Proza – cykl: Obrazki z przeszłości, część 2.

Daromiła Wąsowska-Tomawska

 

MAGIEL I STODOŁA Z DUCHEM


Siedzę z babcią Marynią na ławce w murowanym budynku, zwanym maglem. Czekamy na swoją kolejkę. Podwórko przy ulicy Lipowej 13 w Szamotułach obwieszone jest kolejnym praniem. My będziemy tutaj swoją wypraną i wykrochmaloną pościel maglować, czyli wygładzać. W niewielkim pomieszczeniu znajduje się pokaźny, solidny stół, na którym rozłożony jest długi, około 2-3-metrowy maglownik. Jest to gęste płótno, na którym rozkłada się bardzo dokładnie nasze lekko skropione pranie. Do zwinięcia potrzebny jest specjalny wałek wyciągnięty spod magla. Jest też rzecz najważniejsza – sam magiel.


Szamotuły, ul. Lipowa 20 (kiedyś 13)


Na betonowej posadzce ustawiony jest prostokątny, drewniany postument, przymocowany śrubami do podłogi. Na nim leżą dwa drewniane wałki o średnicy około 10 cm (te, na które nawijamy bieliznę). Jeden z przodu, drugi po przeciwległej stronie. Na wałkach postawiona jest prostokątna drewniana skrzynia (około 3 metrów długości, około1 metra szerokości) wypełniona kamieniami, celem obciążenia podczas maglowania. Do skrzyni umocowana jest korba połączona z trybami. Podczas ręcznego kręcenia nią cała skrzynia przesuwa się na tych wałkach owiniętych maglownikiem – do przodu i z powrotem. W tych pozycjach skrzynia unosi się nieco, po to, by można wałek wyjąć i ponownie nawinięty włożyć. I tak kilkanaście razy: do przodu i do tyłu, aż babcia uzna, że jest już dobrze.

Wymaglowaną bieliznę zdejmuje z wałków, składa swój maglownik i wypełniony wiklinowy kosz znajduje się już w mieszkaniu. Bo to przecież parę kroków.

Nie wszystko układa w pokojowej szafonierce. Jest to wysoka ozdobna szafka z półkami i szufladami. W nich ułoży obrusy i poszwy na duże poduszki z pierzem. Wcześniej pedantyczna babcia musi je jeszcze „po magliˮ – wyprasować.

Z tym też nie ma problemu. Przyszyte do poszewek poduszek falbany, muszą wyjść eleganckie spod żelazka. Pościel świeżo powleczona, przykryta tylko dużą kapą na podwójne łóżko, jest nieskażona pomięciem przez dłuższy okres używania.

Babcia rozpala ogień w żeliwnym piecyku ‒ kurierku. Najpierw gotuje obiad. Spód garnków czyści dokładnie z sadzy i wyciera gazetą. Teraz układa je do góry dnem na wyścielonej papierem półce w szafce kuchennej. Węgiel w kurierku już rozżarzony. Można do niego wkładać żeliwne wnętrze żelazka, tzw. duszę. Gorącą, czerwoną wyciąga babcia haczykiem z żaru i wkłada do pustego żelazka, którego tył zabezpieczony jest ruchomą blachą. Teraz można prasować, tak długo, aż ono wystygnie.

Specjalne miejsce w szafonierce zajmuje półka na halki, takie od pasa do stóp. Ukrochmaloną, wyprasowaną zakłada babcia pod spódnicę, też długą. Na nią ‒ jeszcze długi wykrochmalony i wyprasowany fartuch. Na ramiona wkłada wdzianko, czyli jaczkę. Pod nią na ciele założona jest sznurówka „z kiełbasą”, na której wiszą: halka, spódnica i fartuch. Kiełbasa to przyszyty do sznurówki bawełniany wałek. Sznurówka zaś, to płócienne wdzianko, bez rękawów, zesznurowane z przodu. Przy szyi pięknie obszydełkowane. Do kościoła strój jest bardziej elegancki, uszyty z lepszych materiałów. Musi być też regionalny piękny czepek, który babcia jako jedna z niewielu osób w Szamotułach sama robi ‒ podpowiada mi moja siostra Marysia.

Jest już bardzo ciemno. Przy ulicy, wtedy Marchlewskiego, stoi wymurowana przy samym chodniku stodoła. Ulica jest nie oświetlona, pusta. Babcia wraca do domu sama. Ale czy sama? Strach ściska powoli gardło. Boi się. Im szybciej idzie, tym większy słyszy obok siebie szelest, szum. Zaczyna modlić się do ducha, który kroczy razem z nią i nie chce jej opuścić. Jest już blisko domu. Nagle zdaje sobie sprawę z tego, że ten duch był w jej szeleszczących od krochmalu: halce, fartuchu i czepku.



Eksponaty z Muzeum – Zamku Górków (ekspozycja etnograficzna w Oficynie)

Daromiła Wąsowska-Tomawska

Urodzona w Szamotułach, absolwentka miejscowegoo liceum. Po ojcu – znanym szamotulskim dentyście – odziedziczyła zawód i zamiłowanie do muzyki klasycznej.

Mieszka w Pobiedziskach koło Poznania. Prezes i współzałożycielka Salonu Artystycznego im. Jackowskich. Poetka.

http://regionszamotulski.pl/daromila-wasowska-tomawska/