About Agnieszka Krygier-Łączkowska

Autor nie uzupełnił żadnych szczegółów
So far Agnieszka Krygier-Łączkowska has created 368 blog entries.

O kilku domach na wschodniej pierzei szamotulskiego Rynku opowiada Władysław Paszke

Władysław Paszke – z listu do redakcji

Kilka domów na wschodniej pierzei szamotulskiego Rynku – wspomnienie sprzed II wojny światowej

Do kogo przed wojną należały domy na wschodniej pierzei szamotulskiego Rynku? W zakładach istniejących na podwórzach dwóch z nich wytwarzano produkty, które ówcześni szamotulanie jadali na piątkowe – postne – obiady. Mieściła się też restauracja, w czasie okupacji „nur für Deutsche”. Władysław Paszke pamięta to dokładnie, bo w jednej z kamienic, w 1932 r., przyszedł na świat i mieszkał przez wiele lat.

Zacznijmy od budynku na rogu Poznańskiej: „Właścicielem był Maksymilian Kroschel, który miał też w tym domu duży elegancki sklep towarów kolonialnych i win. Sklep, z dużymi oknami wystawowymi i wejściem po środku, zajmował cały parter budynku. Kiedy byłem chłopcem, wydawało mi się tam, że jestem na dużej sali, a nie w sklepie, jak na przykład w przytulnym sklepie Walentego Przybylaka [dwa domy dalej]”.


Fragment pocztówki z ok. 1900 r. Wcześniejszą historię dwóch zaznaczonych domów oraz z informacje na temat ich właścicieli sprzed I wojny światowej przedstawił w swoim artykule Andrzej J. Nowak (http://regionszamotulski.pl/andrzej-nowak-szamotulscy-hollaendrowie/).


Kolejny budynek (Rynek 24) była to „własność pana Aleksandra Pastuszaka, który też posiadał zakład olejarski produkujący olej lniany, rydzowy i makowy. Miał też młyn śrutowy, a zboże rolnicy dostarczali wozami zaprzężonymi w konie. Dojazd do młyna śrutowego był od ul. Sukienniczej. W każdy czwartek i piątek pan Pastuszak przy zorganizowanym stoisku przed swoim domem w białym kitlu sprzedawał olej. W piątek dużo osób przestrzegało postu, dlatego kupowali olej, do tego cebulka czerwona, ziemniaki i obiad gotowy. W tym domu na parterze po prawej stronie był też skład kolonialny spółdzielczy «Zgoda»”.

Sąsiedni dom (Rynek 25) to „własność pana Walentego Przybylaka. Na parterze były dwa sklepy: po lewej skład kolonialny Walentego Przybylaka, a po prawej sklep rzeźnicki prowadzony przez Władysława Kmiotka. W każdy czwartek pan Kmiotek wyrabiał kaszanki i bułczanki, po których gotowaniu w wodzie pozostawała tak zwana kiszczonka (w gwarze: kiszczónka). Ludzie z blaszanymi dzbankami – kankami przychodzili po kiszczonkę do zakładu rzeźnickiego od strony ul. Sukienniczej (sam zakład mieścił się w podwórzu). Do kiszczonki dodawało się ziemniaki, czyli pyry – to też był obiad, który jadło się w piątki”.


Wycinek z „Głosu Wielkopolskiego” – koniec lat 80. lub początek lat 90. XX w. Udostępnił Władysław Paszke


Kolejny budynek – nr 26 – jest najbliższy sercu Władysława Paszke: „W tej kamienicy – dawniej to był nr 19 – urodziłem się 18 kwietnia 1932 r., a w przyjściu na ten Boży Świat pomagała mi akuszerka – położna pani Władysława Witajewska. Dom był własnością pani Marii Bączyk, która posiadała majątek w Grabówcu, a jej zięciem był Antoni Sudmann. Pani Maria Bączykowa była moją Matką Chrzestną. Na parterze tego domu, po prawej, znajdował się zakład fryzjerski damsko-męski, którego właścicielem był Niemiec Bertold Grunwald. Pochodził on z Piotrkówka, gdzie jego rodzice posiadali gospodarstwo rolne. W czasie II wojny światowej zakład był dostępny tylko dla Niemców: «Nur für Deutsche». Drugi sklep to skład bławatów i materiałów krawieckich – właścicielki: Patanka – Wącholska, choć właściwie prowadziły go trzy siostry. Ta kamienica – tak dostojna i piękna – ukazywana była na różnych pocztówkach i rysunkach”.

Władysław Paszke odnalazł fragment poświęcony tej kamienicy w książce Ryszarda Ćwirleja pt. Jedyne wyjście (wydanej w 2015 r.): „Szamotulski Rynek pod pewnym względem przypomina poznański. Także i tu środek zabudowany był kamieniczkami. Oczywiście nie takimi jak poznańskie. Szamotulskie domy nie były zabytkowymi perłami architektury, ale zwykłymi jedno- lub dwupiętrowymi domami, które powstały pod koniec XIX i na początku XX wieku. Kilka z nich odnowiono w ostatnim czasie, ale większość mogłaby spokojnie zagrać w filmie opowiadającym o latach sześćdziesiątych. Jego uwagę przyciągnęła jedna z nich. Właściciel musiał być albo daltonistą, albo raczej człowiekiem o niezbyt wyrobionym guście artystycznym, bo front budynku pomalował paskudną niebieską farbą. Brodziak [bohater książki, dawny milicjant] z niedowierzaniem pokręcił głową. To na pewno nie był zabytek, bo żaden konserwator zabytków nie zgodziłby się na takie oszpecenie fasady. Harmonijna bryła budynku została spaskudzona i niestety nie dało się na nią nie patrzeć, bo ohyda przyciągała wzrok”.


Władysława Paschke (1899-1994) na balkonie kamienicy nr 26, 1992 r.


I ostatni dom przed ul. Krótką (Rynek 27): „był własnością pana Jana Stelmaszyka, na parterze mieściły się dwa sklepy. Z prawej skład żelaza, właściciel – Strzyżewski, z lewej – konfekcja męska, sklep prowadzony przez Jana Stelmaszyka. W tym ostatnim sklepie pracowała jako uczeń – sprzedawca Janina Foltyn (nazwisko panieńskie: Judek, 1921-2008), znawczyni folkloru szamotulskiego”.

Budynek na narożniku ul. Krótkiej (Rynek 28) był własnością Maksymiliana Tschirnera, który w okresie międzywojennym działał w zarządzie szamotulskiego Towarzystwa Restauratorów (założonego w 1924 r.) i w organizacjach o charakterze patriotycznym: w Bractwie Strzeleckim (w 1928 r. został nawet Królem Kurkowym) i Towarzystwie Gimnastycznym „Sokół”. Przez wiele lat w swoim domu prowadził „restaurację z bilardem – goście umawiali się na partię bilarda, a przy okazji zjedli i dobrze popili”. Maksymilian Tchirner i Antoni Paschke (1887-1934) dobrze się znali, Tschirner został nawet ojcem chrzestnym Władysława.

Na początku okupacji restaurator przypomniał sobie o swoim niemieckim pochodzeniu. Jego restauracja stała się lokalem tylko dla Niemców („nur für Deutsche”), a Tschirner i jego żona zapisali się na niemiecką listę narodowościową, czyli volkslistę (ze względu na wcześniejszą działalność w polskich organizacjach zostali zaliczeni do IV kategorii – „Rückgedeutschte”). Władysław Paszke wspomina, że jako chrześniak Tschirnera miał wówczas nieprzyjemności ze strony innych polskich dzieci, które – chcąc mu dokuczyć – zwracały się do niego „ty Schörnerze” [tak szamotulanie wymawiali to nazwisko]. „Państwo Tschirnerowie byli małżeństwem bezdzietnym, on zmarł w 1944 r. Pani Tschirner, gdy większość Niemców opuszczała Szamotuły na przełomie 1944 i 1945 r., została na miejscu. Po wyzwoleniu z uwagi na fakt, że podczas okupacji była nieprzyjemna dla Polaków, a nawet ostro ich przepędzała, gdy tylko zbliżyli się do ich lokalu, za karę musiała zamiatać ulice Szamotuł. Moja śp. Mama przygotowała kiedyś kanapki i kazała, abym dostarczył je p. Tschirner – cieszyła się bardzo. Potem wyjechała do Niemiec, restauracja została zlikwidowana i stała się lokalem mieszkalnym, a w podwórzu tego domu J. Szymański uruchomił wytwórnię wód mineralnych, hurtownię piwa i wytwórnię octu”.


Pierzeja wschodnia szamotulskiego Rynku, lata 30. XX w. Zdjęcie Fotopolska


Kolejny budynek (obecnie Rynek 29) „była to własność Żyda Hirschfelda, on też w tym domu prowadził handel produktami opałowymi jak węgiel, brykiety, koks i drewno opałowe. Oprócz tego miał własny transport składający się z wozów, dużych platform z zaprzęgiem konnym. To wszystko, czyli magazyny i stajnie dla koni, znajdowało się w podwórzu z dojazdem od ul. Sukienniczej. W końcu stycznia 1945 r. w tym budynku miał swoją kwaterę komendant wojenny miasta – major Kazanow”.

Serdecznie dziękujemy Panu Władysławowi Paszke za to, że podzielił się nami tymi wspomnieniami. A „niebieski dom” na Rynku? Teraz nie wzbudza już kontrowersji, może dlatego, że z upływem czasu odcień farby się zmienił i kamienica wygląda zupełnie dobrze, zwłaszcza na tle innych, zaniedbanych.






Pocztówki z przełomu lat 60. i 70. XX w. i z początku lat 80. O sklepach, które mieściły się tam w okresie PRL-u można przeczytać w artykule Agnieszki Krygier-Łączkowskiej http://regionszamotulski.pl/szamotulskie-sklepy-w-prl-u/ .


Fragment pocztówki z lat 90. Udostępnił Władysław Paszke

W najgorszym stanie jest obecnie kamienica na rogu ul. Poznańskiej, od wielu lat budynek niezamieszkały, na parterze działa sklep. Zdjęcie Marta Szymankiewicz, 2017 r.


Rynek 26, 2017 r. Zdjęcie ze strony Fotopolska

Rynek 27, 2017 r. Zdjęcie ze strony Fotopolska

Rynek 28. Zdjęcie Wojciech Andrzejewski

Rynek 29, 2017 r. Zdjęcie Fotopolska

Zdjęcie Jan Kulczak

Zdjęcie na górze strony – Piotr Mańczak

O kilku domach na wschodniej pierzei szamotulskiego Rynku opowiada Władysław Paszke2022-01-02T23:03:51+01:00

Trzy śluby przodków – Trojankowie i Kowalewscy

O swoich przodkach opowiada Grzegorz Trojanek

Śluby dziadków i rodziców – Trojankowie i Kowalewscy

I. Marcin i Władysława Trojankowie – dziadkowie ze strony ojca



Marcin Trojanek i Władysława z domu Melonek pobrali się 11 listopada 1910 r. w Westfalii, a po odzyskaniu przez Polską niepodległości zamieszkali w Szamotułach.

Marcin Trojanek urodził się 9.10.1886 r. w Chełmnie k. Pniew (w rodzinie Marcina − rolnika), a Władysława Melonek przyszła na świat 21.05.1889 r. w pobliskim Niewierzu (w rodzinie rolnika Michała, który zajmował się też leczeniem ludzi i zwierząt). Ślub odbył się w Reklinghausen w Westfalii, gdzie Marcin pracował w kopalni węgla kamiennego w Langenbochum. W uroczystości uczestniczyli siostry i brat Marcina: Józefa, Cecylia, Stanisława i Franciszek, których Marcin ściągnął do Langenbochum z rodzinnego Chełmna. Na ślub przyjechał również ojciec Marcina − Marcin z drugą żoną Agnieszką, którzy zostali w Niemczech już do końca życia i spoczęli na cmentarzach w Dortmundzie i Meinz.

Władysława miała siedmioro rodzeństwa, kilkoro z nich uczestniczyło w jej ślubie. Na stałe poza Polską osiedliła się siostra Celina, która najpierw zamieszkała w Niemczech, a następnie wyjechała do Francji, gdzie wyszła za mąż za Stanisława Śmierzchalskiego (mieszkali w Lille, a później w Paryżu u syna). Pozostałe rodzeństwo wróciło po odzyskaniu niepodległości do Polski, osiedliło się w Pniewach, Szamotułach, Wrocławiu, Kiekrzu, Tarnowie Podgórnym i Poznaniu.

Marcin i Władysława po ślubie zamieszkali we własnym domu w Langenbochum. Marcin pracował w kopalni, a Władysława w ochronce dla polskich dzieci z rodzin górniczych. W Langenbochum przyszło na świat troje ich dzieci: Aleksander (ur. 11.02.1912 r., zm. 12.07.1978 r. w Szamotułach), Bolesław (ur. 5.09.1913 r., zm. 3.10.1921 r. w Szamotułach, przyczyną śmierci prawdopodobnie była ostra białaczka) i Wanda (ur. 20.01.1917 r., zm. 19.02.2006 r. w Szamotułach).

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości Marcin i Władysława Trojankowie wrócili do Polski. Kupili spory kawał ziemi w Szamotułach przy dzisiejszej ulicy Zielonej, tam też postawili swój dom. Początkowo Marcin wyjeżdżał do pracy w niemieckich kopalniach, a żona wychowywała dzieci i zajmowała się gospodarstwem (tę część Szamotuł nazywano wówczas Osiedlem). W dniu 28.07.1927 r. w Szamotułach urodziło się ostatnie dziecko Marcina i Władysławy − Teresa (1928-2007).

Po ostatecznym powrocie z Niemiec Marcin pracował w mleczarni w Szamotułach (ul. 3 Maja, dzisiaj sklep Biedronka). Na Zielonej miał około 50 uli, piękny ogród i sad, psy, koty i przydomową szklarnię z warzywami. Marcin, mimo że w kopalni nabawił się choroby płuc − pylicy, do końca życia palił cygara; chodził w kapeluszu i nosił spodnie na szelkach.

Córka Wanda całe dorosłe życie przepracowała w laboratorium w szamotulskiej olejarni, w roku 1936 r. wyszła za mąż za Stanisława Najderka (1911-1939), który był chorążym w 8 batalionie saperskim i zginął pod Kutnem w czasie bitwy nad Bzurą we wrześniu 1939 r. (mieli jedynego syna Jerzego, ur. 1937 r., zm. 1998 r. w Poznaniu). Aleksander Trojanek w 1940 r. ożenił się z Anielą Kowalewską; mieli czterech synów.  Córka Teresa w 1949 r. wyszła za Henryka Budycha (1921-1994), mieszkała wraz z rodzicami w domu na Osiedlu. Pracowała w Drukarni u Kawalera, a jej mąż − w Zakładzie Energetycznym w Szamotułach. Na piętrze, do czasu wybudowania własnego domu przy ul. Powstańców Wlkp., mieszkała też córka Wanda (wdowa) z synem Jerzym.

Marcin Trojanek zmarł w wieku 69 lat 10.04.1955 r. w Szamotułach, pochowany został na cmentarzu parafialnym wraz synem Bolesławem. Jego żona Władysława zmarła 28.04.1981 r. w Szamotułach w wieku 92 lat w wyniku grypy(!).


II. Marcin i Marianna Kowalewscy – dziadkowie ze strony matki



Marcin Kowalewski (1896-1926) i Marianna z domu Marciniak (1896-1970) pobrali się 2 marca 1919 r. w szamotulskim kościele św. Stanisława Biskupa, czyli dzisiejszej bazylice kolegiackiej. Marcin ubrany był w galowy strój ułański, a Marianna w tzw. strój wiejski (ludowy). Świadkami ślubu byli: Jakub Kowalewski ze Słopanowa i Antoni Marciniak z Szamotuł. Przyjęcie ślubne odbyło się w domu Marciniaków w Kępie i − jak wspominała Marianna − było skromne, bo dopiero co skończyła się wojna i nastąpiło zawieszenie broni w powstaniu wielkopolskim, a w rodzącym się państwie polskim było po prostu bardzo biednie.

Po ślubie małżonkowie zamieszkali przy ul. Nowowiejskiej (obecnie Nowowiejskiego), w 1920 r. na świat przyszła ich jedyna córka Aniela (zm. 2001). Widywali się jednak rzadko, gdyż Marcin – jako wojskowy – kwaterował w Grudziądzu lub w Gnieźnie, walczył też w wojnie polsko-bolszewickiej. W konsekwencji odniesionych ran zmarł 14.04.1926 r. w szpitalu wojskowym w Gnieźnie i tam został pochowany.

Marianna, jako wdowa po wojskowym, miała dość wysoką rentę, dzięki czemu – razem z dwiema siostrami Anną i Franciszką – wybudowała dom, również przy ul. Nowowiejskiej (nr 27). W miarę dostatnie życie skończyło się w czasach niemieckiej okupacji. Pozbawiona środków do życia pracowała w szpitalu jako sanitariuszka. W czasie wojny przepadły pamiątki po Marcinie: mundur, szabla, czako, zdjęcia i dokumenty, które – w obawie przed Niemcami – zniszczył jeden z członków rodziny. Materialnie Mariannie było ciężko także po wojnie. Do końca życia mieszkała z córką i jej mężem Aleksandrem Trojankiem, w ostatnich latach przy ul. 22 Lipca (obecnie 11 Listopada). Była bardzo wierząca, udzielała w ruchu Żywego Różańca. Zmarła w szpitalu w Poznaniu 21.12.1970 r.


III. Aleksander i Aniela Trojankowie – rodzice



Aleksander Trojanek i Aniela z domu Kowalewska pobrali się 1 września 1940 r. w Szamotułach. Aleksander urodził się w Langenbochum w Niemczech (1912 r.), ale dorastał już w Szamotułach i tu spędził całe dorosłe życie. Zdobył nowoczesny − jak na tamte czasy − zawód. Po szkole podstawowej uczył się w Elektrowni Miejskiej, w 1926 r. zdał egzamin mistrzowski elektromechanika. Kilka lat później zdobył kwalifikacje kinooperatora. Były to jeszcze czasy kina niemego i łatwopalnych taśm filmowych, kursy dla kinooperatorów odbywały się w Poznaniu i kończyły egzaminem państwowym. W ciągu dnia Aleksander Trojanek pracował w elektrowni, a wieczorami − w kinie Józefa Kowandego „Promień” (zwanym też teatrem świetlnym) przy ul. Garncarskiej (dziś mieści się tam laboratorium analityczne). Działał też jako ochotnik w Straży Pożarnej, w Towarzystwie Oświatowym, Teatrze Amatorskim, Towarzystwie Gimnastycznym „Sokół” oraz w harcerstwie. W 1934 r. został powołany do służby w Wojsku Polskim, po powrocie z poznańskich „pancerniaków” nadal pracował w elektrowni, a popołudniami w dzisiejszym kinie „Halszka”. Pływał, lubił wycieczki rowerowe i motocyklowe. Być może ta aktywność w wielu miejscach sprawiła, że około 1935 r. poznał Anielkę Kowalewską.

Po wybuchu II wojny światowej Aleksander Trojanek na krótko znalazł się w obozie przejściowym w Żabikowie, a po powrocie do Szamotuł władze okupacyjne zobowiązały go do dalszej pracy w elektrowni i kinie. W 1940 r. uzyskał zgodę na ślub z Anielą Kowalewską. Do kościoła kolegiackiego młoda para szła pieszo, a przyjęcie weselne trwało tylko do godziny 22.00 i odbyło się przy zaciemnionych oknach w mieszkaniu tzw. czerwonej kamienicy przy ul. Nowowiejskiej (dziś Nowowiejskiego 7). Aniela wraz z matką Marianną (ojciec, powstaniec wielkopolski i ułan WP, nie żył od 1926 r.) zostały wcześniej wysiedlone z własnego domu, też przy ul. Nowowiejskiej. Kiedy w lutym 1945 r. Trojankowie z teściową wrócili do rodzinnego domu, zastali go ograbionego z wszelkich wartościowszych sprzętów, w tym z mebli, które Aniela dostała od koleżanek i kolegów z fabryki mebli Koerpla. Po wojnie Aleksander pracował w tej samej firmie − teraz już pod nazwą Zakład Energetyczny. Do emerytury kierował nim Edmund Kaniewski, Aleksander przez wiele lat był jego najbliższym współpracownikiem. W latach 40. i 50. odbywała się elektryfikacja szamotulskich wsi i osiedli. Podłączenie prądu było wielkim świętem dla całej wsi, zabawa trwała najczęściej do białego rana!

Aniela i Aleksander dochowali się czterech synów: Tadeusza (ur. 1941), Zbigniewa (ur. 1945), Grzegorza (ur. 1949) i Wojciecha (ur. 1952). Życie małżonków było pracowite, żona zajmowała się wychowywaniem i wykształceniem dzieci, Aleksander − pracą w Zakładzie Energetycznym i budową domu na Osiedlu przy ul. Obornickiej, w tzw. Spółdzielni Domków Jednorodzinnych (tam rodzina zamieszkała w 1963 r.). Po 1956 r. Aleksander Trojanek był radnym Rady Miejskiej. Oboje małżonkowie spoczywają na cmentarzu w Szamotułach; Aleksander zmarł w 1978 r., a Aniela w 2001 r.

Zdjęcia i informacje udostępnił Grzegorz Trojanek

Szamotuły, 01.10.2021

Trzy śluby przodków – Trojankowie i Kowalewscy2025-08-18T20:10:24+02:00

Strona główna – październik 2021


DAWNE SZAMOTUŁY

Nowa książka historyczna o Szamotułach

Jaka była historia kaplicy Domu Dziecka w Szamotułach i jak zmieniało się jej wnętrze? – to tylko jedno z wielu zagadnień, z którym możemy się zapoznać w najnowszej książce, której autorem jest dr Piotr Nowak. Nosi ona tytuł Kto by przyjął jedno takie dziecię… Posługa Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi w Szamotułach 1920-2020 i można ją kupić w Muzeum – Zamku Górków. Autorowi serdecznie gratulujemy kolejnej publikacji książkowej związanej z historią Szamotuł!

Powstała w końcu 1921 r. kaplica do II wojny światowej znajdowała się w innym miejscu niż obecnie – na parterze w głównej części budynku. Początkowo, jak pisze Piotr Nowak, była to kaplica Świętej Rodziny i taki obraz umieszczono w centralnej części ołtarza. Pierwszy duży remont przeprowadzono w 1927 r. W oknach pojawiły się witraże, wstawiono nowy ołtarz z rzeźbami postaci Świętej Rodziny.  Polichromie namalował wówczas Wacław Masłowski – wówczas nauczyciel szamotulskiego gimnazjum. Masłowski – twórca akwareli, obrazów olejnych i rzeźb – oprócz kaplicy Domu Dziecka wykonał wystrój innych reprezentacyjnych pomieszczeń w Szamotułach, m.in. ozdobił Salę Sundmanna, aulę gimnazjum, hol starostwa czy „Złotą salę” ówczesnego hotelu „Eldorado”. W latach 30. w ołtarzu umieszczono figurę Najświętszej Maryi Panny, a po bokach ołtarza – na postumentach – figury aniołów ze świecami.


Z lewej – kaplica w 1926 r., z prawej – po remoncie w 1928 r.


Jesienią 1939 r. siostry, mając świadomość, że wkrótce władze okupacyjne nakażą im opuszczenie domu w Szamotułach, oddały obrazy i inne sprzęty do przechowania w kościele kolegiackim. Po wojnie odnaleziono już tylko monstrancję, reszta została zniszczona lub rozgrabiona. Po powrocie w 1945 r. siostry urządziły tymczasową kaplicę w pokoju gościnnym, a następnie – w 1946 r. – kaplicę usytuowano w dzisiejszym pomieszczeniu, w dawnej sali gimnastycznej. Wyposażenie kaplicy stanowiły sprzęty ze zlikwidowanych domów zakonnych na Kresach Wschodnich, na przykład – przywiezione ze Lwowa – ołtarz Serca Jezusowego, figurę św. Józefa i fisharmonię. W 1954 r. w ołtarzu umieszczono figurę Matki Bożej Niepokalanie Poczętej. Figura Serca Jezusowego stanęła w ołtarzu ponownie w 1963 r. W tym roku kaplicy nadano charakter publiczny – jest to kaplica Najświętszego Serca Jezusowego.

Wygląd jej wnętrza zmieniał się jeszcze kilkakrotnie (w 1965 r., w 1968 r. – wówczas wstawiono nowy ołtarz eucharystyczny). Modernizacja wnętrza nastąpiła w 1989 r. Usunięto wtedy dawny ołtarz, w centrum – na ścianie pod witrażem – zawieszono krzyż, a po bokach obrazy przedstawiające scenę Zwiastowania NMP i rozmowy Jezusa z dziećmi. Jeszcze później (w 2002 i 2005 r.) po obu stronach ołtarza postawiono drewniane rzeźby św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego i św. Jana Pawła II (prace Mariana Glugli z Zakopanego).


Na górze z lewej – 1958 r., z prawej – 1968 r. Na dole – kaplica w 2021 r.


Książka Piotra Nowaka składa się z 4 rozdziałów: 1. Charakterystyka zgromadzenia i placówki w Szamotułach, 2. Budynki i podstawy materialne placówki, 3. Działalność sióstr w Szamotułach, 4. Ważniejsze wydarzenia z życia placówki. Na naszym portalu z pewnością będziemy do niej sięgać wielokrotnie!


Region

Krzyż w środku lasu

Jest taki krzyż w głębi lasu – świadectwo miłości ojca do zmarłego dziecka. Miejsce – to okolice osady Klemensowo koło Ostroroga, ojciec – hrabia Stefan Kwilecki z Dobrojewa (1839-1900), dziecko – Jan Kanty Kwilecki (1867-1882), pierworodny syn Stefana i Barbary z Mańkowskich (1845-1910).

Na krzyżu oprócz daty śmierci Jasia widnieje napis: „Na pamiątkę października 1881 r.”. 9 miesięcy przed śmiercią 14-letni wówczas syn Stefana Kwileckiego w tej części lasu upolował zwierzynę, ojciec – miłośnik polowań – był zapewne z niego bardzo dumny. Na cokole umieszczono datę napis: „postawił ojciec w 1884 r.” Jan Kanty był drugim synem, którego pochowali Kwileccy – w wieku dziecięcym zmarł Mieczysław (1873-1874). Kolejni trzej zmarli jako stosunkowo młodzi ludzie, jeszcze za życia matki Barbary.   



Las należał do majątku Dobrojewo, Klemensowo oraz Forestowo i Stefanowo były osadami leśnymi założonymi przez rodzinę Kwileckich. Do dziś w Klemensowie istnieje leśniczówka, powstała w końcu XIX w. z inicjatywy Stefana Kwileckiego.

Aby dotrzeć do miejsca, w którym stoi krzyż, trzeba minąć kapliczkę w Wielonku i na rozwidleniu dróg wybrać polną drogę lekko biegnącą po skosie w prawo. Po przekroczeniu granicy lasu skręcamy w prawo (prosto jedzie się do leśniczówki). Dalej samochodem już jechać nie wolno. Droga, przy której stoi krzyż, to trzecia odnoga w prawo, po drodze mijamy dwie ambony. Dołączamy fragment mapy z 1940 r. z zaznaczonym krzyżem.

Zdjęcia współczesne – Andrzej Bednarski



Wspomnienia

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Halina Karpińska – spotkanie w setne urodziny

Idąc na spotkanie z przedwojenną absolwentką Liceum im. ks. Piotra Skargi, nie przypuszczałam, że teraz – w 2021 r. – dane mi będzie porozmawiać z osobą, która podczas niemieckiej okupacji w Generalnym Gubernatorstwie prowadziła tajne nauczanie – przez pięć dni w tygodniu odbywała komplety w 3 miejscach, a wieczorami dwa dni w tygodniu w leśniczówce douczała partyzantów. Nie urodziła się w Szamotułach i od wielu lat mieszka w Poznaniu, jednak to tu spędziła najpiękniejsze lata i czuje się szamotulanką. Halina Karpińska z domu Pokorna (dawniej mówiono: Pokornianka) 26 sierpnia skończyła 100 lat.

Władysław Pokorny (1893-1968), ojciec Haliny, był nauczycielem.  Po maturze w Poznaniu został skierowany do pracy w szkole wiejskiej w Galewie niedaleko Koźmina (obecnie Galew należy do powiatu pleszewskiego). Tam poznał swoją przyszłą żonę – Mieczysławę z domu Sowińską (1900-1990). Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości uzupełnił wykształcenie we Lwowie i jako nauczyciela fizyki i chemii wysłano go do Koźmina. Od 1923 r. do likwidacji szkoły w 1932 r. uczył w tamtejszym Państwowym Seminarium Nauczycielskim Męskim. Małżonkowie mieli troje dzieci, wszystkie na świat przyszły właśnie w Koźminie: najstarsza Ludmiła urodziła się w 1920 r., Halina w 1921 r. i Tadeusz w 1925 r.


Rodzina Pokornych w czasie niemieckiej okupacji w Jędrzejowie: rodzice – Mieczysława i Władysław oraz dzieci – Halina, Tadeusz i Ludmiła


Pani Halina zdążyła zdać maturę jeszcze przed wybuchem wojny, gdyż naukę rozpoczęła jako sześciolatka, razem ze starszą siostrą. Żartuje, że nigdy nie zaszła wyżej niż do czwartej klasy. Najpierw chodziła 4 lata do seminaryjnej szkoły ćwiczeń w Koźminie, potem rok dojeżdżały z siostrą do gimnazjum w Krotoszynie. W 1932 r. rodzina Pokornych przeniosła się do Szamotuł. Halina i Ludmiła jeszcze przez rok kontynuowały naukę w gimnazjum. W 1933 r. nastąpiła reforma szkolnictwa (tzw. reforma jędrzejewiczowska), która zakładała, że przed gimnazjum uczniowie kształcą się 6 lat w szkole powszechnej. Pokornianki ukończyły właśnie szósty rok nauki, więc zaczęły edukację w nowym typie gimnazjum (klasy I-IV), po którym zdawało się tzw. małą maturę. Potem kolejne dwa lata nauka w liceum profilowanym i matura.

Rocznik, w którym uczyła się Halina, zdawał maturę tzw. nowego typu. Szamotulskie liceum było szkołą typu humanistycznego, na maturze obowiązkowo zdawało się język polski i francuski, historię i naukę o społeczeństwie – ze wszystkich tych przedmiotów odbywał się egzamin pisemny i ustny. W klasie pani Haliny było 22 uczniów, dwóch nie zostało dopuszczonych do matury, dwóch jej nie zdało.


Czytaj dalej

Atanazy Raczyński – postać kontrowersyjna

Atanazemu Raczyńskiemu (1788-1874) – twórcy ordynacji obrzyckiej – rodacy nie mogli darować jego postawy zdystansowania wobec polskości, krytyki polskich powstań narodowych i kariery w pruskiej dyplomacji, a Niemcy uważali go za kogoś obcego i gorszego, chociaż – trzeba to przyznać – w niemieckich kręgach artystycznych jego pozycja była bardzo wysoka.


Federico de Madrazo y Kuntz, Portret Atanazego hr. Raczyńskiego, 1850 r., Muzeum Narodowe w Poznaniu, własność Fundacji Raczyńskich


Był z jednej strony człowiekiem o duszy romantyka, z drugiej – tradycjonalistą, monarchistą i zwolennikiem porządku. Podobnie jak starszy brat Edward uzyskał gruntowne wykształcenie i kochał sztukę. Edward interesował się głównie literaturą i architekturą, zaś Atanazy – malarstwem (sam malował dla przyjemności, głównie w czasie licznych podróży). Przede wszystkim jednak hrabia Atanazy Raczyński był zasłużonym mecenasem i kolekcjonerem malarstwa. Inaczej niż brat Edward nie myślał o ochronie polskiego dziedzictwa – interesowało go malarstwo europejskie. Początkowo kupował głównie dzieła włoskiego renesansu, później zaczął wspierać twórczość współczesnych twórców niemieckich (rzadziej francuskich). Zgromadził w sumie 156 obrazów: 92 było pracami współczesnych malarzy, a 64 – dziełami dawnych mistrzów. O interesującej historii tej kolekcji z pewnością jeszcze napiszemy.


Ściana ratusza w Obrzycku, zdjęcie Fotopolska


W 1825 r. Atanazy Raczyński, chcąc uchronić potężny majątek rodzinny przed podziałami, stworzył ordynację obrzycką, której każdorazowym dziedzicem miał być najstarszy męski potomek właściciela – ordynata (zasada majoratu). Po bezpotomnej śmierci syna Atanazego – Karola spadkobiercami zostali Raczyńscy z linii kurlandzkiej. Na zachodniej elewacji ratusza w Obrzycku znajduje się kamienna tablica z herbem Raczyńskich – Nałęcz, upamiętniająca założenie ordynacji, a w południową elewację tego samego budynku wmurowano renesansowe obramienie okna pochodzące z klasztoru w Batalha w Portugalii, zakupione przez Atanazego w 1843 r. (obecnie w środku obramienia znajduje się witraż z herbem Obrzycka).


Ściana ratusza w Obrzycku, zdjęcie Fotopolska


Siedzibą ordynacji był Gaj Mały. W 1845 r. Atanazy Raczyński do wcześniejszego dworu dobudował kolejne budynki (do następnej rozbudowy doszło na początku lat 60. XIX w.), w jednym z nich umieścił galerię portretów przodków. Dziś portrety te, w tym kilka samego Atanazego Raczyńskiego, można podziwiać w prawym skrzydle pałacu w Rogalinie. W latach 1948-2015 w budynku dawnej galerii w Gaju Małym mieściła się kaplica filialna szamotulskiej parafii Matki Bożej Pocieszenia i św. Stanisława Biskupa – kaplica Chrystusa Króla Wszechświata.


Pałac w Gaju Małym. W budynku po lewej stronie mieściła się galeria obrazów. Zdjęcia Andrzej Bednarski


DAWNE SZAMOTUŁY


Jaz na szamotulskim Jeziorku (Jeziórku)

Okazuje się, że obiekt o 125-letniej historii przez ostatnie lata nie miał właściciela, a przecież ma istotne znaczenie dla całej okolicy. Powstanie jazu, budowli utrzymującej stały poziom wody w Jeziorku, przez które przepływa Sama, ściśle związane było z uruchomieniem szamotulskiej cukrowni (1895 r.). Woda z tego zbiornika wodnego była wykorzystywana do spławiania, czyli przemieszczania buraków cukrowych specjalnymi kanałami, i ich czyszczenia. Od czasu do czasu pracownicy cukrowni oczyszczali jaz, ich zadaniem była też kontrola poziomu wody w Jeziorku. Kiedy zbytnio się obniżył, jechali nad Jez. Lusowskie, skąd wypływa Sama, i spuszczali więcej wody do rzeki.

Po likwidacji Cukrowni „Szamotuły” nikt nie przejął na własność jazu, dopiero w ostatnim czasie sprawę tę chce uregulować Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie. Gdyby jaz pękł, z Jeziórka wypłynęłoby zbyt wody, co mogłoby doprowadzić do osunięcia się tzw. łącznika, czyli drogi pomiędzy ulicami Wojska Polskiego i Bolesława Chrobrego, częściowo wybudowanej na terenie Jeziorka.

Zdjęcia z 2018 r. – Tymoteusz Lendzion



Region

Ciekawostka historyczna



Zmusić do ślubu na drodze sądowej? – to dziś niemożliwe. Miłość, rozczarowanie, zazdrość są jednak na pewno ponadczasowe. Źródło: Słownik historyczno-geograficzny ziem polskich w średniowieczu


Strona główna – październik 20212021-10-10T22:16:07+02:00

Aktualności – październik 2021

Idzi Świtała – założyciel pierwszej drużyny harcerskiej, działacz społeczny, publicysta i dentysta

23 października 2021 r. w Szamotułach odbyła się uroczystość odsłonięcia tablicy pamiątkowej poświęconej Idziemu Świtale, założycielowi pierwszej drużyny skautowej w Wielkopolsce (1911 r.) – szamotulskiej drużyny im. księcia Józefa Poniatowskiego, Tablica zawieszona została przy wejściu do kamienicy przy ul. Kościelnej 2, gdzie przez dekadę mieszkał i prowadził gabinet dentystyczny.

Urodzony w 1877 r. w Wielkiej Topoli koło Skalmierzyc, był człowiekiem gruntownie wykształconym, ukończył studia medyczne i prawnicze. W latach 1901-1902 należał do organizacji „Unitas”, skupiającej polskich studentów na Uniwersytecie Lipskim. Był redaktorem pisma „Praca”. Skazany został w 1907 r. na dwa miesiące więzienia za krytyczne uwagi o wojsku pruskim. Działał w Polskiej  Lidze Narodowej i powstałym w 1902 r. stowarzyszeniu „Eleusis”, które miało duży wpływ ideowy na kształtujące się później harcerstwo. Był posłem XXI kadencji sejmu pruskiego, zdobył mandat w wyborach z czerwca 1908 r. jako jeden z 15 Polaków (9 w Poznańskiem, 3 w Prusach Zachodnich i 3 na Górnym Śląsku). Aktywnie występował w Reichstagu w obronie praw Polaków, był sekretarzem Koła Polskiego. Należał do poznańskiej endecji (Narodowa Demokracja). Przez ponad dekadę mieszkał w Szamotułach, ok. 1919 r. przeniósł się do Bydgoszczy. Kandydował w roku 1923 na burmistrza Leszna. Postanowił, że ożeni się dopiero po odzyskaniu przez Polskę niepodległości; Stefanię z domu Poturalską poślubił w styczniu 1919 r. Małżonkowie doczekali się czworga dzieci.

W uroczystości wzięli udział przedstawiciele władz: Michał Zieliński – Wojewoda Wielkopolski, Beata Hanyżak – Starosta Powiatu Szamotulskiego i Włodzimierz Kaczmarek – Burmistrz Miasta i Gminy Szamotuły, delegacje Stowarzyszenia Gimnastycznego „Sokół”, szamotulskiego koła Wielkopolskiego Stowarzyszenia Armii Krajowej i Szamotulskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznych „Orzeł” oraz prezes Rodzinnego Ogrodu Działkowego im. Idziego Świtały w Szamotułach, Krzysztof Wojna. W uroczystości licznie uczestniczyli harcerze – to właśnie przedstawiciele Komendy Hufca im. Armii Poznań w Szamotułach wraz ze społecznym Komitetem Organizacyjnym wyszli z inicjatywą upamiętnienia Idziego Świtały. Przede wszystkim było to jednak święto potomków Świtały, którzy przybyli na tę uroczystość z różnych części Polski.

O godz. 12.00 w Bazylice Kolegiackiej Matki Bożej Pocieszenia i św. Stanisława Biskupa odbyła się msza św. w oprawie harcerskiej, kazanie wygłosił proboszcz ks. kanonik Mariusz Marciniak. Podczas nabożeństwa na skrzypcach grała uzdolniona skrzypaczka z Szamotuł – Marcelina Dera, praprawnuczka Idziego Świtały.

Uroczystość na ul. Kościelnej rozpoczął hymn harcerski, a zebranych powitał Henryk Żłobiński, przewodniczący Komitetu Organizacyjnego. Przemówienia wygłosili wojewoda Michał Zieliński oraz Jerzy Świtała – wnuk Idziego. Tablicę odsłonili dwaj prawnukowie: Jacek Świtała i Michał Karwacki oraz Komendant Hufca ZHP Mariusz Stołowski. Po poświęceniu jej przez ks. proboszcza Mariusza Marciniaka delegacje złożyły kwiaty i zapaliły znicze. Na zakończenie rozbrzmiał hymn państwowy.

Zdjęcia Marcin Drab






„Godejma po naszymu” po raz 13!

Tegoroczny konkurs gwarowy „Godejma po naszymu”, choć nie cieszył się takim zainteresowaniem uczestników jak zwykle i – cytując Juliusza Kubla – „nie płonął, a tlił się”, zważywszy na sytuację pandemiczną, jesteśmy radzi, że przetrwał. W czwartek 21 października na scenie kina Halszka, zaprezentowało się zaledwie 13 wykonawców. Pracom komisji konkursowej przewodniczył Juliusz Kubel – niewątpliwy autorytet w dziedzinie gwary poznańskiej, pisarz, scenarzysta, felietonista, twórca postaci Starego Marycha i autor gwarowych słuchowisk radiowych. W jury zasiadła także dr językoznawstwa, dydaktyk, twórca i redaktor portalu kulturalno-historycznego Region Szamotulski Agnieszka Krygier-Łączkowska.

W kategorii klas 4-6 szkół podstawowych I nagrodę otrzymała Klaudia Ossowska– SP nr 3 w Szamotułach, a II Antonina Kosiorek– Szkoła Podstawowa w Nojewie. W kategorii klas 7-8 I nagrodę przyznano Marcie Machaj – uczennicy 8 klasy Szkoły Podstawowej nr 3 w Szamotułach, a wyróżnienie Gabrieli Komorowskiej – Szkoła Podstawowa w Nojewie. W kategorii szkół ponadpodstawowych nagrody otrzymali: I miejsce duet Zofia Starosta i Weronika Kaczmarek z Zespołu Szkół nr 2 Szamotuły, a wyróżnienie (także z ZS 2) Michalina Powolna. Jury przyznało także nagrodę specjalną Marcie Machaj, która wyraźnie wyróżniła się z grona wszystkich wykonawców.

Na scenie oprócz laureatów prezentujących repertuar konkursowy, pięknie brzmiała okraszona humorem i zabawą kapela folkloru miejskiego „Kapela zza Winkla”.

SzOK



Przywrócono pamięć o dawnym cmentarzu żydowskim w Szamotułach

19 października 2021 r. odbyła się uroczystość upamiętnienia dawnego cmentarza żydowskiego. Przy ul. Zamkowej, obok budynku internatu Zespołu Szkół nr 2 im. Stanisława Staszica, stanął kamień kształtem przypominający macewę z mosiężną tablicą w dwóch językach i kodem QR, odsyłającym do szerszej charakterystyki nekropolii na portalu prowadzonym przez Narodowy Instytut Dziedzictwa. W nawierzchni obok umieszczono cztery macewy ocalałe z szamotulskiego cmentarza.

Oznakowanie dawnych cmentarzy żydowskich to akcja realizowana na terenie całego kraju. Prowadzi ją Narodowy Instytut Dziedzictwa i Muzeum Żydów Polskich „Polin” wraz z lokalnymi partnerami. W przypadku Szamotuł partnerami, którzy na miejscu przygotowali pamiątkowy kamień oraz samą uroczystość, były Muzeum – Zamek Górków oraz Zespół Szkół nr 2. W uroczystości wzięli udział, miedzy innymi, Zygmunt Stępiński – dyrektor Muzeum Historii Żydów Polskich „Polin”, Anna Czerwińska-Walczak – zastępca dyrektora Narodowego Instytutu Dziedzictwa, Alicja Kobus – przewodnicząca Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Poznaniu, Beata Hanyżak – starosta powiatu szamotulskiego oraz dyrektorzy instytucji – partnerów przedsięwzięcia: Michał Kruszona i Zygmunt Sługocki. Psalm 23 oraz modlitwę za zmarłych wygłosił rabin Icchak Rapaport. Prezentacja oznakowania dawnego cmentarza żydowskiego w Szamotułach była pierwszą tego typu uroczystością w Wielkopolsce.

Warto przytoczyć słowa, które w trakcie uroczystości na cmentarzu żydowskim wypowiedziała Alicja Kobus: „To miejsce spoczynku mieszkańców Szamotuł. Oni budowali to miasto, żyli tym miastem, pracowali dla tego miasta i z wyznawcami wszystkich innych religii współtworzyli dziedzictwo, które dzisiaj posiadamy”.

Więcej o szamotulskim cmentarzu żydowskim w artykule http://regionszamotulski.pl/upamietnienie-cmentarza-zydowskiego-w-szamotulach/

Zdjęcia Marta Szymankiewicz, relacja filmowa Ryszard Kurczewski




Spacer z Historią – po raz kolejny

W sobotę, 9 października, spotkaliśmy się w licznym gronie ponad 70 uczestników, aby zwiedzić szamotulski kościół św. Krzyża, klasztor i krypty. Z zachowanej kroniki reformatów szamotulskich wyraźnie wynika, że dzisiejszy kościół powstał z przebudowy (przystosowania) dawnego zamku Świdwów Szamotulskich – powstałego na początku XV w. Wcześniej Szamotulscy mieli swe siedziby w Starych Szamotułach (w pobliżu Samy, okolice dzisiejszego Mutowa) i fortalicium, czyli niewielką budowlę obronną, na Osówce (przy drodze do Gałowa). To prawdopodobnie w zamku Świdwów powstał najstarszy zachowany pisany po polsku list miłosny, zamieszczony w 1429 r. w rękopisie podręcznika retoryki Marcina z Międzyrzecza. Po podziale miasta między dwie gałęzie Świdwów Szamotulskich w 2. połowie XV zrodziła się potrzeba budowy drugiego – północnego – zamku (dzisiejszego Zamku Górków – rozbudował go Łukasz II Górka, następca Szamotulskich w północnej części miasta).

W 1. połowie XVII w. majątek szamotulski znalazł się w jednym ręku i starszy, mocno podupadły, zamek południowy (Świdwów) przestał być potrzebny. Ówczesny właściciel – Jan Korzbok Łącki w 1675 r. przekazał zamek wraz z sąsiednim terenem zakonnikom – franciszkanom reformatom, ich konwent powołano w Szamotułach już w roku następnym. Wzbudziło to bardzo dużo emocji wśród księży kolegiackich, którzy poczuli się zagrożeni. Źle oceniali oni osobę młodego właściciela miasta (poprzez małżeństwo z Ludwiką Kostkówną wszedł w posiadanie tego majątku zaledwie kilka lat wcześniej), obawiali się, że ich kościół podupadnie, a nawet, że zabrany im zostanie obraz Matki Bożej Szamotulskiej (Matki Bożej Pocieszenia „Szamotuł Pani”), uznany przez komisję biskupa za cudowny i umieszczony w kolegiacie w 1666 r. Po kilku latach konflikt ten został jednak zażegnany.

Kościół, wówczas pw. św. Krzyża i św. Jana Chrzciciela, został konsekrowany w 1699 r. Nowy murowany klasztor był gotowy w 1725 r., pieniądze na jego budowę przekazała Zofia z Krakowskich Rokossowska (jej portret oraz portret Jana Korzbok Łąckiego – jako głównych fundatorów – wisiał później w klasztornym refektarzu); zakonnicy sami wytwarzali cegły na budowę. Dzisiejsze rokokowe wyposażenie kościoła pochodzi z końca lat 50. XVIII w., wykonał je Józef Eglauer z Rawicza. Powstanie ołtarzy i innych sprzętów było związane z decyzją przełożonych prowincji wielkopolskiej, którzy postanowili ujednolicić wyposażenie swoich świątyń, wskazali wspólny sposób zaaranżowania przestrzeni kościołów, a nawet rodzaj drewna i sposób wykończenia. Podobieństwa te dostrzeżemy, kiedy odwiedzamy inne kościoły franciszkanów reformatów (np. kościół na Śródce w Poznaniu, obecnie należący do kościoła polskokatolickiego).

Szamotulscy franciszkanie reformaci utrzymywali się z ofiar oraz z pracy: uprawiali ogród, mieli sad, piekli chleb, łowili ryby, piekli chleb i warzyli piwo. W 1793 r. w klasztorze mieszkało 20 zakonników. Zaborcy zmierzali do likwidacji zakonów; w Szamotułach ostatni franciszkanin reformata zmarł w 1832 r., a ustawy kasacyjne uchwalono ostatecznie w 1839 r. Kościół stał się wówczas własnością parafii kolegiackiej, jednak używany był bardzo rzadko (w okresie międzywojennym jako tak zwany kościół szkolny Gimnazjum i Liceum im. ks. Piotra Skargi). Od 2. połowy lat 30. XIX w. w budynku klasztoru przez 100 lat stacjonowało wojsko, znajdowała się tam komenda uzupełnień. Przejściowo – na parterze – mieściła się też szkoła.

Po II wojnie światowej kościół przez wiele lat był zamknięty, uruchomiono go dopiero po 1963 r. Druga parafia szamotulska powstała ostatecznie w 1972 r. Po II wojnie światowej (aż do początku XXI w.) w budynku poklasztornym znajdowały się mieszkania. Później przez kilka lat organizowane były tam wystawy Ośrodka Formacji Duchowej Sztuka i Myśl, latem w wirydarzu odbywały się koncerty.

W 2020 r. − po ponad 180 latach − do kościoła św. Krzyża wrócili franciszkanie, którzy objęli też parafię. O tym, jakie mają plany remontowe, opowiedział nam w czasie sobotniego spaceru o. Tyberiusz Nitkiewicz OFM. Najważniejsze jest w tej chwili osuszenie murów budynku klasztornego (odkopano już część fundamentów), w przyszłości franciszkanie będą chcieli przeznaczyć go (przynajmniej częściowo) np. na przedszkole prowadzone przez siostry zakonne lub hospicjum. Aby do tego doszło, potrzebne są bardzo duże środki finansowe.

Uczestnicy spotkania mogli wejść również do dawnych krypt kościelnych, gdzie oprócz zakonników chowano obywateli ziemskich, nie tylko z naszych okolic. Osobno, w pierwszej części krypty stoją trumny kilku członków rodziny Żółtowskich, zasłużonej dla szamotulskiego klasztoru.

Dziękujemy wszystkim, którzy przyjęli nasze zaproszenie. Osobne podziękowania kierujemy do Ojców Franciszkanów – gospodarzy tego miejsca.

Relacja fotograficzna – Robert Kołdyka, relacja filmowa – Ryszard Kurczewski.





15. rok działalności rozpoczął szamotulski Uniwersytet Trzeciego Wieku

Kolejny rok akademicki rozpoczął Uniwersytet Trzeciego Wieku w Szamotułach, prowadzony przez Stowarzyszenie Wychowanków Gimnazjum i Liceum im. ks. Piotra Skargi. Szamotulski UTW działa od 2008 r. i zrzesza ponad 200 członków.

Funkcję honorowego rektora UTW od roku pełni prof. dr hab. Krzysztof Wronecki, z pochodzenia szamotulanin, kardiolog, kardiochirurg i historyk medycyny, wieloletni pracownik uczelni we Wrocławiu i Opolu. Prof. Wronecki nie tylko otworzył nowy rok akademicki, ale wygłosił także wykład inauguracyjny poświęcony historii różnych epidemii w dziejach ludzkości.

Plany UTW na ten rok są – jak zwykle – bogate: cotygodniowe wykłady dla wszystkich studentów, lektoraty, seminaria wyjazdowe, warsztaty plastyczne, z pisania ikon i rękodzieła, różne typy zajęć ruchowych. Zarząd Stowarzyszenia Wychowanków, na czele z dr Agnieszką Krygier-Łączkowską, planuje również nowe typy zajęć.

W ramach uroczystości inauguracyjnej odbył się również krótki koncert, w którym wystąpili młodzi artyści: Julianna Sroka-Kierończyk i Krzysztof Łączkowski.



Wyścig wygrał wyścig…, to znaczy konkurs

W konkursie „Na długim czasie”, zorganizowanym przez istniejący od ponad trzydziestu lat i cieszący się dużą popularnością magazyn „Foto-Kurier” zwyciężyło zdjęcie, którego autorem jest Piotr Mańczak. Fotografia powstała na peronie szamotulskiego dworca PKP. Jury wybrało ją spośród bardzo licznych kadrów z najrozmaitszych zakątków świata.

Szamotulski fotografik znany jest z tworzenia bardzo przemyślanych, czasem wręcz konceptualnych, zdjęć. Od czasu do czasu wykonuje jednak takie, które trudno od początku do końca zaplanować, bo mające charakter reportażu. Tak też miało być tym razem – Piotr Mańczak wybrał się na remontowany dworzec, aby zilustrować zachodzące tam zmiany. „Ta konkretna scena zrodziła się impulsowo. Widząc zbliżający się pociąg, postanowiłem wykonać dynamiczne ujęcie oddające ruch. Nie było czasu na wkręcanie filtra czy statyw, ale parkan oddzielający torowisko od ciągu dla pieszych był doskonałym stabilizatorem i jeszcze ciekawiej rozdzielał kadr. Zdążyłem jeszcze maksymalnie obniżyć czułość ISO i domknąć przesłonę do f16, co dało wystarczająco długi czas naświetlania dla osiągnięcia oczekiwanego efektu. Wtedy los się do mnie szeroko uśmiechnął, gdyż pojawiła się postać biegnącej pasażerki, która znakomicie dopełniła prawą część kadru. Wszystko to trwało mniej niż pół minuty” – skomentował powstanie fotografii Piotr Mańczak na łamach „Foto-Kuriera”.

Serdecznie gratulujemy!

Polecamy wpisy fotograficzne tego autora na naszym portalu, strona Okiem obiektywu.



Edmund Callier

Karta z kalendarza. 2 października 1833 r. w Szamotułach urodził się Edmund Callier. Jego patriotycznym polskim wychowaniem zajęła się matka – Salomea z Krajewskich, ojciec – Fryderyk Callier, potomek francuskich hugenotów, krótko pracował w Szamotułach jako sekretarz powiatowy. Callierowie mieszkali w Szamotułach w nieistniejącym dziś domu przy pl. Sienkiewicza (wylot ul. Powstańców Wlkp.).

Życiorys Edmunda Calliera mógłby stać się scenariuszem filmu akcji. Od dzieciństwa marzył o przygodach wojennych, wstąpił do Legii Cudzoziemskiej, walczył w wojnie krymskiej, po wybuchu powstania styczniowego w Środzie Wlkp. sformował własny oddział, z którym przekroczył granicę zaborów, przez kilka miesięcy pełnił funkcję głównego dowódcy powstania na Mazowszu, jego strategia zmiany miejsc oddziału i drobnych potyczek okazywała się skuteczna. Po powstaniu – skazany w procesie berlińskim – rok był więziony w twierdzy w Grudziądzu. Wrócił do Poznania i zajął się działalnością publicystyczną i wydawniczą. Napisał wiele prac historyczno-geograficznych, w tym monografię Ostroroga. Zmarł w 1893 r.

W 1933 r. Szamotuły świętowały stulecie urodzin płk. Edmunda Calliera. Delegacja szamotulan odwiedziła jego grób na, zlikwidowanym krótko po II wojnie światowej, cmentarzu świętomarcińskim i złożyła wiązankę kwiatów „wyhodowanych na ziemi, na której i on, jak owe kwiaty, wypieszczony został troską matczynego serca” („Gazeta Szamotulska” 1933, nr 116). W delegacji znaleźli się przedstawiciele Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego, uczniowie obu szkół powszechnych i gimnazjum. Na jej czele stanął przewodniczący Akademickiego Koła Szamotulan – Krzymień.

Podczas uroczystego posiedzenia oddziału Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego w sali hotelu „Eldorado” (ul. Dworcowa) referaty poświęcone Callierowi wygłosili: Andrzej Hanyż (nauczyciel Gimnazjum i Liceum im. ks. Piotra Skargi) oraz Tadeusz Dutkiewicz (sędzia i regionalista). Uroczystość poświęconą Callierowi zorganizowano również w Gimnazjum i Liceum. Postanowiono przemianować dotychczasową ul. Obrzycką na ul. Calliera (obecnie ul. Powstańców Wielkopolskich).

Po likwidacji cmentarza świętomarcińskiego szczątki Edmunda Calliera  przeniesiono na Cmentarz Zasłużonych Wielkopolan. W tym samym grobie spoczywają jego matka Salomea (1812-1888) i brat Oskar (1846-1929), powstaniec styczniowy, działacz społeczny, profesor gimnazjalny, autor słowników językowych.

Źródła zdjęć: „Kurier Poznański” 1933 (za: Cyfrowe Lapidarium Poznania), Jan Kulczak, Biblioteka Narodowa



Wielkopolska każdego dnia

Od września na antenie TVP 3 Poznań pojawia się codzienny program historyczny prezentujący postaci, wydarzenia, fakty i ciekawostki z historii Wielkopolski. Program przedstawia wydarzenia wielkie i oczywiste oraz drobne i zupełnie zapomniane, a także ciekawostki, archiwalne zdjęcia, komentarze ekspertów.

W październiku komentarze Agnieszki Krygier-Łączkowskiej, dotyczące postaci i wydarzeń z historii Ziemi Szamotulskiej, pojawią się w odcinkach z następujących dni: 2. – Edmund Callier, 4. – Franciszek Kwilecki, 5. – śmierć Konstantego Scholla, 12 – egzekucja mieszkańców Otorowa, 14. – Łukasz II Górka, 19. – Irena Szewińska na Samsung Półmaraton Szamotuły, 20. – Janusz Grabiański, 21. – Wincenty Świdwa Szamotulski, 24. – wizyta Tadeusza Mazowieckiego w Szamotułach, 31. – Barbara z Mańkowskich Kwilecka

Programy można oglądać także w Internecie (https://poznan.tvp.pl/55640115/wielkopolska-kazdego-dnia).



Szamotuły, 01.10.2021

PAŹDZIERNIK 2021


Imprezy i koncerty


Minione



KINO

Aktualności – październik 20212025-01-13T16:44:47+01:00

„Na straganie” – niezwykła seria plakatów Damiana Kłaczkiewicza

Na straganie – niezwykła seria plakatów Damiana Kłaczkiewicza

Prezentowane plakaty szamotulskiego grafika, autora plakatów wielokrotnie nagradzanych na międzynarodowych wystawach, powstały w ciągu kilku miesięcy: pod koniec 2021 i na początku 2021 r.

Na co dzień plakaty tego autora możemy oglądać na ulicach Szamotuł, Damian Kłaczkiewicz od kilku lat jest bowiem pracownikiem Szamotulskiego Ośrodka Kultury i graficznie opracowuje informacje o wszystkich organizowanych przez SzOK imprezach (na naszym portalu na podstronie Aktualności). Jako artysta wypowiada się wielokrotnie na tematy społeczne, polityczne, zagadnienia związane z ekologią i inne. Specjalnie na nasz portal przygotował serię plakatów Halszka 2020.

Szamotuły, 26.09.2021

„Na straganie” – niezwykła seria plakatów Damiana Kłaczkiewicza2025-01-10T12:36:57+01:00

Koronacja obrazu Matki Bożej Pocieszenia „Szamotuł Pani” w zapiskach prymasa Stefana Wyszyńskiego

Koronacja obrazu Matki Bożej Pocieszenia „Szamotuł Pani” w zapiskach ks. prymasa Stefana Wyszyńskiego

O tym, że w dzienniku ks. prymasa kardynała Stefana Wyszyńskiego znalazły się uwagi o wizycie w Szamotułach na uroczystościach koronacji obrazu Matki Bożej Pocieszenia, wspomniał w czasie tegorocznych uroczystości odpustowych ks. prymas Wojciech Polak. Udało mi się dotrzeć do tekstu znajdującego się w Archiwum Archidiecezjalnym w Gnieźnie.

Kardynał Wyszyński, od niedawna błogosławiony Kościoła katolickiego, odwiedził Szamotuły 20 września 1970 r. Po porannej mszy św. w kaplicy domowej rezydencji prymasowskiej w Gnieźnie wyruszył samochodem do Poznania, gdzie razem z arcybiskupem Antonim Baraniakiem odwiedził w szpitalu biskupa Lucjana Bernackiego, gnieźnieńskiego biskupa pomocniczego.

Podróż do Szamotuł przebiegała spokojnie do Cerekwicy, czyli do granicy dekanatu szamotulskiego. Od tego miejsca wzdłuż całej trasy do Szamotuł stały tłumy ludzi, drogę przyozdobiono flagami i girlandami z kwiatów, postawiono kilkadziesiąt bram powitalnych.


Powitanie prymasa Stefana Wyszyńskiego przez prałata Albina Jakubczaka, szamotulskiego proboszcza


Kolumna samochodów (zdaniem prymasa Wyszyńskiego było ich ponad 200!) przyjechała na szamotulski rynek z opóźnieniem. Na zdjęciach widać, jak prymasa, arcybiskupa Baraniaka i innych biskupów witał tam ks. prałat Albin Jakubczak, proboszcz – wówczas jeszcze jedynej – szamotulskiej parafii. W swoich zapiskach kard. Wyszyński wymienił nazwiska wszystkich obecnych na uroczystościach biskupów; byli to: Edmund Nowicki (Gdańsk),  Marian Sikorski (Płock), Tadeusz Etter i Franciszek Jedwabski (biskupi pomocniczy z Poznania) oraz Jan Czerniak (biskup pomocniczy gnieźnieński) i Jerzy Stroba (wówczas biskup pomocniczy gorzowski).

Procesja z rynku do kościoła posuwała się bardzo wolno, gdyż – jak zapisał prymas – „nie było gdzie nogi postawić – ubi igam pedem meum”. Dużo ludzi stało na dachach. Prymas podziwiał dekoracje kamienic: wieńce z kwiatów oraz flagi, także biało-żółte, czyli papieskie. Dla osób, które pamiętają chociażby późniejsze przyjazdy do Polski papieży, dekorowanie domów czy ulic tymi flagami jest czymś normalnym. Z zapisków prymasa Wyszyńskiego wynika jednak, że ówczesne władze niechętnie patrzyły na obecność flag papieskich w przestrzeni publicznej. W Szamotułach jednak obyło się „bez mandatu karnego”.


Tłumy na uroczystości koronacyjnej


Uroczystość koronacyjna na łące między kościołem a cmentarzem rozpoczęła się, jak zanotował prymas, o 12.05 i trwała 3 godziny. Na tle cmentarza stanęła „wielka estrada”, a nad ołtarzem umieszczono obraz Matki Bożej. „Uroczystość ma bogaty program, zwłaszcza śpiewy”, historię obrazu przedstawił arcybiskup Baraniak. Kazanie prymasa miało charakter improwizowany: „rodzi się w trakcie wsłuchiwania się w przebieg przemówień i śpiewów”. Prymas ocenił je jednym słowem: „Wyszło”. W samym akcie koronacji – oprócz kardynała Wyszyńskiego – uczestniczyli arcybiskup Baraniak i biskup Nowicki.

Na kardynale Wyszyńskim wrażenie zrobiły tłumy obecne na uroczystości, sztandary i piękna zieleń. Odnotował jednak, że chwilami przeszkadzały pociągi (zapisał z błędem: „biegnące na Piłę”).


Pierwszy z lewej biskup Edmund Nowicki, 2. – arcybiskup Antoni Baraniak, 4. – prymas kardynał Stefan Wyszyński


Po zakończeniu uroczystości procesja przeszła do kościoła: „Wracamy do wspaniałej Kolegiaty Szamotulskiej. Olbrzymi gmach, o przepięknej architekturze, ogromnej przestrzeni, pełen zabytków”. Obraz wystawiono w głównym ołtarzu i odbyły się jeszcze krótkie modlitwy – „hołd dla ukoronowanej Matki”.

Ostatnim elementem wizyty prymasa w Szamotułach był obiad, który odbył się pod namiotem nakrytym „nylonowymi workami na saletrę”. Worki te, jak zapisał prymas Wyszyński, stanowiły „dar robotników z fabryki”. Prymas dodał jeszcze: „Czy «beatum scelus»?” [błogosławiona wina], sugerując w ten sposób, że – dla dobrych celów – mogły one zostać pozyskane nie do końca legalnie. 

Na koniec podkreślił, że w Szamotułach wszystko było świetnie zorganizowane i w uroczystości zaangażowane było całe miasto: „Aż do przesady”.

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Prawo do publikacji całości zapisków ma wydawca kolejnych tomów dziennika Pro memoria. Dotąd (do 2021 r.) ukazało się 9 części, najnowszy zawiera teksty z 1962 r.; w sumie ukaże się 27 tomów.

Zdjęcia udostępnione przez Zbigniewa Dobaka i Wojciecha Musiała oraz ze strony FotoSzamotuły.

Prymas Stefan Wyszyński i proboszcz Albin Jakubczak

Prymas Stefan Wyszyński i arcybiskup poznański Antoni Baraniak w procesji z rynku na miejsce koronacji

Procesja na ul. Wronieckiej (wówczas gen. Karola Świerczewskiego). Obok prymasa Wyszyńskiego (z lewej) – późniejszy prymas Józef Glemp

W czasie aktu koronacji. Od lewej: arcybiskup Antoni Baraniak, prymas Stefan Wyszyński i biskup Edmund Nowicki

Nałożenie koron na obraz Matki Bożej Pocieszenia

Błogosławieństwo biskupów

Po koronacji w kościele obraz wyeksponowano w ołtarzu głównym

Ołtarz koronacyjny, nabożeństwo już bez udziału biskupów

Nabożeństwo wieczorne

Koronacja obrazu Matki Bożej Pocieszenia „Szamotuł Pani” w zapiskach prymasa Stefana Wyszyńskiego2022-01-02T23:14:45+01:00

Aktualności – wrzesień 2021

Spacer z Historią – to już trzeci rok spotkań

W sobotę, 18 września odbył się nasz kolejny Spacer z Historią – wróciliśmy do bazyliki kolegiackiej, którą zwiedzaliśmy we wrześniu 2019 r., w czasie pierwszego spaceru. Liczna grupa uczestników spotkania zapoznała się z historią kościoła, wzniesionego w tym miejscu w 2. połowie XIV w. (sama parafia szamotulska powstała dużo wcześniej, najstarsza zachowania wzmianka o niej pochodzi z 1298 r., ale wiązała się ona ze Starymi Szamotułami i nieistniejącym dziś kościołem św. Marcina). Część najstarsza budowli to dzisiejsze prezbiterium, pierwotnie kościół był jednonawowy, przebudowa i rozbudowa świątyni nastąpiła w XV w. Dziś jest to bazylika kolegiacka i zarazem sanktuarium. Tytuł kolegiaty przysługuje kościołowi w związku z istnieniem przy nim kapituły kanoników (w Szamotułach ustanowiono ją w 1542 r.; dziś to godność honorowa, nadawana przez biskupa (szamotulskiemu kościół ponownie otrzymał ją w 2000 r.). Tytuł bazyliki mniejszej nadawany jest ważnym kościołom przez papieża, szamotulska świątynia nosi go od 2014 r. Istnienie sanktuarium wiąże się z kultem Matki Bożej Pocieszenia („Szamotuł Pani”), zatwierdzonym w 1666 r. Kościół można również nazywać farą, ponieważ był to pierwszy kościół miejski (powstały po lokacji miasta w pobliżu rynku, wcześniejszy kościół św. Marcina powstał dla wsi Szamotuły – później Stare Szamotuły).

Wewnątrz świątyni trzeba zwrócić uwagę na kilka bardzo cennych obiektów: gotycki krucyfiks z belki tęczowej (datowany na lata 1370-1390), spiżową płytę nagrobną Andrzeja Szamotulskiego (powstałą ok. 1505 r. w Norymberdze w zakładzie odlewniczym Vischerów) oraz renesansowy nagrobek Jakuba Rokossowskiego (z 1580 r., dzieło włoskiego rzeźbiarza Hieronima Canavesiego). Od 1666 r. w kościele znajduje się obraz Matki Bożej, ikona w typie Matki Bożej Kazańskiej. Niedostępne są dziś dawne krypty, w których – jak wynika z zapisów kościelnych – w przeszłości pochowano co najmniej 300 osób.

Uczestnicy spotkania wysłuchali również związanych z kościołem podań ludowych.

Po kościele oprowadzali Piotr Nowak i Agnieszka Krygier-Łączkowska, podania przedstawił Łukasz Bernady, a o kryptach i przykościelnym cmentarzu opowiedział Wojciech Musiał.

Dziękujemy wszystkim, którzy przyjęli nasze zaproszenie! Do zobaczenia na kolejnym spacerze, który planujemy już w październiku.

Zdjęcia Robert Kołdyka – bardzo dziękujemy.



Jakżem jechoł do Szamotuł – I Przegląd Folkloru i Twórczości Ziemi Szamotulskiej

Przy Muzeum – Zamku Górków 18-19 września odbył się I Przegląd Folkloru i Twórczości Ziemi Szamotulskiej ,,Jakżem jechoł do Szamotuł” z udziałem solistów i zespołów z całej Wielkopolski. Celem przeglądu było pokazanie bogactwa i różnorodności szamotulskiego folkloru, jego popularyzacja, integracja i promocja zespołów oraz wymiana doświadczeń, także za przyczyną warsztatów z zakresu tańca i muzyki szamotulskiej.

Komisja konkursowa w składzie: Maciej Sierpiński – przewodniczący, Piotr Kulka i Tomasz Kuźniak po sobotnich przesłuchaniach konkursowych wyłoniła laureatów i wyróżnionych wykonawców z Wielkopolski.

W kategorii ZESPOŁY Z PROGRAMEM OPRACOWANYM SCENICZNIE jury przyznało: tytuł Laureata dla Zespołu Tańca Ludowego „Swojacy”, II nagrodę ex aequo dla Zespołu Pieśni i Tańca „Kębłowo” oraz Zespołu Tańca Ludowego Cybinka-Grodzisk, III nagrodę dla Zespołu Tańca Ludowego „Gniezno” (I nagrody nie przyznano).

W kategorii ZESPOŁY DZIECIĘCE: tytuł Laureata otrzymał Zespół Tańca Ludowego „Swojacy”, a I nagroda ex aequo trafiła do Zespołu Regionalnego „Słoneczka” z Przedszkola nr 5 oraz Grupy „Słoneczka” z Przedszkola nr 4 w Szamotułach.

W kategorii ZESPOŁY ŚPIEWACZE jury przyznało: tytuł Laureata Zespołowi Śpiewaczemu „Dąbrowianki”, II nagrodę ex aequo Zespołowi Śpiewaczemu „Lutogniewiacy” oraz Stowarzyszeniu Kulturalnemu „Podrzewianka” z Podrzewia (I nagrody nie przyznano).

W kategorii SOLIŚCI: I nagrodę ex aequo przyznano Annie Czerniak oraz Lechowi Owczarkowi, a II nagrodę Krystynie Melczak (tytułu laureata nie przyznano).

W kategorii GAWĘDZIARZE GWAROWI jury przyznało: tytuł Laureata Zofii Bembniście i Marii Domanieckiej oraz I nagrodę Jakubowi Celebuckiemu.

W kategorii SOLIŚCI INSTRUMENTALIŚCI tytuł Laureata otrzymał Czarek Bednarczyk.

Ogłoszenie wyników i wręczenie nagród odbyło się w niedzielę. Suma przyznanych nagród wyniosła 13,5 tysiąca złotych. Siedmioro z nagrodzonych wykonawców Przeglądu wystąpiło w konkursie galowym. Poza konkursem, w sobotę, zaprezentowała się Kapela Dudziarska Szamotulskiego Ośrodka Kultury. Program koncertowy urozmaiciły najmłodsi członkowie Zespołu Folklorystycznego „Szamotuły” prezentując zabawy i dawny folklor podwórkowy. Starsi członkowie „Szamotuł” wykonali tańce i przyśpiewki szamotulskie. Zwieńczeniem dwudniowego wydarzenia było sceniczna odsłona „Tradycji weselnych z Szamotuł i okolic” – widowisko „Wesele szamotulskie” w wykonaniu zespołu – współgospodarzy wydarzenia.



Małgorzata Braunek jako Oleńka Billewiczówna

Kartka z kalendarza. 2 września 1974 r. odbyła się premiera filmu „Potop”, w roli Oleńki wystąpiła urodzona w Szamotułach Małgorzata Braunek (1947-2014). W związku z tym filmem aktorka odwiedziła Szamotuły, spotkanie z nią odbyło się w kinie „Halszka”.

Przyszła aktorka urodziła się w Szamotułach, lecz mieszkała tam tylko jako małe dziecko. Jej ojciec Władysław po wojnie był dyrektorem szamotulskich młynów, wkrótce rodzina przeniosła się do Leszna, potem do Bytomia, a stamtąd do Warszawy. W związku z pracą ojca Małgorzacie długo towarzyszyło przezwisko „Młynarka”.

Władysława Braunka nie ominęły represje czasów stalinowskich. Przed wojną był oficerem kawalerii, rotmistrzem Wojska Polskiego, po kampanii wrześniowej znalazł się w oflagu w Woldenbergu, gdzie prowadził teatr. Kiedy po wojnie odmówił wstąpienia do Ludowego Wojska Polskiego, został aresztowany i trafił do więzienia we Wronkach.

Spotkanie w szamotulskim kinie tak wspomina Ewa Krygier: „Bilety na premierę «Potopu» trudno było zdobyć, bo wiadomo było, że ma w niej wziąć udział Małgorzata Braunek. Widzowie byli lekko zdezorientowani, bo sądzili, że zobaczą aktorkę przed rozpoczęciem projekcji, a tymczasem na ekranie pojawiły się początkowe kadry filmu – czyżby nie dojechała?. Dopiero w momencie, w którym po raz pierwszy zobaczyli postać Oleńki Billewiczówny, projekcję przerwano i na scenie pojawiła się oczekiwana bohaterka, serdecznie witana przez zgromadzonych. O ile pamiętam, miała na sobie długą granatową suknię. Powiedziała kilkanaście sympatycznych zdań i akcja filmu potoczyła się dalej”.

Polscy widzowie, którzy znali Małgorzatę Braunek z ról trudnych współczesnych dziewcząt, na wieść, kto wystąpi jako Oleńka w filmie Jerzego Hoffmanna, zaczęli protestować: pisano listy do prasy, aktorka dostawała anonimy. W jednej z późniejszych rozmów wyznała: „Początkowo śmieszyła mnie ta nagonka, ale w końcu zaczęła boleć. Pomyślałam: dlaczego ktoś ma prawo oceniać moje predyspozycje, zanim cokolwiek się wydarzy. Jeżeli wcześniej miałam wątpliwości, to w tym momencie przeważyły ambicje”.

Kadry z filmu „Potop Redivivus” 1974/2014 (Repozytorium Filmowe Filmoteki Narodowej) oraz magazyn ilustrowany „Film” 1973 r.



Wielkopolska na każdy dzień

Od września na antenie TVP 3 Poznań pojawia się codzienny program historyczny prezentujący postaci, wydarzenia, fakty i ciekawostki z historii Wielkopolski. Program przedstawia wydarzenia wielkie i oczywiste oraz drobne i zupełnie zapomniane, a także ciekawostki, archiwalne zdjęcia, komentarze ekspertów.

W kolejnych miesiącach komentarze do wydarzeń i postaci związanych z regionem szamotulskim będzie prezentować dr Agnieszka Krygier-Łączkowska.

Programy można oglądać także w Internecie (https://poznan.tvp.pl/55640115/wielkopolska-kazdego-dnia) (odcinki z dni 2, 3, 4, 8, 10, 12, 18, 20, 21 i 24 września)


Szamotuły, 25.09.2021

WRZESIEŃ 2021


Imprezy i koncerty

Najbliższe



Minione









KINO

Aktualności – wrzesień 20212025-01-13T16:45:37+01:00

Halina Karpińska – spotkanie w setne urodziny

Halina Karpińska – spotkanie w setne urodziny

Idąc na spotkanie z przedwojenną absolwentką Liceum im. ks. Piotra Skargi, nie przypuszczałam, że teraz – w 2021 r. – dane mi będzie porozmawiać z osobą, która podczas niemieckiej okupacji w Generalnym Gubernatorstwie prowadziła tajne nauczanie – przez pięć dni w tygodniu odbywała komplety w 3 miejscach, a wieczorami dwa dni w tygodniu w leśniczówce douczała partyzantów. Nie urodziła się w Szamotułach i od wielu lat mieszka w Poznaniu, jednak to tu spędziła najpiękniejsze lata i czuje się szamotulanką. Halina Karpińska z domu Pokorna (dawniej mówiono: Pokornianka) 26 sierpnia skończyła 100 lat.

Władysław Pokorny (1893-1968), ojciec Haliny, był nauczycielem.  Po maturze w Poznaniu został skierowany do pracy w szkole wiejskiej w Galewie niedaleko Koźmina (obecnie Galew należy do powiatu pleszewskiego). Tam poznał swoją przyszłą żonę – Mieczysławę z domu Sowińską (1900-1990). Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości uzupełnił wykształcenie we Lwowie i jako nauczyciela fizyki i chemii wysłano go do Koźmina. Od 1923 r. do likwidacji szkoły w 1932 r. uczył w tamtejszym Państwowym Seminarium Nauczycielskim Męskim. Małżonkowie mieli troje dzieci, wszystkie na świat przyszły właśnie w Koźminie: najstarsza Ludmiła urodziła się w 1920 r., Halina w 1921 r. i Tadeusz w 1925 r.


Państwowe Seminarium Nauczycielskie Męskie (przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości: Königliche Evangelische Lehrerseminar) w Koźminie Wielkopolskim oraz Gimnazjum i Liceum im. ks. Piotra Skargi (wcześniej Landwirtschaftschule) – w tych szkołach Władysław Pokorny pracował najdłużej. Zdjęcia z okresu 1920-1935 (Koźmin) oraz 1905-1918 (Szamotuły). Źródło: Fotopolska oraz Szamotuły na dawnej pocztówce


Pani Halina zdążyła zdać maturę jeszcze przed wybuchem wojny, gdyż naukę rozpoczęła jako sześciolatka, razem ze starszą siostrą. Żartuje, że nigdy nie zaszła wyżej niż do czwartej klasy. Najpierw chodziła 4 lata do seminaryjnej szkoły ćwiczeń w Koźminie, potem rok dojeżdżały z siostrą do gimnazjum w Krotoszynie. W 1932 r. rodzina Pokornych przeniosła się do Szamotuł. Halina i Ludmiła jeszcze przez rok kontynuowały naukę w gimnazjum. W 1933 r. nastąpiła reforma szkolnictwa (tzw. reforma jędrzejewiczowska), która zakładała, że przed gimnazjum uczniowie kształcą się 6 lat w szkole powszechnej. Pokornianki ukończyły właśnie szósty rok nauki, więc zaczęły edukację w nowym typie gimnazjum (klasy I-IV), po którym zdawało się tzw. małą maturę. Potem kolejne dwa lata nauka w liceum profilowanym i matura.

Rocznik, w którym uczyła się Halina, zdawał maturę tzw. nowego typu. Szamotulskie liceum było szkołą typu humanistycznego, na maturze obowiązkowo zdawało się język polski i francuski, historię i naukę o społeczeństwie – ze wszystkich tych przedmiotów odbywał się egzamin pisemny i ustny. W klasie pani Haliny było 22 uczniów, dwóch nie zostało dopuszczonych do matury, dwóch jej nie zdało.


Halina Pokornianka (na 1. fotografii z lewej, na 2. – w środku) z licealnymi koleżankami, 28.11.1937 r.


Pani Halina wspomina swoją szkołę. Na co dzień dziewczęta chodziły w czarnych fartuchach z białym kołnierzykiem, na głowach nosiły berety, na nogach brązowe buty i grube pończochy. Chłopcy do szkoły przychodzili w granatowych ubraniach, na co dzień, także poza szkołą, nosili czapki z daszkiem. Obowiązkowo do stroju, jak przez kilkadziesiąt następnych lat, musiała być przyszyta tarcza. W szamotulskim Gimnazjum i Liceum im. ks. Piotra Skargi była to tarcza z czerwonym tłem i niebieskim napisem: „790”, bo taki numer nosiła wówczas szkoła. Uczniowie mieli też stroje galowe. Na strój dziewcząt składała się bluza z kołnierzem i plisowana spódnica za kolana, na ubiór chłopców garnitury z wypustkami przy spodniach i na czapkach; gimnazjaliści – mieli je w kolorze niebieskim, licealiści – amarantowe.

Wspomina też swoich nauczycieli. Funkcję wychowawcy, jak nazywano dawniej: opiekuna klasy, pełnił Andrzej Hanyż (1901-1973). Dziś określono by go jako nauczyciela – pasjonata. W szamotulskim gimnazjum od 1926 r. uczył historii, geografii, nauki o społeczeństwie, a później także przysposobienia wojskowego. Prowadził Kółko Historyczno-Literackie, był opiekunem szkolnego koła Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego i Męskiej Drużyny Harcerskiej im. Bolesława Chrobrego. Rozumiał, że młodość ma swoje prawa, i swoim wychowankom mówił: „Rozrabiajcie, ale nie dajcie się złapać”. Pod jego opieką działał też szkolny zespół folklorystyczny. Pani Halina wspomina zjazd folklorystycznych zespołów licealnych, w którym uczestniczyła w 1938 r. we Lwowie. Po raz pierwszy mogła wówczas podziwiać Panoramę racławicką. Rok później, latem 1939, razem z dwiema szkolnymi koleżankami: Aleksandrą Głowacką i Anną Górską była w tym samym mieście na miesięcznym szkoleniu Pomocniczej Służby Wojskowej. Przed południem dziewczęta uczestniczyły w wykładach, a po południu – co drugi dzień –  chodziły do rotundy w lwowskim Parku Stryjskim, aby oglądać dzieło Styki i Kossaka. Panorama racławicka wystawiona we Wrocławiu nie zrobiła już na niej takiego wrażenia.


Halina Pokornianka (3. z lewej) ze szkolnym zespołem folklorystycznym we Lwowie, maj 1938 r. Pierwszy z lewej stoi nauczyciel Andrzej Hanyż.


Na lekcjach języka polskiego, prowadzonych przez zakochanego w literaturze romantycznej prof. Wiktora Fabiana, na pamięć uczyli się wielu wierszy Mickiewicza i Słowackiego. Bardzo ciekawe były lekcje z ks. Antonim Szudą z wykładami na temat dziejów Kościoła. Pani Halina najbardziej ceniła matematyka – Eliasza Arystowa (1874-1953). Ten Rosjanin z pochodzenia, a Polak z wyboru, uczył w gimnazjum i liceum w Szamotułach przez blisko 30 lat i był uznawany za świetnego dydaktyka. Rozwiązywanie zadań sprawiało Halinie dużą przyjemność i robiła to bardzo sprawnie, więc w czasie sprawdzianów liczyła zadania także dla przyjaciół z innych grup. Po jakimś czasie profesor Arystow zorientował się w tym i kiedy tylko skończyła pisać swój sprawdzian, kazał jej wychodzić z sali. Po wojnie powitał ją słowami: „Moja ulubiona matematyczka!”.

10 czerwca 1939 r. nastąpiło rozdanie świadectw maturalnych, a wieczorem bal w Sali Sundmanna przy ul. Poznańskiej. Na tę pierwszą uroczystość absolwentki przyszły jeszcze w szkolnych mundurkach, a wieczorem bawiły się już w sukniach długich do ziemi. Prof. Hanyż wspaniale poprowadził poloneza, zabawa była bardzo udana i trwała do rana. Dodać jednak trzeba, że każda z absolwentek musiała pojawić się na balu pod opieką swojej mamy, co więcej – matki siedziały z córkami przy stolikach!


Przedwojenni nauczyciele Gimnazjum i Liceum im. ks. Piotra Skargi. W środku zdjęcia siedzi Kazimierz Beik (1886-1966), dyrektor szkoły w latach 1924-1949 (z przerwą wojenną); 2. od prawej siedzi Eliasz Arystow (1874-1953) – nauczyciel matematyki. Stoją (m.in.) : 1. z prawej Andrzej Hanyż (1901-1973) – nauczyciel historii i geografii; 5. od lewej – Stefan Pawela (1904-1964), łacinnik, dyrektor w latach 1955-64; 4. z lewej – Władysław Pokorny (1893-1968), nauczyciel fizyki i chemii; 2. z lewej – Henryk Nowak (1909-2000) – nauczyciel wychowania fizycznego („ćwiczeń cielesnych”); 3 z lewej – Stanisław Owsiany (1888-1940), lekarz szkolny.


Rodzina Pokornych mieszkała na parterze domu przy pl. Sienkiewicza (obecny adres al. 1 Maja 2, wówczas pl. Sienkiewicza 5). Przedwojenni nauczyciele dobrze zarabiali, Pokorni mieszkali w pięciopokojowym mieszkaniu, mama zajmowała się wychowaniem dzieci, w prowadzeniu domu wspierała ją gosposia, a duże prania robiła praczka. Na piętrze nad nimi mieszkała również nauczycielska rodzina Kaniów, a w domu po przeciwnej stronie ulicy – kolega z pracy Władysława Pokornego Stefan Pawela (1904-1964), łacinnik i późniejszy dyrektor szamotulskiego liceum.

Pani Halina lubiła promenadę wokół cmentarza. Kiedyś była to popularna trasa. Często chodziła tam z rodzicami i rodzeństwem na wieczorne spacery, bo ojciec… pełnił tam dyżury. Regulamin szkoły zabraniał uczniom przebywania na ulicy (bez opieki rodziców) po godzinie 20, a latem po 21. Nauczyciele musieli to sprawdzać i przekazywać informacje dyrekcji. Pani Halina mówi, że byli tacy pedagodzy, którzy rzeczywiście to robili, jednak jej ojciec, kiedy z daleka widział jakiegoś ucznia idącego ulicą o nieodpowiedniej godzinie, zaraz skręcał w bok i nigdy nie dochodziło do konfrontacji. Władysław Pokorny uczył w szamotulskim gimnazjum chemii i fizyki, a także prowadził kółko chemiczne. Ponieważ w szkole uczyły się jego dzieci, zyskał przezwisko „Tata”, które przetrwało do końca jego pracy w Szamotułach.


Szkolenie wojskowe we Lwowie, sierpień 1939 r. Halina Pokornianka stoi w 2. rzędzie od góry.


Ze szkolenia wojskowego we Lwowie Halina wróciła do Szamotuł w dniu swoich 18. urodzin. W pociągach było dużo wojska, bo trwała już mobilizacja, jednak do końca nie wierzono, że wojna wybuchnie. W końcu sierpnia Władysław Pokorny został wysłany służbowo na tereny, zdawało się, niezagrożone, za linię Wisły. Nauczycielom z miejscowości położonych niedaleko granicy niemieckiej Związek Nauczycielstwa Polskiego wyznaczył punkt zborny w Puławach. Najbliżsi planowali się z nim spotkać w okolicach Puław, razem z kilkoma innymi rodzinami nauczycielskimi dotarli pociągiem do Warszawy, dalej do Puław i Końskowoli. Kiedy okazało się, że Polskę zaatakowali także Rosjanie, postanowili wrócić do Szamotuł. Krótko potem do Szamotuł wrócił także Władysław.

8 grudnia 1939 r. w Szamotułach i wielu innych miejscowościach w okolicy Niemcy zatrzymali wielu przedstawicieli elit: ziemian, działaczy społecznych, inteligencję. Najpierw przewieziono ich do więzienia we Wronkach, a następnie wysłano pociągami do Generalnego Gubernatorstwa. Władysław i Mieczysława Pokorni trafili do Jędrzejowa na Kielecczyźnie. Ponieważ oboje kształcili się jeszcze w szkołach pod zaborem pruskim i bardzo dobrze znali język niemiecki, znaleźli zatrudnienie jako tłumacze – Władysław w magistracie, a jego żona w tzw. sejmiku. Jeszcze w końcu 1939 r. dołączyło do nich dwoje dzieci: Halina i Tadeusz, a w późniejszym czasie także najstarsza Ludmiła.   


Rodzina Pokornych w czasie niemieckiej okupacji w Jędrzejowie: rodzice – Mieczysława i Władysław oraz dzieci – Halina, Tadeusz i Ludmiła. Ludmiła Pokornianka (1920-1987) po wojnie ukończyła Państwową Wyższą Szkołę Plastyczną w Poznaniu, pracowała jako projektantka i malarka w zakładach ceramicznych. Jej nazwisko wymienia się w gronie najwybitniejszych artystów projektantów ceramiki okresu PRL-u. Narzeczony Ludmiły, Tadeusz Hoffmann, został zamordowany w Charkowie w 1940 r. (więcej w artykule http://regionszamotulski.pl/tadeusz-hoffmann-student-z-szamotul-i-zbrodnia-katynska/). Tadeusz Pokorny ukończył Politechnikę Wrocławską.


Rodzina Pokornych zamieszkała u zamożnej żydowskiej rodziny Horowitzów (pisowni nazwiska pani Halina nie jest pewna), którzy – na polecenie Niemców – odstąpili im dwa pokoje. W początkowym okresie okupacji byli oni dużym wsparciem dla Pokornych, pomagali odnaleźć się w nowej rzeczywistości, dzielili się jedzeniem. Ich najstarszy syn poległ jako polski oficer we wrześniu 1939 r., córka z mężem uciekli na Wschód i zaginął po nich ślad, najmłodszego syna – Samuela ukryli na wsi. W 1940 r. w Niemcy utworzyli w Jędrzejowie getto. Teraz to Mieczysława Pokorna starała się im pomagać i zanosiła do getta jedzenie. Jesienią 1942 r. Żydów z Jędrzejowa wywieziono do obozu w Treblince.  

W Jędrzejowie Pokorni zawarli znajomość z prof. Tadeuszem Konopińskim (1894-1965), dyrektorem Wielkopolskiej Izby Rolniczej. Zyskał on rozgłos w 1929 r., kiedy sukcesem okazała się zorganizowana przez niego ekspozycja polskiego rolnictwa na Powszechnej Wystawy Krajowej w Poznaniu. Tadeusz Konopiński przedostał się do Generalnego Gubernatorstwa, ponieważ obawiał się, że na terenach wcielonych do Rzeszy – jako przedstawiciel wielkopolskiej elity i powstaniec wielkopolski – może być prześladowany. Rozpoczął pracę w izbie rolniczej w Jędrzejowie, natomiast wysiedlone z majątku pod Jarocinem jego żona i córki wydzierżawiły majątek Słowik pod Kielcami.


Otwarcie jednej z wystaw w  czasie Powszechnej Wystawy Krajowej, 1929 r. 1. z lewej stoi Tadeusz Konopiński, 2. z prawej – prezydent Poznania Cyryl Ratajski. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe


Kiedy Tadeusz Konopiński dowiedział się, że Halina Pokornianka jest już po maturze, zaproponował jej prowadzenie tajnych kompletów przygotowujących do egzaminu dojrzałości. W każdym tygodniu dziewczyna jeździła na pięć dni do Słowika i w trzech różnych domach prywatnych uczyła 5-6-osobowe grupki młodzieży. Dwa razy w tygodniu wieczorami chodziła do nieodległej leśniczówki, gdzie prowadziła lekcje dla partyzantów. W soboty i niedziele w Jędrzejowie do matury przygotowywała jeszcze pojedyncze osoby, w nauczaniu łaciny pomagał jej Stefan Pawela, również z rodziną wywieziony z Szamotuł do Generalnego Gubernatorstwa. Pojedyncze osoby fizyki uczył również Władysław Pokorny.

Halina nie tylko sama została członkiem Armii Krajowej, ale wciągnęła do niej także młodszego brata. Tadeusz, w Jędrzejowie pracujący w biurze tartaku, uciekł z domu i wstąpił do partyzantki. Po jakimś czasie pobytu w lesie poważnie się rozchorował i mama przywiozła go z powrotem do Jędrzejowa. W 1944 r., krótko przed powstaniem warszawskim, odbyły się egzaminy maturalne podopiecznych Haliny. Do Słowika przyjechali wówczas członkowie zewnętrznej komisji, którzy je przeprowadzili. Wszyscy zdali – wspomina z dumą pani Halina.


Halina Pokornianka z uczennicami i uczniami z tajnych kompletów, 1944 r.


Po powstaniu do Kielc przyjechało wielu przedwojennych wykładowców uniwersyteckich, którzy wzmocnili działającą tam filię tajnego Uniwersytetu Ziem Zachodnich, powstałą w 1943 r. z inicjatywy prof. Konopińskiego. Pozwoliło to na uruchomienie nowych kierunków studiów, w tym medycyny i chemii. Naukę na tym ostatnim kierunku rozpoczęła Halina Pokornianka.

Na podstawie wydanego zaświadczenia zaliczono jej po wojnie pierwszy rok studiów na Uniwersytecie Poznańskim. Na roku studiowało wówczas 8-9 osób. Pani Halina wspomina studenckie praktyki w cukrowniach i obiady dla studentów za złotówkę. Studenci chemii mieli w tym czasie problemy ze zdobyciem odczynników, a w budynku szamotulskiego liceum Niemcy pozostawili ich w nadmiarze w stosunku do potrzeb szkolnej dydaktyki. Halina otrzymane od ojca – nauczyciela chemii środki woziła pociągiem. Mówi, że było to bardzo niebezpieczne, ale w tamtych czasach jakoś nikt o tym nie myślał. Przeżyli już przecież tyle niebezpiecznych sytuacji!


Bolesław Karpiński (2. od prawej), przyszły mąż Haliny Pokornianki, z rodziną, 1937 r. Więcej można przeczytać w artykule http://regionszamotulski.pl/rodzina-karpinskich/

Z lewej: Halina Pokornianka z rodzicami i rodzeństwem w czasie okupacji w Jędrzejowie. Z prawej: Halina i Bolesław Karpińscy, zdjęcie ślubne, Szamotuły, 1947 r.


Pracę magisterską obroniła w 1949 r., już jako Halina Karpińska i mama rocznego Marka. Bolesław Karpiński (1921-1976) był jej kolegą z licealnej klasy i mieszkał również przy pl. Sienkiewicza (dziś nr 4), przed wojną nic ich jednak jeszcze nie łączyło. Kiedy spotkali się w 1945 r., zaczęli sobie opowiadać, co przeżyli w ciągu ostatnich lat. A że do opowiedzenia mieli dużo, umawiali się na kolejne spacery i tak zrodziła się ich miłość. Bolesław był człowiekiem bardzo inteligentnym, w 1951 r. skończył medycynę, odbył praktyki w szamotulskim szpitalu i był świetnie zapowiadającym się lekarzem. Tuż przed rozpoczęciem pracy zawodowej ujawniła się u niego poważna choroba autoimmunologiczna – SM (stwardnienie rozsiane). Jako lekarz Bolesław Karpiński był świadomy tego, co go czeka, zwłaszcza że akurat tą chorobą zajmował się w jednej ze swoich prac pisanych na studiach. W tamtych czasach nie było leków powstrzymujących chorobę, ale przez wiele lat Halina i Bolesław szukali na całym świecie eksperymentalnych metod leczenia. Bolesław wierzył w postęp medycyny i czekał na nowy lek, choroba jednak szybko postępowała.

W 1954 r. przyszło na świat drugie dziecko Haliny i Bolesława – Lidia. Syn Marek studiował na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza i Politechnice Poznańskiej, od wielu lat jest profesorem informatyki na uniwersytecie w Bonn. Do 1981 r. pracował w Polskiej Akademii Nauk, od czasu do czasu wyjeżdżał też na stypendia zagraniczne i wykłady na uczelniach Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych. Kiedy rozpoczął się stan wojenny, przebywał na wykładach w Edynburgu. Dalszy pobyt na Zachodzie umożliwili prof. Karpińskiemu Niemcy, którzy zaproponowali mu kontrakt w Bonn. Lidia Karpińska-Jazdon – tak jak ojciec – ukończyła medycynę, jest specjalistą z zakresu pulmonologii, przez wiele lat pracowała jako ordynator w szpitalu przy ul. Szamarzewskiego w Poznaniu – dzisiejszym Wielkopolskim Centrum Pulmonologii i Torakochirurgii.    


Z lewej: Halina i Bolesław Karpińscy, 1947 r. Z prawej: Halina Karpińska z dziećmi: Markiem i Lidką, 1956 r.

Kiedy przy pl. Sienkiewicza mieszkała rodzina Pokornych, stał tam kościół ewangelicki. Pocztówki z ok. 1915 r. Źródło: Biblioteka UAM


Halina była zatrudniona w laboratorium analitycznym w Zakładach Hipolita Cegielskiego, dodatkowo uczyła w dwuletniej szkole techników analitycznych. Pracowała bardzo dużo, aby móc utrzymać rodzinę, wspierali ją rodzice, bez których – jak mówi – by sobie nie poradziła. W 1956 r. Karpińscy i Pokorni przenieśli się razem do Poznania, gdzie przy ul. Gostyńskiej kupili nieduży dom z ogrodem. Władysław Pokorny jeszcze przez dwa lata pracował jako nauczyciel w Liceum Ogólnokształcącym nr 1 w Poznaniu, a potem przeszedł na emeryturę. Dużo pomagał w opiece nad zięciem, sam przygotowywał mu posiłki.

Bolesław Karpiński wiele lat był osobą leżącą, zmarł w 1976 r. dokładnie w swoje 55. urodziny. Ostatnią dekadę życia spędził w szpitalu w Gnieźnie, gdzie dyrektorem był jego kolega ze studiów. Sam podjął taką decyzję, aby odciążyć rodzinę i aby dzieci nie oglądały jego stanu. Najbliżsi często go odwiedzali, na końcu miał duże problemy z mówieniem, ale bardzo chciał słuchać opowieści o tym, co dzieje się u innych.  


Halina Karpińska z Andrzejem J. Nowakiem, członkiem zarządu Stowarzyszenia Wychowanków Gimnazjum i Liceum im. ks. Piotra Skargi – spotkanie przy placku ze śliwkami – specjalności pani Haliny. Z Antonim Żuromskim w czasie spotkania z okazji 95-lecia Gimnazjum i Liceum im. ks. Piotra Skargi. Halina Karpińska, najstarsza absolwentka szkoły, była honorowym gościem uroczystości w 2014 r. Zdjęcia udostępnił Andrzej J. Nowak


Pani Hala była w przeszłości bardzo dzielną kobietą. I wtedy, gdy jeździła do podkieleckiego Słowika, aby uczyć młodzież, i potem, gdy ciężko pracowała na utrzymanie rodziny, zajmowała się chorym mężem i wychowywała dzieci. Dziś też jest dzielna. Nadal chce być niezależna, mieszka sama, odwiedzana przez najbliższych: dzieci, troje wnuków i sześcioro prawnuków. Pierze, gotuje obiady. – Ale piec już przestałam – dodaje jakby z poczuciem winy. Niestety, nie może już grać w brydża, co bardzo lubiła. Z jej kółka brydżowego została już tylko jedna, sporo lat młodsza, koleżanka, a młodzi grać w brydża nie chcą. Trzy razy w tygodniu schodzi ze swojego trzeciego piętra i razem z opiekunką idą na dłuższy spacer. Lubi rozwiązywać sudoku, „bo to gra, przy której trzeba myśleć”. I uwielbia książki. W każdym miesiącu czyta co najmniej trzy. Nic, tylko podziwiać!

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Szamotuły, 17.09.2021

Halina Karpińska – spotkanie w setne urodziny2025-08-18T12:02:05+02:00

Aktualności – sierpień 2021

X Plener Rzeźbiarski

Rzeźbiarze po rocznej przerwie powrócili do Szamotuł . W X Międzynarodowym Plenerze Rzeźbiarskim „Wielki Powrót Rzeźb” udział wzięli: Viktoria Popova (Charków), Karolina Kaźmierczak (Bydgoszcz), Radek Michalczuk (Droblin), Jan Milczarek (Biała), Mariusz Opoka (Chodel), Piotr Staszak (Brudzew), Jakub Staszak (Brudzew) i Eugeniusz Tacik (Binino).

Rzeźby, w które wkomponowane są domki dla zapylaczy, stanęły na szamotulskich ogródkach działkowych.

Zdjęcia Piotr Mańczak (FotoSzamotuły)



Upamiętnienie cmentarza ewangelickiego w Pniewach

Z dawnego cmentarza ewangelickiego w Pniewach nie pozostało niemal nic, ale w ostatnich tygodniach miejsce to zyskało nowy wygląd i – co bardzo ważne – zostało opisane na postawionych tam tablicach.  Na początku lat 70. XX w. dawny cmentarz przekształcono w park (między ulicami Międzychodzką i Jeziorną). Nekropolia w tym miejscu istniała prawdopodobnie już w XVIII w., starsza część był umiejscowiona na wzgórzu od strony Jeziornej, później cmentarz powiększono. Od strony Międzychodzkiej znajdowały się bardziej okazałe nagrobki, przy głównej alejce usytuowano ceglaną neogotycką kostnicę. Ostatnie pochówki odbyły się tam krótko po II wojnie światowej. Na pniewskim cmentarzu spoczęli przedstawiciele rodzin, do których należały pniewskie dobra: Rappardowie i von Massenbachowie. Warto tu zaznaczyć, że wspierali oni nie tylko parafię ewangelicką (Carl Rappard w dużej mierze sfinansował budowę kościoła ewangelickiego), ale także sumiennie wywiązywali się z obowiązków kolatorów (patronów) kościoła św. Wawrzyńca – uczestniczyli finansowo w remontach kościoła i innych budynków parafialnych. Na cmentarzu ewangelickim pochowano tam Heinricha Kocha – powstańca wielkopolskiego pochodzenia niemieckiego; w 1971 r. jego szczątki przeniesiono do wspólnej mogiły powstańczej na cmentarzu katolickim.

Zdjęcia Andrzej Bednarski



Szamotulski Ośrodek Kultury – wystawa obrazów Marii Antkowiak z Krzeszkowic

Pani Maria Antkowiak jest samotną, schorowaną osobą. Chęć do życia odnajduje w malowaniu obrazów. W sierpniu grupa życzliwych jej osób rozpoczęła remont domu, w którym pani Maria mieszka. Okazało się, że stan domu jest taki, że drobne naprawy nie mają najmniejszego sensu. Wesprzeć remont można wpłatami na zrutka.pl (https://zrzutka.pl/zf2jam?utm_medium=mail&utm_source=postmark&utm_campaign=payment_notification) lub bezpośrednio na konto Szamotulskiego Stowarzyszenia Charytatywnego „Pomoc” 94 2030 0045 1110 0000 0091 9040 (z dopiskiem „Remont u pani Marii”).



15 sierpnia – Święto Wojska Polskiego

Z okazji Święta Wojska Polskiego prezentujemy fotografię sprzed stu lat (ok. 1919-1921). Przedstawia ona członków rodziny Agacińskich, przodków szamotulanki Natalii Beszczyńskiej. Stojący z prawej strony Jan Agaciński (1875- 1955) wybrał bycie Polakiem i za Polskę, wraz ze swymi potomkami, walczył. Polsko brzmiące nazwisko przybrał wprawdzie już jego ojciec Walenty, ale przodkowie uważali się za Niemców. Jan ożenił się ze Stanisławą z domu Hampel (stoi obok, 1873-1952), służącą w majątku jego rodziców; ci nie zaakceptowali mezaliansu i wydziedziczyli syna. Początkowo Jan pracował w majątku ojca jako fornal, potem za chlebem – jak wiele rodzin – wyjechał z żoną do Westfalii, gdzie na świat przyszły ich dzieci. Przez pewien czas Jan pracował w Paryżu, z Francji wrócił do odrodzonej Polski wraz z armią Józefa Hallera. Żona z dziećmi prawdopodobnie powróciła do Wielkopolski już wcześniej. Do Wojska Polskiego (formacji ułanów) wstąpili – widoczni na zdjęciu: Katarzyna Agacińska (stoi druga od lewej; w czasie II wojny światowej zginęła najprawdopodobniej w obozie koncentracyjnym) i Stanisław Agaciński (siedzi pierwszy z prawej; w czasie II wojny wywieziony przez Niemców do robót w kopalni). Na fotografii w drugim rzędzie pierwsza z lewej stoi Rozalia Agacińska, po mężu Szymkowiak, babcia Natalii Beszczyńskiej.



77 lat po godzinie „W”

Ostatni powstaniec warszawski związany z Szamotułami – ks. kan. kapitan Bogdan Kończak – wziął udział we wczorajszych obchodach 77. rocznicy wybuchu powstania warszawskiego, zorganizowanych przez Szamotulskie Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznych „Orzeł”, z udziałem Szamotulskiego Koła WSPAK (Wielkopolskiego Stowarzyszenia Pamięci Armii Krajowej).

Ks. Bogdan Kończak podzielił się swoimi wspomnieniami z uczestnikami uroczystości. W powstaniu wziął udział jako 15-latek, a za 2 tygodnie skończy 92 lata. Jego powstańczy pseudonim: „Kodan” utworzony został od nazwiska i imienia. Urodzony w Modlinie, pełnił funkcję łącznika w Zgrupowaniu „Żywiciel” i walczył na Żoliborzu. Początkowy fragment swojego wystąpienia na temat uczestników powstania związanych z naszym regionem poświęciła ks. kapitanowi także Agnieszka Krygier-Łączkowska: „W opublikowanych 8 lat temu w «Przewodniku Katolickim» artykule opartym na wspomnieniach ks. Bogdana Kończaka szczególnie poruszył mnie fragment, w którym ksiądz opowiadał o misji, z jaką jego oraz kolegę dowódca wysłał na zwiad na nieaktywne od kilku dni pozycje niemieckie. Wszyscy żegnali ich serdecznie, jakby więcej nie mieli się zobaczyć. Wydawało się, że zostali wysłani na pewną śmierć. To oni jednak przeżyli, gdyż dawne pozycje niemieckie okazały się nieobsadzone, a zginęli ci, którzy ich żegnali, bo dom, gdzie się znajdowali, wyleciał w powietrze trafiony przez ciężki rakietowy pocisk wystrzelony z tzw. szafy. Kiedy powstanie w tej części Warszawy upadło, Bogdana Kończaka wraz z innymi powstańcami prowadzono jako tzw. żywą tarczę przed niemieckim czołgiem. Ludzie, którzy widzieli tę grupę powstańców, byli przekonani, że idą oni na śmierć i w milczeniu ich błogosławili. Ks. Kończak precyzyjnie wyliczył, że 6 razy – właściwie cudem, w ostatniej chwili – udało mu się uniknąć śmierci. Do niewoli nie trafił, bo na warszawskiej Woli razem z kolegą wykorzystali chwilę nieuwagi prowadzących ich Niemców, uciekli w pole i ukryli się w lesie”.

Uczestnikami powstania byli także dwaj inni księża związani z Szamotułami: ks. pułkownik Henryk Szklarek-Trzcielski (organizator duszpasterstwa powstańczego na Starówce, dziekan Grupy Północ, późniejszy wieloletni proboszcz w Wilczynie, na emeryturze mieszkający w Gałowie i Szamotułach) i ks. kapitan Albin Jakubczak (kapelan na Starówce, który rannych przenosił kanałami do Śródmieścia, późniejszy proboszcz szamotulski). W powstaniu walczyli także – spoczywający na cmentarzu w Szamotułach – kapral podchorąży Leon Michalski (Śródmieście Południe, dwukrotnie ranny w powstaniu, późniejszy lekarz) i podporucznik Michał Karwacki (Ochota). Agnieszka Krygier-Łączkowska wspomniała także trzy sanitariuszki z powstania warszawskiego: sierżant Annę Pię Mycielską (Starówka i Śródmieście), strzelec Lidię Owsiany (poległa w czasie bombardowania szpitala przy ul. Chełmskiej) i Halinę Głuchowską (później po mężu Gallus, spoczywa na cmentarzu w Szamotułach).

Przyczyny i wybuch powstania przypomniał w swoim wystąpieniu Kamil Malinowski – wiceprezes SSRH „Orzeł”. Pod Kamieniem Pamięci złożono wiązanki i zapalono znicze, hołd powstańcom oddały też sztandary. Uczestnicy obchodów udali się także na groby powstańców.



Dokąd na wakacje?

Inspirację można znaleźć w sztuce Maxa Rabesa (1868-1944), urodzonego w Szamotułach niezwykle popularnego i uznanego malarza niemieckiego, profesora Berlińskiej Akademii Sztuk Pięknych. Rabes dużo podróżował, zafascynowany był Bliskim Wschodem. W 1898 r. znalazł się w grupie artystów towarzyszących cesarzowi Wilhelmowi II w podróży do Stambułu i Palestyny, a w 1929 r. podróżował do Stanów Zjednoczonych razem z bułgarskim księciem Cyrylem. Z okazji swoich 50. urodzin odwiedził też Szamotuły i dom, w którym przyszedł na świat – dzisiejszy adres Dworcowa 6 (kamienica, która przez dziesięciolecia należała do rodziny Baków).

To dokąd wybierzemy się razem z Rabesem: do Egiptu? Izraela? Turcji? Włoch? Grecji? Bułgarii? Sama podróż przez sztukę jest już interesująca! Jedenaście prac artysty znajduje się w zbiorach Muzeum – Zamku Górków i tam też warto się wybrać.

Źródło zdjęć – strona Artnet.com



Szamotuły, 01.08.2021

SIERPIEŃ 2021


Imprezy i koncerty

Minione







– 7 sierpnia o godz. 15-17 w Gałowie, o godz. 18-20 w Śmiłowie
– 8 sierpnia godz. 15-17 w Gąsawach i godz. 18-20 w Myszkowie
– 14 sierpnia o godz. 15.00-17.00 w Kępie, o godz. 18.00-20.00 w Baborówku
– 15 sierpnia o godz. 15.00-17.00 w Mutowie, o godz. 18.00-20.00 w Szczuczynie
– 28 sierpnia o godz. 14.00-16.00 w Otorowie i o godz. 17.00-19.00 w Brodziszewie


KINO

Aktualności – sierpień 20212025-01-13T16:46:18+01:00

Strona główna – lipiec 2021


DAWNE SZAMOTUŁY

Mistrz z Szamotuł

Niezwykle cenny obraz Zwiastowanie Najświętszej Maryi Pannie (tempera na drewnie) z 1529 r. określany jest jako dzieło nieznanego mistrza z Szamotuł. Dlaczego z Szamotuł? Badacze malarstwa widzą związek obrazu z dziełami powstałymi dla kolegiaty w Szamotułach: obrazem św. Anny Samotrzeć (przechowywanym w Muzeum Archidiecezjalnym) i zrabowanym w czasie okupacji tryptykiem z ołtarza głównego, który – jak się okazało w latach 90. XX w. – znajduje się w muzeum w Aszchabadzie (Turkmenistan). Dodać trzeba, że wszystkie te obrazy (łącznie ze Zwiastowaniem) zostały ufundowane przez Łukasza II Górkę. Obraz Zwiastowania NMP wchodził w skład tryptyku, który – według ustaleń badaczy – pierwotnie był przeznaczony najprawdopodobniej do kaplicy Górków w poznańskiej katedrze. Dzieło w połowie XIX w. znalazło się w zbiorach kórnickich Tytusa Działyńskiego.



Na pierwszym planie obrazu przedstawiona została scena Zwiastowania Marii, na drugim – Nawiedzenia Elżbiety. Maria oraz archanioł Gabriel znajdują się na czymś w rodzaju otwartego tarasu, za którym widoczny jest krajobraz. Za Marią stoi tron (z zieloną poduszką) i baldachimem, a przed nią klęcznik z pulpitem, na którym leży otwarta książka. Co czytała Maria przed pojawieniem się Gabriela? Mogły to być pisma biblijnych proroków zapowiadających przyjście Mesjasza; do wątku prorockiego odwołują się postacie i napisy na płytach klęcznika odnoszące się do postaci sybilli – antycznych i pogańskich wieszczek, które – według chrześcijańskich interpretacji – również zapowiadały przyjście Mesjasza.

Maria ma rozpuszczone włosy, spięte diademem, brązowe oczy i zarumienione policzki, ręce skrzyżowała na piersi. Ubrany w strój liturgiczny archanioł Gabriel lekko unosi się nad podłożem, jakby właśnie sfrunął z niebios, w ręce trzyma berło owinięte wstęgą z napisem „Ave G[rati]a Plena” („Bądź pozdrowiona, pełna łaski”). Scenę tę dopełnia przedstawienie Trójcy św.: Boga Ojca w koronie i z berłem, przedstawionego w geście błogosławieństwa, w otoczeniu aniołów, nad głową Marii – Ducha św. pod postacią gołębicy, a także… Dzieciątka Jezus na ramieniu z krzyżem w kształcie litery T, udającego się ze sfery nieba w kierunku Marii. Przypominamy, że 25 marca Kościół katolicki obchodzi święto Zwiastowania NMP.



U dołu obrazu przedstawiono postać fundatora tryptyku – Łukasza II Górki (1481-1542). W historii Szamotuł Górka zaistniał, żeniąc się z Katarzyną, jedyną córką i spadkobierczynią Andrzeja Szamotulskiego, przywódcy obozu magnatów, jednego z najpotężniejszych panów Królestwa (jego postać uwieczniono na cennej płycie grobowej w bazylice kolegiackiej). Choć Łukasz sam posiadał już wówczas potężny majątek (7 miast, w tym Kórnik i Sieraków, oraz kilkadziesiąt wsi), małżeństwo było doskonałą partią i awansem. Po śmierci Andrzeja Szamotulskiego w 1511 r. Łukasz objął jego dobra. Ogromny majątek Łukasza trudno oszacować, gdyż stale coś kupował, sprzedawał, brał w zastaw lub zastawiał; zwykle podaje się liczbę 16 miast i 202 wsi. Zdaniem historyka prof. Tomasza Jurka mógł to być największy majątek ziemski w ówczesnej Koronie. 

Łukasz Górka był osobą aktywną na polu publicznym. Spośród wielu funkcji, które sprawował, trzeba wymienić długoletnie starostwo generalne Wielkopolski (1508-1535). W związku z tym urzędem odgrywał bardzo ważną rolę w kontaktach z Brandenburgią, Śląskiem i Pomorzem, a Zygmunt Stary wielokrotnie powierzał mu misje dyplomatyczne. To on finalizował małżeństwo króla z Barbarą Zapolyą i witał w granicach Bonę Sforzę. Kontakty z Zygmuntem Starym rozluźniły się, gdy Górka stał się zwolennikiem polityki prohabsburskiej.

Nieoczekiwany zwrot w życiu Łukasza Górki nastąpił w 1537 r. On – wdowiec, ojciec trojga dorosłych dzieci – zapragnął zostać… biskupem, w dodatku od razu krakowskim. Zygmunt Stary powierzył to biskupstwo jednak innemu kandydatowi, a Łukasza Górkę wskazał na biskupa włocławskiego. Łukasz obraził się wówczas na króla, jednak biskupstwo przyjął i w 1538 r. w katedrze poznańskiej wyświęcony został (jednego dnia!) na diakona, prezbitera i biskupa. W swojej diecezji prawie jednak nie bywał, a gdy w 1542 r. wyruszył w podróż, rozchorował się i zmarł w Szamotułach.



Górka jako potężny magnat cieszył się dużym autorytetem, jednak wielu współczesnych miało o nim fatalną opinię. Uważano go za człowieka o wybujałych ambicjach, skąpego i chciwego (jego pragnienie zostania biskupem także oceniano jako chęć dobrania się do majątku kościelnego).

Równocześnie Łukasz Górka znany był z rozlicznych fundacji. Przekazywał pieniądze na różne kościelne dzieła, m.in. był formalnym fundatorem kapituły kolegiackiej w Szamotułach i tamtejszym kanonikom przekazał duże kwoty. W starszych opracowaniach na temat szamotulskiej kolegiaty można znaleźć informację, że to właśnie Łukasz II Górka wzniósł kościół. Badania, które przeprowadzono w ostatnich kilkunastu latach, pozwoliły przesunąć powstanie murowanej świątyni na 2. połowę XIV w. Pierwotna budowla wyglądała jednak inaczej i w XV w. nastąpiła jej gruntowna przebudowa, którą – być może – dokończył Łukasz Górka.

Bez wątpienia to Łukasz Górka rozbudował odziedziczony po teściu zamek północny (stąd nazwa: Zamek Górków). W Muzeum – Zamku Górków oglądać można tablicę fundacyjną zamku z jego imieniem, która początkowa umieszczona była nad bramą zamkową (starsi szamotulanie pamiętają, że kiedyś była wmurowana w bramę kościoła).

Jak wskazuje Tomasz Jurek, aktywność Łukasza II Górki jako mecenasa miała charakter ponadprzeciętny, co może wskazywać na jego dużą wrażliwość artystyczną. Wszystko to służyło zarazem eksponowaniu własnej osoby. Mamy z tym do czynienia na obrazie Zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie. Łukasz – w bogatych szatach – klęczy u stóp archanioła Gabriela i Matki Bożej, a obok umieszczona jest jego tarcza herbowa, jednak nie zwykła, lecz czteropolowa, pokazująca nie tylko przejęty po ojcu herb Łodzia, ale także Ogończyk (po matce), Nałęcz (po babce ze strony ojca) i Sulima (po babce ze strony matki). Takie przedstawienie miało podkreślać nie tylko wspaniałe koligacje, ale także czystość pochodzenia – wszyscy przodkowie herbowi!

Zainteresowanych obrazem odsyłamy do artykułu Adama S. Labudy Tryptyk Zwiastowania Najświętszej Marii Fundacji Łukasza II Górki. Ikonografia, źródła programu obrazowego i historyczny kontekst dzieła (https://journals.pan.pl/dlibra/publication/130318/edition/113794/content/pamietnik-biblioteki-kornickiej-2015-tom-32-tryptyk-zwiastowania-najswietszej-marii-pannie-fundacji-lukasza-ii-gorki-ikonografia-zrodla-programu-obrazowego-i-historyczny-kontekst-dziela-labuda-adam-s?language=pl).

Źródło obrazu: platforma.bk.pan.pl


Anna z Niegolewskich Mycielska-Tuczyńska. „I prawie cud, że w kolegiacie leży, a nie gdzie indziej”

W ścianę nawy południowej szamotulskiej bazyliki kolegiackiej wmurowana jest czarna tablica epitafijna ufundowana przez Michała Mycielskiego, a poświęcona jego matce – Annie z Niegolewskich (1668-1723). Wykuty na niej tekst oprócz tytułów zmarłej zawiera ciekawą charakterystykę jej postaci: „Niebu duszę, ciało zaś śmiertelności oddała. […] Cnoty i przymioty tak w swoich akcjach [działaniach] pogodziła, że jedne nie tłumieły drugich, ale zdobieły. Wspaniały umysł bez ambicji i sumienie bez makuły [skazy]. W kościołach pobożna, w pałacu pozorna [dbająca], w konwersacji przyjemna, na [dla] ubogich hojna, na poddanych dobrotliwa, na wszystkich dyskretna, w dobrym stateczna, w przypadkach [zdarzeniach] mężna, w cierpliwości [cierpieniach] cierpliwa. […] Że zaś w sercu żyje synowskim świadczy ten kamień, który I.W. J. Pan Maciej Mycielski, kasztelan kaliski, najukochańszej matce w nieutulonego żalu dowód położył”.

W księdze zgonów parafii szamotulskiej odnotowano, że Anna z Niegolewskich, wdowa po Adamie Mycielskim i Andrzeju Tuczyńskim, zmarła w Poznaniu 25 lipca 1723 r. o godz. 11 przed południem. Jej ciało przewieziono do Szamotuł 27 lipca, a 29 lipca pochowano w nowo wymurowanej krypcie po prawej stronie przed ołtarzem Najświętszej Panny (pod miejscem, gdzie w kościele znajduje się tablica). W księdze zapisano również: „to Matka nasza, dobrodzika [dobrodziejka] wielka leży, i prawie cud, że w kolegiacie, parochialnym [parafialnym] kościele leży, a nie gdzie indziej”.       

Czy Anna z Niegolewskich rzeczywiście była osobą o tylu zaletach, trudno dziś ocenić. Dwa cytowane teksty zostały napisane krótko po jej śmierci, a „De mortuis aut bene, aut nihil” (o zmarłych albo dobrze, albo wcale). W historii Szamotuł Anna z Niegolewskich odegrała ważną rolę, ponieważ dla rodziny Mycielskich kupiła w 1720 r. miasto z przedmieściami i okolicznymi wsiami. W ten sposób o rozwoju i sposobie zarządzania Szamotułami przez ponad 100 lat decydowała potężna w tym czasie wielkopolska rodzina Mycielskich. W 1837 r. dobra szamotulskie w przymusowej  sytuacji po powstaniu listopadowym sprzedała inna Anna Mycielska – Anna z Mielżyńskich.

Zdjęcie Jerzy Walkowiak




Region

Niemiecki młynarz z Sękowa

Niemiec, młynarz z Sękowa, po prostu dobry człowiek. Taki właśnie był Gustaw Kathner, w którego pogrzebie – z udziałem poznańskiego pastora – w 1957 r. (lub 1958) uczestniczyła niemal cała wieś. Po wojnie nie chciał opuścić Sękowa, gdzie mieszkał przez wiele lat, a jego wiatrak stał na górce nad ul. Szkolną. Nie musiał wyjeżdżać, bo wiedział, że swoją postawą zaskarbił sobie wdzięczność Polaków. W czasie wojny, gdy okupant nałożył na polskich rolników kontyngenty – obowiązkowe dostawy zboża i wielu rodzinom trudno było wyżyć, Kathner robił tak, aby z resztek oddawanych po przemiale można było upiec dobry chleb. Najbardziej zależało mu na tym, żeby spocząć obok zmarłej wcześniej żony (dorosłe córki wyjechały do Niemiec). Dla dzieci polskiej rodziny Klekotków, która kilka lat – aż do śmierci Gustawa Kathnera – mieszkała z nim w jednym domu, był – zwyczajnie – dziadkiem. 

Ewangelicki pochówek zorganizował Adam Klekotko. Pastor na pogrzeb przyjechał pociągiem do Pólka, a stamtąd bryczką przewieziono go do Sękowa. Na cmentarzu ewangelickim w Sękowie – Podrzewiu stare groby znajdowały się jeszcze wówczas w dość dobrym stanie, niektóre otoczone były przez metalowe płotki. Dziś trudno nawet dojść na ten teren, a z nagrobków pozostało tylko kilkanaście fragmentów płyt.

Wiatrak – typu koźlak – stał w Sękowie do końca lat 80. XX w., był widoczny z drogi Poznań – Pniewy.

Zdjęcia z rodzinnego archiwum udostępniła Irena Kofel z domu Klekotko, zdjęcie wiatraka – Robert Kofel (nieistniejąca strona sekowo.pl). Współczesne zdjęcia z cmentarza w Podrzewiu – Andrzej Bednarski.




Wspomnienia

Edmunda Zawadzkiego opowieść o rodzinie

Moi rodzice byli wspaniałymi ludźmi

Rodzina Edmunda Zawadzkiego od kilku pokoleń mieszka w Szamotułach. Tutaj przyszli na świat jego rodzice: Edmund (1891-1945) i Cecylia z domu Rybarczyk (1907-1998). Ojciec, który zmarł w obozie koncentracyjnym, we wspomnieniach syna pojawia się jako człowiek niemal święty, a mama jako bohaterka, która dzielnie walczyła o rodzinę: najpierw o wypuszczenie męża z więzienia Gestapo, a potem o uwolnienie nastoletnich synów z więzień stalinowskich. 

Ojciec urodził się 29 września 1891 r. Po ukończeniu szkoły powszechnej kształcił się w szkole handlowo-przemysłowej, z zawodu był technikiem budowy maszyn. W czasie I wojny światowej został powołany do armii niemieckiej.

W zachowanej polskiej książeczce wojskowej znalazły się informacje o kolejnych przydziałach Edmunda Zawadzkiego, już w Wojsku Polskim. Od kwietnia 1919 r. służył w oddziale ckm w Poznaniu, w październiku otrzymał stopień oficerski. W czasie wojny polsko-bolszewickiej skierowano go do Batalionu Zapasowego we Lwowie, potem jeszcze kilkakrotnie zmieniano mu przydział do czasu, kiedy w październiku 1921 r. przeniesiono go do rezerwy.

W 1922 r. powstało w Szamotułach Towarzystwo Powstańców i Wojaków, a Edmund Zawadzki został jego pierwszym prezesem. Funkcji tej nie pełnił długo, ale jako członek stowarzyszenia brał udział we wszelkich uroczystościach patriotycznych. Był dumny z munduru polskiego oficera – jest w nim na wielu zdjęciach rodzinnych, także na fotografii ślubnej z początku 1933 r.



Edmund – senior był synem Wawrzyńca (1843-1913) i Apolonii (1852-1926) z domu Polcyn. Miał 3 braci: Bolesława, Stefana i Władysława oraz dwie siostry: Helenę i Joannę. Najbardziej znany w Szamotułach był starszy brat Edmunda – Bolesław (1883-1946), działacz wielu organizacji społecznych, m.in. przez pewien czas prezes znanego szamotulskiego chóru „Lutnia” i długoletni członek magistratu. Kilka lat Bolesław Zawadzki pełnił – społeczną wówczas – funkcję wiceburmistrza. W październiku 1930 r. po wypadku, w którym zginął burmistrz Konstanty Scholl, przejął jego obowiązki na pół roku, do czasu powołania na to stanowisko Leonarda Bartkowskiego.

Siostra Helena (1890-1964) poślubiła Leona Szulczewskiego, pochodzącego ze Swarzędza inżyniera budownictwa (1889-1970), który w 1924 r. przeniósł swoją firmę do Szamotuł – najpierw mieściła się ona przy ul. Ratuszowej, a później przy Franciszkańskiej. Zakład Szulczewskiego do II wojny światowej zrealizował wiele inwestycji w mieście, między innymi w 1926 r. przeprowadził prace adaptacyjne dawnej stajni należącej do folwarku Świdlin, którą przekształcono w Przytulisko dla Starców i Kalek (dziś Bolesława Chrobrego 8). Druga z sióstr – Joanna – wyszła za mąż za Adama Siebrechta i razem prowadzili znajdujący się na rogu ulic 3 Maja i Dworcowej hotel z restauracją o nazwie „Swoboda”.

Firma Wawrzyńca Zawadzkiego, jak wynika z Ilustrowanego kalendarza „Gazety Szamotulskiej” na rok 1931, działała od 1870 r. Po śmierci ojca przejął ją najstarszy syn Bolesław. We wspomnianym wydawnictwie określono ją jako fabrykę maszyn, powozów oraz wozów ciężarowych i rolniczych. Mieściła się ona w zabudowaniach na tyłach domu rodziny Zawadzkich, przy ul. Ratuszowej 10. Budynki te przestały istnieć dopiero niedawno, w 2019 r. 


Członkowie Rady Miasta i magistratu Szamotuł, kadencja 1926-1930. Trzeci z lewej, obok burmistrza Konstantego Scholla, siedzi Bolesław Zawadzki. Własność zdjęcia Urszula Dudzik


Po przejściu do rezerwy Edmund zajął się bardzo podobną działalnością, jego firma mieściła się początkowo w mniejszym budynku – obok firmy brata. Na przełomie lat 20. i 30. Edmund Zawadzki wzniósł nową siedzibę zakładu. Znajdowała się ona przy ul. Dworcowej 11, wjazd usytuowany był naprzeciw meblarni, w miejscu gdzie w latach 70. stanął Dom Handlowy. Za zakładem Zawadzkiego działała inna szamotulska firma – fabryka powozów Michała Dorny. Na parterze nowego budynku Zawadzkiego mieściły się warsztaty, a na piętrze wygodne mieszkanie dla rodziny. W 1933 r. na świat przyszedł pierwszy syn – Marian (zm. 2012), w 1936 r. urodził się Edmund i w 1938 r. Bożena (później po mężu Pohl).

Żona Edmunda Zawadzkiego była od niego 16 lat młodsza. Była piękną i elegancką kobietą, wiedziała, na czym jej zależy i umiała do tego dążyć. Kiedy w marcu 1929 r. powstało w Szamotułach żeńskie gniazdo towarzystwa „Sokół”, została prezeską. Zawodowo związała się z szamotulskim Bankiem Spółdzielczym i zajmowała tam stanowisko kierownicze. Szybko zdobyta niezależność finansowa umożliwiła jej, jeszcze jako pannie, kupno domu przy Rynku (obecnie nr 36).


Czytaj dalej

Szamotuły, 18.07.2021

Pracownicy szamotulskich firm

Okres międzywojenny

Od kilku miesięcy na naszej stronie na FB zamieszczamy nową serię zdjęć – Pracownicy szamotulskich firm. Cieszy się ona dużym zainteresowaniem. Kilka zdjęć zamieszczamy także tutaj. Za jakiś czas przygotujemy osobny wpis.


Pracownicy starostwa w Szamotułach

1931 r. Czwarty z prawej siedzi Marceli Sławski (1880-1940), dyrektor Powiatowej Kasy Komunalnej i Powiatowej Kasy Oszczędności, powstaniec wielkopolski, zmarł w obozie koncentracyjnym w Dachau. Drugi od prawej stoi Stanisław Cieciora, piąty – Feliks Bocheński, szósty – Kierończyk. Zdjęcie udostępniła Ewa Prange (córka Stanisława Cieciory).


Pracownicy Urzędu Pocztowego

Zdjęcia zbiorowe z 1933 i 1935 r. W środku siedzi ówczesny naczelnik Wiktor Górczyński. Zdjęcia – Ryszard Smulkowski i Fotopolska

1930 r. Szamotulscy listonosze i pracownicy we wnętrzu poczty. Zdjęcia udostępniła Iwona Hapko (wnuczka Wiktora Górczyńskiego)


Drogowcy

1938 r. Na górnej fotografii w 1. rzędzie drugi z lewej siedzi Józef Krupiak (1901-1957). Zdjęcia udostępnił Władysław Paszke

Lata 30. XX w. Pracownicy Zarządu Drogowego przy Starostwie Powiatowym w Szamotułach. Zdjęcie udostępnił Wojciech Musiał


Piekarze firmy Władysława Mazurkiewicza (Wu-Ma)

Przełom lat 20. i 30. XX w. 1. z lewej Władysław Turek, 2. – Stefan Kulczak (siostrzeniec Władysława Mazurkiewicza). Obaj prowadzili potem własne piekarnie (Turek przy Poznańskiej, Kulczak przy Rynku, obok Nowaczyńskich). Zdjęcie udostępnił Jan Kulczak (syn Stefana)


Pracownicy meblarni Braci Koerpel

1930 r. Stolarze fabryki mebli Braci Koerpel. W marynarce – mistrz Drzewiecki (zasłużony pracownik tej firmy), po prawej od niego siedzi Lembicz, po lewej – Franciszek Paschke, drugi od prawej stoi Antoni Paschke. Zdjęcie udostępnił Władysław Paszke (syn Antoniego)

1939 r. Pracownicy wykańczalni. Na każdym ze zdjęć jest Aniela Kowalewska (później Trojanek). Na ostatniej fotografii 1. z lewej Ludwik Wojciechowski, muzyk kapeli szamotulskiej. Zdjęcia udostępnił Grzegorz Trojanek (syn Anieli)


Pracownicy Komunalnej Kasy Oszczędności

W siedzibie KKO (budynek starostwa). W drzwiach stoi Klemens Masełkowski – dyrektor, 1. z lewej Barbara Iwaszkiewiczówna (później Nowakowa).

1. z lewej Barbara Iwaszkiewiczówna (później Nowakowa), 2. – Klemens Masełkowski

Pierwszy z lewej Bronisław Nadolny – dyrektor Banku Spółdzielczego na przełomie lat 50. i 60., 2. z lewej Barbara Iwaszkiewiczówna.

Druga połowa lat 30. Zdjęcia udostępnił Andrzej J. Nowak (syn Barbary)


Brukarze z firmy Stanisława Napierały

Lata 30. XX w., pl. Sienkiewicza. Zdjęcie udostępnił Paweł Rybarczyk (wnuk brata Stanisława Napierały)


Zecerzy drukarni Józefa Kawalera

Początek lat 30. XX w. W środku stoi Alfred Eichmann (1913-2005), z prawej – Majcherczak. Zdjęcie z aukcji internetowej


Region

Powiat szamotulski na zdjęciach z 1941 r.

W październiku 1939 r. Szamotuły i region – podobnie jak reszta Wielkopolski – zostały włączone do Niemiec (Kraj Warty, Wartheland, Warthegau). Zamieszczone tu zdjęcia zostały opublikowane w 1941 r. w niemieckim opracowaniu geograficzno-militarnym dla XXI Okręgu Wojskowego.

Oprócz Wielkopolski w obrębie Niemiec znalazły się: Pomorze, Górny Śląsk z Zagłębiem Dąbrowskim oraz Suwalszczyzna, w tekstach niemieckich te tereny nazywano „nowymi obszarami wschodnimi”.

„Młyn parowy w Szamotułach. Niemal we wszystkich miastach i w większych wsiach nowych obszarów wschodnich istnieją młyny parowe i motorowe, podczas gdy młyny wodne i wiatraki zostały w większości wyłączone z eksploatacji”.

„Konstrukcja filarowa nowego mostu drogowego na Warcie w Obrzycku”

„Polskie nowe osiedle (typowy projekt), tu w powiecie szamotulskim. […] W przeciwieństwie do indywidualnie ukształtowanych osiedli pruskiej komisji kolonizacyjnej polskie zagrody są nędzne […], często niewykończone”

„Typowa wieś ulicówka, tu w powiecie szamotulskim. Oprócz osadnictwa rozproszonego […] w Kraju Warty szeroko rozpowszechnione są ulicówki z zabudowaniami często ustawionymi prostopadle lub ukośnie do drogi (gospodarstwa usytuowane luźno koło siebie po jednej stronie drogi) ”

„Wiadukt kolejowy nad drogą i dwa stawy, Nojewo […]”

„Most kolejowy na Warcie (Poznań – Krzyż), Stobnica” [błąd: most znajdował się na linii kolejowej Oborniki – Wronki]

„Wydobywanie torfu koło Pniew. Torf znajduje się w wilgotnych zagłębieniach, często w metrowych warstwach, wydobywany głównie w małych przedsiębiorstwach na opał i jako ściółka, czasami w dużych ilościach do zastosowań przemysłowych (torf ogrodniczy). Dawne miejsca wydobywania torfu napełniają się wodą i utrudniają poruszanie się w terenie”. [zaznaczono, że to już tereny w powiecie grodziskim]

Strona główna – lipiec 20212025-01-02T11:57:53+01:00
Go to Top