Proza – cykl: Obrazki z przeszłości, część 9.


Daromiła Wąsowska-Tomawska

DZIUPLA, BĄK I SAMA


Czasami wiosna jest już ciepła. W Święta Wielkanocne zakładam białe kolanówki i tenisówki. Często smaruję je pastą do zębów, specjalnym proszkiem rozpuszczalnym w wodzie lub białą szkolną kredą. Zawsze muszą być czyste. Sukienki, czy krochmalone marszczone spódnice, trudno wyprasować. Miałam taką w duże czerwone maki. Łatwiej wpiąć we włosy kokardę, a brata Bogusia uczesać w fantazyjnego loka.

Wszystko przygotowane do wyjazdu na piknik. Kilka szamotulskich zaprzyjaźnionych rodzin wyjeżdża dużą ciężarówką nad jezioro do Zaniemyśla. Inne koleżanki jadą nad morze. My siedzimy na rozłożonych na trawie kocach, wśród gwaru i śmiechu innych dzieci. Potem biegamy i szukamy kryjówek. Znajdujemy w pobliskim lesie olbrzymie drzewo z wydrążoną dziurą – dziuplą. Bogusz pierwszy się do niej wciska, my – w połowie zadowolone – staramy się jakoś uśmiechać do stojącego z aparatem fotograficznym taty. Wypożyczona łódka obwozi nasze kokardy po wodzie jeziora. Wszyscy szczęśliwi i osmagani „innym słońcem” (jak to morskie), wracamy wieczorem do domu.


W Zaniemyślu – Leontyna Wąsowska i jej dzieci: Daromiła, Maria i Bogusz (1944-2016)


W domu wymyślamy różne zabawy. Nikt się nie nudzi, mimo że nie ma telewizora, komórek i gier komputerowych. Brat goni za „kołem”. Jest to koło od roweru pozbawione szprych. W ręce trzyma wygięty, dopasowany do obręczy haczyk. Puszcza koło w ruch i haczykiem prowadzi je po ulicach szamotulskiego Rynku. Robi się hałas tartego o siebie metalu. Jeden z kolegów kupuje w sklepie u pana Sucharskiego przy Rynku wystruganego z drzewa bąka osadzonego na gwoździu. Zakręca go ręcznie na chodniku i popędza grubym sznurem przyczepionym do kija. Goni za bąkiem, ile ma sił w nogach.

Inni grają w cymbergaja. Na prostym stole rysują dwie bramki. Pomiędzy nimi leży drobna moneta. Każdy z dwóch graczy ma swój pieniążek. Przesuwa go grzbietem grzebienia, do bramki przeciwnika musi wbić nim – jak piłkę – ten trzeci pieniążek.

Ja spotykam się dzisiaj u koleżanki z klasy na jej podwórku. Rzucamy do siebie z dużej odległości piłkę. Aż dudnią nasze wątłe klatki piersiowe. Żadna z nas nie chce wypuścić piłki z rąk. Gra jest bardzo zacięta, nawet zawzięta, często kończy się remisem. Ogród Hani sięga rzeki Samy. Gonimy się. Dotknięty rozkłada w poprzek ręce i czeka na „wybawienieˮ ‒ odklepanie, by mógł dalej gonić. Tak uwolniony dotknięciem kolegi, wpada do rzeki nasz brat Bogusz. Mokry, kończy naszą dalszą zabawę. Dziewczynki skaczą jeszcze na skakance, inne w wyrysowane kredą na chodniku – klasy.

NAD SAMĄ

Biegnę znów przez most
nad Samą w tenisówkach
w kokardzie z nutami
na lekcje do pani Górskiej
a potem pod mostek
przy torach
Tam jeszcze pachnie młoda trawa
i stokrotka wciąż bieli
Jasiu − ciuchcia gwiżdże
dwa wagony na węgiel
jak pudełka szyte klejone z pocztówek
diabliki chochły amorki
i pierścionek ze słomy
Już się zmierzcha pieśnią Wacława
i tylko nad Samą
tuła się jeszcze jeden wiersz

Trzeba jeszcze odrobić lekcje, poćwiczyć na pianinie. Jakie te dni są krótkie. Na dobranoc dzieci całują w rękę rodziców i dziadków. Wychodząc do szkoły, czynimy to samo.


Od lewej Leontyna Wąsowska, Bogusz Wąsowski, Teodor Wąsowski, poniżej Maria Wąsowska-Grajkowska i Daromiła Wąsowska-Tomawska, 1947 r.

Leontyna i Teodor Wąsowscy z Daromiłą i Boguszem

Dom, w którym mieszkali Wąsowscy, most na Samie przy ul. Dworcowej, dom w pobliżu dworca – miejsce lekcji muzycznych. Współczesne fotografie – Marta Szymankiewicz

Daromiła Wąsowska-Tomawska

Urodzona w Szamotułach, absolwentka miejscowegoo liceum. Po ojcu – znanym szamotulskim dentyście – odziedziczyła zawód i zamiłowanie do muzyki klasycznej.

Mieszka w Pobiedziskach koło Poznania. Prezes i współzałożycielka Salonu Artystycznego im. Jackowskich. Poetka.

http://regionszamotulski.pl/daromila-wasowska-tomawska/