Warning: The magic method Tribe__Extension_Loader::__wakeup() must have public visibility in /home/wgtstron/domains/wgt.stronazen.pl/public_html/wp-content/plugins/the-events-calendar/common/src/Tribe/Extension_Loader.php on line 161
Agnieszka Krygier-Łączkowska – Strona 33 – Region Szamotulski

About Agnieszka Krygier-Łączkowska

Autor nie uzupełnił żadnych szczegółów
So far Agnieszka Krygier-Łączkowska has created 368 blog entries.

Anna i Michał Leśni

Wkrótce Dzień Babci i Dziadka


Stare ślubne zdjęcie

Anna z domu Brzozowska (1888-1964) i Michał Leśni (1887-1955) pobrali się w Oberhausen w lutym 1910 roku. Oboje pochodzą z Wielkopolski. Anna wyjechała do Westfalii do pracy ze swoimi trzema siostrami z rodzinnego gospodarstwa w Dalewie w pow. gostyńskim. Michał z braćmi opuścił rodzinny dom w Wolkowie koło Opalenicy. Młodzi się poznali i wzięli ślub w Oberhausen, gdzie w 1911 roku przyszedł na świat pierworodny syn Michał. Dwa lata później w Dortmundzie urodziła się Wanda. W 1914 roku Michał został powołany do pruskiej armii. Zaczynała się pierwsza wojna światowa. Ranny, wrócił do żony i dzieci. W 1917 roku w Ponoszewie koło Lublińca urodził się Edmund.

W 1922 roku, kiedy już były ustalone granice II Rzeczpospolitej, rodzina przyjechali  do Polski. W końcówce lat 20. lasy nadnoteckie niszczyła sówka choinówka. Anna i Michał tam pojechali za pracą. W latach 30. osiedlili się w Bininie koło Ostroroga, gdzie Michał z synem Michałem prowadził wymianę zboża na mąkę.

W pierwszych tygodniach II wojny światowej zostali wysiedleni z Binina do Jędrzejowa w Generalnym Gubernatorstwie, gdzie zmarł najmłodszy syn – Edmund. Michał – żołnierz Września – po bitwie nad Bzurą trafił do niewoli niemieckiej.

W 1945 roku Leśni przyjechali do Ostroroga. W 1946 roku z prac przymusowych w Niemczech wrócił do rodziców Michał. W 1948 roku ożenił się z Ireną Ratajczakówną. W 1955 roku Michał Leśny (ojciec) wskutek wylewu zmarł.

Anna Leśna, po śmierci męża, pomagała Irenie i Michałowi w wychowywaniu pięciorga wnucząt.  Anna i Michał Leśni spoczęli w grobie rodzinnym na cmentarzu w Ostrorogu.

Irena Kuczyńska

z domu Leśna

Szamotuły, 16.01.2018





Więcej starych zdjęć ślubnych można obejrzeć tutaj:

http://regionszamotulski.pl/szamotulskie-sluby/


Anna i Michał Leśni2025-08-29T14:50:31+02:00

Szamotulskie Śluby

GALERIA Szamotulskie śluby

(w kolejności chronologicznej)





Helena i Marceli Sławscy (1904)

Marceli Sławski (1880-1940) i Helena z domu Łukaszewska (1882-1953) wprawdzie pobrali się poza Szamotułami, ale spędzili tu ważną część życia. Ślub odbył się w 1904 roku w Gnieźnie, małżonkowie zamieszkali w Wielichowie w powiecie grodziskim. Tam na świat przyszła cała szóstka ich dzieci: Salomea (1905-1982), Stanisław (1907-1980), Alojzy (1908-1980, ksiądz), Mieczysław (1909-1982, franciszkanin – brat Sebastian), Helena (po mężu Słomińska, 1911-1981) i Sylwester (1917-1997).

Od momentu powstania w Wielichowie Banku Ludowego Marceli Sławski był członkiem jego zarządu, prowadził też miejscową drogerię. Brał udział w I wojnie światowej, W czasie powstania wielkopolskiego w Wielichowie i okolicach odegrał bardzo ważną rolę. W 1920 roku został kierownikiem tamtejszej miejskiej „kasy kameraryjnej i oszczędnościˮ.

Na początku 1921 roku przeniósł się do Szamotuł, gdzie objął stanowisko „rendantaˮ Powiatowej Kasy Komunalnej i Powiatowej Kasy Oszczędności, od 1923 roku był jej dyrektorem. Najprawdopodobniej wtedy kupił też dom przy Wronieckiej 22. „Gazeta Szamotulskaˮ, zapowiadając w czerwcu 1934 roku mszę św. prymicyjną jego syna Alojzego, nazwała Marcelego Sławskiego „znanym obywatelemˮ Szamotuł. Zginął w obozie koncentracyjnym w Dachau.


Franciszka i Bronisław Napierałowie (1906)

Franciszka z domu Hoffman (1883-1977) i Bronisław Napierała (1881-1949) pobrali się 2 lipca 1906 r. we Wronkach, zdjęcie wykonał A. Roepke, które swe salony fotograficzne miał i we Wronkach, i w Szamotułach.

Wkrótce małżonkowie przenieśli się właśnie do Szamotuł i tu urodziła się ich córka Salomea (1911-1981),  po mężu Herkt. W 1914 roku Napierałowie wyjechali do Herne w Westfalii, gdzie ojciec rodziny pracował w kopalni i na kolei. W Wesfalii urodziło się dwóch synów: Edmund (1915-1977 ) oraz Feliks.

Do Polski wrócili około 1920 roku i zamieszkali w Poznaniu. Bronisław był z zawodu ślusarzem, potem przez lata pracował jako kolejarz; kolejarzami zostali też obaj jego synowie.


Anna i Michał Leśni (1910)

Anna z domu Brzozowska (1888-1964) i Michał Leśni (1887-1955) pobrali się w Oberhausen w lutym 1910 roku. Oboje pochodzą z Wielkopolski. Anna wyjechała do Westfalii do pracy ze swoimi trzema siostrami z rodzinnego gospodarstwa w Dalewie w pow. gostyńskim. Michał z braćmi opuścił rodzinny dom w Wolkowie koło Opalenicy. Młodzi się poznali i wzięli ślub w Oberhausen, gdzie w 1911 roku przyszedł na świat pierworodny syn Michał. Dwa lata później w Dortmundzie urodziła się Wanda. W 1914 roku Michał został powołany do pruskiej armii. Zaczynała się pierwsza wojna światowa. Ranny, wrócił do żony i dzieci. W 1917 roku w Ponoszewie koło Lublińca urodził się Edmund.

W 1922 roku, kiedy już były ustalone granice II Rzeczpospolitej, rodzina przyjechali  do Polski. W końcówce lat 20. lasy nadnoteckie niszczyła sówka choinówka. Anna i Michał tam pojechali za pracą. W latach 30. osiedlili się w Bininie koło Ostroroga, gdzie Michał z synem Michałem prowadził wymianę zboża na mąkę.

W pierwszych tygodniach II wojny światowej zostali wysiedleni z Binina do Jędrzejowa w Generalnym Gubernatorstwie, gdzie zmarł najmłodszy syn – Edmund. Michał – żołnierz Września – po bitwie nad Bzurą trafił do niewoli niemieckiej. W 1945 roku Leśni przyjechali do Ostroroga. W 1946 roku z prac przymusowych w Niemczech wrócił do rodziców Michał. W 1948 roku ożenił się z Ireną Ratajczakówną. W 1955 roku Michał Leśny (ojciec) wskutek wylewu zmarł.

Anna Leśna, po śmierci męża, pomagała Irenie i Michałowi w wychowywaniu pięciorga wnucząt.  Anna i Michał Leśni spoczęli w grobie rodzinnym na cmentarzu w Ostrorogu.


Stanisława i Michał Laferscy (1924)

Michał Laferski urodził się w 1895 roku w Samołężu, później mieszkał w Ostrorogu. Brał udział w powstaniu wielkopolskim, po jego zakończeniu pozostał w Wojsku Polskim jako żołnierz zawodowy. W 1932 roku został odznaczony Medalem Wolności, a w 1958 – Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym. W opisie, uzasadniającym przyznanie mu tego ostatniego odznaczenia, można przeczytać: „Brał czynny udział w Powstaniu Wielkopolskim na odcinku wronieckim i czarnkowskim pod dowództwem por. A. Matuszewskiego jako ochotnik z bronią w ręku prowadząc w stoczonych walkach z Grenzschutzem drużyny bojowe. Lauferski uwydatniał się swoją walecznością pod każdym względem i był zawsze wzorowym i odważnym bojownikiem o wolność Ojczyzny spod jarzma zaborczego. Po zakończeniu inwazji powstańczej pozostał nadal w W.P. jako zawodowy i pełnił służbę wojskową w 56 p.p. [Pułku Piechoty] w stopniu chorążego. Dopiero w dniu 31.05.1937 przeszedł w stan spoczynku”.

21.08.1921 roku ożenił się ze Stanisławą z domu Mikołajewską; ślub z ceremoniałem wojskowym odbył się w Krotoszynie, gdzie stacjonowała jego jednostka. Małżonkowie mieli czworo dzieci: Kazimierza (1925-2003), Krystynę (1927-2011, po mężu Walerjańczyk), Onufrego (1929-1996) oraz Ireneusza (1932-2009). Michał Laferski zmarł w 1979 r., a jego żona Stanisława 2 lata wcześniej.

Stanisław i Bolesława Grygierowie (1932)

Stanisław Grygier i Bolesława z domu Wachowiak pobrali się w 1932 r. Ich rodzice przywędrowali do Szamotuł na początku lat 20.: Grygierowie wcześniej mieszkali w Buku, a Wachowiakowie w Kiszewie. Stanisław Grygier (1907-1988) został mistrzem rzeźnicko-wędliniarskim, własną firmę uruchomił w 1930 r. przy ul. Poznańskiej. Razem z żoną Bolesławą (1911-1995) doczekali się sześciorga dzieci – 3 córek i 3 synów. Najstarsza Maria (ur. w 1933 r.) zmarła w czasie wojennego wysiedlenia. Pozostałe dzieci to: Barbara (ur. 1934), Stanisława (ur. 1937), Andrzej (ur. 1940), Zbigniew (ur. 1945) i Wojciech (1951-2018). Stanisław brał udział w wojnie obronnej Polski w 1939 r., krótko przebywał w niewoli i wrócił do Szamotuł. W grudniu 1939 r. Niemcy wysiedlili rodzinę Grygierów z własnego domu przy Poznańskiej 7, tydzień przetrzymywano ich w więzieniu we Wronkach, a następnie wywieziono do Generalnego Gubernatorstwa – do Jędrzejowa k. Kielc. Do Szamotuł powrócili zaraz po przejściu frontu, jeszcze przed zakończeniem wojny. Stanisław Grygier wrócił do prowadzenia firmy rzeźniczej, jednak już w 1950 r. ją upaństwowiono i został pracownikiem WSS „Społem”. Bardzo lubił przygotowywać wędliny, zwłaszcza wędzone kiełbasy, kaszanki i bułczanki; do końca życia robił to na potrzeby rodziny i przyjaciół. W 1990 roku sklep i dom przy Poznańskiej 7 wróciły do rodziny.

Zdjęcie wykonano na terenie gospodarstwa rodziców Panny Młodej przy ul. Słonecznej w Szamotułach.


Marta i Stefan Kulczakowie (1934)

Marta z domu Rybarczyk (1902-1973) i Stefan Kulczak (1904-1983) pobrali się 22.11.1934 roku. Uroczystość zaślubin odbyła się w szamotulskiej kolegiacie, a przyjęcie weselne – w domu panny młodej. Rodzina panny młodej mieszkała na terenie szamotulskich wodociągów, ojciec – Józef Rybarczyk przez kilkadziesiąt lat był ich kierownikiem. Maria i Józef wydali za mąż swoje trzy córki w krótkich odstępach czasu (1933-34), nad przystrojonymi drzwiami domu zawsze wisiał napis „Szczęść Boże Młodej Parze”. Tradycją jest w tej rodzinie robienie sobie w czasie wesel zdjęć w zabawnych przebraniach.

Młodzi poznali się dwa lata wcześniej u Władysława Mazurkiewicza – szamotulskiego piekarza, przyjaciela ojca Marty i zarazem wuja oraz nauczyciela zawodu Stefana. Po ślubie Marta i Stefan Kulczakowie otworzyli w domu na Rynku własną cukiernię i piekarnię. Najpierw – w 1939 roku – odebrali im ją Niemcy, później – w końcu lat 40. – nowe władze. Piekarnię przejęły tzw. PSS-y (czyli Powszechna Spółdzielnia Spożywców), Stefan Kulczak pracował tam nadal jako cukiernik. Jego żona Marta otworzyła na początku lat 50. pasmanterię, czyli jak się mówiło w Wielkopolsce: „skład towarów krótkich” (tłumaczenie z niemieckiego), po kilku latach władze zmusiły ją do likwidacji sklepu. Pasją Marty było haftowanie obrazów i robienie serwetek.

Małżeństwo wychowało czworo dzieci: Jana (ur. 1937), Teresę (1938-1982), Zofię (ur. 1939) i Stanisława (ur. 1944); najstarsza córka – Kazimiera – zmarła jako niemowlę.

Leokadia i Władysław Ignasiakowie (1934)

Leokadia z domu Rybarczyk (1909-1995)  i Władysław Ignasiak (1906-1978) pobrali się w 1934 r. w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia (26.12) w szamotulskiej kolegiacie. Wesele odbyło się w domu rodzinnym Leokadii – na terenie wodociągów, których kierownikiem, przez ponad 40 lat, był ojciec – Józef Rybarczyk. W okresie międzywojennym oboje działali w Towarzystwie Gimnastycznym „Sokół”, Władysław był mistrzem malarskim i pracował w Meblarni w Szamotułach, Leokadia prowadziła dom.

Małżeństwo doczekało sie czworga dzieci: Henryka (ur. 1935), Barbary (po mężu Trojanowskiej, ur. 1937), Andrzeja (ur. 1941) i Marii (po mężu Maciołek, ur. 1949). Pasją Władysława Ignasiaka była fotografia (jeszcze w czasach służby wojskowej wykonywał zdjęcia na lotnisku Ławica), kochał ogród i pszczelarstwo, prowadził przydomowe gospodarstwo. Leokadia lubiła rękodzieło (haftowała, szydełkowała, szyła; w końcu lat 20. wspólnie z siostrami prezentowały swoje wyroby na szamotulskich wystawach), grała na skrzypcach i kolekcjonowała etykiety zapałczane.

Helena i Józef Słomińscy (1937)

Helena z domu Sławska (1911-1981) i Józef Słomiński (1910-1981) pobrali się 16.10.1937 r. Ślub odbył się w szamotulskiej kolegiacie ‒ na kolejnych fotografiach widać wnętrze kościoła (warto zwrócić uwagę na nieistniejące od kilkudziesięciu lat stalle), wesele prawdopodobnie – zwyczajem tamtych czasów – odbyło się w domu panny młodej.

Helena i Józef zamieszkali w rodzinnej kamienicy przy Wronieckiej 22. Józef pracował w kasie chorych, a Helena zajmowała się domem. Doczekali się czworga dzieci: córki Barbary (1940-2011) i 3 synów ‒ Tadeusza (ur. 1938), Jerzego (1942-1984) i Henryka (ur. 1946).

Anna i Mieczysław Zielińscy (1939)

Anna z domu Tym (1915-2005) i Mieczysław (1907-2000) Zielińscy pobrali się 18.04.1939 r. w Szamotułach i razem przeżyli ponad 60 lat.  Zdjęcie wykonano w przedwojennym zakładzie Foto-„Ognisko”. Po ślubie zamieszkali w Obornikach, jednak na poczatku wojny przenieśli się do Szamotuł. Na świat zaczęły przychodzić ich dzieci: najpierw Maria, Wielisława i Aleksander, a potem Elżbieta i Tomasz. Rodzina mieszkała przez wiele lat przy al. 1 Maja. Anna Zielińska zajmowała się domem, a Mieczysław pracował w banku i Powiatowym Związku Gminnych Spółdzielni, lubił aktywność sportową (tenis, narty) i zbierał znaczki.

Na zdjęciu po prawej – siostrzenica Anny Zielińskiej – Teresa Czerwińska (po mężu Kuczyńska). 

Leontyna i Teodor Wąsowscy (1939)

Szamotulanie – Leontyna z domu Kruszona (1911-2001) i Teodor (1911-1967) Wąsowscy wzięli ślub w Szamotułach 2 sierpnia 1939 roku. Sześć tygodni później młodych małżonków rozdziela II wojna światowa. Teodor idzie na front, gdzie jest sanitariuszem. Leontyna zamieszkuje z teściami – Pelagią i Franciszkiem Wąsowskimi. Teodor dostaje się do niewoli. Leontyna robi starania wraz z jego pracodawcą o powrót z wojny potrzebnego w Szamotułach technika dentystycznego. Teodor wraca. Małżonkowie zamieszkują w przejściowym pokoiku przy placu Sienkiewicza w Szamotułach. Tam poród odbiera położna. Rodzi się w 1943 roku córka Daromiła Kazimiera, później syn Bogusz ( 1944-2016). Po przeprowadzce do kamienicy przy Rynku przychodzi na świat Maria Krystyna (1947 r.) i syn Zenon Grzegorz (1951 r.). Maria i Zenon mieszkają w Szamotułach, Daromiła w Pobiedziskach.

Szamotuły, 16.01.2018

Szamotulskie Śluby2025-01-10T13:05:34+01:00

Szamotulska wieża ciśnień

Szamotulska wieża ciśnień

Dokumentacja projektu i ozdobny prospekt z motywem podania o Czarnej Księżniczce ‒ Muzeum – Zamek Górków


Okoliczności powstania

Zanim powstały szamotulskie wodociągi, mieszkańcy miasta pobierali wodę ze studni. Studnie publiczne usytuowano na obecnym placu Sienkiewicza, na Rynku oraz w pobliżu budynku byłego klasztoru franciszkanów, który pod koniec XIX w. pełnił rolę koszar wojskowych. Każdy, kto chciał skorzystać ze studni, musiał udać się z wiadrem i samodzielnie napompować wodę. Bardziej zamożni szamotulanie starali się o ujęcie wody w pobliżu własnej posesji.

Niektóre takie prywatne studnie pozostały do dziś, choć nikt już ich nie używa. Kwestię usuwania nieczystości rozwiązywano w prymitywny sposób, wylewając je do rynsztoków. Ale według ustnych relacji istniał pewien system zbierania ścieków, które przystosowanymi do tego celu wozami zwożono ponoć w okolicę starej rzeźni (ul. Wodna), gdzie istniały odstawnie. Stamtąd woda opadowa, niestety, zmywała dużą ilość fekaliów bezpośrednio do rzeki Samy.

W tym czasie Szamotuły, tak jak większa część Wielkopolski, znajdowały się pod panowaniem niemieckim. Pokonawszy Francję w wojnie 1870-1871, Prusy (po zjednoczeniu się z innymi państewkami ‒ Niemcy) uzyskały ogromną kontrybucję wojenną.

Władze młodego państwa mogły sobie po pozwolić na rozwój infrastruktury – i to nie tylko w dużych ośrodkach, ale też na prowincji. Wiele miast i miasteczek w niedługim czasie zgazyfikowano, zelektryfikowano, skanalizowano oraz zwodociągowano.

Dzieło inżyniera Schevena

Wodociągi i kanalizację w Szamotułach wzniesiono z funduszy kontrybucyjnych. Projekt i kompleksowe wykonanie obu inwestycji powierzono wyspecjalizowanej w tego typu przedsięwzięciach firmie Heinricha Schevena z Düsseldorfu. Do dziś zachowała się teka z planami przebiegu sieci wodociągowej i kanalizacyjnej oraz projektami obiektów przyszłego zakładu przechowywana w Muzeum – Zamku Górków.

Inżynier Scheven zastosował nowatorskie rozwiązania techniczne. Sam wybór miejsca na budowę ujęcia wody świadczy o ogromnym doświadczeniu i wiedzy Schevena i jego pracowników oraz ich pomysłowości. Początkowo wskazano tereny w okolicy Mutowa jako najkorzystniejsze miejsce na usytuowanie studni głębinowej, wieży wodnej oraz urządzeń służących uzdatnianiu. Okazało się jednak, że przeciągnięcie rurociągu z Mutowa do miasta byłoby zbyt kosztowne. Dlatego studnię głębinową wywiercono naprzeciwko cukrowni przy ul. Wojska Polskiego (w tamtych czasach Schützenstrasse). Woda była pozyskiwania za pomocą pomp napędzanych silnikami parowymi i podawana najpierw na filtry koksowe, a następnie, po odżelazieniu i uzdatnianiu, transportowana do wieży wodnej, z której spływała dzięki siłom grawitacji do wodociągów. Wieża wodna (zwana wieżą ciśnień) została wyposażona w zbiornik typu Barkhausen o pojemności 150 m3, umieszczony na wysokości około 36 m nad ziemią. Pozwalało to wytworzyć ciśnienie 3,6 atmosfery, co z powodzeniem wystarczało mieszkańcom podłączonych domostw.

Budowa przebiegała błyskawicznie. Zachowany projekt pochodzi z czerwca 1906 roku, a według relacji już jesienią tego roku obiekt ze studniami, zabudowaniami i wieżą ciśnień został uruchomiony.

Kilkukilometrowa sieć zbudowana z rur żeliwnych objęła teren Rynku i kilku głównych ulic (obecne nazwy: Lipowa, Dworcowa, Poznańska, Wroniecka). Wodociągi mimo upływu lat nie wymagały większych modernizacji ani nakładów inwestycyjnych, a pewna część dawnej infrastruktury funkcjonuje do dziś. Wieża ciśnień była wykorzystywana aż do 1978 roku.

Zbudowana przez Schevena przy ul. Wodnej oczyszczalnia ścieków, o wydajności 1.100 m3 na dobę, z systemem osadników zespolonych Imhof z komorą fermentacyjną i poletkami do osuszania osadów, wraz z siecią kanalizacyjną z rur kamionkowych, funkcjonowała do 1995 r.


Józef Rybarczyk z zięciem Edmundem Zawadzkim we wnętrzu pompowni (zwanej wówczas maszynownią), lata 20. Wnętrza pompowni, ok. 1910 r.  Zdjęcia z archiwum rodzinnego Jana Kulczaka.


Pierwsze lata

Funkcję kierownika ówczesny niemiecki Magistrat powierzył 30-letniemu Polakowi, Józefowi Rybarczykowi. Nikt tak jak on nie znał szamotulskich wodociągów, ponieważ jako monter zatrudniony był przy realizacji inwestycji przez firmę Heinricha Schevena z Düsseldorfu. Początkowo miał do dyspozycji trzech maszynistów. We wspomnieniach Mariana Zawadzkiego, wnuka Rybarczyka, zachowały się nazwiska maszynistów z 20-lecia międzywojennego: Musiał, Stachowiak, Szymański. Potem dołączył czwarty – Jóźwiak. Pracowali oni przy pompowaniu i uzdatnianiu wody, odpowiadali za konserwację i naprawy urządzeń, sieci wodociągowej, utrzymywali ład i porządek na terenie zakładu, dbali o zieleń. Do ich obowiązków należało również pobieranie opłat za wodę od mieszkańców miasta. Obsługą kanalizacji zajmowali się, według relacji Zawadzkiego, dwaj pracownicy, pp. Kalotka i Perz. Sprawy finansowe zakładu wodociągów i kanalizacji w latach 20. i 30. prowadził księgowy, który wypracowywał pół etatu w wodociągach, a drugie pół w zakładzie energetycznym. Oba przedsiębiorstwa prowadziła gmina.

Zarówno dyrektor, jak i pracownicy, mieszkali w zabudowaniach zakładu. Mieszkania znajdowały się w obecnym budynku dyrekcji. Niewielki budynek, w którym aktualnie funkcjonuje kasa Oddziału Wodociągów i Kanalizacji ZGK, służył jako zaplecze gospodarcze. Był tam np. chlewik, w którym hodowano świnie.

Zakład, przystosowany do obsługi miasta zamieszkałego przez 6 000 osób (tyle liczyły Szamotuły w 1906 r.), działał sprawnie do 1939 roku. Większą modernizację przeprowadzono w latach 30., kiedy silniki parowe pomp pompujących wodę ze studni głębinowej zastąpiono elektrycznymi. W 1939 roku przedsiębiorstwo obsługiwało 50% mieszkańców miasta.


Architektura wieży ciśnień

Szamotulskie wodociągi zaprojektowano i zbudowano w czasie, gdy Wielkopolska była pod zaborem niemieckim. Nic dziwnego, że projekt realizowała niemiecka firma i to w zgodzie z założeniami obowiązującymi w niemieckiej architekturze użytkowej XIX wieku. Zalecano wówczas, aby budowlom użyteczności publicznej nadawać charakter monumentalny. W wypadku wież wodnych, które stawały się istotnym elementem krajobrazu miejskiego, dokładano szczególnych starań, aby były ozdobą miasta i podkreślały jego prestiż.

Heinrich Scheven był doświadczonym wykonawcą dziesiątek wież ciśnień, wodociągów i kanalizacji. Wypracował charakterystyczny styl: w podobnej cylindrycznej konstrukcji z bębnem wystającym poza obręb trzonu stosował nawiązania stylistyczne do warownych budowli średniowiecza i baroku. W projekcie szamotulskiej wieży skorzystał z rozwiązań znanych głównie w budownictwie romańskim i barokowym.

Cokół wieży o kształcie ośmiokąta wykonany został z kamienia i cegły. Boniowanie, czyli dekoracyjne opracowanie kamiennej ściany z wyeksponowaniem układu kamieni, podkreśla monumentalny charakter budowli. W cokół wkomponowano okna i neobarokowy portal, w którym osadzono drzwi wejściowe z kamiennym gankiem. Z ośmiopolowego, pokrytego ceramiczną dachówką daszku podstawy wyrasta smukły walcowaty trzon wieży. Zwęża się on ku górze, dzięki czemu sprawia mniej masywne wrażenie. Trzon zwieńczony jest bębnem umocowanym na wklęsłym pierścieniu. Niegdyś wewnątrz był stalowy zbiornik wodny typu Barkhausen.

Na wysokości 4. kondygnacji (licząc od piwnicy) wystaje z trzonu niewielki balkon umieszczony na kamiennych wsporni­kach w kształcie wysuniętych zakończeń belek stropowych, czyli krosztynów. Ośmiokątną zasadę konstrukcji podkreślają: pierścienie wąskich neoromańskich i neogotyckich okien na kilku kondygnacjach trzonu oraz prostokąt­nych neobarokowych okien na tarasie widoko­wym, pilastry, to jest filary wtopione w ścianę pomiędzy oknami bębna, nieznacznie odstają­ce od ściany, a także ozdoba kopuły dachu wie­ży – zbudowana na planie ośmiokąta latarnia z metalową iglicą, zapożyczoną z barokowych baszt zamkowych.

Reliefowe ornamenty ro­ślinne na portalu drzwi i pod najwyższym pierścieniem okien trzonu, na­wiązują do baroku. Pierwotnie dach zdobiły cztery lukarny, czyli pionowe okienka doświetlające poddasze. Dziś ich nie ma – zostały zlikwidowane podczas remontu w latach 90. XX wieku.

Szamotulska wieża nie jest budowlą o znaczeniu regionalnym. Liczne po­dobne obiekty (niektóre bliźniacze, wykonane przez tę samą firmę) można do dziś spotkać w Niemczech, na Śląsku, na Pomorzu, Warmii, a nawet w Okręgu Kaliningradzkim.

Szamotulska wieża ciśnień stanowi efekt realizacji naj­nowszych europejskich technologii przełomu XIX i XX wieku, przykład doskonałego rzemiosła budowlanego i architektonicznego. Jej architektura jest wyrazem modnego w tej epoce eklekty­zmu, czyli łączenia ze sobą elementów różnych stylów i epok.


Wieże według tego samego projektu – Trzemeszno, Pisz (woj. warmińsko-mazurskie) i Zielenogradsk (dawniej Cranz) w Okręgu Kaliningradzkim. W 2013 r. w Piszu w przebudowanej górnej części wieży oddano do użytku taras widokowy. W Zielenogradsku remont wieży sfinansował rosyjski biznesmen; urządzono tam muzeum kotów.

Źródła zdjęć:  fotopolska.eu,  http://pisz.wm.pl/51633-178273,Wieza-cisnien-w-Piszu,1249501.html,  http://ilikeloft.ru/upload/iblock/6e7/27944_original.jpg


Józef Rybarczyk z Edmundem Kaniewskim (kierownikiem szamotulskiej elektrowni) i innymi nieznanymi mężczyznami. Zdjęcia z archiwum rodzinnego Jana Kulczaka, lata 20. XX w.



Zdjęcie z archiwum rodzinnego Jana Kulczaka, lata 30. XX w.


Życie rodzinne w cieniu wieży


Józef Rybarczyk (1876-1955) całe swoje dorosłe życie był związany z szamotulskimi wodociągami. Po służbie w wojsku zaborcy wrócił do rodzinnego miasta. W 1900 roku ożenił się z Marią z domu Hetman (1877-1958). Jego domem rodzinnym stał się budynek na terenie zakładu: 3 pokoje z kuchnią, na strychu pomieszczenia gospodarcze. Tam wychowywały się jego dzieci: syn Władysław (1901-1991) i trzy córki: Cecylia (po mężu Zawadzka, 1907-1998), Marta (po mężu Kulczak, 1902-1973) i Leokadia (po mężu Ignasiak, 1909-1995). To w domu na terenie wodociągów odbywały się wesela córek, teren przy wieży ciśnień był naturalnym miejscem spacerów. Za maszynownią (pompownią) znajdował się sad i pasieka. Józef Rybarczyk był zapalonym pszczelarzem, działał w przedwojennym Bractwie Kurkowym i stowarzyszeniu cyklistów. W czasie II wojny rodzina Rybarczyków została wysiedlona z mieszkania, a sam Józef pozbawiony stanowiska kierownika. Zajął je Niemiec Giese, który traktował Józefa Rybarczyka jako prawą rękę, wybronił go nawet przed wywiezieniem do obozu, gdy przypadkiem natrafiono na zakopaną przez Rybarczyka skrzynkę z bronią. W 1943 roku Giese został powołany do armii, a Józef Rybarczyk wrócił na dawne stanowisko. Z funkcji kierownika odwołano go ze względów politycznych w 1950 roku, kiedy to za przygotowywanie ulotek o ‒ jak to wtedy określano ‒ „treściach antypaństwowychˮ aresztowano i skazano jego wnuka Mariana Zawadzkiego (w 1952 r. za działalność konspiracyjną skazano też dwóch innych wnuków: Edwarda Rybarczyka i Edmunda Zawadzkiego). Do śmierci Józef Rybarczyk mieszkał w pokoju na terenie wodociągów.


Zdjęcia w dolnym rzędzie: z lewej i w środku – przy budynku filtrów; z prawej – przed wejściem do budynku mieszkalnego (dziś dyrekcja): Józef Rybarczyk z czworgiem swoich dzieci, synową i zięciami (Władysław i Klara Rybarczykowie, Marta i Stefan Kulczakowie, Cecylia i Edmund Zawadzcy, Leokadia i Władysław Ignasiakowie) oraz z Edmundem Kaniewskim i jego żoną, 1933 r.


Zdjęcia z archiwum rodzinnego Jana Kulczaka, lata 20. i 30. XX w.

Wieża – jeden z symboli Szamotuł i źrodło inspiracji artystycznych


Grafika sitodrukowa Jarosława Kałużyńskiego



Fotografia Andrzeja Bednarskiego



Rzeźba z brązu Arlety Eiben



Statuetka „Wieża” – przyznawana od 2014 r. przez Burmistrza Miasta i Gminy  wybitnym szamotulanom i osobom związanym z Ziemią Szamotulską


Zdjęcia: Andrzej Franke i Tomasz Koryl

VII Samsung Półmaraton, Szamotuły 2017 r. – medale i przedmioty dla zawodników



Inne




Zdjęcia Jan Kulczak

Wieża ciśnień współcześnie


Planów na zagospodarowanie budowli było sporo. Wieżą interesowały się różne szamotulskie organizacje, które chciały mieć tam swą siedzibę. Jest to jednak obiekt nieogrzewany, wymagający dużych inwestycji. Działająca w Berlinie firma turecka planowała na szczycie urządzić restaurację, kilka lat temu bliski realizacji był projekt uruchomienia tam planetarium.

Z wieży roztacza się piękny widok na miasto. Może więc, wzorem Pisza, urządzić tam taras widokowy? Z pewnością potrzebne byłyby na to bardzo duże fundusze, ale na pewno warto by to zrobić. Wieży, która jest jednym z symboli miasta, nie można przecież pozwolić umrzeć.


Zdjęcia Jan Kulczak, 2016 r.


Teksty: Łukasz Bernady i Agnieszka Krygier-Łączkowska

Opracowanie całości – Agnieszka Krygier-Łączkowska


Teksty Łukasza Bernadego pochodzą z książki Rys historii wodociągów w Szamotułach 1906-2006, Szamotuły 2006. Zob. także  http://zgkszamotuly.pl  (zakładka Nasza historia).

Szamotulska wieża ciśnień2021-01-18T23:57:22+01:00

Andrzej Bednarski – zdjęcia zimowe

W obiektywie Andrzeja Bednarskiego

Szamotuły w zimowej scenerii


Kilka ostatnich zim pokazało nam raczej jesienne oblicze.

Prezentujemy piękne fotografie Andrzeja Bednarskiego, które powstały ok. 2006 roku. Niektóre miejsca od tego czasu mocno się zmieniły, to dodatkowa- historyczna wartość tych zdjęć.



Szamotuły, 09.01.2018

Andrzej Bednarski – zdjęcia zimowe2025-01-07T13:05:42+01:00

Wielkopolska Bajęda


5 stycznia 2018 roku uczennice kl. VI B Szkoły Podstawowej nr 2 im. Marii Konopnickiej w Szamotułach: Marta Suterska i Julia Wegner, wraz z nauczycielką Pauliną Pękosz uczestniczyły w spotkaniu podsumowującym projekt „Baśni bajanie – ze słowiańskiej duszy”. Spotkanie, organizowane przez poznańską Fundację AITWAR, odbyło się w siedzibie Instytutu Filologii Słowiańskiej UAM w Poznaniu. Całość oscylowała wokół kultury słowiańskiej i poezji Bolesława Leśmiana.

Sześcioro uczniów z kl. VI B wzięło udział w projekcie „Wielkopolska Bajęda”, organizowanym przez wspomnianą fundację. Dzieci z Szamotuł, wraz z uczniami z innych szkół: XXV Liceum Ogólnokształcącego im. Generałowej Zamoyskiej w Poznaniu oraz  Zespołu Szkół w Lotyniu, tworzyły baśń, która zapoczątkowana została jednym zdaniem. Zadaniem każdej grupy było dopisanie dalszego ciągu opowieści – z wątkami regionalnymi. Tekst powstawał wieloetapowo. Możemy zdradzić, że w szamotulskiej części baśni pojawia się nasza księżniczka Halszka, która zostaje… uratowana przez uczniów z innej szkoły. Całość przybrała postać pracy zbiorowej Wielkopolska Bajęda, wydanej przez Wydawnictwo SłowoDziej. Na spotkaniu wszyscy otrzymali certyfikaty i nagrody.

Poza tym uczestnicy piątkowego wydarzenia wzięli udział w finisażu wystawy Wojewódzkiego Konkursu Plastycznego FarBoBajanie, odbyło się też rozdanie nagród Wojewódzkiego Konkursu Literackiego BaśnioBranie, podsumowanie działań w ramach projektu: akcji „Zrób sobie przerwę na czytanie” i konkursu dla nauczycieli „O Brzeginii Skarb”. Atrakcją był występ duetu MANDAR PURANDARE & WALDEMAR RYCHŁY z programem „Motywy indyjskie u Leśmiana”. Koordynatorem całej akcji była Edyta Czernecka.

Autorzy „szamotulskiej” części Wielkopolskiej Bajędy: Julia Brodowska, Igor Francuzik, Marta Suterska, Natalia Szymczak, Julia Wegner, Patrycja Wiśniewska.


Wielkopolska Bajęda – tworzenie baśni z elementami regionalnymi


Część napisana przez uczniów Szkoły Podstawowej nr 2 im. Marii Konopnickiej w Szamotułach


Wśród blasku ognia, w oknie pobliskiego klasztoru, Księżyc dostrzegł piękną dziewczynę. Nie widział jej dokładnie, ale kiedy ją zobaczył, obudziła się  w nim Nadzieja. Podszedł do okna i zapytał, kim jest. Dziewczyna z przerażeniem odsunęła się od niego i schowała w ciemnościach. Po chwili Księżyc zauważył uzbrojonych ludzi, którzy biegli w stronę klasztoru. Próbował ostrzec tajemnicze dziewczę, ale bezskutecznie. Usłyszał krzyki kobiece i zobaczył mężczyznę wyglądającego jak żebrak, który dzielnie walczył z wojownikami. Postanowił pomóc odważnemu młodzianowi, ale sam nie mógł wiele zdziałać. Dziewczyna została przechwycona i siłą zaprowadzona do wozu.

Tymczasem moc Słońca gasła. Księżyc pozostawił słoneczną dziewczynę w klasztorze, aby czuwały nad nią mniszki. One z chęcią zgodziły się na to i pielęgnowały Jasną Panią, ale widziały, że jej czas się kończy. Wraz z nimi pozostał kudłaty.

Księżyc postanowił śledzić losy pięknej dziewczyny, ponieważ jego niezawodna intuicja podpowiadała mu, że dziewczę może pomóc w odnalezieniu lekarstwa dla Słońca. Wóz z dziewczyną przebył długą drogę i zatrzymał się przed ogromnym zamkiem i wysoką wieżą. Zapłakaną biedaczkę wepchnięto do wieży. Wcześniej nałożono jej na twarz czarną maskę. Księżyc współczuł pięknej istocie, ale wiedział, że musi z nią porozmawiać i jej pomóc. Dzięki temu, że był Księżycem, mógł być czasami niewidzialny. Bez trudu pokonał drogę do tajemniczej Pani. Kiedy wszedł do jej komnaty, postanowił nie owijać w bawełnę.

– Piękna dziewczyno, przypominasz mi róży kwiat, Twoje oczy lśnią jak gwiazdy na niebie. Obserwowałem Cię od jakiegoś czasu. Widzę, że potraktowano Cię niesprawiedliwie i cierpisz. Chciałbym Ci pomóc. Opowiedz mi o sobie – powiedział Księżyc i krótko przedstawił swoją historię.

– Jestem Elżbieta, córka Beaty Kościeleckiej i kniazia ostrogskiego Eliasza. Przyjaciele mówią na mnie jednak Halszka. Przed chwilą wzięłam potajemny ślub, ale mój zwierzchnik – król – go nie uznał. Porwano mnie i przewieziono do tego miejsca. Doznałam ogromnego zawodu. Moja matka umiera z rozpaczy. Ja sama nie mam już siły walczyć. Mam być żoną innego, wbrew mej woli.

– Nie wiedziałem, że jedna osoba może znieść tyle cierpienia. To takie niesprawiedliwe. Myślę, że mogę Ci pomóc, ale tylko wtedy, kiedy moja przyjaciółka – Słońce znów zajaśnieje. Potrzebuję też Twojej pomocy. Słońce zachorowała i jeśli nie otrzyma pomocy, niedługo umrze. Wiem, że Ty wiesz, gdzie znajduje się jaskinia ostatniego smoka. Podobno u tego przedziwnego stwora można znaleźć lekarstwo, które pomoże Słońcu. Proszę, udziel mi wskazówek…

– Aby tam dojść, musisz zejść na sam dół wieży, do piwnic. Szukaj starych drzwi. Przez nie dostaniesz się do tunelu, który zaprowadzi Cię do jaskini. Jeśli odpowiesz na pytania smoka, być może okaże on łaskę i poda Ci odpowiednie zioła. Mają one magiczną moc i na pewno pomogą Twojej przyjaciółce.

– Dziękuję za Twoją radę. Ruszam zaraz w dalszą podróż. Obiecuję Ci, że za każdym razem, kiedy będzie pełnia, będziesz mogła wychodzić z więzienia i spacerować po parku. Tyle dla Ciebie mogę teraz zrobić – odpowiedział Księżyc.

W tym momencie do komnaty wpadł nie kto inny, jak kudłacz. Narobił przy tym wiele hałasu. Szczęście Halszki, że strażnicy świętowali i po wypiciu zbyt dużej ilości trunku, zasnęli. Sama Elżbieta jednak przeraziła się nie na żarty, tak, że czarna maska opadła z jej twarzy. Księżyc i kudłaty oniemieli. Dawno nie widzieli tak pięknej i smutnej osoby.

– Wybacz, że Cię przestraszyłem, Pani. Już wiem, dlaczego musisz nosić tę maskę. Twój przyszły mąż jest okrutny i nie chce, aby ktokolwiek na Ciebie patrzył… i podziwiał. – stwierdził ponuro kudłacz.

Halszka popatrzyła na odchodzących wędrowców i zrezygnowana założyła czarną maskę. Księżyc z kudłatym ruszyli w drogę. Była to trudna wędrówka w ciemnościach. Księżyc, do tej pory nieco strachliwy, teraz nabrał animuszu. Wiedział, że ma cel i musi walczyć. Nagle usłyszeli w tunelu dziwne i przerażające dźwięki. Księżyc zapalił świecę (którą postanowił oszczędzać) i zobaczył przed sobą… kościotrupy. Kudłacz gdzieś zniknął, a Księżyc zrobił się biały ze strachu. Kościotrupy przemówiły:

– Jesteśmy duchami z pobliskiego cmentarza, które za pomocą kości – tak, tak – drążą w ścianie kościoła  otwory. Kiedy uda nam się przewiercić mur na wylot – tak, tak – nastąpi   koniec świata. Tak, tak…

– To już chyba niedługo – pomyślał ledwo żywy bohater i pobiegł przed siebie. Długo wędrował sam. Kiedy wyczuł, że jest już daleko od dziwnych kościotrupów, nagle pojawił się przy nim nie kto, inny, jak kudłaty. Najjaśniejsza nocna gwiazda postanowiła się do niego nie odzywać.

– O, Panie, nie musisz mi tak wylewnie dziękować. To dzięki mnie te przemiłe kościotrupy Cię nie zabiły. Nawet nie wiesz, ile kosztowało mnie nerwów, czasu, zachodu, żeby przemówić im do rozsądku! Z jednym nawet się pobiłem, a była to walka, którą warto uwiecznić… Było tak…

– Cicho! Znów coś słyszę! – syknął Księżyc. I zauważył, że został sam. Szedł jeszcze kilka godzin w ciemnościach, błocie. Towarzyszyły mu szczury. W końcu dotarł do jaskini ostatniego  smoka. Wiedział, że za chwilę spotka się z przeznaczeniem.



Całość opowiadania



Informacje: Paulina Pękosz

Zdjęcia: Paulina Pękosz i Krybus z Dystansu

Szamotuły, 07.01.2018

Wielkopolska Bajęda2025-01-02T12:14:14+01:00

Wnętrze bazyliki – rozwiązanie

Quiz miesiąca



ROZWIĄZANIE

CZY NAPRAWDĘ ZNASZ SZAMOTULSKĄ BAZYLIKĘ KOLEGIACKĄ?

Wnętrze kościoła w obiektywie Ireneusza Walerjańczyka

Stacja VII neogotyckiej drogi krzyżowej.

Fragment ołtarza Matki Bożej. Jest to wierna kopia barokowego ołtarza ‒ dzieła franciszkanina Antoniego Swacha (1701 r.). Ołtarz trójkondygnacyjny, z czarnego drewna, z bogatymi snycerskimi ornamentami. W bocznych polach ołtarza ‒ obrazy św. Stanisława Biskupa i św. Wojciecha Biskupa oraz św. Szczepana i św. Wawrzyńca, namalowane przez Adama Swacha (brata Antoniego). W centralnym miejscu, w bogato zdobionej, posrebrzanej ramie z 1970 r. znajduje się Obraz Matki Bożej Pocieszenia „Szamotuł Paniˮ. Kopię ołtarza w 1988 r. wykonał Henryk Hagel.

Figurka św. Sebastiana z późnorenesansowego  ołtarza św. Barbary (XVII w.) ‒ nawa Matki Bożej. W środku obraz św. Barbary z XIX w., po bokach figury św. Jana Chrzciciela i św. Sebastiana. Na kolumienkach płaskorzeźby 12 apostołów, na gzymsie rzeźby dwóch proroków oraz figura św. Barbary. Zwieńczenie (w miejsce zniszczonego) w 1995 r. wykonał Henryk Hagel.

Płaskorzeźba na podstawie kamiennego ołtarza posoborowowego (stołu eucharystycznego), wykonanego w latach 70. XX w. przez Eugeniusza Olechowskiego  ‒ prezbiterium.

Drzwiczki największego konfesjonału, przy wejściu od strony kruchty ‒ nawa Matki Bożej.

„Ucieczka do Egiptuˮ ‒ płaskorzeźba znajdująca się w antepedium (dolnej części) późnobarokowego ołtarza św. Józefa (XVIII w.) ‒ nawa św. Krzyża.

Baldachim nad amboną, całość w stylu neogotyckim. Ambonę wykonano w warsztacie w Berlinie, 1893 r.

Kartusz z herbami w zwieńczeniu późnorenesansowego nagrobka Jakuba Rokossowskiego (k. XVI w.) ‒ na styku prezbiterium i nawy głównej. Wykonany z piaskowca i czerwonego marmuru przez włoskiego rzeźbiarza Hieronima Canavesiego nagrobek przedstawia wielkiego podskarbiego koronnego jako rycerza w tradycyjnej zbroi z buławą, mieczem i hełmem. Łaciński napis na płycie wymienia zasługi zmarłego.

Fragment polichromii wykonanej na ścianach bocznych nawy głównej w 1952 roku według projektu Wacława Taranczewskiego. Scena wskrzeszenia Piotrowina przez biskupa Stanisława umieszczona jest na bocznej ścianie prezbiterium (od strony zakrystii).

„Ofiarowanie w świątyniˮ ‒ alabastrowa płaskorzeźba z późnorenesansowej chrzcielnicy (XVI w., cokół i drewniany wazon z początku XIX w.). Chrzcielnica wykonana jest z piaskowca w kształcie kielicha. Pozostałe  płaskorzeźby: „Hołd Pasterzyˮ, „Hołd Trzech Króliˮ, „Obrzezanieˮ, „Ucieczka do Egiptuˮ.

Drewniana figura Mojżesza ‒ XX-wieczna rzeźba Ignacego Pikusy, umieszczona w nawie Matki Bożej w zagłębieniu filaru podtrzymującego chór.

Oko Opatrzności i dwa aniołki ‒ zwieńczenie późnobarokowego ołtarza św. Józefa (XVIII w.) ‒ nawa św. Krzyża. W centralnej części ołtarza znajduje się rzeźba św. Józefa z Dzieciątkiem na ręku.

Fragment spiżowej płyty nagrobnej wojewody poznańskiego Andrzeja Szamotulskiego, wykonanej w 1505 r. w słynnym warsztacie Vischerów w Norymberdze ‒ ściana nawy Matki Bożej.

Płaskorzeźba gipsowa Matki Bożej ze św. Stanisławem Kostką, poświęcona rodzinie Kościelskich, wykonana w 1924 r. przez Marcina Rożka ‒ ściana nawy Matki Bożej, za wejściem z kruchty.

Fragment neogotyckiego ołtarza św. Krzyża, wykonanego w warsztacie berlińskim. W centralnym punkcie ołtarza rzeźba Jezusa ukrzyżowanego, po bokach w wieżyczkach ‒ Matki Boskiej i św. Marii Magdaleny. Ołtarz postawiony w 1886 roku, dar p. Kościelskiej ze Śmiłowa.

Szamotuły, 06.01.2018

Wnętrze bazyliki – rozwiązanie2025-01-02T12:10:18+01:00

Wnętrze bazyliki – quiz

Quiz miesiąca

CZY NAPRAWDĘ ZNASZ SZAMOTULSKĄ BAZYLIKĘ KOLEGIACKĄ?

Wnętrze kościoła w obiektywie Ireneusza Walerjańczyka

Każdy mieszkaniec regionu pewnie co najmniej raz był w szamotulskiej bazylice kolegiackiej pw. Matki Bożej Pocieszenia i św. Stanisława Biskupa. Niektórzy bywają tam co tydzień lub częściej. Czy jednak patrzą i widzą, co jest w jej wnętrzu, czy jedynie patrzą? W tym miesiącu chcemy sprawdzić, czy nasi Odbiorcy znają wnętrze szamotulskiej świątyni. 

Zasady są bardzo proste. Trzeba przyjrzeć się kolejnym fotografiom, pomyśleć i spróbować rozpoznać, jakie miejsce świątyni lub obiekt dane zdjęcie przedstawia.

Link do rozwiązania znajduje się na dole.



Wnętrze bazyliki – quiz2018-01-07T10:55:42+01:00

Mańkowscy i Potworowscy w Rudkach

Wielkich ludzi do pałacu w niewielkich Rudkach przywiodły kobiety

Jeszcze 70 lat temu w Rudkach koło Ostroroga stał piękny pałac. Została po nim oficyna oraz brama wjazdowa z lwami oraz wspomnienia o ludziach, którzy tu żyli i pracowali. Wśród nich był generał z czasów napoleońskich Emilian Węgierski oraz malarz artysta Tadeusz Piotr Potworowski.

Obaj panowie trafili do Rudek jako mężowie swoich żon. W Rudkach spotykali się też okoliczni ziemianie. W dwudziestoleciu międzywojennym, kiedy mieszkali tu Bogusława i Teodor Mańkowscy, zjeżdżali do Rudek Kwileccy z Oporowa i Dobrojewa, Madalińscy z Kluczewa.  To ze zbiorów rodzinnych Madalińskich z Kluczewa (z albumów Izabeli Madalińskiej – córki) pochodzą zdjęcia wzbogacające ten tekst. Zdjęcia ze zbiorów rodziny Potworowskich udostępnił syn artysty.


Widok na pałac w Rudkach w roku 1911. Zdjęcie ze zbiorów Archiwum Państwowego w Poznaniu.

O ciekawej historii Rudek opowiada Michał Dachtera – twórca i administrator profilu Ostroróg na kartach historii na portalu społecznościowym. To Michał zainteresował się historią niewielkiej wsi, położonej bardzo blisko Ostroroga. To on dotarł do członków rodziny Madalińskich i Potworowskich. „Pamiętam Rudki z lat 90., jeździliśmy tam często do cioci i wuja. Pamiętam beczki z literami RSP, staw, sklep GS, chrzan rosnący w rowach, boisko w parku, starą figurę Matki Boskiej i oczywiście lwy w bramieˮ – opowiada regionalista z Ostroroga. Jako dziecko nie zastanawiał się, dlaczego brama z lwami wiedzie donikąd. Mógł też nie wiedzieć, że pałac został rozebrany.

Ja spotkałam w Ostrorogu osoby, które pamiętają Mańkowskich z Rudek. Jedna z nich, pracująca w czasie okupacji w gospodarstwie rudeckim u Niemca, opowiedziała mi, że „Pani Mańkowska,  we wrześniu 1939 roku miała uciekać bryczką w kierunku Warszawy. Dojechała do Bzury. Podczas przejazdu bomba uderzyła w most. Połowa bryczki z hrabiną, zatonęła, kiedy most się zawalił. Druga połowa z końmi i stangretem się uratowała. Stangret wrócił do Rudek i o nieszczęściu opowiadał”.


Pałac w Rudkach z galerią i oficyną w latach 30. XX w., kiedy mieszkali tu Potworowscy. Ozdobny portyk pałacu. Zdjęcia z archiwum rodzinnego Potworowskich

Tadeusz Piotr Potworowski (1898-1962)

Wnętrze pałacu w Rudkach – pracownia Piotra Potworowskiego. Na zdjęciu żona Magdalena z synem Janem. Około 1930 r.

Portret żony namalowany w Rudkach w roku 1930. Obecnie w Muzeum Narodowym w Warszawie

Obraz Rudki, namalowany przez Piotra Potworowskiego, około 1930 r. Źródło: Andrzej Emeryk Mańkowski, Kronika rodziny Mańkowskich, Szczawnica 2017.

Obraz zatytułowany Zielony pejzaż z bramą, namalowany w Rudkach w 1933 r. przez Piotra Potworowskiego

Tymczasem wracamy do nieistniejącego już pałacu, który został zbudowany około roku 1800, kiedy to majątek będący w posiadaniu rodziny Mańkowskich, przeszedł w ręce majora wojsk konnych Teodora Cieleckiego. Michał Dachtera wskazuje, że zespół pałacowy „w typie Rogalina” został zbudowany, według projektu wybitnego architekta – Hilarego Szpilowskiego. Składał się z piętrowego pałacu w stylu klasycystycznym, połączonego palladiańskimi ćwierćkolistymi galeriami z oficynami. Od frontu pałac zdobił portyk z czterema kolumnami.

Ale to można obejrzeć już tylko na zdjęciach. Po ziemianach wielkopolskich pozostał w Rudkach 7-hektarowy park dworski z pomnikowymi jesionami, lipami, grabami, klonami o obwodach od 250 do 300 cm. Zachowała się też oficyna, XIX-wieczny magazyn i niezwykłej urody brama wjazdowa. Dwie doryckie kolumny z attykami mają około 5 metrów wysokości. W zwieńczeniu każdej siedzi lew.

Patrząc na zdjęcia, które Michałowi Dachterze udostępnił krewny Madalińskich z Kluczewa oraz syn Piotra Potworowskiego, można sobie wyobrazić czasy, kiedy w tym pałacu żyli i pracowali właściciele majątku Rudki.


Brama wjazdowa do zespołu pałacowo-parkowego w Rudkach w latach 1930-1935. Na dole siedzi Hanna Rudzka-Cybisowa, na lwie Mańkowski? – zdjęcie ze zbiorów rodziny Potworowskich


Po śmierci wspomnianego już Teodora Cieleckiego majątek odziedziczyła jego bratanica Teodora Cielecka i jej mąż gen. Emilian Węgierski, jeden z dowódców powstania listopadowego (1830- 1831), który w bitwie pod Grochowem odznaczył się nadzwyczajnym męstwem (por. tekst http://regionszamotulski.pl/gen-emilian-wegierski/ ).

Od Michała Dachtery wiem, że w połowie XIX wieku Rudki wróciły do rodziny Mańkowskich, a dokładnie do Teodora i Bogusławy Bogumiły z Dąbrowskich – córki Jana Henryka Dąbrowskiego – twórcy legionów. Ich córka Maria Nepomucena Mańkowska wyszła za mąż w 1857 roku za Mieczysława hr. Kwileckiego, syna Hektora i Marii Izabeli z d. Tauffkirchen – damy dworu bawarskiego. Młoda para zamieszkała w Oporowie koło Ostroroga, gdzie rozbudowali pałac wg projektu Zygmunta Gogolewskiego, tego samego, który zaprojektował Teatr Wielki we Lwowie. W tym pałacu w Oporowie gościł m.in. premier Ignacy Jan Paderewski (por. artykuły http://regionszamotulski.pl/mieczyslaw-kwilecki-z-oporowa/, http://regionszamotulski.pl/palac-w-oporowie/).

Druga córka Mańkowskich, Barbara, poślubiła Stefana Kwileckiego – dziedzica Dobrojewa, który był kuzynem Mieczysława z Oporowa (o Kwileckich z Dobrojewa można przeczytać w artykułach: http://regionszamotulski.pl/palac-w-dobrojewie/, http://regionszamotulski.pl/barbara-kwilecka-dzialaczka-narodowa-i-spoleczna/). Majątek w Rudkach odziedziczył najstarszy syn Teodora i Bogusławy Mańkowskich, Napoleon Ksawery, który ożenił się z Marią Antoniną Chłapowską herbu Dryja z Chłapowa. Ich syn, także Teodor, pozostał w rodzinnych Rudkach. W 1899 r. ożenił się z Anną hr. Kokoszka-Michałowską z Michałowa herbu Jasieńczyk. Z tego małżeństwa przyszło na świat sześcioro dzieci.


Rudki –  Stefan Potworowski (brat), Tadeusz Piotr Potworowski z synem Janem i żoną Magdalena z Mańkowskich

Trzecia z kolei córka Teodorostwa Mańkowskich, Magdalena (1904-2000), w kwietniu 1929 roku poślubiła artystę malarza Tadeusza Piotra Potworowskiego. Do spotkania doszło w Paryżu w 1928 roku, dokąd panna Mańkowska przyjechała z Rudek studiować antropologię. Młodzi mieli się poznać u pośredniczki sprzedaży obrazów – Claire Chancerelles.

W 1929 roku obrazy Tadeusza Piotra Potworowskiego były eksponowane na wystawie w Paryżu a potem w Genewie. W kwietniu 1930 roku młoda para zjechała do Polski. W grudniu 1931 r. młodzi artyści, w tym Piotr Potworowski, mieli pierwszą wystawę w Polsce – w Hotelu Polonia w Warszawie. W Warszawie urodził się Potworowskim syn – Jan, po czym młodzi małżonkowie sprowadzili się do Rudek.


W pałacu w Rudkach około roku 1930. Stoi Jan Cybis, Piotr Potworowski siedzi. Od lewej siedzą żona Potworowskiego Magdalena z Mańkowskich, obok Hanna Rudzka-Cybisowa.

Od lewej: Magdalena Potworowska oraz malarze: Hanna Rudzka-Cybisowa, Jan Cybis, Dorota Seydenmann. Zdjęcie ze zbiorów Andrzeja Emeryka Mańkowskiego


Pałac Mańkowskich tętnił życiem. Zjeżdżali tu nie tylko okoliczni ziemianie, ale też artyści ‒ znajomi Piotra z czasów paryskich: Hanna Rudzka-Cybisowa, Jan Cybis, Tytus Czyżewski, Wacław Taranczewski i Janusz Strzałecki, który wkrótce ożenił się z Jadwigą Mańkowską – siostrą Magdaleny.

Artyści lubili przebywać w Rudkach. Pałac był duży, warunki do pracy znakomite, mimo iż młodzi Potworowscy do swojej dyspozycji dostali tylko trzy pokoje. Wszak rodzina Mańkowskich była liczna, a rodzeństwo Magdaleny jeszcze mieszkało w domu rodzinnym.

W Rudkach Piotr Potworowski namalował kilka ważnych obrazów: Portret żony (1830 r.),  Motyl i kwiat (1931 r.) oraz w 1932 roku: Martwą naturę, Park (w Rudkach), Przed lustrem i Trzy kobiety we wnętrzu ‒ obraz, za który otrzymał nagrodę.


Przyjazd gości do pałacu w Rudkach. Zdjęcie z archiwum rodzinnego Potworowskich

Wróćmy raz jeszcze do kontaktów ziemian, których majątki leżały w okolicach Ostroroga. Gościli Mańkowscy i Potworowscy u Madalińskich w Kluczewie (por. tekst  http://regionszamotulski.pl/madalinscy-z-kluczewa/). Bywali Madalińscy w Rudkach. Grano w tenisa, polowano.

Magdalena i Piotr Potworowscy mieszkali w Rudkach do 1935 roku. Wtedy nastąpił podział dóbr Mańkowskich i im przypadł w udziale Grębanin koło Kępna. Przez cały czas pobytu w Rudkach artysta malował, wystawiał swoje prace nie tylko w Poznaniu, ale też w Krakowie i Warszawie.

Starsze pokolenie mieszkańców Rudek, a wszyscy o ni byli związani z majątkiem, jeszcze pamięta Mańkowskich oraz ich pałac. Pani Aniela mówi, że przed pałacem był piękny klomb z różami, wokół którego chodziły pawie.

Mało kto dzisiaj wie, że w niewielkich Rudkach żył i pracował znany polski malarz, scenograf, pedagog Piotr Potworowski. Naszym celem, czyli Michała Dachtery i moim, jest szukanie w dziejach Ostroroga i okolic tego, co pozytywne, wartościowe, godne wydobycia z mroków niepamięci oraz umieszczenia w pełnym świetle jupiterów.

Irena Kuczyńska

współpraca Michał Dachtera

Portret Marii Potworowskiej pióra Tytusa Czyżewskiego, 1935 r., Muzeum Narodowe w Krakowie

Kobieta w fotelu [Magdalena Potworowska], szkic Tytusa Czyżewskiego, ok. 1935, Muzeum Narodowe w Warszawie

Staw w parku w Rudkach, ok. 1930-35. Na stawie okręcik zbudowany przez Piotra Potworowskiego

Zdjęcie zrobione w Kluczewie w roku 1934 u Madalińskich,  dokąd przyjechali Potworowscy z Rudek i Kwileccy z Oporowa.

W Kluczewie – Izabela Madalińska z dziećmi, w krawacie Piotr Potworowski. Zdjęcie z albumu rodziny Madalińskich

Piotr Potworowski, Wanda Madalińska, Adam Szczawiński i Józef Madaliński  w Kluczewie, rok 1934

Wanda Madalińska i Piotr Potworowski po partii tenisa

Lata 60. XX w.

Zdjęcie – Andrzej Bednarski, 2008 r.


Zdjęcia – Michał Dachtera, grudzień 2017 r.

Tadeusz Piotr Potworowski

Życiorys

Urodził się 14 czerwca 1898 r. w Warszawie w rodzinie inżyniera i dyrektora fabryki motorów Diesla, Gustawa Seweryna Potworowskiego herbu Dębno (1863-1935) i Jadwigi z domu Wyganowskiej (ur. 1873), która zginęła tragicznie w Zakopanem w 1913 r.. Po śmierci matki ojciec wysłał Piotra i jego dwóch młodszych braci do rodziny na Kresy. Po ukończeniu gimnazjum Piotr wstąpił do pułku ułanów i wziął udział w bitwie pod Krechowcami. Po zakończeniu wojny rozpoczął studia architektury na Politechnice Warszawskiej, ale niebawem został ponownie zmobilizowany. W kampanii bolszewickiej został ranny pod Zamościem.   Zdemobilizowany zapisał się do szkoły Konrada Krzyżanowskiego, a po roku przeniósł się do krakowskiej ASP. Studiując malarstwo w pracowni Józefa Pankiewicza, związał się z „Komitetem Paryskim”. W 1924 r. razem z innymi członkami „Komitetu” wyjechał do Paryża. Jego kontakty z kapistami wkrótce uległy oziębieniu. Potworowski wynajął osobną pracownię na Montparnasse, zapisał się do pracowni Fernanda Legera. Bliskie kontakty utrzymywał z Tadeuszem Makowskim i Tytusem Czyżewskim. Na organizowany przez kapistów słynny „Super Jazz Bal du Montparnasse” przygotował dekorację odtwarzającą dno morza. W 1928 r.  poznał w Paryżu Magdalenę Mańkowską, studentkę antropologii. Wkrótce wzięli ślub, a w 1930 r. wrócili do Polski, gdzie urodził się ich syn Jan. Zamieszkali w majątku żony w Rudkach pod Szamotułami. Pałac w Rudkach często gościł artystów, przyjaciół gospodarzy. Janusz Strzałecki, Hanna Rudzka-Cybisowa, Jan Cybis, Tytus Czyżewski, Wacław Taranczewski przebywali tutaj często miesiącami.

W 1931 r. odbyła się pierwsza wystawa Kapistów w Warszawie w Klubie Artystów w hotelu Polonia oraz wystawa pod nazwą Nowa Generacja w Instytucie Propagandy Sztuki, gdzie Potworowski otrzymał nagrodę za obraz Trzy kobiety we wnętrzu. W 1932 w Poznaniu w Salonie Makowskiego zorganizowano indywidualną wystawę artysty. Po podziale majątku Rudki, w roku 1935, Potworowscy przenieśli się do majątku Grębanin należącego do Mańkowskich. W 1937 r. artysta otrzymał srebrny medal na Międzynarodowej Wystawie Sztuki i Techniki w Paryżu oraz nagrodę ministra spraw zagranicznych. Pierwszą dużą, indywidualną wystawę miał Potworowski w 1938 r. w Instytucie Propagandy Sztuki w Warszawie, a następnie we Lwowie. Po udziale w kampanii wrześniowej, ukrywał się w wiosce nad Bugiem, a następnie przedostał się przez Kowno do Szwecji. Zamieszkał w Taxinge Näsby pod Sztokholmem. Pracował tutaj fizycznie, ale również malował i rzeźbił, a nawet wystawiał swoje prace.

W sierpniu 1941 r. udało mu się sprowadzić do siebie żonę i dwójkę dzieci. Po dwóch latach Potworowscy przedostali się na Wyspy Brytyjskie. W Londynie był przez pewien czas prezesem Stowarzyszenia Polskich Artystów, publikował również w miesięczniku „Nowa Polska”. W 1946 r. odbyła się pierwsza duża wystawa w Redfern Gallery w Londynie. Od 1948 r. regularnie wystawiał w Gimpel Fils Gallery. W 1949 r. został profesorem Bath Academy of Art w Corsham. Został również członkiem postępowej London Group i prestiżowej Royal West of England Academy.

W latach pięćdziesiątych artysta dużo podróżował. Odwiedził Hiszpanię, Włochy, Francję. Ślady tych podróży można odnaleźć w jego obrazach. W 1958 r. przyjechał do Polski. Pierwszą wystawę miał w poznańskim Muzeum Narodowym. Następne wystawy odbyły się w Krakowie, Sopocie, Warszawie, Wrocławiu i Szczecinie. Bardzo dobre przyjęcie jego twórczości przyczyniło się do podjęcia decyzji o pozostaniu w kraju. Artysta objął pracownie malarstwa w PWSSP w Poznaniu i Gdańsku. Na XXX Biennale Sztuki Współczesnej w Wenecji dostał nagrodę. W styczniu 1962 r. odbyła się w Muzeum Narodowym w Poznaniu wystawa indywidualna prac Potworowskiego powstałych po powrocie do kraju. W marcu miał wystawę w Galerie Lacloche w Paryżu. Zmarł 24 kwietnia 1962 r. w Warszawie, spoczywa na Cmentarzu Powązkowskim w Alei Zasłużonych.

Twórczość

Z wszystkich członków Komitetu Paryskiego najwcześniej porzucił postimpresjonizm dla własnych poszukiwań. W swoich obrazach wprowadzał elementy geometrii, malarstwa materii, a nawet informelu. Obrazy Potworowskiego, wyróżniające się kompozycją, były zawsze budowane w oparciu o harmonie barw. Często eksperymentował, by uzyskać najsubtelniejsze rozwiązania kolorystyczne. Stosował również technikę collage i wzbogacał obrazy o elementy fakturowe.

Przed lustrem, 1932, 97×63 cm, Muzeum Narodowe w Poznaniu

Duet, 1949, Muzeum Górnośląskie w Bytomiu

Podwórze wiejskie – farma, 1947, 62×92 cm, Muzeum Sztuki w Łodzi

Wnętrze lasu, Kornwalia, 1952, 99×1

Siena, 1955, 60×45 cm, Muzeum Narodowe we Wrocławiu

Zdarzenie, Kornwalia, 1956, 110×80 cm, Muzeum Narodowe w Poznaniu

Schody, 1956, 102×11,5 cm, Muzeum Narodowe w Poznaniu

Owalny pejzaż z Kornwalii, 1957, 132×60 cm, Muzeum Narodowe w Krakowie

Zachód słońca w Toskanii, 1957, 66×111 cm, Muzeum Narodowe w Poznaniu

Krajobraz z Łagowa, 1958,76,5×154 cm, Muzeum Narodowe w Poznaniu

Zachód słońca w Kazimierzu, 1958/1959 76×89 cm, collage, Muzeum Narodowe w Warszawie

Wisła w Kazimierzu, 1959,163×76 cm, olej, collage,dykta, Muzeum Narodowe w Warszawie

Fragment Jeziora Łagowskiego, 1959/1960, 66,5×113,5 cm, olej, płótno, dykta, Muzeum Narodowe w Warszawie

Brzeg Wisły, 1960, 50×94 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

Port w Rewie, 1960, 135×200 cm, Muzeum Narodowe w Poznaniu

Akt na piaskowym tle, 1961/1961, 179×200 cm, Muzeum Narodowe w Poznaniu

Źródło: Wikipedia



Szamotuły, 05.01.2018

Irena Kuczyńska z domu Leśna

Urodzona w Ostrorogu, absolwentka szamotulskiego liceum (1967).

Emerytowana nauczycielka języka rosyjskiego w pleszewskim liceum, dziennikarka, blogerka (http://irenakuczynska.pl/).

Mańkowscy i Potworowscy w Rudkach2025-09-11T21:50:07+02:00

Daromiła Wąsowska-Tomawska, Magiel i stodoła z duchem

Obrazki z przeszłości, część 2.

Daromiła Wąsowska-Tomawska

 

MAGIEL I STODOŁA Z DUCHEM


Siedzę z babcią Marynią na ławce w murowanym budynku, zwanym maglem. Czekamy na swoją kolejkę. Podwórko przy ulicy Lipowej 13 w Szamotułach obwieszone jest kolejnym praniem. My będziemy tutaj swoją wypraną i wykrochmaloną pościel maglować, czyli wygładzać. W niewielkim pomieszczeniu znajduje się pokaźny, solidny stół, na którym rozłożony jest długi, około 2-3-metrowy maglownik. Jest to gęste płótno, na którym rozkłada się bardzo dokładnie nasze lekko skropione pranie. Do zwinięcia potrzebny jest specjalny wałek wyciągnięty spod magla. Jest też rzecz najważniejsza – sam magiel.


Szamotuły, ul. Lipowa 20 (kiedyś 13)


Na betonowej posadzce ustawiony jest prostokątny, drewniany postument, przymocowany śrubami do podłogi. Na nim leżą dwa drewniane wałki o średnicy około 10 cm (te, na które nawijamy bieliznę). Jeden z przodu, drugi po przeciwległej stronie. Na wałkach postawiona jest prostokątna drewniana skrzynia (około 3 metrów długości, około1 metra szerokości) wypełniona kamieniami, celem obciążenia podczas maglowania. Do skrzyni umocowana jest korba połączona z trybami. Podczas ręcznego kręcenia nią cała skrzynia przesuwa się na tych wałkach owiniętych maglownikiem – do przodu i z powrotem. W tych pozycjach skrzynia unosi się nieco, po to, by można wałek wyjąć i ponownie nawinięty włożyć. I tak kilkanaście razy: do przodu i do tyłu, aż babcia uzna, że jest już dobrze.

Wymaglowaną bieliznę zdejmuje z wałków, składa swój maglownik i wypełniony wiklinowy kosz znajduje się już w mieszkaniu. Bo to przecież parę kroków.

Nie wszystko układa w pokojowej szafonierce. Jest to wysoka ozdobna szafka z półkami i szufladami. W nich ułoży obrusy i poszwy na duże poduszki z pierzem. Wcześniej pedantyczna babcia musi je jeszcze „po magliˮ – wyprasować.

Z tym też nie ma problemu. Przyszyte do poszewek poduszek falbany, muszą wyjść eleganckie spod żelazka. Pościel świeżo powleczona, przykryta tylko dużą kapą na podwójne łóżko, jest nieskażona pomięciem przez dłuższy okres używania.

Babcia rozpala ogień w żeliwnym piecyku ‒ kurierku. Najpierw gotuje obiad. Spód garnków czyści dokładnie z sadzy i wyciera gazetą. Teraz układa je do góry dnem na wyścielonej papierem półce w szafce kuchennej. Węgiel w kurierku już rozżarzony. Można do niego wkładać żeliwne wnętrze żelazka, tzw. duszę. Gorącą, czerwoną wyciąga babcia haczykiem z żaru i wkłada do pustego żelazka, którego tył zabezpieczony jest ruchomą blachą. Teraz można prasować, tak długo, aż ono wystygnie.

Specjalne miejsce w szafonierce zajmuje półka na halki, takie od pasa do stóp. Ukrochmaloną, wyprasowaną zakłada babcia pod spódnicę, też długą. Na nią ‒ jeszcze długi wykrochmalony i wyprasowany fartuch. Na ramiona wkłada wdzianko, czyli jaczkę. Pod nią na ciele założona jest sznurówka „z kiełbasą”, na której wiszą: halka, spódnica i fartuch. Kiełbasa to przyszyty do sznurówki bawełniany wałek. Sznurówka zaś, to płócienne wdzianko, bez rękawów, zesznurowane z przodu. Przy szyi pięknie obszydełkowane. Do kościoła strój jest bardziej elegancki, uszyty z lepszych materiałów. Musi być też regionalny piękny czepek, który babcia jako jedna z niewielu osób w Szamotułach sama robi ‒ podpowiada mi moja siostra Marysia.

Jest już bardzo ciemno. Przy ulicy, wtedy Marchlewskiego, stoi wymurowana przy samym chodniku stodoła. Ulica jest nie oświetlona, pusta. Babcia wraca do domu sama. Ale czy sama? Strach ściska powoli gardło. Boi się. Im szybciej idzie, tym większy słyszy obok siebie szelest, szum. Zaczyna modlić się do ducha, który kroczy razem z nią i nie chce jej opuścić. Jest już blisko domu. Nagle zdaje sobie sprawę z tego, że ten duch był w jej szeleszczących od krochmalu: halce, fartuchu i czepku.



Eksponaty z Muzeum – Zamku Górków (ekspozycja etnograficzna w Oficynie), obrazek wyróżniający e-muzeum.eu

Szamotuły, 03.01.2018

Daromiła Wąsowska-Tomawska

Urodzona w Szamotułach, absolwentka miejscowegoo liceum. Po ojcu – znanym szamotulskim dentyście – odziedziczyła zawód i zamiłowanie do muzyki klasycznej.

Mieszka w Pobiedziskach koło Poznania. Prezes i współzałożycielka Salonu Artystycznego im. Jackowskich. Poetka.

http://regionszamotulski.pl/daromila-wasowska-tomawska/

Daromiła Wąsowska-Tomawska, Magiel i stodoła z duchem2025-01-04T12:02:04+01:00

Aktualności – styczeń 2018

Syn Królowej Śniegu ‒ w Szamotułach i w całej Polsce

19 stycznia wszedł na ekrany długo oczekiwany w naszym mieście film. Oczekiwany, bo częściowo powstał w Szamotułach, jego producentem i kompozytorem muzyki jest szamotulanin Piotr Mikołajczak. Premierę kinową poprzedziły dwie uroczyste prapremiery: w warszawskich Złotych Tarasach (15.01) i w szamotulskim kinie „Halszkaˮ (18.01).

Najpierw o samym filmie. Od samego początku jego powstawania mówiono, że ma to być promocja naszego miasta. Tak, ale nie w takim sensie, jak rozumie ją wiele osób. Nie chodzi tu o pokazanie Szamotuł i okolic na ekranie. Ci, którzy przede wszystkim na to liczyli, zapewne poczują niedosyt. Nie jest też prawdą, że film przeciwstawia dużemu miastu (Poznaniowi) jako siedzibie zła ‒ przestrzeń dobra, czyli małe miasto (Szamotuły). Co innego jest tu ważne. Szamotuły po prostu wzięły udział w filmie społecznie ważnym, filmie z pewną misją. Syn Królowej Śniegu nie jest bowiem, jak wielu przypuszczało, piękną współczesną baśnią, którą przyjemnie się ogląda. Jest filmem, który ma poruszyć. Czy wszystkie zamierzenia twórców udało im się zrealizować? Warto iść do kina, obejrzeć film i wyrobić sobie na jego temat własne zdanie. Nam najbardziej spodobała się muzyka skomponowana przez Piotra Mikołajczaka. Po prostu jest świetna! Niewątpliwym sukcesem produkcji jest udział w kilku – chyba do tego momentu ośmiu – międzynarodowych festiwalach filmowych w Europie, Ameryce i Azji, przed którymi film przechodził bardzo ostrą selekcję.

Co więc z tą promocją Szamotuł? To nie jest promocja wprost, na ekranie, ale jednak jest. O Szamotułach, dzięki produkcji Piotra Mikołajczaka, dużo w ostatnim czasie mówi się i pisze. Bardzo pozytywnie o Szamotułach i jego mieszkańcach wyrażają się aktorzy i realizatorzy filmu. I ‒ co już wskazywano ‒ miasto wzięło udział w powstaniu filmu na temat społecznie istotnego problemu.

Jeszcze kilka słów o szamotulskiej prapremierze. W holu i przed wejściem do sali projekcyjnej witały gości „żywe rzeźbyˮ ‒ w tym wypadku Królowa Śniegu i Charlie Chaplin. Można było obejrzeć filmowe rekwizyty i piękne fotosy. Jeszcze przed właściwą projekcją filmu pojawił się reportaż z prapremiery warszawskiej oraz wypowiedź Franciszka Pieczki. A po samym seansie odbyło się spotkanie z kilkoma twórcami: Piotrem Mikołajczakiem, Anną Moczulską (producentem wykonawczym), aktorem Robertem Czebotarem i Marcinem Świstakiem, odpowiedzialnym za promocję filmu. Jak to zwykle bywa, były kwiaty i podziękowania, ale także sympatyczna rozmowa z twórcami, prowadzona przez Piotra Michalaka, dyrektora Szamotulskiego Ośrodka Kultury.

Zapraszamy na nasze strony poświęcone twórczości Piotra Mikołajczaka:

http://regionszamotulski.pl/piotr-miki-mikolajczak-producent/

http://regionszamotulski.pl/piotr-miki-mikolajczak-muzyka/






Piękny Koncert Noworoczny

Sobotni wieczór, 13 stycznia, miał dwóch bohaterów. Pierwszy to prof. dr hab. Zbigniew Jasiewicz, który otrzymał statuetkę „Wieża 2018ˮ ‒ wyróżnienie przyznawane od 2014 r. przez Burmistrza wybitnym szamotulanom i osobom związanym z Ziemią Szamotulską. Drugim bohaterem była piękna muzyka.

Zbigniew Jasiewicz dzieciństwo i młodość spędził w Obrzycku i Szamotułach. Był wnukiem zasłużonego burmistrza okresu międzywojennego ‒ Konstantego Scholla, synem wieloletniej nauczycielki szkół podstawowych w Obrzycku, Słopanowie i Szamotułach ‒ Eleonory Jasiewicz. Ukończył szamotulskie liceum i Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jest wybitnym etnologiem, znawcą kultury materialnej (zwłaszcza rzemiosła wiejskiego) i problematyki rodziny. Swoje badania prowadził nie tylko w Polsce, ale także w Uzbekistanie, Afganistanie i Kazachstanie. Zbigniew Jasiewicz to także znawca i popularyzator folkloru szamotulskiego. Współpracował ze zespołami folklorystycznymi Stanisławy Koputowej i Janiny Foltynowej. W ostatnim czasie stał się inicjatorem wpisania obrzędów weselnych regionu szamotulskiego na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego. Przez kilka lat pełnił funkcję honorowego rektora szamotulskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku.

Wybitne utwory operowe i operetkowe widzowie koncertu mogli wysłuchać w świetnym wykonaniu orkiestry i chóru Teatru Wielkiego im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu. Dyrygował Aleksander Gref. Solistami byli Małgorzata Olejniczak-Worobiej, Magdalena Wilczyńska-Goś, Piotr Friebe oraz Jaromir Trafankowski. W kilku utworach wystąpili też tancerze. W orkiestrze gra też „nasz człowiekˮ ‒ szamotulanin, klarnecista Sławomir Heinrychowski, którego talent muzyczny rozwijał się najpierw w szamotulskiej Państwowej Szkole Muzycznej I i II stopnia, której jest absolwentem.

To był niezwykły wieczór.






Paweł Bączkowski z własnym pasmem radiowym


Paweł Bączkowski jak wino: im starszy, tym lepszy. Sporo koncertuje, ma nowe nagrania, pracuje z uzdolnioną muzycznie młodzieżą, a co tydzień od rana w niedzielę można usłyszeć jego głos w Radiu Poznań (dawne Radio Merkury). Coraz bardziej popularny program Planeta Country rozrósł się do całego 4-godzinnego pasma radiowego Pawła Bączkowskiego! Dwie pierwsze godziny (od 9) to tradycyjnie muzyka country,  trzecia – Muzyczny Fyrtel, czyli zespoły wykonujące różnorodną stylowo muzykę (podwórkowe, pop, rock), które łączy jedno: inspiracja polskim folklorem. Ta godzina to – tak jak część countrowa – autorski program Pawła Bączkowskiego: zaprasza gości, dobiera muzykę i prowadzi całość. Nowością jest też czwarta godzina pasma, czyli polskie zespoły gospel i ewangelizacyjne. W tym wypadku Paweł dobiera muzykę, zapowiada i komentuje przygotowane wcześniej reportaże. Zachęcamy do słuchania!

Bądźmy dumni z Pawła Bączkowskiego, który zawsze i wszędzie podkreśla, że jest stąd, z Szamotuł.






Trzech Króli. Historia


W predelli, czyli podstawie ołtarza głównego w szamotulskiej bazylice kolegiackiej znajdował się przez kilka wieków Pokłon Trzech Króli, wykonany temperą na deskach lipowych. Obraz powstał około 1521 roku na podstawie drzeworytu Hansa Kulmbacha, działającego także w Polsce niemieckiego malarza i grafika okresu renesansu.

Ten cenny zabytek znajduje się w stałej ekspozycji Muzeum Archidiecezjalnego w Poznaniu na Ostrowie Tumskim. Warto się tam wybrać!




Współczesność. Mędrcy świata, monarchowie, gdzie spiesznie dążycie…


6 stycznia – w uroczystość Objawienia Pańskiego – przez nasze miejscowości przeszły Orszaki Trzech Króli. W Szamotułach uroczysty przemarsz organizowany był po raz ósmy. Orszaki przeszły też przez Obrzycko, Duszniki i Wronki.

W szamotulskiej bazylice kolegiackiej odbył się także koncert kolęd w wykonaniu zespołu Universe.


Zdjęcia Ryszard Kurczewski





WITAMY NOWY 2018 ROK!

A tak bawiono się w Szamotułach w Nowy Rok 93 lata temu.


Zdjęcie z archiwum rodzinnego Jana Kulczaka



Niech nowe kalendarze odmierzają same dobre dni!

Kalendarz sprzed 60 lat

Nowy Rok to także zmiana kalendarzy. Od kilkunastu lat jest sporo różnego rodzaju regionalnych wydawnictw, zwykle w postaci kalendarzy ściennych. 60-letni kalendarz, z którego zdjęcia prezentujemy, miał zupełnie inny charakter. Była to książeczka stosunkowo niewielkich rozmiarów, więc można ją było włożyć np. do torby i używać jako tzw. kalendarza kieszonkowego. Po otwarciu z prawej strony zamieszczony był kalendarz na kolejny tydzień, z lewej krótkie teksty dotyczące regionu: sylwetki sławnych ludzi, zabytkowe obiekty, podania, wydarzenia, wiersze. Nawet dzisiaj zagląda się do tego z przyjemnością. Głównym redaktorem wydawnictwa był Romuald Krygier, zespół redakcyjny stworzyli członkowie Towarzystwa Miłośników Kultury Ziemi Szamotulskiej. We wstępie można przeczytać, że to pierwszy po wojnie kalendarz regionalny. W tej formie ‒ także ostatni.




… I piękny współczesny kalendarz ścienny

Głównym bohaterem kalendarza jest Zespół Folklorystyczny „Szamotuły”, a sponsorem firma MDM-Druk. Niestety, nasze zdjęcia nie oddają jego piękna. Postaci, które pojawiają się w wersji kolorowej, w oryginale są też błyszczące, co w zestawieniu z czarno-białym tłem daje bardzo interesujący efekt. Współczesność i tradycja.

Zdjęcia pochodzą z 2017 roku z Wisły, gdzie Zespół w czasie 54. Tygodnia Kultury Beskidzkiej zdobył nagrodę Międzynarodowych Spotkań Folklorystycznych „za wierną prezentację fragmentu obrzędu weselnego swojego regionu” (wykonanie „Wesela szamotulskiego”). Należy dodać, że „Szamotuły” były jedynym nagrodzonym wykonawcą z Polski.
http://szok.info.pl/nagroda-dla-szamotul-za-wesele-szamotu…/





99. rocznica zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego ‒ obchody w Szamotułach

Po uroczystej mszy św. w szamotulskiej bazylice kolegiackiej odbył się V marsz Powstańczy pod pomnik Powstańców Wielkopolskich, zorganizowany przez szamotulski fanklub „Lecha” Poznań. Złożono wiązanki, odśpiewano polski hymn i odczytano tekst przysięgi powstańczej. Znicze i race zapłonęły również przy pomniku Maksymiliana Ciężkiego ‒ naszego szamotulskiego powstańca.

Relacja fotograficzna Marcin Drab. Więcej zdjęć  https://business.facebook.com/pg/marcindrabphotorebel/photos/?tab=album&album_id=1380132465429901.





Monika Roszczak. Uwaga talent!

Monika Roszczak ma 20 lat i wielką miłość do teatru. Jej uzdolnienia artystyczne rozwijały się początkowo w Szamotułach: tu ukończyła I stopień Państwowej Szkoły Muzycznej (gra na klarnecie i pianinie), startowała w wielu organizowanych przez SzOK konkursach recytatorskich. Jeszcze w czasach licealnych zaczęła szkolić swój warsztat teatralny i występować na scenie. Najpierw ukończyła Studium Aktorskie STA w Poznaniu, z którym zagrała ważne role w dwóch cieszących się dużą popularnością spektaklach dyplomowych, wystawianych między innymi na Trzeciej Scenie poznańskiego Teatru Nowego. Wystąpiła w tytułowej roli w spektaklu „Wspomnienia Aurelii” niemieckiego Teatru Grotest Maru, pokazywanym na międzynarodowych festiwalach w Łodzi, Brollinie i Gorlitz. Monika uczy się w Szkole Aktorskiej Haliny i Jana Machulskich w Warszawie. Jej najnowszy projekt to … Teatr Pyra w sukience. Monika przygotowuje właśnie pierwszy spektakl ‒ bajkę (graną w formie monodramu) „Słoń, który wysiedział jajko”. Premiera odbędzie się w Szamotułach w kwietniu lub maju. A potem Warszawa, Kraków, Łódź. Życzymy wielu sukcesów! 


Zdjęcie współczesne, fotografia z prób spektaklu (autorka – Jagoda Weronika Stefańczyk) oraz zdjęcie z konkursu „O laur rodu Górków” (Szamotuły 2014, zdjęcie SzOK).



Szamotuły, 01.01.2018

STYCZEŃ 2018

IMPREZY I KONCERTY

Trwające



Wystawa prac Andrzeja Kruszony – czynna od 18 stycznia do 28 lutego 2018 r.,
Sala wystaw czasowych, Muzeum – Zamek Górków.



Minione



19 stycznia (piątek), godz. 18.oo, Sala Koncertowa Muzeum – Zamek Górków

przedstawienie Halszka – Czarna Księżniczka z Szamotuł w wykonaniu Wielkoduchów ze Szkoły Podstawowej nr 3 w Szamotułach



KINO


Aktualności – styczeń 20182025-01-30T14:19:31+01:00
Go to Top