Michalina Kruszona z domu Ciborek (1868-1951), zdjęcie z ok. 1939 r.

Dokument ślubu, wydany w 1927 r.

Antoni Kruszona (1899-1918)

Świadectwo chrztu Zygfryda Kruszony, wydane w 1914 r. (na dole podpis zasłużonego szamotulskiego proboszcza Bolesława Kaźmierskiego)

Przedwojenny dowód osobisty Walentego Kruszony

Dokumenty Walentego Kruszony z czasów okupacji

Walenty Kruszona w latach okupacji (widoczna naszywka „P” – „Pole”)

Stefania i Walenty Kruszonowie z Andrzejem w parku Sobieskiego w Szamotułach, 1946 r.

Stefania i Walenty Kruszonowie z Andrzejem, ok. 1950 r.

Dokument wydany przez Centralę Odpadków Użytkowych

Andrzej Kruszona na terenie punktu skupu surowców wtórnych

Andrzej Kruszona z siostrą

Widok z okna mieszkania rodziny Kruszonów przy ul. Braci Czeskich – ówczesny plac targowy, do II wojny miejsce, w którym stała synagoga.

Dom przy ul. Braci Czeskich 9, wcześniej Szeroka 14/15. O historii domu można przeczytać w artykule Andrzeja J. Nowaka http://regionszamotulski.pl/andrzej-j-nowak-norman-sherran-w-poszukiwaniu-korzeni/.


Zdjęcia i dokumenty rodzinne udostępnił Andrzej Kruszona

Korzenie szamotulskiego artysty Andrzeja Kruszony

W mieszkaniu Andrzeja Kruszony jest dużo pamiątek z przeszłości. Część z nich wiąże się z zainteresowaniami artystycznymi właściciela – plastycznymi i muzycznymi. Andrzej Kruszona to przecież znany witrażysta oraz muzyk, propagujący folklor szamotulski, ale nie tylko. Szczególne miejsce zajmują pamiątki rodzinne: zdjęcia, przechowywane starannie dokumenty z różnych czasów.

Najstarszy dokument, już prawie nieczytelny, dotyczy Gabriela Kruszony, po którym została legitymacja wojskowa z 1817 roku i żadnych innych szczegółów − kim był, gdzie mieszkał. Dużo więcej wiadomo o Andrzeju Kruszonie, dziadku Andrzeja − witrażysty, i o Michalinie z domu Ciborek − babci. Andrzej urodził się w Kąsinowie pod Szamotułami w 1863 r., w dokumentach znajdujemy także imiona jego rodziców: Antoni Kruszona i Nepomucena z domu Kosicka.

Dziadek Andrzej był postacią niezwykle interesującą. W młodości pływał na statkach, odbył wiele podróży dalekomorskich. Dotarł nawet do Chin, skąd przywiózł cały serwis z delikatnej porcelany i szufelka ze szczoteczką do zmiatania okruchów ze stołu. W dzisiejszych Szamotułach na pewno jest grupa osób, która odwiedziła kiedyś Państwo Środka, ale wtedy, w końcu XIX w.,  najprawdopodobniej był jedyny.

W dokumentach związanych z żoną Andrzeja – Michaliną, urodzoną w 1868 r., odnotowano jako miejsce urodzenia: Świdlina. Od drugiej połowy lat 20. XX w. to obszar należący do Szamotuł, wcześniej Świdliną (Świdlinami albo Świdlinem) nazywano teren za kościołem św. Krzyża w stronę dworca kolejowego (tę część włączono do Szamotuł na początku XX wieku), a także okolice dzisiejszej ul. Wojska Polskiego, Bolesława Chrobrego i między Sportową a Lipową. 

Andrzej i Michalina pobrali się w 1889 r., jakiś czas po ślubie zamieszkali przy ul. Nowowiejskiej 23 (dziś Nowowiejskiego 7) na parterze w nowym domu z czerwonej cegły, którego właścicielem był adwokat Kierski. Z oszczędności Andrzeja małżonkowie urządzili się – jak na tamte czasy – całkiem zamożnie.


Kamienica – ul. Nowowiejskiego 7, dawniej Nowowiejska 23. Źródło Fotopolska


Na świat zaczęły przychodzić dzieci – w sumie dziesięcioro. Najmłodszy był Walenty – ojciec współczesnego Andrzeja Kruszony – witrażysty i muzyka. Utrzymać taką gromadę nie było łatwo, a czasy były trudne. Andrzej zatrudnił się w rzeźni miejskiej przy ul. Wodnej. Liczył na to, że pracując w takim miejscu, uda mu się czasami uzyskać trochę mięsa, którym będzie mógł wyżywić rodzinę. Mówiąc wprost – zdarzało mu się coś czasem dla rodziny z zakładu wynieść, a że kradzież to grzech, musiało to wrócić w czasie sakramentu pokuty. Problem ten rozumiał jednak ks. Walenty Kryzan, który w latach 1896-1907 był w szamotułach wikariuszem, a po śmierci proboszcza ks. Tertuliana Wilczewskiego w 1907 roku przez rok administrował parafią. Kiedyś – gwarą – powiedział Andrzejowi wprost: „Nie bydziesz krod, nie bydziesz jod”. Andrzej zapamiętał księdza Kryzana jako człowieka rozumiejącego problemy licznych wówczas rodzin. Kiedy więc – w 1911 roku – przyszło mu podać imię kolejnego, już dziesiątego, potomka, przypomniał mu się ks. Kryzan. I tak został on Walentym. To najmłodsze dziecko ojca nie zdążyło już jednak zapamiętać, bo Andrzej, urodzony w roku powstania styczniowego, zmarł w roku wybuchu I wojny światowej, a dokładniej 27.06.1914 roku − dzień przed zamachem na arcyksięcia Franciszka Ferdynanda w Sarajewie.

Po trudnych czasach przyszły czasy jeszcze cięższe. Część dzieci wprawdzie już dorastała, Michalinie, wdowie po Andrzeju, było jednak bardzo trudno utrzymać pozostałą gromadkę i wyprzedawała domowe sprzęty. Do współczesności nie dotrwało też nic z serwisu z cieniutkiej, niemal przezroczystej porcelany.  


Antoni Kruszona pisze list do ukochanej. Zdjęcia-pocztówki, które żołnierze mogli wysłać do rodzin, były w czasie I wojny światowej bardzo popularne.


Końca I wojny światowej nie doczekał jeden z synów – Antoni (ur. 1899), który wcielony do armii niemieckiej, poległ w czasie tzw. drugiej bitwy nad Marną w 1918 roku. Został po nim krzyż żelazny i spisywane przez niego wojenne pieśni. Drugi syn – Zygfryd (ur. 1901) w lutym 1919 roku jako ochotnik wstąpił do tworzącego się, już polskiego, lotnictwa wojskowego na poznańskiej Ławicy. W czasie powstania wielkopolskiego Polacy zdobyli na niemieckim wojskowym lotnisku na Ławicy i w hangarach na Winiarach duże ilości sprzętu i części zamiennych. Część samolotów była jednak mocno zużyta. Samolot, którym leciał Zygfryd Kruszona, uległ awarii silnika. Udało mu się wyskoczyć, jednak poważnie został ranny w nogę. Lekarze chcieli przeprowadzić amputację, a 18-letni Zygfryd nie wyobrażał sobie dalszego życia bez nogi. Dalszego życia jednak i tak nie było, bo przyszło zakażenie, a w konsekwencji śmierć.


Legitymacja lotnika


Najstarsza z córek, Franciszka, jeszcze przed I wojną światową wyszła za dużo starszego od niej Niemca − Paula Neumanna i oboje wyjechali z Szamotuł w głąb Niemiec. W pewnym okresie panowała tam tak straszna bieda, że rodzina z Szamotuł wysyłała do nich paczki żywnościowe.

Najmłodszy Walenty po ukończeniu szkoły powszechnej zaczął uczyć się handlu. Najpierw kształcił się jako przyszły drogerzysta w drogerii Franciszka Kempińskiego przy Rynku (wcześniej firma należała do A. Majchrzaka). Dawne drogerie wyglądały inaczej niż współczesne, oprócz kosmetyków i środków czystości kupowało się w nich leki dla ludzi i zwierząt, różne artykuły chemiczne, można było zlecić także wykonanie odbitek fotograficznych.

Po jakimś czasie Walenty zmienił branżę. Najdłużej pracował w dużym sklepie żelaznym, czyli z artykułami metalowymi, który mieścił się przy Rynku w miejscu dzisiejszej księgarni. W czasie okupacji w sklepie tej samej branży pracował u Niemca Arthura Schönberga. Pod konie 1943 roku został wywieziony na roboty do miejscowości Dannenberg w Dolnej Saksonii.


Walenty Kruszona (1. z prawej) w pracy. Szamotuły, 1943 r.


Zanim to jednak nastąpiło, Walenty spotkał się w Szamotułach z siostrzeńcem Erichem Neumannem. Wcielony do Wehrmachtu, Erich walczył na froncie wschodnim. Został ranny w kolano i wysłano go z powrotem do Reichu. Podróżował pociągiem w mundurze Wehrmachtu, w drodze postanowił odwiedzić babcię Michalinę Kruszonę i rodzinę w Szamotułach. W czasie tej wizyty przyszło mu do głowy, aby wybrać się do kina. Zabrał tam  swojego wujka Walentego − niemal rówieśnika. Przed seansem pokazywano krótki film dokumentalny o sukcesach armii hitlerowskiej. Propagandowy obraz wojny tak dalece odbiegał od znanej Erichowi rzeczywistości, że głośno skomentował: „Quatsch!” [„Bzdura”]. Sala wypełniona była Niemcami, nikt jednak nie odezwał się ani nie zaprotestował.


Interesujący dokument z VI 1945 r., podpisany przez ówczesnego szamotulskiego burmistrza Andrzeja Polusa


Po wojnie Walenty Kruszona wrócił do rodzinnego miasta i założył pierwszy w Szamotułach punkt skupu surowców wtórnych przy ul. Młyńskiej, należący do Centrali Odpadków Użytkowych. W nowym ustroju planowe gospodarowanie i kontrola objęła wszystkie dziedziny, Walenty otrzymał z Centrali upoważnienie do „kontroli gospodarki makulaturą we wszystkich uspołecznionych przedsiębiorstwach, […] instytucjach i organizacjach […] na terenie powiatu”. Przez jakiś czas pracował też w Gubinie jako kierownik stołówki zakładów wojskowych, potem znów w Szamotułach − w tym samym charakterze w stołówce dla uczniów technikum rolniczego, które wówczas mieściło się w Zamku Górków. W powojennej rzeczywistości wielokrotnie miał problemy wynikające z postawy politycznej. Pod wpływem nacisków, że „gdzieś należeć trzeba” znalazł się w Polskim Stronnictwie Ludowym, wtedy jeszcze opozycyjnym wobec Polskiej Partii Robotniczej. Kiedy ugrupowanie to stało się jedynie „przybudówką” partii komunistycznej, w ogóle zaprzestał jakiejkolwiek aktywności i w 1950 r. został usunięty ze stronnictwa, wtedy już noszącego nazwę Zjednoczone Stronnictwo Ludowe. Potem wielokrotnie próbowano skłonić go do wstąpienia do PZPR-u.

Przed wojną Walenty nie zdążył założyć rodziny, w momencie jej zakończenia miał już 34 lata. Wkrótce po powrocie do Szamotuł poznał o 10 lat od siebie młodszą Stefanię Kwaśniewską. Przyjechała w te strony z Jasła razem z rodziną wuja, która uciekła z dawnych Kresów Południowych przed ukraińską rzezią. Zamieszkali w Gaju Małym, a Stefania pomagała im urządzić się w nowym miejscu.

Walenty i Stefania pobrali się w 1946 roku. W tym samym roku na świat przyszło ich pierwsze dziecko − syn Andrzej. Potem − w odstępach kilkuletnich − urodziły się dwie córki: Aniela (ur. 1952, Warnatz-Gutowska, mieszka w Warszawie) i Anna (ur. 1960, po mężu Janasiak). Rodzina mieszkała w małym mieszkaniu na drugim piętrze przy ul. Szerokiej 14/15 (dziś Braci Czeskich 9), na rogu z Piekarską.


Walenty (1911-1978) i Stefania (1921-2005) Kruszonowie z synem Andrzejem, matką Walentego – Michaliną i siostrą Wiktorią (1906-1972), 1947 r.


W tym budynku w piwnicy w 1968 roku stanął pierwszy piec witrażowniczy: do wypalania szkła i wpalania farb szkliwionych. Po sześcioletniej nauce u szamotulskiego mistrza witrażysty Józefa Elsnera Andrzej Kruszona zdecydował się wówczas założyć własną pracownię witraży. Drugim mistrzem i przyjacielem stał się dla niego artysta plastyk Marian Schwartz z Obrzycka (1906-2001), z którym współpracował blisko 34 lata. Andrzej Kruszona był wykonawcą większości projektów autorstwa Schwartza. Uczył się też od niego zasad i techniki sztuki sakralnej. Z czasem zaczął także sam projektować witraże. 

W ciągu kilkudziesięciu lat Andrzej Kruszona stworzył ogromną ilość witraży: od niewielkich po monumentalne, różnego typu: figuralne, ornamentowe i geometryczne, przeznaczone do kościołów z różnych epok. Podziwiać je można w około 250 obiektach sakralnych w całej Polsce. W samych Szamotułach jest ich niewiele − w kaplicy Matki Bożej w kościele św. Krzyża (według projektu Mariana Schwartza). Spośród miast, w których znajdują się jego prace, można wymienić Pieniężno, Dziwnów, Golczewo koło Nowogardu, Krzyż Wielkopolski, Ślesin koło Nakła, Gozdowo koło Wrześni, Gdynię Obłoże, Wielichowo, Jastrowie, Inowrocław, Zieloną Górę, Połczyn Zdrój, Ustkę, Świdwin, Santok, Choszczno i wiele innych. Najwięcej witraży wykonał do kościoła św. Mikołaja w Wałczu. Andrzej Kruszona nie tylko od ponad półwiecza tworzy nowe witraże, ale w przeszłości przeprowadził także wiele rekonstrukcji i renowacji prac dawnych artystów. Od połowy lat 70. jego pracownia mieści się przy ul. Kiszewskiej.


W 2017 r. Andrzej Kruszona otrzymał nominację do Nagrody Głównej Wielkopolskiego Towarzystwa Kulturalnego; jego kandydaturę zgłosiło Towarzystwo Miłośników Ziemi Wronieckiej, z którym od kilku lat współpracuje. Na zdjęciu od lewej: Paweł Bugaj – prezes TMZW, Andrzej Kruszona, Aleksandra Kamińska-Rykowska (również nominowana do tej nagrody) i Andrzej Gulczyński – prezes Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk.


Od lat 60. Andrzej Kruszona realizował też swoje zainteresowania muzyczne. Najpierw uczył się gry na klarnecie i teorii muzyki u Antoniego Fąki i kpt. Mieczysława Wiśniewskiego, kapelmistrza orkiestry wojskowej. Próby i występy odbywały się w sali Sundmanna (ul. Poznańska 22), która do 1966 roku stanowiła siedzibę Powiatowego Domu Kultury. W późniejszym okresie nauczył się grać na tubie basowej i innych instrumentach. Do 1963 roku śpiewał w słynnym szamotulskim chórze „Lutnia”, którego korzenie sięgały jeszcze czasów zaborów, założony został bowiem w 1905 roku. Od 1989 roku grał na klarnecie w Zespole Folklorystycznym „Szamotuły” (do 2002 r.), którym kierowała wówczas Janina Foltyn.

W 1972 roku Andrzej Kruszona ożenił się z Emilią z domu Rychczyńską. Na świat przyszły dwa kolejne pokolenia Kruszonów − dzieci Andrzeja i Emilii: Romuald (ur. 1973), Paweł (ur. 1974) i Paulina (ur. 1981) oraz czworo wnuków.

Andrzej Kruszona nie chce zatrzymywać czasu: Młody już byłem, teraz chcę być stary − mówi. A kiedy opowiada o swoich witrażach podkreśla: Piękno jest w prostocie.

Agnieszka Krygier-Łączkowska