About Agnieszka Krygier-Łączkowska

Autor nie uzupełnił żadnych szczegółów
So far Agnieszka Krygier-Łączkowska has created 368 blog entries.

Wiktor Dullin – znakomity lekarz, legendarny dyrektor szpitala w Szamotułach

Wiktor Dullin – legendarny lekarz szamotulan

Uważał, że chirurg powinien umieć wykonać każdy zabieg. Od zespolenia czy nastawienia złamanych kości, przez usunięcie wyrostka robaczkowego czy operacje narządów kobiecych, aż do wyrwania zęba i wyjęcia ciała obcego z oka. Dr Wiktor Dullin, pierwszy powojenny dyrektor szamotulskiego szpitala, to człowiek legenda. Opowiedziała o nim córka Katarzyna Płoszyńska-Kośmicka.

Wiktor Dullin nie był biologicznym ojcem pani Katarzyny, był jednak jedynym, jakiego znała. Przyszła na świat w Poznaniu w 1937 r., do wybuchu II wojny światowej razem z rodzicami: Filomeną z domu Maciejewską (1909-1970) i Janem Płoszyńskimi (1896-1939), mieszkała w Wągrowcu. Ojciec, z zawodu kupiec, został rozstrzelany przez Niemców 9 września 1939 r. Mama z trojgiem dzieci: dwuletnią Kasią, starszym od niej o sześć lat Michałem (1931-2009) i najstarszym Krzysiem (1929-1942) zostali wysiedleni do Generalnego Gubernatorstwa. Tam, w Jędrzejowie koło Kielc, Filomena Płoszyńska poznała Wiktora Dullina, lekarza wysiedlonego w tamte strony z Poznania. Pobrali się 3 października 1942 r. W 1943 r. na świat przyszła ich córka Elżbieta (zm. 2000 r.), najmłodszy syn, Piotr (1948-2018), urodził się już w Szamotułach.  


Rodzina Dullinów w Mrowinie, 1910 r. Aniela Dullin z domu Krzywańska i Antoni Dullinowie z dziećmi (od lewej): Antoniną, Edmundem, Wiktorem, Elżbietą i Ireną. Ze zbiorów Sylwii Dullin (córki Edmunda).


Z rodziny nauczycielskiej na medycynę

Wiktor Dullin przyszedł na świat 20 grudnia 1905 r. w Mrowinie, zaledwie kilkanaście kilometrów od Szamotuł – miasta, gdzie pracował potem przez ćwierć wieku. Jego ojciec, Antoni, przez wiele lat pełnił tam funkcję kierownika szkoły. Uczyły się w niej dzieci polskie wyznania katolickiego nie tylko z samego Mrowina, ale także z Cerekwicy, Przybrody i Krzyszkowa. Na początku XX w., w sytuacji zaostrzania się działań germanizacyjnych w szkołach, zrezygnował ze stanowiska kierownika, które objął przysłany do Mrowina Niemiec. Do końca I wojny światowej Dullinowie mieszkali w Mrowinie, od roku urodzin Wiktora – w nowym, istniejącym do dziś, budynku szkolnym z czerwonej cegły, zbudowanym po pożarze poprzedniej szkoły.

Antoni Dullin i jego żona Aniela z domu Krzywańska mieli pięcioro dzieci – córki:  Antoninę, Irenę i Elżbietę oraz synów: Edmunda i najmłodszego w rodzinie Wiktora. W 1919 r. rodzina przeniosła się do Inowrocławia. Antoni Dullin uczył tam w Gimnazjum Męskim, któremu w 1926 r. nadano imię jej wybitnego wychowanka Jana Kasprowicza. Seminarium nauczycielskie ukończyło też dwoje jego dzieci: Edmund oraz Elżbieta. Edmund do II wojny światowej uczył w szkole w Chełmży, Elżbieta zmarła przedwcześnie na dyfteryt, którym zaraziła się od swojej uczennicy.

Wiktor Dullin zdał maturę w gimnazjum, w którym uczył jego ojciec. Ukończył, według dzisiejszej terminologii, profil klasyczny, czyli dobrze poznał nie tylko łacinę (jak w gimnazjach humanistycznych), ale także grekę.


W Inowrocławiu przed willą Antoniego Dullina przy ul. Solankowej, ok. 1920 r. Wiktor Dullin z siostrą Ireną (pierwsza z lewej) i bratową Eleonorą z domu Czechak. Zdjęcie ze zbiorów Sylwii Dullin.


Doktor medycyny w międzywojennym Poznaniu

W 1924 r. Wiktor Dullin rozpoczął studia na wydziale lekarskim Uniwersytetu Poznańskiego, był na roku z inną lekarką, która po wojnie związała swoje losy z Szamotułami – dr Ireną Krzywoszyńską. Studia ukończył w 1929 r., należał do ostatniego rocznika studentów medycyny, który po ukończeniu studiów uzyskał tytuł doktora wszech nauk medycznych, od tego momentu tytuł doktora medycyny stał się stopniem naukowym, wymagającym przygotowania i obrony rozprawy naukowej.

Rozpoczął pracę w III Klinice Chirurgii w Szpitalu Miejskim przy ul. Szkolnej w Poznaniu. Równocześnie w Zakładzie Anatomii Patologii doszedł do stanowiska starszego asystenta, co było związane z realizowaną przez niego specjalizacją. W 1935 r. kierownik kliniki upoważnił go do samodzielnego kierowania oddziałem chirurgicznym, co porównać można do dzisiejszego II stopnia specjalizacji.   

Z szamotulskim szpitalem, czyli Zakładem św. Józefa sióstr Służebniczek Maryi (pełna nazwa: Zgromadzenie Sióstr Służebniczek Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny), Wiktor Dullin miał po raz pierwszy kontakt krótko przed wojną. W związku z nieobecnością ordynatora szpitala, doktora Antoniego Nowickiego, poproszono kierownika poznańskiej kliniki przy ul. Szkolnej o przysłanie zastępstwa. Kierownik wybrał wówczas właśnie Wiktora Dullina, który dzięki temu mógł poznać warunki pracy w Szamotułach, zyskał też w tym czasie zaufanie kierujących szpitalem sióstr Służebniczek Maryi.



Szpital w Szamotułach w okresie okupacji (pocztówka ze zbiorów Jaromira Dehmela) i współcześnie (zdjęcie Jan Kulczak, 2019 r.)


Dyrektor szpitala w powiatowym mieście

W czasie okupacji Wiktor Dullin prowadził praktykę lekarza ogólnego w Jędrzejowie i jako lekarz pracował na kolei. Dzięki temu w lutym 1945 r., gdy przez Wielkopolskę przeszedł już front, mógł załatwić wagon, który z Jędrzejowa zabrał nie tylko rodzinę Dullinów, ale także wiele innych rodzin, pochodzących – między innymi – z Poznania i Pniew.

Otrzymał wówczas dwie propozycje pracy. Mógł albo pozostać w Poznaniu i prowadzić  klinikę chirurgiczną, albo zostać ordynatorem (dyrektorem medycznym) szpitala w Szamotułach. Stanowisko ordynatora w Szamotułach było nieobsadzone, ponieważ w 1941 r. zmarł dr Antoni Nowicki. Wiktor Dullin zdecydował się przyjąć propozycję sióstr zakonnych z Szamotuł. Jeszcze w lutym 1945 r. objął nowe obowiązki, a w marcu dołączyła do niego rodzina. Najpierw zamieszkali w szpitalu, a po kilku miesiącach władze zakwaterowały  Dullinów w willi rodziny Koerplów przy ul. Dworcowej.

W 1948 r. Wiktor Dullin z rodziną przeniósł się na al. 1 Maja, do pięknej willi z początku XX w. na narożniku z ul. Wiosny Ludów (dziś al. 1 Maja 36). W 1971 r. od spadkobierców doktora Dullina kupiło ten budynek miasto, w 1977 r. uruchomiono w nim przedszkole „Jaś Wędrowniczek”.



Willa, którą w 1948 r. od Bolesława Górskiego kupił Wiktor Dullin – niezrealizowany projekt dobudowy ogrodu zimowego z 1930 r. (ze zbiorów Andrzeja J. Nowaka). Dawną ul. Sądową w 1945 r. przemianowano na al. 1 Maja, a ul. Henryka Wysockiego w 1950 r. przemianowano na Wiosny Ludów.


Początkowo Wiktor Dullin opiekował się stroną medyczną całości szpitala, zarazem był ordynatorem oddziału chirurgicznego i ginekologiczno-położniczego. Oddziałem wewnętrznym kierował Franciszek Kociński (1900-1959, w Szamotułach od 1928 r.), a oddziałem dziecięcym i zakaźnym – Zenon Włoch (w Szamotułach od 1934 r.).

Należało najpierw uzupełnić niemal cały sprzęt medyczny i bieliznę pościelową, które na początku stycznia 1945 r. wywieziono w czasie ewakuacji szpitala i jego niemieckich pacjentów. W czasie okupacji w kaplicy szpitalnej niemiecki zarząd placówki umieścił pracownię rentgenowską, trzeba więc było kaplicę wyremontować i ponownie poświęcić. Uroczystość, na którą przybył arcybiskup Walenty Dymek, odbyła się 12 kwietnia 1946 r. Ołtarz i rzeźby wykonał szamotulski artysta Ignacy Pikusa, a dyrektor Dullin ofiarował umieszczony w ołtarzu obraz Najświętszego Serca Pana Jezusa. W 1948 r. szpital dysponował w sumie 150 łóżkami.


Legitymacja służbowa Wiktora Dullina, 1946 r. (własność Barbara Płoszyńska-Kośmicka)


Sytuacja placówki zmieniła się zasadniczo w 1949 r. 21 września Rada Ministrów podjęła uchwałę o przejęciu na własność przez samorząd terytorialny niektórych szpitali Polskiego Czerwonego Krzyża, Towarzystwa Ochrony Zdrowia Ludności Żydowskiej oraz prowadzonych przez kongregacje, związki, stowarzyszenia religijne i fundacje. W grupie tych placówek medycznych znalazł się szamotulski Szpital św. Józefa. 1 października odebrano obiekty szpitalne Zgromadzeniu Sióstr Służebniczek Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny i przekazano je władzom powiatu. Zgromadzenie, które wzniosło budynki szpitalne i kierowało placówką od 1897 r., nie otrzymało żadnej finansowej rekompensaty. Po złożonym przez siostry odwołaniu pozostawiono im kaplicę, mieszkanie w starym budynku, domek w podwórzu oraz część pomieszczeń gospodarczych i ogród. 

Zmieniono również nazwę placówki – dawny Szpital św. Józefa stał się Szpitalem Powiatowym, potem nadano mu imię Ludwika Józefa Bierkowskiego (1801-1860), zasłużonego polskiego lekarza, chirurga, twórcy polskiej ortopedii, profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego i powstańca listopadowego. Z czasem, z nieznanych przyczyn, postać patrona zaczęto w nazwie pomijać. Kierownictwo administracyjne szpitala objął Władysław Wojciechowski, a po nim Jezierski.


Wnętrze kaplicy szpitalnej po remoncie w 1946 r., w ołtarzu obraz ofiarowany przez Wiktora Dullina (archiwum Służebniczek Niepokalanego Poczęcia NMP w Szamotułach)


Siostry zakonne stopniowo były z pracy zwalniane i zastępowane przez świecki personel. Najdłużej pracowały te, które zatrudnione były w laboratoriach, pracowniach szpitalnych i na sali operacyjnej. Wiktor Dullin szczególnie cenił siostrę Tyburcję, mającą bardzo duże doświadczenie medyczne. Jak wspomina pani Katarzyna Płoszyńska-Kośmicka, kiedy do domu doktora Dullina telefonował któryś z młodych lekarzy z informacją, że pacjent wymaga operacji, doktor ubierał się powoli, kiedy jednak dzwoniła siostra Tyburcja, strój wyjściowy zakładał na piżamę, bo wiedział, że rzeczywiście potrzebna jest natychmiastowa interwencja chirurgiczna. Przeprowadzał trudne operacje ginekologiczne, przyjeżdżano do niego z  odległych miast, bo miał własną skuteczną metodę operacji żylaków. Do dziś szamotulanie wspominają, jak ratował ich życie i zdrowie.

Funkcję dyrektora szpitala Wiktor Dullin sprawował w trudnych czasach. Piotr Nowak w książce Szamotuły. Dzieje miasta zamieścił informację, że za przyzwoleniem dyrektora prowadzono na terenie szpitala działalność duszpasterską, a komunia udzielana była chorym poza wyznaczonymi godzinami. Kiedy doktor Genowefa Abłażej, ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego w latach 50., nie chciała przeprowadzać aborcji, zalegalizowanej przez ustawę z 1956 r., Wiktor Dullin zachował się lojalnie wobec swojej podwładnej i poszukał innego rozwiązania – pacjentki były przewożone do szpitala w Obornikach. Niestety, sprawę jedna z nich ujawniła w gazecie i władze wyższego szczebla zwolniły lekarkę, która następne lata spędziła na misjach w Ugandzie i do Szamotuł już nie powróciła.


Lekarze szamotulskiego szpitala, w środku siedzi dyrektor Wiktor Dullin, 1962 r. (zdjęcie – własność Alicja Adamska). Obok dr. Dullina siedzą Włodzimierz Galus i Barbara Fiszer; stoją od lewej: Jan Mańczak, Bronisław Fiszer, Zbigniew Kozłowski, Jan Leszek Adamski, Marian Kubiak, [?] Burwagen – kierownik szpitalnej apteki.


Pod okiem Wiktora Dullina doświadczenie zdobywali kolejni szamotulscy chirurdzy. Jego zastępcą na oddziale chirurgicznym był Bronisław Fiszer, pracowali z nim wieloletni lekarze szamotulskiego szpitala: Marian Kubiak i Leszek Stasiak.

Anna Handschuh wspomina staż, który odbyła w szamotulskim szpitalu pod okiem doktora Dullina. Dyrektor umiał stworzyć niezwykłą atmosferę pracy. Nie było w niej napięcia, młodzi lekarze mogli się wszystkiego nauczyć, nie wstydząc się przyznać, że czegoś nie wiedzą czy jeszcze nie potrafią. Nigdy się nie pogniewał, gdy w czasie dyżuru obudzono go – jak się okazało – zupełnie niepotrzebnie. Jako szef nie ingerował w rzeczy mało istotne. Doktor Dullin był traktowany jako niezwykły autorytet i nie był to autorytet budowany przez zachowywanie dystansu wobec innych. Odnosił się do innych osób z wielkim szacunkiem i był życzliwie zainteresowany sprawami życia swoich współpracowników. Cechowało go bardzo duże poczucie humoru, sypał anegdotami z czasów młodości i miał swoje powiedzonka – nie do powtórzenia w tym artykule!  Do osób, z którymi odbywał dyżury, mówił: „Zrobimy swoje, a potem przychodzisz do mnie i gramy w makao”. Pisał bardzo niewyraźnie – miał prawdziwie „doktorski” charakter pisma. Czasem sam nie mógł przeczytać tego, co napisał i pytał wtedy innych lekarzy: „Co ja tu właściwie napisałem?”     

Przez cały okres pracy ordynatora na chirurgii Wiktor Dullin pozostawał w bliskim kontakcie z profesorem Romanem Drewsem (1908-1977), jednym z najwybitniejszych polskich chirurgów. Z grona lekarzy tej specjalności pracujących w Wielkopolsce poza Poznaniem prof. Drews najwyżej oceniał dwóch: doktora Antoniego Paula ze Śremu i właśnie doktora Wiktora Dullina.


Ogłoszenie w książce Ludwika Gomolca Szamotuły. Gród Halszki, 1956 r.


W Szamotułach przez wiele lat pełnił funkcję radnego. Sam bezpartyjny, akceptował, kiedy – aby ułatwić sobie życie – do PZPR-u wstępowali młodzi lekarze. Znał się na muzyce, malarstwie, bardzo dużo czytał. Pani Katarzyna Płoszyńska-Kośmicka opowiada, że kiedy uczyła się w szamotulskim liceum, ojciec lubił czasami przyjść do jej klasy na lekcje łaciny (rodzice mieli wtedy taką możliwość). Siadał w ostatniej ławce i nie umiał powstrzymać się przed podpowiadaniem. Tak się akurat składało, że tuż przed nim ławkę zajmowała klasowa konkurentka córki. W domu, aby dzieci mogły uchwycić właściwy rytm poezji łacińskiej, ćwiczył z  nimi głośne czytanie. Lubił grać w brydża, na brydżowych spotkaniach bywali u niego między innymi Edmund i Janina Kruppikowie z Obrzycka, Barbara i Walerian Łączkowscy, a z młodszego pokolenia Anna i Roman Handschuhowie.

W 1965 r. Wiktor Dullin doznał pierwszego wylewu. Mimo rehabilitacji pozostała trochę niewyraźna mowa, trudności z chodzeniem i niedowład ręki. Trudno mu było się pogodzić z tym, że musi się pożegnać ze swoją pasją – chirurgią. Przez kilka lat był zatrudniony w komisji lekarskiej do spraw inwalidztwa i zatrudnienia w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych. 23 czerwca 1970 r. nastąpił kolejny wylew. Karetka odwiozła go do kliniki neurologii do Poznania, jednak życia Wiktora Dullina nie udało się już uratować. Niecałe trzy miesiące wcześniej, 9 kwietnia, na serce zmarła jego żona – Filomena. Oboje spoczywają na cmentarzu na poznańskim Górczynie.


Dawna willa doktora Dullina, od 1977 r. przedszkole. Zdjęcie Piotr Mańczak, 2022 r.


Kolejne pokolenia

Z potomków Wiktora Dullina nikt już nie mieszka w Szamotułach. Najstarszy w rodzinie syn – Michał Płoszyński – po maturze zdanej w szamotulskim liceum w 1950 r. studiował na Wydziale Tłuszczów Syntetycznych Politechniki Gdańskiej. Później przeniósł się do Wrocławia, doktorat obronił na Politechnice Wrocławskiej, a habilitował się w Wyższej Szkole Rolniczej. Był specjalistą w dziedzinie biochemii i fizjologii roślin, przez wiele lat pracował naukowo w Instytucie Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa – najpierw w Laskowicach pod Wrocławiem, a później – już jako profesor – w Puławach.

Studia rolnicze i pracę naukową wybrali również Elżbieta Dullin-Potkańska i Piotr Dullin. Oboje ukończyli Akademię Rolniczą w Poznaniu, tam również się doktoryzowali. Piotr Dullin pracował w Katedrze Biochemii i Biotechnologii, wyjeżdżał na staże do Stanów Zjednoczonych i Szwajcarii.

Z medycyną związała swoje losy tylko moja rozmówczyni – Katarzyna Płoszyńska-Kośmicka. W 1959 r. ukończyła poznańską Akademię Medyczną, staż lekarski odbyła w szpitalu w Szamotułach i pracowała w nieistniejącym obecnie szpitalu kolejowym w Poznaniu przy ul. Orzeszkowej. Ukończyła specjalizację z zakresu medycyny kolejowej. Lekarzem został także jej mąż Bogumił Kośmicki (1935-1997), kolega z tego samego rocznika w szamotulskim liceum, brat bliźniak Zdzisława (1935-2018), profesora Politechniki Poznańskiej. Po ślubie w 1966 r. małżonkowie zamieszkali w Szczecinie. Pani Katarzyna pracowała w Zarządzie Służby Zdrowia Pomorskiej Dyrekcji Okręgowej Kolei Państwowych i prowadziła gabinet zakładowy, mąż po doktoracie był zatrudniony w Zakładzie Fizjologii Akademii Medycznej, a następnie kierował laboratorium w szpitalu kolejowym w Szczecinie. Lekarzem jest również ich syn Jeremi Kośmicki, psychiatra i psychoterapeuta, w trakcie studiów na Wydziale Lekarskim Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego jest obecnie wnuk Michał. To już czwarte pokolenie medyków.   

W Szamotułach pozostały wspomnienia o doktorze Dullinie – świetnym specjaliście, pogodnym, dowcipnym i dobrym człowieku.

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Szamotuły, 04.04.2022

Wiktor Dullin – znakomity lekarz, legendarny dyrektor szpitala w Szamotułach2025-08-18T20:46:05+02:00

Wojenne drogi Stanisława Mańczaka

Stanisław Mańczak (1918-2000)

„Najważniejsze, że człowiek wyszedł z tego wszystkiego w jednym kawałku”

Czasem, żeby walczyć o wolność Ojczyzny, trzeba do niej wrócić, a czasem trzeba z niej wyjechać. Stanisław Mańczak (1918- 2000) na początku niemiecko-sowieckiej okupacji przeszedł przez zieloną granicę i dołączył do polskich żołnierzy we Francji. Jego droga wojenna była bardzo długa i nie doprowadziła do Polski. Po demobilizacji pozostał w Anglii, a rodzinę w Szamotułach odwiedził dopiero w latach 70. XX w.

Stanisław Mańczak przyszedł na świat pomiędzy dwoma wydarzeniami historycznymi: krótko po zakończeniu działań na frontach I wojny światowej i przed wybuchem powstania wielkopolskiego – 13 listopada 1918 r. Jego rodzice: Wincenty Mańczak (1890-1958) i Anna z domu Najdek (1891-1961) pobrali się 5 lat wcześniej w kościele w Cerekwicy. Małżonkowie zamieszkali w Pamiątkowie, skąd pochodziła Anna, i tam na świat przyszło ich pięcioro dzieci – 2 córki i 3 synów: Joanna (później po mężu Paszkowska, 1914-1995), Maria (po mężu Kmicikiewicz, 1916-1979), Stanisław, Antoni (1920-1941) i Jan (1921-1990).


Wycinek z prasy, ok. 1936 r. Na dole szkolna drużyna siatkówki: Zbigniew Leja, Jan Pikut, Marian Jankowiak, Andrzej Kosicki, Antoni Błażewski, Stanisław Mańczak


Wincenty Mańczak był mistrzem rzeźnickim. W 1929 r. Mańczakowie zdecydowali się przenieść do Szamotuł. Rzeźnictwo w Szamotułach na rynku prowadził już brat Wincentego – Stanisław (obecnie Rynek 38), a sam Wincenty kupił dom przy ul. Poznańskiej 7 (dziś nr 18). W podwórzu miał zakład masarski, a gotowe wyroby jego żona z najstarszą córką sprzedawały we własnym sklepie. W 1934 r. Mańczakowie kupili też 40-hektarowe gospodarstwo w Kępie pod Szamotułami, zajmowali się uprawą roli i sami hodowali zwierzęta na mięso.

Stanisław ukończył Gimnazjum i Liceum im. ks. Piotra Skargi w Szamotułach, maturę zdał w 1938 r. Jak pokazują zdjęcia z lat szkolnych, był harcerzem, uprawiał sport – biegi i grał w szkolnej drużynie koszykówki, a także należał do Sodalicji Mariańskiej – stowarzyszenia religijno-społecznego, które miało swoje struktury w szkołach. Po maturze, jesienią 1938 r., rozpoczął obowiązkową służbę wojskową w Mazowieckiej Szkole Podchorążych Rezerwy Artylerii im. gen. Józefa Bema w Zambrowie (dziś woj. podlaskie), po kilku miesiącach zgłosił się do służby zawodowej.


Na obozie harcerskim, Stanisław Mańczak siedzi na górze po prawej stronie


O tym, aby zostać żołnierzem zawodowym, myślał już znacznie wcześniej. Taka droga odpowiadała jego charakterowi – obowiązkowości i uporządkowaniu. W listach do siostry pisał, że coraz lepiej radzi sobie z jazdą konną. Po ogłoszeniu mobilizacji w sierpniu 1939 r. kadeci i kadra szkoły nie zostali wcieleni do jednostek frontowych, lecz ewakuowani na – zdawało się – bezpieczniejszy teren do Włodzimierza Wołyńskiego. Po ataku Związku Radzieckiego na Polskę uczniowie i kadra znaleźli się w niewoli.   

Stanisławowi Mańczakowi udało się uciec z jadącego na wschód transportu i przez Lublin, Warszawę i Wrocław wrócił do Wielkopolski. To był jednak dopiero początek drogi, którą opisał w zamieszczonym poniżej liście do sióstr i ich dzieci z 1996 r. Nie jest do końca jasne, kiedy dokładnie przeszedł przez zieloną granicę na Węgry. W liście wskazał, że nastąpiło to w lutym 1940 r., jednak w dokumencie wydanym przez Konsulat Polski w Ungvarze (obecnie Użhorod, Ukraina) można przeczytać, że Stanisław Mańczak „zmuszony był 19 listopada 1939 przejść na terytorium Węgier na skutek działań wojennych w Polsce”. Czy wydano mu dokument ze wsteczną datą, czy też w spisanej po latach relacji pomylił miesiące – nie wiadomo.

We wrześniu 1940 r., wzorem Stanisława, przez zieloną granicę próbował się przedostać jego młodszy brat Antoni. Niestety, został aresztowany, trafił najpierw na Gestapo do Krakowa, następnie do więzienia w Tarnowie. 11 grudnia 1940 r. wywieziono go w grupie 62 więźniów do obozu koncentracyjnego w Oświęcimia, gdzie zmarł 4 stycznia 1941 r.

Stanisław Mańczak z Węgier wyruszył międzynarodowym pociągiem do Francji, gdzie wstąpił do polskiej jednostki wojskowej (kwiecień 1940 r.), po rozbiciu Francji przez Hitlera został ewakuowany drogą morską do Anglii (czerwiec 1940 r.) i przez około półtora roku służył w artylerii na wybrzeżu Szkocji.


Sodalicja Mariańska, oddział szkolny chłopców. Stanisław Mańczak siedzi obok ks. prefekta Antoniego Szudy. 1. z prawej siedzi Antoni Mańczak, w górnym rzędzie na środku Jan Mańczak


Jego dalsze losy wojenne związane były z Armią Andersa, początkowo działającą pod nazwą Polskie Siły Zbrojne w ZSRR, stworzoną po rozpoczęciu wojny niemiecko-radzieckiej i porozumieniu polskiego rządu na emigracji z władzami radzieckimi. W styczniu 1942 r. Stanisław Mańczak został wysłany wraz z grupą Polaków konwojem z Glasgow do Murmańska, aby pomóc w organizacji polskiej armii. Ten odcinek swojej wojennej wędrówki uznał po latach za szczególnie niebezpieczny. Czekała go jeszcze droga z północy na południe ZSRR. Na miejsce formowania jednostki, na wschód od Morza Kaspijskiego, dotarł pociągiem. Była to wieś Kermine (obecnie Nawoi, Uzbekistan), w której tworzona była 7 Dywizja Piechoty pod dowództwem gen. Zygmunta Szyszko-Bohusza.

W swojej listownej relacji Stanisław Mańczak popełnił błąd, pisząc, że ewakuacja polskiej armii ze Związku Radzieckiego nastąpiła po ujawnieniu przez Niemców zbrodni katyńskiej. W sytuacji zmniejszenia racji żywnościowych dla polskiego wojska i wstrzymania dalszej rekrutacji gen. Anders doprowadził do ewakuacji jednostek, część armii opuściła ZSRR wiosną 1942 r., reszta – latem 1942 r. Ewakuacja odbywała się pociągami do Krasnowodzka, portu nad Morzem Kaspijskim, a następnie statkami do portu Pahlevi w Iranie.  

Do połowy 1943 r. Stanisław Mańczak, w składzie wojsk nazywanych teraz Armią Polską na Wschodzie, przebywał w Iraku. Jak wspominał, przechodził wówczas liczne szkolenia, z tamtego czasu pochodzi jego prawo jazdy na pojazdy wojskowe. Dalsza droga wiodła przez Palestynę i Egipt. Podczas pobytu w Palestynie Stanisław Mańczak został przydzielony do 5 Pułku Artylerii Lekkiej, w 5 Dywizji Kresowej. Armia Andersa stanowiła już wówczas 2 Korpus Polski, działający początkowo w składzie 9 Armii Brytyjskiej, a następnie 8. W końcu 1943 r. żołnierzy zaczęto przewozić statkami z Port Saidu w Egipcie do Tarentu, portu na południu Włoch.  


Stanisław Mańczak w 1938 r.


Z wydarzeń kampanii włoskiej Stanisław Mańczak wymienia – oprócz najważniejszego, okupionego wielkimi stratami zdobycia Monte Cassino – wcześniejszy chrzest bojowy w okolicach Foggii, a po bitwie o Monte Cassino szlak bojowy wzdłuż Morza Adriatyckiego, aż do Bolonii. Po zawieszeniu broni w kwietniu 1945 r. Mańczak służył na południu Włoch w Centrum Wyszkolenia Wojsk Pancernych jako instruktor artylerii samobieżnej.

Jak większość polskich oficerów nie zdecydował się na powrót do kraju i do sierpnia 1947 r. pozostał w składzie wojsk brytyjskich stacjonujących we Włoszech. W lutym 1947 r. Włochy podpisały traktat pokojowy z państwami alianckimi, pół roku później żołnierze brytyjscy, wśród nich 2 Korpus Polski, zostali przetransportowani do Szkocji. Demobilizacja nastąpiła w środkowej Anglii. O odznaczeniach wojskowych, które otrzymał, Stanisław Mańczak pisał z dużą skromnością, umniejszając swoje zasługi. 


Zaświadczenie wydane przez polskiego konsula na Węgrzech


Drugiego listu, opisującego bardziej szczegółowo losy powojenne, już nie zdążył napisać. Z dokumentów wynika, że chciał zostać zawodowym oficerem w armii brytyjskiej, jednak do tego nie doszło. Wiadomo, że pracował jako księgowy w zakładach ceramicznych w Stoke-on-Trent w środkowej Anglii. Ożenił się z Angielką o imieniu Nora – wdową z trojgiem dzieci, własnego potomstwa się nie doczekał.

W 1947 r. rodzinie Mańczaków odebrano gospodarstwo w Kępie pod Szamotułami. Była to decyzja niezgodna z ówczesnym prawem, ponieważ reforma rolna z 1944 r. zakładała parcelację gospodarstw powyżej 50 ha. Wincenty Mańczak został jednak uznany za kułaka i pod lufami karabinów wykopano go (dosłownie!) z gospodarstwa. Firma rzeźnicka i sklep zostały zamknięte, straciły bowiem swoje zaplecze produkcyjne, a dodatkowo władze tępiły wszelkie prywatne placówki usługowe i handlowe. Mańczakowie zostali bez środków do życia. W tej sytuacji Stanisław, podobnie jak siostry, starał się wspierać rodziców finansowo. Po pewnym czasie ci poprosili go jednak, aby się z nimi nie kontaktował – wszelkie związki z zagranicą, nawet te rodzinne, w czasach stalinowskich mogły stać się podstawą oskarżenia o szpiegostwo.


Legitymacja Armii Polskiej we Francji, 1940 r.


Do Polski Stanisław Mańczak przyjechał w odwiedziny dwukrotnie, po raz pierwszy dopiero w połowie lat siedemdziesiątych, już jako obywatel Wielkiej Brytanii. Nie chciał wówczas opowiadać o swoich wojennych losach. W 1995 r., kiedy był już wdowcem, siostrzenica, Maria Sroka z domu Paszkowska, zapytała go w liście, czy nie chciałby osiedlić się w Polsce i zamieszkać w dawnym rodzinnym domu, wśród bliskich. Wujek odpowiedział, że bardzo go ta propozycja wzruszyła, ale nie zdecydował się wrócić do kraju, nie wiedział, jak wyglądałaby tu wypłata jego emerytury, był już wtedy mocno schorowany i nie mógł przerwać leczenia.   

Zmarł 28 września 2000 r. w Stoke-on-Trent i tam został pochowany. Jego imię upamiętniono na tablicy rodzinnego grobu na cmentarzu w Szamotułach. Odznaczenia i ordery wojskowe trafiły do rodziny w Polsce.

Agnieszka Krygier-Łączkowska

***

Szamotuły, ul. Poznańska 18, dom rodzinny Mańczaków. W zwieńczeniu inicjały W.M. i data 1929 – Wincenty Mańczak, rok kupna domu.

Anna Mańczak z domu Najdek (1891-1961) z córką Joanną, 1915 r.

Wincenty Mańczak (1890-1958) jako król kurkowy, 1929 r.

Anna Mańczak przed II wojną światową

Anna Mańczak z dziećmi: Joanną i Antonim, ok. 1937 r.

Siostry Stanisława – Joanna i Maria w latach szkolnych

Stanisław Mańczak (stoi 2. od lewej) z innymi harcerzami z Szamotuł, obóz w Wiśle, 1933 r.


Stanisław Mańczak w czasach gimnazjalno-licealnych

Stanisław Mańczak w czasie zawodów sportowych

Stanisław Mańczak (na górze po lewej) z koleżankami i kolegami ze szkoły

Stanisław Mańczak (stoi 5. z lewej) na zdjęciu maturalnym – Gimnazjum i Liceum im. ks. Piotra Skargi w Szamotułach. W środku zdjęcia siedzi dyr. Kazimierz Beik.

Pozdrowienia od uczestników spotkania w 40-lecie matury, 1978 r.

Fragment rękopisu publikowanego poniżej listu Stanisława Mańczaka, wrzesień 1996 r.

Szlak armii gen. Andersa: Związek Radziecki – Włochy




Legitymacja i Krzyż Monte Cassino

Zaświadczenie o przyznaniu odznaczeń

Gwiazda za Wojnę 1939-1945

Gwiazda Italii

Zgłoszenie do służby w Armii Brytyjskiej, 1947 r.

Zaświadczenie o zakończeniu służby, 1947 r.

Nekrolog Antoniego Błażewskiego, „Słowo Szamotuł” nr 28 (listopad 1996)

Świadectwo zgonu, 2000 r.


Zdjęcia rodzinne i dokumenty udostępniła Maria Sroka z domu Paszkowska

13 września, 1996 r.

Moi Drodzy!

Właśnie wróciłem ze szpitala, gdzie odwiedziłem mojego kolegę z czasów szkolnych w Szamotułach. To jest Antoni Błażewski, z którym razem przeszliśmy zieloną granicę. Jego ojciec był wicedyrektorem w cukrowni szamotulskiej. Jest on bardzo poważnie chory, jego życie wisi na cienkim włosku. Ma raka wątroby. Więc piszę ten list, nim moja kolejka przyjdzie. Największa moja słabość to pisanie listów.

Przypuszczam, że wiadomo Wam, że pod koniec września 1939 r. dostałem się do niewoli bolszewickiej, gdzie jakoś cudownie spotkałem się z moim kuzynem – Antkiem Mańczakiem [synem Stanisława Mańczaka, brata Wincentego] z Rynku szamotulskiego. Po paru dniach bolszewicy zamknęli nas w wagonach towarowych i z Kowla ruszyliśmy na wschód Rosji. Jakoś udało nam się wyłamać parę desek i w czasie biegu wyskoczyliśmy z tego pociągu.

Po kilku dniach, ukrywając się przed bolszewikami i Ukraińcami, dostaliśmy się do Lublina, gdzie spotkaliśmy Lindę z Szamotuł. On zdaje się po wojnie był taksówkarzem w Szamotułach. Linda miał jakiś stary autobus, więc zajechaliśmy do Warszawy, a z Warszawy do Poznania pociągiem przez Wrocław, gdyż mosty były zerwane koło Kutna i Koła.


Legitymacja wojskowa wydana w Wielkiej Brytanii, 1940 r.


W lutym 1940 r. z kilku kolegami postanowiliśmy uciec z Polski, aby dostać się do Francji. W tej grupie byli Antoni Błażewski i jego brat Stachu. Po pewnych niepowodzeniach jakoś udało nam się dostać na Węgry, szliśmy na nartach tylko w nocy, odpoczywaliśmy w ciągu dnia pod świerkami. Po trzech dniach marszu z Sanoka dostaliśmy się na Węgrzech do miasta Ungvar (dzisiaj nazywa się Użhorod) [na obszarze Rusi Zakarpackiej, zajętej przez Węgry w 1938 r., obecnie Ukraina, blisko granicy ze ukraińsko-słowackiej], gdzie znajdował się tymczasowy polski konsulat, specjalnie dla pomocy tym, którzy uciekali z Polski. Tutaj wyrobili nam paszporty i wysłali nas do Budapesztu.

Po kilku dniach odpoczynku wyruszyliśmy międzynarodowym pociągiem z Budapesztu, przez Jugosławię (Zagrzeb i Lubljanę), Włochy (Triest, Wenecję, Weronę, Mediolan i Turyn; Włochy nie były jeszcze oficjalnie w stanie wojny), do Francji – Lyonu.

Na początku kwietnia 1940 r. znalazłem się w mieście Niort w zachodniej Francji blisko La Rochelle, gdzie organizowały się nowe polskie jednostki wojskowe i zapoznawano się z uzbrojeniem francuskim. Niedługo to trwało, gdyż w maju Hitler zaatakował Francję i wszystko rozbite zostało w drzazgi. W czerwcu podczas bombardowania załadowałem się na angielski okręt w La Rochelle i po 3 dniach znalazłem się w Anglii w Rymonth.

Po kilku dniach zawieźli nas do Szkocji, tam z obozu do obozu – ostatecznie znalazłem się z Dundee na wschodnim wybrzeżu Szkocji, gdzie wreszcie zostaliśmy zreorganizowani i uzbrojeni. Tutaj nic się szczególnie nie działo. Trochę bombardowania, czekaliśmy na wybrzeżu z działami na [niemiecką] inwazję.


Zaświadczenie o badaniu lekarskim, 1942 r.


W 1941 r., kiedy Hitler zaatakował bolszewików, generał Sikorski i Stalin zawarli umowę na zwolnienie Polaków, których bolszewicy trzymali w różnych łagrach, aby utworzyć polskie wojsko mające walczyć po stronie bolszewików.

1 stycznia 1942 r. zostałem wysłany z Glasgow w Szkocji do Murmańska w Rosji, aby pomóc w organizacji tego polskiego wojska w Rosji. Było nas około 12 młodziaków. Myślałem, że zginę, bo bardzo dużo okrętów było torpedowanych przez Niemców. Płynęliśmy w wielkim konwoju około 40 okrętów pod osłoną angielskiej marynarki wojennej na zachód od Islandii i później na północ od tej wyspy i dalej na wschód wzdłuż wybrzeża Grenlandii do Murmańska. Zimą to Morze Arktyczne jest bardzo niespokojne, no i temperatura około -40 stopni. Około 8 okrętów zostało zatopionych przez okręty podwodne, ale po 6 tygodniach wpłynęliśmy do Murmańska w jednym kawałku.


Polskie Siły Zbrojne w ZSRR, 1942 r. Zdjęcie domena publiczna


To polskie wojsko tworzyło się na wschód od Morza Kaspijskiego, więc czekała nas podróż przez całą Rosję, od Murmańska aż do Krasnowodzka, do małej wioski Kermine. Trwała około 6 tygodni, gdyż linie kolejowe były zajęte przez transporty wojskowe na front i wywożące całe fabryki na wschód – za Ural. Jechaliśmy do Moskwy przez Wołogdę na linii z Archangielska, gdyż Leningrad [dziś Petersburg] był oblężony. Z Moskwy przez Kujbyszew do Taszkientu, Samarkandy, Buchary i do tej wioski Kermine.

Tutaj spędziliśmy strasznych kilka miesięcy. Ludzie, którzy tu przybywali, byli bardzo wynędzniali, z rozmaitymi chorobami, niezdolni do niczego, brakowało żywności, lekarstw nie było w ogóle. Bardzo dużo ludzi umarło.

Jak sprawa Katynia wyszła na jaw [por. komentarz wyżej], generał Sikorski zerwał umowę ze Stalinem i postanowił, że przejdziemy na Środkowy Wschód, do Persji i Iraku, aby uratować to, co zostało. Po 4 miesiącach załadowaliśmy się w Krasnowodzku na okręt i przepłynęliśmy do Persji. Stamtąd transportami motorowymi – przez Hamadan – do Iraku, do obozu w Kirkuk. Pod dowództwem angielskim, przy dobrym wyżywieniu i lekarskiej pomocy, umundurowani, zaczęliśmy wszyscy wyglądać jak żołnierze.

Po miesiącu pojechałem pociągiem z Kirkuk przez Bagdad do Basry, gdzie znajdowała się wielka składnica motorowa. Przydzielono nam dużo ciężarówek i z powrotem – już drogą – pojechaliśmy do obozu w Kirkuk. Mieliśmy tam dużo szkoleń w prowadzeniu pojazdów motorowych, bo całe wojsko było zmotoryzowane, a my – Polacy – nie byliśmy motorowo wykształceni.


Prawo jazdy wojskowe, 1943 r.


W połowie 1943 r. przesunięto nas do Palestyny, w okolice Gazy i Berszeby. Tu znowu czekało nas dużo ćwiczeń i manewrów, już jako 2 Korpus Polski. Ja byłem w 5 Pułku Artylerii, w 5 Dywizji Kresowej. Z Palestyny pod koniec 1943 r. dotarliśmy przez pustynię Synaj do Egiptu, gdzie stacjonowaliśmy koło El Kantara. Tutaj otrzymaliśmy nowe wyposażenie w sprzęt wojenny i byliśmy gotowi pójść na front.

Na początku 1944 r., załadowani na okręty w Port Saidzie, popłynęliśmy do Włoch do Taranto [Tarentu]. W marcu przeszliśmy chrzest ogniowy na stosunkowo spokojnym odcinku frontu koło Foggii. Pod koniec kwietnia cały Korpus Polski został przesunięty na odcinek frontu pod Monte Cassino.

11 maja dokładnie o godzinie 11 wieczorem około 2 000 dział otworzyło ogień, no i piekło się zaczęło. Ostatecznie po kilku dniach zdobyliśmy Monte Cassino, ale po bardzo wielkich stratach.

Po [bitwie o] Monte Cassino polskie wojska zostały przesunięte na wybrzeże Adriatyku koło Termoli. Cały nasz udział w kampanii włoskiej koncentrował się wzdłuż tego wybrzeża: przez Pescarę, Ascoli Piceno, Ankonę, Pesaro, wkoło San Marino (neutralnego państwa), Rimini, Forli, aż do Bolonii, gdzie w końcu kwietnia 1945 r. zawarto zawieszenie broni.

Zostałem wówczas przeniesiony na południe Włoch do Gallipoli (południowy wschód od Tatanto [Tarentu]) do Centrum Wyszkolenia Wojsk Pancernych jako instruktor artylerii samobieżnej – to takie działo zamontowane na podwoziach czołgowych. Część żołnierzy zdecydowała się wrócić do Polski, reszta została we Włoszech na okupacji [w składzie sił okupacyjnych].


Stanisław Mańczak w okresie walki w 2 Korpusie Polskim


W połowie sierpnia 1947 r. załadowaliśmy się na okręty w Neapolu i po paru dniach wpłynęliśmy do Glasgow. Potem przewieziono nas do miasta Leek koło Stoke-on-Trent. Tutaj zostałem zdemobilizowany i zacząłem życie cywilne, wpierw w Macclesfield, a później w Stoke-on-Trent w fabryce ceramicznej jako buchalter aż do emerytury.

Można by o tym okresie wojennym pisać książki (…). Najważniejsze, że człowiek wyszedł z tego wszystkiego w jednym kawałku.

Spotkałem paru szamotulaków w czasie tego okresu, ale o tym może coś napiszę później, gdyż pisanie tego listu bardzo mnie wymęczyło umysłowo. Z przerwami pisałem ten list przez 3 dni.

Właśnie otrzymałem telefon od córki Antoniego Błażewskiego, że on zmarł. Byliśmy z tego samego rocznika 1918.

Jak się wojna zaczęła, byłem plutonowym podchorążym artylerii i skończyłem tę wojnę jako kapitan artylerii. Odznaczeń się trochę uzbierało, nie wiem, ile to warte, gdyż uważam, że dawali to z rozdzielnika. Mam 10 rozmaitych odznaczeń. Otrzymałem Krzyż Walecznych, Krzyż Zasługi z Mieczami, Krzyż Monte Cassino i rozmaite inne medale polskie i także angielskie. (…)

Mam nadzieję, że czytanie tego listu nie sprawi Wam dużo trudności. Jakoś po tylu latach nieużywania polskiego języka człowiekowi brakuje wielu słów, no i ortografia jest niepewna.

Może powiadomicie kolegów Błażewskiego o jego śmierci. Mam na myśli Jana Hoffmanna, Mariana Żuromskiego, może jest kilku innych, którzy jeszcze żyją. On był kapitanem obserwatorem w bombowcach.

Spodziewam się, że trzymacie się w zdrowiu i że życie jest teraz łatwiejsze bez tej komuny.

Pozdrowienia i uściski dla wszystkich

Wujek Stachu


***

O innym szamotulaninie – żołnierzu 2 Korpusu Polskiego można przeczytać w artykule

Szamotuły, 18.03.2022

Wojenne drogi Stanisława Mańczaka2025-08-17T21:19:45+02:00

Aktualności – marzec 2022

Lamentacje – koncert promujący nowe wydawnictwo oparte na twórczości Wacława z Szamotuł

Zaczęło się od projektu Wacław z Szamotuł na ludowo, realizowanego w Szamotułach latem 2020 r. Złożyły się na niego wykłady dotyczące muzyki Wacława z Szamotuł, warsztaty śpiewu i produkcji muzycznej oraz znakomity koncert w stodole w Baborówku.

Projekt rozwinął się w płytę studyjną zatytułowaną Lamantacje wydawnictwa Requiem Records. Promujący ją koncert odbył się 27 marca w Centrum Kultury Zamek w Poznaniu.

Muzyka Wacława z Szamotuł została opracowana przez poznański zespół kakofoNIKT oraz Chór Pogłosy pod dyrekcją Joanny Sykulskiej w zupełnie nowy, oryginalny sposób. Głosy 35-osobowego chóru zostały połączone z brzmieniami elektronicznymi, ludowymi bębnami, dźwiękami kapeli szamotulskiej, renesansowej lutni i awangardowych rozwiązań brzmieniowych. Nazwa dla całego projektu – Lamentacje – wzięła się od odnalezionych kilka lat temu zaginionych utworów Wacława. Muzykę opatrzono zupełnie nową warstwą tekstową, nawiązującą do problemów współczesnego świata.

Zapraszamy do obejrzenia relacji z tego wydarzenia muzycznego,

Z płytą można zapoznać się https://wyraj.bandcamp.com/releases?fbclid=IwAR3DpEeW5Owswt4U6kCR8hMlEBsmTorfljO9e9sba2NOky0FR4wqZBPWjxM


Szamotulanie solidarni z Ukrainą

Zapraszamy do obejrzenia relacji z koncertu, w którym wystąpili: Kapela Dudziarska SzOK, Orkiestra SzOK, chór „Cantabile”, Trio smyczkowe „Triola”, Marcelina Dera, Darek Tarczewski, Zofia Marcinkowska, Tomasz Kuźniak, Paweł Bączkowski oraz Zespół Folklorystyczny „Szamotuły”. Datki z koncertu zostały przeznaczone na wsparcie Viktorii Popovej, artystki rzeźbiarki i malarki z Charkowa, oraz jej rodziny. Viktoria Popova w 2021 r. wzięła udział w plenerze „Wielki powrót rzeźb”, a w marcu 2022 r. znalazła schronienie w Szamotułach.

Film – relację na żywo przygotował Ryszard Kurczewski.


Wielkopolska każdego dnia

W marcu zapraszamy do obejrzenia odcinków, w których znajdą Państwo, m. in., informacje o wyborach do sejmu i senatu z 1928 r. (4.03), burmistrzu Wronek Cyrylu Sroczyńskim (5.03), dziennikarzu Ryszardzie Podlewskim (18.03), obchodach imienin Józefa Piłsudskiego w Szamotułach (19.03), artyście Marianie Schwartzu (20.03), prof. Janie Studniarskim (21.03), historyku Kazimierzu Jarochowskim (24.03), gen. Zygmuncie Kurnatowskim (26.03), szamotulskim proboszczu ks. Franciszku Foreckim (29.03) i premierze odnalezionych Lamentacji Wacława z Szamotuł.

Link do programu: https://poznan.tvp.pl/55640115/wielkopolska-kazdego-dnia



Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych w Szamotułach

1 marca odbyły się obchody Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Podobnie jak w poprzednich latach uroczystości rozpoczęły się od mszy świętej w Bazylice Mniejszej, podczas której słowo Boże wygłosił ksiądz Mateusz Szkudlarek. Po zakończonym nabożeństwie uczestnicy obchodów udali się pod Głaz Pamięci, przy którym, po odśpiewaniu hymnu państwowego, złożono wiązanki kwiatów dla uczczenia niezłomnych żołnierzy. Następnie uroczystości przeniosły się na pobliski cmentarz. Opiekun szamotulskiego koła WSPAK Piotr Gotowy oraz prezes tegoż koła Dominik Dodolski przedstawili krótki życiorys księdza prałata Albina Jakubczaka, proboszcza szamotulskiej parafii w latach 1967-1977, który za swoją niezłomną postawę w czasach stalinizmu został skazany przez komunistyczne władze na karę więzienia. Następnie miejscowa regionalistka p. Agnieszka Krygier–Łączkowska przedstawiła informacje na temat lokalnych organizacji i młodych ludzi, którzy sprzeciwiali się władzom komunistycznym.

Władze samorządowe były reprezentowane przez Przewodniczącą Komisji Oświaty i Kultury Rady Powiatu Szamotulskiego Marię Przybylską. Jak co roku w uroczystościach wzięli udział druhowie z Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” w Szamotułach oraz członkowie lokalnych struktur Prawa i Sprawiedliwości. Większość uczestników stanowili młodzi członkowie i sympatycy Wielkopolskiego Stowarzyszenia Pamięci Armii Krajowej – koło w Szamotułach, czyli uczniowie ze Szkoły Podstawowej nr 2 oraz Zespołu Szkół nr 2 w Szamotułach.

Piotr Gotowy – opiekun szamotulskiego koła WSPAK



Szamotuły, 03.03.2022

MARZEC 2022


Imprezy i koncerty


Trwające



Minione


KINO

Aktualności – marzec 20222025-01-13T16:39:56+01:00

Gdzie jest pochowany Łukasz III Górka? Mauzoleum Górków w Kórniku

Gdzie jest pochowany Łukasz III Górka (ok. 1533-1573)?

Mauzoleum Górków w Kórniku

Próba pochowania Łukasza III Górki w katedrze poznańskiej zakończyła się skandalem, a jego brat, Andrzej II, chciał nawet sprowadzić armatę, aby wysadzić drzwi zamkniętej świątyni. W końcu trzej bracia Górkowie: Łukasz III, Andrzej II i Stanisław spoczęli w kościele w Kórniku. To miejsce warto odwiedzić!

Łukasz III Górka, wojewoda poznański, mąż Halszki z Ostroga, zmarł w Poznaniu 16 stycznia1573 r. w wyniku zakażenia organizmu na skutek karbunkuła (czyraka mnogiego). Nie wiadomo, czy na łożu śmierci rzeczywiście wypowiedział słowa zanotowane w komentarzu do jego wizerunku z albumu Jana Matejki: „W młodości pycha łechtała mnie do nabywania godności i mawiała mi: «Górko, Górko, kiedy pójdziesz w górę?» A teraz mi rozum powiada: «Górko, Górko, kiedy będziesz w dole?” Bracia: Andrzej II i Stanisław chcieli pochować go w katedrze, obok rodziców – Andrzeja I (1500-1551) i Barbary z Kurozwęckich (1500-1545). Takiemu zamiarowi zdecydowanie sprzeciwiła się kapituła katedralna z biskupem Adamem Konarskim, o ile bowiem Andrzej I – życzliwy reformacji – nigdy od Kościoła katolickiego nie odszedł, wszyscy jego synowie zostali luteranami.

Niezrażeni odmową kapituły bracia Górkowie 16 lutego 1573 r. pojawili się z trumną Łukasza III pod katedrą, drzwi jednak zastali zamknięte. Porywczy Andrzej II chciał nawet sprowadzić armatę, aby móc wejść do wnętrza kościoła. Kiedy wiadomość o tym dotarła do władz miasta, na pomoc biskupowi wysłano zbrojny oddział. Górkowie musieli odstąpić. Czy na to wszystko patrzyła wdowa po Łukaszu – Halszka z Ostroga? Jako gorliwa katoliczka zapewne nie uczyniłaby niczego wbrew woli władz kościelnych.


Łukasz III Górka na rysunku Jana Matejki (na podstawie wizerunku z epoki). Źródło: Album Jana Matejki z tekstem objaśniającym. Na górze strony portret Łukasza III Górki autorstwa Jarosława Kałużyńskiego


Pogrzeb Łukasza III odbył się w Szamotułach w marcu 1573 r., ciało zmarłego niewątpliwie złożono w jednej z krypt pod kościołem. Dodać tu należy, że kilka lat wcześniej – w 1569 r. – ówcześni właściciele dwóch części Szamotuł: Jan Świdwa i Łukasz III Górka przekazali kościół luteranom, a po śmierci Górki przez 20 lat należał do braci czeskich, po czym wrócił do katolików (por. artykuł http://regionszamotulski.pl/katolicy-i-bracia-czescy-czyli-konflikt-wokol-kosciola-kolegiackiego-w-szamotulach/).

Zanim Łukasz III Górka związał się z luteranami, był członkiem Jednoty Braci Czeskich. W 1553 r. wraz z grupką szlachty odbił z poznańskiego ratusza współbraci, których sąd biskupi skazał na śmierć. W 2. połowie lat 50. XVI w. przyjął w swych dobrach w Szamotułach czeskiego drukarza Aleksandra Aujezdeckiego, który wydał tam wiele dzieł braci czeskich. Szamotuły stały się w ten sposób pierwszym ośrodkiem drukarskim w Wielkopolsce. Około 1563 r. Łukasz III Górka został usunięty ze zboru braci czeskich „za rozpustę” (bracia czescy nie akceptowali np. picia alkoholu i tańców). Jak wspomniano, przystał do luteranów i został nieformalnym przywódcą tej grupy wyznaniowej w Wielkopolsce. Wypędził bernardynów z Sierakowa, w swoim poznańskim pałacu przy ul. Wodnej, w pobliżu Starego Rynku, urządził kaplicę luterańską i organizował wspólne synody braci czeskich i luteranów. Jednocześnie utrzymywał jednak kontakty z jezuitami i lubił dyskutować z nimi na tematy religijne.


Unia lubelska – obraz Jana Matejki z 1869 r. i objaśnienia do obrazu. Łukasz III Górka nie był obecny w czasie ceremonii zaprzysiężenia unii na zamku w Lublinie, Jan Matejko wprowadził postać wojewody poznańskiego celowo, jako symbol kolebki państwa polskiego – Wielkopolski. Łukasz III Górka opiera się o fotel, na którym siedzi Stanisław Hozjusz (w czerwonych kardynalskich szatach). Źródło: cyfrowa biblioteka Muzeum Narodowego w Warszawie i Polona.


Łukasz III Górka pełnił ważne funkcje publiczne. W 1554 r. został kasztelanem, a rok później wojewodą brzeskim. Następnie w 1558 r. otrzymał urząd wojewody łęczyckiego, w 1562 r. został wojewodą kaliskim, a w 1565 r. – wojewodą poznańskim. Halszkę z Ostroga poślubił w 1555 r., ale dopiero w 4 lata później udało mu się sprowadzić ją do rezydencji w Szamotułach (losy Halszki z Ostroga i jej matki zostały przedstawione w artykule http://regionszamotulski.pl/beata-i-halszka-ostrogskie/).  

Łukasz zmarł bezpotomnie, jego majątek odziedziczyli więc młodsi bracia. Z majątku szamotulskiego część miejską, to znaczy połowę Szamotuł wraz z zamkiem północnym, czyli Zamkiem Górków, przejął najmłodszy Stanisław, natomiast Andrzejowi II przypadły okoliczne wsie. Już w 1579 r. Stanisław Górka sprzedał swoją część miasta Jakubowi Rokossowskiemu, podskarbiemu koronnemu (zm. 1580). Związki Górków z Szamotułami się skończyły.


Płaskorzeźba z cokołu nagrobka Górków w katedrze poznańskiej. Klęczą postaci dzieci Andrzeja I i Barbary z Kurozwęckich. Wieku dorosłego dożyli 3 synowie: Łukasz III, Andrzej II i Stanisław oraz 2 córki: Katarzyna Działyńska i Barbara Czarnkowska. Źródło: repozytorium Cyryl


Wkrótce po śmierci Łukasza III, kiedy jasne już było, że żaden z braci Górków nie zostanie pochowany w poznańskiej katedrze, Andrzej II ufundował monumentalny nagrobek dla pochowanych tam rodziców. Wykonał je rzeźbiarz pochodzenia włoskiego, Hieronim Canavesi, ten sam, który kilka lat później stworzył nagrobek Jakuba Rokossowskiego do kościoła w Szamotułach. Co ciekawe, na nagrobku rodziców synowie – luteranie też zostali upamiętnieni, gdyż na cokole umieszczono płaskorzeźbę przedstawiającą, w postawie modlitewnej, dzieci Andrzeja I i Barbary z Kurozwęckich (o nagrobkach H. Canavesiego można przeczytać w artykule http://regionszamotulski.pl/nagrobek-jakuba-rokossowskiego-cenne-dzielo-hieronima-canavesiego/).

Bracia Andrzej II i Stanisław Górkowie od tego momentu zapewne już planowali własne miejsce pochówku. Andrzej II (ur. ok. 1534) zmarł w Poznaniu po długiej chorobie 5 stycznia 1583 r. Najmłodszy Stanisław (ur. 1538) przystąpił do realizacji planu stworzenia rodzinnego mauzoleum w swoich dobrach w Kórniku, w kościele, który Górkowie w 1555 r. przekazali luteranom.


Kościół Wszystkich Świętych w Kórniku – fasada zachodnia i południowa (z otynkowaną kaplicą Matki Bożej Różańcowej – dawnym Mauzoleum Górków). Zdjęcia Jan Kulczak

Nagrobki Górków w prezbiterium kościoła Wszystkich Świętych w Kórniku. Z lewej – nagrobek Stanisława, z prawej – Łukasza III. Zdjęcia Krzysztof Bartoszak


Pogrzeb Andrzeja II, połączony z ponownym pochówkiem Łukasza III, odbył się 22 grudnia 1584 r. Jaką część przyszłego mauzoleum udało się do tego czasu przygotować, nie wiadomo. Z pochodzącym z Niderlandów rzeźbiarzem Henrykiem Horstem Stanisław Górka zawarł umowę na wykonanie trzech nagrobków „w marmurze i innych kamieniach” do kaplicy kościoła w Kórniku. Ten trzeci nagrobek przeznaczony był dla fundatora, czyli Stanisława. Zmarł on nagle w Błoniu pod Warszawą 23 października 1592 r.

Wydaje się, że prace nad realizacją rodzinnego mauzoleum się przeciągały. Do gotyckiego kościoła od południa, czyli od strony zamku, dostawiono kaplicę na planie kwadratu. Umieszczono w niej nagrobki Górków,  dwa z nich stanowiły zapewne całość architektoniczną, trzeci stał oddzielnie. Nad kaplicą najprawdopodobniej wznosiła się kopuła z latarnią. Mauzoleum kórnickie stanowi przeniesienie idei Kaplicy Zygmuntowskiej w katedrze na Wawelu. Jest to – należy podkreślić – pierwsza taka realizacja: w rodowym kościele, w prywatnych dobrach magnackich i dla reprezentantów świeckiej elity władzy.

Całość została dokończona około 1603 r. Dokonał tego Jan Czarnkowski, siostrzeniec i spadkobierca Stanisława Górki, który – podobnie jak starsi bracia – nie pozostawił potomstwa. To za czasów Jana Czarnkowskiego musiały powstać epitafijne tablice Górków, sławiące zalety zmarłych, jednak dystansujące się od ich wyznania. Dodać tu należy, że Jan Czarnkowski wkrótce po przejęciu majątku zwrócił kórnicki kościół katolikom.  


Na górze figura nagrobna Łukasza Górki, na dole kartusz herbowy i tablica epitafijna. W kartuszu znajdują się 4 herby – jest to swoista genealogia każdego z braci Górków: Łodzia (herb ojca), Poraj (herb matki), Jastrzębiec (herb babki ze strony matki) i Nałęcz (herb babki ze strony ojca). Zdjęcia Krzysztof Bartoszak


Każdy ze stworzonych w pracowni Henryka Horsta nagrobków został wykonany z kamienia w innym kolorze. Jak informują tablice epitafijne, w czarnym wapieniu z białymi żyłkami wykuto posąg Łukasza III Górki, z oliwkowo-brązowego żyłowatego alabastru powstała figura Andrzeja II, a z białego alabastru – Stanisława. Postaci przedstawiono w tzw. pozie sansovinowskiej (od nazwiska włoskiego rzeźbiarza Andrei Sansovina), czyli z podparciem na łokciu i nogą w ugiętą w kolanie, tak jakby zmarły spał. Nagrobki z pewnością miały dodatkową obudowę  architektoniczną, którą zlikwidowano w 2 połowie lat 30. XVIII w., gdy zmieniło się przeznaczenie kaplicy.


Figury nagrobne braci Łukasza III Górki. Z lewej – Andrzej II, z prawej – Stanisław. Zdjęcia Wikipedia i Krzysztof Bartoszak


Od tego czasu posągi nagrobne Łukasza III i Stanisława Górków oglądać można po dwóch stronach ołtarza głównego, wmurowane w ściany prezbiterium. Figura nagrobna Andrzeja II, najpiękniejsza, bo najbardziej plastyczna, pozostała najpierw na starym miejscu, w kaplicy, w której centrum umieszczono ołtarz z otoczonym kultem obrazem Matki Bożej. Później, od 1837 r. aż do 1998 r. znajdowała się w niszy nowej neogotyckiej fasady kościoła, a obecnie znów można ją podziwiać w dawnym miejscu, które nosi nazwę Kaplicy Matki Bożej Różańcowej.

Gdzie pochowano żonę Łukasza III, Halszkę z Ostroga, nie wiadomo. Po śmierci męża wróciła w rodzinne strony, do Dubna na Wołyniu (dziś Ukraina). Zmarła tam w grudniu 1582 r., w wieku 43 lat. Prawdopodobnie tam właśnie ją pochowano, ale możliwe jest też, że spoczęła w grobowcu rodzinnym w Kijowie.

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Bibliografia:

  1. Album Jana Matejki z tekstem objaśniającym, Warszawa 1873-1876.
  2. Włodzimierz Dworzaczek, Górka Łukasz III, w: Polski słownik biograficzny, t. VIII, Wrocław 1959-1960, s. 412-414.
  3. Katarzyna Janicka, Rezydencja Stanisława Górki w Kórniku (ok. 1557-1592). Propozycja rekonstrukcji, „Pamiętnik Biblioteki Kórnickiej” 2019, z. 36, s. 81-111.
  4. Jacek Kowalski, Od heretyckiego mauzoleum do katolickiego sanktuarium. Nowe badania kaplicy Matki Bożej przy kolegiacie kórnickiej, „Techne. Seria Nowa”, nr 5, 2020, s. 133-158.
  5. Piotr Nowak, Szamotuły. Dzieje miasta, Szamotuły 2020.
  6. Sylwia Zagórska, Halszka z Ostroga. Między faktami a mitami, Warszawa 2006.

Szamotuły, 21.02.2022

Gdzie jest pochowany Łukasz III Górka? Mauzoleum Górków w Kórniku2025-01-10T12:33:01+01:00

Gdzie jest pochowany Łukasz III Górka?

Gdzie jest pochowany Łukasz III Górka (ok. 1533-1573)?

Mauzoleum Górków w Kórniku

Próba pochowania Łukasza III Górki w katedrze poznańskiej zakończyła się skandalem, a jego brat, Andrzej II, chciał nawet sprowadzić armatę, aby wysadzić drzwi zamkniętej świątyni. W końcu trzej bracia Górkowie: Łukasz III, Andrzej II i Stanisław spoczęli w kościele w Kórniku. To miejsce warto odwiedzić!

Łukasz III Górka, wojewoda poznański, mąż Halszki z Ostroga, zmarł w Poznaniu 16 stycznia1573 r. w wyniku zakażenia organizmu na skutek karbunkuła (czyraka mnogiego). Nie wiadomo, czy na łożu śmierci rzeczywiście wypowiedział słowa zanotowane w komentarzu do jego wizerunku z albumu Jana Matejki: „W młodości pycha łechtała mnie do nabywania godności i mawiała mi: «Górko, Górko, kiedy pójdziesz w górę?» A teraz mi rozum powiada: «Górko, Górko, kiedy będziesz w dole?” Bracia: Andrzej II i Stanisław chcieli pochować go w katedrze, obok rodziców – Andrzeja I (1500-1551) i Barbary z Kurozwęckich (1500-1545). Takiemu zamiarowi zdecydowanie sprzeciwiła się kapituła katedralna z biskupem Adamem Konarskim, o ile bowiem Andrzej I – życzliwy reformacji – nigdy od Kościoła katolickiego nie odszedł, wszyscy jego synowie zostali luteranami.

Niezrażeni odmową kapituły bracia Górkowie 16 lutego 1573 r. pojawili się z trumną Łukasza III pod katedrą, drzwi jednak zastali zamknięte. Porywczy Andrzej II chciał nawet sprowadzić armatę, aby móc wejść do wnętrza kościoła. Kiedy wiadomość o tym dotarła do władz miasta, na pomoc biskupowi wysłano zbrojny oddział. Górkowie musieli odstąpić. Czy na to wszystko patrzyła wdowa po Łukaszu – Halszka z Ostroga? Jako gorliwa katoliczka zapewne nie uczyniłaby niczego wbrew woli władz kościelnych.


Łukasz III Górka na rysunku Jana Matejki (na podstawie wizerunku z epoki). Źródło: Album Jana Matejki z tekstem objaśniającym. Na górze strony portret Łukasza III Górki autorstwa Jarosława Kałużyńskiego


Pogrzeb Łukasza III odbył się w Szamotułach w marcu 1573 r., ciało zmarłego niewątpliwie złożono w jednej z krypt pod kościołem. Dodać tu należy, że kilka lat wcześniej – w 1569 r. – ówcześni właściciele dwóch części Szamotuł: Jan Świdwa i Łukasz III Górka przekazali kościół luteranom, a po śmierci Górki przez 20 lat należał do braci czeskich, po czym wrócił do katolików (por. artykuł http://regionszamotulski.pl/katolicy-i-bracia-czescy-czyli-konflikt-wokol-kosciola-kolegiackiego-w-szamotulach/).

Zanim Łukasz III Górka związał się z luteranami, był członkiem Jednoty Braci Czeskich. W 1553 r. wraz z grupką szlachty odbił z poznańskiego ratusza współbraci, których sąd biskupi skazał na śmierć. W 2. połowie lat 50. XVI w. przyjął w swych dobrach w Szamotułach czeskiego drukarza Aleksandra Aujezdeckiego, który wydał tam wiele dzieł braci czeskich. Szamotuły stały się w ten sposób pierwszym ośrodkiem drukarskim w Wielkopolsce. Około 1563 r. Łukasz III Górka został usunięty ze zboru braci czeskich „za rozpustę” (bracia czescy nie akceptowali np. picia alkoholu i tańców). Jak wspomniano, przystał do luteranów i został nieformalnym przywódcą tej grupy wyznaniowej w Wielkopolsce. Wypędził bernardynów z Sierakowa, w swoim poznańskim pałacu przy ul. Wodnej, w pobliżu Starego Rynku, urządził kaplicę luterańską i organizował wspólne synody braci czeskich i luteranów. Jednocześnie utrzymywał jednak kontakty z jezuitami i lubił dyskutować z nimi na tematy religijne.


Unia lubelska – obraz Jana Matejki z 1869 r. i objaśnienia do obrazu. Łukasz III Górka nie był obecny w czasie ceremonii zaprzysiężenia unii na zamku w Lublinie, Jan Matejko wprowadził postać wojewody poznańskiego celowo, jako symbol kolebki państwa polskiego – Wielkopolski. Łukasz III Górka opiera się o fotel, na którym siedzi Stanisław Hozjusz (w czerwonych kardynalskich szatach). Źródło: cyfrowa biblioteka Muzeum Narodowego w Warszawie i Polona.


Łukasz III Górka pełnił ważne funkcje publiczne. W 1554 r. został kasztelanem, a rok później wojewodą brzeskim. Następnie w 1558 r. otrzymał urząd wojewody łęczyckiego, w 1562 r. został wojewodą kaliskim, a w 1565 r. – wojewodą poznańskim. Halszkę z Ostroga poślubił w 1555 r., ale dopiero w 4 lata później udało mu się sprowadzić ją do rezydencji w Szamotułach (losy Halszki z Ostroga i jej matki zostały przedstawione w artykule http://regionszamotulski.pl/beata-i-halszka-ostrogskie/).  

Łukasz zmarł bezpotomnie, jego majątek odziedziczyli więc młodsi bracia. Z majątku szamotulskiego część miejską, to znaczy połowę Szamotuł wraz z zamkiem północnym, czyli Zamkiem Górków, przejął najmłodszy Stanisław, natomiast Andrzejowi II przypadły okoliczne wsie. Już w 1579 r. Stanisław Górka sprzedał swoją część miasta Jakubowi Rokossowskiemu, podskarbiemu koronnemu (zm. 1580). Związki Górków z Szamotułami się skończyły.


Płaskorzeźba z cokołu nagrobka Górków w katedrze poznańskiej. Klęczą postaci dzieci Andrzeja I i Barbary z Kurozwęckich. Wieku dorosłego dożyli 3 synowie: Łukasz III, Andrzej II i Stanisław oraz 2 córki: Katarzyna Działyńska i Barbara Czarnkowska. Źródło: repozytorium Cyryl


Wkrótce po śmierci Łukasza III, kiedy jasne już było, że żaden z braci Górków nie zostanie pochowany w poznańskiej katedrze, Andrzej II ufundował monumentalny nagrobek dla pochowanych tam rodziców. Wykonał je rzeźbiarz pochodzenia włoskiego, Hieronim Canavesi, ten sam, który kilka lat później stworzył nagrobek Jakuba Rokossowskiego do kościoła w Szamotułach. Co ciekawe, na nagrobku rodziców synowie – luteranie też zostali upamiętnieni, gdyż na cokole umieszczono płaskorzeźbę przedstawiającą, w postawie modlitewnej, dzieci Andrzeja I i Barbary z Kurozwęckich (o nagrobkach H. Canavesiego można przeczytać w artykule http://regionszamotulski.pl/nagrobek-jakuba-rokossowskiego-cenne-dzielo-hieronima-canavesiego/).

Bracia Andrzej II i Stanisław Górkowie od tego momentu zapewne już planowali własne miejsce pochówku. Andrzej II (ur. ok. 1534) zmarł w Poznaniu po długiej chorobie 5 stycznia 1583 r. Najmłodszy Stanisław (ur. 1538) przystąpił do realizacji planu stworzenia rodzinnego mauzoleum w swoich dobrach w Kórniku, w kościele, który Górkowie w 1555 r. przekazali luteranom.


Kościół Wszystkich Świętych w Kórniku – fasada zachodnia i południowa (z otynkowaną kaplicą Matki Bożej Różańcowej – dawnym Mauzoleum Górków). Zdjęcia Jan Kulczak

Nagrobki Górków w prezbiterium kościoła Wszystkich Świętych w Kórniku. Z lewej – nagrobek Stanisława, z prawej – Łukasza III. Zdjęcia Krzysztof Bartoszak


Pogrzeb Andrzeja II, połączony z ponownym pochówkiem Łukasza III, odbył się 22 grudnia 1584 r. Jaką część przyszłego mauzoleum udało się do tego czasu przygotować, nie wiadomo. Z pochodzącym z Niderlandów rzeźbiarzem Henrykiem Horstem Stanisław Górka zawarł umowę na wykonanie trzech nagrobków „w marmurze i innych kamieniach” do kaplicy kościoła w Kórniku. Ten trzeci nagrobek przeznaczony był dla fundatora, czyli Stanisława. Zmarł on nagle w Błoniu pod Warszawą 23 października 1592 r.

Wydaje się, że prace nad realizacją rodzinnego mauzoleum się przeciągały. Do gotyckiego kościoła od południa, czyli od strony zamku, dostawiono kaplicę na planie kwadratu. Umieszczono w niej nagrobki Górków,  dwa z nich stanowiły zapewne całość architektoniczną, trzeci stał oddzielnie. Nad kaplicą najprawdopodobniej wznosiła się kopuła z latarnią. Mauzoleum kórnickie stanowi przeniesienie idei Kaplicy Zygmuntowskiej w katedrze na Wawelu. Jest to – należy podkreślić – pierwsza taka realizacja: w rodowym kościele, w prywatnych dobrach magnackich i dla reprezentantów świeckiej elity władzy.

Całość została dokończona około 1603 r. Dokonał tego Jan Czarnkowski, siostrzeniec i spadkobierca Stanisława Górki, który – podobnie jak starsi bracia – nie pozostawił potomstwa. To za czasów Jana Czarnkowskiego musiały powstać epitafijne tablice Górków, sławiące zalety zmarłych, jednak dystansujące się od ich wyznania. Dodać tu należy, że Jan Czarnkowski wkrótce po przejęciu majątku zwrócił kórnicki kościół katolikom.  


Na górze figura nagrobna Łukasza Górki, na dole kartusz herbowy i tablica epitafijna. W kartuszu znajdują się 4 herby – jest to swoista genealogia każdego z braci Górków: Łodzia (herb ojca), Poraj (herb matki), Jastrzębiec (herb babki ze strony matki) i Nałęcz (herb babki ze strony ojca). Zdjęcia Krzysztof Bartoszak


Każdy ze stworzonych w pracowni Henryka Horsta nagrobków został wykonany z kamienia w innym kolorze. Jak informują tablice epitafijne, w czarnym wapieniu z białymi żyłkami wykuto posąg Łukasza III Górki, z oliwkowo-brązowego żyłowatego alabastru powstała figura Andrzeja II, a z białego alabastru – Stanisława. Postaci przedstawiono w tzw. pozie sansovinowskiej (od nazwiska włoskiego rzeźbiarza Andrei Sansovina), czyli z podparciem na łokciu i nogą w ugiętą w kolanie, tak jakby zmarły spał. Nagrobki z pewnością miały dodatkową obudowę  architektoniczną, którą zlikwidowano w 2 połowie lat 30. XVIII w., gdy zmieniło się przeznaczenie kaplicy.


Figury nagrobne braci Łukasza III Górki. Z lewej – Andrzej II, z prawej – Stanisław. Zdjęcia Wikipedia i Krzysztof Bartoszak


Od tego czasu posągi nagrobne Łukasza III i Stanisława Górków oglądać można po dwóch stronach ołtarza głównego, wmurowane w ściany prezbiterium. Figura nagrobna Andrzeja II, najpiękniejsza, bo najbardziej plastyczna, pozostała najpierw na starym miejscu, w kaplicy, w której centrum umieszczono ołtarz z otoczonym kultem obrazem Matki Bożej. Później, od 1837 r. aż do 1998 r. znajdowała się w niszy nowej neogotyckiej fasady kościoła, a obecnie znów można ją podziwiać w dawnym miejscu, które nosi nazwę Kaplicy Matki Bożej Różańcowej.

Gdzie pochowano żonę Łukasza III, Halszkę z Ostroga, nie wiadomo. Po śmierci męża wróciła w rodzinne strony, do Dubna na Wołyniu (dziś Ukraina). Zmarła tam w grudniu 1582 r., w wieku 43 lat. Prawdopodobnie tam właśnie ją pochowano, ale możliwe jest też, że spoczęła w grobowcu rodzinnym w Kijowie.

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Bibliografia:

  1. Album Jana Matejki z tekstem objaśniającym, Warszawa 1873-1876.
  2. Włodzimierz Dworzaczek, Górka Łukasz III, w: Polski słownik biograficzny, t. VIII, Wrocław 1959-1960, s. 412-414.
  3. Katarzyna Janicka, Rezydencja Stanisława Górki w Kórniku (ok. 1557-1592). Propozycja rekonstrukcji, „Pamiętnik Biblioteki Kórnickiej” 2019, z. 36, s. 81-111.
  4. Jacek Kowalski, Od heretyckiego mauzoleum do katolickiego sanktuarium. Nowe badania kaplicy Matki Bożej przy kolegiacie kórnickiej, „Techne. Seria Nowa”, nr 5, 2020, s. 133-158.
  5. Piotr Nowak, Szamotuły. Dzieje miasta, Szamotuły 2020.
  6. Sylwia Zagórska, Halszka z Ostroga. Między faktami a mitami, Warszawa 2006.
Gdzie jest pochowany Łukasz III Górka?2022-02-22T00:05:34+01:00

Aktualności – luty 2022

Polska, wrzesień 1939 r. – Ukraina, luty 2022 r.

Ten przejmujący rysunek Mariana Schwartza, artysty z Obrzycka, powstał we wrześniu 1939 r. Dziś to samo – co Polaków wówczas – spotyka Ukraińców.  Nie da się o tym nie myśleć! Bądźmy solidarni!



Dzień Kota z ciekawostką filatelistyczną

Znaczki z portretami kotów autorstwa Janusza Grabiańskiego (ur. w Szamotułach w 1929 r.) były prawdopodobnie pierwszą taką serią w Europie. Wcześniej zwierzęta te pojawiały się na znaczkach sporadycznie i to w roli drugoplanowej. Janusz Grabiański zaprojektował wydaną w 1964 r. serię 10 wyraźnych kocich portretów. Są to kot syjamski, persy i różne odmiany kota europejskiego. Są kocie maluchy i koty dorosłe – każdy z charakterem!

Koty odrywały ważną rolę nie tylko w twórczości Grabiańskiego, były także – jak widać na fotografiach – obecne w jego życiu prywatnym. Przedstawiające koty ilustracje tego twórcy można znaleźć w różnych wydaniach (także zagranicznych)  „Kota w butach” braci Grimm, „Wierszach o kotach” T.S. Eliota, „Wierszach dla Kaji” Joanny Kulmowej, książkach Jana Tettera o Ryżym Placku, „Przyjaciołach Konstantego” Adama Augustyna i na wielu pocztówkach. Są to małe arcydzieła, ale czyż same koty także nie są arcydziełami? Tak przynajmniej uważał Leonardo da Vinci.



Niepublikowane po polsku wspomnienie Philippa Scharwenki

Z okazji przypadającej 16 lutego rocznicy urodzin Philippa Scharwenki (1847-1917), urodzonego Szamotułach niemieckiego kompozytora i pedagoga o polskich korzeniach, prezentujemy – po raz pierwszy w języku polskim – jego wspomnienie o tym, jak skomponował swój pierwszy utwór muzyczny. Zapraszamy do lektury!


Macewa z Wartosławia

190 lat temu, 5 lutego 1832 r., zmarł człowiek, który „przez wszystkie dni swoje prostą chodził drogą, a wszystkie sprawy jego były uczciwe” – tak pięknie napisano na nagrobku. Zew Heller był Żydem z Wartosławia koło Wronek, spoczął na położonym na wzgórzu cmentarzu wyznania mojżeszowego. XIX-wieczny kirkut został zniszczony w czasie niemieckiej okupacji, a nagrobków użyto do umocnienia brzegu Warty. Cmentarz uporządkowano w 2006 r. Najpierw znajdowała się tam tylko macewa Zewa Hellera, dwa lata później odnaleziono jeszcze jedną. Cmentarz, podobnie jak inne miejsca związane z historią Wartosławia, jest dobrze oznakowany.



Wielkopolska każdego dnia

W lutym zapraszamy do obejrzenia odcinków, w których znajdą Państwo, m. in., informacje o Eleonorze Jasiewicz z domu Scholl (4.02), bitwie pod Wrzeszczyną, w której uczestniczyli szamotulanie (7.02), Andrzeju Kosickim (12.02), bitwie pod Szamotułami z 1383 r. (15.02), Zbigniewie Żółtowskim (16.02), Andrzeju Niegolewskim (18.02), bitwie o Olszynkę Grochowską, której bohaterem był Ludwik Mycielski (25.02) i Kazimierzu Beiku (26.02).

Link do programu: https://poznan.tvp.pl/55640115/wielkopolska-kazdego-dnia



Szamotuły, 16.02.2022

LUTY 2022

Najnowsze plakaty Damiana Kłaczkiewicza

Szamotulski grafik i plakacista wielokrotnie udowadniał swoje zaangażowanie w problemy współczesnego świata. W lutym 2022 r. stworzył kilka projektów związanych z agresją Rosji na Ukrainę.



Imprezy i koncerty


Trwające



Minione


KINO

Aktualności – luty 20222025-01-13T16:40:56+01:00

Strona główna – luty 2022


DAWNE SZAMOTUŁY

Święty Wawrzyniec na Rynku w Szamotułach

Mało kto dziś wie, że na szamotulskim Rynku – oprócz figury św. Jana Nepomucena – stała jeszcze druga – św. Wawrzyńca. Wstawiennictwo pierwszego świętego ma zapewniać ochronę przed powodziami, drugi ma chronić przed pożarami. A pożarów w Szamotułach było dużo więcej niż powodzi.

Zacznijmy od tego, gdzie stała figura św. Wawrzyńca. Nie ma jej, niestety, na żadnej pocztówce, co może świadczyć o tym, że z przestrzeni miejskiej zniknęła przed 1897 rokiem, z którego to roku pochodzą najstarsze zachowane pocztówki. Usytuowana była po przekątnej Rynku w stosunku do figury Jana Nepomucena, w południowo-wschodnim narożniku, w pobliżu późniejszej stacji benzynowej. Z czasem stan figury św. Wawrzyńca, umieszczonej prawdopodobnie na wysokim cokole, pogorszył się na tyle, że usunięto ją z Rynku.

Dodać trzeba, że widoczna na wielu pocztówkach figura św. Jana Nepomucena również była mocno podniszczona. Tę ostatnią figurę ustawiono na Rynku po powodzi z lat 1724-1725. Zachowane dokumenty informują o wielu pożarach, do których doszło w Szamotułach w XVII i XVIII w., największe szkody w zabudowie miasta powstały z tego powodu w latach 1634, 1677, 1684, 1710, 1715 i 1718. Być może więc w końcu lat 20. XVIII w. na Rynku w Szamotułach wzniesiono dwie figury świętych, którzy mieli strzec miasta przed żywiołem wody i ognia.


Rynek w Szamotułach, 30.10.2021 r., widoczne zbiorniki po paliwie na miejscu dawnej stacji benzynowej. Obok stała figura św. Wawrzyńca. Zdjęcie Łukasz Wlazik


Wzmianka o omawianym obiekcie pojawia się wśród ciekawostek zamieszczonych w „Ilustrowanym kalendarzu «Gazety Szamotulskiej» na rok 1931”. Jej autor wspomniał, że „posąg świętego dziwnym zbiegiem okoliczności ocalał i znajduje się obecnie na jednym ze strychów szamotulskich”. Dalsze losy figury św. Wawrzyńca nie są znane. Figurę św. Jana Nepomucena Niemcy usunęli z Rynku w listopadzie 1939 r.

Jak wyglądała szamotulska figura św. Wawrzyńca, nie wiadomo. Zazwyczaj postać tego świętego przedstawia się z dwoma charakterystycznymi atrybutami: kratą, na której poniósł śmierć (położono ją nad ogniem) i gałązką palmy, będącą symbolem męczeństwa. Tak właśnie postać świętego została namalowana na obrazie z ołtarza Matki Bożej w bazylice kolegiackiej w Szamotułach. Figury lub kapliczki z postacią tego świętego są w naszym powiecie w Pniewach, Pamiątkowie, Dobrojewie i Samołężu. Jako ciekawostkę można jeszcze dodać, że imię „Wawrzyniec” w XVII w. w Szamotułach należało do najpopularniejszych imion męskich.


Fragment ołtarza Matki Bożej w szamotulskiej bazylice kolegiackiej. Po bokach ikony „Szamotuł Pani” obrazy świętych męczenników: z prawej św. Wawrzyniec, z lewej św. Szczepan. Zdjęcie Jerzy Walkowiak


Region

Kiedyś Oporowo, dziś Dębe

Dziś w powiecie szamotulskim nie ma już żadnego wiatraka, w miejscowości Dębe (gmina Lubasz) zachował się jednak tego typu obiektu, który wcześniej stał w Oporowie (gmina Ostroróg). Można go zwiedzać. 

3-kondygnacyjny wiatrak typu koźlak pochodzi z 1. połowy XIX w. Młynarz Kazimierz Szczepski z Ćmachowa koło Wronek kupił go dla syna Nikodema z Oporowa. W połowie XIX w. – po Wiośnie Ludów – rodzina Szczepskich była prześladowana przez władze pruskie i zdecydowała się na zmianę miejsca zamieszkania. W ciągu jednej nocy wiatrak rozebrano i przewieziono do wsi Dębe, gdzie stanął na obecnym miejscu – w pobliżu drogi Lubasz – Czarnków  i używany był aż do 1950 r.


Zdjęcie Tomasz Florek


W 1889 r. wiatrak został kupiony przez młynarza Marcina Szypę, który wytwarzał w nim – między innymi – znaną w okolicy kaszę. W czasie niemieckiej okupacji przejął go Niemiec, który nie znał się na młynarstwie i obiekt w dużej mierze zdewastował. Po II wojnie światowej wiatrak wrócił do rodziny Szypów, odnowił go syn Marcina – Stanisław Szypa. Po roku 1950 obiekt niszczał, na szczęście nie został rozebrany. W 1977 r. został uznany za zabytek.

W 2010 r. zakupił go Gminny Ośrodek Kultury w Lubaszu, został odrestaurowany i obecnie jest udostępniany do zwiedzania. Co roku odbywa się tam impreza pod nazwą Dzień Latawca.

Wspomnienia

Rentgen w kaplicy

W okresie niemieckiej okupacji w kaplicy szpitalnej w Szamotułach urządzono pracownię rentgenowską. Władysław Paszke (ur. 1932) wspomina: „W 1942 r. uległem wypadkowi, na skutek którego doznałem złamania lewej ręki w łokciu. Dostęp do leczenia dla obywateli polskich był w Kraju Warty (Warthegau) bardzo trudny. Moja mama skontaktowała się z dr. med. Franciszkiem Kocińskim (1900-1959), który w czasie okupacji pracował w szpitalu w Szamotułach. Pan doktor zdecydował, że muszę mieć wykonane zdjęcie rentgenowskie. W uzgodnionym terminie zgłosiłem się do szpitala. Pan doktor wprowadził mnie do pomieszczenia, w którym był rentgen. Kiedy wszedłem do tej ciemnicy, zorientowałem się, że tutaj była kaplica. Przeżegnałem się. Dzisiaj nie potrafię powiedzieć, czy znak krzyża był wynikiem strachu, że wykonanie zdjęcia rentgenowskiego będzie bolało, a naprawdę było to bolesne. Przed zrobieniem zdjęcia pan doktor musiał kontuzjowaną rękę ułożyć prawidłowo na stole. Powiedział: «Dobrze, Władziu, [że się przeżegnałeś], bo tutaj była kaplica, a zamiast rentgena stał ołtarz». Trzeba powiedzieć, że lekarz ten bardzo pomagał Polakom, a ja dzięki jego pomocy mam do dziś sprawną rękę, a było to bardzo skomplikowane złamanie”.



Po zakończeniu okupacji siostry Służebniczki Maryi (pełna nazwa: Zgromadzenie Sióstr Służebniczek Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny) urządziły tymczasową kaplicę na piętrze w budynku szpitalnym. Otwarcie i poświęcenie odremontowanej kaplicy nastąpiło w 1946 r. Na uroczystość tę przybył arcybiskup poznański Walenty Dymek, obecni też byli, jak wspomina Władysław Paszke, między innymi ks. proboszcz Franciszek Forecki, dyrektor szpitala – dr Wiktor Dullin i szamotulski rzeźbiarz Ignacy Pikusa, który przygotował nowy wystrój kaplicy, oraz siostry Służebniczki Maryi, które przyjechały z wielu polskich miast. Sam Władysław Paszke służył w czasie tego nabożeństwa jako ministrant.


Kaplica w szpitalu po remoncie w 1946 r.


Warto przypomnieć, że siostry Służebniczki Maryi w 1894 r. zbudowały dom pod wezwaniem św. Józefa (na zdjęciu pierwszy z lewej). Zamieszkały w nim, prowadziły tam ochronkę, pokoje dla sierot oraz niewielki szpital (początkowo 20 łóżek). W 1911 r. obiekt nieco rozbudowano. W okresie międzywojennym Szpital św. Józefa był główną placówką medyczną w powiecie. W latach 1929-1930 znacznie go rozbudowano (budynek drugi z lewej) i zmodernizowano. Od 1897 r. do 1. połowy lat 20. XX w. działał jeszcze w Szamotułach drugi szpital, prowadzony przez diakonisy (siostry protestanckie). 

W czasie okupacji szpital przejęły władze niemieckie. Zaraz po opuszczeniu Szamotuł przez Niemców siostry ponownie go objęły (w czasie okupacji nadal opiekowały się chorymi, ale pod zarządem niemieckim) i odremontowały (w 1948 r. 150 łóżek). Na podstawie uchwały rządu obiekt odebrano zgromadzeniu 1.10.1949 r. Siostry nie otrzymały żadnej rekompensaty finansowej, pozostawiono im kaplicę, mieszkanie w starym budynku, domek w podwórzu, część pomieszczeń gospodarczych i ogród.

Informacje o historii obiektu na podstawie książki Piotra Nowaka, „Szamotuły. Dzieje miasta”.

Pocztówkę z okresu okupacji udostępnił Jaromir Dehmel, zdjęcie z 2019 r. – Jan Kulczak.



Szamotuły, 16.02.2022


Region

Chojno, głaz z tablicą pamiątkową. Zdjęcie Andrzej Bednarski


Odwrót spod Moskwy… także przez Szamotuły

W lutym 1813 r. przez tereny naszego regionu odbywał się odwrót armii napoleońskiej po klęsce kampanii rosyjskiej. Pod Pniewami doszło do odparcia przez Polaków ataku Rosjan, co – oczywiście – nie zatrzymało odwrotu wyczerpanych wojsk. Zapraszamy do przeczytania informacji o tych wydarzeniach.

Jeden ze szlaków odwrotu wielonarodowej armii Napoleona w dniach od 9 do 15 lutego wiódł przez Pamiątkowo, Szamotuły, Wronki oraz Gaj Wielki, Podrzewie, Pniewy i dalej na Czarnków lub Sieraków. Za wojskami napoleońskimi podążały siły rosyjskie – w Wielkopolsce poruszały się one kilkutysięcznymi podjazdami dowodzonymi przez gen. Michaiła Woroncowa i gen. Aleksandra Czernyszewa.


Pniewy, głaz upamiętniający zwycięską potyczkę Polaków z oddziałem wojsk rosyjskich (14 lutego 1813 r.). Zdjęcie Andrzej Bednarski


W dziennikach płk. Adama Turny (1775-1851), szwoleżera Napoleona, ziemianina, dziedzica Objezierza, zachowały się fragmenty mówiące o ruchach wojsk, którymi dowodził w tym czasie: „9 lutego [1813 r.], gdy patrole od Drezdenka wróciły i żadnego posłuchu nie było o nieprzyjacielu, przemaszerowaliśmy do Wronek. Warta już puszczała i my Polacy szczęśliwie po lodzie przejechali, lecz Włochy [Włosi], choć nie było zimno, skurczone ledwo się nie potopili. Musieliśmy ich po jednym koniu przeprowadzać i z wody wyciągać. Tu przenocowawszy, ruszyliśmy do Szamotuł. 10 lutego. Stąd generał Klicki ze swymi Włochami przemaszerował do Poznania, a ja z moja Komendą do Pamiątkowa, wstąpiwszy do Boborówka i Kąsinowa. (…) 11 lutego z Pamiątkowa na Nieczajnę, Kowalewko, Maniewo maszerowałem i gdybym nie spotkał chłopa, który mnie przestrzegł, że w Goślinie są Moskale, bym w sam środek wlazł. Lecz znając okolicę, ruszyłem w prawo do Owińsk, tu stały Francuzy… W nocy ruszyliśmy pod Poznań, który o 5 rano przeszli. Poszliśmy na noc do Chlewisk, wsi należącej do Chryzostana Niegolewskiego, stało nas tu 500 koni. Król neapolitański [Joachim Murat, szwagier Napoleona] pojechał do siebie, a komendę objął wicekról włoski książę Eugeniusz [pasierb Napoleona]. (…) 13 lutego ruszyliśmy do Lubosza pod Pniewami”.


Napis na kamieniu z Pniew. Zdjęcie Andrzej Bednarski


Reszta wojsk napoleońskich, w obawie przed okrążeniem, opuściła Poznań 12 lutego. 14 lutego pod Pniewami szwoleżerowie gwardii pod dowództwem płk. Jana Pawła Jerzmanowskiego (1779-1862) odparli kilka szarż Kozaków Woroncowa. Po tej walce – podbudowani psychicznie żołnierze – ruszyli dalej na zachód, w stronę Frankfurtu. W 2006 r. na miejscu zwycięskiej potyczki (w pobliżu ul. Lwóweckiej, pomiędzy stacją paliw i budynkiem hotelu) odsłonięto głaz z pamiątkową tablicą w języku polskim i francuskim.

W 1999 r. w Chojnie koło Wronek naprzeciw szkoły stanął głaz upamiętniający poległych żołnierzy napoleońskich. Prawdopodobnie właśnie w lutym 1813 r. pochowano tam jakąś grupę żołnierzy, cmentarz żołnierzy napoleońskich – według przekazów – istniał też w Wartosławiu w pobliżu przeprawy promowej.

Kamień z Chojna. Zdjęcie Andrzej Bednarski


Zmarli z obu stron konfliktu pochowani zostali także na cmentarzu przy kościele kolegiackim w Szamotułach. W księgach zgonów z tego roku można odnaleźć zapisy: „Na cmentarzu kolegiackim pochowano uczciwego Erazma Kosińskiego, lat 30, z wojska Najjaśniejszego Imperatora Wszechrusi, zmarłego nagle dnia 10 stycznia w czasie postoju we wsi Gałowo w parafii tutejszej”; „Na cmentarzu kolegiackim pochowano Henryka, nazwiska nieznanego, żołnierza z wojska króla westfalskiego, który w Szamotułach zatrzymał się, zmarłego z nieznanej przyczyny w wieku 23 lat”.


DAWNE SZAMOTUŁY

O Marcinie Rożku

Szamotulskie dzieło tego artysty – pomnik Powstańca ma zostać odtworzone. Kim był Marcin Rożek?

Urodził się w 1885 r. w rodzinie robotnika kolejowego, po ukończeniu szkoły powszechnej wykształcił się w zawodzie kamieniarza. Dalszą naukę umożliwiło mu stypendium Towarzystwa Naukowej Pomocy. Studiował najpierw w Berlinie (szkoła rzemiosł artystycznych), a następnie w Monachium (Akademia Sztuk Pięknych). Brał udział w powstaniu wielkopolskim, po odzyskaniu przez Polskę Niepodległości wszedł w skład komitetu organizacyjnego Szkoły Sztuk Zdobniczych (późniejsza Akademia Sztuk Pięknych, dziś Uniwersytet Artystyczny) i objął w niej Wydział Rzeźby. W 1933 r. przeniósł się do Wolsztyna, mieszkał i tworzył w willi zbudowanej według własnego pomysłu (dziś mieści się tam poświęcone mu muzeum).  

Już na początku niemieckiej okupacji Rożek znalazł się na liście osób poszukiwanych przez Gestapo. Ukrywał się pod zmienionym nazwiskiem w różnych miejscowościach, jednak w 1942 roku został aresztowany i osadzony w Forcie VII w Poznaniu. W lipcu 1943 r. wysłano go do obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, gdzie zmarł wiosną 1944 roku.  


Marcin Rożek (po lewej) ze współpracownikami przy pomniku Bolesława Chrobrego. Zdjęcie ze zbiorów Muzeum Marcina Rożka w Wolsztynie


Marcin Rożek stworzył wiele pomników, między innymi pomnik Bolesława Chrobrego z placu Katedralnego w Gnieźnie, popiersia Chopina i Moniuszki z poznańskich parków, a także figurę i medaliony z pomnika Najświętszego Serca Jezusowego w Poznaniu (zwanego Pomnikiem Wdzięczności).

Oprócz szamotulskiego pomnika Niemcy zniszczyli na początku wojny wiele innych dzieł Marcina Rożka, m.in. pomnik z Gniezna i poznański Pomnik Wdzięczności.

Do dziś w nawie Matki Bożej szamotulskiej bazyliki kolegiackiej przetrwały dwie jego prace: drewniana rzeźba św. Antoniego z Dzieciątkiem oraz gipsowa płaskorzeźba Matki Bożej i św. Stanisława Kostki.

Strona główna – luty 20222025-01-02T12:01:36+01:00

Pierwsze dzieło muzyczne Philippa Scharwenki

Pierwsze dzieło muzyczne Philippa Scharwenki

Z okazji przypadającej 16 lutego rocznicy urodzin Philippa Scharwenki (1847-1917), urodzonego Szamotułach niemieckiego kompozytora i pedagoga o polskich korzeniach, prezentujemy – po raz pierwszy w języku polskim – jego wspomnienie o tym, jak skomponował swój pierwszy utwór muzyczny. Zapraszamy do lektury!

Komentarz

Philipp Scharwenka (1847–1917) i Xaver Scharwenka (1850–1924) zrobili w końcu XIX wieku karierę muzyczną. Trafili na belińskie salony, założyli szkołę muzyczną, a ich kompozycje od kilku lat wracają do łask na całym świecie. Ojcem braci był niemiecki architekt Wilhelm Scharwenka, a matką Polka, córka zamożnego młynarza z Ruksa pod Szamotułami, Apolonia Golisz. Jak wyznał Xaver, talent muzyczny przejęli po swoich polskich przodkach: matka grała na fortepianie, dziadek Antoni Golisz i jego dzieci często muzykowali w domu w Ruksie. Młodzi Scharwenkowie wcześnie złapali muzycznego bakcyla, a ich talent w tym kierunku dostrzegła matka. W późniejszej twórczości obu braci znajdziemy wiele utworów, w których wyraźnie słychać rytmy polskich tańców narodowych – oberków, kujawiaków, mazurów i polonezów.


Szamotuły. W domu pod dzisiejszym adresem Rynek 6 rodzina Scharwenków mieszkała przez kilka lat.


Philipp, choć starszy od Xavera, był mniej od niego przebojowy, bardziej skryty, introwertyczny. Przez to pozostawał w cieniu błyskotliwego brata i w gruncie rzeczy niewiele o nim wiemy. Był obdarzony talentem graficznym, zilustrował nawet książkę swojego przyjaciela Aleksandra Moszkowskiego Anton Notenquetscher. Pozostawił ponad 120 kompozycji muzycznych i nieliczne teksty. Jednym z nich jest wspomnienie o tym, jak stworzył swój pierwszy utwór, pierwsze opus. Angielski tekst opublikowano w czasopiśmie „The Etude” w lipcu 1902 roku. Redakcja tego amerykańskiego magazynu „dla nauczycieli, studentów i miłośników muzyki”, który ukazywał się aż do 1957 roku, zwróciła się na przełomie wieków XIX i XX do współczesnych kompozytorów z prośbą, by rozwinęli temat My opus I (Moje pierwsze opus). O dziwo, w przeciwieństwie do kolegów po muzycznym piórze, którzy zamykali swoje wypowiedzi w dwóch, trzech zdaniach, Philipp Scharwenka zdobył się na obszerniejsze, jednostronicowe wspomnienie. Jak wyznaje, jego pierwszy utwór powstał w latach 60. XIX wieku, po przeprowadzce rodziny z Szamotuł do Poznania, gdzie obaj bracia zaczęli uczęszczać do gimnazjum. Philipp przedstawia niezbyt sprzyjającą muzykowaniu atmosferę „prowincjonalego” Poznania, narzeka na brak kompetentnych nauczycieli, ukazuje nastroje wśród młodzieży spragnionej kontaktu z muzyką. Objawia się przy okazji jako człowiek obdarzony humorem i skłonnością do autoironii.


Bracia Scharwenkowie: Philipp (zdjęcie z 1898 r.) i Xaver (1889 r.)


Philipp Scharwenka

Moje pierwsze opus

Mam opowiedzieć o moim pierwszym utworze. Ażeby to zrobić, muszę się cofnąć do II wojny punickiej, która w moich wspomnieniach ściśle się z tym pierwszym dziełem wiąże.

Było to w Poznaniu, na początku lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku [chodzi o wiek XIX – ŁB] – brzmi to bardzo historycznie! Niemal ukończyłem naukę w gimnazjum, ale uczniem bywałem tylko rano. Popołudnia spędzaliśmy w zupełnie inny sposób. Nauka gry na fortepianie, co naturalne w naszym prowincjonalnym mieście, spoczywała w rękach kilku Rycerzy Sztywnego Nadgarstka i w konsekwencji służyła za przewodnik, jak grać nie należy. Według mej wiedzy, nie było w Poznaniu w tym czasie nauczyciela, który byłby w stanie udzielić instrukcji w zakresie harmonii i innych nauk muzycznych niezbędnych do komponowania. Jeśli nam, młodym, prawie całkowicie odmówiono możliwości poważnego i naukowego studiowania muzyki, to tym silniej rozwijała się wśród nas „wolna sztuka”.


Okładka magazynu „The Etude”, w którym zamieszczono wspomnienie Ph. Scharwenki, lipiec 1902 r.


Nie brakowało okazji do słuchania muzyki i prawie każdego dnia w jakimś miejscu zbierało się grono uzdolnionej muzycznie młodzieży, uczniów gimnazjum i młodszych członków miejscowej orkiestry wojskowej, dającej co tydzień koncerty symfoniczne. Mieliśmy na nich swoje stałe miejsca. Mój brat Xaver, którego niezwykły talent muzyczny zwrócił już uwagę w Poznaniu, był zawsze w centrum tego kręgu i jako jedyny potrafił grać na tyle dobrze, aby móc nam przybliżać muzykę dotąd nieznaną, jak również wspierać w uprawianiu kameralistyki. W przerwach krytykowaliśmy utwory i dyskutowaliśmy o wszystkich szczegółach, co miało przynajmniej tę zaletę, że poznaliśmy dużo muzyki i uzyskaliśmy wgląd w strukturę oraz układ i wartości tematów kompozycji.

W tych kolokwiach najbardziej wyróżniał się mój kolega z klasy, Below, późniejszy lekarz. Swoją wyższość krytyczną popierał nigdy nie udowodnionym w pełni twierdzeniem, że jego nauczyciel gry na fortepianie rozumie harmonię i daje mu od czasu do czasu zajrzeć za kurtynę tej tak tajemniczej dla nas sztuki. To on też pierwszy przeszedł od reprodukcji do produkcji i zaskoczył mnie pewnego dnia partyturą… części kwartetu smyczkowego. Od razu poczułem potrzebę, by mu pokazać, że inni też mogą zrobić to samo, a może nawet go przewyższyć. Wcześniej ograniczałem się do tworzenia różnych szkiców, które nigdy nie doczekały się realizacji z powodu braku znajomości techniki kompozytorskiej. Ale teraz musiałem wziąć się do pracy.


Strona magazynu „The Etude” ze wspomnieniem Ph. Scharwenki


Dzień i noc kontemplowane „Opus” wbijało mi się w głowę. Komponowałem w domu, w czasie wolnym, na lekcjach w szkole, a przede wszystkim na lekcji historii, w czasie nauczycielskiego wykładu. Zeszyt dzieliłem na dwie równe części; pierwsza połowa służyła mi do notowania, konspektów, ćwiczeń, zadań matematycznych i innych prac związanych z życiem szkolnym, druga połowa zaś była zapisana pięciolinią i przyjmowała me muzyczne natchnienia. I podczas gdy z nauczycielskiej katedry płynął wykład o drugiej wojnie punickiej we wszystkich jej fazach, ja, symulując gorliwe notowanie, oddawałem się twórczym rozmyślaniom i zapisywałem je w nutach w „Księdze II”. Minęło kilka tygodni, a zarówno druga wojna punicka, jak i moje dzieło dobiegły końca. To, co wymyśliłem, było ni mniej, ni więcej tylko symfonią w trzech częściach – nie na orkiestrę, ale w opracowaniu na cztery ręce na fortepian.

I oto nadszedł dzień, kiedy dzieło zostało wykonane w naszym domu. Xaver wziął partię primo, ja – secondo. Brzmiało to dla nas bardzo pięknie jak na pierwszy utwór. Od tej pory byłem najbardziej znanym kompozytorem w mojej sekcji w gimnazjum. Jednak dobrzy rodzice przeżyli mniejszą radość, gdy po następnych egzaminach otrzymałem promocję wszelako pod warunkiem, że… zdam poprawkę z historii.

Komentarz i tłumaczenie tekstu

Łukasz Bernady

*

Ilustracja muzyczna – utwór Phipippa Scharwenki nawiązujący do polskich melodii ludowych 

Szamotuły, 16.02.2022

Pierwsze dzieło muzyczne Philippa Scharwenki2025-01-03T10:58:41+01:00

Aktualności – styczeń 2022

27 stycznia – ten dzień przez lata obchodzono jako rocznicę „wyzwolenia Szamotuł”

Likwidacja pomnika upamiętniającego żołnierzy radzieckich wzbudziła kontrowersje. Przypomnijmy historię tego miejsca.

Wojska radzieckie weszły do Szamotuł 26 stycznia 1945 r. wieczorem. W niewielkich potyczkach tego dnia zginęło kilku Niemców. Pierwszy pogrzeb żołnierzy radzieckich, którzy zginęli w walkach w lasach w okolicach Lipnicy, odbył się 3 lutego. Pochowano ich przy ul. Dworcowej w miejscu dawnego (i obecnego) pomnika ku czci Powstańców Wielkopolskich. W kolejnych dniach pochowano tam następne osoby, miejsce traktowano jednak jako tymczasowy cmentarz żołnierzy radzieckich.

Już w marcu 1945 r. przy ul. Obrzyckiej (dziś Powstańców Wielkopolskich) wzniesiono obelisk z czerwoną gwiazdą na szczycie, nazywany Pomnikiem Wdzięczności Armii Czerwonej lub – obiegowo – pomnikiem żołnierzy radzieckich. Napis w języku rosyjskim i polskim głosił: „Wieczna chwała tym, co polegli w walce za wolność i niepodległość naszej ojczyzny”.

21 kwietnia tego samego roku na ogrodzony teren przed pomnikiem przeniesiono 17 trumien: 16 pochowanych na miejscu dawnego pomnika przy ul. Dworcowej i 1 wcześniej tymczasowo pogrzebanego przy ul. Ostrorogskiej. W pogrzebie tym uczestniczyły władze powiatu i miasta, żołnierze radzieccy, milicjanci, młodzież szkolna i tłumy mieszkańców. Najpierw na placu przy kościele św. Krzyża odbyło się nabożeństwo, następnie nakryte flagami trumny przewieziono pod pomnik przy ul. Obrzyckiej i tam pochowano. Przy tej okazji nazwę ulicy przemianowano na: Bohaterów (kolejna zmiana – na: Powstańców Wlkp. – nastąpiła w 1957 r.). W następnych miesiącach grzebano tam jeszcze innych żołnierzy radzieckich, śmierć niektórych nie była zresztą w żaden sposób związana z walką z Niemcami. Przykładem może być tu 5 żołnierzy, którzy zginęli 11 sierpnia 1945 r. na dworcu w Szamotułach w starciu z… Polakami: funkcjonariuszami milicji, wojska i Urzędu Bezpieczeństwa. Polacy interweniowali wówczas w związku z zachowaniem grupy pijanych żołnierzy radzieckich, którzy sterroryzowali pasażerów i zaczęli ich grabić. Doszło wówczas do absurdalnej sytuacji, z żołnierzami radzieckimi pochowano bowiem początkowo także polskiego milicjanta Michała Strzelczyka, który w tym starciu walczył po przeciwnej stronie (później jego szczątki przeniesiono na cmentarz parafialny).

Przy pomniku spoczęło ponad 60 osób. W 1953 r. ich szczątki zostały ekshumowane i przeniesione na cmentarz miłostowski w Poznaniu. Pomnik przy ul. Powstańców do końca okresu PRL-u traktowany był jako Miejsce Pamięci Narodowej. Z okazji rocznic początku wojny, końca niemieckiej okupacji czy końca wojny składano tam kwiaty i zapalano znicze. Miejsce to odwiedzały różne oficjalne delegacje, szczególnie opiekowali się nim uczniowie pobliskich szkół – Szkoły Podstawowej nr 3 i Technikum Rolniczego.

Prawdę o zachowaniu żołnierzy radzieckich na ziemiach polskich można było przedstawiać oficjalnie dopiero po roku 1989. Przy szamotulskim pomniku nadal składano kwiaty, zwłaszcza co roku 27 stycznia. Teren przy pomniku zmniejszył się po budowie ścieżki pieszo-rowerowej, stan obelisku z upływem lat się pogarszał. Szamotulanie byli podzieleni – jedni chcieli likwidacji tego miejsca, inni, w tym przedstawiciele środowisk kombatanckich, zdecydowanie protestowali. W 2017 r. przeciwnicy pomnika usunęli z niego gwiazdę.

Ostatecznie wszelkie dyskusje ucięła decyzja wojewody wielkopolskiego, który – realizując postanowienia ustawy dekomunizacyjnej – nakazał rozbiórkę pomnika. Z przestrzeni Szamotuł zniknął on 21 grudnia 2019 r. Część mieszkańców miasta była tym faktem oburzona. Czy można było zachować się inaczej? Oczywiście, że tak. Wystarczyłoby to miejsce odnowić i postawić przy nim tablice informujące o sprawach, które wcześniej przemilczano. Można by pokazywać, że wielu „wyzwolicieli” zachowywało się jak najeźdźcy, pokazać historię szamotulan, którzy ucierpieli w czasach stalinowskich itd. Dziś już na to za późno.

Zdjęcia Andrzej Bednarski



Zespół Folklorystyczny „Szamotuły” w kolędach i pastorałkach

Wspólne śpiewanie kolęd z różnymi grupami wiekowymi zespołu „Szamotuły” to już tradycja. W tym roku pełen uroku koncert odbył się w kościele franciszkańskim św. Krzyża. Zapraszamy do obejrzenia relacji przygotowanej przez Ryszarda Kurczewskiego.



Capella Samotulinus wprowadziła szamotulan w nowy rok

9 stycznia w szamotulskim kinie odbył się niezwykle udany koncert orkiestry kameralnej Capella Samotulinus, prowadzonej przez Remigiusza Skorwidera. Sala wypełniona była po brzegi, a ci, którym nie udało się zdobyć biletów, mogli śledzić relację online.

Koncert zatytułowany był „Perły Dunaju”, w jego programie znalazły się m.in. utwory Straussów, Montiego i Lehara. Jako solistki wystąpiły Marcelina Dera (skrzypce) i Agnieszka Halicka (śpiew).

O dobry nastrój, oprócz samej orkiestry, zadbał prowadzący koncert Piotr Witoń.

Zdjęcia SzOK


Wielkopolska każdego dnia

W styczniu zapraszamy do obejrzenia odcinków, w których znajdą Państwo, m. in., informacje o drukarni Józefa Kawalera (3.01), Xavierze Scharwence (6.01), Ludwiku Mycielskim (6.01), Janie z Szamotuł (9.01), Mariannie Orlik (14.01), młynie firmy Bracia Koerpel (15.01), chórze Lutnia (17.01), Annie Łubieńskiej (21.01), Romanie Mayu (24.01), Eliaszu Arystowie (26.01) i Cyrylu Sroczyńskim (27.01).

Link do programu: https://poznan.tvp.pl/55640115/wielkopolska-kazdego-dnia.



Szamotuły, 16.01.2022

STYCZEŃ 2022


Imprezy i koncerty


Trwające



Minione


KINO

Aktualności – styczeń 20222025-01-13T16:41:34+01:00

Hubert Odwrot spełnia swe marzenia

Hubert Odwrot spełnia swe marzenia

Spełniliście w 2021 r. jakieś swoje marzenie? Hubert Odwrot, szamotulanin z pochodzenia, przebiegł kolejne maratony na kilku kontynentach, napisał i wydał książkę pt. „Obieganie świata”. Bieganie i podróże od kilkunastu lat są jego stylem życia.

Po maturze w Liceum Ogólnokształcącym w Szamotułach studiował historię na UAM. Rozpoczął pracę jako nauczyciel w jednej ze szkół w Trzciance, wkrótce jednak postanowił zmienić branżę. Lata 90. były czasem, kiedy w różnego rodzaju firmach czy rodzących się korporacjach chętnie zatrudniano historyków z wykształcenia, uważano bowiem, że jeśli ktoś dobrze opanował historię, nauczy się wszystkiego. Hubert Odwrot został menedżerem w branży budowlanej.


Po maratonie na Florydzie, styczeń 2020 r.


Najpierw bieganie pojawiło się jako sposób na odreagowanie stresów zawodowych. Bardzo szybko zauważył, że to najlepsze oczyszczenie głowy. 13 lat temu wpadł na pomysł przebiegnięcia maratonu w Poznaniu. Nie miał doświadczenia, nie było wtedy tylu poradników dla biegaczy, czy to w formie książkowej, czy w Internecie.

Po pierwszym maratonie doszedł do wniosku, że to nie może być koniec przygody. Nastąpiły kolejne: w Paryżu, Frankfurcie, na Bornholmie, w Bośni i Hercegowinie… Wtedy Hubert miał już pomysł na przebiegnięcie – o  ile zdrowie pozwoli – 100 maratonów. Potem idea ta została jeszcze doprecyzowana: maraton w każdym kraju europejskim (dotąd w 27) i na wszystkich kontynentach! Stąd wyprawy – na przykład – do Marrakeszu w Maroko, Vancouvcer w Kanadzie, Rio de Janeiro w Brazylii, Sydney w Australii, Dubaju w Emiratach Arabskich, Da Nang w Wietnamie. Śmieje się, że została mu jeszcze Antarktyda. Odbywają się tam dwa maratony rocznie, ale wyprawa ta leży raczej poza zasięgiem możliwości finansowych rodziny Odwrotów. Bo z pasją Huberta utożsamia się żona Anna, która na trasie wspiera męża technicznie, a po biegu razem przez kilka dni intensywnie zwiedzają dany kraj.


To zdjęcie z 2015 r. trafiło na okładkę książki Huberta Odwrota Obieganie świata, Zermatt Marathon, Mistrzostwa Świata w Maratonie Górskim


Najlepszy wynik Hubert Odwrot osiągnął w styczniu 2020 r. podczas maratonu na Florydzie – 2 godz. 58 minut, miał wówczas 48 lat. Do każdego maratonu przygotowuje się od 8 do 14 tygodni, co nie znaczy, że poza tym okresem nie biega. Najtrudniej – oczywiście – jest wyjść z domu. Codziennie przebiega od 10 do 12 km. To taka „porcja”, żeby utrzymać dobrą formę i zresetować się psychicznie. Od kilku lat Hubert Odwrot przewodniczy nieformalnemu klubowi biegaczy Team 3:33 – to ludzie różnych zawodów, którzy razem wyruszają na wyprawy i wzajemnie się wspierają, na początku grudnia wrócili np. z Kolumbii. Dla Huberta był to 74. maraton.

Pasja biegania zmieniła jego widzenie świata. Zetknął się z kompletnie różnymi obliczami islamu, najpierw w Maroko – kraju wielkich kontrastów kulturowych i ekonomicznych, potem w Omanie, gdzie islam zdecydowanie różni się od tego znanego nam z mediów, i w Emiratach Arabskich – świecie blichtru i bogactwa. Oglądał przestrzenie, na których silne piętno odcisnęły stosunkowo niedawne wojny, jak Sarajewo czy Wietnam. Zauroczyła go Australia i bardzo chciałby tam jeszcze wrócić. Za jedno z najpiękniejszych miejsc, które widział, uznaje Tanzanię – to przestrzeń dawnej, prawdziwej Afryki.


W Nairobii, 2017 r.


Każdą z wypraw planują z co najmniej kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Po przyjeździe do danego kraju najpierw jest start w maratonie, to ważne, bo przejście na miejscowe jedzenie, do którego nie jest się przyzwyczajonym, mocno osłabia organizm. Od czasu do czasu Hubert biega też maratony górskie, to biegi zajmujące około 7-8 godzin.

Książka pierwotnie miała powstać dopiero po 100 maratonach. Przyszła jednak pandemia, która najpierw całkowicie zatrzymała, a potem poważnie ograniczyła życie biegowe – imprez jest teraz dużo mniej, wprowadzane są niższe niż dawniej limity liczby uczestników. Hubert Odwrot pomyślał więc, że to najlepszy czas na napisanie książki. Nie jest to fachowa literatura dla biegaczy, bardziej zapis dziejów pewnej przygody, lektura dla tych, którzy pragną zwiedzić świat i potrzebują swego rodzaju świadectwa i zarazem podbudowy historyczno-geograficznej.


Helsinki, kilka godzin biegu w ulewie


Maraton to indywidualna długotrwała walka z własnymi słabościami. To równocześnie sport bardzo społeczny, bo biegacze wzajemnie się wspierają. Odkąd Hubert Odwrot dużo jeździ po świecie, można go uznać za swego rodzaju ambasadora naszego kraju w sporcie biegowym. Często zresztą zabiera ze sobą flagi – flagę polską, a jeszcze częściej inną, do której bardzo jest przywiązany jako historyk i po prostu Wielkopolanin – flagę Powstania Wielkopolskiego.

Agnieszka Krygier-Łączkowska


W Miami na Florydzie

Szamotuły, 31.12.2021

Hubert Odwrot spełnia swe marzenia2025-01-10T12:34:55+01:00
Go to Top