Proza – cykl: Obrazki z przeszłości, część 6.


Daromiła Wąsowska-Tomawska

KOZA, GŁOGUJ I EKSPLOZJA


Są późne lata czterdzieste XX wieku. Babcia Pelasia z domu Cicha z dziadkiem Franciszkiem przeprowadzają się. Mieszkają już sami. Ich jedyna córka – siostra Teodora,  Maria Gacka, czyli ciocia Mycha – żyje ze swoją rodziną w Krotoszynie. Tam prowadzi swój zakład fotograficzny.

Idziemy w odwiedziny do dziadków. Przechodzimy tory kolejowe relacji Poznań ‒ Szczecin. Minęliśmy aleję 1 Maja, idziemy dalej szosą w kierunku Ostroroga. W bliskiej odległości, po prawej stronie stoi samodzielny budynek, w którym na piętrze mieszkają dziadkowie. Z tyłu domu duże podwórze szczyci się wybudowanymi chlewikami. W jednym z nich babcia trzyma kozę. Jest okazała, z długimi niebezpiecznymi rogami. Zaczepna, goni po podwórku i, jak tylko może, stara się zaatakować. Być może zapamiętała, jak Bogusz, czyli Głoguj, ciągnął ją za „bumbulajdki”‒ tak mówimy. Są to z boku szyi dziwne ozdoby. Po jednej z każdej strony. Wyglądają jak żywe owłosione wiszące kolczyki. Nie wiem, jak babcia radzi sobie podczas dojenia. Mówi, że nieraz koza próbuje ją kopać. Mleko jednak nam smakuje. To chyba jedyne, co jest w tej kozie dobre.



Jak zwykle na okazałe wyjścia mam na głowie jak nie kokardę, to stroik. Brat uczesany jest w wymodelowanego loka. Mama jest specjalistką od tych dekoracji. Kładzie swój palec na włosach Głoguja i wokół niego grzebieniem układa fryzurę. On musi czekać cierpliwie, aż lok wyschnie.

Pierwsze kroki kierujemy w kierunku podwórza, gdyż z niego wchodzimy na klatkę schodową. Tego dnia koza biega po podwórku. Głoguj jest pierwszym, który chce się z nią przywitać. Oj, jest to gorące powitanie. Koza szybko wbija rogi pod jego krótkie spodenki i unosi do góry. Tak rusza z nim i jego krzykiem, oblatując podwórko. Rodzina goni za nimi, ile sił w nogach. Cała historia kończy się tylko wielkim strachem.

Po upływie jakiegoś czasu dochodzi do nas niepokojąca wiadomość. W kuchni jest już rozpalony piec. Robi się ciepło. Dziadkowie siedzą jeszcze w pokoju. Nagle potworny wybuch stawia ich na nogi. Prawdopodobnie odłamek dynamitu znalazł się w węglu. Przerażeni widzą kuchnię całą w sadzy. Okno z futryną wyleciało na podwórko, trafiając w … kozę. Nie przeżyła. Babcia nie ma już co doić, nie ma też mleka. Wkrótce potem dziadkowie przeprowadzają się do córki Mychy, do Krotoszyna. Szamotulski wilgotny klimat źle wpływa na pogarszającą się astmę dziadka. Tam dożyje 91 roku życia.

Więc już żadnej kozy, żadnego mleka?



Pelagia (1879-1959) i Franciszek (1879-1970) Wąsowscy z synem Teodorem (1911-1967) i córką Marią (1912-2000), ok. 1918 r.


Pelagia i Franciszek Wąsowscy z synową Leontyną, okres II wojny


al. 1 Maja, Zdjęcie Muzeum – Zamek Górków

Daromiła Wąsowska-Tomawska

Urodzona w Szamotułach, absolwentka miejscowegoo liceum. Po ojcu – znanym szamotulskim dentyście – odziedziczyła zawód i zamiłowanie do muzyki klasycznej.

Mieszka w Pobiedziskach koło Poznania. Prezes i współzałożycielka Salonu Artystycznego im. Jackowskich. Poetka.

http://regionszamotulski.pl/daromila-wasowska-tomawska/