Płyta nagrobna Andrzeja Szamotulskiego

Płyta nagrobna Andrzeja Świdwy Szamotulskiego z bazyliki kolegiackiej

Starsze i średnie pokolenie szamotulan pamięta, jak na początku lat 90. XX wieku na ścianie nawy południowej (Matki Bożej) pojawiła się spiżowa płyta nagrobna jednego z właścicieli Szamotuł, w czasie II wojny wywieziona przez hitlerowców, a po latach razem z kilkoma innymi tego samego typu zabytkami odnaleziona … w magazynach Ermitażu w ówczesnym Leningradzie (Petersburgu) i zwrócona państwu polskiemu. Skomplikowane dzieje tablicy nieco przesłoniły jej wyjątkową wartość artystyczną i historyczną.

Płyta ukazuje wojewodę poznańskiego Andrzeja Świdwę w pozycji stojącej, w kontrapoście, czyli z oparciem ciężaru ciała na jednej nodze. Ubrany w zbroję wojewoda stoi w otwartej arkadowej przestrzeni, u jego stóp z jednej strony leży hełm z bujnym pióropuszem, dalej widać sztandar, a po drugiej stronie umieszczony został miecz. Spod beretu wystają długie, starannie uczesane loki. Płyta zamawiana była prawdopodobnie jeszcze za życia Andrzeja Szamotulskiego i z pewnością uchwycono na niej podobieństwo do właściciela Szamotuł (por. tekst Szamotulscy  http://regionszamotulski.pl/szamotulscy/ ).

Tło dla postaci wojewody stanowi tkanina z frędzlami po bokach, o bogatym ornamencie roślinnym, natomiast w górnej części (w obramowaniu arkady) zastosowano motyw dekoracyjny przedstawiający małych nagich chłopców (putto). Historycy sztuki zwracają uwagę na bogactwo rytych w spiżu linii, dzięki któremu osiągnięto efekty malarskie, np. błyszczenie zbroi, plastykę twarzy wojewody, cień rzucany przez postać. Szkoda, że oświetlenie nawy jest słabe i na co dzień trudno dostrzec te wszystkie szczegóły.

W rogach znajdują się cztery tarcze herbowe ‒ jest to swoista genealogia Andrzeja Szamotulskiego. Umieszczono na nich herby: Nałęcz (po ojcu i dziadku z jego strony), Sulima (herb matki i jej ojca) i Korczak (herb babki ze strony ojca). Czwarta tarcza jest pusta, co oznacza, że babka ze strony matki pochodziła z rodziny bezherbowej (por. tekst Herb Nałęcz  http://regionszamotulski.pl/herb-nalecz/).

Płytę otacza łaciński napis, w tłumaczeniu brzmi on: „W tym grobowcu spoczywa zmarły wielmożny ów Andrzej Szamotulski z Szamotuł ‒ wojewoda poznański, najlepszy senator całego królestwa, uczonością, wymową oraz roztropnością między obcymi narodami, najznakomitszy jak gdyby delfin (tu słowo nieczytelne), którego w wieku 59 lat nie bez wielkiej straty dla Rzeczpospolitej, usunęła przedwczesna śmierć, roku zbawienia 1511 dnia 23 miesiąca maja”.

Choć wojewoda ma złożone ręce jak do modlitwy, sposób ukazania postaci jest świecki, wyraźnie zaakcentowano bowiem urodę człowieka i jego otoczenie. Można zatem mówić o renesansowym już sposobie ujęcia tematu.

Płyta powstała około 1505 roku w Norymberdze w słynnym zakładzie odlewniczym (giserni), prowadzonym kolejno przez cztery pokolenia Vischerów. Niektórzy historycy sztuki przypuszczają, że projekt płyty sporządził Albrecht Dürer, a wykonał ją Herman Vischer Młodszy. Płytę nagrobną Andrzeja Szamotulskiego zalicza się do grupy najznakomitszych zachowanych w Polsce prac zakładu Vischerów. Warto podkreślić, że trzy inne cenne płyty, wymieniane na równi z dziełem z szamotulskiej świątyni, znajdują się w katedrach we Wrocławiu i Krakowie. Zabytek z Szamotuł uznaje się za najstarszy w Wielkopolsce przejaw renesansu w sztuce figuralnej.

W 1941 roku Niemcy wywieźli płytę z szamotulskiej świątyni wraz z innymi cennymi przedmiotami. Przez blisko pięćdziesiąt lat informacje o niej można było czerpać jedynie z opisów, na przykład tekstu zamieszczonego w 1931 roku w piśmie szkolnym młodzieży szamotulskiego gimnazjum „W Grodzie Halszki” (artykuł Andrzeja Kwieka) i z wiersza Stanisława Helsztyńskiego. Odnalazła się po prawie pięćdziesięciu latach w magazynie muzealnym w ówczesnym Leningradzie i w grudniu 1990 roku wróciła do Szamotuł. Setki osób przychodziły do poznańskiej katedry oglądać odzyskane zabytki, płyty stały się przedmiotem dyskusji konferencji naukowych, poddano je również konserwacji. W szamotulskiej świątyni znalazła nowe miejsce: już nie w prezbiterium, a na ścianie nawy Matki Bożej. Odsłonięto ją uroczyście 11 listopada 1991 roku.

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Bibliografia:

„Kronika Miasta Poznania” 1991 nr 3/4 (Antoni Gąsiorowski, Krąg fundatorów wielkopolskich płyt brązowych schyłku wieków średnich, s. 9-30; Alicja Karłowska-Kamzowa, Studia nad gotyckimi i wczesnorenesansowymi spiżowymi płytami nagrobnymi z Poznania i Szamotuł, s. 33-41; Adam S. Labuda, Wielkopolskie płyty „vischerowskie” ‒ z zagadnień czasu powstania, autorstwa i stylu, s. 47-62; Barbara Trelińska, Epigrafika brązowych płyt z Poznania i Szamotuł, s. 65-74; Józef Szymański, Heraldyka brązowych płyt nagrobnych z Poznania i Szamotuł, s. 77-84).

Zdjęcie Ireneusz Walerjańczyk


Stanisław Helsztyński
ANDRZEJ SZAMOTULSKI

Postawcie mnie pod światło, a zgaszony witraż
rozgorzeje światłami, każdy sztych ożyje,
miecz zabłyśnie brzeszczotem, sztandar się rozwieje,
stropem drgnie zamku mego gotycki korytarz.
Stu wzorami zakwita poza mną gobelin,
naramiennik lśni ze stali i pancerz bez szczerby,
cztery po rogach tarcze, trzy wielmożów herby,
oblicze moje czyste jak różowy welin.
Piotr Vischer w Norymberdze rysy moje żłobił,
w trzech płytach przysłał postać jeszcze za żywota,
w ostrołuk mię oprawił, gotykiem ozdobił,
przyłbicę do stóp rzucił i rzekł: Trwaj na wieki.
Nie boję się styksowej zmiennej czasów rzeki –
zginę, gdy ziemię strawi fala ogniów złota.


Zdjecie sprzed 1914 r. Źródło: Polona

Płyta nagrobna Andrzeja Szamotulskiego2021-02-18T21:55:08+01:00

Herb „Nałęcz”

Herbarz Złotego Runa (około 1433-1435)

Fragment płyty nagrobnej Andrzeja Szamotulskiego z bazyliki kolegiackiej

Herb powiatu szamotulskiego

Herb Nałęcz

Herb, którego używali założyciele miasta Szamotuły, należy do najstarszych polskich herbów szlacheckich. Występował głównie w Wielkopolsce, która stanowiła gniazdo Nałęczów. Z czasem ród ten rozrósł się tak bardzo, że herbu używały rodziny noszące ponad 900 różnych nazwisk.

Wygląd herbu dziś wydaje się oczywisty: w czerwonym polu zwinięta i ułożona w okrąg biała (czy raczej srebrna) chusta (nałęczka), związana na dole. Takie wyobrażenie weszło ‒ na przykład ‒ do herbów Ostroroga i Czarnkowa ‒ miejscowości należących do rodu Nałęczów. Herb powiatu szamotulskiego przedstawia wizerunek orła w koronie na piersiach z tarczą herbową Nałęcz. Tarcza ta nawiązuje do wcześniejszych wersji herbu: w czerwonym polu zamiast zwiniętej chusty widnieje uformowana w okrąg, z końcami założonymi na siebie pomłość, czyli sznur skręcony ze słomy po wymłóceniu zboża, służący do wiązania snopków (ta wersja herbu widnieje ‒ na przykład ‒ na płycie nagrobnej Andrzeja Świdwy Szamotulskiego w bazylice kolegiackiej w Szamotułach).

Geneza nazwy rodowej i herbu nie jest jasna. Legendy o powstaniu herbu wiążą go z czasami pierwszych Piastów, jednak najstarsza zachowana pieczęć Nałęcz pochodzi z końca XIII wieku. Kolejne pieczęcie związane są z Nałęczami Szamotulskimi; są to pieczęcie Tomisława z Szamotuł (1343 r.) i Sędziwoja Świdwy (1383 r.), Dobrogosta Świdwy (1430 r.), Wincentego Świdwy (1433 r.) i Piotra Świdwy (1473 r.).

Na uwagę zasługuje fakt, że w bitwie pod Grunwaldem wśród 51 polskich chorągwi, czyli oddziałów jazdy rycerskiej (25 ziemskich i 26 rodowych) znalazły się dwie chorągwie wystawione przez Nałęczów: 28. chorągiew Sędziwoja z Ostroroga i 41. chorągiew Dobrogosta Świdwy z Szamotuł, dowodzona przez niego osobiście. Chorągwie rodowe składały się z rycerzy należących do jednego rodu i pieczętujących się tym samym herbem. Trzeba tu dodać, że organizowali je i dowodzili nimi tylko najbogatsi możnowładcy, którzy mogli pozwolić sobie na uzbrojenie i wyposażenie oddziału.

 

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Herb „Nałęcz”2018-05-19T14:38:06+02:00

Najstarszy zachowany list miłosny napisano w Szamotułach

Najstarszy pisany po polsku list miłosny


Pochodzenie listu

Omawiany w zamieszczonym poniżej artykule Tomasza Lisowskiego najstarszy zachowany polski list miłosny pochodzi z podręcznika retoryki Macieja z Międzyrzecza, czyli swego rodzaju poradnika pisania. Podręcznik ten został spisany (ręcznie, bo to przecież czasy przed wynalezieniem druku) w latach 1428-1429.

Trudno powiedzieć, czy Marcin z Międzyrzecza umieścił tu własny list, list innego nadawcy, czy też ‒ na potrzeby podręcznika ‒ taki list spreparował jako swego rodzaju wzór do naśladowania. Jak to zwykle bywa, znaleźć można zwolenników każdej z tych koncepcji.

Autor podręcznika najpierw zajmował stanowisko urzędnika w kancelarii starosty wielkopolskiego, a następnie pracował dla biskupa poznańskiego Stanisława Ciołka (dawnego podkanclerzego koronnego i sekretarza króla Władysława Jagiełły). Ci, którzy uważają, że jest to autentyczny list prywatny Marcina, wiążą fakt jego powstania z podróżą Marcina z rodzinnego miasta do Poznania i pozostawieniem przez niego w rodzinnych stronach nieznanej z imienia ukochanej.

Jeśli jest to list autentyczny, a nie spreparowany, zapewne jego autor zatrzymał się na szamotulskim dworze, przesiąkniętym właściwymi całej średniowiecznej Europie ideami kultury rycerskiej, a więc także ideą miłości dworskiej (por. tekst Szamotulscy http://regionszamotulski.pl/szamotulscy/).

Agnieszka Krygier-Łączkowska


Fragment podręcznika retoryki Marcina z Międzyrzecza, Biblioteka Jagiellońska


Służba ma naprzod ustawiczna… 

Polski list miłosny, choć nie ma tak długiej historii, jest jednak sędziwym jubilatem. Pierwsze pisane po polsku listy miłosne znane są z XV wieku. Wśród nich jest list, który powstał w 1. połowie tego wieku w Szamotułach właśnie. Warto wspomnieć, że na terenach polskich listy powstawały od XI wieku. Były to dokumenty państwowe bądź kościelne pisane wyłącznie po łacinie. Na tym tle list szamotulski rysuje się więc tym bardziej interesująco ‒ pisany jest po polsku, jest listem prywatnym, a nawet intymnym!

O nadawcy i adresacie nie wiemy nic ponad to, co wynika z treści listu. Wiemy, że pisał go mężczyzna do swojej wybranki, która ukryta jest pod wytwornymi określeniami „twa miłość”, „panna najmilejsza”. Wiemy, że nie są oni małżeństwem. Wiemy, że list powstał w środę (którego dnia, miesiąca, roku?) w Szamotułach, gdzie nadawca był „na służbie”. Wiemy, że dom jego matki znajdował się w pewnym oddaleniu od Szamotuł w okolicy, w której również mieszkała jego ukochana. List napisany jest wytworną polszczyzną i cechuje się wyszukaną kompozycją, co świadczy o tym, że jego autorem był człowiek wykształcony.

Łamiąc zasadę prywatności korespondencji, przeczytajmy list do ukochanej sprzed sześciuset lat.

Służbę mą naprzód ustawiczną, doskonałą, przez przestania.

Panno ma namilejsza!

Gdy chciałem na służbę od ciebie jachać precz, przyjałem do domu twego, ciebie żegnając. Dziwne rzeczy, w miłości będąc, poczęły się miedzy nama, toć jest, aby mnie nie zapomniała, barzo ciem twej miłości począł prosić, a twa miłość na mą prośbę ślubiła to uczynić. A tako z tobą się rozstając, serce me jęło barzo płakać, a ja takoż ślubuję twej miłości nie zapominać, ale wszędzie cześć i lubość czynić.

Wiedz, moja namilejsza panno, iże, aczkoliciem ja od ciebie daleko, a wszakoż wżgim nie była ani będzie nad cię jina miła, jedno ty sama, panno milejsza ma. Niedawno mię rzecz była potkała, abych barzo krasną pannę miłował, ale gdym na cię wspomięnął, tegom uczynić nie chciał.

A o ty wszyćki rzeczy proszę twej miłości, aby były tajemny miedzy mną a miedzy tobą, a proszę twej miłości, abyś się mej matuchnie pokłoniła.

Dano w Szamotulech we jśrodę.


List przytoczyłem w pisowni uwspółcześnionej za: W. Wydra, W. R. Rzepka, Chrestomatia staropolska. Teksty do roku 1543, Wrocław 1984, s. 221-222.

Ten trudny staropolski tekst wymaga objaśnień. Skomponowany on został według reguł średniowiecznej sztuki epistolarnej (czyli sztuki pisania listów), które sformułowane zostały w XI wieku przez Alberica z Monte Cassino. Wykwintna kompozycja listu dla współczesnego Polaka w dużej mierze jest nieczytelna ze względu na archaiczny język tego piętnastowiecznego zabytku polszczyzny. By uniknąć długich wywodów filologicznych, przytoczę własną, swobodną transpozycję tekstu średniowiecznego na współczesną polszczyznę.

Według założeń Albertica z Monte Cassino list powinien zawierać następujące części:

1) salutatio, czyli pozdrowienie;

2) captatio benevolentiae ‒ pozyskanie życzliwości adresata. Te dwa punkty zawarte zostały w jednym wstępnym zdaniu: „Służba ma naprzód ustawiczna…” ‒ Przede wszystkim pragnę zapewnić, że służba moja wobec ciebie jest trwała, doskonała, nieustanna, panno moja najmilejsza!;

3) narratio ‒ przedstawienie sprawy. W oryginalnym tekście od słów: „…tegom uczynić nie chciał.” ‒ Przed wyjazdem na służbę z dala od ciebie przyjechałem do twojego domu, by cię pożegnać. Dziwne rzeczy stały się pomiędzy nami, zakochanymi. Przede wszystkim zacząłem cię usilnie prosić, abyś mnie nie zapominała, a ty na moją prośbę przyrzekłaś to uczynić. A mimo to, gdy rozstawałem się z tobą, serce moje poczęło rzewnie łkać. Tak jak ty, również ja ślubuję, że nie zapomnę ciebie, ale wszędzie oddawać będę tobie cześć i uwielbienie. Wiedz, moja najmilejsza panno, że choć jestem daleko od ciebie, mimo to jednak nie było ani nie będzie innej bardziej kochanej niż ty, moja panno najukochańsza. Niedawno zdarzyło się, że spotkałem pewną piękną kobietę, którą mógłbym pokochać, ale gdy przeszyła mnie myśl o tobie, tego uczynić nie chciałem (nie mogłem).;

4) petitio ‒ prośba: „A o ty wszyćki rzeczy…” ‒ Proszę cię, aby te wszystkie sprawy pozostały tajemnicą nam tylko znaną, mi i tobie, proszę cię jeszcze, abyś się pokłoniła mojej matuchnie.;

5) conclusio ‒- zakończenie: „Dano w Szamotulech we jśrodę”. ‒ Szamotuły, środa.

Upłynęło prawie sześć stuleci od napisania tego listu. W tym czasie zmienił się nie do poznania język polski. Pozostało jednak coś niezmiennego: uczucie, które stanowi treść listu napisanego „w Szamotulech we jśrodę”.

Tomasz Lisowski

Poznań – Szamotuły, 05.10.2017 r.






Ilustracje z najważniejszego średniowiecznego zbioru poezji niemieckiej z 1. połowy XIV w. – Codex Manesse; domena publiczna

Najstarszy zachowany list miłosny napisano w Szamotułach2025-08-23T16:02:05+02:00

Szamotulscy

Dobrogost Świdwa Szamotulski (zm. 1464/65) – obraz Jarosława Kałużyńskiego

Andrzej Szamotulski (zm. 1511) – obraz Jarosława Kałużyńskiego

Szamotulscy. Dzięki miastu przeszli do historii jako Szamotulscy, ale Szamotuły zawdzięczają im, że w ogóle powstały

„Jest rzeczą zdumiewającą, w jak niewielkim stopniu postacie Szamotulskich przetrwały w pamięci miasta ‒ prawie nikogo z nich na przykład nie upamiętniono w nazwach ulic, placów, a chyba i instytucji miejskich, jak szkoły czy biblioteki. Wszystkich ich w tradycji i legendzie zdominowała marginalna postać Halszki Ostrogskiej, żony zmarłego w 1573 roku Łukasza Górki”.

Słowom prof. Antoniego Gąsiorowskiego ‒ wybitnego historyka, znawcy średniowiecza ‒ nie sposób odmówić racji. Mniej więcej trzydzieści lat temu imieniem Dobrogosta Szamotulskiego nazwano jedną z ulic, a w 2006 roku hali widowiskowo-sportowej przy Zespole Szkół nr 2 im. Hugona Kołłątaja nadano nazwę herbu Nałęcz, nadal jednak nie można mówić o adekwatnym w stosunku do zasług dla miasta uczczeniu tego niezwykle ważnego wielkopolskiego rodu.

Pierwsza wzmianka potwierdzająca istnienie Szamotuł związana jest z postacią Wincentego (herbu Nałęcz), który w dokumencie z 1231 roku wspomniany został jako Wincencius de Samotul (por. tekst Pochodzenie nazwy Szamotuły http://regionszamotulski.pl/pochodzenie-nazwy-szamotuly/). Świadectwa pisane z tamtych czasów, choć jest ich niewiele, wyraźnie wskazują, że już od początku XIII wieku przedstawiciele tej gałęzi rodu odgrywali niezwykle ważną rolę u boku książąt wielkopolskich w czasach rozbicia dzielnicowego Polski, później wspierali królów Przemysła II, Władysława Łokietka i Kazimierza Wielkiego. Oprócz wspomnianego Wincentego Nałęczami „z Szamotuł” byli kolejno: Tomisław (kasztelan i wojewoda poznański, bratanek Wincentego), Dobrogost Mały (kasztelan gnieźnieński, syn Tomisława) oraz znów (imiona w rodzinie Nałęczów się powtarzają): Wincenty (wojewoda poznański, starosta Wielkopolski, bratanek Dobrogosta Małego), Dobrogost (kasztelan czarnkowski, brat Wincentego) i Tomisław (kasztelan poznański, brat Wincentego i Dobrogosta) (por. tekst Herb Nałęcz http://regionszamotulski.pl/dzieje-ziemi-szamotulskiej/page/3/).

„Prawdziwym ojcem miasta” prof. Tomasz Jurek nazywa pierwszego wymienionego Tomisława, który dokonał pierwszej lokacji Szamotuł, najprawdopodobniej w okresie 1284-1296. Miasto wytyczone zostało w pobliżu wcześniejszej osady o charakterze wiejskim, położonej po prawej stronie Samy, naprzeciw Szczuczyna. W osadzie tej, zwanej potem Starymi Szamotułami, a istniejącej jeszcze do początków XIX wieku, znajdował się kościół św. Marcina i cmentarz, musiała znajdować się też rezydencja właścicieli. To ślady tego miasta w 2006 roku odkryli ‒ dzięki zastosowaniu fotografii lotniczej ‒ archeolodzy Ryszard Pietrzak i Włodzimierz Ręczkowski; odkrycie to zostało wówczas mocno nagłośnione przez media.

Koniec dynastii Piastów w Polsce zbiegł się ze zmianą dziedziców Szamotuł. Nadal byli nimi przedstawiciele Nałęczów, ale innej gałęzi tego potężnego rodu. Pierwszym dziedzicem z tej nowej gałęzi został Sędziwój, używający przydomka Świdwa (wojewoda poznański, Szamotuły i inne dobra przejął jako zięć Dobrogosta lub Tomisława). Na nowe ‒ dzisiejsze miejsce ‒ Szamotuły zostały przeniesione po zniszczeniu pierwszego ośrodka miejskiego koło Starych Szamotuł. Przez miejsce wcześniejszej lokacji przetoczyło się kilka fal spustoszeń. Największe walki toczono w czasie wojny domowej rodów wielkopolskich w okresie bezkrólewia po śmierci Ludwika Węgierskiego, nazywanej wojną Grzymalitów z Nałęczami. Przedmiot sporu stanowiło wówczas obsadzenie tronu polskiego oraz niechęć do wywodzącego się z rodu Grzymałów, starosty wielkopolskiego Domarata (Grzymalici popierali kandydaturę Zygmunta Luksemburczyka na króla). Walki wygasły po wstąpieniu na tron Władysława Jagiełły i jego ślubie z Jadwigą. W okolicach Piotrkówka, a więc w pobliżu wsi Stare Szamotuły i założonego przez Tomisława miasta Szamotuły, w lutym 1383 roku rozegrała się największa bitwa tej wojny. Sędziwój Świdwa grał rolę jednego z najważniejszych przywódców szlachty wielkopolskiej, złupienie i zniszczenie jego własności było więc dla jego przeciwników politycznych ważne. Być może po tych wydarzeniach Sędziwój postanowił odbudować Szamotuły na nowym miejscu: lepiej odpowiadającym wymogom obronności (wyniesienie terenu oblane wokół wodami Samy i jej dopływów) oraz nowemu przebiegowi dróg lokalnych. Nie jest to jednak całkiem oczywiste (por. tekst Zagadka powstania kościoła św. Stanisława. Kiedy Szamotuły przeniesiono na dzisiejsze miejsce? http://regionszamotulski.pl/dzieje-ziemi-szamotulskiej/).

Do rodu Świdwów Szamotulskich należeli, między innymi, synowie Sędziwoja: Wincenty (kasztelan międzyrzecki, starosta generalny Rusi) i Dobrogost (kasztelan poznański, starosta Wielkopolski), następnie Piotr (również kasztelan poznański i starosta Wielkopolski, syn Dobrogosta) i jego syn Andrzej (wojewoda kaliski i poznański). Otrzymane przez Świdwów Szamotulskich wysokie godności były nagrodą za ich wierną służbę kolejnym królom z dynastii Jagiellonów. Świdwowie przez cały XV wiek często występowali u boku królów, przebywali na ich dworze, zasiadali w radzie królewskiej, działali na polu polityki, dyplomacji i wojskowości. Dobrogost Świdwa uczestniczył w wyprawie księcia Witolda przeciw Tatarom, zakończonej klęską pod Worsklą (1399 r.), pod Grunwald przyprowadził własną chorągiew, często brał udział w negocjacjach i poselstwach, na przykład do Krzyżaków czy Danii. Jego brat Wincenty ‒ między innymi ‒ był członkiem polskiej delegacji na sobór w Konstancji, jako starosta ruski walczył z Tatarami, towarzyszył Władysławowi III w wyprawie na Węgry (1440 r.), zdobył wówczas dla króla Budę. Piotr Świdwa wyróżnił się w czasie kampanii tureckiej (1443 r.), był jednym z ważniejszych dowódców w czasie wojny trzynastoletniej z Krzyżakami (1454-1466) i zasłużonym dla kraju dyplomatą. „Prawdziwym mężem stanu, już nie tyle wykonawcą, co twórcą wielkiej polityki” nazywa Tomasz Jurek kolejnego Świdwę ‒ Andrzeja. Nie tylko wielokrotnie uczestniczył w poselstwach królewskich (między innymi do Krzyżaków i cesarza), lecz także był jedną z osób decydujących o polityce wewnętrznej ‒ jego głos i umiejętności dyplomatyczne liczyły się w czasie wyboru kolejnych królów z dynastii jagiellońskiej: Jana Olbrachta (1492), Aleksandra (1501) i Zygmunta Starego (1506) (por. tekst Płyta nagrobna Andrzeja Świdwy Szamotulskiego http://regionszamotulski.pl/dzieje-ziemi-szamotulskiej/page/2/).

Wielkość dóbr Szamotulskich zmieniała się w ciągu dziesięcioleci i wieków. Dokument z 1284 roku potwierdza prawo własności Tomisława do 12 miejscowości. Ten pokaźny przecież majątek wydaje się niewielki, jeśli zestawi się go z dobrami Piotra Świdwy Szamotulskiego (zmarłego w 1473 roku), szacowanymi na 8,5 miasta i co najmniej 60 wsi (część majątku to dzierżawione królewszczyzny).

Chociaż Świdwowie Szamotulscy bardzo wiele podróżowali, mieli wiele rezydencji i dworów w swych bardzo rozległych włościach, główną i najbardziej reprezentacyjną siedzibą rodziny pozostawały Szamotuły. Synowie Sędziwoja w pierwszych dekadach XV wieku wznieśli murowany zamek na południe od nowo wytyczonego miasta. Ślady tej budowli zachowały się w murach kościoła św. Krzyża i przylegającego do świątyni klasztoru. W 1675 roku jeden z kolejnych właścicieli ‒ Jan Korzbok Łącki ‒ oddał bowiem Zamek Świdwiński franciszkanom reformatom, którzy na jego miejscu wznieśli zabudowania klasztorne. Drugi zamek szamotulskich powstał około 50 lat po pierwszym na północ od miasta. Potrzeba budowy drugiej siedziby Świdwów Szamotulskich zrodziła się, gdy miasto podzielone zostało na dwie części, zamek południowy przypadł w udziale Janowi Szamotulskiemu (synowi Jana, bratankowi Piotra). Drugi właściciel ‒ Andrzej (syn Piotra) ‒ zbudował dzisiejszy Zamek Górków, przejęty po jego śmierci w 1511 roku przez zięcia Łukasza Górkę, a następnie przez niego rozbudowany.

Szamotulscy żyli według wzorów kultury dworsko-rycerskiej, byli pasowanymi rycerzami i znali języki. O ich szacunku dla wiedzy świadczy przekazanie w połowie XV wieku przez Dobrogosta Świdwę znacznej kwoty na szkołę parafialną w Szamotułach oraz wspieranie ubogich studentów w Krakowie (prawdopodobnie szamotulan). Fundację właścicieli miasta stanowił szpital, istniejący co najmniej od 1413 roku na tzw. przedmieściu poznańskim (pod koniec dzisiejszej ul. Poznańskiej). Nie ulega też wątpliwości, że to  Szamotulscy zbudowali kościół św. Stanisława ‒ dzisiejszą bazylikę kolegiacką. Dokładne daty powstania tej okazałej i bogato wyposażonej gotyckiej świątyni są trudne do ustalenia. Budowę rozpoczęto w ostatnich dziesięcioleciach XIV wieku, w momencie przeniesienia miasta na nowe miejsce, i kontynuowano w pierwszej ćwierci wieku XV. Zarówno rozmach kościoła św. Stanisława, jak i rozplanowanie miasta, wzorujące się na Poznaniu, świadczą o ambicjach panów Szamotuł.

Czasy świetności Świdwów Szamotulskich kończą się u progu XVI wieku. Północną część miasta przejmuje potężny ród Górków, ale o miasto, jak się wydaje, dbający mniej niż poprzedni właściciele. Świdwowie z południowej części Szamotuł podupadają, na początku lat 80. XVI wieku umiera ostatni Świdwa Szamotulski. Obie części miasta stają się własnością Rokossowskich. W kolejnych latach i wiekach Szamotuły oraz rozległe włości tzw. klucza szamotulskiego przechodzą w inne ręce: Korzbok Łąckich, Kostków, Mycielskich, pruskich rodzin: Brandtów, von Bethe i książąt Sachsen-Coburg-Gotha.

Szamotulscy ‒ założyciele Szamotuł i twórcy jego świetności ‒ odeszli w przeszłość. Choć pozostali w swoich dziełach, miasto o nich nie pamięta.

Agnieszka Krygier-Łączkowska

Bibliografia:

  1. Szamotuły. Karty z dziejów miasta, red. Antoni Gąsiorowski (A. Gąsiorowski, Wprowadzenie, T. Jurek, Średniowieczne Szamotuły i ich dziedzice), Szamotuły 2006.
  2. Słownik historyczno-geograficzny ziem polskich w średniowieczu, red. Tomasz Jurek, hasło: Szamotuły, edycja elektroniczna [http://www.slownik.ihpan.edu.pl/search.php?id=26400].
Szamotulscy2017-10-08T20:57:45+02:00

Pierwszy film kręcony w Szamotułach

Pierwszy film kręcony w Szamotułach

Od listopada 2012 roku na kanale YouTube można oglądać krótki filmik o Szamotułach, zatytułowany Szamotuły rok 1922. Ten sam film udostępnił regionalny portal szamotulok.pl. Czas trwania wynosi około 15 minut. Film cieszył się i cieszy się nadal dużą popularnością. Na jego temat pojawiło się wiele komentarzy wyrażających radość, zdziwienie, ale zawierających też wiele pytań na temat poszczególnych przedstawionych na filmie scen. Treść tych komentarzy skłoniła mnie do podjęcia próby analizy filmu.



Film, jak podaje tytuł, został nakręcony w roku 1922. Generalnie dotyczy on szamotulskiej Olejarni, a dokładniej czasów jej działalności po Powstaniu Wielkopolskim. Pragnę więc przedstawić historię pierwszego okresu jej istnienia.

Mamy rok 1910. Bracia Nathan, a właściwie jeden z nich o imieniu Moritz, buduje szamotulską Olejarnię. Należą do niej obiekty zlokalizowane przy ulicy Dworcowej, sięgające od tyłu do dzisiejszej ulicy Sportowej. Do Olejarni należał również młyn parowy i pokostownia, usytuowane również przy ulicy Dworcowej, ale w miejscu, gdzie znajduje się dzisiejsza „duża Biedronka”. Nathanowie to szamotulanie narodowości żydowskiej. W Szamotułach oprócz Olejarni posiadają jeszcze kilka kamienic przy Rynku i dzisiejszym placu Sienkiewicza, noszącym dawnej nazwę placu Kościelnego, a jeszcze wcześniej ‒ nazywanym Nowym Miastem.

Po I wojnie światowej i Powstaniu Wielkopolskim odradza się Rzeczpospolita Polska. Nathanowie nie akceptują tego faktu, odmawiają również przyjęcia polskiego obywatelstwa. Postanawiają więc opuścić Polskę i wyjechać do Niemiec. W związku z tym sprzedają swoje posiadłości, tj. Olejarnię oraz  swoje kamienice i prowadzone w nich interesy. Dzieje się to wszystko w roku 1920. Olejarnię kupuje Jan Kolipiński, przedsiębiorca z Pleszewa.  W roku 1921 Jan Kolipiński zawiązuje Towarzystwo Akcyjne, w którym ma większość udziałów. Uruchamia olejarnię, młyn parowy i pokostownię pod wspólną nazwą Olejarnia w Szamotułach – Spółka Akcyjna. Jako jej największy udziałowiec zostaje dyrektorem firmy. Zamieszkuje wraz ze swoją rodziną w dużej willi (kamienicy), należącej do zakładu, zlokalizowanej przy ulicy Dworcowej, tuż przy fabryce. Dzisiaj ten budynek ma numer 37 i jest własnością Wspólnoty Mieszkaniowej. Wówczas do willi należał piękny ogród, dobrze widoczny na tytułowym filmie.


Ul. Dworcowa ok. 1910 r. Źródło: Widoki Powiatu Szamotulskiego na starych pocztówkach. 1898-1945, Szamotuły 2016


Jan Kolipiński dyrektorował Olejarni z większymi czy mniejszymi sukcesami do roku 1930. W tym to roku Olejarnię przejmują bracia Borach, obywatele narodowości francuskiej. Ale o dalszych losach zakładu może w innej opowieści.

Pragnę jeszcze nadmienić, że Jan Kolipiński  był członkiem Rady Miejskiej w Szamotułach od 19 października 1926 roku do 26 kwietnia 1928 roku, kiedy to na własną prośbę rezygnuje z bycia jej członkiem.

To tyle w skrócie o początkach historii Olejarni. Dalej pragnę przedstawić i opisać to, co widać na kadrach filmu. Widoczna na filmie rodzina to na pewno bliscy dyrektora Jana Kolipińskiego. Budynek mieszkalny, który widać na kadrach filmu i z którego ludzie wychodzą do ogrodu, to wspomniana willa należąca do Olejarni (dzisiaj to Dworcowa nr 37).  Ludzie wychodzący z willi to najprawdopodobniej rodzina Jana Kolipińskiego wraz z nim samym. Nie wiem, który z panów to Jan Kolipiński. Wśród wychodzących do ogrodu osób mamy jeszcze księdza katolickiego. Nie wiem, czy to któryś z księży szamotulskich, czy też inny ‒ znajomy lub z rodziny. Przypomnę tylko, że w latach obejmujących czasowo ten film w Szamotułach prowadzili działalność duszpasterską następujący księża katoliccy: ks. radca Bolesław Kaźmierski (proboszcz kolegiaty szamotulskiej od 1913 roku), ks. dr  Władysław Śpikowski (mansjonarz od 19 VII 1925 do 01 VIII 1928 roku), ks. Antoni Brandt (mansjonarz i opiekun duchowy szamotulskiego „Przytuliska” od 01 XII 1925 do 01 VIII 1928 roku), ks. Aleksy Sobaszek (prefekt szamotulskiego Gimnazjum i kapelan „Domu Sierot”). Jeśli chodzi o osoby związane z kościołem katolickim, to w towarzystwie wspomnianego księdza widzimy jeszcze siostry zakonne ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi, prowadzące „Dom Sierot”.

Jeszcze kilka uwag o samej willi Kolipińskiego. Od strony podwórzowej, ogrodowej nad wyjściem, na piętrze widać duży balkon wsparty na kolumnach, filarach. Od strony frontowej widzimy okazałe wejście do willi od strony ulicy. Współcześnie budynek ten stosunkowo niewiele się różni. Zmienione jest wejście od strony frontowej, brak okazałego parkanu od frontu oraz ładnego ogrodu z tyłu budynku. Obecnie budynek sprawia wrażenie zaniedbanego, z przyniszczoną elewacją.


Kadr z omawianego filmu. Z tyłu budynek szkoły (w budowie) i Dom Dziecka


Podczas dalszego oglądania filmu widzimy w tle budynek „Domu Sierot”, powstały w roku 1912, oraz budynek Szkoły Powszechnej w stanie niewykończonym, bez okien (dziś Szkoła Podstawowa nr 1). Widok szkoły z kadrów filmu pozwala odnieść się do daty powstania filmu.

Otóż kilka zdań o samej szkole. Budowę  Szkoły Powszechnej rozpoczęto w roku 1925. Postępowała ona jednak bardzo wolno, a to z powodu niewystarczających środków finansowych, niedostatecznych lub w ogóle braku subwencji ministerialnych. Roboty budowlane prowadzone przez władze Szamotuł w innych częściach miasta pochłaniały wiele środków z kasy miejskiej. Dlatego brakowało ich w dostatecznej  ilości, aby w szybszym tempie prowadzić budowę szkoły. W czerwcu 1927 roku Magistrat ogłosił przetarg publiczny na roboty wykończeniowe w powstającej szkole. I z tego też okresu, z lata 1927 roku, moim zdaniem musi pochodzić omawiany film, na którym widzimy niewykończony budynek Szkoły Powszechnej. W związku z tym faktem tytuł filmu powinien brzmieć: Szamotuły rok 1927. Szkołę oddano do użytku w roku 1928. Jej poświęcenia dokonał ks. radca Kaźmierski w dniu 18 września 1928 roku, natomiast naukę rozpoczęto dnia 11 września.

Można w tym miejscu wspomnieć o zabawnym zakładzie pomiędzy burmistrzem Schollem a przedsiębiorcą szamotulskim, Herbertem Koerplem. Zakład dotyczył tego, kto pierwszy ukończy swoją budowę, czy pierwsza uruchomiona zostanie szkoła czy młyn. Ale o wyniku zakładu może przy innej okazji.


Olejarnia, oddział II w okresie międzywojennym, zdjęcie ze zbiorów Biblioteki Publicznej Miasta i Gminy Szamotuły


Na kolejnych kadrach filmu oglądamy wizytę rodziny Kolipińskich na terenie obiektów tzw. Oddziału II Olejarni, tj. młyna parowego, pokostowni i willi mieszkalnej kierownika technicznego zakładu. Wszystko to, jak już wspomniałem, znajduje się przy ulicy Dworcowej, na tyłach pomiędzy ówczesnym Starostwem a klasztorem. Współcześnie nie ma już willi kierownika technicznego Olejarni. Na jej miejscu stoi obecnie jeden z budynków Urzędu Miasta i Gminy w Szamotułach, wcześniej będący siedzibą administracji Powiatowego Związku Gminnych Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” w Szamotułach. Wyburzono również część budynków produkcyjnych  II Oddziału Olejarni. Na ich miejscu stoi obecnie „Biedronka”. Pozostała część budynków w niewielkim stopniu zmieniła swój wygląd.


Za budynkiem Landratury (Starostwa, dziś Urząd Miasta i Gminy) dom kierownika technicznego Olejarni. Pocztówka z ok. 1910 r., ze zbiorów Biblioteki Głównej UAM


Na filmie mamy jeszcze przemarsz drużyn Bractwa Strzeleckiego (Braci Kurkowych) na strzelnicę, która znajdowała się przy ówczesnej ulicy Strzeleckiej, dzisiejszej Wojska Polskiego, przy szamotulskim „Jeziórku”. Na terenie tego obiektu znajdowały się jeszcze restauracja oraz łazienki miejskie. Ale „Strzelnica”, jej otoczenie i historia to temat do innej opowieści. Wymienię może tylko Królów Kurkowych z lat opisywanego filmu. I tak Królami Kurkowymi byli: w roku 1925 Stefan Huttner,  w roku 1926 Walenty Pawłowski, w roku 1927 Tadeusz Białasik i w roku 1928 Maksymilian Tschirner.

Jednym z ostatnich obrazów filmu jest wjazd pociągu na peron szamotulskiego dworca. Widzimy wysiadających i idących po peronie podróżnych. Myślę, że w większości to szamotulanie. Jednym z nich jest prawdopodobnie szamotulski lekarz, który trzyma w ręce charakterystyczną lekarską torbę. Nadmienię tylko, że szamotulski dworzec wybudowano w roku 1848, kiedy to oddano do użytku tor kolejowy z Poznania w kierunku Krzyża.

To tyle o filmie. Wdzięczny będę za wszelkie uwagi odnośnie mojego komentarza.

Jerzy Wachowiak

Szamotuły, 5 października 2017 r.

Dziś

Dworcowa 37:

Zdjęcie z 2010 r.







Zdjęcia z 2017 r.

Dawna Olejarnia, Oddział II, ul. Dworcowa 24:



Przebudowany dom kierownika technicznego


Zdjęcia: Fotopolska i Agnieszka Krygier-Łączkowska

Jerzy Wachowiak

Znawca i miłośnik regionu.

Z zawodu elektryk, obecnie na emeryturze.

Pierwszy film kręcony w Szamotułach2025-08-28T21:53:27+02:00

Budynek dawnego Liceum

Cykl: Kiedy myślę: Szamotuły…

Budynek dawnego Liceum

Kiedy myślę „Szamotuły”, widzę stary budynek Liceum Ogólnokształcącego, gdzie przeżyłam cztery fantastyczne lata 1963-1967.  W  czternastolatce z Ostroroga, gdzie cała szkoła  składała się z pięciu izb lekcyjnych, piętrowy gmach liceum budził respekt. Tym bardziej, że w swoim domu dużo słyszała o tej szkole. Przed wojną jedną klasę gimnazjum skończyła jej Mama Irena. W latach 50., do szamotulskiego ogólniaka dojeżdżała młodsza siostra Mamy Aleksandra. A jej mała siostrzenica Irena z wypiekami na twarzy słuchała opowieści o szkole i z nabożeństwem dotykała książek i zeszytów… We wrześniu 1963 roku ze swoimi książkami i zeszytami, w granatowym fartuszku z podszewki, z białym kołnierzykiem, czternastolatka z Ostroroga zaczynała swoją czteroletnią przygodę z szamotulskim liceum.

Koledzy z Szamotuł dobrze znali szkołę, wiedzieli, gdzie się do niej wchodzi, niektórzy znali nawet nauczycieli. Nasza piątka nowicjuszy z Ostroroga: Basia Pałubicka, Benia Dondajewska, Stasiu Sibilski i Marian Greczka miała kolegów w starszych klasach liceum i to za nimi w pierwszych dniach do szkoły szliśmy. A potem trzeba było samodzielnie poznawać zakamarki sędziwego gmachu.

Wtedy, w latach 60., do szkoły wchodziło się przez boisko. W suterenach była szatnia i mała sala, gdzie w sezonie zimowym żona pana woźnego sprzedawała kawę w cenie 20 groszy za kubek. Zabielana mlekiem zbożówka z cukrem miała niepowtarzalny smak. Była dodatkiem do kanapek zabranych z domu. Na kawie można było spotkać ludzi z różnych klas, pogadać, zawrzeć nowe znajomości.

Szkolne korytarze były długie i ponure, z oliwionymi czarnymi podłogami. W czasie przerw zamieniały się w „spacerniaki”. Uczniowie parami spacerowali wokół korytarza, a dyżurny profesor stał i pilnował, żeby nikt spaceru nie zakłócił.

Po dzwonku towarzystwo rozchodziło się do klas. Nie było jeszcze wtedy pracowni do każdego przedmiotu. Klasy były przypisane do pomieszczeń i to nauczyciele się przemieszczali. Pamiętam, że w klasie VIII mieliśmy salę z jednym oknem na parterze. W klasie XI byliśmy dwa piętra wyżej w sali przy auli.


Budynek późniejszego Gimnazjum  i Liceum przed rokiem 1918 (wówczas Landwirtschaftsschule, czyli Szkoła Agronomiczna), pocztówka sprzed 1918 r. Reprodukcja akwareli Wacława Masłowskiego – malarza, nauczyciela szamotulskiego gimnazjum, opublikowana w szkolnym czasopiśmie „Z Grodu Halszki” w 1929 r.


Na drugim piętrze z prawej strony klatki schodowej był gabinet fizyczny. To tam czasem chodziło się na fizykę. Wisiał tam wielki zegar, dzięki któremu się wiedziało, jak długo profesor może jeszcze pytać. Na boisku był pawilonik, a w nim sala sportowa, gdzie przeważnie grało się w siatkówkę albo skakało przez kozła. Sala też była przeżyciem, w Ostrorogu ćwiczyło się w klasie albo na korytarzu. Nad salą znajdowała się pracownia biologiczna z różnymi szkieletami, wypchanymi ptakami i planszami. Zapoznałam się z nimi bliżej, przygotowując się do matury ustnej z biologii. Był jeszcze niewielki gabinecik chemiczny, gdzie mieściła się tylko grupa i był możliwy tylko pokaz. Nie pamiętam, żeby uczniowie sami robili doświadczenia.

I aula, która wydawała mi się taka duża. To tu odbywały się zebrania, wywiadówki, koncerty Filharmonii Poznańskiej oraz akademie „ku czci”. Kiedy już się w szkole zadomowiłam, często na tej scenie szkolnej recytowałam czy śpiewałam, walcząc z tremą, co mi się potem bardzo w życiu przydało.

Aula była miejscem niezwykłym, kiedy odstawiono krzesła pod ściany, stawała się salą balową, gdzie odbywały się studniówki i bale maturalne. Kiedy stoliki ustawiono, stawała się salą egzaminacyjną. W czerwcu 1967 roku w tej auli wręczono nam świadectwa maturalne i wypuszczono w świat. Kiedy 20 lat później spotkaliśmy się w szkole, obiegłam wszystkie klasy oraz aulę, toalety, boisko, zerknęłam nawet za płot nad Samę, gdzie niektórzy biegali w przerwę na papierosa. I wróciły wspomnienia. Teraz minęło kolejnych 30 lat od matury. W sumie pół wieku.

Ale  dla mnie stary budynek liceum przy rynku był i nadal jest miejscem magicznym. I to on otwiera moją subiektywną Top Listę ulubionych  szamotulskich miejscówek. Kiedy przejeżdżam przez szamotulski rynek, zawsze mój wzrok biegnie ku temu sędziwemu gmachowi, w którym spotkałam tylu fantastycznych ludzi i otrzymałam tyle pozytywnych narzędzi do kreowania swojego życia.

Irena Kuczyńska z domu Leśna

O ludziach, którzy tworzyli społeczność liceum w latach mojej edukacji, napiszę  przy innej okazji.

Pleszew, 4.10.2017 r.


Budynek w latach 40. XX w. – prawdopodobnie zdjęcie z czasów okupacji z przerobioną graficznie flagą. Źródło – kronika szkoły

To już czasy, kiedy Liceum Ogólnokształcące przeniosło się do nowego budynku – początek lat 80. XX w. W tych latach mieściła się tam Szkoła Podstawowa nr 4.


Po likwidacji Szkoły Podstawowej nr 4 w budynku działało Gimnazjum nr 1, obecnie jest to jeden z gmachów Szkoły Podstawowej nr 2 im. Marii Konopnickiej

Zdjęcia współczesne – Jan Kulczak, Andrzej Bednarski i Fotopolska

Irena Kuczyńska z domu Leśna

Urodzona w Ostrorogu, absolwentka szamotulskiego liceum (1967).

Emerytowana nauczycielka języka rosyjskiego w pleszewskim liceum, dziennikarka, blogerka (http://irenakuczynska.pl/).

Budynek dawnego Liceum2025-08-24T18:44:27+02:00
Go to Top