About Agnieszka Krygier-Łączkowska

Autor nie uzupełnił żadnych szczegółów
So far Agnieszka Krygier-Łączkowska has created 368 blog entries.

Wyzwolenie Szamotuł spod okupacji niemieckiej – kronika Szkoły Podstawowej nr 2

Wyzwolenie Szamotuł spod okupacji niemieckiej

(zapis w kronice Szkoły Podstawowej nr 2)

Wydarzenia istotne dla danych społeczności przedstawiają i oceniają z perspektywy czasu historycy. Ogromne znaczenie mają jednak także relacje ludzi współczesnych, pisane bez dystansu, odzwierciedlające emocje i nadzieje tamtego czasu.

Dawne kroniki Szkoły Podstawowej nr 2 (wcześniej nazywanej elementarną szkołą katolicką i publiczną szkołą powszechną) pisali jej kierownicy. W latach 1929-47 robiła to ówczesna kierowniczka Antonina Nowicka (1891-. Jej zapisy są bardzo szczegółowe i nie ograniczają się do prezentowania wydarzeń związanych z życiem szkoły. Kronika Szkoły staje się w pewnym sensie kroniką miasta.



Ucieczka Niemców przed zbliżającym się wojskiem rosyjskim rozpoczęła się w sobotę, dnia  20 stycznia 1945 r. Już od rana przejeżdżały przez miasto samochody i wozy z uciekinierami. Wieczorem tego samego dnia, zebrali się Niemcy miejscowi z tobołami i walizkami w Rynku i tam czekali przy silnym mrozie na wozy, które miały ich zawieźć do Niemiec. Przez dni następne sunęły się potem bezustannie ulicami miasta ciężko naładowane wozy z uciekającymi Niemcami. Polacy patrzeli na to z radością pełni nadziei lepszego jutra. I dziwnie w czasie okupacji niejeden z Polaków życzył sobie nadejścia chwili takiej, gdy będzie mógł równą miarą oddać za krzywdę swą komukolwiek bądź z Niemców. A teraz , gdy Niemcy byli słabi i przestraszeni, żadna ręka Polaka nie podniosła się na nich. Litość schwyciła za serce na widok zmarzniętych półżywych od mrozu i głodu dzieci niemieckich. I niejedna matka Polka dająca się uwieść czysto ludzkim współczuciem podała mleka lub gorącej kawy dzieciom wroga, który nie miał litości dla dzieci polskich.


Antonina Nowicka na zdjęciach z kroniki szkolnej – 1937 i 1947 (na pierwszej fotografii 1. z prawej, na drugiej 3. z lewej)


W niedzielę, dnia 21 stycznia 1945 odbyło się w mieszkaniu p. Jana Ciupki pierwsze tajne zebranie, na którym omówiono wszystkie sprawy dotyczące zorganizowania władz polskich. Już w poniedziałek dnia 22 stycznia po ucieczce policji niemieckiej przystąpili p. Jan Ciupka i nauczyciel p. Józef Scholl, syn śp. Burmistrza Konstantego Scholla, za zgodą Gestapo do zorganizowania milicji obywatelskiej, nazwanej przez Gestapo „Polnischer Ordnungdienst” . Nauczyciel p. Henryk Przybylski rozpoczął w tym samym dniu organizowanie powiatowego urzędu aprowizacyjnego i gospodarczego.

Dnia 26 stycznia nareszcie nadszedł dzień oswobodzenia  miasta spod okupacji niemieckiej. Walka trwała krótko. O godzinie 17.30 wkroczyły na ul. Lipową i Nowowiejską pierwsze czujki armii rosyjskiej. Rynek został obsadzony o godzinie 18.45. O godzinie 20.00 rozpoczęła się na ulicy Dworcowej i w Rynku ostra strzelanina, gdyż w tej chwili dwa czołgi niemieckie przedzierały się przez Rynek. Mały oddział Niemców podszedł pod ratusz i kilkunastu SS-manów wyskoczyło z przyległych domów. Niedługo trwała ta walka.  O godzinie 21.00 już Szamotuły były wolne i żołnierze radzieccy opanowali miasto przywitani radośnie przez Polaków. W dniach następnych przemaszerowały przez miasto, owacyjnie przyjmowane oddziały piechoty i siły zmotoryzowane armii rosyjskiej.

Dnia 28 stycznia przybył do miasta major rosyjski Kazanow. Przywitał go Józef Scholl w imieniu komitetu obywatelskiego. Na jego zarządzenie została kolegiata otwarta. Ksiądz proboszcz Zamysłowski odprawił mszę świętą dziękczynną (o ks. Tadeuszu Zamysłowskim z Otorowa, który w czasie, gdy Niemcy zamknęli inne kościoły, posługiwał także w Szamotułach, można przeczytać w tekście  http://regionszamotulski.pl/wojenne-losy-kwiatkowskich-z-otorowa/).

Dnia 2 lutego odbyło się w starostwie zebranie konstytucyjne władz. Na zebraniu tym był obecny komendant wojenny powiatu major Bronikow.

Wybrano:
nauczyciela p. Józefa Scholla – starostą powiatowym
p. Franciszka Fabisa – pierwszym zastępcą starosty
p. Ludwika Szuflaka – drugim zastępcą starosty
p. Andrzeja Polusa – burmistrzem miasta Szamotuł
p. Grońskiego – zastępcą burmistrza
p. Wacława Szemborskiego – komendantem powiatowym milicji obywatelskiej
Tadeusza Rataszewskiego – kierownikiem urzędu skarbowego
p. Gerarda Kaczmarka – inspektorem szkolnym
p. Bredowa – komendantem miejskiej milicji obywatelskiej
p. Henryka Przybylskiego – kierownikiem powiatowego urzędu gospodarczego.

Dnia 3 lutego uruchomiono urząd pocztowy elektrownię i wodociągi. Dnia 5 lutego ogłoszono odezwę do nauczycielstwa z podpisami inspektora szkolnego p. Kaczmarka i starosty p. Scholla. Nauczycielstwo mieszkające w Szamotułach lub okolicy zgłosiło się natychmiast do pracy, za którą tęskniło przez pięć i pół roku niewoli.

W innych źródłach można znaleźć informację, że Niemcy planowali pierwotnie wysadzić zakłady przemysłowe i mosty. W czasie walki na terenie miasta zginęło ok. 18 Niemców oraz (od zabłąkanej kuli) jedna Polka.



W Szamotułach za 1. dzień wolności po zakończeniu okupacji niemieckiej uznano 27 stycznia. Taką nazwę nadano ulicy (bocznej od Kiszewskiej). W 2018 r. – dla uczczenia powstania wielkopolskiego – zmieniono ją na 27 Grudnia 1918 r. Zastosowano tu ustawę dekomunizacyjną z 2016 r., nakazującą, by osoby, wydarzenia i daty związane z komunizmem nie były upamiętniane w nazwach ulic.

Szamotuły, 27.01.2019

Wyzwolenie Szamotuł spod okupacji niemieckiej – kronika Szkoły Podstawowej nr 22025-01-10T13:14:32+01:00

Szamotuły nieszablonowo w obiektywie Piotra Mańczaka

W obiektywie Piotra Mańczaka

Szamotuły nieszablonowo

(zdjęcia z lat 2009-2014)

Piotr Tomasz Mańczak tak pisze o swojej pasji fotograficznej:

Fotografuję od zawsze. Naprawdę.

W każdym razie czasów przed zrobieniem pierwszego zdjęcia nie pamiętam.

Wciśnięcie spustu migawki może być zwykłą, mechaniczną czynnością. Ale może też być bramą przenoszącą do innego wymiaru. Fotografując, często znajduję się na krawędzi dwóch różnych rzeczywistości. Pokonywaniu granicy, która je oddziela, poświęcam swoje życie. Moja droga jest więc nieustannym poszukiwaniem. Wówczas tworzą się kształty, kolory i całe nowe światy. Te, które są, te, które były i te, które się dopiero przeczuwa.

Więcej zdjęć można zobaczyć na dwóch autorskich stronach:

https://www.fotoimpresje.com.pl/  i  https://www.fotoszamotuly.pl/

Szamotuły, 23.01.2019

Szamotuły nieszablonowo w obiektywie Piotra Mańczaka2025-01-07T10:39:49+01:00

Irena Kuczyńska, Moi Dziadkowie – Józefa i Wincenty Ratajczakowie

Irena Kuczyńska

Moi Dziadkowie – Józefa i Wincenty Ratajczakowie

Z okazji Dnia Babci i Dziadka wspominam moich dziadków po kądzieli: Józefę i Wincentego Ratajczaków – rodziców mojej Mamy Ireny.

Na szczęście zachowały się zdjęcia nie tylko dziadków, ale też pradziadków. Rodzice mojego dziadka, Marianna i Andrzej Ratajczakowie, mieszkali w Kluczewie koło Ostroroga. Pradziadek Andrzej był fuszpanem (powoził karetą dziedzica w majątku w Kluczewie). Wychowali dziesięcioro dzieci. Trzech synów, w tym mój dziadek Wincenty (wyjechał z Kluczewa do Westfalii do pracy), walczyło w armii pruskiej w I wojnie światowej. Dwóch: Andrzej i Szczepan spod Verdun nie wróciło.

Mój dziadek Wincenty Ratajczak (rocznik 1893) z niewoli amerykańskiej we Francji trafił w 1919 roku do Błękitnej Armii gen. Józefa Hallera i walczył najpierw z bolszewikami, potem  uczestniczył też w odbijaniu od Niemców Pomorza. 10 lutego 1920 roku był w Pucku świadkiem zaślubin Polski z morzem. Pierścień ufundowany przez Gdańszczan, wrzucał do Bałtyku gen. Józef Haller.

W  odrodzonej Polsce Wincenty został funkcjonariuszem Straży Granicznej. Pracował na granicy z Niemcami nad Notecią. Za udział w wojnie z bolszewikami otrzymał medal przyznany przez marszałka Józefa Piłsudskiego.


Rodzina Nowackich w czasie I wojny światowej. Od lewej stoją: Kazimierz , Józefa (moja babcia – mama mojej mamy Ireny), Marta, Ignacy. Siedzą: Walentyna i Tomasz (moi pradziadkowie po kądzieli), obok Francuz, który w czasie wojny pomagał w gospodarstwie, kiedy syn pradziadków, a brat babci – Franciszek był na wojnie).


Moja babcia Józefa Nowacka przyszła na świat w 1901 roku w Ostrorogu. Jej rodzice Walentyna i Tomasz Nowaccy mieli gospodarstwo przy ul. Poznańskiej. Pradziadek Tomasz był nawet w Radzie Parafialnej i jego nazwisko znalazłam wśród fundatorów Pomnika Serca Jezusowego w Poznaniu. Zachowało się zdjęcie rodziny Tomasza i Walentyny Nowackich, zrobione w zakładzie fotograficznym w Szamotułach w 1918 roku.

W domu rodzinnym Józefy od 1896 roku kupowano wydawany w języku polskim ,,Przewodnik Katolicki”. Kiedy odrodziła się Polska, moja babcia została wysłana na kurs języka polskiego do Poznania. Chodziło o poprawne pisanie, przecież babcia chodziła do szkoły pruskiej. W domu moich pradziadków były książki, które siostra babci Stanisława w 1939 roku zakopała w skrzyni na podwórku. Niestety, większość zamokła.

Jak Wincenty znalazł Józefę, tego babcia nigdy mi nie zdradziła. Prawdopodobnie dobrze sytuowany urzędnik państwowy szukał panny z dobrego domu, która nie roztrwoni pieniędzy. I tak trafił do pięknej i pracowitej Józi Nowackiej.

W sierpniu 1924 roku młodzi się pobrali. Nowożeńców błogosławił proboszcz ks. Włodzimierz Sypniewski (wspomnienie o ks. Sypniewskim można przeczytać  http://irenakuczynska.pl/33-lata-byl-proboszczem-ostrorogu/). Kościół parafialny był pięknie udekorowany. Dzień wcześniej ślub miała brać jedna z hrabianek Kwileckich z Dobrojewa. I dekoracja została dla moich dziadków.

Po ślubie młoda para wyjechała do Kamiennika w pow. czarnkowskim, gdzie Wincenty pracował. Rok później przyszła na świat moja mama Irena, cztery lata później Teresa. W 1940 roku, w Ostrorogu, urodziła się Aleksandra.


Moja Mama Irena, prababcia Marianna Ratajczakowa, Wincenty Ratajczak (dziadek), Józefa Ratajczak (babcia), stryj dziadka Wincentego Ignacy z siostrą mamy Tereską


Do 1938 roku dziadkowie mieszkali „na granicy”. Co kilka lat zmieniali placówkę, był Kamiennik, Walkowice i Drawsko. Dziadek strzegł granicy polsko-niemieckiej, babcia prowadziła dom i wychowywała córki.

W 1937 roku Józefa i Wincenty kupili działkę w rodzinnym Ostrorogu, gdzie zbudowali dom – moje rodzinne gniazdo. Stanął w surowym stanie w 1939 roku. Dziadek był już na emeryturze. Nie zdążyli w nim zamieszkać, bo wybuchła wojna. Dopiero w 1945 roku, po ucieczce niemieckich kobiet z dziećmi, przyszli na swoje.

Po wojnie komunistyczne państwo odebrało dziadkowi prawo do emerytury. Ciężko pracował na swoich dwóch hektarach ziemi. Ale do końca życia został panem.

W czarnym płaszczu, w kapeluszu, w wybłyszczonych butach, szedł co niedzielę do kościoła. Nie przyjął od ,,nowej władzy” żadnych zaszczytów, nie chciał pracować w urzędzie. Pozostał sobą, do końca. I za to Go kocham, mimo iż nie zawsze Go rozumiałam. Zmarł w 1975 roku, przed narodzeniem pierwszej prawnuczki – mojej córki.

Moje życie było związane z dziadkami, bo mama Irena, po ślubie z tatą Michałem Leśnym, została w rodzinnym domu. Babcia Józefka miała duży wpływ na nasze wychowanie. Była bardzo oczytana. Miała problemy z poruszaniem się, bo reumatyzm w latach 60. był chorobą trudną do wyleczenia. Dlatego siedziała, czytała, opowiadała nam wnukom o bohaterach z historii Polski, czytała żywoty świętych i … szydełkowała.

Wszystkie wnuczki dostały komplety serwetek, chusteczek, pościeli ze wstawkami szydełkowanymi. Moja suknia na obronę pracy magisterskiej i absolutorium, była ozdobiona szydełkową pracą babci.

Dużo mam w sobie z babci. I dziękuję Jej za wszystko. Odeszła w 1988 roku w pierwsze święto Wielkanocy.

Zarówno moi dziadkowie, jak i ich rodzice spoczywają na cmentarzu parafialnym w Ostrorogu. Ilekroć jestem w rodzinnym miasteczku, nawiedzam Ich groby. A w Dzień Babci i Dziadka palę świeczki przed starymi rodzinnymi zdjęciami.


W Pucku przy pomniku zaślubin Polski z morzem

Szamotuły, 21.01.2019

Marianna i Andrzej Nowaccy  – na początku XX wieku

Dziadek Wincenty w mundurze Hallerczyków

Moja babcia Józefa Ratajczak z d. Nowacka, około roku 1918

Józefa i Wincenty Ratajczakowie – sierpień 1924 r.


Irena Kuczyńska z domu Leśna

Urodzona w Ostrorogu, absolwentka szamotulskiego liceum (1967).

Emerytowana nauczycielka języka rosyjskiego w pleszewskim liceum, dziennikarka, blogerka

Irena Kuczyńska, Moi Dziadkowie – Józefa i Wincenty Ratajczakowie2025-01-03T21:02:32+01:00

Adam Fabian – powstaniec wielkopolski

Zdjęcie Adama Fabiana i strony z jego książeczki wojskowej


Historyczne zdjęcia z okresu międzywojennego

Zdjęcia z Ostroróg na kartach historii

https://www.facebook.com/HistoriaOstrorog/

Wielonek


Ostroróg


Wspomnienie o Adamie Fabianie


Przywołując w pamięci bohaterstwo Żołnierzy i Powstańców, w bojach o wolność i niepodległość Ojczyzny, zapewne wielu z nas zastanawia się, jacy to byli ludzie… Herosi? A może żądni przygód szaleńcy? Co przekuło ich charaktery w niezłomne; co uzdolniło do ofiar z własnego życia dla Ojczyzny, dla Narodu i dla nas, przyszłych pokoleń…

Życiorysy, naszych Oswobodzicieli spod zaborów i okupacji wrogich państw, oprócz indywidualnych różnic mają bardzo istotne cechy wspólne. Wspomnienie losów dotyczące jednostki zarazem odnosi się do ogółu Żołnierzy, czy też Powstańców… Podobnie marzyli o wolnej Polsce, kochali i cierpieli uwikłani nierzadko w dramatyczne koleje życia. Nade wszystko hołdowali takim samym wartościom i ideałom: „BÓG – HONOR – OJCZYZNA”.

Ze wzruszeniem pragnę podkreślić, iż życie Dziadka Adama Fabiana wpisało się w tło trudnej rzeczywistości zaboru pruskiego oraz zrywu niepodległościowego.


Adam Fabian – grób na cmentarzu w Ostrorogu


Adam Fabian, uczestnik I wojny światowej i Powstania Wielkopolskiego, urodził się 18 grudnia 1895 roku w Małych Łężeczkach; powiat Międzychód. Był synem Wincentego i Józefy.

Niespełna dwunastoletniego Adama i ośmioletnią siostrę Marię niespodziewanie osierociła matka. Po jej śmierci, nie mogąc poradzić sobie z opieką nad dziećmi i z prowadzeniem gospodarstwa domowego, ojciec opuszcza rodzinne strony. Pieczę nad Adamem i Marią obejmuje kuzynka matki. W tym momencie dla Adama kończy się dzieciństwo, a z dnia na dzień zaczyna wkraczanie w dorosłość. Stara się zastąpić rodziców młodszej siostrze oraz pomóc cioci w łożeniu na utrzymanie podopiecznych. Wkrótce po ukończeniu szkoły powszechnej podejmuje pracę w charakterze parobka. Niebawem zostaje przymusowo wcielony do armii niemieckiej. W latach 1915-1918, jako piechur – szeregowiec, uczestniczy w walkach na froncie wschodnim I wojny światowej. Bierze udział w jednych z najkrwawszych bitew, tj. o Kowel, Rygę i o Baranowicze. Postrzelony został w kark; kula na wylot przebiła się pod obojczykiem.

Według relacji Dziadka, zostaje w cudowny sposób ocalony… Gdy Rosjanie na polu bitwy dobijali bagnetami leżących wokół rannych, mimo potwornego bólu szeptem odmawiał modlitwę różańcową. Podeszli dwaj Rosjanie. Jeden z żołnierzy bagnetem odwrócił Dziadka na wznak. Ranny zajęczał: „Jezus Maria”. Drugi z nich zadecydował: „Daj żyć germańskiej mordzie!”.

Dziadek Adam opowiadał o sobie bardzo niechętnie. Nie czuł się kimś wyjątkowym, zwłaszcza, bohaterem. Toteż wspomniany obraz z Jego życia przechowujemy w sercach jak relikwię.

W okresie od 1916 do 1917 roku, wskutek odniesionej rany, Dziadek przebywał w berlińskim szpitalu. Następnie powrócił na front. Po zwolnieniu Go ze służby wojskowej ani na chwilę nie zawahał się przed przystąpieniem do powstania przeciw zaborcy.

Dziadkowi od zawsze towarzyszyły marzenia o Polsce niepodległej, wolnej. Buntował się przeciwko zniewoleniu ludności polskiej poprzez germanizację, kolonizację gospodarstw wiejskich oraz deptanie godności i łamanie świadomości narodowej.

W latach 1919-1920 bierze udział w wielkopolskim zrywie powstańczym. Wcielony w dniu 2 lutego 1919 roku do Kompanii Sierakowskiej, służy w 7 pułku piechoty.

Do walki powstańczej, jak wspominał, ruszano z okrzykami: „Naprzód wiara!”, „Śmiało wiara!”, „Niech żyje Polska!” Historycy bezspornie ocenili, iż cechy Powstania Wielkopolskiego: wielka uczciwość i szlachetność nieczęsto spotyka się w powstaniach masowych… A taki właśnie był Dziadek – na wskroś uczciwy i szlachetny. Do powstania przystąpił na rozkaz własnego sumienia i serca. Po latach badacze dziejów zawyrokowali, że było to jedyne w pełni wygrane powstanie polskie.

Do rezerwy w wyniku demobilizacji zostaje przeniesiony 15 maja 1920 roku. Wreszcie nastaje czas na zaplanowanie życia osobistego. Żeni się w dniu 6 lutego 1923 roku z Antoniną Witkowiak. Antonina i jej starsza siostra Maria również w dzieciństwie zostały osierocone i zmagały się z trudną sytuacją bytową. Kilkunastoletnia Antosia podjęła się (w zamian za możliwość zamieszkania i wyżywienia) pracy na Zapuście w skolonizowanym gospodarstwie. Tu poznaje Adama, którego losy przywiodły „za chlebem”. Dramatyczne przeżycia, sieroctwo zadecydowały o obustronnym zainteresowaniu, zrozumieniu i wsparciu; w efekcie stanowiły zalążek miłości oraz decyzji o małżeństwie… Wkrótce urodziły się córki: Mieczysława (1927), Joanna (1932) oraz najmłodsza Anna (1935). Rodzina zamieszkała w Wielonku (gm. Ostroróg).

W okresie międzywojnia i podczas II wojny światowej, aż do emerytury, Dziadek Adam pracował w charakterze robotnika leśnego w Nadleśnictwie Państwowym Pniewy, rejon Państwowego Leśnictwa – Wielonek. Wyróżniany był za sumienną pracę, o czym świadczy zachowany dyplom: „Adamowi Fabianowi starszemu robotnikowi w uznaniu zasług długoletniej pracy zawodowej. Nadleśnictwo Pniewy , 1 grudnia 1962 r.”.

Chciałabym przytoczyć jeszcze jedno zdarzenie z życia Dziadka o znamionach niezwykłości, które miało miejsce podczas II wojny światowej… Ze względu na patriotyczną postawę, zwłaszcza, udział w Powstaniu Wielkopolskim, był zagrożony ciężkimi represjami ze strony okupanta, w tym wywiezieniem do obozu. Niemiecka komisja rejestrująca byłych powstańców i działaczy narodowych urzędowała we wsi Szczepankowo (gm. Ostroróg). Od tzw. wywózki uratowało Go wstawiennictwo jednego z członków komisji. Był nim zięć gospodarza – Niemca, u którego Adam Fabian pracował przez pewien okres jako parobek… Przywołane zdarzenie Dziadek traktował jako kolejny przykład ocalenia życia za sprawą szczególnej Opieki Opatrzności Bożej.

W czasie II wojny światowej oraz w niepewnych politycznie pierwszych latach powojennych dokumenty świadczące o udziale Dziadka w czynie wojennym i powstańczym były przechowywane, jak konspiracyjnie mówiło się w rodzinie, „pod belką”, na strychu. Za ich posiadanie groziły represje, łącznie z karą śmierci. Zachowała się jedynie książeczka wojskowa.

***

Z perspektywy wspomnieniowej, z czasów dzieciństwa spróbuję dodać kilka charakteryzujących rysów dotyczących Dziadka oraz przywołać niektóre sytuacje z Nim związane.

Był drobnej postury mężczyzną, raczej niepozornym. Cichy, uczciwy, życzliwy, bogobojny… Mawiał: „Bez Boga ani do proga”. Adorował Krzyż i inne znaki wiary świętej na równi z symboliką narodową. Do dziś córka Joanna przechowuje kropielnicę, pamiątkę po Dziadkach. Z pobytów w Wielonku pamiętam wspólnie, ,,na klęcząco”, odmawianą modlitwę poranną i ponowną przed snem. Przewodził jej Dziadek. Dziękczynnym głosem intonował, w zależności od pory dnia, pieśni: Kiedy ranne wstają zorze…, Wszystkie nasze dzienne sprawy…

Z gościny w domu Dziadków zapamiętałam także odnoszenie się ze szczególnym szacunkiem do chleba, wypiekanego przez Babcię. Chlebem pachniało w całym domu.  Przystępując do krojenia bochenka, babcia robiła nad nim znak Krzyża św. Pozostali domownicy żegnali się: „W imię Ojca…” Za przykładem Dziadka i Babuni całowało się każdy okruch, który upadł na podłogę i przeznaczano na karmę dla inwentarza. Z talerza zjadało się wszystko i dziękowało za poczęstunek.

Dziadkowie starali się nigdy nie opuszczać mszy św. niedzielnej i  podczas świąt. Do kościoła parafialnego w Ostrorogu docierali pieszo, aż do schyłku życia pokonując dwukilometrową odległość.

Dziadek kochał i pielęgnował polskie tradycje, zwłaszcza świąteczne. Pięknie śpiewał kolędy i pastorałki, zachęcając do wspólnego kolędowania. Sporadycznie udawało nam się uprosić Go o zaśpiewanie kolęd w języku niemieckim, który Dziadek Adam, w wyniku germanizacji nauczania w szkole powszechnej, opanował w stopniu biegłym.

Dziadzio dał się także poznać od strony tytanicznej pracowitości i zaprowadzania wręcz perfekcyjnego porządku. Córki i wnuczki często napominał: „Jaki macie porządek w domu i obejściu – taki będziecie mieć w życiu!” Mówił, iż taki stosunek do pracy zrodził się poprzez wychowanie w duchu pozytywistycznej pracy organicznej, co ówcześnie bardzo mocno akcentowano na ziemiach Wielkopolski.

Miłość do córek, potem do wnuczek okazywał m.in. w wymyślaniu zabaw i zabawek. Dziadzio, ze względu na ograniczone możliwości zakupu gotowych zabawek, co dyktowała bieda wojennych i powojennych czasów „wytwarzał” na nasz użytek: koniki, ludziki, mebelki dla lalek itp., wykorzystując głownie tworzywo przyrodnicze. Miał zawsze dla nas czas… i karmelki.

Pamiętam, iż pasją Dziadka było obserwowanie przyrody. Był kopalnią wiedzy na temat leśnej fauny i flory. Imponował rozpoznawaniem zwierząt po ich odgłosach, tropach czy też piórach… Bezbłędnie nazywał i rozróżniał leśne owoce, liście drzew i krzewów, grzyby… Wpajał nam zasady właściwego zachowania się wobec przyrody. Uczył szacunku do niej w myśl często wygłaszanego powiedzenia: „Co stworzył Bóg, niech człowiek nie niszczy!” Mówił też: „Przyroda jest piękna, a na całym świecie Polska – najpiękniejsza!” Osobliwe było też to, że Dziadzio bardzo szybko zjednywał sobie zwierzęta. Ku naszej uciesze towarzyszyły Mu przybłąkane i w rezultacie przysposabiane pieski i kotki, które najbezpieczniej czuły się u Niego na kolanach, o co czasami byłyśmy zazdrosne.

Powtarzał wnuczkom, iż należy zawsze grzecznie się zachowywać, być sprawiedliwym, nikogo nie krzywdzić. Miał dla nas dużo cierpliwości, a zapanować nad siedmioosobową „drużyną” dziewcząt wcale nie było łatwo.

Zazwyczaj podczas zmian pogodowych widziałyśmy, że Dziadzio cierpi. Odzywała się „pamiątka” po postrzale z I  wojny światowej, mimo wszystko się nie uskarżał.

Chwile wytchnienia i przyjemności dawało Dziadkowi zażywanie tabaki ze srebrnej tabakiery, jedynej rodzinnej pamiątki oraz palenie tytoniu, którym nabijał rzeźbioną, drewnianą fajkę. Tytoń, dla swego kochanego Adama, Babcia hodowała w przydomowym ogródku.

Dziadek nigdy od Żony nie wymagał usłużności, niczego nie nakazywał. Pomimo upływu lat niezmiennie Ją kochał. Jubileusz 50-lecia pożycia małżeńskiego Dziadkowie obchodzili 6 lutego 1974 roku. Niestety, przykładne pożycie małżeńskie którego fundamentem były: miłości, wierność i Bóg na pierwszym miejscu; przerywa w dniu 13 listopada 1974 roku śmierć Dziadka.

Odszedł dobry Mąż, Ojciec i Dziadek; dobry, przyzwoity Polak. Patriota.

W wyobraźni widzę Jego łagodną twarz, troskliwe spojrzenie i wiem, co skromnie powiedziałby: „Nie trzeba. Nie zasłużyłem. Ja zwyczajny człowiek.” Mówił tak z dużym zażenowaniem, gdy czuł się zauważony, doceniony. Szybko zmieniał temat rozmowy, odsuwając od siebie zainteresowanie,

Wspomnienie o Ukochanym Dziadku Adamie Fabianie stanowi maleńki fragment świadectwa o pokoleniu Powstańców i Żołnierzy XIX i XX wieku.

Nasi Dziadkowie nie czuli się wielkimi autorytetami; bohaterami, chociaż w gruncie rzeczy Nimi byli. Z całym przekonaniem, z mocą chcę podkreślić.: aby wyzwalać innych, czynić Polskę niepodległą, trzeba być samemu wewnętrznie wyzwolonym. Trzeba zawsze jednoznacznie stać po stronie dobra i prawdy. Oni tak właśnie pojmowali narodowowyzwoleńczą powinność wobec Ojczyzny, Rodziny i wobec nas – pokoleniowych spadkobierców.

Z czcią i z wdzięcznością pochylmy się nad Bojownikami o wolność. Pamiętajmy o ofierze Ich życia. Pielęgnujmy i strzeżmy wolności jako wolny naród; niepodległej, dumnej Polski.

Wspomnienie zredagowała

wnuczka Maria Tomczak

przy współpracy z córkami Śp. Adama Fabiana – Joanną i Anną

Szamotuły, 15.01.2019

Adam Fabian – powstaniec wielkopolski2025-01-03T21:04:19+01:00

Koncert Noworoczny 2019

Piękny Koncert Noworoczny – 5 stycznia 2019 r.

Reportaż fotograficzny Marty Szymankiewicz

Szamotulskie koncerty noworoczne tradycyjnie mają dwoje bohaterów. Pierwszy w tym roku był dr Marian Król, który otrzymał statuetkę „Wieża 2019ˮ ‒ wyróżnienie przyznawane od 2014 r. przez Burmistrza wybitnym szamotulanom i osobom związanym z Ziemią Szamotulską. Drugi bohater to piękna muzyka, tym razem w wykonaniu Orkiestry Filharmonii Poznańskiej.

Dr Marian Król, urodzony w 1939 r. w Brodziszewie, w ostatnich latach działa przede wszystkim na rzecz propagowania pozytywistycznych tradycji pracy, w ramach powstałego w 2000 r. Towarzystwa im. Hipolita Cegielskiego, którym kieruje. Wcześniej przez kilkadziesiąt lat związany był z ruchem ludowym, przez 5 lat pełnił funkcję wojewody poznańskiego, był posłem na sejm. Jego ojciec Bolesław brał udział w powstaniu wielkopolskim, a w czasie II wojny został zamordowany przez Niemców. Marian Król działał zawsze dla upamiętnienia wojennej pacyfikacji Brodziszewa (z 20.12.1939 r.).

Muzyczną część koncertu poprowadził dyrygent Łukasz Borowicz, jako solistka wystąpiła młoda (niespełna 20-letnia!) gwiazda opery z Czech Patrycja Janeczkowa. Warto przypomnieć, że solistą orkiestry Filharmonii Poznańskiej od 10 lat jest szamotulanin Marek Jędrzejczak – świetny fagocista, który swoją edukację muzyczną rozpoczął w szamotulskiej szkole muzycznej. W hali „Wacław” zabrzmiały najpiękniejsze walce, marsze i utwory operetkowe.


Szamotuły, 06.01.2019

Koncert Noworoczny 20192025-01-10T13:12:24+01:00

100-lecie niepodległości w Szamotułach

Szamotulskie obchody 100-lecia Odzyskania Niepodległości

Reportaż fotograficzny Marty Szymankiewicz

Główne obchody 11 listopada rozpoczęła uroczysta msza św. w bazylice kolegiackiej. Następnie odbył się apel pod tablicą rozstrzelanych na Rynku. Po południu park Zamkowy stał się miejscem pikniku historycznego, inscenizacji bitwy z czasów 2. wojny oraz pokazu sprzętu wojskowego.

Wieczorem w bazylice odbyła się Muzyczna Gala Niepodległości ze wspólnym śpiewaniem pieśni legionowych i powstańczych, którą poprowadził Tomasz Zagórski. Wystąpili: Marzena Frankowska, Damian Żebrowski, Bartosz Gorzkowski, Jan Galasiński, Robert Iwankiewicz, Tomasz Zagórski – śpiewacy, Mateusz Makuch, Jacek Kortus, Marta Rutkowska, Jakub Domański, Mikołaj Cieślak – muzycy; zespół ARTRIO, Zespół Folklorystyczny SZAMOTUŁY, Zespół Trębaczy Myśliwskich Zespołu Szkół Leśnych w Goraju.


Szamotuły, 02.01.2019

100-lecie niepodległości w Szamotułach2025-01-10T13:09:53+01:00

Aktualności – styczeń 2019

Rok temu zmarł Leonard Brzeziński

Leonard Brzeziński, popularnie zwany „Lordkiem”, był plastykiem, witrażystą i znawcą regionu. Był bardzo charakterystyczną postacią naszego miasta, jak długo zdrowie mu pozwalało, jeździł na rowerze, często widać go było z aparatem fotograficznym. Pasjonował się historią i był świetnym gawędziarzem. Najważniejszymi jego dziełami są witraże wykonane według projektów Zdzisława Kulikowskiego: z katedry św. Mikołaja w Elblągu oraz kościoła Matki Bożej Różańcowej w Sochaczewie (jeden z witraży ma ok. 100 m kwadratowych, praca nad jego wykonaniem trwała rok). Zdzisław Kuligowski do elbląskiej katedry zaprojektował w sumie ponad 40 różnej wielkości witraży, Leonard Brzeziński kończył je już po jego śmierci. Główne witraże przedstawiają historię zbawienia – od stworzenia świata do sądu ostatecznego, mniejsze związane są z historią katedry i ważnymi postaciami. W jednym z okien zakrystii katedry znajduje się witraż upamiętniający projektanta i wykonawcę: „A.D. 1977. Projekt Z. Kulikowski. Wykonał w Szamotułach Leonard Brzeziński”.

Warto dodać, że Szamotuły słynęły ze świetnych witrażowników – projektantów i wykonawców. Oprócz Brzezińskich (Leonard i jego ojciec Michał) można wymienić nazwiska Mizgalskich (Wincenty, Kazimierz, Witalis, Tadeusz), Józefa Elsnera, Alfonsa Piskalskiego i działającego już ponad 50 lat Andrzeja Kruszony. Projektantem wielu witraży był także Marian Schwartz.

Zdjęcie Jerzy Walkowiak



13 rocznica śmierci Marianny Orlikowej

Marianna Orlikowa z domu Kaszkowiak (1916-2006) w 1939 r. wyszła za Władysława (1913-1994) , jednego z członków słynnej szamotulskiej kapeli. Maria (tej formy imienia używała częściej) przeszła do historii Wielkopolski jako niezwykle utalentowana śpiewaczka, która uchroniła przed zapomnieniem wiele ludowych pieśni i przyśpiewek. Część znała od matki i babki, część wyszukała sama.

Po wojnie zaczęła występować z kapelą Orlików, w późniejszym czasie głównie z mężem, grającym na skrzypcach, basie i marynie, oraz z synem Marianem (maryna). W różnych okresach muzycznie towarzyszyli im Ludwik Wojciechowski, Stanisław Grenda, Aleksander Pawłowicz, Józef Miłek i inni. Maria Orlikowa prowadziła też zespoły taneczne: w Szkole Podstawowej nr 3 w Szamotułach i w Baborówku. Maria miała bardzo duże obycie sceniczne i poczucie humoru. Kapela wielokrotnie nagradzana była na festiwalach muzyki ludowej oraz na Ogólnopolskim Festiwalu Muzykujących Rodzin. Występowała także za granicą.

Bracia Orlikowie nagrywali dla radia już w latach 30. XX w., po wojnie powstało wiele nagrań ze śpiewem Marii. Dużą popularność przyniosły kapeli z udziałem Marii występy w programach Stanisława Strugarka. Maria stałą się też bohaterką filmów dokumentalnych. W 1989 r. Maria i Władysław otrzymali Nagrodę im. Oskara Kolberga „Za zasługi dla kultury ludowej”.

Nagranie, które dziś zamieszczamy, pochodzi z 1975 r. W wersji do pobrania udostępnione zostało przez Instytut Muzyki i Tańca na stronie www.tance.edu.pl. Zdjęcia pochodzą z archiwum rodzinnego, udostępnił je syn Marian Orlik.


Marianna (Maria) Orlikowa

Marianna Orlikowa z domu Kaszkowiak (1916-2006) w 1939 r. wyszła za Władysława (1913-1994) , jednego z członków słynnej szamotulskiej kapeli. Maria (tej formy imienia używała częściej) przeszła do historii Wielkopolski jako niezwykle utalentowana śpiewaczka, która uchroniła przed zapomnieniem wiele ludowych pieśni i przyśpiewek. Część znała od matki i babki, część wyszukała sama. Po wojnie zaczęła występować z kapelą Orlików, w późniejszym czasie głównie z mężem, grającym na skrzypcach, basie i marynie, oraz z synem Marianem (maryna). W różnych okresach muzycznie towarzyszyli im Ludwik Wojciechowski, Stanisław Grenda, Aleksander Pawłowicz, Józef Miłek i inni. Maria Orlikowa prowadziła też zespoły taneczne: w Szkole Podstawowej nr 3 w Szamotułach i w Baborówku. Miała bardzo duże obycie sceniczne i poczucie humoru. Kapela wielokrotnie nagradzana była na festiwalach muzyki ludowej oraz na Ogólnopolskim Festiwalu Muzykujących Rodzin. Występowała także za granicą.Bracia Orlikowie nagrywali dla radia już w latach 30. XX w., po wojnie powstało wiele nagrań ze śpiewem Marii. Dużą popularność przyniosły kapeli z udziałem Marii występy w programach Stanisława Strugarka. Maria Orlikowa stałą się też bohaterką filmów dokumentalnych. W 1989 r. Maria i Władysław otrzymali Nagrodę im. Oskara Kolberga „Za zasługi dla kultury ludowej”.Nagranie, które zamieszczamy, pochodzi z 1975 r. W wersji do pobrania udostępnione zostało przez Instytut Muzyki i Tańca na stronie www.tance.edu.pl. Zdjęcia pochodzą z archiwum rodzinnego Mariana Orlika (syna).

Opublikowany przez Region szamotulski – portal kulturalno-historyczny Wtorek, 8 stycznia 2019


Piękny koncert noworoczny

Szamotulskie koncerty noworoczne tradycyjnie mają dwoje bohaterów. Pierwszy w tym roku był dr Marian Król, który otrzymał statuetkę „Wieża 2019ˮ ‒ wyróżnienie przyznawane od 2014 r. przez Burmistrza wybitnym szamotulanom i osobom związanym z Ziemią Szamotulską. Drugi bohater to piękna muzyka, tym razem w wykonaniu Orkiestry Filharmonii Poznańskiej.

Dr Marian Król, urodzony w 1939 r. w Brodziszewie, w ostatnich latach działa przede wszystkim na rzecz propagowania pozytywistycznych tradycji pracy, w ramach powstałego w 2000 r. Towarzystwa im. Hipolita Cegielskiego, którym kieruje. Wcześniej przez kilkadziesiąt lat związany był z ruchem ludowym, przez 5 lat pełnił funkcję wojewody poznańskiego, był posłem na sejm. Jego ojciec Bolesław brał udział w powstaniu wielkopolskim, a w czasie II wojny został zamordowany przez Niemców. Marian Król działał zawsze dla upamiętnienia wojennej pacyfikacji Brodziszewa (z 20.12.1939 r.).

Muzyczną część koncertu poprowadził dyrygent Łukasz Borowicz, jako solistka wystąpiła młoda (niespełna 20-letnia!) gwiazda opery z Czech Patrycja Janeczkowa. Warto przypomnieć, że solistą orkiestry Filharmonii Poznańskiej od 10 lat jest szamotulanin Marek Jędrzejczak – świetny fagocista, który swoją edukację muzyczną rozpoczął w szamotulskiej szkole muzycznej. W hali „Wacław” zabrzmiały najpiękniejsze walce, marsze i utwory operetkowe.

Zdjęcia Marta Szymankiewicz. Więcej zdjęć  http://regionszamotulski.pl/koncert-noworoczny-2019/.


Koncert kolęd i pastorałek w wykonaniu Zespołu Folklorystycznego SZAMOTUŁY

30 grudnia w kościele św. Krzyża odbył się koncert kolęd w wykonaniu różnych grup pokoleniowych Zespołu Folklorystycznego SZAMOTUŁY. Było barwnie, świątecznie, rodzinnie, po prostu świetnie! Całość prowadził Maciej Sierpiński – kierownik zespołu.

Koncert spotkał się z żywym odbiorem licznie zgromadzonej publiczności.




Świąteczno-noworoczne życzenia zza oceanu

Serdecznie pozdrawia nas z Los Angeles Jacek Hagel – artysta, który na naszym portalu ma od niedawna swoją stronę http://regionszamotulski.pl/jacek-hagel/
Amerykańskie choinki Jacka: pierwsza stanęła u niego w domu na początku grudnia (w innych krajach choinki stroi się dużo wcześniej niż u nas), druga – jako Panna Młoda poślubiła bogatego Pana Młodego – Nowy Rok 2019.



Szopka w kościele parafialnym w Sędzinach

Parafia Niepokalanego Serca NMP i św. Wojciecha to dekanat bukowski, ale powiat szamotulski. Od pięciu lat powstaje tam niezwykły żłóbek. W pierwszym roku była to jedna grota, teraz szopka – mimo kilku poziomów – nie mieści się już na szerokość jednonawowego kościoła i wychodzi do przodu. W tym roku to ponad 80 różnej wielkości figur, w tym kilkanaście ruchomych. W każdym roku szopka wygląda inaczej, w tym roku pojawiło się ruchome koło z postaciami świętych: Jana Pawła II, Faustyny, Urszuli Ledóchowskiej, Wojciecha i Franciszka. Jest też kącik patriotyczny z bł. ks. Jerzym Popiełuszką. Przygotowanie szopki trwa cztery tygodnie i zajmuje się nim 18 osób. To wielka radość dla całej wspólnoty lokalnej, szczególnie dla dzieci, które – na przykład – uwielbiają wsiadać na figurę wielbłąda. W czasie pasterki ks. proboszcz Sławomir Pawlicki wnosi figurkę Dzieciątka i umieszcza ją w żłóbku, dzieli się też z wszystkimi obecnymi na nabożeństwie opłatkiem. Na Boże Ciało w kościele w Sędzinach przygotowuje się dywan z kwiatów. Świątynię warto odwiedzić i obejrzeć umieszczone tam obrazy i witraże Mariana Schwartza – artysty tak ważnego dla naszego regionu.

Więcej zdjęć na stronie https://parafiasedziny.wiciak.com/



Kolejny Subiektywny przewodnik po Ziemi Szamotulskiej

Pod koniec roku Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy wydała wydała książkę z pracami członków szamotulskiej Grupy JAKKOLWIEK i zaproszonych osób: Jarosława Kałużyńskiego, Ewy J. Partyki, Gośki Jeziernej, Haliny Woźniak, Majki Tomkowiak, Moniki Czepułkowskiej, Romy Cyprowskiej, Urszuli Burman, Karoliny Dąbrowskiej, Marzeny Przekwas-Siemiątkowskiej oraz Cezarego Rajperta, Haliny Sługockiej, Natalii Grześkowiak, Reginy Piestrzeniewicz, Magdaleny Sowińskiej-Kaczmarek i Danuty Przybysz-Cerekwickiej. Prace te oglądać można także na wystawie w siedzibie biblioteki (Rynek 10) do 11 stycznia.

Zaprezentowane prace malarskie i poetyckie opatrzone zostały – często bardzo osobistymi – komentarzami autorów, uzasadniającymi wybór danego miejsca regionu. Roma Cyprowska tak skomentowała swój obraz przedstawiający szamotulski Rynek z zegarem i budynkiem biblioteki:

„Kto czyta książki, żyje podwójnie” – znaczenie słów Umbeta Eco odkryłam, mając sześć lat, kiedy po raz pierwszy zapisałam się do biblioteki. Od razu poczułam magię książnic. Kiedy po kilkunastu latach trafiłam do szamotulskiej, magia wciąż działała – stare mury, regały pełne książek, przyjemny dreszcz oczekiwania na przygodę z ich bohaterami. Niesamowite losy budynku, byłego Ogniska, w którym w XIX w. powstawały różne towarzystwa i organizacje, mieścił się hotel de Gielda, odbywały tajemnicze spotkania, potęgowały moją radość z częstych odwiedzin. Dziś nadal lubię tu przebywać. A budynek, choć proszący się o konserwację, wciąż robi wrażenie. Szczególnie zimowymi wieczorami, kiedy wielkie okna przywołują wyobrażenia o minionych balach i rautach, a ciemne o historii okresów zaborów i wojny. „Bo kiedy rozum śpi, budzą się demony” – słowa Francisca Goi są cały czas aktualne. Moje demony unicestwiam mądrymi książkami. Z biblioteki oczywiście.

Na portalu można przeczytać więcej na temat Grupy JAKKOLWIEK:

http://regionszamotulski.pl/grupa-jakkolwiek-informacje/ i http://regionszamotulski.pl/czlonkowie-jakkolwiek-i-ich-prace/


Szamotuły, 01.01.2019

STYCZEŃ 2019

IMPREZY I KONCERTY

Trwające



Minione


KINO

Aktualności – styczeń 20192025-01-30T14:29:36+01:00

Koncert kolęd i pastorałek Zespołu Szamotuły 2018

Koncert kolęd i pastorałek w wykonaniu Zespołu Folklorystycznego SZAMOTUŁY

Reportaż fotograficzny Marty Szymankiewicz

30 grudnia 2018 r. w kościele św. Krzyża odbył się koncert kolęd w wykonaniu różnych grup pokoleniowych Zespołu Folklorystycznego SZAMOTUŁY. Było barwnie, świątecznie, rodzinnie, po prostu świetnie! Całość prowadził Maciej Sierpiński – kierownik zespołu.

Koncert spotkał się z żywym odbiorem licznie zgromadzonej publiczności.


Szamotuły, 01.01.2019

Koncert kolęd i pastorałek Zespołu Szamotuły 20182025-01-10T13:08:17+01:00

Pomnik Wacława z Szamotuł

Łukasz Bernady

Pomnik – obelisk Wacława z Szamotuł

Pocztówki z lat 1960-65

Historia

Pomnik Wacława z Szamotuł w Szamotułach to, o ile nam wiadomo, jedyny w Polsce i na świecie monument poświęcony temu kompozytorowi. Został on odsłonięty 13 lipca 1947 r.

Uroczystości związane z tym wydarzeniem przygotowano „na miarę ogólnopolską” – jak wspominał anonimowy autor broszury upamiętniającej 50-lecie powstania Koła Śpiewackiego „Lutnia”. Rok ten wybrano dlatego, że obchodzono wówczas 375. rocznicę śmierci Wacława i 400. rocznicę powołania na go stanowisko nadwornego kompozytora Kapeli Królewskiej na Wawelu. Zgodnie z ówczesnym stanem badań przyjęto, że Wacław z Szamotuł zmarł w 1572 r. Akt deklaracji podpisano 8 lipca 1947 („w szóstym dniu po święcie Piotra i Pawła”), a datki na budowę złożyli mieszkańcy Szamotuł oraz członkowie chórów świeckich i kościelnych z całej Polski.

Pomnik powstał z inicjatywy funkcjonującego wówczas w Szamotułach Towarzystwa Miłośników Sztuki i Pięknej Książki, któremu przewodniczył Józef Preuss, wybitny szamotulski regionalista. W zarządzie tej organizacji zasiadali ponadto Henryk Przybylski (regionalista, popularyzator kultury i historii, notabene autor książki Wacław z Szamotuł. Nadworny kompozytor króla Zygmunta Augusta) z materiałami o kompozytorze i epoce Renesansu w muzyce, wydanej w Szamotułach jeszcze przed wojną), Danuta Wyrybkowska-Białasikowa (dziennikarka), Tadeusz Pogański i Ludwik Gomolec (historyk, regionalista). Obelisk postawił miejscowy kamieniarz, Marian Kołakowski, według projektu prof. Bazylego Wojtowicza i Czesława Woźniaka – znakomitych artystów rzeźbiarzy.

Wykonany z piaskowca pomnik okazał się bardzo wrażliwy na aurę, dlatego stosunkowo szybko zaczął ulegać zniszczeniu. Zdobiące go płaskorzeźby pokryły się zielonym nalotem, a następnie sczerniały. Trudno było ustalić, co przedstawiają. Także umieszczony na czołowej stronie pomnika napis stracił na wyrazistości. Z tego powodu działacze Towarzystwa Kultury Ziemi Szamotulskiej wyszli z inicjatywą odnowienia pomnika i po wielu latach dopięli celu. W roku 2013 (jubileuszowym roku 50-lecia istnienia TKZS) gruntownie odświeżono pomnik i dzięki temu nadal cieszy on oczy przechodniów. Niestety, piaskowiec jest materiałem stosunkowo nietrwałym, dlatego już w 2018 r., gdy powstaje ten tekst, wydaje się, że przydałoby się ponowne odnowienie monumentu.

Forma i idee artystyczne

Pomnik Wacława z Szamotuł w Szamotułach ma formę czworokątnego obelisku z płyt wykonanych z piaskowca. Całość wieńczy metalowy, stylizowany instrument – lira, powszechnie rozpoznawalny symbol muzyczny, który już z daleka informuje przechodniów że mijany pomnik ma związek z muzyką.

Na górnej części ścian obelisku umieszczono cztery płaskorzeźby o tematyce nawiązującej do muzyki, którą komponował Wacław z Szamotuł.

  1. Postać Dawida z harfą, umieszczona na płycie czołowej, podkreśla religijny charakter zachowanej twórczości kompozytora. Bezpośrednio odnosi się również do faktu, że Wacław komponował muzykę do biblijnych psalmów, zgodnie z tradycją przypisywanym Dawidowi, królowi Izraela. Monarcha został ukazany dynamicznie, w ruchu. Harfę trzyma on w lewej dłoni, prawą rękę zaś kieruje w górę. Również w górę zwraca głowę. Wygląda tak, jakby prawą ręką właśnie przed chwilą szarpnął struny i teraz śpiewał z akompaniamentem wzbudzonego akordu.
  2. Płyty boczne stanowią kontynuację metafory Dawida psalmisty. Przedstawiają muzykujące postacie aniołów. Jednoznaczną identyfikację umożliwiają typowe anielskie atrybuty – skrzydła. Płaskorzeźba umieszczona z prawej strony płyty czołowej ukazuje anioła, który gra instrumencie dętym, prawdopodobnie na szałamai, używanej w epoce Wacława, a później zastąpionej obojem.
  3. Anioł wyrzeźbiony na lewej od czoła ścianie pomnika śpiewa. Uroczysta pozycja jego ciała przywodzi na myśl śpiew pochwalny „Alleluja”, kierowany bezpośrednio do Boga. Anioł ten trzyma w ręce zagadkowy przedmiot. Nie jest to jednak instrument muzyczny, a raczej zbiór nut. Oba anioły (zarówno ten z lewej, jak i ten prawej strony) niejako wtórują śpiewającemu Dawidowi.
  4. Z tyłu pomnika, czyli po przeciwległej stronie płaskorzeźby z Dawidem, autorzy wyrzeźbili postać, która słucha. Odziany w długą szatę mężczyzna trzyma w prawej dłoni pergaminowy zwój, a lewą rękę przytyka do ucha. Można przyjąć, w kontekście całości, że jest to kompozytor, który słucha muzyki wykonywanej przez anioły i Dawida, aby za chwilę przenieść zapis tych niebiańskich dźwięków na papirus, który trzyma w prawej dłoni. Jest to więc sam Wacław i źródło jego natchnienia – biblijna Księga Psalmów. Rysy twarzy kompozytora pochodzą prawdopodobnie z wyobraźni samych rzeźbiarzy. Nie znamy portretów Wacława z Szamotuł pochodzących z czasów jego życia. Jedyny jego wizerunek zachował się z wieku XIX. To niejako usprawiedliwia swobodę autorów rzeźby. 

    Pod płaskorzeźbą z wizerunkiem króla Dawida umieszczono tekst informujący o idei pomnika oraz o okolicznościach jego wzniesienia:

WACŁAW Z SZAMOTUŁ \ VENCESLAUS SAMOTULINUS \ + 1572 \ DUMA I CHLUBA ~ \ ~ POLSKIEJ SZTUKI \MUZYKĘ POLSKĄ \ NA WIDOWNIĘ ŚWIATA \ ~ WPROWADZIŁ \ NADWORNY KOMPO- \ ZYTOR KRÓLA ~ \ ZYGMUNTA AUGUSTA \ W 375 ROCZNICĘ \ ŚMIERCI RODACY

Zdjęcia Andrzej Bednarski

Pomnik Adama Mickiewicza w Poznaniu, fragment pocztówki z lat 1960-65

O artystach rzeźbiarzach

Warto przy okazji przypomnieć sylwetki autorów szamotulskiego pomnika. Bazyli Wojtowicz (1899-1985) był rzeźbiarzem i pedagogiem. Naukę rzeźby rozpoczął w roku 1923 w Warszawie pod kierunkiem Henryka Kuny. Później kształcił umiejętności w Miejskiej Szkole Sztuk Zdobniczych u prof. Jana Szczepkowskiego, a w roku 1925 wstąpił na Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie do pracowni prof. Tadeusza Breyera. Po studiach przeniósł się do Poznania, gdzie w 1936 r. w Państwowej Szkole Sztuk Zdobniczych otworzył własną pracownię rzeźby dekoracyjnej, a w roku 1938 – pracownię rzeźby monumentalnej. Podczas II wojny światowej został wysiedlony do Częstochowy, następnie przeniósł się do Warszawy. Po wojnie wrócił do Poznania, by kontynuować pracę pedagogiczną. W 1956 r. został profesorem nadzwyczajnym Państwowej Wyższej Szkoły Plastycznej. W latach 1963–1969 pełnił funkcję prodziekana Wydziału Malarstwa Grafiki i Rzeźby. Od 1969 przeszedł na emeryturę. Jego uczniami, wybitnymi rzeźbiarzami, byli m.in.: Jan Berdyszak, Józef Kopczyński, Anna Krzymańska, Anna Rodzińska, Olgierd Truszyński, Mieczysława Welter. Jego najbardziej znanym dziełem jest pomnik Nike w Poznaniu oraz poznański pomnik Adama Mickiewicza, wykonany również razem z Czesławem Woźniakiem.

Z kolei wspomniany Czesław Woźniak (1905-1982) – również rzeźbiarz i pedagog – podjął naukę w dziedzinie rzeźby w Państwowej Szkole Sztuk Zdobniczych i Przemysłu Artystycznego w Poznaniu na Wydziale Rzeźby w Metalu, Brązownictwa i Jubilerstwa w pracowni prof. Jana Wysockiego. Swój warsztat doskonalił w Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych w Rzymie. Został przyjęty do grupy „Plastyka”, z którą wystawiał w Poznaniu i Warszawie. W 1939 r. skończył III rok studiów. Po wojnie podjął pracę w Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Poznaniu jako starszy asystent. Od 1953 r. był wykładowcą w pracowni Bazylego Wojtowicza. Prowadził zajęcia z form architektoniczno-rzeźbiarskich. Współpracował z prof. Wojtowiczem nie tylko na niwie pedagogicznej, ale również artystycznej. Obaj brali udział jako duet w wielu konkursach rzeźbiarskich i wykonali liczne wspólne realizacje. Jedną z nich jest pomnik Wacława z Szamotuł i pomnik Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Źródła informacji

Zdjęcia panoramiczne Ireneusz Walerjańczyk, zdjęcie na górze strony – Jerzy Walkowiak



Inne szamotulskie pomniki

Pomnik Wacława z Szamotuł2021-01-19T00:06:49+01:00

Wojciech Maćkowiak – powstaniec wielkopolski i żołnierz Armii Krajowej

Wojciech Maćkowiak (1. z lewej) w Wojsku Polskim

List z zesłania w Związku Radzieckim

Wojciech Maćkowiak – powstaniec wielkopolski i żołnierz Armii Krajowej

Wojciech Maćkowiak – mój Ojciec urodził się 15 kwietnia 1900 roku w Dobieżynie koło Buku. Był synem Szczepana Maćkowiaka oraz Franciszki z domu Balcerkiewicz. Miał dwie siostry i dwóch braci.

1 stycznia 1919 roku zgłosił się ochotniczo do Kompanii Bukowskiej, pod dowództwo porucznika Franciszka Szulca. Brał udział w walkach na froncie, przede wszystkim w okolicach Zbąszynia. W oddziale powstańczym walczył do zakończenia działań powstańczych (do rozejmu w Trewirze – 16 lutego 1919 roku).

Według opowieści ojca mundury powstańcze to były resztki mundurów wojska pruskiego plus to, co każdy miał. Obowiązywała od początku powstania biało-czerwona opaska na ramieniu, nieco później rogatywka, do niej przypięty był orzełek.


Ocaliła go książka

Ojciec bardzo lubił czytać, zawsze nosił przy sobie książki. W trakcie wojny bolszewickiej 1920 roku rosyjski pocisk karabinowy trafił go w plecak, a w nim utkwił w grubej książce. Książka w plecaku ocaliła mu życie.

W 1920 roku brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej. Służbę w Wojsku Polskim pełnił do 1921 roku. Po zwolnieniu ze służby w wojsku mieszkał i pracował do 1924 roku w gospodarstwie rodziców w Dobieżynie.

W 1924 ożenił się i zamieszkał w Otorowie, gdzie prowadził gospodarstwo rolne. Poślubił Marię Rutkowską z Wojnowic, a po jej śmierci ożenił się powtórnie ze Stanisławą z domu Tomczak. Miał czworo dzieci: syna Jana i trzy córki – Zofię (po mężu Piotrowską), Danielę (Świerc) i Marię (Popko).

W czasie Kampanii Wrześniowej był żołnierzem Szamotulskiego Batalionu Obrony Narodowej, dowódcą którego był Stanisław Steczkowski, przedwojenny komendant powiatowy Przysposobienia Wojskowego w Szamotułach. Ojciec między innymi brał udział w walkach nad Bzurą, a pod Iłowem został wzięty do niewoli niemieckiej. Udało mu się uciec i ukrywał się przed Niemcami.


Obrączka

W czasie II wojny światowej Niemcy poszukiwali mojego ojca w całym kraju. Często też „odwiedzali” nasze miejsce zamieszkania w Otorowie, aby sprawdzić, czy czasem nie przyjechał do rodziny. Był rok 1943 lub 1944 (miałam wtedy 3 lub 4 lata), gdy w czasie takiego przeszukiwania zapytali mnie, czy wiem, gdzie jest tata. Odpowiedziałam, że wiem. Podeszłam do mojej mamy, wzięłam ją za prawą rękę, wskazałam na obrączkę i powiedziałam: „Tu jest mój tata”.

Głównie przebywał w Warszawie, gdzie wstąpił do Armii Krajowej. Należał do batalionu „Chrobry”, działającego w 4. Rejonie Obwodu Śródmieście, jego dowódcą był ponownie Stanisław Steczkowski. Ojciec był kurierem pomiędzy Warszawą a Lubelszczyzną. Po wkroczeniu Armii Czerwonej, dokładnie w wigilię Bożego Narodzenia 1944 roku, został aresztowany przez NKWD w Bareszu koło Lubartowa i przewieziony do więzienia w Lublinie.

Potraktowano go jako szczególnie niebezpiecznego więźnia politycznego i przez około dwa tygodnie przetrzymywano w dole ziemnym przykrytym deskami, na których cały czas stał uzbrojony żołnierz.

Bez wyroku został zesłany w głąb Rosji i osadzony w obozie w miejscowości Nagornaja w obwodzie permskim, na północ od Uralu, skąd powrócił do domu 13 listopada 1947 roku.

Kościół w Otorowie w latach 1947-1951. W październiku 1939 r. Niemcy rozstrzelali 10 mieszkańców Otorowa. Po wojnie pochowano ich we wspólnej mogile przy kościele (por. http://regionszamotulski.pl/wojenne-losy-kwiatkowskich-z-otorowa/) . Ten sam los najprawdopodobniej spotkałby Wojciecha Maćkowiaka, znanego z patriotycznej postawy.


Powrót

Miałam już 7 lat i chodziłam do pierwszej klasy szkoły podstawowej. Kiedy ojciec stanął w drzwiach i zaczął patrzeć na mnie i na moją siostrę Danutę, wystraszyłam się. Tak wyniszczonego żebraka jeszcze nie widziałam. Była to chwila lęku, ale potem pojawiła się wielka radość – ja także mam ojca!

Interesował się wszystkim, co dotyczyło rolnictwa i polityki; dużo czytał (gazety i interesujące go książki). Powstanie wspominał często, zawsze z dumą, że brał w nim udział. Rodzina i przyjaciele otaczali go wielką życzliwością, był też traktowany jak bohater.

Zmarł 20 lutego 1977 roku w Otorowie. Grób ojca znajduje się na cmentarzu w Otorowie.

Maria Popko

z domu Maćkowiak

Szamotuły, 29.12.2018

Wojciech Maćkowiak – powstaniec wielkopolski i żołnierz Armii Krajowej2025-01-03T21:05:15+01:00
Go to Top