26 stycznia 1945 r.

Wyzwolenie Szamotuł spod okupacji niemieckiej

Wydarzenia istotne dla danych społeczności przedstawiają i oceniają z perspektywy czasu historycy. Ogromne znaczenie mają jednak także relacje ludzi współczesnych, pisane bez dystansu, odzwierciedlające emocje i nadzieje tamtego czasu.

Część 1. Kronika szkolna

Dawne kroniki Szkoły Podstawowej nr 2 (wcześniej nazywanej elementarną szkołą katolicką i publiczną szkołą powszechną) pisali jej kierownicy. W latach 1929-47 robiła to ówczesna kierowniczka Antonina Nowicka. Jej zapisy są bardzo szczegółowe i nie ograniczają się do prezentowania wydarzeń związanych z życiem szkoły. Kronika Szkoły staje się w pewnym sensie kroniką miasta.



Ucieczka Niemców przed zbliżającym się wojskiem rosyjskim rozpoczęła się w sobotę, dnia  20 stycznia 1945 r. Już od rana przejeżdżały przez miasto samochody i wozy z uciekinierami. Wieczorem tego samego dnia, zebrali się Niemcy miejscowi z tobołami i walizkami w Rynku i tam czekali przy silnym mrozie na wozy, które miały ich zawieźć do Niemiec. Przez dni następne sunęły się potem bezustannie ulicami miasta ciężko naładowane wozy z uciekającymi Niemcami. Polacy patrzeli na to z radością pełni nadziei lepszego jutra. I dziwnie w czasie okupacji niejeden z Polaków życzył sobie nadejścia chwili takiej, gdy będzie mógł równą miarą oddać za krzywdę swą komukolwiek bądź z Niemców. A teraz , gdy Niemcy byli słabi i przestraszeni, żadna ręka Polaka nie podniosła się na nich. Litość schwyciła za serce na widok zmarzniętych półżywych od mrozu i głodu dzieci niemieckich. I niejedna matka Polka dająca się uwieść czysto ludzkim współczuciem podała mleka lub gorącej kawy dzieciom wroga, który nie miał litości dla dzieci polskich.


Antonina Nowicka na zdjęciach z kroniki szkolnej – 1937 i 1947 (na pierwszej fotografii 1. z prawej, na drugiej 3. z lewej)


W niedzielę, dnia 21 stycznia 1945 odbyło się w mieszkaniu p. Jana Ciupki pierwsze tajne zebranie, na którym omówiono wszystkie sprawy dotyczące zorganizowania władz polskich. Już w poniedziałek dnia 22 stycznia po ucieczce policji niemieckiej przystąpili p. Jan Ciupka i nauczyciel p. Józef Scholl, syn śp. Burmistrza Konstantego Scholla, za zgodą Gestapo do zorganizowania milicji obywatelskiej, nazwanej przez Gestapo „Polnischer Ordnungdienst” . Nauczyciel p. Henryk Przybylski rozpoczął w tym samym dniu organizowanie powiatowego urzędu aprowizacyjnego i gospodarczego.

Dnia 26 stycznia nareszcie nadszedł dzień oswobodzenia  miasta spod okupacji niemieckiej. Walka trwała krótko. O godzinie 17.30 wkroczyły na ul. Lipową i Nowowiejską pierwsze czujki armii rosyjskiej. Rynek został obsadzony o godzinie 18.45. O godzinie 20.00 rozpoczęła się na ulicy Dworcowej i w Rynku ostra strzelanina, gdyż w tej chwili dwa czołgi niemieckie przedzierały się przez Rynek. Mały oddział Niemców podszedł pod ratusz i kilkunastu SS-manów wyskoczyło z przyległych domów. Niedługo trwała ta walka.  O godzinie 21.00 już Szamotuły były wolne i żołnierze radzieccy opanowali miasto przywitani radośnie przez Polaków. W dniach następnych przemaszerowały przez miasto, owacyjnie przyjmowane oddziały piechoty i siły zmotoryzowane armii rosyjskiej.

Dnia 28 stycznia przybył do miasta major rosyjski Kazanow. Przywitał go Józef Scholl w imieniu komitetu obywatelskiego. Na jego zarządzenie została kolegiata otwarta. Ksiądz proboszcz Zamysłowski odprawił mszę świętą dziękczynną (o ks. Tadeuszu Zamysłowskim z Otorowa, który w czasie, gdy Niemcy zamknęli inne kościoły, posługiwał także w Szamotułach, można przeczytać w tekście  http://regionszamotulski.pl/wojenne-losy-kwiatkowskich-z-otorowa/).

W innych źródłach można znaleźć informację, że Niemcy planowali pierwotnie wysadzić zakłady przemysłowe i mosty. W czasie walki na terenie miasta zginęło ok. 18 Niemców oraz (od zabłąkanej kuli) jedna Polka.

Dnia 2 lutego odbyło się w starostwie zebranie konstytucyjne władz. Na zebraniu tym był obecny komendant wojenny powiatu major Bronnikow.

Wybrano:
nauczyciela p. Józefa Scholla – starostą powiatowym
p. Franciszka Fabisa – pierwszym zastępcą starosty
p. Ludwika Szuflaka – drugim zastępcą starosty
p. Andrzeja Polusa – burmistrzem miasta Szamotuł
p. Grońskiego – zastępcą burmistrza
p. Wacława Szemborskiego – komendantem powiatowym milicji obywatelskiej
Tadeusza Rataszewskiego – kierownikiem urzędu skarbowego
p. Gerarda Kaczmarka – inspektorem szkolnym
p. Bredowa – komendantem miejskiej milicji obywatelskiej
p. Henryka Przybylskiego – kierownikiem powiatowego urzędu gospodarczego.

Dnia 3 lutego uruchomiono urząd pocztowy elektrownię i wodociągi. Dnia 5 lutego ogłoszono odezwę do nauczycielstwa z podpisami inspektora szkolnego p. Kaczmarka i starosty p. Scholla. Nauczycielstwo mieszkające w Szamotułach lub okolicy zgłosiło się natychmiast do pracy, za którą tęskniło przez pięć i pół roku niewoli.

Obchody 23. rocznicy wyzwolenia Szamotuł – kino, 1968 r. Na zdjęciach mjr Grigorij Kuźmicz Bronnikow – komendant wojenny na powiat i miasto Szamotuły. Kronika Miejskiej Rady Narodowej (fotografia reprodukcyjna – Ireneusz Walerjańczyk)

Część 2. Fragmenty spisanych po latach wspomnień szamotulan

Henryk Ludek i Tadeusz Słomiński w latach okupacji byli dziećmi, obaj mieszkali w domu na rogu Lipowej i Obornickiej. 26 stycznia ok. godz. 18.00 pojawiły się tam pierwsze czujki Armii Czerwonej.

Henryk Ludek:

W dniu 26 stycznia 1945 r. wieczorem siedzieliśmy w piwnicy domu, gdzie mieszkaliśmy. W piwnicy tej siedzieli chyba wszyscy mieszkańcy kamienicy, a zwłaszcza kobiety i dziewczyny. W pewnym momencie ktoś zapukał do drzwi. Do środka weszło 4 żołnierzy radzieckich. Spytali, czy mamy spirytus. Nikt nie miał alkoholu i dlatego matka poczęstowała ich kawą lub herbatą. Wypili, pokręcili się jeszcze i wyszli.

Będąc jeszcze w piwnicy, usłyszeliśmy jeden głośny wystrzał armatni. To strzelono z niemieckiego czołgu, który znajdował się w rejonie mostu na ul. Poznańskiej. Pocisk trafił w dach domu u wylotu ul. Wronieckiej na Rynek, tam gdzie dziś jest Rossmann. Był to nieduży parterowy dom, ze spadzistym dachem. Pamiętam jak następnego dnia chodziliśmy oglądać dziurę w dachu, którą spowodował wybuch pocisku. Mieszkający tam p. Władysław Kałka wskutek tego stracił rękę.

Most na ul. Poznańskiej w obecnej postaci został pozostawiony dobrze po wojnie, wtedy był jeszcze drewniany. Po przejeździe niemieckich czołgów był już  niestabilny i się kołysał. 

Pamiętam zabitych niemieckich żołnierzy. Dwóch leżało przed budynkiem dawnej szkoły zawodowej na ul. Kołłątaja (w tym miejscu teraz jest trawnik i krzewy),  inny leżał na samym Rynku, przy zegarze. Zwłoki  znajdowały się w tych miejscach może 2-3 dni i były systematycznie odzierane  z wyposażenia, butów itp. Później ktoś ich pozbierał.

Tadeusz Słomiński:

Zima była bardzo sroga. Przez wiele dni leżał i sypał śnieg. Mróz był bardzo srogi. Śniegu były bardzo dużo. W tych dniach styczniowych obserwowaliśmy, że cały dzień i noc jechały wozy konne naładowane dobytkiem. Szły krowy, konie, na wozach dzieci i dorośli. Mówili w obcym nam języku (niemieckim). Wozy jechały i w dzień i w nocy przez kilka dni. Karawany jechały od strony Obornik. Pamiętam, że w czasie ostatnich dni przed wyzwoleniem musieliśmy chować się do piwnic przed nalotami samolotów, ich warkot był złowieszczy…

Nastał dzień 26.01. Był wczesny poranek, gdy na podwórze wtargnął oddział żołnierzy, około 20, ubranych w białe mundury, z bronią której się bardzo wystraszyliśmy i po niemiecku zawołali wuja Sylucha, pana Ratajczaka i pana Kurowskiego – sąsiadów. Rozkazali im szukać pilnie rowerów. Długo ich nie było, po prostu uciekli.. Niemcy sami znaleźli rowery i w godzinach popołudniowych zwartą grupą (małym oddziałem) ruszyli w pośpiechu w stronę Obornik. Właśnie z tamtej strony było słychać wystrzały, dlatego nie ruszaliśmy się z domów.

Ojciec z wujem zdjęli deski ze stołu i zabezpieczyli okna przed strzałami, gdyż usłyszeliśmy od sąsiadów, że zbliżają się wojska. Mnie ojciec kazał przejść do sąsiadów piętro niżej, do pana Edka Ratajczaka. Najpierw nasłuchiwaliśmy, a potem zrobiła się wielka wrzawa, strzały na wiwat. Było już ciemno, ale też zimno. Babcia z mamą wyszły przed dom z dzbankami ciepłej kawy i herbatą. Od Obornik zbliżał się oddział konnicy, mundury nie polskie, później mówiono, że to Rosjanie. Zrobiło się wokoło nas tłocznie, pierwsze pytania były, czy są Niemcy. Żołnierze rozbiegli się po korytarzu, by sprawdzić, a następnie rozlokowali się wokoło. Oddział koni mógł liczyć koło 20 sztuk. Tak pamiętam wieczór…, rano szły oddziały wojsk, przesuwały się w stronę rynku, gdzie też zajęły miejsca odpoczynku. To były pierwsze dni wolności od niemieckiej okupacji.



Część 3.

W Szamotułach za 1. dzień wolności po zakończeniu okupacji niemieckiej uznano 27 stycznia. Taką nazwę nadano ulicy (bocznej od Kiszewskiej). W 2018 r. – dla uczczenia powstania wielkopolskiego – zmieniono ją na 27 Grudnia 1918 r. Zastosowano tu ustawę dekomunizacyjną z 2016 r., nakazującą, by osoby, wydarzenia i daty związane z komunizmem nie były upamiętniane w nazwach ulic.