytynia ul. Pocztową, po wejściu do lasu po lewej stronie widzimy tablice informacyjne rezerwatu Brzęki przy Starej Gajówce (obecnie 6,45 ha, utworzony w 1959 r., 37 egzemplarzy brekinii). Drugi rezerwat położony jest 2 km dalej (poruszamy się zielonym szlakiem) – to większy obszar (obecnie 15,15 ha, rezerwat utworzony w 1959 r.), z 138 zinwentaryzowanymi okazami brekinii i pomnikowymi dębami, z rzadszych roślin rośnie tam wawrzynek wilczełyko.

Jak wygląda jarząb brekinia (brzęk)? To drzewo dorastające do ok. 25 m,  ale w dużym zacienieniu może mieć też postać krzewu. W Polsce jest dość rzadki i osiąga północno-wschodnią granicę występowania. Ma szerokojajowate liście z nierównymi ząbkami, jesienią przebarwiające się na czerwono. Wiosną ma białe kwiaty, owoce kuliste lub jajowate (ok. 1 cm), najpierw czerwonożółte, potem przebarwiają się na brązowo.

Wiecie, że spacer po lesie wzmacnia odporność, zmniejsza stres, może pomóc w depresji, poprawić pracę mózgu i obniżyć ciśnienie krwi?

Zdjęcia – Klub i Sekcja Fotograficzna Szamotulskiego Ośrodka Kultury



Historia ul. Poznańskiej

W sobotę, 10 października, odbył się nasz – 6. już – Spacer z Historią, tym razem ul. Poznańską. To ulica w Szamotułach, która w przeszłości nosiła najwięcej różnych nazw: Poznańska, Posenerstrasse (w okresie zaborów), znów Poznańska, od 1933 r. ul. Prezydenta Ignacego Mościckiego, w czasie niemieckiej okupacji – Bismarckstrasse, w latach powojennych: Poznańska, Ignacego Daszyńskiego (1947-51), Rewolucji Październikowej (1951-90) i znów Poznańska. Był to główny trakt, którym przez wieki wyruszano z Szamotuł do Poznania (przez Kępę, Baborówko, Pamiątkowo, Rokietnicę).

Na rzece kończyły się Szamotuły (tam w przeszłości stała drewniana brama miejska), a rozpoczynało się przedmieście Poznańskie, na którym do początku XIX w. stał kościół św. Ducha (okolice krzyża) i szpital parafialny. Drewniany kościół na planie krzyża powstał prawdopodobnie w XVI wieku; wiadomo, że miał wieżę i otoczony był cmentarzem. Pozostałości pochówków na tym terenie odnajdywano na początku XX wieku w czasie wznoszenia kamienicy Sundmannów (Poznańska 22), a także w latach 70. tego wieku podczas budowy centrali telefonicznej i później w czasie różnego typu prac ziemnych. Kościół św. Ducha nazywany był kościołem szpitalnym, gdyż ściśle związany był z fundacją w tym miejscu szpitala parafialnego, podobnie jak inne tego typu obiekty pełniącego funkcję przytułku dla chorych i biednych. Kościół został rozebrany w pierwszych latach XIX wieku. Za przedmieściem Poznańskim rozpoczynała się Nowa Wieś (ul. Nowowiejska, od 1946 r. – Feliksa Nowowiejskiego, kompozytora mającego związki z Szamotułami).

Ważnym publicznym miejscem Szamotuł do lat 70. XX w. była Sala Sundmanna – w tamtych czasach największa sala w mieście. To tam odbyły się niezwykle ważne zebrania u progu niepodległości Polski: wyłoniono radę żołnierską, zwołano wiec po wybuchu powstania wielkopolskiego. Tam w 1926 r. protestowano przeciwko zamachowi majowemu, a w następnych latach uroczyście obchodzono imieniny marszałka Piłsudskiego. W Sali Sundmanna od początku lat 20. mieściło się pierwsze szamotulskie kino o nazwie „Monopol”, na scenie występowały liczne w międzywojniu grupy teatralne: przyjezdne i miejscowe (np. Koło Sceniczne im. Juliusza Słowackiego prowadzone przez artystę malarza Wacława Masłowskiego, nauczyciela gimnazjum i mieszkańca ul. Poznańskiej), a w 1932 r. odbyła się premiera słynnego „Wesela szamotulskiego”. Odbywały się tam także pokazy o charakterze sportowym, w międzywojniu np. walki zapaśnicze z udziałem Wacława Badurskiego – siłacza o międzynarodowej sławie, także mieszkańca ul. Poznańskiej, a po wojnie walki bokserskie, m.in. z udziałem najlepszego z „szamotulskich bombardierów” – Gustawa Jądrzyka (o nim w czasie spaceru opowiadał syn Bogusław Jądrzyk). W czasach PRL-u  (do 1966 r.) mieścił się tam Powiatowy Dom Kultury, na scenie występowali wówczas najpopularniejsi polscy artyści: Czesław Niemen, Maryla Rodowicz, Kasia Sobczyk, Czerwono-Czarni, Niebiesko-Czarni i inni. Potem mieścił się tam magazyn „Ruchu”, krótko – dyskoteka „Pod bykiem” i sklep meblowy. Na parterze domu Sundmannów od lat 50. działało przedszkole (w końcu lat 70 nadano mu nazwę „Bolek i Lolek”), a w sąsiednim budynku – oddział pocztowy (tzw. mała poczta).

W tej części Szamotuł – w domu rodziny Sroczyńskich (Poznańska 31) początkowo mieściła się Szkoła Rolnicza (zanim pobudowano dla niej siedzibę przy ul. Skargi – późniejsze Gimnazjum i Liceum), obiektem szkolnym był też budynek przy Poznańskiej 16.

W opowieści o ulicy muszą znaleźć się też historie jej mieszkańców. W sobotę najwięcej uwagi poświęciliśmy takim postaciom, jak wymieniani już Wacław Masłowski (1887-1943), Wacław Badurski (1902-1996), Gustaw Jądrzyk (1928-2001), a także Sylwester Niziński (1858-1927) – lekarz kilku pokoleń szamotulan, ordynator Zakładu św. Józefa (szamotulskiego szpitala), przez kilka lat lekarz powiatowy, a także działacz społeczny: członek magistratu, prezes rady nadzorczej, a potem dyrektor Banku Ludowego. Sylwester Niziński mieszkał w pięknej (zaniedbanej dziś) willi pod numerem 14, którą zbudowała dla niego firma Henryka Wysockiego – zasłużonego szamotulskiego przedsiębiorcy i działacza społecznego, który w okresie międzywojennym miał swoją ulicę w Szamotułach (od 1950 r. – Wiosny Ludów).

Dziękujemy wszystkim, którzy wzięli udział w naszym spacerze mimo niekorzystnych warunków pogodowych i konkurencji wielkiego tenisa.

Spotkanie prowadzili Agnieszka Krygier-Łączkowska i Piotr Nowak. Zdjęcia ze spaceru – Piotr Mańczak



Grzegorz Snopek ‒ szamotulanin, który nie zapomniał o swoich korzeniach

Grzegorz z Szamotuł był synem mieszczanina Macieja Snopka i bliskim krewnym Szymona (może bratem lub bratem przyrodnim), profesora medycyny na Uniwersytecie Krakowskim. Studiował w Krakowie od 1499 r., w 1501 r. uzyskał stopień bakalaureata (odpowiednik dzisiejszego licencjata), magistrem został w 1506 r.; w tym samym roku przyjął także święcenia kapłańskie. Dalsze studia odbył we Włoszech (1513-16), gdzie uzyskał stopień doktora prawa kanonicznego. Wykładał na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Krakowskiego, przez kilka lat był rektorem szkoły katedralnej w Gnieźnie. Po powrocie z Włoch do Krakowa związany był przez wiele lat z Wydziałem Prawa. W 1530 r. w imieniu uniwersytetu i Krakowa witał króla Zygmunta I. Na rektora został wybrany dwukrotnie: w semestrze 1537/1538 i 1538. Sprawował też liczne funkcje kościelne w Wielkopolsce i Krakowie. Wydał drukiem dziesięć dzieł, zachowały się także rękopiśmienne notatki do prowadzonych wykładów.

W 1530 r. ustanowił fundację dla dwóch studentów z Szamotuł lub okolic. Mieli oni otrzymywać stypendium przez 3 lata do czasu uzyskania bakalaureatu, lecz mieli też obowiązek przepracowania 3 lat w Szamotułach. W testamencie, między innymi, zapisał 1000 grzywien na szpital-przytułek w Szamotułach i posag dla wydawanych za mąż ubogich panien.


Szamotuły, 09.10.2020

PAŹDZIERNIK 2020

IMPREZY I KONCERTY


Minione



KINO

Aktualności – październik 20202025-02-24T18:39:36+01:00

Władze Szamotuł, urzędnicy i pracownicy miasta w księgach parafialnych z lat 1602-1815

Henryk Krzyżan i Wojciech Musiał

Władze miasta Szamotuły (burmistrzowie, wójtowie, rajcy, ławnicy) i inni urzędnicy oraz osoby pracujące na rzecz miasta w świetle zapisów w szamotulskich księgach parafialnych z lat 1602-1815

Podstawa opracowania:

– Archiwum Archidiecezjalne w Poznaniu – księgi parafii szamotulskiej, sygn. AAP/PM 292/-/6, AAP/PM 292/-/3, AAP/PM 292/-/1

chrzty: 1602-1620, 1624-1636, 1642-1643, 1663-1671, 1673-1817
małżeństwa: 1609-1670, 1723-1802,
zgony: 1608, 1679-1686, 1688, 1696-1720, 1723-1817

zindeksowane na potrzeby programu genealogicznego BaSIA przez Henryka Krzyżana w 2019/2020 r. oraz wybrane księgi metrykalne parafii szamotulskiej z lat po 1802 r.

Materiał pomocniczy:

Szamotulska księga ławnicza z lat 1567-1579, Antoni Gąsiorowski, Tomasz Jurek, Izabela Skierska; Muzeum – Zamek Górków w Szamotułach, Instytut Historii Polskiej Akademii Nauk w Poznaniu, Szamotuły 2010 r.;
– Archiwum Państwowe w Poznaniu – Zespół akta stanu cywilnego parafii ewangelickiej w Szamotułach, sygn. 53/3859/0;
Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, red. Izabela Skierska, Muzeum – Zamek Górków w Szamotułach, Szamotuły 2009 r.;
Szamotuły. Dzieje miasta, Piotr Nowak, Szamotuły 2020 r.;
– „Gazeta Szamotulska: niezależne pismo narodowe, społeczne i polityczne”, Szamotuły 1922-1938;
– „Z Grodu Halszki: pisemko młodzieży gimnazjalnej w Szamotułach”, Szamotuły 1931-1935;
Wielkimi wsławiona Cudami, W Obrazie Sławney Kolegiaty Szamotulskiey Naydostoynieysza Iedynego Boga Matka Maria W Roku 1666. dnia 15 Maia Swiatu Polskiemu za cudowną ogłoszona A W roku 1687. Za pozwoleniem Iasnie Wielmoznego Iegomości Xiedza Hieronima z Wielkiego Chrząstowa Wierzbowskiego, Biskopa Fessenskiego, Suffragana, Proboscza, Administratora na ten czas Biskupstwa Poznańskiego, Kustosza Warszawskiego, Iego Królewski Mości Sekretarza a za pilnym staranie Wielebnego Duchowienstwa Szamotulskiego, do druku z Cudami podana, ku większey Chwale Bozey, y czci Boga Rodzicy Panny, Poznań 1687 r.;
Starodruk „Wielkimi wsławiona cudami” opisujący dzieje cudownego obrazu Matki Boskiej z Szamotuł i łaski przy nim wyproszone: przyczynek do historii kultury religijnej doby baroku w Wielkopolsce, Krzysztof Jodłowski, Ochrona Zabytków 52/3 (206), s. 304-311 1999;
– Internetowe programy genealogiczne: Poznan-Project i BaSIA;

 Funkcje występujące w opracowaniu:

– aptekarz – wytwórca i sprzedawca leków, ale też wyrobów cukierniczych i dietetycznych, zapachowych, wina i napojów na bazie alkoholu, środków chemicznych, mydła, świec itd. (na zdrowie.pl,, encyklopedia staropolska)
– asesor – patrz: rajca;
– burmistrz (łac. proconsul) – urzędnik miejski przewodzący radzie, wskazany przez dziedzica spośród sześciu wybranych uprzednio kandydatów (spośród cechmistrzów i innych starszych, odpowiednio doświadczonych i wykształconych mieszczan). Elekcja odbywała się 2 stycznia. Zadaniem burmistrza było m. in. sprawowanie zwierzchności nad miastem, pilnowanie przestrzegania prawa oraz porządku, pośrednictwo w sprawach pomiędzy mieszczanami a dziedzicem, wybieranie podatków, nadzór nad dochodami i wydatkami miejskimi (ordynacja Józefa Mycielskiego z dnia 3 maja 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 87); w latach wcześniejszych burmistrz – w myśl prawa magdeburskiego – pełnił podobne funkcje i najprawdopodobniej obierany był w sposób zbliżony do ww. (Szamotulska księga ławnicza z lat 1567-1579, s. 8);
– burmistrz policyjny (niem. Polizei Bürgermeister) – urzędnik wyznaczony przez pruskie władze zwierzchnie, któremu podlegały w mieście sprawy policyjne oraz był pośrednikiem pomiędzy mieszkańcami a właścicielem (Szamotuły. Dzieje miasta, s. 105);
– burmistrz justycjariusz (niem. Justizbürgermeister) – urzędnik wyznaczony przez pruskie władze zwierzchnie, któremu podlegały sprawy sądowe w mieście oraz w mniejszych miejscowościach okolicznych (Szamotuły. Dzieje miasta, s. 105);
– chirurg miejski – cyrulik, ale także golibroda (balwierz) i łaziebny;
– dyrektor/bakałarz – nauczyciel szkoły szamotulskiej;
– instygator (wachmistrz) miejski – instygator miejski mianowany był przy sądach miejskich na mocy  uchwał rad miejskich. Instygatorzy wykonywali funkcję policji sądowej. Ponadto instygator przeprowadzał wstępne śledztwo i doprowadzał do urzędu miejskiego ustalonych sprawców przestępstw. Informował magistrat o niepokojach i zakłóceniach porządku publicznego w mieście. W sprawach kryminalnych przed sądem popierał skargę oskarżyciela prywatnego (delatora). W sprawie o zabójstwo mógł uczestniczyć w obdukcji zwłok. W czynności tej mógł zastąpić go woźny lub subdelegat sądu. (Wikipedia, wejście 02.09.20);
– ławnik (łac. scabinus) – członek ławy, przybrany według własnego uznania przez wójta (ordynacja Józefa Mycielskiego z dnia 3 maja 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 87);
– mistrz alias woźny – woźny sądowy albo kat ?
– poczmistrz – (niem. Posthalter) urzędnik nadzorujący wszystkie poczty konne kursujące na szlaku Poznań-Szamotuły-Szczecin na odcinkach podległych urzędowi w Szamotułach („Gazeta Szamotulska” nr 47/1936);
– rajca (łac. consul) – członek rady, przybrany według własnego uznania przez burmistrza (ordynacja Józefa Mycielskiego z dnia 3 maja 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 87);
– rewizor – kontroler sprawdzający co dwa tygodnie stan wyczyszczenia kominów w domach chrześcijańskich i żydowskich; za nienależyte wykonywanie swych obowiązków rewizor podlegał karze, za sumienne wykonywanie czynności m. in. zwolniony był z podatków miejskich (Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 144);
– sekretarz – tu: pisarz miejski;
– skotarz miejski – pasterz bydła (skotu) należącego do mieszczan;
– skryba – pisarz;
– sługa miejski, zwany też tragarzem lub dragarzem;
– stróż miejski, nocny – osoba chroniąca mienie mieszczan przed zniszczeniem bądź kradzieżą oraz zapobiegająca powstaniu pożaru;
– wójt (łac. advocatus) – urzędnik miejski przewodzący ławie, wskazany przez dziedzica spośród sześciu wybranych uprzednio kandydatów (spośród cechmistrzów i innych starszych, odpowiednio doświadczonych i wykształconych mieszczan). Elekcja wójta odbywała się 2 stycznia, równolegle z wyborem burmistrza. Bywał też zastępcą burmistrza. Zadaniem wójta było m. in. przewodniczenie ławie sądowej rozpatrującej sprawy majątkowe oraz karne mieszczan (ordynacja Józefa Mycielskiego z dnia 3 maja 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 87); w latach wcześniejszych wójt – w myśl prawa magdeburskiego – pełnił podobne funkcje i najprawdopodobniej obierany był w sposób zbliżony do ww. (Szamotulska księga ławnicza z lat 1567-1579, s. 8);
– viceadvocatus (łac.) – podwójci, ale też wójt (Szamotulska księga ławnicza z lat 1567-1579, s. 8).

Noty biograficzne w układzie chronologicznym:

Jan, kilkakrotnie wzmiankowany w r.1602 r. jako wójt (advocatus) lub wiceburmistrz; żona Urszula.

Maciej Tragarz, wzmiankowany w 1602, 1603 i 1605 r.;
żona Zofia (?), ustalone dzieci: Jan (w 1613 r. w Szamotułach syn Macieja Tragarza i Zofii wziął ślub z Anną, córką Wawrzyńca Skudlarza);
druga żona Regina, ustalone dzieci: Zofia (ur. 1605).

Agnes Haptekarka, żona niewymienionego z imienia aptekarza szamotulskiego, wzmiankowana w 1603 r.

Wojciech Barwierz, wzmiankowany w 1604 i w 1606 r. jako Wojciech chirurg;
żona Apolonia (wspomniana w 1609 r. jako Apolonia Wojciechowa barwierka), ustalone dzieci: Bartłomiej (ur. 1604).

Szymon aptekarz, mieszczanin poznański, w 1604 r. czasowo lub na stałe przebywający w Szamotułach;
żona Elżbieta, ustalone dzieci: Elżbieta (ur. w Szamotułach w 1604 r.).
W 1611 r. w Poznaniu mieszkał aptekarz Szymon Libicki wraz z żoną Elżbietą (par. kolegiata św. Marii Magdaleny, księga chrztów, wpis nr 36/1611). Czy są to te same osoby?

Wawrzyniec Tragarz; żona Anna, ustalone dzieci: Jan (ur. 1605).

Wojciech Tragarz, wzmiankowany w 1605 r. jako Wojciech Tragarz, zaś w 1608 r. oraz w 1614 r. jako „woźny alias tragarz”;
żona Agnieszka, ustalone dzieci: Jan (ur. 1605);
druga żona to zapewne Anna, ustalone dzieci: bliźnięta Michał i Mateusz (ur. 1611).

Grzegorz Tragarz, wymieniany w latach 1611 (jest chrzestnym dzieci Wojciecha Tragarza), 1615, 1616 i 1617.

Wojciech sługa miejski; żona Agnieszka, ustalone dzieci: Wojciech (ur. 1612).

Jan Baryczka alias Lenart, nazwisko pisano też Bariczka, Barycka, Bauricy, Baricio, Baritius; wymieniany w zapisach kościelnych od 1603 r. do 1616 r.;
wzmiankowany jako burmistrz (proconsul) w 1607 i 1610 r.; jako wicewójt (viceadvocatus) w 1611 i 1612 r.;

Zachariasz, występował też pod nazwiskiem/przezwiskiem Costan („de Costan” – z Kościana?) lub Tecel; wielokrotnie wzmiankowany w latach 1607-1634 jako Zachariasz Barbi, Chirurg, balwierz, łaziebnik szamotulski, cyrulik, chirurg szamotulski, barwierz, tonsor, barbitonsor;
żona Łucja (wzmiankowana jako Łucja Zachariaszewa, Zachariaszka lub Łucja Barwierka, córka Krzysztofa Kosierskiego i Doroty), ustalone dzieci: Daniel (ur. 1609), Stanisław (ur. 1611), Zofia (ur. 1614), Dorota (ur. 1616), Anna (ur. 1618), Barbara (ur. 1627), Zofia (ur. ?);
Zachariasz zmarł najprawdopodobniej w 1631 r.;
wdowa Łucja Zachariaszewa wyszła ponownie za mąż za Wojciecha Cyranika (syna Jana Cyrana z Szamotuł i Ewy, ślub w Szamotułach na początku 1632 r.).
Z lat 1613 i 1616 pochodzą wzmianki w księgach parafialnych o istnieniu w Szamotułach łaźni miejskiej (np. „Anna z łaźni”, „Joannes komornik z łaźni miejskiej”), ale sama łaźnia istniała w Szamotułach dużo wcześniej, co najmniej od lat 60. XVI w. (Szamotulska księga ławnicza z lat 1567-1579, s. 288).

Jan sługa miejski; żona Barbara, ustalone dzieci: Sebastian (ur. 1608),

Augustyn Śniadło, nazwisko pisano też Sniedło i Sajadł; kuśnierz, syn Macieja Śniadło (rozjemcy, właściciela domu, słodowni i folwarku w Szamotułach, zmarłego w 1574 r. – Szamotulska księga ławnicza, s. 271) i Barbary, urodzony najprawdopodobniej w Szamotułach ok. 1560 r. (Szamotulska księga ławnicza, s. 271); rodzeństwo: Wojciech, Bartłomiej i Zofia; występuje w księgach parafialnych od 1604 r.;
wzmiankowany jako burmistrz w 1609 r.;
żona Jadwiga, ustalone dzieci: Jan (ur.1604), Anna (w 1613 r. wyszła za mąż za Bartłomieja z Czempinia), Zuzanna (w 1615 r. wyszła za mąż za Sebastiana z Kamionnej, w 1635 r. jako wdowa po Sebastianie kuśnierzu szamotulskim wyszła za mąż za szewca Jana Czajkę – wdowca z Szamotuł), Daniel, Agnieszka (w 1609 r. wyszła za mąż za Bartłomieja z przedmieścia wronieckiego, syna Wojciecha Sołtysika, w 1626 r. jako wdowa Agnieszka Szołtysiczka wyszła za mąż za wdowca Wawrzyńca Jaskółę z Targowiska; wkrótce ponownie owdowiała i w 1632 r. wyszła za mąż za wdowca Stanisława Pariaska z Szamotuł), Zofia (w 1618 r. była chrzestną dziecka, w tym samym roku wyszła za mąż za Macieja z Ostroroga).
Augustyn Śniadło żył w Szamotułach jeszcze w 1641 r.

Jan Siekierzecki, nazwisko pisano też Siekierecky, Siekieczecki, (czy to syn Agnieszki Siekierzeckiej? – Szamotulska księga ławnicza, s. 264); mieszkał w Szamotułach co najmniej od 1602 r. do co najmniej 1634 r.;
wzmiankowany jako burmistrz (proconsul) w 1609 i 1611 r.;
żona Dorota Siekierzecka, ustalone dzieci: Jan (ur. 1603), Anna (w 1617 r. wyszła za mąż za Macieja z Grodziska), Zofia (w 1628 r. wyszła za mąż za Macieja z Lwówka).

Thomas Tragarz, wzmiankowany w 1609 r.

Jan Butel, wymieniony jako woźny w 1609 r., syn Bartłomieja i Katarzyny;
żona Elżbieta, ustalone dzieci: Jadwiga (ur. 1609);
druga żona Zofia (wdowa, córka Jana i Eufemii, ślub w Szamotułach w 1623 r.)

Stanisław Adamicjusz, nazwisko pisano też Adamides, Adamitius, Adamicius, Adamowic, Adamota, Adamczyk; prawdopodobnie jest to syn Błażeja Adamicjusza, ministra Jednoty Braci Czeskich w Szamotułach i Doroty Arnoldówny z Konina, właściciela m.in. domów i folwarku w Nowej Wsi, wzmiankowanego w Szamotułach już w 1570 r. (Szamotulska księga ławnicza, s. 212);
Stanisław Adamicjusz w szamotulskich księgach metrykalnych wymieniany jest wielokrotnie od 1606 r., w tym jako wicewójt (viceadvocatus) w 1610 i 1611 r.;
żona Regina (zwana też Regina Stanisławowa Adamowicewa, Amidis lub Jadamicewa);
czy Kasper Adamitius, kanonik i mansjonarz szamotulski, pleban w Żydowie, wymieniany wielokrotnie w księgach metrykalnych parafii szamotulskiej począwszy od 1609 r. to brat ww.?
Stanisław Adamicjusz żył w Szamotułach jeszcze w 1632 r.

Tomasz Barwierz, wymieniony w 1614 r.

Grzegorz Tragarz; wzmiankowany w latach 1615-1617.

Sebastian Sobiech; wzmiankowany jako burmistrz (proconsul) w 1612 r.;
(czy Barbara Sobiechowa wzmiankowana w r. 1625 to żona?)

Łukasz, skotarz miejski (pasterz bydła – skotu), wzmiankowany w 1612 r.;
żona Katarzyna, ustalone dzieci: Regina (ur. 1612).

Michał, rektor szkoły, wzmiankowany w 1613 r.;
żona Łucja, ustalone dzieci: Małgorzata ( w 1613 r. wyszła za mąż za Macieja z Buku).

Sebastian, burmistrz, wzmiankowany w 1613 r. (czy tożsamy z ww. Sebastianem Sobiechem?)

Stanisław Tragarz; żona Anna (ślub w Szamotułach w 1615 r.), ustalone dzieci: Agnieszka (ur. 1615).

Marcin, chirurg; żona Urszula, ustalone dzieci: Andrzej (ur. 1615), Anna (ur. 1618), Sebastian (ur. 1629), Tomasz (ur. 1629).

Tomasz, łaziebny; wzmiankowany od 1614 r. jako Tomasz Barwierz, od 1615 r. najczęściej jako Tomasz Balwierz, a w 1618 r. jako Tomasz chirurg;
żona Jadwiga, ustalone dzieci: Anna (ur. 1615);
druga żona Katarzyna, ustalone dzieci: Katarzyna (ur. 1617).

Jakub Lenart, łaziebny; wzmiankowany w 1618 r.;
żona Regina, ustalone dzieci: Elżbieta (w 1618 r. wyszła za mąż za Jana z Jastrowia);
czy wzmiankowana w r. 1626 Barbara barwierka, w 1628 r. Barbara Lenartowa – barwierka i w 1633 r. Barbara Lenartka to druga żona?

Łukasz, aptekarz; wzmiankowany od 1619 r.;
żona Justyna (zwana Aptekarka lub Haptekarka, córka Wojciecha Klas i Reginy, wzmiankowana ponadto w 1626, 1628, 1631 r.), ustalone dzieci: Justyna (ur.1619), Anna (ur. 1624), Jakub (ur. 1630);
Łukasz aptekarz zmarł najprawdopodobniej w 1631 lub 1632 r.
W r. 1632 wdowa Justyna Aptekarka wyszła za mąż za Mikołaja z Szamotuł (syna tkacza Macieja Ruszkowskiego i Ewy) i jako Justyna Aptekarka/Haptekarka wzmiankowana ponadto w 1633 i 1634 r.;
W 1632 i 1635 r. wzmiankowany jest Mikołaj Aptekarz – czy jest to drugi mąż Justyny Aptekarki, który przejął tylko nazwisko/przezwisko po pierwszym mężu Justyny, czy też faktycznie objął prowadzenie apteki?

Leonard, chirurg, wzmiankowany wielokrotnie od 1626 do 1633 r. jako Leonard chirurg, barwierz, cyrulik, barbitonsor, chirurg szamotulski. Brak informacji o stanie rodzinnym.

Maciej, sługa miejski (szamotulski); wzmiankowany w 1632 r.; żona Anna, ustalone dzieci: Małgorzata (ur. 1632).

Jerzy (Georgius), fryzjer; wzmiankowany w 1633 r.; brak innych informacji.

Marcin Kupiec; wzmiankowany wielokrotnie od 1603 r.; jako burmistrz (proconsul) szamotulski wymieniony w 1634 r.;
W kwietniu 1634 r. „w sam czas południowy całe miasto Szamotuły było w ogniu z przedmieściem… tak dalece, że sam został tylko ratusz i koło niego domostwa”;
żona Ewa ( w 1604 r. wymieniona jako „Ewa kupcewa”), ustalone dzieci: Jadwiga (w 1619 r. wyszła za mąż za Marcina z Wronek, wkrótce owdowiała i w 1624 r. wyszła za mąż za Georgiusa, zwanego Laskowic z młyna Laskowy), Łucja (ur. 1603, w 1620 r. wyszła za mąż za Mikołaja z Obornik), Regina (ur. 1613, w 1636 r. wyszła za mąż za Jana z Obornik), Anna (ur. 1606, w 1624 r. wyszła za mąż za Andrzeja z Maniewa), Katarzyna (ur. 1608, w 1627 r. wyszła za mąż za Szczepana zwanego Sołtys Brodziszewski z Targowiska, wkrótce owdowiała i w 1631 r. wyszła za mąż za Jana z Ostroroga), Małgorzata (ur. 1611, zapewne zmarła w dzieciństwie), Marcin (ur. 1616), Małgorzata (ur. 1617);
druga żona Anna Cwieluszka (Ćwielung, ślub w Szamotułach w 1626 r.), ustalone dzieci: Paweł (ur. 1631);
Marcin Kupiec żył w Szamotułach jeszcze w 1640 r.

Andrzej Szocik z Lwówka, syn Mikołaja Masgajek i Zofii;
wzmiankowany jako burmistrz (proconsul) w 1635 r.;
żona Anna (zwana Szotka, ślub w Szamotułach w 1622 r.), ustalone dzieci: Dorota (w 1639 r. wyszła za mąż za Macieja z Pniew);

Daniel Augustinowic, nazwisko pisano też Augustynowicz, Augustowic, Augustowik lub Śniadło; kuśnierz, syn kuśnierza Augustyna Śniadło z Szamotuł i Jadwigi; urodzony zapewne w Szamotułach ok. 1590-1595 r.; wzmiankowany jako wójt (advocatus) w 1635 i 1636 r.;
żona Katarzyna z Lwówka (siostra Andrzeja Szocika, córka Mikołaja Mizgajek i Zofii, ślub w Szamotułach w 1618 r.), ustalone dzieci: Małgorzata (ur. 1619), Walenty (ur. 1627, zapewne wkrótce zmarł);
prawdopodobnie druga żona to Zofia, ustalone dzieci: Anna (ur. 1628), Regina (ur.1629), Zofia (ur. 1631, zapewne wkrótce zmarła), Zofia (ur. 1632), Walenty (ur. 1634), Agnieszka (ur.1636).
Przed 1641 r. zmarła druga żona, tj. Zofia, ponieważ Daniel Augustynowic na początku 1641 r. zawarł w Szamotułach kolejny związek małżeński z Reginą z Szamotuł (córką nieżyjących już Josephidisa i Justyny; Regina w 1611 r. wyszła za mąż za wdowca Jana Szopkę kołodzieja z Szamotuł, z którym miała co najmniej troje dzieci). Daniel Augustinowic wzmiankowany jeszcze w 1642 r. jako Daniel Śniadło.

Piotr chirurg; wzmiankowany w1635 r.; żona Barbara, ustalone dzieci: Regina (ur. 1635)

Jan Słowik, syn Marcina Słowika (syna Marcina Słowika i Katarzyny, właścicieli m. in. części jatki mięsnej i ogrodu w Nowej Wsi – Szamotulska księga ławnicza, s. 267) i Klary (zwanej „Jąnkowa barwierka”), wymieniany w księgach parafialnych od 1603 r.;
w 1636 r. wzmiankowany jako burmistrz (proconsul);
żona Anna, ustalone dzieci: Zofia (ur. 1605, w 1631 r. będąc wdową wyszła za mąż za Jakuba Bąka, wdowca z Szamotuł) , Paweł (ur. 1607), Walenty (ur. 1609), Dorota (ur. 1611), Małgorzata (ur. 1612), Maciej (ur. 1614), Jan (ur. 1615);
przed 1631 r. zmarła pierwsza żona, druga żona to Justyna z Szamotuł (zw. Słowiczka, córka Jakuba Cyrana i Jadwigi, ślub w Szamotułach pod koniec 1631 r.);
Jan Słowik żył w Szamotułach jeszcze w 1639 r.

Piotr; wzmiankowany w 1637 r. jako rzeźnik i ławnik miejski;
żona Regina, ustalone dzieci: Stanisław (ur. 1629), Jan (ur. 1632), Michał (ur. 1635), Anna (po mężu Piotrowska, jako wdowa w 1668 r. wyszła za mąż za Franciszka Grudowicza tkacza z Lubonia);
Piotr rzeźnik zmarł przed 1668 r.

Mateusz Gajewski, burmistrz w r. 1639 (Szamotuły. Dzieje miasta, s. 75);
czy jest to syn Jana Gajewskiego i Doroty, zamieszkałych w Szamotułach i wzmiankowanych od 1611 r.?

Jan chirurg; wzmiankowany kilkukrotnie w latach 1640-1656. Zapewne jego dotyczy zapis z r. 1679, iż w Szamotułach zmarł Jan Chirurg miejski.

Marcin Pazdecki, nazwisko pisano też Pasdecki, Pazdeczky, Pazderski; krawiec szamotulski, czy jest to syn Sebastiana Bazdeckiego i Elżbiety, wzmiankowanych w 1609 r.?;
wymieniony jako burmistrz (proconsul) w 1640, 1641 i 1642 r.;
żona Anna, ustalone dzieci: Regina (ur. 1615 r., w 1636 r. wyszła za mąż za Samuela, syna Stanisława organisty z Nowego Miasta), Anna (ur. 1618), Wawrzyniec (w 1652 r. ożenił się z Zofią z Gałowa, córką kmiecia);
Marcin Pazdecki żył w Szamotułach jeszcze w 1652 r.

Mikołaj Serafinek, nazwisko pisano także Seraphinik, Seraphin, Seraphinowic, Seraphinowicz oraz Chudi; kuśnierz, urodzony w Szamotułach w 1602 r., syn kuśnierza z przedmieścia Targowisko Serafina Chudyny (syna krawca Wita – Szamotulska księga ławnicza, s. 276) i Zofii; miał co najmniej dziesięcioro młodszego rodzeństwa; wzmiankowany jako rajca (consul) w 1646 r.;
żona Katarzyna (ślub w Szamotułach najprawdopodobniej w 1632 r.), ustalone dzieci: Wojciech (ur. 1633 r.), Franciszek (ur. 1635);
druga żona Marta, ustalone dzieci: Zofia (w 1663 r. wyszła za mąż za Marcina);
Mikołaj Serafinek zmarł pomiędzy 1652 a 1663 r.

Jan, wzmiankowany jako rajca na początku 1648 r.

Bartłomiej Aptykarz, wymieniony w 1650 r., brak innych informacji.

Seweryn, wymieniony w 1652 r. jako burmistrz (proconsul); czy jest to Seweryn Marosczinski lub Mazosczinski, wzmiankowany w 1640 r.?

Michał Sikora, jest to najprawdopodobniej Michał chirurg z Lwówka;
wzmiankowany w r. 1659 jako chirurg miejski oraz w r.1656 i w latach 1661-1662 bez określenia zawodu;
żona Jadwiga, ustalone dzieci: Michał (w 1655 r. ślub w Szamotułach z wdową Marianną Serafinkową).

Piotr Duszyński; wzmiankowany w księgach od 1633 r.; jako burmistrz (proconsul) występuje w zapisach w 1657 i 1658 r., w r. 1658 wymieniony także jako wiceburmistrz szamotulski;
pierwsza żona Barbara (wzmianka w r. 1632), ustalone dzieci: Anna (ur. 1634 r.);
druga żona Anna Majewiciewa z Kostrzyna (ślub w Szamotułach w 1658 r.);
Piotr Duszyński żył w Szamotułach jeszcze w 1661 r. Anna Duszyńską (żona czy córka?) wzmiankowana do 1666 r.

Jacobus Tragarz alias sługa miejski, wzmiankowany w 1657 r.

Jan Gribowski, nazwisko pisano też Grabowski; wymieniany od 1645 r. (czy pochodził z Rogoźna?);
jako burmistrz (proconsul) wzmiankowany w zapisie w 1659 r.;
pierwsza żona Jana Grabowskiego (Anna?) zmarła przed 1658 r.,
druga żona Łucja Melska (opisana jako „panna z zamku”, ślub w Szamotułach w 1658 r.);
Jan Grabowski żył w Szamotułach jeszcze w 1670 r., jego żona Łucja występuje w księgach metrykalnych do 1674 r.

Jan, wzmiankowany w 1663 r. jako wójt (advocatus); czy chodzi tu o Jana Grabowskiego?


Fragmenty publikacji Wielkimi wsławiona Cudami, dotyczącej obrazu Matki Bożej z kościoła w Szamotułach


Michał Wagner, cyrulik, urodzony ok. 1632 r., występuje wielokrotnie w księgach metrykalnych w latach 1663-1686;
w 1664, 1665 i 1668 r. wzmiankowany jako burmistrz (proconsul);
w maju 1665 r., jako obecny burmistrz szamotulski, przed pierwszą specjalną komisją powołaną w celu zbadania cudowności obrazu MB zeznał:

W sobotę trzy niedziele w dzień Świętego Marka [tj. 25 kwietnia] pomieniony jegomość [tj. Aleksander Wolff] kazał mnie zawołać, w ten sposób, był tam obraz Najświętszej Panny wtej framudze (…) zawołał mnie jegomość aby poznał, czy to farba, czyli krew, i żebym swego czasu świadectwo tego dał? Widziałem krew na obrazie Najświętszej Panny, między któremi dwie znaczniejsze były, i były insze drobniejsze kilka, zlągłem się obaczywszy, jako wierny katolik, (…) nie mogę mówić inaczej, tylko że się to stało od Pana Boga cudownie, dodaję to mi też na pamięć przyszło, żem widział jako strzefę przez twarz Najświętszej Panny.”

W czerwcu 1666 r., przed drugą specjalną komisją, jako były już burmistrz szamotulski, złożył kolejne zeznanie:
(…)„Niedziel dziewięć minęło temu w piątek, dziecię moje imieniem Anna w trzeciem roku wpadła była jekiemsis sposobem do piwnice, a stąd dochodzę że wpadła, bo tabliczka, którą miała w ręku na wierzchu została, i jak tam długo była niewiem, czeladnik mój idąc mimo piwnicę wzięła go jakaś chęć aby tam spojrzał, tegoż poniechawszy znowu taszgo chęć wzięła aby tam spojrzał i wszedł do piwnicy, aż spojrzawszy obaczy pomienioną córeczkę moję , która spadła circiter na łokci siedm z góry, przes stopni dziewięć, piwo tam młode było, które na ten czas robiło, i tak ją na śmierć zaraziło, czeladnik mój porwał dziecię, tosz piwo zarażonego zaraziło lubo mającego lat 20 tak że się ciężko w głowę uderzył, wyniozszy dziecię zawołał na mię ojca strapionego: naści ojcze dziecię umarłe wziąłem je na ręce swoje za umarłą, język miała wysadzony na palec jako długi posiniały, wszystka twarz osiniała, zęby ścięte, któremi naruszyła sobie języka do krwi, w tym tylko opatrzność boska była, że go sobie nie przecięła, przytym jak sadek wzdęta była, więcej nisz pułgodziny na ziemi leżała żadnego życia tchu nie dając, a będąc ja cyrulikiem macałem ja pulsów, i około serca jeżeli nie biło, ale ani serce nie bieło, ani też żadnego znaku życia wniej pokazywało się, wtym żalu moim westchnąłem do Najświętszej Panny Szamotulskiej kilka razy apotym wziąłem ją z tego miejsca przed dom wziąwszy dymkę dymałem( mając intencją do Najświętszej Panny, a gdym dał dymkę jeszcze barzej była skrzepła, to jest zdrzętwiała a gdy jusz barzy oziębła była, odetchnęła, dopiero Panu Bogu naprzód, a potym Najświętszej Pannie Szamotulskiej podziękowałem, a w tym trzy razy kichnęła i ożyła.
(…) będąc u Jeymość pani Zarębiny, która na łożnicę umarła, zdjęła mnie cięszka boleść około serca, y piersi, i począłem krwią plwać, trwało mi to około Niedziel 12. i bałem się żebym był w suchoty nie wpadł, anim krwi sobie nie kazał puścić, anim żadnych pigułek nie zażywał i lekarstwa, ale około dwunasty Niedziele uczyniłem ślub do Najświętszej Panny Szamotulskiej, trzeciego albo czwartego dnia ozdrowiałem.
Małżonka moja, która zawsze a prawie śmiertelnym niebezpieczeństwem płód wydawała, gdyż jest biała głowa otyła, za ofiarowaniem się do Najświętszej Panny Szamotulskiej, powiła Francyszka syna , bez bólów, co i sama gotowa jest zeznać…” (Starodruk Wielkimi wsławiona Cudami);

żona Anna (zmarła w 1698 r. i została pochowana u OO. Reformatów); ustalone dzieci: córka Jadwiga (?), Anna (ur. 1663 ?), Franciszek (ur. 1665/1666);
Michał Wagner zmarł w Szamotułach w 1686 r. i został pochowany w grobie Rokossowskich w kolegiacie szamotulskiej.

Jan Arnold Icklen, urodzony ok. 1638 r., cyrulik, ewangelik, mieszczanin szamotulski, lekarz właściciela Szamotuł Aleksandra Wolffa; dwukrotnie przesłuchiwany przez specjalną komisją kościelną w sprawie cudownego obrazu MB w 1665 r. zeznał m. in.:

„Jegomość przysłał po mnie dla puszczenia krwie, i rzecze mi, wiecie co się za cudo pokazało, obraz Najświętszej Panny Moskiewskiej płakał krwawymi łzami” (Starodruk Wielkimi wsławiona Cudami…). Podobne zeznanie złożył w roku następnym przed drugą komisją.

Jan Sztuba, nazwisko pisano też Sztaba; kuśnierz, urodzony ok. 1631 r., wzmiankowany w księgach parafialnych od 1661 r.; dwukrotnie przesłuchiwany przez komisję kościelną w sprawie cudownego obrazu MB w 1665 i 1666 r.; za pierwszym razem zeznał m.in.:

(…)„strach mię wziął i zarazem się do tego obrazu ofiarował, jeżeliby mi dał Pan Bóg Strzeleckim Królem zostać (…)”,
za drugim razem (1666 r.) wymieniony jako ławnik (scabinus) zeznał:
Chorowałem na gorączkę przez Niedziel 2 ustawicznie, uczyniłem ślub do Najświętszej Panny Szamotulskiej, poprawiło mi się, znowum się poruszył, i gorączka przypadła jeszcze cięższa nisz pierwsza, rozumiałem, żem cale miał umrzeć bo jusz było prawie jako 4 Niedziele, ponowiłem ślub mój i ofiarowałem tabliczkę i tak mi się zdało jakobym wiatr jaki na mnie wionył, i poczułem się lepiej mieć, i rozumiem to, że to sczegulnej łaski Najświętszej Panny Szamotulskiej stało się.” (Starodruk Wielkimi wsławiona Cudami).

żona Agnieszka (Sztubina po drugim mężu, wdowa po Marcinie z Człopy?, ślub w Szamotułach w 1658 r.)
druga żona Małgorzata, ustalone dzieci: Regina (ur.1675), Maciej (ur. 1677, czy jest to Maciej Sztubski – późniejszy mansjonariusz i kanonik?);
Jan Sztuba zmarł w Szamotułach w 1679 r. i został pochowany w kościele kolegiackim pod dzwonnicą.

Jan Kayzder, tkacz, urodzony najprawdopodobniej w maju 1627 r. w Szamotułach, syn tkacza Wojciecha Kaysderek i jego drugiej żony – pochodzącej z Moskwy – Doroty Moskiewki, służącej u szlachetnej Barbary Kostczyny;
dwukrotnie przesłuchiwany jako świadek przez komisje kościelne w sprawie cudownego obrazu MB: w 1665 i 1666 r., podczas drugiego przesłuchania (1666 r.) opisany jako ławnik (scabinus) zeznał:

Syn mój Błażej pięć lat mający chorował na żołądek dwa dni że nic strzymać nie mógł, ani napoju, ani jedze, była przy tym i gorączka wielka, aże dziecię było słabe z przyrodzenia nikomu nic nie mówiąc, poszedłem do Kościoła, i klęknąłem przed Najświętszą Panną bolesną mówiąc: Najświętsza Panno Bolesna, jednaś jest Matka Boża, ofiaruję się do Najświętszej Panny Zamkowej, aby mnie pocieszyła w Synaczku tym moim. Przed Wieczorem pytałem go, Błażeju chcesz jeść, odpowiedział, będę jadł, pokarm i napój strzymał, nazajutrz podziękowałem Najświętszej Pannie, wrócę się, dziecię tak prętko otrzeźwiało i wstało, i poszło na ulicę grać, i rozumiem i tuszę , że to cudownie się stało złaski Najświętszej Panny Szamotulskiej” (Starodruk Wielkimi wsławiona Cudami);

żona nieznana, ustalone dzieci: Błażej (ur. ok. 1661).

Wojciech Jarocki, nazwisko pisano też Jarecki;
opisywany w latach 1665, 1667, 1668 r. jako pisarz miejski; w r. 1688 wzmiankowany jako burmistrz (proconsul); w tym samym 1688 r. występuje jako rajca (consul), a w 1701 r. jako wójt (advocatus);
żona Anna (dd. Kulibabianka, córka Łukasza Kolibaby i Elżbiety, urodzona w Szamotułach w 1636 r., ślub w Szamotułach w 1665 r., zmarła w Szamotułach w 1706 r. jako „mieszczka godna, ubogich ludzi i kapłanów, zakonników dobrodziejka, pochowana w kościele w krypcie pod cudowną Najświętszą Panną”), ustalone dzieci: Jakub (ur. 1676), Katarzyna (wspomniana jako chrzestna w 1695 r.);
Wojciech Jarocki żył w Szamotułach jeszcze w 1704 r.;
prawdopodobnie posiadał pod Szamotułami folwark wzmiankowany w 1705 r.

Michał Zdzieszyński; nazwisko pisano też Zdzuszynski, Zeleszynski; urodzony ok. 1628 r., wspomniany w 1665 r. jako wójt (advocatus);
w czerwcu 1666 r. złożył przed drugą specjalną komisją kościelna następujące zeznanie:

Córka moja Marysia annorum 4, zachorowała na gorączkę, która ją trzymała Niedziel dwie, zdesperowaliśmy byli jusz o życiu jej z Małżonką i prosiłem Jegomości Xiędza Masczyńskiego, aby Mszą Świętą miał, i ofiarował ją do Najświętszej Panny Szamotulskiej, tylkom się powrócił od słuchania tejże Mszy Śwętej, zaraz uznaliśmy z Małżonką , cudowną poprawę w zdrowiu jej, i rozumiemy, że się to stało za cudowną łaską Najświętszej Panny Szamotulskiej…” (Starodruk Wielkimi wsławiona Cudami);
żona Dorota (córka Kaspra Brygleskiego i Doroty, ślub w Szamotułach w marcu 1652 r., Zdzieszyński opisany w akcie jako „sługa szlachetnie urodzonego Stanisława Kostki”), ustalone dzieci: Marianna (ur. ok. 1662);
druga żona to zapewne Jadwiga Wagnerówna Zdzieszyńska (córka Michała Wagnera i Anny, wzmiankowana w 1681 r., zm. w Szamotułach w 1683 r. i pochowana przed cudownym obrazem).

Szymon Kręczkowicz, wójt w 1666 r. (Szamotuły. Dzieje miasta, s. 74), nazwisko pisano też Kreczkowic (a także prawdopodobnie Krechowicz); wzmiankowany w księgach metrykalnych w latach 1664, 1667, 1669, 1674 i 1679 r.;
żona Zofia (ślub w przed 1666 r.), ustalone dzieci: Walenty (ur. 1666), Anna (?), Wojciech (?).

Thomas Sługa Miejski alias Dragarz, wspomniany w 1667 r.

Wojciech, sługa miejski, zmarł w 1680 r. i został pochowany na przykościelnym cmentarzu pod lipą u wielkich wrót.

Zygmunt Kleczewski, właściciel folwarku zw. Kleczewski, położonego w Nowej Wsi (przedmieściu Szamotuł); wymieniany jako burmistrz (proconsul) w 1685 i w tym samym roku jako wiceburmistrz, w r. 1686 i 1687 jako burmistrz, w 1697 jako wiceburmistrz, w 1698 r. jako burmistrz, w 1708 r. jako rajca (consul);

W tym czasie zdarzyło się, że:

AD 1698, 14 lipca
Nasamczas wielkie deszcze spadły, które zalały wszystkie ogrody circumcirca [wokół] miasta, a nie tylko tu w Szamotułach, ale też kędy indziej. Drogość napotym była wielka”.

żona Marianna (zmarła w Szamotułach w 1708 r. i została pochowana w kolegiacie), ustalone dzieci: Katarzyna (jeszcze w 1719 r. występuje w zapisie jako „panna”) , imię nieznane (zm. 1680), imię nieznane (zm. 1684), Franciszek (ur. 1685), Marianna (ur. 1687), Łukasz (ur. 1689), Zygmunt (ur. 1691), Helena (ur. 1693), Baltazar (ur. 1696), imię nieznane (zm. 1697), Józef (ur. 1698), Anna (ur. 1699 r., najprawdopodobniej jej dotyczy zapis z 1716 r., iż zmarła Anna Kleczescząka „panna miejska”);
nieznana z imienia matka Zygmunta Kleczewskiego zmarła w Szamotułach w 1701 r. i została pochowana w kolegiacie „przed św. Krzyżem”;
dzierżawcami folwarku Kleczewskich w Nowej Wsi około 1715 r. byli Wojciech Korytowski (zm. w Szamotułach w 1715 r., pochowany u OO. Reformatów) i Urszula Korytowska (zm. w Szamotułach w 1717 r., pochowana u OO. Reformatów).


Fragment mapy powiatu szamotulskiego z 1821 r.


Jakub Anderson, Szkot; wzmiankowany w 1686 i 1688 r. jako wójt (advocatus);
żona Susanna Analatholia, ustalone dzieci: , imię nieznane (zm. 1681), Jadwiga (urodzona zapewne krótko przed 1670 r.), Elżbieta (ur. 1686), Guilhelmus (zm. 1686 ), Marianna (w 1688 r. opisana jako „panna z dworu szamotulskiego”);
Jakub Anderson w 1705 r. zmarł w Szamotułach z zaznaczeniem, że był „zasłużony miastu” i został pochowany w kościele szamotulskim w wielkim chórze (prezbiterium).

Andrzej (Jędrzej) Maginski, nazwisko pisano też Maiński; w r. 1682, 1683, 1685, 1688, 1689, 1690 i 1700 występuje w księgach parafialnych jako aptekarz szamotulski; w r. 1688 wzmiankowany jako rajca, w 1693 r. jako wiceburmistrz i burmistrz (proconsul), w 1694 jako burmistrz i rajca (consul), w 1698 r. jako wójt (advocatus), w 1701 r. jako wiceburmistrz, w 1703 jako wiceburmistrz i burmistrz, 1705 r. jako burmistrz, zaś w 1706 r. jako wiceburmistrz i burmistrz;
czy Konstancja Obiesierka alias Mainska aptekarka, zmarła w 1680 r. i pochowana w kościele, to pierwsza żona Andrzeja Maińskiego?
Natomiast bezsprzecznie żoną ww. była Agnieszka (wzmiankowana w księgach parafialnych jako „aptekarka”), ustalone dzieci: imię nieznane (zm. 1683), Wojciech (ur. 1685), Walenty (ur. 1687), Agnieszka (ur. 1688), Jan (ur. 1690), Anna i Antoni (ur. 1693), Franciszek (ur. 1695), Katarzyna (ur. 1698), Antoni (ur. 1700), Regina (ur. 1705);

Po jego śmierci w księdze kolegiackiej zapisano: „Dnia 30 września 1706 roku umarł sławetny pan Andrzej Maiński burmistrz szamotulski, miastu tutejszemu wielce zasłużony na ubogich tudzi [tudzież] podczas incursy [inkursja najazd, napad] Szwedzkiej miłosierny, niech Pan Bóg będzie miłościw duszy jego, leży przed ołtarzem św. Józefa.”

Jan Rotecki, kołodziej; wymieniany jako pisarz (notarius) w 1690 r., w 1691 r. jako kołodziej i skryba szamotulski, w 1695 jako pisarz szamotulski;
żona Teresa (zmarła w Szamotułach w 1707 r.), ustalone dzieci: imię nieznane (zm. 1681), Marianna (ur. 1690), Jan (ur. 1693).

Walenty Stefan (Szczepan) Kręczkowicz, syn Szymona Kręczkowicza i Zofii, urodzony w Szamotułach w 1666 r.; wzmiankowany w 1690 i 1691 r. jako nauczyciel szamotulski, natomiast w latach 1693-1697 jako kanonik i kustosz;

Jan Lichocki, nazwisko pisano też Lichoski, Lichoczki, Lierocki alias Sierocki (taka informacja w 1717 r.); w 1691 r. wzmiankowany jako pisarz dworski i skryba szamotulski, w 1693 r. wzmiankowany jako „generosus”(szlachcic, posiadacz majątku ziemskiego), w 1713 r. jako wójt (advocatus), w 1717 r. jako pisarz (notarius);
żona Anna, ustalone dzieci: Paweł (ur. 1693), Wojciech (ur. 1695), Jadwiga (ur. 1697), Marianna (ur. 1700), Katarzyna (ur. 1703), Franciszek (ur. 1710, zm. 1713), bliźnięta Regina i Anna (ur. 1713), Teresa i Ludwika (ur. 1717, Teresa zm. 1718).

Joannes Olborski (Wolborski) alias Przybiegły, wzmiankowany w latach 1695-1697 i w 1703 r. jako sługa miejski, w latach 1695-1797 i w r. 1700 jako Jan Wolborski – „sługa miejski (wiceburmistrza)”, w 1702 i 1703 r. jako „czeladnik miejski”;
żona Anna, ustalone dzieci: Wojciech Olborski alias Przybiegły (?), Marianna (ur. 1687),
Jan Olborski zmarł w Szamotułach w 1706 r., jego żona Anna zmarła w 1707 r.

Stanisław Tyxicki, nazwisko pisano też Tyxinski, Tyxycki, Tyxaycki, Tixicki; krawiec, (czy jest to syn/wnuk Stanisława Tixickiego alias Fixickiego i Marianny z Szamotuł, wzmiankowanych w 1642 r.?); w 1696 r. wzmiankowany jako rajca (consul) i burmistrz (proconsul), w 1700 r. jako wójt (advocatus) i burmistrz, w 1702 jako wójt;
żona Anna (nazwisko Tyxicka alias Poznanska, zmarła w Szamotułach w 1698 r., pochowana u OO. Reformatów), ustalone dzieci: Marianna (ur. 1695), Antoni (ur. 1697);
druga żona Marianna, ustalone dzieci: Wojciech (ur. 1700), Teresa Zuzanna (ur. 1703), Stanisław (ur. 1707).

Andrzej Białoski, używane nazwisko Rosołek; w r. 1694 wzmiankowany jako kantor, w r. 1696 jako generosus – nauczyciel, w 1697 r. jako kantor i nauczyciel oraz jako pisarz miejski i kantor kolegiaty; w 1699 jako pisarz i kantor;
żona Marianna (I voto Rosołkowa, wdowa po Tomaszu Rosołku, zmarłym w 1697 r.), ustalone dzieci: Franciszek (ur. 1699), imię nieustalone-syn (zm. 1699), Katarzyna (ur. 1700);
Andrzej Białowski, kantor kolegiacki i pisarz miejski zmarł w Szamotułach w 1700 r. i został pochowany w kościele przed Najświętszą Panną Cudowną 

Marcin Stanek (?), w roku 1699 wzmiankowany jako wiceburmistrz; ustalone dzieci: Marianna

Tomasz, chirurg, wzmiankowany w 1700 r., ustalone dzieci: Marianna

Mateusz Klonek, mistrz kuśnierski (wzmianka w 1696 r.); wymieniony jako rajca (consul) i burmistrz (proconsul) w 1702 r., jako wójt w 1712 r.;
żona Agnieszka (zmarła w Szamotułach w 1712 r. i została pochowana w kolegiacie), ustalone dzieci: Jan Antoni (ur. 1688), Regina (ur. 1689), Marianna (ur. 1691), Katarzyna (ur. 1692), Teresa (ur. 1694), Regina (ur. 1696), Anna (ur. 1701), Piotr (ur. 1703), Tomasz Antoni (ur. 1708);
Mateusz Klonek (Klonecki) zmarł w Szamotułach w 1735 r. i został pochowany w kolegiacie pod chórem przy krypcie XX. Dziekanów.

Stanisław, sługa miejski, wzmiankowany w 1704 i 1706 r.;
żona Agnieszka, ustalone dzieci: Jadwiga (ur. 1704), Małgorzata (ur. 1706);
Stanisław zmarł w Szamotułach w 1707 r.

Jakub Nerczyk, nazwisko pisano też Nyrka, Nerka alias Janysczyk, Janisczyk, Januszczyk, Anysczyk, Hanysczyk, krawiec; wzmiankowany jako wójt (advocatus) w 1707 i 1708, jako burmistrz (proconsul) w 1710 r.,
jako wiceburmistrz i burmistrz w 1711 r., jako burmistrz i wójt w 1712 r., w 1713 jako wójt i burmistrz, w 1714 r. jako burmistrz, w 1715 r. jako wiceburmistrz i burmistrz, w 1716 i 1717 r. jako burmistrz;
żona Anna, ustalone dzieci: Marcin (ur.1693); druga żona Jadwiga (ślub najprawdopodobniej w 1694 r.), ustalone dzieci: Grzegorz (ur. 1697), Wojciech (uczeń krawiecki, ur. 1699, zm. w 1713 r.), Łukasz (ur. 1700), Magdalena (ur. 1710, zm.1713); Pudentianna (I voto Guzoska – ślub 1729/1730, II voto Jarecka – ślub 1741, zmarła w Szamotułach w 1741 r.);
Jakub Janysczyk zmarł w Szamotułach w 1717 r. i został pochowany w kolegiacie w kaplicy N.P. Cudownej przy ołtarzu św. Jana Kantego.

Jan Guzewski, nazwisko pisano też Guzowski; krawiec, występuje w księgach metrykalnych w latach 1702-1717, wzmiankowany w 1707 r. jako burmistrz (proconsul);
W 1717 r. u samego Guzowskiego lub osób z nim spokrewnionych zdarzyło się, że:

„AD 1715, w Wigilią Świąteczną wpółtrzeciej godziny po południu w samym Rynku między domami Guzowskiego et ogrodem Mielcarka, a polem Piotra Słoniewicza znaczny pokazał się ogień naprzeciwko Ratuszowi gdzie wszystko w Rynku zgorzały domostwa y dwie ulice ku Ojcom Reformatom, ulica (?) Browary, ulica Duchowna y połowica ulicy Żydowskiej ku zamkowi idąc, ulica także połowica sama tylko została Kołodziei y domek B… imć księdza altarzysty Wojciecha Pastorowicza”

żona Jadwiga, ustalone dzieci: Marianna (ur. 1703, zapewne wkrótce zmarła), imię nieznane (zm. 1707), Marianna (ur. 1708).

Józef Radziszewski, wzmiankowany jako wójt (advocatus) w 1710 r., w 1712 r. jako burmistrz (proconsul), w 1714 r. jako wójt (advocatus), w 1716 jako wójt, w 1718 r. jako burmistrz, w 1721 r. jako burmistrz, w 1723 r. jako wójt, w 1724 r. jako burmistrz, jako wójt i burmistrz w 1733 r.
żona Regina (zmarła w 1737 r. i została pochowana w kruchcie kolegiaty), ustalone dzieci: Józef Konstanty (ur. 1709), Kazimierz (ur. 1712), Kasper Antoni (ur. 1714, zm. w 1734 r. jako „filozof ze szkoły poznańskiej” i został pochowany w szamotulskiej kolegiacie);
Józef Radziszewski zmarł w Szamotułach w 1739 r. i został pochowany w kruchcie kolegiaty.

Maciej, sługa miejski; żona Dorota, ustalone dzieci: Stanisław (ur. 1711, zm. 1713);
Maciej został zamordowany w Szamotułach 10 sierpnia 1715 r. „którego kłonią Łukasz Maciejeski piernikarz szamotulski zabił…”. Pochowany został na cmentarzu szamotulskim „ku szkole”.

Maciejowski, wzmiankowany jako burmistrz w 1718 r.; czy jest to tkacz Maciej czy piernikarz Łukasz?

Łukasz Kłoszewicz, nazwisko pisane też Kłosewicz, Kłossowicz; wzmiankowany jako burmistrz w 1718 r., w 1721 r. jako wójt (advocatus), w 1722 r. jako burmistrz (proconsul);
żona Zofia, ustalone dzieci: Grzegorz (ur. 1707);
Łukasz Kłoszewicz został zamordowany w Szamotułach 14 maja 1723 r. przez Stanisława Jesińskiego (szlachcica z Osowa?) i pochowany w kolegiacie szamotulskiej:

„Szamotuły, 14 maja. Stanisław Jesiński zabił sławetnego Łukasza Kłosowicza mieszczanina Szamotulskiego nie miawszy do niego okazii”.
„Szamotuły, 22 maja. Sławetnego Łukasza Kłosowicz mieszczanina Szamotulskiego zabitego pochowano w Kościele Koleg. Farskim przy filarze przed amboną pod ławą… przy ołtarzu s. Wawrzyńca”;

Wdowa Zofia Kłoszewicz w 1723 r. wyszła ponownie za mąż za piwowara Tomasza Giermkowskiego, zmarła w 1733 r. i została pochowana u OO. Reformatów.

Stanisław Lembicz, nazwisko pisano też Lembicki; wzmiankowany w 1701 r. jako pisarz dworski Jana Korzbok Łąckiego, kasztelanica kaliskiego i dziedzica Szamotuł, na początku 1703 r. jako skryba dworski; wymieniony jako wójt szamotulski pełniący swój urząd przed 1728 r. i członek jednej z bogatszych rodzin szamotulskich („Z Grodu Halszki”, nr 4/ 1931 r.);
żona Salomea (dd. Rzepecka, córka Tomasza Rzepeckiego i Doroty, urodzona w Szamotułach w 1676 r., ślub najprawdopodobniej w 1700 r.), ustalone dzieci: Jan (ur. 1701), Maciej (ur. 1703, Maciej Lembicz – „iurystyczney palestry miasta Poznania alumnes” – w dniu 24 grudnia 1728 r. złożył przed wójtem oświadczenie o zamiarze wstąpienia do zakonu paulinów na Jasnej Górze w Częstochowie, co też uczynił, a odziedziczony majątek przekazał paulinom oraz kościołowi św. Ducha w Szamotułach i szkole szamotulskiej – „Z Grodu Halszki”, jw.), niewymieniony z imienia syn (zm. 1704), Antoni Tomasz (ur. 1708);
Stanisław Lembicz i Salomea zmarli wskutek zarazy przed 1728 r. („Z Grodu Halszki”, jw.).

Mateusz Jągrowski, syn szewca Walentego Jągrowskiego lub Jądrowskiego i Reginy, urodzony w 1686 r. w Szamotułach; wzmiankowany jako wójt (advocatus) w 1718 r., w 1719 r. jako burmistrz (proconsul), w 1720 r. jako wójt, w 1723 r. jako rajca (asesor), w 1724 r. jako wójt, w 1725 r. jako rajca (asesor), w 1726, 1727 i 1728 r. jako burmistrz, w 1730 i 1731 r. jako wójt, w 1732 r. jako burmistrz, w 1733 r. jako burmistrz i wiceburmistrz, jako burmistrz w 1734 r., w 1741 jako burmistrz, w 1743 jako rajca, w 1747 i 1748 r. jako rajca, w 1753 jako burmistrz, w 1754 r. jako rajca, w 1757 r. jako rajca.

W 1717 r. spotkało go nieszczęście: „w sam dzień świętego Wojciecha, sławetny pan Mathaeusz Jągrowski z kilku domami miejskimi zgorzał”.
Ponadto przydarzyło się, że: „AD 1718, w sam dzień Zwiastowania Najświętszej Matki pokazał się ogień przy bużnicy żydowskiej, gdzie się domów żydowskich spaliło 24, chrześcijańskich 14.

W 1727 r. uczestniczył w takiej czynności: Dnia 11 marca 1727 w Jastrowiu umarł Marcin starał(?) się bydz ubogim, a pięćset tynfów zostało ponim, byli przy tym rachowaniu sławetny pan Mateusz Jągrowski burmistrz szamotulski, pan Jakub Szukalski, pan Franciszek Wieczorkowicz pisarz przysiężny szamotulski polski(?), Woyciech Kotecki…”;

żona Katarzyna (zmarła w Szamotułach w 1737 r.), ustalone dzieci: Regina Sabina (ur. 1711, zm. 1713), Tomasz (ur. 1713), Marcin (ur. 1716), niewymieniony z imienia syn (zm. 1717), Jakub (ur. 1718, zm. 1727), Jan (ur. 1721, zm. 1724), Józef Stanisław Kazimierz (ur. 1724);
druga żona Marianna (Wyrwinska, ślub w Szamotułach w 1748 r.), ustalone dzieci: Joanna Katarzyna (ur. 1750, zmarła w tym samym roku), Magdalena Konstancja (ur. 1753), Justyna Marianna (ur. 1756, zmarła w tym samym roku);
Mateusz Jągrowski zmarł w r. 1762 i został pochowany w krypcie kolegiaty pod ołtarzem Wawrzyńca; w tym samym roku zmarła jego druga żona Marianna w wieku 47 lat.

Marcin Ciechanowicz, profesor szkoły szamotulskiej, wspomniany w zapisie z 1719 r.

Jan Danfel, nazwisko pisane też Danapfel, Denopfelt, kantor kolegiacki i dworski, szamotulski nauczyciel szkolny (wzmianki w 1719 i 1720 r.);
żona Teresa, ustalone dzieci: Wojciech (ur. 1720);
Jan Danfel przez wiele lat był kapelmistrzem kapeli katedralnej w Gnieźnie; zmarł w Gnieźnie 1759 r. (Szamotuły. Dzieje miasta, s. 87)

Franciszek Maiński, syn Andrzeja Maińskiego i Agnieszki, urodzony w Szamotułach w 1695 r.;
wymieniony jako wójt szamotulski w 1720 r., w 1724 jako rajca (asesor), w 1726 r. jako wójt (advocatus), w 1730 r. jako burmistrz (proconsul), a także jako burmistrz i wójt (proconsul et advocatus), w 1731 r. jako rajca (consul), w 1734 jako wójt i rajca, w 1735 r. jako burmistrz i rajca;
żona Jadwiga (zmarła w Szamotułach w 1741 r. i została pochowana w kolegiacie), ustalone dzieci: Placidus Franciszek (ur. 1718, zm. 1719?), Antoni (ur. 1720);
Franciszek Maiński zmarł w 1737 r. i został pochowany w szamotulskiej kolegiacie przed ołtarzem św. Józefa.

Wojciech Kotecki (starszy); wymieniony jako burmistrz (proconsul) w 1720 r., w 1733 jako wójt (advocatus), w 1740 jako ławnik miejski;
żona Anna (zmarła w Szamotułach w 1761 r. w wieku 90 lat), ustalone dzieci: Józef (ur. 1712), Wojciech (ur. 1715, w akcie z 1738 r. występuje jako „junior”), Apolonia Eleonora (ur. 1721, zm. 1723), Magdalena Joanna (ur. 1723), Dorota Apolonia (ur. 1726, zm. 1727);
Wojciech Kotecki starszy zmarł w Szamotułach w 1747 r. i został pochowany w kruchcie kolegiaty.

Walenty Węgrzynowicz, wzmiankowany w 1725 i 1727 r. jako nauczyciel szamotulski i inspektor szamotulski.

Kołaczkowski, w r. 1727 wzmiankowana jest Anna z dworu Kołaczkowskiego pisarza miejskiego, innych informacji brak.

Daniel Ekiert, nazwisko pisano też Egiert, Ekkiert; Ekert, Ekiert; kupiec, wspomniany w 1728 r. jako ławnik szamotulski;
żona Katarzyna;
Daniel Ekiert zmarł w 1736 r. i został pochowany w szamotulskiej kolegiacie; Katarzyna Ekiertowa w 1739 r. wyszła za mąż za Jakuba Maińskiego (opisana w akcie jako „wdowa z parafii Lusowo”) i zmarła w Szamotułach w 1756 r.

Marcin Ternerski, rektor szkoły szamotulskiej, zmarł w Szamotułach w 1728 r.

Stanisław Guzowski, nazwisko pisano też jako Guzeski lub Guzewski; w latach 1720-1728 w księgach występuje jako organista, wzmiankowany jako wiceburmistrz i burmistrz (proconsul) w 1729 r., w 1734 r. występuje jako pisarz (notarius), w 1737 r. jako burmistrz;
żona Pudentianna (córka Jakuba Janysczyka, ślub najprawdopodobniej na przełomie 1729/1730), w 1740 r. wyszła za mąż za Marcina Jareckiego i zmarła w 1741 r.
Stanisław Guzowski zmarł w Szamotułach w 1739 r.

Jan Klonecki, syn Mateusza Klonka i Agnieszki, urodzony w Szamotułach w 1688 r.; w r. 1731 wymieniony jako rajca (asesor) wiceburmistrza, w 1737 r. jako wójt szamotulski;
żona Ludwika (dd. Bartoszewicz, z Wronek?), ustalone dzieci: Józef Benedykt (ur. 1720), Konstancja (ur. 1723, zm. 1724), Tomasz Maciej Jan Nepomucen (ur. 1729, zm. 1730?), Maciej Kazimierz (ur. 1731), Kazimierz (ur. 1733), Franciszek Ksawery (ur. 1736, zm. w 1743 r.).
Jan Klonecki zmarł w Szamotułach w 1737 r. i został pochowany w kolegiacie w wielkim chórze pod organami. Wdowa Ludwika Klonecka w 1743 r. wyszła za mąż za Jerzego (Georgius) Zarębskiego i zmarła w Szamotułach w 1770 r. w wieku 70 lat.

Jakub Fabroski (Fabricius?), mieszkał na przedmieściu Nowa Wieś; wzmiankowany w 1731 i 1733 r. jako ławnik miejski;
żona Marianna (zmarła 1742 r. kilka miesięcy przed mężem), ustalone dzieci: Jakub (ur. 1707), Roch (ur. 1712);
Jakub Fabroski zmarł w Szamotułach w 1742 r.

Wojciech Zieleniewicz; wymieniony w 1731 r. jako ławnik szamotulski, w r. 1733 występuje jako instygator magistratu szamotulskiego;
żona Barbara (zm. w Szamotułach w 1742 r.), ustalone dzieci: Wojciech (ur. 1718),
Wojciech Zieleniewicz zmarł w Szamotułach w 1737 r.

Paweł Kamienszewski, nazwisko pisano też Kamienczewski, Kaminczeski; wymieniony w zapisie z r. 1732 jako pisarz miejski;
żona Katarzyna (urodzona ok. 1690 r., w 1733 r. wyszła ponownie za mąż za Tomasza Gierkowskiego, zmarła w Szamotułach w 1760 r.); ustalone dzieci: czy Paweł Kaminczewski, urodzony w 1732 r. i zmarły w 1776 r., wzmiankowany m. in. w 1755 i 1761 r. to syn wymienionego?
Paweł Kamienszewski, pisarz miejski, zmarł w Szamotułach w 1732 r. i został pochowany w kolegiacie w krypcie pod ołtarzem św. Wawrzyńca.

Wojciech Stawski, w 1733 r. wzmiankowany jako „magnificus” (wielmożny) i profesor szkoły szamotulskiej, w 1734 jako „generosus” (szlachcic) i dyrektor szkoły szamotulskiej;

Tomasz, wzmiankowany w 1732 r. jako Tomasz „parobek Kamieńczewskiego”, w 1734 r. jako stróż miejski i w 1735 r. jako „Tomasz komornik” (zapewne tożsamy z Tomaszem Sługą Miejskim alias Dragarzem, wzmiankowanym w 1738 r.);
żona Teodora (córka bednarza, zmarła w Szamotułach w 1737 r.), ustalone dzieci: Jadwiga Łucja (ur. 1732, zm. 1735), Marianna (ur. 1734), Regina (ur. 1737).
W 1738 r. Tomasz Teodora (!?) w Szamotułach wziął ślub z Marianną.

Szukalski, wzmiankowany w 1736 r. jako ławnik miejski; jest to najprawdopodobniej mieszczanin szamotulski Jakub Szukalski, nazwisko pisano też Szakalski lub Szukała;
żona Regina (zw. Szukalina, zmarła w 1735 r. w Szamotułach, pochowana została w kolegiacie koło ołtarza św. Barbary), ustalone dzieci: syn – imię nieznane (zm. 1711), Jan (zm. 1712), Barbara (zm. 1714), Marianna (ur. 1718), Regina (zm. 1719), Stanisław (ur. 1721), Wojciech (ur. 1728), Jakub (zm. 1732).
Jakub Szukalski zmarł w Szamotułach w 1740 r.

Józef (Daniel?) Kitniowski, nazwisko pisano też Kitniewski; wzmiankowany w 1737 r. jako profesor szkoły szamotulskiej i dyrektor akademii szamotulskiej (1738), z roku 1748 pochodzi wzmianka o Józefie Kitniewskim jako o „zakrystianie” kolegiaty szamotulskiej;
pierwsza żona Katarzyna (zmarła w Szamotułach w 1741 r.), ustalone dzieci: Regina (ur. 1741);
druga żona Regina Lachowiczowa (wdowa z Wrześni, ślub w Szamotułach w 1742 r.), ustalone dzieci: bliźnięta Filip i Jakub (ur. 1743, Filip zmarł tuż po chrzcie „z wody”), Jadwiga Teresa (ur. 1744), Franciszek (ur. 1746), Marianna Katarzyna (ur. 1748 r., zm. 1751), Regina Klara (ur. 1749, zm.1752), Jadwiga (zm. 1749 w wieku 4 lat), Petronella Małgorzata (ur. 1752, zm. 1753);
Józef Kitniewski zmarł w Szamotułach w 1752 r.;
w 1754 r. wdowa Regina Kitniewska wyszła w Szamotułach za mąż za pochodzącego z Kalisza mieszkańca Szamotuł Kaspra Olbińskiego i zmarła w Szamotułach w roku 1764 w wieku 49 lat.

Jakub Jągrowski, syn Walentego Jądrowskiego lub Jągrowskiego i Reginy, urodzony w Szamotułach w 1696 r.; wzmiankowany w 1738 i 1739 r. jako burmistrz (proconsul), w 1741 jako wójt (advocatus), w 1743 r. jako burmistrz, w 1746 jako wójt, w 1747 jako rajca (asesor), w 1755 r. jako rajca, w 1756 r. jako burmistrz, w 1758 r. jako burmistrz, rajca i wójt, w 1760 r. jako wójt;
żona Dorota (zmarła najprawdopodobniej w 1733 r.), ustalone dzieci: Katarzyna (ur. 1722), Maciej (ur. 1725 i wkrótce zmarł?), Jakub (zm. 1727), Anna (ur. 1728), Agnieszka Katarzyna (ur. 1731), Maciej (ur. 1732), Antoni (ur. 1733);
druga żona Katarzyna Przerwanik (wdowa po Łukaszu, ślub w Szamotułach w 1733 r., zmarła w Szamotułach pod koniec 1737 r.?);
Jakub Jagrowski zmarł w Szamotułach w 1768 r. w wieku ok.70 lat.

Kazimierz Radziszewski, urodzony w 1712 r. w Szamotułach, syn Józefa Radziszewskiego i Reginy;
w r. 1731 wzmianka o nim jako „excellens, phiolosophia editor”, „filozof poznański” oraz „nobilis” (szlachetny, ale niekoniecznie szlachcic); w r. 1735 wzmiankowany jako dzierżawca folwarku Siemiątkowskiego, w r. 1739 wymieniony jako pisarz miejski, w r. 1743 i 1744 jako wójt (advocatus), w 1744 r. jako rajca (consul), na początku 1745 r. jako burmistrz (proconsul), a potem w tym samym roku jako wójt i rajca;
żona Katarzyna (dd. Dzwonkowska, zmarła w Szamotułach w 1749 r.), ustalone dzieci: Józef Ambroży (ur. 1735), Nikodem Franciszek (ur. 1739), Franciszek Brunon (ur. 1741, zm. 1743), Franciszek Ksawery (ur. 1743, przeżył 3 tygodnie), Marianna (ur. 1744), Michał Wacław (ur. 1748, zm. 1749);
Po roku 1749 brak wzmianek o Kazimierzu Radziszewskim.

Paweł, wzmiankowany w 1739 r. jako stróż miejski, w1743 r. wymieniony jako Paweł Stróż;
żona Marianna (ślub w 1738 r. w Szamotułach), ustalone dzieci: Jakub (ur. 1739), Michał (ur. 1741 w Śmiłowie), Ewa (ur. 1743 w Śmiłowie).

Stanisław Cwoydzinski, nazwisko pisano także jako Cwioydzinski, Czwoydzinski, Czwodzinski, Cwojdzinski, Cwoyda, Czwoyda; tkacz, urodzony ok. roku 1690;
w zapisie z r. 1740 wymieniony jako burmistrz (proconsul), w r. 1741 wzmiankowany jako rajca (asesor proconsula), w r. 1742 jako burmistrz, w r. 1744 jako ławnik miejski, w 1748 r. jako burmistrz;
żona Agnieszka (zmarła w Szamotułach w 1715 r. i została pochowana w kolegiacie), ustalone dzieci: Regina (ur. 1712), Antoni (ur. 1714, w 1734 r. wzmiankowany jako „student poznański”),
druga żona Katarzyna (dd. Kleczewska, urodzona ok. 1671 r., córka Zygmunta Kleczewskiego i Marianny, ślub do 1730 r., zmarła w Szamotułach w 1759 r. w wieku 88 lat);
Stanisław Czwoydzinski zmarł w Szamotułach w 1759 r. w wieku 70 lat.

Andrzej Miniszewski, nazwisko pisano także jako Mniszewski a wcześniej zamiennie z Cell, ur. ok. 1704 r. (czy to jest Andrzej ur. w Szamotułach w 1700 r., syn tkacza szamotulskiego Sebastiana Miniszewskiego i Agnieszki ?); wymieniony w r. 1744 jako rajca (consul) oraz wójt (advocatus), w 1749 r. jako wójt, w r. 1750 jako rajca, w r. 1752 jako rajca, w r. 1755 jako burmistrz, w 1760 r. jako rajca, w 1761 r. jako wójt
żona Katarzyna (dd. Bienkowna, ślub w Szamotułach w 1723 r., zmarła w Szamotułach w 1768 r. w wieku 70 lat), ustalone dzieci: Katarzyna (ur.1723, zm. 1723?), Stanisław (ur. 1724), Wojciech Jan Kanty (ur. 1725), Marcin Józef (ur. 1727, zm. 1728), Maciej Grzegorz (ur. 1729), Maciej Kazimierz (ur. 1731, zm. 1732), Konstancja (ur. 1733), Tomasz (ur. 1734), Jakub (ur. 1736), Magdalena (ur. 1739), Piotr Ignacy (ur. 1742);
Andrzej Miniszewski zmarł w Szamotułach w 1774 r. w wieku 70 lat.

Marcin Jarecki, nazwisko zapisywano także Jerecki; urodzony w 1715 r. w Szamotułach, syn malarza Józefa Jareckiego i Anny;
w zapisie z roku 1736 r. wzmiankowany jako „student poznański”; w r. 1744 wymieniony jako pisarz sądowy, w latach 1745-1749 jako pisarz (notarius), w r. 1750 wzmiankowany jako rajca (consul) i burmistrz (proconsul), w 1751 r. jako burmistrz, w 1752 i 1753 r. jako rajca, w 1754 r. jako wójt i rajca; w r. 1755 , 1756, 1757, 1758 i 1759 jako rajca, w r. 1761 i 1762 jako burmistrz, w 1763 r. jako wójt i rajca, w 1764 r. jako wójt i rajca, w 1765 r. jako rajca i burmistrz, w 1766 r. jako burmistrz;
po roku 1777 uzyskał budowlaną dotację finansowo-materiałową od Józefa Mycielskiego, właściciela Szamotuł (teksty ordynacji, Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 77);

W czasie sprawowania rządów w mieście miała miejsca taka uroczystość:
„Jubileusz roku 1751.
Za papieża Innocentego [błąd !] XIV.
W tym roku, jak już pisałem o tym wyżej, Stolica Apostolska ogłosiła Jubileusz generalny, który obchodzony był przez wszystek lud diecezji poznańskiej, zwłaszcza w Poznaniu, przez ogromną i niespotykaną mnogość ludu, przez pół roku, od 16 maja do święta św. Michała. To niesamowite, jaka różnica w porównaniu z celebracją Jubileuszu w roku 1726. Ponieważ tego roku szczególnie ani oko nie mogło się nasycić widokiem, ani ucho słuchaniem, ani też dusza świętą mową, która wszędzie w Poznaniu, zwłaszcza u wielebnych oo. franciszkanów konwentualnych, codziennie aż do wzruszenia pieściła uszy słuchaczy, gdzie liczna rzesza ludu, nawiedzając kościoły (tj. katedrę, św. Marii Magdaleny, jezuitów i oo. franciszkanów konwentualnych), śmiało płynęła przy głosie trąb i hymnów tak, iż zdało się, że Poznań wyszedł z siebie*), prawdziwe [?] Miasto Święte wobec mnogości śpiewających i chwalących Pana.
Nasza kolegiata okazała się szczególną. W asyście prałatów i kanoników, z całą parafią oraz wieloma innymi, które przyłączyły się do naszej tzw. kompanii od 15 lipca do 20 tegoż miesiąca poprzedzone szczególnym przepychem, chorągwiami 4 wielkimi nowo sprawionymi z jedwabiu, małymi zwanymi proporcami również 4, nie licząc innych, 5 znakomicie ozdobionymi obrazami licznie pokrytymi pięknym srebrem, muzyką czyli naszą kapelą domową z wybornym i wielce miłym śpiewem gregoriańskim, przy podziwie ze strony innych parafii obchodziliśmy ten Jubileusz przez 5 dni solennie z Bożą Chwałą i przy poklasku naszej kolegiaty, i szczęśliwie go odprawiliśmy.”

a także wielkie nieszczęście:
„AD 1757, w samą niedzielę świąteczną z rana o godzinie trzeciej wielka fala, straszna burza przypadła w gradem, deszczem y wiatrem bardzo wielkim, która z dnia uczyniła noc y strach wielki, bo zdało się, że wszystkie domostwa, budynki i drzewa śmiały się walić z wielkiego szturmu grzmotu piorunów y bliska świt(?) a deszczu, który jak cebrami lał, że wszystkich zatopi ludzi i żyjące stworzenia, ta fala pewnie z półtora tylko kwadransa, wiele ruiny w budynkach, szkody w polach, zbożach, ogrodach, sadach, borach i inwentarzach uczyniła. Tu nowo postawiona wieża w roku przeszłym przez piorunowy ogień spalona WW. OO. Reformatów zrucona cała, u Fary naszej okna wytłuczone, dachówka zrujnowana, zboża wszystkie zbite z piaskiem zmieszane, żyta, owsy, rychłe jęczmiony i grochy, które więcej nie powstały. Jęczmiony siane pospływały jedne, drugie zatopione wymokły. Ogrody zatopione, drzewka pozytkniece z liścia i owoców obite, insze powywracane zostały. Ludzi z całej nieledwo parafii szamotulskiej płacz i wyrzekania w ten dzień słyszeć i widzieć było, którzy z rykiem i łzami do kościoła kolegiackiego bardzo… przestraszeni, a bardziej zasmuceni przybyli…”;

żona Pudentianna Guzowska (wdowa, ślub w Szamotułach w 1741 r., zmarła w tym samym roku);
druga żona Krystyna (Christina, zmarła w Szamotułach pod koniec 1758 r. w wieku 32 lat), ustalone dzieci: Pudentianna (ur. 1745, zm. 1746), Antoni (ur.1747), Jan Alojzy (ur. 1749), Krystyna Marianna (ur. 1752), Joachim Józef (ur. 1755), Stanisław Bonifacy (ur. 1758, zm. po 4 miesiącach),;
trzecia żona Jadwiga Broniarska z Poznania (urodzona ok. 1728 r., córka Franciszka Broniarskiego, ślub w Szamotułach w 1759 r., zmarła w Szamotułach w 1780 r. w wieku 52 lat ), ustalone dzieci: Feliks (ur. 1760, zm. 1761), Marcin (ur. 1761), Wojciech (ur. 1765), Petronella Justyna (ur. 1766, zm. po 6 miesiącach).


Figurę św. Jana Nepomucena na szamotulskim rynku wzniesiono prawdopodobnie niedługo po powodziach z lat 1724-1725 (święty ten uznawany jest za patrona chroniącego przed powodziami). Woda zalała wówczas ulice całego miasta, a w kościele kolegiackim sięgała 1 metra. Kult świętego rozprzestrzeniał się właśnie w tym czasie: w 1721 r. nastąpiła jego beatyfikacja, a w 1729 r. – kanonizacja. Figurę z szamotulskiego rynku Niemcy zniszczyli w listopadzie 1939 r. Pocztówka z ok. 1912. Widoki Powiatu Szamotulskiego na starych pocztówkach 1898-1945, Szamotuły 2016.


Wojciech Szermer, nazwisko pisano też Szermerski (nazwisko Szermer pojawia się w księgach w 1724 r. w odniesieniu do „nobilis” pisarza Wojciecha Szermera – czy tożsamego z ww. W. Szermerem?);
z 1743 i 1744 r. pochodzą wzmianki opisujące Wojciecha Szermera i Mariannę Szermer jako „nobilis” i dzierżawców folwarku Siemiątkowskiego; Wojciech Szermer wymieniony jest w 1745 r. jako burmistrz (proconsul) i rajca (consul), w 1746 r. jako rajca i burmistrz, w 1747 jako burmistrz i w 1748 jako wójt;
żona Marianna (dd. Mroczynska, ślub przed 1742 r.), ustalone dzieci: Małgorzata Magdalena (ur. 1743), Paweł Wincenty (ur. 1746);
Wojciech Szermer zmarł w Szamotułach w 1748 r. Wdowa Marianna Szermerowa w roku 1750 w Szamotułach ponownie wyszła za mąż za Andrzeja Wyrwińskiego (zmarł w Szamotułach w 1774 r. w wieku 56 lat) i miała troje dzieci. Zmarła w Szamotułach w 1777 r. i została pochowana w kolegiacie pod ołtarzem św. Wawrzyńca.

Józef Kotecki, syn Wojciecha Koteckiego i Anny, urodzony w Szamotułach w 1712 r.,
wzmiankowany w 1746 r. jako „procurator” (instygator miejski?); zapewne tożsamy z komornikiem Józefem Koteckim – mieszkańcem Nowej Wsi pod Szamotułami, Urbania, przedmieścia Psie Pole, mężem Kunegundy, wzmiankowanym w 1774 r. jako „stróż miejski” , w 1775 r. jako „pasterz miejski szamotulski”, w 1785 r. jako „wdowiec i stróż nocny”, zmarłym na folwarku Siemiątkowskie w 1808 r.

Jan Borkowski, nazwisko pisano też Joannes Logenbork, dyrektor szkoły;
żona ?, ustalone dzieci: Marianna (zm. 1747 w wieku 6 lat);
Jan Borkowski/Logenbork, opisany jako „director juventutis” (dyrektor młodzieży – nauczyciel), zmarł w Szamotułach w 1747 r.

Wojciech, sługa miejski, zmarł w Szamotułach w 1749 r.

Wojciech Buynowski; nazwisko pisano także Boynowski, Bujnoski; (czy jest to syn Andrzeja Buynowskiego i Marianny?);
wzmiankowany w 1750 r. jako wójt (advocatus) i burmistrz (proconsul), w 1751 r. jako wójt, w 1755 r. jako rajca (consul); w 1760 r. jako burmistrz i rajca, w 1761, 1762, 1763, 1764 r. jako burmistrz, w 1765 r. jako rajca;
żona Katarzyna (zmarła w Szamotułach w 1753 r.), ustalone dzieci: Jakub (ur. 1742), Ludwika (ur. 1745), Antoni (ur. 1748), Jadwiga (ur. 1750);
druga żona Marianna (ślub w 1753 r.), ustalone dzieci: Ignacy Izydor (ur. 1753, zm.1758);
trzecia żona Magdalena Kuszewska (urodzona ok. 1726 r. , ślub w Szamotułach w 1755 r., zmarła w Szamotułach w 1760 r. w wieku 34 lat), ustalone dzieci: Józef Aleksander (ur. 1756, zm. 1758), imię nieustalone (zm. 1757), Wojciech Hiacynt (ur. 1759), Feliks Aegidius i Aegidius Feliks (bliźnięta? ur. 1760, Feliks przeżył 3 miesiące), Regina (ur. 1760, przeżyła 1 dzień);
czwarta żona Jadwiga (urodzona ok. 1710 r., ślub ok. 1763 r., zmarła w Szamotułach w 1764 r. w wieku 54 lat i została pochowana u OO. Reformatów);
piąta żona Konstancja (urodzona ok. 1725 r., ślub 1764-1766 r., wdowa po Jakubie Jągrowskim, zmarła w Szamotułach w 1795 r. w wieku 70 lat), ustalone dzieci: Kajetan Serafin (ur. pod koniec 1766 r.), Konstancja Agnieszka (ur. 1768).

Wojciech Jan Kanty Miniszewski, nazwisko pisano też Miniszki, urodzony w Szamotułach w 1725 r., syn Andrzeja Miniszewskiego i Katarzyny;
wzmiankowany w 1750 i 1751 r. jako pisarz (notarius), w 1752 r. jako pisarz miejski, w 1753 i 1756 jako pisarz, w 1757, 1760 i 1762 r. jako pisarz miejski,
pierwsza żona Małgorzata (Gorszeska, urodzona w Szamotułach w 1726 r., córka Grzegorza i Katarzyny, ślub w Szamotułach w 1750 r., zmarła w Szamotułach w 1758 r. w wieku 32 lat); ustalone dzieci: Pudentianna Katarzyna (ur. 1751, zm. 1757), Łukasz Piotr (ur. 1752), Nikodem Mikołaj (ur. 1754), Teodora Elżbieta (ur. 1756, zmarła po 9 dniach);
druga żona Jadwiga Orlińska (ślub w Szamotułach na początku 1760 r.), ustalone dzieci: Pudentianna Brygida (ur. 1760), Magdalena (ur. 1765, zm. 1766), Józef (ur. 1767, zm. 1768), Szymon Tadeusz (ur. 1768), Jadwiga Teresa (ur. 1770);
Wojciech Miniszewski zmarł w Szamotułach w 1785 r. w wieku 60 lat. Jadwiga Miniszewska (wzmiankowana w międzyczasie jako „Jadwiga Mniszka”) w r. 1795 wyszła w Szamotułach za mąż za młynarza z Lulina – Jakuba Fabrowskiego.

Wojciech Biesiecki, nazwisko pisano też Biesiada, Bayscicki, Biesziecki, Biesiedzki, Bisiecki, Bysiecki; kuśnierz, urodzony w Szamotułach w 1693 r., syn szewca Andrzeja Biesiady i Marianny, wielokrotnie wzmiankowany w księgach parafialnych, wymieniony w 1751 r. jako ławnik miejski;
żona Teresa (urodzona ok. 1688 r., zmarła w Szamotułach w 1758 r.) ustalone dzieci: Marianna (ur. 1717), Jakub (ur. 1721), Teresa (ur. 1724);
druga żona Marianna Nawrocka (wdowa, ślub w Szamotułach w 1759 r.), ustalone dzieci: Jan (ur. 1760, zmarł po tygodniu);
Wojciech Biesiecki zmarł w Szamotułach w 1772 r. Wdowa Marianna Biesiecka zmarła najprawdopodobniej w Szamotułach w 1802 r. w wieku 69 lat.

Jerzy (Georgius, Aegidius?) Zarębski, nazwisko pisano także Zaręmbski, Zarembski, Zaremski; urodzony ok. 1708 r.;
w 1743 r. wzmiankowany jako „nobilis”, w r. 1752 i 1753 wymieniony jako wójt (advocatus), w 1754 r. jako burmistrz (proconsul) i wójt, w 1755 r. jako wójt i rajca; w 1758, 1759 i 1760 r. jako burmistrz,;
żona Ludwika (wdowa po Janie Kloneckim, urodzona ok. 1700 r., ślub w Szamotułach w 1743 r., zmarła w Szamotułach w 1770 r. w wieku 70 lat ), ustalone dzieci: Patronella (ur. 1745);
Jerzy Zarębski zmarł w Szamotułach w 1778 r. w wieku 70 lat.

Jakub Maiński, urodzony ok. 1702 r. (czy jest to syn Andrzeja Maginskiego [Mainskiego] i Agnieszki?); wzmiankowany w 1752 r. jako ławnik szamotulski, w 1757 r. jako ławnik; w 1786 r. wymieniony płatnik podatku kwartalnego za uprawę ziemi na przedmieściu Targowisko oraz w Nowej Wsi (rejestr dochodów i wydatków kasy miasta Szamotuły w 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 130);
żona Katarzyna Ekiertowa (wdowa po kupcu Danielu Ekiercie, ślub w Szamotułach w 1739 r., zmarła w 1756 r.), ustalone dzieci: Jan Nepomucen Ignacy (ur. 1746), Helena Anna (ur. 1747);
Jakub Mainski zmarł w Szamotułach w 1804 r. w wieku 102 lat.

Józef Zieleniewicz, urodzony ok. 1713 r. (czy to syn Wojciecha Zieleniewicza i Barbary?);
wzmiankowany w latach 1743, 1744, 1746-1753, 1755, 1757, 1758, 1761, 1762, 1764, 1766, 1767, 1773 r. jako organista szamotulskiej kolegiaty; wymieniany nadto w 1752 r. jako ławnik, w 1755 i 1756 r. jako wójt (advocatus), w 1759 r. jako rajca (consul) i burmistrz (proconsul), w r. 1760 jako burmistrz i rajca,
żona Marianna (ur. ok. 1724 r.), ustalone dzieci: Grzegorz Józef (ur. 1747), Adam Maciej (ur. 1749), Ignacy Wawrzyniec (ur. 1751), Augustyn Jan (ur. 1753, zmarł tuż po chrzcie), Helena Marianna (ur. 1754), Aniela (ur. 1756, zm. 1759), Tomasz Kazimierz (ur. 1759, zm. 1760), Marcin (ur. 1760), Jadwiga Teresa (ur. 1764), Franciszka Nepomucena Szczepana (ur. 1766);
Józef Zieleniewicz zmarł w Szamotułach w 1773 r. w wieku 60 lat. Marianna Zieleniewiczowa zmarła w Szamotułach w 1774 r. w wieku 50 lat.

Stanisław Rosicki, w 1754 i 1757 r. wzmiankowany jako dyrektor szkoły szamotulskiej;
żona Wiktoria, ustalone dzieci: Józef Grzegorz (ur. 1754).
Michał, sługa miejski, zmarł w Szamotułach w 1757 r. w wieku 60 lat.

Franciszek Lepszyński, wzmiankowany w księgach parafialnych od 1751 r. (w 1753 r. wraz z Marianną Kotecką występują jako „chrzestni z wody”, w tym samym roku F. Lepszyński opisany jest jako „ksiądz”, a w latach 1755-1757 jako „zakrystian”), w roku 1759 wymieniony jako dyrektor szkoły, w r. 1767 jako bakałarz szkoły szamotulskiej;
żona Marianna Derpińska lub Derpina (wdowa, ślub w Szamotułach w 1767 r.).

Walenty Wieczorkowicz, urodzony ok. 1722 r., (czy jest to syn Franciszka Wieczorkowicza – muzykanta kolegiaty szamotulskiej i Jadwigi?);
w 1757 r. wzmiankowany jako kantor, w r. 1759 wymieniony jako wójt (advocatus), w 1760 r. jako wójt miejski („advocatus civitatis”);
żona Marianna (dd. Węgleska, córka Michała Węgleskiego i Marianny, ur. w Szamotułach w 1722 r., ślub w Szamotułach w 1745 r., zmarła w Szamotułach w 1759 r.), ustalone dzieci: bliźnięta Ewa Joanna (zm. po 6 tygodniach) i Agnieszka Marianna (ur. 1746), Barbara Katarzyna (ur. 1747, zm. 1748), Józefata Apolonia (ur. 1750, zm. w tym samym roku?), Teresa Jadwiga (ur. 1752, zm. 1761); Jakub Bonawentura (ur. 1755);
druga żona Wiktoria Boguszewska (wdowa po szewcu Józefie Boguszewskim, ślub w Szamotułach w 1760 r.);
Walenty Wieczorkowicz, mieszczanin szamotulski i kantor kolegiaty, zmarł w Szamotułach w 1760 r. w wieku 38 lat. Wdowa Wiktoria Wieczorkowiczowa w r. 1766 wyszła za mąż w Szamotułach za Franciszka Lewendowskiego „z zamku” i zmarła w Szamotułach w 1792 r. w wieku 70 lat.

Krzysztof Cieplicki, nazwisko pisano też Ciepliński, w r. 1750 wzmiankowany jako kapelmistrz, w r. 1759 występuje jako rajca, w r. 1760 jako muzyk;
żona Małgorzata, ustalone dzieci: Zofia (ur. 1750), Magdalena (ur. 1758, zm. 1763);
Krzysztof Cieplicki zmarł w Szamotułach w 1760 r. Wdowa Małgorzata Cieplińska w 1760 r. urodziła syna Franciszka Edwarda (pogrobowca), zmarła w Szamotułach w 1795 r. w wieku 90 lat.

Andrzej Wyrwiński; urodzony ok. 1718 r. (syn Wawrzyńca Wyrwińskiego i Katarzyny, czy Jana Wyrwińskiego i Agnieszki?);
w r. 1759 wymieniony jako ławnik miejski;
żona Marianna (wdowa I voto Szermerowa, ślub w Szamotułach w 1750 r.), ustalone dzieci: Marcin (ur. 1750, zm. 1760), Marianna Józefina (ur. 1753, zm. 1756), Antonia Zofia Nepomucena (ur. 1759).
Andrzej Wyrwiński zmarł w Szamotułach w 1774 r. w wieku 56 lat.

Antoni Kozłowski, nazwisko pisano też Kozłowicz i Kozłoski; mieszczanin szamotulski; urodzony w 1734 r. w Szamotułach, syn Michała Kozłowskiego i Zofii;
w zapisie z 1761 r. występuje jako „karczmarz” (albo dzwonnik – słowa łacińskie podobne) kolegiaty”, w r. 1762 i 1763 wzmiankowany jako „zakrystian”; wymieniony w r. 1760 jako ławnik miejski, w 1767 r. jako wójt, w 1768 i 1769 r. jako burmistrz, w 1770 r. jako wiceburmistrz i burmistrz, w 1771 r. jako burmistrz, w 1772, 1773 i 1774 r. jako wójt, w 1775, 1776 i 1777 r. jako burmistrz, w 1778 i 1779 r. jako wójt, w 1780, 1781 i 1782 r. jako burmistrz i w 1772 r. jako wójt, w 1786 r. jako asesor burmistrza (zobowiązania do przestrzegania ordynacji Józefa Mycielskiego z dnia 3 maja 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 116), w tym samym roku jako zwolniony z płacenia podatku za produkcję i sprzedaż piwa oraz zwolniony z płacenia podatku kwartalnego za sprzedaż dworskiej wódki (rejestr dochodów i wydatków kasy miasta Szamotuły w 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 128 i 129), w r. 1793 wymieniony jako wójt (Indaganda pruska z około połowy 1793 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 164), po roku 1777 uzyskał budowlaną dotację finansowo-materiałową od Józefa Mycielskiego, właściciela Szamotuł (teksty ordynacji, Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 77), w r. 1811 wymieniony jako ławnik (P. Nowak, Szamotuły. Dzieje miasta, s. 107);
żona Marianna (dd. Szermerówna, ślub w Szamotułach w 1758 r., zmarła w Szamotułach w grudniu 1803 r.), ustalone dzieci: Walenty Romuald (ur. 1759, późniejszy student Akademii Poznańskiej, zasłużony prepozyt Św. Ducha i kolegiaty szamotulskiej, zmarły w 1834 r.), Marianna Gabriela (ur. 1761), Wincenty Gwilhelmus (ur. 1763, zmarł po 2 tygodniach), Petronella Antonina (ur. 1764), Jakub Teodor Ignacy (ur. 1767, zm. 1785), Zofia Klara (ur. 1770), Helena Barbara (ur. 1774, w 1798 r. wyszła za mąż za Józefa Krajewskiego z okolic Obornik).
Antoni Kozłowski zmarł w Szamotułach w połowie października 1812 r. w wieku 79 lat i został pochowany na przykościelnym cmentarzu.

Bartłomiej, wzmiankowany w 1761 r. jako sługa miejski;

Józef, wymieniony jako stróż miejski w 1762 r.; żona Anna, ustalone dzieci: Marianna (ur. 1762);

Jan Maciejewski, wzmiankowany jako bakałarz szkoły szamotulskiej w 1764 r., w 1781 r. zawarł z Józefem Mycielskim, właścicielem miasta, kontrakt na wytwarzanie i sprzedaż wódki (Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 113); w 1786 r. wymieniony jako płatnik podatku kwartalnego za produkcję i sprzedaż wódki (rejestr dochodów i wydatków kasy miasta Szamotuły w 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 129);

Krzysztof Garski vulgo Wachmistrz, (czy chodzi tu o instygatora miejskiego?), wymieniany kilkakrotnie w latach w 1765-1772;
żona Petronella (urodzona ok. 1744 r., zmarła w Szamotułach w 1794 r.), ustalone dzieci: Walenty (ur. 1767, zm. tuż po chrzcie), Piotr Paweł (ur. 1768, zm. po tygodniu?);

Jakub Sulczewski, nazwisko pisano też Szułczewski i Szulczewski; zamieszkały na szamotulskim przedmieściu Nowa Wieś; urodzony ok. 1730 r.,
wzmiankowany w 1765 r. jako burmistrz (proconsul), rajca (consul) i wójt (advocatus), w 1766 r. jako wójt, w 1767 r. jako burmistrz, w 1771 r. jako wójt, w 1772, 1773 i 1774 r. jako burmistrz, w 1778 i 1779 r. jako burmistrz, w 1779 jako rajca, w 1781 r. jako wójt i burmistrz, w 1782 r. jako wójt, w 1783, 1784 i 1785 r. jako burmistrz, w 1785 r. jako wójt, w 1786 r. jako wójt (zobowiązanie władz miasta do przestrzegania ordynacji Józefa Mycielskiego z dnia 3 maja 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 116), w 1791 r. jako burmistrz;
Po roku 1777 uzyskał budowlaną dotację finansowo-materiałową od Józefa Mycielskiego, właściciela Szamotuł (teksty ordynacji, Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 77); w 1781 r. zawarł z Józefem Mycielskim, właścicielem miasta, kontrakt na wytwarzanie i sprzedaż wódki (Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 113); w 1786 r. wymieniony jako płatnik podatku kwartalnego za produkcję i sprzedaż piwa, płatnik podatku kwartalnego za produkcję i sprzedaż wódki oraz płatnik podatku kwartalnego za uprawę ziemi na przedmieściu Targowisko i w Nowej Wsi (rejestr dochodów i wydatków kasy miasta Szamotuły w 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 128 i 130);
żona Katarzyna (dd. Zieleniewiczowa, córka Wojciecha Zieleniewicza i Doroty, urodzona w Szamotułach w 1742 r., ślub w Szamotułach w 1760 r., zmarła w Szamotułach pod koniec 1773 r. i została pochowana w kolegiacie w krypcie pod ołtarzem św. Wawrzyńca), ustalone dzieci: Michał Chryzostom (imię wymawiano wtedy jako Krzyżostom, ur. 1761), Bartłomiej Bernard (ur. 1763, zm. 1766), Józef Benedykt (ur. 1765), Antoni Bernard (ur. 1767), Jakub (ur. 1771, zm. 1773);
druga żona Magdalena Konstancja (dd. Jągrowska, córka Mateusza Jągrowskiego i Marianny, urodzona w Szamotułach w 1753 r., ślub w Szamotułach w 1774 r.), ustalone dzieci: Teodor Marcin (ur. 1774, zm. 1775), Kunegunda Marianna (ur. 1776), Jakub (ur. 1779), Marcin (ur. 1781), Stanisław Teodor (ur. 1784), Franciszka Józefa (ur. 1786), Nepomucen Hilary (ur. 1788), Jan Kanty Teodor (ur. 1791);
Jakub Szulczewski zmarł w Szamotułach w 1793 r. w wieku 63 lat. Magdalena z Jągrowskich Szulczewska, jego druga żona, zmarła w tym samym roku, kilka miesięcy wcześniej.

Stanisław Zagrodzki, nazwisko pisano też Zagroczki, Zagrocki; piwowar; urodzony ok. 1714 r.;
wymieniony w r. 1768, 1769 i 1770 jako wójt (advocatus), w 1774 r. jako ławnik miejski, w 1775, 1776 i 1777 r. jako wójt, w 1780 i 1783 r. jako wójt;
po roku 1777 uzyskał budowlaną dotację finansowo-materiałową od Józefa Mycielskiego, właściciela Szamotuł (teksty ordynacji, Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 77); w 1781 r. zawarł z Józefem Mycielskim, właścicielem miasta, kontrakt na produkcję i sprzedaż wódki (Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 113); w 1786 r. wymieniony jako starszy (cechu) piwowarów (zobowiązanie do przestrzegania ordynacji Józefa Mycielskiego z dnia 3 maja 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 116), w tym samym roku jako zwolniony z płacenia podatku za produkcję i sprzedaż piwa oraz płatnik podatku kwartalnego za produkcję i sprzedaż wódki (rejestr dochodów i wydatków kasy miasta Szamotuły w 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 128 i 29);
żona Franciszka (zmarła w Szamotułach w 1775 r. w wieku 39 lat), ustalone dzieci: Agnieszka (ur. 1766, zm. 1767), Franciszek Ksawery (ur. 1767), Rozalia (ur. 1768, zmarła w tym samym roku), Petronela Teresa (ur. 1769, w 1789 r. wyszła za mąż za Stanisława Nowackiego, zarządcę z Napachania); Justyna Regina (ur. 1771, wyszła za mąż za Andrzeja Krzekowskiego), Jan Antoni Maciej (ur. 1775, zm. po 6 miesiącach);
druga żona Antonella (Antonina, dd. Wyrwińska, ślub w Szamotułach w 1775 r.), ustalone dzieci: Antoni Maciej (ur. 1778, zm. po 11 tygodniach), Marcin Stanisław (ur. 1779), Ignacy Wawrzyniec (ur. 1782), Jan Stefan (ur. 1785), Wincenty Ferrerius Belizariusz (ur. 1788, zm. 1791), Józef (ur. 1791), Konstancja (ur. 1795);
Stanisław Zagrodzki zmarł w Szamotułach w 1801 r. w wieku 87 lat i został pochowany u OO. Reformatów.

Antoni Czechowicz, nazwisko pisano też Cechowicz i Cichowicz; urodzony ok. 1733 r.,
w 1768 r. wspomniany jako sługa miejski; w 1771 r. wzmiankowany jako stróż miejski, w 1785 r. jako parobek dworski;
żona Jadwiga, ustalone dzieci: Jan (zm. 1766 w wieku 3 lat), Małgorzata Regina (ur. 1765, zm. 1773), Wincenty (ur. 1768), Wiktoria (zm. 1771);
druga żona Marianna (komornica z Szamotuł, ślub w Szamotułach w 1795 r.), ustalone dzieci: Rozalia (zm. 1796);
Antoni Czechowicz, opisany jako „kalkanista” (poruszający miechy organów kościelnych), zmarł w Szamotułach w 1800 r. w wieku 67 lat. Wdowa Marianna Czechowiczowa zmarła w Szamotułach w 1803 r. w wieku 44 lat.

Józef Gabriel Chrzonowski, nazwisko pisano też Chrzanowski i Chrząnowski; kuśnierz, urodzony w Szamotułach w 1731 r., syn kuśnierza Andrzeja Chrząnowskiego i Anny;
wymieniony jako wójt (advocatus) w 1769 r., w r. 1786 jako ławnik wójtowski (zobowiązanie do przestrzegania ordynacji Józefa Mycielskiego z dnia 3 maja 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 116) oraz w tym samym roku jako płatnik podatku kwartalnego za produkcję i sprzedaż wódki (rejestr dochodów i wydatków kasy miasta Szamotuły w 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 128 i 130);
żona Regina (dd. Kolanowska, córka Stanisława Kolanowskiego i Agnieszki, urodzona w Szamotułach w 1741 r., ślub w Szamotułach w 1760 r.), ustalone dzieci: Konstancja (ur. 1761, zmarła po 4 dniach), Justyna Brygida (ur. 1762, zm. 1764), Katarzyna Weronika (ur. 1764, w 1780 r. wyszła za mąż za Jana Maciejewskiego), Jan Józef (ur. 1767, zm. 1768);
Józef Chrzonowski zmarł w Szamotułach w 1794 r. w wieku 64 lat.

Walenty Sypniewski, wzmiankowany w 1772 r. jako pisarz (notarius), w 1772 i 1773 r. jako dyrektor szkoły szamotulskiej, w 1775, 1776 i 1778 r. jako skryba zamkowy szamotulski;
żona Katarzyna, ustalone dzieci: Antonina (Antonella, ur. 1771, zm. 1772), Marianna (ur. 1772), Jan (zm. 1775), Marianna Kunegunda (ur. 1776), Jan Stanisław (ur. 1778).

Józef Mieciakowicz, wymieniony w zapisie z 1774 r. jako chirurg;
żona Gertruda, zmarła w Piaskowie w 1774 r. w wieku 20 lat.

Antoni, dyrektor szkoły, zmarł w Szamotułach w 1781 r. w wieku 21 lat.

Banedykt Matykiewski (Mathikiewski), wzmiankowany w 1782 r. jako chirurg, mieszkaniec szamotulskiego przedmieścia Targowisko;
żona Victoria, ustalone dzieci: Marianna (ur. 1782).

Jan Nepomucen Manicki, nazwisko pisano też Mainski, Maincki, Maniczki, Maniecki; urodzony w Szamotułach w 1746 r., syn Jakuba Maińskiego i Katarzyny Ekiertowej;
występuje w księgach parafialnych w 1783 r. jako skryba, w 1787 i 1788 r. jako burmistrz (proconsul), w 1793 r. jako rajca (skład władz Szamotuł wg Indagandy pruskiej z około połowy 1793 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 164);
w 1781 r. zawarł z Józefem Mycielskim, właścicielem miasta, kontrakt na produkcję i sprzedaż wódki (Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 113); w 1786 r. wymieniony jako płatnik podatku kwartalnego z tego tytułu oraz płatnik podatku kwartalnego za uprawę ziemi w Nowej Wsi (rejestr dochodów i wydatków kasy miasta Szamotuły w 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 132), w r. 1811 wymieniony jako ławnik (P. Nowak, Szamotuły. Dzieje miasta, s. 107);
żona Teresa (urodzona ok. 1762 r., zmarła w Szamotułach w 1786 r. w wieku 24 lat), ustalone dzieci: Justyna Franciszka (ur. 1781, zm. 1806), Stanisław Kostka Leon (ur. 1783, zm. 1784), Marianna Antonina (ur. 1785);
druga żona Barbara (urodzona ok. 1766 r., zmarła w Szamotułach w 1798 r. w wieku 32 lat), ustalone dzieci: Antoni Nepomucen (ur. 1788, zm. 1789), Andrzej Corsinus (ur. 1790), Teodor Marcin Karol (ur. 1791, zm. 1799); Karolina Anna (ur. 1793, zm. 1796), Józefa Franciszka (ur. 1794 i wkrótce zmarła);
Jan Manicki (Maiński) żył w Szamotułach jeszcze w 1810 r.

Kazimierz Maychrowicz, urodzony ok. 1758 r. (czy jest to syn Kazimierza Maychrowicza z Kaźmierza i Jadwigi Bardzikówny z Szamotuł?);
wymieniony w zapisie z r. 1783 jako dyrektor szkoły, w 1797 r. wzmiankowany jako ekonom (zamkowy?);
żona Marianna (dd. Karcinska, ur. 1762, ślub przed 1780 r., zmarła w Szamotułach, mając 33 lata w 1795 r. i została pochowana u OO. Reformatów), ustalone dzieci: Magdalena (ur. 1780 w Dębinie par. Otorowo), Marianna (zm. w Szamotułach w 1783 r. w wieku 3 lat, czy tożsama z Magdaleną?), Michał (ur. w Kaźmierzu w 1783, zmarł po 11 tygodniach w domu ojca na szamotulskim przedmieściu Targowisko), Bibianna (ur. ok. 1781, zm. w Szamotułach w 1796 r. w wieku 15 lat);
druga żona Marianna (dd. Turobicka, urodzona w 1779 r., ślub w Szamotułach w 1800 r.), ustalone dzieci: Salomea Rozalia (ur. pod koniec 1800 r.).

Wojciech Michalski, pochodził z Ostroroga;
w 1781 r. Wojciech Michalski zawarł z Józefem Mycielskim, właścicielem miasta, kontrakt na produkcję i sprzedaż wódki (Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 113); wzmiankowany w 1785 jako burmistrz (proconsul) i 1786 r. jako burmistrz (zobowiązanie do przestrzegania ordynacji Józefa Mycielskiego z dnia 3 maja 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 115), w 1786 r. wymieniony jako płatnik podatku kwartalnego za produkcję i sprzedaż piwa i płatnik podatku kwartalnego za produkcję i sprzedaż wódki (rejestr dochodów i wydatków kasy miasta Szamotuły w 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 128, 129), następnie w 1788, 1789, 1792, 1793 r. wzmiankowany jako burmistrz (wymieniony także w Indagandzie pruskiej z około połowy 1793 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 164); po zajęciu Szamotuł wskutek II rozbioru zdjęty ze stanowiska i osadzony w więzieniu (Szamotuły. Dzieje miasta, s. 105);
żona Katarzyna (urodzona ok. 1749 r., ślub w Szamotułach w 1771 r., zmarła w Szamotułach w 1802 r. w wieku 53 lat i została pochowana w krypcie kolegiaty pod ołtarzem MB Cudownej ), ustalone dzieci: Ludwika Nepomucena (ur. 1773, zmarła w tym samym roku), Wiktoria Henryka (ur. 1774), Brygida Michalina (ur. 1775), Apolonia Dorota (ur. 1777, zmarła po 7 miesiącach), Marianna (ur. 1778), Weronika Agata (ur. 1780), Józef (ur. 1782), Agata Katarzyna (ur. 1784), Anna Helena (ur. 1785), Antoni Jan (ur. 1787, zm. po trzech tygodniach), Antonina Konstancja (ur. 1788), Teodozja Anastazja (ur. 1790), Magdalena (ur. 1792, zm. 1797);
Wojciech Michalski żył w Szamotułach jeszcze w 1808 r.

Daniel Arent, nazwisko pisano też Arend, Arentd i Arndt; wymieniony w zapisie z 1785 r. jako pisarz (notarius), mieszkaniec przedmieścia Nowa Wieś;
zapewne bliski krewny Jana Arenta – skryby zamkowego (wzmianka w r. 1784 i 1786), Kazimierza Arenta z folwarku Nowa Wieś (wzmianka z r. 1791), Karola Arenta – posesora Popowa (wzmianka z r. 1791), a potem majątku w Gorszewicach k. Kaźmierza (par. ewangelicka Szamotuły, chrzty 1800 r.), Bogusława Arenda (Arndt) – skryby zamkowego (wzmianka z r. 1791), a potem dzierżawcy majątku Kaźmierz, Jędrzejewo i Nowa Wieś k. Kaźmierza (par. ewangelicka Szamotuły, chrzty 1799). Rodzina Arndt była spowinowacona z rodziną Mittelstaedt.

Franciszek Kukawski, pochodził z Popowa k. Wronek, rzeźnik;
w 1786 r. wymieniony jako rewizor oraz jako zwolniony z podatku kwartalnego za produkcję i sprzedaż piwa, a także z podatku kwartalnego za uprawę ziemi na przedmieściu Targowisko (rejestr dochodów i wydatków kasy miasta Szamotuły w 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 129, 131, 134);
żona Marianna (dd. Jągrowska, czy jest to córka Jakuba Jągrowskiego i Konstancji, urodzona w 1749 r.?, ślub w Szamotułach w 1772 r., zmarła w Szamotułach w 1785 r.), ustalone dzieci: Feliks Marcin (ur. 1773, zm. 1774), Walenty Błażej (ur. 1775), Katarzyna Zofia (ur. 1777), Ludwik Jan (ur. 1779), Piotr Łukasz (ur. 1781), Marianna Katarzyna (ur. 1783 i wkrótce zmarła);
druga żona Rozalia Marianna (dd. Śmieykowska, córka Jana Śmieykowskiego i Katarzyny, urodzona w Szamotułach w 1761 r., ślub w Szamotułach w 1785 r.), ustalone dzieci: Władysław Leon (ur. 1786, późniejszy burmistrz Szamotuł), Sylwester (zm. 1787), Marianna (ur. 1787), Marcjanna (ur. 1792), Eleonora (ur. 1792 w wieku 4 lat), Eleonora (ur. 1794, zm. 1795).

Antoni Łomański, urodzony na przedmieściu szamotulskim Nowa Wieś w 1743 r., syn piwowara Andrzeja Łomańskiego i Reginy;
w 1781 r. zawarł z Józefem Mycielskim, właścicielem miasta, kontrakt na wytwarzanie i sprzedaż wódki (Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 113); wymieniony jako asesor w 1786 r. (zobowiązanie do przestrzegania ordynacji Józefa Mycielskiego z dnia 3 maja 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 116) oraz w tym samym roku jako płatnik podatku kwartalnego za produkcję i sprzedaż piwa i płatnik podatku kwartalnego za produkcję i sprzedaż wódki (rejestr dochodów i wydatków kasy miasta Szamotuły w 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 129);
żona Marianna (dd. Kozłowiczówna, córka Michała Kozłowskiego i Zofii, urodzona w Szamotułach w 1742 r., ślub w Szamotułach w 1764 r.), brak dzieci;
Antoni Łomański zmarł w Szamotułach w 1788 r. w wieku 45 lat i został pochowany w kolegiacie w krypcie pod ołtarzem MB Cudownej. W tym samym roku, w wieku 45 lat, zmarła jego żona Marianna Łomańska i została pochowana w kolegiacie pod ołtarzem św. Wawrzyńca.

Franciszek Szulczewski, rzeźnik, urodzony ok. 1743 r.;
wymieniony jako asesor w 1786 r. (zobowiązanie do przestrzegania ordynacji Józefa Mycielskiego z dnia 3 maja 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 116) oraz płatnik podatku kwartalnego za uprawę ziemi na przedmieściu Nowa Wieś (rejestr dochodów i wydatków kasy miasta Szamotuły w 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 132);
żona Zofia, ustalone dzieci: Wiktoria Ewa (ur. 1767), Justyna (ur. 1769), Konstancja (ur. 1770, zmarła po 12 tygodniach), Ksawery Mikołaj (ur. 1771, zmarł po 8 dniach), Jan (ur. 1773, przeżył 1 dzień), Jan (ur. 1774), Antoni (ur. 1776), Marianna (ur. 1778, przeżyła 1 miesiąc), Petronella (ur. 1779), Józefata (ur. 1781), Józefa Gabriela (ur. 1782), Bartłomiej (ur. 1783), Franciszek (ur. 1784, zm. 1789), Tomasz Jan (ur. 1787), Walenty (1790, zm. 1792), Walentyna Agata (ur. 1793);
Franciszek Szulczewski zmarł w Szamotułach w 1793 r. w wieku 50 lat. Wdowa Zofia Szulczewska zmarła w Szamotułach w 1810 r.

Walenty Zieleniewicz, nazwisko pisano też Zielniewicz; cieśla, syn Wojciecha Zieleniewicza i Doroty, urodzony w Szamotułach w 1749 r.;
po roku 1777 uzyskał budowlaną dotację finansowo-materiałową od Józefa Mycielskiego, właściciela Szamotuł (teksty ordynacji, Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 77); wymieniony bez podania funkcji w 1786 r. wśród innych członków władz miejskich (zobowiązanie do przestrzegania ordynacji Józefa Mycielskiego z dnia 3 maja 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 116); w tym samym roku wymieniony jako płatnik podatku kwartalnego za produkcję i sprzedaż piwa oraz płatnik podatku kwartalnego za uprawę ziemi na przedmieściu Nowa Wieś (rejestr dochodów i wydatków kasy miasta Szamotuły w 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 128, 132); w r. 1793 wzmiankowany jako rajca (Indaganda pruska z około połowy 1793 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 164);
żona Regina (dd. Szulczewska lub Szulcewna ze Starego Miasta pod Szamotułami, urodzona ok. 1750 r., w r. 1761 wzmiankowana jako „panna z domu prepozyta w Starym Mieście”, ślub w Szamotułach w 1772 r., zmarła w Szamotułach w 1795 r. w wieku 45 lat);
druga żona Jadwiga (dd. Frycówna, córka kowala Krzysztofa Fryc z Nowej Wsi i Marianny, urodzona w Nowej Wsi pod Szamotułami w 1768 r., ślub w Szamotułach w 1797 r.), ustalone dzieci: Wawrzyniec (zm. 1800 r., przeżył 1 rok);
Walenty Zieleniewicz zmarł w Szamotułach w 1800 r. (krótko przed synem) i został pochowany w kolegiacie pod ołtarzem św. Wawrzyńca. Wdowa Jadwiga Zieleniewiczowa wyszła za mąż w Szamotułach w r. 1801 za wdowca Walentego Grzegorzewicza i zmarła tutaj w 1803 r.

Jakub Kozłowicz; urodzony w Szamotułach w 1746 r., syn Michała Kozłowskiego i Zofii;
po roku 1777 uzyskał budowlaną dotację finansowo-materiałową od Józefa Mycielskiego, właściciela Szamotuł (teksty ordynacji, Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 77); w 1782 i 1789 r. wzmiankowany jako „zakrystian” kolegiaty; w 1789 r. był świadkiem oświadczenia o zmianie wyznania złożonego przez niejaką Mariannę lat 38 z Nowej Wsi;
wymieniony bez podania funkcji w 1786 r. wśród innych członków władz miejskich (zobowiązanie do przestrzegania ordynacji Józefa Mycielskiego z dnia 3 maja 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 116) oraz wymieniony w tym samym roku jako płatnik podatku kwartalnego za produkcję i sprzedaż piwa (rejestr dochodów i wydatków kasy miasta Szamotuły w 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 129);
żona Barbara (ur. ok. 1750 r.), ustalone dzieci: Michał (ur. 1775, zmarł po 2 miesiącach), Jan Bonawentura( ur. 1777, zm. w 1778), Marceli (ur. 1779, zm. 1781), Zofia Nepomucena (ur. 1781), Marceli Józef (ur. 1783), Wincenty Bartłomiej (ur. 1785, zm. po 6 miesiącach)
Jakub Kozłowicz (Kozłowski) zmarł w Szamotułach w 1794 r. Wdowa Barbara Kozłowska zmarła w Szamotułach w 1796 r.

Bartłomiej Relewicz, nazwisko pisano też Rylewicz, urodzony na przedmieściu Targowisko w 1743 r., syn Wojciecha Relewicza i Reginy;
wymieniona jako ławnik wójtowski w 1786 r. (zobowiązanie do przestrzegania ordynacji Józefa Mycielskiego z dnia 3 maja 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 116);
żona Jadwiga (dd. Szulczewska, ślub w Szamotułach na początku 1771 r.), ustalone dzieci: Mikołaj (ur. 1771), Walenty (ur. 1774), Julianna (ur. 1776), Nikodem Franciszek (ur. 1778), imię nieustalone (ur. 1781), Wojciech Izydor (ur. 1783, zm. 1784), Krystyna Nepomucena (ur. 1785);
Bartłomiej Relewicz zmarł w Szamotułach w 1786 r. Wdowa Jadwiga Relewiczowa w 1787 r. w Szamotułach wyszła za mąż za szewca Józefa Winickiego.

Andrzej Kolanowski, nazwisko pisano też Kolanoski, urodzony w Szamotułach w 1743 r., syn Stanisława Kolanoskiego i Agnieszki;
po roku 1777 uzyskał budowlaną dotację finansowo-materiałową od Józefa Mycielskiego, właściciela Szamotuł (teksty ordynacji, Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 77); w 1781 r. zawarł z Józefem Mycielskim, właścicielem miasta, kontrakt na produkcję i sprzedaż wódki ( Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 113); wymieniony jako ławnik wójtowski w 1786 r. (zobowiązanie do przestrzegania ordynacji Józefa Mycielskiego z dnia 3 maja 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 116) oraz w tym samym roku wymieniony jako płatnik podatku kwartalnego za produkcję i sprzedaż piwa i płatnik podatku kwartalnego za produkcję i sprzedaż wódki (rejestr dochodów i wydatków kasy miasta Szamotuły w 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 129), wzmiankowany jako wójt (advocatus) w 1787 i 1789 r.;
żona Martianna (Marcjanna, urodzona ok. 1745 r., zmarła w Szamotułach dnia 10 grudnia 1802 r. w wieku 57 lat i została pochowana w krypcie pod ołtarzem MB Cudownej, jej nagrobek wisi do dziś na prawo od kruchty kolegiackiej), ustalone dzieci: Wiktoria (ur. 1767), bliźnięta Franciszka i Marianna (ur. 1769, Franciszka zm. 1773), Wojciech (ur. 1771), Jan Kanty (ur. 1773), Teodor (ur. 1776), Leon Hermenegildus (ur. 1778, zm. 1781), Stanisław Jan (ur. 1781), Antonina Ludwika (ur. 1783, wyszła za mąż za Jana Magdzińskiego, zmarła w 1814 r.), Feliks Antoni (ur. 1786);
Andrzej Kolanowski żył w Szamotułach jeszcze w 1805 r.


Płyta nagrobna Marcjanny Kolanowskiej (zm. 1802) wisi na zewnątrz kościoła (ściana południowa, obok kruchty), zmarłą pochowano w krypcie pod ołtarzem Matki Bożej. Zdjęcie Ireneusz Walerjańczyk


Franciszek Gruscinski, nazwisko pisano też Groszczynski, Groszinski, Gruszczyński lub Gruszyński; rzeźnik, mieszczanin szamotulski, wymieniony bez podania funkcji w 1786 r. wśród innych członków władz miejskich (zobowiązanie do przestrzegania ordynacji Józefa Mycielskiego z dnia 3 maja 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 116) oraz w tym samym roku wymieniony jako płatnik podatku kwartalnego za produkcję i sprzedaż piwa (rejestr dochodów i wydatków kasy miasta Szamotuły w 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 129), wzmiankowany jako ławnik wójtowski w lutym 1787 r. (rejestr dochodów i wydatków kasy miasta Szamotuły w 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 142) oraz wymieniony jako ławnik w 1793 r. (Indaganda pruska z około połowy 1793 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 164), w 1809 i 1810 r. Franciszek Gruszczyński był kilkakrotnie świadkiem złożonych oświadczeń o zmianie wyznania; wymieniony jako ławnik w roku 1811 (Szamotuły. Dzieje miasta, s. 107);
żona Helena Jadwiga (dd. Gummertówna, córka szamotulskiego piwowara zamkowego Bogusława Gummerta i Marianny Sztubskiej, urodzona w Szamotułach w 1751 r., ślub w Szamotułach w 1773 r., zmarła w Szamotułach w październiku 1834 r.), ustalone dzieci: Maciej Józef (ur. 1774, zm. w tym samym roku), Marianna Klara (ur. 1775, w 1796 r. wyszła za mąż za Pawła Ronkowskiego z Wronek), Barbara Bibianna (ur. 1777, w 1796 wyszła za mąż za Kazimierza Ronkowskiego), Jakub (ur. 1780, zm. 1782), Krystyna (ur. 1783, zm. 1784), Wojciech (ur. 1785, zmarł w Szamotułach w 1811 – wzmiankowany jako „poborca podatkowy z Kościana”), Franciszka Józefata (ur. 1788), Antonina Justyna (ur. 1791, zm. 1813), Konstancja Krystyna (ur. 1797).

Marcin Waleski, urodzony ok. r. 1732, wzmiankowany od 1769 r.; wymieniony w 1786 r. jako ławnik wójtowski (zobowiązanie do przestrzegania ordynacji Józefa Mycielskiego z dnia 3 maja 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 116) oraz w tym samym roku wymieniony jako płatnik podatku kwartalnego za produkcję i sprzedaż piwa (rejestr dochodów i wydatków kasy miasta Szamotuły w 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 129); brak pewnych informacji o stanie rodzinnym (być może Regina Walewska zmarła w Szamotułach w 1784 r. to żona?).
Zmarł w Szamotułach w 1792 r. w wieku 60 lat.

Jan Michalski, wymieniony w 1786 r. jako ławnik (zobowiązanie do przestrzegania ordynacji Józefa Mycielskiego z dnia 3 maja 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 116).

Stanisław Lorenc, nazwisko pisano też Lorentz, Lurenc, Lorens, Lorent, Lurencz, Laurencz (czy jest to syn Łukasza Lurenca alias Giałdziarza i Marianny?); bednarz;
po roku 1777 uzyskał budowlaną dotację finansowo-materiałową od Józefa Mycielskiego, właściciela Szamotuł (teksty ordynacji, Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 77); wymieniony w 1786 r. jako cechmistrz bractwa różnego (zobowiązanie do przestrzegania ordynacji Józefa Mycielskiego z dnia 3 maja 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 116), w tym samym roku jako płatnik podatku od wyrobu i sprzedaży piwa, podatku kwartalnego za sprzedaż dworskiej wódki i uprawy ziemi w Nowej Wsi pod Szamotułami (rejestr dochodów i wydatków kasy miasta Szamotuły w 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 128, 129, 132);
żona Zofia Jadwiga (dd. Zieleniewiczowa, córka Wojciecha Zieleniewicza i Doroty, urodzona w Szamotułach w 1751 r., ślub w Szamotułach w 1770 r.), ustalone dzieci: Marcjanna Agnieszka (ur. 1771), Marcin Szymon (ur. 1773, zm. 1776), Wojciech Wincenty (ur. 1776), Paweł Karol (ur. 1779), Karol Piotr (ur. 1782), Konstancja (ur. 1785, zm. 1790), Marianna (ur. 1788, zm. 1790), Franciszek Mateusz (ur. 1792), Katarzyna Barbara (ur. 1797, zm. 1804);
Stanisław Lorenc (Lorentz) zmarł w Szamotułach w 1807 r. w wieku 66 lat. Żona Zofia Lorentzowa zmarła w Szamotułach w marcu 1824 r.

Wojciech Kozłowic, nazwisko pisano też Kozłowicz i Kozłowski; urodzony ok. 1742 r. (syn Michała Kozłoskiego i Zofii ?);
w 1786 r. wymieniony jako starszy bractwa płócienników (zobowiązanie do przestrzegania ordynacji Józefa Mycielskiego z dnia 3 maja 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 116) oraz płatnik podatku kwartalnego za uprawę ziemi na przedmieściu Targowisko (rejestr dochodów i wydatków kasy miasta Szamotuły w 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 130);
żona Marianna (dd. Zieleniewiczówna, córka Wojciecha Zieleniewicz i Doroty, urodzona w Szamotułach w 1745 r., ślub w Szamotułach na początku 1765 r.), ustalone dzieci: Tomasz Sylwester (ur. 1765, przeżył 2 dni), Petronella (ur. 1767, zm. 1768), Piotr Wojciech (ur. 1769);
druga żona Marianna (Guzowska), ustalone dzieci: Julianna Scholastyka (ur. 1782), Julianna Barbara (ur. 1785), Wojciech Filip (ur. 1787), Wiktoria Nepomucena (ur.1791), Katarzyna Anna (ur. 1794), Franciszka Marianna (ur. 1798);
Wojciech Kozłowski zmarł w Szamotułach w 1798 r. w wieku 56 lat.

Jan Michalski II, urodzony ok. 1726 r.;
wymieniony w 1786 r. jako cechmistrz bractwa krawieckiego (zobowiązanie do przestrzegania ordynacji Józefa Mycielskiego z dnia 3 maja 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 116) oraz płatnik podatku kwartalnego za produkcję i sprzedaż wódki (rejestr dochodów i wydatków kasy miasta Szamotuły w 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 130);
Zmarł w Szamotułach na początku czerwca 1806 r.

Jakub Wyrwiński, szewc, mieszkaniec szamotulskiego przedmieścia Targowisko; urodzony w 1746 r. w Szamotułach, syn Jana Wyrwińskiego i Marianny;
po roku 1777 uzyskał budowlaną dotację finansowo-materiałową od Józefa Mycielskiego, właściciela Szamotuł (teksty ordynacji, Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 77); w 1786 r. wymieniony jako cechmistrz bractwa szewców (zobowiązanie do przestrzegania ordynacji Józefa Mycielskiego z dnia 3 maja 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 116);
żona Rozalia (urodzona ok. 1745 r., zmarła na Targowisku w 1810 r. w wieku 65 lat), ustalone dzieci: Magdalena (ur. 1779), Mateusz Michał (ur. 1781, zm. 1785), Katarzyna (ur. 1781?, w 1801 r. wyszła za mąż za Tomasza Lepszyńskiego), Krystyna Józefa Marianna (ur. 1784), Andrzej Klemens (ur. 1786, zm. 1803), Marianna (ur. 1789), Eleonora Zofia (ur. 1793);
Jakub Wyrwiński zmarł na przedmieściu Targowisko w 1812 r.

Franciszek Pal, nazwisko pisano też Paul; w 1786 r. wymieniony jako starszy bractwa sukienników (zobowiązanie do przestrzegania ordynacji Józefa Mycielskiego z dnia 3 maja 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 116);
żona Dorota, ustalone dzieci: Marianna Antonina (ur. 1785); druga żona Marianna, ustalone dzieci: Weronika Zofia (ur. 1788, zm. 1795), Tomasz (ur. 1791).

Martin Krüger, sukiennik, wymieniony bez podania funkcji w 1786 r. wśród innych członków władz miejskich (zobowiązanie do przestrzegania ordynacji Józefa Mycielskiego z dnia 3 maja 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 116);
(czy jest to Marcin Andrzej Krygier, syn młynarza niekatolika z Grabówca Michała Krygiera i Anny Elżbiety, urodzony w 1766 r. w Grabówcu?)

Andrzej Kasprowicz, krawiec, urodzony w Szamotułach w 1752 r., syn olejnika Macieja Kasprowicza i Reginy Mieszczanki;
wymieniony w 1786 r. bez podania imienia jako instygator i płatnik podatku rocznego za produkcję i sprzedaż wódki (rejestr dochodów i wydatków kasy miasta Szamotuły w 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 130 i 140);
pierwsza żona nieznana;
druga żona Anna (dd. Szukalska, córka Wojciecha Szukalskiego i Jadwigi, urodzona ok. 1771 r., ślub w Szamotułach w 1796 r.), ustalone dzieci: Marianna Krystyna (ur. 1797, zm. 1813), Franciszka (ur. 1799), Katarzyna (ur. 1801, zm. 1803).
Andrzej Kasprowicz, wdowiec, zmarł w szamotulskim przytułku 23 września 1829 r. w wieku 77 lat.

Andrzej Moliński, urodzony około 1760 r.; wymieniany wielokrotnie księgach parafialnych w latach 1787-1810; w latach 1787-1789 oraz w latach 1792-1796 wzmiankowany jako pisarz miejski lub skryba miejski, w 1793 r. wymieniony jako sekretarz miasta (i to znający język niemiecki w mowie i piśmie – Indaganda pruska z połowy 1793 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 164), podobnie w r. 1796 i 1797; w 1794 r. na podstawie decyzji ówczesnego burmistrza Szamotuł – Jana Jerzego Raabe – mianowany kierownikiem wydziału finansowego miasta (Szamotuły. Dzieje miasta, s. 105); w 1801 i 1810 r. był świadkiem podczas składania oświadczenia o zmianie wyznania; w 1804 r. wzmiankowany jako rajca (consul), w r. 1805 występuje jako „nobilis” i burmistrz (proconsul), w maju 1805, marcu 1806, maju 1808, maju 1809, styczniu 1810 r. wymieniony w księdze metrykalnej szamotulskiej parafii ewangelickiej jako szamotulski „burmistrz policyjny” („Policeybürgermeister), w latach 1806-1807 wzmiankowany jako rajca (consul), w 1808 r. występuje jako burmistrz, w 1809 r. jako rajca i burmistrz, w r. 1810 jako rajca i burmistrz;
żona Franciszka (dd. Klonecka, urodzona w Szamotułach w 1771 r., córka Macieja Kloneckiego i Małgorzaty, ślub w Szamotułach w 1791 r.), ustalone dzieci: Katarzyna (ur. 1792, zmarła po 5 dniach), Marcjanna (ur. 1793, zm. 1796), Marceli (ur. 1796), Salomea (ur. 1797), Agata (ur. 1802), Józef Kazimierz (ur. 1804, zm. w tym samym roku), Józefa Marianna (ur. 1805), Napoleon Kazimierz (ur. 1807), Stanisław (ur. 1809);
Andrzej Moliński w 1810 r. wraz z rodziną przeprowadził się do Poznania (Szamotuły. Dzieje miasta, s. 107), ale pod koniec życia mieszkał ponowie w Szamotułach.
Zmarł w Szamotułach dnia 2 września1837 r. w wieku 77 lat. Jego żona Franciszka zmarła w Szamotułach 25 lutego 1842 r.

Szymon, sługa miejski, zmarł na folwarku Siemiątkowskie w 1787 r. w wieku 80 lat.

Paweł Heltwasser, nazwisko pisano też Hantwas; wzmiankowany jako chirurg w 1790 r.;
żona Franciszka, ustalone dzieci: Kazimierz Jan Nepomucen (ur. 1790, zm. w tym samym roku).

Jakub Kaczanowski, urodzony ok. 1765 r., wzmiankowany w 1790 r. jako „generosus” i mieszkaniec Osowa k. Szamotuł, w 1792 i 1796 r. jako dyrektor („director”) , w 1793 i 1798 r. jako dyrektor szkoły szamotulskiej, w 1796 r. jako bakałarz, w 1799 r. jako „preceptor” (nauczyciel) szamotulski;
żona Joanna (dd. Michalska), ustalone dzieci: Michał (ur. 1790 w Osowie, zm. 1791), Franciszka (ur. 1792), Andrzej (ur. 1793 i wkrótce zmarł), Petronella Franciszka (ur. 1796), Franciszka (zm. 1796 w wieku 4 lat), Teofila Józefa (ur. 1798, zm. 1802), Marianna (ur. 1798, zm. 1799), bliźnięta Joanna Ludwika i Marianna Weronika (ur. 1801, Joanna zm. 1801, Marianna zm. 1802).
W okresie 1802-1803 r. Jakub Kaczanowski przeprowadził się wraz z rodziną do Podrzewia k. Dusznik; kolejne ustalone dzieci: Ludwik (ur. 1803), Karol (ur. 1806, zm. 1813 w Pniewach – Jakub Kaczanowski wzmiankowany wtedy jako „notarius”), Anastazja (ur. 1811).
W 1814 r. wzmiankowany jako bakałarz (baccalarius) z Podrzewia.
Jakub Kaczanowski, pisarz, zmarł w Podrzewiu w 1817 r. w wieku 52 lat (księgi metrykalne parafii katolickiej w Wilczynie).

Christian (Chrisostom) Dimcke, nazwisko pisano też Diemke, Dimke, Dymke; urodzony ok. 1739 r.; w 1786 r. wymieniony jako zwolniony w kolejnym roku z płacenia podatku kwartalnego za produkcję i sprzedaż piwa oraz z podatku kwartalnego za produkcję i sprzedaż wódki (rejestr dochodów i wydatków kasy miasta Szamotuły w 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 129); w 1793 r. wymieniony jako rajca znający język niemiecki w mowie i piśmie (Indaganda pruska z około połowy 1793 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 164); w r. 1794 wyznaczony na sekretarza miejskiego (Szamotuły. Dzieje miasta, s. 105); w latach 1801-1803 wzmiankowany jako królewski „Vogtmeister in Samter”, co oznacza niemal na pewno wójta (księga chrztów par. ewangelickiej w Szamotułach) lub Vogtwȁrter (1801) i Vogthalter (1801, 1803 r.);
żona Liebegott Diemke (dd. Gedikin, par. ewangelicka Szamotuły, chrzty 1799-1801), ustalone dzieci: Carolina( ?), Ludwig Wilhelm (ur. 1801, zm. 1803).
Christian Dimcke (Dimke) zmarł w Szamotułach 15 października 1803 r. w wieku 64 lat i został pochowany w Szamotułach na przykościelnym (ewangelickim) cmentarzu (księga zmarłych parafii ewangelickiej w Szamotułach 1803 r.).

Jan Chrzenoski, nazwisko pisano też Chrząnowski i Chrzonoski; rzeźnik (czy jest to Jan Tomasz, syn Piotra Chrząnowskiego i Magdaleny, urodzony w Szamotułach w 1757 r.?);
po roku 1777 uzyskał budowlaną dotację finansowo-materiałową od Józefa Mycielskiego, właściciela Szamotuł (teksty ordynacji, Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 77); wzmiankowany w 1786 r. jako płatnik podatku kwartalnego za uprawę ziemi na przedmieściu Nowa Wieś (rejestr dochodów i wydatków kasy miasta Szamotuły w 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 132), a w 1793 r. jako rajca (Indaganda pruska z około połowy 1793 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 164); w r. 1811 wymieniony jako rajca szamotulski (Szamotuły. Dzieje miasta, s. 107);
żona Agnieszka (urodzona ok. 1756 r., zmarła w Szamotułach w 1796 r. w wieku 40 lat), ustalone dzieci: Agnieszka (ur. 1781), Walenty (zm. 1785), Jakub Filip (ur. 1783), Marianna Joanna Franciszka (ur. 1785, zm. 1787), Franciszek Linus (ur. 1788, zm. 1812), Antonia Wiktoria (ur. 1791, zm. 1801), Wojciech (ur. 1793), Justyna Marianna (ur. 1795, zm. 1796), imię nieustalone (zm. 1796);
druga żona Marcjanna Agnieszka (dd. Laurencowna, urodzona w Szamotułach w 1771 r., córka Stanisława Lorenca i Zofii, ślub w Szamotułach w 1797 r.), ustalone dzieci: Wojciech Stanisław (ur. 1798), Helena Krystyna (ur. 1800, zm. 1803), Paschalis Jan Nepomucen (ur. 1802), Zuzanna Aniela (Angela, ur. 1804), Michał Karol (ur. 1806), Nepomucen (zm. 1807), Marcin (ur. 1809, zm. 1811).
Jan Chrzonowski zmarł w Szamotułach w maju 1817 r.

Gottlieb Schoenig, nazwisko pisano też Szenik; piekarz, w 1793 r. wzmiankowany jako ławnik (Indaganda pruska z około połowy 1793 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 164);

Walenty Franciszek Salezjusz Kolemiński, nazwisko pisano też Kolminski, Kosminski; płóciennik, s. Walentego (z Wronek) i Reginy dd. Guzowska; urodzony w Szamotułach w 1758 r., w 1793 r. wzmiankowany jako ławnik (Indaganda pruska z około połowy 1793 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 164); w 1801 r. wymieniony jako „handlarz pakuł”;
żona Regina (dd. Graboszczanka, urodzona ok. 1760 r., ślub w Szamotułach w 1779 r., zmarła w Szamotułach w 1810 r. w wieku 50 lat), ustalone dzieci: Łucja Marianna (ur. 1779), Antonina Wiktoria (ur. 1782), Petronella (ur. 1785), Franciszek Ksawery (ur. 1787), Justyna Regina (ur. 1791, zm. 1797), Franciszka (ur. 1794, zm. 1796), Brygida Franciszka (ur. 1798, zm. 1802), Jan (ur. 1801, zm. 1811).

Tomasz Brodziński, nazwisko pisano też Brozynski, Brozinski, Brożynski, Brocinski; płóciennik; urodzony ok. 1745 r., po roku 1777 uzyskał budowlaną dotację finansowo-materiałową od Józefa Mycielskiego, właściciela Szamotuł (teksty ordynacji, Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 77); w 1793 r. wzmiankowany jako ławnik (Indaganda pruska z około połowy 1793 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 164);
żona Wiktoria (dd. Lorensowna, ślub w Szamotułach w 1764 r.), ustalone dzieci: Marianna (ur. 1765, przeżyła 5 tygodni), Walenty (ur. 1766, zmarł w tym samym roku), Franciszka (ur. 1767), Marianna (zm. 1773, przeżyła 5 miesięcy), Maciej (zm. 1774, przeżył 8 miesięcy), Róża Rosalia (ur. 1775, zm. 1776), Jan (zm. 1775), Zofia (ur. 1777), Agnieszka (ur. 1780), Antonina Katarzyna (ur. 1782), Mikołaj Ksawery (ur. 1784);
Tomas Brodziński (Brożyński) zmarł w Szamotułach w 1805 r. w wieku 60 lat.

Kazimierz Binert, nazwisko pisano też Binertt; szklarz i w późniejszym okresie także ekonom; urodzony ok. 1758 r.; w 1786 r. wymieniony jako rewizor (rejestr dochodów i wydatków kasy miasta Szamotuły w 1786 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 135), w 1793 r. jako ławnik (Indaganda pruska z około połowy 1793 r., Szamotuły. Karty z dziejów miasta 2, s. 164);
żona Marianna (dd. Kozłowiczówna, ślub w Szamotułach w 1779 r.), ustalone dzieci: Wincenty Walenty (ur. 1780, zm. po 6 dniach), Kazimierz (ur. 1781, zm. 1788), Brygida (ur. 1784), Hipolit Roch (ur. 1786), Walenty Romuald (ur. 1789), Zuzanna (ur. 1791, zmarła tuż po chrzcie), Feliks Antoni (ur. 1792), Antoni Jan (ur. 1795), Tomasz Kazimierz (ur. 1797), Teofila Marianna (ur. 1800), Marianna (ur. 1803, zm. 1804).
Kazimierz Binert, ekonom, zmarł w Szamotułach w 1808 r. i został pochowany w krypcie pod ołtarzem św. Wawrzyńca.


Ze wzmianek historycznych wiadomo, że w przeszłości na rynku znajdował się ratusz, nieznana jest jednak ani jego dokładna lokalizacja, ani – tym bardziej – wygląd. Pod koniec okresu zaborów władze miasta urzędowały w budynku przy ul. Ratuszowej 2, gdzie wcześniej mieścił się szpital (lazaret). Podobnie było w okresie międzywojennym i w 1. okresie PRL-u. Zdjęcie Łukasz Wlazik


Karol Fryderyk (Carl Friedrich Wilhelm) Krówka; nazwisko pisano też Kruffke, Krufski, Krowskiy, Kruffka, Kruwki; pod koniec 1794 r. mianowany burmistrzem Szamotuł po przeniesieniu z Wągrowca, gdzie pełnił identyczny urząd, wskutek zatargów z właścicielem miasta Stanisławem Mycielskim zawieszony w urzędowaniu, po czym w 1799 r. przywrócony na stanowisko (Szamotuły. Dzieje miasta, s. 105); wymieniany jako królewski burmistrz policyjny Szamotuł („Policey Bürgermeister in Samter”) w księgach parafii ewangelickiej w Szamotułach od 1799 r.; wzmiankowany w księgach katolickich w 1796 i 1801 r. jako burmistrz, a na początku 1803 r. jako rajca (consul);
żona Fryderyka Karolina (Amalia Carolina Friderica dd. Reisenern), ustalone dzieci: Luiza Albertyna Amalia (ur. styczeń 1799), Ferdinand Heinrich Willhelm (ur. wrzesień 1800, zm. 1801), Carl August Adolf (ur. luty 1802), Teodor Wilhelm Ferdynand (ur. styczeń 1807), Justyna (wzmiankowana w 1812 r.) – szamotulska parafia ewangelicka;
czy Teodor Wilhelm, „poprzednio Karol Krówki” (ślub w Szamotułach w 1826 r. z wdową Karoliną Rayznarową) to syn ww.?

Wojciech, wymieniony w 1796 r. jako stróż miejski;
żona Anna, ustalone dzieci: Marcin (zm. 1796 w wieku 6 lat).

Karol Wojczek (Fridrich Woyzek); po 1794 r. sekretarz miasta, a wskutek zawieszenia w sprawowaniu urzędu dotychczasowego burmistrza tymczasowo pełnił obowiązki burmistrza Szamotuł (Szamotuły. Dzieje miasta, s. 105); wzmiankowany w 1797 r. jako rajca (consul), a w r. 1799 jako burmistrz policyjny Szamotuł („Policey Bürgemeister in Samter” – par. ewangelicka Szamotuły, chrzty 1799).

Jakub Łuczak, w 1798 r. wzmiankowany jako sługa miejski;
żona Agnieszka, ustalone dzieci: Marianna (ur. 1798).
Po roku 1798 wyprowadził się z Szamotuł i zamieszkał w Dolnym Polu k. Kaźmierza; dalsze ustalone dzieci: Marcin (ur. 1800 w Dolnym Polu).

Andrzej Śliwiński lub Śliwieński, urodzony ok. 1778 r., pochodził z Pniew, mieszkaniec Starego Miasta pod Szamotułami, a potem przedmieścia Targowisko; w 1798 r. wymieniony jako sługa miejski; w 1805, 1809, 1811 i 1814 r. wzmiankowany jako „parobek”, a w r. 1811 i 1813 jako „komornik”;
żona Franciszka (dd. Wiórkówna lub Wierkowa, zmarła w 1814 r.), ustalone dzieci: Magdalena (ur. 1798), Wojciech ur. 1801), Jakub (ur. 1804, zm. w tym samym roku), Katarzyna (ur. 1805), Maciej (ur. 1809), Bartłomiej (zm. 1810, przeżył 2 lata), Stefan (Szczepan, ur. 1811), Marianna (ur. 1814, zmarła w tym samym roku);
druga żona Małgorzata (dd. Pacholanka, pokojówka – służebna, urodzona ok. 1771 r., ślub w Szamotułach w 1815 r.)
Andrzej Śliwiński zmarł w Szamotułach 6 kwietnia 1832 r. w wieku 54 lat.

Maciej, wzmiankowany w 1798 r. jako sługa miejski.

Johan Christian Grünenthal, nazwisko pisano też Gryntal, Grinenthal; mieszczanin szamotulski pochodzący z Poznania (zamieszkał w Szamotułach po marcu 1798 r.), aptekarz („Medizin-Apotheker”); wzmiankowany w księgach szamotulskiej parafii ewangelickiej co najmniej od 1799 r., a w księgach metrykalnych parafii kolegiackiej w latach 1798, 1800, 1804, 1805, 1806, 1807, 1811, 1816;
żona Johana Christina Grünenthal (dd. Kozmer), wielokrotnie wzmiankowana jako chrzestna w księgach metrykalnych szamotulskiej parafii ewangelickiej, zmarła w Szamotułach w marcu 1824 r. w wieku 70 lat, co odnotowano w księdze szamotulskiej parafii katolickiej.

Franciszek Szeler (Schiller?), mieszkaniec przedmieścia szamotulskiego Nowa Wieś, w roku 1800 wzmiankowany jako „mistrz alias woźny” (kat?);
żona Dorota (dd. Naymanówna), ustalone dzieci: Wawrzyniec (ur. 1800, zm. w tym samym roku).

Jan (Johann) Mittelstadt, królewski burmistrz justycjariusz szamotulski („Justiz-Bürgermeister in Samter”); urodzony w 1769 r., zmarł w 1839 r. w Pile. Pochodził z linii Mittestadtów z Trzcianki (forum Wielkopolskiego Towarzystwa Genealogicznego GNIAZDO);
wzmiankowany jako burmistrz w 1802 r.
żona Dorota Elżbieta (dd. Iker), ustalone dzieci: Julia Emilia (ur. 1799), Johana Wilhelmina Amalia (ur. marzec 1801 – księgi metrykalne szamotulskiej parafii ewangelickiej), Albert (ur. 1806 w Pile);
w grudniu 1802 r. wyprowadził się z Szamotuł do Rogoźna:

„Za aprobacyą naywyższey zwierzchności przeniosłem moie mieszkanie z Szamotuł do Rogoźna; o tey odmianie donoszę ninieyszem pismem, i upraszam, aby rekwizycye i proźby do mnie lub sądu patrymonialnego w Szamotułach, do Rogoźna adressowano. Dnia 11. Grudnia roku 1802.”
(„Gazeta Południowo-Pruska”, 1802 r., nr 100).

Marcin Tarczyński (czy jest to Marcin Andrzej, syn Jana Tarczyńskiego i Urszuli ze Szczuczyna, ur. 1781?); wzmiankowany w 1805 r. jako bakałarz szkoły parafialnej szamotulskiej, a w r. 1807 jako „nobilis” i dyrektor szkoły szamotulskiej;
żona Ludwika (dd. Wiśniewska), ustalone dzieci: Dionizy Karol (ur. 1805), Emilia Teodozja (ur. 1807).

August Wilhelm Grünert, szamotulski justycjariusz, żona Marie Elisabeth Buschke;
ustalone dzieci: córka Dorota Fryderyka (chrzestna wzmiankowana w czerwcu 1806 r. – parafia ewangelicka w Szamotułach), Eduard (ur. 1806).

Jan Magdziński, mieszczanin szamotulski, poczmistrz (dom pocztowy, a zarazem mieszkanie poczmistrza, znajdował się przy rynku, w miejscu wybudowanego później gmachu Banku Ludowego, obecnego Banku Spółdzielczego – „Gazeta Szamotulska” nr 45/1936); urodzony ok. 1782 r.;
w 1807 r. wymieniony jako pisarz (notarius), a w 1814 r. wzmiankowany jako „nobilis”; w czasie powstania 1848 r. radny oraz członek lokalnego komitetu powstańczego (Szamotuły. Dzieje miasta, s. 194);
żona Antonina (dd. Kolanowska, córka Andrzeja Kolanowskiego i Marcjanny, urodzona w Szamotułach w 1783 r., ślub w Szamotułach w 1806 r., zmarła w Szamotułach na początku 1814 r.), ustalone dzieci: Józef (ur. 1807, zmarł w tym samym roku), Julianna (ur. 1808, zmarła w tym samym roku), Nepomucena Petronela (ur. 1812);
druga żona Nepomucena („nobilissa”, wdowa po Karolu Lorentz dd. Halicka, obywatelka szamotulska, urodzona ok. r. 1786, ślub w lutym 1814 r., zmarła w Szamotułach w styczniu 1844 r.), ustalone dzieci: Teofil Leonard (ur. 1815), Marianna Róża Emilianna (ur. 1816, zm. w Szamotułach w 1839 r.), Maksymilian Franciszek (ur. 1817, zm. 1818), Teofil (ur. 13 października 1818 r., zm. nagle 1 lutego 1889 w pociągu w okolicy Zbąszynia – prawnik, konspirator, działacz demokratyczny na emigracji, uczestnik powstania wielkopolskiego 1846 r., Wiosny Ludów, powstania styczniowego, polski polityk, reprezentant ludności polskiej w Reichstagu i władzach miejskich Bydgoszczy, gdzie był nieugiętym obrońcą polskości. Pochowany na cmentarzu starofarnym w Bydgoszczy – Wikipedia, wejście 09.07.2020), Napomucena Julia (ur. 1819), Antonina (ur. 1820), Michalina (ur. 1821, zmarła w tym samym roku), Salomea (ur. 1823, zm. 1855).
Jan Magdziński zmarł w Szamotułach 27 lipca 1856 r. i został pochowany na tutejszym cmentarzu parafialnym.

Józef Nowakowski, urodzony ok. r. 1780; w r. 1807 i 1808 wymieniany jest jako ekonom zamkowy (szamotulski); w r. 1809 wzmiankowany jako „nobilis”; w 1811 r. wzmiankowany jako burmistrz (proconsul);
żona Marianna Antonina (dd. Maińska, urodzona w Szamotułach w 1785 r., ślub w Szamotułach w 1808 r.). Przed 1816 r. Nowakowscy wyprowadzili się z Szamotuł, gdyż w tym roku Marianna Nowakowska, będąc w Szamotułach matką chrzestną córki Jana Magdzińskiego, została wspomniana jako żona burmistrza z Murowanej Gośliny.

Władysław Leon Kukawski, syn rzeźnika (i zarazem rewizora miejskiego) Franciszka Kukawskiego (pochodzącego z Popowa w parafii Biezdrowo k. Wronek) i jego drugiej żony Rozalii dd. Smieykowskiej (zmarłej w Szamotułach w 1833 r.), urodzony w Szamotułach w 1786 r;
w 1812 r. wzmiankowany jako „nobilis”; Leon Kukawski został mianowany burmistrzem Szamotuł w 1811 r. przez podprefekta powiatu na wniosek właściciela miasta – Stanisława Mycielskiego – i pełnił ten urząd co najmniej do 1828 r. (Szamotuły. Dzieje miasta, s. 107 i 121);
żona Franciszka dd. Szułczewska (Szulczewska, c. Michała Szulczewskiego i Marianny, urodzona w Szamotułach w 1787 r., zmarła w Szamotułach na początku lipca 1829 r.), ustalone dzieci: Józef Stanisław (ur. 1812), Antonina Franciszka (ur. 1815), Emilianna Anastazja (ur. 1817), Wiktor (ur. 1820, zmarł w tym samym roku), Julia (zm. 1819), Magdalena (zm. 1828 w wieku 17 lat), Julia Rozalia (ur. 1822, zm. 1829);
Druga żona Magdalena Jaruszewska (wdowa z Baborówka, ur. w 1797 r., ślub w Szamotułach w lipcu 1833 r., par. kolegiacka, wpis 9/1833/miasto);
Leon Kukawski (opisany w akcie jako były rajca) zmarł w Szamotułach 30 stycznia 1836 r. z powodu choroby przewodu pokarmowego i został pochowany na szamotulskim cmentarzu parafialnym 2 lutego tegoż roku.

Mikołaj Relewicz, nazwisko pisano też Rylewicz; płóciennik, syn Bartłomieja Relewicza i Jadwigi, urodzony w Szamotułach w 1771 r.;
w 1792, 1793 i 1795 r. wzmiankowany jako zakrystianin kolegiaty; w r. 1802 wymieniony jako „handlarz pakuł”; w r. 1811 rajca szamotulski (Szamotuły. Dzieje miasta, s. 107);
żona Marianna (dd. Babska, urodzona w Szamotułach w 1772 r., córka Kazimierza Babskiego i Marcjanny Klępickiej, ślub w Szamotułach na początku 1793 r.), ustalone dzieci: Józef (ur. 1796, kleryk seminarium duchownego, zmarł w Szamotułach w 1817 r.), Anna (zm. 1796 w wieku 3 lat), Maria Magdalena (ur. 1800), Franciszka Marianna (ur. 1797, zm. 1800), Konstancja, Salomea i Stanisław (ur. 1802, wszystkie dzieci zmarły w tym samym roku niemal jednocześnie), Kazimierz (ur. 1806, zm. w tym samym roku), Regina Marianna (ur. 1810), Brygida (ur. 1812, zm. w tym samym roku);
Mikołaj Relewicz zmarł w Szamotułach na początku czerwca 1819 r. Wdowa Marianna Relewicz zmarła w Szamotułach w maju 1839 r.

Ignacy Szulczyński; szewc, w r. 1811 rajca szamotulski (Szamotuły. Dzieje miasta, s. 107);
żona Rozalia (dd. Kamińczewska, ślub w Szamotułach w 1794 r., zmarła w Szamotułach w październiku 1827 r. w wieku 61 lat), ustalone dzieci: Jan (ur. 1796, zm. w tym samym roku), Józef (zm. 1797), Adam (zm. 1798), Stanisław (ur. 1803, zm. w tym samym roku), Julianna Marianna (ur. 1807, zm. w tym samym roku), Zuzanna (ur. 1808, zm. w tym samym roku).
Ignacy Szulczyński, wdowiec, zmarł w Szamotułach 22 sierpnia 1833 r. na gruźlicę (phtysi) i został pochowany na parafialnym cmentarzu.

Hozakowski, nauczyciel szkoły elementarnej w Szamotułach, założonej w 1808 r. (Szamotuły. Dzieje miasta, s. 113); jest to Antoni Hozakowski lub Hauzakowski, urodzony w 1792 r., wzmiankowany w szamotulskich księgach parafialnych w 1814 i 1817 r., a w r. 1819 opisany jako „bakałarz szamotulski”;
żona Marianna (dd. Dzięckowska z Szamotuł, urodzona w 1793 r., ślub w Szamotułach w 1819 r., świadkami zostali burmistrz Leon Kukawski i Joanna Magdzińska), ustalone dzieci: Anna Paulina (ur. 1820, zm. 1821), Leokadia (ur. 1821, przed 1849 r. wyszła za mąż za Błażeja Krajewskiego i zamieszkała w Wolsztynie).

Władze Szamotuł, urzędnicy i pracownicy miasta w księgach parafialnych z lat 1602-18152025-08-20T20:37:08+02:00

Telesfor Kaczmarek – więzień łagru i żołnierz armii gen. Andersa

Relacja Telesfora Kaczmarka

Zostały tam tysiące Polaków

Wojennych przeżyć Telesfora (Maćka) Kaczmarka w Związku Radzieckim przez długie lata nie znali nawet jego najbliżsi. W niektórych rodzinach tak było: traktowano wojnę jako zamknięty etap, nie rozmawiano o niej, nie rozdrapywano ran. Wierzono w uzdrowicielską moc czasu. Kiedy Telesfor (Maciek) żył, niebezpiecznie było mówić zresztą mówić o pewnych sprawach.

Blisko pół wieku po śmierci ojca do publikowanej tu relacji dotarł syn Stanisław. Tekst został spisany 29 kwietnia 1943 r., najprawdopodobniej w Iraku. Niektóre pytania nie mogły mieć wtedy odpowiedzi: czy Telesfor spotka jeszcze kiedyś żonę wywiezioną w 1940 r. do Kazachstanu, czy szlak armii gen. Andersa, który rozpoczął ponad rok wcześniej, zaprowadzi go kiedyś do Polski. Niektóre pytania, jakie stawiał, na przykład: co się stało z 80 policjantami z Pińska, których wywieziono do obozu w Ostaszkowie, swą odpowiedź miały, ale jej jeszcze nie znano.

Pracowałem jako skromny urzędnik w Kasie Urzędu Skarbowego w Pińsku. Pińsk, stolica Polesia na wschodnich rubieżach Polski, liczył wtenczas, a było to w sierpniu 1939 roku, 35 tysięcy mieszkańców.

Wszyscy byli obywatelami polskimi, a narodowościowo przeważali Żydzi (ok.60%.) Reszta to Polacy, Białorusini, a właściwie Poleszucy. Zastanawiałem się nie raz, dlaczego tak często określano Poleszuka jako Białorusina, bo przecież z nim się spotykałem i rozmawiałem, a on nic o sobie inaczej nie mówił, jak tylko „ja tutejszy, panoczku” albo „ja Pińczuk”.

Często też wyciągano z jakiejś metalowej lub drewnianej tuby stare pergaminy z dumą pokazywano mi je i szczycono się nimi. Były to różne przywileje nadane poszczególnym osobom lub też całym gromadom przez królów polskich jak Zygmunta Starego, królową Bonę, a więc w wieku XVI. Ale odbiegam od tematu.


Przed starostwem powiatowym w Pińsku, 2. z lewej Telesfor Kaczmarek, 1934 r.


Pracuję spokojnie, lecz przeczuwam jakieś nieszczęście. W Urzędzie jakieś specjalne zarządzenia. Gazety nerwowe, radio też często podaje jakieś sensacje, jakieś narady, jakieś mowy. Wszędzie i często mówi się o tym, że Niemcy chcą napaść na Polskę.

Ale otoczenie moje jest spokojne. Burza wisi w powietrzu. Opada dnia 1 września 1939 r. W dniu tym Niemcy bombardowały całą Polskę. Bolesne to dla nas, lecz pracujemy spokojnie dalej i tylko chciwie słuchamy komunikatów i cieszymy się każdym naszym zwycięstwem i smucimy się, gdy nam mówią coś niedobrego.

Ogromna radość, kiedy Anglia i Francja dnia 3 IX 39 roku wypowiedziały wojnę Niemcom. Tymczasem przez Pińsk przejeżdżają setki aut. Widać, że tam na zachodzie chaos. Wszystko wycofuje się na Kresy Wschodnie. Przeważnie kobiety i dzieci. Lecz w Pińsku spokój – funkcjonują wszystkie urzędy i fabryki, pracuje LOPP  [Liga Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej – przyp. red.], z poświęceniem pracuje Policja. Dwukrotny nalot bombowy nie robi też wielkiego wrażenia − może dlatego, że był niecelny i w małym zakresie.


Zuzanna i Telesfor Kaczmarkowie na ulicach Pińska. Na zdjęciu z prawej, z sierpnia 1939 r., jest z nimi szwagier Zuzanny Kazimierz Łosin, który w 1940 r. zginął w zbrodni katyńskiej.


Aż nagle wieść najsmutniejsza: Sowieci napadają na Polskę z tyłu. Cios dla nas najboleśniejszy. Różnie to ludzie przeżywali, a mnie ciężko mówić o sobie, lecz czuję to jeszcze dzisiaj. Po prostu z nadmiernego wrażenia doznałem uczucia kompletnej bierności, zupełnego zobojętnienia.

Pogłoska ta rozeszła się 17 IX 39 r. Różne ciemne elementy, bandyci itp. od tego dnia zaczynają krążyć wokoło miasta, oczekując zmierzchu, aby napaść i rabować. Policja wzmocniona rezerwistami, posiłkami z powiatu oraz utworzona milicja obywatelska dzielnie przeciwstawia się bandom. Najgroźniejszą jest sytuacja wieczorem 19 września. Zaczynają się rabunki. Na szczęście ratuje stan ten grupa ludzi z urzędniczką magistratu Reginą Chodoniuk, która rzuca plotkę, że w Niemczech rewolucja, Włosi zawarli przymierze z Anglią etc. Wiadomość tę rozpowszechnia się przez megafony i tym sposobem ocala się miasto od grabieży i mordów.

W mieście cisza, ludzie czegoś oczekują pochowani na swych podwórzach. Cisza ta niedługo trwała, bo nagle rozległy się strzały oraz ogromny wstrząs. Jak się okazało, kompania naszych marynarzy [z Flotylli Pińskiej – przyp. red.], która stała pod murami kościoła jezuitów, oddała kilka strzałów z ręcznych karabinów do czołgów sowieckich, które ukazały się od strony Łunińca i posuwały się ulicą Kościuszki.

Czołgi zatrzymały się i zaczęły ostrzeliwać ze swych dział kościół. Marynarze tymczasem opuścili miasto, wysadzając most na Pinie. Wkrótce też zapalił się dach na kościele i świątynia, w której kiedyś żył i nauczał św. Andrzej Bobola, spłonęła. Pozostały tylko mury i dumnie sterczące wieże z krzyżami, do których wojska sowieckie strzelały bezskutecznie przez całą noc. Zemścili z tego powodu na soborze prawosławnym, do którego zaczęli strzelać w dwa dni później i spalili go doszczętnie.


Pińsk – kolegium i kosciół jezuitów, 1936 r. Źródło: Fotopolska


W dniu następnym po wkroczeniu wojsk sowieckich do Pińska udałem się na miasto. Zobaczyłem ogromne kolumny wojsk sowieckich. Przeważnie broń pancerna. Ubrani byli biednie. Jako szczegół przytoczę buty, które były z brezentu albo ze świńskiej skóry o podeszwach gumowych. Z wielkim apetytem zajadali suchy czarny chleb. Zdumionymi oczami patrzyli na naszą ludność ubraną czysto i schludnie.

A muszę nadmienić, że każdy w dniu tym starał się ubrać jak najskromniej ‒ po prostu dlatego, aby nie narazić się na miano burżuja, którego, wiedzieliśmy z różnych książek, Sowieci nienawidzili. Sklepy były pozamykane, z okien wystawowych wszystko pousuwane. W ogóle ulice straciły swój wygląd zwyczajny.

A mimo to miasto robiło na żołnierzach sowieckich wrażenie świątecznego, co było widać z ich min oraz z ich własnych opowiadań. Powracając jeszcze do momentu wkroczenia Czerwonej Armii, muszę dodać, że nad miastem krążyły samoloty sowieckie, które rzucały ulotki z mową Mołotowa o decyzji „oswobodzenia” Zachodniej Białorusi i Ukrainy od ucisku panów i wyzysku kapitalistów.


Pińsk – hale targowe, 1936 r. Źródło: Fotopolska


Nazajutrz kupcy przystosowali się do rozporządzenia władz sowieckich i otworzyli sklepy. I teraz można było oglądać komiczne sceny. Wojskowi wszystkich stopni zaczęli kupować wszystko, co jeszcze z resztek pozostało. A więc manufakturę, bieliznę, jedwabie, całe naręcza kiełbas i słoniny, zegarki i śledzie. Wszystko to wysyłali do swych rodzin. W restauracjach na jednego człowieka zamawiali od razu po pięć obiadów i kilkanaście szklanek herbaty.

Jak się później okazało, ludzie ci byli przyzwyczajeni do tego, że należy od razu kupować wszystko, bo za chwilę nie będzie już niczego. I rzeczywiście, w parę dni po tym, gdy sklepy opustoszały, miasto przedstawiało się jakby kompleks budynków bez żadnego życia.

Tylko co pewien okres raz lub dwa razy w miesiącu można było widzieć ogromne kolejki ludzi przed magazynami tzw. „kooperatywami”, tworami już sowieckiego ustroju, których na miasto Pińsk było coś 12. Ludzie ci stali na mrozie lub deszczu przez 24 godziny, a czasem i dłużej, aby móc kupić kilo cukru lub litr oliwy rzepakowej. To było dla proletariatu, bo dla wybrańców, czyli dla ludzi tzw. partyjnych oraz dla funkcjonariuszy NKWD, były specjalne sklepy tzw. „spectorgi”, gdzie mogli zaopatrywać się we wszystko w każdej chwili i po niskiej cenie.


Panorama Pińska z rzeką Piną, 1936 r. Źródło: Fotopolska


Zaraz po ogłoszeniu, że należy zdawać wszelką broń, poszedłem na posterunek Policji Państwowej z karabinem, który posiadałem jako członek Straży Obywatelskiej. Karabin zdałem sowieckiemu podoficerowi i już miałem opuścić budynek, tymczasem przyskakuje do mnie jakiś wyrostek i charkając, plując, krzyczy do owego podoficera, mieszając wyrazy polskie, ruskie i żydowskie, że należy mnie aresztować, bo jestem Polakiem, burżujem i krwiopijcą, swołoczą, urzędnikiem i jeszcze tam czymś ‒ już nie pamiętam.

Podoficer ten zaskoczony takimi oskarżeniami aresztuje mnie, robi rewizję, zabiera legitymację urzędniczą, papierośnicę i 12 zł., których to przedmiotów już więcej nie zobaczyłem, i odsyła mnie wraz z jeszcze kilkoma podobnymi przestępcami w osobach Biruli Zenona ‒ również urzędnika skarbowego, Canarisa ‒ właściciela majątku oraz urzędnika z firmy Gregorowicz.

Pod silną eskortą z bronią na ostro prowadzi nas czterech przestępców aż 8 „bojców”. Przeprowadzono nas do Szkoły Powszechnej na ul. Traugutta, gdzie znowu oddano pod silną straż. Tutaj spotykam około 80 naszych policjantów stłoczonych do dwóch sal. Wierni ci stróże porządku publicznego mieli okazję uciekać, lecz chronili miasto do ostatniej chwili przed rabunkiem i bandami.

Zmienili ich dopiero sowieccy żołnierze, tylko nie poszli jak normalnie po służbie do swych domów, a po prostu zaaresztowano ich i trzymano pod silną strażą. Mnie i moich kilku kolegów po krótkich badaniach [przesłuchaniach – przyp. red.] zwolniono nazajutrz. Puszczono nas tylko dlatego, że byliśmy w cywilnych ubraniach. Natomiast tych osiemdziesięciu wywieziono transportowym samochodem do więzienia. Później dowiedziałem się, że przewieziono ich do znanego obozu w Ostaszkowie, a tam już ślad po nich zaginął. Dowiadywałem się o nich i pytałem ich rodzin. Nie ma z nich ani jednego. [Dzisiaj wiadomo już, że zostali zamordowani w piwnicach więzienia w Kalininie (obecnie Twer) i pochowanych w Miednoje – przyp. red.].


Ulica w Pińsku, 1936 r. Źródło: Fotopolska


Stopniowo też zaczęły się aresztowania. Brano ludzi z różnych sfer. Stosowano różne sposoby ‒ pod tym względem byli mistrzami. Albo w nocy z otoczeniem domu, albo na ulicy, albo przy pracy lub też przez wezwanie do stawienia się w jakimś urzędzie po paszport względnie udzielenia jakiej informacji. Tylko, że nikt prawie, kto został wezwany na małą chwilę, więcej nie wracał. Życie stawało się coraz nieznośniejsze. Pomimo to słuchało się radia, czekało się na dziennik z Londynu. Stale było się inwigilowanym.

Dużo ludzi przekraczało granicę i chroniło się na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Nosiłem się i ja z tym zamiarem. Uchroniło mnie od tego dziecko, którego nie chciałem narazić przy przekraczaniu granicy podczas srogiej zimy.

Nie pracowałem nigdzie, bo nie mogłem pogodzić się z myślą, że mam takim ludziom pomagać w budowaniu ich nienaturalnego ustroju. Urządzali różne wiece, tzw. mitingi. Nie chodziłem na nie. Byłem tylko dwa razy z musu, albowiem przedstawiono mi imienną listę obecności. Pamiętam jakieś szumne a puste hasła, jakieś kłamstwa rzucane niby dla dobra mas i proletariatu.

Opowiadano, jak to w Polsce ludzi męczono, że panowie zapędzali do pługa robotników i inne bzdury. Wesołe też nieraz były repliki i wymówienia się prostego ludu po takich wiecach. A więc raz jakiś stary chłop poleski odpowiedział mniej więcej tak; „Da, da, Polaki nas męczyli i dławili chlebem, sałom i sacharom” [słoniną i cukrem – przyp. red.] lub też powtarzano: „Sierp i młot ‒ chołod i gołod” [chłód i głód], albo „oswobodzili nas, ale od ubrań, chleba i cukru” itd.

Ogłoszono też wybory na kandydatów do Ogólnego Zgromadzenia Deputatów w Mińsku i Moskwie. Kandydat był jeden. Od głosowania nikt się nie mógł uchylić. Kandydat był wyznaczony przez władze sowieckie. Głosować musiał każdy, bo sporządzono dokładne listy wyborców i po wrzuceniu kartki do urny należało podać swoje nazwisko, które było skrzętnie odnotowane. Kto uchylił się od głosowania, był aresztowany. Była to właściwie parodia wyborów wymuszona strachem i terrorem.

Cała obsługa wyborów prócz przedstawicieli sowieckich składała się z tych elementów, które przedtem chciały rabować miasto. Podobnie było, jeśli chodzi o ludzi, którzy teraz zajmowali różne odpowiedzialne stanowiska. Ludzie ci prześladowali wszystko, co było kulturą, i wydawali wszystkich, którzy w Polsce zajmowali jakieś stanowisko względnie byli niczym innym jak tylko lojalnymi obywatelami.


Karta identyfikacyjna, Archiwum Akt Nowych


Dnia 1 marca [1940 r. – przyp. red.] spotkała ta przyjemność i mnie. W nocy ok. 0.30 [z 1 na 2 marca] obstawiono dom milicją i silnym pukaniem kazano mi otworzyć drzwi. Po otwarciu drzwi wszedł do mieszkania funkcjonariusz NKWD, tzw. „sledowatiel” [śledczy], oraz dwóch milicjantów. Splądrowali całe mieszkanie, zabrali dokumenty osobiste, rodzinne fotografie, pieniądze, zmusili do podpisania nakazu aresztowania i nie pozwalając pożegnać się z rodziną, wsadzili do karetki, tzw. powszechnie „hapun” lub „czorny woron”, i zawieźli do lochów gmachu NKWD.

Tutaj − po dokładnej rewizji, rozebraniu do naga, zaglądaniu w każdą część ciała, poucinano nawet wszystkie guziki, zerwano medalik święty i podeptano go − zamknięto mnie do betonowego lochu, nieopalanego, wilgotnego bez żadnego sprzętu. Byłem zmaltretowany, zresztą nie tylko ja, bo i tysiące innych takich przestępców. Tak samo jak z mężczyznami obchodzono się i z kobietami. Po jakiejś godzinie zaprowadzono mnie na piętro do jasno oświetlonego pokoju. Za stołem siedział oficer NKWD, poprosił uprzejmie, żebym usiadł i zaczął częstować papierosami. Pierwsze pytanie: jaką funkcję pełniłem w organizacji antysowieckiej i ostrzeżenia, abym mówił prawdę, bo w przeciwnym razie mnie złamie. Następnie wyciągnął z szuflady jakiś plik zapisanego papieru pokazał mi to i uprzedził, że wszystko już dokładnie ma o mnie opisane. Wyczułem, że to fałsz i zaprzeczyłem wszystkiemu. Na to do pokoju weszło na jakiś znak jeszcze dwóch oficerów NKWD i zaczęto stosować różne metody. A więc przykładanie mi rewolweru do głowy, bicie po twarzy, kopanie w kostki nóg, stawianie w pozycji nieruchomej przez kilka godzin itd. Zadawano po tym różne oskarżenia, że byłem patriotą polskim, że byłem oficerem, konfidentem, że chodziłem za granicę, że posiadałem broń ukrytą i jeszcze moc innych zarzutów, których nie pamiętam. Śledztwo odbywało się przeważnie w nocy w przeciągu trzech miesięcy do końca maja 1940 r.

Ostatecznie zasądzono mnie na 8 lat przymusowych robót i wysłanie do obozów za należenie do organizacji antysowieckiej − tak brzmiało w wyroku zaocznym. W rzeczywistości zasądzono mnie tylko za to, że byłem Polakiem.


Siostry Domańskie: Zuzanna Kaczmarek i Jadwiga (później Kozłowska)


Odesłano mnie do więzienia w Pińsku. W międzyczasie jeszcze przed ukończeniem śledztwa 13 kwietnia 1940 r. wywieziono żonę moją [Zuzannę z d. Domańską – przyp. red..] z synkiem [ Karol, 6 miesięcy] oraz siostrę żony [Jadwigę Domańską] wraz z tysiącami innych nieszczęśliwych rodzin. Dowiedziałem się o tym od aresztowanego później znajomego mego.

Łączności ze światem żadnej, byliśmy jak ludzie umarli. Później dopiero po amnestii w czerwcu roku 1942 r. dowiedziałem się, że zona moja znajduje się w Akmolińskiej Obłasti, rejonie Aryk-Bałyk, wieś Konstantynowka.

Jeśli chodzi o życie w więzieniu, to było nudne. Dni były urozmaicone tylko tym, że wprowadzano ludzi nowych, którzy nas informowali, co się działo na zewnątrz murów. Pożywienie składało się z litra zupy zaprawionej kaszą jaglaną, 600 gramów czarnego mokrego chleba, litra gorącej wody i 2 dag cukru. Zupa czasem na słonej, zepsutej rybie lub ze słonymi źle oczyszczonymi jelitami bydlęcymi. Nastrój tragiczno-komiczny, samopoczucie wysokie. Każdy prawie wierzył, że ustrój taki długo nie potrwa, że całego wyroku nikt nie wysiedzi. Wszyscy się modlili za swe rodziny.

Ludzie różni − przewaga małorolnych i robotników, przestępcy polityczni i kryminalni razem. W celi obliczonej na 30 ludzi było 120 i więcej. Gorąco, bród, robactwo i zaduch okropny. Zmarli: śp. Morgentaler − były prezydent Pińska, Ślaski − obywatel m. Pińska, restaurator, inż. płk .Głazek, adwokat Obuchowicz. To tylko kilku, o których wiem, a w rzeczywistości zmarło o wiele więcej z wycieńczenia i głodu.



Od 3 października 1940 r. − więzienie w Brześciu nad Bugiem, 22 maja 1941 r. ogólny transport w nieznane. Podróż trwała 45 dni w wagonach bydlęcych silnie ubezpieczonych. Przez całą drogę karmiono nas słoną rybą i czarnym chlebem w małej ilości 400 gramów dziennie. Wodę dawano rzadko, czerpaną z rowów przytorowych.

W naszym wagonie zmarł Żołudziejewski z Grodna. Droga od granicy do końca podróży usiana była obozami koncentracyjnymi. Zawieziono nas do Workuty pod 66 stopień szerokości północnej. Po paru dniach wrócono mnie o 150 km nad rzekę Usę do miejscowości Siwa Maska. Tutaj umieszczono naszą „brygadę” roboczą w ziemiankach, gdzie pluskwy, szczury i masa komarów oraz muszek zwanych meszkami, wszystko to dręczyło nas niezmiernie, wysysając resztki rozwodnionej krwi. Żywiono znowu wodnianką, względnie owsem. Chleba dawano 700 gram, jeśli się wypracowało tzw. normę, np. na człowieka przypadało wykopać 8-10 m3 ziemi lub ładować względnie rozładować barkę z drzewem około 1000-tonowa na 30, względnie przenosić 200 metrów 70 worków 80-kilogramowych z mąką na dzień.

Pracowaliśmy i spaliśmy w tych samych łachmanach., stale pod nadzorem straży ze specjalnie tresowanymi psami. Głód panował taki, że niektórzy jedli różne odpadki znalezione na śmietnikach lub niedojrzałe jagody leśne. Nogi puchły, otwierały się rany − zynga. Często ktoś umierał, a jeśli miał złote zęby, to przyśpieszano mu śmierć. Zmarli śp. bosmat Małek, kasjer z Pińska Stępniewski, ppor. Moczydłowski. To tylko nieliczni, o których mogę powiedzieć z całą pewnością. A przecież zginęło tysiące innych, o których śmierci nic nie wiadomo.


Telesfor Kaczmarek – żołnierz Armii Polskiej na Wschodzie, Palestyna, 1943 r.


Wreszcie radość ogromna − umowa polsko-sowiecka w sierpniu 1941 r. Zwalniano nas grupami. Ja zostałem zwolniony 16 września 1941 r. Z tego samego miejsca koledzy wyjeżdżali dopiero w marcu 1942 r. Zwolniono nie wszystkich, tysiące tam zostało, jeśli do dziś dotrwali żywi. Dano nam możliwość zakupienia troszkę prowiantu i skierowano do Buzułuku [miasto w europejskiej części Rosji, w latach 1941-42 siedziba dowództwa i sztabu formującej się Armii Polskiej w ZSRR – przyp. red.]. Jechaliśmy i w barkach i w wagonach, na wagonach i szliśmy setki kilometrów pieszo.

Wreszcie w połowie października 1941 r. przywieziono nas, lecz nie do miejsca tworzenia się Armii Polskiej, lecz nad morze Aralskie. W czasie drogi otrzymaliśmy po 400 gram chleba albo nic. Jechały z nami rodziny z dalekiej północy. Znowu trupy, znowu dzieci zmarłe z głodu, wrzucane do rzeki Amu-Daria.

Nad morzem Aralskim umieszczono [nas] w kołchozach jako ludzi już wolnych. Lecz w kołchozach to samo, za wykonanie normy 600 gramów chleba, względnie 400 gramów prosa i 200 gram rzepy. To samo otrzymywali obywatele sowieccy. Kto był sprytniejszy, żył dlatego, że uprawiał nielegalny handel względnie kradł barany na pastwiskach.


W 2 Korpusie Polskim we Włoszech, 1945 r. Na zdjęciu z lewej w Wenecji, przed bazyliką św. Marka


Wreszcie w dniu 22 lutego 1942 r. wstąpiłem do Armii Polskiej. Było to w Czok-Pak w południowym Kazachstanie. Przełęcz górska z wiecznymi śnieżycami. Ludzie napływali tłumnie wynędzniali i kładli się pokotem na tyfus plamisty, który przynieśli ze swej nieszczęsnej włóczęgi. Zachorowałem i ja tutaj, ale Bóg miał mnie w swojej opiece. Żyję i jestem zdrów.

Widziałem Rosję w czasie pokoju i w czasie wojny. Przejechałem ją od dalekiej północy po morze Kaspijskie. Wszędzie zawsze widziałem tylko nędzę i ludzi w łachmanach. Rozmowa toczyła się zawsze na ten sam temat: gdzie sprzedają chleb, gdzie i ile chleba dają za normę itd.

W obozie pracowałem z człowiekiem, który opowiadał mi, jak w roku 1932 w okolicach Saratowa nad Wołgą kupował mięso ludzkie i jadł je z głodu. Kiedyś jeszcze w Polsce słyszałem o tym, lecz nie chciałem wierzyć. Później dopiero przekonałem się, że to wszystko, co pisano o Sowietach, było za mało, widziałem gorsze rzeczy, których nie da się opisać.

Dzisiaj znajduję się w Armii Polskiej, niczego mi nie brak. Powinienem być szczęśliwym. Niestety, tam w Rosji w Akmolińskiej obłasti, rejonie Aryk-Bałyk, sioło Konstantynowka znajdują się moja żona, mój synek. Zostały tysiące polskich obywateli, którzy płakali na widok polskiego żołnierza, którym pozostała tylko modlitwa i wiara, że Bóg i Rząd nasz o nich nie zapomną. Oby tak się stało.

Telesfor Kaczmarek


Szamotuły, 17.09.2020

Telesfor Kaczmarek biogram

Telesfor (Maciek) Kaczmarek urodził się w Szamotułach 26 grudnia 1910 r. Jego rodzic: Jan (z zawodu murarz) i Anna z domu Konieczna mieli czworo dzieci: dwóch synów i dwie córki. Telesfor był z nich najstarszy.

Ukończył Gimnazjum im. ks. Piotra Skargi w Szamotułach, w 1930 r. zdał maturę. Następnie odbył obowiązkową służbę wojskową: najpierw w Szkole Podchorążych Piechoty w Jarocinie, a następnie w 58 Pułku Piechoty w Poznaniu (IX 1930-IX 1931). Wrócił do Szamotuł, ale w latach kryzysu gospodarczego trudno mu było znaleźć pracę. W czasie kampanii zatrudniany był w szamotulskiej cukrowni, okresowo pracował też na poczcie. W 1933 r. otrzymał pracę w Urzędzie Skarbowym w Pińsku (woj. poleskie, obecnie Białoruś).

Praca urzędnicza wiązała się ze stabilizacją. Dzięki koleżance z pracy ‒ Marcie Łosin poznał jej młodszą siostrę Zuzannę Domańską (urodzoną w 1912 r. w Żelechowie), która prowadziła dom Łosinów. Pobrali się w sierpniu 1936 r. W październiku 1939 r., już po zajęciu tej części Rzeczypospolitej przez ZSRR, urodziło się ich pierwsze dziecko ‒ syn Karol.


Zuzanna z domu Domańska i Telesfor Kaczmarek, 1936 r.


1 marca 1940 r. ‒ jako polski urzędnik ‒ został aresztowany przez NKWD. Śledztwo z użyciem brutalnych metod trwało 3 miesiące. 30 grudnia 1940 r. zaocznie skazano go na 8 lat obozu pracy za rzekomą przynależność do organizacji antysowieckiej. Jeszcze w czasie trwania śledztwa, 13 kwietnia 1940 r., jego żonę, razem z synem i siostrą Jadwigą Domańską, wywieziono do Kazachstanu.

Telesfor Kaczmarek był przetrzymywany do 22 maja 1941 r. w więzieniu w Brześciu nad Bugiem, a następnie przez kilka miesięcy pracował w obozie pracy na północy Rosji nad rzeką Usą (Workuta, Siwu-Maska i Pieczorłag). Zwolniony z obozu we wrześniu 1941 r. po porozumieniu rządu polskiego na emigracji z rządem radzieckim i amnestii (rehabilitacja nastąpiła dopiero po blisko 40 latach ‒ 7.09.1989 r.).


Informacja z przedstawicielstwa polskiej ambasady o miejscu pobytu żony, maj 1942 r.


Do Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR udało mu się wstąpić 22 lutego 1942 r. na terenie Kazachstanu (miejscowość Szakpak); początkowo został wcielony do 24 Pułku Piechoty (w ramach 8 Dywizji Piechoty) Dopiero dzięki listom wysyłanym z wojska do przedstawicielstw polskiej ambasady w maju 1942 r. poznał miejsce pobytu rodziny i nawiązał kontakt z żoną. Armia gen. Andersa w tym czasie przebywała już w republice uzbeckiej w Azji Środkowej, a Telesfor Kaczmarek przydzielony był wówczas do Kompanii Administracyjnej Centrum Wyszkolenia Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR (miejscowość Wrewskoje). W zachowanym liście do żony z 8 VIII 1942 r. pisał o ewakuacji z ZSRR, która wkrótce miała nastąpić; miał nadzieję, że rodzinie uda się dołączyć do grupy ponad 40 tys. polskich cywilów, która opuszczała Związek Radziecki. Tak się jednak nie stało ‒ Stalin po wydaniu zgody na wyprowadzenie Armii Polskiej z ZSRR nie brał już pod uwagę jakiejkolwiek dalszej współpracy.


List do żony, napisany krótko przed wyjściem armii gen. Andersa z ZSRR, 8.08.1942 r.


W czasie służby w armii gen. Andersa Telesfor Kaczmarek kilka razy był przenoszony z jednostki do jednostki: w 1943 r. służył w Ośrodku Wyszkolenia Piechoty, a od wiosny 1944 r. ‒ w służbie zaopatrywania i transportu. Odbył kilka kursów (w tym kurs prawa jazdy) i uzyskał awanse: na plutonowego (1.11.1942) i sierżanta (1.06.1945). Przebył cały szlak armii gen. Andersa: od ZSRR, przez Iran, Irak, Palestynę, Egipt, do Włoch i w końcu do Wielkiej Brytanii (XI 1946). Bezpośrednio uczestniczył w walkach od 18 listopada 1944 r. do 2 maja 1945 r. ‒ w Apeninach Północnych, nad rzeką Senio i w czasie bitwy o Bolonię. Otrzymał odznaczenia: Gwiazdę za Wojnę 1939-45, Gwiazdę Italii, Medal Wojska, Odznakę Pamiątkową 2 Korpusu i The War Medal 1939/1945. Telesfor Kaczmarek miał przydział do Oddziału VI (Specjalnego) Sztabu Naczelnego Wodza, w ramach którego odbył przeszkolenie spadochronowe we Włoszech, gdzie otrzymał Znak Spadochronowy numer 4407, co oznacza, że jako tzw. cichociemny miał zostać zrzucony do okupowanej Polski. Z relacji córki Małgorzaty wynika, że po przyjeździe do Wielkiej Brytanii uległ wypadkowi w czasie ćwiczeń lotniczych. Być może właśnie ta kontuzja uniemożliwiła przerzut do Polski. 



Przed komisją repatriacyjną w Wielkiej Brytanii stanął 27 kwietnia 1947 r. i 1 czerwca był już w Polsce. Z żoną i synem spotkał się ponad 7 lat po rozstaniu w Żelechowie (pow. garwoliński) ‒ rodzinnej miejscowości Domańskich. Powrót z Kazachstanu Zuzanny, Karola (zm. w 1972 r.) i Jadwigi (później po mężu Kozłowskiej) odbywał się w strasznym mrozie; kiedy jechali wozem z sianem, furman zamarzł, dalszą podróż odbyli na ciężarówce.  

Telesfor Kaczmarek chciał nowe życie rozpocząć w Szamotułach. Do 1951 r. pracował w szamotulskim Urzędzie Skarbowym, potem zatrudniony był Powiatowym Związku Gminnych Spółdzielni, a następnie ‒ jako główny księgowy ‒ w Stacji Hodowli Roślin Ogrodniczych w Mutowie. Zuzanna i Telesfor Kaczmarkowie doczekali się trojga kolejnych dzieci: Małgorzata (po mężu Hołderna) urodziła się w 1948 r., Stanisław ‒ w 1949 r. (zmarł w 2014), Urszula (po mężu Wegner) ‒ w 1952 r.

Zginął tragicznie 12 kwietnia 1960 r.


Odznaki i odznaczenia Telesfora Kaczmarka

Naszywki z munduru Telesfora Kaczmarka. Walczący w składzie 8 Armii Brytyjskiej 2 Korpus Polski otrzymał od dowódcy armii gen. Olivera Leese’a po bitwie o Monte Cassino odznakę specjalną. Stanowiła ją oznaka rozpoznawcza 8 Armii Brytyjskiej w kształcie tarczy krzyżowców.

Gwiazda Italii, nadana 21.12.1945 r.

Medal Wojska 1939-45, nadany 16.04.1946 r.

Znak Spadochronowy nr 4407, który Telesfor Kaczmarek otrzymał po przeszkoleniu spadochronowym we Włoszech

Pamiątkowe bransoletka 2 Korpusu Polskiego

Orzełek polski wykonany przez Telesfora Kaczmarka


Dokumenty wojskowe Telesfora Kaczmarka


Zdjęcia z okresu powojennego

Zuzanna Kaczmarek z synem Karolem w Żelechowie, 1946 lub 1947 r.

Telesfor Kaczmarek z córką Małgorzatą, 1949 r.

I komunia św. córki Małgorzaty. Zuzanna i Telesfor Kaczmarkowie z dziećmi, 1958 r.

I komunia św. syna Stanisława, 1959 r.


Relacja Telesfora Kaczmarka z okresu przed wstąpieniem do Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR przechowywana jest w Instytucie Polskim i Muzeum gen. Sikorskiego w Londynie. Pierwszy opublikował ją Jan Domański (chrześniak Telesfora Kaczmarka) na łamach „Gazety Nidzickiej”, spełniając w ten sposób wolę Stanisława Kaczmarka ‒ syna Telesfora (marzec 2016 r., w 76. rocznicę masowych deportacji Polaków).

Zdjęcia i dokumenty udostępnili: Małgorzata Hołderna, Wojciech Kaczmarek i Jan Domański.

Opracowanie Agnieszka Krygier-Łączkowska

Telesfor Kaczmarek – więzień łagru i żołnierz armii gen. Andersa2025-01-03T12:53:48+01:00

Wanda Niegolewska, Bytyń – siedziba rodzinna

Wanda Niegolewska

Bytyń – siedziba rodzinna

Choć urodziłam się w Warszawie i większość swego życia tam mieszkałam, to zawsze Wielkopolska była mi bliska. Przekazali mi to Rodzice, których los rzucił do Polski centralnej, ale którzy czuli się w Warszawie, jakby mieszkali tam chwilowo. Ich przeżycia wcześniejsze sprawiły, że nie mieli dosyć sił i determinacji, żeby na nowo w Wielkopolsce zamieszkać. Jednak ich tęsknota, mimo że nigdy o tym nie mówili wprost, przeniknęła do mojej podświadomości i objawiła się jako chęć „powrotu” w rodzinne strony. Moje dzieciństwo, młodość, życie własnej rodziny i życie zawodowe związane zawsze były z Warszawą. Jednak marzyłam, żeby „ostatnią prostą swego życia” spędzić w Wielkopolsce. Po 40 latach intensywnej pracy zawodowej przeszłam na emeryturę. Wtedy troje moich dzieci było już samodzielnymi, dorosłymi osobami, mającymi własne rodziny. Wtedy zdecydowałam się na „powrót” do Wielkopolski.

Nie zamieszkałam w Bytyniu ani w Niegolewie − byłoby to dla mnie za trudne. Bytyń w obcych rękach, a na Niegolewo nie było mnie stać, bo jest to dom obecnie należący nie tylko do mnie, ale i do wszystkich wnuków moich dziadków, czyli do 7 osób.

Wobec tego wybrałam „bezpieczną odległość” od tych obiektów − piękne miejsce w Psarskiem koło Pniew. I tak w roku 2013 świętowałam swoje 60. urodziny już jako mieszkanka powiatu szamotulskiego. Dziś, mieszkając tu już ponad 7 lat, wiem, że jest to moje miejsce na ziemi. Nigdy nie poczułam się tu obco. Niemal każdego tygodnia odkrywam ślady bytności moich przodków na tych terenach: rodzinne groby i epitafia, dokumenty świadczące o bytności mojej rodziny w wielu miejscowościach, o czym nie wiedziałam wcześniej. Mam ambicję, żeby zebrać te wszystkie informacje i tym sposobem wzbogacić zachowane materiały rodzinne, żeby przekazać je moim dzieciom i wnukom.

Niegolewscy w Bytyniu

BYTYŃ po raz pierwszy został wymieniony w dokumentach pod datą 1322 roku, kiedy to Drogosława z Bytynia, herbu Drogosławic, kasztelana radzimskiego i kanclerza Królestwa Polskiego, kasztelana międzyrzeckiego, opisano jako postać współpracującą z bliskim otoczeniem księcia Przemysława II.

BITINUM, położony kiedyś na bursztynowym szlaku, nad rozległym jeziorem był w średniowieczu miastem z warownym zamkiem, co można znaleźć w dokumentach z lat 1447-1537. Około roku 1526 r. właścicielem Bytynia staje się rodzina Konarzewskich z Konarzewa, za sprawą kupna majątku od Jadwigi Bytyńskiej.

W roku 1537, na części ziemi należącej do dominum BITINUM, Andrzej Konarzewski, sędzia kaliski, dokonuje zapisu, w razie swojej śmierci, żonie Jadwidze Konarzewskiej z domu Niegolewskiej (córce Macieja Niegolewskiego). To jest pierwszy ślad bytności rodziny Niegolewskich w Bytyniu, choć jest to zapis tylko po kądzieli. Niebawem Bytyń traci prawa miejskie i w XVIII w. jest już wsią szlachecką. Kolejni właściciele to: Wojciech Gronowski, Jan Antoni Junosza Bojanowski − podstoli kaliski (od 1733).

W roku 1751 roku Bytyń został zakupiony przez Andrzeja Niegolewskiego, herbu Grzymała, chorążego i surogatora grodzkiego, stolnika poznańskiego, starostę pobiedziskiego, ożenionego z Anną z domu Skaławską. Po ojcu majątek obejmuje w 1767 jego syn − Felicjan (1759-1815), stolnik wschowski, kawaler orderu Orła Białego, ożeniony z Magdaleną z Potockich herbu Pilawa. Dzieje się to w roku 1767, majątek jest wyceniany w tym czasie na 226 400 złp.



Pałac w Bytyniu, wygląd obecny. Zdjęcie Andrzej Bednarski


Felicjan Niegolewski ma ambicję nadać siedzibie swojej rodziny charakter rezydencjonalny. Buduje w Bytyniu nad jeziorem nowy dwór. Do projektu architektonicznego zatrudnił Bernarda Leinwsebera, nadwornego budowniczego króla Stanislawa Augusta, który sprawdził się wcześniej w Wielkopolsce przy projektowaniu ratusza w Pyzdrach i Śremie. Dla podniesienia rangi rezydencji wokół dworu założony zostaje park krajobrazowy w stylu włoskim. Felicjan Niegolewski w listopadzie 1806 roku na rogatkach swojej posiadłości witał Napoleona udającego się z Berlina do Poznania. Cesarz wraz ze swoją świtą zatrzymał się tu na przepięcie koni i odbył tajną rozmowę z Janem Henrykiem Dąbrowskim, w do dziś stojącym budynku, zwanym kiedyś Karczmą Napoleońską.

Wnuczka Felicjana, Jadwiga z Niegolewskich Wężykowa, tak pisała po latach o dziadku Felicjanie:

„Dziad mój Felicjan umarł rychlej, do Targowicy nie należał, choć jego kuzyn, pan Łukasz Bniński, marszałek Targowicy zapisał, musiał go wykreślić, ale na nieszczęście jest zapisany w księdze Targowicy i tak dużo prawych obywateli kazało się wykreślić, bo bez ich wiedzy i woli marszałek ich pozapisywał, a ta karta, gdzie stoją nazwiska tych, którzy wypisać się kazali, jest zalana atramentem. Ale stryj Chryzostom dobrze tę chwilę pamiętał i on detalicznie opowiedział, miał nawet kopię listu pisanego w tej sprawie do Łukasza Bnińskiego. Wracając do domu moich dziadków − do Bytynia, to opisując go na początku, nie wspomniałam, że po Rewolucji Francuskiej dużo emigrantów francuskich miało tam schronienie. Razu jednego pani markiza de Lenau rozlała na obrus jakiś kompot, mój dziadek podaje jej inny na to miejsce. Ona powiada: bien obligé. Na to sobie stary kamerdyner mruczy pod nosem «gdzie ona tam obliże − wyprać ja muszę». Boną mego ojca była panna Dupin. Był i ksiądz Francuz jako preceptor starszych braci. To tam pozostali aż do śmierci, inni do powrotu do kraju. Jedna generałowa z czasów Napoleona była wnuczką któregoś z tych emigrantów” (fragment wspomnień pisanych w latach 1909-1914, zachowanych w dokumentach rodzinnych Jadwigi z Niegolewskich Wężykowej).



Kościół w Bytyniu, wygląd obecny. Spoczywa tam 6 członków rodziny Niegolewskich zmarłych w 1. połowie XIX w. Zdjęcie Andrzej Bednarski


Felicjanowie Niegolewscy mieli dwanaścioro dzieci, jednym z nich był ten najbardziej znany z rodziny Niegolewskich, który wsławił się walecznością u boku Napoleona Bonapartego − Andrzej Marcin Niegolewski (1787-1857). Urodził się on w Bytyniu w roku 1787. Ożenił się w roku 1816 z Anną Krzyżanowską. Z tego małżeństwa zrodziło się trzynaścioro dzieci. Andrzej Niegolewski po przebytej kampanii napoleońskiej nadal aktywnie angażował się w sprawy wolnościowe. Był deputowanym ze stanu rycerskiego, z powiatów bukowskiego i obornickiego na Sejm prowincjonalny Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Gospodarował wtedy we Włościejewkach, majątku, który w wianie wniosła do małżeństwa jego żona.

W tym czasie w Bytyniu gospodarował starszy jego brat − Chryzostom, radca departamentu z okresu Księstwa Warszawskiego, członek pruskiej Izby Panów, ożeniony w 1805 roku z Łucją Bnińską herbu Łodzia (1786-1846). Ich najstarsza córka Eufrozyna (1806-1857) wyszła za mąż za Ignacego Gąsiorowskiego herbu Ślepowron. Ich syn Bronisław Jan Chryzostom Tomasz Saturnin został ochrzczony w kościele bytyńskim w dniu 8 grudnia 1830 roku.

Jadwiga Niegolewska tak pisze w swoich wspomnieniach o swojej ciotce:

„Eufrozja pojechała do Kudowy z ciotką panią Ostrowską, tam kąpiele jej nie posłużyły i powróciła chora na melancholię. Wujowie, pan Ostrowski i Koczorowski wyswatali ją z Mierzyńskim. Jan Mierzyński, drugi mąż Eufrozyny, opiekował się Bronisiem i wysłał go za granicę, dając mu Niemca Cykla za preceptora. Mieli podróżować, a oni siedzieli w Paryżu. Cykiel studiował, a Broniś się bawił. Do matki pisywał listy z podroży, które z książek wypisywał, z rozmaitych miejscowości wysyłał, a Eufrozja się tak cieszyła tymi listami i głośno je wszystkim czytała”. („Eufrozyna, z Niegolewskich, córka Chryzostoma i Łucji Bnińskich, starościanki średzkiej, I voto Gąsiorowska, II voto Mierzyńska. Pozostawiła syna Bronisława z pierwszego małżeństwa, zmarła 2 maja 1857 roku w Palermo we Włoszech, dokąd udała się za poradą lekarzy dla poratowania zdrowia. Dnia 16 lutego 1860 roku zmarł Jan Chryzostom Niegolewski, radca departamentowy Księstwa Warszawskiego, poseł do Izby Panów w Berlinie. Zostawił Bytyń wnukowi swemu Bronisławowi Gąsiorowskiemu” – wyjaśniała autorka wspomnień).

Bronisław Gąsiorowski był zamożnym człowiekiem, ówczesna niemiecka prasa określała go jako jednego z najzamożniejszych właścicieli ziemskich w Wielkopolsce. Przebywał głównie za granicą, więc Bytyń wraz z innymi swoimi dobrami znajdującymi się w powiecie szamotulskim wydzierżawił w 1865 roku Rudolfowi Jacobi (ówczesnemu właścicielowi Trzcianki). Dobra Bytyńskie otrzymały w tym okresie miano Dóbr Rycerskich. Bronisław Gąsiorowski zmarł w 1902 roku, a jego jedyną spadkobierczynią była niepełnosprawna od dziecka córka Helena Gąsiorowska. Mimo swojej ułomności, spowodowanej chorobą Heinego-Medina, potrafiła być osobą aktywną, empatyczną i bardzo zaangażowaną społecznie. Ufundowała między innymi dziecięcy szpital ortopedyczny w Poznaniu, noszący później jej imię i imię Bronisława Gąsiorowskiego. Helena większość swego życia spędziła na leczeniu za granicą. Zmarła w Nicei. Nie mając potomstwa, jako wnuczka Chryzostoma Niegolewskiego postanowiła, że majątek Bytyń na mocy testamentowego zapisu powróci do rodziny Niegolewskich. I tak w 1925 roku w Księdze Wieczystej Dóbr Rycerskich Bytyń, w sądzie w Szamotułach, wpisano jako kolejnego właściciela majątku Bytyń mojego ojca Andrzeja ‒ najstarszego syna Stanisława Niegolewskiego z Niegolewa.



Pałac w Bytyniu, stan obecny. Taras widokowy powstał podczas remontu wykonywanego przez obecnie władających pałacem – Fundację Nissenbaumów. Uzyskali oni zgodę od ówczesnej konserwator, Marii Strzałko, na takie zagospodarowanie terenu wokół pałacu od strony jeziora i dobudowanie szklanego pawilonu bezpośrednio przy lewym ryzalicie budynku.

Przed wojną od strony jeziora był taras okolony kutą balustradą wokół owalnego ryzalitu. Po środku było zrobione zejście z półokrągłymi schodami prowadzącymi do ścieżki wysypanej żwirem. Ścieżka ta obsadzona była po bokach szpalerami róż. Dawało to piękny efekt połączenia budynku z przestrzenią parkową i dalej łagodnego przejścia do naturalnego brzegu jeziora. Obraz tego miejsca utrwalił film zrobiony przez mojego ojca, na którym widoczny jest ten fragment dworu.


Portret nieznanego artysty z epoki, przedstawiający Annę z Gajewskich Potocką, córkę Franciszka Gajewskiego, kasztelana konarsko-kujawskiego, teściową Felicja Niegolewskiego, babkę Andrzeja Marcina Niegolewskiego. Ślub Anny z Józefem Potockim odbył się w 1772 roku.

Portret nieznanego artysty z epoki, przedstawiający Józefa Potockiego (1710-1781), herbu Szeliga, kasztelana kamieńskiego, miechowskiego, krzywińskiego, ojca Magdaleny Niegolewskiej – żony Felicjana, kawalera orderu Świętego Stanisława.

Andrzej Marcin Niegolewski (1787-1857), zdjęcie z ok. 1852 r. Źródło: Wirtualna Izba Regionalna Gminy Książ Wielkopolski

Szpital ortopedyczny w Poznaniu, później im. Gąsiorowskich, 1913-1916. Źródło: Fotopolska

Pałac w Bytyniu. Źródło: L. Durczykiewicz, Dwory polskie w Wielkim Księstwie Poznańskim, Poznań 1912.


Majątek w Bytyniu w 20-leciu międzywojennym

Pałac bytyński od frontu przed rokiem 1939. Źródło: Złota Księga Ziemiaństwa Polskiego, 1929

Folwark bytyński. Źródło: Złota Księga Ziemiaństwa Polskiego, 1929

Gorzelnia z krochmalnią. Źródło: Złota Księga Ziemiaństwa Polskiego, 1929

W tle piękna oficyna, która jest przykładem czystego klasycyzmu. Na co dzień mieszkali tam pracownicy oraz goście. Budynek, który w 1989 r. był w dosyć dobrym stanie, nie został dostatecznie zabezpieczony; obecny właściciel – wbrew zobowiązaniu przy zakupie obiektu zabytkowego – nie przeprowadził remontu i dziś następuje powolna degradacja oficyny.

Jedyne zdjęcie, jakie się uratowało z wnętrza pałacu w Bytyniu. Kilka zdjęć w 1990 r. ojciec pożyczył Zygmuntowi Nissenbaumowi i nigdy do nas nie wróciły.

Dziadek Stanisław Gniazdowski z córkami. Od prawej – Halina i starsza od niej o dwa lata Zofia, na kolanach dziadka ukochana, najmłodsza – Maria i poniżej Hanka. Zdjęcie robione u fotografa ok. 1913 r.

Rodzice na tarasie w Bytyniu z ciotką Hanką, siostrą mamy.

Od lewej – najmłodszy brat ojca – Maciej Niegolewski, przyszły właściciel Niegolewa, które było minoratem. Stryj Maciej mieszkał i gospodarował w majątku, który w wianie wniosła moja babcia Wanda z domu Wężyk, do czasu przejęcia Niegolewa. Dalej mama, partnerka stryja i ojciec.

Ciotka Hanka, siostra mamy, która często przebywała w Bytyniu, z nieznanym mi adoratorem.

Stanislaw i Wanda Niegolewscy, moi dziadkowie, w roku 1937. Zdjęcie ze ślubu mojego stryja Zygmunta z Haliną Chełkowską.


Biogramy

Stanisław Niegolewski (dziadek)

Urodził się w dniu 14 maja 1872 roku w Niegolewie jako syn Zofii ze Skórzewskich i Zygmunta Niegolewskich. W 6. roku życia oddano go razem z braćmi Felicjanem i Kazimierzem do szkoły w Poznaniu. Mieszkał wtedy na stancji u księdza Nizińskiego, który organizował potajemne zajęcia z języka polskiego i historii, w których uczestniczyli młodzi bracia Niegolewscy. Wtedy to wszyscy trzej wstąpili do Towarzystwa Tomasza Zana ‒ młodzieżowej organizacji niepodległościowej.

Maturę zdał w 1892 roku i od razu został powołany do wojska saskiego, do Drezna. Stanisław nie stanął do egzaminu oficerskiego. Po odsłużeniu wojskowości studiował na uniwersytecie w Lipsku rolnictwo i nauki przyrodnicze. Po ukończeniu studiów odbywał praktykę rolną w Polwicy koło Środy.

Po śmierci swego ojca objął majątek Niegolewo (obecnie powiat nowotomyski, wówczas grodziski). Od razu, korzystając z Ziemstwa Kredytowego, zaczął przeprowadzać w gospodarstwie szereg inwestycji. Jako jeden w pierwszych w Wielkopolsce sprowadził z zagranicy pługi parowe i wiele innych nowości techniki rolnictwa. Dzięki temu gospodarstwo zaczęło funkcjonować na najwyższym poziomie.

Równocześnie rozpoczął pracę społeczną. Angażował się w działania wielu organizacji społecznych istniejących do 1939 roku. Był członkiem Zarządu Towarzystwa Czytelni Ludowych, założył wiele bibliotek, zasilał je zakupionymi z własnych funduszy księgozbiorami. Należał do Towarzystwa Pomocy Naukowej w Poznaniu i stworzył oddział tej organizacji na swoim terenie. Organizował zloty organizacji młodzieżowej „Sokół” w Niegolewie. Stał się honorowym prezesem tej organizacji. Na pogrzebie dziadka, mimo że był to rok 1948, przedstawiciele tej organizacji pełnili wartę.

Podczas strajku szkolnego przeciwko wprowadzeniu przez zaborcę nauczania religii w języku niemieckim Stanisław Niegolewski wszedł w skład komitetu organizującego strajk w powiecie grodziskim. W szkole w Niegolewie pierwszym uczniem, który rozpoczął strajk, był uczeń Styller ‒ syn pracownika dworu w Niegolewie.

Był założycielem Rolnika i jego prezesem do 1939 roku, członkiem rady nadzorczej mleczarni w Buku, członkiem rady nadzorczej Banku Ludowego, prezesem Kółek Rolniczych i Izby Rolnej, członkiem Zarządu Cukrowni w Opalenicy, członkiem Zarządu Bazaru.

W chwili wybuchu wojny w 1914 roku został powołany do wojska pruskiego. Początkowo służył w Królestwie, na szczęście w batalionie samych Polaków, ale potem był zmuszony uczestniczyć w walkach w Prusach Wschodnich i na Pomorzu. Ten czas odbił się na jego psychice. Na szczęście rodzinie udało się pod pozorem choroby go zwolnić. Do końca wojny musiał tylko stawiać się na komisji, ale na front już go nie wysłano.

W 1918 roku, pod koniec wojny, kiedy Polacy zaczęli się organizować, Stanisław Niegolewski został wyznaczony na starostę powiatu grodziskiego, ale znowu z powodu nagłej choroby i operacji musiał zrezygnować z pełnienia przywódczej roli i nie mógł wziąć udziału w chwili przełomowej. Jednak po powrocie do sił wraz żoną organizował i finansował aprowizację dla walczącego Poznania. Zorganizował w cukrowni w Opalenicy codzienny wypiek setek bochenków chleba, które wraz ze smalcem i innymi produktami z Niegolewa, transportem kolejowym, szły dla walczących do Poznania.  

Za swoje zaangażowanie w czasie pokoju i w czasie powstania, w dwudziestoleciu międzywojennym, został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi i Krzyżem Kawalerskim Polonia Restituta oraz Medalem Hallerczyków. Do 1939 roku kontynuował aktywność społeczną, a jednocześnie osobiście prowadził 2000-hektarowy majątek. Sam zajmował się księgowością i sprawował codzienny nadzór nad działaniami w polu i na folwarku.

Okres wojenny przetrwał w Warszawie. Nie wrócił nigdy do Niegolewa Nie potrafił przystosować się do nowej powojennej sytuacji swojej i rodziny: mieszkania w małym lokalu na Sołaczu, bezczynności zawodowej i społecznej. Kiedy zmarł w 1948 roku, jego żona, moja babcia mówiła, że „zgasł z tęsknoty za Niegolewem, wsią i tym wszystkim, czym zajmował się do 1 września 1939 roku”.

Pałac w Niegolewie. Źródło: L. Durczykiewicz, Dwory polskie w Wielkim Księstwie Poznańskim, Poznań 1912.

Konstytucyjne posiedzenie Wielkopolskiej Izby Rolniczej w Poznaniu, 1929 r. Numerem 4 opatrzono mojego dziadka Stanisława Niegolewskiego. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Babcia Wandzia

Wanda Niegolewska (babcia)

Urodziła się 10 sierpnia 1877 roku w Karminie (pow. pleszewski) jako córka Adolfa Wężyka, powstańca styczniowego, i Marii z Psarskich. W dniu 26 września 1904 roku odbył się jej ślub ze Stanisławem Niegolewskim. W wianie wniosła majątek ziemski ‒ Myjomice (1400 ha).

W obu majątkach prowadziła ogrody warzywne, pasieki i parki pałacowe. Jednocześnie zajmowała się bardzo szeroką działalność społeczną i patriotyczną. Jeszcze podczas zaborów prowadziła tajne nauczanie dzieci wiejskich, ucząc je języka polskiego, historii, pieśni patriotycznych. Organizowała teatr amatorski dla młodzieży, a dla dorosłych wygłaszała odczyty i wykłady na temat wprowadzania nowoczesnych metod wychowania dzieci, odczyty o zachowaniu higieny, o zdrowym żywieniu, zakładaniu ogrodów przydomowych z warzywami i ziołami. W Niegolewie stworzyła i opłacała ochronkę dla dzieci włościańskich.

U progu niepodległości, w grudniu roku 1918, została delegatką na Sejm Dzielnicowy w Poznania, reprezentując z powiat grodziski. Podczas Powstania Wielkopolskiego finansowała i udzielała się osobiście w szpitalu w Buku oraz organizowała z mężem żywność, którą zaopatrywano oddziały powstańcze z Buku i Opalenicy. Część tej żywności transportowano również do Poznania.

W Polsce niepodległej założyła Związek Włościanek Wielkopolskich i przez 20 lat była jego prezeską. Równocześnie była wieloletnim członkiem Izby Rolniczej w Poznaniu, przewodniczyła powiatowemu oddziałowi Czerwonego Krzyża, pełniła funkcję członka zarządu Akcji Katolickiej, patronowała działalności społecznej i kulturalno-oświatowej Młodych Polek i była członkiem zarządu powiatowego Czytelni Ludowych.

Po wybuchu II wojny światowej musiała opuścić Niegolewo, by nigdy na niego powrócić. Podczas okupacji mieszkała wraz z mężem w Warszawie, na Górnym Mokotowie, przy ul. Czeczota 16. Podczas Powstania Warszawskiego przygotowywała posiłki dla mokotowskich powstańców.

Po wojnie wraz z mężem i swoją wychowanicą ‒ Marią Sierocką, zamieszkała w Poznaniu na Sołaczu, przy ul. Wołoskiej 20. Była już niemal 70-letnią osobą, więc wyzwanie, jakie przyniosła nowa rzeczywistość polityczna i społeczna w Polsce było dla niej za trudne, by włączyć się w życie społeczne w nowym wydaniu. Nie mając żadnych dochodów, żyła bardzo skromnie, będąc na utrzymaniu swoich dwóch synów, z których jeden mieszkał w Warszawie, a drugi w powiecie bydgoskim. Zajmowała się bieżącymi sprawami domowymi i była „rodzinnym ośrodkiem dowodzenia”. Dzięki jej korespondencji dwaj zapracowani synowie i ich rodziny nie tylko otrzymywały bieżące informacje o rodzinnych zdarzeniach, miłe słowa przeznaczone dla aktualnych solenizantów czy jubilatów, ale Babunia Wanda przesyłała w korespondencji aktualne informacje o najnowszych ciekawych książkach i streszczenia ważnych artykułów z tygodników społecznych i literackich.

Zmarła 9 lutego 1970 roku w Poznaniu. Na miejsce wiecznego spoczynku odprowadziły ją tłumy mieszkańców Buku i okolic. Pochowana jest obok swojego męża, w grobowcu rodzinnym na starym cmentarzu świętego Krzyża w Buku.

Oddział PTTK w Buku nosi imię Wandy Niegolewskiej, jej imię przyjęło także koło Senior.

Młodzi, piękni i zamożni

Ojciec wtedy uczęszczał na studia rolnicze w Poznaniu. Po ich zakończeniu planował pogłębić swoje wykształcenie na Sorbonie w Paryżu. W tym okresie obszar majętności Bytyń wynosił 3113,17 ha. Majątkiem zarządzał Prot Mielęcki, mąż Marii Mielęckiej z domu Niegolewskiej − siostry mojego dziadka.

W 1929 roku ziemi ornej w majątku było 1601,48 ha, którą zasiewano w większości pszenicą (392 ha). Pozostały obszar obsiewano jęczmieniem, owsem, sadzono buraki cukrowe oraz wysiewano mieszankę pastewną dla zwierząt hodowanych. Do pracy zaprzęgano 153 konie robocze, 59 wołów. Hodowano również źrebaki. W oborach było 135 krów. Majętność posiadała również nowoczesne maszyny rolnicze − dwa pługi parowe. Ten nowoczesny sprzęt wielkopolscy ziemianie sprowadzali w tych czasach z Anglii. W Bytyniu pracowała również mechaniczna oczyszczalnia, a dla usprawnienia transportu płodów rolnych działała kolej polowa. W majątku zatrudniano 78 stałych pracowników, a ponad 220 zatrudniano sezonowo. Funkcjonowały też gorzelnia, krochmalnia i młyn.

Moi rodzice poznali się w Poznaniu w sezonie karnawałowym roku 1929. Mama – Halina Gniazdowska – była wówczas studentką Uniwersytetu Adama Mickiewicza wydziału historycznego, interesowała się historią średniowieczną. Mieszkała na stancji u Jadwigi Sczanieckiej przy ul. Ogrodowej, zwanej w czasach powojennych przez nas − Babą Dziudą. Pamiętam z moich wczesnych lat dziecinnych barwną postać w pięknie umeblowanym wnętrzu mieszkania na Saskiej Kępie, w Warszawie.


Mama – 1. od prawej z grupą przyjaciół z Uniwersytetu. Poznań przed 1931 r.


To Baba Dziuda w roku 1929 pomogła mamie wkroczyć w życie towarzyskie Poznania. Zdobyła dla Niej zaproszenie na bal do Hotelu Bazar, rozpoczynającego karnawał. Kiedy mama ubierała się na ten bal, Baba Dziuda pożyczyła jej stary rodzinny naszyjnik ze szmaragdami, z intencją przyniesienia szczęścia młodej, nieznanej wielkopolskiej śmietance studentce z Kujaw. Wspominano po latach, że mama zrobiła wtedy duże wrażenie na towarzystwie. Jeszcze po latach wspomniano, że wyglądała olśniewająco. Może było tak za sprawą szmaragdów, a może dzięki nieprzeciętnej urodzie albo dobrym słowom Baby Dziudy. Ojciec opowiadał, że od chwili, kiedy ujrzał mamę wchodzącą do sali balowej, wiedział, że to jego wybranka! Mama też szybko zwróciła uwagę na wysokiego, przystojnego, niebieskookiego blondyna. Ojciec był wtedy tzw. „dobrą partią”. Mając perspektywę rychłego objęcia dużego majątku, własne przymioty i zacne pochodzenie, był „łakomym kąskiem” dla tzw. ciotek-swatek.

Zwyczajowo ówczesne bale karnawałowe w Poznaniu służyły kojarzeniu w pary młodzieży ze środowiska ziemiańskiego. Ciotki-swatki, aktywnie udzielające się w tej sprawie podczas poznańskiego karnawału 1929, doznały wielkiego zawodu, bo od chwili, kiedy mój ojciec został przedstawiony mamie, nie zwracał już uwagi na inne panny. Po pierwszym wspólnym tańcu, do końca sezonu, adorował ją na kolejnych balach i spotkaniach. 


Bal w Bazarze. Nie ten pierwszy dla mojej mamy (mama 4. od prawej w pierwszym rzędzie), ale za to ważny, bo mama zdobyła, jako Kujawianka, pierwszą nagrodę w kujawiaku, tańcząc z Ludwikiem Platerem. Ojciec był mocno urażony, ale mama zawsze twierdziła, że kujawiaka nie umiał dobrze tańczyć, za to w walcu był najlepszy.

Zawiedzione ciotki kanapowe i panny, zwłaszcza te podpierające ściany, nie szczędziły krytycznych uwag co do niestosowności tego powstającego na ich oczach związku. Mama wspominała, że dochodziły do niej kąśliwe uwagi na ten temat. Mama, choć ładna, zdolna i mądra, choć należała do rodziny o starym rodowodzie i pięknej karcie narodowej, nie należała do wielkopolskiej elity i co gorsza − nie miała posagu. Ojciec mamy miał wtedy kłopoty finansowe. Dużym dla niego wysiłkiem było to, że opłacał córce możliwość studiów w Poznaniu. Uważał jednak że ten wysiłek jest konieczny, ponieważ mama powinna się kształcić, aby zdobyć samodzielność i niezależność z powodu niepewnej sytuacji majątkowej.

Natomiast rodzina ojca spodziewała się synowej spełniającej wzorzec szanowanych panien z Wielkopolski. Mądrość i uroda nie przeszkadzały tej wizji, ale na pierwszym planie przyszli teściowie, a zwłaszcza teściowa, czyli moja babcia − Wanda Niegolewska, stawiali umiejętności, jakie według wielkopolskich wzorców powinna posiadać młoda panna ze środowiska ziemiańskiego. Powinna przede wszystkim znać się na gospodarstwie, aby dobrze radzić sobie jako przyszła pani domu w majątku. Przyszła dziedziczka powinna mieć wiedzę na temat tego, co i kiedy realizuje się w rolniczym kalendarzu, a jednocześnie posiadać umiejętność stawiania wymagań i egzekwowania dobrej pracy od zatrudnionych w domu i ogrodzie pracowników. Dobrze widziane było również upodobanie do pracy społecznej na rzecz wiejskiej ludności. Tradycją było to, że wielkopolskie ziemianki zajmowały się organizowaniem ochronek, zbieraniem funduszy na rzecz biednych, organizowaniem wakacji dla wiejskich dzieci i podobną pożyteczną pracą dla ludzi zamieszkałych w majątku.

Tych doświadczeń moja mama mieć nie mogła. Miała szczęśliwe dzieciństwo w niewielkim majątku Nowa Wieś, na Kujawach. Ojciec mamy, mój dziadek − Stanisław Gniazdowski, nie miał upodobania do rolnictwa i gospodarowanie majątkiem nie szło mu tak dobrze jak kolekcjonerstwo i praca społeczna. Był znanym kolekcjonerem i znawcą sztuki. Organizował wystawy i plenery malarskie.


Mama na praktykach gospodarczych w Pniewach


Mama była pilną studentką, poszerzała horyzonty, biorąc udział w dyskusjach i debatach oraz udzielała się w pracy społecznej na uczelni. Należała do studenckich korporacji i bardzo mocno angażowała się w ich pracę na rzecz mniej zamożnych studentów. Włączyła się też w ruch obrony przed ksenofobią antyżydowską, która w tym okresie rozpętała się na uczelniach. Mama wykazywała duże zdolności interpersonalne − potrafiła szybko zdobywać sympatię kolegów, nawet tych, których cechowała polityczna agresywność. To ułatwiało jej życie w środowisku uczelnianym. Kilku jej przyjaciół z tego okresu miałam okazję poznać w latach 60. Ich przyjaźń przetrwała zawieruchy wojenne i mimo powojennej migracji społeczeństwa polskiego potrafili się odnaleźć i nadal się kontaktować i przyjaźnić. Były to bardzo zacne osoby, między innymi prof. Włodzimierz Dworzaczek, zajmujący się heraldyką, autor Tek Dworzaczka, prof. Michał Sczaniecki, historyk prawa, prof. Stefan Kieniewicz, archiwista i mediewista, oraz wielu innych.

Młoda studentka, panna Halina Gniazdowska, świetnie zaadaptowała się na Uniwersytecie, ale wszystkie jej zalety sprawdzające się w życiu studentki, nie były wystarczające, aby moi dziadkowie chcieli pobłogosławić związek swojego syna z panną Gniazdowską. Mama, jako osoba rozsądna, zrozumiała, że argumenty rodziców narzeczonego są uzasadnione i w chwili, kiedy związek moich rodziców usankcjonowany został zaręczynami, przerwała studia i zapisała się na 11-miesięczne kursy gospodarcze, organizowane przez siostry Urszulanki, w szkole gospodarstwa wiejskiego w Pniewach. Ojciec wyjechał w tym czasie na studia do Paryża. Rozstanie zakochanych było trudnym dla nich czasem, ale nigdy nie żałowali swojej spolegliwości wobec wymagań rodzinnych. Jak się zresztą okazało później, czego wtedy oczywiście przewidzieć nie było można, szkoła gospodarska dla mojej mamy była prawdziwą szkołą życia. To, czego się wtedy nauczyła, służyło jej nie tylko jako pani domu w Bytyniu, ale pomogło jej odnaleźć się i ogarnąć podczas wojny i w trudnych czasach powojennych.  


Włocławek, 8 kwietnia 1931 r. Rodzice w drodze do Bazyliki Katedralnej Wniebowzięcia NMP, gdzie odbył się tego dnia ich ślub. Z prawej – przed ślubem w kancelari katedralnej. Ojciec jako dumny rezerwista 15 Pułku Ułanów Poznańskich ślub brał w mundurze.

Narzeczeństwo moich rodziców przetrwało przez rok próby rozstania i, wtedy już bez przeszkód, odbył się 8 kwietnia 1931 roku ich ślub w katedrze we Włocławku, po czym młode małżeństwo pobłogosławione przez rodziców obu stron, zamieszkało w Bytyniu.

Dwór w Bytyniu był domem mieszkalnym dla moich rodziców, ale wcale nie był dużym obiektem. Osoby zatrudnione do obsługi domu mieszkały w oficynie i tylko na niedzielę wracały do swoich rodzin. Tam też były pokoje gościnne.

Ojciec przed wprowadzeniem do własnego domu świeżo zaślubionej małżonki przeprowadził we wnętrzu dworu remont i dokonał przy tej okazji wielu modernizacji. Zamontował centralne ogrzewanie i unowocześnił hydraulikę. Dzięki temu z kranów w łazienkach i w kuchni leciała ciepła i zimna woda. Zamontował windę dla ułatwienia podającym do stołu. Dzięki temu urządzeniu z kuchni, położonej na poziomie piwnic, potrawy i naczynia bezpośrednio wciągano do jadalni. Ojciec wyremontował również dawno nieużywane sale posadowione na drugiej kondygnacji domu. Jedną nazywaną przez moją matkę „balową” i drugą, zwaną „rycerską”. Obie te nazwy były „mocno na wyrost”, bo wskazywały raczej na pałacowe wnętrza, trzeba jednak przyznać, że niewątpliwie wyremontowana sala zwana „balową” była bardzo reprezentacyjnym pomieszczeniem. Zwłaszcza efektownie wyglądała owalna ściana od strony jeziora, która prześwietlona była dużymi oknami porte fenetre [do podłogi, zabezpieczone zewnętrzną balustradą]. Sala ta łączyła się z drugą, w której umieszczone zostały przedmioty o sporej wartości historycznej, pochodzące z kolekcji średniowiecznych zbroi mojego dziadka − Stanisława Gniazdowskiego. Niestety, niebawem po ślubie moich rodziców Nowa Wieś, miejsce urodzenia mojej mamy, poszła − jak to się mówi − „pod młotek”, czyli majątek został zlicytowany. Sprzedano wszystkie wartościowe przedmioty. Mój ojciec, chcąc ratować teścia, wykupił dużą cześć kolekcji średniowiecznych zbroi i broni za uczciwe pieniądze i dzięki temu dziadek mógł spłacić długi i sam przeniósł się do Warszawy. Moi rodzice do wybuchu wojny w 1939 roku pomagali rodzicom i siostrom mojej mamy, które pomieszkiwały w Bytyniu.


Dożynki w Bytyniu. Andrzej i Halina Niegolewscy jako gospodarze majątku przyjmują od mieszkańców wsi wieniec dożynkowy. Potem pewnie była wspólną msza święta i zabawa organizowana przez rodziców dla mieszkańców wsi. Kobiety wiejskie ubrane w piękne stroje szamotulskie.


Rodzice w Bytyniu mieszkali zaledwie 8 lat, ale ojciec zdążył wprowadzić wiele nowoczesnych zmian w sposobie wykorzystania potencjału, jaki dawała ziemia i inne dobra majątku − takie jak las czy woda. Rozwinął istniejące wcześniej gorzelnictwo, stworzył gospodarstwo rybne na obszarze 168,35 ha Jeziora Bytyńskiego, rozwinął gospodarkę leśną, w kierunku przerabiania drewna na miejscu. Rozbudował na te potrzeby tartak i parkieciarnię oraz kolejkę wąskotorową. Księgi bilansowe z 1931 roku pokazują zadłużenie majątku i zaciągnięte kredyty, zaś roczne bilanse z lat 1937 i 1938 wykazują już dochód.

W takim dużym majątku, jaki stanowiły Dobra Rycerskie Bytyń, toczyło się pracowite życie. Pracowite zarówno dla moich rodziców, jak i zatrudnianych w majątku ludzi.

Ojciec, mimo że sam w polu nie pracował, to czuwał nad wszystkim. Był pracodawcą w sezonie dla ponad 300 pracowników, czuwał nad dokumentacją finansową i przestrzeganiem przepisów, na przykład Prawa Leśnego czy przepisów dotyczących produkcji w gorzelni. Specjalnie interesował się, zorganizowanym przez siebie, gospodarstwem rybnym − połowami ryb i ich sprzedażą. Mama natomiast planowała codziennie posiłki dla domu i dla służby oraz wydawała potrzebne do ich przygotowania produkty. Zarządzała zakresem prac domowych na dany dzień. Nadzorowała te prace, jak i pracę w ogrodzie oraz sprzedaż i hodowlę drobiu.

Każdy dzień powszedni był dla moich rodziców wypełniony licznymi zajęciami. Jednak pewne rytuały domowe były święte. Należały do nich wspólnie jedzone posiłki. Należał do nich słodki podwieczorek, po którym już nie wracało się do zajęć, oraz kolacja o rozbudowanym menu, do której należało się uroczyście przebrać. Często zapraszani na te kolacje byli goście.


15 Pułk Ułanów – uczestnicy biegu myśliwskiego w Bytyniu


Rodzice, będący w latach trzydziestych młodymi ludźmi, mieli również potrzeby towarzyskie i rozrywkowe. Zdjęcia ze starego albumu przedstawiają zorganizowany przez rodziców bieg myśliwski 15 Pułku Ułanów Poznańskich. Fotografie pokazują, jak radośnie potrafili się bawić, goniąc za lisem, a uczestnicy wspominali o tańcach do białego rana.

Rodzice jeździli również często do Poznania. Nie opuścili żadnej premiery teatralnej czy dobrego koncertu. Był to zwyczaj kultywowany, zwłaszcza przez ludzi mieszkających na prowincji, którzy − może chcąc udowodnić swoje potrzeby kulturalne − byli często pilniejszymi jej uczestnikami niż mieszkańcy tego miasta, mający te imprezy blisko domu. Rodzice mieli samochód, więc jazda 30 km nie była kłopotem. Uczestnictwo w takich imprezach było okazją nie tylko do zaznania wrażeń artystycznych i intelektualnych. To była również atrakcja towarzyska i plotkarska. W przerwach spektaklu czy koncertu, a potem podczas przyjęcia, na które zapraszali organizatorzy, była możliwość wymiany wrażeń z przeżycia artystycznego, ale i zaprezentowania nowej kreacji, spotkania znajomych i odświeżenia plotek towarzyskich, a także wymiany poglądów politycznych.


Rodzina Niegolewskich i Chełkowskich zebrana na na ślubie Zygmunta Niegolewskiego i Haliny Chełkowskiej. Trzeba przyznać, że wesela w tamtych czasach były w ziemiańskich środowiskach skromne. Gromadziła się wyłącznie najbliższa rodzina. Zdjęcie zrobione w pięknej sali pałacu w Śmiełowie, w tle freski Antoniego i Franciszka Smuglewiczów o tematyce homerowskiej. W pierwszym rzędzie siedzących na krzesłach 3. osoba od prawej – dziadek Stanisław Niegolewski, obok pani Maria Chełkowska zwana Maniutą, dalej – babcia Wanda, Józef Chełkowski i ksiądz, który udzielał ślubu. Państwo młodzi, zapatrzeni w siebie, stoją centralnie, w ostatnim szeregu. Dwa lata później Halina z Chełkowskich Niegolewska zginęła ze swoją córeczką Wandeczką na rękach podczas bombardowania w Warszawie.


Nowe kreacje, jakie mama na takie okazje zakładała, były przygotowywane i przeznaczone indywidualnie na każdą z imprez. Mama raz w roku wyjeżdżała specjalnie do Warszawy, aby w słynnym domu mody Hersego zamówić nowe ubrania na zbliżający się sezon. W pięknym wnętrzu salonu mody modelki prezentowały najnowsze kreacje paryskie. Po tym indywidualnym pokazie, po obejrzeniu kolekcji oraz wysłuchaniu porad właścicielki salonu mama zamawiała ubrania i dobrane do nich dodatki oraz obuwie na przewidziane w kolejnym sezonie okazje. Zakład Hersego, po dopasowaniu poszczególnych ubrań do figury mamy, przywoził zamówienie do Bytynia. Takie zakupy były rytuałem, jak wspominała moja mama, ale i niepowtarzalną przyjemnością.

Rodzice po kilku latach wytężonej pracy i raczej oszczędnego życia planowali podroż dookoła świata. Ojciec kupił nawet w tym celu stosowny jacht morski, który we wrześniu 1939 roku stał w polskim porcie. No, ale jacht nie doczekał się już odbioru.

Szamotuły, 10.09.2020

Wojna zmieniła wszystko

Ojciec zgłosił się do swojego pułku już pod koniec sierpnia 1939 roku. Stawił się jako pierwszy z oficerów rezerwy, przekazując swój samochód i konie dla wojska. Mama pozostała w Bytyniu do 3 grudnia, kiedy to Niemcy wysiedlili ją i osadzili w więzieniu we Wronkach. Zabrano wówczas z mamą, na tą bezpowrotną tułaczkę, moją babcię Zofię Gniazdowską i brata Felicjana, urodzonego w 1932 roku. Kolekcja dziadka Gniazdowskiego, tak jak i wszystkie inne wartościowsze przedmioty wywiezione zostały z Bytynia przez Niemców w 1940 roku. Resztę, w dużym stopniu, pochłonęła wojna. W Bytyniu stacjonował Wermacht, później przeszli żołnierze Armii Czerwonej, a po ustaniu działań wojennych grabieżcy dokonali reszty. Szaber szalał za cichym przyzwoleniem władz komunistycznych na rozdysponowywanie prywatnych rzeczy właścicieli, którym odebrano dom i ziemię Dekretem Reformy Rolnej PKWN z 6 września 1944 roku.


Ojciec przy samochodzie marki Daimler, ok. 1936 r. Samochód ten ojciec w sierpniu 1939 r. przekazał 15 Pułkowi Ułanów Poznańskich, wraz z końmi z Bytynia, na potrzeby wojska.


Rodzice po trudnych latach wojny, które przeżyli rozdzieleni, rozpoczęli życie w nowej rzeczywistości społecznej i ekonomicznej. Ojciec początkowo znalazł pracę na Wybrzeżu, związaną z uruchamianiem portu w Kołobrzegu. Tam urodziła się moja siostra Maria, w 1946 roku. Brat mój w tym czasie był w średniej szkole morskiej z internatem, a potem −  po wielkich trudnościach związanych z niewłaściwym pochodzeniem  − ukończył wyższą szkołę morską i całe swoje życie zawodowe poświecił morzu.

Ojciec, po osiągnięciu jako takiej stabilizacji na Wybrzeżu, w 1949 roku znowu zostaje wygnańcem. Fikcyjne zarzuty i nagonka propagandowa sprawiły, że ojciec musiał „ zniknąć”. W tym czasie osoby, które były aktywne i współpracowały zaraz po zakończeniu wojny z polskim rządem związanym z Mikołajczykiem, stały się wrogiem ówczesnego ustroju. Ojciec dostał ostrzeżenie o zamiarach jego aresztowania. Nie zastanawiał się ani chwili i nie sprawdzał, czy jest to prawda. Wsiadł z mamą i moją siostrą oraz dobytkiem spakowanym w jedną walizkę do pociągu jadącego do Polski centralnej. Rodzice zamieszkali wtedy w letnim domu w Puszczy Kampinoskiej, o którym ojciec pamiętał z czasu kampanii wrześniowej 1939 roku. W Kampinosie ojciec był leczony z rany odniesionej na polu bitwy nad Bzurą, potem w Puszczy Kampinoskiej zdawał broń i stamtąd zabrany został do obozu jenieckiego, w którym spędził całą wojnę.

Po kilku latach ukrywania się i pracy dorywczej w piekarni na dalekim Żoliborzu w Warszawie, w roku 1953 dzięki tzw. „odwilży politycznej” ojciec mógł się na nowo ujawnić się i podjąć oficjalną pracę. Rodzice otrzymali z czasem nawet mieszkanie kwaterunkowe na Mokotowie, w którym mieszkali do końca swoich dni. Do Bytynia nigdy nie wrócili i ani razu nie odwiedzili tych terenów. Ojciec bywał czasami w Poznaniu, by spotkać się ze swoją matką, która mieszkała kątem w sublokatorskim mieszkaniu na Sołaczu. Ja czasami z ojcem przyjeżdżałam do Babuni Wandy i wspominam „mieszkanie” na Wołyńskiej, z dużą porcelanowa miską do mycia za parawanem w pomieszczeniu, w którym się gotowało, wspólną ubikację i specyficzny zapach na klatce schodowej.


Wspominane w tekście filiżanki z Bytynia, tzw. „Berliny”, oraz serwetki i czepiec haftowane wielkopolskim haftem snutkowym.


Rodzice utrzymywali po wojnie kontakt z niektórymi mieszkańcami Bytynia. A czasami pod nasz warszawski adres przychodziła paczka z pysznymi wyrobami wędliniarskimi. Było to wtedy święto w rodzinie, bo takich smaków w Warszawie nie znano.

Ja, urodzona w 1953 roku, czas przedwojenny i wojenne losy rodziców młodości znam jedynie ze wspomnień, anegdot, komentarzy lub skojarzeń sytuacyjnych. Czasy te znam per prokura, w sposób przypominający pachwork. Jakieś różne opowieści, wyrywkowe obrazy, które składają się na całość. Na szczęście te wspomnieniowe impresje są w większości radosne lub często wręcz zabawne i nie mają ładunku gorzkiej martyrologii oraz nadmiernej tęsknoty za minionym. Zarówno ojciec, jak i mama żyli życiem „tu” i „teraz”, przy jednoczesnym przywiązaniu do pewnych rzeczy stałych, uniwersalnych. To przywiązanie nie odnosiło się do rzeczy materialnych, ale do zasad i zjawisk życia. Wyjątek stanowiły przedmioty materialne, które wnosiły do ówczesnej codzienności symbolikę dotyczącą historii rodziny czy ojczyzny. Były to na przykład uratowane albumy ze zdjęciami, nielicznie zachowane dokumenty, listy czy kartki pocztowe, a także drobne bibeloty czy portrety. Te przedmioty traktowało się w moim domu wyjątkowo. Dla mnie były one łącznikiem pomiędzy rzeczywistością, którą znałam, a tym, o czym opowiadali rodzice. Wspomnienia były wizualizacją, a pamiątki artefaktami nieznanego mi świata.

Od najwcześniejszych lat mojego życia opowieści o tym, jak się żyło przed wojną, jawiły mi się jako bajki o księżniczce i o księciu żyjących w pałacu. Nieco później bajka ta miała i innych bohaterów w postaci konkretnych wujów, ciotek i kuzynów, znajomych i sąsiadów, których zaczęłam kojarzyć z osobami, które spotykałam. Zapamiętałam nazwiska i nazwy geograficzne, a także nazwy majątków, które kojarzone były zawsze z ich właścicielami. Wszystkie te nazwy mam utrwalone na tej najstarszej płycie mojego umysłu i słyszę ich brzmienie w uszach do dziś. Świat moich rodziców wyraźnie dzielił się na ten sprzed wojny i ten powojenny. A to sprzed wojny było bardzo odmienne od rzeczywistości, w jakiej wówczas żyliśmy.

A żyliśmy wówczas w czterdziestosiedmiometrowym mieszkaniu na starym Mokotowie w Warszawie. Mieszkanie na drugim piętrze przedwojennego budynku było zupełnie inne od mieszkań moich koleżanek ze szkoły. Ta inność polegała na przypadkowo stworzonym jego układzie, bo mieszkanie wykrojone zostało z innego (o większej powierzchni), i na umeblowaniu ze sprzętów częściej zdobywanych niż kupowanych w sklepach meblowych. Rodzice zdobywali pojedyncze meble zamiast kupować komplety. Całość wyposażenia, w którym żyliśmy, opierała się na łączonej stylistyce: współczesna meblościanka obok starej czeczotowej serwantki czy biedermeierowskiego niciaka. Te stare meble nie pochodziły z Bytynia, były darami od osób o podobnym życiorysie jak my, wysiedlonych ze swoich domów, którzy czasami otrzymywali ze swojego majątku jakieś sprzęty, niemieszczące się w gabarytach mieszkań w warszawskich blokach.


Talerz „Bażant”, opisany w tekście – fajans angielski.


Nam uratowało się kilka portretów, niedocenianych wówczas przez ludzi plądrujących w majątkach ziemiańskich. Portrety były powycinane z ram, na ogół wartościowych dzięki złoceniom i rzeźbiarskim dekoracjom. Płótna zwinięte w rulon, czasami umieszczone w jakiejś tubie rzucone do wilgotnych piwnic czy na strych, gdzie buszowały gołębie. Wszystko to powodowało ogromne zniszczenia portretów, które były często bardzo stare, sięgały XVII, XVIII w. Jednak brak ramy, naddarcia płótna i popękana farba nie przeszkadzała, aby bez konserwacji, na którą nie było pieniędzy, takie zniszczone portrety powiesić na ścianach naszych miejskich siedzib. Na Narbutta ze ścian spoglądali przodkowie. Od dziecka bałam się przechodzić obok podgolonego mężczyzny w barokowej zbroi, który wodził za mną oczami, a jeszcze bardziej − babki o ostrym spojrzeniu, ubranej w suknię wykończoną koronkami.

Na półkach regałów zrobionych domowym sposobem były książki, a obok nich bibeloty − tzw. „kurzołapki” − ulubiony przez nas porcelanowy biały piesek z utrąconym uchem pod czarnym parasolem, mały wazonik galle z warstwowego szkła zdobionego w nasturcje. A w kuchennym kredensie dumnie prezentowały się dwie, z połowy XIX wieku filiżanki w ręcznie malowane kwiatki − Fas Schumann Berlin, talerz zdobiony malowanymi ręcznie bratkami firmy Rosenthal Kronach. Te przedmioty nie były unikatowe, ale dla nas były one „jedyne”, bo powróciły z innego świata i tworzyły specyficzny mikroklimat naszego domu, a jednocześnie stały się symbolicznym pomostem z przedwojenną historią rodziny. Były dla moich rodziców wyjątkowe i ten stosunek do nich udzielił się i mnie, i mojej siostrze. Każdy z nich był traktowany z wielką atencją. Każdy miał swoje indywidualne określenie, jakby własne imię. To nadanie nazwy sprawiało, że przedmiot otrzymywał duszę. Na przykład zwykły dziewiętnastowieczny angielski półmisek fajansowy, zwany Bażantem, bo przedstawiał te ptaki i ornamenty roślinne, wyjmowany był tylko kilka razy do roku i to przy szczególnych okazjach, na przykład podczas szykowania stołu świątecznego na Boże Narodzenie, kiedy mama wysypywała na niego bakalie do chrupania w świąteczne dni. Te, nieliczne zresztą przedmioty, pochodzące z Bytynia, znalazły się jakimś cudem w naszym domu, w Warszawie. Rodzice otrzymywali je okrężnymi drogami od uczciwych ludzi, którzy znajdywali je leżące gdzieś w kącie we dworze czy w parku, porzucone lub zgubione przez szabrownika.

Przykładem takiego przypadku są do dziś nam służące srebrzone sztućce marki Fraget z inicjałami mojego ojca, które były częścią jego ślubnej wyprawy. Kiedy, już parę lat po wojnie, szklono okna we dworze bytyńskim, przed wykorzystaniem go na jakąś działalność dla społeczności, ktoś znalazł − powrzucane w przestrzeń pomiędzy ścianą a wewnętrzne okiennice − noże, łyżki inne elementy kompletu sztućców z monogramem AN. Znaleziska dokonała bardzo uczciwa osoba i dzięki niej sztućce nadal służą naszej rodzinie. Używaliśmy ich w rodzinnym domu, a po śmierci rodziców − w 1998 roku − podzieliliśmy je sprawiedliwie pomiędzy naszą trójkę rodzeństwa i wszyscy zgodnie uważamy, że takich dobrych noży żadne z nas nie spotkało przez całe swoje życie.


Mama, lata 50., ojciec – lata 70.


Opowieści rodziców o życiu przedwojennym stworzyły w mojej pamięci indywidualną opowieść rodzinną, dającą się podzielić na pojedyncze opowiadania. Na przykład: „Jak to pułkownik ukazał się pannie Helci”, „Jak na nieużytkach bytyńskich lądowała Wanda, córka Józefa Piłsudskiego” albo historia „O Ogrodowczyku, który ukradł warzywa, a potem zjawił się po wojnie w Warszawie z bukietem róż dla mamy”, albo „Jak mój ojciec − żartowniś podpuścił księdza proboszcza z kościoła w Bytyniu i ten ogłosił z ambony rozpoczęcie II wojny światowej jeszcze w sierpniu 1939 roku i co potem z tego wyniknęło”, albo „O wierności wyżła − Waldiego, ukochanego psa mojego ojca” (to była smutna opowieść), jak również „O zakopanym przed wojną winie”.

Były to dykteryjki krążące w naszym domu przy różnych okazjach, a jednocześnie były sposobem stosowanym przez rodziców na przekazanie mnie i mojej siostrze informacji o prawdziwym życiu rodziny ziemiańskiej, obrazie tak odmiennym od wersji, na jaką byłyśmy skazane, żyjąc w czasach komunistycznej propagandy.

Nigdy nie odczułam, żeby ten czy inny szczegół z życia przedwojennego moich rodziców, który brzmiał bardzo luksusowo w latach 60., był specjalnie przez nich gloryfikowany. Raczej był ciekawostką, dowodzącą, że ten świat zamożnych ludzi był dla nich przyjemny, ale jednocześnie był czasem wytężonej pracy i zapobiegliwości. Natomiast późniejsze lata − wojna i trudna walka o przetrwanie zaraz po wyzwoleniu oraz przystosowanie się do życia w Polsce komunistycznej − nauczyły ich, że wszystko w jednej chwili można stracić. Dlatego źródłem codziennej radości powinno być według Nich coś zupełnie innego. Byliśmy z rodzeństwem świadkami codziennego Ich szczęścia i wzajemnego przywiązania. Potrafili w każdym dniu doceniać ważność tego, że mogą być razem. Sprawdziła się Im i innym przedstawicielom tego środowiska, tak głęboko doświadczonego przez wojnę i komunizm, zasada mówiąca o ważności tradycji rodzinnej i kultywowanie filozofii mówiącej, że należy bardziej „być” niż „mieć”. Można „mieć”, ale tylko jeśli jest to możliwe. Jeśli los nie pozwala − to „być” też wystarcza.

Wspomnienia i zdjęcia moich rodziców dotyczące czasów, kiedy żyli w Bytyniu, pokazują kochającą się parę. Byli wtedy młodzi, piękni i zamożni. Ja byłam świadkiem ich życia wiele lat później, kiedy zmagali się z codziennymi trudnościami w czasach komunistycznych i trudnościami związanymi z umykającym im życiem. Jednak widziałam ich na co dzień szczęśliwymi. Poczucie szczęścia i bezpieczeństwa dawali sobie wzajemnie, niezależnie gdzie byli i w jakiej sytuacji. To również przekazywali nam − tworząc spokojny, szczęśliwy rodzinny dom. Pamięć tego, co przeszli, nigdy nie mąciła nam radości dnia codziennego, bo ważniejsze było to, że mimo okropnych przeżyć − przetrwali. Starali się również, żeby w miarę możliwości ich życie było również pożyteczne dla otoczenia i dalszej rodziny, pomagając tym, którzy byli mniej zaradni.

Rodzice na pomoście w Bytyniu nad Jeziorem Bytyńskim

Mój brat Felicjan Niegolewski w Bytyniu, 1933 r.

Mama z ulubionym psem Waldim

Ojciec w 1939 r.

Pierwsza wiadomość, którą ojciec mógł wysłać do rodziny w 1939 r.

Portret Andrzeja Niegolewskiego, malarz Edmund Czarnecki (1906-1990), olej, tektura, Woldenberg 1943. Mama otrzymała go w Warszawie tuż przed powstaniem. Z płonącej Woli uciekła w szlafroku, w butach-oficerkach i z portretem w ręku.


Andrzej Niegolewski (ojciec)

Urodził się 3 września 1905 roku w majątku rodzinnym Niegolewo jako syn Stanisława i Wandy z Wężyków Niegolewskich. Studia rolnicze ukończył na Uniwersytecie Poznańskim, ze specjalizacją ekonomiki rolnictwa. W latach 1930-1931 ukończył Instytut Wyższych Studiów Międzynarodowych, przy wydziale Prawa Uniwersytetu Paryskiego.

Od roku 1931 gospodarował w swoim majątku Bytyń, obejmującym ponad 3000 ha. Poza uprawą roli rozwinął działalność rolniczo-przemysłową oraz rybołówstwo na dzierżawionych 340 ha Jeziora Bytyńskiego.

Uczestniczył w kampanii wrześniowej w 1939 roku, w stopniu porucznika. Pełnił wtedy funkcję adiutanta dowódcy 15 Pułku Ułanów, wchodzącego w skład Armii „Poznań”. Uczestniczył w bitwie nad Bzurą, w czasie której został ranny. Odznaczony dwukrotnie Krzyżem Walecznych i Krzyżem Orderu Virtuti Militari V klasy. Po złożeniu broni został osadzony w Oflagu II C Woldenberg (Dobiegniew), gdzie należał do Komisji Kulturalno-Oświatowej. Podczas pobytu w oflagu ukończył studia rybołówstwa morskiego i nauczył się języka hiszpańskiego. Wcześniej znał niemiecki, angielski, francuski, łacinę i grekę. Dzięki temu zaangażował się w tłumaczenie artykułów prasy zagranicznej dla redakcji tajnego dziennika obozowego.

Po wyzwoleniu objął stanowisko starszego asystenta w Katedrze Ekonomiki Rolnej Uniwersytetu Poznańskiego. Wkrótce został Przedstawicielem Delegatury Rządu dla spraw Wybrzeża i przeniósł się wraz z rodziną do Kołobrzegu. Tam jako zastępca kapitana portu brał udział w uruchomieniu portu handlowego.

Na przełomie 1949 i 1950 roku, kiedy radykalnie zmieniły się nastroje polityczne w Polsce, musiał z powodu pochodzenia zniknąć, aby uniknąć aresztowania. Przeniósł się w okolice Warszawy, by przeczekać ten trudny czas w terenie, gdzie był mało znaną osobą. Po roku 1953 mógł już spokojnie podjąć oficjalnie pracę. Początkowo zatrudnił się w przemyśle spożywczym. Natomiast po zmianach, jakie przyniósł rok 1956, mógł wróci do spraw morskich, które go zawsze bardzo interesowały.

Obejmował kolejno, a czasami równolegle, stanowiska w rożnych instytucjach związanych z działaniami na rzecz morza. Jako bezpartyjny zawsze jednak był wice: -dyrektorem, -przewodniczącym itp. Pracował w Generalnym Inspektoracie Przemysłu Rybnego w Gdyni, a następnie w Departamencie Gospodarki Rybnej w Ministerstwie Żeglugi.

W tym czasie podjął pracę naukową. W 1961 roku uzyskał doktorat w Wyższej Szkole Rolniczej w Poznaniu, w marcu 1965 roku habilitował się na Wydziale Rybackim Wyższej Szkole Rolniczej w Olsztynie i objął katedrę na Wydziale Rybactwa Morskiego Wyższej Szkoły Rolniczej w Szczecinie. W 1970 roku Rada Państwa Nadała mu tytuł profesora nadzwyczajnego nauk ekonomicznych. Przed emeryturą, na którą przeszedł w wieku 75 lat, otrzymał tytuł profesora zwyczajnego.

Andrzej Niegolewski był dyrektorem Instytutu Zasobów Morza Szczecińskiej WSR i przewodniczącym Komisji Głównej ds. Badania i Wykorzystania Zasobów Mórz i Oceanów Komitetu Nauki PAN, wiceprzewodniczącym Międzynarodowej Komisji Oceanograficznej IOC UNESCO w Paryżu.

Przez wiele lat, pomimo pełnienia ważnych funkcji zawodowych i popularności jego pracy naukowej za granicą, odmawiano mu paszportu i nie mógł uczestniczyć w posiedzeniach i konferencjach międzynarodowych organizowanych poza naszym Blokiem Wschodnim. Dopiero w roku 1965 władze polskie pozwoliły na jego 4-miesięczny pobyt na statku rybackim, aby jako specjalista obserwował opłacalność wysyłania na dalekie morza tzw. statków przetwórni. Z tej podróży pozostał, poza opracowaniem naukowym, dziennik składający się z zapisów tego, co działo się na statku w społeczności marynarskiej oraz ciekawych relacji z pobytów w portach. Ten sprawozdawczy tekst wzbogacony jest wieloma głębokimi refleksjami i interesującymi komentarzami.

Andrzej Niegolewski w czasie swojego długiego, 93-letniego życia otrzymał wiele nagród resortowych, naukowych z obszaru działalności na rzecz morza oraz kilka odznaczeń państwowych. Był autorem ponad 90 publikacji wydanych drukiem oraz ponad 70 opracowań nieopublikowanych (skrypty, opinie, recenzje). Pod jego kierunkiem powstały 2 rozprawy habilitacyjne, 5 doktorskich oraz ponad 40 magisterskich.

Do końca był bardzo aktywny, towarzyski i twórczy. Codziennie pisał notatki, recenzje i opracowania. Tak było do ostatnich świadomych chwil jego życia. Zmarł po krótkiej chorobie 15 stycznia 1998 roku.

Wanda Niegolewska

historyk sztuki, prezes Wielkopolskiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego i fundacji „Czyń coś powinien, będzie co może” im. Stanisława i Wandy Niegolewskich; mieszka w Psarskiem k. Pniew

Wanda Niegolewska, Bytyń – siedziba rodzinna2025-01-06T11:34:30+01:00

Aktualności – wrzesień 2020

Najlepsza aktorka-lalkarka pochodzi z Szamotuł

Pochodząca z Szamotuł Karolina Martin otrzymała nagrodę dla najbardziej obiecującej aktorki-lalkarki (lub aktora-lalkarza) młodego pokolenia za sezon 2019. Jest to nagroda przyznawana przez Polunimę (Polski Ośrodek Lalkarski). „Marzy mi się teatr, który zadaje ważne pytania, prowokuje do pogłębiania refleksji nad sensem życia, pozwala wysłuchać głosu różnych stron, prowokuje do dyskusji, do spotkania się człowieka z człowiekiem” ‒ to fragment wypowiedzi aktorki zamieszczonej w czasopiśmie „Teatr Lalek”.

W werdykcie jury doceniło monodram Trzy ćwierci do śmierci: jego autorską koncepcję, zbudowanie postaci starej kobiety, doskonałe współistnienie aktorki i lalki oraz stworzenie przy użyciu skromnych środków głębokiej przypowieści scenicznej. Trzeba dodać, że spektakl nagradzany był wcześniej na wielu na wielu festiwalach teatralnych, a w ubiegłym roku Karolina pokazywała go także w różnych miastach Polski w ramach prestiżowego programu Teatr Polska. W ciągu zaledwie roku od ukończenia Wydziału Sztuki Lalkarskiej Akademii Teatralnej Karolina Martin osiągnęła już wiele. Wspólnie z koleżanką założyły eksperymentalny niezależny Teatr Fraktal, który zrealizował dotąd spektakle: Pomelo jest zakochany… w żabie, deszczu i nie tylko (przedstawienie-koncert, również pokazywane na festiwalach teatralnych i nagrodzone w programie Teatr Polska) oraz Ryba Biba ‒ o odnajdywaniu piękna w brzydocie i nadawaniu życiu sensu (spektakl powstał tuż przed epidemią koronawirusa). Oprócz tego ostatnio wystąpiła w słuchowisku dla dzieci i stworzyła autorką etiudę, stanowiącą część videospektaklu lalkowego Paralele (premiery odbędą się w październiku).

A nam stale się marzy, żeby Karolina ze swą Babuchą zawitały do Szamotuł. Czekamy!

Zdjęcia Matushynskyi i HaWa



Halszka w wydaniu: jesień 2020

Jesienna Halszka z najnowszego plakatu, którego autorem jest szamotulski artysta Damian Kłaczkiewicz, w pięknej sukni z liści spaceruje w parku obok baszty.

Ta pora roku najbardziej uzmysławia nam przemijanie – jak zegar, który na rynku w Szamotułach kolejnym pokoleniom odmierza upływający czas. Jeśli się przyjrzeć, można dostrzec go w zwieńczeniu parasolki, pięknie wykończonej u dołu motywem szamotulskiego haftu. W stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości obok zegara na rynku zakopano kasułę czasu, którą nasi potomkowie mają wydobyć po stu latach. Ciekawe, jak wtedy będzie wyglądało nasze miasto…



Święto Podwyższenia Krzyża

W naszym regionie mamy Sanktuarium Krzyża św. w Biezdrowie i franciszkański kościół św. Krzyża w Szamotułach. 14 września w Kościele katolickim obchodzone jest święto Podwyższenia Krzyża Świętego. Uroczystość odpustowa w Biezdrowie obchodzona będzie w najbliższą niedzielę – 20 września, a w Szamotułach odbyła się wczoraj (13 września).

Krucyfiks w ołtarzu głównym kościoła św. Krzyża i św. Mikołaja w Biezdrowie uznawany jest za cudowny, pochodzi z XVI w. Spisana na początku XVIII w. legenda wiąże pojawienie się krzyża w tej miejscowości z postacią pielgrzyma, mającego nieść go z Częstochowy na wyraźne polecenie, które usłyszał: „Bież zdrowo do domu swego, ale mnie weź z sobą”. Dalej legenda głosi, że zmęczony pielgrzym – w okolicach dzisiejszego Biezdrowa – upuścił krzyż do strumienia i już bez krzyża udał się w dalszą drogę, natomiast znalazła go niewidoma dziewczyna, która dzięki wodzie ze strumienia doznała uzdrowienia (ona także usłyszała polecenie: „Bież zdrowo”). Legenda ta miała tłumaczyć nie tylko pojawienie się w Biezdrowie krucyfiksu uznawanego za cudowny, ale wyjaśniała też nazwę miejscowości (pamiętać jednak należy, że nazwa zapisana została niemal 300 lat wcześniej niż określa się czas powstania krucyfiksu). Krzyż, jak opowiada dalej legenda, został przeniesiony do miejscowego kościoła, a później do kościoła dominikanów we Wronkach, skąd trzy razy cudownym sposobem powracał do Biezdrowa.

W ołtarzu głównym kościoła franciszkanów w Szamotułach również znajduje się krzyż. Powstał on, wraz z innymi elementami wyposażenia świątyni, w latach 1756-59, wykonawcą był zespół kierowany przez snycerza Jana Englauera z Rawicza, który stworzył rokokowy wystrój dla 9 kościołów franciszkanów reformatów prowincji wielkopolskiej.

Zdjęcia Agnieszka Krygier-Łączkowska (Biezdrowo) i Andrzej Bednarski (Szamotuły).



Szamotulski Batalion Obrony Narodowej

W rocznicę wybuchu II wojny światowej przypominamy Szamotulski Batalion Obrony Narodowej  ̶  jednostkę walczącą w wojnie obronnej 1939 r. Warto by w jakiś sposób upamiętnić ten batalion w przestrzeni Szamotuł.

Batalion razem z siedmioma innymi wchodził w skład Poznańskiej Brygady Obrony Narodowej, utworzonej w kwietniu 1939 r. Do jednostek tego typu powoływano rezerwistów starszych roczników (1900-1910), część z nich miała za sobą udział w powstaniu wielkopolskim, wojnie polsko-bolszewickiej, a niektórzy nawet w I wojnie światowej. Dowództwo i oddziały specjalne batalionu oraz 1 Kompania ON stacjonowały w Szamotułach, 2 Kompania ON we Wronkach, a 3 Kompania ON w Pniewach. Dowódcą batalionu był kpt. Stanisław Steczkowski, dowódcami poszczególnych kompanii: por. Franciszek Kurowski (1 Kompania „Szamotuły”), por. Kazimierz Zaremba (2 Kompania „Wronki”), ppor. Ludwik Zygmunt/ ppor. Wacław Birkholz (3 Kompania „Pniewy”) Jednostką administracyjną i mobilizującą dla Szamotulskiego Batalionu ON był 57 Pułk Piechoty Wielkopolskiej w Poznaniu.

Ważnym dniem dla batalionu był 2 lipca 1939 r., kiedy to na Rynku w Szamotułach odbyła się uroczystość zaprzysiężenia żołnierzy oraz przekazania broni zakupionej z pieniędzy zebranych przez społeczeństwo regionu. Była to uroczystość patriotyczna z udziałem władz wojskowych z gen. Edmundem Knoll-Kownackim, cywilnych, powstańców, przedstawicieli organizacji. Przy ołtarzu usytuowanym na Rynku obok krzyża została odprawiona msza św., a broń poświęcono. Filmowe migawki z tego wydarzenia obejrzeć można w przedwojennej Polskiej Kronice Filmowej. Tego samego dnia podobna uroczystość odbyła się we Wronkach.

W połowie sierpnia (16-21) 1939 r. odbyło się kilkudniowe zgrupowanie całego batalionu na terenie między Jez. Kierskim i Lusowskim. Był to obszar, który przydzielono batalionowi do obrony na wypadek wojny. 23 sierpnia ogłoszono alarm mobilizacyjny i żołnierze wyruszyli na ustalone pozycje. Tam zastał ich wybuch wojny.

Szamotulski Batalion ON rozpoczął wojnę w składzie 14 Dywizji Piechoty, jednej z dużych jednostek Armii „Poznań” dowodzonej przez gen. Tadeusza Kutrzebę. 3 września otrzymano rozkaz wycofania się z zajętych pozycji na linię obrony nad Bzurą. Batalion posuwał się przez następujące miejscowości: Poznań, Swarzędz, Kostrzyn, Nekla, Anastazewo – do Skulska (7.09), dalej: Sompolno, Babiak, Przedecz, Chodecz i Łanięta (13.09). 13 września pod Łaniętami część batalionu dostała się pod ostrzał nieprzyjaciela, 15 września ok. godz. 18.00  żołnierze przeprowadzili natarcie na folwark Łanięta. Ogień nieprzjaciela był bardzo silny, a organizacja natarcia niezbyt dobra, w wyniku czego straty batalionu były duże. Tego samego dnia ostrzelano wojska niemieckie pod Strzelcami, a 17 września stoczono potyczkę w okolicach Hellenowa. W kolejnych dniach trwało dalsze wycofywanie batalionu na wschód: przez Suserz (ostrzelanie przez niemiecką artylerię), Lwówek, Sanniki, Aleksandrów w kierunku Iłowa – miejscowości położonej w pobliżu Wisły, na północny-zachód od Sochaczewa. Większość żołnierzy Szamotulskiego Batalionu Obrony Narodowej trafiła do niewoli w dniach od 18 do 20 września w okolicy Iłowa i Brzozowa.

Zdjęcie III plutonu „Duszniki” (kompania „Pniewy”) z ćwiczeń w okolicach Batorowa, połowa sierpnia 1939 r. Dowódcą plutonu był Bolesław Szczerkowski – zdjęcie i kartę mobilizacyjną ojca udostępniła Danuta Szczerkowska.



Zamek Górków dawniej i obecnie

Popatrzmy, jak Zamek Górków zmienił się podczas przebudowy z lat 1976-90 – pewnie wiele osób pamięta ten wcześniejszy wygląd z czasów, kiedy mieściła się w nim szkoła rolnicza i – krótko – Powiatowe Archiwum Państwowe. Prezentujemy tu dwie fasady – północną (od strony dawnego folwarku)  i zachodnią (od strony fosy). Zmienił się nieco układ okien, wydobyto znajdujace się wcześniej pod tynkiem elementy gotyckie, usunięto dobudówkę od strony zachodniej. W czasie tego rodzaju remontów konserwatorzy i inwestorzy muszą podejmować decyzje, które elementy z przeszłości wydobyć i pokazać; zawsze jest to jakiś kompromis.

Zdjęcia archiwalne udostępniła Barbara Piekarzewska (zakład fotograficzny Alojzego Mocka) i Urząd Miasta i Gminy (kronika Prezydium Miejskiej Rady Narodowej), zdjęcia współczesne Jan Kulczak.


Szamotuły, 02.09.2020

WRZESIEŃ 2020

IMPREZY I KONCERTY


Minione

We wrześniu:

Wykłady otwarte o muzyce dawnej i jej związków ze współczesnością – prof. Alina Mądry
03.09, 10.09 godz. 17:00 – 18:00, miejsce: Szamotulski Ośrodek Kultury;

Warsztaty śpiewu – Joanna Sykula Sykulska
02.09, 03.09, 09.09 godz. 18:00 – 20:00, miejsce: Szamotulski Ośrodek Kultury;

Warsztaty produkcji muzyki elektronicznej – Patryk Lichota
terminy: 03.09, 10.09 godz. 18:00 – 20:00, miejsce: Kino Halszka

Warsztat dźwiękowo-plastyczny dla dzieci w wieku 9-13 lat – Dominika Szelążek, Michał Joniec
terminy: 13.09. 14.09 godz. 16:00 – 18:00, miejsce: Szamotulski Ośrodek Kultury ;

Warsztaty teatralne i ruchu scenicznego – Arek Kos
terminy: 02.09 godz. 18:00 – 20:00, miejsce: Kino Halszka;

KONCERT FINAŁOWY
18 września 2020, Stodoła w Baborówku, godz 20:00


KINO

Aktualności – wrzesień 20202025-02-24T18:38:56+01:00

Wakacje 2020 r. – Chojno i Puszcza Notecka w obiektywie Damiana Kłaczkiewicza

W obiektywie Damiana Kłaczkiewicza

Wakacje 2020 r. – Chojno i Puszcza Notecka

Szamotuły, 31.08.2020

Wakacje 2020 r. – Chojno i Puszcza Notecka w obiektywie Damiana Kłaczkiewicza2025-01-07T10:06:07+01:00
Go to Top