Kościół w Wilczynie – historia o duchach

Historia o duchach w kościele wilczyńskim

O tomiku Ballady i romanse Adama Mickiewicza mówi się, że odkryły nową geografię literacką, traktując ją jako miejsce spotkania realności z fantastyką. Bohaterowie ballad obcują z osobliwościami, które przekraczają zdolność ludzkiego pojmowania. Jednak aby poczytać o romantycznej wizji świata, nie trzeba sięgać tylko do Mickiewicza. Okazuje się bowiem, że Ziemia Szamotulska również zna historie, które mogłyby stać się kanwą utworu romantycznego wieszcza.

Nieoceniona duszniczanka, Halina Boberowa, wyszukała w Krótkim opisie historycznym kościołów parochialnych Józefa Łukaszewicza niesamowitą historię z osiemnastego wieku. Jest ona przytoczeniem przez dziewiętnastowiecznego duchownego zapisu z księgi parafialnej z roku 1747. Rzecz dzieje się w parafii św. Jadwigi w Wilczynie (gmina Duszniki).



W dzień św. Jadwigi, w obecności licznie zgromadzonych kapłanów, sprawiłem pogrzeb, na którym ks. Jakub Czerniawski wygłosił bardzo wzniosłe kazanie. Z tej zaś racji sprawiłem ten pochówek, ponieważ śp. poprzednik mój, ksiądz Jaworski, z błaganiem do mnie chodził, po śmierci w mękach czyśćcowych przez 16 lat zostający.

A przyczyna była taka, że kazał on, jeszcze za życia, zrobić sobie sklepik, znaczy grobowiec, pod ołtarzem swego świętego patrona Stanisława. Kanony zabraniają, aby ciała zmarłych pod mensą ołtarzową chowane były. Za to się śp. ksiądz Jaworski majestatowi Boskiemu przez tak długi czas wypłacać musiał. Byłem też od niego przestrzeżony, abym dłużej z tym pochówkiem nie zwlekał.

Widując go, odosobniony nie byłem, jako że zaraz po zachodzie słońca czeladź moja takoż go widywała. Pierwsza jego wizyta u mnie była podczas niebytności księdza Stefana Koziałkiewicza, mojego wikarego, który ze mną w jednej sypiał rezydencji. Kiedy nieboszczyk zapukał w okno mniemałem, że dano znać do chorego. Wstawszy więc pytałem, ktoby był. Natenczas temi odpowiedział mi słowy:

– Ja ksiądz Stanisław, tu zmarły. Ratuj duszę moję!

Z przestrachem wielkim ledwiem po zmówionych psalmach „Miserere” i „De profundis” do łóżka trafił. Podobnież i drugiej było nocy. Trzeciej zaś nocy przyszedł do rezydencji, gdziem spał w alkierzu. Obudziwszy mnie, swoją prośbę ponowił. Natenczas leżąc na boku prawym, wpół twarzy, spocony bardzo, tem usłyszał słowa:

– Będziesz miał ode mnie znak na pół twarzy!



Co się zawsze praktykuje, ile możności, różnych zażywałem sposobów, aby Pan Bóg jak najszybciej z mąk czyśćcowych duszę tę wybawił. Chodziliśmy z sobą już to do kościoła, już to do dzwonnicy, już to do babińca modlitwy sposobne odprawować, ale długo, bo przez lat dwa pożądanego z woli Bożej skutku nie otrzymał. Dopiero gdym zgodę Jegomości księdza Pawłowskiego, oficjała poznańskiego dostał, sklepik pod ołtarzem z umarłych szczątków uwolniłem. Wyjęte stamtąd spróchniałe kości, w obecności licznych duchownych, na cmentarzu godnie pochowane zostały, na co może zupełnie dobrze świadczyć Imć ks. kanonik Marszewski. Lokaj księdza kanonika, imieniem Marcin, którego nieboszczyk w stajni obudził, i który dzwonienie w nocy z zakrystii słyszał, zaraz księdzu relacyją zdał. Także i organista Bartłomiej Pędziński wiele razy zmarłego koło stodół chodzącego widywał. Gdy ceremonie pogrzebowe zakończone zostały i pragnienie mojego poprzednika swój otrzymało skutek, w dwie niedziele nieboszczyk, o zwyczajnej godzinie jedenastej, z podziękowaniem przyszedł. Domyśliwszy się, uprzedziłem mowę zmarłego, dziękując Bogu, że niegodnych moich modlitw wysłuchał i karania duszy śp. ks. Stanisława poniechał. Natenczas w rezydencji mojej ojciec Adam Maczkowski, kwestarz kustodii poznańskiej, przebywał. Abym więc miał doskonałego świadka, posłałem nieboszczyka do izby obok, aby spoczywającego tam kwestarza obudził. Co ten uczynił, koc na ziemię ze śpiącego zrzuciwszy. Zakonnik z pierwszego snu dobrze przebudzić się nie mógł. Powrócił zmarły do mnie mówiąc:

– Jużem gościa obudził.

Ale rozkazałem mu pójść drugi raz, jako że kwestarz na mnie nie zawołał.



Tak więc nieboszczyk poszedł tam znowu i lekko wziąwszy śpiącego za nogi, z łóżka na ziemię zrzucił. Mocno przestraszony zakonnik na mnie wołać począł. Jam go blisko kwadrans w tem wołaniu zostawił, aby się nieboszczykowi dobrze przypatrzył, ktoby był.

A zmarły, jak go widywał i ja i inni ludzie, z plasterkiem czarnym na prawej stronie nosa, tak i teraz się prezentował, po którym to znaku poznaliśmy go. Zatem wstawszy Bogu dzięki czyniliśmy, że księdza Stanisława do światłości wiekuistej przyjął.

Po skończonych modlitwach, przy których był przytomny, mówił do mnie zmarły te słowa:

– Za świadczone łaski, któreś dla mnie czynił, koszta poniósł, wiedz o tem z dyspozycji Boskiej, że żyć będziesz trzy razy dziewięć.

Większy to żal i boleść we mnie sprawiło, jako że nie wiedziałem, czy minuty, czy godziny, czy miesiące końcem mojego życia być mają.

Co wszystko przeszło, tylko lata zostały. Gdzie, której godziny, jakim sposobem Bóg kres mojego życia do swej dyspozycji zostawił ‒ tego nie wiem. Zatem przestrzeżony jestem być gotowy w dwadzieścia siedem lat na śmierć, chyba że jeszcze dłuższego życia Bóg mi dozwoli, któremu niech będzie chwała i cześć przez wszystkie wieki.

Kto by zaś przez ciekawość przy niedowiarstwie historię tę czytał, proszę zmówić za dusze w mękach czyśćcowych zostające, pięć razy „Ojcze nasz”, pięć razy „Zdrowaś Maryjo”, jedno „Wierzę w Boga”, pięć razy „Wieczny odpoczynek”, bo ja taki w życiu mojem miałem zwyczaj.

Pogrzeb zaś ten, przez dwa dni trwający, kosztował mnie  tynfów, oprócz czerwonych złotych 40 z moich wysług przy dworze otrzymanych, a po różnych miejscach na zakony za duszę śp. księdza Stanisława rozdanych. Ponadto, z porcji dla mnie po ojcu moim pozostałych, pieniędzy, czerwonych  złotych 69.



W tym miejscu kończy się relacja o wilczyńskim duchownym i jego kontaktach z nieboszczykiem. Przedstawiona historia jest przytoczeniem, jakiego dokonał dziewiętnastowieczny pisarz, Józef Łukaszewicz. On także jest bohaterem opowieści. Kończąc swoją relację, pozwolił sobie na komentarz:

Zagadką dziś jest, czy kapłan opisujący ukazywanie się księdza Jaworskiego cierpiał cząstkowe pomięszanie zmysłów, czy też niegodny jaki człowiek nadużył jego dobrodusznej łatwowierności.

XIX-wieczny badacz historii Wielkopolski w komentarzu dystansuje się do zajścia, jakie miało mieć miejsce w 1747 roku, tłumacząc je albo chorobą proboszcza, albo żartem ze strony wiernych. Nie można jednak przemilczeć faktu, iż to właśnie jemu zawdzięczamy znajomość historii dzisiaj. Mógł ją przemilczeć, nie upowszechniając jej. Postąpił jednak inaczej. Dlaczego? Być może chciał zaznaczyć swoje stanowisko w sporze między racjonalistycznymi klasykami a romantykami? Jak widać wilczyński romantyzm również rozgrywał się pomiędzy zwolennikami „czucia i wiary” oraz zwolennikami „szkiełka i oka”.

Marcin Malczewski

Szamotuły, 25.02.2018








Zdjęcia Andrzej Bednarski

Kościół św. Jadwigi w Wilczynie został zbudowany w 1. połowie XVI w. w stylu późnogotyckim. W końcu XIX w. kościół rozbudowano: dobudowano nawę poprzeczną (transept) i prezbiterium w stylu neogotyckim.

Marcin Malczewski

Poznaniak od urodzenia, który przez całe życie marzył o mieszkaniu na wsi. Obecnie szczęśliwy mieszkaniec powiatu szamotulskiego, realizujący w Dusznikach „wiejskie” zainteresowania.

Dr nauk humanistycznych, bloger ( http://prowincjanoc.pl/), członek zarządu Towarzystwa Miłośników Ziemi Dusznickiej.

Kościół w Wilczynie – historia o duchach2025-09-13T23:30:40+02:00

Mańkowscy i Potworowscy w Rudkach

Wielkich ludzi do pałacu w niewielkich Rudkach przywiodły kobiety

Jeszcze 70 lat temu w Rudkach koło Ostroroga stał piękny pałac. Została po nim oficyna oraz brama wjazdowa z lwami oraz wspomnienia o ludziach, którzy tu żyli i pracowali. Wśród nich był generał z czasów napoleońskich Emilian Węgierski oraz malarz artysta Tadeusz Piotr Potworowski.

Obaj panowie trafili do Rudek jako mężowie swoich żon. W Rudkach spotykali się też okoliczni ziemianie. W dwudziestoleciu międzywojennym, kiedy mieszkali tu Bogusława i Teodor Mańkowscy, zjeżdżali do Rudek Kwileccy z Oporowa i Dobrojewa, Madalińscy z Kluczewa.  To ze zbiorów rodzinnych Madalińskich z Kluczewa (z albumów Izabeli Madalińskiej – córki) pochodzą zdjęcia wzbogacające ten tekst. Zdjęcia ze zbiorów rodziny Potworowskich udostępnił syn artysty.


Widok na pałac w Rudkach w roku 1911. Zdjęcie ze zbiorów Archiwum Państwowego w Poznaniu.

O ciekawej historii Rudek opowiada Michał Dachtera – twórca i administrator profilu Ostroróg na kartach historii na portalu społecznościowym. To Michał zainteresował się historią niewielkiej wsi, położonej bardzo blisko Ostroroga. To on dotarł do członków rodziny Madalińskich i Potworowskich. „Pamiętam Rudki z lat 90., jeździliśmy tam często do cioci i wuja. Pamiętam beczki z literami RSP, staw, sklep GS, chrzan rosnący w rowach, boisko w parku, starą figurę Matki Boskiej i oczywiście lwy w bramieˮ – opowiada regionalista z Ostroroga. Jako dziecko nie zastanawiał się, dlaczego brama z lwami wiedzie donikąd. Mógł też nie wiedzieć, że pałac został rozebrany.

Ja spotkałam w Ostrorogu osoby, które pamiętają Mańkowskich z Rudek. Jedna z nich, pracująca w czasie okupacji w gospodarstwie rudeckim u Niemca, opowiedziała mi, że „Pani Mańkowska,  we wrześniu 1939 roku miała uciekać bryczką w kierunku Warszawy. Dojechała do Bzury. Podczas przejazdu bomba uderzyła w most. Połowa bryczki z hrabiną, zatonęła, kiedy most się zawalił. Druga połowa z końmi i stangretem się uratowała. Stangret wrócił do Rudek i o nieszczęściu opowiadał”.


Pałac w Rudkach z galerią i oficyną w latach 30. XX w., kiedy mieszkali tu Potworowscy. Ozdobny portyk pałacu. Zdjęcia z archiwum rodzinnego Potworowskich

Tadeusz Piotr Potworowski (1898-1962)

Wnętrze pałacu w Rudkach – pracownia Piotra Potworowskiego. Na zdjęciu żona Magdalena z synem Janem. Około 1930 r.

Portret żony namalowany w Rudkach w roku 1930. Obecnie w Muzeum Narodowym w Warszawie

Obraz Rudki, namalowany przez Piotra Potworowskiego, około 1930 r. Źródło: Andrzej Emeryk Mańkowski, Kronika rodziny Mańkowskich, Szczawnica 2017.

Obraz zatytułowany Zielony pejzaż z bramą, namalowany w Rudkach w 1933 r. przez Piotra Potworowskiego

Tymczasem wracamy do nieistniejącego już pałacu, który został zbudowany około roku 1800, kiedy to majątek będący w posiadaniu rodziny Mańkowskich, przeszedł w ręce majora wojsk konnych Teodora Cieleckiego. Michał Dachtera wskazuje, że zespół pałacowy „w typie Rogalina” został zbudowany, według projektu wybitnego architekta – Hilarego Szpilowskiego. Składał się z piętrowego pałacu w stylu klasycystycznym, połączonego palladiańskimi ćwierćkolistymi galeriami z oficynami. Od frontu pałac zdobił portyk z czterema kolumnami.

Ale to można obejrzeć już tylko na zdjęciach. Po ziemianach wielkopolskich pozostał w Rudkach 7-hektarowy park dworski z pomnikowymi jesionami, lipami, grabami, klonami o obwodach od 250 do 300 cm. Zachowała się też oficyna, XIX-wieczny magazyn i niezwykłej urody brama wjazdowa. Dwie doryckie kolumny z attykami mają około 5 metrów wysokości. W zwieńczeniu każdej siedzi lew.

Patrząc na zdjęcia, które Michałowi Dachterze udostępnił krewny Madalińskich z Kluczewa oraz syn Piotra Potworowskiego, można sobie wyobrazić czasy, kiedy w tym pałacu żyli i pracowali właściciele majątku Rudki.


Brama wjazdowa do zespołu pałacowo-parkowego w Rudkach w latach 1930-1935. Na dole siedzi Hanna Rudzka-Cybisowa, na lwie Mańkowski? – zdjęcie ze zbiorów rodziny Potworowskich


Po śmierci wspomnianego już Teodora Cieleckiego majątek odziedziczyła jego bratanica Teodora Cielecka i jej mąż gen. Emilian Węgierski, jeden z dowódców powstania listopadowego (1830- 1831), który w bitwie pod Grochowem odznaczył się nadzwyczajnym męstwem (por. tekst http://regionszamotulski.pl/gen-emilian-wegierski/ ).

Od Michała Dachtery wiem, że w połowie XIX wieku Rudki wróciły do rodziny Mańkowskich, a dokładnie do Teodora i Bogusławy Bogumiły z Dąbrowskich – córki Jana Henryka Dąbrowskiego – twórcy legionów. Ich córka Maria Nepomucena Mańkowska wyszła za mąż w 1857 roku za Mieczysława hr. Kwileckiego, syna Hektora i Marii Izabeli z d. Tauffkirchen – damy dworu bawarskiego. Młoda para zamieszkała w Oporowie koło Ostroroga, gdzie rozbudowali pałac wg projektu Zygmunta Gogolewskiego, tego samego, który zaprojektował Teatr Wielki we Lwowie. W tym pałacu w Oporowie gościł m.in. premier Ignacy Jan Paderewski (por. artykuły http://regionszamotulski.pl/mieczyslaw-kwilecki-z-oporowa/, http://regionszamotulski.pl/palac-w-oporowie/).

Druga córka Mańkowskich, Barbara, poślubiła Stefana Kwileckiego – dziedzica Dobrojewa, który był kuzynem Mieczysława z Oporowa (o Kwileckich z Dobrojewa można przeczytać w artykułach: http://regionszamotulski.pl/palac-w-dobrojewie/, http://regionszamotulski.pl/barbara-kwilecka-dzialaczka-narodowa-i-spoleczna/). Majątek w Rudkach odziedziczył najstarszy syn Teodora i Bogusławy Mańkowskich, Napoleon Ksawery, który ożenił się z Marią Antoniną Chłapowską herbu Dryja z Chłapowa. Ich syn, także Teodor, pozostał w rodzinnych Rudkach. W 1899 r. ożenił się z Anną hr. Kokoszka-Michałowską z Michałowa herbu Jasieńczyk. Z tego małżeństwa przyszło na świat sześcioro dzieci.


Rudki –  Stefan Potworowski (brat), Tadeusz Piotr Potworowski z synem Janem i żoną Magdalena z Mańkowskich

Trzecia z kolei córka Teodorostwa Mańkowskich, Magdalena (1904-2000), w kwietniu 1929 roku poślubiła artystę malarza Tadeusza Piotra Potworowskiego. Do spotkania doszło w Paryżu w 1928 roku, dokąd panna Mańkowska przyjechała z Rudek studiować antropologię. Młodzi mieli się poznać u pośredniczki sprzedaży obrazów – Claire Chancerelles.

W 1929 roku obrazy Tadeusza Piotra Potworowskiego były eksponowane na wystawie w Paryżu a potem w Genewie. W kwietniu 1930 roku młoda para zjechała do Polski. W grudniu 1931 r. młodzi artyści, w tym Piotr Potworowski, mieli pierwszą wystawę w Polsce – w Hotelu Polonia w Warszawie. W Warszawie urodził się Potworowskim syn – Jan, po czym młodzi małżonkowie sprowadzili się do Rudek.


W pałacu w Rudkach około roku 1930. Stoi Jan Cybis, Piotr Potworowski siedzi. Od lewej siedzą żona Potworowskiego Magdalena z Mańkowskich, obok Hanna Rudzka-Cybisowa.

Od lewej: Magdalena Potworowska oraz malarze: Hanna Rudzka-Cybisowa, Jan Cybis, Dorota Seydenmann. Zdjęcie ze zbiorów Andrzeja Emeryka Mańkowskiego


Pałac Mańkowskich tętnił życiem. Zjeżdżali tu nie tylko okoliczni ziemianie, ale też artyści ‒ znajomi Piotra z czasów paryskich: Hanna Rudzka-Cybisowa, Jan Cybis, Tytus Czyżewski, Wacław Taranczewski i Janusz Strzałecki, który wkrótce ożenił się z Jadwigą Mańkowską – siostrą Magdaleny.

Artyści lubili przebywać w Rudkach. Pałac był duży, warunki do pracy znakomite, mimo iż młodzi Potworowscy do swojej dyspozycji dostali tylko trzy pokoje. Wszak rodzina Mańkowskich była liczna, a rodzeństwo Magdaleny jeszcze mieszkało w domu rodzinnym.

W Rudkach Piotr Potworowski namalował kilka ważnych obrazów: Portret żony (1830 r.),  Motyl i kwiat (1931 r.) oraz w 1932 roku: Martwą naturę, Park (w Rudkach), Przed lustrem i Trzy kobiety we wnętrzu ‒ obraz, za który otrzymał nagrodę.


Przyjazd gości do pałacu w Rudkach. Zdjęcie z archiwum rodzinnego Potworowskich

Wróćmy raz jeszcze do kontaktów ziemian, których majątki leżały w okolicach Ostroroga. Gościli Mańkowscy i Potworowscy u Madalińskich w Kluczewie (por. tekst  http://regionszamotulski.pl/madalinscy-z-kluczewa/). Bywali Madalińscy w Rudkach. Grano w tenisa, polowano.

Magdalena i Piotr Potworowscy mieszkali w Rudkach do 1935 roku. Wtedy nastąpił podział dóbr Mańkowskich i im przypadł w udziale Grębanin koło Kępna. Przez cały czas pobytu w Rudkach artysta malował, wystawiał swoje prace nie tylko w Poznaniu, ale też w Krakowie i Warszawie.

Starsze pokolenie mieszkańców Rudek, a wszyscy o ni byli związani z majątkiem, jeszcze pamięta Mańkowskich oraz ich pałac. Pani Aniela mówi, że przed pałacem był piękny klomb z różami, wokół którego chodziły pawie.

Mało kto dzisiaj wie, że w niewielkich Rudkach żył i pracował znany polski malarz, scenograf, pedagog Piotr Potworowski. Naszym celem, czyli Michała Dachtery i moim, jest szukanie w dziejach Ostroroga i okolic tego, co pozytywne, wartościowe, godne wydobycia z mroków niepamięci oraz umieszczenia w pełnym świetle jupiterów.

Irena Kuczyńska

współpraca Michał Dachtera

Portret Marii Potworowskiej pióra Tytusa Czyżewskiego, 1935 r., Muzeum Narodowe w Krakowie

Kobieta w fotelu [Magdalena Potworowska], szkic Tytusa Czyżewskiego, ok. 1935, Muzeum Narodowe w Warszawie

Staw w parku w Rudkach, ok. 1930-35. Na stawie okręcik zbudowany przez Piotra Potworowskiego

Zdjęcie zrobione w Kluczewie w roku 1934 u Madalińskich,  dokąd przyjechali Potworowscy z Rudek i Kwileccy z Oporowa.

W Kluczewie – Izabela Madalińska z dziećmi, w krawacie Piotr Potworowski. Zdjęcie z albumu rodziny Madalińskich

Piotr Potworowski, Wanda Madalińska, Adam Szczawiński i Józef Madaliński  w Kluczewie, rok 1934

Wanda Madalińska i Piotr Potworowski po partii tenisa

Lata 60. XX w.

Zdjęcie – Andrzej Bednarski, 2008 r.


Zdjęcia – Michał Dachtera, grudzień 2017 r.

Tadeusz Piotr Potworowski

Życiorys

Urodził się 14 czerwca 1898 r. w Warszawie w rodzinie inżyniera i dyrektora fabryki motorów Diesla, Gustawa Seweryna Potworowskiego herbu Dębno (1863-1935) i Jadwigi z domu Wyganowskiej (ur. 1873), która zginęła tragicznie w Zakopanem w 1913 r.. Po śmierci matki ojciec wysłał Piotra i jego dwóch młodszych braci do rodziny na Kresy. Po ukończeniu gimnazjum Piotr wstąpił do pułku ułanów i wziął udział w bitwie pod Krechowcami. Po zakończeniu wojny rozpoczął studia architektury na Politechnice Warszawskiej, ale niebawem został ponownie zmobilizowany. W kampanii bolszewickiej został ranny pod Zamościem.   Zdemobilizowany zapisał się do szkoły Konrada Krzyżanowskiego, a po roku przeniósł się do krakowskiej ASP. Studiując malarstwo w pracowni Józefa Pankiewicza, związał się z „Komitetem Paryskim”. W 1924 r. razem z innymi członkami „Komitetu” wyjechał do Paryża. Jego kontakty z kapistami wkrótce uległy oziębieniu. Potworowski wynajął osobną pracownię na Montparnasse, zapisał się do pracowni Fernanda Legera. Bliskie kontakty utrzymywał z Tadeuszem Makowskim i Tytusem Czyżewskim. Na organizowany przez kapistów słynny „Super Jazz Bal du Montparnasse” przygotował dekorację odtwarzającą dno morza. W 1928 r.  poznał w Paryżu Magdalenę Mańkowską, studentkę antropologii. Wkrótce wzięli ślub, a w 1930 r. wrócili do Polski, gdzie urodził się ich syn Jan. Zamieszkali w majątku żony w Rudkach pod Szamotułami. Pałac w Rudkach często gościł artystów, przyjaciół gospodarzy. Janusz Strzałecki, Hanna Rudzka-Cybisowa, Jan Cybis, Tytus Czyżewski, Wacław Taranczewski przebywali tutaj często miesiącami.

W 1931 r. odbyła się pierwsza wystawa Kapistów w Warszawie w Klubie Artystów w hotelu Polonia oraz wystawa pod nazwą Nowa Generacja w Instytucie Propagandy Sztuki, gdzie Potworowski otrzymał nagrodę za obraz Trzy kobiety we wnętrzu. W 1932 w Poznaniu w Salonie Makowskiego zorganizowano indywidualną wystawę artysty. Po podziale majątku Rudki, w roku 1935, Potworowscy przenieśli się do majątku Grębanin należącego do Mańkowskich. W 1937 r. artysta otrzymał srebrny medal na Międzynarodowej Wystawie Sztuki i Techniki w Paryżu oraz nagrodę ministra spraw zagranicznych. Pierwszą dużą, indywidualną wystawę miał Potworowski w 1938 r. w Instytucie Propagandy Sztuki w Warszawie, a następnie we Lwowie. Po udziale w kampanii wrześniowej, ukrywał się w wiosce nad Bugiem, a następnie przedostał się przez Kowno do Szwecji. Zamieszkał w Taxinge Näsby pod Sztokholmem. Pracował tutaj fizycznie, ale również malował i rzeźbił, a nawet wystawiał swoje prace.

W sierpniu 1941 r. udało mu się sprowadzić do siebie żonę i dwójkę dzieci. Po dwóch latach Potworowscy przedostali się na Wyspy Brytyjskie. W Londynie był przez pewien czas prezesem Stowarzyszenia Polskich Artystów, publikował również w miesięczniku „Nowa Polska”. W 1946 r. odbyła się pierwsza duża wystawa w Redfern Gallery w Londynie. Od 1948 r. regularnie wystawiał w Gimpel Fils Gallery. W 1949 r. został profesorem Bath Academy of Art w Corsham. Został również członkiem postępowej London Group i prestiżowej Royal West of England Academy.

W latach pięćdziesiątych artysta dużo podróżował. Odwiedził Hiszpanię, Włochy, Francję. Ślady tych podróży można odnaleźć w jego obrazach. W 1958 r. przyjechał do Polski. Pierwszą wystawę miał w poznańskim Muzeum Narodowym. Następne wystawy odbyły się w Krakowie, Sopocie, Warszawie, Wrocławiu i Szczecinie. Bardzo dobre przyjęcie jego twórczości przyczyniło się do podjęcia decyzji o pozostaniu w kraju. Artysta objął pracownie malarstwa w PWSSP w Poznaniu i Gdańsku. Na XXX Biennale Sztuki Współczesnej w Wenecji dostał nagrodę. W styczniu 1962 r. odbyła się w Muzeum Narodowym w Poznaniu wystawa indywidualna prac Potworowskiego powstałych po powrocie do kraju. W marcu miał wystawę w Galerie Lacloche w Paryżu. Zmarł 24 kwietnia 1962 r. w Warszawie, spoczywa na Cmentarzu Powązkowskim w Alei Zasłużonych.

Twórczość

Z wszystkich członków Komitetu Paryskiego najwcześniej porzucił postimpresjonizm dla własnych poszukiwań. W swoich obrazach wprowadzał elementy geometrii, malarstwa materii, a nawet informelu. Obrazy Potworowskiego, wyróżniające się kompozycją, były zawsze budowane w oparciu o harmonie barw. Często eksperymentował, by uzyskać najsubtelniejsze rozwiązania kolorystyczne. Stosował również technikę collage i wzbogacał obrazy o elementy fakturowe.

Przed lustrem, 1932, 97×63 cm, Muzeum Narodowe w Poznaniu

Duet, 1949, Muzeum Górnośląskie w Bytomiu

Podwórze wiejskie – farma, 1947, 62×92 cm, Muzeum Sztuki w Łodzi

Wnętrze lasu, Kornwalia, 1952, 99×1

Siena, 1955, 60×45 cm, Muzeum Narodowe we Wrocławiu

Zdarzenie, Kornwalia, 1956, 110×80 cm, Muzeum Narodowe w Poznaniu

Schody, 1956, 102×11,5 cm, Muzeum Narodowe w Poznaniu

Owalny pejzaż z Kornwalii, 1957, 132×60 cm, Muzeum Narodowe w Krakowie

Zachód słońca w Toskanii, 1957, 66×111 cm, Muzeum Narodowe w Poznaniu

Krajobraz z Łagowa, 1958,76,5×154 cm, Muzeum Narodowe w Poznaniu

Zachód słońca w Kazimierzu, 1958/1959 76×89 cm, collage, Muzeum Narodowe w Warszawie

Wisła w Kazimierzu, 1959,163×76 cm, olej, collage,dykta, Muzeum Narodowe w Warszawie

Fragment Jeziora Łagowskiego, 1959/1960, 66,5×113,5 cm, olej, płótno, dykta, Muzeum Narodowe w Warszawie

Brzeg Wisły, 1960, 50×94 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

Port w Rewie, 1960, 135×200 cm, Muzeum Narodowe w Poznaniu

Akt na piaskowym tle, 1961/1961, 179×200 cm, Muzeum Narodowe w Poznaniu

Źródło: Wikipedia



Szamotuły, 05.01.2018

Irena Kuczyńska z domu Leśna

Urodzona w Ostrorogu, absolwentka szamotulskiego liceum (1967).

Emerytowana nauczycielka języka rosyjskiego w pleszewskim liceum, dziennikarka, blogerka (http://irenakuczynska.pl/).

Mańkowscy i Potworowscy w Rudkach2025-09-11T21:50:07+02:00

Generał Emilian Węgierski

Pomnik z Ostroroga zniknął w niejasnych okolicznościach

Generał Emilian Węgierski

Mało kto zapewne wie, że z Ziemią Szamotulską: Ostrorogiem, Rudkami i Otorowem jest związany generał brygady powstania listopadowego, gubernator wojskowy Warszawy, uczestnik kampanii moskiewskiej pod dowództwem Napoleona Bonaparte ‒ Emilian Tadeusz Węgierski herbu Wieniawa.

Obelisk generała jeszcze w latach 30. XX wieku stał przy kościele parafialnym w Ostrorogu.  Kiedy zniknął i dlaczego? Tego, niestety, nie wie nikt.




Nieduży pomnik znajdujemy na przedwojennych pocztówkach. I to na niejednej. W 1913 roku jego zdjęcie opublikował „Przewodnik Katolickiˮ. Stał na cmentarzu przy kościele w Ostrorogu. Obok był grób żony Teodory z Cieleckich Węgierskiej, która zmarła 19 września 1870 roku.

Pomnik generała wypatrzył na pocztówkach Michał Dachtera ‒ pasjonat historii, administrator profilu Ostroróg na kartach historii na portalu społecznościowym. To on dotarł do pierwszych informacji o generale i zainspirował mnie do napisania wspomnienia o wybitnym człowieku związanym z Ostrorogiem.

Informację o generale i o obelisku, wraz ze zdjęciem, znajdujemy nie tylko na pocztówkach, ale też w okolicznościowym wydawnictwie: Pamiętniku Koła Śpiewackiego św. Cecyliji w Ostrorogu z okazji uroczystości 25-letniego istnienia 1911 – 1936, a także w „Gazecie Szamotulskiejˮ z dnia 23 VII 1932 roku. Wacław M. pisze: „Na cmentarzu przy kościele w Ostrorogu stoi piękny pomnik, na którego szczycie umieszczono żelazny hełm rycerski ‒ kopję hełmów używanych przez wojsko polskie. Obok grób chroniący doczesne szczątki Teodory z Cieleckich ‒ jenerałowej Węgierskiej, która zmarła 19 IX 1970 rokuˮ.

Obelisk znajdował się w południowo-zachodniej części cmentarza, zwieńczony był żelaznym hełmem, a na cokole znajdował się napis następującej treści: „Emilianowi Węgierskiemu generałowi Wojsk Polskich – żył lat 54, umarł dnia 15 maja 1840 roku – żołnierz żołnierzowi – obywatele obywatelowi ten pomnik założyliˮ.


Emilian Węgierski (1788-1841), grafika, autor Fabian Sarnecki, 1820. Źródło: Polona


Emilian Węgierski urodził się w Poznaniu około roku 1787. Był synem podpułkownika Waleriana Węgierskiego herbu Wieniawa oraz Zofii z Sypniewskich. Szkoły kończył w Poznaniu. Służbę wojskową rozpoczął w roku 1806, kiedy do Wielkopolski wkroczyli Francuzi i zaczęli tworzyć polskie wojsko. Odznaczył się i w 1809 roku uzyskał awanse od podporucznika do kapitana w 11. pułku piechoty.

W kampanii austriackiej 1809 roku dowodził batalionem w 15. pułku piechoty. W tymże środowisku walczył w kampanii moskiewskiej 1812 roku aż do zdobycia Smoleńska, a jako podpułkownik 21. pułku piechoty litewskiej w 1813 roku bronił twierdzy Modlin. Po upadku twierdzy dostał się do niewoli rosyjskiej. Po dwóch latach został zwolniony. Ze względu na zły stan zdrowia podał się do dymisji. Zachował się akt dymisji zatwierdzony „Rozkazem Najjaśniejszego Aleksandra I Cesarza Wszech Rosji i Króla Polskiˮ, w którym  można też przeczytać, że Emilian Węgierski posiada Krzyż Kawalerski Orderu Wojskowego Polskiego.

W tym samym roku, 15 maja 1815 roku, w kościele parafialnym w Otorowie (pow. szamotulski) Emilian Węgierski poślubił Teodorę Józefę Cielecką z Cielczy herbu Zaremba.

W Rudkach, które po bezpotomnej śmierci Jana Mańkowskiego przeszły na własność Cieleckich, zbudowano w 1800 r. pałac dla Teodora Cieleckiego (więcej w artykule http://regionszamotulski.pl/palac-w-rudkach/). Teodor nie miał dzieci, tym samym po jego śmierci Rudki przypadły jego bratanicy – córce Macieja Cieleckiego, Teodorze Węgierskiej.


Pałac w Rudkach, 1911. Źródło: Polona


Pałac projektował znany warszawski architekt Hilary Szpilowski ‒ zatrudniony przy Zamku Królewskim w Warszawie, kolumnie Zygmunta III Wazy, twórca wielu zespołów dworskich w całej Polsce. Kolejne lata mijały Węgierskiemu na zarządzaniu majątkiem. Rodziły się dzieci, małżonkowie mieli ich ośmioro.

Na wieść o wybuchu powstania w Królestwie Polskim, Emilian Węgierski opuszcza wielkopolską wieś i w 1830 roku przeprawia się przez kordon (na Prośnie od 1816 roku była granica prusko-rosyjska) do stolicy.

Początkowo jest oficerem sztabu 4. Dywizji Piechoty. Od marca 1831 ‒ dowódcą 8. pułku piechoty, a od maja dowódcą brygady w 3 Dywizji Piechoty. „Prowadzi ją z nadzwyczajnym męstwem przeciw nieprzyjaciołom w bitwie pod Grochowemˮ ‒ czytamy w Historii powstania narodu polskiego 1830-1831.

W czerwcu 1831 roku pułkownik Węgierski otrzymuje awans na generała brygady. W sierpniu 1831 roku pełni obowiązki gubernatora wojskowego Warszawy. Po kapitulacji stolicy krótko pełni obowiązki ministra wojny. Sprzeciwia się złożeniu broni przez armię powstańczą i optuje za kontynuacją walki. Po upadku powstania nie może wrócić do Rudek. Udaje się na emigrację. Po jakimś czasie wraca do żony i dzieci. Nie mamy za dużo wiadomości o życiu generała w tych ostatnich latach życia.

Z krótkich wzmianek w książce Andrzeja Kwileckiego Wielkopolskie rody ziemiańskie wynika, że Węgierscy spotykali się z Kwileckimi z Oporowa i Dobrojewa, Kurnatowskimi z Chalina (pow. międzychodzki). „W 1838 roku generałowa Węgierska wyprawiła w Rudkach swoje imieninyˮ ‒ pisze Andrzej Kwilecki.

Gen. Emilian Węgierski umiera w Rudkach 15 maja w 1840 roku. W „Tygodniku Literackim literaturze, sztukom pięknym i krytyce poświęconymˮ z dnia 31 maja 1841 roku zamieszczona jest relacja z pogrzebu, poprzedzona obszerną biografią zmarłego. Autor podkreśla, że po upadku powstania generał „tylko w postępie zbawienie dla ojczyzny widział.ˮ

Na jego pogrzebie w kościele w Ostrorogu „płakały wszystkie stany (…), a dziesięciu towarzyszów oręża i przyjaciół złożyli zwłoki u drzwi katakomby na cmentarzu, a myśl zewsząd się objawiała, że pomnikiem trzeba uczcić tego, który tyle razy dla sprawy ogółu ukochaną rodzinę, majątek i życie na igraszkę losu wystawiał.ˮ

Gen. Emilian Węgierski nie ma już w Ostrorogu pomnika, ale na pewno zasługuje na pamięć. Może warto go uhonorować tablicą pamiątkową?

Irena Kuczyńska

współpraca Michał Dachtera

Szamotuły, 23.11.2017

Zdjęcie pomnika z roku 1936 r.

Kościół od ul. Kapłańskiej z widocznym pomnikiem

Pocztówka z ok. 1910 r.

Akt dymisji generała z 1815 roku

Pałac w Rudkach na obrazie Piotra Potworowskiego,  około 1930 r. Źródło: Andrzej Emeryk Mańkowski, Kronika rodziny Mańkowskich, Szczawnica 2017.


Miejsce, gdzie znajdował się pomnik, wygląd współczesny

„Gazeta Szamotulskaˮ z dnia 23 VII 1932 roku

Irena Kuczyńska z domu Leśna

Urodzona w Ostrorogu, absolwentka szamotulskiego liceum (1967).

Emerytowana nauczycielka języka rosyjskiego w pleszewskim liceum, dziennikarka, blogerka (http://irenakuczynska.pl/).

Generał Emilian Węgierski2025-09-12T22:14:58+02:00

Szamotulscy

Dobrogost Świdwa Szamotulski (zm. 1464/65) – obraz Jarosława Kałużyńskiego

Andrzej Szamotulski (zm. 1511) – obraz Jarosława Kałużyńskiego

Szamotulscy. Dzięki miastu przeszli do historii jako Szamotulscy, ale Szamotuły zawdzięczają im, że w ogóle powstały

„Jest rzeczą zdumiewającą, w jak niewielkim stopniu postacie Szamotulskich przetrwały w pamięci miasta ‒ prawie nikogo z nich na przykład nie upamiętniono w nazwach ulic, placów, a chyba i instytucji miejskich, jak szkoły czy biblioteki. Wszystkich ich w tradycji i legendzie zdominowała marginalna postać Halszki Ostrogskiej, żony zmarłego w 1573 roku Łukasza Górki”.

Słowom prof. Antoniego Gąsiorowskiego ‒ wybitnego historyka, znawcy średniowiecza ‒ nie sposób odmówić racji. Mniej więcej trzydzieści lat temu imieniem Dobrogosta Szamotulskiego nazwano jedną z ulic, a w 2006 roku hali widowiskowo-sportowej przy Zespole Szkół nr 2 im. Hugona Kołłątaja nadano nazwę herbu Nałęcz, nadal jednak nie można mówić o adekwatnym w stosunku do zasług dla miasta uczczeniu tego niezwykle ważnego wielkopolskiego rodu.

Pierwsza wzmianka potwierdzająca istnienie Szamotuł związana jest z postacią Wincentego (herbu Nałęcz), który w dokumencie z 1231 roku wspomniany został jako Wincencius de Samotul (por. tekst Pochodzenie nazwy Szamotuły http://regionszamotulski.pl/pochodzenie-nazwy-szamotuly/). Świadectwa pisane z tamtych czasów, choć jest ich niewiele, wyraźnie wskazują, że już od początku XIII wieku przedstawiciele tej gałęzi rodu odgrywali niezwykle ważną rolę u boku książąt wielkopolskich w czasach rozbicia dzielnicowego Polski, później wspierali królów Przemysła II, Władysława Łokietka i Kazimierza Wielkiego. Oprócz wspomnianego Wincentego Nałęczami „z Szamotuł” byli kolejno: Tomisław (kasztelan i wojewoda poznański, bratanek Wincentego), Dobrogost Mały (kasztelan gnieźnieński, syn Tomisława) oraz znów (imiona w rodzinie Nałęczów się powtarzają): Wincenty (wojewoda poznański, starosta Wielkopolski, bratanek Dobrogosta Małego), Dobrogost (kasztelan czarnkowski, brat Wincentego) i Tomisław (kasztelan poznański, brat Wincentego i Dobrogosta) (por. tekst Herb Nałęcz http://regionszamotulski.pl/dzieje-ziemi-szamotulskiej/page/3/).

„Prawdziwym ojcem miasta” prof. Tomasz Jurek nazywa pierwszego wymienionego Tomisława, który dokonał pierwszej lokacji Szamotuł, najprawdopodobniej w okresie 1284-1296. Miasto wytyczone zostało w pobliżu wcześniejszej osady o charakterze wiejskim, położonej po prawej stronie Samy, naprzeciw Szczuczyna. W osadzie tej, zwanej potem Starymi Szamotułami, a istniejącej jeszcze do początków XIX wieku, znajdował się kościół św. Marcina i cmentarz, musiała znajdować się też rezydencja właścicieli. To ślady tego miasta w 2006 roku odkryli ‒ dzięki zastosowaniu fotografii lotniczej ‒ archeolodzy Ryszard Pietrzak i Włodzimierz Ręczkowski; odkrycie to zostało wówczas mocno nagłośnione przez media.

Koniec dynastii Piastów w Polsce zbiegł się ze zmianą dziedziców Szamotuł. Nadal byli nimi przedstawiciele Nałęczów, ale innej gałęzi tego potężnego rodu. Pierwszym dziedzicem z tej nowej gałęzi został Sędziwój, używający przydomka Świdwa (wojewoda poznański, Szamotuły i inne dobra przejął jako zięć Dobrogosta lub Tomisława). Na nowe ‒ dzisiejsze miejsce ‒ Szamotuły zostały przeniesione po zniszczeniu pierwszego ośrodka miejskiego koło Starych Szamotuł. Przez miejsce wcześniejszej lokacji przetoczyło się kilka fal spustoszeń. Największe walki toczono w czasie wojny domowej rodów wielkopolskich w okresie bezkrólewia po śmierci Ludwika Węgierskiego, nazywanej wojną Grzymalitów z Nałęczami. Przedmiot sporu stanowiło wówczas obsadzenie tronu polskiego oraz niechęć do wywodzącego się z rodu Grzymałów, starosty wielkopolskiego Domarata (Grzymalici popierali kandydaturę Zygmunta Luksemburczyka na króla). Walki wygasły po wstąpieniu na tron Władysława Jagiełły i jego ślubie z Jadwigą. W okolicach Piotrkówka, a więc w pobliżu wsi Stare Szamotuły i założonego przez Tomisława miasta Szamotuły, w lutym 1383 roku rozegrała się największa bitwa tej wojny. Sędziwój Świdwa grał rolę jednego z najważniejszych przywódców szlachty wielkopolskiej, złupienie i zniszczenie jego własności było więc dla jego przeciwników politycznych ważne. Być może po tych wydarzeniach Sędziwój postanowił odbudować Szamotuły na nowym miejscu: lepiej odpowiadającym wymogom obronności (wyniesienie terenu oblane wokół wodami Samy i jej dopływów) oraz nowemu przebiegowi dróg lokalnych. Nie jest to jednak całkiem oczywiste (por. tekst Zagadka powstania kościoła św. Stanisława. Kiedy Szamotuły przeniesiono na dzisiejsze miejsce? http://regionszamotulski.pl/dzieje-ziemi-szamotulskiej/).

Do rodu Świdwów Szamotulskich należeli, między innymi, synowie Sędziwoja: Wincenty (kasztelan międzyrzecki, starosta generalny Rusi) i Dobrogost (kasztelan poznański, starosta Wielkopolski), następnie Piotr (również kasztelan poznański i starosta Wielkopolski, syn Dobrogosta) i jego syn Andrzej (wojewoda kaliski i poznański). Otrzymane przez Świdwów Szamotulskich wysokie godności były nagrodą za ich wierną służbę kolejnym królom z dynastii Jagiellonów. Świdwowie przez cały XV wiek często występowali u boku królów, przebywali na ich dworze, zasiadali w radzie królewskiej, działali na polu polityki, dyplomacji i wojskowości. Dobrogost Świdwa uczestniczył w wyprawie księcia Witolda przeciw Tatarom, zakończonej klęską pod Worsklą (1399 r.), pod Grunwald przyprowadził własną chorągiew, często brał udział w negocjacjach i poselstwach, na przykład do Krzyżaków czy Danii. Jego brat Wincenty ‒ między innymi ‒ był członkiem polskiej delegacji na sobór w Konstancji, jako starosta ruski walczył z Tatarami, towarzyszył Władysławowi III w wyprawie na Węgry (1440 r.), zdobył wówczas dla króla Budę. Piotr Świdwa wyróżnił się w czasie kampanii tureckiej (1443 r.), był jednym z ważniejszych dowódców w czasie wojny trzynastoletniej z Krzyżakami (1454-1466) i zasłużonym dla kraju dyplomatą. „Prawdziwym mężem stanu, już nie tyle wykonawcą, co twórcą wielkiej polityki” nazywa Tomasz Jurek kolejnego Świdwę ‒ Andrzeja. Nie tylko wielokrotnie uczestniczył w poselstwach królewskich (między innymi do Krzyżaków i cesarza), lecz także był jedną z osób decydujących o polityce wewnętrznej ‒ jego głos i umiejętności dyplomatyczne liczyły się w czasie wyboru kolejnych królów z dynastii jagiellońskiej: Jana Olbrachta (1492), Aleksandra (1501) i Zygmunta Starego (1506) (por. tekst Płyta nagrobna Andrzeja Świdwy Szamotulskiego http://regionszamotulski.pl/dzieje-ziemi-szamotulskiej/page/2/).

Wielkość dóbr Szamotulskich zmieniała się w ciągu dziesięcioleci i wieków. Dokument z 1284 roku potwierdza prawo własności Tomisława do 12 miejscowości. Ten pokaźny przecież majątek wydaje się niewielki, jeśli zestawi się go z dobrami Piotra Świdwy Szamotulskiego (zmarłego w 1473 roku), szacowanymi na 8,5 miasta i co najmniej 60 wsi (część majątku to dzierżawione królewszczyzny).

Chociaż Świdwowie Szamotulscy bardzo wiele podróżowali, mieli wiele rezydencji i dworów w swych bardzo rozległych włościach, główną i najbardziej reprezentacyjną siedzibą rodziny pozostawały Szamotuły. Synowie Sędziwoja w pierwszych dekadach XV wieku wznieśli murowany zamek na południe od nowo wytyczonego miasta. Ślady tej budowli zachowały się w murach kościoła św. Krzyża i przylegającego do świątyni klasztoru. W 1675 roku jeden z kolejnych właścicieli ‒ Jan Korzbok Łącki ‒ oddał bowiem Zamek Świdwiński franciszkanom reformatom, którzy na jego miejscu wznieśli zabudowania klasztorne. Drugi zamek szamotulskich powstał około 50 lat po pierwszym na północ od miasta. Potrzeba budowy drugiej siedziby Świdwów Szamotulskich zrodziła się, gdy miasto podzielone zostało na dwie części, zamek południowy przypadł w udziale Janowi Szamotulskiemu (synowi Jana, bratankowi Piotra). Drugi właściciel ‒ Andrzej (syn Piotra) ‒ zbudował dzisiejszy Zamek Górków, przejęty po jego śmierci w 1511 roku przez zięcia Łukasza Górkę, a następnie przez niego rozbudowany.

Szamotulscy żyli według wzorów kultury dworsko-rycerskiej, byli pasowanymi rycerzami i znali języki. O ich szacunku dla wiedzy świadczy przekazanie w połowie XV wieku przez Dobrogosta Świdwę znacznej kwoty na szkołę parafialną w Szamotułach oraz wspieranie ubogich studentów w Krakowie (prawdopodobnie szamotulan). Fundację właścicieli miasta stanowił szpital, istniejący co najmniej od 1413 roku na tzw. przedmieściu poznańskim (pod koniec dzisiejszej ul. Poznańskiej). Nie ulega też wątpliwości, że to  Szamotulscy zbudowali kościół św. Stanisława ‒ dzisiejszą bazylikę kolegiacką. Dokładne daty powstania tej okazałej i bogato wyposażonej gotyckiej świątyni są trudne do ustalenia. Budowę rozpoczęto w ostatnich dziesięcioleciach XIV wieku, w momencie przeniesienia miasta na nowe miejsce, i kontynuowano w pierwszej ćwierci wieku XV. Zarówno rozmach kościoła św. Stanisława, jak i rozplanowanie miasta, wzorujące się na Poznaniu, świadczą o ambicjach panów Szamotuł.

Czasy świetności Świdwów Szamotulskich kończą się u progu XVI wieku. Północną część miasta przejmuje potężny ród Górków, ale o miasto, jak się wydaje, dbający mniej niż poprzedni właściciele. Świdwowie z południowej części Szamotuł podupadają, na początku lat 80. XVI wieku umiera ostatni Świdwa Szamotulski. Obie części miasta stają się własnością Rokossowskich. W kolejnych latach i wiekach Szamotuły oraz rozległe włości tzw. klucza szamotulskiego przechodzą w inne ręce: Korzbok Łąckich, Kostków, Mycielskich, pruskich rodzin: Brandtów, von Bethe i książąt Sachsen-Coburg-Gotha.

Szamotulscy ‒ założyciele Szamotuł i twórcy jego świetności ‒ odeszli w przeszłość. Choć pozostali w swoich dziełach, miasto o nich nie pamięta.

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Bibliografia:

  1. Szamotuły. Karty z dziejów miasta, red. Antoni Gąsiorowski (A. Gąsiorowski, Wprowadzenie, T. Jurek, Średniowieczne Szamotuły i ich dziedzice), Szamotuły 2006.
  2. Słownik historyczno-geograficzny ziem polskich w średniowieczu, red. Tomasz Jurek, hasło: Szamotuły, edycja elektroniczna [http://www.slownik.ihpan.edu.pl/search.php?id=26400].
Szamotulscy2017-10-08T20:57:45+02:00
Go to Top